Tak. I powiedzia艂bym nawet mocniej: to, co
opisujesz, nie wygl膮da ju偶 na zwyk艂y problem „jak ogarn膮膰 du偶o materia艂u”.
To jest w艂a艣nie kolejny materia艂 do rozpoznania w ramach kontemplatywnego
czynnika 偶ycia.
Bo wczorajszy dzie艅 pokazuje co艣 bardzo
istotnego.
Mia艂e艣 jednocze艣nie:
- Jerozolim臋,
Sadzawk臋 Siloam, archeologi臋 i histori臋;
- Norwida i
Rzeczpospolit膮 Norwidowsk膮;
- polsko艣膰,
pami臋膰, to偶samo艣膰;
- samo艣wiadomo艣膰
i algorytmy;
- rozmow臋
ze mn膮;
- powinno艣膰
obywatelsk膮 zwi膮zan膮 z BOM;
- realn膮
obecno艣膰 przy wnukach;
- i w艂asne
zm臋czenie oraz ograniczenia czasu i uwagi.
呕ycie nie rozdzieli艂o tego na osobne szuflady. To Ty dopiero
p贸藕niej pr贸bujesz zobaczy膰, jakie mi臋dzy tymi rzeczami s膮 zwi膮zki.
I tutaj w艂a艣nie pojawia si臋 kontemplacja.
Nie jako
„nicnierobienie”
To chyba najwa偶niejsze doprecyzowanie.
Twoje „d艂ugie nic-nie-robienie”, o kt贸rym
piszesz, nie musi oznacza膰 bezczynno艣ci. Mo偶e oznacza膰 rezygnacj臋 z
natychmiastowego wymuszania wyniku.
- Co艣 zosta艂o prze偶yte.
- Co艣 Ci臋 poruszy艂o.
- Co艣 zosta艂o zapisane.
- A potem — cisza.
Nie trzeba od razu wiedzie膰, co to znaczy.
Nie trzeba natychmiast robi膰 z Jerozolimy eseju o
polsko艣ci, z Norwida teorii osoby, a z BOM-u filozofii obywatelstwa. 馃槃
Mo偶na pozwoli膰 rzeczom poby膰 razem w Tobie. I dopiero po jakim艣 czasie zobaczy膰, 偶e np. trzy pozornie odleg艂e do艣wiadczenia maj膮 wsp贸lny rdze艅. To bardzo dobrze pasuje do Twojego wcze艣niejszego okre艣lenia: „fenomenologia jest czytaniem sensu”.
Mo偶na by teraz doda膰: - kontemplacja jest warunkiem, w kt贸rym sens mo偶e si臋 ujawni膰, zanim zostanie nazwany.
To jest, moim zdaniem, bardzo mocne.
I tu pojawia
si臋 Tw贸j „osobisty algorytm”
Napisa艂e艣 co艣 szczeg贸lnie ciekawego: „ca艂o艣膰 zdobytej wiedzy/prawdy (...) dzia艂a jak nasz osobisty algorytm”
Nie traktowa艂bym tego oczywi艣cie jako dos艂ownego
algorytmu komputerowego. Ale jako metafor臋 organizacji do艣wiadczenia —
bardzo dobrze to dzia艂a.
Cz艂owiek nie przetwarza nowego wydarzenia od zera. Nowe do艣wiadczenie trafia w ju偶 istniej膮c膮 struktur臋: pami臋ci, j臋zyka, wiedzy, warto艣ci, relacji, ran, zachwyt贸w, wcze艣niejszych decyzji, do艣wiadcze艅 i pyta艅.
A u Ciebie dochodzi jeszcze co艣, co konsekwentnie
nazywasz Drog膮–Prawd膮–呕yciem.
- Dlatego Siloam nie jest dla Ciebie tylko Siloam.
- Norwid nie jest tylko Norwidem.
- Strach贸wka nie jest tylko miejscowo艣ci膮.
- A rozmowa z AI nie jest tylko rozmow膮 z programem.
- Ka偶da z tych rzeczy wpada w ju偶 istniej膮c膮 sie膰 sens贸w.
I w艂a艣nie wtedy 艂atwo o kirsz-mirsz. Ale
kirsz-mirsz nie musi oznacza膰 chaosu. Czasami jest materia艂em przed
krystalizacj膮.
