niedziela, 6 stycznia 2013

Herod zbiorowy (2)


Bóg jest w życiu, nie ma Go w śmierci(?), w jej rozpamiętywaniu, w żalu, bólu po kimś. Jest w życiu. Sobie to mówię. Doświadczam tej prawdy w bezsennej nocy. Nie mogąc spać, nie katuj się żalem, bólem, rozpamiętywaniem – mówię sobie i światu całemu. Wstań, zapal lampę, ugotuj (zrób) herbatę, zabierz za pisanie. Jeśliś niepiśmienny, to módl się (inaczej), oglądaj budujące, albo zajmujące filmy. Na mnie czeka „Jakub”. Przed Bożym Narodzeniem przerobiłem „Abrahama”.

Tak, wychodząc w środku nocy do naszej kuchni, wracam do światła i życia. Spod ciemnych  myśli, spod kołdry, z połowicznej świadomości, ze śmierci do życia. Tu się rozmawia z Bogiem, Bóg wychyla się nawet z obrazów, by miłosierdziem pogłaskać po głowie. Tu się więcej rozumie, widzi, można w środku nocy obejrzeć film o biblijnej historii człowieka na ziemi, w niebie i w mojej/naszej rodzinie. Tylko Bóg i rodzina dają życie.

Żal, ból, smutek i rozpamiętywanie po śmierci Matki, Mamy Babci Heli, wiążą się nierozłącznie z sytuacją Strachówki, mojej, naszej gminy. Tu rządzi Herod, nie mówię o wójcie. Herod zbiorowy. Amoku, zaślepienia, fałszu. Wyparcie rozumu i prawdy. Niby w tej samej Ojczyźnie i kościele. Bzdura. Fałsz i prawda nie mogą iść w parze. Niczym Hutu i Tutsie. Jak rozpoznać? Kto może wskazać odwieczną ścieżkę, po której mamy iść? Cóż za pytanie? Kto tak pyta, dał się zaślepić lub zatruć. Po to Pan Bóg dał nam rozum, żebyśmy takie oczywiste sprawy sami potrafili rozstrzygać. Wystarczy się spotkać na rynku lub w sali konferencyjnej (Urzędu Gminy, która ma być strażnikiem jedności). Są jeszcze: świetlica wiejska (jak nazwa wskazuje także w tym celu wybudowana wysiłkiem wspólnoty i odnowiona za wspólnotowe pieniądze) i największa sala-hala sportowa w Zespole Szkół Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Kto szuka, znajduje. Bóg i prawda się nie ukrywa. Bóg i prawda objawia się i chce się dawać każdemu (uczciwemu, szczeremu człowiekowi). Krętacze ich nie chcą. Ale dlaczego ludzie idą za krętaczami?

Gdybym miał pieniądze wykupiłbym (zamówił) nowennę za moją gminę i parafię we wszystkich okolicznych kościołach. Nie wykupię, nie zamówię, nie mam za co. Ale modlić się nie przestanę. JEZU UFAM TOBIE! - nie politykom, samorządowcom, ani kandydatom (na liderów, liderki). Wierze w szczerość, w rozum, w historię. JEZU UFAM TOBIE.

Gdybym nie ufał, pewnie bym zwariował. Gdybym nie wierzył i nie posługiwał się rozumem. Nie ma wiary bez myślenia.

Dlaczego śmierć Mamy i tragiczne zakłamanie, w jakim żyje moja tzw. wspólnota lokalna (tzn. ci, którzy dają się zakłamać) idzie w parze? Bo fałsz i prawda nie mogą iść razem. Bo fałsz domaga się oczyszczenia. Więc fałsz? Tak, jest obrazem śmierci. Śmierć jest pokonana tylko przez Zmartwychwstanie Jezusa z Nazaretu, który jest Drogą, Prawdą i Życiem. Nikt inny mi tego o sobie nie powiedział, ani nie obiecał. Tylko Jezus, jedyny wiarygodny bohater globalnej i mojej Dobrej Nowiny. JEZU UFAM TOBIE. Skoro tylko TY, to idąc z Tobą, za Tobą i ufając Tobie, nie mogę tolerować fałszu, choć mam kochać grzeszników. Czy mam umrzeć za nich? Jak Ty? Aż dotąd doprowadza mnie wiara i rozum, rozum i wiara, są jednością w dwojgu, nie ma w nich sprzeczności ani rywalizacji o pierwszeństwo.

