Archiwum (większość odzyskanych początków)


Tak to się zaczęło. Wizytówka była po angielsku, z nadzieją, że kiedyś blog będzie dwujęzyczny (ciągle nie jest). Początkowy wpis z 1 stycznia 2008 - jest na samym dole, zgodnie z logiką blogów - odzyskałem skądinąd.
Od razu chyba? założyłem też aneks (dając takie wyjaśnienie, nie umiałem inaczej: Założyłem aneks do tego bloga, aby każdy kto zechce mógł tam wpisywać swój komentarz. Oto adres: http://strachowka.blogspot.com/) -, by można było wpisywać komentarze. Aneks stał się później głównym nurtem :)

Potem jest luka. I jest wielka dziura, między lutym a 5 grudnia 2010, pamiętnym dniem II tury wyborów samorządowych i ataku hakera na mojego biednego bloga, widocznie nie miał ów złoczyńca wątpliwości, że to się łączy. Co? - przeczytajcie sami:

                                              **** 

Welcome to my blog. I'm primarily a teacher of religion and occasionally a teacher of English for young learners, father of seven. I used to be a head of the local Solidarity Rural in 1981 and a mayor of Strachowka community, 1990-1994 . I'm going to start writing here about my inner world well founded on the family live and the local community. About its cultural identity, and about the School of Norwid's (or Norwidian) Republic and its many educational projects. About my private philosophy of nature, looking for all links between religion and science, between faith and reason (Fides et Ratio).
 
Najnowsze wieści
(tak to się wtedy nazywało) 

***

Musze się cenzurować i ograniczać. Trudny dostęp do komputera i internetu. Grazyna napisała kolejny wniosek, dzieci tez muszą sprawdzic i wysłać swoja korespondencję ;).

"Co dalej z tobą, Karolinko?" (Dokument), Polska 2002. Autorka ukazuje walkę 18-letniej Karoliny Sobczak o godne życie dla rocznego synka, Norwida. Bohaterka zagrała jedną z głównych ról w filmie Roberta Glińskiego "Cześć Tereska". Matka Karoliny piła. Całą ciążę chciała się jej pozbyć. "Po urodzeniu nigdy nie wzięła mnie na kolana, nigdy nie przytuliła, nie powiedziala 'kocham cię'". Musiałem obejrzeć ten film (godz. 0.50-1.40).
Statuetka z dalekiej Ameryki "dla młodych artystów", w Kutnie wiecej niż Oskar, na półce ... prawie meliny pijackiej. Obskurny budynek przy torach kolejowych. Niesamowite połączenie.

Czyńcie to na moja pamiątkę - co, kto i jak? Co jest w Ewangeli, a co, na naszych mszach? Przyjęto pewne kanony. Nadmierna dogmatylizacja. Nie jestem entuzjastą dogmatów. Dla mnie sa one tylko przejawem pragmatyzmu wielkiej instytucji. Wolę norwidowskie podejście z "Abd el-Kadera". Z dogmatów najbardziej cenie jeden: osobę Jezusa z Nazaretu. Czynić więc możemy na Jego pamiątkę wszyscy. Pozostaje więc tylko pytanie: jak?
My dzisiaj z Andrzejem w domu, dzięki telewizji, z ojcem Łazarzem na pustyni. I z pastorem Ovensem. Nasza podróż ekstremalna. Do poznania i zbliżenia się do Boga. Ojciec Łazarz, pustelnik od 34 lat, mówi, że "jedna godzina poświęcona Bogu jest lepsza niż cała posługa kapłańska. Kiedy trwasz na modlitwie - cała Ludzkość jest w tobie". Wczoraj buntował mnie libański franciszkanin, dzisiaj koptyjski mnich. Woda na mój młyn.
Skorzystał ktoś z mojego zaproszenia na film? Prawda, że warto. Pastor Ovens to całkiem normalny chłop. Czasami, aż za bardzo. Ojciec Łazarz zapytał go na początku "Jaki był najlepszy i najgorszy dzień w twoim życiu?". Znaczące odpowiedzi: kiedy brałem kochaną kobietę za żonę i kiedy brałem z nią rozwód. Odpowiedź szczera, nie jest mu na pustyni ani do śmiechu, ani do udawania. Na pustyni liczy się tylko prawda. Ojciec Łazarz daje mu naukę wprowadzającą: "pustynia musi zaczynać się od skruchy. Daje przebudzenie duszy". I opisuje, co go czeka: wewnętrzne doświadczenia, fizyczne doswiadczenie swojej słabości też, oraz próby nieprzewidywalne.
Pamiętam swoją pierwszą noc u kamedułów. Naprawde trudno wytrzymać. Wyłem. Żebrałem o spowiedź. W pustce i w ciszy nie da się oszukiwać samego siebie. Oczyszczenie jest jedynym wybawieniem ("Jego ludowi dasz poznać zbawienie przez odpuszczenie grzechów",Łk 1,67-79). Pastor Ovens przechodzi to wszystko. Pustelnik modli się za niego. Powtarza "jeśli wytrzyma zaplanowane 3 tygodnie, odczuje ulgę, doczeka zwycięstwa". Sam "chce do końca", wierzy słowom Jezusa (...), nazywa siebie Abdul Messiah (niewolnikiem Mesjasza).
Na tym etapie zmagań Steve Ovens wypowiada wielkie słowa "DLACZEGO TO ZAWSZE CHODZI O CIEBIE".
Bo jaki inny punkt odniesienia mozna wymysleć sobie na pustyni? Kiedy nie mozna się schować za żadną zasłonę! Oj, nasza cywilizacja ucieka od siebie, od prawdy. Wymysla sztuczne ramki dla CV. Byle zagłuszyć, odepchnąć.

Pustynia upomni się o prawdę. "Rozedrgałem się ze strachu, czułem calkowitą bezsilność" - mówi 49-letni Anglik z Sussex, oczytany, obyty ze światem. Na nic sie to zda na pustyni. Uświadomił sobie, jak jest uzalezniony "od wszystkich swoich grzesznych zachowań".
Mijał dzień za dniem. Ciszy, samotności, modlitwy. Dwudziestego dnia stwierdził "na początku byłem przestraszony, a teraz zaczynam to kochać". Jest to "ODWIECZNA WALKA CZŁOWIEKA. JEŚLI SIĘ W NIĄ NIE WŁĄCZYMY, JESTEŚMY USPIENI, ODRETWIALI". To jest jak narodziny. I dokłada cytat "w tobie sa wszystkie nasze źródła" (ps. 87).
Wielkie stwierdzenia zwyczajnego przedstawiciela kultury Zachodu, który wytrzymal 3 tygodniowy pobyt na pustyni. Ojciec Łazarz wspominał innego Europejczyka, lekarza z Niemiec, który nie wytrzymal, uciekł. Brat Józef, kameduła, mówił o nowicjuszach, którzy uciekali przez mur.
Wytrzymał. Nawet wyglądał inaczej. "Nigdy tego nie zapomnę. Doszedłem "do sedna sprawy"' (!! to jedna z moich ulubionych książek Grahama Greena).

Ja, opuszczając po tygodniu kamedulską pustelnię, ucałowałem ziemię.

olek po powrocie z kościołą: zaczęli mszę naszym psalmem "Kto się w opiekę odda Panu swemu...". Tak naprawdę, psalmem 91.

Między niebem a ziemią o relikwiach. Jest Halina Bortnowska. O zawiłościach praktyk religijnych. Taka sobie abstrakcja. Żadna sutanna, nawet Jana Pawła II, nie da się pociąć na miliard części. I po co? Kto potrzebuje, niech ma. Ksiądz Piotr z Cze koło Żywca ma 155 relikwi, "którzy odmienili oblicze parafii". Bortnowska "bo parafia ma takiego apostoła jak ksiądz Piotr".
Dla mnie wazniejsza była druga część programu. Dyskusja o "sprawiedliwości spolecznej", której poswięcona była sobota (Dzien Sprawiedliwości Społecznej). Kaukaz, Liban, Równe, Strachówka .... - jak mamy obchodzić ten dzień?
Pytanie dziennikarza do Adama Malysza "co robiłeś przed skokiem"? "Modliłem sie o spokój...". Brawo Adaaaaam!!! Dorwałem się na chwilę do klawiatury. Grażyna pojechała po Zosię. Helę zepchnąłem z krzesła. To jest dobra strona rozjazdów dzieci. Jedno przyjeżdża, drugie o 18.00, wyjeżdża. Zła strona to kasa, czyli powiększająca się dziura budżetowa.
Piszę. Tyle ze mnie zostanie, co zapisane. Reszta pozostanie w stanie moznościowym, który nigdy sie juz nie zaktualizuje. Czyli nie przejdzie w akt. To jezyk z wykladów ks. prof. Morawca. Egzamin u niego oczywiście zaliczyłem.

***

TVP - oszuści. Mówiłem Andrzejowi, chyba nie uwierzył. Wczoraj się przekonał. Chodzi o tzw nocny blok trnasmisji z Vancouver. Bo chłopaki z jego klasy oglądają. Może mają TVP-Sport, i TVP-HD. Bo ten niby blok na TVP1 to pic na wodę. Rozcieńczony, rozwleczony, prze-reklamowany do mdłości nocny talk-show o bzdetach, z kawałkami sportu. Wygląda to tak: poczatek godz.1.00, 10-13 min reklam, obrazek ze studia i pozdrowienia komentatora, znów 10-13 minut reklam, obrazek z jakiejs sportowej areny, ale nie koniecznie zdarzenie sportowe, moze byc przygotowywanie obiektu, naprawa awarii jakiegoś urzadzenia itp. Studio, reklamy, gadające głowy.... - czyli to, czego najbardziej trzeba człowiekowi walczącemu z sennością. A sport dzieje się w tym czasie na innych antenach spółki i zarabia, zarabia. TVP staje sie telewizją dla ubogich.

Za to podarowali nam cos lepszego. Posiedzieliśmy razem, Andrzej, czekając do 1.00 przeczytał parę stron lektury (męczy Krzyżaków), no i najważniejsze znaleźliśmy dokument na TVP Info o kobietach-niewolnicach ze Sri Lanki. Tragiczny los, i film. Nasz świat.
"Film opowiada o sytuacji kobiet ze Sri Lanki, które wyjeżdżają do Libanu pracować jako pomoc domowa. Mimo pozwolenia na pracę, nie mają żadnych przywilejów, staja się niewolnicami. Pozbawione paszportów, zamykane w domach pracują od świtu do późnej nocy. Jak mówi duchowny, opiekujący się kobietami, libański raj okazuje się w najlepszym wypadku czyśćcem. Częściej jednak, piekłem na ziemi".

Tragiczny los dziewczyn, kobiet, ich rodzin, ich dzieci - tylko dlatego, że żyją w biednym kraju. Spotkalem kiedyś grupę uchodźców ze Sri Lanki zwiezionych do ośrodka nad Zalewem Zegrzynskim. Piotrek z Małgoska, nasi ślubni świadkowie, organizowali im pomoc.
Dla mnie najwiekszym przezyciem były słowa starego franciszkanina, który w pojedynkę ratował strasznie poranionych ludzi, przy obojetności (współudziale) systemu, kultury miejscowej. Jak w przypadku Dżambika z Kaukazu.
W jednej ze scen franciszkanin opowiadając niewyobrażalną tragedię kobiet (bitych, gwałconych, poniżanych, zabijanych, wyrzucanych jak ścierwo), mówi "i próbuje sie je cywilizować i nawracać". Mówi ze starsznym sarkazmem, "nie wiedząc, ignorując (?), że w Indiach mieli wysoką kulture 4 tysiący lat przed narodzeniem Chrystusa, i że Budda żył 300 lat przed Nim". I dodał, że podziwia buddyzm i, że gdyby nie był gorliwym katolikiem i miał wybierać, to napewno by został byddystą. "Wspaniała religia, szkoda tylko, że nie ma w niej Jezusa".
Wspaniał postać zakonnika, wspaniałe słowa. Gdybym nie był gorliwym patriotą, pojechałbym do Libanu. Szkoda, że dookoła nie ma tutaj takich franciszkanów. A oblat wyjechał/został posłany, aż do Turkmenistanu.

Byłem rano rozbity, rozgryziony. Sąsiad nam znów pomógł, rozepchnął śniegową bryję na drodze, a gdy wsiadał do ciągnika, nasz piesek go chwycił za nogę. Taka wdzięczność! Boli mnie i gryzie cały czas.
Szukam pomocy u Boga. Przychodzi przez Internet. Jest na wirtualnej werandzie (skoro są witryny, portale, może byc ganek itp.) - "Strachówka - o nas i o Norwidzie". Dopiero teraz zobaczyłem to, co jest na niej od poczatku. Tomek, web-kreator, jako tło ustawił rekopis "Fortepianu Chopina". Cyprian Norwid przemawia, pociesza nawet swoim charakterem pisma. Sobą.

Pies i poeta ucza mnie pokory.

Przyjeżdża ktoś dzisiaj? - tym pytaniem dzieci reagują na najmniejszy ruch w izbach: porzadki, poszukiwanie garderoby itp.
Najczęściej brakuje u nas: mydła, papieru toaletowego, pasty do zebów, masła roślinnego, zapałek, mleka. Daleko w tyle: cukier, mąka, jajka, olej. O soli nawet nie wspomnę. Każda rodzina jest jakąś czarną dziurą.
(Sobota, 20. lutego. 2010)
***

Modlitwa to chyba najbardziej demokratyczna „instytucja”. Najmniejszy może kontaktować się z największym bez ograniczeń. Ta prosta refleksja naszła mnie zza okna. Jasno, przez chwilę słonecznie. Wczoraj dzieci modliły się o wiosnę! Ile my im zawdzięczamy! Nawet chwilowy, pogodniejszy nastrój ma w nich rodowód.
Modlitwa 10 latka o słońce, 13 latka o dobrą noc, 57 latka o refleksję nad życiem duchowym – wszystkie maja tę sama szansę dotarcia do celu. „Modlitwy idą i wracają, nie ma nie wysłuchanej … bo wszystkie są z miłości”.
Chciałbym więcej pisać o modlitwie rodzinnej. Jak wygląda, co czyni, co sprawia.
Przyczynowanie celowe – tak się chyba zaczyna temat dysertacji doktorskiej Weroniki od Pawła i Marysi z Wesołej. Wszyscyśmy z Ducha Świetego.

Coś dobrego o PR (pijarze). Public relations.
Słysząc dziesiąte wystąpienie polityka, mamy szansę poznać go lepiej niż za pierwszym razem. Setne - lepiej niż raz dziesiąty itd. Nie da się chyba zaprogramować słów, uśmiechów na tysiąc wystąpień. Wybieramy człowieka nie poglądy.

Czy jest jakiś gatunek biologiczny, dla którego najważniejsza jest długość zycia? Może wśród roślin. Bo dla zwierzat chyba ważniejsze jest przeżycie gatunku. Ale słowo „wazne” nie ma dla nich znaczenia. Żadne słowo. Dla homo sapiens sapiens chodzi raczej o jakość, nie długość. Mocno przeakcentowana w mediach ta długość, i praktyki ją zapewniające: fitness, odżywianie, tryb życia. Wszystko bardzo pieknie, byle rozum (rozsądek) był na czele i kierował wszystkimi zachowaniami. A jeszcze lepiej, i to jest mistrzostwo świata, jeśli rozum idzie w parze z wiarą. Bo rozum też podlega modom.
. O ile ważniejszy jest dla mnie sens chwili bieżącej, niż perspektywa długiego życia. Bom podwójny sapiens. Skrobię bańkę swego bytu od środka, i wcale nie chcę być w niej uwięziony zbyt długo. Yeah! Moja leniwa powłoka cielesna nie jest rajem.

Mariusz Dzierżawski w TV, jako przedstawiciel organizacji „Pro Life”. Jest synem działacza oświaty rolniczej, Janusza, który szkolił rolników w Strachówce w latach 60-tych. Dobre ziarno padało na naszą glebę.

Janusz Dzierżawski (ur. 1915, zm. 4 marca 2008) – polski inżynier rolnictwa, pedagog, wieloletni dyrektor placówek oświaty rolniczej w Cieszynie i Pszczelinie, popularyzator turystyki edukacyjnej, społecznik, przewodniczący Krajowej Rady Turystyki. Miał sześcioro dzieci. Synowie znali się i przyjaźnili się z Piotrkiem, świadkiem na naszym ślubie, i Markiem, byłym dyrektorem Zaspołu Administracyjnego Obsługi Szkół w Strachówce.

Telewizyjne transmisje sportowe zamieniają się w talk-show. Nie cierpię tego, złoszczę się, wyłączam. Rynek psuje emocje kibica. Rozwadnia, weksluje na inny tor.
(Piątek, 20.lutego. 2010)<
***

Osowiały siedzę sobie. Nie napaliłem w piecu. Pisać mi się nie chce. Żaden impuls z tego świata mnie nie motywuje. Przeciwnie zniechęca. Walczyłem z naszym internetem, żeby wpisać komentarz u Jaska, a potem skasować, żeby wyszedł w formie jaka zamierzyłem. Ciągle nie wiem jak otworzyć stronę, żeby było z koszem.
Coś jednak do pisania mnie zmusza. Od środka. Znalazlem wreszcie informację o trzecim odc. filmu, który głęboko polecam: "Rodzinne oglądanie: Ekstremalne wędrówki (3-ost.) 9:50 TVP 2 niedziela, 21 lutego 2010 FILM DOKUMENTALNY (Extreme Pilgrim), Wielka Brytania, 2008 /
Peter Owen Jones, pastor Kościoła anglikańskiego, udaje się na niezwykłą wędrówkę w poszukiwaniu jedności z Bogiem w trzech najważniejszych religiach świata. Duchowny odwiedza kolejno: buddyjskich mnichów w Chinach, himalajskich świętych mężów i koptyjskich pustelników w Egipcie. Pastor chce zbadać serca i umysły ludzi, którzy całe swoje życie podporządkowali służbie Bogu, a przy okazji sprawdzić, czy ma w sobie choć cząstkę ich głębokiej wiary." Tym razem będzie tam, gdzie zmarł promotor mojej katechetycznej kariery, ks. proboszcz Józef Schabowski.

Muszę także dopisać refleksje do "Ostatki inaczej / U Matki Bożej Annopolskiej". Dorzucę światła. Jeszcze raz dziekuje wszytkim uczestnikom. Choc nie ja byłem inicjatorem, w duzym stopniu narzuciłem forme. Ciężar organizacyjny spoczął, jak zwykle, na Grażynie. Cieszę sie, że "Ostatki inaczej" zaistnialy. Stały się faktem. Jakim dla kogo nie wiem. Cieszę się, że stały się faktem kosmicznym, a jeszcze bardziej, że stały się faktem dla naszych dzieci. To my, rodzice, w wielkim stopniu wyznaczamy horyzont w jakim będą żyli. Już wiedzą, że w pokoju siedzieli dorośli, ważni, i milczeli przez 5 minut. Że tak też mozna być razem. Że cisza jest normalnym i niezbędnym elementem modlitwy, może być i spotkania. Bo to, co najwazniejsze, jest bardzo blisko nas, jest w nas. Tylko to, co najwazniejsze, jest ciekawe.

Wierzę, że naszym (chrześcijańskim) powołaniem jest życie we wspólnocie. Nauka też to głosi "Czlowiek jest istotą społeczną". Biblia definiuje rodzaj tej wspolnoty. "Oto jak dobrze i jak milo, gdy bracia mieszkają razem...". Bracia, siostry, wszyscy. Wspolnota jest pomocna we wszystkich wymiarach życia. Jak rosa, jak olej, jak masaż dla ciała i duszy. We wspólnocie połączonej miłością do normalnego życia i miłością do prawdy wyższej. To jest blogosławieństwo, które potrafię rozpoznać. A ile wymiarów może mieć błogosławieństwo? Nie poznamy wszystkich, dopiero twarzą w twarz.
Wierzę, wiem, doświadczyłem jak we wspólnocie wzbogaca się życie człowieka. "Życia aż na wieki". Aż na wieki, czyli blogosławieństwo życia we wspólnocie rozciąga się na wszytkie pokolenia. Nawet zdjecie na blogspocie pokazuje usmiechnięte oblicza przodkow (pradziadek Aleksander, 1848-1919, ojciec, 1912-1982, Andrzej Król, 1870-1952) uradowanych, że stworzyli miejsce naszych spotkań.
Jako ojciec jestem szczęśliwy, wypełniłem jakąś cząstkę rodzicielskiego powołania. Buduję jakieś zręby wspólnoty, w której żyją, i żyć będą, moje dzieci. A teraz pozwól Panie odejsc swemu sludze w pokoju. Czy nie takie sa m.in. obowiązki rodzicow?

To musiałem napisać. Notatek mam jeszcze sporo, ale nie wiem, czy dzisiaj cos dopiszę.

Jest nowy obrazek do opisania: przyjechali ze szkoły, zaludniło sie w kuchni. Jedno gotuje jajka, drugie kroi cebulę, trzecie pieczarki, czwarte wyżera "żółty" ser. Cała garmażeria rodzinna. A ile zapachów!
Dołożę i to: w tv film o największym dziecku na świecie, Dżambiku, z jakijś rosyjskiej prowincji na Kaukazie. Zainteresowało mnie o tyle, o ile przypominało pewien aspekt zycia w Polsce. Przypadek Dżambika znany jest na świecie, było dużo szumu medialnego, pokazywali go w tv w Japonii, Czechach, Rosji. Matka zadowolona, dzięki temu lepiej się zyje całej rodzinie. Przypadkiem zainteresował się angielski lekarz. Jego diagnoza: chłopcu musiano dawać sterydy anaboliczne gdy miał 2-3 lata. Matka zaprzecza. Chce zrobić z syna (7 lat) sławnego sportowca w sumo i znaleźć mu sponsora. Chlopak chodzi w czapce i dresach z napisem Rossija. W rejonach, w których mieszkają, zywa jest wiara w czarną magię (przez którą, odszedł od niej drugi mąż, ojciec Dżambika) oraz w odwieczne czekanie na wojownika, który uosabia wszystkie ideały i marzenia ich ludu. Dżambik, jego matka i rodzina są zdeterminowani kulturowo. Osadzeni do szpiku kości w amalgamacie wierzeń, przesądów, realiów postkomunistycznego kraju. Trezba dorysować bloki z wielkiej płyty, zacofanie cywilizacyjne, działanie opieki medycznej, szkolnictwa. Lekarze też nie dopatrują się niczego złego, że chłopak w wieku 7 lat ma 102 kg, każą ćwiczyć i robić karierę zawodniczą. Prywatna klinika nie ryzykuje smialej diagnozy, wycofuje sie rakiem. Jakiś Anglik przyjeżdża i mówi, że zdrowie syna jest zagrożone, że serce nie pozwala na intensywne ćwiczenia, że musi obniżyć wagę.... Wszystko przeciwko kulturze tych ludzi. Bo jest to jakaś kultura. Dziedzictwo niedorozwoju (społecznego i...), spadek po ustroju i .... Odrzucaja rady obcego.
Zobaczyłem coś wiecej niz reportaż o najwiekszym dziecku na świecie. Zobaczyłem demaskatorski program "Dżambik a sprawa rosyjska". Czekam na podobny o nas, powiedzmy "Arek a sprawa polska" - o niewydolności całego panstwa, na przykladzie losów jednego ucznia. Też bedzie splątany obraz lokalności i państwowości (rodzina zastępcza i społeczność lokalna, samorządność, służba zdrowia, system oswiaty, wymiar sprawiedliwości i co jeszcze).
(Czwartek, 18.lutego. 2010)
***

Wiele osób, słysząc 'filozofia', przewraca oczami i robi dziwne miny. A ja myslę, ze homo sapiens sapiens to takie stworzenie, które mysli nawet nad procesem myślenia. Myśli nad własnym życiem i poznawaniem. Dlatego jest sapiens sapiens. Tak to sobie tłumaczę. I dopiero wtedy możliwa jest normalność w naszym życiu. Filozofia normalności. Zasypiałem z ta myślą. Skoro nie zapomniałem tzn. sukces i potwierdzenie, że coś w tym jest.
Jak rozumiem normalność? Szeroko. Widziec dobro, które nas otacza, przyjąć dobro, które jest darowane w kazdej chwili, pomnożyć je, a chocby tylko przekazać następnemu pokoleniu. Normalne jest urodzić się w kochającej rodzinie, normalne mieć marzenia, kochać, podejmować decyzje życiowe i ponosić za nie odpowiedzialność, rozeznac swoje miejsce (małżeństwo lub inne powołanie), normalne poznać jak najwięcej się da, w tym religijne tłumaczenie świata, święte księgi lub Księgę, normalnym czerpać z religii wielka pomoc i madrość, normalna jest śmierc. Co chcieć więcej? Wszystko gra. Resztę nie ja, bo "ja tam się kończe, gdzie mozność moja". Odrzucic normalność i wydziwiać, że filozofia be, że religia be... To co w koncu liczy sie i scala to moje jedno niepowtarzalne życie? Egoizm? Jesli ktoś umie poswiecić się dla innych całkowicie sam z siebie, bez filozofii i religii, to szacuneczek. Chapeau bas!! Ja dziękuję za religię, za Boga Jezusa Chrystusa, które mi dały wielką pomoc, wielką radość, madrość, bez której pewnie bym się zagubił.

Wczoraj nie dało rady nic opublikować. Nadrabiam. Daję to, co przygotowałem na spotkanie:
- "Biuletyn nr 2 - Dzień spotkania. Dzień ostatni? Bo ostatki? A może dzień pierwszy?
Spotkanie. Bałbym się bardziej, gdyby nie wczesniejsze doświadczenia. Przez przypadek otworzył mi się w komputerze dokument "To co najważniejsze", pisany w identycznej sytuacji, jak dziś, przed spotkaniem 3 Króli. Te same obawy i ten sam ratunek. Modlitwa z dziećmi i siedzenie przed komputerem (szukanie, sprawdzanie w Internecie, sporzadzanie planu i biuletynu). I zaufanie do żony. Grażyna sobie ze wszystkim poradzi. Podpowiedzi przychodzą z zewnątrz i z wewnątrz. Trzeba bacznie obserwować i mocno się wsłuchiwać. Dzielę się doświadczeniami, opisuję najdokładniej jak potrafię. Może komuś się przydadzą.
Skąd strach? Bo idziemy nową drogą. Ostatki stały się tylko okazją do zwołania (ecclesia), ale celem nie jest siedzenie przy stole i szczęk sztućców. Celem jest spotkanie. Rozmowa, bycie wspólne, wokół tego, co najważniejsze. Goście mogą nie mieć tego świadomości. Idziemy na Mt Everest, nie na Giewont, nie na Mt Blanc.

Po co medytować?
"(...) Zasadniczą korzyścią płynącą z medytacji jest fakt, że człowiek przez tę czynność fizycznie i psychicznie szybciej regeneruje się, przez co wzrasta wydajność jego pracy. Medytacja prowadzi do rozwoju głębi, bo rozwój i zatopienie się w głębi jest u każdego człowieka nieograniczone i powiększa się z każdym ćwiczeniem. (...)
Asceza i duchowość widzi w uwolnieniu człowieka z nieopanowanych pożądań pierwszy ważny krok do głębszej religijności i osobowego spotkania z Bogiem. Tylko przez rachunek sumienia nie doszedłby nigdy człowiek do takiego głębszego poznania siebie, jak to następuje przez medytację. (...)
Medytacja ułatwia pogłębienie treści wiary. Wielu chrześcijan nie żyje wiarą w ogóle, albo wystarczająco, i Bóg nie odgrywa w ich życiu zasadniczej roli. Przyjęcie więc prawd wiary do medytacji doprowadza do zbliżenia się do Chrystusa. Rozmyślanie ułatwia również wypełnienie wiary, prowadzi do jej rozwoju i realizacji w konkretnym życiu.
Także rozwój miłości znajduje w medytacji znaczne wsparcie. Medytacja jest źródłem wiary i miłości i jednocześnie miejscem ich najgłębszego wypełnienia oraz dojrzewania. Im więcej jest ona uprawiana, tym więcej staje się pełnią i doprowadza do pełni życia (por. J 10, 10). Medytacja mobilizuje spontaniczne siły twórcze człowieka. Właściwe siły twórcze człowieka leżą w jego podświadomości i nie pracują na rozkaz (Tilmann). Uaktywniają się najlepiej w stanie spoczynku i odprężenia przez wyłączenie własnego "ja". (...)
Przez medytowanie wzrasta wrażliwość człowieka. Przez ciszę wewnętrzną i ogólne odprężenie człowiek zaostrza swoje organy odbiorcze nawet na bardzo słabe podniety. (...)" Cytat z: ks. dr hab. Edward Walewander (prof. KUL, ur.1947), "Zjawisko medytacji w dzisiejszym świecie". Koniec biuletynu nr 2.

Plan spotkania:
1. Zebranie się (zawiązanie wspólnoty).
2. Historia spotkania i założenia:
- ks. Antoni po kolędzie i dawne gminne spotkania oświatowe
- decyzje biskupa: x.Andrzej tu, x.Fabian w Trawach, a kiedyś Legionowo
- 100-lecie MB Annopolskiej
- są księża, jest Rok Kapłański więc rozmowy duchowe powinny sie udac
- nieustanny bunt na sytuację, że życie krótkie, a tylu dobrych, mądrych ludzi żyje nieopodal i się nie zna
- muszę, taki nakaz wewnetrzny, takie było całe moje Zycie, mam 57 lat i nie mam co dalej czekać
- cierpię, że brak środowiska, w którym można by rozmawiać, o tym co najważniejsze
- książka Lois Bouyer, Wprowadzenie do zycia duchowego, była dla mnie wielkim odkryciem 30 lat temu
- trzeba czytać znaki
3. Wprowadzenie do części zasadniczej: czytanie wspolne psalmu 133, potem 2 zwrotki piosenki wg tegoz psalmu.
4. 5 minut ciszy
5. Refleksje po ciszy, (wokół psalmu 133, wspólnoty i życia duchowego” (każdy 2-3 min)

------

Fantastyczna przygoda dzięki Internetowi: zaproszenie na mecz siatkówki miedzy University of Cambridge i University of Glasgow. Kto jest w grupie przyjaciół na Facebooku, otrzymał, rozumie. Tworzymy miedzynarodową grupę kibicow, Kapaon obok Rejc Luka, Shunsuke Sakaguchi, Terence Yeung, Tolik, Carlos Celis, Peter Crkon, Campbell, Iain Leslie, Tilman Dingler. Kawałek świata jakiego chciałbym dla całego globu.
Potwierdzenie, że nauka informatyki w szkołach, to dzisiaj bardziej sprawa etyki, kultury, filozofii, niż technicznych umiejętności. Kto kocha, znajdzie drogę - tam gdzie skarb. Byle umiał kochać i znał prawdziwe wartości. Go! Go! Go! Glasgow, Strachowka, Lochow, Jadow and so on.
Niestety, ciągle wiele osób, zwłaszcza starszego pokolenia, widzi w Internecie raczej zagrożenie niż dar Pana Boga. A przecież nie chodzi o ilość i rodzaj urządzeń technicznych na tym świecie, a o wychowanie w kochającej rodzinie. Aby dobrze i odpowiedzialnie korzystać z samochodu, komputera itd. Religia ma kolosalne możliwości w tym zakresie. Ale nie jako religia nakazów i zakazów, ale religia radości, wolności, szczęścia, odpoczynku. Bycia w pełni człowiekiem-stworzeniem rozumnym podwójnie.

Środa Popielcowa. Początek Wielkiego Postu. Odczyniamy ten dzień, by pozbawić religie charakteru magicznego i nadać jej wymiar rozumny. Trudne zadanie. Młodzi nie rozumieja po co te całe halo. Dlatego zostałem w domu, żeby mogli pojechac do koscioła. Im bardzie potrzeba szansa na zastanowienie. Ja pilnuje stężenia CO. Olek i Marysia byli z klasą, z Milą. Na informatyce. W myśl tego, co wczesniej napisałem, to najbardziej potrzebne ćwiczenie, by korzystać mądrze z internetu. Miłość i wartości. Dziekuję, Emila!

Za dużo tego tekstu. Muszę ciąć. Jutro reszta. Ale zdjęcia i tekst psalmu 133 jeszcze dziś na blogspocie. W Osobnym swiecie.
(Środa, 17.lutego. 2010)
***

Dlaczego patrząc wstecz, czuję głównie wstyd i upokorzenie? Wieczne niedostatki. Ubóstwo? Chyba tak. Czyli zycie stałych ograniczeń. Żeby za grosze przezyc, pojechać, studiować. Zawsze "skazani" na pomoc. W Rodzinie Rodzin, parafii, poboznej pani u jezuitów, pana Stanisława w Paryżu, nawet Pomocy Społecznej. Chrzanić takie zycie.
Pewnie, że czucie ubóstwa uwarunkowane jest środowiskowo. Są ludzie w stokroć gorszej sytuacji w Polsce, nie mówiąc o Trzecim Świecie.
Jam pełen sprzeczności, za to samo zycie dziękuję. Za rodzine, w której przyszedłem na świat, w której zostałem wychowany, i za tą, którą z Grażyną zbudowalismy. Właśnie za to, że u-Boga. Człowiek pełen sprzeczności.
Dziwi kogoś, że za najpiekniejsze uważam jedność i tożsamość? Trwanie? Nie. Całe życie nie ma z kim o tym pogadać. Biadolę? Przed kim, i po co. Stwierdzam.

Trzeba widzieć wczoraj, dzisiaj i jutro. Kopanie w śniegu w ciemnym lesie i niepewność, ból gardła i gnatów, planowane ciekawe spotkanie. Pamieć (jedność) i tożsamość. Czy jednośc i tożsamość to - to samo? No nie. Tożsamość to świadomość jedności. A pamięć to zapis faktów (wewnętrznych i zewnetrznych) budujących i potwierdzających tożsamość.

Chłopaki odezwali sie na swoich blogach. Dzieje się. A to rodzina właśnie! Dalej, dalej ...

Cześć Kochanie, (post-walentynkowe)!!! - wpisałem w odpowiedzi do komentarza na blogspocie. I dalej "Doszło do tego, że tylko sami siebie komentujemy. Reszta, to jacyś analfabeci kulturowi. Niby cytaty, pisaty, komputerowaci - ale nikt ich nie nauczył dobrego wychowania. Ktore takoż na ulicy, jak i w internecie nakazuje grzecznościową wymianę zdań i ukłonów. Nie sądzisz? ;-)"
Późną nocą doszło do mnie, że jutro w szkole dzień dobrego wychowania. Wspomniałem w domu, upomniałem się, moze chiałem spytać 'a co z zasadami w internecie'? Też było spięcie.
A ja uwazam, że zasady zachowania w internetowej przestrzeni publicznej są dziś w kanonie dobrego wychowania. Tak jak w XIX i XX wieku: - "dzień dobry" wypowiedziane do osoby bardziej dystyngowanej wiekiem, kobiecością, rolą społeczną
- ustąpienie miejsca sarszym w środkach komunikacji itd.
Komputer bardziej stał sie miejscem spotkańia niż ulica, sklep, komunikacja publiczna. Dlatego dobre wychowanie manifestowane z jego pomocą bedzie bardziej odczuwalne niż gdzie indziej. O to kruszę kopię. Także w domu. Nie zgadzam się z poglądem, że "dobrze, dobrze, nie przeczę". To tylko podkreśla niezrozumienie. Nie "dobrze, dobrze", ale "o rany, masz rację, nie zastanawiałam(łem) się".
(Poniedziałek, 15.lutego. 2010)
***

Ciekawe jakie miejsce teoria jedności-tożsamości zajmuje w mojej filozofii i teologii.

"Wyzbyłem sie pragnien, siebie i lęków" - mówi anglikański pastor, Peter Owen Jones w filmie "Extreme Pilgrim". Autor podróżuje po Indiach. Pragnie poznać sadhu, ludzi, którzy stali się duchowymi łącznikami między bogami i ludzkością. Sadhu osiągnęli wiedzę dzięki cierpieniom i wyrzeczeniom. Duchowa tradycja, z której się wywodzą, liczy 3,5 tys. lat.
Lubię duchowych podróżników. Prawdziwych poszukiwaczy. Peter w nastepnym odcinku pojedzie do egipskich pustelników.

Saddhu - to dla hinduistów świątobliwy mąż. Gdzie się zatrzymuje, przychodzą doń mieszkańcy po błogosławieństwo. Przywódca wioski mówi, że ma to wielkie znaczenie dla wszystkich: "dzieci są grzeczniejsze, chętniej się uczą, ludzie sa spokojniejsi, chętniej wykonują swoją pracę, wioska jest posprzątana, rozmawiamy o Bogu. Nie wiemy jak objawia się nam Bog, może w postaci saddhu?".
Peter Jones odnajduje chwilami "stan jedności wszystkiego" - której mistrz kazał mu szukać. My w modlitwie, też czasem, choc troche wyzbywamy się siebie. Bogu dzięki. A Ewangelia mówi "zaprzyj się samego siebie".

Widzieć sens to święto bycia czlowiekiem. Miliony widziały przede mna, dzisiaj ja, miliony po mnie. Sens najwazniejszy i to, że mogę go widzieć, miec w nim udział. Nie mógłbym wymyśleć dla siebie większego sensu zycia i smierci. Byłbym nieskończonym głupcem, gdybym chciał jakiejś innej nieśmiertelności, jednostkowej, dla siebie. Wtedy dopiero osiągnąłbym całkowitą samotność, inność, od wszytkich. Nie chce poprawiać Stworcy. Dzielę los, i zdefiniowaną przez Jezusa niesmiertelnośc. Uniwersalną, dla wszystkich. Cieszę się. Amen.

Piekna była chwila, w której Simon Amman, po zwycięstwie na olimpiadzie, trwał w przyklęku, z pochyloną głowa. A Adam Małysz przyznał sie do łez i do Radia Maryja. Sport i normalność! Sobość.
Dopiszę do tego akapitu, że dzisiaj wspominamy patronów Europy, Cyryla i Metodego. Ja zaś miałem rekordowa temperaturę w domu, +10C. Po co dla siebie palić w piecu? Ale już po 14.00 rozpalilem, żeby było na ich przyjazd. Tylko dla innych chce się żyć i coś robić. Ale bez samotności nie da się nic zrozumieć. Wejść w siebie. Odkrył to w filmie pastor Peter Owen Jones. Jemu umozliwiły to dopiero podnóża (piękne słowo) Himalajów.

Śnieg pada, pada, pada. Zapada nas. 1.5 godziny kopałem się, żeby przejechać od garażu do drogi za lasem (400m). Z powrotem krócej: bo jedna osoba za kierownica, a cztery pchały z tyłu. Tzn. raz do przodu, raz do tyłu (na bujanego), a pośrodku dwie lopaty w ruch i ubijanie przez deptaczy. Cholera! Mamy dość. Dwa ibupromy nie chca rozpędzic nerwobulu. Co będzie jutro?
(Niedziela, 14.lutego. 2010)
***

Rzucę sobie, ot tak, lekko, ciężkawą refleksję. Gmina, państwo, kościół mnie już nie potrzebuje. Czytelnicy?? Natężam ucho ciekawie. Nikt nie woła. Znikajmy.
Dlatego wyższość USA widziałem w tym, że nawet bezdomny Murzyn, lub Biały, z dolarem w kieszeni, albo bez, szedł pogwizdując ulicą. Ot taki, całkowicie mój, subiektywny, obrazek.
Przyznaję, bym tak nie umiał. Potrafię za to, z czułością niemal, oglądać kartonową mapkę FRANCE ADMINISTRATIVE, na okładce starego kalendarza. Zaznaczyłem na niej, 30 lat temu, trasy moich autostopów. Na czerwono z roku 1979, na niebiesko z 1980. Geograficzny aspekt nie jest najważniejszy. Egzystencjalny, tak. Dla polskiej wspolnoty narodowej, zorganizowanej w struktury gminy, panstwa, kościoła, nie mają zdaje się znaczenia. Mapkę bym oprawił, bardziej niz moja podobiznę, i powiesił obok przodków.

Co mówi pewne zdarzenie sprzed lat? Krotkie wymiany zdań z Krzyśkiem, kolegą z podstawówki i Rodziny Rodzin, który dzisiaj pracuje na jakimś amerykańskim uniwersytecie. Bylo to przed Dworcem Gdańskim, byłem studentem Politechniki. Czekając na pociąg do Legionowa, siedziałem, połleżąc na betonowym siedzisku wystającym ze ściany budynku. Mróżąc oczy w świetle zachodzącego śłońca, patrzyłem przed siebie. "Co robisz?". "Kontempluję chwilę." "A co to znaczy" - żachnął się prawie. To wspomnienie podstawowe. Dwa inne, lekko podobne. Pierwsze - Całe zycie jestem zawzietym kibicem. Był koniec lata. Kończyla się jakaś Olimpiada. Leżałem na pustej plaży w Zegrzu. Żal, że skończa sie emocje sportowe? Miałem na to receptę. Przecież medytować mozna zawsze, a nawet tymbardziej. Druga - Zakończenie obozu z Madejem na "Żabim Rogu", nad Jeziorakiem. Madej najzwyczajniej w świecie mówi mi "powiedz kazanie na ostatniej mszy polowej". Mówię z natchnienia swojej ostatniej lektury, świętej Teresy z Avila, ktorą czytałem u Kamedułów". Smutek pożegnań? Że coś się konczy? Skądże, wszystko może być nam dane, nam dostępne, w każdej chwili. Podziękuj za te chwilę, wejdź w nią, pozwól się prowadzić, trwaj. I tak a' propos' świeta Teresa obiecuje świetość każdemu, kto przeznaczy codziennie 15 minut na modlitwę myślną. Homo sapiens sapiens (homo sapiensieX2) - pomyśl codziennie, o tym, co najwazniejsze. Używając odpowiedniej części mózgu oczywiście. Czemu modlitwa miałaby przeczyć neurofizjologii. Jesteśmy ciałem uduchowionym itd. Z anatomią, fizjologią, seksualnością....

To także dzieki temu niepowtarzalnemu bytowaniu czlowieka, zawsze jestem, i już zawsze będę, blisko was, niezaleznie gdzie jestem, i gdzie wy jestescie. Na wieki wieków. A cóż dopiero, gdy zjednoczę/czymy się z istnieniem! A i tu, na tej ziemi, internet także zasłużył na teologię.
W Łączniku ukazaly sie oba teksty: mój i Jaśka. Pisane niezaleznie, i Jaśka nie na zamówienie przecież, a dopelniaja się. "Zmiana pokoleń i katecheta w Internecie" - mój, "Barani żołądek i poezja" - Jaśka. Mogła by być nawet kaszanka i poezja.

Dziś moge dysponować sobą, a jeszcze bardziej swoim czasem na dłuższym odcinku. Nic i nikt na mnie nie wplywa i nie ogranicza. Włączyłem "Podwójne życie Weroniki". Na codzień to niemozliwe i nie miało by ani sensu, ani szans powodzenia. Bardzo lubie ten film. Lazarz mi go przegrał. Też polubił, zwłaszcza muzykę Preisnera.
Film jest nieśpieszny, tajemniczy. Bohaterka ma poczucie, że nie jest sama na świecie i czasami patrzy na niego przez szklaną kulkę.
Udziela mi sie nastrój poszukiwania szklanej, czarodziejskiej kuli, kamienia filozoficznego. Czasem wzruszenie, smutek. Ale dobry smutek, bo juz znalazłem. Dla mnie Francja też była bardzo wazna. Odegrała istotna rolę. Niepojęte. Zasada jedności ma tutaj zastosowanie. Bez niej cale życie staje się niezrozumiałe.

Kochani , kochani, kochani - jesteście na www.dziekuje.pl. Dziękuje za was, dziękuje za nas. Kocham Cię, zono, kocham was, siódemko. To moja Walentynka. Uczmy się kochać (ludzi), uczmy się dziękować. Napełniajmy ziemię i niebiosa dziękczynieniem. Piszmy wspólnie teologię internetu i w internecie.
(Sobota, 13.lutego. 2010)
***

Samopoczucie takie sobie. Tak, samo z siebie i ze słów współmałżonki. Mozna powiedzieć "mroczki" przed oczami. I brak szansy na sukces. Ale kiedym sam .... rozciąga się przede mna wspaniała perspektywa metafizyczna. Tu nic się, na szczęście, nie zmienia. Jest to, co bylo, co przezylem. Jako ja-jednostka, i jako ja-rodzic. To mój skarb.

Czasem, gdy klęczę w kuchni przy rozpalaniu pieca, dzieci przechodzą nade mna. Trzeba pokazać byt w różnych pozycjach i konstelacjach. Najwyższą formą bytu jest duch ucielesniony, cialo uduchowione.

Grażyna uważa, że się zwolniłem ze wszystkiego. I co mam na to odpowiedzieć? Bez oodpowiedzi. Dobrze, że pojechała do Łochowa. Telefonicznie strasznie trudno ją złapać. Ale zamęt sumienia wróci.
Pierwszy raz byłem w podobnej sytuacji, gdy rzucilem Politechnikę. Mało komfortowa. Co, jakie wydarzenia, jakie fakty, zmienią ten stan? Niezależnie, jak jesteśmy niecierpliwi, przyjdą. To, co jest, jest zawsze ważniejsze niż to, co tylko mogłoby byc. Niepomiernie wazniejsze. o całą realność.
Profesor Tadeusz Gogacz, którego wspólnie sluchaliśmy na początku naszego małżeństwa na konferencji w Niepokalanowie, głosił zasadę, że ojciec ma wnosic wartości w dom, a żona ich strzec. Ale inna prawda mowi, że niedobrze, jeśli ojciec nie jest w stanie utrzymac rodziny, a nawet wnieść co nieco wiecej do budzetu rodzinnego. Nie jest dobrze, bez dwóch zdan. Taki jest tez porządek biblijny. Parytety nie przyniosa nic dobrego.

To, co osiągneliśmy w sinusoidalnej (górki, dołki) historii małżeństwa i rodzinie, czyli w "zyciu", jest niepojętym cudem. Bez pieniędzy, rodzinnego klanu, środowiskowych pleców!!! Cud! Amen. O co mam więc się martwić?
W rodzinie wielodzietnej mamy życie, i mamy je w obfitości. Żadnemu dziecku nie życzę bogactwa, kariery, sławy - jeśli miałaby byc kosztem rodziny. Życze rodzin wielodzietnych, albo służby dla wyższych celow (piekno, dobro, prawda w stopniu najwyższym). Broń Boże (biada), od przecietnego uganianiia sie za wygodą, stanem posiadania wzorowanym na znajomych i sąsiadach. Szkoda życia. Jedynego, niepowtarzalnego. Żyjemy nie z Rynku i nie dla Rynku. Dla wieczności. Chyba, że ktoś narzuci sobie samemu takie straszne samoograniczenia. W imię swojego wąsko rozumianego racjonalizmu. A racjonalizm powinien być na naszą miarę - nieograniczony. Najlepiej jeśli nieodłączny od innej części naszego mózgu, który domaga sie wiary. Chodzi o pełnię. Pełnię!
Życie w transcendencji? Na wieczność. Życie/wegetacja na Rynku? Dziękuję, wystarczy.

Ze strony Tezeusza: „… współczesny język religijny, oprócz solidnej podbudowy teologicznej, musi w swej zewnętrznej formie opierać się na komunikacji, która skupia się na obrazie, intuicji i afektywności. Aby był dostępny i zrozumiały, powinien również wychodzić od "dolin" i bezdroży konkretnej, ludzkiej egzystencji, by następnie wznieść się ku wyżynom boskich tajemnic”

Dzisiaj, podobnie jak R.Sobiesiak, o państwie i urzędnikach mówiła, na innej komisji śledczej, siostra Krzysztofa Olewnika. I pyta retorycznie, 'To jest Polska'? W tej komisji wszyscy poslowie przyznają, że trzeba obnażyc błędy państwa, wszyscy odnoszą się z szacunkiem i akceptacją do Danuty, siostry Krzysztofa. To dlaczego sie czepiają R. Sobiesiaka. To, że reprezentuje dyskusyjny, choć legalny biznes. To, że uraził dziennikarzy, polityków, nie przekreśla prawdy, która powiedzial i która podziela mase ludzi, których cenię. Hipokryzja świata publicznego ma sie dobrze i nic nią nie zachwieje. Po za tym widać pozostalości spoleczeństwa zindoktrynowanego w poprzednim ustroju. Wobec ludzi bogatych przyjmuje sie postawę lizydupstwa, lub wykazuje sie urzędniczą (zakompleksiałą) przewagę władzy.

Pustka w domu. Jasiek w Glasgow, Zosia w Łochowie, Łazarz w Warszawie, Hela u Ali w Strachówce. Na modlitwie wieczornej cicho, ciemno, metafizycznie. Cóz to jest trójka (grzecznych) dzieci!
(Piątek, 12.lutego. 2010)
***

Nareszcie się otworzył komputer. Czekałem całą wieczność. Nareszcie mam żywą klawiature pod palcami. Doniosłem. Nie mozna chwytać zbyt wiele idei naraz, bo sie poplączą i zgubią. Raczej trzymac sie jednej objawionej mysli. "Co dana chwila/moment nadarzy" - wiozłem od Strachówki. Uciekałem przed wrogiem, który chciał mi ją zabrać, podrzucajac zbyt liczne asocjacje.

Gdy sesja nadawczo-odbiorcza sie zaczyna - "donieść, zapisać" - staje sie nakazem. Nic innego wtedy nie da sie robic. Chce być w domu jak najszybciej. Zadrapana egzystencja, jak zbity pies, szuka ukrycia? A może raczej - dom myśli, pamięta za mnie i dopowiada.

"Co dana chwila nadarzy" - wiele tłumaczy. Zostało zapisane w Annopolu, w tym domu, 90 lat temu, gdy nikt mnie jeszcze nie wymodlił. Dziadek Władysław - którego poznać nie mogłem - Kapaon. Zmarł w 1952. Tłumaczy moją naturę. Że chwila tyle znaczy.

Ale wcześniej przyszła - myśl? Nie, coś innego, wewnętrzniejszego nawet w stosunku do mnie samego. Tzn. do podmiotu myslenia. Dane było coś, co w myśl się ubrało "że niesie nas los, nie daj się z nim rozdzielić". Przyszło, kiedy leżałem jeszcze w łóżku, z tym sie prawie obudziłem. Leżę i czuję, że jestem zjednoczony ze swoim losem. Ze swoim - i ponad swoim - sensem. Który mnie niesie przez życie na ziemi. Rozdzielenie jest dramatem. Ten sens jest pojeciowo bliski jedności, o której juz pisałem. Mozna go doświadczyć całym sobą (leżę jeszcze w łóżku!). To sie doświadcza, to się odslania czasem. Kawałek po kawałku, po kawaleńku nawet.
Cały czas coś nami gra. Jak na harfie. Jak Karłowicza poemat muzyczny "Odwieczne piesni". Delikatnie, jak mgła tajemniczej egzystencji, którą jeśteśmy. Cali. Ciało uduchowione, duch ucieleśniony.

Tu, w tym momencie, przyklad wariacji daje mój komputer. Wciskam klawisz 'z' wyskakuje 'y', i na odwrót. Tam gdzie cytat jest 'ę', a z caps lockiem 'ą'. Ki czort? Muszę zresetować.

O Jednosci w życiu człowieka. Powinien powstać taki traktat. Niczym "O odpowiedzialnosci" Romana Ingardena (a może nawet jak 'Spór o ...').
Żaden element tego swiata nie może dac mi gwarancji jedności. Metafizycznej, ontologicznej, psychologicznej, fizjologicznej, anatomicznej, itd. Tylko Bog jest taka realnościa. Może się komuś nie podobać Jego wszechwładza, ale to jego problem. Dla kogos 'jednosć' a raczej Jedność, własna, nie Boża, a jednak pisana z dużej litery, może nie być pierwszą potrzebą. Wielu wystarcza własna wielość. Wieloraka, nie tylko wielość zdań, poglądów, żon, mężów, rodzin itd. Ja potrzebuję Jedności jak zbawienia. Jedynym jej źródłem i gwarantem, jakiego poznałem (spotkałem) w życiu, jest Bóg Jezusa Chrystusa (inaczej Bóg Biblii). Amen.

O jedności pomyslałem na takiej drodze:
- W samochodzie, wracając ze Strachówki. W polowie drogi, w lesie przed Grudziami. "Co dana chwila nadarzy" napisał dziadek. Mnie 'chwila' bliska, więc jakimś cudem sie przypoomniało. Ale z kolei, inne przypomnienie, pokazało mnie przed imprezą u Izy, koleżanki z naszej, bombowej klasy licealnej. Tak sie wtedy nie nazywalo. Nazywało się zwyczajnie: imieniny, urodziny. To akurat mogła byc 18-stka. Zawsze mnie pytali dwa razy "czy przyjdziesz" i "badź napewno". A ja przecież nie moglem tak latwo odpowiedzieć "tak będę". Bo co mogę wiedzieć o zdarzeniach przyszłych? A slowo, które daję musi być niezłomne. Niewzruszone. Niewzruszona jedność słowa i czynu. Jest potrzeba jedności? Jak ulał.
Słowo, które jest związane z moją Jednością, ma wielką siłę sprawczą. Ma udział w dziele tworzenia. Inne nie. Tylko Słowo, które wychodzi z Jedności. Nawet takiej, jak nasza ludzka. Przynajmniej nam dostępna, możliwa. Bo niewielu ją szanuje, jej pożąda. Większość, niestety, słowa zmienia jak rekawiczki. Slowa, poglądy, nawet przyrzeczenia - czysta schizofrenia, ktora jest dziwnie rozpanoszona i, o dziwo, tolerowana.
Taki byłem i mniej więcej jestem. Widać, mam coś po nieznanym dziadku. Co? No, tę filozofię chwili. Być w zgodzie z tym, co dana chwila nadarzy. Zobaczyć, odczytać, zachowac się adekwatnie. Nie ja jestem panem i wladca chwili i życia. Jest Coś/Ktoś większy. Więc ta nasza, moja i dziadkowa, filozofia jest bardziej filozoficzna niż myślałem. Jest prawdziwościowa, jak pisał o. Albert Krąpiec. Jest pewną egzemplifikacja "Adequatio rei et intelectus". A a' propos Krąpca, wielkiego dominikanina z KUL-u: jego książkę "Ja- człowiek", podczas studiów nie nazywaliśmy inaczej jak "Ja-Krąpiec".
Ja-Józef K (od czasu lektury Franza Kafki). Wszystko ma jakiś rodowód i reminiscencje/asocjacje.

