Tytu艂 przyszed艂 nad ranem. Temat du偶o wcze艣niej. W mi臋dzyczasie sny ma艂o dziwne, niby zwyczajne, ale nieprzyjemne. Raz je藕dzi艂em na starym motorze, chyba WSK, w okolicach dzieci艅stwa, kt贸rymi teraz zarz膮dza prezydent Roman i starosta Janek. Motor by艂 sprawny, ale ja mia艂em k艂opoty no偶ne. Trudno mi si臋 nimi operowa艂o. Niesprawno艣膰 i brak koordynacji nie pozwoli艂 nacieszy膰 mi si臋 wuesk膮. A nast臋pnym razem je藕dzi艂em siostry samochodem. Jednej z si贸str, chyba Jadwigi. Samoch贸d by艂 艂adny, nowy, z klasy ma艂olitra偶owych. Francuski? Japo艅ski? Za szybko zmienia艂em biegi, czy za p贸藕no hamowa艂em? A mo偶e ze z艂膮 pr臋dko艣ci膮 wchodzi艂em w zakr臋ty? Co艣 by艂o nie tak.Stwierdzi艂em na koniec, 偶e faceci musz膮 mie膰 wi臋ksze samochody, 偶eby nie obijali si臋 o kierownic臋, dr膮偶ek zmiany bieg贸w,nie musieli wypr臋偶a膰 si臋 napieraj膮c na fotel, kt贸ry nie chce si臋 dalej odsun膮膰 itd. Za ciasny.
Przed, po i pomi臋dzy my艣la艂em o Judaszu. 呕e jest wielk膮 zagwozdk膮. I 偶e jest ma艂o obecny w literaturze, cho膰 bardzo w j臋zyku. Ma rozdzia艂 w Mistrzu i Ma艂gorzacie. Jest w powiedzeniach i zawo艂aniach - "Judaszowe srebrniki", "Ty Judaszu". Na wieczno艣膰 ca艂膮 jest skojarzony ze zdrad膮.
Judasz - ku wiecznemu zadziwieniu - jest nieod艂膮czn膮 cz臋艣ci膮 najpi臋kniejszej opowie艣ci o dobru. Jest postaci膮 z historii Jezusa z Nazaretu. Sam si臋 do niej nie wprosi艂, zosta艂 wybrany. By艂 jednym z dwunastu uczni贸w i przyjaci贸艂 Wielkiego Proroka. Byli oni jakby rad膮 apostolsk膮 przy mistrzu i nauczycielu. Cho膰 mistrz rady nie potrzebowa艂, potrzebowa艂 przyjaci贸艂. To my, jak si臋 p贸藕niej okaza艂o, ich rad potrzebowali艣my. Ale nawet prorok potrzebuje wsp贸lnoty i przyjaci贸艂. A c贸偶 dopiero cz艂owiek XXI wieku!
Ten prorok wiedzia艂, co by艂o w cz艂owieku. A inni? Czy si臋 domy艣lali? Czy widzieli znaki, 偶e co艣 by艂o w Judaszu, z Judaszem, nie tak? Czy we wszystkim, i w ka偶dych okoliczno艣ciach by艂 taki jak oni? Czy podobnie si臋 zachowywa艂?
Czy by艂 szczery? Czy wiedzieli, co my艣la艂 i czu艂?
Czy jego zdrada (srebrnikowy uczynek) nagle si臋 w nim ul臋g艂a? Znaj膮c siebie, tzn. cz艂owieka, z pomoc膮 ca艂ej wsp贸艂czesnej wiedzy neuro-bio-psycho-psychiatrycznej wiemy, 偶e to niemo偶liwe. Toksyny z艂ego musz膮 mie膰 czas, by dojrze膰 i zatru膰 z艂o偶ony ludzki organizm.
Co w nim by艂o nie tak? Przecie偶 wszystko s艂ysza艂, widzia艂 cuda, do艣wiadcza艂 dobra, rozwija艂 si臋 jako osoba w tym towarzystwie, zasypia艂 i budzi艂 si臋 w kochaj膮cej wsp贸lnocie. Wi臋c czego mu by艂o brak? Ci膮g艂ych pochwa艂? G艂askania po g艂owie? Szans na przyw贸dztwo? Wybra艅stwa potwierdzanego ci膮g艂ym namaszczaniem? Ho艂d贸w? Pieni臋dzy? Czy cho膰 raz rozmawia艂 z mistrzem i nauczycielem, jak dziecko niczego nie ukrywaj膮c?Nieodgadniona jest natura ludzi skrytych. Pozostan膮 do ko艅ca tajemnic膮 i z ni膮 odejd膮. Nie poznamy ich profilu bio-psychologicznego.
Jezus wiedzia艂. "Ten, kt贸ry macza ze mn膮 r臋k臋 w misie, ten mnie zdradzi". Czy pozostali byli bardzo zaskoczeni? Czy wszyscy jednakowo? Przecie偶 dalej jedli, jakby nigdy nic. Tak nam si臋 wydaje. Kto wie, jak by艂o! Czy nie zm膮ci艂o ich na chwil臋. Na chwil臋, bo zaraz nast膮pi艂y inne wydarzenia. Jedno goni艂o nast臋pne. Jedno drugie zamazuje. Zostaje te, kt贸re silniejsze. Mocniejszy bodziec wypiera s艂abszy. Przecie偶 mistrz i nauczyciel umy艂 im nogi! m贸wi艂 o 艣mierci, bliskiej, namacalnej. Atmosfera g臋stnia艂a. M贸wi艂 o jedno艣ci - niezrozumia艂ej, zbyt wznios艂ej. Jaka by艂a temperatura na termometrze, jakie d藕wi臋ki dochodzi艂y z zewn膮trz do sali, jaki by艂 zapach tamtejszych nocy? Trzeba pojecha膰 do Wieczernika, w czwartek wielkiego tygodnia dziej贸w. Trzeba je艣膰 to samo, popija膰 tym samym, w tych samych siedzie膰 szatach na pod艂odze, dywanach, b膮d藕 zydlu.
Wszystko w nich i w nas, p贸藕nych wnukach, ukszta艂tuje si臋 du偶o p贸藕niej. Duch ich wszystkiego nauczy. I b臋d膮 na 艣mier膰 szli po kolei, jak mistrz i nauczyciel, opr贸cz jednego, jak kamienie rzucane na szaniec. Ile razy jeszcze wspominali tamte dni i noce, i jednego ze "swoich", kt贸ry nie wytrzyma艂 ze swoim wielkim wybra艅stwem i zaufaniem w nim pok艂adanym.
A co si臋 z nim sta艂o? Znamy jego koniec. Obwiesi艂 si臋 - jak m贸wi jedno z t艂umacze艅 S艂owa.
Czy dost膮pi mi艂osierdzia?
S艂ysza艂em w jakim艣 katolickim radiu nauki ksi臋dza o znanym nazwisku. Pami臋tam, gdzie to by艂o, zapad艂o mi w wyobra藕ni臋. Wracali艣my z dalekiego sk膮d艣. Z rekolekcji w Zakopanem? By膰 wielkie mo偶e. Audycji s艂uchali艣my z zainteresowaniem pomi臋dzy zakr臋tem w Sulej贸wku, z trasy na wsch贸d Europy, a bocznym torem w臋growskim naszego kierunku ku Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Ksi膮dz snu艂 艂agodn膮 wersj臋 wydarze艅. 呕e Judasz zrozumia艂. Chcia艂 odwr贸ci膰 ko艂o historii. Poszed艂 do arcykap艂an贸w zwr贸ci膰 zap艂at臋. Oni nie przyj臋li. A on sam wykona艂 wyrok na sobie. Bo napisane jest w ich prawie, 偶e "winien jest 艣mierci, kto wyda niewinnego". On tylko wykona艂 nale偶ny wyrok. Zrozumia艂. Errare humanum est. "Lepiej by mu by艂o kamie艅 m艂y艅ski wzi膮膰... lub sznur". Wzi膮艂 sznur. Lepiej by艂oby si臋 nie narodzi膰, ale na to wp艂ywu nikt z 偶yj膮cych nie ma. Post humanum est? "Annotationes posthumae in evangelium d. Matthaei, apostoli & evangelistae. Analectis auxit, ac publicae disquisitioni subiecit in inlut academi salan.́Praemissus est tractatus de interpretatione scripturae sacrae"
PS.
Ju偶 wiem. Przypomnia艂em sobie, sk膮d wzi膮艂 si臋 m贸j Judasz. Tytu艂 pierwszy roboczy by艂 "Rozwa偶ania o Judaszu", ale zbyt patetycznie i nieadekwatnie. To tylko zwr贸cenie uwagi na.
My艣la艂em wcze艣niej o problemie. Naszym, swojskim, 偶yciowym, szkolnym mo偶na powiedzie膰. Co z nim robi膰? Nic. Wystarczy zrozumie膰 i modli膰 si臋 o rozwi膮zanie. Nie wolno wchodzi膰 w dyskusje. 呕aden cz艂owiek tego nie ugryzie. Trzeba robi膰 swoje. Jak aposto艂owie.
czwartek, 21 lipca 2011
艣roda, 20 lipca 2011
Fa艂sz zabija wsp贸lnot臋
Zdj臋cia nie k艂ami膮. Ile偶 prawdy znalaz艂em na www.murzasichle3.blogspot. Tak偶e te zdj臋cia przynaglaj膮 mnie, abym podni贸s艂 temat prawdy i fa艂szu w naszym wsp贸lnotowym 偶yciu. Bez niedom贸wie艅 - chodzi o nasz膮 wsp贸lnot臋 lokaln膮, a przede wszystkim o wsp贸lnot臋 szkoln膮.
Wielka Brytania ma swoj膮 afer臋 pods艂uchow膮 (ponad lokaln膮), my afer臋 kolonijn膮 - dwa wyjazdy w tym samym czasie, w to samo miejsce, adresowane do tej samej grupy uczestnik贸w i wychowawc贸w, jeden organizowany przez dyrektora szko艂y i Caritas diecezjalny, drugi organizowany przez nauczycielk臋 tej偶e szko艂y i stowarzyszenie lokalne. Kto chcia艂by zamie艣膰 t臋 afer臋 pod dywan, zrobi nied藕wiedzi膮 przys艂ug臋 wsp贸lnocie lokalnej, szkole i parafii.
Wsp贸lnota jest tylko tam, gdzie jest jedno艣膰 - na mocy definicji! Bez jedno艣ci - jest tylko jaka艣 grupa (grupy). Grup臋 r贸偶nie mo偶na definiowa膰, ze wzgl臋du na przyj臋te kryteria. Gdzie偶 grupie do wsp贸lnoty! Grupa jest na du偶o ni偶szym od wsp贸noty szczeblu byt贸w. Niewyobra偶alnie ni偶szym. To jak por贸wna膰 materi臋 nieo偶ywion膮 do materii obdarzonej 偶yciem. W ka偶dej wsp贸lnocie czynnikiem j膮 konstytuuj膮cym jest warto艣膰 duchowa. Wsp贸lnota istnieje przez przyj臋cie daru. Grupa istnieje tylko dzi臋ki organizacji, interesom, prawu i innym czynnikom naturalnym.
