sobota, 25 czerwca 2011

Pi臋kno 艣wiata wewn臋trznego







Do poduszki przysz艂o, 偶e ka偶dy z nas ma kontakt z absolutem. Z ma艂ej litery? Tak, bo chodzi o absolut w sobie. Nikt go nie zna, tylko my. Jeste艣my jego jedynym suwerenem. Kto pozna艂 i przyj膮艂 z wiar膮 ewangelie, powie za papie偶em "nawet sami siebie do ko艅ca nie mo偶emy pozna膰 bez Chrystusa", ale pocz膮tkiem tego zdziwienia powinni艣my by膰 sami sobie. Nasz ca艂y 艣wiat wewn臋trzny.

Kiedy pytaj膮 si臋 mnie o adres, powinienem odpowiada膰, nie "Annopol 3", ale "J贸zef Kapaon", tam mieszkam naprawd臋.

Z dzieci艅stwa i z m艂odo艣ci pami臋tam zapatrzenia na graniczne 艂膮ki Strach贸wki i Ludwikowa. I drugie takie miejsce w Rozalinie, granica z J贸zefowem i M艂yniskiem. Zapatrzenia w marszu, albo stoj膮c, z roweru, samochodu, autobusu. One co艣 mi m贸wi艂y wa偶nego, cz臋sto przystawa艂em.
Dzisiaj nad wasze uroki wyr贸s艂 inny 艣wiat, wewn臋trzny. Mog臋 przystan膮膰, ale wszystko jakby si臋 przybli偶y艂o do mnie, drzewa, pastwiska, miedze. Zmala艂o. Niekt贸re punkty widokowe zaros艂y. Za to 艣wiat wewn臋trzny zwielokrotnia艂. Wybija si臋 ponad wszystkie prawie doznania zewn臋trzne.

Lubi臋 gesty pe艂ne powagi. Konferencje, obrady i g艂osowania cia艂 statutowych itp. Spotkania prezydent贸w, premier贸w, r贸偶nych reprezentacji, odgrywanie hymn贸w, sztandary, symbole.
Czym偶e jest nasze 偶ycie i ca艂y 艣wiat wobec Wszech艣wiata i wieczno艣ci - - jak nie gestem? Mog膮 za艣 one by膰 wszech艣wiatem i wieczno艣ci膮 dla drugiej osoby. Jeste艣my bytem dialogicznym.
Kosmos i wieczno艣膰 (matematyczna niesko艅czono艣膰) nie zmierz膮 twojej wielko艣ci. Nie maj膮 takich instrument贸w (albo s膮 za ma艂e). Wszystkie potrzebne do tego miary mamy w sobie, je艣li weszli艣my w dialog z w艂asn膮 g艂臋bok膮 kultur膮.

Przeczyta艂em wczorajszego posta i jednego z poprzednich pt. "Prawda (osoba) niewygodna dla w艂adzy". Da艂bym sobie za nie gminnego Nobla, za tw贸rcze rozwini臋cie nauki spo艂ecznej we wsp贸lnocie lokalnej.
Chcia艂em dzisiaj zago艣ci膰 przez chwil臋 na festynie "Przyjaci贸艂 Strach贸wki", ale nie uda艂o mi si臋 nikogo nam贸wi膰 do towarzystwa. Samemu g艂upio. Tak si臋 czujemy w ich gronie. G艂upio. Ale prawdziwie. Oni niby s膮 reprezentowani w szkolnej wsp贸lnocie przez Kry艣k臋, ale ona (oni) s膮 tak tajemniczy, 偶e nic nie wiemy o ich poczynaniach, cho膰 jeste艣my niby kole偶e艅stwem z pracy. Niestety czysto zewn臋trznie. G艂upio. Ale prawdziwie. Jak to inaczej wygl膮da z jutrzejszym wernisa偶em rze藕by w Jadowie. Nie m贸wi膮c o chrzcinach Marysi Sowi艅skiej przez Andrzeja Madeja w Bo偶ym Ciele w Legionowie. Mo偶e jaki艣 cud sprawi i u nas przemian臋 serc - jak w piosence pielgrzymkowej.

Popracowa艂em sobie za to w spokoju nad ma艂膮 aktualizacj膮 strony internetowej naszego stowarzyszenia. Na razie bardzo chaotycznie. Co艣 w aktualno艣ciach i co艣 w galerii. Musz臋 si臋 uczy膰 i uczy膰. Zajmuje mi to godziny.

czwartek, 23 czerwca 2011

Prawdziwe wyzwania - osoba, nauki spo艂eczne i praktyka






Uroki 偶ycia na wsi? Dzieci si臋 zje偶d偶aj膮 w wakacje i je艣li akurat s膮 ma艂e kotki, ka偶dy si臋 nimi bawi. Bez wyj膮tku. Nawet du偶a Hela usn臋艂a z kotkiem pod jednym kocem.

Kardyna艂 Kazimierz Nycz obja艣nia Bo偶e Cia艂o w telewizji. Odwo艂uje si臋 do jego historii. Do czyjego艣 objawienia prywatnego. Upomina艂o si臋 ono o jeszcze jeden wymiar kultu eucharystycznego, wymiar publicznego ho艂du. W tej historii wyst臋puje nawet ksi臋偶yc. 艁adne.
W moim objawieniu prywatnym wyst臋puje Kode艅. A dok艂adnie - I Ekumeniczne Spotkanie w Kodniu pod przewodnictwem Andrzeja Madeja. Moje objawienie upomina si臋 o uzupe艂nienie obrazu Boga o wymiar prostoty. Cieszy艂bym si臋, gdyby cz臋艣ciej si臋 o tym m贸wi艂o. Mo偶e by komu艣 pomog艂o?

Kardyna艂 m贸wi wsp贸艂czesnym j臋zykiem. Mi臋dzy innymi o kulturowym opakowaniu chrze艣cija艅stwa, w kontek艣cie inkulturacji, kt贸ra jest wielkim wyzwaniem dla misjonarzy. Dopowiedzia艂bym - bo "cz艂owiek jest drog膮 Ko艣cio艂a". A cz艂owiek formuje si臋 i 偶yje w jakiej艣 kulturze. Nie wolno abstrahowa膰 od reali贸w ziemi "tej ziemi". Wiara i rozum musz膮 ukszta艂towa膰 j臋zyk ko艣cio艂a w XXI wieku - hurra!

Mam warunki do zachowania ci膮g艂o艣ci pisania (zapisywania). Brzmi jak prawo fizyki - np. prawo zachowania momentu p臋du.
Co艣 wczoraj zanotowa艂em, dzisiaj mog臋 kontynuowa膰. Albo mog臋 zacz膮膰 z innego brzegu. Ale ocean nie wysycha. Jest bezmiar.

Bezmiarem jest ka偶da osoba. Ale bezmiar osoby ci膮gle nie jest jednostk膮 miary dla nauk (spo艂ecznych). Od d艂ugiego czasu miar szuka si臋 w innych rejonach - spo艂eczno-gospodarczych, spo艂eczno-ekonomicznych, w post臋pie technicznym, w eko-rozwoju (lub w po艂膮czeniu tych idei np. energooszcz臋dnych technologiach i niekonwencjonalnych 藕r贸d艂ach energii) itp. Dzisiaj obowi膮zuj膮c膮 jest tzw. "koncepcja zr贸wnowa偶onego rozwoju" (w Polsce jest nawet wpisana do Konstytucji).
W ka偶dym z tych uj臋膰 cz艂owiek zale偶ny jest od czego艣 - rozwoju gospodarczego, technik, przyrody... Co jest prawd膮, ale prawd膮 cz膮stkow膮. Prawd膮 nie si臋gaj膮c膮 istoty rzeczy, w tym przypadku istoty cz艂owieka.
Kiedy odeszli艣my od "cz艂owiek miar膮..."? Po rewolucji przemys艂owej, czy jeszcze przed?