Nie załamujcie rąk, Wy Kapaony i Wasi bliscy po śmierci Heli, Helenki. Bo przecież nie po stracie. Jeśli coś tracimy ze śmiercią, to tylko iluzje. Nie może wiecznie trwać, to, co zniszczalne. Wiecznie trwa to, co wieczne z natury, świat ducha i wartości. "Z rzeczy świata tego zostaną dwie tylko, poezja i dobro". Że dobro? - oczywiste. Nie bójmy się poezji - i poetów - bo ona chce być (jest) adekwatnym słowem dla każdej rzeczy i sprawy. Człowiek prawy jest cały czas poetą. Była nią także Helena. Chciała żyć tym, w co wierzyła. Adekwatnie, jak umiała. TO po Niej zostało, zostanie, idzie w ślad za Nią, jest z nami, nas przeżyje. Taką samą prawdę adekwatności (ładunek nuklearny) zawiera Strachówka, moja gmina. Czyny, nie słowa, dają świadectwo. Wota wdzięczności przed ołtarzem, Dąb Pamięci Katyńskiej, Rzeczpospolita Norwidowska... I tysiące zdjęć, że nie wspomnę artykułów. Nieprzyjaciele prawdy starają się ze wszystkich sił je przemilczeć. Setki tych zdjęć przejrzałem, szukając tych paru, z Babcią Mamą Helą, które opublikowałem.

Na tych zdjęciach jest Strachówka i jej najnowsze losy. Nie zakłamane, ani nawet nie retuszowane. Tak, jak sytuacje się działy i były. Jest na nich też Krystyna, liderka przecząca dzisiaj nam (wszystkim) i wspólnej prawdzie. Jest na zdjęciach, jako nauczycielka tej szkoły, z czasów chyba wszystkich dyrektorskich kadencji Adama, Emilii, Grażyny - jest jako wychowawczyni na koloniach Caritas, na których byłem kierownikiem z woli proboszcza tej samej (naszej) parafii, jest w dni wspólnej pracy i wspólnego świętowania. Nikt jej nie prześladował, wręcz przeciwnie, wszyscy się z nią liczyli. Była normalnym mieszkańcem, pracownikiem, koleżanką ze szkoły. Nikt jej nie wykluczał z żadnych działań, ani dyskusji, a w początkach I kadencji Samorządu jako wójt chciałem w niej widzieć pomoc w budowaniu wspólnoty. Minęło już dwadzieścia lat tej niespełnionej nadziei. Traktowałem ją, Krystynę, nauczycielkę normalnie, obiektywnie.  Pomagałem też w zagospodarowaniu mieszkania służbowego. Ale jej się coś odmieniło (od czasu kampanii wyborczej 2002). Dzisiaj wszyscy jesteśmy dla niej źli. A najbardziej idea i fakt Szkoły Rzeczpospolitej Norwidowskiej i jej dyrektorka. Blokuje przed nami profile internetowe, traktując jak zło wcielone, jakieś potworne dla niej zagrożenie, unika rozmowy, wyklucza ze swoich działań. Jej postawa szkodzi dobru (naprawdę) wspólnemu i szkole. Mimo to, nie oceniam. Nie potępiam (masło maślane). Podaję opis. Zapis faktograficzny. Staram się emocje i sądy zostawić na stronie. Mam kochać błądzących, ale nienawidzić grzechu. Bo grzech zabija wspólnotę.

Nie ona jedna walczy o inną tożsamość gminy, odrywając od głównego nurtu jej dziejów. Najpierw w tej liczbie byli ci, którzy nie mogli mi wybaczyć, że "pozbawiłem" ich PRL-u. Potem wodzem fałszu był wójt czterech kadencji, bo szykował się na kadencję dożywotnią. Dzisiaj inni chcą zagospodarować schedę po nim. Prawda - niewielu jest po drodze. Nie te czasy, mówią, dzisiaj liczy się skuteczność, nie ideały.

Dla wszystkich czasów śmierć jest bezkompromisowym kresem. Czyjaś śmierć, śmierć nie jest bezosobowa. Oto, dlaczego żal, ból, smutek i rozpamiętywanie po śmierci Matki, Mamy Babci Heli, wiążą się nierozłącznie z sytuacją Strachówki, mojej, naszej gminy. Fałsz i prawda nie mogą iść razem. Fałsz domaga się oczyszczenia (nawrócenia, pokuty).

Demoralizacja, deprawacja jest faktem naszego życia publicznego. Coraz więcej uczniów okazuje lekceważenie nauczycielom i szkole. Kiedy robią to najmłodsi, nie ma wątpliwości, jaki jest tego mechanizm. To dorośli muszą zarażać ich taką postawą. To jest dekompozycja odwiecznego ładu wspólnoty lokalnej i jej degeneracja. Kruszy się fundamenty na naszych oczach, pod pozorem dobra.