Nie jest to to, co mogłoby być, gdybym spał, chodził i jeździł z klawiatura. Mieć niebo przed oczami i klawiaturę pod palcami. Ale jest jakoś wokół tego. Mniej więcej to. Napewno zaś z tego. Co dziś rano przyszło i się objawiło. Amen.

Ciekawe, że R.Sobiesiak tak jedzie na państwo i urzędników, jak ja bym to robil przed jakąś komisją ds afery oświatowej, bo tak bedę nazywał to, co robi kolejna władza ze szkołami. Paradoks: Sobiesiak jest moim rzecznikiem! Powiedział to w Sejmie za mnie. Inne sobie-siakowe poglądy nie muszą mi się podobac. Dziwnie wyglądało jego wymigiwanie się od odpowiedzi, ale co ja tam wiem o świadkowaniu na komisjach sledczych i o obronie dóbr osobistych.

"Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych apeluje o degradację generała Wojciecha Jaruzelskiego". Popieram! Jako polityk, marksista-leninista, niech dalej tłumaczy swoje racje i powody (także grup cywilno-wojskowych przeszkadzających w obchodach 1966, 1000-lecia Chrztu Polski, 1000-lecia polskiej państwowości).

Wczoraj przewaga cytatów, dzisiaj własne spekulacje wokół pewnego doświadczenia. Ważne, i mam nadzieję, że to docenicie, że główne odkrycia mojej filozofii życiowej, mają charakter empiryczny (doświadczalny). I to w sposób pełny, całym sobą tzn. ciałem uduchowionym i duchem ucieleśnionym. Jan Paweł II otworzył mi oczy na ten aspekt bytowania i poznawania. Baaaardzo ciekawą, bardzo obiecującą, bardzo nową, bardzo niezbadaną. Intrygująca to dziedzina. Pewnie coś moga powiedzieć doświadczenia mistyków. Wiąże się napewno z ciałem uwielbionym Jezusa po Zmartwychwstaniu i obietnicą dla nas. No i stare, uduchowione ciało samego Jana Pawła II w ostatnim okresie życia.

Henryka Czyż ma 83 lata. Robi swetry na drutach dla potrzebujących, małych i duzych. Współpracowała z wieloma organizacjami charytatywnymi. Teraz oddaje je Caritasowi, który zaopatruje ją we włóczkę. W zeszłym roku zrobiła ich ponad 600 (plus 77 kapciuszków dla maluchów). Można byc szczęśliwym. Nie potrzebna kasa i kariera. Wystarczy wiara, nadzieja i miłość.

"Sub species aeternitas" - patrzeć na wszystko z punktu widzenia wieczności, nie rynku. Mówię też z punktu widzenia ostateczności, Jedności, nieskończoności. Tak to sobie nazywam. Jedność zaczyna odgrywać kluczową rolę. Logika, filozofia, teologia i zwykłe doświadczenie życiowe przekonują o jej wyjątkowym znaczeniu we Wszechświecie i w naszym życiu.

Zdążyłem wkleić zdjęcia strachowskich narciarzy, które Grazyna przywiozła z dzisiejszej wyprawy.
(Czwartek, 11.lutego. 2010)
***

Znam zakład Pascala. Sam powiem tak: żyłem dość długo, to i owo poznałem , przemyślałem, doświadczyłem. Nic nie przewyższa piękna i prawdy biblijnej rodziny. Jest dla wszystkich. Wymaga decyzji osobistych i odpowiedzialności. Myślenia wartościami osobowymi, a nie organami płciowymi i kontem bankowym. Wystarczy. To jest rzeczywistość uszczęśliwiająca. Świat nie wymyslił, i nie wymysli, nic lepszego. Czegóż miałbym chcieć więcej?

Niedojrzałość naszego państwa mnie wkurza. Niedojrzałość podtrzymywana świadomie. M.in. przez brak prawdy o istocie zmian, jakie w Polsce nastąpiły. Nasze władze, pochodzące w tym czasie ze wszystkich partii, wykorzystują obowiązujący w świecie brak spójnej koncepcji człowieka. Chowają sie za ta kurtyna.
Czy możecie powiedzieć kim jest człowiek, któremu rządy próbują ułożyć życie? Kim jest czlowiek, dla którego planuje się szkoły, przedszkola, uniwersytety, tzw. politykę rodzinną, zdrowotną, rynek pracy?
Paradoksalnie, poprzedni ustrój chwalił się wprost swoją koncepcją człowieka. Głosił, ba, narzucał jako prawdę wiary, że jest ostatecznym stadium ludzkiej wiedzy. Wszystko pieczętowal swoim mianem: humanizm socjalistyczny, demokracja socjalistyczna, ojczyzna socjalistyczna, człowiek socjalistyczny itp. Nieliczni próbowali się oprzeć. Niewielu sie udalo.
M.in. ks. prof Tischner, którego "Polski kształt dialogu" czytałem w wersji powielaczowej, poszukiwał języka, który ukazałby fałsz filozofii marksistowskiej, wynikający z jej dogmatyzmu, z przekonania, że wszystkie istotne procesy społeczne są wynikiem „walki klas”.

UWAGA!!! Bedzie duzo cytatow. Nie wszytkie dokumentuję (np. Jana Marii Jackowskiego omawiajacego książkę dr Ryby w Naszym Dzienniku). Odwagi! I wyrozumiałości!

"Komunistyczne władze w Polsce nasiliły akcję nauczania filozofii marksistowskiej na wszystkich szczeblach szkół - wyższych oraz średnich - z zamiarem wprowadzenia w miejsce światopoglądu chrześcijańskiego ideologii materialistycznej. Tej "polityce oświatowej" dał wyraz A. Schaff w 1950 r.: "(...) warunkiem całkowitego ideologicznego zwycięstwa światopoglądu marksistowsko-leninowskiego w Polsce jest, między innymi, przezwyciężenie wpływów ideologicznych obcych klasowo kierunków filozoficznych". Ja też musiałem zaliczać marksistowską filozofię i ekonomię na Politechnice (1972-74). Symbolicznego znaczenia nabiera fakt "usunięcia z uniwersytetów najwybitniejszych profesorów filozofii, m.in. W. Tatarkiewicza, R. Ingardena, T. Czeżowskiego, I. Dąmbską". Szukajacych prawdy usunięto z polskiego rozumu i polskiego myslenia. Wprowadzono implant. Chip komunizmu w naszych umyslach. Kto z nas już go usunął i jak?
Warto w tym kontekście znać liczby: na początku lat 50-tych 'Dzieła wybrane' Marksa i Engelsa wydano w nakładzie ponad 200.000 egz., Lenina 'Materializm i empiriokrytycyzm' 275.000 egz., Stalina 'O materializmie dialektycznym i historycznym' ponad 300.000 egz., a 'Krótki kurs historii WKP(b)(Partii Rosyjskich Bolszewikow)' został wydany w nakładzie 1.300.000 egzemplarzy.
Marksizm narzucony szkołom i społeczeństwu miał być filozofią, która zmienia oraz zbawia świat i człowieka. Wszystkie inne filozofie, a zwłaszcza tomizm, zostały ogłoszone jako "opium dla ludu" i najgroźniejszy wróg socjalizmu. Bo "nasza" filozofia nie miała zmieniać świata, ale prowadzić do jego poznania i rozumienia, w tym zaś szczególnie do poznania człowieka i jego działania.

Przeciwko nawałnicy armii (ex: gen.W.Jaruzelski) zniewolonych umysłów protestowal mój późniejszy mistrz, ks. prof. Kazimierz Kłósak "W związku z odmawianiem filozofii chrześcijańskiej cech naukowości, składam jako profesor i prodziekan Wydziału Filozofii Chrześcijańskiej Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, stanowczy protest przeciw językowi, jakim Henryk Holland, a zwłaszcza Leszek Kołakowski odzywają się o przedstawicielach wymienionej filozofii, czy o niej samej - przeciw językowi niewybrednemu, bezceremonialnemu, obelżywemu i przesyconemu uczuciem pogardy, w którym przewijają się wyrażenia: 'filozoficzny ciemnogród', 'obskurantyzm katolicki', 'czarna armia obskurantyzmu i reakcji', 'filozofia jawnie religiancka', 'klechostwo' - przeciw temu językowi, w którym znajdujemy nawet takie twierdzenie, że 'tomizm jest b e z p o ś r e d n i m obrońcą najciemniejszego obskurantyzmu, b e z p o ś r e d n i m apologetą wszelkiego umysłowego zacofania i narzędziem b e z p o ś r e d n i e j walki najwsteczniejszych społecznych sił z ideologią ruchu rewolucyjnego' (Kołakowski), że sensem filozofii tomistycznej 'są metafizyczne racje, które mają skłonić do posłuchu dla nadprzyrodzonej społeczności, dla agentury imperializmu, przedstawionej jako corpus mysticum' (tenże). Można krytykować nas rzeczowo, ale nie można nas obrażać"
Jestem dumny ze swoich nauczycieli. Jestem dumny, że mogę się nazywać ich uczniem.

Ks. prof. Józef Tischner potrafił przedstawiać bardzo ważne problemy okresu przełomu. Posługiwał się Odmiennym, niż obowiązujący marksizm, punktem widzenia. Była nim fenomenologia głoszona przez R. Ingardena, ucznia E. Husserla. Ks. J. Tischner był uczestnikiem seminarium R. Ingardena, który był także promotorem jego pracy doktorskiej.... Jego rozważania miały zawsze aktualny wydźwięk. Potrafił filozofować o współczesności i podejmować aktualne problemy, takie jak wolność, prawda, dobro. Poruszał także problemy związane z filozofią wychowania. "J. Tischner uważał, że za każdą teorią wychowania i praktyką wychowawczą stoi jakaś koncepcja człowieka, która stwierdza, jaki człowiek jest oraz to, jaki być powinien. W ten sposób określa ona rzeczywistość stanowiącą przedmiot zabiegów wychowawczych oraz ideał wychowania. Widać więc w tym powiązanie antropologii filozoficznej z wizją edukacji. J. Tischner ujmuje człowieka w sposób dynamiczny, jako osobę w ciągłym rozwoju, tworzącą się, realizującą odsłaniające się przed nią wartości. Człowieczeństwo w człowieku rodzi się z dobra, dlatego wychowanie powinno być wspieraniem wychowanka w jego doświadczeniu dobra i innych kardynalnych wartości.
Na pytanie jak wychowywać, by budzić człowieka w człowieku, by pracować nad ludzką nadzieją, która pozwala wybierać człowiekowi dobro, J. Tischner odpowiada, że są dwa sposoby. Z jednej strony wychowanie jest procesem o charakterze intelektualnym, poznawczym, gdzie człowiek rozwija się przez konfrontację z zastaną rzeczywistością, która prowokuje, pobudza do myślenia, do poznawania. Z drugiej strony wychowanie jest doświadczeniem samego siebie, to droga do wewnątrz, spotkanie z samym sobą poprzez drugiego, odkrycie sfery aksjologicznej. Ta sfera powoduje, że człowiek staje się człowiekiem nie tylko poprzez myślenie, ale również przez wartość, jaką jest wolność."

"Książka historyka dr. Mieczysława Ryby "Szkoła w okowach ideologii" pokazuje ideologizację polskiej szkoły m.in. w latach 1944-1956, w których edukacja dzieci i młodzieży miała być całkowicie podporządkowana totalitarnemu systemowi. Autor sięga głębiej, aż po przejawy lewicowości w oświacie przedwojejnnej.Cytowany przez niego ks. abp Ignacy Tokarczuk - który pobierał nauki w latach 30-tych XX wieku - wspominał: "Co prawda młodzież wyznania rzymskokatolickiego uczęszczała obowiązkowo na Mszę św. w niedziele i święta, dwa razy w roku do spowiedzi, modliła się przed i po lekcjach, krzyże i obrazy religijne wisiały w klasach, profesorowie asystowali przy praktykach religijnych, ale cóż z tego? Skoro przez 7 lat mojego pobytu w gimnazjum nie widziałem żadnego, dosłownie żadnego!, Profesora przystępującego do sakramentów świętych..... A w pielgrzymce na Jasną Górę w 1937 roku wzięło udział 26 tys. nauczycieli, w większości członków ZNP, którzy odrzucili sugestie Związku, by w pielgrzymce nie uczestniczyć. Jednakże lewicowe tradycje i istnienie grupy posiadających duże wpływy działaczy komunizujących ułatwiło po II wojnie światowej indoktrynację środowiska nauczycielskiego i komunistyczną ideologizację polskiej szkoły".

W drugiej części książki autor omawia metody i sposób działania obozu komunistycznego wobec nauczycieli i szkoły w latach 1944-1947. W tym czasie komuniści taktycznie działali zgodnie z zasadą: jeśli jestem słaby, powołuję się na wolność, bo to wasza zasada, kiedy jestem silny, zabieram wam wolność, bo to moja zasada. Działali stopniowo i systematycznie, by przejąć pełnię władzy w Polsce, również w obszarze oświaty i wychowania. Nauczyciele, według komunistów, mieli spełniać niezwykle istotną rolę propagatorów nowej ideologii i nowego systemu. Dlatego przygotowywali sobie przedpole, które miało uczynić z nauczycieli i ze szkoły instrument systemu totalitarnego.
Część trzecia jest zatytułowana "Religia komunizmu". Autor dokonuje analizy propagandy komunistycznej w sferze edukacji w latach 1948-1956, a więc w najbardziej ponurym okresie PRL. Cytuje wybitnego filozofa (i rektora KUL) o. prof. Mieczysława Krąpca: "Strona katolicka była i jest dziedzicem dwutysiącletniej tradycji naukowej, teologicznej, filozoficznej, artystycznej, słowem - tradycji kultury chrześcijańskiej. W kulturze tej żywo odróżniano dziedzinę wiary od nauki, filozofii od ideologii, a nawet teologii i światopoglądu. Każda z tych dziedzin jest w miarę możliwości dosyć dokładnie określona i ma charakterystyczne, wyróżniające ją cechy. Natomiast po stronie marksistów takich rozróżnień nie ma. Wszystko bowiem sprowadza się do ideologii, która ma stanowić teoretyczne usprawiedliwienie praktycznych postanowień aparatu władzy. Marksistowska filozofia i ideologia nie mają na celu prawdziwościowego wyjaśniania świata, ale jedynie (zasadniczo) przemianę istniejących w świecie stosunków, tak, by były one zgodne z zamierzeniami władzy".

Istota sporu nie sprowadzała się tylko do polityki. Ideologia marksistowska zawładnęła wszystkimi obszarami ludzkiej aktywności. Stanowiła uzasadnienie dla czegoś w rodzaju sekty polityczno-religijnej. Przedmiotem kultu był "materialistyczny światopogląd naukowy", były dogmaty, była doktryna, byli też "kapłani" (funkcjonariusze partyjni), byli "ministranci" (aktywiści Związku Młodzieży Polskiej). Musiały być odpowiednie zideologizowane podręczniki i materiały dydaktyczne. W szkole mieli pracować nie tyle fachowcy, ale "katecheci komunizmu", którzy sami wierzyli w słuszność "religii komunizmu". Celem wychowania w duchu komunistycznym było wychowanie w kolektywie i przez kolektyw. Oczywiście bez Boga. Religia chrześcijańska stanowiła "opium dla ludu", a ateizm - powtarzano za Marksem - to zniesienie Boga i stawanie się humanizmu teoretycznego. Mieczysław Ryba przytacza przemówienie Bolesława Bieruta, który do młodych nauczycieli mówił: "Od was zależy, aby jak najszybciej wykorzenić z psychiki ludzkiej osad średniowiecznych przesądów. Jest waszym szlachetnym powołaniem kształtować duszę dziecka, zaszczepić w niej zasady socjalistycznej moralności i poświęcenia dla klasy robotniczej".

Chodziło zatem o rząd dusz i stworzenie nowego człowieka, człowieka o światopoglądzie materialistycznym. Człowieka pozbawionego tożsamości kulturowej, narodowej, religijnej, który byłby trybikiem w gigantycznej maszynerii totalnego państwa, którego celem było dokonanie rewolucji na całym świecie."

W czasach PRL-u marksizm miał rangę oficjalnej doktryny państwa. Marksizm-leninizm. Trzeba wiedzieć - i uczyć następne pokolenia - czym jest ta doktryna. Ta wszechmocna ideologia w PRL, w czasach dzieciństwa i młodości rodziców naszych uczniow i wielu z nas. Jan Pawel II w książce "Pamięć i tożsamość" napisał, że "W ciągu wielu lat refleksji zrodziło się we mnie przeświadczenie, że ideologie zła są głęboko zakorzenione w dziejach europejskiej myśli filozoficznej. (...). Kryzys tradycji chrześcijańskiej w Rosji na początku XX wieku wybuchł z wielką gwałtownością w postaci radykalnie ateistycznej rewolucji marksistowskiej"
Jak mozna dzisiaj uczyć historii i wiedzy o społeczeństwie w szkołach, jesli nie uczy się historii szkolnictwa (oświaty) w PRL? Jeśli większość (a napewno bardzo wielka część) nauczycieli ma "wsteczne" poglądy (połowa dobrze ocenia PRL)? Ksiądz Józef Tischner głosił, że "Przezwyciężanie komunizmu nie jest procesem zakończonym. Komunizm wszedł w człowieka głębiej niż przypuszczaliśmy”. Niektórzy uwazają, że "Po upadku oficjalnej ideologii marksistowskiej polscy marksiści pozostali i także mają się dobrze. Zachowali stanowiska i katedry. Pozostali w instytucjach naukowych i decyzyjno-finansowych.
"Ideologia zła", którą marksizm zaprowadzał rękami swoich filozofów, a której celem było zmieniać świat i człowieka (a nie wyjaśniać), dziś odsłania swoje skutki. Czas najwyższy, by postawić pytanie o odpowiedzialność tych, którzy w budowaniu tej ideologii zła uczestniczyli. ...Nie wolno zamazywać prawdy o marksizmie w mediach i grupach opiniotwórczych, nie mówić o tym i nie stawiać tych trudnych pytań. Od tego jest filozof i filozofia.
Ci bowiem, którzy w trudnych czasach komunizmu bronili wielkości rozumu filozoficznego, godności człowieka, dobra Narodu, zostali przez środki przekazu i instytucje skazani na niebyt. Dla nich zabrakło orderów i odznaczeń. Ci zaś, którzy budowali ideologię zła, umacniali ją, którzy przez swe działania przyczynili się do degradacji kulturowej i moralnej społeczeństwa - stawiani są [ciągle] jako autorytety i odznaczani"(Ks. prof. Andrzej Maryniarczyk, kierownik Katedry Metafizyki KUL)

Czytaj: "Jaką świadomość kształtowała oświata Polski stalinowskiej". Autor tej wypowiedzi, Dariusz Magier (1971), jest archiwistą, historykiem, edytorem, publicystą;kierownikiem radzyńskiego Oddziału Archiwum Państwowego, adiunktem w Instytucie Historii Akademii Podlaskiej, prezesem Radzyńskiego Towarzystwa Naukowego (Libra). Na pytanie, "czego nas uczy historia i co cennego z jej głębin przekazałbyś młodemu pokoleniu?", odpowiada:"Historia podana w sposób prawidłowy powinna uczyć prawdy, mądrości, patriotyzmu, przywiązania do ojczystego domu i pobratymców. Powinna wytwarzać korzenie, bez których człowiek staje się istnieniem bezsensownym. Powinna niwelować wynaturzenia i skrajności, lansować autorytety i piętnować postawy aspołeczne, degenerackie, zdradzieckie. Powinna nieść tzw. sprawiedliwość dziejową, nawet wówczas, gdy tej rzeczywistej sprawiedliwości się nie doczekaliśmy. Powinna nieść jasny przekaz, co jest dobre a co złe. Nauka płynąca z historii to także prawda, że człowiek jest ciągle taki sam jak przed dziesiątkami, setkami czy tysiącami lat. Wbrew majaczeniom o tzw. postępie, inności młodych pokoleń, czy zdobyczach cywilizacyjnych, nadal jesteśmy tacy sami jak ludzie w starożytności, średniowieczu czy epokach późniejszych. Targają nami ciągle te same namiętności, przez które pierwsi rodzice zostali usunięci z raju. To właśnie na gruncie historii najłatwiej znaleźć wspólnych język różnym pokoleniom."

Te zapiski są tak ważne, że cieszę sie jak dziecko. Jak paw. Nawet wazniejsze od transmisji z olimpiady. Pomyślcie, po 30 latach mogę znów zajmowac się tym co było bombą mojej młodości.
I jeszcze jedna sprawa. Siedzę w kuchni, napaliłem w piecu u dzieciaków (tak mówię, choć to piec wspólny dla dwóch pokoi, ogrzewa w sumie wszystkie domowe dzieci w wieku 10-19), jest mi dobrze. Skoro w sposób naturalny, po prostu żyjąc zgodnie z przyjetymi wartościami, mozna mówic 'Amen' chwili i całemu życiu, to w ten sam sposób przyjąć trzeba naturalny koniec. Skoro wszystko jest dobre, "a widział, że wszystko co zrobił/uaktualnił/doprowadził do realizacji itp. - bylo dobre" to mądrzejszy o doświadczenie, wierzy/wie, że i koniec bedzie z tego rejestru dobra. Tylko nie robić się pępkiem świata, nadczłowiekiem. Byle uznać, przyjąć za naturalne, to co naturalnym jest: że jest większy sens, większa rzeczywistość niż ja sam. Amen.
Kiedyś zanotowane spostrzeżenie, o doswiadczaniu rozszerzającego sie dobra, piekna, aż po kres, prowadzi do tego samego wniosku.(Środa, 10.lutego. 2010)
***

W rodzinie, lub w innej wspólnocie wiary, przyjaźni, miłości przychodza co i rusz dowody, afirmacja, szeroko rozumianej teorii i praktyki naszego życia. Mój swiat rozszerza się, ukazując więcej piękna i dobra niż się spodziewalem. Jedność, całościowość rosnie. Jak daleko może przesunąć się granica doświadczanego dobra, piękna, prawdy? Sądzę, że po sam kres.
W tym kontekście znów powtorzę pytanie: jak wielkim nieszczęściem jest rozbicie jedności życia np. rozwód, aborcja, pewnie każdy grzech.

Fascynują mnie poczatki człowieka. Kiedy, jak, objawiła się świadomość? Kiedy, jak, pojawiło się świadome 'ja'? Co to jest? Iskrzenie miedzy neuronami? Cudowny byt duchowo-cielesno-psychiczny. Jesteśmy ciągle w głębokim lesie. Jak nie dziękować Bogu objawionemu w Biblii, a nawet nieznanemu Bogu, za cud samoświadomego 'ja'. Za moje 'ja', ktore pojawilo sie w wyniku miłości ucielesnionej w moich rodzicach? Miłości ucielesnionej w akcie małżeńskim, i później w opiece, pielęgnowaniu, tuleniu, zabawach, wychowywaniu każdego dnia życia w kochającej się rodzinie. Ze znerwicowanym ojcem i z innymi slabościami każdego członka rodziny, co jest jedynie pryszczem, wobec wiary, miłości i odpowiedzialności, które tworzyły - i tworzą - fundament tej rodziny. Cud rodziny we Wszechświecie. Czlowiek nie jest izolowanym bytem w rozszerzającym się Kosmosie."As Vasquez points out (2002, p.79) if a theory is going to be successful its “explanations should be empirically accurate and they should in principle be testable.” - proszę sprawdzac moje teorie. Proszę bardzo.

Człowiek współczesny (homo sapiens sapiens - myślący podwójnie?), ten ci miał przygody! Najpierw dowiedział się, że jest, a potem tyle innych pięknych odkryć. Jedno z najważniejszych to napewno rodzina. Na dzisiejszy kształt rodziny wplynęła nie sama natura, ale kultura w przeważającej części. Na taką rodzinę jaką znam i doświadczam, najwiekszy wpływ ma Biblia. Rodzina kształtowana w biblijnych dziejach tysiące lat. To jest cud, który bym chciał ciągle opisywać. Jestem osadzony w tej perspektywie. Ta platforma niesie mnie przez zycie. Jestem jej częścią. Ona jest niezniszczalna. Mam życie - i mam je w obfitosci.

Dokształcam się dzięki studiom Jaska w Glasgow bardziej nizbym mniemał wcześniej. No bo dziedzina nowa, język, i sam uniwersytet, który mnie olśnił mottem "Droga, Prawda i Życie". Nie przypuszczałem, że stanie się w ten sposób takze - w pewnym stopniu - moją "Alma Mater". Ważne są też spostrzeżenia, co do sposobu studiowania tu i tam. Potwierdza to moje spostrzeżenia i zastrzeżenia do wielu dziedzin życia w Polsce. Dlaczego? Bo przeszliśmy transformację ustrojowa, ale kto zna, kto uczciwie przedyskutował, na czym zmiana polega. Co ze starego ustroju ciągle rzutuje na nasze życie AD 2010. A doswiadczalem tego w szkole, widzę w organizacji studiowania, itd.itd. SKUTKI DOTYCZĄ WSZYSTKICH DZIEDZIN ŻYCIA. Przecież większość instytucji, które decydują o naszym życiu, powstało w dawnym ustroju. Niewiele tu nowego. Dominują stare, które powstały, albo zostały zdeformowane, przez 45 lat realnego socjalizmu. Stary ustrój był przeciwko naturze, tzn. także przeciwko człowiekowi. Prawo naturalne mówi, że człowiek jest bytem i wartością pierwszą i naczelną, a państwo wtórną. Państwo ma pełnić rolę słuzebną wobec człowieka. Ma wkraczać z pomocą tam, gdzie jednostkanie daje sobie rady sama. Pomocnicza rola państwa!! W realnym socjaliźmie państwo bylo Bogiem. Czlowiek był dla państwa. Państwo tworzyło wszystkie !!!! instytucje, aby taki porządek, taką podległość wzmacniać, utrwalać na wieczność (a światowy komunizm chciał rozciągnąć ten model na cały glob). Samodzielnie myślący człowiek? Czlowiek sumienia? O, nie. W żadnym razie.
Szkoła? Studia? Media? Administracja? Resorty siłowe? Wszystko miało realizowac i stać na straży porządku państwowego, w którym człowiek był tylkko tworzywem. Praktyka byla budowana na założeniach materializmu marksistowskiego. Swiadomość? To tylko efekt uboczny bazy, czyli stosunków spoołecznyych. Partia przestawi coś w istniejących instytucjach i zmieni świadomość obywateli w pożądanym kierunku. Itd.itp.

Wołam, krzyczę, piszę, błagam - świecie nauki!, daj nam narzedzia, byśmy zrozumieli ten etap historii. Opis, analizę, diagnożę, prognożę - co w obecnych instytucjach państwa zostało ze starego systemu. Instytucja po instytucji. Porownajcie założenia starego systemu i nowego. Co się zmieniło, gdzie, dlaczego.
Ostatni esej Jaska dotyczył realizmu w polityce. Zajrzałem do internetu. Oto jeden z cytatów "EKONOMIZM, który jest pewną parafrazą K. Marksa - nie moralność ludzi określa ich byt, lecz ich byt określa świadomość" Walczyłem, jak umiałem, o wolną Polskę. Polska jest wolnym krajem, zmieniła niedemokratyczny ustrój, na demokratycczny. Ale moja misja się nie skończyła. Nie wystarczą zmiany ustrojowe. Trzeba jeszcze je zrozumieć. Zrozumieć zło starego, zalety nowego. Założenia i wartości. W 1980/82 było nas 10 milionów.Teraz jest nas niewielu/niewiele. Historia wyznaczyła mi zadania.

Zrobiliśmy powtórkę z kuligu. 6 km za samochodem na sankach i oponie. Przy okazji przecieraliśmy trasę. Wykopywaliśmy i wypychaliśmy się tylko 3 razy.

Na www.dziekuje.pl pojawiły się refleksje. Moje. Dlaczego tylko początek wpisu? Jak to u nich działa? Czy cały mój wpis (post) dotarł do autora, którego komentuję? Czy naprawde jesteśmy bezrefleksyjnym ludem i narodem? Szewach Weiss wychwala wlaśnie polski naród za talenty literackie (potwierdzone Noblami), i za ponad 7 tysięcy "Sprawiedliwych wśrod narodów". Mówi o swoim pokoleniu, że żyje symultanicznie: tym, co dzisisaj i tym, co przed 65 laty. Żydzi sa bardzo refleksyjnym ludem i narodem. Cała Biblia to potwierdza.

Czuję i doświadczam, że nie żyje tylko na swoich akumulatorach, że mnie coś niesie. Wyznacza mój los. Odsłania sie w nagłych prześwitach. Trudno je doniesc do komputera, najmniejsza zwloka deformuje. Zostaje tylko pewność, że jest coś jeszcze. Zadecyduje o końcówce we wszelkich szczegółach.

Cieszy, że dzieci (domowe) z nudów odkryły szachy. Gra każdy z każdym.
(Wtorek, 9.lutego. 2010)
***

Grażyna pojechała na rozmowę liderów z PAFW. Z zimowymi przygodami. Najpierw, zaraz za garażem. Za późny ruch kierownicy i ... zaspa. Wykopywanie. Dzieci, wyciagniete z łóżka, dołożyły swój pych, wypchnęlismy. Powtórka była w lesie. Jeździmy w koleinach na szerokość opony. Obok, 20 cm sypkiego śniegu w dół, i 40 cm w górę. Zsunąć z koleiny może nawet kawałek lodu, który jakoś tam sie znalazł. Dzieci ściagneliśmy telefonicznie. Łopata w ruch. Wypchnęlismy.
Zeby zdążyć na pociąg trezba bylo sie z nim ścigać. On z Łochowa, my ze Strachówki, meta w Tłuszczu. Zdążyliśmy.

Całą drogę denerwowałem się, żeby nie zgubic myśli. O Bogu i mamonie. I o metajęzyku. O koniecznosci. Nie można służyć Bogu i mamonie. Dzisiaj powiedzialbym: Bogu i rynkowi. Bo pieniądz to rynek. Blogosławieni, którzy nie dali się zniewolić przez rynek. A o to nie trudno. Najłatwiej przez zasobnych rodzicow. Wtedy rynek staje się kołyską i nianią. Czy tak wychowany człowiek może w ogóle zrozumiec, jak jest uzalezniony od pieniadza (rynku). Idzie to we wszystkie przejawy zycia: komfort, pseudo poczucie bezpieczeństwa, wykwit sztucznych potrzeb, wykształcenie, wybór kariery itd. Amen, jak śliwka w kompot. Bez żadnych złych intencji i woli. Samo z siebie. Trudno nie myslec o notowaniach na giełdzie, zwłaszcza w dniach zawirowań, gdy cala zyciowa konstrukcja od nich zawisła. Trzeba gigantycznej pracy całej rodziny, by tak sie nie potoczyło zycie nastepnych pokoleń. Można. Przez dobroczynnośc i nieustanne rekolekcje nad swoim stanem posiadania. Bogactwo jeszcze bardziej domaga się pokory niz ubóstwo.

Ubogi ma Boga w podszewce. Jest u-Niego. Całym jego życiem kieruje konieczność, nie własne plany (inwestycji, rozrywki, stylów, architektury wnetrza i zewnętrza, mody itd). Własne plany zależą od kasy. Kasa to rynek. Konieczność to kategoria egzystencjalna. Blogosławieni ubodzy. Nawet w duchu.

Myśli biegły tak, lub podobnie. Zaspy deformują. Ale ostatecznie zdążyłem.

Smak kawy, dobrostan przychodzi po wszystkich kanalach: zmysłowych, psychologicznych, duchowych.... Jesteśmy bytem cielesno-duchowym. Ciało uduchowione, duch ucielesniony. Więc i Boga doświadczamy całym soba. I seksem w malżeństwie. Dlaczego tylko w małżeństwie. Bo tylko w małżeństwie spełnione sa wszystkie warunki: cała, nieodwołalna, na wieczność, na dobre i złe, odpowiedzialność za ten czyn. Człowiek jest soba, jesli ponosi całą odpowiedzialność za siebie (czyny, mysli, decyzje, slowa...). Mozna ją z kimś (z małej lub dużej litery) dzielić, ale nie mozna przekazać. Czlowiek bez odpowiedzialności? To byt wybrakowany, niebezpieczny dla świata. Aborcja, rozwody, oszustwa, przestępstwa, agresja - to tylko przykłady.

U Krzysztofa, Romualda Kalinowskiego za stołem rozmawialiśmy m.in. o technice palenia w piecach. Faceci różnych profesji, kobiety czasem też, zyjacy w domkach jednorodzinnych, znaja sie na tym jak zawodowi palacze, a czasem lepiej. Bo każdy liczy "węglarki" i łopaty opału, a zawodowiec nie zawsze.

Wnioski z www.dziekuje.pl - podziękowania rózne, informacje podobne: odsłon tyle a tyle, refleksji "0". Czy to cała o nas prawda, że my, Polacy, nie lubimy dziękować a refleksja jest nam całkowicie obca?

Ludzie, którzy poznali miłość, poznali trójce. On, ona i miłość. Co ujrzeli w miłości? Co poznali? Czy poznali Miłość, która ich obojga przerasta. Jeśli nie, to poznali pożadanie, i miłość przez małe m.

Pamietam z dzieciństwa Czterdziestogodzinne Nabożeństwo. Nie pamiętam w Strachówce. Jasiek musiał pojechać do Glasgow, żeby się o nim dowiedzieć. Ciekawy jestem, ilu studentów i pracowników naukowych skorzysta z okazji, żeby dowiedzieć się dlaczego założyciele ich uniwersytetu wybrali motto "Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem". Ilu jeszcze ma tę naturalną ciekawość, którą ma nasz syn!

Adoramus Te Domine - było ulubionym kanonem, którym najczęściej zaczynaliśmy modlitwę w piwnicy pod salami katechetycznymi w Legionowie. To były nasze lokale. Sami urządzilismy, jedno pomieszczenie na ciszę i adorację, grudie herbaciane. Kiedy rozrośliśmy sie w liczbe, przenieśliśmy sie do kaplicy. Pomieszczenie piwniczne odziedziczyli artyści. Jednym z nich był Artur Żmijewski, drugim Piotr Nowotny, m.in. obecny juror norwidowskich konkursów recytatorskich w Dąbrowce.

Jak, bez adoracji, odkryć swoje miejsce we Wszechświecie i czytać życie ze zrozumieniem?

Bez łopaty ani rusz. Wieczorem poszerzaliśmy koleiny. Opona za samochodem, Andrzej na niej, Zosia, Hela, Olek, jako obiązniki i wypychacze i wio. Jutro zweryfikuje moją metodę.
(Poniedziałek, 8.lutego. 2010)
***

Codziennie muszę choć raz zakochać się w Panu Bogu. Co jest łatwiej powiedzieć? Zakochac się, czy przezyć wypełniającą, uszczęśliwiającą, afirmację? I co łatwiej powiedzieć w Panu Bogu, czy w tajemniczej mocy, mającej wszelkie cechy osobowej miłości, akceptacji itd. Na tę chwilę czekam, tą chwilą się cieszę, mrużę oczy i nie powiem wszystkiego. Dobrostan. Wypełnienie.

"Na te chwile czekam"? - nie, to jest inaczej. Na tę chwilę nie czekam. Ona sama przychodzi. W róznych momentach, m.in. w czekaniu na coś. Coś małego, zwykłego np. łyk herbaty. Albo w chwili zamyslenia nad czymś, albo odwrotnie podczas nagłego wyciszenia. Może kiedy kładę się spać, kiedy wyglądam przez okono, siadam do komputera, albo w ostatniej chwili przed zaśniecięm. Ale, o dziwo, także w tym, czego żałuję (szachy u Kwadrata, ognisko nad Jeziorakiem, Olek Pacholczyk, mąż Iwony, ojciec Dawida i Kuby, gra na gitarze i śpiewa piosenki Jacka Kaczmarskiego i Włodzimierza Wysockiego). Nawet przeżytych upokorzeń, których wspomnienia wstrząsają mną od czasu do czasu. Nie można takich chwil zaplanować. Nie wiadomo, kiedy i jak. Przychodzą. Nie są puste. Są pełne nadmiarem.
(Niedziela, 7.lutego. 2010)
***

Co to jest, ten mój byt? Mój jak i twój, bo każdy jest nim, lub w niego, przyobleczony. To jest to, że jesteś w nieskończonej przestrzeni, nieskonczonego czasu. W polu jakichś oddziaływań itd. Czyli nie to, że masz niebieskie oczy, 1.60m, albo 2 metry, i inne dane telemetryczne. Ja chcę opisać takie unerwienie, takie powłoki, siatki niewidzialnych nici na nich, które są, ale które sa mało poznane. Bo homo sapiens żyje dopiero kilkadziesiat lat. Cała nauka to dopiero nauki początek. Pierwociny. A nam się zdawało... Trzeba przetrzeć oczy, uznać osiągnięcia, ale być realista. Nasze poznanie to mgnienie oka na skali ponad 4 miliardów lat. Sami siebie nie znamy.

Podczas studiów bardzo polubiłem antropologię przyrodnicza. "Humans are bipedal primates belonging to the species Homo sapiens (Latin: "wise man" or "knowing man")". Wiele się zmieniło od tamtych czasow. Lucy nie jest już niemowlęciem. Ma wielu nowych krewnych. I ewolucjoniści i kreacjoniści bardzo rozwinęli swoje reorie. Ja od czasów ATK nie jestem naiwnym kreacjonistą, że Wszystko istnieje w niezmiennej postaci od momentu stworzenia. Zainteresowania bilogia, fizyką, jak i teologią nie pozwalają mi na taką naiwność. Ale wiara w Polsce głównie opiera się na naiwności. Jesli nie staniecie się jako dzieci..., ale chyba nie w ten sposób, że w ogóle nie będziecie się rozwijać intelektualnie?

Ciąg dalszy będzie następował...

Dużo nie dopisze, za poźno. Opublikowałem przed chwilą zdjecia z balu charytatywnego na blogspocie. Jedni tańczą, organizują zbiórki. A co ja mogłbym zrobić? Pomodlić się z chorą (modlitewna grupa wsparcia). Zglaszam chęć i gotowość. Ale trzeba, więc poszedłem też na bal. Na dwie godzinki, choć Grażyna chciałaby dłużej. Ale... Skoro nie mogliśmy wpłacić całej kwoty (stówa od osoby), to nie wypadało być dłużej. Ale za to zdążyłem ze zdjęciami.
(Sobota, 6.stycznia. 2010)
***

Mnie, powołanie prezydenta przed jakas sejmową komisję śledczą, by nie szokowało. Przeciwnie, uwazam za coś normalnego. W moim kodeksie obrona prawdy jest pierwszym obowiązkiem i zaszczytem najwazniejszych osob w państwie.

Moje niewyspanie, ból zęba, stany chorobowe, stany ducha - nie mogą zniweczyć mojej prawdy. Mojego nieba.

Znów nieznośnie polityczna TVP. Podczas transmisji z komisji śledczej. Profesjonalna, natychmiast dałaby powtórkę kwestionowanego fragmentu. Polityczna, czeka na decyzje politykow. Bo powtórka potwierdziłaby natychmiast wersję premiera Tuska, albo posłanki Kempy.

Jakie to dziwne, że Bóg miał lata dziecinne, że ja mam swoje imię, że siedzę teraz przed telewizorem, że Łazarz przed komputerem, że u Jaśka wpisalem komentarz, że mieszkam w Annopolu, że cieplo dokoła, a za oknem Słonce świeci, o co modliły się wczoraj dzieci. Że żyję na tym świecie, poznaję, że jestem bytem świadomym. I w tej świadomej, nieskończonej sferze surfuję do woli. Ou' suis-je? Qui suis-je?

Co będę miał dzisiaj do zanotowania? Czym usprawiedliwię swoje trwanie? Życie otrzymałem dzięki miłości ucielesnionej w rodzicach, potwierdzonej sakramentem. Czy usprawiedliwiać mam sie wobec rynku? O, nie. Wobec rodziny. Mam nadzieję, że będę miał czym.

Tyle bylo wczoraj do wieczora, ale nie dane mi było dorwanie się do kompa w odpowiednim momencie. Nadrabiam i kontynuuję.
Byłem w Jadowie. Analityka medyczna. Ale nie o to chodzi. Jadów dużo mi powiedział. Wyjazd. Z pomoca Norwida i Biblii. Śnieg, śnieg dookoła. Dużo śniegu. Dawno juz tak nie było. I tak długo. Chwila nieuwagi i jesteśmy w zaspie.

Jestem z gatunku Homo sapiens. Mój gatunek krótko zamieszkuje Ziemię. Klucz Dawidowy usta mi otworzył. Już od swojej młodości interesowałem się człowiekiem i jego kulturą. Czytałem, nieprzymuszony żadną koniecznością, Biologię (Weisz), historię muzyki, architektury, filozofii, ekonomii itd. Dzisiaj sięgam dalej, po historię gatunku homo. A raczej po historię świata. Jest w niej miejsce na katastrofę z Toba (70-75 tys.lat temu) itp.

Ten świat jest taki gęsty, tak jesteśmy uwikłani w kupowanie chleba, oleju, smażenie racuchów, zarabianie na chleb i olej, dentysta, mechanik, zus, krus, pzu, pit, nip, regon, pesel, poczta zwyczajna i elektroniczna, urząd skarbowy. Ani chwili wytchnienia. A ja tego nie chcę. Chcę poezji i dobra. I więcej nic. Chyba w moim wieku mogę już sobie pomarzyć.

Czy w tej sieci mozna doświadczyc siebie jako niepowtarzalnego bytu i Wszechświata, czy trzeba uwolnić się najpierw z tej matni?
Tak sobie myślałem w Jadowie. I chciałem jak najszybciej być znów w domu, ze swoim bytem. Tylko ja i On. Uwolnić się od sklepów, przychodni, zakrzątanych, zakręconych przechodniów. Od biur i urzedów. Do poezji i dobra. W rozumieniu Norwidowskim. Poezja, która jest próbą adekwatnego odczytywania rzeczywistości. odpowiednie dać rzeczy słowo. Prawda, szczerość, dobro. Każdy człowiek jest mi bliski i jest upragnionym rozmówcą, jesli tak rozumie swoje życie. Docierać do prawdy każdej rzeczy, osoby, sytuacji, nawet emocji. Tak szczery i dobry czlowiek jest moim bratem. Ci zakrzątani, spieszący sie, rozmawiający o dupie maryni, żyją niczym i rozmawiaja o niczym. Nie chcę ich spotykać, uciekam od nich. Szkoda czasu i ambarasu.

Pomyślec sobie np. Duszniki Zdrój. Ładnie tam, a oczym myśli kuracjusz? O czym bym myślał ja? Kim byłbym? Bytem świadomym, myślacym. Kim, czym, każdy emeryt tam? Bytem. Tak jesteśmy stworzeni. W naszym życiu tzw. 'rynek' rzadzi tylko 30-35 lat. Normalne? Normalne. Bardzo.
O czym ja mam rozmyślać? O karierze zawodowej? No, nie. O jakiejś służbie publicznej? Też już chyba nie. Za to dostałem już Anioła Ziemi Wołomińskiej.
Więc o czym mam rozmyślac, medytowac? Jestem przedstawicielem Homo Sapiens. To jest mój gatunek. Dziwicie się, że bardziej odnajduję innych przedstawicieli gatunku w bezdomnych, niż w mieszkańcach ładnych, pustych domkow. Pustych pustka mieszkańców. Nie zawsze, przeważnie. Fundamentem, glebą spotkania może być sakrament ..., albo bezdomność.

Mieliśmy ładny kulig. I duże, i małe dzieci, bawiły się wyśmienicie.
(Piątek, 5.lutego. 2010)
***

Warto zawczasu robić listę spraw wazniejszych niż ja sam. Np. wychowanie dzieci. Nie zawsze umiemy ocenić nasze decyzje i działąnia z tego punktu widzenia. Ale nie może być żadnych watpliwości, co do hierarchii wartości. Dobrze wychowane dzieci są najwiekszą wartością dla rodziców. Kariera i majątek ani się umywaja. Co za tym idzie? Rodzina. Kariera i majatek musza się obronić przed trybunałem wartości rodzinnych, nigdy odwrotnie.
Mamy się z czego cieszyć. Kariery i majatku nie zrobiliśmy. Życie mnie nauczyło, że tego sie nie da połączyć, bo "gdzie skarb twój, tam i serce twoje". Nie da sie zobaczyć nieba bez całego serca. A to niebo w rodzinie jest. Widziałem je.

Jedni siadaja i piszą książkę, grubą lub cienką. Ja nie mogę. Muszę czekać, aż zostanie mi cos podyktowane. Wtedy zapisuję. Czasem przedobrzę i dodam za dużo od siebie. Nie zawsze dyktando jest wyraźne.
Tym bardziej zawsze powinienem byc do dyspozycji. Stale w gotowości. Z zewnątrz niedobrze to wygląda, jakbym nic nie robił. Stąd mam ciągły kłopot z usprawiedliwieniem swego zywota.

Niektórzy zaocznie mi radzą, co mam pisac, a czego nie. Nie mogę się doczekać od nich szczerego komentarza wpisanego w internecie. Tylko taki mógłby mieć dla mnie jakieś znaczenie. Wpis świadczyłby, że ten ktoś mówi powaznie. Potwierdzeniem byłby wpis pod własnym imieniem i nazwiskiem (jak odcisk palca). Inne to błoto. Bezkształtne, bezpłciowe błoto. Kto chciałby mi pomóc naprawdę, znajdzie na to sposób. Gadanie, bąbelkowanie powietrza w przełyku?...? Piana, nic ponad to. Traktujmy sie jak osoby w osobowym świecie. Osoby niepowtarzalne we Wszechświecie. Osoba: byt obdarzony samoświadomością, wolny, zdolny do wzięcia na siebie odpowiedzialności za słowo i czyn, znający swoją nieskończoność i swoją ograniczoność, potrzebujący innych osób, definiujący swoje potrzeby i wartości, którymi się kieruje. Ot, taka podręczna, niedokończona definicja.
Czekam na takie osoby. Jesli są w okolicach, potwierdzą wpisem z imieniem i obliczem. W przeciwnym razie ciagle będą do mnie dochodzić jedynie szu, szu, szu, szu. Jedna pani drugiej pani. Amen.

Mógłbym już nie pisać, ograniczyć sie do wpisywania komentarzy na blogach dzieci. Gdybyż tylko chciały więcej pisać, wyłapywać drobiazgi życiowe. W nich wyczerpałaby się cała moja filozofia zycia.

Skończył sie czas tablicy i kredy. Wie to Watykan. Nie wie jeszcze tzw. polski kościoł i niestety polska szkoła. Nie chodzi o pracownie komputerowe. Chodzi o posługiwanie sie komputerami do komunikowania się. Ze światem, ze sobą, z uczniami, parafianami. Ale do tego trzeba zgody na inne życie, na inną prywatność. Na otwartość. Na dawanie siebie innym za pomocą środków dostępnych dzisiaj. Tak jak przed wojna święty Maksymilian wykorzystywał prasę, radio, samoloty. Ale on przede wszystkim umiał dawać innym siebie. Udowodnił w Oświecimiu. Tu jest problem. Ale mam nadzieję, że to się szybko zmieni, bo polski kościół zawsze był bardzo papieski. Nie może odrzucić papieskiego zalecenia. Ale co ze szkołą? Kiedy nauczyciele bedą gotowi dać siebie poza murami szkoły? Jako ludzie otwarci, szczerzy, mający ideały, słabości, marzenia? O taką komunikację mi (i Benedyktowi XVI) chodzi. O świadectwo. Internet jest do tego wspaniałym narzedziem.

Siedzimy w domu, pada na nas snieg. Sporo śniegu. Zasypie, czy nie?

Grażyna mimochodem założyła bloga!!! Mimochodem świat stał sie lepszy. Kiedyś tak powiedziałem, z głębokim przekonaniem, na ślubie Uli i Mirka Kalinowskich. Małżeństwo dwóch dobrych osób, to dużo więcej niż dwie dobre osoby. Znacie to juz z mojej filozofii rodziny. Związek partnerski, modne dziś sformulowanie w tym zakresie, jest spłyceniem i zgodą na płytkość. To jak zamienić plażę na piaskownicę. Przy odpowiednim skadrowaniu nikt się nie zorientuje. Wystarczy jednak spojrzeć z dalszej lub wyższej perspektywy, a manipulacja ośmiesza się sama.

Mimochodem świat stał sie lepszy. Powstało coś. Blog. (To a propos Leibniza: "dlaczego jest raczej coś, niż nic").
Dlaczego blog Grażyny jest tak wazny? Spytajcie Benedykta XVI!!! I nie upierajcie się w zacofaniu trwać.
Idę za ciosem. Zgłaszam propozycję. Najpierw preambuła: kiedyś spotykaliśmy sie w rodzinnych kręgach z pp. Młynarczykami, Balami, Kalinowskimi i kręgu annopolsko-rozalińskim, epizodycznie z Kotarbami. Raz tu, raz tam. Rozmawialiśmy życiowo, rodzinnie, często towarzyszyła nam modlitwa. Czasem chrzty. Krąg annopolsko-rozaliński miał charakter sformalizowany, na wzór Kościoła Domowego. Potem było coraz trudniej się spotkać. Dzisiaj mamy nowe możliwości, internetowe. Kontynuujmy nasze rozmowy, może i modlitwy, na blogach itp. Mogą dorośli, mogą dzieci. Mozna założyć własne blogi rodzinne, można w formie komentarzy na istniejących blogach. O to prosi Benedykt XVI. Proszę i ja. Help!

Usypiam z tym, co najwazniejsze, w myslach i sercu. To, co najwazniejsze, każdego dnia otrzymuję w modlitwie. W ciszy. "Gdzie skarb twój, tam i serce twoje". To takie naturalne.
(Środa, 3.lutego. 2010)
***

To, co wczoraj zapisałem, jest chyba jednym z ważniejszych odkryć. Rodzina zdefiniowana jako niebo. Projekt nieba, obraz nieba. Odkrycie było, znów ‘chyba’, możliwe dzięki wszystkiemu, co wcześniej napisałem o osobie i świecie wartości i relacji osobowych. Tylko, bez chyba, w tej perspektywie można nieba doświadczyć. Tego małego na ziemi, i ostatecznego, potem.
Tak w ogóle, to żadne odkrycie. Przepis i gwarancje na niebo w rodzinie daje Bóg Biblii. Wiedzieć, a przeżyć, to jednak dwie różne rzeczy. Przeżyłem - każdy może - bo obserwuję i opisuję taki szczególny byt - „Rodzinę”.

TVP1 i TVP2 – czy to ta sama firma?
Przecierałem oczy ze zdumienia, w tym samym czasie TVP emitowała wczoraj na „1” film i dyskusję o gen. Jaruzelskim, a na „2” „Tomasz Lis na żywo”. Nie jestem w stanie pojąć takiej głupoty jako mąż dyrektorki szkoły i były wójt. TVP udowadnia przy każdej okazji, że nie jest przedsięwzięciem biznesowym, tylko politycznym.
Patrząc na „generalia” zastanawiałem się, dlaczego obrońcy Jaruzelskiego bardziej się denerwowali, zżymali, gotowali? Krytycy filmu, a obrońcy rzetelności i fachowości, powinni być zimni jak stal. Przecież zawsze mąciciele bardziej się denerwują.

W Polityce poświęcono okolicznościowy tekst wujowi-profesorowi Jackowi. Zatytułowano „Aleksandrowi Jackowskiemu”. Autor, Ludwik Stomma. Cytat: „”Polska sztuka ludowa”…przekształciła się w trybunę nowej etnologii polskiej, periodyk, dzięki któremu stała się owa etnologia słyszalną i koniec końców wygrała. Niby stare to dzieje, Jacku. Świat się może zmienił, ale wdzięczność pozostała. Mało jej w naszym kraju, niech więc Ciebie przynajmniej otacza i utula w dziewięćdziesiątą rocznicę. Zaiste bowiem garsteczka takich, którym by się jak tobie należała”.
Do cytowania jest więcej. O jego wielkim darze – sztuce słuchania, dzięki której spotkał i rozpoznał wielu niezwykłych ludzi, zaliczonych do tzw. sztuki naiwnej. Potrafił ich wysłuchać i opowiedzieć tak, że możemy się dowiedzieć wiele o człowieku, o tym, czym jest twórczość, i co to znaczy być artystą. Nie miał wątpliwości, że „wzbogacają oni dorobek naszej kultury artystycznej. Wzbogacają, tzn. wnoszą do niej nowe wartości. Nie lepsze, nie gorsze, ale właśnie inne”. Ludwik Stomma dodaje - „Zainteresowała go nasza inność. Wysłuchał jej przede wszystkim”.

Dobranoc. Dobry był dzień, w którym mogłem czytać takie zdania. I przekazywać je innym.

Dzieci się rozjechały. Młodsze z Łazarzem, Hela z koleżankami, do Mińska. Na lodowisko, bo na besen sie nie dopchali.
Do nas przyjechała Jadzia, siostra z Zielonki. Porozmawiała z nami, z dziećmi, pomodliła się przed Matką Bożą Annopolską, pospacerowała z Zosia, Andrzejem, psem i kotami po białych przestrzeniach, przebadała, przepisała recepty. Zostały zdjęcia.
(Wtorek, 2.lutego. 2010)
***

Jesteśmy propozycją medialną. W zalewie seriali, o niby typowych Polakach. Bezpłciowych, a może jedynie płciowych, w abstrakcyjnej przestrzeni wielkiego miasta, albo na obrzeżach. Nasze e-życie jest inne. Może jesteśmy trochę nie typowi, ale realnie istniejemy. Zaczynając nasz serial nie wiemy, co się zdarzy. Znamy warunki początkowe, które wiele mówią. Pozwalają wiele przewidzieć, ale nie wszystko. Każdy ma takie życie, może 80% da się przewidzieć, 20% jest nie przewidywalne. Infantylne rozmowy, teorie nas otaczają. Np. „być singlem”, „celebryci” itp. Zalety życia w pojedynkę, albo na okładkach. Można gadać wszystko, byle nie „odkrywać” nowych pseudo teorii życiowych. Nowych biblii. Lepiej być i żyć treścią, niż okładką.