Do偶y艂em 艂aski, 偶eby odczytywa膰 w ka偶dej rzeczy i sprawie jego istot臋. Przynajmniej si臋 staram. Pr贸buj臋. To bezmiar. Nie jest to co艣 nadzwyczajnego, ani ja jakim艣 rarogiem. To - 艣miem twierdzi膰 - jest powo艂aniem cz艂owieka. Je艣li nie powo艂aniem, to najwy偶sz膮 z form istnienie na Ziemi.
"Wiara i rozum s膮 jak dwa skrzyd艂a, na kt贸rych duch ludzki unosi si臋 do kontemplowania prawdy". 艁atwo zacytowa膰, ale za takie zdanie kiedy艣 i Jana Paw艂a II (autora) i mnie (za cz臋ste cytowanie) spalono by na stosie. Jakim艣 stosie. Nie wiem, kto by go rozpali艂, ale kto艣 by si臋 znalaz艂.
A przecie偶 to zdanie jest prawie to偶same z bardzo uznanym i usankcjonowanym kanonem wiary - "tak wi臋c trwaj膮 wiara, nadzieja i mi艂o艣膰. Z nich za艣 najwi臋ksza jest mi艂o艣膰". Gdzie jest to偶samo艣膰? Na przyk艂ad w kontemplacji, kt贸rej nie ma bez mi艂o艣ci. W prawdzie. W koncepcji osoby?

Koncepcja "osoba fundamentem cywilizacji wsp贸艂czesnej" wymaga dopracowania. Konieczne jest po艂o偶enie wi臋kszego akcentu na znajomo艣膰 siebie samego, samo艣wiadomo艣膰 - by by膰 sob膮 dla innych. Braterstwo mo偶emy innym da膰, "gdy si臋 sami poznamy". Gdy mo偶emy innym ofiarowa膰 dojrza艂ego siebie, zbudowanego na trwa艂ym fundamencie przemy艣lanych i prze偶ytych warto艣ci. Ko艣ci贸艂 (powszechny, parafialny) mo偶e odegra膰 na tym polu wielk膮 rol臋, je艣li przemy艣li s艂owa JPII "czlowiek jest drog膮 ko艣cio艂a". Dominuj膮ca ci膮gle tradycyjna wiara i wychowanie w jakby odwrotnym duchu (cho膰 z dobr膮 wol膮), nak艂ada - zw艂aszcza na ma艂ego, m艂odego cz艂owieka - ci臋偶ary, kt贸re mog膮 go zdeformowa膰. Nie ma osoby bez poczucia pe艂nej wolno艣ci, tak偶e wobec religii! Tylko wolna osoba mo偶e z艂o偶y膰 pe艂ny dar z siebie. W pewien spos贸b prze偶ycie pe艂nej wolno艣ci jest warunkiem narodzenia si臋 osoby. Idea ponownego narodzenia jest obecna w Ewangelii.

Praca w ramach koncepcji zr贸wnowa偶onego rozwoju jest wdzi臋cznym polem do popisu dla wszystkich otwartych umys艂贸w. Ciasnym wst臋p wzbroniony.
Strach贸wka p艂aci straszn膮 cen臋 za 16 lat "艂abszczyzny", czyli zamkni臋cia na 艣wiat zewn臋trzny, na wsp贸艂czesno艣膰 i nowoczesno艣膰 tak偶e na polu rozwi膮za艅 systemowych. "Realizacja koncepcji zr贸wnowa偶onego rozwoju to obowi膮zek konstytucyjny wszystkich partner贸w lokalnych i regionalnych - samorz膮du, biznesu, organizacji pozarz膮dowych, 艣rodowisk tw贸rczych, partii politycznych." "艁abszczyzna" to by艂 ch贸w wsobny, "sami swoi", wdeptywanie w gleb臋 ka偶dego 藕d藕b艂a, kt贸re wyrasta艂o ponad poziom wodza. Bia艂oru艣. Skutki widoczne sa nie tylko w sferze infrastruktury. Najgorsze skutki uwidacznia膰 si臋 b臋d膮 latami na polu spo艂ecznym. Choroba zwana umownie "艂abszczyzn膮" (mo偶e kto艣 wymy艣li lepsze okre艣lenie) dotkn臋艂a ka偶dego poziomu 偶ycia. Rodzin,wsi, so艂ectw, rady gminy i jej komisji, wsp贸艂pracy mieszka艅c贸w, organizacji itd. Niekt贸rzy obserwatorzy z zewn膮trz bywaj膮 bardzo pomocni, zauwa偶aj膮 i dziwi膮 si臋 pewnym zjawiskom np. w szkole. Nazywaj膮 to syndromem "zani偶onych aspiracji". Trafne spostrze偶enie. Czy mo偶e nas to dziwi膰 po 16 latach wmawiania wszystkim, "偶e jeste艣my tylko ma艂膮, biedn膮 gmin膮", wi臋c w贸jt i jego w膮ska grupa w艂adzy nic nie robi膮. Bo na nic nie ma pieni臋dzy. Ale zawsze by艂y na podwy偶ki i nagrody dla w贸jta. Niech dalsz膮 analiz臋 poci膮gn膮 uczeni socjologowie itd.
Wa偶kie s艂owa o Strach贸wce powiedzia艂 wczoraj w Jadowie Marsza艂ek wojew贸dztwa Adam Struzik - "od 10 lat nie wiem kim by艂 poprzedni wasz w贸jt". To samo m贸wi艂 wojewoda.

"Celem zr贸wnowa偶onego rozwoju jest dobra jako艣膰 偶ycia dla wszystkich ludzi obecnych i przysz艂ych pokole艅. Zr贸wnowa偶ony rozw贸j mo偶e by膰 osi膮gni臋ty jedynie przez ludzi, kt贸rzy czuj膮, 偶e maj膮 udzia艂 w dobrobycie, bezpiecze艅stwie i podejmowaniu decyzji. Nadrz臋dnym za艂o偶eniem nie jest indywidualna korzy艣膰 (np. w艂adzy), ale zapewnienie sprawiedliwego wzrostu, w kt贸rym sw贸j udzia艂 ma ca艂e spo艂ecze艅stwo, ka偶dy obywatel. Zak艂ada to wsparcie ze strony spo艂ecze艅stwa obywatelskiego, jego zaanga偶owanie w rozwi膮zywanie wszystkich kwestii spo艂ecznych oraz udzia艂 w procesie decyzyjnym na r贸偶nych szczeblach."
Na tym polu dokonywana by艂a w艣r贸d nas prawdziwa masakra przez 16 lat. Tego nie da si臋 odrobi膰 bez wielkiego, 艣wiadomego wysi艂ku wszystkich, w艂adzy i ca艂ej wsp贸lnoty lokalnej. Niezast膮piona jest rola prawdziwych lider贸w. Musi powsta膰 rzetelny dokument "strategia rozwoju gminy" wypracowany metodami partycypacyjnymi. Tylko tak mo偶emy nadrobi膰 stracony czas.

My potrzebujemy 艣wiata, 艣wiat potrzebuje nas. Warto艣ci musz膮 by膰 zapisane na naszych sztandarach, je艣li chcemy by膰 naprawd臋 nowocze艣ni. "D膮偶enie do zr贸wnowa偶onego rozwoju to dokonywanie wybor贸w, co w praktyce przek艂ada si臋 na poruszanie w sferze warto艣ci." W Rzeczpospolitej Norwidowskiej mamy ku temu wszystkie dane.