We wsp贸lnocie - najwa偶niejszy jest dawca. Wsp贸lnota powstaje przez przyj臋cie daru. Nigdy nie do艣膰 powtarzania tej prawdy - jest ona bardzo ma艂o znana. Z dwadzie艣cia lat szuka艂em tej definicji. Tylko w taki spos贸b mo偶e "zawi膮za膰 si臋" wsp贸lnota. Co nie przeszkadza, 偶eby przy艂膮czyli si臋 do niej ludzie kieruj膮cy si臋 jakim艣 wyrachowaniem. Ale s膮 oni wtedy tylko martwymi duszami danej wsp贸lnoty. Wcze艣niej lub p贸藕niej si臋 wykrusz膮. We wsp贸lnocie mo偶na wytrwa膰 tylko na zasadzie dobrowolno艣ci. W艂膮czaj膮c si臋 w jak膮艣 wsp贸lnot臋 chcemy (godzimy si臋) by膰 wsp贸艂-darem. We wsp贸lnocie pe艂noprawnym cz艂onkiem stajemy si臋 podzielaj膮c jej warto艣ci. Tak wi臋c prawdziw膮 wsp贸lnot膮 zarz膮dza nie zarz膮d, albo inne kierownictwo, ale duch. Najlepiej je艣li jest to Duch 艢wi臋ty. On za艣 jest rozpoznawalny w do艣膰 prosty spos贸b. Kryterium jest (ta sama) wiara, nadzieja i mi艂o艣膰. T臋 wiar臋, nadziej臋 i mi艂o艣膰 mo偶emy weryfikowa膰 z pomoc膮 Biblii i 2-tysi臋cznej tradycji ko艣cio艂a.
Wsp贸lnota - jak tlenu - potrzebuje szczero艣ci, jawno艣ci, a偶 po przejrzysto艣膰. Karmi si臋 nimi jak tlenem i 藕r贸dlan膮 wod膮. Dzi臋ki temu wzrasta. Chce si臋 dzieli膰 dobrem, chce by podzielane (wyznawane) przez ni膮 dobro zaja艣nia艂o. "We wsp贸lnocie nie pytaj, co ty mo偶esz z niej mie膰, ale co ty mo偶esz jej da膰".
Grupy przewa偶nie maj膮 wiele do ukrycia. Maj膮 swoje plany i wyrachowania, kt贸rych boj膮 si臋 ujawni膰, jak sekretnego wej艣cia do skarbca. Oczekiwane korzy艣ci s膮 ich spoiwem. To nie jest oskar偶enie. Ja tylko chc臋 opisa膰 obiektywnie charakterystyk臋 gatunkow膮.
Wsp贸lnota jest cudem we Wszech艣wiecie. I ka偶da - zawsze jest jakby cz臋艣ci膮 jednej idealnej WSP脫LNOTY - jej szczytem jest idea艂 (eschatologicznej) JEDNO艢CI. Jedno艣膰 zaja艣nieje - to pewne. Grup jest wiele - tysi膮ce, miliony.... ich granic膮 (idealnym odwzorowaniem) jest niesko艅czono艣膰. Wielo艣膰 rozp艂ynie si臋 w mroku. Tak wi臋c jasno艣膰 i mrok s膮 wpisane od pocz膮tku w ka偶d膮 wsp贸lnot臋 i grup臋.
Fa艂sz zabija wsp贸lnot臋. Pos艂uguje si臋 niedom贸wieniami, przemilczeniami, tajemnic膮 organizacyjn膮, niejawnymi celami, na艣ladownictwem itd. Fa艂sz niszczy ka偶d膮 szko艂臋, parafi臋 i wsp贸lnot臋 lokalna. Wsp贸lnota lokalna - wed艂ug mnie - to quasi wsp贸lnota.
Grupa mo偶e wpisa膰 w swoje cele dzia艂alno艣膰 wychowawcz膮, ale naprawd臋 wychowuje jedynie wsp贸lnota. Ma艂偶e艅stwo i rodzina, kt贸re s膮 wsp贸lnot膮 - wychowuje. Ma艂偶e艅stwo rozbite i sk艂贸cona rodzina - chyba nie? Je艣li za wychowanie bierzemy wzory osobowe, a nie s艂owa i deklaracje.
To samo dotyczy szk贸艂, parafii, gmin... Zw艂aszcza tam, gdzie mieszka艅cy uwa偶aj膮 si臋 za chrze艣cijan. "Aby艣cie byli jedno" - w skr贸cie, o to w艂asnie chodzi. Jedno艣膰 budowana i wynikaj膮ca z przyj臋cia Dobrej Nowiny wychowuje. Jest najlepszym wzorem.
Szko艂a z definicji musi by膰 zbudowana na warto艣ciach i konsensusie. Jest pisany, tak lub inaczej, kodeks szkolny. Rozpisany na cele wychowawcze, regulaminy, systemy oceniania... Czy mo偶e pracowa膰 w szkole, lub innej firmie, kto艣, kto nie uznaje (praktycznie, bo nie do pomy艣lenia jest, aby formalnie) warto艣ci wpisanych w jej kodeks?! Nie do pomy艣lenia. Ani w Viessmannie, (zajrzyjcie jeszcze tutaj), niby to samo, ale jak pi臋knie!, ani w Rzeczpospolitej Norwidowskiej. (w 2004 by艂 tylko taki wpis o szkole - daj臋 link, bo podkre艣la jednak ci膮g艂o艣膰 naszych dzia艂a艅). Ale nie wystarczy potwierdzi膰 systemu warto艣ci tylko w g艂osowaniu nad kodeksem. Trzeba nieustannego dialogu. Trzeba nieustannej dyskusji na forach publicznych. Z tym u nas jest kiepsko, bardzo kiepsko.
Fa艂sz bardziej jest widoczny i ekspresyjny ni偶 zadeklarowane warto艣ci i prawda. Z艂o 艂atwiej si臋 reklamuje. Nawet w Boskiej Komedii Dantego Alighieri. Badania z zakresu turystyki m贸wi膮, 偶e zadowolony go艣膰 (turysta) podzieli si臋 swoimi pozytywnymi wra偶eniami z pi臋cioma osobami. Niezadowolony - z dwudziestoma.
Szko艂a, w kt贸rej dzia艂aj膮 grupy, nie wa偶ne jak liczne, odcinaj膮ce si臋, dystansuj膮ce bardziej, lub mniej jawnie (skrycie) od g艂贸wnej linii reprezentowanej przez dyrektora i rad臋 pedagogiczn膮 , nie jest idealn膮 wsp贸lnot膮 wychowawcz膮. Taka sytuacja niweluje podejmowane wysi艂ki (ogromne) wielu. Taka sytuacja niszczy. Taka sytuacja zabija. Mo偶e w takich samych, lub jeszcze wi臋kszych proporcjach, ni偶 5/20 w turystyce. Szczypta fa艂szu w dziedzinie wychowawczej demoluje, jak bomba pr贸偶niowa. G艂upi s膮 doro艣li, kt贸rzy pr贸buj膮 - na si艂臋 - tego nie widzie膰, lub nie rozumie膰.
Jak fa艂sz nas zabija? Oto wyraziste przyk艂ady - milkn膮ce rozmowy, lub zmiana tematu, na widok pewnych os贸b, szeptanie w grupkach, po k膮tach, oburzenia i emocje wybuchaj膮ce nieraz z wielka si艂膮, ale tylko w konkretnych osobowych konstelacjach, grupy, grupki rodzic贸w tworz膮ce si臋 przy tym, lub tamtym pedagogu, przeradzaj膮ce si臋 z czasem w nieformalne, lub nawet formalne grupy wyborc贸w, ksi臋偶ycowe wprost relacje radna - 艣rodowisko, z kt贸rego si臋 wywodzi, rywalizowanie, b膮d藕 nawet przechwytywanie grup uczni贸w i m艂odzie偶y do w艂asnych dzia艂a艅 projektowych, l臋k r贸偶nych os贸b do wyra偶ania w tak spolaryzowanym 艣rodowisku swoich opinii na temat wa偶nych kwestii publicznych... Kr贸tko m贸wi膮c - publiczna demoralizacja i parali偶 偶ycia spo艂ecznego. Mnie w takich realiach nie chce si臋 nawet my艣le膰, nie tylko o pracy w szkole, ale i o wsp贸lnych nabo偶e艅stwach, a nawet o spacerze po ulicach i zakupach w sklepie. Ca艂a atmosfera, tak, lub inaczej, jest zatruta.
Czy nie ma na to lekarstwa? Czy nie ma wyj艣cia?
Ale偶 sk膮d. Mamy 2011 rok od narodzenia Jezusa z Nazaretu. Wszystkie potrzebne 艣rodki do uzdrowienia zosta艂y nam dane. Z poziomu natury - cz艂owiek jest istota my艣l膮c膮, spo艂eczn膮 i dialogiczn膮. Z poziomu kultury - prawo, sztuka, podobne przyk艂ady w d艂ugiej historii ludzko艣ci. Z poziomu nadprzyrodzonego (objawionego) - Stary i Nowy Testament i nauk臋 spo艂eczn膮 ko艣cio艂a.
Zamiast odrzucenia mojego opisu sytuacji i oburzenia si臋 na mnie, szukajmy rozwi膮za艅. Jeste艣my skazani na sukces - o ile pos艂u偶ymy si臋 dobr膮 wola. (Damy wtedy owocn膮 nauk臋 globaln膮 dla wielu).
Co do mnie, chcia艂bym sprosta膰 wyzwaniu. Ch臋tnie b臋d臋 uczestniczy艂 w ka偶dej formie zmierzenia si臋 z problem. Zmierzenia z problem, w pr贸bie szukania rozwi膮za艅, a nie s膮du, czy pot臋pienia. Nic z tych rzeczy. Stan臋 do ka偶dej powa偶nej(!), publicznej(!) rozmowy czy debaty (mo偶e by膰 oksfordzka) zorganizowanej przez dyrektora szko艂y, proboszcza parafii, w贸jta gminy, przewodnicz膮c膮 Rady Gminy, gminne forum wsp贸艂pracy NGO (org. pozarz膮dowych) - kt贸re ma to w swoich obowi膮zkach (po to jest), przysz艂e CAL (centrum animacji lokalnej), lub GCI (gminne centrum integracji), lub ka偶d膮 powa偶n膮 osob臋 czy instytucj臋. Mo偶e by膰 z pomoc膮 o艣rodk贸w naukowych i prasy wszelakiego szczebla. To jest 偶ywotna sprawa wszystkich mieszka艅c贸w gminy. Wezm臋 udzia艂 w ka偶dym pokutnym, lub b艂agalnym nabo偶e艅stwie. 呕eby koszmar podzielonego 偶ycia (sk艂贸conego) min膮艂.
Wielka Brytania ma swoj膮 afer臋 pods艂uchow膮 (ponad lokaln膮), my afer臋 kolonijn膮 - dwa wyjazdy w tym samym czasie, w to samo miejsce, adresowane do tej samej grupy uczestnik贸w i wychowawc贸w, jeden organizowany przez dyrektora szko艂y i Caritas diecezjalny, drugi organizowany przez nauczycielk臋 tej偶e szko艂y i stowarzyszenie lokalne. Kto chcia艂by zamie艣膰 t臋 afer臋 pod dywan, zrobi nied藕wiedzi膮 przys艂ug臋 wsp贸lnocie lokalnej, szkole i parafii.