Uczniowie dowiadują się z innych źródeł, niż normy i mechanizmy ogólnie obowiązujące, kogo mają szanować, kto może być (jest)  autorytetem, nie w słowach, lecz w życiowych czynach, kto - liderem na terenie, który zamieszkują. Im w to graj, nikt nie przepada za instytucjami. Ale kiedy nauczyciel(ka) szkoły rywalizuje ze swoją Alma Mater o popularność, może o rząd dusz(?), kto ją tam wie, na polu działalności ustawowo przypisanej jej macierzystej placówce, kończy się wychowanie, jest demoralizacja, jakby ładnie nie wyglądała jej prywatno-społeczna działalność z zewnątrz. Bo najpierw jest lojalność wobec macierzystej placówki i jej wartości spisanych w dokumentach i tradycji - która ją karmi i daje rangę w społeczności. A TA placówka daje rangę nawet gminie. Tej szkole wyzwanie (prywatną wojnę) rzuca nauczyciel(ka), jej (nielojalny) pracownik. Na dwóch frontach, może więcej: oświatowym, samorządowym, chyba także religijnym.

Kto nie dorósł do swojej roli zawodowej (uważając być może, że przerósł), ten szkodzi, imitując podobne (takie same) działania poza szkołą. Nie chodzi o personalia, tę lub tamtą osobę. Chodzi o zasady. Zasady moralne są u nas łamane. Oświata i wychowanie (para-szkolne) na własnym podwórku może być (jest) tylko ofertą uzupełniającą, o ile w harmonii z ładem moralnym wspólnoty mieszkańców na jakimś terenie (tzw. wspólnoty lokalnej). Trzeba mówić wprost o bolesnej demoralizacji, jeśli dla tej własnej działalności, pozwalającej realizować czyjeś prywatne cele, ambicje i wizje, wykorzystuje się szkołę, która wykarmiła i wypromowała, wpływ na uczniów...  jednocześnie tę szkołę, jej dyrektor(kę), zespół ludzi, wartości, hymn,deprecjonuje. Jeśli instrumentalnie traktuje się dobro wspólne i całą tzw. wspólnotę lokalną (szkołę, gminę, parafię...). Polska zgroza 2013. Deprawacja publiczna.

Zwłaszcza, jeśli w tym samym czasie ów „społecznik” jest politykiem lokalnym, z ambicjami władzy. Sprzeczność nie tylko interesów, i fałsz całej niezdrowej sytuacji, aż kole. Podwórko polityka (albo sala jego organizacji) służy przede wszystkim politykowi. Destrukcja - aż boli, szkoda, że nieliczni potrafią powiedzieć prawdę wprost. Wszystko, co tutaj napisałem, można w prosty sposób sprawdzić (poddać weryfikacji), wystarczy jedna otwarta rozmowa, debata publiczna o tych sprawach. Może najpierw w szkole? Szkoła uczy ładu, jest ładem prawnym i moralnym, w ścisłej współpracy z parafią i rodzicami. Szkoła jest zakorzeniona do samego dna w naszej wspólnej(!) historii i wartościach. Jest częścią Ojczyzny i nauczania kościoła (choćby poprzez katechezę, lekcje religii). Sprawdźcie w hymnie i w rocie ślubowania. Będziesz płakała wspólnoto lokalna mojej gminy, kawałka mojej/naszej Ojczyzny, jeśli nie podejmiesz poważnej debaty (unikając prawdy). Praw moralnych nie naprawia się w pięć minut.

Nocny post na nocnym Facebooku dopisał nieoczekiwaną i głęboką pointę do tych rozważań o zbiorowym Herodzie w gminie Strachówka. Pewna polsko-niemiecka rodzina dzieli się swoją refleksją o polskiej Wigilii i kolędach. Przyjechali do Polski, do domu babci i dziadka, bo Matka Polka chciała, aby ich dzieci nauczyły się szacunku przez klimat domu i śpiewanie kolęd do „rzeczywistości kołyski”. Ten post wydobył moje pierwsze skojarzenie, gdy przeglądałem nasze zdjęcia domowe po śmierci Mamy – na tych zdjęciach zobaczyłem, te zdjęcia mówią, pokazują i krzyczą RZECZYWISTOŚCIĄ KOŁYSKI, KTÓRA RZĄDZIŁA I RZĄDZI W NASZYM DOMU OD DZIESIĘCIOLECI. Bo to była i jest, pielęgnowana przez nas, wyśpiewana, przeżyta rzeczywistość i duchowość kołyski w rodzinie, w Polsce współczesnej i w obecnej gminie. W domu Matki-Polki-Grażyny-Prababci-Emilii-Pracioci-Mani-Babci-Heli-dzieci-wnuków Polski-Ojczyzny-naszej-i-naszej-gminy. I Matki Bożej Annopolskiej. Jesteśmy pielgrzymami przez życie. Przyjechaliśmy tutaj i żyjemy ze względu na rodzinę, dzieci i Polskę. Ze względu na sakrament małżeństwa i rodziny, i z innych względów moralnych. Nikomu, żadnemu liderowi, liderce, albo tylko kandydatowi na lidera, liderkę nie wolno szargać świętości. To jest też odwieczne i bardzo biblijne prawo moralne.