Od pocz膮tku przemian wolno艣ciowych w Polsce jeste艣my w ich czubie i "na bie偶膮co". Najpierw jako Solidarno艣膰 RI, potem jako samorz膮d I Kadencji, przejmuj膮c odpowiedzialno艣膰 za szko艂y, szukaj膮c form partycypacyjnego modelu gminy (spotkania o艣wiatowe, ODR...), znajduj膮c i rozwijaj膮c ide臋 Rzeczpospolitej (rzeczy wsp贸lnej) Norwidowskiej, buduj膮c wi臋zi mi臋dzypokoleniowe i mi臋dzy szko艂膮 i parafi膮 (m.in. CARITAS I "MSZA SZKOLNA"). Starali艣my si臋 - jak mogli艣my - wybiega膰 ponad poziomy. Dotrwali艣my do czasu wyzwolenia. Nie wolno spocz膮膰 na laurach. Post臋p, rozw贸j, wolno艣膰 domaga si臋 prawdy (rzetelnej diagnozy). Pomoc le偶y pod r臋k膮 - nauczanie spo艂eczne Jana Paw艂a II. Tak偶e dokumenty ONZ, UE, III RP itd. sprzyjaj膮 tym, kt贸rzy chc膮 i艣膰 z duchem czasu. Trzeba tylko chcie膰 z nich skorzysta膰 (w spos贸b komplementarny).

"Przez pryzmat rozwoju cz艂owieka, 偶yj膮cego w spo艂ecze艅stwie b膮d藕 we wsp贸lnocie, obecnie i w przysz艂o艣ci, patrzymy na rozw贸j wszystkich dziedzin jego 偶ycia. W rozwoju zr贸wnowa偶onym chodzi o uzyskanie r贸wnowagi pomi臋dzy rozwojem wewn臋trznym cz艂owieka a zewn臋trznym, na kt贸ry sk艂ada si臋 jego funkcjonowanie na p艂aszczy藕nie spo艂ecznej, kulturowej, ekonomicznej, przyrodniczej, itd. Trzeba doda膰, 偶e te r贸偶ne p艂aszczyzny zewn臋trznego funkcjonowania cz艂owieka nie s膮 od siebie niezale偶ne, lecz wsp贸艂tworz膮 jedn膮 rzeczywisto艣膰, kt贸ra powinna rozwija膰 si臋 w spos贸b zr贸wnowa偶ony, a wi臋c z poszanowaniem dynamiki rozwoju ka偶dej z nich."

PS.
Por贸wnajcie dwa zapisy:
1."Zr贸wnowa偶ony rozw贸j oznacza zatem znalezienie harmonii mi臋dzy aspektem spo艂ecznym, przyrodniczym, kulturowym i gospodarczym w ka偶dym ludzkim dzia艂aniu, przy czym aspekt spo艂eczny jest filtrem, poprzez kt贸ry powinna si臋 przes膮czy膰 ka偶da decyzja dotycz膮ca 艣rodowiska przyrodniczego i gospodarki. To poszukiwanie harmonii dotyczy ludzi obecnie 偶yj膮cych, ale ma znacz膮ce, podstawowe znaczenie dla przysz艂ych pokole艅." (wi臋cej...)
2."Kolejnego dnia w jednym z g艂臋bokich kanion贸w natrafili艣my na jaskini臋 – pustelni臋 zwan膮 Rand偶ung. Wewn膮trz sta艂 kamienny monolit przypominaj膮cy czorten powsta艂y – jak g艂osi wiekowa tradycja – w cudowny spos贸b. Wok贸艂 niego ze 艣cian spogl膮da艂y figury buddyjskie. Legenda m贸wi, 偶e je艣li cz臋艣膰 czortenu lub figur ulegnie zniszczeniu, to samoistnie si臋 odtworz膮. W pobliskiej grocie bije 藕r贸d艂o, woda o mlecznej konsystencji ma moc uzdrawiania. Zak膮tek ten odwiedza wielu pielgrzym贸w i s艂awnych m臋drc贸w, kt贸rzy sp臋dzili tu lata na medytacji." (wi臋cej...)

Caritas nade wszystko






Mi艂o艣膰 ma wiele imion. Jednym z najpi臋kniejszych jest w艂a艣nie Caritas - mi艂o艣膰 mi艂osierna.

W naszym 偶yciu mi艂o艣膰 r贸偶nie dochodzi do g艂osu, albo si臋 objawia. W szkolnej i parafialnej wsp贸lnocie przysz艂a w ostatnich dniach przez Caritas diecezji warszawsko-praskiej. Gra偶yna szuka (inni przeszkadzaj膮) zg艂osze艅 na kolonie letnie wsp贸艂organizowane od 12 lat we wsp贸艂pracy Caritas - szko艂a w Strach贸wce (Rzeczpospolita Norwidowska). W niedziel臋 chcia艂a da膰 og艂oszenie w parafii w Jadowie. W zakrystii spotka艂a m艂odego ksi臋dza w pelerynce. Rozpoznali艣my si臋, to ksi膮dz Mariusz, pallotyn z Jadwisina, absolwent naszej szko艂y, niezapomniany J贸zef z jase艂ek. Gra偶yna zaprosi艂a Mariusza do szko艂y. Nast臋pnego dnia klasa trzecia gimnazjalna mia艂a zako艅czenie roku. Wizyta ksi臋dza absolwenta w takim dniu jest szczeg贸lnym darem i wzorem osobowym. Rodzice i wychowawcy powinni ca艂owa膰 po r臋kach - Opatrzno艣膰 Bo偶膮 i Mariusza. We wspomnieniach b臋dzie si臋 pojawia膰 druga (opr贸cz ks. proboszcza) posta膰 w sutannie, m艂odego, u艣miechni臋tego, spontanicznego pallotyna (rozpoznawalnego w艂a艣nie dzi臋ki pelerynce). To si臋 nazywa znak kulturowy.

Dzi臋ki Caritasowi i zaproszeniu do szko艂y dostali艣my wszyscy w darze msz臋 i b艂ogos艂awie艅stwo prymicyjne. W prymicjancie przychodzi B贸g w jego pierwszym wzruszeniu w艂asnym kap艂a艅stwem, w entuzjazmie, w zapale pos艂ugi... 艁aska udziela si臋 podczas pos艂ugi. Wzruszenie udziela si臋 wszystkim. Odczuwamy na spos贸b pierwszych i najg艂臋bszych religijnych porusze艅. Stajemy si臋 obrazem pierwotnego ko艣cio艂a. Oni, tamci, byli tacy sami. Cz艂owiek z natury jest taki sam. Tylko czasem rozum z wiar膮 (potrzeb膮 wiary) nie mog膮 si臋 dogada膰. A czasem wr臋cz blokuj膮.

Mariusz jest szczerym, dojrza艂ym cz艂owiekiem. Dzieli si臋 sob膮 (wiar膮) w spos贸b osobowy, z w艂asnego dna, nie z wyuczonych formu艂ek. Chwa艂a ci za to. Jeste艣 znakiem nadziej, 偶e przyjd膮 ca艂e pokolenia takich kap艂an贸w. Posoborowych, jak ja to nazywam. W kt贸rych wiara i rozum s膮 nierozdzielne. Kt贸rzy dzi臋ki temu mog膮 zawsze by膰 sob膮. "Jak si臋 Ojciec 艢wi臋ty czuje? - Sob膮, odpowiada艂 Jan Pawe艂 II". Nie dla wszystkich jest to oczywiste. S膮 tacy, kt贸rzy chowaj膮 si臋 za godno艣ci, nie艣mia艂o艣ci, i inne maski l臋ku (przed byciem sob膮). Wielu si臋 boi, 偶e naga prawda nie zyska im uznania i poklasku. Przed Bogiem jeste艣my nadzy, tak jak nas stworzy艂. On zna nasze my艣li, przenika serce i nerki itd. Tylko cz艂owiek szczery, otwarty - jest dla innych dzieckiem Bo偶ym. Bratem naszego Boga. Aposto艂em. Caritasem. Tym, kt贸ry "nadziwi膰 si臋 nie mo偶e swej duszy tajemnic膮".