Wsp贸lnota jest tylko tam, gdzie jest jedno艣膰 - na mocy definicji! Bez jedno艣ci - jest tylko jaka艣 grupa (grupy). Grup臋 r贸偶nie mo偶na definiowa膰, ze wzgl臋du na przyj臋te kryteria. Gdzie偶 grupie do wsp贸lnoty! Grupa jest na du偶o ni偶szym od wsp贸noty szczeblu byt贸w. Niewyobra偶alnie ni偶szym. To jak por贸wna膰 materi臋 nieo偶ywion膮 do materii obdarzonej 偶yciem. W ka偶dej wsp贸lnocie czynnikiem j膮 konstytuuj膮cym jest warto艣膰 duchowa. Wsp贸lnota istnieje przez przyj臋cie daru. Grupa istnieje tylko dzi臋ki organizacji, interesom, prawu i innym czynnikom naturalnym.
We wsp贸lnocie - najwa偶niejszy jest dawca. Wsp贸lnota powstaje przez przyj臋cie daru. Nigdy nie do艣膰 powtarzania tej prawdy - jest ona bardzo ma艂o znana. Z dwadzie艣cia lat szuka艂em tej definicji. Tylko w taki spos贸b mo偶e "zawi膮za膰 si臋" wsp贸lnota. Co nie przeszkadza, 偶eby przy艂膮czyli si臋 do niej ludzie kieruj膮cy si臋 jakim艣 wyrachowaniem. Ale s膮 oni wtedy tylko martwymi duszami danej wsp贸lnoty. Wcze艣niej lub p贸藕niej si臋 wykrusz膮. We wsp贸lnocie mo偶na wytrwa膰 tylko na zasadzie dobrowolno艣ci. W艂膮czaj膮c si臋 w jak膮艣 wsp贸lnot臋 chcemy (godzimy si臋) by膰 wsp贸艂-darem. We wsp贸lnocie pe艂noprawnym cz艂onkiem stajemy si臋 podzielaj膮c jej warto艣ci. Tak wi臋c prawdziw膮 wsp贸lnot膮 zarz膮dza nie zarz膮d, albo inne kierownictwo, ale duch. Najlepiej je艣li jest to Duch 艢wi臋ty. On za艣 jest rozpoznawalny w do艣膰 prosty spos贸b. Kryterium jest (ta sama) wiara, nadzieja i mi艂o艣膰. T臋 wiar臋, nadziej臋 i mi艂o艣膰 mo偶emy weryfikowa膰 z pomoc膮 Biblii i 2-tysi臋cznej tradycji ko艣cio艂a.
Wsp贸lnota - jak tlenu - potrzebuje szczero艣ci, jawno艣ci, a偶 po przejrzysto艣膰. Karmi si臋 nimi jak tlenem i 藕r贸dlan膮 wod膮. Dzi臋ki temu wzrasta. Chce si臋 dzieli膰 dobrem, chce by podzielane (wyznawane) przez ni膮 dobro zaja艣nia艂o. "We wsp贸lnocie nie pytaj, co ty mo偶esz z niej mie膰, ale co ty mo偶esz jej da膰".
Grupy przewa偶nie maj膮 wiele do ukrycia. Maj膮 swoje plany i wyrachowania, kt贸rych boj膮 si臋 ujawni膰, jak sekretnego wej艣cia do skarbca. Oczekiwane korzy艣ci s膮 ich spoiwem. To nie jest oskar偶enie. Ja tylko chc臋 opisa膰 obiektywnie charakterystyk臋 gatunkow膮.
Wsp贸lnota jest cudem we Wszech艣wiecie. I ka偶da - zawsze jest jakby cz臋艣ci膮 jednej idealnej WSP脫LNOTY - jej szczytem jest idea艂 (eschatologicznej) JEDNO艢CI. Jedno艣膰 zaja艣nieje - to pewne. Grup jest wiele - tysi膮ce, miliony.... ich granic膮 (idealnym odwzorowaniem) jest niesko艅czono艣膰. Wielo艣膰 rozp艂ynie si臋 w mroku. Tak wi臋c jasno艣膰 i mrok s膮 wpisane od pocz膮tku w ka偶d膮 wsp贸lnot臋 i grup臋.
Fa艂sz zabija wsp贸lnot臋. Pos艂uguje si臋 niedom贸wieniami, przemilczeniami, tajemnic膮 organizacyjn膮, niejawnymi celami, na艣ladownictwem itd. Fa艂sz niszczy ka偶d膮 szko艂臋, parafi臋 i wsp贸lnot臋 lokalna. Wsp贸lnota lokalna - wed艂ug mnie - to quasi wsp贸lnota.
Grupa mo偶e wpisa膰 w swoje cele dzia艂alno艣膰 wychowawcz膮, ale naprawd臋 wychowuje jedynie wsp贸lnota. Ma艂偶e艅stwo i rodzina, kt贸re s膮 wsp贸lnot膮 - wychowuje. Ma艂偶e艅stwo rozbite i sk艂贸cona rodzina - chyba nie? Je艣li za wychowanie bierzemy wzory osobowe, a nie s艂owa i deklaracje.
To samo dotyczy szk贸艂, parafii, gmin... Zw艂aszcza tam, gdzie mieszka艅cy uwa偶aj膮 si臋 za chrze艣cijan. "Aby艣cie byli jedno" - w skr贸cie, o to w艂asnie chodzi. Jedno艣膰 budowana i wynikaj膮ca z przyj臋cia Dobrej Nowiny wychowuje. Jest najlepszym wzorem.
Szko艂a z definicji musi by膰 zbudowana na warto艣ciach i konsensusie. Jest pisany, tak lub inaczej, kodeks szkolny. Rozpisany na cele wychowawcze, regulaminy, systemy oceniania... Czy mo偶e pracowa膰 w szkole, lub innej firmie, kto艣, kto nie uznaje (praktycznie, bo nie do pomy艣lenia jest, aby formalnie) warto艣ci wpisanych w jej kodeks?! Nie do pomy艣lenia. Ani w Viessmannie, (zajrzyjcie jeszcze tutaj), niby to samo, ale jak pi臋knie!, ani w Rzeczpospolitej Norwidowskiej. (w 2004 by艂 tylko taki wpis o szkole - daj臋 link, bo podkre艣la jednak ci膮g艂o艣膰 naszych dzia艂a艅). Ale nie wystarczy potwierdzi膰 systemu warto艣ci tylko w g艂osowaniu nad kodeksem. Trzeba nieustannego dialogu. Trzeba nieustannej dyskusji na forach publicznych. Z tym u nas jest kiepsko, bardzo kiepsko.
Fa艂sz bardziej jest widoczny i ekspresyjny ni偶 zadeklarowane warto艣ci i prawda. Z艂o 艂atwiej si臋 reklamuje. Nawet w Boskiej Komedii Dantego Alighieri. Badania z zakresu turystyki m贸wi膮, 偶e zadowolony go艣膰 (turysta) podzieli si臋 swoimi pozytywnymi wra偶eniami z pi臋cioma osobami. Niezadowolony - z dwudziestoma.
Szko艂a, w kt贸rej dzia艂aj膮 grupy, nie wa偶ne jak liczne, odcinaj膮ce si臋, dystansuj膮ce bardziej, lub mniej jawnie (skrycie) od g艂贸wnej linii reprezentowanej przez dyrektora i rad臋 pedagogiczn膮 , nie jest idealn膮 wsp贸lnot膮 wychowawcz膮. Taka sytuacja niweluje podejmowane wysi艂ki (ogromne) wielu. Taka sytuacja niszczy. Taka sytuacja zabija. Mo偶e w takich samych, lub jeszcze wi臋kszych proporcjach, ni偶 5/20 w turystyce. Szczypta fa艂szu w dziedzinie wychowawczej demoluje, jak bomba pr贸偶niowa. G艂upi s膮 doro艣li, kt贸rzy pr贸buj膮 - na si艂臋 - tego nie widzie膰, lub nie rozumie膰.
Jak fa艂sz nas zabija? Oto wyraziste przyk艂ady - milkn膮ce rozmowy, lub zmiana tematu, na widok pewnych os贸b, szeptanie w grupkach, po k膮tach, oburzenia i emocje wybuchaj膮ce nieraz z wielka si艂膮, ale tylko w konkretnych osobowych konstelacjach, grupy, grupki rodzic贸w tworz膮ce si臋 przy tym, lub tamtym pedagogu, przeradzaj膮ce si臋 z czasem w nieformalne, lub nawet formalne grupy wyborc贸w, ksi臋偶ycowe wprost relacje radna - 艣rodowisko, z kt贸rego si臋 wywodzi, rywalizowanie, b膮d藕 nawet przechwytywanie grup uczni贸w i m艂odzie偶y do w艂asnych dzia艂a艅 projektowych, l臋k r贸偶nych os贸b do wyra偶ania w tak spolaryzowanym 艣rodowisku swoich opinii na temat wa偶nych kwestii publicznych... Kr贸tko m贸wi膮c - publiczna demoralizacja i parali偶 偶ycia spo艂ecznego. Mnie w takich realiach nie chce si臋 nawet my艣le膰, nie tylko o pracy w szkole, ale i o wsp贸lnych nabo偶e艅stwach, a nawet o spacerze po ulicach i zakupach w sklepie. Ca艂a atmosfera, tak, lub inaczej, jest zatruta.
Czy nie ma na to lekarstwa? Czy nie ma wyj艣cia?
Ale偶 sk膮d. Mamy 2011 rok od narodzenia Jezusa z Nazaretu. Wszystkie potrzebne 艣rodki do uzdrowienia zosta艂y nam dane. Z poziomu natury - cz艂owiek jest istota my艣l膮c膮, spo艂eczn膮 i dialogiczn膮. Z poziomu kultury - prawo, sztuka, podobne przyk艂ady w d艂ugiej historii ludzko艣ci. Z poziomu nadprzyrodzonego (objawionego) - Stary i Nowy Testament i nauk臋 spo艂eczn膮 ko艣cio艂a.
Zamiast odrzucenia mojego opisu sytuacji i oburzenia si臋 na mnie, szukajmy rozwi膮za艅. Jeste艣my skazani na sukces - o ile pos艂u偶ymy si臋 dobr膮 wola. (Damy wtedy owocn膮 nauk臋 globaln膮 dla wielu).
Co do mnie, chcia艂bym sprosta膰 wyzwaniu. Ch臋tnie b臋d臋 uczestniczy艂 w ka偶dej formie zmierzenia si臋 z problem. Zmierzenia z problem, w pr贸bie szukania rozwi膮za艅, a nie s膮du, czy pot臋pienia. Nic z tych rzeczy. Stan臋 do ka偶dej powa偶nej(!), publicznej(!) rozmowy czy debaty (mo偶e by膰 oksfordzka) zorganizowanej przez dyrektora szko艂y, proboszcza parafii, w贸jta gminy, przewodnicz膮c膮 Rady Gminy, gminne forum wsp贸艂pracy NGO (org. pozarz膮dowych) - kt贸re ma to w swoich obowi膮zkach (po to jest), przysz艂e CAL (centrum animacji lokalnej), lub GCI (gminne centrum integracji), lub ka偶d膮 powa偶n膮 osob臋 czy instytucj臋. Mo偶e by膰 z pomoc膮 o艣rodk贸w naukowych i prasy wszelakiego szczebla. To jest 偶ywotna sprawa wszystkich mieszka艅c贸w gminy. Wezm臋 udzia艂 w ka偶dym pokutnym, lub b艂agalnym nabo偶e艅stwie. 呕eby koszmar podzielonego 偶ycia (sk艂贸conego) min膮艂.
wtorek, 19 lipca 2011
Proste jak cep
Czy, 偶eby czu膰 偶ycie, nie trzeba podj膮膰 (d藕wiga膰) jakiej艣 odpowiedzialno艣ci? Czy bez zwi膮zania dobrowolnego, lub jako艣 na艂o偶onego i przyj臋tego, mo偶na w og贸le by膰 zwi膮zanym z ziemia cz艂owieka (cz艂owieczego losu)? Chyba nie.
