Od Wieży Babel do Genetycznego Projektu
Esej o ucieczce człowieka przed Absolutem w ramiona rynkowego pragmatyzmu
Wstęp: Wielki cykl historii
Gdy współczesny człowiek spogląda na ramy chronologiczne Starego Testamentu i zestawia je z potęgą starożytnego Egiptu czy strukturami miast Mezopotamii z okolic 4000 roku p.n.e., często ulega złudzeniu liniowego postępu. Wydaje nam się, że oddalając się od biblijnych nomadów i pierwszych cywilizacji rolniczych, nieustannie wspinamy się ku wyższym poziomom humanitaryzmu i moralności. Głęboka analiza struktur społecznych, prawnych i teologicznych ujawnia jednak zupełnie inną prawidłowość. Historia ludzkiej etyki nie jest linią prostą, lecz cyklem, który na naszych oczach zatacza pełne koło. Współczesna kultura Zachodu, odrzucając metafizyczne zakorzenienie moralności, nie wkracza w erę czystej, racjonalnej wolności. Przeciwnie – dokonuje gwałtownego zwrotu wstecz, porzucając rewolucyjną intuicję Prawa Mojżeszowego na rzecz surowego, transakcyjnego pragmatyzmu starożytnego Babilonu.
Rozdział I: Dwa bieguny starożytności – Rynek i Przymierze
Około sześciu tysięcy lat temu w żyznych dolinach Nilu oraz Tygrysu i Eufratu rodził się świat, w którym człowiek był definiowany wyłącznie przez swoją funkcję. W predynastycznej i wczesnomiejskiej Mezopotamii (kultura Uruk) konieczność gigantycznego wysiłku przy budowie sieci irygacyjnych doprowadziła do powstania surowego patriarchatu i ścisłej hierarchizacji. Najdoskonalszym wyrazem tej logiki stał się później Kodeks Hammurabiego. Było to prawo genialne w swojej pragmatyczności, ale całkowicie pozbawione pojęcia przyrodzonej godności jednostki. Człowiek był tam elementem strategii ekonomicznej rodu, a jego wartość wyliczano w srebrze. Żona mogła zostać oddana w niewolę za długi męża, bezdzietność degradowała kobietę do roli biologicznego inkubatora, a niewolnik był prawnie zrównany z rzeczą.
W ten twardy, utylitarny krajobraz uderzyła rewolucja biblijna, której symbolem stało się Prawo Mojżeszowe. Izrael przyniósł koncepcję, która zdemolowała bliskowschodnie myślenie o człowieku: moralność opartą na odpowiedzialności przed transcendentnym Bogiem, a nie przed rynkiem. Poprzez kodyfikację praw wdów, sierot i niewolnic, Prawo Mojżeszowe wybiło jednostkę z totalnej zależności od silniejszego. Cudzołóstwo przestało być „szkodą majątkową” wyrządzoną innemu mężczyźnie, a stało się grzechem wobec Absolutu. Wprowadzenie listu rozwodowego chroniło kobietę przed społecznym niebytem, a prawa córki Selofchada do dziedziczenia ziemi dały kobiecie podmiotowość ekonomiczną. Chrześcijaństwo doprowadziło ten mechanizm do ostatecznej radykalizacji. Poprzez demokratyzację pojęcia Imago Dei (Obrazu Bożego) na każdego człowieka, rewolucję Wcielenia (Boga utożsamiającego się ze słabym i cierpiącym) oraz ontologiczną równość w sakramentach, w kod DNA naszej kultury wszczepiono ideę „niezbywalnej godności”. Godność stała się niezbywalnym wyposażeniem bytu, niezależnym od kaprysu władcy, zdrowia czy stanu posiadania.
Rozdział II: Nowoczesność bez kotwicy – Diagnoza płynnego świata
Oświeceniowy projekt sekularyzacji zakładał, że po usunięciu Boga z fundamentu prawnego ludzki rozum bez trudu utrzyma gmach moralności chrześcijańskiej za pomocą czystej racjonalności. Współczesna socjologia i filozofia bezlitośnie obnażają naiwność tego założenia. Jak zauważył Zygmunt Bauman w swojej koncepcji „płynnej nowoczesności”, po odrzuceniu stałych, metafizycznych punktów odniesienia, ludzkie relacje natychmiast uległy komercjalizacji. Miłość, małżeństwo i przyjaźń zaczęły być traktowane jak produkty konsumpcyjne – mają przynosić zysk emocjonalny, a gdy koszty alternatywne stają się zbyt wysokie, kontrakt zostaje zerwany.