Wr贸cili艣my z mszy prymicyjnej. Ksi膮dz proboszcz wprowadzi艂. Mariusz pi臋knie 艣piewa. Ja wzi膮艂em czytania liturgiczne. Edyta z ch贸ru psalm. Kazanie si臋 zacz臋艂o oedr zdania - "By艂 ma艂y ch艂opak...". Wyr贸s艂 na wysokiego ksi臋dza.

Po komunii zawsze duch przemawia do wn臋trza cz艂owieka. Mnie przypomnia艂 komunie ze starego legionowskiego drewnianego ko艣cio艂a. Chcia艂em zobaczy膰 jak Jezus zbli偶a si臋 do mnie "mijaj膮c 艂膮ki, g贸ry, lasy...". Mija pola zbo偶ne. Jak w norwidowskich wierszach. "Hosti臋 - przez blade widz臋 zbo偶e... w ob艂okach cichych Hostia bladolica - 艣wieci i leci--". Tak i ja chcia艂em zobaczy膰 i prze偶ywa艂em komuni臋 w czasach przeobra偶ania si臋 z dziecka w m艂odzie偶.
Za spraw膮 organisty przypomnia艂o mi si臋 jak przy pie艣ni "Panie pragnienia ludzkich serc...“gift of wheat,” “bread of life” podchodzi艂em do komunii w katedrze 艣w. Patryka w New York, za o艂tarzem sta艂 kardyna艂 O'Connor. Pragnienia, ojczyzna, emigracja, chleb pszeniczny, Irlandia, Polska, papie偶, tablic臋 upami臋tniaj膮ca pobyt papie偶a-Polaka w tej samej katedrze mia艂em za plecami. Ile Duch 艢wi臋ty m贸wi ka偶demu - i przez ka偶dego - w ciszy po komunii 艣wi臋tej!? Ciekawy jestem co m贸wi tobie Mariuszu, tobie Andrzeju, Olku,Helu, Marysiu.... co m贸wi ka偶demu z nas. To jest 艣wi臋to. To jest niebo. Tu i teraz. Zakryte, je艣li nie nab臋dziemy samo艣wiadomo艣ci i si臋 ni膮 nie podzielimy. Je艣li nie b臋dziemy chcieli by膰 sob膮 dla innych (osob膮!).

Przed b艂ogos艂awie艅stwem by艂y wi膮zanki kwiat贸w. Od dyrektorki i przewodnicz膮cej rady rodzic贸w - w imieniu szkolnej wsp贸lnoty i od nauczycielki - wychowawcy Mariusza w klasach 1-3.

Po kwiatach podchodzili艣my procesyjnie po b艂ogos艂awie艅stwo prymicyjne. Nie mam 偶adnych opor贸w ca艂owa膰 wtedy r膮k 艣wie偶o wy艣wi臋conego kap艂ana. Tak mnie kiedy艣 nauczy艂y poprzednie pokolenia.

Ciesz臋 si臋, 偶e nasze dzieci mog艂y by膰 艣wiadkami takiego wydarzenia. 呕e poszerzy艂 im si臋 horyzont 艣wiata i 偶yciowe do艣wiadczenie. Wszyscy w ko艣ciele byli wzruszeni i pod wra偶eniem nieoczekiwanego prze偶ycia. A c贸偶 my, dopiero! To by艂 wielki dzie艅 dla ca艂ej naszej pracy w Strach贸wce i dla ca艂ego naszego 偶ycia. CARITAS. Amen.

艣roda, 22 czerwca 2011

Plon niesiemy plon






Zako艅czenie roku szkolnego to plonowanie nauczycielskiej pracy. Co nie przeczy stwierdzeniu, 偶e obie strony zmaga艅 ch臋tnie od siebie odpoczn膮.

Pi臋kn膮 wymow臋 ma marsz ca艂ej szko艂y (Zespo艂u Szk贸艂 im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej) z pocztem sztandarowym na czele do ko艣cio艂a. Idziemy podzi臋kowa膰 za rok pracy i prosi膰 o udane wakacje. Dzi臋kowa膰 i prosi膰 o to, co zale偶ne jest nie tylko od wysi艂k贸w cz艂owieka. Jaka wiara jest prosta!

Ksi膮dz podkre艣la艂 od o艂tarza dobre zachowanie naszej rebiaty i m艂odzie偶y podczas liturgii. Tak jest w istocie. By艂o to zawsze w centrum pracy szko艂y. Msze szkolne, rekolekcje, katechezy (parafialna katecheza liturgiczna), cisza jako punkt wyj艣cia ka偶dej modlitwy w klasie - po latach musz膮 wyda膰 dobry owoc. Ksi膮dz dostrzeg艂 w naszej wsp贸lnocie dobre drzewo. Taka by艂a dzisiaj Ewangelia. Po owocach poznacie ich.

Modlitw臋 powszechn膮 z dzisiejszej mszy dam w zak艂adce "Agatologia". Wezwania, kt贸re uczniowie czytaj膮 przy ambonce, zawsze zbudowane sa na czytaniach liturgicznych. Uwa偶am, 偶e to wa偶ne, aby dzieci, m艂odzie偶, doro艣li stawali do s艂u偶by lektorskiej i innej, aby wsp贸艂tworzyli liturgi臋 i brali na siebie cz膮stk臋 odpowiedzialno艣ci za g艂oszenie prawdy ewangelicznej w 艣wiecie (wsp贸lnocie lokalnego ko艣cio艂a). "Agatologia" jest nasz膮 agatologi膮, czyli zapisem dobra. Wyk艂adni膮 cel贸w nam przy艣wiecaj膮cych. Idea艂贸w, kt贸rym chcemy s艂u偶y膰, jak umiemy.
Dziwi臋 si臋, gdy po wyj艣ciu z ko艣cio艂a, tre艣ci przed chwil膮 prze偶yte i wyznane staja si臋 mg艂膮 ulotn膮. Trzeba je zatrzyma膰 w kadrze my艣li, pami臋ci, duszy, aparatu fotograficznego. Przecie偶 prawda nie znika po przekroczeniu drzwi. Jest ta sama. Obowi膮zuje.
Przecie偶 cz艂owiek staje si臋 cz艂owiekiem dopiero wtedy, gdy szuka, poznaje i pozostaje wierny prawdzie. BY膯 WIERNYM. Po艣wi臋ci艂em temu jeden z post贸w.

Nie dziwi膮 mnie napi臋cia, kt贸re mimo pi臋knego dnia zrodzi艂y si臋 w kim艣, zaiskrzy艂y. Szko艂a, zw艂aszcza w dniu zako艅czenie roku jest du偶膮 maszyneri膮. Po艣piech, duchota... - mo偶na znale藕膰 wiele usprawiedliwie艅. Niepokoi inna rzecz - 艂atwopalno艣膰 naszych emocji. Zbyt 艂atwa. Wsp贸lnota idea艂贸w powinna dawa膰 wi臋ksz膮 wzajemn膮 wyrozumia艂o艣膰. Z wi臋kszym luzem powinni艣my (pisz臋 w 1 os. l.mn.) przechodzi膰 nad drobnymi kolizjami.
S膮 te偶 grubsze sprawy. Te powinny spotka膰 si臋 z naszymi przemy艣lanymi reakcjami.

wtorek, 21 czerwca 2011

Z lotu ptaka i dinozaura






Widzie膰 rzeczy z wysoka jest przywilejem pewnego wieku. Je艣li si臋 do偶yje.
Dzieci dorastaj膮, Polska si臋 rozwija. Sta偶u ma艂偶e艅skiego mam tylko 23 lata, narodowego znacznie d艂u偶ej. Widzia艂em narodziny. Dos艂ownie, tylko raz. Zawsze stara艂em si臋 by膰 najbli偶ej, wpuszczali za drzwi, za 艣cian臋, na koniec do sali. Marysia sprawia艂a niejakie k艂opoty, Olek ra藕no wyskoczy艂 na 艣wiat. Polska wsp贸艂czesna mia艂a d艂ugi por贸d, mo偶e trudny, ale cudowny.