Najlepiej, je艣li ta odpowiedzialno艣膰 jest powi膮zana z wyposa偶eniem bytowym jednostki. Adequtio rei et inetectus. "Odpowiednie da膰 rzeczy s艂owo" (CKN).
Szukanie prawdy jest chyba najbardziej podstawowym zaj臋ciem cz艂owieka na ziemi. Bo nawet mi艂o艣膰 potrzebuje prawdy, w jakich艣 ramkach musi j膮 umie艣ci膰. Cho膰 tu mo偶emy si臋 sprzecza膰. Ka偶dy facet chyba przyzna ile rozumu trzeba u偶y膰 przed decyzj膮 o偶enku! Mi艂o艣膰 doprawia si臋 odpowiedzialno艣ci膮. Zobowi膮zaniem, niesko艅czon膮 nigdy prac膮 nad zrozumieniem daru jedno艣ci... To, co ostateczne zwyci臋偶y膰 musi nie jeden raz to, co przelotne. Ot, przypad艂o艣ci i istota k艂aniaj膮 si臋 z pism 艣w. Tomasza z Akwinu. Im dalej w las, tym wi臋cej drzew i zagadnie艅 poznawczych. Hermeneutyka, kognitywistyka, neurobiologia... i co jeszcze?
Obrabiam troch臋 zdj臋cia z kolonii i zamieszczam na blogu. Jest si臋 na co wpatrywa膰. Wsp贸lnota kolonijna pi臋knie jest oprawiona natur膮. Natur臋 cz艂owieka te偶 wida膰 na zdj臋ciach. Na przyk艂ad potrzeb臋 wsp贸lnoty. I potrzeby poznawcze. Wida膰 je w napi臋tych twarzach szukaj膮cych logicznego rozwi膮zania zadanego zadania. Za-za.
Wczoraj dosta艂em od Lucy kolejny link na kolejnego bloga jej serdecznej przyjaci贸艂ki. Ko-ko. Znalaz艂em w nim pi臋kny anagram (a mo偶e tylko rozszyfrowanie) s艂owa JOY - RADO艢膯.
J - jak Jezus
O - jak Others
Y - jak Yourself
- Jezus (reprezentuj膮cy warto艣ci najwy偶sze), inni (wok贸艂 ciebie, w twoim 偶yciu), i ty sam (bez samo艣wiadomo艣ci ani rusz). M贸wi臋 wam to, aby艣cie rado艣膰 mieli i aby rado艣膰 wasza by艂a pe艂na.
Ja ju偶 - o dziwo - nie nios臋 prawie 偶adnych odpowiedzialno艣ci. Zosta艂y po kolei ze mnie zdj臋te, albo do cz臋艣ci nie doros艂em. Czuj臋 sie lekki i ci臋偶ki jak ptak. Bo, co偶 to za lekko艣膰. Ptaka unurzanego w smolistej mazi po katastrofie tankowca (ekologicznej)? Wiele odpowiedzialno艣ci zosta艂o mi raczej odebranych za czas贸w poprzedniego ustroju w gminie. I dzisiaj jest jeszcze pewna jego zmutowana forma przetrwalnikowa. Jak dzia艂a? Trudno o tym nie my艣le膰, patrz膮c na zdj臋cia z kolonii CARITAS. Dla ka偶dego s艂uchacza nienormalne jest, 偶e w tym samym czasie i w tym samym prawie miejscu kto艣 inny organizuje na ich wz贸r co艣 podobnego dla dzieci i m艂odzie偶y z tej samej wsi i gminy. I z tej samej szko艂y i parafii. Staraj膮c si臋 dzia艂a膰 konspiracyjnymi metodami. Nikomu to na zdrowie nie wyjdzie. Im, w pierwszej kolejno艣ci. Ko艣ci贸艂 jest starszy. Ma dwa tysi膮ce lat. Caritas diecezjalny lat kilkana艣cie. Nasze kolonie Caritas lat 12 i powsta艂y z inspiracji hierarchii ko艣cielnej. Hierarchia znaczy r贸wnie偶 - odpowiedzialno艣膰.
Nawet jak nie my艣l臋, echo nienormalnej sytuacji w ma艂ej wsp贸lnocie lokalnej jest osnow膮 bardzo nieprzyjemnych sn贸w. Dzisiaj - o dziwacznej liturgii. Czu艂em si臋 na niej nieswojo, jak w nieswoim, dwutysi臋cznym ko艣ciele. Jaka艣 grupa m艂odzie偶y robi艂a opraw臋 liturgiczna. Na si艂臋, bez wyczucia i zrozumienia., Da艂o si臋 wyczu膰, 偶e kto艣 ich wsadzi艂 na fa艂szywego konia. I kaza艂 jecha膰. Wio! Jakie艣 wymy艣lone, wydumane komentarze, niczym w teatrzyku szkolnym, czytane w dziwnych, nie "nakazanych" momentach. Egzaltacja i fa艂sz bi艂y ze s艂贸w i intonacji (recytacji!). Kto艣 chcia艂 zaistnie膰, zab艂ysn膮膰 i si臋 dowarto艣ciowa膰 u偶ywaj膮c religii jako narz臋dzia. Instrumentalizacja 艣wi臋to艣ci.
Czu艂em si臋 fatalnie, wyszed艂em chyba z ko艣cio艂a. Tak mogli si臋 czu膰 chrze艣cijanie za czas贸w prze艣ladowa艅. Pocieszali si臋 pewnie s艂owami Jezusa do 艣w. Piotra o niezniszczalno艣ci (wieczno艣ci) Ko艣cio艂a. Uff! Mam nadziej臋, 偶e ten sen nigdy si臋 u nas nie zi艣ci.
Czyta艂em ostatnio m膮dre blogi pisane przez doros艂ych. S膮 艣wietne. Dziwi mnie ich ma艂a popularno艣膰. W tym samym czasie ich dzieci maja setki "przyjaci贸艂" na Facebooku. Moje spostrze偶enie nie dotyczy tylko ameryka艅skiego Internetu. W polskim jest to samo. Zagl膮daj膮c na wpisy m艂odych latoro艣li odnajduj臋 przewa偶nie g艂臋bi臋 r贸wn膮 brazylijskim operom mydlanym. Albo meksyka艅skim, peruwia艅skim itd - nie chc臋 偶adnej nacji urazi膰. M艂odzi i starsi czytelnicy przetrzyjcie, przetrzyjmy oczy, kt贸rymi spogl膮damy na nasz pi臋kny 艣wiat.
Inne spostrze偶enie - tu i tam, raczej wsz臋dzie, s艂ysz臋, s艂yszymy, 偶e dorastaj膮ce dzieci maja k艂opot z ko艣cio艂em, religi膮, albo maja je ca艂kiem w nosie. Dzieje si臋 to w naszych (wierz膮cych) rodzinach. I w naszym - najwspanialszym i naj艣wi臋tszym pono膰 - ko艣ciele polskiego katolicyzmu. Te偶 trzeba oczy - i nie tylko - przeciera膰. Wielodzietni maja wi臋ksze pole obserwacji. Nasze (moje i Gra偶yny) dzieci m贸wi膮, 偶e lekcje religii by艂y najgorszymi lekcjami w szkole. By艂y przewa偶nie strat膮 czasu i nerw贸w. Mo偶na wiar臋 straci膰 i bardzo znielubi膰 ko艣ci贸艂. A ja - katecheta, zawsze podpisa艂bym im o艣wiadczenie, zwalniaj膮ce ich z tego obowi膮zku (ew. w zast臋pstwie skierowa艂 na etyk臋, gdyby by艂 wyb贸r). Niby nic takiego? No nie wiem, bo jednocze艣nie s艂yszymy od biskup贸w i innych odpowiedzialnych (tak偶e 艣wieckich), 偶e jest dobrze. Jest fajnie. Na czym ci "fajni" opieraj膮 swoje opinie? Na w艂asnych prze艣wiadczeniach, 偶e "jest fajnie". Czy leci z nami pilot? Oczy szeroko zamkni臋te? Hipokryzja?
PS.
Trzeba czyta膰 szybko ten tekst, bo miejscowy cenzor (cenzorzy) mog膮 zn贸w 偶ada膰 usuni臋cia go z Internetu.
Najlepiej, je艣li ta odpowiedzialno艣膰 jest powi膮zana z wyposa偶eniem bytowym jednostki. Adequtio rei et inetectus. "Odpowiednie da膰 rzeczy s艂owo" (CKN).
Szukanie prawdy jest chyba najbardziej podstawowym zaj臋ciem cz艂owieka na ziemi. Bo nawet mi艂o艣膰 potrzebuje prawdy, w jakich艣 ramkach musi j膮 umie艣ci膰. Cho膰 tu mo偶emy si臋 sprzecza膰. Ka偶dy facet chyba przyzna ile rozumu trzeba u偶y膰 przed decyzj膮 o偶enku! Mi艂o艣膰 doprawia si臋 odpowiedzialno艣ci膮. Zobowi膮zaniem, niesko艅czon膮 nigdy prac膮 nad zrozumieniem daru jedno艣ci... To, co ostateczne zwyci臋偶y膰 musi nie jeden raz to, co przelotne. Ot, przypad艂o艣ci i istota k艂aniaj膮 si臋 z pism 艣w. Tomasza z Akwinu. Im dalej w las, tym wi臋cej drzew i zagadnie艅 poznawczych. Hermeneutyka, kognitywistyka, neurobiologia... i co jeszcze?
Obrabiam troch臋 zdj臋cia z kolonii i zamieszczam na blogu. Jest si臋 na co wpatrywa膰. Wsp贸lnota kolonijna pi臋knie jest oprawiona natur膮. Natur臋 cz艂owieka te偶 wida膰 na zdj臋ciach. Na przyk艂ad potrzeb臋 wsp贸lnoty. I potrzeby poznawcze. Wida膰 je w napi臋tych twarzach szukaj膮cych logicznego rozwi膮zania zadanego zadania. Za-za.
Wczoraj dosta艂em od Lucy kolejny link na kolejnego bloga jej serdecznej przyjaci贸艂ki. Ko-ko. Znalaz艂em w nim pi臋kny anagram (a mo偶e tylko rozszyfrowanie) s艂owa JOY - RADO艢膯.
J - jak Jezus
O - jak Others
Y - jak Yourself
- Jezus (reprezentuj膮cy warto艣ci najwy偶sze), inni (wok贸艂 ciebie, w twoim 偶yciu), i ty sam (bez samo艣wiadomo艣ci ani rusz). M贸wi臋 wam to, aby艣cie rado艣膰 mieli i aby rado艣膰 wasza by艂a pe艂na.