Wolę stare teorie. Na ile da się poznać początki, aż po… . „Neandertalczycy zamieszkiwali Europę w epoce lodowcowej na długo przed przybyciem ludzi współczesnych. … Byli dobrze przystosowani do życia w surowych warunkach epoki lodowcowej. Umieli wytwarzać narzędzia z krzemienia, drewna i rogu. Sprawnie posługiwali się ogniem i mieli swoje życie duchowe. Troszczyli się o bliskich i potrafili opiekować się chorymi współtowarzyszami, choć niektóre grupy neandertalczyków miały też ciemną stronę - praktykowały kanibalizm…. Najstarsze szczątki z terenu Polski mają 100-80 tys. lat. Najgłośniej o zębach sprzed 40 tysięcy”.

Jak poznajemy obecność innej osoby? Wzrokiem, słuchem, zapachem, dotykiem. Jak jeszcze? Zmienia się nasz, co? Nastrój, samopoczucie? I co jeszcze? Radość, nadzieja, wiara, miłość? Całość? A co to jest? I dlaczego obecność drugiej osoby/osób daje aż tyle? Że zmienia coś w nas. Nas? Że może być naszym niebem. Wchodzę do kuchni i… wchodzi do kuchni i…. Co musi być w nas, w niej (innej osobie)? Coś zwierzęcego, może nawet jeszcze niższego, i coś dużo więcej.

Rozpalam w kuchni ogień. W pokoju Andrzej z Helą cos oglądają, maja coraz więcej wspólnego. Olek z Marysia jeszcze nie wstali, cos tak śpiewają u siebie, oni zawsze maja cos wspólnego. A ja w kuchni palę ogień. Udało nam się stworzyć kawałek nieba. Ot, tak zwyczajnie, nie ulegając nowym bibliom.
Życie rodzinne oferuje więcej, niż człowiekowi potrzeba do szczęścia. Wystarczy uważnie obserwować. Notowanie też jest bardzo pomocne.

Teraz, już w komplecie przed telewizorem, delektujemy się kuchnią Pascala. W domu akurat nic nie ma, ale dzieci sobie poradzą. Zrobią jakieś naleśniki, bita śmietanę, albo grzanki z serem. Coś wymyślą. Może i mnie poczęstują. Sam się wproszę.
Olka naleśniki, wykonane z pełna maestrią, są pyszne. W gotowaniu potrafi być spokojny i cierpliwy!

Pochwalam nowe e-Fakty. Są wreszcie dla normalnych internautów, z imieniem i adresem. To wyższa półka, na którą nie wpisują się anonimy. Potrzebna jest strona, gdzie normalni mieszkańcy powiatu mogą dzielić się swoimi poglądami, opiniami. Cywilizujemy się. Wcześniej, czy później także w gminie. Nie można zawrócić kijem Wisły, Liwca, ani Osownicy.

Austin Stevens jest znakomitym fotografikiem. Jest też w znakomitej formie. Jego pasja są węże. Jest zwinny jak one. Ćwiczy nunchako. Jego zajęcia wymagają też intensywnych wędrówek. Moje zajęcia nie potrzebują ćwiczeń i ruchu. Jedynie palców na klawiaturze. Moja forma podła, ale wszystko jest po coś, z czegoś i dlaczegoś.

Program Anny Dymnej jest wyspa na wzburzonym morzu. Nieśpieszny, wyciszony. O ludziach chorych i niepełnosprawnych. O życiu mimo wszystko normalnie.

Grażyna cały dzień w pracy. Szkoła, Wołomin. Wracając zbiera starszyznę, Zosia i Łazarz czekają na stacji Tłuszcz.
Przyjechali, zeszli się nad stołem i nad sobą. Siedzę w pokoju, z kuchni dobiega szmer, szum, hałas, jak z ula.

Łazarz przywozi świat swoich fascynacji sportowych. Opowiada o zagrywkach z NBA, sypie nazwiskami. Andrzej i Olek słuchają z szeroko otwartymi oczami.
W wychowniu w rodzinnach wielodzietnych wiecej Pana Boga. Życie dzieci toczy się nie tylko w granicach wasko wyrysowanych stylem życia rodzicow, ale w znacznie rozszerzonych przez kazdego z nich. Mętne? Właśnie to zobaczyłem dzisiejszego wieczoru. Spada na mnie zobowiazaie za przekazywanie odblasku z życia wielodzietnych. Jest ich 4% w Polsce, w mediach dużo mniej. Stąd obraz rodzinności kształtowany jest na przypadkach malodzietnych, związkach partnerskich, rozwiedzionych, i innych krzyżówkach. Czy to jest rodzinność? Co to jest rodzinność? Co to jest rodzina.

Co po mnie zostanie? Trochę tych zapisów. Chwil. Życia złapanego na gorąco. Nieba.

Bym zapomniał. Bardzo spodobała mi się córka Lecha Wałęsy, Anna, z męża Domińska. Spodobało mi się to, co mówi. I jak mówi. Normalnie. Przeciwieństwo Oli Kwaśniewskiej, jedynaczki.
Dzisiaj czekam na zapowiadany film o generale Wojciechu Jaruzelskim, moim anty bohaterze.
(Poniedziałek, 1.lutego. 2010)
***

Poczułem wewnetrzny nakaz. Ewidentny związek z ostatnia korespondencją z Jaskiem. Muszę opublikować w całości opisy pielgrzymek Marii Królowej. Nie lubię siedzieć i przepisywać, bo oczy i palce plączą się na klawiaturze, poproszę o pomoc dzieci.

Są niezwykli ludzie w Strachówce. Dzisiaj kolejny raz zbieraja pieniądze na rehabilitację matki jednej z uczennic. Bożena była też czlonkiem Rady Rodziców, uległa wypadkowi rok temu. Im się też nalezy reportaż. Takie zbiorki odbyly się już we wszystkich okolicznych parafiach. Koleżanki nauczycielki poswięcają swój wolny czas. Wzór nauczyciela-wychowawcy. Wiśniewscy, wice przewodnicząca Rady Rodziców z mężem, przyjechali po Grazyne po godz. 6.00. Muszą dojechać do parafii w Sulejowku, do proboszcza Antoniego. Pierwsza msza o godz. 7.00. W południe Ela z Celiną ugotowały i dowiozły obiad. Dobro zwycięża.

Dwa tematy chcą być opisane na poczatku dnia. Co zdarzy się jeszcze? Jasiek w Glasgow, Zosia w szkole, Łazarz tez w Warszawie, ale nie w szkole. Jedni opiszą sami, drudzy może, trzeci opowiedzą? Za oknem słońce i chmury na zmianę. O słonce modlą się dzieci, domownicy, proszą i dziękują na przemian. Tak trzeba. Tematow więcej. Kazda sprawa, w której objawia sie większa prawda, los, egzystencja świadoma wartosci. Nie mozna gadać o zyciu i śmierci z punktu widzenia oczekiwanego zysku producenta, lub tylko zwrotu nakładów. Trzeba - w jego pełni, na ile się da. Nikt nie żyje w izolacji od wartości, którymi się kieruje, które nim kierują.
Przecież ja, Józio, Józef K., jestem tylko, i az, malutką częścią większej całości, która nas niesie. Mnie osobiście i całą moją rodzinę. To nie ja ich los zabezpieczam. Ja tylko towarzyszę przez krótszą, dłuższą chwilę. Czyż nie tak jest z każdym?
"Ziemi tyle mam, co stopa ma pokrywa, dopokąd idę". Życia tyle mam. Ale, "aż w nieba łonie trwam". Nawet niewierzący ma jakies niebo. Przodków, marzenia rodziców, historie narodu, wspólnoty mniejszej lub większej. Nikt sam sobie zycia nie dał, i sam siebie nie wychował, nie ukształtował.

Oczekiwanie odgrywa ogromną rolę w zyciu czlowieka. Mocno uświadomione, lekko, lub podświadome. Na wielkie wydarzenia, lub tylko na transmisję sportowa. Bez tego, co ma nadejść, życie straciłoby smak. Czy mozna nie czekać? Nadzieja, wiara i miłość leżą bardzo blisko siebie.
Nawet w perspektywie śmierci, bardziej dzisiaj przeważa ciekawość, niż strach i żal, że się wszystko kończy. Jakie wszystko? Jaki żal? Oba stwierdzenia nieadekwatne w świetle zyciowych doswiadczeń. Moje osobiste 'ja' to nie wszystko. W ciągu 56 lat doznalem tylu upokarzających sytuacji, że aż się wzdrygam, gdy wspomnę. Żałować miałbym? O nie. Więc i w tej perspektywie zwycięża oczekiwanie.

Siedzę z Olkiem i Andrzejem i oglądamy skoki narciarskie. W kibicowaniu jestesmy kompletnie zwariowani i kompletnie partnerscy. Wiek i stopień pokrewieństwa schodzą na dalszy plan. Dobrze. Hela zmywa i kreci się po kuchni. Marysi nie ma. Gdy dorwie się do książki - znika z pola widzenia. Na całe dni.
Reszta rodziny pod nasłuchem telefonicznym i internetowym. To mi w zupełności wystarcza. Bo czyż nie o to chodzi, by byc blisko tych, których kochamy? Nie w metrach, nie przestrzennie.
Wprowadziłbym współczynnik zintegrowania jako jedną z miar ludzkiego życia. Na ile jestesmy zintegrowani z bliskimi osobami, ze wspólnota lokalną, z wartościami rodzinnymi, narodowymi, z naszymi mistrzami, wzorami osobowymi?
Mozna udoskonalać te miarę, ale trzeba też wyrugować mierzenie zycia stanem kasy, stanowisk, sławy.
(Niedziela, 31.stycznia. 2010)
***

Mam wrażenie, że mieszkam miedzy dniem a noca. Muszę ciągle wysłuchiwać prawdziwych stwierdzeń Grażyny, takich jak dziś: "gdybym była wójtem, już bym pisała wniosek o pieniądze na przedszkole". Dzień i noc chodzą po Strachówce. Szkoda, że nie będzie wniosku o pieniądze, i nie będzie przedszkola.

Ja zaś, jak w "Latarniku", przygotowuję przesylkę do Glasgow. Moją rekolekcyjną prezentację dla młodzieży w dwóch liceach w Bielsku Podlaskim, z 2006 - może się do czegoś przydać i tam. Pożyteczne życie przodków.

Dopóki prawda mnie prowadzi, o coż mam się martwić? Poprowadzi dalej. I jeszcze dalej. Bo ja prawdy nie wymyslam. Nikt nie moze. Mozna ja tylko widzieć, poznawać, mowić jej "tak", amen. Veritas est adequatio rei et intellectus".
Co najbardziej kształtuje mentalność współczesnych? Rodzina, szkoła, telewizja, inne mass media? Gdzie w tym szeregu ulokować osobiste poszukiwanie prawdy?
Reklamy i 98% produkcji telewizyjnej zachęca do życia w wąsko rozumianej dzisiejszości. Mało kto sięga trochę wstecz. A całe dzieje homo sapiens to z grubsza tylko 40 tysięcy lat.

Modlitwa wieczorna często dopisuje pointę. Dzisiaj jedno z wezwań: "O zrozumienie czym jest głębokość, wysokość, szerokość naszego duchowego wnętrza". W tym kontekście: czekam bardzo na wieczorne wpisy na blogach rodzinnych. I cieszę sie bardzo, gdy mogę coś przeczytać.
(Sobota, 30.stycznia. 2010)
***

Ostateczność chwili. I nieostateczność jednocześnie. Niech każdy spróbuje sam zmierzyć chwilę. Dlaczego nie ma jeszcze definicji?
Ile składowych trzeba wziąć pod uwagę? Życie jest i będzie zawsze ciekawe. Ja bym dał Nobla za takie odkrycie.
Biorę się energicznie za kolejny dzień.

Chwila ze mną, chwila beze mnie. Jak? Wzrokowo, słuchowo, zmysłowo, pamięciowo, wyobrażeniowo, modlitewnie? Jak?
A jak jest z tymi, których kochamy, niekochamy, Jezusem, świętymi itd.? To jest ciekawe, porozmawiajmy.
Chrześcijaństwo wprowadza w świat jedną ideę porządkujacą wszystko: miłość. Miłość - wydaje się - zawiera wszystkie wątki, które możnaby uwzględnić opisując chwilę.
Boga spotkałem i poznałem w przestrzeni społecznej. Potem mogłęm się Nim cieszyć w przestrzeni wewnętrznej, nie rozstrzygając, co i jak, ontologicznie.
Miłość jest Jego imieniem. Jego istota, która wyraża się w imieniu, jest sensem największym w świecie wewnetrznym i zewnetrznym, i tym co łączy oba światy. Jesli ją akceptuję, mówię Amen. Amen jest chwilą i wiecznością zarazem. Dlugość życia, ani stan posiadania nie zwiększają szans na najwazniejsze doświadczenie życia. Mogą jakoś zadowalać zmysłowe doznania, ale nie najglębszego pragnienia człowieka-osoby.

Centra pomocy = gmina + marszałek wojewodztwa. W auli Politechniki Warszawskiej, przez 2 lata mojej Alma Mater, PO próbuje zainicjować styl amerykański w polskiej polityce. Nie mam nic przeciwko temu. Lepsze to niz ubijanie sniegu przez dreptanie w miejscu, w wąsko-polskim grajdołku.

Wątek ładnie się rozwijał, aż do alarmu kolędowego. Pies zaszczekał, przypomniałem sobie, że kolęda. Mały popłoch. Normalka, nawet jak niektórzy się krzywią, że nie wypada. Wypda, wypada. Czy wszyscy zawsze są tacy do pokazywania? Przypomnę sławny fragment z Zawału Mironka. Niby staral się być przygotowany na takie ewentualności, a jak go w szpitalu rozbierali, majtki staral się zdjąć sam, bo "się nie upilnował". Wolę realizm od mniemań o sobie. W realiźmie zawsze można znaleźć dobro, piękno, prawdę. Mniemania są jak zwiędłe, zeszłoroczne liście.
Więc wracam: pies zaszczekal, pamięć ma brzeg wyrzuciła, "kolęda", dzieci za porządki, ja za spodnie, a to sąsiad. Przyszedł, bo nie mógł się na księdza doczekać. Dobrze zrobił, sam przyznał, gdy ja mu sie pzyznałem. Zosia odkurzyła, Marysia przygotowała stolik, krzyż na nim, świeczka i Biblia Rodzinna (Jaśkowa na I Komunię). Olek odśnieżył schodki i werandę, Hela też coś robiła.
Zapaliłem kadzidełko, dołożyłem do krzyża aniołka z włóczki (na szydełku, od uczennicy kl.2, tj. jej mamy, na Dzień Nauczyciela). Nad stolikiem, na pólce z książkami, cały segment Bibli, Brewiarzy (Breviarum Romanum też), Historii Kościoła, i "Wprowadzenie do życia duchowego" Luisa Bouyer'a, które bardzo sobie cenię. No i czekamy teraz i my. Adwent. "Benedictus qui venit in nomine Domini". "Nim przjdzie ktoś, pierwszy wyjdę ja...". Mogę mu przeczytać wszystko co tu zapisałem.
Gdybym był młodszy, może poszedłbym do sasiada na piwo, póki co. A tak siedze i piszę. Język to też instrument muzyczny. Realizm otwartych oczu i trzeźwego umysłu jest samą prawdą. Ma piękno w sobie. I skłania do dobra.

"Żeby szkoła była dobra, nauczyciel musi byc dobrze motywowany" - powiedział min. Boni, na konferencji w mojej nie mojej Politechnice. Mnie zmotywowali jak cholera. A potem dodał "tam w szkole muszą powstać grupy liderskie". To niech wymyślą kolejne papiery (zaświadczenia) o kursach liderskich, z równoczesnym wycięciem prawdziwych liderów(bez papierów.
Dwa lata na Politechnice to napewno więcej niz trzy semestry dokształtu na jakiejś tzw. uczelni dla nauczycieli. I co? Gówno mam z tego. Że ja to trudno. Ale uczniowie tez. Papierrologia stosowana, jak wszelkie woluntaryzmy PRL-owskie. Gorycz? Oczywiście też. A przeciez nie tylko to, bo jeszcze i to i tamto: kurs płetwonurków, kurs jazdy konnej, ukończony maraton, tzw. żółty czepek pływacki, to z dziedziny sportu. Z innych dziedzin: samouk j.fr. w Paryżu, w Centrum Pompidou, dwa miesiące w renomowanej szkole jęz. francuskiego dla cudzoziemców w Tours, dwa lata w Instytucie Francuskim w Warszawie, dwa lata zaliczone, trzeci w połowie na teologii zaocznej, tzw. rok "0" j.ang. w Siedlcach (180 godz.), kursy w International House w Londynie, w Pilgrims, w Canterbury, kurs metodyki na Podwalu (200 godz.), szkolenia weekendowe z metodyki w fundacji NIDA, z 200 artykułów w prasie lokalnej. To nic nie znaczy dla rządzących, więc niech mi Boni lepiej nic nie mówi. Znam niby mowę z różnych okresów.

Wątek dobrze się rozwijał, ale nie mogę przekroczyć granic przyzwoitości (objętości). Życie zawsze zwycięża, nawet śmierć.
Mogłem się dzisiaj zalogować na stronę faktów i wpisać komentarz. Daję świadectwo prawdzie i swoim zdenerwowaniom. Sam się zastanawiam, dlaczego tak reaguję na niektore sprawy. Psychoanalityka trza by spytać. Czy wyjasnieniem jest nasze życie w strachowskich realiach, czy jeszcze głębiej? PRL? Ki czort? Tak samo mnie zezłościło zablokowanie wpisu na blogu Szymona Hołowni i podziekowania za English Teaching Mrket na stronie dziekuje.pl. Nawet Łazarz, licealista, podkreslił wczoraj na swoim blogu "że wolność słowa, to dobra rzecz".
Prawda zawsze zwycięży. Tylko prawda.

Ksiądz z Jadowa nie przyszedł. Chodził po Rozalinie i podobno po Annopolu. Ki diabeł? Po co cały dzień czekamy? My, sąsiedzi? Jego strata. Pieniędzy by nie dostał, bo nie mamy, ale poznał by historię terenu i ludzi, po których "chodzi". Moglibyśmy też się pomodlić razem i porozmawiać o kościele. A tak, ni w pięć, ni w dziewięć. Nam to wisi. To nie sakrament, tylko kultura i obyczaj. W sumie nie jestem zły, tylko strasznie nie lubie niby mowy, w państwie, kosciele. W ogóle nie chodzi mi, żeby urządzić się w tym świecie, tylko w wieczności. Istnieć w Istnieniu.
(Piątek, 29.stycznia. 2010)
***

Ważny dla mnie dzień. Nie ze względu na komisję sejmową (przesłuchanie Mirosława Drzewieckiego), ani oświadczenie wyborcze Donalda Tuska. Nie. Ze względu na lekturę i dyskusję wokół rozmowy w Gazecie Wyborczej z prof. Mikołejko. Rozmowa ukazała się wczoraj i dotyczy religii i filozofii. Moja działka. Wczorajsza zapowiedź i intuicja, i dzisiejsza lektura spełniły moje oczekiwania. Z nawiązką. Bo prof. Mikołejko reprezentuje niezwykły punkt widzenia. Mi bliski. Uprawniony jak najbardziej. Ani tak, ani siak – powiedzą niektórzy. A ja, nie. Uprawniony z naukowego punktu widzenia. I mocno osadzony we własnym doświadczaniu życia.

Nie rzucam się do pisania. Cieszę się perspektywą pisania na mój ulubiony temat. Delektuje się. Chodzę, siedzę, piję herbatę, oglądam komisje sejmową. Temat jest we mnie. Cieszy.

Sprawy filozoficzne i religijne cieszą. Lokalne wyprowadzają z równowagi. Nawet kłopot z połączeniem internetowym z faktami.wwl (komunikat: [403] Forbidden : Dostęp zabroniony). Małostki, przebiegłości. Prawdy obiektywne są ziemią człowieka, nie małe krętactwa i machlojki grup i grupek.

„I know of nothing that would lead me to believe in god, hence I do not have belief in his existence" (komentarz z Youtube, na który wskazał Jasiek we wpisie do do zdjęć z 20 stycznia. Jak ulał włącza się w dyskusję z prof. Z. Mikołejko.
„Nawet jeśli Bóg jest fantomem, to doświadczamy go, jako coś rzeczywistego – jest w Kościołach, normach, wartościach, kulturze. Więc nawet jeśli go nie ma, jest przez to, że ludzie działają w jego imieniu”.
Cenię taki realizm. Nie przeczy faktom, liczy się z rzeczywistością. Można dyskutować o sposobie istnienia Boga. O jego realności/realnościach. Dla mnie najważniejsza jest perspektywa biblijna. I własne doświadczenie życiowe. Ale o tym, może jutro.

Aktualności mają wpływ na rodzinę. Andrzej, Olek i Marysia trenują piłkę ręczną w pokoju. Wyznaczyli linię 7 metrów ręcznikami, ubraniami i rzucają do bramki pod biurko. Szczypiorniak to konkurencja dla naszej rodziny. Szóstka w polu, siódme na bramce, ja z Grażyną jako publiczność. To nasz czas w historii (przynajmniej polskiego sportu).
Zareagowałem też na podpowiedź prof K.Kusmierczyka. Jestem zadowolony z sopli.

Rozumowanie profesora Zbigniewa Mikołejko i rozmowy z Jaskiem mają coś wspólnego. Ciekawe, bo jeden jest profesorem, a drugi studentem. Co to jest, co ich łączy (i nie tylko ich) - warto pomyśleć.
Doczepię i to, choć może się wydawać, że od sasa do lasa, a uważam, że nie. Otóż, w tej otwierającej się perspektywie: dla mnie ksiądz najpierw musi być człowiekiem, myślącym, szukającym, wątpiącym.... Nie funkcjonariuszem wychodzącym znikąd do ołtarza, aby wykonać prawie magiczne czynności. Bardziej boski i mniej ludzki niż Jezus z Nazaretu, który z ludxmi był na codzień. Ksiądz, nie według wzorów na kapłana z różnych religii, ale naśladowca Jezusa. Wtedy nie będzie problemów z miejscem chrześcijaństwa w świecie i w życiu społeczeństw. W religii musi być bezwzględna uczciwość poszukiwania prawdy i służenia jej.
(Czwartek, 28.stycznia. 2010)
***

Wczoraj zapisałem cos waznego. Miałem i mam te swiadomość. Tak napisać może ktoś, kto doświadczył, że jest cudem we Wszechświecie. Nie to, że ssak dwunożny, ale, że zdolny do milości. Takiej miłości. Przekraczającej wszystkie własne (nie tylko biologiczne) potrzeby. Bo w zyciu osobowym nie może chodzić tylko o cele ustanowione przez, tak, lub inaczej, rozuminay rynek. Osoba doświadcza w sobie tajemnicy i nieskończoności, a wie, że nie jest celem i wartością najwyższą, ostateczną. Szuka więc Najwyższej, Ostatecznej. Szukałbym zbawienia, albo oświecenia, nawet gdybym nie słyszał o Biblii.

A cóż dopiero, gdy własne życie układa się według biblijnych wzorów. I jest tylko rozdziałem dłuższej historii, w której jest już, co najmniej, pięć pokoleń! Widzę to, czego nie widać, jeśli się nie szuka, a jest.
Wykonuję pracę. Mniemam, że pożyteczną. Jak explorator nowych ziem, kontynentów. Muszę iść dalej. Najdalej, jak mozna. I opisuję.

WP.pl: "Kultowe słowa" (trenera Wenty), "Kultowy kabareciarz" (Bogdan Smoleń), "Wenta zaklął siarczyście, magiczny czas". Co jeszcze? Kultowe brednie, kultowy kretyn, kultowy rozwód, kultowe kłamstwo, zbrodnia itd.itp.? Żenada.

Dzisiaj minie kolejny dzień z życia Józefa K. Czy wszystko, co się wydarzy, to informacje z radia, telewizji, internetu? Z tego, co przyniesie Grażyna ze szkoły, z gminy, i dzieci? A zwieńczy na koniec dnia ładunek intelektualno-duchowy rodzinnej modlitwy? To nie mało. Co znajdę, co zrozumiem, co zapiszę?
Był juz także telefon od Kazika. Szukał Grażyny, dyrektorki Zespołu Szkół Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Rzadko się z przewodniczącym widujemy. Mogliśmy pogodnie zamienić kilka słów. Nie jest źle. Jest dobrze.
Czy laborant w pracowni naukowo-badawczej zrobi dzisiaj więcej? Albo radiotelegrafista?

1. Akcja węgiel - kierowca nie chciał ryzykować, zostawił tonę czarnych głazów u sąsiada. Była przeprawa śniegowa z przyczepka. Żona, córka, syn i ja. Parę siniaków, ale sukces.
2. Uratowane pieniądze i projekt - Grażyna szczęśliwa, praca nie poszła na marne, potrzebne było odwołanie.
3. Radyjko, nabożeństwo do MB Nieustającej Pomocy. Jaskowi się nie podoba. Ja nie jestem fanem, ale. Pamiętam z dzieciństwa, w drewnianym kościele "na górce" w Legionowie. Był jakiś klimat. Dzisiaj proszą o łagodną śmierć dla NN, dziękują za wyleczenie z raka nerki i węzłów chłonnych, matka modli się o nawrócenie syna, a babcia o pobożnego i pracowitego męża dla wnuczki. Czy można przejść obojetnie? Wszyscy mówią szczerze, z dna serca, ja chcę tak samo. To wszystko.
4. Ciekawy jestem, czy można rozmówców klasyfikować według tego, czy, i jak, się modlą?
5. Wczorajsze zapiski są ciągle u mnie na wierzchu.
6. Dzisiaj mialy być też, odłożę na jutro (z fil. rel.).

Caritas czuwa nad Strachówką, dziewczyny się szykują, przebierają. Jutro bal przebierańców.
(Środa, 27.stycznia. 2010)
***

"To co z wnętrza pochodzi". (Jezus z Nazaretu). "To" - tytuł tomiku Czesława Miłosza. Miara lat - miarą niedoskonałą życia człowieka. Stan, potencjał wewnętrzny sie liczy. "Choć umarł młodo przeżył czasu wiele". Koncepcja oświecenia wewnętrznego, koncepcja zbawienia - miarą właściwą. "Bo moje oczy ujrzały twoje zbawienie", "wszystkie narody ujrzą zbawienie Boga naszego". Patrzeć, żeby widzieć. Zobaczyć zbawienie.
"Godność mieści się w głębi naszej duszy, co dostrzegł już grecki filozof Heraklit, gdy uczył, że gdybyśmy nie wiadomo jak daleko szli, to nie znajdziemy granic naszej duszy, gdyż taka jest w niej głębia. O wiele jaśniej mówi Chrystus, że w naszej duszy, stworzonej na obraz samego Boga, mieści się źródło naszej nieskończonej godnosci"(strona Angelusa)

Stare piece kaflowe podtrzymują ciepło w pokojach. Dziurawe, ale mus. Natenczas zamieniam się w czujnik tlenku węgla, gazu bezwonnego. Czuję całym sobą. Piec w kuchni zżarłby 100 kg węgla w ciągu doby. Stan kasy w rodzinie dyrektorki oświaty gminnej i domowego "intelektualisty" na to nie zezwala. A to Polska właśnie. Po-PRL-owska. Dzisiaj rano mieliśmy +14/+16C. Sukces w zarządzaniu ciepłem, czasem i gotówką.

Sławek mi podesłał link na biskupa DługoszaNa czasie, wczoraj zastanawiałem się, jak dzieci znoszą (przeżywają) ciszę na naszych wieczornych modlitwach. "Pacierz to nie jest jedyna i najważniejsza forma modlitwy. Modlić się można ciszą, ukłonem, śpiewem, tańcem". Biskup Długosz używa nawet słów, które u mnie moga się wydać antyklerykalizmem: "Niech to sobie ksiądz zakoduje, że dziecko ma się nauczyć rozmawiać z Bogiem - a nie wkuwac pacież - i wtedy naburmuszony [ks.] katecheta daje mi [biskupowi] spokój".

Jeszcze mocniej biskup mówi o spowiedzi: "Sam bardzo przykro wspominam swoją pierwszą spowiedź. Spowiadał mnie proboszcz, który był biskupem i nie miał doświadczenia z dziećmi. Przy każdym grzechu pytał mnie, ile razy. Kto to jest w stanie zapamiętać? Strzelałem więc, ile mogłem. Potem dostałem jakąś straszną pokutę, chyba różaniec, nawet nie pamiętam, czy ją odprawiłem. Ja bym największemu grzesznikowi takiej pokuty nie zadał!
"Czasem dzieci tak straszy się spowiedzią, że siusiają przy konfesjonałach. Przeżywają gehennę, spowiadając się obcym ludziom, ukrytym za zasłoną, w ciemnościach. To jest jak spotkanie z jakimś bobokiem".

"Dziecko ma przeżyć radość z powodu spowiedzi, a nie lęk.... najlepiej byłoby, gdyby spowiadało się u księdza, który jest dobrym znajomym, nie obcym człowiekiem. Wiele zależy też od rodziców. Sam pamiętam, jak mama pomagała mi zrobić rachunek sumienia. Stawiała mi pytania, a ja w myślach miałem sobie odpowiedzieć, czy popełniłem dany grzech. Dziecko w domu powinno przeprosić rodziców, oni powinni je przytulić, tak by poczuło, czym jest przebaczenie".
Musiałem sam dojść do podobnych wniosków. Po własnych złych doświadczeniach, ostrzegam dzieci i rodziców przed spowiednikami. Bądźcie czujni. Rozmawiajcie szczerze z dziećmi po spowiedzi. Niech unikają złych, czasem zboczonych, księży. To tylko ludzie!

Bądźmy normalni, nie nabzdyczeni religijnie (brr! ten straszny, nienaturalny sposób mówienia wielu duchownych, budzacy czasem złe skojarzenia). Biskup mówi: "Gdy jestem na weselu, a jest dobra muzyka, to przychodzę do domu głodny. Nie mam czasu na jedzenie, cały czas jestem na parkiecie... Bo ja nie jestem katechetolog, tylko katecheta praktyk".

W pewnym wieku bardzo lubimy filmy. W innym wieku najbardziej podoba się nam 'film', w którym sami gramy główną rolę. Każdy klaps w nim - może być powodem długiej medytacji.

Gościa Niedzielnego - o dziwo - da sie czytać. O dziwo - wśrod tzw. polskiej prasy katolickiej. W jednym numerze znalazłem dłuższe teksty o: Neandertalczykach, Sprawie Olewnika, "Zakochany w prawosławiu" (o Olivierze Clement, autorze "Teologia mistyczna Kościołą Wschodniego"), "Gaz z wegla", "Szkoła niewyprana z wartości", o filmowym księdzu Mateuszu "Bajka o idealnym księdzu". Jedne przeczytałem, inne przejrzałem. I jeszcze dużo ciekawych komunikatów, sprawozdań o: wykładzie ks.prof. Michała Hellera w ramach "Warszawskich spotkań u świętego Andrzeja Apostoła", z konferencji o duchowości chrzescijańskiego Wschodu, itd.itp. Duzo, bardzo dużo dobrego materiału. Jak to możliwe? Skąd taka otwartość i różnorodność? Są enklawy normalności w polskim kościele. Wiele tekstów napisali księża. Także o księdzu-detektywie. Cytuje m.in. dane z badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego: "najbardziej cenimy u księży komunikatywność, otwartość, umiejętność słuchania, służenie dobrą radą, zrozumienie". I sam od siebie dodaje "kiedy polscy katolicy idą do swojej parafii...ich proboszcz nie jeździ rowerem, tylko samochodem, często "wypasioną furą". Nie pałęta się po okolicy, wypatrując, komu by tu pomóc, tylko zamyka się niczym w twierdzy na plebanii... co chwila moralizuje, no i wie najlepiej, co myśli Pan Bóg, także o wspieraniu konkretnych partii politycznych". Niczego nie muszę dodawać. Czy w Katowicach jest jakiś inny kościół, inni biskupi? Brawo.

Musiałem rozpalić w kuchni. Włączyłem radyjko, a tu biskup Edward Dajczak rozmawia sobie z księdzem Rafałem. Całkiem po mojemu. O Przystanku Jezus, młodzieży, katechezie. Katechizm na katechezie zawalidrogą. Odstrasza. To mówi biskup. To już mnie nie ekskomunikuja (mam nadzieję). Wolno ksiedzu, biskupowi, katechecie, każdemu, kto kocha kosciół.
Przetrwałem. Mogę się nawet na biskupa powoływać w innej konkretnej metodzie: "Trzeba najpierw Boga dotknąć. Twórzmy miejsca modlitwy!" Nie udało mi sie w szkole, nie udało w parafii, ani dekanacie. Udało się w domu. Codziennie się zbiera od 5 do 9 osob. Chwacit. OK.

Co za dzien. Nic sie z pozoru nie dzieje, a katecheza się napisała. Ktoś ją podyktował. Gdzie skarb twój, tam i serce twoje. Gdzie myśli moje, tam i cytaty.
W modlitwie stawiam cyrkiel wiary w sam środek osobowej mocy i zakreślić mogę krąg miłości. Mogę objąć cały świat. Wszystko co bylo, co jest, co będzie. Doświadczam atrybutów wiecznej osoby, wiecznej milości. Boga samego.
Język porządkuje przestrzeń wewnętrzną, ustala hierarchę ważności: podmiot, orzeczenie, dopełnienie. Kto, co, jak. Ja - osoba, sięgam, kresu. Kresu dobra w sobie, kresu dobra ostatecznego.

Ps.
O ks. dr Leszku Slipku,proboszczu u św. Andrzeja w Warszawie, usłyszałem pierwszy raz dwadzieścia parę lat temu od znajomego kleryka. Z nutą żalu mówił, że mieli w seminarium świetnego ojca duchownego, spowiednika, ale był za dobry, po studiach zagranicznych, i przenieśli go na wiejską parafię. Jest moim rówieśnikiem. Coś to mówi o kłopotach inteligencji katolickiej mojego pokolenia. Biskup Długosz, biskup Dajczak pokazują, że klimat się powoli zmienia. Ale nigdy myślącym niezaleznie nie bedzie łatwo, nie tylko w kościele.
Ksiądz Slipek jest autorem licznych książek i artykułów, m.in.: "Parafia jakiej pragnę", "Kapłan na 3 Tysiaclecie". Jego słowa: "Mówimy o bierności katolików, ale musimy zapytać o wiarę. To ona jest problemem. Brak zaangażowania jest konsekwencją słabej wiary... W naszych czasach nie ma już miejsca na wiarę anonimową i sformalizowaną. Potrzebna jest wiara oparta na dogłębnym poznaniu słowa Bożego, na wyborze i osobistych przekonaniach. Ma być to wiara przyjęta świadomie, a nie jedynie odziedziczona w sposób pasywny".
(Wtorek, 26.stycznia. 2010)
***

Granica dwóch światów mnie interesuje. Pogranicze. Rzeczywistości nieświadomej - i żywej świadomej. To moje prawdziwe "ja" - niezależnie, jaka jest temperatura na zewnatrz. Dzisiaj minus dwadzieścia parę. A w tropikach jest plus. "Ja" uwarunkowane materialnym ciałem, ale też wolne (od zniewolenia przez toż ciało), skoro król Asioka mógł wejść pod dywan życia i gdzieś sobie pójść na wieczność.

To jest temat! Dlatego ci, którzy chcą zyć na pograniczu, ze względów poznawczych, powinni mieć stałe stypendium od MIN, PAN, ONZ, ITP, ITD. Relacji Asioki nigdy za wiele, jak na razie. Moze kiedyś nadejdzie czas, że sie przejedzą. Oczywiście ci, którzy szukają tego, co najważniejsze, znają niezalezne duchy: sw. Teresę z Avila, Jana od Krzyża i zastępy mistyków zwykłych i niezwykłych. Święci bardziej od strony wielbienia doznają i opisują, ja od strony poznawczej, ale są punkty styczne.
Na stypendia mogą, jak na razie, liczyć sportowcy. Może niedługo także rekordziści z Księgi Guinnessa.

W Gdyni gimnazjaliści zaprosili premiera. Robią projekt: "Bohater mojego środowiska". Nie mają kompleksów.

Jestem uzależniony od cywilizacji. Codzienna dawka leków podtrzymuje moje życie. Każdy w jakiejś mierze. Choćby witaminy i suplementy diety.

Andrzej Madej jest już na dziękuję.pl. Mogłem zaanonsować i na Facebooku i na Twitterze.

Wysłałem do Łącznika dwa teksty, mój i Jaśka. Nie było to działanie zamierzone. Teksty dopełniły się same. Grażyna przywiozła samochodem (w bagażniku) z Łochowa 100 kg węgla. Będę wypoczywał w cieple. Zawsze pławię się w zadowoleniu po wysłaniu gotowego tekstu. A jeśli zdarzy się dopełnienie, pławię się w dwójnasób. Wykonało się. Upatruję w takiej koincydencji znaku. Wielkiego znaku. Nie mam w takiej chwili wątpliwości, że zamieszkuję krainę sensu. Mogę powtarzać ze starym Symeonem "a teraz pozwól odejść słudze swemu".
Nie rozgryzę wielkich łamigłówek kosmologicznych, ale kod własnego życia rozgryzłem.

Nie mogłem dojechać na spotkanie klasowe do Łazarza. Muszę odzyskać i obronic ciepło (było już +10C w kuchni, w pokoju +13C). Nie dodzwoniłem sie do wychowawcy. Wysłałem sms z usprawiedliwieniem Wychowawca oddzwonił, porozmawialiśmy szczerze, sympatycznie. Taki wychowawca cieszy. Dobrą szkołę sobie wybrał Łazarz, pogimnazjalny student, który, mam nadzieję, będzie zwyżkował w następnym semestrze, jak obiecał sobie (i nam).
(Poniedziałek, 25.stycznia. 2010)
***

Widzę relację ze spotkania arcbp. Kazimierza Nycza z dziennikarzami i od razu myślę "eh! gdyby tak na każdym szczeblu. W parafii, dekanacie. Jestem dziennikarzem prasy lokalnej i internetowcem. Znaleźliby sie i inni. Według mojej koncepcji kościoła plebania powinna być miejscem ciągłych herbatek, jak kuchnia pod kaplicą na Wiktorówkach. Wszyscy bądźmy pielgrzymami.

Rozmawiać chcą rodzice, poszczególne osoby, rodziny, grupy zawodowe itp. Nie tylko przez kratki konfesjonału. Przy herbacie. I od razu świat byłby lepszy.
Poszedłbym nawet dalej i zaproponował ustawiczne herbatki zamiast kazań. Tak łatwo mówić o potrzebie rozmów, o gościnności itp.itd. Zrób to!
Niby nic nowego, tak działał Jan XXIII, Jan Paweł II, Andrzej Madej, a i Antoni Czajkowski. No i oczywiście Jezus. Wtedy tylko kościół może się nazywać kościołem Jezusowym.

No i znów cytat z Nycza "trzeba także umieć dziękować wręczając odznaczenia" - dając medale "Za zasługi dla Archidiecezji Warszawskiej". Kościół ma wiele instrumentów, aby budować wspólnotę. Trzeba tylko chcieć, a nie gadać umoralniające gadki i chować się na plebanii.

Rano odwiozłem Helę i Łazarza do Słupna k. Radzymina na spotkanie-kulig stypendystów Nowego Tysiąclecia. Wybrani znaleźli się w lesie. Taka sceneria pogłębia wybranie. Zbliża. Ksiądz kanclerz wskazywał drogę.
Nas czekało wydarzenie na miejscu: Jasełka - Szukam Boga - na kazanie.
Kościół ma wiele instrumentów, aby budować ciekawą wspólnotę, ciekawych ludzi. Wszyscy tego pragniemy! Krzyczymy! Prosimy! Chcemy się wlączyc! Wołąmy o Nową Ewangelizację. stare formy sie przeżyły. Nie przyciągną młodych, zanudzą starych. Chcemy żywego kościoła. Jezus jest atrakcyjną propozycja na wszystkie pokolenia. Nawet papiez się upomniał o internet. Ale jeszcze nie otworzył ogrodów watykańskich. Więc i plebanie nie otworzą się tak szybko. Przykład idzie z góry.

Nie muszę się wszytkim podobać. Świeckim i duchownym. Zwłaszcza władzy. Nie muszę się podobać, ani mój styl wypowiedzi.
Mnie chodzi o życie. O zbawienie. Najpierw własnych dzieci (czekam na ich wpisy na blogach), później mnie samego. Będę wołał, bo mam jedno życie, jedną szansę.
(Niedziela, 24.stycznia. 2010)
***

Zwykła sobota. I niezwykła. Jutro "Jasełka" w kościele. Jest na co czekać. Lokalne wydarzenie. Zmiana ustalonego porządku. Coś innego. Będę patrzył przez obiektyw, będę chciał pokazać coś ładnego, odkryć coś w ustalonym swiecie dookolnym. W aspekcie i w perspektywie piękna, prawdy.
Nastrój oczekiwania buduje się ze szczegółów. Andrzej nas epatuje: "trzy godzinną próbę mieliśmy w piątek w kosciele. Każdy odpowiada za coś: za ławki, światło, ustawienie. Ja za mikrofony". (Pamiętam jak za nie drżałem - przed proboszczem Schabowskim - na "Nocach Czuwania" w Legionowie, w latach 1983-87).

Porozmawialiśmy z dziećmi i między sobą o tzw. ocenach z zachowania. Jak trudno (d)ocenić czlowieka. Małego i dużego. Jak trudno dotrzeć do prawdy. Jak łatwo pozostać na poziomie pozorów. Nie chodzi o zdanie tej lub innej osoby. Z doświadczenia wiem, że przy wystawianiu tych ocen dochodzi do głosu coś takiego jak "mądrość zbiorowa". Może przemówić przez nauczyciela lub ucznia z dowolnej klasy.
Chodzi mi o ocenę Olka. Olka jako Olka. Jakiego go znamy. Z nieumiejętnością przegrywania, czasem z wrzaskliwości, z obrażalstwa, ale i z bardzo dobrych ocen, z aktywności, z gotowości do przeprosin i udobruchań, z zachowania przy ołtarzu. Ile kategorii z tego katalogu przemawia za obniżeniem oceny o dwa punkty (w skali 1-6). Coś z naszą mądrością zbiorową, albo z moja osobistą, jest nie tak.
Pisząc o tak osobistych sprawach jestem prowokatorem. Staram się przy różnych okazjach rozszerzyc zakres (elastyczność) podejmowanych rozmów.

Wszystkim miłośnikom PRL, a jest ich w kraju ok. 50%, Europa (bo Polski na to pewnie nie stać) powinna zafundować wycieczkę i np. 2 tygodniowy pobyt w którymś z istniejacych jeszcze państw komunistycznych: Wietnam, Korea, Kuba.... Może by im przeszło. Ale i tak Europejczyków z nich już nie będzie.

Muszę napisać do Łącznika, mija termin. Trudno się wywiązać z zadania, gdy wszyscy są w domu. Pod tym względem sobota i niedziela to najgorsze dni.

PAPIEŻ BENEDYKT XVI ZACHĘCA KSIĘŻY DO DUSZPASTERSTWA W INTERNECIE. - taki news dali na pasku w TVP Info. Gdybym miał zdrowie, poszedłbym na wódkę. I innym postawił. Chętnie z księżmi. Tym, którzy podpisali "Krucjatę Wyzwolenia Człowieka" postawiłbym herbatę. Szanuję, podziwiam wyrzeczenia i silną wolę. A potem zrobiłbym wpis na blogu. Bądźmy normalni. Bezgrzeszni, ale normalni.

Zajrzałem do internetu i jeszcze bardziej sie ucieszyłem. Podskoczyłem. W TVP-Info to nie był cytat z jakiejś papieskiej wypowiedzi. To medialna reakcja na zapowiedziany dokument. list na Dzień Środków Masowego Przekazu. Internet aż huczy. Nie dziwię się, to uznanie ze strony ważnej światowej instancji. Watykan przemówił. Benedykt XVI wezwał księży, by głosili Ewangelię, korzystając z najnowszych osiągnięć nowych mediów i technik audiowizualnych dostępnych w internecie. "Rozwój nowych technologii i szerszy cyfrowy świat stanowi wielkie bogactwo dla ludzkości jako całości i dla każdej jednostki oraz może być bodźcem do spotkania i dialogu ... rozwój ten stanowi zarazem wielką szansę dla wierzących ...Wspólnoty kościelne zawsze używały nowoczesnych mediów, by sprzyjać komunikacji, zaangażowaniu wobec społeczeństwa i, stopniowo, by zachęcać do dialogu w szerszym wymiarze...filmy animowane, blogi i strony internetowe, obok tradycyjnych metod, mogą otworzyć nowe perspektywy dla dialogu, ewangelizacji i katechezy ... Dzięki nowym mediom Bóg może spacerować ulicami naszych miast i stając na progu naszych domów i naszych serc, powiedzieć raz jeszcze: Oto stoję u drzwi i kołaczę".

Hurra! Doczekałem się. Od dawna jestem katechetą internetowym. Piszę w porę i nie w porę. Ryzykowalem ekskomunikę ze strony Torunia i innej konserwy. Ale ja nie czekam, aż Watykan Rzymski, albo lokalny, na coś mi pozwoli. W religii jestem wolnym człowiekiem. I to jest istota religii: człowiek i Bóg. Nie istytucje. Wszystkie instytucje są (muszą być) służebne. Człowiek jest drogą Kościoła, nie odwrotnie.

Będę krzyczał: jestem katechetą internetowym. Proszę zajrzeć pod ten adres. Tu jestem. Coś już opublikowałem, coś osiągnąłem.
Czy zostanę powołany na stanowisko konsultanta dekanalnego/diecezjalnego d/s katechezy przez internet? Czy mój krzyk pozostanie w pustce? Jak przez ostatnie 8 lat? Instancje udają, że nic nie napisałem, nic nie wykrzyczałem. W prasie lokalnej i na blogach. Bo co? Bo na ten temat papież jeszcze nie wydał dekretu?!
Nie. To musi być coś innego, bo mój kościół tak by się nie zachował. Mój kościół jest wrazliwy na głos współ i nie współ braci.(Sobota, 23.stycznia. 2010)
***

Być Europejczykiem. Bo Polakami już jesteśmy. Europejczykiem - trzeba się nuczyć. Nie wystarczy polożenie geograficzne i historia. Być europejskim Polakiem. Trochę języka i obycia. Trzeba czasu, mamy wielkie zaległości z PRL-u. Stąd kompleksy pokrywane anty-europejskością.
Przyjemnie jest słuchać prof. Jerzego Buzka, Polaka-Protestanta, przemawiającego w Parlamencie Europejskim w Brukseli, Strasburgu, jak i w polskim Sejmie. „Sursum corda” – rodacy. „Habemus ad Dominum” – pamiętam. Jako ministrant mam kontakt z językami obcymi od 50 lat. I obycie.

Inicjatywy Jerzego Buzka: „Sieć Sacharowa” (laureatów nagrody im.), „Forum byłych przewodniczących Parlamentu Europejskiego”, „Sieć bezpieczeństwa energetycznego”.
Wołam o ten sam styl demokracji w gminie i w Polsce. Zmieńcie wreszcie tego wójta. On tego nie chce, nie rozumie, boi się. I innych, którzy boją się przeszłości i ciągłości w budowaniu demokracji. Ratunku! Zróbmy krok w stronę normalności. Ci byli, i ci laureaci powinni współpracować z ludźmi i instytucjami dobrej woli, dla dobra wszystkich. Także władzy, która w ten sposób krzepnie i się wyrabia w dialogu. Nawet po Jerzym Buzku widać, jak Europa dobrze mu zrobiła. Uśmiechnięty, pewny siebie i swoich inicjatyw. Europejski Polak.

Dobrostan mi się zdarza. Napada ni stąd, ni z zowąd. Siedzę sobie, sobie jadę skądś dokądś, lub jeszcze gdzie indziej, inaczej. Dobrobyt mi/nam nie zagraża z żadnej strony. Nawet na stronę www.dziekuje.pl mało kto zagląda. Dziękuję za Madeja. Będzie widać, jak moderator strony się zgodzi (!)
Świeży chleb, dobry ser, piękny kalendarz (pomysł!) po spotkaniu w Maruzie – wprawiają mnie w świetny humor.
Zrobiłem zdjęcia jastrzębia. Ale sam jestem raczej gołębiem.

Jest chyba coś takiego, jak prosta radość życia. Nie mająca wiele wspólnego z wiekiem, inteligencją, wykształceniem, stanem posiadania i kariery zawodowej. Tezę mogą podeprzeć wszyscy albo nikt. I tak jestem do niej przywiązany. Uważam, że warto i trzeba zatrzymać się i pomyśleć w takich razach. Kto, co, i dlaczego? W jaki sposób? Ja i wieczność. Istniejące „ja”.

„Dlaczego katolicy w Polsce wychodzą smutni z kościoła po mszy świętej? – pytał ksiądz w radyjku. Po paru minutach usłyszałem zaproszenie na konferencję w rydzykowej uczelni. Tytuły referatów brzmiały jak jedna, wielka smuta. Że samo zło, fałsz, manipulacja itd. dookoła nas w świecie, przynajmniej w mediach. Jeden odpowiedział drugiemu. Jaki pan, taki kram.
Ilu księży z wielkim zaangażowaniem emocjonalnym głosi zło tego świata. Rzadko się uśmiechają. Gdyby to była prawda Ewangelii, to żadna ewangelizacja by się nie udała. Brr. Chcemy żyć w świecie, na który Bóg spojrzał „i widział, że był dobry”. Jak wszystko, co stworzył. A Jezus uczył uczniów „aby radość mieli i żeby radość ich [i nasza] była pełna”. A jaką Dobrą Nowinę przekazuje wielka rzesza naburmuszonych kapłanów? Brr.
(Piątek, 22.stycznia. 2010 - Dzień Dziadka)
***

Wejść pod dywan życia i tam pozostać. To znaczy u mnie hasło Asioka. Nie, nie. Nie znaczy wcale odebrania sobie życia. Znaczy "wybrać życie duchowe, zgłębianie siebie, trwanie wewnątrz ponad wszelkie zewnętrzne pokusy". Z zewnątrz widać tylko efekt ostateczny, to, że spod dywanu życia juz się nie wychodzi. Co się dzieje wtedy w środku - nie wiemy. Ale fakt zapanowania wnętrza psycho-duchowego nad ciałem jest oczywisty. I frapujący bardzo. Wyzwala ogromną moc. Stosowali tę metodę Jezus z Nazaretu, Gandhi, a i dzisiaj ci, którzy protestując przeciwko czemuś, sięgają po tzw. strajk głodowy.
To znaczy dla mnie hasło król Asioka.

Na przykładzie przesłuchania Zbigniewa Chlebowskiego widać wagę i znaczenie zasady "Audiatur et altera pars". Kochałbym Radio Maryja, gdyby ją stosowało. Gdyby w Toruniu mógł zasiąść w studio i taki katolik, katecheta, ojciec rodziny wielodzietnej, solidarnościowiec, społecznik - jak Józef Kapaon, obywatel Rzeczpospolitej Norwidowskiej.

Wczoraj znów były ważniejsze sprawy w komputerze, niż moje publikacje. Grażyna siedziała nad wnioskiem do godz. 0.30. Mam całe przedpołudnie, by nadrobić.
Z wczoraj są poniższe akapity:

Urzędowe pisma wyprowadzają mnie z równowagi. Nawet z poczty, telekomunikacji. Wszelkie. Pozostałość po PRL. Jeszcze bardziej wizyty w urzędach. Zawsze kojarzą mi się z ulicą Kruczą, z dawnym biurem paszportowym MSW. Pamiętam, że zawsze się modliłem po drodze za urzedników, których spotkam. Nie tyle o załatwienie sprawy, co, o atmosferę. O ludzkie oblicze spotkania. Tak to traktuję. Żyjąc, zużywam się jako człowiek, czy jako petent, interesant itp.

W ogóle, tak rozumiem przygodę bycia na ziemi. Jako moment egzystencjalny, a nie jako figurowanie w ewidencji ludnosci i pochodnych ewidencjach. Zegar i kalendarz są wynalazkiem cywilizacji. A życie człowieka, jako osoby, to istnienie wobec instancji ostatecznej. Nie jestem zwierzęciem, choć należę do naczelnych. Człowiek przerasta wszystko we Wszechswiecie. Ma duszę nieśmiertelą, jest duszą, jako osoba jest ..., ma wolną wolę, sumienie. Może brać na siebie odpowiedzialność za swoje czyny -> za swoje zycie. To mnie interesuje. Moja jednostkowa, osobista, odpowiedzialność za moje zycie. Nie urzędowa. Nie wobec rynku, ale wobec ostatecznych instancji. Wobec źrodeł istnienia.

Wczoraj zrelacjonowane zaległości o znaczeniu ciała w teologii Jana Pawła II, i pokrewnych wątków, są mi bliskie. Słowo 'cieszę się' pojawia sie tam często. Te wątki mają dla mnie duże znaczenie. Człowiek, ciało uduchowione, duch ucieleśniony - można kotemplować w każdej chwili danej. Podarowanej. Cieszę się od dłuższego czasu. Poznając osobę i działalność Jezusa z Nazaretu zbliżam się do nieba. A raczej niebo się przybliża do mnie. To fakt empiryczny, intersubiektywnie sprawdzalny. Czyż nie? Im bardziej, tym więcej. Im więcej, tym bardziej.
Wyższa kultura umysłowa, wyższa kultura duchowa, same w sobie, są wielką nagrodą dla każdego człowieka.

Cieszę się, znów ten częsty u mnie zwrot(!), na wspólne z chłopakami ogladanie wieczorem meczu szczypiornistów. Wrócą wszyscy po szkole, nakrzyczą, nahałasują, a potem obejrzymy sobie mecz. Potrzebuję ich emocji i jeszcze czegoś. Ich rozumienia życia, ich życia samego. "Jeśli nie staniecie się jako dzieci !!". Przy nich - staję się trochę.

Jasiek, z kolei, zdopingował mnie do opublikowania kolejnych zdjęć zimy 2010.