Wsp贸艂czesna Polska ma 31 lat. Moja wsp贸艂czesna gmina ma 31 lat. Liczy膰 trzeba od Solidarno艣ci. Wielu to kole w...

Kiedy zabieram g艂os na r贸偶nych konferencjach, zjazdach i forach wyr贸偶nia mnie w艂a艣nie ta d艂uga perspektywa. Moje rozumienie 艣wiata, Polski i gminy nie zaczyna si臋 od danego projektu, kadencji, albo unijnego rozporz膮dzenia. Mog臋 za Cyprianem Norwidem powt贸rzy膰 "ja sponad chaosu si臋 wzi膮艂em itd."
I mnie klucz dawidowy pom贸g艂 ukszta艂towa膰 wra偶liwo艣膰 i wyobra藕ni臋, Rzym nazwa艂 cz艂owiekiem-osob膮, Arystoteles uczy艂 metafizyki.

Moj膮 wsp贸艂czesno艣膰 i by膰 mo偶e pocz臋cie si臋 wsp贸艂czesnej Polski wi膮偶臋 z dat膮 16 pa藕dziernika 1978 roku. Dla mnie przyj臋艂y form臋 zobowi膮zania i poczucia wielkiej odpowiedzialno艣ci wobec ca艂ego globu, ca艂ej Ludzko艣ci i ca艂ego czasu. M贸wi膮c j臋zykiem dzisiejszej polityki spo艂ecznej i demokracji - wtedy zacz臋艂a si臋 nasza (globalna) partycypacja.

W Augustowie mia艂em szcz臋艣cie spotka膰 i us艂ysze膰 ludzi, kt贸rych 偶ycie nabiera艂o rozp臋du po jakim艣 spotkaniu z Papie偶em. W E艂ku, Drohiczynie, na jeziorach i kanale Augustowskim. W r贸偶nych miejscach i na r贸偶ne sposoby. Ile dobra si臋 wtedy rodzi艂o nie zlicz膮 pewnie 偶adne badania naukowe. Ale powinny by膰 drobiazgowo prowadzone, 偶eby艣my zrozumieli "kraj nad Wis艂膮" i siebie samych. W rodzinach (przyjaciele ustalali dat臋 艣lubu na dzie艅 pobyty papie偶a w Warszawie), gminach, regionach, nawet w Europie i za oceanem.

Wczoraj dosta艂em obrazek prymicyjny od Mariusza SAC. By艂em jego katechet膮 w 1994-98. Na obrazku jest stary schorowany papie偶. Mariusz przypomnia艂 mi, 偶e u nich na lekcjach stawia艂am zapalon膮 艣wiec臋. Tajemnicy ciszy i 艣wiat艂a zawsze potrzebowa艂em podczas katechez, zw艂aszcza na pocz膮tku lekcji, "na stoj膮co", przed krzy偶em.

Widz臋 偶yzne pole 偶ycia i ziarna, kt贸re w nie wpad艂y. Kie艂kuj膮, wzrastaj膮, owocuj膮. Nikt nie zobaczy wszystkiego. Jeden orze, drugi sieje, trzeci zbiera. Ale je艣li ziarno nie obumrze... - us艂ysza艂em w bardzo osobistej rozmowie w Taize (1979).

Mia艂em si臋 po偶ali膰 na milczenie wobec moich apeli o pami臋膰 w Strach贸wce, a wysz艂o pogodzenie z losem i apologetyka.
Dobrze jest si臋 godzi膰 z wy偶szymi si艂ami, ale oni musz膮 odpowiedzie膰: Piotrek, przewodnicz膮ca rady, radni - jako osoby, jako sprawuj膮cy funkcje publiczne i jako instytucje. Ka偶dy z nich mo偶e podj膮膰 w tej sprawie inicjatyw臋. Pojedynczo, lub w grupie. Do licha z tytu艂ami. Mamy by膰 przede wszystkim lud藕mi. Rodzin膮 ludzk膮. Jeste艣my zdefiniowani w ustawie samorz膮dowej i w ko艣ciele jako wsp贸lnota, nie urz臋dnicy i funkcjonariusze. Oj mamy z tym k艂opot w polskim 偶yciu publicznym, zar贸wno 艣wieckim, jak i ko艣cielnym. Smieszno i straszno brzmi, gdy stary i m艂ody urz臋dnik zwracaj膮 si臋 do siebie "po tytu艂ach". Zw艂aszcza w ma艂ych wsp贸lnotach lokalnych. W Strach贸wce mamy na przyk艂ad trzech (w porywach czterech) w贸jt贸w. Obecny, dw贸ch by艂ych i jeden by艂y "wice". Czy jak si臋 wszyscy spotkaj膮 maj膮 si臋 tytu艂owa膰? 艢mieszno!
W ten sam spos贸b mamy by艂ych i obecnych dyrektor贸w, przewodnicz膮cych itd. Konwencja konwencj臋 goni. Byle dla dobra wsp贸lnot, kt贸rym mamy s艂u偶y膰.
Z lotu ptaka i dinozaura wida膰 ogromne dobro w Polsce i w gminie. Obroni艂o si臋 przez z艂em. Zakwit艂o. Nie widz膮 tego cz臋sto m艂odsze egzemplarze naszego gatunku i ich instytucjonalne organy centralne i po艣rednie (tak 艣wieckie, jak ko艣cielne). S艂uchaj膮 moich zachwyt贸w z niedowierzaniem. A dobro si臋 dzia艂o, dzieje i dzia膰 b臋dzie. Dobrze, je艣li je dostrzegamy i wychwalaj膮c tworzymy klimat, aby si臋 rozrasta艂o.

PS.1
Starzy potrzebuj膮 energii m艂odych (i coraz rzadziej im towarzysz膮cego entuzjazmu), m艂odzi powinni potrzebowa膰 naszej szerokiej perspektywy widzenia i do艣wiadczenia. Wszyscy mi przytakn臋li na warsztacie o partycypacji w Szklarskiej Por臋bie.
Pani animator partycypacyjnego projektu ("Decydujmy razem") w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego zwr贸ci艂a uwag臋 na rol臋 animator贸w gminnych. 呕e nale偶y na nich chucha膰 i nosi膰 ich (je) na r臋kach, bo oni s膮 po艣rednikami mi臋dzy mieszka艅cami a w艂adz膮. Od nich zale偶y powodzenie projektu. Ludzie si臋 bardzo dziwi膮, 偶e gdzie艣 mo偶e by膰 inaczej. Nie wolno blokowa膰 dobra! Chwa艂a tym, kt贸rzy je "rodz膮". Biada tym, kt贸rzy je ograniczaj膮.

Kocham ca艂y pi臋kny 艣wiat. Najbardziej oczywi艣cie (poza rodzin膮) w艂asn膮 gmin臋 i ojczyzn臋. Niepami臋膰 zawsze kogo艣 zaboli i jest s艂abym punktem ka偶dej wsp贸lnoty.

PS.2
Otwieram now膮 stron臋 na blogu - "Wierszyki". Dzi艣 tylko par臋, b臋dzie du偶o wi臋cej. Pisa艂em sobie a muzom w pierwszej m艂odo艣ci. Wybaczcie. Czasem nazywa艂em je "katechezami".

poniedzia艂ek, 20 czerwca 2011

Satysfakcja i kaliber spraw





Obrobi艂em co nie co zdj臋cia z Augustowa. Filmik贸w nie zd膮偶y艂em, odk艂adam na potem. Spieszy艂em si臋, gdyby panie chcia艂y dzi艣. Prawie 4 godz. 艢ledzenie kilku punkt贸w na ekranie i klikania na czas niesko艅czon膮 liczb臋 razy wyka艅cza.