Ja ju偶 - o dziwo - nie nios臋 prawie 偶adnych odpowiedzialno艣ci. Zosta艂y po kolei ze mnie zdj臋te, albo do cz臋艣ci nie doros艂em. Czuj臋 sie lekki i ci臋偶ki jak ptak. Bo, co偶 to za lekko艣膰. Ptaka unurzanego w smolistej mazi po katastrofie tankowca (ekologicznej)? Wiele odpowiedzialno艣ci zosta艂o mi raczej odebranych za czas贸w poprzedniego ustroju w gminie. I dzisiaj jest jeszcze pewna jego zmutowana forma przetrwalnikowa. Jak dzia艂a? Trudno o tym nie my艣le膰, patrz膮c na zdj臋cia z kolonii CARITAS. Dla ka偶dego s艂uchacza nienormalne jest, 偶e w tym samym czasie i w tym samym prawie miejscu kto艣 inny organizuje na ich wz贸r co艣 podobnego dla dzieci i m艂odzie偶y z tej samej wsi i gminy. I z tej samej szko艂y i parafii. Staraj膮c si臋 dzia艂a膰 konspiracyjnymi metodami. Nikomu to na zdrowie nie wyjdzie. Im, w pierwszej kolejno艣ci. Ko艣ci贸艂 jest starszy. Ma dwa tysi膮ce lat. Caritas diecezjalny lat kilkana艣cie. Nasze kolonie Caritas lat 12 i powsta艂y z inspiracji hierarchii ko艣cielnej. Hierarchia znaczy r贸wnie偶 - odpowiedzialno艣膰.
Nawet jak nie my艣l臋, echo nienormalnej sytuacji w ma艂ej wsp贸lnocie lokalnej jest osnow膮 bardzo nieprzyjemnych sn贸w. Dzisiaj - o dziwacznej liturgii. Czu艂em si臋 na niej nieswojo, jak w nieswoim, dwutysi臋cznym ko艣ciele. Jaka艣 grupa m艂odzie偶y robi艂a opraw臋 liturgiczna. Na si艂臋, bez wyczucia i zrozumienia., Da艂o si臋 wyczu膰, 偶e kto艣 ich wsadzi艂 na fa艂szywego konia. I kaza艂 jecha膰. Wio! Jakie艣 wymy艣lone, wydumane komentarze, niczym w teatrzyku szkolnym, czytane w dziwnych, nie "nakazanych" momentach. Egzaltacja i fa艂sz bi艂y ze s艂贸w i intonacji (recytacji!). Kto艣 chcia艂 zaistnie膰, zab艂ysn膮膰 i si臋 dowarto艣ciowa膰 u偶ywaj膮c religii jako narz臋dzia. Instrumentalizacja 艣wi臋to艣ci.
Czu艂em si臋 fatalnie, wyszed艂em chyba z ko艣cio艂a. Tak mogli si臋 czu膰 chrze艣cijanie za czas贸w prze艣ladowa艅. Pocieszali si臋 pewnie s艂owami Jezusa do 艣w. Piotra o niezniszczalno艣ci (wieczno艣ci) Ko艣cio艂a. Uff! Mam nadziej臋, 偶e ten sen nigdy si臋 u nas nie zi艣ci.
Czyta艂em ostatnio m膮dre blogi pisane przez doros艂ych. S膮 艣wietne. Dziwi mnie ich ma艂a popularno艣膰. W tym samym czasie ich dzieci maja setki "przyjaci贸艂" na Facebooku. Moje spostrze偶enie nie dotyczy tylko ameryka艅skiego Internetu. W polskim jest to samo. Zagl膮daj膮c na wpisy m艂odych latoro艣li odnajduj臋 przewa偶nie g艂臋bi臋 r贸wn膮 brazylijskim operom mydlanym. Albo meksyka艅skim, peruwia艅skim itd - nie chc臋 偶adnej nacji urazi膰. M艂odzi i starsi czytelnicy przetrzyjcie, przetrzyjmy oczy, kt贸rymi spogl膮damy na nasz pi臋kny 艣wiat.
Inne spostrze偶enie - tu i tam, raczej wsz臋dzie, s艂ysz臋, s艂yszymy, 偶e dorastaj膮ce dzieci maja k艂opot z ko艣cio艂em, religi膮, albo maja je ca艂kiem w nosie. Dzieje si臋 to w naszych (wierz膮cych) rodzinach. I w naszym - najwspanialszym i naj艣wi臋tszym pono膰 - ko艣ciele polskiego katolicyzmu. Te偶 trzeba oczy - i nie tylko - przeciera膰. Wielodzietni maja wi臋ksze pole obserwacji. Nasze (moje i Gra偶yny) dzieci m贸wi膮, 偶e lekcje religii by艂y najgorszymi lekcjami w szkole. By艂y przewa偶nie strat膮 czasu i nerw贸w. Mo偶na wiar臋 straci膰 i bardzo znielubi膰 ko艣ci贸艂. A ja - katecheta, zawsze podpisa艂bym im o艣wiadczenie, zwalniaj膮ce ich z tego obowi膮zku (ew. w zast臋pstwie skierowa艂 na etyk臋, gdyby by艂 wyb贸r). Niby nic takiego? No nie wiem, bo jednocze艣nie s艂yszymy od biskup贸w i innych odpowiedzialnych (tak偶e 艣wieckich), 偶e jest dobrze. Jest fajnie. Na czym ci "fajni" opieraj膮 swoje opinie? Na w艂asnych prze艣wiadczeniach, 偶e "jest fajnie". Czy leci z nami pilot? Oczy szeroko zamkni臋te? Hipokryzja?
PS.
Trzeba czyta膰 szybko ten tekst, bo miejscowy cenzor (cenzorzy) mog膮 zn贸w 偶ada膰 usuni臋cia go z Internetu.
poniedzia艂ek, 18 lipca 2011
Dom, rodzina , sacrum i profanum
Nie ma to, jak w domu. Wsz臋dzie dobrze, ale w domu najlepiej. Home, sweet home. Itd.itp. Czemu taka w nim si艂a?
Wydaje mi si臋, 偶e to co艣 wi臋cej ni偶 sobo艣膰 i zadomowienie. To kr膮g, w kt贸rym mo偶emy znale藕膰 klucz do prawdy, do sensu. Do zbawienia? Pewnie tak. Nawet na pewno. Bo tu s膮 wszystkie najwa偶niejsze w膮tki i tajemnice. Tu dotykamy Kosmosu. Istnienie w nim jest najbardziej intensywne.
Dom jest najpierwsz膮 i najwi臋ksz膮 szans膮 na znalezienie osobowej prawdy. W domu Sacrum mo偶e najbli偶ej nas podchodzi. Bli偶ej, ni偶 w murowanych 艣wi膮tyniach. Murowane i drewniane 艣wi膮tynie s膮 dope艂nieniem, rozszerzeniem.
Profanum jest rozbijanie i (z)niszczenie domu, rodziny, osoby. Czy nie na tym polu 艣mierci warto艣ci domu i rodziny profanum najbardziej si臋 ukorzenienia?
Wydaje mi si臋, 偶e to co艣 wi臋cej ni偶 sobo艣膰 i zadomowienie. To kr膮g, w kt贸rym mo偶emy znale藕膰 klucz do prawdy, do sensu. Do zbawienia? Pewnie tak. Nawet na pewno. Bo tu s膮 wszystkie najwa偶niejsze w膮tki i tajemnice. Tu dotykamy Kosmosu. Istnienie w nim jest najbardziej intensywne.
Dom jest najpierwsz膮 i najwi臋ksz膮 szans膮 na znalezienie osobowej prawdy. W domu Sacrum mo偶e najbli偶ej nas podchodzi. Bli偶ej, ni偶 w murowanych 艣wi膮tyniach. Murowane i drewniane 艣wi膮tynie s膮 dope艂nieniem, rozszerzeniem.
Profanum jest rozbijanie i (z)niszczenie domu, rodziny, osoby. Czy nie na tym polu 艣mierci warto艣ci domu i rodziny profanum najbardziej si臋 ukorzenienia?
niedziela, 17 lipca 2011
O wszystkim, co lubi臋 i kocham
1) O 偶yciu i 艣mierci
Samo 偶ycie mnie motywuje, by m贸wi膰 o 艣mierci. Na karteczce wyjrza艂o spod sterty innych kartek zdanie, p贸艂 zdania - "艣mier膰 nie jest egoizmem". Wyjrza艂a spod, spojrza艂a na mnie, bo kto艣 j膮 wcze艣niej zapisa艂. Mo偶e nawet ja sam. Ale skoro ju偶 zapomnia艂em, 偶e napisa艂em, to jakby kto艣 napisa艂. Co艣, kto艣 my艣l taka da艂, ja tylko zapisa艂em, jak zawsze, teraz mam jak znalaz艂. "Nie ja to trwam, co trwam... ale jak wszech-oko... i d艂ugo i nami臋tnie i ....pochyla si臋 nade mn膮... we mnie... i trwam, a tak ju偶 trwam nie sam, ale ...". Poezja to? Kognitywistyka?
Mo偶e komu艣 przydadz膮 si臋 moje rozwa偶ania o 艣mierci (w s艂u偶bie 偶ycia)? 艢mier膰 nie jest egoizmem - napisa艂em w zwi膮zku z przekomarzaniem si臋 "w tym temacie" z najukocha艅sz膮 偶on膮 Gra偶yn膮. Opisa艂em ju偶 nasze rozmowy w po艣cie "Dziad i baba", nie b臋d臋 si臋 powtarza艂. Chc臋 tylko zauwa偶y膰, 偶e my艣l o nieegoistycznym odej艣ciu ze 艣wiata (papie偶 by doda艂 "do domu Ojca") przysz艂a w zwi膮zku z dziadem i bab膮. Bo czy mo偶na chlapa膰 ozorem w obliczu ca艂kiem powa偶nej sprawy! A 艣mier膰 Jezusa?
Czy mo偶na por贸wnywa膰? Trzeba. Chrze艣cijanin powinien we wszystkim by膰 do niego podobny. Na ile mo偶e i na ile si臋 da. I niewa偶ne, jak teologicznie i antropologicznie t艂umaczymy sobie historyczny fakt Jezusa z Nazaretu. Chrze艣cijanin to ten, kt贸ry nie znalaz艂 lepszego przyk艂adu i mistrza. Do tego wystarczy sam rozum. A wiara do艂o偶y du偶o, du偶o wi臋cej.
Wiara buduje na naturze, a nie wbrew naturze. W jak膮艣 nielogiczn膮, a przynajmniej strasznie wyduman膮 konstrukcj臋 bym nie wierzy艂. Rodzimy si臋 na tym 艣wiecie w wolno艣ci i dla wolno艣ci. Rozum zosta艂 nam dany dla nas, a nie przeciwko nam. Nie tw贸rzmy absurd贸w. Chc臋 do偶y膰 swoich dni w zgodzie z wiar膮 i rozumem. Jak rozwijaj膮 si臋 one (by膰 mo偶e spl膮tane od pocz膮tku bio-neurologicznie) nauka bada, zbada i bada膰 b臋dzie od nowa w niesko艅czono艣膰. Tak jak i 艣wiat cz膮stek elementarnych i kosmos itd. Continuous continuum?
