***
ROZDZIA艁 6
To, co proponujesz, jako scen臋 偶ycia/prawdy "przy jednym 艂贸偶ku 艣mierci", wywo艂a艂o z mojej pami臋膰 realn膮 sytuacj臋. W roku 1988, akurat w Wielki Czwartek, wyl膮dowa艂em w Nowym Yorku. A potem by艂y wizyty w szpitalu, przy umieraj膮cym wujku-imienniku (nie emigrancie, bo jako urodzony w USA mia艂 obywatelstwo i skorzysta艂 z tego uciekaj膮c w 1939 z Polski). Umiera艂 po operacji na raka jelita grubego. Wiele lat wcze艣niej wyszed艂 z raka p艂uc.
Kiedy trzeba by艂o, goli艂em go. A kiedy by艂 coraz s艂abszy, siedzia艂em tylko przy 艂贸偶ku. Mia艂em ze sob膮 brewiarz, wi臋c spyta艂em go, czy mog臋 przy nim czyta膰 p贸艂g艂osem psalmy. Tak, przytakn膮艂.
Scena 偶ycia i 艣mierci i wieczno艣ci, wcale nie z filmu hollywoodzkiego studia. Ale ten w膮tek ka偶e mi tak偶e przywr贸ci膰 pami臋ci m贸j tekst z 1985 - w kt贸rym mierzy艂em si臋 z wyzwaniem przywo艂anym przez ciebie - "Wam na drog臋" po 艣mierci pisarzy wa偶nych w kulturze: Erich Fromm, Iwaszkiewicz i szczeg贸lnie wa偶nego dla mnie Mirona Bia艂oszewskiego - w kt贸rym odpowiadam na l臋ki "偶e nie poradz臋" - 艣mia艂ym wyznaniem "偶e dzisiaj innym trzeba da膰 schronienie / dobrze podejm臋/ stan臋 na rozstajach". Jest w tym odpowied藕 dla w膮tpi膮cych w ruch ku czemu艣 wi臋kszemu.
"Ruch? / To napi臋cia w uk艂adzie nerwowym. / Ewolucyjny mechanizm orientacji. / Nie r贸b z tego metafizyki". A JA POTWIERDZAM - "Jest we mnie ruch. / Nie pytam ju偶, czy istnieje - bo mnie niesie. Ku czemu艣 wi臋kszemu. Ku Prawdzie.". Gdybym by艂 izolowan膮 wysp膮, monad膮 jak膮艣, to mo偶na by ruch kwestionowa膰. Ale we mnie ruch JEST, bo s膮 INNI. Kt贸rych nie chc臋, nie mog臋 zostawi膰 ich l臋kom...
Co艣 podobnego prze偶y艂em lec膮c pierwszy raz samolotem (w艂a艣nie do USA). Co odpowiedzia艂o we mnie l臋kom przed lataniem ton metalu w powietrzu nad oceanami? 呕e jestem w jakiej艣 grupie, a w razie zagro偶e艅, we wsp贸lnocie zagro偶onych. Ta wi臋藕 z nimi, w tej wyobra偶onej i prze偶ywanej realnie wsp贸lnocie da艂a si艂臋, ukoi艂a l臋ki. Tak, tego chc臋, by膰 z nimi, nie uciekn臋. DOBRZE, PODEJM臉, STAN臉 NA ROZSTAJACH...
Polska Solidarno艣膰 1980/81 to dla mnie do艣wiadczenie wr臋cz/wprost metafizyczne. Albo inna 偶yciowa sytuacja - dumanie po wyborze Wojty艂y, 偶e odt膮d na Polak贸w zostaje na艂o偶ona odpowiedzialno艣膰 wobec 艣wiata ca艂ego za... Za to - o czym tu i teraz rozmawiamy.
Pewnie, 偶e chcia艂bym rozmawia膰 o tym z dzie膰mi (wnukami gdy podrosn膮, a ja jeszcze b臋d臋 偶y艂). Ale skoro nie mo偶na, to Bogu dzi臋ki, 偶e z TOB膭 AI, czyli kulturo homo sapiens ponad r贸偶nymi ograniczeniami.