Szukałem popołudniowej strawy duchowej, włączyłem na ślepo radyjko. Była ciekawa rozmowa o wierze przyjaciół stojących na dwóch szczytach: głębokiej wiary i wiary pragnienia. Okazało się, że to dominikanin o.Tomasz Dostatni i były ambasador Izraela w Polsce, Szewach Weiss. Napisali wspólnie książkę "W dwóch światach" - o wartościach duchowych, Bogu, sumieniu, o Żydach, Polakach. Ma być jedoczesnie świadectwem wiary, hołdem złożonym wartościom obu kultur i religii, jak i zaproszenie do uczestnictwa w niezwykle osobistej rozmowie o życiu.
Było to radio Tok-FM. W Toruniu nie chcieliby Żyda i takiego dominikanina.

I na zakończenie: muszę zmykać już od kompa. Grażyna będzie wnioskować.
(Czwartek, 21.stycznia. 2010 - Dzień Babci)
***

Wciągnęła mnie wymiana zdań z Jaśkiem na jego blogu, o znaczeniu ludzkiego życia. Pewnie, że nie zwierzęcego. Osoby ludzkiej. Wydaje mi się, że to jest mój temat nr 1. Życiowy. Oby młodemu pokoleniu udało się wywołać rozmowy, dyskusje na ważne tematy wśród swoich rówieśników. W Strachówce, Jadowie, Łochowie. Nie jest to niestety ich pierwsza potrzeba. A mnie wydawało się przez całe życie, że każdy maturzysta, maturzystka, musi go podjąć. Go, tzn.: rozmyślanie o sensie życia. Przecież nawet podręcznik do katechezy dla szkół średnich, z moich czasów legionowskich nosi tytuł ”W co wierzę? Jak żyć?’ (ks. J.Tischner, ks. K.Bukowski, Katowice 1984).
Dalej uważam, że jest to na orbicie myśli młodzieżowych, ale coś tłumi szczere rozmowy.

Odkładanie wpisu (np.na blogu) na później jest niebezpieczne. Wielkie prawdopodobieństwo, że nadpiszą się nowe zdarzenia. To, co wyżej, przyszło w nocy. Ale są i większe zaległości. Np.
Zaspa, Krzysiek i wójt. W niedzielę wyjechałem przed g. 15.00 po Zosię i utknąłem w zaspie. Zwykły ciagnik też się kopał. Uratował Krzysiek. Musiał wstać od stołu i od gości. Potem ani do przodu, ani do tyłu. Ciągnął mnie przez pół wsi. Dalej poszło. Zosia czekała. Nie mieliśmy pewności, czy przebijemy się z powrotem. Wróciliśmy po g. 17.00. Przepadł wyjazd z radnym Krzysztofem na koncert do Kobyłki. Głupio wyszło. Przepadły bilety i miejscówki w samochodzie.
Cieszę się z dobrych relacji z Krzyśkiem. Wraca normalność po wielu, wielu latach. Jesteśmy sobie potrzebni. Jako członkowie tej samej wspólnoty lokalnej. Mamy sobie coś do zaoferowania. My potrzebujemy ich pomocy organizacyjno-technicznej, dajemy zaś wkład w rozwój usług oświatowo-kulturalnych. Przez cały rok. W szkole, parafii, na koloniach. To jest normalność, oczywistość życiowa. Nie potrzeba nawet analizować ustawy samorządowej.
W tym kontekście trzeba bilansować zyski i straty wójtowania, przez tak strasznie długi okres, Kazimierza Łapki. Zyski i straty nie tylko dla gminy, ale konkretnie dla naszych rodzin, dla losów wielu ludzi. Aż żal myśleć. Dlatego za każde dobro dziękuję, Krzysiek, ale o wójcie pisać nie przestanę.

I wreszcie mogę odkładane położyć w centrum uwagi. Technologię/teologię ciała Jana Pawła II. Ta technologia wzięła się z przejęzyczenia tłumacza, albo ja się przesłyszałem. W tekście drukowanym jest „W tym odcieleśnionym świecie [nowych mediów] dystynkcje między osobami, między płciami, między pokoleniami itp. po prostu wyparowują. Ciało jest zepchnięte do poziomu przedmiotu estetycznego, artystycznej formy gatunkowej, materiału dla kolejnej ludzkiej (lub post-ludzkiej) technologii. W tym kontekście Jan Paweł II opracował teologię ciała”.

„Ludzkie ciało. Obiekt pożądania. Zachwyca kształtem, młodością, wigorem. Czasami razi swoją niedoskonałością, starością, żeby nie powiedzieć brzydotą. Na czym jednak polega fenomen ludzkiego ciała? Jaka jest jego wartość? Czym ono tak w ogóle jest? Czy mówi coś o nas samych? Czy jest się czym zachwycać? A jeżeli tak, to czym tak naprawdę? …. [czy] ludzkie ciało to tylko nieco bardziej skomplikowana …maszyna pozwalająca nam żyć, poruszać się, funkcjonować. Zresztą takich, którzy wygłaszali tego typu sądy było wielu, a i dziś ich nie brakuje. Refleksja teologiczna Karola Wojtyły nad fenomenem ludzkiego ciała, zwana teologią ciała, zdaje się mówić zupełnie coś innego. W swoim dziele „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich" Wojtyła mówi wprost: to ciało objawia osobę. Ciało wyraża podmiotowość człowieka. Nie tylko jaźń, świadomość, ale właśnie ciało.”

Czym ono tak w ogóle jest? Jan Paweł II zwraca uwagę, że nie wolno go traktować jak innych ciał. Jest ciałem uduchowionym. W filozofii buddyjskiej występują koncepcje ciała istoty świadomej. Co to wszystko znaczy? Rzeczywiście, niewiele o tym wiemy, niewiele myślimy. Przynajmniej ja.

Jan Paweł II napisał: "Rozumienie ciała wydaje się być identyczne ... z odkryciem złożoności własnej struktury, która ostatecznie, w świetle antropologii filozoficznej, polega na relacji między duszą i ciałem….Człowiek jest osobą w jedności swego ciała i swego ducha. Ludzkiego ciała nigdy nie da się zredukować do zwykłej materii. ... Rodzina ludzka stoi wobec wyzwania nowego manicheizmu, w którym ciało i duch stoją w radykalnej opozycji; w którym ciało nie otrzymuje życia od ducha, a duch nie daje życia ciału. W tej koncepcji człowiek przestaje być osobą i podmiotem… staje się on zwykłym przedmiotem. Ten neo-manicheizm w kulturze powoduje, na przykład, to, że ludzką seksualność uważa się bardziej za obszar manipulacji i wyzysku, niż za źródło podziwu, który kazał Adamowi w poranek stworzenia wykrzyknąć przed Ewą: 'Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała' (Rdz 2, 23)".

Już święty Tomasz z Akwinu często podkreślał, że zasadą jednostkowienia jest materia (jednostkowienie domaga się materialnego ciała). Oddzielenie umysłu lub duszy od ciała oznacza znalezienie się w stanie śmierci.

„G.Weigel, biograf papieża, uważa, że gdy teologia ciała Jana Pawła II przeniknie do świadomości Kościoła, a potem świata, może okazać się teologiczną bombą zegarową, której wybuch, kiedyś w XXI wieku, spowoduje przełom nie tylko w teologii katolickiej, ale w historii myśli nowożytnej”.

"The meaning of life". Mam poczucie, że zrobiłem, co mi było pisane. Poznałem kawałek prawdy i przekazałem dalej. Tylko tyle - i aż. "The meaning of life": samoświadomość, prawda, piękno, dobro. To, ta, którą poznaję. Ta, to, które współtworzę. That’s all.

Wiara – udział w samoświadomości Jezusa z Nazaretu. „Wiara musi być pojmowana jako udział w samoświadomości Jezusa Chrystusa, którą On objawił w synagodze w Nazarecie na początku swej mesjańskiej działalności: Duch Pański spoczywa na mnie, ponieważ mnie namaścił i posłał, abym ubogim niósł Dobrą Nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie. Abym uciśnionych odsyłał wolnych, abym obwoływał rok łaski od Pana (Łk 4, 18-19). Tak rozumiana wiara chrześcijańska jest wydarzeniem historycznym i odznacza się historiotwórczą mocą.”

„Przez dwa tysiące lat, nikt nie zajmował się jednością psychofizyczną Jezusa, Jego osobowością. Pierwszym teologiem, który napisał o tym książkę, był jezuita Galtier. Było to w 1939 r.” (o. dr Wiesław Szymona, OP)

Kiedy Jezus po raz pierwszy pyta Piotra: „Czy mnie miłujesz?”, używa słowa agape. ….„Czy rzeczywiście kochasz mnie bardziej niż inni? Czy rzeczywiście kochasz mnie miłością doskonałą, taką miłością, jaką ja kocham ciebie?”. Piotr, który w bardzo bolesny sposób poznał rzeczywisty stan swojej miłości do Jezusa, odpowiadając nie używa słowa agape, ale słowa philia. Użycie tego słowa właściwie oznacza negatywną odpowiedź, która mogłaby brzmieć następująco: „Nie, Panie, nie kocham Cię miłością doskonałą, choć tak mi się wtedy wydawało. Kocham Cię tak jak inni, taką niedoskonałą miłością, która ciągle szuka swego”. Pomimo takiej odpowiedzi Jezus powierza Piotrowi misję przewodniczenia uczniom i kierowania Kościołem. Ukazuje w ten sposób to, że Jego zaufanie wcale nie jest oparte na doskonałości Piotra. Bardziej niż doskonałość potrzebne jest Mu uczciwe uznanie własnej słabości.
W drugim dialogu nie ma już porównania do innych uczniów, ale w zasadzie jest on powtórzeniem pierwszego i najprawdopodobniej służy wzmocnieniu samoświadomości Piotra i potwierdzeniu tego, że nie zaszła żadna pomyłka, że rzeczywiście Jezus mu ufa i zaprasza do udziału w swojej misji. Kiedy Jezus zadaje Piotrowi trzecie pytanie, już nie używa słowa agape, ale zastępuje je słowem philia. Najprawdopodobniej właśnie ta zmiana zasmuciła Piotra.”
(Wtorek. 19.stycznia. 2010)
***

Maska pośmiertna zdejmowana z siebie każdego dnia? Chwili? Samoświadomość. Odlew nie z gipsu, ale z samoświadomości. Świadomie przeżywane życie. Nakierowane na cele ostateczne, na wybrane wartości, przez świadomy siebie podmiot. W swiecie wartości i celów osobowych. A świat ciągle w popłuczynach materializmu (post marksizm?). I o tym miało być wczoraj. Z papieża Jana PawłaII. I dlaczego takie miałem samopoczucie przez cały dzień, a czemu nie dałem swiadectwa z przyczyn techniczno-organizacyjnych. Oby dzisiaj się nie powtórzyło. Bo nie o każdej porze dnia można wszystko napisać.

Rozmowy o wierze. Tak odebrałem wczorajsze kazanie. Bo do dzieci. Dlatego nie jak kazanie, których przeważnie nie lubię. Nigdzie, nikogo. A rozmów o wierze, przeciwnie, oczekuję, lubię, bardzo. Z księdzem, ojcem, dziećmi, itd. W co wierzysz? Jak wierzysz? Każdy z nas ma jakiś sakrament: chrztu, bierzmowania, kapłaństwa, małżeństwa. Wiara rośnie, zmienia się. Warto o niej rozmawiać tak, jak się zmienia. W odpowiedziach nie używajmy gotowych formułek katechizmowych. W odpowiedzi pokaż, co jest w tobie? Jak wyglada twoja przestrzeń wewnętrzna, duchowa. Twój świat wewnętrzny. Jest tam coś rozpoznawanego, zdefiniowanego, a może mglistego, a może pustka? Znamy się tylko z widzenia, jeśli nie objawimy swego wnętrza. Czynem i słowem.

Grażyna znów odstawiła mnie od komputera na dwa dni. Pisała kolejne wnioski o fundusze na działania szkoły i stowarzyszenia. Czekałem. To, co powyżej, było gotowe wczoraj. Poniżej jest z dzisiaj. Od dwóch dni zapowiadaną teorię znów przekładam na jutro (ciągle mnie cieszy i nakręca)

Urodziłem się na tę chwilę, na ten rok, ten dzień. To a propos rozliczeń z przeszłością i wyzwanie wobec lęku śmierci. Skoro na tę chwilę, tzn., że wszystko OK. Nieprawdaż?
Urodziłem się na tę chwilę, na ten rok, ten dzień. Cieszy mnie kozica w Tirolu i gąsienica w Indiach. Wszystko, co mogę po części poznawać (przez tv, internet, medytację itd). Kawałek prawdy o rzeczywistości. Nigdy nie poznam całej prawdy. Przynajmniej tu, na ziemi. Ale każdy kawałek bardzo cieszy.

Bóg nie jest zazdrosny. Podzielił się z nami wieloma własnymi cechami, przymiotami. Bytem osobowym. Trwaniem w czasie. Jestem w przyszłości wyobraźnią, wiedzą. Jestem w przeszłości wspomnieniem, pamięcią, sumieniem, odpowiedzialnością. Odpowiedzialność wychyla się też do przyszłości. Do teraz ograniczony jestem tylko cielesnością. Ale, z kolei, ona też mi dużo daje. Od Boga musi także pochodzić zdolność cieszenia się prawdą, pięknem, dobrem. No i niepojęta zdolność miłości do nieprzyjaciół. Biologia tego wszystkiego nie wytłumaczy.
(Poniedziałek, 18. stycznia. 2010)
***

Przywiozłem rano z drogi parę zdań. Nie wiedziałem, że to aż tyle. Odwiozłem Zosię na pociąg. O godz. 5.40 mijamy dom w Rozalinie, który zawsze mnie interesuje. Mieszka w nim staruszka. Światło się paliło. Co robi? Obrządek? Pali w kuchni, żeby rozgrzać izbę?
Kiedy wracałem, w oknie było ciemno. Śpi. Chciałbym się z nia spotkac, porozmawiać. Nie ma o czym myśleć? Ale można sie modlić. Bo po co jechać bezmyślnie. Po głowie zawsze cos chodzi. Mozemy nadać kierunek tej chmurze niewiedzy. Nie tylko samochodowi. "Za tę starsza panią, za tamtą chorą, i za wszystkich mijanych mieszkańców". Po co marnować czas i piekną zimową scenerię. "Módl sie za nami". Piekno jest po to, żeby zachwycalo do pracy. To jest praca wewnetrzna. W pocie czoła.
Zima na wsi. W Warszawie takich białych tuneli nie maja. Gdzie by nie spojrzał!
I niech nikt nie mówi, że nie ma co pisać. Kłopot jest tylko, zeby wyselekcjonowac, z tego, co się w nas dzieje, to, co na wierzchu i co w nas pozostaje.
I, że to, aż tyle. Bogactwo. Objawienie. Dziękuję. Warto nauczyć sie postawy dziękczynienia. Życie zamienia sie w niekończące objawienie.

Jeszcze muszę zamieścić sprostowania: "Debatę po europejsku" prowadzi red. Maciej Zakrocki. Dzisiaj: szczerze o zastrzeżeniach wobec kandydatów na komisarzy do Komisji Europejskiej. A o technologii/teologii ciała Jana Pawla II bedzie jutro.
(Sobota. 16.stycznia. 2010)
***

Jakbym dnia nie zaczął, czekam, świadomie lub nie, na zanurzenie albo na otwarcie. Na jedno i drugie. Coś musi się otwierać, żebym się zanurzał. Tak to jest. Zbliża się, oddala. Ma związek ze stanem ducha i z podejmowanymi decyzjami. Każdy czyn moralnie dobry, każdy wybór trudniejszy, przybliża. Medytacja pomaga zawsze. Jak można żyć tylko tym, co widzialne?

Nareszcie mam wystarczająco duzo do powiedzenia/pisania. Nie tylko to, co było, ale także to, co nadchodzi. To jest chyba ten moment, na który czekałem. Pomyliłem sie ok. 20 lat. To znaczy, moje mlode rozumienie życia mnie oszukało. Nic dziwnego, cóż młode życie wie o zyciu późnym. Nie wie, że to, co nadchodzi, zaczyna przeswiecać. Jest tak silne, że nawet rzuca światło, czasem cień. Człowiek religijny lubi i Adwent i Wielki Post.

Nie mozna jednak akceptować erozji moralnej w gminie, we wspólnocie lokalnej. Dzisiaj wybuch erozji zdarzył sie w szkole. Przyszli z zewątrz i narozrabiali. Nie pierwsi, oby ostatni. Rodzice, którzy przychodzą wymierzac sprwiedliwość nauczycielom i uczniom. Kiedys nie do pomyslenia. Jak bardzo rozlalo sie zło w naszej gminie, że przekracza święte do tej pory granice.
Mechanizm prosty: toksyczne osoby zatruwają wielu wokół siebie. Najgorsze, że dorośli deprawują dzieci. Niektórzy uczniowie wiernie powtarzaja to, co ich rodzice głoszą publicznie i prywatnie na temat szkoły i nauczycieli. Uczą lekceważenia autorytetów i kłamstwa. Wpychają je do getta własnej nienawiści, oby tylko zaślepienia.

Hela wróciła zadowolona. Zdaje się, że i cała klasa, wszyscy uczestnicy. Ciekawe, czy agresywnie pretensjo-nalni rodzice podziękują, przeproszą. Potrzebne nie po to, żeby kogos ukontentować, ale żeby było z kim rozmawiać o wychowaniu. Bez pozoranctwa.
To problem bardzo powazny. Na jego przykladzie mozna prześledzić historię nieprawości. Zakażeni dorośli przekazują wypaczony obraz gminy (świata nie tylko lokalnego) nastepnemu pokoleniu. Część będzie się cały czas wyobcowywać, część się nie da. Przykład Niklasa Franka pokazuje, że mozna sprawiedliwie oceniać nawet własnych rodziców. Nauczyciel nie moze milczeć, albo przejść - jakby nie widzial - obok problemu, stricte wychowawczego. Konsekwencje przenoszą się do szkoły i dotyczą całej jej społeczności (wspólnoty uczniow, nauczycieli, rodziców). Tamta, wyobcowana, grupa rozbija wspólnotę, niszczy. Nie rozumie, nie akceptuje tego pojecia, w odniesieniu do swego życia. A trzeba się umieć pieknie różnic. Nikomu nie szkodząc. Przecież to są ramy naszego zycia: Kosciół jest wspólnotą. Gmina jest wspólnotą. Trzeba rozmawiać. Mogę i ja - uświadomiony, że błądzę - zacząć rozmowę od przeprosin, szczerych, za uszczerbki, którem komu wyrządził slowem, uczynkiem lub zaniedbaniem.

Jasiek wyjechał, via Legionowo, do siebie, na uniwersytet, który ma Jezusa z Nazaretu w herbie. Dokładnie, w mottcie. Niech będzie dla niego "drogą, prawdą i zyciem". Grażyna usnęła. Hela skończyła mailowanie (po angielsku, z penfriendem). Łazarz przyniósł sms-em radość z 'czwórki" z matematyki. Chłopaki grają w "nogę" elektroniczną. Posłuchałem trochę debaty politycznej, a teraz siedzę z Marysią i spoglądam to na ekran, to w monitor. "Druzyna pierscienia". Mogę objaśniać zawiłości kultury; język filmu, język literatury. Marysia czytała JRR Tolkiena. Mam dobrego ucznia przy sobie. Dociekliwie pokornego. Jeszcze slucha ojca. Słuchałaby kazdego, kto objasniałby jej świat i kulturę człowieka. Ma umysł analityczny.

W radyjku rozważaja słowo na niedzielę. O cudzie w Kanie Galilejskiej. Gospodarze wesela (młodzi) zaprosili sasiadów, Maryję i Jezusa. Ona dostrzegła problem gospodarzy. Ona interweniowała u syna. On usłyszał prosbę, posłuchał matki. Realizm. Taką "maryjność" rozumiem. Taka do mnie przemawia. Nie jestem fanem rozglośni i nadawców. Co najwyżej audycji.
(Piątek, 15. stycznia. 2010)
***

Gdzieś w Polsce: - "Dzwonię do pana, oczekując pomocy w usuwaniu lodu i sniegu na dachu budynku. - Ja nic nie moge. Niestety nie pomogę pani. - A może prezes OSP mógłby pomóc. - Nie wiem. Nie wiem; kto jest prezesem. Ja nic tu nie moge pomóc. Do widzenia."
Pomógł Przewodniczący Rady Gminy, choć nie nalezy do jego obowiązków. Przyjechał z dwoma młodymi strażakami, usunęli niebezpiecznie zalegający lód i śieg na dachu budynku uzyteczości publicznej.
Po jakims czasie wójt przysłał .... pismo,"O obowiązku usuwania lodu i śniegu, spoczywającm na właścicielach i zarządcach obiektów".

Mam nadzieje, że wcześniej lub później wymrze linia gatunku homo sapiens, która rozdziela religię od rozumu. Są blokadą rozwoju społecznego. Mechanicznie traktując religie, tak samo traktują swoj udział w życiu społecznym. Władza bez etyki. Sami są bożkami dla siebie.
Włączając rozum do swojego życia prywatnego i publicznego, lepiej wywiążą się z odpowiednich ról w życiu rodzinnym i publicznym.

Rozczarowała mnie prof. Janion, ale i prof. Staniszkis. Tym razem pozytywnie. Zaskoczyła. Pisze o religii i władzy. Właśnie to lubię. I bardzo potrzebuję na gruncie annopolsko-strachowskich zmagań o normalnność. W domu, w szkole, w gminie.

Życie spełnione. Znalazłem swoje miejsce w historii, która zaczyna sie od Abrahama, a nawet wcześniej. Siedze w ciepłym pomieszczeniu, jest cicho. Co bym pisał teraz na Haiti (wyspa przeklęta, Graham greene)

Miło słuchać jak najmłodsze dzieci rozmawiają o szkole. Mówią "pani Emilka, pani Mariolka". Przegapiłem ten zapis we wczorajszych notatkach. Pasował do wypowiedzi o byciu nauczycielem.
Mniej przyjemnie słuchać starsze dzieci. Najstarsze.

Niklas Frank, syn gubernatora GG, zbrodniarza wojennego, dał mi do myślenia. Jako jedyny z rodzeństwa mówił o ojcu jako ludobójcy. Stwierdził, że gdyby ojciec przeżył i się ukrywał, to on by go wydał. "Bo zasłużył na karę, która go spotkała". Dziwił się synowi doktora Mengele, że wiedząc o kryjówce ojca, nie wydał go. Jest o czym rozmyślać.

Usłyszałem bardzo ciekawy wykład w Radio "M", zwanym przeze mnie radyjkiem, z teorii komunikacji. Muszę doczytać w necie. "The McLuhan Program's mandate is to encourage understanding of the impacts of technology on culture and society from theoretical and practical perspectives, and thus to continue the ground-breaking work initiated by Marshall McLuhan". Frapująco zabrzmiało zdanie "Ja Paweł wymy slił technologię ciała". Pendent do prof. Staniszkis.
(Czwartek, 14.stycznia. 2010)
***

Światło gra za oknem. Tak bym zaczął, gdybym nie musiał inaczej. Muszę tak: 'Trudna sprawa odkładana od dwóch dni'. Odkladana nie dlatego, że trudna, ale z przyczyn technicznych, czasowo-sprzętowych (brak dostępu). Trudna, bo zahacza mocno o emocje. Śnieg nas przysypał. Grazyna szukała pomocy. Dzwoniła do wójta, potem do Krzyska. Krzysiek pomógł. Przyjechał późno, nie byliśmy przygotowani do wizyty. Ja to zawsze przezywam. Tym bardziej, że to była pierwsza wizyta Krzyska od wielu lat. Kiedyś współpracowaliśmy (1981, 1990). Dużo więcej, tworzyliśmy grupę 5 małżeństw spotykających się nad Ewangelią, po pamiętnej mszy świetej domowej odprawionej w naszej intencji przez o.Andrzeja Madeja. Były inne msze, nocne spowiedzi u ks.Marcina Hołuja, obecnego egzorcysty diecezji warszawsko-praskiej (nie przelewki). Mielismy nawet w tym gronie, nie rodzinnym, chrzest Łazarza. Dla nas ważniejsze są więzi duchowe od więzi krwi.
Potem się wszystko porąbało. Skończyło. Przez kampanię wyborczą i plany Kazimierza Łapki. Kazik został wójtem, w wyborach pośrednich. Ja dostałem "O" głosów. Krzysiek był wtedy radnym. Tutaj liczą się tylko więzy krwi. Są spokrewnieni. Drugi Krzysiek, z tej grupy, też, ale radnym nie był.

Czy mogę o tym nie pisać. Nawet wiele razy? Ten ślad prowadzi bardzo głęboko. Ta gra się toczy dla nas na polu duchowym. Tu nie chodzi o władzę. Tu chodzi o zycie. Przynajmniej dla nas.
O chrzest z wody i z Ducha. Te wybory musiały rodzić nieporozumienia, nierozeznane do końca owoce. Małgosia, żona Krzyśka, jest matką chrzestną Łazarza. Nie byli na jego I Komunii - inaczej rozumiemy tutejsze formy zapraszania. Dla nas ich forma to sprawa drugorzedna, dla tutejszych bardzo ważna. Ale i tak chodzi o istotę, bardzo głęboką rysę. Więc nie łatwo zapisać proste odśnieżanie trasy. Jestesmy wdzięczni. Dobrze, że zaszedł, dobrze, że mogliśmy porozmawiać. Każdy krok przybliża do celu. Celem jest pojednanie i prawdziwa wspólnota. Budowanie trwa wiele lat. Nieraz całe życie. Może wiele pokoleń.
Głębokie i trudne sprawy. Baliśmy się, że historia, w złym wydaniu, może się powtórzyć. Z kolejną matką chrzestną, po kolejnej kampanii wyborczej, innej kandydatki, sprzed 8 lat.
Nie żałujemy jednak wyborów: życiowych, lokalnych, chrześcielnych. Więzy duchowe, wybory biblijnie motywowane, są ważniejsze niż więzy krwi i zwyczaje lokalne.

Utwierdzam się, że mówic (pisać) trzeba o wszystkim. Nie we własnym interesie. Na świadectwo. "Spisane będą czyny i rozmowy".
"Zło dobrem zwyciężaj" - mówił Popieluszko za świętym Pawłem. Obydwaj nie milczeli. Mówili, pisali. Nie milcz, kiedy niszczą przystanek, albo stosują agresję słowną wobec nauczyciela, a nawet dyrektorki Zespołu Szkół Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Żeby zło zwyciężyło, wystarczy żeby dobro milczało.
"My nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli" (Dz 4,20)

A teraz wczoraj. Zapiski z drogi. Wołomin i z powrotem. Jest na kartce parę myśli, zdjęcia, już od nocy, na blogspocie. Przepisuje:
- tyle dostałem w życiu (od Boga i wszystkich świętych), że nie bedę jeczał z powodu wiekszych opadów śniegu, albo awarii samochodu. Może coś akurat nawala, ale całe zycie sie przecież udało!
- jestem szczęściarzem - pisząc, ustawiam się wobec Wieczności, a nie wobec Rynku!
- żałuję, że jadąc samochodem, rozglądając się po świecie (nie tylko powiecie), nie mam pod palcami klawiatury
- czekam w samochodzie przed szkołą na Grażynę, czuję się głupio, obco. Przeciez pare lat w niej pracowałem. Z daleka widziałem parę koleżanek. Nauczyciela tworzą relacje z uczniami, nie umowa o pracę!
- wypadniecie z Rynku ma dobre strony. Mogę bez pośpiechu, nerwów, emocji (złości), spojrzeć na każdego mieszkańca. Tak miło każdy wygląda z perspektywy Wieczności. Można nawet skonfrontować sie z każdą tudną prawdą. Z perspektywy Wieczności, każdy osobnik z gatunku homo sapiens jawi się jako geniusz. Dwunóg myślący, wąskonosy, obdarzony mową i wysokim poziomem uspołecznienia. Geniuszami wsród stworzeń jestesmy.
- na emeryturze, rencie, lub jakoś inaczej wyjęci z Rynku, możemy spokojnie przezywać swój ostateczny Adwent

To ostatnie, o Adwencie, najbardziej mi sie podoba.

Czekałem wczoraj na blogi chłopaków. Doczekałem sie, Łazarz wpisał, na Jaska czekam nadal. Dobra lektura na stare lata. Najlepsza.
Czekałem także na film o profesor Marii Janion, ale sie zawiodłem. Wielka pani profesor, ale nic nie dodała, do, co, juz wiedziałem. Umieramy życie? Nie. Przypadkowe życie i śmierć? Nie. Te jej wypowiedzi nawiązywały do zawalenia sie hali w Katowicach. Tragedia. Ale życie nie jest przypadkiem, pani profesor. Staram sie to udowadniac tym blogiem. Życie nie jest przypadkowym zdarzenieem we Wszechświecie, przynajmniej od Abrahama, Izaaka, Jakuba.... Jezusa z Nazaretu. Mam szczęście, że mogę obserwować nieprzypadkowość w rodzinie. Od 160 lat mam zapis i świadectwa ustne. Nowe pokolenie zaczęło dopisywać swoj rozdział.
(Środa, 13.stycznia. 2010)
***

Udało się. Byliśmy u lekarzy, Grazyna i ja, każdy u swojego. W powiatowym mieście. A mogło sie znów nie udać. Przez śnieg. Przepchnęlismy samochód przez las. Straciliśmy 40 minut i zdrowie. Ale, o dziwo, przyjęli nas. Pewnie część zapisanych pacjentów nie dojechała.

Cieszę sie bardzo z blogów chłopakow. Mam nadzieję, że reszta dołączy. Dzisiaj bedę czekał na ich wpisy po wizycie u Pawła.
A jakie igloo zbudowali sobie młodsi! Tam zajrzec mozna już zaraz. Idę.

Ad. wczorajszego wpisu:
1. Zainteresował mnie król Asioka w ostatniej fazie swego życia-umierania. Tak wejść w medytację, żeby wyjść po drugiej stronie.
2. O ważnej sprawie "z wczoraj" moze jutro. Sorry. Dobranoc.
(Wtorek, 12.stycznia.2010)
***

Moja opowieść nie ma właściwie początku i końca. Nie napiszę książki. Nie potrafię zamknąć sie w okładki.
Na poczatku zawsze jest słowo. Wewnętrzne. To co jest, przemawia przez słowo. Najpierw we mnie, potem na zewnątrz, przeze mnie.

Ja mogę tylko opowiadać objawienie. To, co mi sie objawia.

Dzien nas obudził po 5.00. Hela jedzie z klasa na zimowisko. Śnieg nas zasypuje. Nie wiadomo, jak to bedzie. Palę w piecu. Dawno nie paliłem tak rano. Skoro - siedze przy kawie z mlekiem, ogień huczy, czekam, aż Grażyna wróci, nasłuchuję - to piszę. I tak bedzie do końca mojej fizyczności, albo psychiczości, ale nie duchowości. O duchowości któż co wie.
Z moich ulubionych autorów bardziej dziś przydatny Miron Białoszewski niż Toman Mann. Bardziej technicznie niz ideowo. Jest cicho, mam komputer przed sobą, to piszę.

Wszyscy widzimy, mniej więcej, to samo dookoła. Nie każdy lubi czytać, nie kazdy wie, że można, nie każdy potrafi, nie kazdy zapisuje. Ja bym pisał nawet w bombardowanym schronie. Gdybym nie musiał akurat nikogo reanimować, albo prowadzić publicznej modlitwy. Pisałbym. Dawać świadectwo prawdzie. Każdej. Z prawdą się utożsamić, zjednoczyć. Na wieczność. Jak król Asioka, z uwzględnieniem różnic kulturowych.

Statystyki - 100 tysiecy sierot, z czego 2% bez rodziców. 3 miliony bez kontaktu z ojcem. Normalność?
Myslicie, że w dyskusji pojawia sie rozwód, jako źródło niewyobrazalnego zła? To po ki diabeł płaczą nad sierotami. Hipokryci. Analfabetyzm logiczny. Logikopatia to główne schorzenie cywilizacyjne.

Jest i przykład lokalny. Grażyna odwiozła Helę, wróciła rozdrazniona. Znów była obiektem agresji. Wszyscy rodzice przywieźli dzieci (młodzież) pomimo trudności ze śniegiem. W Strachówce, i gdzie indziej, w każdym cieście niestety muszą być ... rodzynki. Takie: "Co to za organizacja! Trzeba bylo odwołać wyjazd. Prognozy przewidywały obfite opady śniegu. Dlaczego nie ma drugiegi kierowcy itp. itd." Jakby im ktoś kazał wysyłac dzieci. Bardziej widać im żal pieniędzy, które mogłyby być jakoś zagrożone, niż dzieci. Zepsute owoce, jak wiadomo, nie biorą się ze zdrowego drzewa. Psują się, gdy leżą w "zgniłym koszu", wśród podobnych sobie. Te koszyki to kolejne kampanie wyborcze.
Grażyna nie jest organizatorem wyjazdu, jako dyrektor firmuje, nie musiała tam być, mogłem być ja. Chciała, jako dyrektor właśnie, pomachać im na udaną wycieczkę. Czy na mnie też by się wyżywali? Bo nie o sprawę idzie, tylko o nazwisko. Za całokształt.
Ciekawe, czy dobre wychowanie pozwoli im przeprosić i podziękować, jeśli dzieci (młodzież) wróci zadowolona. Gdy ochłoną. I gdy śnieg się roztopi.
Wycieczka dojechała dobrze i o czasie.
Czy ci ludzie potrafia się z czegokolwiek cieszyć?

Po godz. 8.00 śniegu jeszcze więcej. Dwie łopaty w ruch, żeby wyjechać spod domu. Zdjęcia wychodzą ładne. Do szkoły jechali 1.5 godziny. Rodzynki takich problemów nie mają. To oni pewnie brylują na anonimowych forach internetowych.

Dobrze, że dzieci zaczynają, sami z siebie, czytać Biblię i "List do młodzieży" Jana Pawła II. Będziemy mieli coraz więcej tematów wspólnych. Pamiętam rozmowę z siostrą sprzed 39 lat. Siostra była studentką psychologii, ja przed maturą. Pamiętam, w którym miejscu dawnej drogi polnej do kaplicy na Trawach. Wychodziliśmy na zakręcie z lasu, otwierał się widok na Marysin po prawej stronie. Powiedziałem wtedy, że po maturze pójdę na teologię. Cieszyłem sie, że będziemy mieli wspólne tematy. Że będziemy mogli sobie porozmawiać.

Jest jeszcze trudny dla mnie temat, ale czasu nie ma. Na hypcika się nie da. Jutro.
(Poniedziałek, 11.stycznia. 2010)
***

Zaświadczyli!. Jasiek, Zosia, Łazarz, Ala, Hela robili za świadków. Mówili o tym, co widzieli na własne oczy. Nie spekulacje. Swiadectwa. Świadek dostarcza materialu potrzebnego przy orzekaniu prawdy. Byli świadkami prawdy. Prawdy. W kosciele WNMP w Strachowce. W "rocznicę" chrztu Jezusa.
"Kto przyzna sie do mnie przed ludźmi, do tego ja przyznam sie przed ojcem".

Ja dam swiadectwo, czym było to dla mnie. I o ich decyzjach, które, kryją się za "dawaniem swiadectwa". Świadectwo sie daje tylko w sprawach dużej wagi i konsekwencji. Nie daje się świadectwa w błachych sprawach, nie mających istotnego znaczenia dla słuchaczy.

"Poznaniacy" świadczyli o Pielgrzymce Pojednania. O Spotkaniu Młodych organizowanym przez wspólnotę z Taize od 32 lat. Uczestniczyło w nich do tej pory ok 2 milionów młodych ludzi. Dla wielu było przełomowym momentem życia. Camino Gutierez wyznaje to po 30 latach. Camino spotkałem w Canterbury. Okazało sie, że bylismy w Taize, mniej więcej w tym samym czasie.

Modlilismy się rodzinnie o ich dzisiejszy występ. Musieliśmy asekurować, bo nie rwali się. Musieli przełamac niesmiałość i dokonać trudnych wyborów. Łazarz zrezygnował z imprezy w Warszawie, Jasiek zerwał sie rano, żeby przyjechać z Legionowa, Zosia była po imprezie w Łochowie. Dawanie świadectwa prawdzie zawsze kosztuje. Męstwo kosztuje. Na bierzmowaniu wszyscy recytują ".... do mężnego wyznawania wiary...". Wezwani, powołani.

Tym bardziej się cieszę. W całym wychowaniu chodziło mi o to, aby dzieci dorosły do własnego miejsca w kosciele. Aby włączyły się odpowiedzialnie w budowanie tej wspólnoty wiary, nadziei, miłości.

Nie mam złudzen. To nie jest jednorazowy akt. Swoje wybory trzeba potwierdzać całe życie. Z coraz większą wiedzą i bogactwem doświadczeń. Różnych, ale głównie duchowych.

Do sukcesów w świecie ich nie przygotowujemy. Choć z drugiej strony, kto potrafi stanąć przed dużym zgromadzeniem i wyznać wiarę w Jezusa, mistrza i nuczyciela z Nazaretu, potrafi takze zmierzyć się ze światem!
To wielka niedziela dla nas, rodziców. Czwórka dzieci świadczących przed mikrofonem, dwójka w komżach przy ołtarzu, siódma daje dar ołtarza (na tacę). Co do tej czwórki, jeszcze niedawno dawali powód do zmartwień swoimi wypowiedziami o religii i kosciele. Taize jest wielkim wspomaganiem dla wszystkich religijnych rodziców.
(Niedziela, 10. stycznia. 2010)
***

Kapłaństwo to.... nie mogłem sie nasłuchać w radyjku porannej konferencji. Wszystko to, co ja, słowo w Słowo. Czyli każdy ksiądz to wie! Że za duszyczki sobie powierzone "post i jałmuza" nie jest żadną łaską, ale normą kapłanskiego, trudnego zywota. Nie ośmielę się żartować, zostawiam każdemu rozważenie i odczytanie ze zrozumieniem zdania. Nasłuchiwałem, jakie nazwisko padnie n koniec. Czy znów dr inż. Chciałbym, żeby jakiś biskup. Nazwisko jednak zaskoczyło, jeśli nie zdumiało. Arcybiskup Wielgus.

Arcybiskupowi chcę wierzyć, że tak żyje, jak mówi. Chciałbym porozmawiać, jak Józef ze Stanisławem. Żeby i on, i ja, szczerze, aż do przeźroczystości. Bez chowania sie za kościelną tytułomanią. Obiektywnie, jestem ciekawy. Bo przecież ani ojcostwo, ani kapłaństwo nie kryje się w słowach.
Oto wycinek katechezy (opracowany w 2004 , ale włączony w dzisiejszą katechezę): "Współcześni kapłani mają być prorokami, to znaczy mają nawoływać ludzi do nawrócenia serc, do powtórnego przemyślenia swojego życia. Głoszona przez nich eschatologia oraz wertykalne widzenie całej rzeczywistości, nieamputowanej z wymiaru nadprzyrodzonego, ma przenikać wszystkie kapłańskie myśli, słowa i czyny. Kapłani nie mogą zamykać się w twierdzach swoich budynków kościelnych, plebanii, zakrystii, zacisznych gabinetów, grona bliskich przyjaciół, ukochanej biblioteki i płytoteki, lecz winni uczestniczyć w przemienianiu świata, idąc do ludzi, głosząc im wszędzie tam, gdzie to tylko możliwe, Dobrą Nowinę i przygotowując ich do zgodnego z prawem Bożym zmieniania - moralnego, społecznego, kulturowego, ekonomicznego, a także politycznego życia Narodu. Nie wolno kapłanom odrzucać dialogu z ludźmi dobrej woli, nie wolno im rezygnować ze współpracy z osobami świeckimi. Ogromną wagę winni przykładać do budowania ruchów, organizacji i stowarzyszeń katolickich. Każda idea potrzebuje ludzi, którzy ją poniosą w świat. A ludzie potrzebują struktur i organizacji, które głoszonej przez nich idei zapewnią przetrwanie. Kapłani winni się o te struktury i organizacje troszczyć. Winni być jak najczęściej z ich członkami. Winni uczyć ludzi zaangażowanych w katolickie organizacje modlitwy kontemplacyjnej. Czytać z nimi Pismo Święte. Wspólnie z nimi troszczyć się o ubogich i potrzebujących pomocy. Organizować im rekolekcje. Uczyć ich podstaw katolickiej nauki społecznej i troski o misje. Ustawicznie zabiegać o to, by spotykali się z Chrystusem we Mszy Świętej i w sakramentach świętych. Z takich rzeczywistych spotkań z Chrystusem, a nie z mglistych pogłosek o Nim, rodzi się wiara, która zmienia świat".
Współczesny kapłan musi być wyczulony na problemy, jakimi żyją wierni. Oczekują bowiem od niego wsparcia duchowego, wskazówki, a czasem także rady w rozwiązywaniu najróżniejszych problemów, którymi w danym czasie żyją. Dotyczy to w dużej mierze kwestii egzystencjalnych, takich jak bezrobocie, osłabienie rodziny, nałogi, rozpad wielu małżeństw, problemy wychowawcze; ale dotyczy to także zagadnień ogólniejszych, politycznych, społecznych, teologicznych, pedagogicznych, filozoficznych i wielu innych.
Właściwe wypełnienie tak właśnie rozumianej misji kapłańskiej jest jedyną właściwą odpowiedzią na sekularyzm, liberalizm, postmodernizm, neomarksizm itp. ideologie, które niszczą chrześcijaństwo we współczesnym świecie.
Aby misja ta mogła być zrealizowana, współczesny kapłan musi być dobrze wykształcony, kompetentny w podejmowanych zadaniach i przede wszystkim naśladujący Chrystusa w Jego pokorze, ubóstwie, czystości i miłości bliźniego". Koniec cytatu.

To, co zrobił redaktor prowadzący poranny blok w radio, niestety wydaje się bliższe normie 'Polska Anno Domini 2010'. Puścił piosenkę anielskich eunuchów z jakiegoś seminarium, o pięknym tytule "kapłaństwo". Brr! - co z nich wyrośnie?

Wieczorne wiadomości z radia Watykan przywróciły nadzieję, naprawiły niejasny obraz rodzimego kościoła. Nie referaty, nie slowa. Czyny. News o kosciele w Turkmenistanie i jego apostole, Andrzeju Madeju, OMI. Watykan i Madej - to świetna wiadomość. Moje marzenie. On żyje tak, jak mówił Wielgus.

Nocą czytałem Jaśka bloga. Dobrze, że nie spałem. otworzyłem minutę po opublikowaniu. Mogłem na goraco skomentować. Łazarz raz, Jasiek dwa, dzień po dniu takie wpisy! Wypełnia mnie paternalistyczna duma. Lepiej potem śpie, choc spać wtedy nie muszę. Rozmarzam się. Życie sie wypełnia.
Modlitwa wieczorna zawsze coś dorzuca. Dziś, że jacy jestesmy zalezy tez od modlitwy innych. Vide: modlitwa Andrzeja (imię na cześć i wzór apostoła Polaków, Ukraińców, Turkmenów, największego z ludzi, jakich spotkałem) o spokojną noc.
Za Andrzeja Madeja i jego kościół, biedny, mały, pełen świętości i cudów wiary. Ciebie prosimy. Amen.
(Sobota, 9. stycznia. 2010)
***

Jezusa nie ma - a jest. Ciebie, mnie, każdego wierzącego moze spotkać to samo.
Czy bardzo cierpisz, że Jezus z Nazaretu jest jak jest. Jest jak Jest. I ty, i ja, możemy być tak samo. Cierpisz? Chcesz każdego dnia, albo wybiórczo, żeby było inaczej?

Miałem zacząć - "dlaczego ciagle pisze to samo". W kółko. I widzę rano, że to nic nadzwyczajnego. Każdy dzień tak samo sie zaczyna. Musze go definiowac od nowa. I życie deniniuje od nowa. Mój komputer też sprawdza i wykonuje ciagle te same procedury. By później nadpisać zmiany. Zmiany dotyczą aktualności, struktura zostaje ta sama. System operacyjny.

Zacząłem inaczej, bo jeszcze nie było Jezusa na początku. Niech będzie. Amen.

Zajrzałem do Łazarza, swiatło zajaśniało. Świat dobrze prowadzi nasze dzieci. Do Łazarza Bóg przemówił przez kolegę.
Wczoraj usłyszałem w radyjko od dr inz. "trzeba mężczyznom przypomnieć znaczenie męstwa". Stań się mężczyzną, nie bądź wiecznym dzieciakiem. Męstwo kosztuje sporo wysilku. I coś takiego wysłałem do Jaska, do Warszawy, był u kumpli ze szkoły. A potem pomyslałem, "po co ma sie marnowac wstukiwanie literek" I wysłalem do Łazarza. Bez żadnej aluzji. Potem skojarzyłem, że było jak aluzja, ale do zdarzeń przyszłych, których nie znałem.

Wkurzyło mnie bardzo, że zostałem ocenzurowany na forum do blogu Szymona Hołowni. Kto się kryje za moderatorem: kościół czy rynek (Springer)?
Napisałem o Spotkaniu Trzech Króli, o liczbie "1", najwazniejszej w życiu. Jedno życie i jeden Bóg na niebie. O tym, że życie jest pismem świetym, rodzina jest pismem świętym, dzieci są pismem świetym. Trzeba czytac. Mogę pomóc objaśniać (wieczna rola Józefów). Jestem tylko wiejskim katechetą i nikomu nie zagrażam. Może Rzeczpospolita Norwidowska?

Napaliłem w piecach i bardzo sie tym cieszę. Jestem kapkę pożyteczny. W kaflowych, starych, dwóch. Bo zimno idzie, i trza opału żałować. Mieszek pusty. Tak starych, że trzeba z szacunkiem "bo sie moze skonczyć źle". Dokładam po troszeczku przez cały dzień. Mam dyżur opałowo-ciepłowniczy.

Religijność ludowa wierzy w obrzędy. Jak za czasów Chłopów Reymonta. Ja w osobę. Im wszystko jedno, po polsku czy po łacinie. Osoba z osobą zawsze w swoim jezyku, po imieniu i bez nadmiernej obrzędowości.

W radyjku słyszałem ojca Ryszarda Sierańskiego. Tyle lat. Skrót, streszczenie życiorysu. Poznałem 27 lat temu w kręgu Andrzeja Madeja. Prowadzi te same audycje, z kolejnymi rocznikami młodziezy, małżenstw itp. O tym samym Jezusie, który ratuje, zbawia, leczy. O rozmowach na ulicach Katowic ze zmarnowanymi ludźmi o nadziei. Zawsze z tym samym zębem i nerwem. I z gitarą akustyczą z metalowymi strunami.
Nie bedę dowalał radyjku choćby ze względu na Rycha. Ale i tak uważam za niezgodne z Ewangelia duszpasterstwo jednopartyjne. Torun zawsze trzyma z jedną, która najsilniejsza w danym momencie po prawej stronie, zapominając o tych, które hołubił wcześniej (oj było ich!). Porzuci i PIS, później lub później. Niepoważni politykierzy. A dzisiaj w modlitwie wieczornej dziękowałem i za Rycha, OMI, i za Różę Thun, PO, europosłankę, która w Brukseli dzien zaczyna od mszy świętej w kaplicy w Europarlamencie. Moja religia nie rozróżnia kolorów partyjnych, nadawcy medialnego, ani przynalezności narodowej.
(Piątek, 8.stycznia.2010)
***

Wspaniale. Po wczorajszym dniu. Światło wewnątrz i radość. Komu dziękować? Kim jest ten, który się za tym kryje? Pytania niezbędne. Kto, co daje tę radość, która trwa? Światło, które nie gaśnie?
Myśliwy czyta tropy. Ja mogę też. Trzech Króli spotykało się przed laty. Było ważne i potrzebne. Z natchnienia Taize-Pojednanie. Oni sa patronami tej drogi we współczesnym swiecie. To ich powołanie i służba. L’Eglise de La Reconciliation.
Narodziłem się powtórnie w Taize, więc nic dziwnego, że mam ten gen.
Spotykaliśmy się w Trzech Króli: Kazik, proboszcz i ja z Mirkiem. Mirosław - to pokój czyniący, ale ten akurat niekoniecznie zawsze. Tak było. Wiedzielismy jakos wewnątrz, że to ważne było. Biskup założyciel dostrzegł wagę. Napisał w diecezjalnej gazecie. Podpisał KR. Ale więcej nie zrobił, nie doczytał znaków.

Czuliśmy, że ważne było i jest. Ale. Ale co zrobić, jak się jest nikim. Społeczno- samorządowo-politycznie.
Ale teraz dyrektor może? Też jeszcze nie. Dopiero dyrektor-prezes Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Ale nie od razu. Bo by było, że znów nas za dużo. Czekaliśmy. Po mszy świętej dziękczynnej za rejestrację Stowarzyszenia RzN i o błogosławieństwo na drogę społecznej służby spotkaliśmy się by porozmawiać. Pomarzyć, powspominać. Już wtedy świtała mi myśl, co jak recepta udanego spotkania, że warto tylko o najważniejszym. To, co najważniejsze, nigdy nie jest nudne i nie stratą czasu. Tylko każdy wie, co to jest. W nim przecież się rozstrzyga. I wtedy Kazio przypomniał Spotkania Trzech Króli. I było mi (nam) wiadomo, że to znak. Czekaliśmy 16 lat. Klamka zapadła. I się spotkaliśmy. Tylko wójt nawalił. Szkoda, jego strata i całej gminy. Biskupa szanuję, ale się nie boję. To samo z wójtem. Prawdy się boję przegapić. Gwiazdy Betlejemskiej.

Decyzja zapadła, że się spotykamy, zaproszenia zostały rozdane. To już coś. Ale do ostatniej chwili nigdy nie wiadomo. Mamy doświadczenia, że trzeba się modlić. Najlepiej z dziećmi. Wspólnie. Zrobione. Cos przeświecało jeszcze. Ale nierozpoznane. I nagle, 6 stycznia, w południe ! zaświeciła Gwiazda. Poprzez Internet. Znalazłem „do ściągnięcia” Książeczkę Spotkania. Pielgrzymka Zaufania Przez Ziemię w Poznaniu. Taize. Ksiązeczka uczestnika 2009/2010. Ściągnąłem. Ja nic nie wymyślam samemu. Miałem plan spotkania Trzech Króli!
1. Brat Alois (po co się zbieramy, j. fr., tł. brat Marek – 1min 6sek)
2. Kolęda „Mędrcy świata, monarchowie” (4 zwrotki)
3. Autoprezentacja uczestników (minuta dla każdego)
4. Historia i idea spotkania (ja, nie więcej niż 1.5-2 min)
5. Tematy dyskusji ze Spotkania Młodych w Poznaniu. Każdy losuje temat, odczytuje, jeśli chce, dzieli się refleksją – 1 min/na osobę)
6. Luźna rozmowa, bez ograniczeń czasowych, ale tylko „o tym, co najważniejsze” (grupa dzielenia iście królewskiego)
7. Kolęda końcowa.

Ograniczenia czasowe były konieczne, ponieważ księża mieli obowiązki w parafiach. Główna część spotkania nie mogła przekroczyć 60 minut.
Jasiek przygrywał na początku na gitarze. Razem z Zosią wzięli też udział w losowaniu tematów i refleksji. Byli wszak w Poznaniu. Ksiądz Andrzej namówił Zosię (rozumiem, że i resztę) do podzielenia się duchem spotkania w niedzielę z parafią.

Ale. Ale. Miałem powiedzieć co z tą Gwiazdą. Bo to było światło w południe! Gdy znalazłem teksty do ściągnięcia. Gdy znów je przeczytałem. To co w nich było, np.: „Wsłuchiwać się w to, co mieszka w głębi nas”, „Jak budować pokój w dzisiejszym świecie”, „Być razem, aby żyć wiara”, „Oblicze człowieka i oblicze Boga. Refleksja nt. tajemnicy Wcielenia”.

Jak miałem nie podskoczyć z wrażenia, kiedy Autor i Reżyser wyszedł na spotkanie moich lęków i oczekiwań? Wobec uniwersalnej zawartości tematów z Książeczki Spotkania nic już nie znaczyły porządki, to co na stole, albo humory i nastroje gości-uczestników. Nic nie widziałem prócz światła!
Czy wolno mi tego nie zapisać? Czy mam prawo nie dawać świadectwa? Ukryć światło pod dziesiątkiem prawdziwych i fałszywych motywów i usprawiedliwień?

Część pytań z książeczki opatrzyłem nagłówkiem „Pielgrzymka zaufania / Spotkania w Trzech Króli / Annopol 6.1.2010” i rozdałem uczestnikom na pamiątkę.

Godz. 11.30 – a teraz aktualności.
Od długiego czasu obiecuje sobie, że zapiszę modlitwę Andrzeja. Co wieczór Andrzej prosi w naszej wspólnej modlitwie „o spokojną noc”. Nieraz się dziwiłem, że ciągle to samo, aż wreszcie pojąłem. Skojarzyłem z faktem, że od długiego czasu znów cieszę się nocą. Dawno temu mówiłem „sakrament nocy”, ale zaniechałem, raczej zapomniałem. Teraz wróciło. Wreszcie zrozumiałem jak bardzo korzystam z modlitwy Andrzeja. Dziękuję. I proszę - módl się zawsze dla mnie o spokojną noc.

Kończy się konkurs na Prokuratora Generalnego. Zgłosiłbym się na konkurs katechety Generalnego, albo niższego rzędu. Ale u nas rozstrzygają o tym papiery, papierki i Bóg wie co. Czasem nic.
Sprawdzałem, prezydent też mnie nie powołał do Narodowej Rady Rozwoju.

Stanisław Wyspiański napisał „Wesele”. Najbardziej znaną weselną przyśpiewkę jest „Miałeś chamie złoty róg”. Jestem pewny, stawiam gruszki przeciwko otrębom, że Strachówka zasłynęła by na duuuużą okolicę, gdybyśmy nadal mogli spotykać się w Trzech Króli w starym stylu tzn z wójtem. Nieważne, jak bardzo różni się nasza ocena ostatnich 16 lat gminnych dziejów. To dziedzina samorządowo-polityczna. Ale jesteśmy chrześcijanami, magami XXI wieku, odpowiadamy za kształtowanie gminnej kultury. Mamy wpływ na rodząca się gminną tożsamość. Po 45 latach PRL-owskiej indoktrynacji. Minęło 20 lat wolności. Ile jeszcze ma minąć, by naszym życiem publicznym kierowali ludzie świadomi misji i gotowi odpowiedzialnie ją wypełniać.
Wiem, że utyskuję. Ale i wy wiecie, jeśli czytacie ten blog. Taka jest moja tożsamość. Nie mam charakteru marudy. Wiecie, że nie. Jestem wiecznym dziękczyniącym. Ale tożsamość to całość, a nie wybiórcza cząstkowość. Taki jestem od urodzenia. Urodziłem się i wyssałem z mlekiem matki, ojca, babci, dziadka i wszystkich pokoleń – antykomunizm. Nawet, gdy jeszcze go nie było. Bo cała rodzina, którą mogę wyrysować i ukorzenić, była religijna i patriotyczna. A to znaczy – anty nowinkarska. Czyli anty bezbożnie-komunistyczna. Sine qua non.