Wi臋c zako艅cz臋 ten w膮tek biblijnie - "nikt nie 偶yje i nie umiera dla siebie". Ja si臋 w tym continuum odnalaz艂em ca艂kowicie. Wi臋c nie m贸wcie mi, nawet w p贸艂-偶artobliwych przekomarzaniach, 偶e my艣l臋 egoistycznie. My艣l臋 realistycznie. Wzdragam si臋 na my艣l o kolejnych awariach sprz臋tu AGD, rozje偶d偶onej nieprzejezdnej drodze w zim臋 lub na wiosn臋, o ci膮g艂ym debecie i braku najmniejszych szans, aby z niego wyj艣膰 itd. itp. Wi臋c dzi臋ki sk艂adaj膮c Bogu za wszystko, czym mnie obdarzy艂, w tym za poznanie prawdy na miar臋 moich mo偶liwo艣ci, m贸wi臋 "basta". Nie chc臋 nawet my艣le膰, 偶e mam si臋 zmaga膰 z tym, co niemo偶liwe, ponad miar臋 si艂 i swego czasu. 艁ysek z pok艂adu Idy, w kt贸rym艣 momencie, przesta艂 by膰 pomocny, cho膰 wielu go nadal lubi艂o. A znany prorok w podobnym momencie 偶ycia po艂o偶y艂 si臋 pod drzewem i te偶 powiedzia艂 "mam dosy膰". To, 偶e mog膮 - po takim epizodzie - dzia膰 si臋 jeszcze r贸偶ne rzeczy, to inna sprawa. Ale ju偶 ca艂kiem nie z naszych plan贸w i mo偶liwo艣ci (wydolno艣ci). Amen.
2) O seksie i mi艂o艣ci
Seks to nie mi艂o艣膰. 'Uprawienie mi艂o艣ci' to idiotyczne wyra偶enie. Chyba nie tyle偶 idiotyczne, co zab贸jczo fa艂szywe. Biedne muchy i 膰my, kt贸re wpadn膮 na jej lep.
Seks to spe艂nienie po偶膮dania, roz艂adowywanie po偶膮dania, okazanie czu艂o艣ci i tyle. Po偶膮danie boli. Bezsensowne roz艂adowanie po偶膮dania te偶 boli, mo偶e ciut inaczej. To samo wy艂adowanie potencja艂u po偶膮dania (zmys艂owo艣ci) w mi艂o艣ci nie boli, przeciwnie. To orgazm najczystszej pr贸by. Pe艂nia. Tylko sensowne wy艂adowania (w wielu, wielu dziedzinach, np. w atomistyce!, energetyce j膮drowej) bywaj膮 po偶yteczne.... Sensowne jest wtedy, kiedy spe艂niaj膮 zadane cele i przebiegaj膮 pod - w jakim艣 stopniu - kontrol膮. Proste, oczywiste, ludzkie, w ramach ludzkiej kultury i najwy偶szego jej wymiaru - etyki. Niekontrolowane, bez sensu - jedynie jako roz艂adowania (jak piorun) jest niszcz膮ce i zwierz臋ce. Mo偶emy pozwoli膰 by zwyci臋偶a艂o w nas to, co zwierz臋ce, ale nie musimy. Zale偶no艣ci mi臋dzy tymi poziomami sa oczywiste w 艣wietle osi膮gni臋膰 dzisiejszej nauki np. neurobiologii, psycho-neuro-nauki, bio-neuro-psychoterapia mo偶e pom贸c w poznaniu i kontrolowaniu pewnych proces贸w. Kiedy艣 wystarcza艂a ascetyka - mniej wi臋cej to samo, od strony funkcjonalnej.
To jest proste w t艂umaczeniu, trudniejsze w realizacji. Trzeba ca艂y czas dorasta膰, dojrzewa膰. B艂膮dzi i grzeszy ka偶dy. Ale uznanie b艂臋du i poniesienie pe艂nych konsekwencji b艂臋du jest ratunkiem przed zezwierz臋ceniem. Nie ma sytuacji bez wyj艣cia - dla osoby ludzkiej! Ale nauka o osobowym 偶yciu i kulturze nie jest na pierwszym miejscu w katalogach rynkowych i medialnych. Zarabia si臋 na czym innym. Na instynktach, modach i innych powierzchownych teoriach i trendach.
3) O ca艂o艣ci i wolno艣ci
Cz艂owiek jest ca艂o艣ci膮. Cz艂owiek jest wolno艣ci膮. Jedyn膮 wolnosci膮 we Wszech艣wiecie. Podajcie inne przyk艂ady!
Jezus z Nazaretu m贸wi艂 - "je艣li chcesz", "kto ma uszy do s艂uchania niechaj s艂ucha", "[dla wi臋kszo艣ci to niepoj臋te] ale s膮 tacy, kt贸rzy [to wybieraj膮 i tak robi膮]" itp.itd. Ile razy cytuj膮 w Ewangeliach "musisz". Nie m贸wcie drugiemu "musisz". Musisz si臋 wzi膮膰 za siebie. Zr贸b co艣 z sob膮.
Nieprawda, nic nie musisz. A na pewno nie mo偶e ci czego艣 kto艣 z zewn膮trz nakaza膰. Ty艣 osob膮! Woln膮, rozumn膮, zdoln膮 ponie艣膰 odpowiedzialno艣膰 za swoje wybory, czyny, 偶ycie. Nic nie musisz jako osoba, 偶ona, m膮偶, ojciec, matka itd. "Z racji godno艣ci swojej wszyscy ludzie, poniewa偶 s膮 osobami, czyli istotami wyposa偶onymi w rozum i woln膮 wol臋, a tym samym w osobist膮 odpowiedzialno艣膰, nagleni s膮 w艂asn膮 sw膮 natur膮, a tak偶e obowi膮zani moralnie do szukania prawdy, przede wszystkim w dziedzinie religii. Obowi膮zani s膮 te偶 trwa膰 przy poznanej prawdzie i ca艂e swoje 偶ycie uk艂ada膰 wed艂ug wymaga艅 prawdy. Tego za艣 zobowi膮zania nie zdo艂aj膮 ludzie wype艂ni膰 w spos贸b zgodny z w艂asn膮 sw膮 natur膮, je艣li nie mog膮 korzysta膰 zar贸wno z wolno艣ci psychologicznej, jak i wolno艣ci od zewn臋trznego przymusu. A wi臋c prawo do wolno艣ci religijnej ma fundament nie w subiektywnym nastawieniu osoby, ale w samej jej naturze." (DWR - DIGNITATIS HUMANAE). Nie m贸wcie mi, co mam robi膰, ani w pkcie.1, ani 2, ani 3, ani - ani.
W sporcie do sukcesu potrzebna jest koncentracja uwagi. Truizm? Podobnie jest chyba we wszystkich dziedzinach 偶ycia. Tak偶e w 偶yciu duchowym. Modlitwa jest sensu stricte skupieniem. Organizowane s膮 ca艂e dni (i tygodnie) skupienia. Skupienie i recolectio maja podobny zakres znaczeniowy.
Odchodz臋 w cisz臋. Chc臋 si臋 skupi膰 przed kolejnym zadaniem :-)
Samo 偶ycie mnie motywuje, by m贸wi膰 o 艣mierci. Na karteczce wyjrza艂o spod sterty innych kartek zdanie, p贸艂 zdania - "艣mier膰 nie jest egoizmem". Wyjrza艂a spod, spojrza艂a na mnie, bo kto艣 j膮 wcze艣niej zapisa艂. Mo偶e nawet ja sam. Ale skoro ju偶 zapomnia艂em, 偶e napisa艂em, to jakby kto艣 napisa艂. Co艣, kto艣 my艣l taka da艂, ja tylko zapisa艂em, jak zawsze, teraz mam jak znalaz艂. "Nie ja to trwam, co trwam... ale jak wszech-oko... i d艂ugo i nami臋tnie i ....pochyla si臋 nade mn膮... we mnie... i trwam, a tak ju偶 trwam nie sam, ale ...". Poezja to? Kognitywistyka?
Mo偶e komu艣 przydadz膮 si臋 moje rozwa偶ania o 艣mierci (w s艂u偶bie 偶ycia)? 艢mier膰 nie jest egoizmem - napisa艂em w zwi膮zku z przekomarzaniem si臋 "w tym temacie" z najukocha艅sz膮 偶on膮 Gra偶yn膮. Opisa艂em ju偶 nasze rozmowy w po艣cie "Dziad i baba", nie b臋d臋 si臋 powtarza艂. Chc臋 tylko zauwa偶y膰, 偶e my艣l o nieegoistycznym odej艣ciu ze 艣wiata (papie偶 by doda艂 "do domu Ojca") przysz艂a w zwi膮zku z dziadem i bab膮. Bo czy mo偶na chlapa膰 ozorem w obliczu ca艂kiem powa偶nej sprawy! A 艣mier膰 Jezusa?
Czy mo偶na por贸wnywa膰? Trzeba. Chrze艣cijanin powinien we wszystkim by膰 do niego podobny. Na ile mo偶e i na ile si臋 da. I niewa偶ne, jak teologicznie i antropologicznie t艂umaczymy sobie historyczny fakt Jezusa z Nazaretu. Chrze艣cijanin to ten, kt贸ry nie znalaz艂 lepszego przyk艂adu i mistrza. Do tego wystarczy sam rozum. A wiara do艂o偶y du偶o, du偶o wi臋cej.
Wiara buduje na naturze, a nie wbrew naturze. W jak膮艣 nielogiczn膮, a przynajmniej strasznie wyduman膮 konstrukcj臋 bym nie wierzy艂. Rodzimy si臋 na tym 艣wiecie w wolno艣ci i dla wolno艣ci. Rozum zosta艂 nam dany dla nas, a nie przeciwko nam. Nie tw贸rzmy absurd贸w. Chc臋 do偶y膰 swoich dni w zgodzie z wiar膮 i rozumem. Jak rozwijaj膮 si臋 one (by膰 mo偶e spl膮tane od pocz膮tku bio-neurologicznie) nauka bada, zbada i bada膰 b臋dzie od nowa w niesko艅czono艣膰. Tak jak i 艣wiat cz膮stek elementarnych i kosmos itd. Continuous continuum?
Wi臋c zako艅cz臋 ten w膮tek biblijnie - "nikt nie 偶yje i nie umiera dla siebie". Ja si臋 w tym continuum odnalaz艂em ca艂kowicie. Wi臋c nie m贸wcie mi, nawet w p贸艂-偶artobliwych przekomarzaniach, 偶e my艣l臋 egoistycznie. My艣l臋 realistycznie. Wzdragam si臋 na my艣l o kolejnych awariach sprz臋tu AGD, rozje偶d偶onej nieprzejezdnej drodze w zim臋 lub na wiosn臋, o ci膮g艂ym debecie i braku najmniejszych szans, aby z niego wyj艣膰 itd. itp. Wi臋c dzi臋ki sk艂adaj膮c Bogu za wszystko, czym mnie obdarzy艂, w tym za poznanie prawdy na miar臋 moich mo偶liwo艣ci, m贸wi臋 "basta". Nie chc臋 nawet my艣le膰, 偶e mam si臋 zmaga膰 z tym, co niemo偶liwe, ponad miar臋 si艂 i swego czasu. 艁ysek z pok艂adu Idy, w kt贸rym艣 momencie, przesta艂 by膰 pomocny, cho膰 wielu go nadal lubi艂o. A znany prorok w podobnym momencie 偶ycia po艂o偶y艂 si臋 pod drzewem i te偶 powiedzia艂 "mam dosy膰". To, 偶e mog膮 - po takim epizodzie - dzia膰 si臋 jeszcze r贸偶ne rzeczy, to inna sprawa. Ale ju偶 ca艂kiem nie z naszych plan贸w i mo偶liwo艣ci (wydolno艣ci). Amen.