8 komentarzy:

  1. Człowieku jeżeli masz lusterko w domu to stań przed nim i popatrz, pomyśl kogo widzisz. Gdzie twoja godność, nie umiesz uszanować śmierci własnej matki żeby nie zmieszać ludzi z błotem. Kto dał ci takie prawo, za kogo się uważasz? Jak widać nie masz nikomu nic ciekawego do powiedzenia, ponieważ nikt cie nie chce słuchać. Ludzie mają swój rozum i nie żyją w jakimś czarno grodzie żeby stosować się do jakiejś fanatycznej wizji własnego światka Józefa K. Człowieku ile ty masz lat.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze mam nadzieje, ze tata bedzie potrafil to zignorowac. Bo ty jestes zupelnym marginesem, rozumiesz nic. I na dodatek jestes tchorzem. Gratuluje ostatecznej kompromitacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chodzi o emocjonalne komentowanie, ani o ignorowanie. Chodzi (mnie przynajmniej) o REALIZM. Anonim nie jest partnerem dialogu, bo ten ktoś sam go unika, nie chce, wypacza, przyjmując właśnie maskę, za która skrywa prawdopodobnie swoją niedojrzałość społeczną i brak odpowiedzialności za swoje wypowiedzi. Ten aspekt, oczywiście, pomijam.

      Nie można jednak pominąć milczeniem sytuacji obiektywnie danej, która powinna się spotkać z namysłem i wyciąganiem wniosków przez ludzi odpowiedzialnych za życie społeczno-publiczne na naszym terenie. Ich milczenie także zasługuje na (wymaga) komentarza socjologicznego, politologicznego... ludzkiego.

      Głos jakiegoś mieszkańca, skrywającego się za anonimowością, można uznać za wyraz jego osobistych i grupowych frustracji. Ale - przynajmniej ja mam takie wrażenie - ten ktoś chce być traktowany, jako ktoś ważny w naszej społeczności, ja go traktuję jako rzecznika prasowego pewnej grupy ludzi, prawie-partii, stronnictwa, stowarzyszenia, towarzystwa wzajemnej adoracji...?? - groźnej, bo mającej ambicje (ich lider, liderka, liderzy) władania nad wszystkimi mieszkańcami, nad całą tzw. wspólnotą lokalną (gmina, szkoła, parafia, NGO'sy, domy całe, rodziny, klany rodzinne...).

      Ich działalność ma wszystkie cechy działalności rozbijackiej, odszczepieńczej, wypaczającej (demoralizującej) nawet moralność najmłodszych. Jest wsobna, zamknięta na innych, na całość, na dialog, na wspólne poszukiwanie prawdy. Także na światło wiary.

      Jeden anonim, nawet tak wielomówny jak ten o nicku „znajomy111”, nie jest problemem dla mnie, ani dla jakiejkolwiek wspólnoty. Problemem jest milczenie praktycznie wszystkich, którzy głos zabrać powinni. I znów powtórzę, nie w mojej/naszej sprawie, ale w imię sprawy naszego życia publicznego, pytania kluczowe:
      - W jakiej gminie żyć chcemy?
      - W jakim świecie?
      - Na jakich fundamentach? Jakich wartościach?
      - Jaki jest nasz konsensualny stosunek do własnej historii"?
      - Jaka jest i jakiej chcemy PAMIĘCI I TOŻSAMOŚCI w naszym życiu zbiorowym.