Kto myśli inaczej, też musi uzasadnić i obronić swoje poglądy. Dla takich osób są spotkania Trzech Króli. Tamci, sprzed 2000 lat, też musieli zadać sobie trud. Umysłowy, aby czytać ze zrozumieniem znaki czasu, i fizyczno-organizacyjny, udając się w podróż. 1000 kilometrów! Nas chyba mniej dzieli. Nic za darmo. Brat Alois cytował w Poznaniu, na pożegnanie, świętą Teresę Ledóchowską „Zawsze w drodze, nigdy wykorzenieni”. Kto nie szuka, już stracił.

Co to jest Ojczyzna? Co to jest gmina? Co to jest powiat, parafia itd.? Jest to miejsce, „w którym w każdym czasie danym, najbardziej o Ludzkość idzie” (CKN). Dla nas - Rzeczpospolita Norwidowska. Dlaczego gmina i parafia? Bo człowiek „to kapłan bezwiedny” (CKN).

Cytat z mediów: „Z morza wyszliśmy pod Kielcami. Taki wniosek można wyciągnąć z sensacyjnego odkrycia polskich i szwedzkich naukowców. Znaleźli oni tropy najstarszego zwierzaka, który chodził na czterech nogach.”
Ja wychodzę z lasu, z musu, ale bardzo głupio się czuję. Odwiozłem Jaśka do Łochowa. Zaszedłem do sklepu. Przemykałem miedzy półkami, żeby nikt nie widział. Aby być społecznie, trzeba coś mieć. Nie mam. Zmykam. Bezpiecznie się czuję w domu. Najlepiej przed i nad klawiaturą. Gram sobie, a muzom.

W jaki sposób istnieją wartości osobowe. Nieraz już pytałem. Piękno człowieka (chłopaka, dziewczyny) sygnalizuje wartości osobowe, które chcemy poznać, z którymi chcemy się zjednoczyć osobowo. Śmiałe twierdzenie w naszym zmaterializowanym świecie. A przecież to nic innego jak wykładnia chrześcijaństwa. Można by pytać dr inż. Jacka Pulikowskiego, gdyby go zaprosić. Spróbuję.
(Czwartek, 7. stycznia. 2010)
***

Ja tylko mówię o potrzebie szukania prawdy. O stawce większej niż życie. Nie oddałbym prawdy za zdrowie. Na Tweeterze znalazłem podobny wpis R.Parkera "It is not length of life, but depth of life".
Najpierw jest nią Jezus z Nazaretu. Potem Zmartwychwstanie. Powinno być odwrotnie. Są więksi ode mnie w wierze. Ale i tak dziękuję za to, co mam. Dziekuje.pl.

Kim jest ksiądz? Kojarzy mi sie z egipskim kapłanem. Pilnuje świątyni i porządku nabożeństw. Pomimo tego, że dzisiaj bywa w szkole. Niczego to, niestety, nie zmieniło w moim ich postrzeganiu. W Większości. Z nasłuchu. Są wyjątki. Ale obraz mam taki. Na antypodach jest ksiądz - ciekawy człowiek. Taki Madej. Który jest wszędzie. Ze swiątynia się kojarzy w funkcjach liturgicznych. A głównie z ludzmi. Z drugim człowiekiem. Kapłan Jezusowy. Taki mam obraz tego drugiego. Jezusowy - z ludźmi, funkcjonariusz - zamknięty na plebanii, albo gdzieś. Np. "u kolegi kursowego", na pogrzebie kolegi, u mamy, wsród bogatych znajomych, albo "u kobiety".
Cyprian Norwid napisał, że "człowiek - to kapłan bezwiedny". Chciałbym, aby każdy ksiądz był kapłanem wiednym. Na obraz i podobieństwo Jezusa z Nazaretu. Zawsze podkreślam, że z Nazaretu. Bo przeciwieństwem jest "z katechizmu i tradycji ludowej (domowej)".

Richard Parker z Tweetera jest niesamowity. Codziennie kilkanaście, kilkadziesiąt wpisów. Np. 3 stycznia dyżurował do godz. 23.22 a 4 stycznia już od godz. 2.11. Wśród wpisów wiele bardzo inspirujących. Oto dzisiejsza próbka:
- Long standing problem? Try kneeling
- God sees the end from the beginning and the beginning from the end
- God has no grandchildren
- There is no time lost in waiting, if you are waiting on the Lord
- Life without Christ is a hopeless end. Life with Christ is endless hope
- God can only fill your life when you empty it!
- It is not length of life, but depth of life
- Men fight for freedom, then they begin to accumulate laws to take it away from themselves
- Great minds discuss ideas. Average minds discuss events. Small minds discuss people. (Eleanor Roosevelt)

Inny ciekawy tweet, artykuł z Observera: How the 2010 election will be won by blogs and tweets. Niech sie w gminie pomartwią.

SPOTKANIE TRZECH KRÓLI SIĘ ODBYŁO!!!
(środa, 6 stycznia 2010)
***

Obudziłem się jak jeszcze pijany, albo już na kacu. To historia kwaśno-mądra, albo słodko-głupia. Poszedłem spać po 2.00. Żle to znoszę, jak widać. Ale mam dobre usprawiedliwienie, pracowałem. Trza tak powiedzieć, choć moja robota nie przynosi rodzinie utrzymania. Rodzi za to koszty.
Mam już tyle, to wątek nie ucieknie. Wrócę później.
Chciałem przecież zacząć od czegoś innego. Od spraw oczywistych, w moim stylu. Że prawda jest na zewnątrz, tzn. może i wewnątrz, ale na szczęście nie zależy od moich humorów. Ja na kacu, fizjologicznym, a jakże, ale nie alkoholowym, a prawda wciąż ta sama. Wiośniana, rzec można. Nienaruszona. W pełni kwitnienia. Nie prawda w ogóle, na tyle sie jeszcze nie obudziłem. Mała prawda moja, życiowa, na dziś. Że niezależnie, jak podle się czuję, jutro jest środa tzn Trzech Króli. Nasza wielka inicjatywa spotkan ponad podziałami. Ponad różnicami kulturowymi, religijnymi. Aby pokłonić się prawdzie.
Spotkanie Trzech (lub więcej) Króli się broni. Nawet mnie przed sobą. Że wcześniej postanowione, żyje własnym życiem. Że sens jest niezależny od naszych nastrojów. Bóg jest tak samo. Ewangelia jest. Dobra Nowina. I prawda, i piękno, nadzieja i miłość.
Nasze słabości też. Ale one są tylko czyrakiem na dupie. Słabości fizyczne, psychiczne, wolitywne, intelektualne. Wszelakie. A zarozumiały człowiek, że wstał w życiu lewą nogą, obojętne, w której dekadzie swoich osobistych losów, zaprzecza całemu światu. Ponieważ przeważnie świat jest pracodawcą, to nie śmie jemu w oczy, wyżywa się na Bogu. Na prawdach większych, niż jego pobory. Ekonomicznie wyszło w sposób niezamierzony. Jestem także synem tego wieku.

Dochodzę do siebie. Cieszę się. Przede mną redagowanie tekstu do Łącznika. Sześć osób się na niego złożyło.
Wydezorontowałem sie, pomodliłem, moze odwrotnie - i do lektury tekstów młodych. I redagowania.
Leki też wziąłem, choć latały po podlodze, i nie wiem, czy te, co rano, czy co wieczorem. Nie dam sie im sterroryzować.
Dlaczego piszę o wszystkim? Bo szczegół, konkret - identyfikuje byt. Nie ogólność. Jestem, jesteś, jestesmy niepowtarzalni. Ale cień rzucamy podobny i podobnie z daleka (wysoka) wyglądamy. Stomatologicznie da się zidentyfikować człowieka po wiekach. Każdy konsumuje życie i świat po swojemu. Rozpoznają cię po ubytkach w trzonowych i braku przedniej, prawej jedynki. Tak a propos szkoła zabija indywidualność, albo uniformizuje.

Dla Świadków Jehowy są znaki końca czasu. Dla mnie byłby nim internet. Mozna objawić przez niego najwięcej. Człowiek może cały się w nim objawić. Człowiek w całości i każdy człowiek. Dzieci rodzą się na nowo. Każdy musi lub powinien. Do myślenia. Do rozumu i wiary. Wokół półmrok głupoty XXI wieku. Analfabetyzm umysłowy pop-kultury. Kultury? Samej pop, pop, pop. płaskiego-obrzydliwie-płaskiego (u)życia. Homo sapiens przewraca sie w grobie.

Dzieci rodzą się nam na nowo. Z Ducha narodzic sie musza sami. My tylko możemy być akuszerami. Dopiero gdy się ponownie narodzi człowiek staje się ... czymś więcej niż fizjologia. Osobą, podmiotem myślącym, odpowiedzialnym, jednostką psycho-cielesno-duchową.

Słuzba Więzienna przypomina, że jestesmy krajem post-komunistycznym. A juz wielu się wydawało, że ta prawda została zakryta. Wszystkie panstwowe sektory o tym zapomnieć jednak nie dały: oświata, słuzba zdrowia, PKP, służba więzienna, klasa urzędnicza i parę innych, równie szlachetnych służb. Dopiero jak one zostana odpeerelizowane będzie szansa na normalność. Wolność w gospodarce nie wystarczy.

Acha przy korekcie wykrylem deficyt wyjasnień. Dlaczego o 2.00. Bo wklejałem zdjęcia na blogspota. No i tu. A potem muszę odsiedzieć. W technologii materiałowej nazywa się to "wyżarzaniem odprężającym". A tu w tv świetny dokument. Świetny, choć przygnębiający "Miss Gułagu". Współczesna Rosja, 2005, gdzieś obok Nowosybirska. Tam powinny sie odbyć następne Spotkania Młodych. Bo jak można żyć w takiej beznadziei?.
(Wtorek, 5.stycznia.2010)
***

Nie wiem, jak to powiedzieć. Filozofia zycia? Tajemnica życia? Samo życie?
Chodzi o poczucie, że mam teraz jakby ogląd od środka. To czego się uczyłem, co poznawałem z teoretycznego punktu widzenia, poprzez studiowanie i formację religijną, dzisiaj doświadczam od wewnątrz. Kamień filozoficzny.
Powtórzę za Edytą Stein "To jest prawda", albo "Tak to jest". Ona, po lekturze św. Teresy z Avila. Ja, po przeżyciu 56 lat. Jedność wiedzy i wiary. Wiara, która staje się doświadczeniem. Poznaniem siebie i świata. "Słowo zamieszkuje wśród nas". Słowo - droga, prawda i życie. To Słowo, ta prawda, staje się naszym życiem. A my ciałem uduchowionym, duchem ucielesnionym. A tzw. racjonaliści-negacjoniści-a-teiści niech się pukają w czoło. Współczuję.
Benedykt XVI przywołał w tym kontekście pojęcie "jądro ciemności". Brrr. Br, br, ale chyba każdy je w sobie nosi. Jakże potrzebne jest niezatapialne światło.

Górę miałem wczoraj. Dzisiaj dopisuję dół.
Przywieźli lepszy świat. Z Poznania. W sobie. Jest go na tyle, że mnie zostawili i powieźli ze sobą do szkół. Do Poniatówki i Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Ładnie sie dopowiada. Zalążek zdrowego systemu oświaty w Polsce!
Nie moglem wczoraj zająć się górą, bo wzrosła liczba użytkownikow komputera. No i wykonałem robotkę na blogspocie. Jak nie tu, to tam. Gdzieś się dzielę pięknem świata. Ono też nierozdzielne. Wewnętrzno-zewnętrzne. Mógłbym codziennik wydawać. "Dziękuję.pl" - już jest. Wokół Opatrznosci Bożej w Wilanowie. Znów się dopowiada - Jan III. I XXIII. To nie numerologia. C'est la Providence.

Nagle przyszedł do mnie obrazek, czemu(?), z wieczorów kolonijnych. Zawsze są, bo nie może byc inaczej. Wiem, że śpiewy, rozmowy, wygłupy. Ale mnie chodzi o modlitwę końcową. Przed "Cichy zapada zmrok". Może i bym się jej bał, że rutyna religijna, ale przeciez muszę odczytać tę chwilę. Stoimy w kręgu. Gdzieś ja. I czytam chwilę. Dziękuję. Tak samo zaczynałem kazdą katechezę od 28 lat. Całe życie. Tylko czytam i czytam. Nic nie potrafię wymyślić sam. Życie jest pismem świętym.

Kiedy coś już mam - zapisałem - spokojnieję. Nie każdy urobi aż tyle, choćby się starał. Nie żyłem nadaremno.

Wojtek, naczelny i wydawca "Łącznika", mobilizuje mnie - jak zwykle - telefonicznie w przededniu. To dobry termin. Dwa dni, badź półtora, to ani za mało, ani za duzo. W sam raz. Pisać lubię, ale jak moge się wysłużyć rodziną, chętnie korzystam. Będę namawiał czwórkę, piątkę, młodych Strachowian "bogatych młodością", może coś się ułoży. Dziekowałem za nich na www.dziekuje.pl, na Facebooku, Twitterze.

Na Facebooku grad postów: Kasia jest teraz przyjacielem Wojtka, Wojtek Giovanniego, Jasiek, Zosia, Łazarz Michala, choc niedawno sie pokłócili. Interet zbliża i jedna ludzi. Ale tylko tych z imieniem i nazwiskiem. Anonimów nigdy. To jeźdźcy bez twarzy.
Fecebook przynosi zagraniczne echo wyjazdu młodych do Poznania (i moich wpisów). Z Hiszpanii Camino, strasznie fajna babka, napisała: "CONGRATULATIONS. TAIZE WAS A FANTASTIC EXPERIENCE FOR ME WHEN I WAS SIXTEEN. IT MADE ME DIFFERENT. HAPPY NEW YEAR". Łatwiej o dobrodziejstwo komentarza ze świata niż z kraju. Eh.
UWAGA! Opublikuję za chwilęzdjęcia z Poznania zrobione przez naszych uczestników (z RzN).
(Poniedziałek, 3.stycznia.2010)

***

Momentologia jest przecięciem dwóch osi, świadomego ja i jego dopełnienia. Samoświadomość jest bardzo ważna. Samoświadomość pokrywa sie w pewnym zakresie z tym, co dla każdego najważniejsze. Cóz mi bowiem po chwili, w której nie jestem w swoim centrum. Moje centrum powinno byc moim sanktuarium, tym, co we mnie najświętsze. Kto sie boi pojęcia świętości, sacrum, niech nazwie centrum swoim maximum. Glebokością, szerokością, wysokością itd.

W naszej wierze najważniejsze nie są łamańce teoretyczne, ale konkret - osoba Jezusa z Nazaretu. Jego slowa i czyny. Jak każdego z naszych bliskich. Słowa i czyny. Oczywiście, kto chce bardziej poznać zastanawia sie nad jego samoświadomościa. Apologetyka. Ale każdy z nas jest przecież bardziej zlożony niż sie wydaje. I nikogo nie jesteśmy w stanie poznać do konca. Wobec drugiego człowieka kierujemy się, i kierować musimy, zaufaniem. Czyli wiarą. Nie ma życia bez wiary. Oby tylko wiara szła w parze z rozumem. W stosunku do ludzi nam wspólczesnych, jak i do Jezusa z Nazaretu.
Paradoksalnie, ci, co mówią "nie wierzę", spekulacje stawiają przed faktami, przed konkretem.

Momentologia a kosmologiczna teoria strun. Każdy moment jest momentem jakiegoś podmiotu. Żebyż czlowiek choć myslał o sobie czasoprzestrzennie. Nie tylko, że ma przeszłość i przyszłość, ale, że jest przeszlością i przyszlością. I teraźniejszością, czyli chwilą. Wydaje sie jednak, że człowiek współczesny mysli o sobie głównie przestrzennie. Fajerwerki, kreacje, i nawet szampański nastrój - opisują przede wszystkim stan rozciągliwej materii. A to dopiero poczatek. Opakowanie. Zewnetrzny przejaw świata wewnetrznego.
Nie zmierzysz ducha wagą i metrem.

W Polsce (religijności) dominuje pogląd, że religia i nauka muszą (niejako) sobie przeczyć. Przykładem może być ewolucja i kreacjonizm.
Katecheza tradycyjna utwala takie podejście. Uczy katechizmu, jak to sie utarło mówić. Jakby wystarczylo wykuć na pamięć, przed I Komunią, zestaw formułek i modlitw. O nieszczęśni! Okradający nas od małego z prawa i przywileju korzystania z rozumu. Ignoranci. Jan Paweł II przewraca się w grobie. Fides et Ratio!! - albo zabobon. Ilu naszych braci i sióstr w wierze ma magiczny obraz religii! Example: ciernie z ogniska w Wielką Sobotę, zielenina z ołtarzy w Boże Ciało. Kolberg znalazłby pewnie więcej.

Nigdy nie kazałem dzieciom niczego kuć. O ich wewnętrznej gotowości do przyjecia Ciała Jezusa pod postacią opłatka - mówią oczy! To przykład jak rozum i wiara rozchodzą się w osobach dorosłych, często duchownych. Śpiewamy wszak "spójrz w oczy dziecka... a powiedzą, że Bog cie kocha" a jednocześnie męczymy, stresujemy, katujemy egzaminami przed świątecznym dniem podejścia z wiara i miłościa do Jezusa z Nazaretu. O bezduszni!

W katechiźmie powinien byc zapis o obowiązkowych radach duszpasterskich na różnych poziomach wiekowych. Np. młodzi wracają z Poznania do parafii - błagajmy prawie, przekupując najlepszą herbatą, kawą i ciasteczkami, żeby nie stracic ani jednego powiewu z ich duchowego żagla. Przecież oni przebywali w oparach Ducha Świetego parę dni. Jakim zasileniem mogą byc dla parafii, szkół. Trzeba im pomóc, by wypełnili misję. Zbrodnią przeciwko Kościołowi (i wspólnocie lokalnej) - zostawić ich samym sobie. Ale takiego marnotrawstwa jest w polskim kościele dużo. Wynika z niepisanego dogmatu rozdziału duchowieństwa od świeckich. Doświadczyłem na sobie.
Edward napisał, że od lutego zaczyna pracę koordynatora w młodzieżowym duszpasterstwie w Brukseli. Z konkursu. Edwarda zawsze postrzegam jako młodszego brata. Ale demokracja starsza!

Krążę wokół jednego. Zrobić interes życia - dla mnie - to dotknąć własnego życia, dotknąć własnej osoby. Nie jest to proste. Trzeba bowiem zobaczyć całość. Samoświadomość niezbędna. Własna apologetyka. Zrozumiałe, że w tym kotekście zbliżanie się do końca ma wielką wartość. Ma do zaoferowania mozliwość ujęcia całości. Ale może się to zdarzyć wcześniej, bo świadomość przy końcu niepewna.

Wczoraj, słuchając transmisji z Poznania, via Ela, tj. jej telefon, cieszyłem sie uniwersalnością kościoła. W modlitwie był Darfur i rejon Wielkich Jezior w Afryce, były Chiny. Była cisza, żeby ogarnąć cały świat, wszystkie ludy, języki, kultury. Ile kościół traci, przykrawany do narodowych ramek. Ciasnota intelektualna zdradza ciasnotę duchową. Albo odwrotnie. Co jakis czas Watykan powinien zarządzać wymianę kleru. Rotacyjnie wysyłać w trudne miejsca kuli ziemskiej. Przywracałby świeżość głoszonej Dobrej Nowiny. A nawet wprost weryfikował.
A tak, pospolitość skrzeczy. Łazarz opowiada o "normalnym" biskupie z Belgii, który odprawiał w Poznaniu mszę świetą. Podobno jest kandydatem do ważnej funkcji. Pytam, co znaczy "normalny"? - Nie wywyższony - odpowiada. I dorzuca inne spostrzezenie: jednego dnia byli na wspólnej modlitwie prawie wszyscy polscy biskupi i kardynałowie. Tylko dwóch, trzech śpiewało razem z nami.
Młodzi obserwują. Jest powiedzenie o rodzicach, wychowawcach, pedagogach: "Nie martwcie się, że dzieci (i młoodzież) was nie słucha. Martwcie się, że was obserwują".

Każdy dzień jest szansą na poznanie prawdy. Prawie każdego dnia mam poczucie, że jestem jej blisko.

Twitter - Wielki wpis, wielki sens. Uff! Zaczynałem watpić, czy doczekam w tym życiu. Premier Japonii postanowił codziennie zamieszczac posta w tym serwisie "aby zmniejszyć przepaść dzielącą od ludzi i lepiej wypełnić swą misję". Ludzie! Strachówko! Polsko! Obudź się. Zacznijcie wypełniać swą misję. Katolicy, bądźcie bliżej ludzi!

Hurra! Jest już Akademickie Mazowsze 2030! A "Bóg przemawia przez pragnienia"!
Wrócił Łazarz. Spotkał w Poznaniu 5 znajomych ze swojej szkoły. Dobra szkoła! Robiąc ranking szkól średnich będę pytał ilu uczniów było w Poznaniu na Spotkaniu Młodych. Ilu jest szukających prawdy i miłości.
Opowiedział też scenkę: Jasiek spotyka Belgijkę, pyta, czy zna Edwarda z Brukseli. ona odpowiada, "Nie, ale bedę z nim pracować za parę dni". Taki jest świat ludzi szukających prawdy i miłości.
(Sobota, 3.stycznia.2010)
***

Cichy, spokojny 1 stycznia 2010. Jak spełnienie wszystkich życzeń od dobrych ludzi.
Nic wspanialszego, niż dzieci na spotkaniu w Poznaniu, przytrafić nam się nie mogło. Dzisiaj udalo im się dopchnąć do brata Marka, pozdrowić od nas i zrobić zdjęcie. Ela zgotowała nam jeszcze jedna niespodziankę. Umożliwiała transmisję z ostatniej modlitwy z braćmi. Lokalne radio i telewizja obsługiwały spotkanie. Ela przyłożyła do głośnika telefon. Słyszałem pozegnalne podziekowania i przemówienie brata Aloisa. Wróciły wspomnienia sprzed 30 lat. Kiedykolwiek po powrocie do Polski słyszałem kanony nogi robiły się miękkie, a oczy mokre. Teraz też trochę.

Byłem wtedy z PRL, czyli znikąd, bez pieniędzy, bez niczego. Miałem tylko młodość, i wychowanie w religijnej rodzinie. To był cały mój kapitał.

A przecież tamten pobyt na wzgórzu w Burgundii, w pobliżu Kościoła Pojednania, zaważył na całym życiu. Dzisiaj, kiedy czwórka starszych jest w Poznaniu, a trójka młodszych kiedyś dołączy, moja misja spełniona. To, co najważniejsze - przekazane.
Brat Marek był w Strachówce i w naszym domu. Zorganizowaliśmy spotkanie z nim i modlitwę o pojednanie w starej szkole w Rozalinie i w remizie OSP w Strachówce.
Pisałem o spotkaniu Młodych w Poznaniu na blogu i w komentarzach w Faktach, Grażyna mówiła w szkole, ksiądz ogłosił na Pasterce. Bez odzewu. Dzisiaj inne siły rządzą naszą gminą.

Prosta refleksja z wieczornej modlitwy w rodzinie. O znaczeniu ciszy. Słowa, nawet pobożne, to przeważnie nasz wytwór, ludzkiej cywilizacji. Cisza otwiera na większy (wszech)świat.
(Piątek, 1. stycznia.2010r.)
***

30.12 - godz.22.00 - Odzyskiwanie z pamięci. Chwila się dzieje czy jest? Siedzę z komputerem na kolanach, piszę. Przede mną ładna, rozświetlona choinka. Fotel wygodny, stabilny, bo oparty o stary, 100-letni piec kaflowy, zwienczony stiukami. Stary, dworski. Lampy naftowe ukradli przed laty, pieca nie. Siedzę, myślę, piszę. Ot, taka chwila.

Dla mnie taki wstrząs, taka strata, to jak poronienie. Potem smutek tropikow. Uspokajałem się intensywnie. Uspokoiłem na maxa. Poszedłem spać. Żeby czas szybciej mijał. Czas leczy.

Tylko filmy dokumentalne, albo fabularne, których akcja toczy sie w bardzo prostych, ubogich realiach. Tylko takie życie i film są dla mnie prawdziwe. Wzór dał także św. Franciszek: zrobił próbe umierania. Kazał sie nago położyć na ziemi. Tak żyć i umierać, być, przeżyć prawdę bytu, a nie konsumenta. Ci, którzy narkotyzują się posiadaniem, materializmem - są oszustwem dla milionów w nich zapatrzoych. To wielkie kłamstwo cywilizacyjne XX i XXI wieku.

31.12 - godz. 12.15 - Jestem sam w domu. Temp. 16'C. Czwórka starszaków w Poznaniu (czyli w świecie). Grazyna z młodszymi gdzieś w promieniu 15 km. Cicho, spokojnie. Wspaniała okazja, by zajrzeć pod mikroskop osobowy. Nie rusza mnie sylwestrowa data. Mozna napisać na kartce kalendarzowej dowolne cyfry. Dla mnie liczy sie chwila. Momentologia.

Acha. Chyba wazne. Słuchałem radyjka. No, no, Przed południem dają medytację. Prowadzi jezuita. Ignacjańską. Of course. I słyszałem jak pani z Węgrowa pozdrawia księdza Marka Wróbla z Budzisk. Porządny chłop, tzn. porządny ksiądz. Budowniczy, muzyk. Niepotrzebnie się kiedyś spiąłem z nim o radio. Przepraszam. I dobrego roku 2010.

Ja tu jestem cały. Szczery. Każdy kto chce, może mnie prześwietlać i stanąć z boku. Oczywiście nie pokazuję funkcji fizjologicznych, sprzatania, mycia rąk ubrudzonych węglem i tego, co mam w gaciach. Ale taka jest chyba nasza koncepcja kultury. Uznaliśmy, że nie jest to konieczne, aby poznać osobę. Bo ja się koncentruję na osobie, a nie na materii ją podtrzymującej.

Godz.14.45 - napaliłem w kuchni i w pokoju. A teraz kasuję nieaktualne adresy w internetowej skrzynce pocztowej. Tak głupio jest pomyślana, że zajmie mi trochę czasu. Kątem oka zerkam na tv, chłopaki włączyli śmieszną (!) komedię.

Godz.17.00 - dwie godziny zajęło mi wyrzucenie 30 adresów. Taki mamy internet. Musiałem, bo wysyłając do wszystkich życzenia miałem kłopoty. Jednorazowo może być do 100 adresów. Dlatego życzenia poszły z takim opóźnieniem. Przepraszam wszystkich 340 adresatów. W "wysłanych" figurowały, w rzeczywistości nie.
Mieszkanie się ogrzało, tak na 19'C. Dzieci oglądają kolejną komedię. W miedzyczasie zrobiły ciasteczka w foremkach, z karmelem, bitą śmietaną i polewą czekoladowa. Grażyna padła, jest chora od paru dni.

Jest wykaz projektów złożonych do LGD. Tylko trzy stowarzyszenia, jedna fundacja, jedna parafia. Reszta to gminy, osoby fizyczne i firma. Tematyka też niezbyt szeroka i róznorodna. Moje utyskiwania i ogólna diagnoza polskiego społeczeństwa AD'2010 potwierdza się przy wielu okazjach. A i tak wielu się na mnie za nią obraża. Chwała wspaniałej piątce, że pojechała do Poznania. Że chce wyrwać się z ciasnych ramek popeerelowskiej marności i ciasnych horyzontów. Choć wszyscy są zaproszeni. Jeśli dzieci wzrastają, rodzice mogą obumierać. Jak ziarno.

W kuchni cicho, tylko w radio lecą nieszpory z Watykanu (trochę podobieństwa do liturgii Taize). Grażyna śpi. Znów szykuję rosół. W wielkim garze, starczy dla pielgrzymów po powrocie z Poznania. Popijam schłodzoną Warnę 1444, białe, półsłodkie. Zaraz wiadomości.
Najpierw w radio transmisja z Poznania.

I tak sobie minął ten dzień. W niczym na zewnątrz nie wyjątkowy. Dzień fajerwerkow, szampana..... czego jeszcze? Trudno z niego wyciągnąć głębsze znaczenie.
Z Poznania nadszedł sms: "Następne spotkanie w Holandii. Teraz jedziemy na 'Święto Narodów". No. To już coś. A później kolejne, wielkie sms-y. Dzieją się w nich wielkie rzeczy. Mogę powtórzyć za Starcem Symeonem "A teraz pozwól Panie odejść słudze swemu, bo moje oczy oglądały Twoje zbawienie". AMEN. Godz.23.37
(Czwartek, 31.grudnia.2009 - Sylwester)
***

Straszny wstrząs mną zachwiał. Straciłem zapiski z dwóch dni. Czekałem na uporządkowanie, licząc, że dziś ten dzień, ale Grażyna znów zabrała komputer. Próbowałem coś robić miedzy ftp a notatnikiem, w efekcie wczoraj nadpisało dwa dni minione. Ważne, niepowtarzalne. Wyniki moich badań podstawowych. W mojej nauce momentologii.
Dar spada z nieba raz.
Ty człowieku masz go przechować, zabezpieczyć. Niestety, poległem.
Było coś o czytaniu chwili, o metodzie.
Chwila jako spotkanie osoby i reszty wszechświata.
Chwila jako otwarcie i wejście w głębię osoby i jej dopełnienia.
Co jest na obraz czego.
Głębia przyzywa głębię.
Głębia osoby powstaje przez kontakt z inną osobą.
Tylko głęboka osoba może odkrywac głębie wszechświata, dopełnienia.
Osoba potrzebuje innej osoby.
Ani status materialny, ani wykształcenie, nie warunkuje poznania głębi osoby.
Warunkiem jest głównie druga osoba.

Było o boskiej naturze małżeństwa. I jej konsekwencji, przekazywaniu wartości. Praktyczne sprawy życia następne pokolenie samo sobie ułoży: styl ubierania, mieszkania, pracy i świętowania. Byle przejęli wartości. Religia jest kompendium tych wartości.

Wszystko to tylko popłuczyny tego, co przepadło. Nie można tego, co spadało z nieba przez więcej niz 50 godzin, odtworzyć z pamięci w minut 10. Wściekłość, żal, rozpacz. Czasu trzeba, żeby zapomnieć. I trudnego dziekczynienia.
Mam dziedzinę badań, mam metodę. Nie mam warunków. Amen.
(Środa, 30.grudnia.2009)
***

Lubimy ładne sny. Jak one istnieją?
Żyjemy w przeswicie. Wszystko mozemy oglądać w prześwicie. Tylko my. Zwierzeta nie. Zwierzeta, w których rozwinęła się osoba, może. Osoba jest pochodną duszy...... Ewangelia według Jozefa. Rozterkowalem sie troche czy mozna, jak tak mozna, a tu nagle widzę, że ja od dawna ją piszę. Spod kapelusza.

Fabian i rozmowa o kosciele i katechezie. Nim proboszcz z Traw zadzwonił, i umówiliśmy sie na herbatę, żaliłem sie kartce, że nie mam z kim gadać, bo nikt nie rozumie, może nie potrzebuje takich rozmów o bycie. Jego przyjazd potraktowałem więc jak odpowiedź na skargę. Tak samo odebrałem sygnał z Twittera, że Sławek jest na twitterze. Wierzę, że internet może bardzo nam pomóc w przekształcaniu świata. Choćby w perspektywie wyborów. Każdy może pisac, ostanie sie mądrość i dobro, nie propaganda. Bóg odpowiada na nasze wołanie. No i Poznan - jak przekazanie pałeczki w sztafecie pokoleń. Bez Poznania nic by sie tutaj nie zmienilo. Poznań to krok milowy. Jak niewielu to czuje, rozumie. O nierozumni. Żal was. Już w wieku 15-20 lat zamyka sie nad wami wieko świata. Wpadacie w potrzask obrzędowości waszych rodziców. Kupowanie, kupowanie, szykowanie swoich pokoi, domków, piątkowe(!) grille, urodziny, 18-tki i inne wymyślone okazje. Taki kieracik własnych spraw. Kręcenie się wokół własnego ogona. W wieku 20 lat jesteście już całkowicie na ich obraz i podobieństwo. "Kto nie szuka - traci". To najwyższe podobieństwi i ikona - to was niestety przerasta. Szkoda. Jak i definicja gatunkowa homo sapiens. Wielka szkoda. A na całym, normalnym, świecie, liczą na młodych.

Oto jedna z Gwiazd Betlejemskich, jakie ukazaly mi się w te Boże Narodzrnie. W dokumencie po północy, o astronomicznych wyjasnieniach Gwiazdy z Betlejem. (Rozsądny wpis na forum Faktów oczywiscie tez cieszy):

Brian Cox
Dr. Brian Cox destroys the stereotype of the laboratory-bound, grey-haired physicist. His CV includes a stint as an international pop performer and immortalisation in a hollywood movie. Hardly what you would expect for one of the UK's foremost experts in particle physics.Brian Cox grew up in Oldham, just north of Manchester. And although he has always been interested in the physical sciences – 'I always wanted to be a physicist or astronomer,' he says – for a while it seemed as though his passion for music might deny the world of science his talents.
At the age of 17, Cox was asked to join the rock band DARE on keyboards, and the temptation proved too hard to resist. As he explains: 'The guy from DARE used to be in [legendary rock band] Thin Lizzy. Ask any teenager whether they'd like to join a band that has a contract and is off to record in Los Angeles, and the answer would be the same – the physics had to wait.'
One of Cox's objectives, he says, is to provide an interesting role model as a scientist in order to lure more young people into the field. 'I may not be earning as much money as some of my friends who work in finance, but they are all a bit envious of my lifestyle,' he says. 'Where else do you get the freedom to think, discover and travel widely?'
As well as his work at Manchester University and CERN, Cox regularly delivers talks at conferences around the world, not only in the US and Europe but also in places as diverse as Hanoi and Rio. He was a keynote speaker at the Australian Science Festival and recently presented at the Edinburgh Science Festival in Scotland. Later this year, he is lined up to speak at the 2007 Europhysics Conference on High Energy Physics.
His work in publicising science and particle physics has been internationally recognised and resulted in him being elected an International Fellow of the Explorers Club in 2002. The club is chaired by Sir Edmund Hillary, and fellow members include Neil Armstrong.
Cox is keen to stress that those entering his field will have the chance to work in a dynamic atmosphere, chipping out knowledge at the cutting edge of science. 'The age profile of my working group has changed radically since I came back to Manchester,' he says. 'There's a really vibrant atmosphere. The average age is around 40. In this area of physics, a lot of people are young and very influential. They are asking the important questions.'
'In this area of physics, a lot of people are young and very influential. They are asking the important questions'
As well as writing a book on the topics of relativity, space and time, Cox is currently making a program about gravity and the theories surrounding it for the BBC's acclaimed Horizon series. This will take him to locations including San Francisco and Puerto Rico. Also in the pipeline is a scientific magazine programme, to be made with the help of Alex James from the Britpop band Blur. Cox may be extraordinarily busy, but he would not have it any other way.
'One of the best things about working as a physicist is the freedom of the job,' he says. 'Looking at nature and how it all works is fantastic. I can't think of anything better than being paid to do this'

To były zaległości z dni minionych. Jutro powinienem tu wrócić i posprzątać.
(Wtorek, 29.grudnia.2009)
***

Widzę cuda, opisuję. Ale. Ale są bardziej i mniej sprzyjające okoliczności. Skoro więc rozeznałem swoje mozliwości i powołanie, to jestem za nie odpowiedzialny. Muszę szukać i chronić sprzyjających. Stać w prześwicie.

W kuchni, przy komputerze, przed telewizorem, na modlitwie rodzinnej - nie wiadomo gdzie i kiedy - radość i pokój mnie nawiedza. Tak jest w prześwicie. Boże Narodzenie, Zmartwychwstanie i Zesłanie Ducha Świętego jest tam nieustannie. Nawet na zdjęciach to widać. :)
(Sobota, 26.grudnia.2009)
***

Zobaczyć siebie w narodzonym Jezusie w Betlejem. Wczuc sie w dzieciństwo. Tak daleko nikomu sie nie da. Ale tzreba tak daleko sięgnac wstecz, ile sie uda. Próbujmy. Geniusz jest blisko, w nas, na odleglość tego sięgnięcia. Nie ma mniej i bardziej geniuszowatych. Każdy miał dzieciństwo. Nawet ewnagelicznie, im wiecej dziećmi, tym bliżej nieba. Boże Narodzenie - rodzenie się kazdego z nas.

Wogóle jest bardzo ciekawe, ważne i pouczające - zobaczyć siebie z zewnątrz. Obiektywizacja. A spróbować zobaczyć sie oczami Boga! Próba, warta każdego wysiłku.
Rozumieć swoje życie nie tylko własną logiką, ale logiką Boga. A to już jest mozliwe. Ewangelia jest przecież zapisem logiki niebieskiej.
Należymy do dwóch światów, zwierzęcego i anielskiego. Ziemskiego i niebieskiego. Widzę i opisuję, bo tęsknię do pełnej prawdy. Każdy homo sapiens powinien, ale nie każdemu się chce, a niektóre osobniki całkiem swiadomie nie chcą. Jasiek mi zwrócił uwagę na motto swojego Uniwersytetu "Via, Veritas, Vita". Klękałbym przed bramą. Bardzo bliscy stali mi sie założyciele University of Glasgow. Czy znalazłbym dzisiaj ich nasladowców? Żeby żyć w prześwicie bytu - w tej bramie, przed którą bym klękał - trzeba wykazać się męstwem bycia. Albo nie zwracać uwagi na motta, życ lekko i przyjemnie, jakby ich nie było. Jaka droga, jaka prawda, takie życie.

Odważyłem się zadzwonić do wuja Aleksandra, z prośba o konsultacje profesorskie pewnych pomysłów. Nie nakrzyczał, ale musiałem kluczyć, żeby nie było bombastycznie, bo by mnie zamordował. Wuj to prawdziwy młot na wszelakie uzurpacje. Za 10 dni będzie miał 90 lat.

Na mszy świetej okazujemy szacunek dla 50-lecią małżeństwa państwa Czerwińskich. Złote Gody. Małżeństwo jest jedno na całe życie. Jak jedno życie, imię, nazwisko, matura itd. Chyba,że ktoś inaczej rozumie jedność, tożsamość, odpowiedzialność. Ale jak wtedy budowac spójną, niesprzeczną kulturę i jej cywilizacyjne rusztowanie. Co wtedy znaczy osoba?
Ale także przelatuje przeze mnie myśl, że nie rusza mnie już co było, co bedzie. Obrusza mnie całkowicie teraz. Wystarcza.

Na początku było słowo.
Bóg nie był w wichrze, ani w burzy. Był w cichym powiewie. Gdzie jest Bóg? Boże Nrodzenie, Wigilia - pokazuje gdzie jest Bog, gdzie każdy może Go znaleźć. Nie szukaj w ewolucji i w wielkich teoriach naukowych. Szukaj w człowieku, w świecie ludzkich spraw.
Jezus cały jest przeswitem bytu, Przychodzi stamtąd, rodząc się w Betlejem, no i przez śmierć, a najbardziej przez Zmartwychwstanie. Cały w prześwicie. Osoba jest prześwitem bytu. Chyba, że ktos, wbrew faktom, woli zostać na poziomie materialnego zwierzęcia. Nieszczęscie dla świata. Uczłowieczenie, uduchowienie, osoba, szacunek dla prawdy, dla faktow - to znaczy tożsamośc. Amen.
(Piątek, Boże Narodzenie - 25.grudnia.2009)
***

Zasypiałem wczoraj bez telewizora. Wyłączam bzdurne produkcje. Najlepsze samo życie. Sfilmowane lub w głowie. Najlepsze mam w głowie. Najważniejsze jest w rozumie, w pamięci. Najsztub myśli podobnie, choć inaczej. On się izoluje i cieszy sobą w izolacji. Cenię w nim to, że próbuje to zrozumieć i wytłumaczyć innym. On świąt nie dopuszcza do siebie. Ja się identyfikuję. Zgadzam zaś, co do Sylwestra.

Chciałem coś napisać o swoim lekkim bycie, ale zapomniałem, co. Byt napewno jest lekki jak piórko i pozaczasowy. Gruby, osiwiały jestem tylko na oko. W środku nie mam czasu i wagi. Świeżutki, leciutki, w kolorach tęczy. Takim lekkim bytem poszedłem do kuchni ugotować rosół. Powinno się mnie trzymać w złotej klatce, żebym nucił ten trel. Partytura nie moja. Z wysoka.

Patrzę jak coś ważnego, wielkiego rodzi się. Ja nie muszę robić nic szczególnego. Jest we mnie, dzięki Bogu. Nie byłem w ani jednym sklepie. Dogotowałem kapustę wigilijną, fasolę, pieczarki. Ot, mimo chodem. Przyjemnie robić coś pożytecznego. Na przyklad fasole lubi Andrzej i ja, rosół i bigos, wszyscy. Dziewięć osób kreci sie w domu wokół swiąt. Choinkę oprawił Łazarz, Marysia pomagała, wszyscy ubierali. Beze mnie. Ja się cieszę. Wszystko mam w głowie.

Nawet telewizja wychodzi mi naprzeciw. W programie był normalny biskup. Nie funkcjonariusz. Antoni Długosz. Robił to, co mu scenarzysta i reżyser powiedzieli. Śpiewał, szedł pod rękę z Krzysztofem Krawczykiem, kłaniał się przed żłobem (wolę od żłóbka), świecił pochodnią, a nie tylko "jego ekscelencją". Lubię wiarę męską, dojrzałą, nie lubię infantylno-ceremonialnie-obrzędowej.

Nasza wigilia - 17.00 - modlitwa, wieczerza, przejście do pokoju dzieci, żeby Św. Mikołaj mógł się zakraść niewidzialnie. Śpiewamy wtedy kolędy. W tym roku dołożylismy własne kolędowanie, albo bajanie spod czapki. Hela dostała kapelusz prawie góralski od pana, syna seniorki, w trakcie roznoszenia zaproszeń na wigilię "Szukam Boga" w Rzeczpospolitej Norwidowskiej. No więc spod tego kapelusza wychodziła osobista kolęda, czyli, co najważniejszego, albo co chcesz nam powiedzieć, co chcemy sobie powiedzieć. Kto dostawał kapelusz, mówił. Było o rodzinie, o śniegu, czyli jego braku, o tym "co by było, gdybym został w Glasgow", o tym, że nie pierogi i choinka, ale co w głowie, o pierwszym Bożym Narodzeniu bez Miziego (vel Mizera, kochanego psa przybłędy), o dobrych rzeczach na stole, o samodzielnym oprawianiu choinki. W międzyczasie przyszedł oczekiwany gość, prezenty zostawił. Nam przyniósł portret rodzinny (Zosia wymyśliła, reszta współkonspirowała): my w środku w maskach pszczelarzy, oni uśmiechnięci dookoła). W ręku trzymam przyrząd do dymienia, tzn. do opędzania się od pracowitych owadów. Na koniec były ciasta.

Dzień raczej bez telewizora, ale normalnego księdza zobaczyliśmy, posłuchaliśmy. Dla nas ks. Wojciech Drozdowicz to część naszej bajki, ale dzieci były zaskoczone, że będąc księdzem "można się tyle śmiać" - w trakcie jednej rozmowy. Tak, to kolejny nie-funkcjonariusz. Oni ratują oblicze kościoła. Są naszymi pomocnikami w wychowaniu i przekazywaniu wiary. Ci inni wręcz przeciwnie. Za mało się mówi, jak bardzo szkodzą.

Rozesłałem świąteczne życzenia na cały świat, do wszystkich w skrzynce adresowej. Trochę nasz internet szwankował. Poszło pod niektóre adresy po dwa, trzy razy. Będa się denerwować.

Pod wpływem kolęd 'spod kapelusza' próbuję zdefiniować sens świat Bożego Narodzenia. Sama nazwa wymowna: Bóg się rodzi w ubóstwie, w prostocie, w rodzinie, zależny od innych, niezabezpieczony materialnie, politycznie, zdany na troskę, miłość, opiekę, dojrzałych wewnętrznie małżonków.

22.41 - patrzę na Pasterkę z Watykanu (to kościół bardzo ceremonialny, dla mnie, za bardzo). Papież cytuje Orygenesa "pogaństwo - brak wrażliwości, to serce z kamienia. Jezus daje serce z ciała". Dobra jest długa cisza po kazaniu. Grażyna przysnęła, Marysia siedzi w fotelu, coś notuje. Reszta gra, bawi się, w innym pokoju. Czekają na Pasterkę.
(Wigilia, Czwartek, 24.grudnia.2009)
***

Szukam Boga - tak wyglądała wigilia dla seniorów, nauczycieli i pracowników w Rzeczpospolitej Norwidowskiej.
Ładnie wyglada na zdjęciach. Nie byłem, znam z obrazków i opowieści. Były łzy wzruszenia. No to się chyba Bóg narodził. Nawet daleko, w Afryce, w Kenii. Szkolne koło Caritas objęło adopcją na odległość 9-cio letnią Helen Nkirote. Prawdziwe wzruszenie jest odpowiedzią na tajemnicę miłości. U niektórych pojawia się zawsze w sali porodowej. Tak było też ze mną. Cieszę się, że mogę choć opowiadać o takich zdarzeniach.

Moja religia - to Jezus Chrystus. A to, o czym, i z czym, próbuje się dyskutować w świecie i w mediach, mówiąc o religii, to jakieś konstrukty. Uzasadnione, ale nie dotykające istoty.
Oponencie i zwolenniku, najpierw powiedz, kim jest dla ciebie Jezus z Nazaretu. Co myślisz o Nim? Od tej odpowiedzi zależy smak i urok Bożego Narodzenia.

Tę samą zasadę stosuję w dyskusji o dzisiejszym kapłaństwie, mówiąc szumnie, lub o księżach, mówiąc normalnie. I o Kościele. We wszystkich trzech przypadkach wyróżniam trzy składowe: osobę Jezusa, tradycję Starego Testamentu, i tradycję naszej ery. A w naszej erze, starożytność (początki chrześcijaństwa i kościoła) i podzieloną nowożytność.

"Rok kapłana" w kościele zaprasza do dyskusji. I znow, dla mnie sprawa jest prosta, a dyskusja krótka. Mam dwie miary księdza: na ile w nim Jezusa, na ile funkcjonariusza nowożytnego (polskiego) kościoła. Jezusowy jest święty, ze wszystkimi słabościami i wiecznym zmaganiem. Funkcjonariuszy jest większość i są mało ciekawi. Biedni ludzie, nawet jeśli w bogatych parafiach.
Jesli komuś doskwiera ten blog, to dobrze. Ma doskwierać. Jako formę znieczulenie można pomyśleć, ile grzechów na sumieniu ma autor. I, że ciągle się trzeba rozliczać, znaczy robić rachunek sumienia. Powtarza to każdy rekolekcjonista. Można tez spojrzec na te zapiski, jak na notatki do sztuki scenicznej. Wolelibyście ze sceny?

Przeżyłem naprawdę już 57 lat. Jestem częścią polskiego kościoła i narodu. Przecież nie wiecznie. Piszę od ośmiu. Jestem piśmiennym katechetą, a teraz także internetowym. A jakbym nie pisał, jakbym nie głosił publicznie swoich poglądow. Milczenie. Nawet po tak jednoznacznym, może emocjonalnym, apelu, po rocznicowej mszy świętej w Wołominie (12.12.09). Zbywanie problemu zdaniem, że ten, lub tamten ksiądz taki jest, potwierdza brak dobrej woli. Jakby plebanie były aterytorialne. W innym świecie. Jakim?
Mam nadzieję, że będę mówił i pisał do końca. Nie oczekuję odpowiedzi od episkopatu i prymasa. Oczekuję od was, kochani księża, z: Strachówki, Jadowa, Tłuszcza, Traw, Wołomina, z kurii warszawsko-praskiej. Do odpowiedzi, do włączenia się w tę rozmowę: przy herbacie u nas w domu, albo u was na plebanii, telefonicznie, w prasie, internecie. Kochani księża, ja też przełamuję jakieś stereotypy. Tak rozumiem kościół Jezusa z Nazaretu, kościół powszechny i apostolski, i kościół 2010. Amen.
Piszę, mówię i krzyczę, tym głośniej, że jestem ojcem. W pojedynkę mogę nie obronić pięknego oblicza mojego kościoła nawet przed własnymi dziećmi. Popytajcie ich, co myślą o katechezie - a to jest narzucające się, żeby nie powiedzieć nachalne, oblicze kościoła i religii wogóle, w krytycznym okresie dochodzenia do dorosłości.
Jak często ta katecheza, to lipa. Nie wolno milczeć, tworząc półmrok zakłamania. Ksiądz Jezusowy da sobie radę w każdej szkole. Będzie cierpiał, ale obroni prawdę ewangelii. Ksiądz funkcjonariusz lepiej niech nie wychodzi z plebani. To samo dotyczy nas świeckich. Dzieci i młodzież są wyczuleni na fałsz ojca, fałsz nauczyciela, fałsz wychowawcy.

Dorzuciłem swoje 5 groszy do świątecznych przygotowań. Ugotowałem bigos, upiekłem pasztet, doprawiłem sos tatarski (zieleninę itd. pokroił Jasiek), przygotowałem wigilijny kompot z suszu (musi postać 24 godz.). Jutro ugotuję rosół. Ale najważniejsze wydarzyło się w głowie i tu zostało zapisane.
A w Gruzji katolicy (z polskim księdzem) budują prawosławnym kościół. To jest news!!!
(Środa, 23.grudnia.2009)
***

Około świąteczne refleksje. Sprzątanie -
- Większość z nas lubi porządek. Ciekawym na ile? Co juz nam wystarczy: na stole, w pokoju, w domu, w sobie, w świecie, we Wszechświecie? Trzeba sprawdzić. Żeby nie być tyranem jakiejś ograniczonej przestrzeni. Bo jeśli wystarcza mi porządek, ład, w arbitralnie wybranej przestrzeni, to jak to nazwać? Hipokryzją z zadatkami na tyraństwo. Broniąc swojego porządku przed zagrożeniami ze strony bałaganu, chaosu, na zewnątrz, łatwo przyznać sobie uprawnienia dyktatora. Święci nie wywoływali wojen.

"Wrogowie rozumu" mają odwagę wejść na ekran o 1.15. Ponieważ siedziałem jeszcze przed komputerem, bo chciałem opublikowac zdjęcia z wigilii dla seniorów w Zespole Szkół im. Rzeczpospolita Norwidowska, obejrzałem.
Prof. Richard Dawkins, znany brytyjski zoolog, etolog i ewolucjonista, autor książek "Samolubny gen", "Bóg urojony", "Ślepy zegarmistrz". Dzięki publikacjom, setkom odczytów i kampaniom społecznym cieszy się opinią człowieka konsekwentnie zwalczającego religię i wszystko to, czego nie da się udowodnić empirycznie. W pierwszej części cyklu autor zajmuje się tzw. zjawiskami paranormalnymi: astrologią, jasnowidztwem, radiestezją i spirytyzmem.
Obejrzałem, nic wielkiego. Nie trzeba być profesorem, żeby zrobić taki film. Wystarczy odrobina zdrowego rozsądku. No i nie ma sensu strzelać kulomiotami w płot. Nasza religia nie jest spekulacją intelektualną. Nasza religia to osoba Jezusa z Nazaretu. Jeśli ktoś chce dyskutować, to nie o teoriach, ale o słowach i czynach Jezusa.

Ciekawy jest sam fakt zagoszczenia profesora Dawkinsa pod naszym dachem. Przywiózł go Jasiek, jako jedną z ciekawszych postaci świata naukowego. Jest też w najnowszym numerze Wprost. Ciekawy gość. Co mu tak naprawdę przeszkadza w religii? Mógłbyy zasiąść przy pustym nakryciu na wigilijnym stole w naszym domu, chciałbym go o to spytać.

Piszę opowieść. To znaczy notuję. W mój strumień swiadomosci wpada wiele dopływów. Dzień w dzień coś się dzieje, coś dostaję. O nieznanej godzinie. Muszę tylko zapisać. Czy świat się nade mną zlituje?
Robię to, co powinienem. I co bym robił zawsze, gdyby nie konieczności dziejowe: Solidarność, katechizowanie, wójtowanie, praca w szkole. Robię to, co powinienem. Wypełniam swoją misję, swoje powołanie. Czy świat się zlituje, czy nie. Głoszę w porę i nie w porę. Upominam się o myślenie i odwagę dzielenia się jego owocami. W Strachówce, Jadowie, Tłuszczu, Łochowie, Wołominie.
To ciekawe, jak spełniają się życiowe marzenia. Nie po 40-stce, jak sobie wyobrażałem, gdy miałem 18-ście, a koło 60-tki. Przez zbieg niekorzystnych okoliczności zdrowotno-zawodowych. Mogę wreszcie codziennie pisać i ba!, dzięki internetowi mogę publikować na cały świat. Nawet jeśli czyta niewielu.

Pamiętaj, żeby dzień święty święcić. Co to jest dzień święty? W Polsce był nim długo tzw. 2-gi dzień świąt. Tylko tyle chcę powiedziec. Wiara i rozum muszą iść w parze. Nie ma wiary bez myślenia.

Wczoraj komputer pozwolił mi wpisać komentarz na Łazarzowym blogu. Pospieszyłem się, chciałem coś dopisać, pomyśłałem - anuluję i zmienię. Po starym został ślad, informacja "Ten post został usunięty przez autora". Świetnie, podoba mi się. Pułapka na ohydnych anonimowców, ludzi, którzy nie mają imienia, oblicza, i przeważnie także honoru. Którzy boją się zostawić swój ślad w życiu świata. Boją się własnego cienia. Zakapiory.