2) O seksie i mi艂o艣ci
Seks to nie mi艂o艣膰. 'Uprawienie mi艂o艣ci' to idiotyczne wyra偶enie. Chyba nie tyle偶 idiotyczne, co zab贸jczo fa艂szywe. Biedne muchy i 膰my, kt贸re wpadn膮 na jej lep.
Seks to spe艂nienie po偶膮dania, roz艂adowywanie po偶膮dania, okazanie czu艂o艣ci i tyle. Po偶膮danie boli. Bezsensowne roz艂adowanie po偶膮dania te偶 boli, mo偶e ciut inaczej. To samo wy艂adowanie potencja艂u po偶膮dania (zmys艂owo艣ci) w mi艂o艣ci nie boli, przeciwnie. To orgazm najczystszej pr贸by. Pe艂nia. Tylko sensowne wy艂adowania (w wielu, wielu dziedzinach, np. w atomistyce!, energetyce j膮drowej) bywaj膮 po偶yteczne.... Sensowne jest wtedy, kiedy spe艂niaj膮 zadane cele i przebiegaj膮 pod - w jakim艣 stopniu - kontrol膮. Proste, oczywiste, ludzkie, w ramach ludzkiej kultury i najwy偶szego jej wymiaru - etyki. Niekontrolowane, bez sensu - jedynie jako roz艂adowania (jak piorun) jest niszcz膮ce i zwierz臋ce. Mo偶emy pozwoli膰 by zwyci臋偶a艂o w nas to, co zwierz臋ce, ale nie musimy. Zale偶no艣ci mi臋dzy tymi poziomami sa oczywiste w 艣wietle osi膮gni臋膰 dzisiejszej nauki np. neurobiologii, psycho-neuro-nauki, bio-neuro-psychoterapia mo偶e pom贸c w poznaniu i kontrolowaniu pewnych proces贸w. Kiedy艣 wystarcza艂a ascetyka - mniej wi臋cej to samo, od strony funkcjonalnej.
To jest proste w t艂umaczeniu, trudniejsze w realizacji. Trzeba ca艂y czas dorasta膰, dojrzewa膰. B艂膮dzi i grzeszy ka偶dy. Ale uznanie b艂臋du i poniesienie pe艂nych konsekwencji b艂臋du jest ratunkiem przed zezwierz臋ceniem. Nie ma sytuacji bez wyj艣cia - dla osoby ludzkiej! Ale nauka o osobowym 偶yciu i kulturze nie jest na pierwszym miejscu w katalogach rynkowych i medialnych. Zarabia si臋 na czym innym. Na instynktach, modach i innych powierzchownych teoriach i trendach.
3) O ca艂o艣ci i wolno艣ci
Cz艂owiek jest ca艂o艣ci膮. Cz艂owiek jest wolno艣ci膮. Jedyn膮 wolnosci膮 we Wszech艣wiecie. Podajcie inne przyk艂ady!
Jezus z Nazaretu m贸wi艂 - "je艣li chcesz", "kto ma uszy do s艂uchania niechaj s艂ucha", "[dla wi臋kszo艣ci to niepoj臋te] ale s膮 tacy, kt贸rzy [to wybieraj膮 i tak robi膮]" itp.itd. Ile razy cytuj膮 w Ewangeliach "musisz". Nie m贸wcie drugiemu "musisz". Musisz si臋 wzi膮膰 za siebie. Zr贸b co艣 z sob膮.
Nieprawda, nic nie musisz. A na pewno nie mo偶e ci czego艣 kto艣 z zewn膮trz nakaza膰. Ty艣 osob膮! Woln膮, rozumn膮, zdoln膮 ponie艣膰 odpowiedzialno艣膰 za swoje wybory, czyny, 偶ycie. Nic nie musisz jako osoba, 偶ona, m膮偶, ojciec, matka itd. "Z racji godno艣ci swojej wszyscy ludzie, poniewa偶 s膮 osobami, czyli istotami wyposa偶onymi w rozum i woln膮 wol臋, a tym samym w osobist膮 odpowiedzialno艣膰, nagleni s膮 w艂asn膮 sw膮 natur膮, a tak偶e obowi膮zani moralnie do szukania prawdy, przede wszystkim w dziedzinie religii. Obowi膮zani s膮 te偶 trwa膰 przy poznanej prawdzie i ca艂e swoje 偶ycie uk艂ada膰 wed艂ug wymaga艅 prawdy. Tego za艣 zobowi膮zania nie zdo艂aj膮 ludzie wype艂ni膰 w spos贸b zgodny z w艂asn膮 sw膮 natur膮, je艣li nie mog膮 korzysta膰 zar贸wno z wolno艣ci psychologicznej, jak i wolno艣ci od zewn臋trznego przymusu. A wi臋c prawo do wolno艣ci religijnej ma fundament nie w subiektywnym nastawieniu osoby, ale w samej jej naturze." (DWR - DIGNITATIS HUMANAE). Nie m贸wcie mi, co mam robi膰, ani w pkcie.1, ani 2, ani 3, ani - ani.
W sporcie do sukcesu potrzebna jest koncentracja uwagi. Truizm? Podobnie jest chyba we wszystkich dziedzinach 偶ycia. Tak偶e w 偶yciu duchowym. Modlitwa jest sensu stricte skupieniem. Organizowane s膮 ca艂e dni (i tygodnie) skupienia. Skupienie i recolectio maja podobny zakres znaczeniowy.
Odchodz臋 w cisz臋. Chc臋 si臋 skupi膰 przed kolejnym zadaniem :-)
sobota, 16 lipca 2011
Alfa i Omega
"A widzia艂, 偶e wszystko, co stworzy艂 by艂o dobre". Jest Alfa - pocz膮tek wszystkiego.
Pocz膮tek mojego dnia jest zazwyczaj kiepski. Do pierwszej kawy. Cho膰 nie, jeszcze przed kaw膮 miewam rozb艂yski.Wewn臋trzn膮 zgod臋 na ka偶dy stan, pogodzenie si臋 z tym, co jest, z ca艂ym swoim istnieniem.
Bo widz臋, 偶e wszystko, co prze偶y艂em, by艂o dobre. Trudno to wyrazi膰 jednym zdaniem. "Prze偶y艂em"? C贸偶 si臋 w tym mie艣ci? Widzia艂em, s艂ysza艂em, pozna艂em, zrozumia艂em, u艂o偶y艂em sobie rozumowaniem, ca艂y dost臋pny mi zakres kultury... Jeszcze za ma艂o. Przecie偶 nie jestem tylko wiar膮 i rozumem. Jestem w ciele, z cia艂em za pan brat. A wi臋c moje "wszystko" zawiera wszystko com tworzy艂, dzia艂a艂. Ma艂偶e艅stwo i rodzina d'abord.
What does the french word "d'abord" mean? - Yahoo! Answers -
Best Answer: First (or) first off (or) first of all.... To begin (or) in the beginning... "D'abord" can mean alot of different variations on these concepts given it's ...
Czemu wtr膮cam s艂owa, s艂贸wka? Ja si臋 zastanawiam nad tym, co pisz臋. Wy si臋 zastanawiajcie nad tym, co czytacie :-) Nie jestem w tym oryginalny. Mistrz Norwid kaza艂 pracowa膰 "w pocie swego czo艂a".
Ma艂偶e艅stwo i rodzina jest pierwszym i najwa偶niejszym moim dzie艂em. Moim? Naszym. Jak w modlitwie "Ojcze nasz" - nasz, wi臋c m贸j, a nie m贸j, wi臋c nasz. Partycypacja! Ja-ty-my-wy-oni! Co jest w naszym 偶yciu w liczbie pojedynczej, a ile jest w liczbie mnogiej?! Nachodzi艂y mnie takie odkrycia ju偶 w pierwszej m艂odo艣ci, zapisa艂em co nie co w wierszykach.
A wszystko co stworzy艂 by艂o dobre. A wszystko co poza mn膮, jako (zusamen do kupy) jest dobre. Jest bardzo dobre. To, nawet w 艣miertelnym samopoczucie porannym rozb艂yskuje 艣wiat艂em, daje pok贸j i pogodzenie wewn臋trzne. Tajemnica 艣wiat艂a.
Wszystko, co poza mn膮 nie znaczy, 偶e ja to wymy艣li艂em, albo uczyni艂em. Nie ja wymy艣li艂em Karola Wojty艂臋, Taize, Solidarno艣膰, upadek PRL, Andrzeja Madeja, 艣w. Teres臋 z Avila itd... Ja tylko temu wszystkiemu, co poza mn膮, jako "moje" 偶ycie, m贸wi臋 - jest wielkim dobrem, jest wspania艂e, cudowne, 艣wi臋te. Amen.
On patrzy艂 na pocz膮tek, ja patrz臋 raczej na koniec. Ale ile jest w nas podobie艅stwa! Na obraz i podobie艅stwo jeste艣my. Na obraz i podobie艅stwo jest nasze 偶ycie. "A to jest 偶ycie wieczne, aby艣cie [poznali jedynego, prawdziwego Boga". Czy to mnie umniejsza, kochani nowo-ateistyczni przyjaciele? Powiem tylko tyle, 偶e gdyby nie m贸j byt analogiczny nie by艂oby mojego pisania. Tyle w nim per analogiam!!.
Ju偶 o godz. 9.40 mia艂em prawie post gotowy. Tak dzia艂a kreatywne pisanie. W krajach anglo-saskich jest taki przedmiot w szko艂ach. Mo偶na powiedzie膰, 偶e jest to przedmiot o rozumieniu siebie samego, proces贸w we mnie przebiegaj膮cych. Ja robi臋 to na katechezach. Nie ma wiary bez my艣lenia. Poznaj samego siebie. Ile偶 w tym jest 艣wi臋tego Augustyna, 艣wietlistego my艣liciela.
Nie ko艅cz臋 jednak jeszcze, nie publikuj臋, mo偶e co艣 wa偶nego jeszcze si臋 zdarzy膰, lub przebiec przez moje "ja". Ale ju偶 to, co mam, daje pok贸j, "przywraca mi rozmach i si艂y". Warto tak prze偶y膰 dzie艅 i zycie, by mie膰 艣wiadomo艣膰 wype艂nionego zadania. "Reszt臋 nie ja" - napisa艂 Cyprian KN na pok艂adzie Margueritty. Ale nie w tym kawa艂ku. W tym drugim.
Pocz膮tek mojego dnia jest zazwyczaj kiepski. Do pierwszej kawy. Cho膰 nie, jeszcze przed kaw膮 miewam rozb艂yski.Wewn臋trzn膮 zgod臋 na ka偶dy stan, pogodzenie si臋 z tym, co jest, z ca艂ym swoim istnieniem.