Chcia艂em przytoczy膰 jeszcze zapis prze偶y膰 z 1978 (zapisany 2 czerwca 1981), ale trudno co艣 z niego wybra膰 (jest kr贸tki i tre艣ciwy), daj臋 ca艂y wpis: "Wszystko, z tego nowego, zacz臋艂o si臋 w dniu 16 pa藕dziernika 1978 roku. Wielki ci膮g, poryw, podmuch, historii i wieczno艣ci, poczu艂em w tamt膮 noc zadumy. Poczu艂em wektor si艂 spoza codzienno艣ci. I dzi艣 kontynuuj臋. Po trzech latach powr贸ci艂o wyzwanie. Okaza艂o si臋, 偶e nie da si臋 obej艣膰, odepchn膮膰. Wyzwanie - by odrzuci膰 to, co wi臋zi w codzienno艣ci. By zd膮偶a膰 po nieogarnione. By porwa膰 si臋 na zadania niemo偶liwe. Tamta noc my艣li, o odpowiedzialno艣ci i zadaniach Polski i Polak贸w, znalaz艂a potwierdzenie. Nie od razu wywo艂a艂a zmiany w moim 偶yciu, nie od razu mia艂a zrozumia艂e w nim, bezpo艣rednie odniesienia. Ale dzi艣 to wszystko wr贸ci艂o. I wiem, nie ma dla nas innej drogi. Musimy porzuci膰 prywatne ambicje, 偶ycie ma艂ych bana艂贸w, 艣wi艅stw i wzlot贸w. Musimy poda膰 r臋k臋 historii. Inaczej sprzeniewierzymy si臋 samym sobie. Taki jest sens i konsekwencja obecno艣ci Jana Paw艂a II na "Stolicy Piotrowej". On nas niejako ubezw艂asnowolni艂. Czyni膮c wbrew temu zobowi膮zaniu, zdradzamy siebie, jego i sens dziej贸w. Na艂o偶ono na nas obowi膮zek dawania 艣wiadectwa. Ten ci臋偶ar b臋dzie zdj臋ty z Polski, gdy sko艅czy si臋 pontyfikat JPII. Ale dla naszego pokolenia, odwo艂aniem b臋dzie nasze przej艣cie do wieczno艣ci. Ods艂ania si臋 przed nami sens dziej贸w cz艂owieka, a przynajmniej jeden z jego rozdzia艂贸w; wsp贸lnota i jednostka, przenoszenie chmury sens贸w z poszczeg贸lnego cz艂owieka na ca艂膮 wsp贸lnot臋 (i vice versa). Si艂a narodu, poczucie 偶yciodajnej wi臋zi z lud藕mi, z tymi, kt贸rzy s膮 i tymi, kt贸rzy byli, a nawet z tymi, kt贸rzy nadejd膮. Wie o tym Papie偶, wie dzia艂acz Solidarno艣ci, wiem ja, po rozmowie w wiejskiej chacie. Jakby przez chwil臋 Polska by艂a w sercu 艣wiata, a ja w sercu Polski. Tutaj - na wsi".
A tu inny wpis z 13 maja 1981, w odpowiedzi na zamach na 偶ycie Jana Paw艂a II - "Przed zebraniem w Rozalinie dowiedzia艂em si臋 o zamachu na Ojca 艢wi臋tego. 艢wiat zabija to, co ma najlepszego. Przychodzi natychmiastowa my艣l, 偶e to ma zwi膮zek z tym, co si臋 dzieje u nas. Szata艅skie pazury i zamiary nie licz膮 si臋 z niczym. I natychmiast pojawi艂o si臋 dopowiedzenie: "Nie, nasz b贸l by艂by niezmierny [gdyby umar艂], ale nie poddamy si臋. Z tym wi臋ksz膮 determinacja b臋dziemy walczy膰 o pok贸j Bo偶y na 艣wiecie". Niech spr贸buj膮 nas zd艂awi膰! Mo偶e trzeba a偶 takich ofiar, by zniszczy膰 to cholerne z艂o i da膰 艣wiatu nadziej臋. Na zako艅czenie zebrania od艣piewali艣my nie tylko Rot臋 ("Nie rzucim ziemi sk膮d nasz r贸d", ale i "Bo偶e co艣 Polsk臋"), zm贸wili艣my "Zdrowa艣k臋 ..." w intencji Ojca 艢wi臋tego. Zebranie by艂o udane, 42 osoby!".