Uświadomili mi w telewizji, że należę do wydawców podziemnych. Wydałem w 1985 jeden numer 5-cio stronicowej gazetki. Wydrukował mi ją zaprzyjaźniony drukarz z siedziby państwowych związków zawodowych na ulicy Długiej w Warszawie. Było to 300 czy 500 egzemplarzy "Listu młodzieży do Papieża Jana Pawła II". Kiedy zrobili ze mnie przywódcę młodzieżowej grupy terrorystycznej i przeprowadzili rewizję w mieszkaniu, bałem się rozprowadzać jawnie ten list. Leżał w mieszkaniu księdza Jerzego Dębowskiego, ówczesnego wikarego w Legionowie. Nie chciałem też wkopać znajomego drukarza. Ciekawe, czy jest ślad tej akcji w mojej teczce?
(Wtorek, 22.grudnia.2009)
***

Skarby już mnie tylko interesują. Skarby. Ani czekoladki, ani bibeloty. Są. Najważniejsze, że są. Wczorajszy telefon. I to, co przez telefon przeszło. Przyszło. Zasypiając cieszyłem się, że wrócę do sprawy dzisiaj. Bo było już za późno i za dużo. I wielkie takie, że już mam Boże Narodzenie 2009. August Cieszkowski. To powiedziała Ela. Że mamy w okolicy kolejny skarb. Że Rzeczpospolita Norwidowska rozwija się, żyje. Że 200-setna rocznica będzie urodzin (2010). Że wielki człowiek, że Cyprian Norwid się z nim przyjaźnił i był pod wpływem. To miejsce jego narodzin, dwór w Suchej, odrestaurował profesor Marek Kwiatkowski. Że to wszystko jest w zasięgu naszym i RzN.

Nic byśmy nie rozumieli i nie znaczyli bez Uniwersytetu!

Dzisiaj, kiedy piszę, widzę i czuję swój grzech. Niewdzięczności, lub wdzięczności nie wyrażonej. Za wielkie dzieło "Kalendarz życia i tworczości Cypriana Norwida". Ela napomknęła, że ono rozbudziło dalsze prace i poszukiwania. Się toczą, owoce kiedyś poznamy. Dotrą i do nas. Kim jesteśmy? Qui sui-je? Prochem marnym, niewdzięcznym.
Taize wychodzi nam na spotkanie. Taize jest do spotykania. Ludzi, Boga, siebie. Kto jeszcze z młodych Strachówki, którzy jeszcze młodości swej się nie zaparli, pojedzie do Poznania. Ela, profesor, i Zosia, też, domyślnie, profesor, miejsce na nocleg załatwi. Nie śpijcie! Obudźcie się, zanim będzie za późno. Obudźcie sie, przetrzyjcie oczy - rodzice. Młodzi giną na naszych oczach. Następne pokolenie może się zatracić w nicości. W materialiźmie. W użyciu.

Zrobiłem wczoraj wypisy na temat Augusta Cieszkowskiego. Nimi was uraczę:
- Cieszkowski bardziej znany w Berlinie niż Warszawie, urodził się w - "Atrakcją turystyczną powiatu węgrowskiego są tematyczne wycieczki historyczne. Jedną z tego typu wycieczek jest "Szlak dworów i pałaców" ze skansenem w Suchej"
- "Porównajmy gospodarstwa nasze z gospodarstwami Belgii, Anglii, Niemczech - jakże daleko za nimi jesteśmy.(August Cieszkowski)"
- należy niewątpliwie do najgenialniejszych umysłów XIX wieku
- podjął działania w kierunku edukacji rolniczej, w której dostrzegał również możliwość obrony bytu narodowego
- jest nie tylko genialnym filozofem, polskim heglistą, ale również przewidującym ekonomistą, wielkim patriotą, obrońcą spraw polskich w XIX w., społecznikiem, organizatorem nowoczesnych form życia naukowego, mecenasem sztuki, kreatorem postępu edukacyjnego na wszystkich szczeblach nauczania oraz inspiratorem postępu rolniczego
- dzięki pokaźnemu wsparciu finansowemu, którego udzielił, doprowadził do założenia w swych dobrach, w Żabikowie, szkoły rolniczej. Szkoła pozostała jedyną wyższą uczelnią na ziemiach polskich pod zaborem pruskim. Program był w dużym stopniu zbliżony do dzisiejszych programów nauczania w wyższych szkołach rolniczych i europejskich uniwersytetach rolniczych. Budzi to uzasadniony podziw i uznanie dla dalekowzroczności jego twórcy
- wyrazem uznania i docenienia jest nadanie przez Sejm Rzeczypospolitej, 1 października 1996 r., Akademii Rolniczej w Poznaniu imienia Augusta Cieszkowskiego

Wystarczy? Rozumiecie teraz moje przeżycia z ostatniej adwentowej niedzieli? W takim świecie chcę wychowywać dzieci i młodzież. Swoje i nie swoje. W nieustającym Adwencie, Bożym Narodzeniu, Zmartwychwstaniu i Zesłaniu Ducha Świętego. Amen.

"Jedynie prawda jest ciekawa" - Józef Mackiewicz mógł dostać Nagrodę Nobla. Był zgłoszony. Są autorzy, którzy uważają, że gdyby "Droga do nikąd" napisana była po niemiecku, albo rosyjsku, nagrode by dostał. Jak Sołżenicyn.
On miał bardzo zdecydowane poglądy: PRL nie jest żadnym samodzielnym bytem państwowym, jest częścią imperium zła. Szkoda, że nie dostał Nobla, może mniej ludzi opowiadałoby głupoty o słodkim PRL, jednym z jego wodzów Jaruzelu, i o bohaterstwie Kuklińskiego. Rozejrzyj się dookoła - co kto myśli, jaki jest, czym żyje.

Od ponad pięciu lat Darfur, rejon Sudanu, jest areną krwawego konfliktu, w którym zginęło kilkaset tysięcy ludzi. Sudański rząd, wspierany przez arabską formację paramilitarną Dżandżawidów, krwawo tłumi separatystyczne dążenia mieszkańców. Chiny są sojusznikiem dostarczającym sprzęt wojskowy ("Tajna wojna Chin", BBC).
Darfur był moją krainą marzeń. 21 lat temu, i nie tylko, wpatrywałem się nocami w mapę tego rejonu. Zastanawiałem się, jak żyją ludzie w ... , jak podróżują droga z ... do.... Potem poznaliśmy Kombonianów. Okazało się, że tam właśnie załozyli pierwszą misję. W Polsce są od 1986 roku. Teściowa u nich pracuje. Bywali u nas w domu. Prowadzili rekolekcje w Strachówce. Współkoncelebrowali dwie I Komunie: Heli (o. Ciapponi) i Andrzeja (o. Giovanni i o Stefano). W 2003 r. Daniel Comboni został ogłoszony świętym. Spełniło sie jego powolanie "Afryka albo śmierć". Nie znam równie konkretnego powołania życiowego. W 2006 ojciec Giovanni wrócił do Etiopii, został rektorem seminarium. Dzisiaj jest biskupem. Kim my jesteśmy? Qui suis-je? Strachówka się dzieje, my się dziejemy. Nieustannie.
"Sudan is home to one of the world's oldest continuous major civilizations, with historical and urban settlements dating back to 3000 BC. "Sudan – a part of us all".

Wczorajszym telefonem Ela przywróciła nalezne miejsce Norwidowi i epokowej publikacji o nim. Leżą pod ręką, nie na półce. Znów adoruję miejsca, ludzi i zdarzenia, które dały początek Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Po wielekroć czytam np. list Józefa Sobieskiego do żony Hilarii z obrad Sejmu Wielkiego, datowany 22.10.1788. Boże błogosław RzN.
(Poniedziałek, 21.grudnia.2009)
***

Msza Święta niedzielna jest kwintesencją kultury. Wracam sobie z kościoła i piszę. Bo nie mogłem zapisać w. Musiałbym wyjść do zakrysti z laptopem. Nie wykluczam takiej opcji. Pan Bóg daje myśli, trzeba je zapisać. Przecież to normalne.
Kwintesencja kultury, teatr liturgiczny. Specjalny budynek o mniejszych lub większych walorach architektonicznych. W zaleceniach komisji liturgicznych zapisano, aby sprzęty używane do celów sakralnych miały wartość artystyczną. To samo dotyczy śpiewu. Wszystkiego. Wielki hołd oddany sztuce. Rozumiał to Cyprian Norwid "Piękno po to jest...". A my? A nasze zachowanie podczas mszy? Czy jest wystarczająco artystyczne?? Najgorzej, gdy wogóle nie jest. Nieobecność nie ma wtedy charakteru fizycznego, cielesnego lenistwa. Ma charakter umysłowy. Gnuśność umysłowo-duchowa. Nas nie ma! Wtedy, jak to kiedyś powiedział góral spod Nowego Targu na strajku rolnikow (rolniczej Solidarności) w Siedlcach, listopad-grudzień 1981; "taki przeleży w swoim barłogu, przewróci sie z boku na bok, jeno zipnie jak krowa".
Cieszyłem się przed laty, i rozumiałem wagę, z listu Jana Pawła II o niedzieli. O potrzebie świętowania niedzieli. Nie świętowanie siebie, ale wyższych potrzeb w sobie. Potrzebny jest czas wolny, aby cieszyć sie samym soba, rodziną, istnieniem. Bezinteresownym byciem. Światem wyższych wartości. Aby nabyć samoświadomości. Tożsamości. Inaczej stajemy się jako te krowy.

Problem chyba jest wtedy, gdy postrzegamy "kościół", i w ogóle religię, przez pryzmat nakazów (przykazań), jako dziedzinę opresji, a nie wolności. W konsekwencji msza święta nie jest naszym wyzwolenie. Nie rozumiemy jej, jest spełnianiem obowiazku. Szkoda. A świat artystycznego kościelnego entourage'u? Niczego nam nie daje? A mądrościowa lektura z Pisma Świętego, też nic? Z kazaniem różnie bywa. Dobrze jeśli nie przeszkadza. Czasem bywa ciekawe. Ale nawet najciekawsze, nie zastąpi własnego myślenia. Msza jest szansą bycia na sposób ludzki, jako homo sapiens. Nie ma wiary bez myślenia (św. Augustyn), więc nie myślącym katolikom współczuję.
Jeśli zaczniemy myślec na mszy - narodzą sie parafialne elity. A propos' - bedą parafialne, albo żadne. Jeśli w kościele nie doświadczymy wolności - to nigdzie.
I nie czuć wolności - w naszych rozmowach i innych formach wypowiedzi, chociażby

Każda kultura ma źródła i korzenie. Nasza, w Ewangelii. I w osobie Jezusa z Nazaretu. Religia należy do kultury. Jest jej rdzeniem. Trzeba to sobie jakoś w głowie poukładac. Żeby nie zrobić z siebie pępka świata. Trzeba wiedziec, co, komu zawdzięczamy, i gdzie jest nasze miejsce. Jeśli chcemy zgłębiać samoświadomość Jezusa, to napewno wejdziemy do Królestwa Niebieskiego. Jeśli zadadzą sobie taki trud moje dzieci, to moje sczęście będzie pełne.
Ja wykładam Ewangelię z punktu widzenia ojca i osoby wiecznie poszukującej zrozumienia wszystkiego. Księża ze swojego. Ale patrona mamy tego samego, świętego Józefa.

Kościół, niedziela, msza - można posiedzieć w ciszy. Choć chwilę. Rozum i wiara mogą wtedy w nas popracować. Podczas mszy trochę sobie podśpiewuję, bawię sie głosem (dorabiam drugi głos), przytupuję, podryguję, robie miny - jestem żywy, chcę być żywy. Cały. Uduchowionym ciałem, ucieleśnionym duchem. Ale nigdy prześmiewczy, rozrywkowy. O nie. Przeżywający całym sobą. Jak Murzyn, Indianin, albo rodowity Polak. Też chcę mieć wymiar artystyczny, jak kielich, patena i organy. Osobowym arcydziełem. I wtedy wcale nie lokalnym, uniwersalnym.

Mateusz Pospieszalski w "Miedzy Niebem a Ziemią" - "pokora daje wrażliwość, pycha wypycha ze sceny, trema jest kara za pychę". Amen.

Telefon od prof. Eli Lijewskiej potwierdził spodziewane radości. Przewyższył. Dodał coś szalenie istotnego. Ale ci..... Jutro o tym. iedziela. Fantastyczna (norwidowska) niedziela miedzy Annopolo-Strachówką a Poznaniem.

Ciągle ci, którzy wadzą się z Bogiem, albo Go odrzucają, szukają Go, albo negują hen, daleko w Kosmosie, albo w laboratoriach biologów itd. Nie widzą dla Niego miejsca w atomie, albo w ewolucji. O! nierozumni. O! głusi i ślepi. Nie znają chrześcijańskiego abecadła. Nie chcą się otworzyć na Boga-Człowieka. Boga kultury, nie fizyki. Ale kto znajdzie Boga-Człowieka, nie ma kłopotów ani z biologią, ani z fizyką. Ci, którzy nie chcą odbyć drogi w głąb siebie, do swojego Betlejem, są kalekami. Nie chcą używać rozumu i wiary, dwóch skrzydeł, na których duch ludzki wznosi się do kontemplacji prawdy. Z jednym skrzydłem, jednym okiem, jednym płucem, nogą... jest się kaleką.
(Niedziela, 20.grudnia.2009)
***

Prymas Henryk Muszyński w purpurze. Byłem na jego wykładzie (na zaocznej teologii), tuż po nominacji biskupiej. Dzielił się z nami, studentami, bardzo osobistymi refleksjami. Mimo woli jestem świadkiem najnowszej historii Polski.

W tvp info audycja "Debata po europejsku" redaktora Adriana Klarenbacha. Dyskusja polityków z Austrii, Wielkiej Brytanii i Łotwy o znaczeniu przeszłości wysokiej rangą urzedników w Brukseli (Solana, Ashton, Barroso itd.). Różnice zdań duże, ale spokojnie, kulturalnie. Redaktor pyta o kraje poskomunistyczne i zakaz symboli starego ustroju. Np. medal im. Broz Tito, inni dyktatorzy, Stalin, Jaruzelski, Ceausescu, Honneker i cały tzw. obóz socjalistyczny. Jeśli ci ludzie żyją pytajmy ich co myślą o swojej przeszłości, o wyznawanych ieologiach i o to, co myślą teraz i w co wierzą dzisiaj. "Chodzi o moralną niezgodę na używanie tamtych symboli, np. tworzenie medali, nazywanie ulic itp."

Papież Benedykt XVI podpisał wreszcie dekrety o błogosławionym ks. Popiełuszce i świętym Janie Pawle II. W roku kapłańskim. Patrząc na nich będziemy się domagać od wszystkich księży obowiązkowych herbatek na plebanich, spotkań księżowsko-świeckich, serdeczności, spontaniczności itd. Bo po co inaczej pokazywać wiernym takie wzory?
Przecież błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko bedzie ciągle powtarzał "zło dobrem zwyciężaj". A święty Jan Paweł II będzie przypominał, że zaprosił prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego do swojego samochodu. Nie da się obronić - żadnym mruganiem oka, że tak być musi i nic nie da sie zrobić - jednostronnych, żeby nie powiedzieć stronniczych, wystąpień ks. Jana Sikory w Wołominie. W Toruniu, Łochowie, albo gdzie indziej. Że nie będzie miejsca na jednopartyjne duszpasterstwo w ogóle. Trzeba zasługi zasłużonych uznać i im podziękować. Kosciół katolicki słynie ze skutecznej dyplomacji. Mam taką samą sytuacje ze starą mamą. Dla jej dobra nie można jej we wszystkim słuchać i ulegać. Z miłości. Wiele rodzin zna ten problem i jakoś sobie radzi. Tego oczekuję od księży, zwierzchnikow zasłużonego księdza Jana. I od mądrych świeckich. Święci mają być w kościele i świecie wzorem, a nie ozdobą. Łatwo widzieć źdźbła w oczach innych, zwłaszcza polityków, trudniej u swoich, kolegów księży i biskupów.

Moc dziękczynienia. Zezłościło mnie dzisiaj, że w długo oczekiwanym 6 numerze Net-Konkretu nie wydrukowali mojego artykułu "Wielka szansa - Lokalne Grupy Działania". Ja się tam nie wpraszałem, odpowiedziałem na apel o nadsyłanie tekstów z terenu. Ważniejszego tematu nie ma. Do 28 grudnia jest termin na składanie wniosków: na wykorzystywanie funduszy europejskich, na realizowanie społeczeństwa obywatelskiego i swoich marzeń. Dla nich się liczą chyba głównie tematy interwencyjne: spór o basen w Wołominie itp. To rzeczywiście inna bajka. Pozostanę przy swojej.
Oprócz złości mam też inne uczucia i refleksje: że nie warto, że jest taka sztuka życia, która przemienia rzeczywistość tj. dziękczynienie. Dziękuję, że nie wydrukowali. Może za tym kryje się inne dobro. I przeszło. Naprawdę dziekczynienie wszystko zmienia. Do dobra dodaje, zło przemienia w dobro.
W Faktach, za to, dali krótką wypowiedź Grażyny o świętach Bożego Narodzenia. Z wielopokoleniowym zdjęciem.
(Sobota, 19 grudnia 2009)
***

Spoczywam długie godziny na laurach. Trwa to od czwartkowego przedpołudnia. Spocząłem, gdy skończyłem tekst dla Łącznika Mazowieckiego "To co najważniejsze". Wojtek zobowiązał się do świątecznego numeru. Zawsze jestem bardzo zadowolony gdy kończę. Tym razem bardzo, bardzo. Później mi przechodzi, a gdy się ukaże drukiem, błędy, głównie stylistyczne, rażą.
Piszę o tym, lub tym, czym żyję. Aggiornamento - czyli żywy kościół, jak nowy, jak za apostolskich czasów, a nie ten zdogmatyzowany, strzegący bardziej tradycji i przyzwyczajeń, niż wiecznie aktualnej rzeczywistości Biblijnie objawionej i objawiającej się nieustannie. Czym żyję: tajemnicą osoby, rodziny, małżeństwa. Czym żyję: dawaniem świadectwa o niepowtarzalnym życiu osobowym.

Trudno mi słuchac głupot, jak te wypowiane w związku z konferencją w Kopenhadze. W stylu "żeby była zadowolona Ziemia". Głupota to za delikatnie. Hipokryzja. Bo skoro potrafią być tacy naukowi i ekologiczni w stosunku do roślin i zwierząt, to dlaczego zacofani i naiwni (aż po infantylizm) w stosunku do człowieka, dziecka, rodziny, małżeństwa?? W tych dziedzinach ekologia nie obowiązuje. Przeciwnie: gejostwo, aborcja, rozwody, egoizm wszelkiej maści - oczywiste zaprzeczenie szacunku dla normalności i natury.

Gwiazdy żyją w związkach. Pewnie, małżeństwo je przerasta. Gwiazda służy sobie, a nie większej sprawie. Małżeństwo i rodzina to "większa sprawa" - tajemnica, sakrament. Egoizm nie służy większym sprawom. Tylko: ja, ja, ja.
(Piątek, 18 grudnia 2009)
***

Rozczarowałem się programem Lisa z Jaruzelskim. Nie wydobył nic nowego. Po co zapraszał? Bo konkurencja tak zrobiła? Nie postawił żadnego istotnego pytania. Np. jaki jest jego stosunek do prawdy i fałszu PRL. I do przemiany z wierzącego człowieka w funkcjonariusza fałszu. Rozczulające cytowanie listów do matki, ale ani słowa, że na jej pogrzebie nie wszedł do kościoła. Delikatnie, w rękawiczkach.
Zniesmaczyła mnie reakcja końcowa generała. Wiedząc, że sondażowi Polacy noszą go na rękach, nabrał animuszu. Poczuł się zwycięzcą, gratulował Lisowi tytułu dziennikarza roku, nazwał arystokratą w fachu, w przeciwieństwie do chuliganow (domyślam sie, że Sekielskiego i Morozowskiego). Zachowanie człowieka władzy. Wstydu, pokory nie było widać. Wcześniej chciał "klękać na grochu i przepraszać jeszcze raz". Powtórzę brutalne słowa: zakłamany starzec.

Wstyd mi za sondażowych rodaków. Wczesniej był program o 20 rocznicy reformy Balcerowicza. Sondażowi dali głos, kto się dobrze przysłużył Polsce: 85%, że gen. Jaruzelski, 25, że prof. Balcerowicz. Gdybyż tak mozna podzielić Polskę, w jednej mieszkaliby sympatycy generała, w drugiej my, zwolennicy profesora. Niechby mieli za swoje bez-myślenie. U tamtych rzeczywiście w historii były powstania narodu przeciw obcym, i jedno szczęśliwe powstanie "sowieckiego" wodza przeciwko narodowi. Ja, z mniejszością, wolę wpisać to ostatnie do historii hańby, nie chwały. Żyłem w tamtych czasach. Biła tylko tamta strona. My chcieliśmy pracować z entuzjazmem dla odbudowywania normalnych więzi i sprawiedliwości. Byliśmy idealistami, pozytywistami, ze skrzydłami patriotycznej wiary i uniesień przodkow. Charakterystyczne, że ci, którzy dla władzy i poczucia mocy, jaką daje, dali się uwieść (kupić) sowieckiej (znaczy zbudownej na fałszy) ideologii - gotowi byli się nawet wyrzec rodziców (nie tylko wiary). Co jest wart człowiek, który dla władzy wyrzeka się wiary, wartości osobowych, ojca, matki - i podpisuje sie pod deklaracjami im przeciwnymi. Zaprzeczenie osoby, wolności, sumienia, prawdy. Tym są ci, którzy wybrali komunizm na marksistowskim materialiźmie. Z kim przestajesz, takim sie stajesz, panie generale.
(Poniedziałek, 14. grudnia 2009)
***

Jaśka esej był wczoraj najważniejszą moja lekturą. Wyjdzie w trakcie. Nie mogłem się uporać z notatkami, co przewidziałem juz z samego rana, bo wróciliśmy późno z Wołomina.
Dzisiaj, w niedzielę, 13 grudnia, nadrabiam. Nie pojechałem nawet do kościoła (nabożnie uczestniczyłem w sobotniej, wieczornej, mszy świętej). Spiszę notatki dokładnie, jak leciało:

"Sobota, godzina 7.00. Tyle już się wydarzyło, że będę miał kłopoty z opisem.
O 5.30 odwiozłem Zosię na pociąg do Łochowa. Pierwszy raz po nowej drodze, tzn. starej z nawierzchnią asfaltową. Spadła jak upominek na święta. Cieszę się bardzo. Nie ma dla mnie znaczenia wyborczego, bo żaden asfalt nie przykryje wszystkich problemów i zastrzeżeń do wójta. Jestem jednak dobrze wychowany i za dobro zawsze podziękuję. Nawet w wieczornej, rodzinnej modlitwie z dziećmi. One też uczą się za wszystko dziękować.
Jadąc przez uśpioną gminę, kątem oka notowałem światła w oknach domów i chałup. Myślałem o ich mieszkańcach. Zwłaszcza o samotnych, starych. W szkółce drzewek iglastych ktoś czuwa w samochodzie. Odległa myśl przebiegła: ksiądz też pilnuje, i ja teraz. Czego my strzeżemy? Prawdy o życiu i śmierci człowieka. Ruch na drodze krajowej znikomy.

W domu słucham "Radia dla ciebie". Powtórka programu: spokojni politycy z walczących partii spokojnie o Polsce i świecie. A więc można. Od czego to zależy? Od pory dnia, od rozgłośni, prowadzącego? A w "Radio Maryja" leci różaniec z udziałem słuchaczy. Zapamiętałem panią Henrykę z Wołomina, z parafii, w której będziemy wieczorem. A potem msza, organy, dzwonek-sygnaturka, pieśń adwentowa "Maryja wielebna, ukaż drogę pewną — przykazania Twego Boga Wszechmogącego ..." - klimat moich adwentów z dzieciństwa. Zimny, drewniany kościół "na górce" w Legionowie, biała zima, ulica ks. Skorupki(!), mama. 50 lat temu - pół wieku. Dzisiaj tego kościoła na tej samej górce nie ma, a we mnie jest. I ja jestem. Ale gdzie jestem, tu teraz, czy tam, przed 50 laty?? Ktoś spojrzy zdziwiony, jak to, tutaj w Annopolu. A ja z całą powagą mówię, nie, cały jestem teraz tam, w moich myślach, w człowieku wewnętrznym. Sorry, was tam nie ma, a tu widzicie tylko moje stare cielsko. Mama ma prawie 87 lat, nie pamięta co było wczoraj, ale też pamięta tamte lata. Tak samo jest z wami, z waszymi dziejami, z waszymi rodzicami jest, było, albo będzie. O to właśnie chodzi. Każdy ma swoja tożsamość. I wtedy dopiero może naprawdę być tu i teraz. Kim jestem, ja, człowiek myślący? Co to jest we mnie, to moje ja, nad którym nie panuję do końca. To samo ja, które kiedyś, gdy będzie się wam wydawało, że mnie juz nie ma, też będzie. Teraz nie znacie tego ja, którym byłem przed 50 laty, i nikt nie wie, jak moje ja będzie potem istniało. To jest prawdziwy klimat Bożego Narodzenia.

"Jesteśmy w ręku kogoś, kto wie więcej" - musi tak być, nie mam wątpliwości, wiem na podstawie moich marnych wyobrażeń, rozumowań, i życiowych doświadczeń. Każdy ma jakieś, może dużo więcej.
Mam silne poczucie, że uczestniczę w przeogromnym, wspaniałym spektaklu życia. Bez wątpienia w życiu zbawionym. W życiu pełnym nadziei. Pełnym miłości. Pełnym wiary. Mam do odegrania swoją małą, malutką, niepowtarzalną rolę. Gram ją z wdzięcznością. Z nieustannym dziękczynieniem. To moja dojrzała filozofia życiowa.
Byłem w Paryżu, z miotłą cieć sprzątał tak samo jak w przedwojennej Warszawie, może nawet w początkach tej odbudowanej. Tak sobie wspomniałem, pod wpływem archiwalnych obrazków. Ważniejsze dla mojego życia, i mojej rodziny, i mnie samego, co we mnie wtedy było, a nie cały nawet Paryż. Słuchając opowieści, patrząc na czyjś życiorys, widzi sie te fakty i miejsca. Bardziej geografię, ekonomie i nauki polityczne, niż antropologię. Towarzyszy nam ciągły niedorozwój wiedzy o człowieku. A ja gdzie bym nie zaczął, w Rozalinie, w Paryżu, czy Nowym Jorku, kończę zawsze w człowieku wewnętrznym. Liczy się tylko "Nasz wielki i zróżnicowany kosmos — świat istot żyjących" (JPII).
Kwestie lokalnej władzy w Strachówce, i potyczki słowne z kołtunerią, to mały pikuś

Napracowałem się. Jest godz. 22.52. Mam dość. Wychodzę na werandę, ciemną, zimną. Siadam na kanapie. Przecież wszystko co najważniejsze musi być blisko. W nas. We mnie, między nami. Jako osoba, tajemnicza zjawa we Wszechświecie, nie chcę niczego mniejszego niż innej osoby, wartości osobowych. Nie zadowolą mnie rzeczy. I tak oto, jestem blisko Boga osobowego. On jest blisko mnie. "Wołajmy do Boga, kiedy jest blisko. Szukajmy Go, kiedy pozwala się znaleźć". Bo abo ja wiem, kiedy jeszcze będę tak sprawny umysłowo i podatny, otwarty duchowo?

Widzę, że nie mam szans wypełnić obietnicy z rana. Co do Jaśka eseju, który był dla mnie wczoraj najważniejszą lekturą. Zrobię tak: dam cytaty, które najbardziej mnie zainspirowały w oryginale, a jutro je obrobię i przystosuję. Dobrze?
Ale najpierw wyjaśnię co mnie tak zmęczyło. Obrobiłem i wkleiłem na blogspocie zdjęcia z wczorajszej uroczystości w Wołominie. Zdecydowałem się też przerwać milczenie w delikatnej kwestii patriotyzmu, tzn. uproszczeń, hołdowanych w wielu kręgach, także wołomińskich. Mam nadzieję, że napocząłem coś. Naruszyłem niepisany kodeks przyzwolenia na każde, byle oprawione w wielkie słowa, gadanie, co ślina na język przyniesie. Pod nieczytelnym i niezrozumiałym sztandarem prawicowości. Spierałem się o te uproszczone podziały (prawica, lewica) już na strajku w Siedlcach, w 1981. Tak a propos stanu wojennego. Zrozumiałem, z nie małym zdziwieniem, że 13.12.1981 roku zostałem wybrany i przeznaczony do innej (niż do tej daty) roli. Gdybym nie pojechał wtedy na Jasna Górę, byłbym pewnie w Siedlcach i byłbym internowany. Dzisiaj miałbym znajomych w innych kręgach, nie zrobiłbym kariery wiejskiego nauczyciela. Jeśli bym w ogóle przeżył, bo wszak mówiłem w grudniu 1980, że gdyby ten cud, ten sen, wolności, Solidarności, miał się nie powieść, to nie ma dla mnie życia. Nie da się, nie powinno się itd. Pan Bóg nie dał mi szans. Wróciłem z Jasnej Góry wolnym, nie przestraszonym człowiekiem. Stan wojenny mnie nie tknął. Pchnął do działania w kościele, w parafii, z młodzieżą. Stan wojenny (gen. W. Jaruzelski) zrobił mnie katechetą. Nie czas był na umieranie. Nadszedł dla mnie czas na dużo bardziej owocną działalność niż przed 13.12.1981. Niepojęte. Nie wymyślone. Nie przeze mnie.

Cały dzień czekałem na wieczorne Anioły. Skończyło sie, jak się skończyło. A może właśnie nie skończyło. Może będzie się toczyć rozmowa. Sięgająca Marka Jurka, Zarządu Mazowieckiej Solidarności, parafii, diecezji, byłych posłów AWS, PIS i czego się da. Przede wszystkim wołomińskiej i powiatowej elity intelektualnej. Przecież musi być taka. Przyzwyczailiśmy się w PRL do życia bez elit. Komuna je wyeliminowała. Były fałszywe elity, partyjne. Kiedy narodzi się nowa? Przecież spisane muszą być czyny i rozmowy. Bądź wierny, idź.

Te elity muszą zbudować też "obywatelski" kościół wierzących chrześcijan. Bo jak bez niego ma się narodzić społeczeństwo obywatelskie. Boże, ile jest roboty. Zawsze tej samej. Oddać się dobrowolnie na wytwarzanie dobra, prawdy i piękna. Dopiero wówczas człowiek naprawdę istnieje. Dopiero wówczas jest w pełni człowiekiem. Amen.

Zacznijmy od rozmowy o kościele i szkole. Aggiornamento. Święty Janie XXIII powstań z martwych!!

Dowiedziałem się o sukcesie uczniów z naszego gimnazjum (sukcesie nauczycieli i szkoły) na konkursie o Juliuszu Słowackim w Jadowie. Dlaczego nikt nie krzyczy, nie pisze na swoim blogu - nie mogę pojąć. Dlaczego nie ma nikogo, kto by się zainteresował, sam z siebie, większym, głębszym światem, jak ja 30 lat temu, i chciał się tym dzielić z innymi. Zmieniać świat na lepsze. Ludzie!! co się z wami porobiło??
To aż takim jestem wyjątkiem, że nikt się do tej pory nie znalazł, kto zmieniałby rzeczywistość. Chociażby spróbować tworzyć coś nowego, innowacyjnego!??

I w te myśli wpisał się Jaśkowy esej (potrzeba aż Glasgow!):
"resist his tormentors' nihilistic impulses by returning him to the state of "cogito" he had lost upon entering the Lager, and to recapture a sense of selfhood that allows him to maintain his dignity while fighting until the end”.// “hunger and the subsequent search for food, is perhaps the most obsessive and pre-eminent theme of the book: obsessive because it illustrates the daily struggle for survival (…), preminent because through it the truest problem addressed by the book comes eloquently to the force: the survival of the human personality in an inhuman environment, in beastly circumstances - z tym przesłaniem pojadę do Wołomina, z pytaniami, z myśleniem, jakże potrzebnym nam wszystkim!!!! // .... - diabeł na emeryturze, zasłużony dla polskiej demokracji - He himself once said that Auschwitz made him a writer // ‘la volonta che ho tenacemente conservata, di riconoscere sempre, anche nei giorni piu’ scuri, nei miei compagni e in me stesso, degli uomini e non delle cose’ nie wiem co, ale coś ważnego, o człowieku, być osobą, a nie rzeczą //and memories of the past are some of the most important tools with which Levi tries to convince himself of being a man and not of being a thing. // the use of language, illustrates perfectly well how unreal was the world created by the Germans. The ability to speak- for Aristotle a feature that placed men above all other animals and made them social- in extermination camps loses its value. The violent abuse of language starts the entire process of de-humanization,/// As Sayre and Vacca (2001, p.115) put it: “Violance is the great transmuter of humans into things, death the ultimate step in the transmutation, and language the intimate handmaid in this grim diminishment” // A very distinctive aspect of being human is the ability to express emotions and ideas with a language // “For Levi, a member of the Turinese intelligentsia, the ability to think and talk is tied to the awareness of being human” // The urgent need to communicate took on very different forms in the Lager. - wypisz, wymaluj odpowiedż na moje pytanie o moje potrzeby, możliwości i chęci.// Levi decides to translate a very famous piece of Dante for a French Jew Pikolo. As he tries to overcome the language barriers a strong emotional tension is created. The whole process becomes something important to the author. What starts out as a small talk, is now a challenge, a struggle to once again feel human - to nie jest walka z wójtem Kazikiem Łapką, to jest walka o tworzenie w gminie takich warunków, żeby każdy mógł rozwijać się jako osoba, jako człowiek. Kazik tego nigdy nie czuł, to spoza jego świata. Dlatego oby odszedł w pokoju. Jemu starczy i nam. // Levi becomes intensely aware of the duty to remain rational beings and not to be submerged by the animal- like struggle for physical survival, and urgently tries to share this awareness with his companion. - zrobić zabieg, wybrać zdania opisujace nas, na koniec powiedzieć o jakiej rzeczywistości pisze Levi // apart from the problem of communication, another is raised by Levi- that of memory. - pamięć Boga // because the Lager was a great machine to reduce us to beasts, we must not become beasts; that even in this place one can survive, and therefore one must want to survive (…) and that to survive we must force ourselves to safe at least the skeleton, the scaffolding, the form of civilization” /// the process of dehumanization and destruction of humanity was most fully completed. Tadeusz Borowski one of the most important Polish authors of the war period, writes in his short stories about the reality of Auschwitz in a most shocking way, describing the degradation of man not only by looking at the German executioners and their cruelty but also by examining the often immoral behavior of the prisoners. The question he asks is: “is it possible to remain human”, - bo to nienormalne nie pytac, nie dociekac prawdy. Taki byl PRL, nie dawał szans, ale dzis? W Strachówce? Co więc powoduje, że ludzie, nawet wykształceni, wyrzekają się swoich prerogatyw??? Żyjemy na nieludzkiej ziemi. // : “what one should do to remain human in such bestial environment.” The answer he gives is summarized in this essay. Through language, and through memories, through compassion and friendship, one can keep the traits of humanity even in most shocking and evil circumstances.//// ????? !!!! /// - dlatego tak nalegam na blogi i inne formy wypowiedzi. Daliście sobie odebrać mowę. Przystaliście na to. Współtworząc nieludzki świat. Zapomnieliście o lekcji historii. Jaki los gotujecie swoim dzieciom? - "Nie napisałem jej po to, by sformułować nowe punkty oskarżenie, chciałem natomiast dostarczyć dokumentów pomocnych w bezstronnych badaniach nad pewnym aspektem duszy ludzkiej...." - o komentarzu do zdjęć (wyjaśniłem proste zasady moich fotografii), wpisał anonim, który z pewnością nie chciałby, żebym go fotografował. Ot taka codzienna hipokryzja. - chciałbym, i mógłbym, siedzieć cały dzień i pisać. Ale się nie da, musze, choć się cieszę, jechać do stolicy powiatu. Dlaczego mogę, chciałbym i muszę. - to czego nam brak, przypomina Jaska esej, etap studiowania, wszędzie, tu konkretnie w Europie , przypomina o wszystkich brakach, których żaden asfalt nie przykryje. (ex. Klembów, i inni). stowarzyszenie w każdej wsi, zapaść cywilizacyjna, to już nie są zadania dla niego. Może gdzieś u przyjaciół w drogownictwie. Nagle po południu czuje, widzę, rozumiem, że jestem zadowolony. Zastanawiam się dlaczego? Nie z siebie przecież. Dociera do mnie, z całości. Czym jest ta całość? Rodzina i więcej niż rodzina. Kościół i więcej niż kościół. Piękno, dobro, prawda jest ponad wszystkim. Czym, kim jest ta całość. Bo jest. Szkoda mi ludzi, którzy doświadczają tylko siebie. Są zamknięci w swoich "monadach". A może nie ma takich. Jakaś pani z obrońców lewicy stawia stan wojenny 1981, w szeregu z przegranymi powstaniami narodowymi!!!
(Niedziela, 13 grudnia. 2009) - 28 lat po.
***

Krucjata najtrudniejsza: o człowieka. Krucjata wyzwolenia. Nie tylko z niewoli alkoholizmu i innych uzależnień. Z każdej niewoli. Do wolności. Wolnym jest ten, który się niczego nie lęka. Nie lękajcie się! Stanąć w pełnym świetle Prawdy. Najtrudniejsza krucjata.

Rozumieć siebie, to znaczy rozumieć swoich rodziców i swoje dzieciństwo. Opowiedz mi swój dom rodzinny, opowiedz swoje dzieciństwo. Jeśli z jakichś względów jest to dla ciebie niemożliwe - smutne, ale jesteś człowiekiem nieszczęśliwym. Unieszczęśliwiasz świat wokół siebie. Musisz się z tym uporać. To jest możliwe. Wszyscy jestesmy przecież zbawieni, zależy od nas, czy chcemy tę prawdę przyjąć.
Boże Narodzenie skłania do takich rozmyślań. I stan wojenny skłania. Tak się ułożył polski kalendarz. Czy znasz swoich rodziców. Czy wiesz co robili 13 grudnia 1991 roku? Czy znasz ich Boże Narodzenia? To są pytania o twoją tożsamość. Potrzeba prawdy.

Gdziekolwiek się znajdę, chcę spotkać Boga. Pewnie, że muszę wtedy opanować swoje złe skłonności. To jasne. Na szczęście, to pierwsze i to drugie jest możliwe. Wierzę, że dla każdego. Trzeba chcieć.

Podoba mi sie określenie JPII, że modlitwa, to pamięć Boga. Wejdź w nią. Teologia mówi, że "Pamięć Boga jest zawsze działaniem aktywnym i stwórczym. Zstąpić w głębiny pamięci Boga znaczy znaleźć się w obecności Stwórcy".
Wrzuć w Google hasło "pamięć Boga". Znajdziesz masę propozycji do ciekawej lektury.

13 grudnia Zielonka zaprasza na koncert "zakazanych piosenek". Bard Solidarności Tadeusz Sikora oraz Oskar Żyndul i Jacek Baranowski zaprezentują piosenki ze stanu wojennego. Koncert, realizowany jest w ramach projektu "Koksownik 2009".
Oj, Strachówko, Strachówko - obudź się. Nie bądź skansenem PRL-u.
Przecież większość mieszkańców to porządni ludzie i nie zajmują się ani polityką, ani oświatą, ani kulturą. Wiele zależy od liderów. To oni, ostatecznie, ciągną w tę, lub w tamtą, stronę. Jeśli lider buduje jedność, to wypełnia swoją misję. Jeśli nastawia ludzi przeciwko, jest złym czlowiekiem i manipulatorem. Ja i ty możemy być liderami.

Moje życie toczy się ostatnio głównie w niewidzialnej przestrzeni prawdy. Oby tak pozostało.

Prawda każe mi zobaczyć oczami wyobraźni, i głębokiej wiary - równej pewności - taką scenę: jest 13 grudnia, lub dzień przed. Z Zespołu Szkół Rzeczpospollitej Norwidowskiej, za sztandarem, wychodzą wszystkie klasy, z wychowawcami, maszerują na plac przed budynkiem Urzędu Gminy. Tam odbywa się uroczysty apel na cześć Solidarności RI, rozbitej w gminie w tę straszna noc 1981 roku. A może nawet, za którymś razem, bedzie odsłoniecie tablicy pamiątkowej "W tym budynku mieściła się siedziba Zarządu Gminnego Solidarnosc RI, rozbitego w wyniku stanu wojennego 13.12.1981". Po odsłonięciu idziemy na mszę dziękczynną (albo przed).
Nie możemy dłużej żyć w fałszu. Jakby w innej Polsce. Ciągle w post PRL-u. Naprawdę wam nie wstyd? Nie ma już w Strachówce ulic Lenina i Świerczewskiego, ale nie ma jeszcze takiej tablicy, a przede wszystkim pamięci. Nie mam złudzen, że może to się dokonać za obecnego gospodarza Urzędu Gminy. Najpierw musi nastąpić zmiana gospodarza. On jest pierwszym powodem zmumifikowania umysłów w Strachowce.

Trzy osoby odpowiadają zawodowo w szkole za wiedzę o historii i społeczeństwie Strachówki. Ja też, ale amatorsko. Kiedyś miałem możliwości, ale nie pomyślałem. Było chyba za wcześnie. I za bardzo jestem zaangażowany osobiście. Trudno być historykiem własnego życia. Ładniej, obiektywniej, gdy robią to inni. Przecież, do cholery, to normalny odruch, potrzeba, znać historię własnej, lokalnej, społeczności. Przynajmniej tak dotąd myślałem. Czy Strachówka to zaprzeczenie wszelkiej normalności? Codziennie we wszystkich stacjach tv, w co lepszych programach publicystycznych, mówią o najnowszej historii (ładnie najnowsza, gdy II RP cała istniała tylko tyle, co obecna rocznica!). My odrzucamy ja, jak gorący kartofel! A bez zrozumienia, zbudowania fundamentu, cała budowla runie. Pal sześć Kapaona. Zróbcie to dla siebie. I dla swoich dzieci. Żeby dorastały w prawdzie: o Strachówce, o Polsce, o Europie. Dzieci, młodzież, powinny pytać, dzieci powinny się wstydzić za rodziców.

Nie wiem, czy w granicach obecnego powiatu wołomińskiego była w 1981 roku druga, tak dobrze zorganizowana, gmina. Mieliśmy związkowe koła, z zarządem, w każdej wsi. Jeździliśmy na wszystkie zjazdy wojewódzkie, braliśmy udział w ogólnopolskim strajku podatkowym (nie płacenie podatku rolnego), w strajkach okupacyjnych w Kłoczewie, w Urzędzie Gminy, i w Siedlcach, w budynku związków zawodowych. Mieliśmy siedzibę i dokumentację, która została zaaresztowana. Aż do dzisiaj!!! Czy ktoś zechce wypuścić ją na wolność???

Chyba nikogo nie obrażam. Ja tylko pytam. Obsesyjnie? Chyba nie, raczej procedurą zdartej płyty, albo jak masło maślane. Bardzo pragnę współpracować z każdym, kto chce zapełnić tę bolesną, i wstydliwą,lukę w naszej wiedzy, świadomości i edukacji. Z nauczycielami, z wójtem, z radnymi, z przewodniczącym Rady, z każdym mieszkańcem i nie-mieszkańcem. Żyją jeszcze ci, co pamiętają. Jest ich coraz mniej.

Chciałbym obejrzeć dzisiaj film "Nieskończoność" - 10 lat z życia fizyka, Richarda Feynmana, laureata Nagrody Nobla. Z podręcznika Feynmana zakuwałem dowód na zachowanie momentu pędu w 1973. Był wtedy towarzyszem moich wakacji. Niestety, film jest o nieludzkiej godzinie 1.35.

Dzisiaj ciemna kuchnia jest inną ciemną kuchnią niż w dzieciństwie. W tym samym starym, 100-letnim domu. Lodówka świeci zimną, niebieską poświatą. Sterownik pieca kotłowowego, który nabrał praw obywatelskich w nie przynależnym mu miejscu, mówi kolorem zielonym i czerwonym, że dobrze wypełnia kierownicze obowiązki nad obiegiem ciepłej wody w rur systemie i kaloryferów. Za plecami szkarłacą się agresywnie cyfry zegara na kuchence gazowej.
W radyjku minorowym głosem czyta pan Piłat. Jak czyta, taki obraz świata. Brr. Same smuty i kataklizmy. Takiż dobrany sygnal dźwiekkowy. Brr -- jakby niekończący się stan wojenny nad całym światem.Brr.
Ale nie to najwazniejsze. Naj jest że: nie mam żadnych planow by zdobyć świat czyichś marzeń. Chcę zdobyć wieczność, to, co poza granicą świata. Myślę sobie, Jezus z Nazaretu nie miał planów podboju rzeczy tego swiata. Rozmawiał z ludźmi, pomagal, pocieszał, leczył, uzdrawiał, uczył. Uczył. Nawet nic nie napisal. Pościł, modlił się. Uczeń ma o czym myśleć, czy w Jerozolimie, Rzymie, czy w XXI wieku w Annopolu. To było najważniejsze w ciemnej, annopolskiej kuchni.
(Piątek, 11 grudnia. 2009)
***

Duchu Święty - przyjacielu, bracie, creatorze - jak wielkim jestes darem. Bez ciebie wielka pustka, wielka samotność. Z toba rozmawiam. Jesteś we mnie, jesteś ze mną. Jesteś moim pierwszym rozmówcą, adresatem moim zapiskow.
Rodzice mnie chcieli, modlili się o moje narodzenie, zanieśli do kościoła, dali chrzest i imię, posyłali na katechizację, zrobili wszystko, żebym otrzymał komunię, spowiedź, bierzmowanie. Oni dali przykład wiary, małżeństwa, wierności. Jestem dumny ze swoich rodziców, ze swojego imienia i nazwiska. Pogardzam światem anonimów. Żałosnych piesków przydrożnych (to nie ja, to Miłosz), bez ojca, matki, imienia. Bez tożsamości. Biedna Polska. Biedna młodzież, zyjąca w takim otoczeniu.

Wczoraj późną nocą byłem tykającą bombą. Oglądałem film o strajku studentów w pamiętnym grudniu 1981 roku. W samotnosci. Mniej samotny byłem w 1981.
Europa i Polska obchodzą 20 rocznicę upadku komunizmu i odzyskania wolności. Czy my też obchodzimy te daty i fakty? Czy one naprawdę nas obchodzą? Ile osób w Strachowce oglądało w samotności ten film? I podobne programy?
Mam często wrażenie, że Strachówka nie nalezy do Unii Europejskiej, a nawet, że jest inną Polską. Że, w swojej większości, nic nie świętuje.

13 grudnia się zbliża. W Wołominie grupa młodzieży, rekonstruktorów historii, pewnie będzie grzała na ulicach dłonie przy koksownikach. Będa przebrani w mundury Milicji Obywatelskiej i Ludowego Wojska Polskiego. Jesteśmy, tego się nie da zaprzeczyć, w powiecie wołominskim.
Nasza młodzież może się dowie o 13 grudnia na lekcjach historii. Ale czy się zainteresują? W obojętnym (niechętnym, wrogim?) środowisku? Następne pokolenie będzie rosło obok najnowszej historii Polski i swojej gminy.
II Rzeczpospolita potrafiła przez 20 lat odbudować państwo. Dzisiaj przez 20, 30 lat nie potrafimy uporać się z pamięcią. Niewdzięczność, zawiść, to bardzo polska wada narodowa. Bolała Cypriana Norwida, zwłaszcza w ostatnim roku przed śmiercią.

"Ckliwe opowieści generała Jaruzelskiego i jego obrońców, do których tak namiętnie ostatnio zaliczył się także Aleksander Kwaśniewski, to jest próba usprawiedliwiania własnych biografii, biografii niechlubnych, biografii, które zapiszą się w polskich dziejach hańby" - mówi Jarosław Gowin. Ciągle wśród nas jest zadziwiajaco dużo tych, którzy identyfikują się z tą częścią polskiego społeczeństwa, która w rządach PZPR i w poddaństwie wobec Związku Sowieckiego widziała dla siebie szansę na dostatnie życie. W Strachowce też są tacy.

Byłem tykającą bombą. Czemu aż tak? Tak być musi, choć się tak nie stanie miłosci mojej. Przecież to nie są 'jakieś' fakty. To są fakty fundamentalne. To jest jak przejście przez Morze Czerwone. To jest cud, jaki dokonał się na naszych oczach, za naszego życia. FAŁSZ MNIE TAK BOLI. Fałsz w "umiłowanej ojczyźnie umiłowanego ojca świętego". Karola Wojtyły, Papieża, człowieka, bez którego tego cudu by nie było. Papieza, który płakał naa cmentarzu w Radzyminie. Wolę płakać razem z nim, w samotności, niż grzebać się w strachowskim ... Niech przydrożne pieski ciskają we mnie obelgami.
Ci, którzy nic nie wiedzieli o wolność w 1981, i 1989, a nawet i dzisiaj, mogą teraz obrażać tego, ktory o wolność, także dla nich, walczył.

Ale świat dobrych ludzi jest piękny. Reportaż o misji amerykańskich lekarzy na przedmieściach Limy, uśmiech dzieci, którym dano plastykowe oko, zespolono podniebienie, a u nas zbiórki pieniedzy na rehabilitację sparalizowanej Bożeny. Dobrzy ludzie rozjaśniają oblicze ziemi. Tej ziemi. Świętość, to być prawdziwym człowiekiem - mówi kard. Martins. To prawdziwe człowieczeństwo.

Polubiłem godzinę 13.00. Ostatnio rozpalam wtedy ogień, zdąży się nagrzać przed ich - żony i dzieci - powrotem. Nieistotny szczegół? Bez szczegółów nie ma literatury. Nie ma człowieka. Nie ma szczerości. Nie ma prawdy o życiu wewnętrznym !! Bez nich nie warto by nacisnąć ani jednej litery na klawiaturze. Ja chcę korzystać ze wszystkich liter. Ze wszystkich barw i odcieni. Piórem i szkiełkiem i okiem i aparatem fotograficznym. Jestem głodny całego życia. I chcę się nim dzielić z całym wszech-światem, także z moją wspólnotą lokalną, gminną.

Wiem, że na Galapagos są tylko żółte kwiaty, bo jest tylko jeden gatunek pszczół.

Viterbo ma swoje święto, św. Rosy, ma zwyczaje, jak tyle innych miast, miasteczek, wsi. Jak to dobrze, że mamy Vademecum, buduje naszą tożsamość.

Znacie inne blogi z naszego terenu? Jak lampki oliwne spalające się w ciemnościach bytu? Zostańcie tu i czuwajcie.

PS. Doszły mnie uwagi, nawet postulaty, odnośnie tego, co tu piszę. Odpowiem tylko na te, które zostaną wpisane w komentarzu na blogu (np. na blogspocie, lub księdze gości) i podpisane swoim imieniem i nazwiskiem. Na anonimy, ani inne wypowiedzi, do Grażyny, czy telefoniczne, nie będę reagował. Blog jest jawny, i ma rozświetlić ciemności. Odwagi, nie lękajcie się!
(Czwartek, 10 grudnia. 2009)
***

Żebyśmy umieli mówić, opowiadac, nasz świat duchowy, wewnętrzny. Żebyśmy wymiar religijny zycia traktowali na rowni z innymi. Zeby sprawności, umiejetności religijne były w pelni wykorzystane dla lepszego życia, i lepszego świata.
Taką modlitwą zakoczyłem dzień. Nigdy nie wiadomo, co modlitwa przyniesie. Nie da się zaprotokołowac zawczasu. Nie ma wiary bez myślenia. Nie ma modlitwy bez myslenia, bez ciszy, bez wsłuchania. Dlatego wielu się dziwi, że Pan Bóg coś mówi. W każdej modlitwie, jeśli chcemy słuchac.

Cieszyłem się całą noc, ze będę rozwijał wczorajszą myśl z modlitwy wieczornej. To nie było wcale ostatnie zdarzenie dnia, jeszcze koło 1.00 zadzwonił Jasiek. W konsekwencji późniejsza krzątanina wybudzonej żony. Zdania mego to nie zmienia, radość dowiozłem do teraz i tu.
Jest trochę zawodu, że nikt nie zawoła, nie spyta "jak to jest z tym Duchem. Azaliż to można tak, to wolno ci tak pisać?". Odpowiem wieszczami "że choc ucho natężam ciekawie nad grobem Agamemnona to jadę dalej bo, niestety, nikt nie pyta, nie woła". Muszę pozostać sobie sterem, żeglarzem, okrętem.

Widownia uznaje, że najważniejsze, co chce widzieć z człowieka, to fitness i makijaż. A ja nie. Ja to, co w środku. I łatwo pokazać. Twoją, moją modlitwę. Nawet niewierzący ma jakąś, ostatecznie niech powie, że jego, to anty-modlitwa. Jak cały a-teizm. Ale nie można żyć bez dialogu wewnętrznego. Tylko zdać sprawę, opowiedzieć, zdobyć się na szczerość, ba! na przejrzystośc, niewielu, choć jest w ideałach Taize. Nieszczerość jest imieniem współczesnego świata. Jednym z imion. Bye-bye, umrzesz kolego, koleżanko, i będziemy znali tylko twój fitness i makijaż. Twoja wola, nasza strata.

Kilka tysiecy lat homo, myślącego podobno, a niewielki mamy wgląd w jego myślącą składową. Więcej się mówi o odkryciach fizyków, chemików, komputerowców, filmowców. Człowiek od środka, tzn. człowiek wewnętrzny - istota prawie nie znana. Przysłuchajmy sie naszym rozmowom. O bzdetach przeważnie. Istota? Głęboko zakopana. A przecież tożsamość rodzi się i spoczywa tam! JPII tak mówi: "w modlitwie i przez modlitwę człowiek odkrywa w sposób najprostszy i najgłębszy zarazem właściwą sobie podmiotowość: ludzkie „ja” potwierdza się jako podmiot najłatwiej wówczas, gdy jest zwrócone do Boskiego „Ty”. Odnosi się to również do rodziny."
I dodaje: "wewnętrzna tożsamość każdej ludzkiej osoby - to zdolność do życia w prawdzie i miłości; więcej nawet — to potrzeba prawdy i miłości jako wymiaru życia osobowego. Tego rodzaju potrzeba prawdy i miłości otwiera człowieka równocześnie na Boga oraz na wszystko, co istnieje". Potrzebę trzeba realizować, wcielać w życie. Inaczej potrzeba niezaspokojona i wewnętrznej tożsamości ni ma. Ni ma!