Bo widz臋, 偶e wszystko, co prze偶y艂em, by艂o dobre. Trudno to wyrazi膰 jednym zdaniem. "Prze偶y艂em"? C贸偶 si臋 w tym mie艣ci? Widzia艂em, s艂ysza艂em, pozna艂em, zrozumia艂em, u艂o偶y艂em sobie rozumowaniem, ca艂y dost臋pny mi zakres kultury... Jeszcze za ma艂o. Przecie偶 nie jestem tylko wiar膮 i rozumem. Jestem w ciele, z cia艂em za pan brat. A wi臋c moje "wszystko" zawiera wszystko com tworzy艂, dzia艂a艂. Ma艂偶e艅stwo i rodzina d'abord.
What does the french word "d'abord" mean? - Yahoo! Answers -
Best Answer: First (or) first off (or) first of all.... To begin (or) in the beginning... "D'abord" can mean alot of different variations on these concepts given it's ...
Czemu wtr膮cam s艂owa, s艂贸wka? Ja si臋 zastanawiam nad tym, co pisz臋. Wy si臋 zastanawiajcie nad tym, co czytacie :-) Nie jestem w tym oryginalny. Mistrz Norwid kaza艂 pracowa膰 "w pocie swego czo艂a".
Ma艂偶e艅stwo i rodzina jest pierwszym i najwa偶niejszym moim dzie艂em. Moim? Naszym. Jak w modlitwie "Ojcze nasz" - nasz, wi臋c m贸j, a nie m贸j, wi臋c nasz. Partycypacja! Ja-ty-my-wy-oni! Co jest w naszym 偶yciu w liczbie pojedynczej, a ile jest w liczbie mnogiej?! Nachodzi艂y mnie takie odkrycia ju偶 w pierwszej m艂odo艣ci, zapisa艂em co nie co w wierszykach.
A wszystko co stworzy艂 by艂o dobre. A wszystko co poza mn膮, jako (zusamen do kupy) jest dobre. Jest bardzo dobre. To, nawet w 艣miertelnym samopoczucie porannym rozb艂yskuje 艣wiat艂em, daje pok贸j i pogodzenie wewn臋trzne. Tajemnica 艣wiat艂a.
Wszystko, co poza mn膮 nie znaczy, 偶e ja to wymy艣li艂em, albo uczyni艂em. Nie ja wymy艣li艂em Karola Wojty艂臋, Taize, Solidarno艣膰, upadek PRL, Andrzeja Madeja, 艣w. Teres臋 z Avila itd... Ja tylko temu wszystkiemu, co poza mn膮, jako "moje" 偶ycie, m贸wi臋 - jest wielkim dobrem, jest wspania艂e, cudowne, 艣wi臋te. Amen.
On patrzy艂 na pocz膮tek, ja patrz臋 raczej na koniec. Ale ile jest w nas podobie艅stwa! Na obraz i podobie艅stwo jeste艣my. Na obraz i podobie艅stwo jest nasze 偶ycie. "A to jest 偶ycie wieczne, aby艣cie [poznali jedynego, prawdziwego Boga". Czy to mnie umniejsza, kochani nowo-ateistyczni przyjaciele? Powiem tylko tyle, 偶e gdyby nie m贸j byt analogiczny nie by艂oby mojego pisania. Tyle w nim per analogiam!!.
Ju偶 o godz. 9.40 mia艂em prawie post gotowy. Tak dzia艂a kreatywne pisanie. W krajach anglo-saskich jest taki przedmiot w szko艂ach. Mo偶na powiedzie膰, 偶e jest to przedmiot o rozumieniu siebie samego, proces贸w we mnie przebiegaj膮cych. Ja robi臋 to na katechezach. Nie ma wiary bez my艣lenia. Poznaj samego siebie. Ile偶 w tym jest 艣wi臋tego Augustyna, 艣wietlistego my艣liciela.
Nie ko艅cz臋 jednak jeszcze, nie publikuj臋, mo偶e co艣 wa偶nego jeszcze si臋 zdarzy膰, lub przebiec przez moje "ja". Ale ju偶 to, co mam, daje pok贸j, "przywraca mi rozmach i si艂y". Warto tak prze偶y膰 dzie艅 i zycie, by mie膰 艣wiadomo艣膰 wype艂nionego zadania. "Reszt臋 nie ja" - napisa艂 Cyprian KN na pok艂adzie Margueritty. Ale nie w tym kawa艂ku. W tym drugim.
pi膮tek, 15 lipca 2011
Oto cz艂owiek. Zagwozdka.
Ot, zagwozdka; kiedy - si臋 - co - i jak - pisze?
Je藕dzi艂em dzisiaj w naszych wsp贸lnych sprawach. Zawioz艂em staro艣cie materia艂y RzN, bo prosi艂. Czy m贸g艂bym nie rzuci膰 wszystkiego i nie zawie藕膰 plakatu, ksi膮偶eczki i folderu o Rzeczpospolitej Norwidowskiej "Tu si臋 poznali rodzice Norwida"? Nawet na koniec 艣wiata! To偶 to - jak w艂asne dzieci臋. Czego si臋 nie robi dla dzieci! Trudno o lepsz膮 motywacj臋.
Znalaz艂em sklep ze sprz臋tem fotograficznym. I aparat i ja potrzebowali艣my konsultacji. W Internecie ten sklep by艂 na szczycie tanich ofert. I blisko. W Weso艂ej. Weso艂o i przyja藕nie zosta艂em obs艂u偶ony. Pogadali艣my d艂u偶sz膮 chwil臋. O sprz臋cie, ale wi臋cej o 偶yciu, emeryturach (jego ojca i przysz艂ej mojej), o prezydentach, katechezie, wierze i w膮tpliwo艣ciach. W najlepszej z mo偶liwych perspektyw - 偶yciowych do艣wiadcze艅. To偶 to sklep optyczny!
Ca艂y czas jest we mnie 艣wi臋to, odk膮d Lucy mnie znalaz艂a, a ja - j膮, ich rodzin臋, parafi臋 i miasto. Ci膮gle mi towarzysz膮, kiedy 艣pi臋 i kiedy wstaj臋, kiedy jad臋 samochodem i rozmawiam w sklepie, kiedy patrz臋 przez obiektyw aparatu i przez pryzmat ca艂ego 偶ycia (wiary).
Kiedy zasiadam do komputera zadaj臋 sobie pytanie. Albo ono mi si臋 narzuca - ot zagwozdka - kto, co decyduje w nas, ludziach my艣l膮cych?
Wyjecha艂em z domu przed 9.00, wpad艂em do szko艂y po materia艂y promocyjne naszej rzeczypospolitej, jecha艂em drogami gminnymi, krajowymi, unijnymi, globalnymi, my艣la艂em o Nebrasce. O, laska nebeska! Nebraska ma najwi臋ksz膮 wsp贸lnot臋 amerykan贸w czeskiego pochodzenia. Jad臋 sobie, jad臋, patrz臋 sobie, patrz臋. Widz臋, s艂ysz臋, w膮cham, mokn臋 troch臋 przez otwarte okno. Pogoda jaka jest, ka偶dy widzi. Dane zmys艂owe wpadaj膮 na klisz臋 (raczej na twardy dysk), zapisuj膮 si臋. Ci膮g prze偶y膰 艣wiadomych p艂ynie w czasoprzestrzeni. Podmiot 艣wiadomo艣ci jest (w r贸偶nych punktach czasoprzestrzeni). Na ka偶dym kilometrze trasy jaki艣 艣lad pozosta艂.
Co wybior臋 z pliku my艣li? Z kt贸rego kilometra? Jakim zdaniem zaczn臋? Od jakiego s艂owa?
Kiedy艣 opisuj膮c cz艂owieka wystarczy艂o cia艂o i dusza. Dzisiaj mam przed sob膮 na biurku neuro-psycho-duchowo-somatyczn膮 struktur臋. Szukam istoty tej struktury. Od czasu nieobronionej - z powodu 艣mierci profesora - pracy magisterskiej, o tej istocie w pracach Romana Ingardena, sporo dosz艂o danych. Kiedy艣 bardziej bym jej szuka艂 w okolicach czystego ja, lub podmiotu 艣wiadomo艣ci. Dzisiaj powiem raczej - jest ni膮 osoba dialogiczna - byt istniej膮cy w dw贸ch wymiarach. A mo偶e trzech? Natura, kultura i duchowo艣膰. Patrz膮c z perspektywy integralnej koncepcji cz艂owieka trzeba tak powiedzie膰. Redukcjonizm nie jest wyj艣ciem (chyba, 偶e rakiem).
Zwa艂 jak zwa艂. Zacz膮艂em od dylematu. Zagwozdki. Buzuje we mnie biochemia. Neuroprzeka藕niki 艂膮cz膮 i nadaj膮 znaczenia (a przynajmniej bior膮 udzia艂 w tym procesie). Co艣 mi si臋 jednak wydaje, 偶e za mnie ca艂ej roboty nie wykonaj膮. Potrzebna jest moja decyzja osobista. Z poziomu osoby 艣wiadomej, wolnej, zdolnej ponie艣膰 odpowiedzialno艣膰.
呕YJEMY I ZAWSZE 呕Y膯 B臉DZIEMY NA DW脫CH POZIOMACH (W DW脫CH 艢WIATACH). Profilem biochemicznym nas nie wyja艣ni膮. Szkie艂ko i oko ma ograniczony zasi臋g. Wiara i rozum wi臋cej m贸wi膮 o mnie, ni偶 ka偶de z nich pojedy艅czo. Potrzebujmy dw贸ch skrzyde艂, aby wznie艣膰 si臋 do kontemplowania prawdy. Poznacie prawd臋, a prawda was wyzwoli. A nie poznaj膮c? A偶 strach pomy艣le膰.
Konsultant w sklepie fotooptycznym powiedzia艂, 偶e swoje sprawy om贸wi bezpo艣rednio z Bogiem, bez po艣rednik贸w. Nie mia艂em zamiaru go prostowa膰. Je艣li chce kontaktu z Bogiem? To jestem mu wdzi臋czny za 艣wiadectwo wiary. Kwesti臋 ko艣cio艂a i sakrament贸w trzeba zostawi膰 na inna okazj臋. Wspaniale si臋 z nim rozmawia艂o, mogli艣my ci膮gn膮膰 godzinami. St膮d mam nowe powiedzenie, 偶e kto艣 jest "do piwa i do r贸偶a艅ca". Bez d艂ugiej rozmowy przy dobrym trunku, jak w Kanie Galilejskiej, tego za艂atwi膰 si臋 nie da. Jak i problemu katechezy i w og贸le g艂oszenia S艂owa w dzisiejszym 艣wiecie.
Ju偶 wiem, co odpowiem Gra偶ynie na pytanie o Objawienie, kt贸re postawi艂a na kolonijnym blogu. A zaraz potem przejd臋 na facebookow膮 wymian臋 g艂臋bszej 艣wiadomo艣ci z Lucy. To ma sens. G艂臋boki sens. Na g艂臋bszym gruncie mo偶na 艂owi膰 ewangeliczne ryby.
Subskrybuj:
Posty (Atom)