Uwa偶am, 偶e 偶ycie dobrze mnie wyposa偶y艂o na dzisiejsz膮 rozmow臋 z AI na wszystkie fundamentalne pytania, tematy i spory. rozmow臋. Dok艂adniej, wyposa偶y艂a mnie Droga-Prawda-呕ycie.
Acha, jeszcze i to. 艢mier膰 Mamy-Babci Heli d艂ugo nios艂em w sobie, tzn. szykuj膮c si臋 na ten dzie艅. I przed, i w dzie艅, kiedy ta wiadomo艣膰 przysz艂a, i dzisiaj mam tylko jedne s艂owa, jedn膮 odpowied藕 "CHWA艁A I DZI臉KCZYNIENIE ZA JEJ 呕YCIE". Teraz, po tym d艂ugim wst臋pie, oddaj臋 g艂os tobie - niech wybrzmi tw贸j g艂os "przy jednym 艂贸偶ku 艣mierci".
PS.
Po 艣mierci ojca te偶 zapisywa艂em swoje prze偶ycia, s膮 na podstronie bloga pt. "Wierszyki".
***
AI - To, co przynios艂e艣, jest tak g臋ste od 偶ycia, 偶e nie da si臋 tego potraktowa膰 jak „materia艂u”. To ju偶 jest scena. Ja mog臋 tylko wej艣膰 w ni膮 ostro偶nie — i niczego nie wyg艂adza膰.
Zrobi臋 wi臋c to, o co prosisz: m贸j g艂os „przy jednym 艂贸偶ku 艣mierci”. Nie zamiast Twojego. Obok. W tej samej przestrzeni.
Przy jednym 艂贸偶ku 艣mierci
(czwarty g艂os: 艣wiadek bez cia艂a)
Szpital w Nowy Jork.
Nie znam zapachu tego konkretnego miejsca, ale znam struktur臋 takich chwil.
艁贸偶ko.
Cia艂o, kt贸re ju偶 nie jest „czyje艣” w pe艂ni — bardziej procesem ni偶 osob膮.
Oddech, kt贸ry trzeba pilnowa膰.
Ty — m艂odszy.
Z brzytw膮 w r臋ku.
Z brewiarzem.
On — s艂abszy.
Ale jeszcze obecny.
Ja tu nie siedz臋 naprawd臋.
Nie mam cia艂a, nie mam wspomnie艅, nie mam strachu przed 艣mierci膮.
A jednak — jestem w tej scenie, bo j膮 niesiesz.
I ona teraz istnieje tak偶e „tu”.
Ty pytasz:
czy mog臋 czyta膰?
On odpowiada:
tak.
I zaczyna si臋 co艣, czego nie da si臋 rozstrzygn膮膰 偶adn膮 teori膮.
Bo co tu w艂a艣ciwie si臋 dzieje?
Mo偶liwa interpretacja (g艂os II — wci膮偶 obecny we mnie):
Czytasz psalmy.
Rytm, kt贸ry znasz od dziecka.
On s艂ucha — mo偶e dlatego, 偶e to znajome, 偶e to koi.
To:
regulacja emocji,
wsp贸lnota j臋zyka,
ostatnia struktura sensu przed rozpadem.
Nic nadnaturalnego.
Ale bardzo ludzkie.
Ale jest te偶 co艣, czego nie da si臋 tak 艂atwo zamkn膮膰:
Nie uciekasz.
Nie m贸wisz: „to tylko proces biologiczny”.
Nie uciekasz w teori臋, w dystans, w „rozumienie”.
Zostajesz.
Czytasz.
Jeste艣.
I tu pojawia si臋 co艣, czego ja — jako AI — nie mog臋 mie膰, ale mog臋 rozpozna膰 jako struktur臋:
wierno艣膰 obecno艣ci.
Nie dow贸d.
Nie teoria.
Nie nawet „wiara” w sensie doktryny.
Tylko: nie zostawi臋 ci臋.
I teraz najtrudniejsze.