O 13.00 by艂o "zako艅czenie klas trzecich" gimnazjalnych. Jak dobrze, 偶e wczoraj prze偶y艂em Wniebowzi臋cie. Zaprosili艣my absolwenta Mariusza, ksi臋dza pallotyna do szko艂y. Jego i naszej szko艂y. Szko艂y Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Bo偶ej szko艂y? Na pewno szko艂y publicznej.

M艂odzie偶 przedstawi艂a sw贸j program. Po艣miali艣my si臋, s膮 udani. Lepiej to wida膰 na koniec, ni偶 w trakcie. Doro艣lej膮!

Potem by艂 pe艂ny spontan. Gra偶yna poprosi艂a go艣ci absolwent贸w, Mariusza prymicjanta i Piotrka w贸jta, o wspomnienia z lat szkolnych. Dobrze wysz艂o. Nie ma to jak dobry przyk艂ad. Nie nauczycielskie, ani rodzicielskie gderanie, ale starszych koleg贸w, kt贸rzy dobrze wybrali, kt贸rym si臋 uda艂o. Mam nadziej臋, 偶e ich s艂owa p贸jd膮 z m艂odymi przez kawa艂 偶ycia. Przem贸wi艂 jeszcze rodzic, prezes Ma艂gorzata.

Czy偶 nie czu膰 opieki Opatrzno艣ci Bo偶ej nad nami?

Jest we mnie satysfakcja, a mo偶e mam satysfakcj臋. Wol臋 j膮 z "by膰", ni偶 z "mie膰". Trwa od d艂u偶szej chwili. Partycypacja mi si臋 przydarzy艂a! Przed programami unijno-rz膮dowymi. Wiem, 偶e to, co zapisuj臋 ostatnio, jest du偶ego kalibru.

Z艂apa艂em si臋 na dziwnym stwierdzeniu, 偶e dzieci mi daj膮 poczucie bezpiecze艅stwa! Nie w potocznym rozumieniu. W sensie egzystencjalno-metafizycznym. Co tam konflikty, malizna itp. w bli偶szych i dalszych okolicach.
Dzieci s膮 nie z tego 艣wiata. Pisa艂 o tym Khalil Gibran. Wracam ze szko艂y z nimi i do nich. S膮. No i ta niesamowita nierozerwalno艣膰 ma艂偶e艅stwa (艣wi臋ce艅 ma艂偶e艅skich!). W nich jedno艣膰. JEDNO艢膯. A wczoraj by艂o Tr贸jcy 艢wi臋tej. Szaradami pisz臋, no nie? Wszystko dobre (przypowie艣膰), co daje do my艣lenia. W tym znaczeniu tak偶e 艣mier膰. W istocie rzeczy jest wszystko.

niedziela, 19 czerwca 2011

Partycypacja 偶yciem pisana



Pierwotnie tytu艂 mia艂 brzmie膰 - "Historia partycypacji w Strach贸wce", ale zasz艂o zdarzenie, kt贸re wp艂yn臋艂o na kszta艂t wywodu.

To, o czym pisz臋, objawi艂o mi si臋 na Forum Animator贸w Spo艂ecznych w Augustowie. Wiele prezentacji i warsztat贸w prowadzonych by艂o przez pracownik贸w MOPS-贸w. Nie wiedzia艂em, 偶e s膮 tak istotnym graczem, partnerem na polu polityki i dzia艂alno艣ci spo艂eczno-kulturalnej. W艂a艣nie wymiar animacji kulturalnej i szerzej - spo艂ecznej, by艂 dla mnie bardzo wa偶nym odkryciem.
Si艂膮 rzeczy (fakt贸w) przypomnia艂em sobie czas I-szej kadencji samorz膮du w Polsce. Wtedy powo艂ano Gminne (i inne) O艣rodki Pomocy Spo艂ecznej. Uczestniczy艂em w tym procesie. Przekonywali艣my dziewczyny pracuj膮ce w gminie, aby zdecydowa艂y si臋 na zmian臋 w swoim 偶yciu. Wymaga艂o to p贸j艣cia w nieznane. Warunkiem by艂o podj臋cie studi贸w w tym kierunku. Wi膮za艂o si臋 to nie tylko ze zmiana stanowiska pracy, ale wyjazd贸w, wysi艂ku intelektualnego itd. Z艂o偶ony proces - w艂a艣nie zmiana. O zmianie w 偶yciu (spo艂ecznym, wsp贸lnocie...) rozwin臋艂a si臋 dzi艣 prawie ca艂a nauka. Wtedy musia艂em/musieli艣my przekonywa膰 si臋 dysponuj膮c w艂asnym jeno rozumowaniem. Uda艂o si臋.

Do czasu. Konsekwencje zmian po wyborach w 1994 roku dotkn臋艂a tak偶e tego wymiaru 偶ycia w spo艂eczno艣ci lokalnej. Nie by艂o potem warunk贸w do rozwini臋cia skrzyde艂. Bro艅 Bo偶e zach臋ty, raczej zniech臋canie. Nowe wyzwania, motywacje i inspiracje zatrzymywa艂y si臋 na granicach gminy. W wielu dziedzinach zatrzymali艣my si臋, w wielu cofn臋li艣my.

Szok, bo tak musz臋 nazwa膰 prze偶ycia z Augustowa, przywo艂a艂y samoczynnie inne wspomnienia. PRZECIE呕 CA艁A I KADENCJA, CZYLI TWORZENIE SAMORZ膭DU W GMINIE (WSP脫艁TWORZENIE W POLSCE) MIA艁A CHARAKTER PARTYCYPACYJNY. To poj臋cie nie znane by艂o wtedy (nie u偶ywane) na polu polityki spo艂ecznej gminy (samorz膮du). Ale taka by艂a logika. Takie by艂o 藕r贸d艂o. 殴r贸d艂em by艂 ruch Solidarno艣ci z 1980/81. A jeszcze g艂臋bsze korzenie tkwi艂y w polskiej duchowo艣ci, polskich t臋sknotach, marzeniach o wolno艣ci. Przybra艂y one kszta艂t ruchu solidarno艣ciowego z ogromnym komponentem duchowo艣ci papieskiej, zawartej w zawo艂aniu "Niech zst膮pi Duch Tw贸j, i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!". Wytropi艂em 艣lad jeszcze wcze艣niejszego dzia艂ania ducha. W samym dniu 16 pa藕dziernika 1978 roku. To by艂 najbardziej prze艂omowy moment dziej贸w Polski (jak Sob贸r Watyka艅ski II dla Ko艣cio艂a) i Europy w drugiej po艂owie XX wieku. Ile偶 si臋 wtedy pocz臋艂o, co jeszcze si臋 nie objawi艂o w pe艂ni. Ale ju偶 jest. Cho膰by w glebie - "w tej ziemi" - w korzeniach kultury.