Potrzeba prawdy zbliża ludzi. Ponad różnicami rasowymi, kulturowymi, politycznymi, nawet religijnymi.

Z jednej strony mamy "jeśli się modlisz, zamknij się w izbie", z drugiej "kto się przyzna do mnie przed ludźmi". Z trzeciej kontekst popisywania się swoją modliwę. W czwartej psalmy, jako najpiękniejszy przykład, tego o czym myślę. No i tysiące drukowanych. Dziś jest internet, powszechność. Także powszechność dzielenia się soba, Bogiem, objawieniem. Podtrzymuję swój wniosek. Rozmawiajmy środkiem, nie tylko fitnesem, grymasem i makijażem. Sobą. Poczujmy się sobą. Jak się Ojciec święty czuje? Sobą - dpowiedział. Sobą, całą swoja tożsamością. Powiedz coś więcej. O Karolu Wojtyle wiemy. Pisał wiersze, wspomnienia, dramaty, listy, encykliki, udzielał długich wywiadów i spontanicznych, szczerych wypowiedzi. A ty? A ja?

Gdy widzę reklamy z udziałem młodych, szczęśliwych rodzin z małymi dziećmi, wcale im nie zazdroszczę. Myślę sobie, trzeba ich (dzieci) jeszcze wychować na dobrych ludzi. Tego zawsze będę zazdrościł. Reklamy robi się zawsze ze względu na zysk. Nie mam watpliwości, że rodzice, którzy gonią za pieniędzmi, w 95% prawdopodobieństwa doczekaja sie takich samych dorosłych dzieci. Dla kogo najważniejsze są pieniądze, taki świat widzi dookoła. I taki świat współtworzy. "Gdzie skarb twój, tam i serce twoje".

Przechadzam się po domu. Miska z praniem do suszenia, kuchnia pełna życia, realizm pieca kotłowego i otoczenia, to, co znamy wszyscy - podoba mi się. Albo nie. To nie sprawa estetyki. To egzystencjalizm. Czuję sie jak w raju, no, może w przedsionku nieba. Zostanie jednak po mnie jakaś literatura. Choc słoneczko coś przyblade, mówi ksiądz proboszcz. Cena mych uniesień? Tytuł może być "Po kawałku".

Obejrzałem telewizyjną opowieść o największej demokracji świata, o kraju, który zyskuje status nowoczesnego supermocarstwa "kultywując jednocześnie tradycje sięgające początków ludzkości. Pod względem etnicznym, kulturowym i religijnym Indie stanowią wielobarwną, silnie zróżnicowaną mozaikę. Chcąc rozwikłać sens jej wzorów, brytyjski historyk i dokumentalista, Michael Wood zaprasza widzów w podróż do miejsc, w których przechowuje się pamięć o pradziejach hinduskiej cywilizacji". W filmie pojawia się pytanie o granice między mitem i historią. Jednym z etapów poszukiwań autora była pustynia Kara-Kum. Madejowy Turkmenistan. Jak się okazuje, możliwa ojczyzna wielu języków. Arianie itd.
Zajrzałem do internetu, znalazlem m.in. ciekawą (przez skrótowość i syntezę) popularną publikację lek.neurologa. O człowieku (we Wszechświecie) genetycznie. "SKĄD się wzięliśmy? Skąd człowiek przyszedł? Kto go stworzył? Po co żyje? Co będzie potem, to znaczy po śmierci? Pytania te i im podobne ... od początków istnienia ludzkości, od czasów, gdy w mowie pojawiły się słowa oznaczające pojęcia abstrakcyjne, albowiem bez komunikacji słownej, wyrażającej myślenie abstrakcyjne, człowiek posiadający samoświadomość, nie byłby w stanie przekazać swoich spostrzeżeń i przemyśleń innym członkom grupy ludzkiej." Rozwijająca lektura, prawd i półprawd, na jeden wieczór.

Obyśmy odkryli "Nasz wielki i zróżnicowany kosmos — świat istot żyjących " i mogli w nim trochę pożyć. Mam wielki niedosyt. "Jedźmy, bo nikt, niestety, nie woła".

Jak na jeden dzień (do godz. 15.00) - urobek niezły. W szkole wre praca - kolejne szkolenie. Grażyna może wróci przed nocą. Kolejne ziarno Rzeczpospolitej Norwidowskiej upadło na ziemię. Adwent.

Miałem nic już nie dopisywać, ale. ALE! Telewizja przymusiła. Opowiadali o cudach za przyczyną Jana Pawła II. Nie mogę milczeć. Napisałem trzy listy do Papieża. W pierwszym (1985) była m.in. prośba o błogosławienstwo dla chłopaka (dziś ojca rodziny) z 5 kl. chorego na białaczkę, w drugim (1999), z kongresu rodzin wielodzietnych, o błogosławienstwo dla całej naszej rodziny, trzeci list (2003), o błogosławieństwo dla Szkoły Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Trzeci list, wraz ze zdjęciem upamiętniającym moment wręczenia go papieżowi na Placu Świętego Piotra, wisi w gablocie na korytarzu szkolnym. Szkoła pomnik. Szkoła wymodlona. Szkoła sanktuarium. Kiedy ta prawda dotrze do bluźnierców. Czy można milczeć w Strachowce, i na blogu, kiedy o podobnych przykładach robią programy w telewizji?
(Środa, 9 grudnia. 2009)
***

Duch Święty ponagla mnie z każdej strony.
1. Jasiek się przekonał wczoraj, chyba, decudując co do sposobu spędzenia świat Bożego Narodzenia, i nie tylko, że pomimo najlepszych chęci, nasz rozum za krótki, żeby objąć wszystko i podjąć najlepszą decyzję. Tak jest z całym życiem. Lepiej mieć sposoby na konsultacje z Duchem. Nawet, żeby mu powiedzieć "dziej się wola twoja". Znaj swój stan. To światopoglad empiryczny. Wykorzystujący doswiadczenia pokoleń od ponad trzech tysięcy lat.
2. Muszę jak najszybciej przeczytać "czytania na dzisiaj", bo są rekolekcje. Choć mały akcent obywatelskiego społeczeństwa wiernych - wspólnoty kościoła, powinien dojść w nich do głosu. Powinien być słyszalny. Przygotowałem modliwę powszechną i komentarz.
3. Pisząc zdanie korzystam z doświadczenia i mądrości zbiorowej Polaków. Szyk zdania nie pozwala mi na wszystko, choć tworzę czasem składniowe esy-floresy. Język jest przejawem sprawności duchowej.
4. Kiedy myślę (spisując) o tych sprawach, ani zdrowie, ani brak pieniędzy, mnie nie boli. Czas staje się modlitwą.

Większość księży jakich w życiu spotkałem, także poprzez media, naucząja religii jak czcigodnej historii, która obrosła zwyczajami i przepisami, których trzeba przestrzegać. Nie czuję u nich podmuchu aggiornamento, który mnie uniósł dawno temu, i bez którego nie wytrzymałbym w kościele. Muzeum odwiedzam od czasu do czasu. Religia żyje we mnie, i wokół. We mnie: bo karmię się Słowem, które ciagle jest nowe i aktualne, ono mnie prowadzi, tu i teraz. Jego historyczny wymiar jest tylko dodatkiem, instrukcją, pomocą interpretacyjną. Wokół mnie religia żyje w kulturze. Nie rozumiem innego podejścia, przyznaję szczerze.

Zadziałał dziś mechanizm: serial, kuchnia, radyjko, refleksja. Tzw. Apel Jasnogórski, ważny element polskiej religijności. I jako taki szanuję, choć dzisiaj wolę jego wersję łacińską, ze spotkania Jana Pawła II z młodymi z całego świata: Maria Mater Ecclesiae, Maria Regina Mundi - Tibi assumus, Tui memores, adoramus.
To co leci z Jasnej Gory dobrze znam. Słodkie rozczulanie bogo-maryjno-ojczyźniane. W tym klimacie byłem wychowany: Rodzina Rodzin, pielgrzymki. Młodzieńczy bunt, poszukiwania, Taize, Sobór Watykański II, Andrzej Madej - nadały kształt mojej dorosłej religijności. Nazwałbym ją metafizyczno-egzystencjalną. Szukam zrozumienia tego co jest, jakie jest, kim ja jestem. Tamto podejście kładzie nacisk na to, co było, i jaki powinienem być, i jaki powinien być świat.

Generał Wojciech Jaruzelski najpierw prosił Moskwę o interwencję, a potem wprowadził stan wojenny, żeby bronic nas przed interwencją, której Rosjanie podjąć nie chcieli. 40% rodaków chwli sobie jednak PRL, a generala duzo więcej. Muszę z tym jakoś żyć. Biedna Polska, biedna młodzież.
(Wtorek, 8.grudnia.2009)
***

Deszcz leje za oknem. Cicho. Tyle się dzieje. Ewangelia "świeci i leci". Poznań się zbliża. Życie przemija? Dojrzewa, wypełnia się, dokonuje. Kto nie wierzy, niech zamknie oczy. Każdy może zacząć swoją modlitwę i się przekona. Niech pomilczy przez chwilę. Każdy może powiedzieć 'Amen'. Wiara to zgoda. Wiara to miłość. Ateizm, z samej definicji, jest a- i anty.

Grażyna się wierciła w nocy, obudziła, było wpół do czwartej, nie może spać. Rozumiem. Mnie świeci Poznań i ewangelia. Ją zżera biurokr atyczna strona życia. Z której strony nadejdzie jakiś biurokratyczny "geniusz", lub akt wykonawczy, którą nogą przykopie. Mityczna sprawiedliwość państwa? W .... . Widać ją i czuć. Widać jak mieszkamy, jak dojeżdżamy do siebie i do pracy. Czuć w kieszeni. Dyrektor zarabia tyle, co nauczyciele, od niektórych mniej, a daje całego siebie, cały swój czas.
Mogę ją pocieszać, że ja, według tego państwa, prawie nie istnieję. Ale czy to pocieszające, w aspekcie utrzymania rodziny?

Jest się czym cieszyć. Wielką tajemnicą. Dla wielu niepojetą. Poznań - to jednocześnie Taize i Rzeczpospolita Norwidowska. Brat-ksiądz Marek, poznany 30 lat temu we Francji, doc. dr Ela, 8 lat temu w Strachówce, w RzN. A przecież w tle jest jeszcze 160 lat rodzinnej tradycji wychowania religijno-patriotycznego. To nie musi być oczywistością, że dzieci wchodzą na ścieżki rodziców. Jak wielką tajemnicą jest życie zakorzenione w Dobrej Nowinie. Dla każdego człowieka i dla świata.
Poznań jest tak wielką sprawą, że przykrywa wiele chmur. Amen.

Kochany radny Krzysztof Romuald zawsze informuje i zaprasza na ciekawe wydarzenia powiatowe. Tym razem na VIII Przegląd Umiejętności Artystycznych Osób Niepełnosprawnych „Wierszem i sercem malowane”. Ta cykliczna impreza organizowana jest przez Dom Kultury w Wołominie wraz z powiatowymi szkołami specjalnymi, szkołami z nauczaniem zintegrowanym, Środowiskowymi Domami Samopomocy, fundacjami, kołami, zgromadzeniami i stowarzyszeniami pomocy niepełnosprawnym.
Dobrze choć usłyszeć, że gdzieś obok jest ludzki świat.

Kontakt z prawdą wyzwala. Z czego? Dla mnie z wszystkiego. Jest kontaktem z Bogiem. Daje wszystko, co na ziemi osiągnąć może człowiek.

Gomółkowo, Uboland - tak Zbigniew Herbert nazywał PRL. Żeby dłużej nie straszyły koszmary przeszłości trzeba wziąć kawałek świata w swoje ręce. Najlepiej, jeśli młodzi wezmą. Można robić swój świat. Np. swój kościół, swoją parafię, swoje małe Taize, albo inne San Giovanni Rotondo, byle nie Toruń. Kościół ma być dla wszystkich (powszechny=katolicki), oni są dla swoich. Dla swoich to są partie. Nie mieszać religii i polityki!!

A może Ameryka jest taka wielka, bo umie dziękować? Jestem pewny jednego: żaden kraj, żaden naród, anni człowiek, który nie umie dziękować, nigdy nie będzie wielki.
Dziękuje, że dzisiaj Jasiek założył na Facebooku konto "Rzeczpospolita Norwidowska".

W TVN mówią o aferze, bo przetarg wygrał kolega samorządowca, w innej wygrywa kolega przewodniczącego komisji przetargowej. W Strachówce przetarg wygrywa brat wójta i nikt głosu nie podnosi. Skoro radni, nasi przedstawiciele, nie widzą nic złego, to co, znów ja mam się pchać przed orkiestrę? Mam swoje priorytety, więc skoro nie muszę, nie będę się tym zajmował. Wszyscy mają oczy, sumienie, niektórzy nawet odpowiedzialność (np. komisja rewizyjna), wszyscy oglądamy te same stacje telewizyjne.
(Poniedziałek, 7 grudnia. 2009)
***

Wypisałem się wczoraj. Jestem zadowolony.
Dzisiaj zajęły nas rekolekcje. Każdy dostaje według potrzeb. Prawdziwe communio. Ja głównie w czytaniach liturgicznych. "Zobacz twe dzieci, zgromadzone na słowo Świętego...Bóg o nich pamiętał. Wyszli od ciebie pieszo, pędzeni przez wrogów, a Bóg przyprowadzi ich niesionych z chwałą, jakby na tronie królewskim". "Ci, którzy we łzach sieją, żąć będą w radości...zanoszę prośbę za was wszystkich - z powodu waszego udziału w [szerzeniu] Ewangelii od pierwszego dnia aż do chwili obecnej".
Znajduję w tych słowach pre-tekst dla zrozumienia swojego życia. Nawet "Było to w piętnastym roku rządów.."- w kon-tekście "Listu" napisanego 15 lat temu, raduje. Ks. Fabian, Fabian znaczy, bo imię jest najpiękniejszym naszym tytułem, skupił się raczej na "głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów, jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza: Głos wołającego na pustyni". Przygotowywał drogę Panu, prostował ścieżki dla Niego! Jak każdy kaznodzieja chciałby, by nasze "drogi kręte stały się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi". Amen.

Pomyślałem, że powinienem jeszcze pożyc, bo tylko ja mogę opowiedzieć pewne historie. Nazwać pewne prawdy. Pewne zobaczyć. Fabian czytał Ewangelię, Łazarz siedział obok ks. proboszcza. 40 lat temu ja siedziałem obok ks. Andrzeja, proboszcza, moja siostra chodziła do szkoły razem z Fabianem. Mamy udział w szerzeniu Ewangelii od pierwszego dnia, aż do chwili obecnej.

Cieszę się, że dzieci gromadzą się również na to samo Słowo świętego, że potrafią szczerze powiedzieć, co czują i myślą. Mam nadzieję, że także dzięki nim będzie rosło królestwo prawdy i sprawiedliwości. (Niedziela, 6 grudnia. 2009)
***

Postawić dobre pytanie! Jakie są relacje między światem widzialnym i niewidzialnym? Jaki jest status (ontologiczny, egzystencjalny) rzeczy niewidzialnych? To nie tylko wartości.
Konkret? Proszę bardzo. Bałagan, w życiu i wokół, przebite koło do wymiany, długi do oddania, drzewa za oknem, mgła na polach. W tym samym momencie: miłość członków rodziny, zbliżajace się święta Bożego Narodzenia, zadowolenie z osiągięć życiowych, wiara, nadzieja.

Kochany JPII. Zręby jego zdrowej nauki. Ciało uduchowione, myślące, duch ucieleśniony. I ten niezwykły byt małżeński. Jedno w dwóch osobach (choć w sakramencie dochodzi osoba trzecia tzn. Jezus z Nazaretu). Na mocy własnej decyzji! W rankingu bytów, zaraz na drugim miejscu, za Trójcą świętą. Dwójca, też trzeba by zawsze dodawać, święta. Dlaczego się to określenie nie przyjęło? Potem dopiero jednia konsekrowana (z analogicznym sakramentalnym wzbogaceniem) i zwykła, tzn.jednia naturalna. Skrajniści, skrajnolodzy pokażą natychmiast: a ten embrion, a ten człek wegetatywny, aaaaa. A. A cechy gatunkowe, cechy i sprawności funkcjonalne, stopień i poziom rozwoju.AAA. Niech kazdy postawi sobie dobre pytanie! Niejedno. Od tego niejedno zależy, np. "nie cały umieram". Nie wszystko ze mnie zakopią.

10-tka najlepszych książek w 2009, według NY Times. Odnalazłem wśród nich biografię Raymonda Carvera. I ten cytat: "We can never know what to want, because, living only one life, we can neither compare it with our previous lives nor perfect it in our lives to come. — Epigraph to Raymond Carver's "Where I'm Calling From", quoted from Milan Kundera's "The Unbearable Lightness of Being".
"Nieznośna lekkość bytu" jest jednym z moich ulubionych filmow, ale gdzież tam tej filozofii do "Listu do rodzin". Jak sentymentalnej opowiastce do piątej ewangelii.

Dyskusja po europejsku - program w tvp info. O dziwo,nawet nasi politycy, potrafia rozmawiać. I kto jeszcze chce mi zarzucać, że zbytnio tropię pozostałości komuny na polskim gruncie? W oświacie, polityce lokalnej i krajowej, w mediach, w splątaniu umysłów i języka na rodzimym gruncie. Jestem pewny, że gdybym spotkał się z moimi oponentami (delikatnie mówiąc) na gruncie europejskim, np. w Paryżu, Londynie, Oslo, Kopenhadze, Rzymie itd. - nasza rozmowa (wszelkie relacje) byłaby bardziej pokojowa, może nawet przyjazna. Tak nam ciąży dziedzictwo PRL-u. Z czego mało ludzi zdaje sobie sprawę.

Spotkanie u Doroty. Nie mogliśmy pojechać, wykluczyły nas kierunkowskazy. Ich brak. Dorota jest zaniepokojona ostatnimi wpisami na blogu. Dziękuję za ten sygnał, że to się czuje. Cóż by było, gdybym o tym nie pisał? Żylibyśmy w jeszcze większym zakłamaniu.
Finansowe uwarunkowania - myślę, jak bardzo wpływaja na nasze życie. Dzisiaj pewnie niczego nie zniekształciły, ale zawsze wydłużają drogę do sklepu, lekarza, do naprawy samochodu, do podejmowania wszelakich decyzji. Nie da się niczego planować. Żyje się z godziny na godzinę.
Napewno szkoda, że nie pojechaliśmy. Miały dzisiaj się pojawić panie profesor Anie, Latawiec i Lemańska. Żałuję zwłaszcza ze względu na dzieci, Zosię i Łazarza. Im najbardziej potrzebne są takie spotkania. Ich brak może zaważyć w poźniejszym życiu. Musi być ciągłość pokoleniowa w świadczeniu prawdzie. To kwestia ponad rodzinna, pokoleniowa właśnie. Jasiek gdzieś wspominał, że poprzednie "spotkanie u Doroty" należy do najlepszych pamiątek wakacyjnych.
Paweł, dziękuję, że wkręciłeś Łazarza w bieganie. Ma szczęście.

Czasu nie zmarnowałem, zawzięcie studiowałem. Wędrowałem myślą wokół "Listu do rodzin - inspiracji ostatnich dni".
Doroto, Aniu, Aniu, Pawle. Miałem poczucie, że uczestniczę w waszym spotkaniu. Może nie ciałem uduchowionym i ucieleśnionym duchem, ale jakoś jestem z wami. Cieszę się z samej możliwości dzielenia się prawdą. Swoja i nie swoją. Nawet wśród profesorów mam misję do wypełnienia, dać świadectwo. Niosę ją w sobie. Musze pisac o tej prawdzie. Bo ją przeżywamm całym sobą, całym swoim osobowym, jednostkowym życiem.
Chcę głosić, i jeśli mozna, rozwijać, naukę JPII o osobie, uduchowionym ciele, tajemnicy małżeństwa, rodzinie, cywilizacji miłości ("Jeżeli społeczeństwa ludzkie — a wśród nich rodzina żyją w orbicie zmagań pomiędzy cywilizacją miłości a jej antytezami, to trzeba dla tych zmagań szukać ostatecznej podstawy w słusznym sposobie rozumienia człowieka oraz tego, co stanowi o spełnieniu, „urzeczywistnieniu” jego człowieczeństwa").
Dziwię sie, że po 15 latach od ogłoszenia Listu ciągle funkcjonuje nazwa przedmiotu "przygotowanie do życia w rodzinie", choć powinno być przede wszystkim "o tajemnicy małżeństwa". W świetle "Listu" to bardziej podstawowa tajemnica. Wielka tajemnica. Dla bogatego świata zachodniego (do którego aspirujemy i po części już nalezymy) za wielka.Kto ją pojmie, zrozumie też rodzinę. Nie odwrotnie. List powinien być elementarzem katechezy gimnazjalnej. Encyklika "Wiara i rozum" - licealnej. Tak uważam.

"Przy olbrzymich osiągnięciach poznawczych, gdy chodzi o świat materii, a także świat psychologiczny człowieka, w odniesieniu do swego wymiaru najgłębszego wymiaru metafizycznego, człowiek pozostał dla siebie istotą nieznaną, a wraz z nim pozostała rzeczywistością nieznaną także ludzka rodzina. Dzieje się to z powodu oderwania od „wielkiej tajemnicy”, o której mówi Paweł Apostoł" (List do rodzin, JPII).

„Wielka tajemnica” — sakrament miłości i życia, który ma swój początek w stworzeniu i w Odkupieniu, którego gwarantem jest Chrystus-Oblubieniec — straciła we współczesnej mentalności swoje najgłębsze korzenie. Jest ona zagrożona w nas i wokół nas" - napisał Nasz Papież. Obyśmy w Rzeczpospolitej Norwidowskiej stali się dobrą okazją do ponownego odkrycia tej tajemnicy i potwierdzenia jej z całą mocą i odwagą.

To życie dyktuje scenariusze, ja nie wymyślam, ja tylko notuję. (Sobota, 5.12.2009)
***

Spełnienie - co to jest? Modne użycie: jestem człowiekiem spełnionym. Artystą, ojcem, matką, prcownikiem ... Rozumiemy intuicyjnie, że zadowolony z tego, co osiągnąłem - i niczego więcej nie oczekuję. OK. Jestem spełniony. Znalazlem sens ostateczny. Znalazłem prawdę. Mam wspaniałą rodzinę. Jesteśmy jedno. OK.

Szare poranki grudniowe są jednak bardzo dobre do narzekania. Mój symboliczny deszczowy 5 grudzień, o 5 rano. Symboliczny, bo w jakimś wierszu tak napisałem. Cytowanie siebie to moja cytologia.
Mógłbym ponarzekać, mam wiele na to okolicznośći, ale niech starczy jedna: kryzys finansowy. Ale nie będę. Jestem człowiekiem spełnionym. Będę dzisiaj ciągnął dalej czyatnie "Listu do rodzin". Bardzo się cieszę. Nie wyczerpałem jeszcze wszystkich wspaniałych fragmentów. O nie.

List do rodzin: zdanie po zdaniu. Powoli. Wczytać się. Wracać. Odnaleźć właściwą perspektywę. Wyłuskać najgłębszy sens. Jak w laboratorium, pod lupą, mikroskopem, szkiełkiem, okiem, wiarą, sercem, rozumem.

EURES - poszukaj pracy za granicą. Wprowadź do szkół przedmiot "Bruksela od kuchni", choćby nagrywając program z tv pod takim tytułem. Nie mogę wprost patrzeć na naszą przestarzałość. Czy znów trzeba jakieś rewolucji? Chyba tak. Oby aksamitnej. Tak żyć dalej nie wolno!!! Ludzie, nie dajmy się żywcem pogrzebać w grajdole!!! Zróbmy nowy 1980, 1989. Boże, ale z kim??? Wiekszości, wbrew temu co mówią, jest już dobrze. Bronią swojej małej stabilizacji. Nawet wobec Rady Gminy się nie odezwą. Stać ich na anonimowe wpisy w internecie.

Słyszymy skórą! Doznania dotykowe odgrywają ważną rolę w procesie słyszenia mowy — odkryli kanadyjscy naukowcy.(www.rp.pl)

Świat przeżywa swój adwent - przeprowadzkę Romana Polańskiego z aresztu do alpejskiej szopy-willi. Betlejem przenieśli do Gstaad. To nawet dla niektórych wieksze wydarzenie w dziejach ich świata, bo Gwiazdą Betlejemską jest cała Milky Way.

W szkole: mały(?) błąd, wielkie trzęsienie ziemi. Pocieszenie przychodzi z daleka (korzyści z globalnego świata). Na Facebooku, Maggie, która załatwiła Jaśkowi kurs letni na Brown University, i u których mieszkał w tym czasie, ma wpis: "[she] thinks report cards have to be the worst part of teaching. Do they really need grades?", i komentarz: "I told all my classes today about my visit to your mythical school, where there are no bells and the kids can go to the bathroom without a pass, and there are no time outs or referrals. They didn't believe me. :)". Dopisałem swój. Zgadzam się z nią. Jak to dobrze, że jesteśmy już na ścieżce (szlaku) do mitycznej szkoły.
Czy pocieszenie przyszłoby bez wczorajszej modlitwy?

Konsekwencje jednego emaila (postu na Facebooku), a raczej konsekwencje jednej modlitwy: fanclub, principal, Partia Dziękczynienia, mechanizmy szukania i promowania dobra (program wyborczy). Skoro Maggie, to i ja, wpisałem się do fanów The Gordon School: "Gordon’s emphasis on inclusivity, an evolving process, is essential to its mission to prepare students for active citizenship in the world". Tez tak chcę, np. każdy nauczyciel musi w pewnym czasie zreferowac jakiś problem na forum zewnętrznym, np.Radzie Gminy (jakiś postulat zgłosić i doprowadzić go do końca, czyli do realizacji). Skoro ma wychować aktywnego obywatela świata. To za mało, i niewystarczajace, być fachowcem tylko w swojej dziedzinie nauczania. Trzeba być obywatelem swojej gminy, kraju, Europy. Inaczej polegniemy na kolejne pokolenia. Bo przekazać można tylko to, co się samemu posiada.

Ciągle rozmawiaja w mediach (i na ambonach) o Krzyżach, ale nie spotkałem jeszcze perspektywy dla siebie, żeby się włączyć. Powtórzę. Wiszą, bo ktoś je powiesił. Zakładam, że wieszali z potrzeby serca, z przesłaniem wiary i miłości. Nie wiem, co kieruje tymi, którzy chcą zdejmować. Jakie jest ich przesłanie? Co ich tak uwiera? Jakie są ich prawdziwe motywy? Moda? Fanatyzm? Inna ideologia? Słyszę jakieś niejasne interpretacje zapisów prawnych. Chciałbym zrozumieć. Nie znam tego typu wrażliwości. (Piątek, 4.12.2009)
***

Natura rzeczy niewidzialnnych. Świata wewnętrznego. Czy to to samo?
Dawno temu napisałem wiersz. "Potrzebne były mi: rece, nogi, oczy itd. Wyrosły, wszystko widziałem, chodzilem itd. Lecz po co dano mi duszę?". Ot, takie młodzieńcze próby, pytania, by zrozumieć siebie i świat. Ewolucyjnie. Nawet jeśli powiem 'świadomośc', problem jest. Ten 'organ' przystosowuje mnie do środowiska. Ani organu, ani środowiska nie mogę zanegowac. Pozostaje mi z taką sama powagą badać świat rzeczy widzialnnych i nie widzialnych.

Przesłanki zdrowej, nieuprzedzonej, nauki. Sięgam do źródeł pisanych. "List do rodzin":
- Nasz wielki i zróżnicowany kosmos — świat istot żyjących — wpisany jest w ojcostwo samego Boga jako w swój odwieczny pierwowzór
- co stanowi o wewnętrznej tożsamości każdej ludzkiej osoby?
- tożsamość ta — to zdolność do życia w prawdzie i miłości; więcej nawet — to potrzeba prawdy i miłości jako wymiaru życia osobowego. Tego rodzaju potrzeba prawdy i miłości otwiera człowieka równocześnie na Boga oraz na wszystko, co istnieje — otwiera go w sposób szczególny na drugiego człowieka, otwiera go ku życiu „w komunii”
- miłość może być ugruntowana i chroniona tylko przez Miłość..
- "nie opuszczę cię, aż do śmierci” - Tylko istoty osobowe zdolne są do wypowiedzenia takich słów. Nie można w sposób prawidłowy pojmować tego wzajemnego wyboru, jeśli się nie ma przed oczyma pełnej prawdy o istocie rozumnej i wolnej, jaką jest każda osoba ludzka
- podobieństwo między jednością Osób Boskich, a jednością synów Bożych zespolonych w prawdzie i miłości
- mężczyzną, jak i kobietą jest człowiek poprzez ciało... zaś te dwa somatycznie zróżnicowane podmioty uczestniczą na równi w zdolności życia „w prawdzie i miłości”. Zdolność ta, natury duchowej, odzwierciedla osobową konstytucję człowieka. Odzwierciedla ją wespół z ciałem.
- obraz i podobieństwo Boga — czyli osoba
- genealogia osoby. Ludzkie rodzicielstwo zakorzenione jest w biologii, równocześnie zaś przewyższa ją
- „kosmiczny” wymiar podobieństwa do Boga nie definiuje w pełni ludzkiego rodzicielstwa.
- w biologię rodzenia wpisana jest genealogia osoby
- rodzice stają prawdziwie wobec „wielkiej tajemnicy”. Nowa ludzka istota jest — tak jak oni sami — powołana do istnienia osobowego, jest powołana do życia „w prawdzie i miłości”.
- powołanie czlowieka otwiera się nie tylko na całą doczesność. Otwiera się ono na wieczność w Boga. Jest to ten wymiar genealogii osoby, który ostatecznie odsłonił nam Chrystus, rzucając światło Ewangelii na ludzkie życie i umieranie, a przez to również — na znaczenie ludzkiej rodziny
- powołanie ludzkiej osoby sięga dalej, poza granice czasu

W tych wypowiedziach słowo 'Bóg' mozna (trzeba) rozumieć jako odniesienie do realnej rzeczywistości napotykanej w świecie osobowym. Jeśli, ktoś ma alergię na to słowo, niech podłoży w jego miejsce zmienną "X". Coś podstawić musi, żeby wyjasnić myślące ciało, uduchowione ciało, ucieleśnionego ducha!
W "nauce" obowązującej w Polsce w minionym okresie "X-em" byla 'baza materialna' i stosunki społeczne.
Nie moge odeprzeć wrażenia, że skutki tamtej nauki trwają w naszym życiu społecznym. Naszym, czyli i w Strachówce i w całej Polsce. Gdzie i jak manifestuje się wolność i godność osoby w życiu rodaków? Jaka jest ich aktywność i wpływ na życie wspólnot lokalnych i większych? Nawet LSR, Lokalna Strategia Rozwoju, podstawowy dokument LGD, Lokalnej Grupy Działania "Równina Wolomińska" jako słabe strony naszej społeczności wymienia: słabą integrację społeczną, tożsamość, mało działających organizacji pozarządowych, niewykorzystanie potencjału kulturowo- przyrodniczego, brak aktywności i zainteresowania mieszkańców, słabe otwarcie się na turystów i osoby z zewnątrz. Dodam jeszcze umiłowanie anonimowości, choćby w internecie. Wypisz-wymaluj definicja homo sovieticus, a jeśli ktoś ma uczulenie na to określenie, niech zastąpi je innym, np. "społeczeństwo post-komunistyczne". Deklarowany katolicyzm niewiele dotknął tej sfery naszego życia. Gdzie parafie jako wspólnoty? Gdzie żywotność grup religijnych, zwłaszcza na terenach wiejskich?

Paul Mc Cartney w Parlamencie Europejskim - niezła błazenada. Postuluje "dzień bez miesa", np. w poniedziałek. Tradycyjny post w piątki został powszechnie olany w jego spoleczeństwie. Kabotyni. Ignoranci.

W Maroko jest 35 mln potencjalnych emigrantów, z 7 tysięcy zarabia 5/7 euro szmuglując towary przez granicę. Ciężki los, marny los. Wyspy Galapagos przesuwają się, dryfując parę metrów na rok. Aż kiedyś przykryje je woda.

Wieczór, smutno mi, Zosia pojechała po Grażynę, która straciła cały dzień w Warszawie. Stracimy jeszcze więcej. Takie życie. Przyjaciele też popełniają błędy. Złość nie jest żadnym rozwiązaniem. Modlitwa, tak. Świat wewnętrzny, świat ducha.

"Boston Public" powtarzają już trzeci raz. To serial o amerykańskiej szkole średniej. Zbiera się Zarząd Szkoły, oficjele, rodzice itd., aby dokonać sądu nad dyrektorem. Że źle kieruje szkołą. Bo nauczyciel strzelił w klasie, inna napisała na tablicy, że idzie się zabić i wyszła z klasy, a on sam rozwiązał szkolną drużynę futbolową, jako karę za oszustwa zbiorowe itp. Dyrektor broni nauczycieli. To dobrzy fachowcy, mają powołanie. "Ja ich nie zwolnie, zwolnijcie mnie". Kim jest nauczyciel? Trudno być nauczycielem. Władzy wygarnęła też nauczycielka, która zostawiła klase, ale sie jednak nie zabiła, poprzestała na prochach. A potem jeden, po drugim wstawali pozostali, i deklarowali rezygnacje z pracy, w obronie dyrektora. Zarząd poległ. Zrezygnowali z represji.
Zapamiętałem dialog, już po. "Rzuciłaś się dziś na bagnety", "Gdyby nie ty, nie miałabym pracy". W byciu nauczycielem, na całym świecie, najważniejszy jest człowiek, jego powołanie i etos.

Chcieli wciagnąc raz Jezusa w sąd nad innymi. Na to On, pochyliwszy się, rysował palcem po ziemi. Gdy nie przestawali Go pytać, wyprostował się i rzekł im: "Kto z was bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem". I znowu pochyliwszy się, rysował po ziemi.

Pisałem palcem po ziemi w niejednej sytuacji. Miałem taki zwyczaj. Uciekałem w inny świat, na pierwszych radach, odprawach katechetycznych w Legionowie. Zawsze były napięcia przy podziale godzin, grup, dni i godzin nauczania. Robiłem tak jeszcze na radach w gimnazjum w Strachówce, przy poprzedniej dyrektorce.
Nie wiadomo co pisał i rysował Jezus. Ja pisałem ciurkiem tak: "Chwała tobie Boże, Ty wiesz, co jest dobre dla nas, co my sami możemy?, nikt nie potrafi przewidzieć, co będzie dla niego i dla innych lepsze, chwała, cześć, amen itd.itd, bez kropek, przecinków, bez zdań złożonych. Można by to nazwac luźnym potokiem myśli i słów, w wiadomym kierunku, w pełnym poczuciu ludzkiej bezradności . Taka pisemna odmiana modlitwy językami, stosowanej w grupach Odnowy w Duchu Świętym. Żeby nie zgłupieć, nie ulec bezsensownym napięciom. Żeby przetrwać w wierze i ... Amen. (Czwartek, 3.12.2009)
***

Modlitwa a system oświaty w Polsce.
Modlitwa i świat rzeczy niewidzialnych. Długość, wysokość, głębokość. Przecież wyznajemy w niedzielnym credo wiarę w świat rzeczy nie widzialnych. W modlitwie w niego wchodzimy. Jedną z galaktyk tego świata, Wszechświata, jest nasz świat wewnętrzny. Trzeba jeszcze go pragnąć, poznawać, szanować, kochac. To jest równocześnie świat pamięci Boga.
Polski system oświaty nie chce abym go zgłębiał i przekazywał uczniom.
"Pan jest już niepotrzebny" - komunikat państwa dla kombatantów. Budujemy nowa antykulturę, antypatriotyzm.
To chyba straszne, ale jest we mnie identyczny bunt, niezgoda, jak w czasach PRL. Wtedy na cały ustrój, teraz, na fałsz, bezduszność, systemu oświaty - jakie na sobie odczuwam, doświadczam. Ja i moja rodzina. A uczniowie?
Pojdziemy w bój. Ktoś musi. Czy jeszcze raz zwyciężę?

Znalazłem prawdę. Dzisiaj jednak nie będzie jej kolejnego odcinka. Skończyłem za to artykuł do Łącznika Mazowieckiego. Dwa dni pisania. Przemyśleń? Dużo dłużej. Nie był łatwy. O tożsamości na równinie. Ruchy górotwórcze są potrzebne i w naszej epoce.

Grażyna załatwiła węgiel. Tzn. kupiła - uprzedzam złośliwców czyhających na nas przy każdej okazji. W szkole miała przyjacielskie nieprzyjemności od przyjemnych nie-przyjaciół. W literaturze ważna jest treść i forma. Przez obie przemawia duch prawdy i piękna. (Środa, 2.12.2009)
***

Religia może być prawdziwą mądrością życiową. Może, jeśli nie wyrodziła się w obrzęd i zabobon. Jeśli jest kierowana wiarą i rozumem.
Na przykład, modlitwa poranna. Dobrze jest rano spojrzeć prawdzie w oczy, zobaczyć świat ducha, wartości, sensu, nie pozostawać zbyt długo w bezwładzie zaspania, czekając na kawę. Mówię to sobie i muzom.

Znalazłem prawdę. W „Liście do rodzin”:

„Przesłanki zdrowej nauki JPII, która może pomóc w osiągnięciu szczęścia i spełnienia milionom milionów, zawierają się już w naukach szczegółowych, które z tradycyjnego pnia antropologii rozrosły się na szereg specjalizacji: biologia, psychologia, socjologia oraz wiele dalszych ich rozgałęzień. Wszystkie one krążą w pewien sposób wokół medycyny, która jest zarazem nauką i sztuką (ars medica) służącą życiu i zdrowiu człowieka. Przesłanki, o których mowa, zawierają się przede wszystkim w wielorakim ludzkim doświadczeniu. JPII miał doświadczenie sieroty, robotnika w czasach II Wojny Światowej, księdza, profesora itd. Ja mam doświadczenie studenta, europejskiego autostopowicza, pielgrzyma, solidarnościowca, wójta, ojca rodziny, katechety i nauczyciela. Doświadczenie poniekąd wyprzedza naukę, a równocześnie idzie w ślad za nią.„Uczeni” uczą się „od małżonków”, aby z kolei w sposób bardziej kompetentny uczyć ich, czym jest odpowiedzialne rodzicielstwo oraz jak je wprowadzać w życie.

Całe życie w małżeństwie jest darem, ale odnosi się w sposób szczególny do tego właśnie momentu, kiedy małżonkowie oddając się sobie wzajemnie w miłości, urzeczywistniają to spotkanie, które czyni z nich dwojga „jedno ciało”. Jest to równocześnie moment — rzec można — szczególnej odpowiedzialności ze względu na potencjalne rodzicielstwo związane z aktem małżeńskim. Oczywiście, celem wzajemnego daru mężczyzny i kobiety nie jest tylko zrodzenie dzieci, lecz również wzajemna kontynuacja miłości i życia. Trzeba jednak, ażeby została zabezpieczona wewnętrzna prawda tego daru. „Wewnętrzna” to nie znaczy tylko „subiektywna”. „Wewnętrzna” — to znaczy odpowiadająca obiektywnej prawdzie tego i tej, która przekazuje dar. Osoba nie może być nigdy środkiem do celu, środkiem „użycia” — musi być sama celem działań.”

Poruszyły mnie dwie i pół sprawy: telefon od wuja i bohaterka telewizyjnego reportażu przede wszystkim. Wuj Jacek, 89, cieszy się, że jutro przyjdą licealiści kręcić z nim film, i w ogóle, kiedy musi coś robić i jest potrzebny. Kasia Kamuda, 16, opowiadała o chwili, kiedy dostała protezę nogi. Pół roku temu, porażona prądem, straciła obie ręce i nogę. Szczęśliwa z protezy, podeszła do nieznajomego i powiedziała „zobacz jaką mam nogę”. Musiała podzielić się radością. Czuła się spełniona, takich słów użyła, ulubionym zajęciem stało się chodzenie.

Pół sprawy nadeszło z Portugalii, w przemówieniu przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, Jerzego Buzka, świętującego wraz z najwyższymi oficjelami wejście w życie Traktatu Lizbońskiego: „Kiedy runął Mur Berliński nabyliśmy nowej tożsamości europejskiej, ‘my, Europejczycy’”. Saryusz Wolski, dołożył cegiełkę od siebie „dystans między polską, czy portugalską gminą, a Brukselą, można zmniejszyć m.in. edukacją, rozwojem społeczeństwa obywatelskiego itd.”.

Spisując zdarzenia odzyskuję spokój. Chcę pojechać do wuja i spytać go o jego modlitwę. (Wtorek, 1.12.2009)
***

Wieczność to nieskończoność. Jest nieskończoność widzialna i niewidzialna. Tak to sobie nazywam. Widzialna, ta, która zdarza się w życiu biologicznym. Niewidzialna, potem. Czy chwila, na którą się otwieramy najbardziej, jak możemy, nie jest innym sposobem doświadczania wieczności? Teraz, kiedy o tym myślę, doświadczam wieczności.

Znalazłem prawdę. Jak to zuchwale brzmi. A w istocie jest proste. Jan Paweł II: "List do rodzin", encyklika "Wiara i rozum". Prawda nie jest kochana. Kto zna, ceni, karmi się tymi tekstami tj. prawdą w nich zawarta? Trzeba szukać takich fragmentów, zdań, kęsów, ktore można rozgryźć i strawić.

Czytanie blogów Jaśka i Łazarza to intelektualna przyjemność. Każdemu proponuję bloga, i życzę życzliwych, krytycznych czytelników. I pomyśleć, że daję te rady przez całe życie, jako katecheta, nauczyciel, w szkole, na koloniach, a tak niewielu chce skorzystać. Tym gorzej dla nich.
Chciałbym prowadzić zajęcia z tzw. creative writing. Tzw. system oświaty w Polsce nie jest mi jednak przyjazny. Nie ma w nim właściwie miejsca dla mnie. Moje osiągnięcia jako pedagoga-wychowawcy wydarzyły się jakby wbrew niemu! Dla mnie ta praca ma zawsze wymiar cywilizacyjny, czyli humanizujący świat.

"Jednoosobowa szkoła dla terenów wiejskich, na temat prawdy o człowieku osobowym (homo sapiens nie wyszedł, spróbujmy z 'homo personalis') i jego rodziny"

Program szkoły podstawowej i gimnazjum tworzony byłby na wizji ludzkiego świata "Listu do rodzin", liceum zaś na podstawie encykliki "Wiara i rozum. Bez obaw, nie na teologii w nich zawartej, raczej na filozofii. Brak koncepcji czlowiek (a co za tym idzie wizji: świata, społeczeństwa, cywilizacji, kosmologii) jest najsłabszym punktem istniejących systemów oświaty. Mamy Polskę postkomunistyczną. Bez tożsamości. Z umiłowanym frazesem o umiłowanym Papieżu Janie Pawle II, największym z Polaków. Trele-morele i hipokryzja.

Będę mógł w ten sposób kontynuowac moje dwie prace magisterskie i wypełnić swoją misję życiową. Pierwsza praca, tylko napisana, "Istota człowieka u Romana Ingardena", druga, obroniona, "Antropologiczne aspekty rewolucji naukowo-technicznej".

Tego wymagają „znaki czasu”, których jesteśmy świadkami. Jan Paweł II napisał, że święty Paweł, z pewnością był otwarty na potrzeby duszpasterskie swego czasu i żądał z całą stanowczością, by przepowiadać „w porę i nie w porę”, nie zważając na to, iż ludzie nie będą chcieli znosić zdrowej nauki. Chcę z nich (Sw.Pawla i JPII) brać przykład, szukając w „znakach czasu” siły do działania.

Nie będę zaznaczał w tekście cytatów z Jana Pawła II, ponieważ w 90% jest to jego tekst. Dokonuje tylko wyboru, skrótów. Czasem wpisuję siebie. Utożsamiam się z Jego nauką.

Wczoraj, po koncercie w Dworze Franciszkow, nie byłem już w stanie pracowac nad notatkami. Dobrze, że opublikowałem choć zdjęcia z Morki.
Za to dzisiaj tak sie zapracowałem nad papieskim tekstem, że nie zauwazyłem upływajacego czasu. Znalazłem prawdę.

Młodzi ludzie, którzy szukają prawdy, przygody, przyjaźni, mają wielki zlot w Poznaniu.Przyjedzie wiele tysięcy poszukiwaczy - ciekawych, pięknych ludzi, z całej Europy. Ilu pojedzie ze Strachówki?

Świat podchodzi do Strachówkiz każdej strony: rezydencja w Osęce, pałac w Łochowie, Dwór Franciszkow, dwor budowany w Sulejowie. Dobrze, że zdążyliśmy z Rzeczpospolitą Norwidowską. Była pierwsza.(Poniedziałek, 30.11.2009)
***

Szukam światła. Pogodny, słoneczny dzień mi nie wystarcza. Andrzejkowa sobota w szkole, wszyscy pojechali, w domu pobojowisko. I niepewność finansowa. Właściwie pewność, zapaść

A przecież za chwilę umieszczę na blogu wczoraj przygotowany tekst, o przedwczoraj. Za chwilę, wczoraj, przedwczoraj - jest, było i będzie. Coś dobrego. Coś bardzo dobrego, o czym warto pisać. Trzeba widzieć, trzeba wierzyć. Każdy dostaje światło, które przeprowadza przez mroki. Na początku było. Jest. I będzie na końcu końców. Amen.

Ja tylko notuję. Światło płynie z zewnątrz, z transcendencji. Którą jednak odkrywamy naszym wnętrzem, człowiekiem wewnętrznym. Np. - "Wplątał się Facebook": jak ładnie wyglada komunikat: "Douglas and Jozef are now friends". Internet nie tylko zbliża, ale czyni realnym to, co inaczej byłoby niemożliwe. Wciągnęło mnnie. Wspomnienia, marzenia, plany, że zapomnialem gdzie jestem. Internet nie tylko zbliża, ale czyni realnym..... Oczywiście, na odpowiedzialnych portalach, gdzie trzeba mieć swoje imię i oblicze. Tożsamość! W Polsce dzisiejszej - wielki, pierwszoplanowy problem!
Rzeczpospolita Norwidowska - to między innymi sprawa tożsamości.

Są oczywiście inne ciekawe sprawy na świecie: "Bozon Higgsa (zwana boską cząstką) – hipotetyczna cząstka elementarna, której istnienie jest postulowane przez Model Standardowy. Cząstka ta miała istnieć jedynie przez około dziesięć sekund po Wielkim Wybuchu i dać początek wszelkiej materii."
"Kontynent afrykański się podzieli, oderwie się od niego wschodnia część. Wielki ryft afrykański sprawi, że wschodnia część tego kontynentu się oddzieli, płyty tektoniczne – afrykańska, arabska i somalijska – rozsuną się."

Wracam jednak do bliższej ciału koszuli.

LIST z RZECZPOSPOLITEJ NORWIDOWSKIEJ

„Danielu, sługo żyjącego Boga, czy Bóg, któremu służysz tak wytrwale, mógł cię wybawić od lwów? Wtedy Daniel odpowiedział królowi: Królu, żyj wiecznie! Mój Bóg posłał swego anioła i on zamknął paszczę lwom … Król Dariusz napisał do wszystkich narodów, ludów i języków, zamieszkałych po całej ziemi: Wasz pokój niech będzie wielki! Wydaję niniejszym dekret, by na całym obszarze mojego królestwa odczuwano lęk i drżenie przed Bogiem Daniela. Bo On jest Bogiem żyjącym i trwa na wieki. On ratuje i uwalnia, dokonuje znaków i cudów na niebie i na ziemi. On uratował Daniela z mocy lwów….. Nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie…” „Jezus powiedział do swoich uczniów: Jerozolima będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan przeminą. Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie”.

Każdy czas, każdy lud, dostaje znaki. Znakiem było ogłoszenie w niedzielę, 22.11.09, w niedzielę CHRYSTUSA KRÓLA, o czwartkowej (26.11 – W Ameryce Święto Dziękczynienia) mszy za stowarzyszenie w Strachówce. Znakiem była msza w czwartek.

Oczekujemy, według obietnicy Jezusa, nowego nieba i nowej ziemi. Tęsknimy - razem z Cyprianem Norwidem - do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi, tęsknimy do ludzi, co mają tak, za tak, nie, za nie. Potrzebujemy ewangelicznej mądrości, abyśmy tego, co jest tylko tymczasowe, nie brali za ostateczne i abyśmy uczyli się z całym Kościołem wołać: „Marana tha!

W niedzielę słyszeliśmy: „oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie. Jezus Chrystus jest Świadkiem Wiernym, Pierworodnym umarłych i Władcą królów ziemi. Tym, który nas miłuje i który przez swą krew uwolnił nas od naszych grzechów, i uczynił nas królestwem - kapłanami Bogu i Ojcu swojemu, Jemu chwała i moc na wieki wieków! Amen. Oto nadchodzi z obłokami, i ujrzy Go wszelkie oko i wszyscy, którzy Go przebili. I będą Go opłakiwać wszystkie pokolenia ziemi. Tak: Amen. Jam jest Alfa i Omega, mówi Pan Bóg, Który jest, Który był i Który przychodzi, Wszechmogący. Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie"

”Piłat powiedział do Jezusa: Czy Ty jesteś Królem żydowskim? Jezus odpowiedział: Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie? Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu.”

Można zapłakać nad Strachówką, zwłaszcza nad losem i przyszłością dzieci i młodzieży. Przyszło im żyć na wyjałowionej ziemi. Gdyby w czwartek, 26.11.09, po godz. 17.00, stanęli wzdłuż drogi z kościoła do szkoły, cóżby zobaczyli? Ciemną noc. Pustynię ciemności. Nielicznych błogosławionych. Wychwalam każdego, kto przyszedł na mszę, albo potem do szkoły. Każdego, kto usłyszał zaproszenie, kto zobaczył znak. „Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie”.

W wykładzie inaugurującym, który przygotowywałem cały dzień (a nawet dłużej, i nie skończyłem), z Jana Pawła II „Listu do Rodzin”, o cywilizacji miłości (podtytuł: stawać się miejscem wspólnej pamięci i wzajemnej pamięci), przy herbacie w szkole, usłyszeliśmy: „Dobro jest sobą wówczas, gdy się je tworzy i dzieli z innymi: „do natury dobra należy upowszechnianie się”. Chwała Boża jest dobrem wspólnym wszystkiego, co istnieje; jest dobrem wspólnym rodzaju ludzkiego.

Człowiek też jest dobrem wspólnym. Jest dobrem wspólnym rodziny i ludzkości, poszczególnych społeczności oraz społeczeństw: jest on dobrem wspólnym narodu (jako rodak) czy państwa (jako obywatel), dobrem wspólnym rodziny jest w sposób najbardziej konkretny.

Cywilizacja należy do dziejów człowieka. Wyraz „cywilizacja” pochodzi od „civis” — „obywatel” i podkreśla wymiar polityczny bytowania każdego człowieka. Stworzony na obraz i podobieństwo Boże człowiek otrzymał świat z rąk Stwórcy z zadaniem, by tworzył go na swój obraz i podobieństwo. W spełnianiu tego zadania odnajduje swe źródło cywilizacja, to znaczy ostatecznie „humanizacja świata”. Cywilizowanie jest działaniem bardziej humanistycznym niż politycznym.

Człowiek nie może się w pełni „urzeczywistnić” inaczej, jak tylko przez bezinteresowny dar z siebie samego. Taka jest ewangeliczna prawda o darze z siebie . Bez takiego pojęcia człowieka, osoby oraz „komunii osób” w rodzinie nie może być cywilizacji miłości. Ale też takie pojęcie osoby i komunii osób niemożliwe jest bez cywilizacji miłości. Niestety istnieje też możliwość destrukcyjnej „anty-cywilizacji” (co niestety w naszej epoce stało się faktem o bardzo szerokim zasięgu). Nikt nie może zaprzeczyć, że żyjemy w czasie kryzysu. Jest to na pierwszym miejscu „kryzys prawdy”.

Kryzys prawdy — to znaczy naprzód kryzys pojęć. Czy bowiem pojęcia takie, jak: „miłość”, „wolność”, „dar bezinteresowny”, a nawet samo pojęcie „osoby” i w związku z tym także „prawa osoby” — czy pojęcia takie istotnie znaczą w naszym świecie to, co wyrażają?

Cywilizacja miłości — to znaczy „weselić się z prawdy”. Cywilizacja, która wydaje owoce w postaci mentalności konsumpcyjnej, anty-rodzinnej, anty-urodzeniowej, nie jest i nie może być nigdy cywilizacją miłości. Każda rozbita rodzina może wzmacniać swoistą „anty-cywilizację”, niszcząc miłość w różnych kręgach świadomości, powodując nieuniknione reperkusje w całym życiu społecznym. Piękno miłości na tym polega, że jest wymagająca i w ten sposób kształtuje prawdziwe dobro człowieka oraz promieniuje prawdziwym dobrem. Miłość jest prawdziwa wówczas, gdy tworzy dobro osób i wspólnot, gdy tym dobrem obdarowuje drugich. Tylko człowiek, który umie wymagać od siebie samego w imię miłości, może także wymagać miłości od drugich. Bo miłość jest wymagająca przede wszystkim dla tych, którzy są otwarci na naukę Ewangelii.

Zagrożenia miłości są równocześnie także zagrożeniami cywilizacji miłości. Przyczyniają się bowiem do tego wszystkiego, co miłości się sprzeciwia. To zaś ma w języku ludzkim przede wszystkim jedną nazwę: egoizm, nie tylko jednostki, ale również egoizm we dwoje, również — w szerszym zakresie — egoizm społeczny, na przykład klasowy czy narodowy (nacjonalizm). Cywilizacji miłości jest przeciwny i to u samego korzenia egoizm w każdej postaci. Miłość i cywilizacja miłości realizuje się na drodze przezwyciężania różnych form egoizmu. Ma to swą pozytywną nazwę: „altruizm” jako antyteza egoizmu.