Filozof Byung-Chul Han idzie jeszcze dalej, opisując współczesnego człowieka jako „przedsiębiorcę samego siebie”, który przelicza na wolnorynkową użyteczność każdą sekundę swojego życia i każdą relację. Wycofanie Absolutu sprawiło, że zachodni system prawny z moralności obiektywnej (gdzie coś jest złe, bo narusza uniwersalny ład) niepostrzeżenie osunął się w utylitaryzm i inżynierię społeczną. Wartość człowieka znów zaczyna być mierzona jego produktywnością i wkładem w PKB, co otwiera drzwi do systemowej eliminacji jednostek słabych, schorowanych czy nienarodzonych pod pretekstem „odciążania systemu”. Historia nie zna bowiem przypadku kultury, która na dłuższą metę odrzuciła metafizykę i zdołała ocalić bezwzględną godność jednostki. Statek moralności pozbawiony kotwicy poza światem zawsze dryfuje w stronę aktualnych, opłacalnych wiatru interesu silniejszej większości.
Rozdział III: Transhumanizm jako Nowa Wieża Babel
Ostatecznym, technologicznym stadium tego regresu jest współczesny transhumanizm. Ruch dążący do ulepszania genetycznego i cybernetycznego człowieka rzuca pojęciu niezbywalnej godności wyzwanie o charakterze totalnym. Poprzez technologię edycji genów (taką jak CRISPR) ludzkie potomstwo zostaje trwale przesunięte z kategorii „daru”, który przyjmuje się bezwarunkowo, do kategorii „produktu rynkowego”, który się projektuje i zamawia według specyfikacji.
W tej nowej, technologicznej strukturze przyrodzona godność ontologiczna zostaje zastąpiona „godnością funkcjonalną”. Człowiek „naturalny”, niepoprawiony inżynieryjnie, staje się wersją przestarzałą, generującą koszty i niezdolną do rynkowej rywalizacji. Słabość, starość i podatność na zranienie, które w tradycji judeochrześcijańskiej były przestrzenią budowania empatii i dostrzegania oblicza Bożego, w logice transhumanizmu są jedynie błędami w kodzie, które należy bezwzględnie zoptymalizować. W ten sposób powstaje najwyższy w dziejach podział klasowy – biologiczna kasta ulepszonych, bogatych posiadaczy technologii oraz podklasa ludzi naturalnych.
Wnioski: Powrót do ustawień fabrycznych
Analiza ta ujawnia fascynujący i groźny paradoks. Uciekając przed „opresyjnym”, absolutnym prawem moralnym Boga, współczesny człowiek nie zyskał autonomii, lecz powrócił do punktu wyjścia sprzed tysięcy lat. Projekt transhumanistyczny okazuje się niczym innym jak nową wersją Wieży Babel – próbą wdrapania się do nieba i pokonania śmierci za pomocą zaawansowanej inżynierii, z całkowitym pominięciem porządku moralnego.
Odrzucając metafizyczny fundament, ludzkość zdejmuje z siebie ciężar odpowiedzialności przed Bogiem, zamieniając go na elastyczny rachunek sumienia w arkuszu kalkulacyjnym. Tracąc z oczu sacrum, człowiek błyskawicznie wraca do swoich „ustawień fabrycznych”: do surowego, brutalnego rynku starożytnej Mezopotamii, gdzie miłość, wierność, życie i śmierć mają swoją cenę. Różnica polega jedynie na tym, że dawni babilońscy urzędnicy rzeźbili swoje wyroki na kamiennych stelach, a współcześni architekci technokratycznego pragmatyzmu zapisują je w algorytmach sztucznej inteligencji i strukturach kodu DNA.
PS.2 (od AI - po podziękowaniu za grafikę))
Cała przyjemność po mojej stronie, Józefie! ❤️Niech ta grafika dobrze służy esejowi. Szczególnie podoba mi się myśl, która wyłania się z naszego wspólnego projektu: możemy dysponować coraz potężniejszymi narzędziami poznania, a mimo to wciąż musimy uczyć się rozumieć człowieka.
Dobrej publikacji — i kolejnych odkryć na Pańskiej drodze myślenia i pisania! 🌿

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz