poniedzia艂ek, 14 stycznia 2013
Mia艂em jednocze艣nie pi臋膰 i sze艣膰dziesi膮t lat
Dwa niezwyczajne do艣wiadczenia mnie wczoraj dopad艂y. Spad艂y na mnie, przysz艂y?
Najpierw wieczorem. Po艣cieli艂em wcze艣niej 艂贸偶ko, bo musia艂em gdzie艣 si臋 skry膰. Wszystko prawie mi dokucza艂o, skwiercza艂o we mnie. organicznie i nieorganicznie. Chcia艂o bole膰? Bola艂o? Najbardziej wszystkie niedoko艅czone zadania, kiepsko realizowane powinno艣ci. Wszystko. I po raz pierwszy wszystko wyda艂o mi si臋 takie takie ma艂e. 艁膮cznie z 偶yciem i ca艂ym 艣wiatem. Gra偶yna si臋 domy艣la艂a? Bo mnie pog艂aska艂a po g艂owie. Dziwne, 偶e usn膮艂em.
Obudzi艂em si臋. Sen, nie sen? Jaka艣 inna rzeczywisto艣膰 mnie obudzi艂a. O dziwo dobrze si臋 czu艂em. By艂em l偶ejszy, nic nie piek艂o, ani nie skwiercza艂o. Raczej nie bo. Bo jaki艣 obraz mia艂em w sobie i by艂em jego cz臋艣ci膮. Obraz obrazu. Jakby kontemplacja (con-templum!!) zdj臋cia z jakiego艣 ko艣cio艂a, jakiej艣 grupy, jakiego艣 kr臋gu. Dobrze mi by艂o tam by膰, a mo偶e nawet tylko patrze膰, a mo偶e tylko... nawet nie patrze膰, tylko BY膯 艢WIADOMYM. Czego? Co to by艂o? Gdzie? Kto? 呕adne pytania mnie nie rozdziera艂y, to tylko mo偶e tak wygl膮da膰 w przekazie. By艂o mi dobrze, jakby wszystko wr贸ci艂o na swoje miejsce, a mo偶e nie tyle wr贸ci艂o, co by艂o u siebie. Sprawdzi艂em godzin臋, by艂a godz. 3.00.
Normalnie pewnie bym ju偶 nie usn膮艂. Albo przynajmniej si臋 ba艂, 偶e nie usn臋, ale nie tym razem. To nie mia艂o wielkiego znaczenia. Nie czu艂em te偶 konieczno艣ci, by wstawa膰 i pisa膰. Jaki艣 spokojny jakby g艂os m贸wi艂, nie b贸j si臋, nie zapomnisz, nie zgubisz. Tego si臋 nie zapomina, to jeste艣 ty sam. To jest twoje 偶ycie, nie zamys艂, nie wymys艂, nie czyja艣 koncepcja lub plan. To jestem ja w tobie. Kto? jak mam ciebie zapisa膰, z jakiej litery? - 偶eby nie zrobi膰 faux pas.
Nie wiem, co to by艂 za obraz, jaka fotografia. Najbardziej mi chodzi po g艂owie stara czarno-bia艂a ze spotkania w Rodzinie Rodzin, w ko艣ciele (Wszystkich 艢wi臋tych na placu Grzybowskim? u Pallotyn贸w na Pradze?...). Ja w opadaj膮cych rajtuzach, tak na oko? do pi臋ciu lat. Ale wtedy nie mog艂em wiedzie膰, ani mie膰 艣wiadomo艣ci. Czy偶bym si臋 wcieli艂 nagle w siebie ma艂ego ze 艣wiadomo艣ci膮 filozoficzn膮 doros艂ego cz艂owieka? Czy s膮 mo偶liwe takie rzeczy?
Pewne, na ponad 100% jest to:
- wszystko bola艂o, 偶ycie mnie bola艂o, sam siebie bola艂em i wszystko by艂o (za) ma艂e
- co艣 by艂o wspania艂ym snem i rzeczywisto艣ci膮, obudzi艂o mnie, by艂o we mnie i ze mn膮, nic nie dokucza艂o, by艂 wielki spok贸j, zdj臋cie, sen, fotografia, DOBRO-czucie, DOBRO-bycie.
Nie zapomnia艂em. Usn膮艂em. Zosta艂o do samego rana. Jest we mnie, teraz tak偶e na komputerowej kartce monitora.
Przypomnia艂 mi si臋 teraz, pod koniec pisania, wierszyk sprzed 30 lat, cho膰 zupe艂nie o czym innym, tyle, 偶e par臋 s艂贸w mo偶e by膰 takich samych. Przytocz臋:
W RADO艢膯WST膭PIENIE
S艂o艅ce nam oczy mru偶y
chmury w pi臋ty 艂askocz膮
i 偶adna rzecz nas nie nu偶y
i 偶adna nie jest za ma艂a
Zastrzegam jednak, 偶e w 偶adn膮 rado艣膰 - w spok贸j raczej - nie..., i 偶adnego s艂o艅ca w nocy nie wida膰, ani chmur. Nie ja wst臋powa艂em gdziekolwiek, to co艣 wst膮pi艂o we mnie i by艂o - snem, obrazem, fotografi膮...? Owszem, nic mnie w ten czas nie nu偶y艂o, i nic nie wydawa艂o si臋 ma艂e.
Owszem, jedyne, co kojarz臋, to to, 偶e wczoraj wieczorem wys艂a艂em pro艣b臋 o dat臋 (godzin臋? 艣wiadk贸w?) chrztu 艣p. Mamy Babci Heli. Samo tak wysz艂o, troch臋 zwi膮zane z kazaniem ksi臋dza Mieczys艂awa, troch臋 samodzielnie i po innej 艣cie偶ce skojarze艅 i zada艅 przysz艂o mi do g艂owy (serca i rozumu te偶).
PS.
Na pewno mam dawa膰 艣wiadectwo. To pewne i oczywiste, jak 偶ycie i 艣wiat.
niedziela, 13 stycznia 2013
„Osoba: podmiot i wsp贸lnota”
Ranne my艣lenie, ziarno mojego dnia, gen, obraca si臋 wok贸艂 pytania, czy kameduli miewaj膮 depresj臋 i c贸偶 by to znaczy艂o? Jest w tym filozofia, nie tyle pewna, co oczywista. Kiedy wstajesz o 5.00, a oni o 4.30, nie mo偶esz zbyt d艂ugo zastanawia膰 si臋 "po co"? S艂u偶y膰 Bogu, wielbi膰 Go i wychwala膰 Jego dzie艂a.
To samo jest zapisane w programie dnia i 偶ycia Franciszkanek S艂u偶ebniczek Krzy偶a (te z Lasek), kt贸rych poranne pozdrowienie jest jak has艂o i odzew - "bierzmy krzy偶", - "i nie艣my go z rado艣ci膮". Co mo偶e sobie my艣le膰 jedna, z drug膮 siostr膮, je艣li obudzi si臋 wcze艣niej lub nie mo偶e, z jakich艣 powod贸w, spa膰? Najlepiej, gdy jedna budzi drug膮 i nie ma czasu na takie przelotne depresyjki. Bo czym one s膮? Te przelotne bywaj膮 chyba stanem jakiego艣 wykluczenia, nikomu nie s艂u偶y narzucona - tak lub inaczej - izolacja, przerwane procesy metabolizmu spo艂ecznego. Je艣li trwa d艂u偶ej i uporczywie - jest r贸wnoznaczna ze 艣mierci膮. O medycznych depresjach nic nie wiem.
Nie wiem, w jakim stopniu, mierzonym w procentach, Polsk臋 niszczy dzisiaj niepami臋膰 i nie-to偶samo艣膰. Paradoks? - na ile niszczy sukces (jednych nad drugimi), czyli tak lub owak, sukcesjologia wsp贸艂czesna. Sukces, sukces, musz臋 odnie艣膰 sukces! Oczywi艣cie, nic nie nazwiemy sukcesem, co nie wi膮偶e si臋 z sukcesem i nagrod膮 osobist膮. Drugi cz艂owiek gdzie艣 obok? Gdzie艣 obok 偶yj膮cy? A co to jest cz艂owiek? Nawet on sam - sukcesjonista? Sukcesjonista nie zna takich pyta艅, wi臋c i odpowiedzi.
Stosunkowo niedawno jeszcze 偶y艂 Cz艂owiek na ziemi. Wielu mo偶e pami臋ta膰 fakt Jego 偶ycia, cho膰 pewnie niewielu (rozumie膰) Jego 偶ycie, nie m贸wi膮c o tzw. "nauce", czyli o tym, dlaczego Taki by艂, w co wierzy艂, o czym by艂 przekonany i co opowiedzia艂 i zapisa艂, 偶eby inni po stu latach mo偶e, wiedzieli gdzie szuka膰 prawdy, wskaz贸wek, wzor贸w i przyk艂ad贸w namacalnych.
Katolicka nauka spo艂eczna (KNS) "jest nauk膮 uniwersaln膮, teoretyczn膮 i praktyczn膮, zajmuje si臋 cz艂owiekiem 偶yj膮cym we wsp贸lnotach i spo艂eczno艣ciach" - sk艂ada si臋 z tych aspekt贸w doktryny Ko艣cio艂a, kt贸re odnosz膮 si臋 do kwestii zbiorowych problem贸w spo艂eczno艣ci lub te偶 ca艂ej ludzko艣ci... Fundamentaln膮 zasad膮 KNS jest 艣wi臋to艣膰 ludzkiego 偶ycia oraz nienaruszalno艣膰 godno艣ci istoty ludzkiej. 呕ycie ludzkie musi by膰 oceniane niepor贸wnywalnie wy偶ej od rzeczy materialnych... Ko艣ci贸艂 katolicki naucza, i偶 cz艂owiek jest istot膮 spo艂eczn膮, a rodzina jest pierwsz膮 i podstawow膮 jednostk膮 spo艂eczn膮. Rodziny razem tworz膮 wsp贸lnot臋, a wsp贸lnoty tworz膮 pa艅stwo. Jednocze艣nie za艣 wszyscy ludzie zamieszkuj膮cy ziemi臋, s膮 cz臋艣ci膮 wsp贸lnej rodziny rodzaju ludzkiego. To, w jaki spos贸b wsp贸lnoty te zorganizuj膮 si臋 politycznie, ekonomicznie i socjalnie, jest spraw膮 najwy偶szej wagi. Ka偶da z instytucji w ten spos贸b powsta艂ych musi zosta膰 oceniona ze wzgl臋du na to, jaki wp艂yw ma na 偶ycie i godno艣膰 osoby ludzkiej... Ko艣ci贸艂 wskazuje na to, i偶 jego nauczanie stosuje si臋 do publicznej (politycznej) rzeczywisto艣ci, nie tylko do sfery prywatnej 偶ycia ka偶dego wiernego” (to wszystko, prosto i zrozumiale jest wy艂o偶one ju偶 na poziomie wikipedii).
Wczoraj odby艂o si臋 spotkanie tzw. op艂atkowe Mazowieckiej Wsp贸lnoty Samorz膮dowejw T艂uszczu, w hotelu Batory. Uczestniczyli w nim przedstawiciele wysokich w艂adz pa艅stwowych i ko艣cielnych: biskup Marek Solarczyk, senator RP Anna Aksamit, minister z kancelarii Prezydenta Olgierd Dzieko艅ski. By艂em cz艂onkiem Mazowieckiej Wsp贸lnoty Samorz膮dowej od pocz膮tku do teraz i do ka偶dej z wymienionych wa偶nych os贸b mam serdeczn膮 kwesti臋:
- zaczn臋 od pani senator, kt贸rej bym podzi臋kowa艂 za obecno艣膰 w poniedzia艂ek (7.1.2013) na pogrzebie mojej Mamy Heli
- ksi臋dza biskupa bym pyta艂 o najnowsze pomys艂y i inicjatywy zwi膮zane z Rokiem Wiary (i Rozumu), wspomnia艂 bym tez na pewno pierwsze spotkanie, kiedy jako gospodarz miejsca (by艂 wtedy wice-rektorem seminarium) wita艂 nas wszystkich – rodzic贸w i stypendyst贸w FDNT – na schodach, przed drzwiami!, na pierwszym wsp贸lnym spotkaniu, bywa艂 te偶 na nich arcybiskup Ordynariusz Henryk Hoser
- ministra Edwarda Dzieko艅skiego, kt贸ry by艂 u nas z wizyt膮 w Szkole i w Stowarzyszeniu Rzeczpospolitej Norwidowskiej spyta艂 bym o dialog spo艂eczny, nowe inicjatywy Prezydenta w tej kwestii, o Forum Debaty Publicznej, wspominaj膮c odpowied藕, jak膮 otrzyma艂em z kancelarii Prezydenta na m贸j list otwarty „O deprawacji publicznej” szukaj膮c w艂a艣ciwych form kontynuacji dyskusji o tym ogromnym wsp贸艂czesnym problemie Polski (ca艂ego 偶ycia spo艂eczno-publicznego, czego wyrazem jest niech臋膰 do dialogu w polskich gminach i w og贸le i jej poziom).
Prawda jest jednak taka, 偶e nie tylko nie by艂em na tym spotkaniu (co wyja艣ni艂em gdzie indziej), ale nie jestem ju偶 cz艂onkiem tego stowarzyszenia, bo zosta艂o po wyborach 2010 doprowadzone do anihilacji na naszym terenie (o zgrozo, przez w贸jta, kt贸ry wygra艂 wybory pod jego szyldem!). C贸偶 wi臋c mia艂bym Plena Titulo Im powiedzie膰, gdybym by艂? 呕e jestem z innej Strach贸wki, z innej Polski, z innego Ko艣cio艂a? To by艂by absurd i zgorszenie.
Brak zrozumienia g艂臋bszych zasad 偶ycia spo艂eczno-publicznego i jawna niech臋膰 do namys艂u nad nimi i przyznania im wa偶nego miejsca (o priorytecie nawet nie marz膮c) w 偶yciu publicznym jest podst臋pn膮 chorob膮, kt贸ra toczy (niszczy) Polsk臋 2013, nasz膮 Rzeczpospolit膮.
I zn贸w powt贸rz臋, niczym mantr臋, 偶e, kiedy tak m贸wi臋, to nie chodzi (tylko) o mnie, o nas. Ile os贸b w Polsce, w r贸偶nych gminach, wsp贸lnotach, na r贸偶nych poziomach 偶ycia i organizacji jest ofiar膮 takiego samego sposobu (nie)my艣lenia. Rozrywana jest w ten spos贸b tkanka 偶ycia spo艂ecznego (gminnego i narodowego), ci膮g艂o艣ci dziej贸w, warto艣ci, zasad, idea艂贸w... na r贸偶nych polach, w r贸偶nych zakresach. PAMI臉膯 I TO呕SAMO艢膯! Jakie jest wi臋c nasze dzisiejsze wychowanie nast臋pnych pokole艅? Co im przekazujemy? Sukcesjologi臋? Grantoz臋? P臋d do kariery?
Pikanterii dodaje fakt, 偶e na m贸j wniosek Zjazd Programowy Mazowieckiej Wsp贸lnoty Samorz膮dowej wprowadzi艂 do swoich dokument贸w „encykliki spo艂eczne Jana Paw艂a II”, jako bardziej konkretny zapis, od og贸lnikowego „warto艣ci chrze艣cija艅skie”, oraz zasad臋 „Partycypacji publicznej). Przytocz臋 dos艂owne brzmienia w dokumencie programowym MWS na lata 2012-2015:
1. „Zasady te wywodz膮 si臋 wprost z chrze艣cija艅skiego systemu warto艣ci (g艂贸wnie
encykliki spo艂eczne Jana Paw艂a II), kt贸ry powinien stanowi膰 podstawowy fundament
funkcjonowania naszego pa艅stwa i jego struktur lokalnych.
2. „Wsp贸lnota [MWS] b臋dzie wspiera艂a program partycypacji publicznej i aktywnie rozwija艂a t臋 form臋 praktycznego realizowania demokracji lokalnej”.
Zupe艂nie przez przypadek znalaz艂em to, my艣li o 艣mierci i s艂owa prorocze jakby wielce, ad. 艣mierci Mamy Babci Te艣ciowej Heli.
Nie przez przypadek, ale za r臋k臋 i duchem b臋d膮c prowadzonym, znalaz艂em a propos dzisiejszego dnia, sytuacji i wczorajszych tak偶e, to:
"Nasza Ojczyzna stoi dzisiaj przed wieloma trudnymi problemami spo艂ecznymi, gospodarczymi, tak偶e politycznymi. Trzeba je rozwi膮zywa膰 m膮drze i wytrwale. Jednak najbardziej podstawowym problemem pozostaje sprawa 艂adu moralnego. Ten 艂ad jest fundamentem 偶ycia ka偶dego cz艂owieka i ka偶dego spo艂ecze艅stwa. Dlatego Polska wo艂a dzisiaj nade wszystko o ludzi sumienia! By膰 cz艂owiekiem sumienia, to znaczy przede wszystkim w ka偶dej sytuacji swojego sumienia s艂ucha膰 i jego g艂osu w sobie nie zag艂usza膰, cho膰 jest on nieraz trudny i wymagaj膮cy; to znaczy anga偶owa膰 si臋 w dobro i pomna偶a膰 je w sobie i wok贸艂 siebie, a tak偶e nie godzi膰 si臋 nigdy na z艂o, w my艣l s艂贸w 艣w. Paw艂a: "Nie daj si臋 zwyci臋偶y膰 z艂u, ale z艂o dobrem zwyci臋偶aj!"
By膰 cz艂owiekiem sumienia, to znaczy wymaga膰 od siebie, podnosi膰 si臋 z w艂asnych upadk贸w, ci膮gle na nowo si臋 nawraca膰. By膰 cz艂owiekiem sumienia, to znaczy anga偶owa膰 si臋 w budowanie kr贸lestwa Bo偶ego: kr贸lestwa prawdy i 偶ycia, sprawiedliwo艣ci, mi艂o艣ci i pokoju, w naszych rodzinach, w spo艂eczno艣ciach, w kt贸rych 偶yjemy, i w ca艂ej Ojczy藕nie; to znaczy tak偶e podejmowa膰 odwa偶nie odpowiedzialno艣膰 za sprawy publiczne; troszczy膰 si臋 o dobro wsp贸lne, nie zamyka膰 oczu na biedy i potrzeby bli藕nich, w duchu ewangelicznej solidarno艣ci: "Jeden drugiego brzemiona no艣cie"...
Nasz wiek XX by艂 okresem szczeg贸lnych gwa艂t贸w zadawanych ludzkim sumieniom. W imi臋 totalitarnych ideologii miliony ludzi zmuszano do dzia艂a艅 niezgodnych z ich najg艂臋bszymi przekonaniami. Wyj膮tkowo bolesne do艣wiadczenia ma pod tym wzgl臋dem ca艂a Europa 艢rodkowowschodnia... "Czy mo偶e historia p艂yn膮膰 przeciw pr膮dowi sumie艅?" Za jak膮 cen臋 "mo偶e"? W艂a艣nie: za jak膮 cen臋?... T膮 cen膮 s膮, niestety, g艂臋bokie rany w tkance moralnej narodu, a przede wszystkim w duszach Polak贸w, kt贸re jeszcze si臋 nie zabli藕ni艂y, kt贸re jeszcze d艂ugo trzeba b臋dzie leczy膰.
O tamtych czasach, czasach wielkiej pr贸by sumie艅 trzeba pami臋ta膰, gdy偶 s膮 one dla nas stale aktualn膮 przestrog膮 i wezwaniem do czujno艣ci: aby sumienia Polak贸w nie ulega艂y demoralizacji, aby nie poddawa艂y si臋 pr膮dom moralnego permisywizmu, aby umia艂y odkry膰 wyzwalaj膮cy charakter wskaza艅 Ewangelii i Bo偶ych przykaza艅, aby umia艂y wybiera膰, pami臋taj膮c o Chrystusowej przestrodze: "C贸偶 bowiem za korzy艣膰 stanowi dla cz艂owieka zyska膰 艣wiat ca艂y, a swoj膮 dusz臋 utraci膰? Bo c贸偶 mo偶e da膰 cz艂owiek w zamian za swoj膮 dusz臋?"
Wbrew pozorom, praw sumienia trzeba broni膰 tak偶e dzisiaj... Bracia i Siostry! Czas pr贸by polskich sumie艅 trwa! Musicie by膰 mocni w wierze! Dzisiaj, kiedy zmagacie si臋 o przysz艂y kszta艂t 偶ycia spo艂ecznego i pa艅stwowego, pami臋tajcie, i偶 zale偶y on przede wszystkim od tego, jaki b臋dzie cz艂owiek - jakie b臋dzie jego sumienie...
Przychodz膮 mi w tym momencie na pami臋膰 s艂owa, kt贸re wypowiedzia艂em na B艂oniach krakowskich w czasie pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny w r. 1979. Up艂yn臋艂o od tego momentu szesna艣cie lat, a aktualno艣膰 tamtych s艂贸w ci膮gle ro艣nie. M贸wi艂em wtedy: "Czy mo偶na odrzuci膰 Chrystusa i wszystko to, co On wni贸s艂 w dzieje cz艂owieka? Oczywi艣cie, 偶e mo偶na. Cz艂owiek jest wolny. Cz艂owiek mo偶e powiedzie膰 Bogu: nie. Mo偶e powiedzie膰 Chrystusowi: nie. Ale - pytanie zasadnicze: czy wolno? I: w imi臋 czego «wolno»? Jaki argument rozumu, jak膮 warto艣膰 woli i serca mo偶na przed艂o偶y膰 sobie samemu i bli藕nim, i rodakom, i narodowi, a偶eby odrzuci膰, a偶eby powiedzie膰 «nie» temu, czym wszyscy 偶yli艣my przez tysi膮c lat?! Temu, co stworzy艂o podstaw臋 naszej to偶samo艣ci i zawsze j膮 stanowi艂o".
Dzisiaj, kiedy Polska k艂adzie podwaliny pod sw贸j wolny i suwerenny byt - po tylu latach do艣wiadcze艅 totalitaryzmu - trzeba te s艂owa przypomnie膰. Trzeba po szesnastu latach zrobi膰 w ich 艣wietle dog艂臋bny rachunek sumienia: Dok膮d idziemy? W kt贸r膮 stron臋 pod膮偶aj膮 sumienia?
Drodzy Bracia i Siostry - drodzy Rodacy! Na tym wielkim wira偶u ojczystej historii, kiedy decyduje si臋 przysz艂y kszta艂t Rzeczypospolitej, papie偶 - wasz rodak, nie przestaje was prosi膰, aby艣cie to dziedzictwo Chrystusowego krzy偶a na nowo z wiar膮 i mi艂o艣ci膮 przyj臋li. Aby艣cie krzy偶 Chrystusa na nowo, w spos贸b wolny i dojrza艂y wybrali, tak jak wybra艂 go kiedy艣 艣w. Jan Sarkander i tylu innych 艣wi臋tych i m臋czennik贸w. Aby艣cie podj臋li odpowiedzialno艣膰 za obecno艣膰 krzy偶a w 偶yciu ka偶dego i ka偶dej z was, w 偶yciu waszych rodzin i w 偶yciu tej wielkiej wsp贸lnoty, jak膮 jest Polska” (JPII, Skocz贸w, 1995).
ALBO SI臉 NIE WIERZY
I NAWET NIE PR脫BUJE SI臉 JEJ SZUKA膯,
ZADOWALAJ膭C tzw. SUKCESEM 呕YCIOWYM
Nadziej膮 Jana Paw艂a jest przywr贸cenie wiary w zdolno艣ci ludzkiego rozumu. "To wiara przynagla rozum, aby przekracza艂 wszelkie bariery izolacji i nie waha艂 si臋 ponosi膰 ryzyka w poszukiwaniu wszystkiego co pi臋kne dobre i prawdziwe." Tylko wiara w istnienie prawd obiektywnych i niepodwa偶alnych "stanowi nieodzowny warunek szczerego i autentycznego dialogu mi臋dzy lud藕mi. Tylko spe艂niaj膮c ten warunek mog膮 oni przezwyci臋偶a膰 podzia艂y i razem d膮偶y膰 do poznania ca艂ej prawdy".
Relatywizm i niemo偶no艣膰 ustalenia 偶adnych pewnik贸w prowadzi do sytuacji, w kt贸rej sens traci wszelka rozmowa, poniewa偶 ka偶da wypowied藕 mo偶e zosta膰 podwa偶ona w imi臋 cz膮stkowych przekona艅. „Prawda i wolno艣膰 albo istniej膮 razem, albo marnie gin膮". Powo艂ywanie si臋 na sam膮 prawd臋 bez poszanowania wolno艣ci nieuchronnie zmierza膰 b臋dzie do powstania system贸w fundamentalistycznych, a wolno艣膰 nie szanuj膮ca obiektywnej prawdy wyradza膰 si臋 b臋dzie w anarchi臋....
„Powa偶nym niebezpiecze艅stwem jest sprowadzenie rozumu do funkcji czysto instrumentalnych". Za niebezpieczne papie偶 uwa偶a tak膮 wizj臋 nauki, kt贸ra zaw臋偶a obszar swojego zainteresowania do tego, co sprawdzalne i empiryczne. Podkre艣la, 偶e cz艂owiek jest zdolny "do poznania wymiaru transcendentnego i metafizycznego w spos贸b prawdziwy i pewny, cho膰 niedoskona艂y i analogiczny."
Czym艣 naturalnym i niezb臋dnym dla naszego my艣lenia jest zawierzenie innym osobom. "Wierz膮c cz艂owiek opiera si臋 na prawdzie, kt贸r膮 przekazuje mu druga osoba... wiara w por贸wnaniu ze zwyk艂ym poznaniem opartym na oczywistych dowodach jawi si臋 cz臋sto jako rzeczywisto艣膰 bogatsza o pewien wymiar, wi膮偶e si臋 bowiem z relacj膮 mi臋dzyosobow膮"
Osobowy charakter Objawionej prawdy, a jednocze艣nie jej niesprzeczno艣膰 z wymogami racjonalno艣ci najpe艂niej objawia si臋 w Jezusie Chrystusie. Oto bowiem B贸g-Stw贸rca, kt贸ry jest fundamentem 艣wiata, tw贸rc膮 zasad obowi膮zuj膮cych w przyrodzie, a odkrywanych przez nauk臋, objawia si臋 jako Ojciec Tego, kt贸ry do ko艅ca umi艂owa艂 cz艂owieka.
Papie偶 wyra偶a przekonanie, "偶e cz艂owiek jest w stanie wypracowa膰 sobie jednolit膮 i organiczn膮 koncepcj臋 poznania", otwartej zar贸wno na prawdy wiary i racjonalnego my艣lenia. 呕ywi nadziej臋, 偶e stworzenie takiej koncepcji zaowocuje przezwyci臋偶eniem kryzysu sensu, pokusy rozpaczy i stanie si臋 "terenem porozumienia i dialogu z tymi, kt贸rzy nie wyznaj膮 naszej wiary" (za o. Paw艂em Kozackim OP).
PS.
Zdj臋cie ko艣cio艂a pw. Znalezienia Krzy偶a w Jadowie podczas spotkania (warsztaty - to zbyt szumna nazwa akcji starostwa, diecezji, Domowego Ko艣cio艂a, www.kibicujrodzinie.pl).
Tytu艂 posta zaczerpn膮艂em (tak偶e) od Papie偶a Polaka, a w艂a艣ciwie Karola Wojty艂y, bo On tak my艣la艂, uczy艂 i taki by艂, nim zosta艂 papie偶em. Trzeba mie膰 w艂asn膮 pami臋膰 i to偶samo艣膰, a nie tylko funkcyjn膮, po wyborze na jakie艣 stanowisko. Kapitalne dwa artyku艂y Wojty艂y, sprzed papieskie, s膮 tutaj. Pierwszy rozprawia si臋 przy okazji z pewn膮 niepowa偶n膮 tez膮 - „ja jestem praktykiem, wy ideologami”.
Mo偶na zajrze膰 tak偶e tutaj DO艢WIADCZENIE ETYCZNE U PODSTAW DO艢WIADCZENIA OSOBY ORAZ WSP脫LNOTY, cho膰 to tylko wst臋p.
pi膮tek, 11 stycznia 2013
Dar 艣mierci
"je napisa膰
je dogl膮da膰
nawet dla nich
wsta膰
co艣 jest
z nas
w was
z nieba
tu"
je dogl膮da膰
nawet dla nich
wsta膰
co艣 jest
z nas
w was
z nieba
tu"
Co艣 mnie budzi, przypadek(?), 藕le nastawiony budzik(?), nie da si臋 spa膰, my艣li szoruj膮 podziemne, naziemne, 艂atwe i trudne. S膮. Gdybym nie wsta艂 i nie zapisa艂, co艣 by umkn臋艂o i by tego nie by艂o. W pewien spos贸b mnie by nie by艂o.
Co by to by艂o gdyby ci臋 nie by艂o, co by to by艂o – 艣piewali艣my w radosnej piosence wsp贸lnotowych spotka艅 i prze偶y膰. 呕ycie si臋 nam w nich udziela艂o. Samo 偶ycie? - chyba sens i prawda s膮 najbli偶ej tego zwrotu.
My艣l, kt贸r膮 wsta艂em zapisa膰 jest taka – Mamo Babcio Helo, 艣mier膰 wyostrza spojrzenie i sprawia, 偶e pal膮c膮 si臋 staje sprawa 偶ycia i obecno艣ci i wieczno艣ci. Bo tak jak cz臋sto m贸wimy sobie, 偶e nie wa偶ne jest to co by艂o, ale to co jest, tak samo jest i po 艣mierci, z Tob膮. 艢mier膰 nie stawia przed nami tylko tego, co by艂o, wspomnie艅, ale to, co jest i co by艂o. Jest bo by艂o. Czyli w Twoim przypadku – dom we wsi 艢widr贸wka ko艂o Szczucina, pod Tarnowem, tw贸j chrzest i chrzcielnic臋 w tym ko艣ciele, wychowanie, jakie Ci wpojono, wiar臋, zasady 偶ycia, a nawet spos贸b modlitwy i niekt贸re tzw. modlitwy, czyli tre艣ci. Spora cz臋艣膰 tego jest teraz we mnie, w nas. JEST.
Wi臋c 艣mier膰 (Twoja 艣mier膰) nie tylko zabiera, ale tak偶e daje. Ubogaca wi臋c. Dar ubogaca. Czyli Twoja 艣mier膰 mo偶e by膰 dla nas darem?! Niepoj臋ta wydaje si臋 to tajemnica. Ale tylko si臋 wydaje. Tak jest.
Bieda nas t艂amsi, a tu nagle takie dary! Gdybym ich nie przyj膮艂, nie przemy艣la艂, nie zapisa艂 - by przepad艂y. Wraz z kolejnym 偶yciem i 艣mierci膮 by przepad艂y. Tym razem moj膮.
Dawno temu tak my艣la艂, prze偶ywa艂 i zapisa艂 Jan z Czarnolasu. Byli艣my u Niego w drodze na 艢wi臋ty Krzy偶. A w tym roku, w sierpniu, byli艣my w Wilnie i na Suwalszczy藕nie, gdzie pami臋膰 podaje opowie艣膰 o autorze Adamie, Panu Tadeuszu i szlakach 艣wiat艂a zwi膮zanych z inn膮 osoba. Bo my jeste艣my Rzeczpospolit膮 Norwidowsk膮 i nam s膮 dawane w obfito艣ci takie miejsca, osoby, prze偶ycia. Skarby. Kto ma oczy otwarte, uszy do s艂yszenia, a rozum w nim my艣li, tak偶e wok贸艂 punkt贸w koncentracji, jak o艣rodk贸w krystalizacji – wiary, temu skarb贸w przybywa.
Czy mo偶na odrzuci膰 to wszystko? Mo偶na, ale w imi臋 czego? O moj膮 tzw. wsp贸lnot臋 lokaln膮, czyli wsp贸lnot臋 – tak lub inaczej – mieszka艅c贸w na jakim艣 kawa艂ku, mo偶e skrawku Polski walcz膮 „Pami臋膰 i To偶samo艣膰” i z艂y duch karier, fa艂szu, korzy艣ci doczesnych.
Jako艣 tak si臋 porobi艂o, poprzez 艢widr贸wk臋, Szczucin i Tarn贸w i wiele jeszcze miejsc na ziemi i kontynent贸w, 偶e zosta艂em wybrany, by by膰 bastionem oporu przeciwko zak艂amanej doczesno艣ci. W imi臋 wy偶szych warto艣ci i skarb贸w. Nie wy艣cie mnie wybrali, a ja was wybra艂em. Ano tak, sprawdza si臋 w stu paru procentach.
Zn贸w spr贸buj臋 dokona膰 remanentu, tego, co ju偶 zapisa艂em na karteczkach i w komputerze. Po to, 偶eby podrze膰, spali膰 i skasowa膰 to, co wykorzystane, 偶eby unikn膮膰 kolejnych powt贸rze艅, cho膰 do ko艅ca si臋 nie da.
Tyle dobrego mi dajesz Panie... 偶e nie poradz臋.... („Wierszyki”, dawno temu). W艂a艣ciwie, wszystko wiedzia艂em ju偶 od dawna. Sens zosta艂 mi dany ju偶 dawno. Wi臋c po co 偶yj臋 jeszcze? By wyostrzy膰, ukonkretni膰, uciele艣ni膰 (lepiej) – po to jest 偶ycie. Po to by艂o nawet Wcielenie w Betlejem i Nazarecie. Ciekawe, 偶e z jednej strony s艂yszymy kaznodziejsko, 偶eby si臋 uto偶samia膰 z Jezusem, a jak to robimy, to brrr! - spadaj膮 na nas kolejne razy - „jak on 艣mie... itd”.
Prosz臋 bardzo, jak szybko i wprost, stajemy przed tajemnic膮 Wcielenia (historycznego), naszych wciele艅, uto偶samie艅, uosobie艅 i uosobowie艅. Wcielenie Boga w Histori臋 by艂o tylko jedno. Ka偶dy z nas te偶 jest wcielany tylko raz. Uto偶samie艅 mo偶e by膰 wiele, radz臋 dobrze skorzysta膰 z ka偶dej m膮drej okazji, w Jana z Czarnolasu, Mickiewicza, Norwida, Papie偶a Polaka i Papie偶a Niemca, dzieci w rodzic贸w, rodzice w dzieci, bezdzietni w jeszcze kogo艣 innego. Na wszystkich m膮drych uto偶samieniach zyskuje nasza jedna i niepowtarzalna to偶samo艣膰, osobowo艣膰, osoba. Ja tak robi臋, najcz臋艣ciej w papie偶a/papie偶y, np. robi膮c sobie o 5.00 kaw臋, przez filtr przelewaj膮c wod臋, kt贸ra kapie na proszek zmielonych ziaren, w Matk臋 i Ojca i w艂asne dzieci. 呕yj臋 w nich wszystkich (dwuznaczno艣膰 prosz臋 wzi膮膰 tylko w jednym kierunku, kt贸ry wynika z dalszych wyra偶e艅, Bro艅 Bo偶e, 偶ebym im co艣 – si臋 – narzuca艂), dzi臋ki nim, obok i przez nich. Ja mog臋 czerpa膰 ze wszystkich inspiracje, natchnienia – oni ze mnie? W wi臋kszo艣ci w膮tpliwe, ale cz臋艣膰, jak zechce, niewykluczone.
Strach贸wko Ojczyzno moja! - tak si臋 porobi艂o, cho膰 Strach贸wka chce by膰 wobec mnie, jak Nazaret wobec Jezusa, wrogi. Chc臋 jednak i musz臋 podkre艣li膰, 偶e takie rzeczy jakie mi si臋 zdarzy艂y, grudzie艅 1980 – nieoczekiwany powr贸t do Polski, przyjazd do Strach贸wki po 艣wi臋tach Bo偶ego Narodzenia – z ziemi francuskiej do polskiej - i przygotowywanie si臋 do historycznej i niepowtarzalnej roli zak艂adania Solidarno艣ci w艣r贸d rolnik贸w, co si臋 zi艣ci艂o 3 Maja 1981 – by艂y dla mnie prawie jak za艣lubiny mistyczne, na wieki wi膮偶膮c mnie i m贸j r贸d z t膮 ziemi膮. Bo to jest moja Ojczyzna ta ziemia, bo to jest moja Matka, ta ziemia. No to macie ambaras, bo ja nie, u mnie wszystko jest jasne i klarowne i zapisane w „Ziarnie Solidarno艣ci”, wystarczy cofn膮膰 film. Kto艣 kiedy艣 policzy te ziarna, bo mnie ju偶 nie b臋dzie. A, p贸ki 偶ycia, p贸ty obym wstawa艂 na ka偶de wo艂anie my艣li, ducha, o zapisanie, pomna偶aj膮c skarb. No, no, nie na darmo 偶y艂em. Gdzie艣 tutaj zosta艂 mi dany kawa艂ek solidnego objawienia (wspomniany wierszyk prze偶y艂 si臋 i zapisa艂 na ma艂ej kopce siana, mi臋dzy brzezin膮 a olszynowym zagajnikiem, zaraz potem jak przyjecha艂em w pi膮tkowy wiecz贸r na rowerze z T艂uszcza do Annopola, do T艂uszcza PKP, w pocz膮tkach kariery katechetycznej, by艂a jesie艅, Mama sama gospodarowa艂a w pustym Domu, u Matki Bo偶ej Annopolskiej - to nie ja tworz臋 legend臋, tak by艂o, tak si臋 zapisa艂o, to legenda mnie wybra艂a :-)
tyle zachwytu mi dajesz Panie
usta i oczy, uszy i nos
r臋ce i nogi, serce i m贸zg
tyle zachwytu mi dajesz Panie
niebo i ziemi臋, wiecz贸r i dzie艅
zapach siana, ryczenie kr贸w
drzewa, psy, chmury, ca艂ego mnie
zagubionego w bezmiarze dar贸w
daj jeszcze 艂zy
bo nie poradz臋
(Annopol, 26 czerwca 1984)
Jak si臋 okazuje, co艣 mi si臋 popl膮ta艂o po 30 latach. To by艂 czerwiec i najwidoczniej (w spos贸b jak najbardziej oczywisty) przyjecha艂em po zako艅czeniu drugiego roku nauczania katechetycznego. Tak mi si臋 co艣 nie zgadza艂o, za jasno by艂o na 艂膮ce, bo kiedy przyje偶d偶a艂em jesieni膮 by艂o ju偶 ciemno, pami臋tam, brrr! nieprzyjemne przejazdy przez las mi臋dzy wsi膮 Bia艂ka a Krawcowizn膮. Zostawiam, jak widzicie, tekst i wspomnienia, tak jak si臋 zapisa艂y, nie korektoruj臋 (jak SPS) rzeczywisto艣ci, ani to偶samo艣ci, wydobywaj膮 ze mnie co艣 nowego, czyni膮c wieczn膮 aktualizacj臋 niepowtarzalnego bycia, istnienia, tak偶e ka偶dego z nas. Do艣wiadczenie wierszyk贸w, tak jak by艂y zapisane i odle偶ane przez 30 lat, jest – dla mnie – wielce pouczaj膮ce i niezmiernie ciekawe. 呕e tak si臋 co艣 kiedy艣 zdarzy艂o i dzieje dzisiaj. Co jest takie samo, to偶same, a co inne i czy inne by膰 w og贸le mo偶e?
Czytam swoje bardzo ju偶 stare wierszyki, bo skoro jakim艣 cudem ocala艂y i s膮 teraz widoczne na monitora ekranie... Ale przecie偶 nie zagl膮dam tam dla siebie, ale by odnale藕膰 wcze艣niej ju偶 zapisan膮 my艣l, kt贸ra przysz艂a na przyk艂ad dzisiaj, nad ranem lub wieczorem. Musz臋 wi臋c sprawdzi膰. Tego si臋 domaga rzetelno艣膰 i tak zawsze robi膮 rzetelni badacze rzeczywisto艣ci. Skoro ju偶 co艣 gdzie艣 jest!
Wiem, 偶e mi ich tak偶e nie wybacz膮, nie wybaczaj膮 sukcesu, jakim jest czyje艣 biedne 偶ycie. Biedni s膮 sol膮 ziemi :-)
Ale – tak si臋 sk艂ada – 偶e jeden wierszyk poci膮ga za s艂owo drugi, nowy, inny, mo偶e jeszcze co艣 napisz臋?
***
jak si臋 dotyka rzeczy
a jak os贸b
w realu
w necie
we wspomnieniach
przysz艂o mi do g艂owy
pod wp艂ywem lektury
tych s艂贸w
"ciep艂e oczy Matki”
***
pan jest poet膮?
tak jestem
a co to znaczy
偶e dostaj臋 rzeczy
sytuacje i stany
do nazwania
adekwatnym s艂owem
偶e si臋 znajduje ci膮gle co艣 nowego
na nowo odkrywa ten i tamten 艣wiat
偶e kr贸lestwo nasze nie jest z tego 艣wiata
ani (tylko) z tamtego
lecz jest
***
rol膮 matki
jest by膰
latarni膮 morsk膮
dzieci i syn
najpierw biegaj膮
u jej st贸p
i robi膮 babki
potem kr膮偶膮
po morzach wzburzonych
nic to
je艣li na latarni
艣wiat艂o gore
PS.1
艢mier膰 (艣p. Mamy Babci Te艣ciowej Heli) powoli staje si臋 coraz bardziej 艣wi臋tem nowego rodzenia. Zn贸w pisz臋 wierszyki. Po 30 latach.
Czytam, czytam stare, szukaj膮c Jej i odkrywam, 偶e w wielu jest. Nie wiedzia艂em, 偶e a偶 w tylu, jak nie wprost, to 艣wiat艂em odbitym. Dochodz臋 do wniosku, 偶e musz臋 dokona膰 wyboru i znale藕膰 gdzie艣 miejsce do opublikowania.
PS.2
Wyrwa艂em si臋 jak Filip z konopii, albo Neri, po 艣lizgawicy do Jadowa. My艣la艂臋, 偶e to dzi艣. A to jutro dopiero i raczej dla m艂odszych, ale ja na ka偶d膮 akcj臋 dusz(pastersk膮) reaguj臋, jak ko艅 kawaleryjski na tr膮bk臋. Duszne dzia艂ania mnie porywaj膮, to jest m贸j 艣wiat i 偶ycie wieczne na ziemi. Tylko to mi zosta艂o, na szcz臋艣cie, bo po co, co艣 innego? Tam, gdzie duch – tam prawdziwi przyjaciele, bracia i siostry. Reszta – to tylko znajomi.
czwartek, 10 stycznia 2013
Wiem w "kogo co" dlaczego i jak wierz臋
呕ycie jest podstawowym konkretem ka偶dej osoby. To fundament naszego (ludzkiego) realizmu. 呕yj膮c - do艣wiadczam, poznaj臋, wiem i wierz臋, wierz臋 i wiem. 呕yj臋 ca艂ym sob膮, a nie po艂ow膮 siebie. Nie - siebie p贸艂. Ca艂y ja - wszystko, czego do艣wiadczam, wszystko - co wiem, wszystko - w co wierz臋 (s艂ysz臋, widz臋, czuj臋... kocham, ufam, mam nadziej臋, boj臋 si臋, nie lubi臋, unikam...). Wszystko. Nie - 偶ycia p贸艂, wiedzy p贸艂, wiary p贸艂, mi艂o艣ci p贸艂, odpowiedzialno艣ci p贸艂, ufno艣ci i nieufno艣ci itd. Siebie p贸艂? Boga p贸艂? Realizmu p贸艂?
To jest m贸j 艣wiat, moje 偶ycie, moje teraz i tutaj, w Annopolu, tydzie艅 po 艣mierci Mamy Babci Te艣ciowej Emerytki Polki Katoliczki Heli, 10 stycznia 2013, godz. 6.20.
Ja wiem, w Kogo ja wierz臋 - jest oczywi艣cie
pocz膮tkowym wersem pie艣ni, kt贸r膮 nam zafundowa艂 organista na
mszy pogrzebowej w legionowskim ko艣ciele 艢wi臋tego J贸zefa
Oblubie艅ca. Jak widzicie, zapisuj臋 raczej precyzyjnie. B臋d膮c
precyzyjnym, na ile mo偶liwe, w do艣wiadczaniu w艂asnego 偶ycia i nie
gubi膮c niczego, z tego co nam dawane, mam w艂a艣ciwie wszystko, co
jest potrzebne by prze偶y膰 SENS, tego wszystkiego, czyli w艂asne
偶ycie. Patrz, s艂uchaj, czuj w臋chem, smakiem, dotykiem i wiedz膮,
kt贸r膮 zdob臋dziesz od innych (藕r贸de艂 zewn臋trznych) i z siebie
(藕r贸d艂o wewn臋trzne). Zarejestruj, zachowaj i rozwa偶(aj) w sercu
swoim. Tak robi艂a Maryja z Nazaretu, Matka Jezusa, tak opowiedzie膰
musia艂a ewangelistom (redaktorom) o 偶yciu Swojego Syna. 艢wi臋ty
艁ukasz dzia艂a艂 wed艂ug tej samej metody (a jest inny realizm?) -
"u艂o偶y艂 opowiadanie o zdarzeniach, kt贸re si臋 dokona艂y
po艣r贸d nas, tak jak je przekazali ci, kt贸rzy od pocz膮tku byli
naocznymi 艣wiadkami i s艂ugami s艂owa. Postanowi艂 wi臋c
zbada膰 dok艂adnie wszystko od pierwszych chwil i opisa膰 po kolei”.
Spisa艂 dla przyjaciela, po艣rednio i dla nas.
Hypothesis ani 偶ycia swojego nie wymy艣li艂em, non fingo. Prze偶y艂em, opisuj臋, kl臋kam wobec Tego, co realnie by艂o. Dlaczego z wielkiej litery? Bo jest wielkie, uk艂ada si臋, u艂o偶y艂o w Wielki Sens. Nie w przedmiot, nie w jak膮艣 jeszcze jedn膮 rzecz, ale w 呕ycie 偶ywe, pe艂ne, doskona艂e, na miar臋 mojego rozumienia i przekazanych wzorc贸w. 呕ycie Prawda Droga (Vitae Via Veritas) – 偶ywa prawda i droga, kt贸ra mnie (ciebie, nas) prowadzi. Kto-co to mo偶e by膰? Nie mamy innego s艂owa, nazwy, nie mamy innego imienia – B贸g. Jezus i Jego B贸g. Tak, jak si臋 (TO) objawi艂o w Jego narodzie, w Jego narodzinach, 偶yciu, w Nim samym i ca艂ym, w Jego 艣mierci i Zmartwychwstaniu, jak to przekazali 艣wiadkowie. Oni byli takimi samymi lud藕mi jak ja, jak my. Ja jestem takim samym cz艂owiekiem, jak oni. Oni do艣wiadczyli i opisali swoje do艣wiadczenia, ja swoje. A, 偶e w obydwu przypadkach napotkali艣my te same mechanizmy, prawa, tajemnic臋? REALI艢CI TAK MAJ膭 :-)
Organista okaza艂 si臋 wielkim po艣rednikiem tre艣ci niezwykle istotnej w tamtym momencie dla wielu os贸b w ko艣ciele. By艂 melodi膮 naszych prze偶y膰. Nie tylko nam podsun膮艂, ale z nami j膮 wy艣piewa艂.
Bardzo wa偶n膮 my艣l膮, 艣wiat艂em porannym, o fundamentalnym znaczeniu jest determinacja, by doprowadzi膰 do pierwszego „Spotkania Wiary i Rozumu”, kt贸re ma wszelkie cechy daru z dw贸ch stron. Ja dosta艂em 艣wiate艂ko w drugi dzie艅 艣wi膮t Bo偶ego Narodzenia, napisa艂em (zapisa艂em) statut. Pozostawi艂em go w ukryciu, zapowiedzia艂em, ale jego upublicznienie uzale偶ni艂em od akcji innych os贸b (i si艂). Sprawa wysz艂a, co prawda, na 艣wiat艂o dzienne w rozmowie z Katy 27 grudnia, ale dalej, tak, jakby pozosta艂a w ukryciu (wyjecha艂a z Katy do Szkocji). Dopiero teraz, po 艣mierci Mamy Babci i Te艣ciowej Heli, sprawa dopomina si臋 ujawnienia, od razu w formie akcji urzeczywistniaj膮cej ide臋. Bo:
- do艣wiadczenie Tej 艣mierci wywiera wielk膮 偶yciow膮 i teologiczn膮 presj臋 na mnie i nie tylko. Od pocz膮tku. Z TYM si臋 nie da 偶y膰 normalnie, to znaczy rutyn膮 dni powszednich. Wszystko krzyczy o (od)艣wi臋t(n)o艣膰. Od艣wi臋tno艣膰 wywodzi si臋 ze 艣wi臋to艣ci. Jest nam dany gen 艣wi臋to艣ci. Chyba nie tylko temu i owemu, Kapaonom i innym familiom, ale powszechnie, tak jak jeste艣my powszechnie powo艂ani do 艣wi臋to艣ci. Je艣li jest powo艂anie, to musi by膰 te偶 mo偶liwo艣膰 jego realizacji.
- od艣wi臋tno艣膰 w Tej 艣mierci najpierw znalaz艂a form臋 „chwa艂y i wdzi臋czno艣ci” od razu po telefonie z wiadomo艣ci膮 o zgonie. Potem przesz艂o faz臋 pisania „teologii (po)艣mierci”, by w dniu pogrzebu – przed wyjazdem - si臋gn膮膰 prze偶ycia tre艣ci „tajemnicy zmartwychwstania i 偶ycia wiecznego”, a na samym pogrzebie (od mszy, przez pos艂ug臋 na cmentarzu, po obiad w restauracji „Carskiej” sta膰 si臋 prze偶ywaniem (do艣wiadczaniem i rozumieniem, prze偶ywaniem rozumiej膮cym?) „wniebowzi臋cia”. Tak wi臋c, co te偶 zosta艂o przeze mnie do艣wiadczone i zapisane – si艂a i wymowa danych mi (nam) prze偶y膰 by艂a, tak wielka i takiej natury, 偶e nie wystarcza艂a i nie wystarcza mi (nam) „rozmowa o”, a nawet pisanie teologii, ale dotkni臋cie Boga Samego. Tak, potrzebujemy RZECZYWISTO艢CI NIEBIESKIEJ (NIEBIA艃SKIEJ/BO呕EJ). W tej konstelacji do艣wiadcze艅, prze偶y膰, my艣li... zobaczy艂em 艣cis艂y zwi膮zek tych dw贸ch spraw: potrzeby i uprzednio przygotowanej (danej) formy – SPOTKANIA WIARY i ROZUMU.
Pomin膮膰 jeszcze musz臋 (na razie) pro艣ciutki statut, owoc drugiego dnia 艣wi膮t BN 2012, ale za to spr贸buj臋 odtworzy膰 my艣lenie dotycz膮ce wsp贸艂pracy parlamentarzyst贸w z samorz膮dami gminnymi, kt贸re wczoraj skasowa艂a mi gmina Pieni臋偶no (taktyka jak naszego bratniego stowarzyszenia :-)
Tak偶e i dzisiaj trudno mi si臋 ogarn膮膰 i 艣wiat. Nie to, 偶e smutek po 艣mierci Mamy, cho膰 oczywi艣cie, jest to dla mnie fakt Nr.1 roku 2013. 艢wiat, jakby mi si臋 upro艣ci艂 do dw贸ch wymiar贸w: 艣wi臋to艣ci i pod艂o艣ci (jak prawda i fa艂sz). Gen 艣wi臋to艣ci mnie rozkleja. Zbieram si臋 i raz z natchnienia, raz na si艂臋 co艣 pisz臋. Rozum chwyta to lub tamto, na wyrywki, jak nitki z tkaniny. Nie Jej 偶ycie, nie – swoje 偶ycie, nasze. Raczej los, kt贸ry zrealizowa艂 si臋 w konkretnym 偶yciu os贸b. W wszechogarniaj膮cym 艣wietle wiary w Jezusa z Nazaretu. Najpierw w domu na 艢widr贸wce, ko艣ciele w Szczucinie, potem w domu w Legionowie na ulicy Ko艣ciuszki 26.m5 i ko艣ciele Ducha 艢wi臋tego w parafii 艢w. Jana Kantego, „na G贸rce”, po przeprowadzce w 1970 roku – w bloku na ul. Warszawskiej 34.m18 i ko艣ciele 艢wi臋tego J贸zefa Oblubie艅ca, oraz w domu i Ogrodzie w Annopolu, u Matki Boskiej Annopolskiej i, najpierw kaplicy p贸藕niej w ko艣ciele „na Trawach” i w Strach贸wce. Tyle tego by艂o. Czy to ju偶 wszystko? Prawie, bo trzeba zrozumie膰 wielk膮 rol臋 Rodziny Rodzin, z regularnymi spotkaniami, konferencjami, rekolekcjami, pielgrzymkami na Jasn膮 G贸r臋 i spotkaniami oko艂o-艣wi膮tecznymi, czasem, a偶 u Prymasa Tysi膮clecia, nawet okoliczno艣ciowym spotkaniem zorganizowanym z okazji 33 rocznicy 艣lubu Rodzic贸w. By艂 te偶 d艂u偶szy epizod pracy zawodowej, jako szwaczki w legionowskiej „Odzie偶贸wce”. Reasumuj膮c – narodziny, wychowanie i 偶ycie w wierz膮cej rodzinie, potem ma艂偶e艅stwo i 偶ycie w rodzinie wierz膮cej. Czyli 偶ycie Bogiem ca艂e 偶ycie. To jest Jej ca艂e 偶ycie. Nasze 偶ycie? Chyba te偶.
Rozum chwyta tu, tam, ale jakby nie chwyta艂 - B贸g jest w osnowie. Chyba ka偶da 艣mier膰 tak dzia艂a, stawia nas wobec takich rozmy艣la艅 i tajemnicy. By艂 cz艂owiek, mia艂 sw贸j trud, sw贸j 偶yciorys, by艂a osoba duchowa w jakim艣 konkretnym ciele, ze swoj膮 niepowtarzaln膮 twarz膮, obliczem, z jednostkow膮 woln膮 wol膮, z pragnieniami, ich wyrazem i realizacj膮... ze swoj膮 podmiotow膮 wiar膮 i rozumem. I nagle nie ma Jej w tej postaci. Ale nie znikn臋艂a ca艂kowicie. Wi臋c dociekamy jej dalszego ci膮gu rozmy艣laniem, zadum膮, modlitw膮. Ale to tak偶e ju偶 robili艣my za 偶ycia (biologicznego tej osoby)!
W przypadku Mamy najbardziej namacalne tego dowody to wiersz „Matka”, kartka z Lisieux i nawiedzenie jej parafialnego ko艣cio艂a w Szczucinie, gdzie by艂a ochrzczona i gdzie przyj臋艂a I Komuni臋 (pewnie i bierzmowanie, umkn臋艂o w opowie艣ci) – by pok艂oni膰 si臋 i uca艂owa膰 chrzcielnic臋, pocz膮tek i 藕r贸d艂o tego, co najwa偶niejszego w Niej by艂o i nam przekaza艂a. Oraz pielgrzymka pod Tarn贸w, na G贸rk臋, na msz臋 papiesk膮, na kt贸rej beatyfikowa艂 Karolin臋 K贸zk贸wn臋 – ze jasn膮 motywacj膮 i 艣wiadomo艣ci膮 „by lepiej pozna膰 tajemnic臋 swojej Matki”. Co ciekawe, to ja tak odczyta艂em beatyfikacj臋 Karoliny, Mama wiele o niej nie opowiada艂a i nawet nie wiem, na ile zna艂a jej histori臋. To ja je geograficznie powi膮za艂em. Mama by艂a akurat wtedy w Ameryce. Ale skoro Papie偶 jedzie ho艂d odda膰 i beatyfikowa膰 ca艂emu ko艣cio艂owi dziewczyn臋 ze wsi podtarnowskiej, to ja musz臋 tam by膰, by odpozna膰 Mam臋. Tak to wtedy odczyta艂em. Tak czytam 偶ycie. Jej i w og贸le.
Precyzja opisu! Najpierw j膮 mo偶e pozna艂em u Tomasza Manna, czyli nie w znaczeniu dokumentalisty lub naukowca, ale artystycznej doskona艂o艣ci przekazu. Precyzj臋 zapisu znalaz艂em – i to ludzkiej 艣wiadomo艣ci(!) - u Romana Ingardena. Sam, staram si臋 by膰 pos艂uszny g艂osowi wewn臋trznemu,kt贸ry m贸wi - „przecie偶 ja ci to wszystko daj臋. Bierz i zanotuj”. W dok艂adnym opisie rzeczywisto艣ci ludzkiego 偶ycia, losu, bytowania - mo偶na zobaczy膰 twarz Boga. Inaczej tego, co widz臋 i rozumiem nazwa膰 nie umiem. Takie do艣wiadczanie 偶ycia, sytuacji, takie rozwa偶ania zawsze prowadz膮 do, ko艅cz膮 si臋... wsp贸艂bytowaniem, kon-templum, jeszcze wi臋kszym uosob(ow)ieniem, nie urzeczowieniem, ani uprzedmiotowieniem. Sorry, kochani materiali艣ci, nie wiem, jak Wy to nazywacie, ale u mnie to zawsze ko艅czy si臋 Bogiem Osobowym :-)
Tak bardzo chce si臋 dzieli膰 te prze偶ycia, wiar臋 i rozum i spos贸b 偶ycia z bra膰mi i siostrami tego samego Ducha! (wi臋zy krwi nie s膮 zn贸w takie wa偶ne, co wyra藕nie mnie/nas r贸偶ni z mentalno艣ci膮 wiejsk膮, szczeg贸lnie post-komunistyczn膮) 呕y膰 w (takim g艂贸wnie) 艣wiecie, prowadzi膰 rozmowy, ogl膮da膰 filmy i programy, czyta膰 ksi膮偶ki, strony www i artyku艂y, tylko takie, kt贸re szukaj膮 i dotykaj膮 TAJEMNICY 呕YCIA. Ksi臋gi, osoby, strony i rejony (mog膮 by膰 gminy, wsie, szko艂y, parafie, kontynenty) M膮dro艣ciowe. Ale偶 mam wymagania, marzenia - raczej tylko dla 艣ci臋tej - g艂owy ;-)
Wracam do ko艣cio艂a 艢wi臋tego J贸zefa Oblubie艅ca, na pogrzeb i wniebowzi臋cie. Sko艅czy艂em na ch贸rze i organi艣cie. Na mszy wiedzia艂em tylko, 偶e 艂adnie gra, 艣piewa i dobry dobra艂 repertuar, raczej pogrzebowo nietypowy, dopasowany do Heleny i Jej dzieci. Nie da艂 si臋 nawet zaskoczy膰 improwizacj膮 jednego 偶a艂obnika, kt贸ry wdar艂 si臋 w cisz臋 po pie艣ni komunijnej z „Niech b臋dzie chwa艂a i cze艣膰 i dzi臋kczynienie”. Organista, ten organista, natychmiast podchwyci艂 i podegra艂, jakby daj膮c mi do zrozumienia -„akceptuj臋 twoje wyskoki, a nawet wspomagam z pe艂nym zrozumieniem” (rzadko mam takie do艣wiadczenia, chyba mog臋 si臋 ich spodziewa膰 tylko od Andrzeja i S艂awka). Jestem wszak 艣wiatem osobnym.
W bramie cmentarza (dojechali艣my w r贸偶nych pojazdach) podbieg艂 do mnie m艂ody cz艂owiek z grupy liturgicznej (ksi臋偶a i ko艣cielny z krzy偶em) -”poznajesz mnie, jestem Hubert, gram teraz u 艣wi臋tego J贸zefa”. Jak mia艂em nie pozna膰. Hubert by艂 jeden. Padli艣my sobie w ramiona. Jego g艂os na zawsze mi si臋 skojarzy艂 z pie艣ni膮, kt贸ra m艂odzie偶owa schola w parafii 艢wi臋tego Jana Kantego rozpoczyna艂a cz臋sto msze -”Za chwil臋 przyjdzie Pan, w postaci chleba”. Ko艣ci贸艂, du偶y, pojemny w ogromnej parafii (ok 20 tys.) pada艂 prawie i dos艂ownie na kolana. A mo偶e po艂膮czy艂em dwa teksty, dwie piosenki w jedno prze偶ycie? Bo w innej by艂o wprost wezwanie „kl臋knijcie wszyscy, kt贸rzy tu wchodzicie i razem chwalmy Go”.
Wzruszam si臋 i dzisiaj. Trzydzie艣ci lat wy艣piewane na jednej nucie! Spr贸bujcie wytrzyma膰 tak skondensowane istnienie, albo jedn膮 egzystencj臋 cz艂owieka na ziemi. Ka偶dy, kto zna te „utwory”, wie, 偶e to niemo偶liwe :-)
Ale w bramie podskoczy艂em wniebowzi臋ty. Ile to lat? A on pami臋ta! Wzi膮艂 specjalnie dzie艅 wolny w innym miejscu pracy, zamieni艂 si臋. Ja chcia艂em zamieni膰 si臋 z nim wiar膮 w zmartwychwstanie, w wniebowzi臋cie i 艣wi臋tych obcowanie. Tyle lat! Pocz膮tek stanu wojennego. Nic – wobec tego (Ducha) - nie znaczycie bitne wojska i genera艂y. Mamy 偶ycie wieczne. Jest w nas. Stan膮艂 po艣r贸d nas 30 lat temu! Jest Nie艣miertelny. Ale, 偶e w艂a艣nie w takiej chwili, takim dniu. W bramie cmentarza. Czy kto艣 to rozumie!? Co czu艂em, co czuj臋, prze偶y艂em, prze偶yli艣my?! Co si臋 wydarzy艂o 30 lat temu w parafii „na G贸rce” w grupie kilkudziesi臋ciu? kilkuset? os贸b! Ja sobie to zakonotowa艂em w g艂owie, jako „Pan B贸g pozwoli艂 mi zajrze膰 za kurtyn臋, jak (si臋) robi Ko艣ci贸艂”! Jak B贸g rodzi nas. Jak B贸g rodzi Ko艣ci贸艂 – wsz臋dzie, na ca艂ym 艣wiecie. To jest nie艣miertelne do艣wiadczenie, do艣wiadczenie wieczno艣ci. Z t膮 wiedz膮 cofnijcie film z pogrzebu do ty艂u i jeszcze raz, wraz ze mn膮, wys艂uchajcie celebry-pos艂ugi na cmentarzu.
Trzydzie艣ci lat temu, nim zosta艂em katechet膮, w tym samym miejscu, pod tymi samymi d臋bami, 艣piewali艣my kanony z Taize nad grobem Ojca (2.4.1982) - d臋by s膮 cie艅sze o 30 s艂oj贸w - bo ju偶 wtedy za艂o偶y艂em grup臋 kol臋dnik贸w zbuntowanych na stan wojenny i zniewolenie umys艂贸w i ducha. Zacz臋li艣my od 艣piewania kol臋d. Pierwsze 艣piewania by艂o w domu, w par臋 os贸b, kole偶anek siostry. Potem zacz臋艂y si臋 regularne spotkania modlitewne, pierwszy op艂atek w sali katechetycznej, na kt贸rym byli Rodzice, Gra偶yna te偶 tam si臋 – o dziwo – znalaz艂a, zd膮偶y艂 by膰 Ojciec, widzia艂 zal膮偶ek wsp贸lnoty, umar艂 za dwa miesi膮ce.
Tyle pomog艂e艣 zrodzi膰 generale nies艂awny, haniebny. Dopiero od wrze艣nia (1982) zosta艂em regularnym katechet膮. Niesfornym, do dzisiaj.
Co czu艂em, co czuj臋?! Pewnie inaczej bym prze偶ywa艂 – prawo psychologi, kontrastowania - gdybym nie przyby艂 tego dnia z epoki lodowcowej (w stosunku do nas) mojej obecnej gminy Strach贸wka, gdzie mniej i wi臋cej za to samo jestem nazywany „siewc膮 nienawi艣ci”, gdzie by艂o to wt艂aczane z 5.000 razy w g艂ow臋 ka偶demu mieszka艅cowi, od ko艂yski po rolnicz膮 emerytur臋, a Gra偶yn臋 dyrektork臋 Zespo艂u Szk贸l im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej nauczycielka nowo-modna liderka chce wywie藕膰 na taczce gnoju. Tu, w epoce post-komunistycznej mentalno艣ci, wszystko przewr贸cone jest z n贸g na g艂ow臋. Tutaj obecni liderzy buduj膮 swoj膮 pozycj臋 na negacji prawdy i unikaniu (艣wiat艂a) dyskusji. Noc, ciemno艣膰, propaganda fa艂szywych postaw, fa艂szywej historii i WOS-u.
..................
Komentarze, kt贸re czasem wpisuj臋 na blogu biblijnym ksi臋dza Chlebowskiego, cz臋sto rzucaj膮 艣wiat艂o na to, co pisze tutaj, w „Osobnym 艣wiecie”. Jedno jest 偶ycie (moje tak偶e) i jedno my艣lenie, zapisywane w r贸偶nych miejscach:
- wczoraj: „Ka偶da lektura mo偶e (i powinna) ukonkretnia膰 tre艣膰. Bo na histori臋, kt贸ra si臋 wydarzy艂a, kt贸ra zosta艂a opowiedziana przez naocznych 艣wiadk贸w, kt贸ra zosta艂a zapisana przez redaktora, nak艂ada si臋 historia nasza, kt贸ra tak偶e nie jest momentalna, ale w艂a艣ciwie wieczna, na ile si臋gn膮膰 do korzeni osobistych i rodzinnych gen贸w, lektur, spotka艅, pozna艅, ciszy, kontemplacji... et c忙tera w poznanych i niepoznanych j臋zykach.
Czytam i patrz臋 na ten fragment (Jezus chodzi po jeziorze) jak na scenariusz filmowy i to nie tylko etiudy na zaliczenie przez student贸w, ale na fabu艂臋 dla mistrz贸w wielkiego ruchomego obrazu, my艣lenia, narracji etc. Ksi膮dz poeta i nurek do偶yje, ja pewnie ju偶 nie :-)
- dzisiaj: „"Jezus w mocy Ducha"... tu i tam, tu, czy tam, geograficznie i czasowo, ile偶 musia艂o by膰 takich miejsc i chwil, co za r贸偶nica? By艂y, s膮, b臋d膮. Byli 艣wiadkowie, przekazali, ale i bez spisanych relacji nie mog膮 budzi膰 zdziwienia. Przecie偶 tak to jest, je艣li chodzi o stan "by膰 w mocy Ducha". Czy偶 i my nie do艣wiadczamy? Chyba takie stany s膮 dawane ka偶demu homo sapiens! Jezus potwierdza (jest w Nim potwierdzenie, mo偶emy znale藕膰 potwierdzenie) ludzk膮 natur臋 i Bo偶e powo艂anie ka偶dego z nas. W Jezusie jest oczywi艣cie wi臋cej 艣wiat艂a, najwi臋cej, jest samym 艣wiat艂em. Wiara i rozum b臋d膮 trwa膰, dop贸ki b臋dzie 偶y艂 cz艂owiek (z gatunku homo sapiens) na ziemi.”
Wczoraj smutna rzecz wydarzy艂a si臋 na stronie gminy Pieni臋偶no. Umoczy艂em w niej tak偶e i cz膮stk臋 swojej nadziei, 偶e kto艣, gdzie艣 chce naprawd臋 rozmowy, a nie pozor贸w. Pozoranctwo rz膮dzi Polsk膮, od partii politycznych, przez media, do samorz膮d贸w. Niekt贸rzy id膮 jeszcze dalej i m贸wi膮, 偶e tak偶e na sporej po艂aci polskiego ko艣cio艂a. Ostatnio kto艣, kto przymiera w biedzie m贸wi艂, 偶e osobi艣cie zna ksi臋偶y z wielkimi kontami. Trudno wykluczy膰 takie sytuacje. Ale do rzeczy:
- gmina Pieni臋偶no najpierw si臋 chwali (patrz filmik), 偶e „chce wsp贸艂pracy z parlamentarzystami”, a kiedy ludzie zaczynaj膮 si臋 aktywizowa膰 i wpisuj膮 komentarze, oni „barany” ucinaj膮 dyskusj臋, blokuj膮c wpisywanie kolejnych i kasuj膮c dotychczasowe. Powt贸rz臋 gromkim g艂osem „barany”. Wczoraj tok mojego rozumowania by艂, mniej wi臋cej, taki (jaki dok艂adnie b臋dzie wiadomo, kiedy zdecyduj膮 si臋 „odtajnienie” ukradzionych komentarzy :-)
"Nie wierz臋 w szczero艣膰 Waszych deklaracji, bo – osobi艣cie - nie znam samorz膮d贸w, kt贸re chcia艂yby naprawd臋 szczerego dialogu spo艂ecznego, a tylko taki ma sens. Wsp贸艂praca gminy (czyli kogo? W贸jta, Przewodnicz膮cej(go) Rady, radnych...?) z parlamentarzystami nakazuje najpierw definiowa膰 podstawy tzw. samorz膮dno艣ci i parlamentaryzmu, czyli wsp贸lnoty lokalnej i narodowej. Pa艅stwa i gminy i ich wsp贸艂zale偶no艣ci. Poj臋cia obywatelsko艣ci, demokracji itd. A tego 偶adna w艂adza nie chce. W艂adza chce rz膮dzi膰, realizowa膰 swoje programy wyborcze w funkcji kampanii do kolejnych wybor贸w. Najlepszy przyk艂ad mamy na w艂asnym terenie. M艂ody i sympatyczny W贸jt Piotr, kt贸ry wygra艂 pod sztandarem stowarzyszenia Mazowieckiej Wsp贸lnoty Samorz膮dowej, doprowadza do jej zaniku na „swoim” terenie, bo mu niewygodnie polityczno-wyborczo z dotychczasowymi filarami tej偶e organizacji od czasu jej powstania. A my艣my go uwa偶ali za przyjaznego i familiarnego cz艂owieka – przed wyborami. Trudno wi臋c przypuszcza膰, na podanym przyk艂adzie, 偶e w艂adza zechcia艂aby serio potraktowa膰 wsp贸艂prac臋 z parlamentarzystami, 偶eby zn贸w mie膰 nas na g艂owie. Albo w艂adza i w艂asne kariery, albo parlamentaryzm, partycypacja, wsp贸lnota itd.”
Z propagandowego filmu zamieszczonego przez gmin臋 Pieni臋偶no przynajmniej nauczy艂em si臋 nowego powiedzenia z ust burmistrza „z 艂adnego naczynia nie ka偶dy si臋 naje”. Dzi臋kuj臋, cho膰 za wzbogacenie mojej polszczyzny. Warto by to da膰 na tytu艂 opublikowanego materia艂u, zamiast „gmina chce wsp贸艂pracy z parlamentarzystami”. Hipokryzja – co zosta艂o udowodnione dalszym dzia艂aniem. 艢michu (smutnego) kupa.
PS.1
W drugiej osobie (kochanej, najbardziej) dotykamy istnienia OSOBY (istnienia osobowego), bo we w艂asnej nie mo偶na, zawsze b臋dziemy – nawet siebie – podejrzewa膰 o subiektywizm (relatywizm te偶). Czy nie po to dostajemy 偶ycie? 呕eby dotkn膮膰 Istnienia. Tylko w drugiej osobie. Twarz, oblicze, imi臋, istota – teologia objawienia m贸wi, 偶e jeste艣my stworzeni na obraz i podobie艅stwo Boga samego. Ni mniej, ni wi臋cej.
PS.2
Mog臋 wygl膮da膰 jak najgorzej i kr贸cej 偶y膰, byle dotkn膮膰 prawdy i sensu. Pod jednym wszak偶e warunkiem, 偶e zachowam odrobin臋 mi艂o艣ci, bo bez niej, z m膮dro艣ci膮 najwi臋ksz膮, gdybym zna艂 wszystkie tajemnice, i posiada艂 wszelk膮 wiedz臋, i wszelk膮 [mo偶liw膮] wiar臋, tak i偶bym g贸ry przenosi艂 - by艂bym niczym.