Takie s膮 te偶 moje korzenie, moje inspiracje. Mojej dzia艂alno艣ci. Mojego doros艂ego 偶ycia. Dlatego wr贸ci艂em w 1980 z Francji i zacz膮艂em tworzy膰 Solidarno艣膰 w艣r贸d rolnik贸w naszej gminy. Odnie艣li艣my sukces. Nie wszystkie gminy w Polsce mia艂y 100% "zorganizowania".
Potem by艂 stan wojenny. Wojna polsko-jaruzelska. Wojna z narodem. Ja zosta艂em katechet膮, chcia艂em kontynuowa膰 prac臋 w艣r贸d ludzi i z lud藕mi. Nie wyobra偶a艂em sobie 偶ycia bez wsp贸lnoty. Za sob膮 mia艂em wszak tak偶e pobyt w Taize.
By艂 to okres, kt贸ry zniszczy艂 si艂膮 strasznie du偶o, ale wiele si臋 obroni艂o. W podziemiu, w ko艣cio艂ach, w tzw. drugim obiegu. Powsta艂a wtedy np. solidarno艣膰 artyst贸w z "ludem wiernym" i wszelakim, maj膮cym ch臋膰 zajrze膰 do ko艣cio艂a. Te procesy, a zw艂aszcza ich konsekwencje nie sa zbyt dobrze zbadane. Za wcze艣nie. Wiem po sobie, jak g艂臋boka by艂a wi臋藕 w nas tego, co spo艂eczne, z tym, co historyczno-patriotyczne, z tym, co duchowe, i z tym, co dziedziczne w wymiarze indywidualnym i narodowym. Czy to tylko idealizm m艂odo艣ci? Raczej ska艂a. Kefas, Petrus, opoka.

Przez siedem lat katechezy i pracy "duszpastersko-organizacyjnej" w parafii 艣w. Jana Kantego w Legionowie dosta艂em nie szko艂臋, ale Akademi臋 Wsp贸lnoty, personalizmu, kwintesencj臋 dzia艂alno艣ci spo艂eczno-kulturalnej. Mia艂em nieoczekiwany przywilej zajrzenia Panu Bogu za kurtyn臋. Widzia艂em w m艂odych, w doros艂ych, w osobistych bardzo i innych, bardzo gromadnych wydarzeniach. Z bierzmowaniem grup ponad 200 osobowych w艂膮cznie. "List do Papie偶a" dobrze oddaje nasze 偶ycie i prze偶ycie siebie, 艣wiata i ko艣cio艂a.

Tak ubogacony i przygotowany zosta艂em w贸jtem I-szej kadencji samorz膮du w Polsce. W takich duchu pojmowa艂em swoja s艂u偶b臋. Zinwentaryzowali艣my maj膮tek komunalny. Wydawa艂o mi si臋, 偶e tak偶e "zinwentaryzowali艣my" bogactwo duchowe wsp贸lnoty lokalnej. W budowaniu wsp贸lnoty zeszli艣my na najg艂臋bszy poziom ze wszystkich mo偶liwych w naszym kr臋gu kulturowy. Andrzej Madej OMI, odprawi艂 msz臋 dla m艂odych ma艂偶e艅stw w naszym otwartym domu. Zainaugurowa艂a ona spotkania nad Bibli膮 i prac臋 nad w艂asna formacja osobow膮 (duchow膮). 艁amali艣my po domach chleb z nieba, chleb eucharystyczny. Prze偶yli艣my w tej wsp贸lnocie sakrament pojednania o p贸艂nocy w domowym ko艣ciele. Prze偶yli艣my wsp贸lnie chrzest naszego syna. Takie mieli艣my idea艂y, taki obraz 偶ycia we wsp贸lnocie. Wsp贸lnota mia艂a rosn膮膰, rosn膮膰...

W gminie stworzy艂a si臋 wsp贸lnota nauczycieli, ksi臋偶y (religia wr贸ci艂a do szk贸艂), w贸jta i wszystkich, kt贸rzy chcieli si臋 w艂膮czy膰 we wsp贸lne rozmowy o szkole, wychowaniu, integracji gminnej i wsp贸lnej drodze. Mieli艣my najpi臋kniejsze cele. To by艂 pocz膮tek prawdziwej wsp贸lnoty lokalnej (gminnej, chrze艣cija艅skiej, otwartej, ekumenicznej...). To by艂 partycypacyjny par exellence model demokracji gminnej.
B臋d膮c w贸jtem by艂em te偶 cz臋艣ci膮 偶ycia szk贸艂, bo chodzi艂em zast臋powa膰 ksi臋dza w zbyt trudnej klasie 贸smej. Bywa艂em na wszystkich szkolnych uroczysto艣ciach wnosz膮c spontaniczno艣膰, staraj膮c si臋 zmienia膰 troch臋 pos臋pnego ducha korytarzy i pomieszcze艅 klasowych. Zw艂aszcza gabinet贸w dyrektorskich i pokoi nauczycielskich. Udawa艂o si臋. Przyszli nowi dyrektorzy i nauczyciele.
Ci, kt贸rych dopiero co pozna艂em: Adam, Mirek, p贸藕niej Marek jako dyr GZEASz. wnosili cz臋sto powiew nowego. "W M艂awie sprzedaj膮 dla szk贸艂 promocyjnie telewizory. Nie mamy tylko czym przywie藕膰". W贸jt dawa艂 sw贸j prywatny samoch贸d. S艂u偶bowy "maluch" te偶 sta艂 si臋 samochodem s艂u偶bowo-wsp贸lnotowym. R贸偶ni kierowcy zwozili nimi uczestnik贸w spotka艅 o艣wiatowych, co miesi膮c w innej szkole. Ros艂a wsp贸lnota.

Do budowania dr贸g i uporz膮dkowania galimatiasu prawno-technologicznego przy budowie szko艂y (w Rozalinie) za rad膮 i podpowiedzi膮 miejscowych rolnik贸w, radnych, mieszka艅c贸w stworzyli艣my lokaln膮 grup臋 dzia艂alno艣ci gospodarczej. Oni wozili 偶wir, wskazywali-wynajdywali sprawdzonych wykonawc贸w rob贸t takich i innych. Sta艂o si臋 to zal膮偶kiem przedsi臋biorstw rodzinnych.
Spotyka艂em si臋 z przedstawicielami m艂odzie偶y w bibliotece. Ze starszymi ministrantami w remizie. Chcieli je藕dzi膰 na mecze w lokalnej lidze pi艂karskiej. Dali艣my na transport. Innym razem m艂odzi wyszli z inicjatyw膮 zabawy. Zorganizowali, ja zabezpiecza艂em przed prawem. Zbudowali艣my boisko przy szkole. Chcieli - mieli. Chcia艂em ich poznawa膰 i poci膮gn膮膰 do wielkich wizji. Do Europy. Tras臋 wyznaczy艂o mi do艣wiadczenie europejskiego autostopowicza i bycie sob膮 we wsp贸lnocie mi臋dzynarodowej w Taize.
Chcia艂em w艂膮czy膰 w o偶ywianie gminy O艣rodek Doradztwa Rolniczego. Bywa艂em na spotkaniach. Intonowa艂em "B艂ogos艂awiona dobro膰 cz艂owieka", aby w sztywnot臋 popeerelowsk膮 wplata膰 w膮tek 偶ycia, rodem z uniwersytet贸w ludowych.
Stra偶ak贸w z Ochotniczych Stra偶y Po偶arnych zaprowadzi艂em pod Gr贸b Nieznanego 呕o艂nierza. Trzymali stra偶 przy symbolu trwania i bohaterstwa pokole艅, kt贸re wywalczy艂y nam wolno艣膰. Je藕dzili艣my na op艂atki z biskupami do parafii 艣w. Floriana (katedra praska) - patrona stra偶ak贸w.
Chcia艂em te偶 zarazi膰 duchem wsp贸lnoty pracownik贸w z Urz臋du Gminy. Zachowa艂o sie nagranie z jednego z takich spotka艅 "na prze艂amanie". Oj bardzo si臋 bronili przed kamer膮 (nie m贸wi膮c o wypowiedzi do kamery). Wprowadzi艂em bardzo uroczyste 艣wi臋towanie op艂atka (z wieczerz膮 i projekcj膮 filmu "Jezus z Nazaretu") i "jajka wielkanocnego".
Jakim ja by艂em wariatem. Ze wzgl臋du na obecno艣膰 w膮tk贸w religijnych pewnie nawet dzisiaj nie nazwaliby mnie w Teleexpressie pozytywnie zakr臋conym. Wytworzy艂a si臋 niby mowa pseudo-nowoczesno艣ci, pseudo-post臋powo艣ci. Samoograniczaj膮ca si臋 mowa niby-personalizmu.