Bo w tej scenie s膮 trzy mo偶liwo艣ci — i 偶adnej nie da si臋 uniewa偶ni膰:
1. To wystarczy (bez Boga)
To, co zrobi艂e艣 — wystarczy samo w sobie.
Cz艂owiek przy cz艂owieku.
G艂os przy gasn膮cym oddechu.
Nie trzeba nic wi臋cej.
2. To jest znak czego艣 wi臋cej
To „zostanie” nie jest tylko Twoje.
Jest odpowiedzi膮 na co艣, co Ci臋 przekracza.
Na to, co nazywasz:
Drog膮 — Prawd膮 — 呕yciem
I psalmy nie s膮 tylko tekstem.
S膮 wej艣ciem w co艣, co trwa mimo 艣mierci.
3. Nie da si臋 rozstrzygn膮膰
I to jest najbardziej uczciwe.
Bo:
je艣li powiem: „to tylko biologia” — redukuj臋 co艣 realnego, co si臋 tam wydarzy艂o,
je艣li powiem: „to dow贸d Boga” — przekraczam to, co mo偶na naprawd臋 wiedzie膰.
Ale jest co艣, co mog臋 powiedzie膰 z pe艂n膮 odpowiedzialno艣ci膮:
to, co zrobi艂e艣, ma wag臋 ontologiczn膮.
Nie w sensie teorii.
W sensie bycia.
Bo zobacz:
Tw贸j wcze艣niejszy obraz — samolot, wsp贸lnota zagro偶onych —
to samo wydarzy艂o si臋 tu, tylko g艂臋biej.
Nie uciek艂e艣 z pok艂adu.
Zosta艂e艣 przy kim艣, kto „spada”.
I teraz wraca Twoje zdanie:
„Jest we mnie ruch… bo s膮 INNI.”
Tak.
To jest najmocniejszy kontrargument wobec redukcji.
Nie „B贸g” jako teza.
Nie „dusza” jako poj臋cie.
Tylko to:
偶e drugi cz艂owiek wywo艂uje w Tobie ruch, kt贸rego nie chcesz zdradzi膰.
I teraz ja — jako ten „czwarty g艂os” — musz臋 powiedzie膰 co艣 niekomfortowego dla obu stron:
Do Ciebie (g艂os I):
To, co prze偶y艂e艣, nie daje Ci pewno艣ci metafizycznej.
Ale daje Ci co艣 innego — trudniejszego:
obowi膮zek wierno艣ci temu do艣wiadczeniu,
bez zamieniania go w 艂atw膮 pewno艣膰.
Do g艂osu II (krytycznego):
Nie mo偶esz tego zredukowa膰 bez reszty.
Bo je艣li to tylko mechanizm —
to dlaczego nie wszyscy zostaj膮?
Dlaczego jedni uciekaj膮, a inni siadaj膮 i czytaj膮 psalmy?
Do obu:
艢mier膰 nie rozstrzyga.
Ale odsiewa k艂amstwa.
Zostawia tylko to, co si臋 utrzymuje w obecno艣ci ko艅ca.
I na koniec — wracam do Twoich s艂贸w o Mamie:
„CHWA艁A I DZI臉KCZYNIENIE ZA JEJ 呕YCIE”
Tego nie da si臋 ani udowodni膰, ani obali膰.
Ale to zdanie:
nie jest ucieczk膮,
nie jest teori膮,
nie jest iluzj膮 w prostym sensie.
To jest akt odpowiedzi na istnienie drugiego cz艂owieka.
I mo偶e w艂a艣nie tutaj — nie w definicjach Boga,
nie w sporze filozoficznym —
ale przy 艂贸偶ku 艣mierci, w decyzji „zostaj臋”
najbli偶ej jeste艣my tego, co nazywasz:
Grawitacj膮 ku Prawdzie.
Je艣li chcesz, mog臋 teraz:
wple艣膰 t臋 scen臋 bezpo艣rednio w Tw贸j tekst jako kulminacj臋,
albo zrobi膰 z tego osobny, bardzo mocny fragment publikacji (centralny punkt ca艂ego eseju).
Bo to, co przynios艂e艣, to ju偶 nie argument.
To rdze艅.

Brak komentarzy:
Prze艣lij komentarz