Hypothesis ani 偶ycia swojego nie wymy艣li艂em, non fingo. Prze偶y艂em, opisuj臋, kl臋kam wobec Tego, co realnie by艂o. Dlaczego z wielkiej litery? Bo jest wielkie, uk艂ada si臋, u艂o偶y艂o w Wielki Sens. Nie w przedmiot, nie w jak膮艣 jeszcze jedn膮 rzecz, ale w 呕ycie 偶ywe, pe艂ne, doskona艂e, na miar臋 mojego rozumienia i przekazanych wzorc贸w. 呕ycie Prawda Droga (Vitae Via Veritas) – 偶ywa prawda i droga, kt贸ra mnie (ciebie, nas) prowadzi. Kto-co to mo偶e by膰? Nie mamy innego s艂owa, nazwy, nie mamy innego imienia – B贸g. Jezus i Jego B贸g. Tak, jak si臋 (TO) objawi艂o w Jego narodzie, w Jego narodzinach, 偶yciu, w Nim samym i ca艂ym, w Jego 艣mierci i Zmartwychwstaniu, jak to przekazali 艣wiadkowie. Oni byli takimi samymi lud藕mi jak ja, jak my. Ja jestem takim samym cz艂owiekiem, jak oni. Oni do艣wiadczyli i opisali swoje do艣wiadczenia, ja swoje. A, 偶e w obydwu przypadkach napotkali艣my te same mechanizmy, prawa, tajemnic臋? REALI艢CI TAK MAJ膭 :-)
Organista okaza艂 si臋 wielkim po艣rednikiem tre艣ci niezwykle istotnej w tamtym momencie dla wielu os贸b w ko艣ciele. By艂 melodi膮 naszych prze偶y膰. Nie tylko nam podsun膮艂, ale z nami j膮 wy艣piewa艂.
Ja wiem, w kogo ja wierz臋, sta艂o艣ci膮
duszy mej.
M贸j Pan w tym Sakramencie, pe艂en pot臋gi swej.
To
Ten, co zst膮pi艂 z nieba z mi艂o艣ci ku nam tu
I wzi膮艂
mieszkanie Swoje, w tym Tabernakulum
Ja wiem, w Kim mam nadziej臋,
sta艂o艣ci mojej moc.
To Ten, przed Kt贸rym 艣wiat艂o pali si臋 w
dzie艅 i noc.
Ty艣 szcz臋艣ciem w moim 偶yciu, Ty艣 艣wiat艂em w
艣mierci
dniu.
Wzbogacasz
mnie bez ko艅ca, w Tym Tabernakulum.
Bardzo wa偶n膮 my艣l膮, 艣wiat艂em porannym, o fundamentalnym znaczeniu jest determinacja, by doprowadzi膰 do pierwszego „Spotkania Wiary i Rozumu”, kt贸re ma wszelkie cechy daru z dw贸ch stron. Ja dosta艂em 艣wiate艂ko w drugi dzie艅 艣wi膮t Bo偶ego Narodzenia, napisa艂em (zapisa艂em) statut. Pozostawi艂em go w ukryciu, zapowiedzia艂em, ale jego upublicznienie uzale偶ni艂em od akcji innych os贸b (i si艂). Sprawa wysz艂a, co prawda, na 艣wiat艂o dzienne w rozmowie z Katy 27 grudnia, ale dalej, tak, jakby pozosta艂a w ukryciu (wyjecha艂a z Katy do Szkocji). Dopiero teraz, po 艣mierci Mamy Babci i Te艣ciowej Heli, sprawa dopomina si臋 ujawnienia, od razu w formie akcji urzeczywistniaj膮cej ide臋. Bo:
- do艣wiadczenie Tej 艣mierci wywiera wielk膮 偶yciow膮 i teologiczn膮 presj臋 na mnie i nie tylko. Od pocz膮tku. Z TYM si臋 nie da 偶y膰 normalnie, to znaczy rutyn膮 dni powszednich. Wszystko krzyczy o (od)艣wi臋t(n)o艣膰. Od艣wi臋tno艣膰 wywodzi si臋 ze 艣wi臋to艣ci. Jest nam dany gen 艣wi臋to艣ci. Chyba nie tylko temu i owemu, Kapaonom i innym familiom, ale powszechnie, tak jak jeste艣my powszechnie powo艂ani do 艣wi臋to艣ci. Je艣li jest powo艂anie, to musi by膰 te偶 mo偶liwo艣膰 jego realizacji.
- od艣wi臋tno艣膰 w Tej 艣mierci najpierw znalaz艂a form臋 „chwa艂y i wdzi臋czno艣ci” od razu po telefonie z wiadomo艣ci膮 o zgonie. Potem przesz艂o faz臋 pisania „teologii (po)艣mierci”, by w dniu pogrzebu – przed wyjazdem - si臋gn膮膰 prze偶ycia tre艣ci „tajemnicy zmartwychwstania i 偶ycia wiecznego”, a na samym pogrzebie (od mszy, przez pos艂ug臋 na cmentarzu, po obiad w restauracji „Carskiej” sta膰 si臋 prze偶ywaniem (do艣wiadczaniem i rozumieniem, prze偶ywaniem rozumiej膮cym?) „wniebowzi臋cia”. Tak wi臋c, co te偶 zosta艂o przeze mnie do艣wiadczone i zapisane – si艂a i wymowa danych mi (nam) prze偶y膰 by艂a, tak wielka i takiej natury, 偶e nie wystarcza艂a i nie wystarcza mi (nam) „rozmowa o”, a nawet pisanie teologii, ale dotkni臋cie Boga Samego. Tak, potrzebujemy RZECZYWISTO艢CI NIEBIESKIEJ (NIEBIA艃SKIEJ/BO呕EJ). W tej konstelacji do艣wiadcze艅, prze偶y膰, my艣li... zobaczy艂em 艣cis艂y zwi膮zek tych dw贸ch spraw: potrzeby i uprzednio przygotowanej (danej) formy – SPOTKANIA WIARY i ROZUMU.
Pomin膮膰 jeszcze musz臋 (na razie) pro艣ciutki statut, owoc drugiego dnia 艣wi膮t BN 2012, ale za to spr贸buj臋 odtworzy膰 my艣lenie dotycz膮ce wsp贸艂pracy parlamentarzyst贸w z samorz膮dami gminnymi, kt贸re wczoraj skasowa艂a mi gmina Pieni臋偶no (taktyka jak naszego bratniego stowarzyszenia :-)
Tak偶e i dzisiaj trudno mi si臋 ogarn膮膰 i 艣wiat. Nie to, 偶e smutek po 艣mierci Mamy, cho膰 oczywi艣cie, jest to dla mnie fakt Nr.1 roku 2013. 艢wiat, jakby mi si臋 upro艣ci艂 do dw贸ch wymiar贸w: 艣wi臋to艣ci i pod艂o艣ci (jak prawda i fa艂sz). Gen 艣wi臋to艣ci mnie rozkleja. Zbieram si臋 i raz z natchnienia, raz na si艂臋 co艣 pisz臋. Rozum chwyta to lub tamto, na wyrywki, jak nitki z tkaniny. Nie Jej 偶ycie, nie – swoje 偶ycie, nasze. Raczej los, kt贸ry zrealizowa艂 si臋 w konkretnym 偶yciu os贸b. W wszechogarniaj膮cym 艣wietle wiary w Jezusa z Nazaretu. Najpierw w domu na 艢widr贸wce, ko艣ciele w Szczucinie, potem w domu w Legionowie na ulicy Ko艣ciuszki 26.m5 i ko艣ciele Ducha 艢wi臋tego w parafii 艢w. Jana Kantego, „na G贸rce”, po przeprowadzce w 1970 roku – w bloku na ul. Warszawskiej 34.m18 i ko艣ciele 艢wi臋tego J贸zefa Oblubie艅ca, oraz w domu i Ogrodzie w Annopolu, u Matki Boskiej Annopolskiej i, najpierw kaplicy p贸藕niej w ko艣ciele „na Trawach” i w Strach贸wce. Tyle tego by艂o. Czy to ju偶 wszystko? Prawie, bo trzeba zrozumie膰 wielk膮 rol臋 Rodziny Rodzin, z regularnymi spotkaniami, konferencjami, rekolekcjami, pielgrzymkami na Jasn膮 G贸r臋 i spotkaniami oko艂o-艣wi膮tecznymi, czasem, a偶 u Prymasa Tysi膮clecia, nawet okoliczno艣ciowym spotkaniem zorganizowanym z okazji 33 rocznicy 艣lubu Rodzic贸w. By艂 te偶 d艂u偶szy epizod pracy zawodowej, jako szwaczki w legionowskiej „Odzie偶贸wce”. Reasumuj膮c – narodziny, wychowanie i 偶ycie w wierz膮cej rodzinie, potem ma艂偶e艅stwo i 偶ycie w rodzinie wierz膮cej. Czyli 偶ycie Bogiem ca艂e 偶ycie. To jest Jej ca艂e 偶ycie. Nasze 偶ycie? Chyba te偶.
Rozum chwyta tu, tam, ale jakby nie chwyta艂 - B贸g jest w osnowie. Chyba ka偶da 艣mier膰 tak dzia艂a, stawia nas wobec takich rozmy艣la艅 i tajemnicy. By艂 cz艂owiek, mia艂 sw贸j trud, sw贸j 偶yciorys, by艂a osoba duchowa w jakim艣 konkretnym ciele, ze swoj膮 niepowtarzaln膮 twarz膮, obliczem, z jednostkow膮 woln膮 wol膮, z pragnieniami, ich wyrazem i realizacj膮... ze swoj膮 podmiotow膮 wiar膮 i rozumem. I nagle nie ma Jej w tej postaci. Ale nie znikn臋艂a ca艂kowicie. Wi臋c dociekamy jej dalszego ci膮gu rozmy艣laniem, zadum膮, modlitw膮. Ale to tak偶e ju偶 robili艣my za 偶ycia (biologicznego tej osoby)!
W przypadku Mamy najbardziej namacalne tego dowody to wiersz „Matka”, kartka z Lisieux i nawiedzenie jej parafialnego ko艣cio艂a w Szczucinie, gdzie by艂a ochrzczona i gdzie przyj臋艂a I Komuni臋 (pewnie i bierzmowanie, umkn臋艂o w opowie艣ci) – by pok艂oni膰 si臋 i uca艂owa膰 chrzcielnic臋, pocz膮tek i 藕r贸d艂o tego, co najwa偶niejszego w Niej by艂o i nam przekaza艂a. Oraz pielgrzymka pod Tarn贸w, na G贸rk臋, na msz臋 papiesk膮, na kt贸rej beatyfikowa艂 Karolin臋 K贸zk贸wn臋 – ze jasn膮 motywacj膮 i 艣wiadomo艣ci膮 „by lepiej pozna膰 tajemnic臋 swojej Matki”. Co ciekawe, to ja tak odczyta艂em beatyfikacj臋 Karoliny, Mama wiele o niej nie opowiada艂a i nawet nie wiem, na ile zna艂a jej histori臋. To ja je geograficznie powi膮za艂em. Mama by艂a akurat wtedy w Ameryce. Ale skoro Papie偶 jedzie ho艂d odda膰 i beatyfikowa膰 ca艂emu ko艣cio艂owi dziewczyn臋 ze wsi podtarnowskiej, to ja musz臋 tam by膰, by odpozna膰 Mam臋. Tak to wtedy odczyta艂em. Tak czytam 偶ycie. Jej i w og贸le.
Precyzja opisu! Najpierw j膮 mo偶e pozna艂em u Tomasza Manna, czyli nie w znaczeniu dokumentalisty lub naukowca, ale artystycznej doskona艂o艣ci przekazu. Precyzj臋 zapisu znalaz艂em – i to ludzkiej 艣wiadomo艣ci(!) - u Romana Ingardena. Sam, staram si臋 by膰 pos艂uszny g艂osowi wewn臋trznemu,kt贸ry m贸wi - „przecie偶 ja ci to wszystko daj臋. Bierz i zanotuj”. W dok艂adnym opisie rzeczywisto艣ci ludzkiego 偶ycia, losu, bytowania - mo偶na zobaczy膰 twarz Boga. Inaczej tego, co widz臋 i rozumiem nazwa膰 nie umiem. Takie do艣wiadczanie 偶ycia, sytuacji, takie rozwa偶ania zawsze prowadz膮 do, ko艅cz膮 si臋... wsp贸艂bytowaniem, kon-templum, jeszcze wi臋kszym uosob(ow)ieniem, nie urzeczowieniem, ani uprzedmiotowieniem. Sorry, kochani materiali艣ci, nie wiem, jak Wy to nazywacie, ale u mnie to zawsze ko艅czy si臋 Bogiem Osobowym :-)
Tak bardzo chce si臋 dzieli膰 te prze偶ycia, wiar臋 i rozum i spos贸b 偶ycia z bra膰mi i siostrami tego samego Ducha! (wi臋zy krwi nie s膮 zn贸w takie wa偶ne, co wyra藕nie mnie/nas r贸偶ni z mentalno艣ci膮 wiejsk膮, szczeg贸lnie post-komunistyczn膮) 呕y膰 w (takim g艂贸wnie) 艣wiecie, prowadzi膰 rozmowy, ogl膮da膰 filmy i programy, czyta膰 ksi膮偶ki, strony www i artyku艂y, tylko takie, kt贸re szukaj膮 i dotykaj膮 TAJEMNICY 呕YCIA. Ksi臋gi, osoby, strony i rejony (mog膮 by膰 gminy, wsie, szko艂y, parafie, kontynenty) M膮dro艣ciowe. Ale偶 mam wymagania, marzenia - raczej tylko dla 艣ci臋tej - g艂owy ;-)
Wracam do ko艣cio艂a 艢wi臋tego J贸zefa Oblubie艅ca, na pogrzeb i wniebowzi臋cie. Sko艅czy艂em na ch贸rze i organi艣cie. Na mszy wiedzia艂em tylko, 偶e 艂adnie gra, 艣piewa i dobry dobra艂 repertuar, raczej pogrzebowo nietypowy, dopasowany do Heleny i Jej dzieci. Nie da艂 si臋 nawet zaskoczy膰 improwizacj膮 jednego 偶a艂obnika, kt贸ry wdar艂 si臋 w cisz臋 po pie艣ni komunijnej z „Niech b臋dzie chwa艂a i cze艣膰 i dzi臋kczynienie”. Organista, ten organista, natychmiast podchwyci艂 i podegra艂, jakby daj膮c mi do zrozumienia -„akceptuj臋 twoje wyskoki, a nawet wspomagam z pe艂nym zrozumieniem” (rzadko mam takie do艣wiadczenia, chyba mog臋 si臋 ich spodziewa膰 tylko od Andrzeja i S艂awka). Jestem wszak 艣wiatem osobnym.