      Milczy Wójt, milczy przewodnicząca Rady Gminy, milczy radna-nauczycielka Zespołu Szkół im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej (koleżanką zwana tylko ze względów formalnych, choć w chrześcijańskim języku powinienem powiedzieć "siostra w wierze", ale nie wierzę, że jesteśmy tej samej wiary i tego samego ducha, więc bardziej adekwantne jest w tym przypadku użycie zwrotu "miłujcie swoich nieprzyjaciół", co staram się czynić), milczy większość nauczycieli, choć ich odpowiedzialność za współ-kształtowanie opinii publicznej jest olbrzymia, przed wojną nauczycielstwo należało do inteligencji, mając wielki udział w kształtowaniu jej siły, szumnie mówić "etosu", PRL wyrzucił nas poza nawias, obecni jakby zaakceptowali ten nienaturalny stan rzeczy, w kościele nie ma tradycji, ani wypracowanych form dialogu na samym dole (parafialnego, dekanalnego, diecezjalnego), choć mamy Rok Wiary (i Rozumu) zwołany ze względu na 50. rocznicę Wielkiego Dialogicznego Wydarzenia w świecie nie tylko religii i Kościoła, ale w ogóle człowieka i kultury XX i kolejnych wieków...

      Usuń
    2. cz.2 (ze względu na ograniczenia liczby znaków graficznych)

      Zdaję sobie sprawę, że nawet tą wypowiedzią, komentarzem do komentarza Syna, wielu poczuje się obrażonych, choć uważny czytelnik (i analityk) nie znajdzie tutaj słów, zwrotów, ani intencji obraźliwych. Mam wrażenie, że obraża ich sama logika i myślenie. "Umysł zniewolony" (Cz.Miłosz) jeszcze nie odszedł z tego świata, co gorsza zdążył już zarazić (zaczadzić) następne pokolenie, zwłaszcza, jeśli działa na terenie szkolnictwa.

      Prosząc, wołając, apelując o debatę publiczną na temat fundamentów naszego życia i życia kolejnych pokoleń, wypełniam trzy misje: syna własnych Rodziców (ich czasów, epoki), dziedzica Solidarności 1980/81 - polskiego bogactwa i powodu chwały w świecie - oraz swoją misję kanoniczną katechety - "Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody".
      Nie chcę obrażać nikogo, chcę rozmawiać językiem i metodą DOBREJ NOWINY. Taka jest moja wiara i rozum, moja religia, mój Bóg - realizm, objawienie, stawanie w świetle, nie anonimowość, nie unikanie spotkań i rozmowy, debaty publicznej. REALIZM, obiektywizm, dialog. Wierzę, że jest prawda, że jest poznawalna i że jest każdemu homo sapiens dana na wyposażeniu (jako wyposażenie bytowe), wiem, znam z autopsji i wierzę w możliwość postawy miłości intelektualnej do człowieka, świata i Boga (JPII).

      PS.
      Dobrze by było, gdyby dialog, rozmowa toczyły się także na forum zewnętrznym, także w Internecie, na Facebooku, blogach - służących obiektywizmowi, z udziałem osób zupełnie spoza naszego świat(ka), z innych krajów i języków, bez emocjonalnych bodźców i zabarwień, tylko intelektualnych, religijnych, natchnionych, naukowych...
      Ja – co oczywiste, ale dodatkowo i publicznie deklaruję - nie muszę mieć racji na każdym polu. Mogę miewać czasem, jak to w uczciwym dialogu.

      Usuń
  3. Widać daleko nie pada jabłko od jabłoni. Dzieci warte ojca a ojciec dzieci. Wy jesteście najważniejsi a wszyscy inni ludzie to margines i kto to mówi, widać brak kultury gołym okiem. Po trupach do celu. Tylko dlaczego ludzie was unikają jak diabeł święconej wody. Do wyzywani ludzi to jesteście pierwsi, a w niedzielę w kościele to niemało krzyżem leżycie. Dajcie spokój z tym udawaniem świętoszków, bo to tylko na pokaz przecież to wszyscy wiedzą. Kupi to ktoś kto was nie zna. I kto tu się kompromituje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Isn't a very sad day when a person cannot write in their own personal blog - a source for family and friends to read and learn their thoughts and ideas - without receiving attack and ridicule from nameless source! Isn't it also sad, that in todays society we are unable to communicate respectfully and reasonably with one another. The art of debate and discussion is apparently lost (not only in the UK where I am from) but all over the globe. It is now only possible for a person to have one opinion - their opinion - the only opinion! and if they dislike or disagree with what is being said they don't mind attacking whoever said it. It's quite tragic and narrow minded.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katy, thank you very much for understanding and delivering your contribution to The One Human World with fully engaged faith and reason. Welcome, once more, in the group of The Year of Faith (and Reason) in Strachowka and beyond.

      There is only one world. And only one human family.

      PS.
      By the way, have you seen a film "Hitler's chidren" by Chanoch Ze'evi ? I watched it yesterday on Polish TV2. It's worth thinking and thinking over and again.

      Usuń