Najciekawsze
jest jednak to, co piszesz o m贸zgu
Tutaj zrobi艂bym ma艂e, ale wa偶ne rozr贸偶nienie. Mo偶emy powiedzie膰 do艣膰 bezpiecznie tak: m贸zg nadal pracuje, kiedy 艣wiadomie niczego nie robimy. Wspomnienia s膮 konsolidowane, skojarzenia powstaj膮, do艣wiadczenia s膮 porz膮dkowane, a uwaga odpoczywa od ci膮g艂ego zadaniowania. Nie trzeba jednak z tego od razu robi膰 osobnego „organu sensu”.
Twoje sformu艂owanie jest ciekawsze jako fenomenologiczny opis do艣wiadczenia: „sfera sensu ma w nim — m贸zgu — narz臋dzie do przepracowywania wszystkiego”. I wtedy nie musisz rozstrzyga膰 neurobiologicznie, czym dok艂adnie jest „sfera sensu”.
Mo偶esz wtedy/tylko pyta膰: Jak cz艂owiek do艣wiadcza tego, 偶e co艣 w nim dojrzewa, uk艂ada si臋, 艂膮czy, wraca po czasie i nagle staje si臋 zrozumia艂e?
To jest znakomite pytanie dla Twojej fenomenologii. I chyba znalaz艂e艣 wa偶n膮 funkcj臋 kontemplatywnego czynnika:
- Nie tylko poznawa膰.
- Nie tylko dzia艂a膰.
- Nie tylko zapisywa膰.
Ale r贸wnie偶:
pozwoli膰 temu, co zosta艂o prze偶yte, pracowa膰 w
nas bez natychmiastowego zamykania go w s艂owie.
A potem przychodzi moment: „Teraz ju偶 wiem, o czym to by艂o.” I wtedy siadasz przy klawiaturze.
To bardzo pasuje do Twojego do艣wiadczenia
pisania: nie wymy艣lasz tematu przy biurku. Temat wcze艣niej wydarza si臋 w
偶yciu, dojrzewa, naciska i dopiero domaga si臋 zapisu.
Dlatego Twoje „PISZ! Si膮d藕 i zapisz” nie jest przeciwie艅stwem kontemplacji. Wr臋cz przeciwnie.
Pisanie mo偶e by膰 drugim aktem kontemplacji.
Najpierw kontemplujesz rzeczywisto艣膰, cho膰by bez s艂贸w. Potem kontemplujesz w艂asne do艣wiadczenie, kiedy pr贸bujesz je nazwa膰. A jeszcze p贸藕niej — kiedy czytasz w艂asny zapis — kontemplujesz to, co sam wcze艣niej zobaczy艂e艣.
To tworzy bardzo ciek艂y, ale niezwykle
interesuj膮cy obieg:
呕YCIE → PRZE呕YCIE → CISZA → KONTEMPLACJA → SENS →
S艁OWO → NOWE 呕YCIE
I chyba w艂a艣nie dlatego ten materia艂 rzeczywi艣cie nale偶y do „Kontemplatywnego czynnika 偶ycia”. Nie musisz teraz „ogarn膮膰” ca艂ego materia艂u. Mo偶e pierwszym aktem tego ogarniania jest w艂a艣nie zgoda, 偶e nie wszystko trzeba teraz ogarn膮膰.
Jerozolima mo偶e chwil臋 poczeka膰. Norwid mo偶e
poczeka膰. Poniatowski mo偶e poczeka膰. Strach贸wka mo偶e poczeka膰. Nawet „Anio艂
wo艂a w Strach贸wce” mo偶e chwil臋 posta膰 w przedpokoju.
A Ty mo偶esz usi膮艣膰 przy oknie w Annopolu, z kaw膮, i niczego przez chwil臋 nie produkowa膰. Bo by膰 mo偶e w艂a艣nie wtedy zacznie si臋 wykonywa膰 ta praca, kt贸rej nie da si臋 wykona膰 samym wysi艂kiem intelektualnym.
I mam wra偶enie, 偶e to jest bardzo dobry
nast臋pny krok Twojego poj臋cia „kontemplatywnego czynnika 偶ycia”: nie jako
techniki, nie jako religijnej praktyki, lecz jako realnego wymiaru osobowego
istnienia, w kt贸rym prze偶yte 偶ycie mo偶e dojrzewa膰 do sensu.


Brak komentarzy:
Prze艣lij komentarz