W bramie cmentarza (dojechali艣my w r贸偶nych pojazdach) podbieg艂 do mnie m艂ody cz艂owiek z grupy liturgicznej (ksi臋偶a i ko艣cielny z krzy偶em) -”poznajesz mnie, jestem Hubert, gram teraz u 艣wi臋tego J贸zefa”. Jak mia艂em nie pozna膰. Hubert by艂 jeden. Padli艣my sobie w ramiona. Jego g艂os na zawsze mi si臋 skojarzy艂 z pie艣ni膮, kt贸ra m艂odzie偶owa schola w parafii 艢wi臋tego Jana Kantego rozpoczyna艂a cz臋sto msze -”Za chwil臋 przyjdzie Pan, w postaci chleba”. Ko艣ci贸艂, du偶y, pojemny w ogromnej parafii (ok 20 tys.) pada艂 prawie i dos艂ownie na kolana. A mo偶e po艂膮czy艂em dwa teksty, dwie piosenki w jedno prze偶ycie? Bo w innej by艂o wprost wezwanie „kl臋knijcie wszyscy, kt贸rzy tu wchodzicie i razem chwalmy Go”.
Za chwil臋 przyjdzie Pan w postaci
chleba,
Od tylu, tylu lat wci膮偶 staje obok nas
I sw膮
przyjazn膮 d艂o艅 wyci膮ga w nasz膮 stron臋,
Pomaga z艂o偶y膰
siebie nam z najprostszych prawd.
W tylu ko艣cio艂ach naraz
艣piew rozbrzmiewa,
B艂ogos艂awiony jest nasz Pan, Wszech艣wiata
B贸g.
On nasz codzienny chleb na Cia艂o swe zamienia.
Czy dosy膰
wiary masz, by艣 to zrozumie膰 m贸g艂?
Wzruszam si臋 i dzisiaj. Trzydzie艣ci lat wy艣piewane na jednej nucie! Spr贸bujcie wytrzyma膰 tak skondensowane istnienie, albo jedn膮 egzystencj臋 cz艂owieka na ziemi. Ka偶dy, kto zna te „utwory”, wie, 偶e to niemo偶liwe :-)
Ale w bramie podskoczy艂em wniebowzi臋ty. Ile to lat? A on pami臋ta! Wzi膮艂 specjalnie dzie艅 wolny w innym miejscu pracy, zamieni艂 si臋. Ja chcia艂em zamieni膰 si臋 z nim wiar膮 w zmartwychwstanie, w wniebowzi臋cie i 艣wi臋tych obcowanie. Tyle lat! Pocz膮tek stanu wojennego. Nic – wobec tego (Ducha) - nie znaczycie bitne wojska i genera艂y. Mamy 偶ycie wieczne. Jest w nas. Stan膮艂 po艣r贸d nas 30 lat temu! Jest Nie艣miertelny. Ale, 偶e w艂a艣nie w takiej chwili, takim dniu. W bramie cmentarza. Czy kto艣 to rozumie!? Co czu艂em, co czuj臋, prze偶y艂em, prze偶yli艣my?! Co si臋 wydarzy艂o 30 lat temu w parafii „na G贸rce” w grupie kilkudziesi臋ciu? kilkuset? os贸b! Ja sobie to zakonotowa艂em w g艂owie, jako „Pan B贸g pozwoli艂 mi zajrze膰 za kurtyn臋, jak (si臋) robi Ko艣ci贸艂”! Jak B贸g rodzi nas. Jak B贸g rodzi Ko艣ci贸艂 – wsz臋dzie, na ca艂ym 艣wiecie. To jest nie艣miertelne do艣wiadczenie, do艣wiadczenie wieczno艣ci. Z t膮 wiedz膮 cofnijcie film z pogrzebu do ty艂u i jeszcze raz, wraz ze mn膮, wys艂uchajcie celebry-pos艂ugi na cmentarzu.
Trzydzie艣ci lat temu, nim zosta艂em katechet膮, w tym samym miejscu, pod tymi samymi d臋bami, 艣piewali艣my kanony z Taize nad grobem Ojca (2.4.1982) - d臋by s膮 cie艅sze o 30 s艂oj贸w - bo ju偶 wtedy za艂o偶y艂em grup臋 kol臋dnik贸w zbuntowanych na stan wojenny i zniewolenie umys艂贸w i ducha. Zacz臋li艣my od 艣piewania kol臋d. Pierwsze 艣piewania by艂o w domu, w par臋 os贸b, kole偶anek siostry. Potem zacz臋艂y si臋 regularne spotkania modlitewne, pierwszy op艂atek w sali katechetycznej, na kt贸rym byli Rodzice, Gra偶yna te偶 tam si臋 – o dziwo – znalaz艂a, zd膮偶y艂 by膰 Ojciec, widzia艂 zal膮偶ek wsp贸lnoty, umar艂 za dwa miesi膮ce.
Tyle pomog艂e艣 zrodzi膰 generale nies艂awny, haniebny. Dopiero od wrze艣nia (1982) zosta艂em regularnym katechet膮. Niesfornym, do dzisiaj.
Co czu艂em, co czuj臋?! Pewnie inaczej bym prze偶ywa艂 – prawo psychologi, kontrastowania - gdybym nie przyby艂 tego dnia z epoki lodowcowej (w stosunku do nas) mojej obecnej gminy Strach贸wka, gdzie mniej i wi臋cej za to samo jestem nazywany „siewc膮 nienawi艣ci”, gdzie by艂o to wt艂aczane z 5.000 razy w g艂ow臋 ka偶demu mieszka艅cowi, od ko艂yski po rolnicz膮 emerytur臋, a Gra偶yn臋 dyrektork臋 Zespo艂u Szk贸l im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej nauczycielka nowo-modna liderka chce wywie藕膰 na taczce gnoju. Tu, w epoce post-komunistycznej mentalno艣ci, wszystko przewr贸cone jest z n贸g na g艂ow臋. Tutaj obecni liderzy buduj膮 swoj膮 pozycj臋 na negacji prawdy i unikaniu (艣wiat艂a) dyskusji. Noc, ciemno艣膰, propaganda fa艂szywych postaw, fa艂szywej historii i WOS-u.
..................
Komentarze, kt贸re czasem wpisuj臋 na blogu biblijnym ksi臋dza Chlebowskiego, cz臋sto rzucaj膮 艣wiat艂o na to, co pisze tutaj, w „Osobnym 艣wiecie”. Jedno jest 偶ycie (moje tak偶e) i jedno my艣lenie, zapisywane w r贸偶nych miejscach:
- wczoraj: „Ka偶da lektura mo偶e (i powinna) ukonkretnia膰 tre艣膰. Bo na histori臋, kt贸ra si臋 wydarzy艂a, kt贸ra zosta艂a opowiedziana przez naocznych 艣wiadk贸w, kt贸ra zosta艂a zapisana przez redaktora, nak艂ada si臋 historia nasza, kt贸ra tak偶e nie jest momentalna, ale w艂a艣ciwie wieczna, na ile si臋gn膮膰 do korzeni osobistych i rodzinnych gen贸w, lektur, spotka艅, pozna艅, ciszy, kontemplacji... et c忙tera w poznanych i niepoznanych j臋zykach.
Czytam i patrz臋 na ten fragment (Jezus chodzi po jeziorze) jak na scenariusz filmowy i to nie tylko etiudy na zaliczenie przez student贸w, ale na fabu艂臋 dla mistrz贸w wielkiego ruchomego obrazu, my艣lenia, narracji etc. Ksi膮dz poeta i nurek do偶yje, ja pewnie ju偶 nie :-)
- dzisiaj: „"Jezus w mocy Ducha"... tu i tam, tu, czy tam, geograficznie i czasowo, ile偶 musia艂o by膰 takich miejsc i chwil, co za r贸偶nica? By艂y, s膮, b臋d膮. Byli 艣wiadkowie, przekazali, ale i bez spisanych relacji nie mog膮 budzi膰 zdziwienia. Przecie偶 tak to jest, je艣li chodzi o stan "by膰 w mocy Ducha". Czy偶 i my nie do艣wiadczamy? Chyba takie stany s膮 dawane ka偶demu homo sapiens! Jezus potwierdza (jest w Nim potwierdzenie, mo偶emy znale藕膰 potwierdzenie) ludzk膮 natur臋 i Bo偶e powo艂anie ka偶dego z nas. W Jezusie jest oczywi艣cie wi臋cej 艣wiat艂a, najwi臋cej, jest samym 艣wiat艂em. Wiara i rozum b臋d膮 trwa膰, dop贸ki b臋dzie 偶y艂 cz艂owiek (z gatunku homo sapiens) na ziemi.”
Wczoraj smutna rzecz wydarzy艂a si臋 na stronie gminy Pieni臋偶no. Umoczy艂em w niej tak偶e i cz膮stk臋 swojej nadziei, 偶e kto艣, gdzie艣 chce naprawd臋 rozmowy, a nie pozor贸w. Pozoranctwo rz膮dzi Polsk膮, od partii politycznych, przez media, do samorz膮d贸w. Niekt贸rzy id膮 jeszcze dalej i m贸wi膮, 偶e tak偶e na sporej po艂aci polskiego ko艣cio艂a. Ostatnio kto艣, kto przymiera w biedzie m贸wi艂, 偶e osobi艣cie zna ksi臋偶y z wielkimi kontami. Trudno wykluczy膰 takie sytuacje. Ale do rzeczy:
- gmina Pieni臋偶no najpierw si臋 chwali (patrz filmik), 偶e „chce wsp贸艂pracy z parlamentarzystami”, a kiedy ludzie zaczynaj膮 si臋 aktywizowa膰 i wpisuj膮 komentarze, oni „barany” ucinaj膮 dyskusj臋, blokuj膮c wpisywanie kolejnych i kasuj膮c dotychczasowe. Powt贸rz臋 gromkim g艂osem „barany”. Wczoraj tok mojego rozumowania by艂, mniej wi臋cej, taki (jaki dok艂adnie b臋dzie wiadomo, kiedy zdecyduj膮 si臋 „odtajnienie” ukradzionych komentarzy :-)
"Nie wierz臋 w szczero艣膰 Waszych deklaracji, bo – osobi艣cie - nie znam samorz膮d贸w, kt贸re chcia艂yby naprawd臋 szczerego dialogu spo艂ecznego, a tylko taki ma sens. Wsp贸艂praca gminy (czyli kogo? W贸jta, Przewodnicz膮cej(go) Rady, radnych...?) z parlamentarzystami nakazuje najpierw definiowa膰 podstawy tzw. samorz膮dno艣ci i parlamentaryzmu, czyli wsp贸lnoty lokalnej i narodowej. Pa艅stwa i gminy i ich wsp贸艂zale偶no艣ci. Poj臋cia obywatelsko艣ci, demokracji itd. A tego 偶adna w艂adza nie chce. W艂adza chce rz膮dzi膰, realizowa膰 swoje programy wyborcze w funkcji kampanii do kolejnych wybor贸w. Najlepszy przyk艂ad mamy na w艂asnym terenie. M艂ody i sympatyczny W贸jt Piotr, kt贸ry wygra艂 pod sztandarem stowarzyszenia Mazowieckiej Wsp贸lnoty Samorz膮dowej, doprowadza do jej zaniku na „swoim” terenie, bo mu niewygodnie polityczno-wyborczo z dotychczasowymi filarami tej偶e organizacji od czasu jej powstania. A my艣my go uwa偶ali za przyjaznego i familiarnego cz艂owieka – przed wyborami. Trudno wi臋c przypuszcza膰, na podanym przyk艂adzie, 偶e w艂adza zechcia艂aby serio potraktowa膰 wsp贸艂prac臋 z parlamentarzystami, 偶eby zn贸w mie膰 nas na g艂owie. Albo w艂adza i w艂asne kariery, albo parlamentaryzm, partycypacja, wsp贸lnota itd.”
Z propagandowego filmu zamieszczonego przez gmin臋 Pieni臋偶no przynajmniej nauczy艂em si臋 nowego powiedzenia z ust burmistrza „z 艂adnego naczynia nie ka偶dy si臋 naje”. Dzi臋kuj臋, cho膰 za wzbogacenie mojej polszczyzny. Warto by to da膰 na tytu艂 opublikowanego materia艂u, zamiast „gmina chce wsp贸艂pracy z parlamentarzystami”. Hipokryzja – co zosta艂o udowodnione dalszym dzia艂aniem. 艢michu (smutnego) kupa.
PS.1
W drugiej osobie (kochanej, najbardziej) dotykamy istnienia OSOBY (istnienia osobowego), bo we w艂asnej nie mo偶na, zawsze b臋dziemy – nawet siebie – podejrzewa膰 o subiektywizm (relatywizm te偶). Czy nie po to dostajemy 偶ycie? 呕eby dotkn膮膰 Istnienia. Tylko w drugiej osobie. Twarz, oblicze, imi臋, istota – teologia objawienia m贸wi, 偶e jeste艣my stworzeni na obraz i podobie艅stwo Boga samego. Ni mniej, ni wi臋cej.
PS.2
Mog臋 wygl膮da膰 jak najgorzej i kr贸cej 偶y膰, byle dotkn膮膰 prawdy i sensu. Pod jednym wszak偶e warunkiem, 偶e zachowam odrobin臋 mi艂o艣ci, bo bez niej, z m膮dro艣ci膮 najwi臋ksz膮, gdybym zna艂 wszystkie tajemnice, i posiada艂 wszelk膮 wiedz臋, i wszelk膮 [mo偶liw膮] wiar臋, tak i偶bym g贸ry przenosi艂 - by艂bym niczym.
艣roda, 9 stycznia 2013
Film, gen 艣wi臋to艣ci i 偶ycie (w Strach贸wce)
Trudno mi si臋 ogarn膮膰 i 艣wiat. Nie to, 偶e smutek po 艣mierci Mamy, cho膰 oczywi艣cie, jest to dla mnie fakt Nr.1 roku 2013. 艢wiat, jakby mi si臋 upro艣ci艂 do dw贸ch wymiar贸w: 艣wi臋to艣ci i pod艂o艣ci (jak prawda i fa艂sz). Gen 艣wi臋to艣ci mnie rozkleja. Zbior臋 si臋 - na si艂臋 - i w kup臋 par臋 zda艅, par臋 tekst贸w, kt贸re mnie zaj臋艂y dzisiaj. Dwa z nich posz艂y jako komentarze do album贸w zdj臋膰. Trzeciego nie, bo go usun臋li 'dziady' ze strony gminy Pieni臋偶no, 艣mieszno艣膰 i ma艂o艣膰 (polskiej?) w艂adzy tu i tam. Nie uda艂o im si臋 i nie uda usun膮膰 mojego my艣lenia i genu 艣wi臋to艣ci.