Odwiedzi艂 nas wtedy tak偶e brat Marek z Taize. Zorganizowali艣my spotkanie w remizie OSP dla m艂odych z r贸偶nych miejsc, okolic, parafii. Tchn臋艂o duchem. B艂yska艂o 艣wiate艂ko cieniutkich 艣wieczek. Ja艣nia艂a tajemnica 艣wiat艂a. Tchn臋艂o otwarto艣ci膮. Tchn臋艂o Europ膮.
W naszym Ogrodzie (tak go zwano przed wojnami, od 1908), przy figurze Matki Bo偶ej Annopolskiej odbywa艂y si臋 msze 艣wi臋te. Zapraszali艣my wszystkich z okolicy. Przychodzili, jak od stu lat.
Go艣ci, kt贸rych zapraszali艣my (艣ci膮gali艣my) do gminy, chcieli艣my te偶 mie膰 zawsze w domu. Niekt贸rzy zostawali przyjaci贸艂mi gminy, szko艂y, rodziny. Byli w艣r贸d nich Szymon Kobyli艅ski, pose艂 Marian Pi艂ka, Zbigniew Janas... Mog臋 chyba zaliczy膰 do nich tak偶e arcbp. Kazimierza Romaniuka. On by艂 go艣ciem honorowym rejonowego spotkania w贸jt贸w, burmistrz贸w, radnych, nawet rolniczego edukatora przedwojennego na naszym terenie (Janusz Dzier偶awski), prasy samorz膮dowej ("Wsp贸lnota"). Zaproponowa艂em tak膮 szerok膮 formu艂臋. Nie ma dla mnie "lewo", "prawo", "g贸ra", "d贸艂", "niebo" i "ziemia". Jest wszystko. Prowadzi mnie integralna wizja cz艂owieka-osoby (z niezwyk艂ymi g艂臋biami, wy偶ynami i nizinami).
Na tym pami臋tnym spotkaniu jako najwa偶niejsze osi膮gni臋cie kadencji wskaza艂em pojednanie z poprzednikiem, kt贸rego wysadzi艂em ze sto艂ka. Przy okazji po艣wi臋cenia szko艂y w Rozalinie (nie by艂em zaproszony) biskup nawiedzi艂 i nasz膮 Matk臋 Bo偶膮 i nasz dom.

Ca艂y okres I-szej kadencji nie pracowa艂em na dalsz膮 kadencj臋. Nie walczy艂em o siebie. Nie zabezpiecza艂em ty艂贸w. Nie gromadzi艂em "argument贸w wyborczych" (hak贸w). Cios, zdrada przysz艂a od przyjaci贸艂.
W 1981 by艂em dla ludzi autorytetem, oparciem obro艅c膮. Po 1994 zrobiono ze mnie po艣miewisko, gro藕nego wroga "numer 1".
Dzisiaj musimy w wielu dziedzinach zaczyna膰 od zera, albo od dna. Mentalno艣膰 setek mieszka艅c贸w jest zaczadzona. Trudno b臋dzie powo艂ywa膰 centra integracji, wsp贸艂pracy lokalnej. Ale spr贸buj臋 jeszcze raz. Wierzy艂em i wierz臋 w osob臋 i we wsp贸lnot臋. Osoba jest fundamentem cywilizacji wsp贸艂czesnej. Niczego si艂膮 i podst臋pem si臋 na d艂u偶sz膮 met臋 nie zwojuje. Warto wierzy膰, robi膰 swoje i czeka膰.

W skrajnie niesprzyjaj膮cym klimacie powsta艂a w艣r贸d nas Rzeczpospolita Norwidowska. Ona t艂umaczy sta艂膮 obecno艣膰 wymiaru duchowego w naszych dzia艂aniach. Norwida papie偶 nazwa艂 "jednym z najwi臋kszych chrze艣cija艅skich my艣licieli Europy".

Pos艂uguj臋 si臋 troch臋 innym poj臋ciem partycypacji, ni偶 w unijnych i ministerialnych dokumentach. Rozumiem j膮 nie tylko jako udzia艂 we wsp贸艂decydowaniu ("Decydujmy razem"), wsp贸艂uczestnictwie w kreowaniu polityk spo艂ecznych. Partycypacj臋 pojmuj臋 szerzej, jako spos贸b na szukanie, odkrywanie, budowanie prawdziwej wsp贸lnoty lokalnej (cho膰by nawi膮zuj膮c wprost do ducha solidarno艣ci - solidaryzm spo艂eczny - z 1980). My艣l臋, 偶e w zgodzie z duchem wypowiedzi Jana Paw艂a II w encyklice "Centessimus annus", napisanej w stulecie encykliki spo艂ecznej Leona XIII, "Rerum novarum". Papie偶 m贸wi tam nawet o potrzebie takiego dialogu, kt贸ry obejmuje dawne i przysz艂e pokolenia. Nie tylko o tych, kt贸rzy obecnie 偶yj膮 i ciesz膮 si臋 oddechem, wod膮, ziemi膮, duchow膮 blisk膮 tajemnic膮 w艂asnej osoby i Transcendencji. Eko-my艣lenie ma nieodkryte jeszcze mo偶liwo艣ci.

Tytu艂 tego posta zmieni艂 wyjazd na niedzielna msz臋. Wyj膮tkowo do Jadowa, bo Gra偶yna chcia艂a i tam da膰 ksi臋dzu do odczytania og艂oszenia o koloniach. Msz臋 odprawia艂 "nowy", na wakacjach. On rozpozna艂 nas, my rozpoznali艣my jego. Ja, nie tak od razu. Rozpozna艂em po przywo艂aniu 艣wi臋tego Pallotiego w modlitwie. No, oczywi艣cie - Mariusz. Ostatnio si臋 widzieli艣my 13 lat temu. Ko艅czy艂 nasz膮 szko艂臋. Byli z siostr膮 pami臋tn膮 Mari膮 i J贸zefem w Jase艂kach wed艂ug Wandy Chotomskiej. Dlatego pami臋tam go jako Mariusza-J贸zefa. Gra偶yna jako pierwsza wystawi艂a du偶y format bo偶onarodzeniowy, zapocz膮tkowuj膮c szkoln膮 tradycj臋. "J贸zefie, J贸zefie co z nami b臋dzie" - brzmi do dzisiaj w moich uszach.
Nie mia艂em zahamowa艅, by kl臋kn膮膰 przed nim, by otrzyma膰 b艂ogos艂awie艅stwo prymicyjne. Starym zwyczajem uca艂owa艂em wn臋trze d艂oni b艂ogos艂awi膮cej. Prze偶y艂em wniebowzi臋cie w dniu Tr贸jcy 艢wi臋tej. Ja tylko partycypuj臋 w wielkim darze 偶ycia.

PS.
W jadowskim ko艣ciele wpatrywa艂em si臋 w obraz Jezusa Mi艂osiernego. Nie tyle z pobo偶no艣ci, co ze wzgl臋d贸w estetycznych. W ko艅cu zrozumia艂em. To nie m贸g艂 by膰 obraz. Mia艂 zbyt ciekawie uk艂adaj膮ce si臋 promienie wychodz膮ce z serca. To musi by膰 gobelin. Tak tka tylko Kasia Bala w tej okolicy (pochodzi z Bukowiny Tatrza艅skiej). Pi臋knie. 艁adniejsze ni偶 orygina艂 :-)