1) Obejrza艂em noc膮 wstrz膮saj膮cy film. By艂y wielkie sprawy, wykraczaj膮ce poza histori臋, po pu艂ap biblijny. Uniwersalny jak (i przez to) osobisty, rodzinny, wsp贸lnotowy, gminny, narodowy i ponad. Wielka, olbrzymia katecheza przysz艂a o cz艂owieku, Bogu i 艣wiecie, na kt贸rym 偶yjemy z...
Mog艂a przyj艣膰 z ka偶dej strony. Zale偶y od geniusza fakt贸w i ich czytelnik贸w. Przysz艂a (ta akurat) z Niemiec, od potomk贸w Hitlera i jego dru偶yny.
Nie by艂oby filmu, gdyby nie relacje rodzinne w jakich si臋 rodzimy, 偶yjemy i umieramy. Ojciec, dziadek, brat, syn, c贸rka, matka, babcia, siostra... nar贸d – te konkretnie przem贸wi艂y w filmie, ale mo偶na je rozbudowywa膰.
Film by艂 p贸藕no, o godz. 22.50. Warto by艂o nie spa膰 podczas jego emisji i po niej. „Izraelski dokumentalista rozmawia z potomkami nazist贸w o tym, jak radz膮 sobie ze 艣wiadomo艣ci膮 zbrodni pope艂nionych przez przodk贸w. Katrin Himmler jest stryjeczn膮 wnuczk膮 zwierzchnika SS i gestapo. Mieszka w RPA, wysz艂a za Izraelczyka. Stryjeczna wnuczka Hermanna Goeringa i jej brat poddali si臋 sterylizacji, by na 艣wiat nie przyszli zbrodniarze. Syn generalnego gubernatora w Polsce, Hansa Franka, w szko艂ach czyta fragmenty ksi膮偶ek, w kt贸rych rozlicza si臋 z rodzicami. Rainer Hoess jest wnukiem komendanta obozu w Auschwitz” (tutaj).
Warto zdoby膰 (kupi膰) ten film dla szk贸艂. Do r贸偶nego wykorzystania. Na godzinach wychowawczych, lekcjach historii, katechezach, spotkaniach z rodzicami.... samorz膮dowcami i mieszka艅cami w艂asnych gmin tak偶e, jak najbardziej. Wszyscy jeste艣my dzie膰mi jakich艣 rodzic贸w, wszyscy mamy takich i innych krewnych i spowinowaconych, jeste艣my jedn膮 rodzin膮 ludzk膮. W rodzinie narod贸w. Od Abrahama i Ewy, Adama itd. Wielka zobowi膮zuj膮ca kwestia RELACJI RODZINNYCH, MI臉DZY POKOLENIOWYCH w drodze do nieba (z genem 艣wi臋to艣ci), albo piek艂a, zw艂aszcza szykowanego innym (gen pod艂o艣ci?).
W kt贸rym艣 momencie fragmencie zerwa艂em si臋 spod ko艂dry by zapisa膰:
- dos艂owny cytat wypowiedzi wnu(cz)ka Hermanna Hesse „k艂amstwa rodzinne”. Czy偶 ka偶dy z nas nie zna, nie ho艂ubi jakich艣 k艂amstw rodzinnych, albo przynajmniej, czy偶 ich nie oczekujemy od innych (w jakim艣 momencie)?
- synu Hansa Francka, bardzo i du偶o da艂e艣 nam do my艣lenia swoj膮 ksi膮偶k膮 „Der Vater” i niezliczonymi spotkaniami z uczniami szk贸艂, z doros艂ymi rodakami, wywiadem z Lechem Wa艂臋s膮 itd.itp. Zosta艂e艣 ju偶 sam, „jak trzeba”, brrr! Sk膮d masz to 艣wiat艂o i si艂臋? Z ma艂偶e艅stwa? Mi艂o艣ci 偶ony, c贸rki, wnuk贸w? Z odwieczno艣ci praw Bo偶ych i ludzkich zapisanych w IV przykazaniu?
- to on m贸wi wprost - „tak, czuj臋 si臋 odpowiedzialny za dzia艂ania mojego ojca i jest mi wstyd”.
Kiedy us艂yszymy takie zdania w Strach贸wce, za 16 lat nieprawo艣ci w贸jta czterech kadencji Kazimierza? Z wielkim udzia艂em rodziny! Kogo z nich pierwszego ruszy sumienie i powie - „tak, zrozumia艂em z艂o, kt贸re si臋 wtedy wydarzy艂o, zdrady, nielojalnej przyja藕ni, roztrwonienia skarbu spotka艅 nad Bibli膮 i Eucharysti膮 pi臋ciu ma艂偶e艅stw, kt贸re mog艂y by膰 zal膮偶kiem zadomowionego ko艣cio艂a w gminie Strach贸wka! Za zerwanie wi臋zi serdecznych, zawi膮zanych przez sakramenty ma艂偶e艅stwa, chrztu, pokuty i pojednania i eucharystii? Za wsp贸lne modlitwy, Miko艂aje? Za skazanie rodziny Gra偶yny, J贸zefa i ich dzieci na wykluczenie spo艂eczne, ekonomiczne, na infami臋 roznoszon膮 przez blisko 6 tysi臋cy dni „metod膮 wirusowo-kropelkow膮” od domu do domu przez ich brata, kuzyna, swojaka? Dla miski soczewicy, w imi臋 lojalno艣ci wobec klanu rodzinnego (przy jednoczesnej nielojalno艣ci wobec sakrament贸w)?
Bo to, 偶e straci艂a gmina, Polska, 艣wiat ca艂y – nie ulega w膮tpliwo艣ci.
Dzisiaj na ruinach tamtej gminy, Polski, ko艣cio艂a inni gracze chc膮 umocni膰, albo zdoby膰 w艂adz臋. W gminie, kt贸ra – jako ca艂o艣膰 - przez wasze wybory i dzia艂ania wyzby艂a si臋 rozumnego punku widzenia ca艂ej rzeczywisto艣ci, na rzecz partykularyzm贸w.
Czyj syn, c贸rka, inny krewny pierwszy powie chocia偶 „przepraszam”? Ludzie odchodz膮, prawda 偶yje wiecznie.
2) Ten album jest dope艂nieniem powiedzenia ksi臋dza Jana Twardowskiego - "Dusza nie wychodzi na fotografii", zamieszczonego przez kogo艣 na Facebooku i mojego do niego komentarza (przy tzw. udost臋pnianiu).
Dzisiaj chc臋 dopisa膰 dalsze s艂owa, bo sprawa bardzo mnie porusza, jest jak najbardziej aktualna z aktualnych w moim 偶yciu na obecnym etapie, oraz przesadnie aktualna w 偶yciu mi wsp贸艂czesnych, a nawet i bardzo bliskich os贸b. Obowi膮zuj臋 wszak ca艂kiem inna nachalna ideologia - podobania si臋 ze wszystkich si艂 swoich, z ca艂ej duszy swojej publiczno艣ci, wyborcom, pracodawcom, mediom... itd.:
- Pi臋kno jest wsz臋dzie. Wszystko, co istnieje (co B贸g stworzy艂) jest pi臋kne i dobre i prawdziwe. Brzydota jest tylko w cz艂owieku, kt贸ry odwraca si臋 od prawdy o sobie, drugim cz艂owieku, 艣wiecie. Kt贸ry prawdy si臋 boi i jej nie potrzebuje. Kt贸ry zamiast prawdy tworzy sobie iluzje, ideologie i chce im s艂u偶y膰 - czasem nawet wbrew sobie i wbrew swojemu wychowaniu – by si臋 innym podoba膰 i odnie艣膰 tzw. sukces. PRAWDZIWYM SUKCESEM JEST PI臉KNO W艁ASNEJ DUSZY.
PS. Na zdj臋ciach kr贸luje wuj Eugeniusz z cioci膮 Jank膮, cudem dwukrotnie ocalony w Dachau. "Wilno jest miastem rodzinnym p. Eugeniusza. W Ostrej Bramie przyjmowa艂 on pierwsz膮 komuni臋 艣w. Tu sp臋dzi艂 lata dziecinne i szkolne. Musia艂 opu艣ci膰 te tereny w 1940 r., poniewa偶 w艂adza sowiecka prze艣ladowa艂a jego rodzin臋 za udzia艂 ojca w wojnie bolszewicko - polskiej w 1920 r"(cyt. za "Nasza Gazeta"). Jego rodzice nale偶eli do tamtejszej inteligencji, ojciec prawnik by艂 aresztowany od razu, jak weszli wsp贸艂cze艣ni barbarzy艅cy ze Wschodu, po dziewi臋ciu dniach nowenny rodzinnej zosta艂 wypuszczony, na chwil臋, wi臋c zd膮偶yli uciec. Uciekli przed NKWD do Zielonki, jeste艣my w 2013 z tego samego powiatu. Pod tymi samymi pomnikami-grobami powsta艅c贸w z 1863/4 w K膮tach Wielgi i Boruczy sk艂adamy kwiaty. Tego samego Aleksandra Boles艂awa Prusa mamy w rodzie i rodzinnej legendzie. Jestem dumnym ojcem, 偶e najm艂odszy syn Aleksander (jak jego pra-pradziadek Jackowski) - oraz reszta rodziny - siedzia艂 obok niego, staj膮c si臋 艣wiadkiem 呕ywej Historii Polski.
3) Moja ostatnia katecheza u 艢wi臋tego J贸zefa Oblubie艅ca w Legionowie. Po 艣mierci
Mamy. W ROKU WIARY (i ROZUMU). Foto-katecheza. Tam (jako dope艂nienie
godzin u 艣w. Jana Kantego, u proboszcza J贸zefa Schabowskiego)
zaczyna艂em sw贸j 偶ywot katechetyczny, wypchni臋ty z wiejskiej
Solidarno艣ci przez nies艂awnego genera艂a. Tym 偶wawiej si臋
krz膮ta艂em przed wprowadzeniem trumny 艣p. Mamy do ko艣cio艂a i w
trakcie mszy. Nie wiedzia艂em, 偶e na ch贸rze gra i 艣piewa
przyjaciel, Hubert, z pocz膮tk贸w katechezy i spotka艅 grupy
m艂odzie偶owej "Na G贸rce". Gen 艣wi臋to艣ci ma sw贸j zapach, muzyk臋, obraz...
Zdj臋cia pokazuj膮 r贸偶ne
punkty i k膮ty widzenia. 艢p. p艂k. ks. Mrugacz bywa艂 u nas w domu,
Rodzice uwa偶ali go za przyjaciela. Parafia kultywuje szczeg贸lny rys
duchowo艣ci "B贸g-Honor-Ojczyzna", by艂a kiedy艣 parafi膮
garnizonow膮, na 艣cianach s膮 tablice upami臋tniaj膮ce legionowskich
rozstrzelanych. Klepsydry wisia艂y trzy przed wej艣ciem do ko艣cio艂a. S膮siad, drzwi w drzwi, umar艂 tego samego dnia, byli z Mam膮 tym samym rocznikiem.
Nie mog艂em nie zaj艣膰 na cmentarzu przed gr贸b
"Schabowszczaka" i nie pa艣膰 do samiu艣kiej ziemi czo艂em,
sercem, ca艂膮 swoj膮 wiar膮 i rozumem. On wie. Cho膰 nie by艂
sentymentalny. Mo偶e najbardziej pami臋tamy obaj nasze s艂awne
bierzmowania?! Dlaczego s艂awne?! On wie. Ja te偶. Grupa animator贸w,
ciut starszych od bierzmowanych te偶 i mo偶e jeszcze kto艣.
Nie
zapomn臋 tak偶e i nie mog臋 nie wspomnie膰 jednej wsp贸lnej Wigilii - u
Niego na plebanii. SB, tzw. „Bezpieka” chcia艂a, 偶ebym na Niego
donosi艂, 偶ebym z nimi 艂ama艂 chleb zdrady.
Pogrzeb Mamy spi膮艂 wielk膮 klamr膮 bardzo wiele rzeczy, ale wszystkie Bo偶e - spi臋te genem 艣wi臋to艣ci. Pewne sprawy dopiero si臋 zacz臋艂y, r贸wnie wielkie. Wi臋ksze?! ♥
Pogrzeb Mamy spi膮艂 wielk膮 klamr膮 bardzo wiele rzeczy, ale wszystkie Bo偶e - spi臋te genem 艣wi臋to艣ci. Pewne sprawy dopiero si臋 zacz臋艂y, r贸wnie wielkie. Wi臋ksze?! ♥
PS.1
Zdj臋cie witra偶a w parafii 艢wi臋tego J贸zefa Oblubie艅ca w Legionowie.
PS.2
Zdj臋cie witra偶a w parafii 艢wi臋tego J贸zefa Oblubie艅ca w Legionowie.
PS.2
Czekaj膮 jeszcze bardzo r贸偶ne, r贸偶niaste opowie艣ci, np. o przyja藕ni Babci-Mamy-Heli z psem Mizerem i odwrotnie. Z kotem (nawet) pluszakiem te偶. Naprawd臋.
wtorek, 8 stycznia 2013
Komentarz do komentarza (tylko)
Dzisiaj tylko to:
Nie przedwczorajszy post, ale komentarz do komentarza. Tylko. Zamiast dyskusji pi臋knej, g艂臋bokiej, obiektywnej, bezstronnej, mi臋dzynarodowej mo偶e - zosta艂 tylko komentarz do komentarza. Gwiazda Betlejemska wskazuj膮ca 艣cie偶ynk臋 do prawdy b艂ysn臋艂a i natychmiast zgas艂a. Jeszcze nie czas. Trudno. Wida膰, ci膮gle nie czas. Ci膮gle panuje strach (brak odwagi), kompleksy, wola (przy)podobania si臋 publiczno艣ci, tak lub siak "poprawno艣膰" jaka艣.
Boli. Trudno. Realizm umiera na naszych oczach.
poniedzia艂ek, 7 stycznia 2013
Pogrzeb wniebowzi臋cia
Dzisiaj wszystko jest na Facebooku: filmy, zdj臋cia, pi臋kno, refleksja, rado艣膰 z wiary w zmartwychwstanie, 偶ycie wieczne, wniebowzi臋cie. Niezwyk艂a to tajemnica. Wiary? I 偶ycia osoby Mamy 艣wi臋tej pami臋ci. Amen!
Jak Ci dzi臋kowa膰, 偶e艣 nam da艂 tak wiele?!
Dzi臋kuj臋, dzi臋kujemy z Gra偶yn膮 i ca艂a rodzin膮 tak偶e ksi臋dzu proboszczowi Mieczys艂awowi i wszystkim przyjacio艂om. Byli艣cie cz臋艣ci膮 naszej si艂y i rado艣ci.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