Miłość jednak — o której pisze św. Paweł — jest czymś jeszcze bogatszym i pełniejszym. Hymn o miłości z Pierwszego Listu do Koryntian pozostaje wielką kartą cywilizacji miłości. Chodzi w nim nie tylko o poszczególne przejawy (zarówno egoizmu, jak też altruizmu), ale przede wszystkim o zaakceptowanie definicji człowieka jako osoby, która „urzeczywistnia się” przez bezinteresowny dar z siebie samej. Dar jest — oczywiście — darem dla drugiego, „dla innych”: jest to najważniejszy wymiar cywilizacji miłości. Osoba nie tylko zdolna jest stawać się darem dla drugich, ale co więcej — znajduje w tym radość. Jest to ta radość, o jakiej mówi Chrystus”

Aż tyle usłyszeliśmy w niedzielę i w czwartek. Chcemy, bardzo chcemy, być z prawdy. Znajdować w tym radość i szczęście.

Do natury dobra należy upowszechnianie się – stowarzyszanie!
Stowarzyszenie jest nie tylko wspólnotą działań. Musi być wspólnotą wartości. (Sobota, 28.11.2009)
***

Wczoraj wystarczyło wznieść się wysoko nad Strachówkę, spojrzeć w dół, żeby zobaczyć, żeby zabolało bólem istnienia, żeby zapłakać. Nad soba, nad swoimi rodzinami, nad swoimi dziećmi. Żeby zobaczyć groby pobielane.
Albo, żeby doświadczyć upojnej wolność ducha. Stworzonego do radości, do dzielenie się z innymi.

Jak wyrazić Zachwyt nad każdym, kto przyszedł na mszę do kościoła, lub potem do szkoły? Opisać zachwyt? Oni usłyszeli słowa o Danielu i kazania księdza proboszcza. I modlitwę Cypriana Norwida.

Potem wplótł się jeszcze Facebook i Douglas Ades. Hello, Hurray, we started The RzN Asssociation yesterday, on 26th November.

Zapisałem przekaz wczorajszego dnia, opublikuję jednak już jutro (mam zaległości, od 9.00 do 16.15 nie było światła.

Radość nigdy nie jest dana raz na zawsze, nosimy ją w glinianym naczyniu. (Piątek, 27.11.2009)
***

Dlaczego każdy człowiek "przychodzi na świat", a tylko niektórzy stają się "obywatelami świata"? Kto, a jeszcze bardziej, na podstawie jakich kryteriów, nadaje to obywatelstwo?

godz.12.00 - Dzisiaj jest wielki dzień. Inauguracja działalnosci Stowarzyszenia Rzeczpospolita Norwidowska. Bardzo się tym emocjonuję. Dobrze, że najpierw jest msza święta. Tajemnica to wielka. Bo gdybyśmy mieli się spotkać tylko organizacyjnie, aby ogłosić fakt rejestracji sądowej, to nie wiedziałbym jak to ma wyglądać.
Tyle myśli sie ciśnie. O znaczeniu stowarzyszeń w społeczeństwie obywatelskim, o historii Rzeczpospolitej Norwidowskiej, o wielu możliwych znaczeniach Rzeczpospolitej Norwidowskiej. I O wielu szczegółach: o liście do Jana Pawła II, o wierszach Cypriana Norwida: Co to jest ojczyzna, Do Stanisławy Hornowskiej, fragmentach wiersza Szlachcic, o hymnie, autorstwa Emili, o projekcie Grześka Dudzika i jego trwałych owocach (plakat, publikacja,logo, sztandar itd.). O popiersiu, motcie, kolonii w Kosarzyskach, Karolinie Wajdzie.
Jak to uporządkować? Co jest niezbędne? Jak zapracować na super spotkanie?
Na szczęście jest msza święta. Jak chrzest. Reszta w mocy Ducha Świętego. Amen.

„Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!” (Wj 20,3). Przykazanie pierwsze i największe, które jest zarazem przykazaniem miłości Boga „nade wszystko”, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił” (Pwt 6,5; por. Mt 22,37). Jak to dobrze, że też już do tego doszedłem. I dobrze, że jest taki fragment w "Liście do Rodzin", JPII. Pasuje na dziś jak ulał.

"Tak - że mnie zostało.... jedno mieć na pieczy
prosty, spójny interes pospolitej... rzeczy." (CKN)

godz.21.16 - Wróciliśmy. Było tak, jak zapisałem o 12.00. Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu. Amen.

Było wierne grono. Na tłumy nie ma co liczyć w Strachówce. Szkoda, że nie było tych, na których Strachówka liczyć ma prawo. Nam też przykro, ale jesteśmy zahartowani.
Jednego byłem pewny. Że będzie ksiądz Andrzej i odprawi mszę św. Skoro msza - to całe niebo, Trójca Święta i wybrani. Był i przewodniczący Rady Gminy i prezes Równiny Wołomińskiej - LGD! Będziem Liderami! Zobaczcie zdjęcia.
Do nas nalezy teraz wypełnić formę treścią. Szkolenia, szkolenia. Trzeba dobrze zrozumieć, co to jest stowarzyszenie, i po co. Najważniejsze jednak, to podtrzymywać entuzjazm, zapał. Ducha nie gasić. Ducha podtrzymać! (Czwartek, 26.11.2009)

cdn.
***

Chętnie bym o tym nie pisał. Wcale. Ale. Muszę. To sprawa cało-życiowa. Dotyczy mnie całego. I mojej rodziny. Wykonuję zawód nauczyciela. Jestem na urlopie. Ratuję zdrowie. Wykonuję, a nie jestem? O tym muszę pisać. Zawiłe? Nie przeze mnie. Przez-e-mnie? Czy jest słowo 'przeze'? Tak, zobacz znaczenie "przez" w słowniku języka polskiego w znaczeniu nr 8, 11, 12 (tylko w wyrażeniu: przeze mnie).

Bunt. Jest we mnie bunt. Taki, że aż muszę pisać. O? Że wśród serdecznych przyjaciół muszę opędzać się od psów. By nie zjadły mojej rodziny. Mnie? Pal sześć.

Ameryko! Gdzie jesteś, Ameryko.
Kuzyn, emigrant, znał się na budowie mostów. Nie znał języka wystarczająco. Dali stanowisko we władzach stanowych, ma budowac mosty. Do gabinetu i biurka, dołożyli tłumacza. Stan się ma rozwijać! Ameryka ma sie rozwijać! Ktoś tam ma odwagę i możliwości prawne, aby dokonać ocenę sytuacji i podjąć odpowiednią decyzję. Dla dobra wspólnego! I na własną odpowiedzialność!!!
W Polsce dołożyli by papier, żeby wykazać, że budować nie może. Mamy papierową republikę. Republik zaprzeczenie.

Od czego zacząć? Zacznę od faktów. 1979, 1980, 1981, 1982. W wyniku tych dat zostałem katechetą. Dostałem duszpasterstwo młodzieżowe w mieście: ponad 500 uczniów szkół średnich do katechizacji, ponad 200 osobową grupę do przygotowania, do sakramentu bierzmowania. Żeby podołać, stworzyłem spotkania modlitewne młodych ( z miasta, ponad parafialne), noce czuwania (uczestnicy przyjeżdżali z całej Polski), grupę studencką, odpowiadałem za organizację rekolekcji dla mlodzieży (wydzielonych z rekolekcji ogólno parafialnych), na koniec zaproponowałem i stworzyłem oddzielną grupę rekolekcyjną, dla młodzieży pracującej i studiującej.
To była bardzo duża parafia. Uczestniczyłem, jako asystent proboszcza, w nieformalnej grupie tzw. "duszpasterstwa wielkomiejskiego", czyli grupie proboszczów i świeckich z wielkich warszawskich (i pod-) parafii. Jakim prawem, jakim cudem?? Cudem Opatrzności i ks. Józefa Schabowskiego. To nie były zaszczyty. Tym bardziej kariera i kasa. To była praca. Służba.

Tylko jedna struktura w państwie dowartościowała swoim zainteresowaniem moją pracę: Służba Bezpieczestwa! Zaprosili na rozmowy. Proponowali pracę (współ-). Nie chcę więcej o tym pisać. Gorzko. Bardzo gorzko.

Bywałem potrzebny Polsce, Kościołowi, lokalnym społecznościom. Angażowałem się całym sobą. Całym swoim życiem. W Strachówce i w Legionowie. Cały 1981 w Strachówce, w NSZZ RI Solidarność. 1982-1988, jako katecheta w Legionowie (zaliczyłem trzy parafie, ale moją "katedrą" przez wszystkie te lata była par. sw. Jana Kantego), 1990-1994, jako wójt gminy Strachówka, od 1994 do dzisiaj, jako nauczyciel religii i języka angielskiego w szkole. Współpraca szkoły i parafii była dla mnie nadal priorytem. Życie wypracowało nawet coś, co mozna by nazwać stylem strachowskim, na tym polu. Lepiej o tym może powiedzieć ksiądz Antoni, proboszcz poprzedni. Mam nadzieję, że będzie mógł potwierdzić to z czasem także ks. Andrzej, proboszcz obecny. Szkoła w tym czasie przeszła różne reorganizacje. Ma swoją historię. W jej rezultacie, jest dziś dumną szkołą Rzeczpospoliej Norwidowskiej. Ma imię, daleko- i wysokosiężny cel, hymn, sztandar. Była we współpracy międzynarodowej szkół, przyjmowała gościa z Nowego Jorku, z Rady Dyrektorów Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności.
Rzeczpospolitą Norwidowską odkryłem w służbie małej i wielkiej ojczyźnie, jej kulturze i szkole.
Od 2001 roku napisałem, jako hobbysta-społecznik, ok. 200 artykułów, głównie do Łącznika Mazowieckiego. Od lutego br. prowadzę w internecie bloga, a nawet dwa.

Państwo w tym czasie przeszło transformację ustrojową. Produkowało cały czas ustawy, uchwały, rozporządzenia. Paradoksalnie, w ich wyniku kurczyła się moja przydatność dla ojczyzny. Efekt końcowy?
Świętując 20-lecie odzyskania niepodleglości, nie mam wystarczajaco mocnych papierów na nauczyciela religii i języka angielskiego? Mam. Na profesora. I mogę dorobić kolejne, tzn, wyprodukować odpowiedni papier, na drodze kolejnych studiów, kursów, egzaminów, certyfikatów. Owszem, mógłbym je podjąć, ale dla przyjemności. Pod presją utraty pracy i zagrożenia bytu rodziny, wykształcenia i aspiracji oświatowych dzieci ? NIE. Na to już mi nie pozwoli, nawet podratowane, zdrowie. NIE CHCĘ, NIE BĘDĘ SIĘ JUŻ DOKSZTAŁCAŁ POD USTAWOWYM PRZYMUSEM (TERROREM) PAŃSTWA.
Jam nie z soli, ani z roli. Dawałem siebie państwu całego. Dajemy wkład patriotycznej tradycji rodzinnej. Dajemy siódemkę zdolnych, odpowiedzialnych dzieci. Co państwo na to?

Mówiąc o polskim systemie oświaty: będę wkrótce, być może, jedynym w powiecie nauczycielem nie-dyplomowanym. Mierzi mnie metoda produkowania papierów dyplomowania w papierowej republice. Można by znaleźć inne sposoby, które byłyby nie tylko sposobem awansowania, ale takze podnoszenia poziomu polskiej szkoły. Np. tylko 1/10 obecnie wymaganych papierowych sprawozdań, 3-4 lekcje koleżeńskie (szkolna, gminna, rejonowa, konkursowa), panel (mniej lub bardziej publiczny) na wybrany temat (specjalność nauczyciela). Innowacyjność?! Nauczyciel musi mieć poglądy, osobowość, musi umieć nie tylko relacjonować zagadnienia w formie pisemnej, ale i ustnej, musi umieć publicznie argumentowac, i bronić swoich poglądów. Tego wszystkiego wymaga się na normalnych studiach: na seminariach magisterskich, egzaminach. W panelach musiała by uczestniczyć szkoła, w ktorej uczy dany nauczyciel. Aby nie tylko komisja z zewnątrz, ale głównie środowisko szkolne, społeczność szkolna (nauczyciele, uczniowie, rodzice, samorząd lokalny) znał poglądy i "klasę" awansowanego nauczyciela. Dzisiejszy system podtrzymuje pozoranctwo, "niby mowę" poprzedniego ustroju.

Zredagowałem tę wypowiedź głównie dla Grażyny. Odpowiadając na pytania i niepokoje żony. O przyszłość rodziny. Odpowiadam wprost: nie wiem, nie znam. Boję się i wierzę. Nawet wbrew nadziei. Wiem, że system oświaty (choć nasz nie jest prawdziwym systemem, wiele elementów nie trzyma się kupy), powinien obejmowac także mój przypadek. Tym bardziej system społeczny, jakim między innymi jest państwo. W globalnym świecie. Amen.

PS. Jutro zostanie odprawiona msza dziękczynna za rejestrację, z prośbą o błogosławieństwo i Ducha Świętego, dla Stowarzyszenia Rzeczpospolitą Norwidowską. W kościele parafialnym stoi moje votum wdzięczności, figura-wyróżnienie "Anioł Stróż Ziemi Wołomińskiej" przyznane w 2008, za działalność w krzewieniu wartości patriotyczno-narodowych i chrześcijańskich. Mam iść jako zwycięzca, czy jako przegrany? (Środa, 25.11.2009)
***

Dlaczego tyle piszę o sobie? Ale wstał ponury dzień. Wstał ale. Ale ponury wstał. Wolę, ale wstał - wolę ten rytm. Więc, ostatecznie - 'Ale wstał ponury dzień!!'. Czasem wolę mówiony, czasem pisany, język polski.

Dlaczego tyle o sobie? No właśnie. Mógłbym zacząć od: ale wstał..., byłoby obiektywniej? Ale najpierw było pytanie, 'dlaczego?'.
Wiatr na chwilę rozwiał chmury. Jest jaśniej.

Od wczorajszego wieczoru noszę potrzebę wpisu o generale, I sekretarzu, prezydencie Wojciechu Jaruzelskim. Całkiem dla mnie niespodziewanie. Był dla mnie trudnym przypadkiem. Zawsze go widziałem bardzo przygotowanego, mającego na wszystko przemyślane odpowiedzi. Taki pomnik z polerowanego betonu. Ani nadgryźć. A przecież jest symbolem ponurej epoki, jednej z najgorszych w dziejach Polski (i jednej z najbardziej zakłamanych). A wczoraj się rozsypał. Tym razem lepiej przygotowani byli dziennikarze. Nie pytali o politykę i jego sztandarowe decyzje. Spytali o dzieciństwo, o matkę, o emocje, o honor i tchórzostwo. Rozsypał się jego wizerunek. Konsekwentnego, honorowego ideowca. Jest zakłamanym starcem.
Wiem, że to brzmi brutalnie. Ale mój wuj jest starszy, moja matka jest starsza. I nie chcą być zakłamani. Sorry, Mr Generał. W dziecinstwie był bardzo religijny, na pogrzebie matki nie wszedl do kościoła, teraz o sprawach duchowych nie bedzie mówił, bo to nie miejsce na takie rozmowy, w 1968 zaakceptował inwazję na Czechosłowację, w !977 strzelanie do robotników, każda ofiara jego rządów jest indywidualnym przypadkiem, żywa czy umarła, to jakiś błąd, albo tylko wypaczenie, nawet jesli było ich tysiace, tym gorzej dla faktów. Kiedy spytany dlaczego jak się ma czołgi, wojsko, policję, trzeba jeszcze strzelać ostrymi do ludzi? Nie wytrzymał i coś zaczął plątać. Zły, że ktoś podważa jego racje. Chyba w konsekwencji wyrzucił też z siebie, nawet jesli użył czyjegoś cytatu, że Solidarność była monstrum, z którym demokracji budować się nie dało. A więc trzeba było monstrum poskromić. Prysł pierwszoplanowy argument o obronie przed Związkiem Radzieckim. Czego miał bronić, jeśli własnej koncepcji świata nie miał i nie ma, ba, nawet nie chce na takie tematy rozmawiać. Tkwi w komunistycznych, okrutnych utopiach. Ofiary pewnie same się o śmierć prosiły. Zreszta to tylko incydenty, on służył jakiejś wielkiej, mglistej, sprawie. Dla której poświęcił prawdę dzieciństwa, w jakiś sposób matkę, wrażliwość sumienia, innych. Na wszystko miał przygotowane odpowiedzi, jeśli pytania były do generała, polityka, komunisty. Kiedy pytania do człowieka - nie ma przekonywujących przemyśleń! Dobrze, że oglądałem ten program.

Miej serce, teologię - nie, on nie z mojej opowieści. Wczoraj pomyślałem, że gdyby generałowi dolepić brodę, można by postawic obok Marxa, Engelsa, Lenina. Byłaby czwórca. Ale co ze Stalinem, Che Guevarą, i Fidelem Castro? A niechby się żarli - tylko między sobą - o należne miejsce w swoim komunistycznym Aeropagu. A my świętujmy pozostałe nam jeszcze dni XX rocznicy uwolnienia od takich ludzi i ich krwawej utopii.

Dopiero dochodzi godzina 10.00, a ja mam już tyle! I jeszcze nie zajrzałem do internetu. Dlaczego ja tyle piszę o sobie?

Wiatr łomotał okiennicami. Przestał. Wyszło Słońce. Czy Papież mogł napisaać lepszą zachętę do medytacji? "Naśladować Stwórcę, który, jak gdyby wchodził w siebie szukając wzoru i natchnienia w tajemnicy swojego Bytu". Jesteśmy na obraz i podobieństwo. Może dlatego trzeba pisać o sobie?

Jestem fanem "Listu do rodzin" i encykliki "Wiara i rozum", Jana Pawła II. Jest w nich cały mój światopogląd: osoba, tożsamość, rodzina, wspólnota, komunia, tajemnica, kościół, kosmos. BRUSSELS (Nov. 23) -- For 23 torturous years, Rom Houben says he lay trapped in his paralyzed body, aware of what was going on around him but unable to tell anyone or even cry out."

Godz. 13.15. Wróciłem z kamieniołomów, wypędził mnie deszcz. Wyłączyli światło na 15 minut. Wszystko dziś już było? Pogodowo, chyba tak. W nas? W tajemnicy naszego bytu? Wszystko tam jest. Trzeba sięgnąć, wniknąć. Może w wieczornej modlitwie? (Wtorek, 24.11.2009)
***

Zastanawiałem się, jak zacząć. Nie szło z żadnej strony. Przyszło. Z dna siebie. Z reakcji na sytuację. Od tego zacznę.

Życie jako ciąg technologiczny? Muszę teraz to, to i to. Potem zaś, to... - jedno zazębia się z drugim. Wstaję, jem, jadę np.pkp. mzk, itd, pracuję, dentysta, zakupy, wywiadówka, wizytówka, w szkole, warsztacie... Na koniec dnia zaglądam w kalendarz, co mi pisane jutro. A Wszechświat, kres, horyzont rzeczy? Do którego zmierzam niechybnie. Co, lepiej nie pytać? Lepiej zasłonić kolejnym ciągiem technologicznym. A może jednak szukać punktu równowagi? Zrównowazonego rozwoju? Może da się znaleźć, wypracowac.
Właśnie wybrany tzw. prezydent europejski przyznaje się do medytacji. Chocby dlatego jest to ciekawy wybór. Jest punkt zaczepienia. Można go o to pytać. Narazie spytam Edwarda z Brukseli, o rodaka, gratulując! Od tego zacznę.

Teraz już widzę wiele początków. Nr.2 - Choćby komentarz do Jaśkowego ,fotoreportażu którego technicznie nie moge zamieścić na blogspocie: "Zobaczylem na zdjęciach piękny świat. Nie krajobrazy. Męską przygodę. Kolegów (przyjaciół?) z boiska :)".

Nr.3 - Sen miałem dziś taki: Byłem na Jasnej Gorze. Chodziłem po zakrystii, zagladałem do konfesjonałów, klęknąłem przy jednym, prowadziłem pogawędki z biskupami, nasz arcy nie był jakoś w sosie, coś mu się nie podobało w rozporzadzeniu konferencji episkopatu, rzucił jakąś kąśliwą uwagę, spotkałem Piotrka J. prawie z nimi zbratany, ale tylko z częścią, tą, która związana z Wawelem, miała coś ogłosić, jej porte-parole miał być kolega Piotra, nie fioletowy, czarny, ale ważny???

Zaraz po śnie, może jako owoc, albo dopełnienie, przyszła teologia każdego. Pardon: powinienem zapisać "Teologia 'każdegO'". Dwuznaczność zamierzona. Każdy ma teologię, nawet jak się nie przyznaje. Dobrze, jeśli teologia każdego, spina się z wykładnią Watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary. Ale myślę, że każdy będzie się tłumaczył przed Bogiem z własnej, nie watykanskiej. No i trzeba mieć obowiązkowo teologię każdego, bo inaczej miłości nie staje i są rozwody. Ale nie tylko. W ogóle są tragedie. Prawo nie zabezpieczy interesów każdego jak teologia. Co najwyżej wsadzi do więzienia.- Jak na nocne rozmyślania po czwartej, wcale nieźle. "Miej serce i patrz w serce = Miej teologię i zaglądaj do niej". Bo kto ci to serce ukształtuje? Natura? Tak, zwłaszcza zieloni! I poprawność polityczna: dwóch ojców, dwie matki, albo bez liku. Po co te matematyczne ograniczenia, no nie?

Sycę sie językiem i rozumowaniem papieża. JPII pisał tak: "Nasz wielki i zróżnicowany kosmos — świat istot żyjących". A ja na blogspocie przedstawiam się tak: "Mój świat osobny, osobowy. Wszechświat: osoba, małżeństwo, rodzina, Kosmos". Miło znaleźć takie podobieństwa - z uwzględnieniem całej dysproporcji bytowej! To chyba nie bluźnierstwo? Mieliśmy też, przez chwilę, tego samego nauczyciela, ks.prof. Kazimierza Kłósaka.
Kontemplowanie prawdy, z pomocą JPII, to wielkie zajęcie i przyjemność.

Z Nim przeprowadzę także zapowiadany dowód, żem na tropach tajemnicy. To ... św. Paweł ujmuje temat życia rodzinnego w słowach: „wielka tajemnica”. A tajemnica"ja"? Tajemnica dojrzewania, wypełniania, a nie przemijania ludzkiego życia?
Korzystając z podobieństwa myślenia i języka, nie będę zaznaczał w tym akapicie, co Jego, co moje. Kto chce, może sprawdzić.
Racjonalizm nowożytny nie toleruje tajemnicy. Ciało i duch są sobie radykalnie przeciwstawiane. Ciało nie żyje z ducha, ani też duch nie ożywia ciała. Człowiek w tym horyzoncie myślenia przestaje być osobą i podmiotem. Staje się wbrew zamierzeniom i deklaracjom wyłącznie przedmiotem...Nowożytny racjonalizm niesie z sobą radykalnie inną interpretację stworzenia oraz interpretację sensu ludzkiej egzystencji. Tym, co z niej pozostaje, jest tylko wymiar doczesny życia. Pozostaje życie doczesne jako teren walki, walki o byt, walki o korzyści przede wszystkim ekonomiczne, ciąg technologiczny.„Wielka tajemnica” — sakrament miłości i życia, straciła we współczesnej mentalności swoje najgłębsze korzenie.
Chcę być okazją do ponownego odkrycia tej tajemnicy i potwierdzenia jej z całą mocą i odwagą.

Gadanie, bardzo poprawne politycznie, że się małżonkowie nie dobrali, że on/ona się nie sprawdził(ła) - sprowadzają człowieka do poziomu kółka w mechaniźmie. Napewno tak poprawni ludzie jedności nie zbudują. Bo to wogóle nie ich problem. Nie zawarli takiego kontraktu. A w małżeństwie sposobem bytowania — wspólnego bytowania — jest „komunia” (nie są dwoje, ale jedno). Biedni ci, którzy choc żyją w małżeństwie, nie doświadczają takiego istnienia.

Ale wiele można naprawić, póki my żyjemy. Trzeba wejść w siebie, w medytacyjną głębie, naśladując Stwórcę, który, "jak gdyby wchodził w siebie przed stworzeniem człowieka, szukając wzoru i natchnienia w tajemnicy swojego Bytu". Im wcześniej, tym lepiej. Wszyscy wiemy, że jeśli ktoś chce być dobrym muzykiem, musi wcześnie zacząc naukę, dobry sportowiec wcześnie zacząć treningi. A dobrym człowiekiem? A dobrym w mądrości? Czytajmy Jana Pawła II. (Poniedziałek, 23.11.2009)
***

Piszę. Dlaczego? Bo mmuszę. Bo jestem na tropach tajemnicy. Udowodnię.

Wczoraj po sztormie jedna kartka notatek przepadła. Coś na niej było, co się uzupełniało z inną, która była w pugilaresie. Pendant. Były na niej zapiski z równiny-lgd, "palcem na piasku". Z kluczowym słowem 'wskaźnik'. Co na drugiej, nie pamiętałem, tylko, że pendant. Dzisiaj się znalazła. Sprawdzam z ciekawością. Spiszę dosłownie, znaczy literalnie: "tam zagubiony, tu swojo, bezpiecznie. Dlaczego rejestruję te stany, odczucia? Każdy jest miernikiem czegoś! Jakimś miernikiem!". Tylko tyle. I aż. Nie ma to, jak zdać się na fakty, na język faktów. One mówią bez fałszowania rzeczywistości (rzecz. w ogóle, i rzecz. człowieka). Nie ma zakłamanych faktów. Temu, co istnieje, przysługuje piękno, prawda i dobro.

Fakty mnie prowadzą. Jestem na tropie tajemnicy. Muszę pisać. Internet jest dzisiaj, w 40-lecie! powstania, reklamowany nawet z ambony. Zaglądam do niego: "W poszanowaniu wartości chrześcijańskich nie chodzi o powszechny respekt dla tego, co wybrali niektórzy (tu: katolicy lub inni chrześcijanie), ale raczej o rozpoznanie kultury danego czasu i środowiska oraz budowanie dialogu na bazie wyróżników tej kultury. (...) Jakikolwiek zapis prawny o wartościach chrześcijańskich nie ma charakteru prawnego w sensie ścisłym. Ogólne sformułowania same nie determinują interpretacji, ani nie wskazują określonej systematyki aksjologicznej.(...) Wartości chrześcijańskie ze swej natury tworzą kulturowe napięcia, których biegunem jest sam Chrystus. Wobec tego ważną zasadą w rozstrzyganiu sporów interpretacyjnych jest zasada wolności religijnej (...) w sferze religijnej mówienie o wartościach jest jakby „pre-tekstem” do tego, co najważniejsze, jakimś „pre-tekstem” ułatwiającym czytanie zasadniczego „zapisu” Dobrej Nowiny. Zasadniczą treścią przekazu ewangelicznego (także listów pasterskich) jest sam Jezus Chrystus. Przebywanie z Nim, Osobą, otwiera na wartości.(...) Egzystencjalne rozpoznawanie wartości chrześcijańskich nie polega na aplikowaniu do życia gotowych formuł, ale jest osobistym szukaniem woli Bożej. Polega na mozolnym szukaniu dróg ku człowiekowi i ku Bogu. Są one zawsze zbieżne."

Bardzo chcę być mozolny i zbieżny.

Pięknie zabrzmiało ogłoszenie w kościele: w czwartek o godz.17.00 msza święta w intencji Stowarzyszenia Rzeczpospolita Norwidowska. Co z tego ziarna wyrośnie? Niech go Duch Święty prowadzi! Amen.

Kolejne fakty wplataja mi się w rejestr. Czasem pracuję z tv inf. w tle. Akurat Sławek mówi o władzy, w programie telewizyjnym "Wierzę, wątpię, szukam". Olek pyta "kim on jest?". Ojcem chrzestnym Marysi. "Wiem, ale co robi, gdzie pracuje? Na uniwersytecie. Katedry i uniwersytety były u poczatków Europy".

Tyle jest do opowiadania i udowadniania! Jeszcze więcej po rozmowie z siostrą-psychologiem. Z pomocą o.Krąpca i innych dobrych duchów, poradzę. Ale to już jutro. Może. Kto to wie? (Niedziela - Chrystusa Króla Wszechświata - 22.11.2009)
***

Sztormy sie nade mną przewalały. Wiadomo, Sobota. Różnice zdań, odkurzacz, cała rodzina na glowie. Już od otwarcia poczty na WP.pl. Ja, że znów ciekawie zapowiada się przesyłka z NY Timesa, Books update. Że 70% mnie zaciekawia tytułem. Czego nie stwierdzam na polskim rynku, po takich samych odgłosach medialnych: internet + TV. Ona-Oko cyklopu: ale może nie masz racji, dlaczego, po czym sądzisz, itd. Obrona Polskości, albo nie wiem czgo. Ja bezbronny, powołuję sie tylko na prawdopodobieństwo. Na rynek, który stymuluje. I obiektywne dane: porównaj rynek wydawniczy w USA (i w ogóle angielsko-języczny) i w Polsce. Mogą być wszak wyjątki.
Tym razem nie było. 1-0 dla mnie. Wnikam w przesłane teksty, ktore w wersji papierowej ukażą się dopiero dzisiaj, jak się Ameryka obudzi. "On the Cover of Sunday's Book Review: Raymond Carver's Life and Stories, by STEPHEN KING". Początek tekstu: "Carol Sklenicka's biography and a long-overdue "Collected Stories" spotlight Carver's growth as a writer and illuminate his poisonous relationship with the editor Gordon Lish".
Tamci, za oceanem, lepiej potrafią działac. To oni mnie znaleźli, nie ja ich. Nie pamiętam jak. Kto bronił naszym?

Zapowiedziana na jutro wizyta vice-przewodniczącej Rady Rodzicow w Zespole Szkół Rzeczpospolitej Norwidowskiej sztorm wzmogła. Nasze "Oko cyklonu", gdyby wiedziała, co ja tu piszę, to by mnie ocenzurowała. Wiwat licentia poetica. Niewzruszony, koleguję się z Raymondem Carverem, Stephenem Kingiem, i NY Timesem. Rozglądam się tylko, żeby nikt nie zaglądał przez ramię.

Dlaczego ktoś ulega przymusowi pisania? Był alkoholikiem, synem alkoholika. Ale ostatnie 11 lat życia był niepijącym alkoholikiem, AA. Kto to pojmie.
Życie musi byc przekazywane. Prawda musi się objawiać. To ja, nie on. On: "Opowiadania Carvera zaczynają się tym samym, czym się kończą. Zaczynają się końcem – nawet jeżeli bohaterom (...) wydaje się inaczej, ten koniec jest, podskórnie przynajmniej, obecny od pierwszych słów tekstu" (Jerzy Jarniewicz, polski tłumacz prozy Carvera). Lubię pierwsze słowa. Nie wszystko trzeba tłumaczyc, nie wszystko trzeba rozumieć.

"....Calling Lish’s editing of Carver “a usurpation.” He imposed his own style on Carver’s stories, and the so-called minimalism with which Carver is credited was actually Lish’s deal. “Gordon . . . came to think that he knew everything,” Curtis Johnson says. “It became pernicious.”

W taką sobotę, czuję się spełnionym pisarzem. Widzę przez okno jak Olek, z kijem w ręku, coś tropi w ogrodzie, Hela gmyrze przy telewizorze, Marysia piecze zebrę, swoje pierwsze ciasto, Zosia smaży rybę, będzie po grecku, Andrzej z Łazarzem ledwie dali sie oderwać od futbolu w komputerze, żeby przynieść drewno i miał, bo węgla nie mamy. Świat żyje wokół, i pod palcami na klawiaturze. Znów radość wewnętrzna zwycięża nad biologią. Sauna i basen może poczekać, są ważniejsze sprawy.
Grażyna, obierając jabłka na jakieś wypieki, mówi do siebie pod nosem: "jak ja lubię takie soboty, gdy wszyscy są w domu". Mamuśką się staje!

Jak wyglądałby nasz dom i ogród, gdyby nie było wojny i komunizmu? Pewnie jak w Ameryce, albo Europie. Nie bylibyśmy ofiarą walki klas minionego ustroju. Na wsi, obserwuję, nie wiem jak w mieście, skutki dyktatury proletariatu, mocno wkorzenione.
Grażyna byłaby panią dyrektor, wójtem, albo vice-kuratorem, a ja pisarzem, redaktorem.

Po południu znany mechanizm: ich serial, mój azyl kuchenny, radyjko 2 minuty, fragment zasłyszany, znów do internetu. Usłyszałem zdania z Listu do rodzin, Jana Pawła II, z 1994 roku. Jutro znów tam wrócę. Przy tym dokumencie, moja poranna przygoda blednie, albo jest podnóżkiem i progiem, aby wkroczyć w krainę mądrości. Kończe jej fragmentem, jednym z bardzo wielu: „Być człowiekiem” — to podstawowe powołanie człowieka: „być człowiekiem” na miarę daru, jaki otrzymał. Na miarę tego „talentu”, którym jest samo człowieczeństwo, a z kolei dopiero na miarę wszystkich talentów, jakimi został obdarzony". Ja, to mały pikuś, ale nawet Raymond niech sie schowa. Jan Paweł II - ten ci miał talent. Jest prawda. Pozwala się znaleźć. To jest najważniejsze! (Sobota, 21.11.2009)
***

Będzie kanapka. Dzisiaj-wczoraj-dzisiaj (zaznaczylem w tekście).

"Trzeba mieć życiorys i osobowość", żeby dostać się na dobry, ze światową marką, uniwersytet. A na samorządowca, polityka? Wójta, ministra?
Wielki wpis! Gratuluje, Jasiek. Choć znów naraziłeś się, ty i cała rodzina. Dulskiej i dulszczyźnie. Tym, którym ciemno tutaj nie jest, albo przyzwyczaili się do życia w ciemności. Brawo. Życiorys, osobowość? Wiekszości pojęcia nieznane. Spójrz na wpisy anonimow w internecie. Tu rządzi jeszcze, niestety, PRL. Homo post-sovieticus. Ten osobnik z definicji nie ma życiorysu, ani osobowości. Jest tłem, i z tym się godzi. Ale warczy na wolnych!

Najciekawsza wiadomość dnia? Blog Jaśka i " Ciemny strumień we Wszechświecie".

19.11 - Jak powstają zapisy? Z doswiadczeń i wiedzy rodzą się myśli. To są klocki. A potem - Korzystając ze sprawności odziedziczonych i wyćwiczonych buduje się zdania.
Wczoraj gotując wodę na herbatę poczułem gaz. Jak u cioci Jadzi, do której w dziedziństwie jeżdziliśmy w święta. Pociągiem do Warszawy, autobusem-ogórkiem spod Polonii na Konwiktorskiej, aż do Racławickiej. Tam kawalerkę miała. Nawet babcię-leżącą-zawsze pamietam, umarła jak miałem 12 lat. U cioci Jadzi ciasno, ale bardzo rodzinnie, najmłodsza siostra ojca. W Wąziutkiej kuchni był piecyk gazowy, w lazience też. Niebieskie paliwo syczało, pachniało. Ciocia podgrzewała marchewkę z zielonym groszkiem, i inne potrawy. Do innych raczej nie jeździliśmy. Rozumiem, gdzie sie ciągnąć z piątką dzieci. My tak samo, w nastepnym pokoleniu. Z siódemką? Z piątką jeszcze próbowaliśmy. Mieliśmy busa. I koniec. Stop.
Smak herbaty przynosi zaś mi widok z okna na campusie Uniwersity of Kent, na katedrę w Canterbury, pierwszych misjonarzy i pielgrzymów. Ewangelizację Bretonów.
Inna herbata, inny pokój, w Jersey City. Ciocia Stasia, chrzestna i siostra Zosia, losy emigrantów od poczatku XX wieku. Emigrantów-obywateli. Od wyjazdu za chlebem, do funkcjonariusza-państwowego, obrońcy-demokracji! Smaków, zapachów, obrazków z życia - jak piasku na pustyni. Ale tylko niektóre są ważne - mozna dyskutowac. Te, ktore przenoszą istotne znaczenia.
Zapisy powstają też z dialogu z dziećmi. Dzisiaj, ciagnąc wczorajszą pracę o rozmowie, szukałem odpowiedzi w Biblii. Mądrość Syracha, Księga Przysłów, Ewngelia sw. Mateusza. O rozmowie i spotkaniu z drugim człowiekiem. Znów nie mogłem, choć bardzo się paliłem, wpisać komentarza do Jaśka bloga o dyskusji nad Marxem, globalizmem i dobrych postanowieniach. Dzieci są drugim człowiekiem. Cieszę się, że ich poznałem, że jesteśmy rodziną.

W TOK-FM usłyszałem, jak na razie, najciekawszą rozmowę o krzyżach. Zdrowo-rozsądkową, nie ideologiczną. Że coś staje sie czymś więcej, niż zapisem prawa. Częścią tożsamości. O symbolach religijnych (krzyżach) wpisanych w symbole narodowe. I co wtedy? Jakie sa granice praw stanowionych przez trybunały? Może nie dokładnie tymi slowami, ale coś w tym sensie. Dyskusja idzie w dobrą stronę. Bo to przeciez nie jest dyskusja o religii tylko o kulturze. Religia i kultura. To jest temat!
Pamięć mi podsuwa książkę w żółtej oprawie. Szukam, znajduję na półce (kochana przeszłość bibliofila): Wiara i kultura, Jan Paweł II, Rzym 1986. Jedna z moich podstawowych lektur, z czasów, gdy ksiadz proboszcz Jozef Schabowski powierzyl mi duszpasterstwo mlodzieżowe w parafii. Tworzyłem nawet zalążek duszpasterstwa akademickiego w kościele "na górce". Wracam do mysli z tamtych czasów. One kształtowały moje poczucie obywatelstwa w kościele. Całkowicie w duchu Soboru Watykańskiego II. Wyprzedzaliśmy nasz czas? Chyba tak, patrząc szeroko, daleko, po okolicy życia.

Godzina 11.41. Jestem zadowolony z tego co napisałem. Tu i uwagi recenzencko-redakcyjne do tekstu Łazarza. Zdrowie? Do bani. Ale to mnie nie martwi. Przeważa radość z tego, co zapisałem. Tak to leci!

W takich chwilach nie chce mi się pisać dalej. Czuję zadowolenie i wielkie zmęczenie. Aż znowu zostanie mi coś dane. Przewagę ma zawsze dawca. Czuję się wtedy w przedsiokach nieba i nigdzie nie chce mi się ruszać. Chcę tak trwać.
Jak czesto się niebo otwiera? Trzeba policzyć. Ostatnimi czasy, Sulejówek w kościele, to raz, teraz, dwa.... W Wielkie Soboty, na liturgiach przez ostatie lata, zawsze. Często. Trzeba liczyć. Ze mną i beze mnie. Te przedsionki są otwarte dla każdego. Wszędzie, np. w australijskim interiorze, na filmie o papugach.

20.11 - Doczołgałem się do klawiatury (Wstałem ledwie żywy). Nie mam wątpliwości, chcę pisać, ale zadaję sobie pytanie: dlaczego. Wczoraj zapisałem, ale nie opublikowałem. Bez pytania powiem: trzeba było, jak zwykle, zdania uzupelnić, kropki podostawiać. I się nie dało. Pojechaliśmy wieczorem przez ciemna Strachówkę, ciemny Jadów i Tłuszcz, na walne równiny-lgd. W ciemnej było sali widowiskowej. Depresyjnie działa. Rozmowa w samochodzie światła też nie miała. Dramatu nie ma, po kiepskiej nocy, publikuję dzisiaj. Jak to dobrze, że to nie człowiek stworzyl świat. I oby nadal tego nie probował, nie uzurpował sobie. Ratunkiem jest to, co transcendentne. Ten, Ktory Jest i Ktory Przychodzi. Dlatego notuję. Ecce homo.

Jestem półdziki. Z wiecznościa rozmawiam, ze "swymi" nie zawsze potrafię. Nie ma równouprawnienia. Ja mam zbliżyc się i rozumieć was, mnie niewielu próbuje. (Piątek, 20.11.2009)
***

Muszę się przyznać. Zaczynam dzień od sprawdzenia kilku adresów internetowych. Jan, Lazarz, Strachowka: blogspot i republika. I fakt, wolomin, i poczta i wp. Hahaha, nie republika kolesiów, republika rodzinna. Ale rodziną ma być kościół, Lud Boży, i nawet cały swiat. Ale ci, ktorzy nim są w granicach internetu, milczą. Módl się za nami.

Watykan zajmuje sie internetem, organizuje kongresy naukowo-duszpasterskie. Czy efektów doczekam się jeszcze za życia?
A nasza gmina (i wszystkie w Polsce) tworzą program współpracy z nami, mieszkancami! Z tzw. organizacjami pozarządowymi, org. pożytku publicznego i wolontariuszami. Ale kino! Po 19 latach mowią mi, że samorząd jest dla mieszkanców. A ja to wiedziałem i tą ideą żyłem od 1989, nawet od 1981. W niezależnym samorządnym związku zawodowym. W gminie, której definicję znam na pamięć: "wspolnota mieszkańców i terytorium". W duszpasterstwie młodzieżowym (wspolnocie!). W rodzinie (wspólnocie!) wychowywano mnie od początku, wpajano, że mam kochać bliźniego swego jak siebie samego, jak matkę, siostrę, że mam mówić dzień dobry, że mam odpowiadać kiedy ktoś pyta, .... także w internecie. "Dziwny jest ten świat".

Ciekawe, jak wzrośnie demokracja w Strachówce, i jak dynamicznie będzie działać jej społeczenstwo obywatelskie, wyposażone w ten papier. W Strachówce rządzonej od 15 lat przez Kazika, wójta, który nie rozumie, lub całkowicie ignoruje, ideę spoleczeństwa obywatelskiego. Czy, na przykład, pod wpływem tego papieru wytłumaczy nam, mieszkańcom, dlaczego taka jest lokalizacja budowanej sali gimnastycznej, dlaczego taki wybrał projekt, dlaczego taka cena (w sąsiednich gminach, i w internecie, mówią, że sala o tych wymiarach kosztuje ok 1.5 mln zł).

Żeby nie było niedomowień: uważam, że dawno minął czas wójta Kazimierza Łapki. Nie ma w tym złośliwości. Mogę to powiedzieć mu w oczy, i na zebraniu publicznym. Ktoś musi mowić głośno to, co wielu powtarza po cichu.
15 lat, to szmat czasu. Świat zmienia sie co dnia. Banałem jest powtarzać, że XXI wiek jest wiekiem informacji. Szybkiej informacji. Błyskawicznej. Dla młodych, wykształconych umysłów. Dla ludzi, którzy doświadczyli świata i się go nie boją. Dla odważnych, dynamiczych. Dla otwartych.
Jak ma powstać społeczeństwo otwarte, przy kimś bardzo zamkniętym? Itd.,itd. Nie chcę się pastwić. Uważam, że wszyscy, którzy do tej pory mówili po cichu, powinni powiedzieć głośno "Panu już dziękujemy". Grzecznie, kulturalnie, nie naruszając godności osobistej.
A odpowiedzią Kazika, wojta, powinno być oświadczenia: "Po 16 latach wójtowania, dziękuję mieszkańcom za ...... Nie będę kandydował w kolejnych wyborach. Przechodzę na zasłużoną emeryturę". Honorowo, pokojowo, aksamitnie. I będziemy się mogli spotkać na mszy dziękczynnej. A porozumienie o współpracy niech realizuje kto inny. Kto rozumie jej potrzebę, i chce współpracować. Kto idzie z duchem czasu. Kazikowi, wójtowi, krzywda się nie stanie. Zarobił w Strachówce na świetną emeryturę.

Łazarz zadał mi dużą pracę. Nad rozmową. Pisze felieton na jakiś konkurs. Rozmawiamy (przez internet) o rozmowie. W ogóle, nie tylko w rodzinie. Sięgam po Tischnera i do internetu. "Dialog (gr. diálogos) jest źródłowym, zakorzeniającym w świecie (w tzw. Lebenswelt), autentycznym (prawdziwym) sposobem bytowania człowieka".
Ma się dzieci, ma się okazję dokształcać. Ma się szczęście, no nie? (Środa, 18.listopada.2009)
***

Pytanie o krzyże w klasach pojawia się w wielu programach publicystycznych, wczoraj u Lisa. Jestem rozczarowany. Nie spotkałem jeszcze audycji, która by zaspokoiła moje oczekiwania. Mówimy szybciej niż myślimy. Tak, bo tak. Nie, bo nie. Bo jesteśmy krajem katolickim, albo, bo rani kogoś niewierzącego, albo z innej religii. A ja chcę zapytać, czy w kraju katolickim muszą wisieć krzyże i dlaczego, oraz, jak rani, jak wpływa na życie tych drugich. Rozum i wiara, wiara i rozum. Zawsze. Encykliki są obowiązującym nauczaniem papieskim!

Mogę wypowiedzieć swoją opinię, co do pierwszej kwestii, tzn. dlaczego wiszą krzyże. Co do drugiej, musza się wypowiedzieć inni.
Wydaje mi się, że wiszą, bo ktoś kiedyś powiesił, uznał, że to dobrze, i zostało zaakceptowane. U początków mogły być motywy religijne, dzisiaj są to motywy raczej kulturowe. Dzisiaj wiszą, bo wisiały. Bo zawiesili nasi ojcowie. Warto pojechać do Miętnego i pytać tych, co wieszali całkiem niedawno. Co prawda, oni są już spadkobiercami tych, którzy wieszali pierwsi, ale powinni mieć jakieś argumenty na swoje działania sprzed lat. Jeśli nie mają, to można zdjąć. Tak uważam.

Dyskusja o krzyżach dzisiaj ma aspekt prawny, religijny, kulturowy, polityczny. Trzeba dyskutować na właściwym poziomie. Nie przeskakiwać, hop, siup. I łomotać się po szczękach. Może nawet z krzyżem w ręku.
Na poziomie prawa, pytam o źródła praw. Prawo nie jest bogiem. Jest prawo naturalne, są prawa stanowione.
Na poziomie religii, pytam o świat moich przeżyć osobistych (jednostkowe), i o jej funkcjonowanie instytucjonalne (zbiorowe).
Na poziomie kultury, pytam o wytwory ludzkiej działalności inspirowane przeżyciami religijnymi i m.in. o ich rolę i funkcjonowanie w przestrzeni publicznej.
Na poziomie politycznym, pytam jak coś służy interesom poszczególnych partii.

Mam cytat, który wykrzyczałem ze sceny na uroczystości nadania imienia Rzeczpospolita Norwidowska naszej szkole: „Albowiem krzyż jest życie już lat 2 tysiące” (C.Norwid, Do Stanisławy Hornowskiej….). Wykrzyczałem to zdanie w manierze a la Jan Paweł II. Tak wychodziło najlepiej, a recytator musi uwzględniać głos wewnętrznej podpowiedzi. Można to zdanie z naszego wieszcza przeczytać, powiedzieć, na wiele sposobów.
Na użytek dyskusji przytoczę jeszcze scenę z Ewangelii, w której uczniowie Jezusa kwestionują czyjeś zachowania, przyznając sobie wyłączność na prawdę i słyszą w odpowiedzi słowa swego mistrza: „nie zabraniajcie mu; kto nie jest przeciwko nam, jest z nami”.

Nie mam zamiaru nikomu narzucać jedynej właściwej interpretacji. A o krzyżu chciałbym rozmawiać z ludźmi, którzy są jak dzieci, stawiają mnóstwo pytań: a czemu, a po co, a co to…, i słuchają odpowiedzi.

Odnośnie dyskusji o krzyżu, warto spojrzeć szerzej, np. w perspektywie wyznaczonej debatą, o której pisał Jasiek w komentarzu do mojego bloga fotograficznego (z dn.14.11). „Jakie dobro wnosi w ten świat religia, kościół katolicki”. Można też dołożyć stare sformułowania z rekolekcji ewangelizacyjnych: kim jest dla ciebie Jezus z Nazaretu, czym jest Ewangelia, czy masz jakąś inną Dobrą Nowinę dla swego (i innych) życia?

Teadirect to moje Canterbury (herbata jako nośnik kultury!). Boże, jak ja chciałbym być świętym, samym dobrem! Miłosiernym, rozumiejącym. A jednocześnie, tak się boję jakiegokolwiek wysiłku. Chciałbym być świętym nie ruszając się z miejsca. Wejść w ten idealny stan i trwać. Chcę tam wejść. Siedzę cicho, cichuteńko. Bez ruchu.
Parę torebek teadirect przywiozłem sobie z campusu University of Kent. Dawali więcej niż mogłem wypić, patrząc na katedrę w dole. Tęsknię, więc piję. Teadirect jest gałęzią Cafedirect (www.cafedirect.co.uk). „You can enjoy this bright refreshing brew in the knowledge that it benefits everyone”.

Nagle przypomniałem sobie, że jakieś wpisy mogłem zrobić w trakcie szkolenia w Broku. Przeszukałem osiem stron A-4. Gdzieś pośród linijek wynalazłem: „Z wiekiem czegoś nie mogę. Ale czy tracę? Nie mam takiego poczucia. Przeciwnie. Zyskuję. Czekam, spodziewam się, czegoś innego. Większego. Więc gdzie jest ta śmierć-niszczycielka?”. (Wtorek, 17.listopada.2009)
***

Wszystko (a przynajmniej bardzo duzo) jest nam podarowane: dom, samochód, komputer, ubranie, myśli. A propos tego ostatniego. Najważniejsze, te, które lubię, których się nie wstydzę, przychodzą nagle i są. Trzeba zapisać, bo przepadną, jak przyszły. Gdybym chcial, nie wymyśle. No np. teraz, siedzę i siedzę, myslę i myślę, i nic. A zaraz spiszę z kartek podarowane mi "po drodze". Cieszę się nimi, i wiem, że coś znaczą, choć 'znaczenie' tu tylko w przenośni. Metodologia nakazuje precyzję pojęć.
Chyba nie spisze, bo nie mogę znaleźć kartek, karteluszek. Jedynie coś, co miałem w innym miejscu w komputerze. To, co miałem na dwóch pendrivach też przepadło. Dlaczego? Kto to wie w rodzinie wielodzietnej.
Żywię naiwne przekonanie, że do mnie należy złapać myśl, która przelatuje obok - jak motyla w siatkę entymologa - a do innych, zachować. Jeśli zachowania warta. To rodzaj selekcji. Być może, nie warta. Nie ma co płakać, prawda się obroni.

Punkt, co się ostał, jest taki: "jeśli coś zamiesza mi w głowie, zniekształci obraz świata, pomiesza znaczenia - odnaleźć je mogę na drodze między Legionowem a brzozową aleją, 600 metrów na północ od kościoła w Strachówce. I nie tylko ja siebie, wy też mnie tam znajdziecie. Na drodze. Dopokąd idę, i potem pewnie też. Na całej drodze życia. Zaufałem drodze (x.J.Twardowski). Logice tej drogi. Myśli przewodniej. Myśli - co nie moja.

Książką coś się staje, gdy spiszemy, uporządkujemy strony i dodamy okładki (chronią przed zbyt łatwym wyrzuceniem) . Inaczej przypadek i nietrwałość. Matematykę i rzemioslo trzeba dołozyć. Z funduszami europejskimi jest podobnie. Chodzi nie tylko, jaką forsę można zgarnąć, wydać i rożliczyć. Musimy rozszerzyć widzenie, rozumienie, uczestniczenie w tych programach. Ciągle dorostać. A dlaczego taki, a nie inny sposob programowania? Jakie sa jego cele, założenia? Wejść w ich tok rozumowania, myślenia. Bycia Europejczykiem!!

Dlaczego tyle foto-obrazków na blogspocie? Pokazywać piękno świata, piękno czlowieka, piękno Kościoła!

Wirtualna Polska donosi: "Dominika Ostałowska ma romans z reżyserem "M jak miłość". Żaden romans nie zbuduje trwałej wartości. Nie da schronienia. Nie będzie lekarstwem na lęk przed śmiercią. Nie wychowa dzieci. Nie przekaże tradycji. Nie jest drogą, ktora prowadzi do zrozumienia sensu życia i świata. Wiec cóż tu obwieszczać! Chyba tylko, że trzeba by zmiennić tytuł serialu na "Miłość - jak "m" (małe)". Wirtualna.

M.C.D.N. = może ciąg dalszy nastąpi (wole ostrozniejszą wersję, bo chyba już kiedyś zapowiadałem i ciągle nie nastapił, co nie wyklucza, że może nadejdzie). (Poniedziałek, 16.listopada.2009)
***

Mam wyrzuty sumienia. Byliśmy wczoraj na urodzinach, u Antoniego (dostał 61 róż), księdza, w Roku Kapłana. Nie zaprosiłem wszystkich obecnych do rozmowy o kapłanstwie!! Kim są dla nas? Kim są w naszym zyciu? W naszych oczach? Sercu? Pamięci? ... Nie wiem nawet, jak najlepiej postawic pytanie. A nikt nie ma, nie miał wczoraj, nie ma dzisiaj, gdy powspomina, watpliwości, że wczoraj świeciło światło nie tylko dzięki ENEA, lub innym ENERGOM. Rozmowa się toczyła, muzyka grała, śpiew rozbrzmiewał, serce pikało. Sumienie.....? Też musiało coś robić. Być człowiekiem. Rozmumieć siebie. A nawet to, co sie dzieje dookoła ciebie.

Nie pytać, i nie starać się zrozumieć, to najgorsze, co mogło by się nam przytrafić na Ziemi.

Będę pewnie dzisiaj pytał, próbował coś rozumieć, będę dopisywał. Mam ogromne zaległości.

Rok 2009, upamietniający 20-lecie zmian mija. Rok szkolny ma dużo miesięcy. Nie doczekałem się upamiętnienia o jakim myślałem. Czyli "co by było, gdyby...." nie było Solidarności w Polsce i w Strachówce. Gdyby Wałęsa nie skoczył przez płot, a .....Kapaon nie przyjechał do gminy. Co by sie zmieniło, jak, kiedy? Nic nie byłoby przecież takie samo. Moje życie napewno. Moje życie nie jest monadą. W małżeństwie doświadczam jedności w dwoistości. W rodzinie, jedności w wielości. Wierzę w Trójcę Świętą.
Lubię matematykę, filozofię i teologię. Najbardziej antropologię.
Ta okazja na upamiętnienie przepadła. Jest mi przykro. Straciliśmy szansę, żeby się czegoś więcej o sobie dowiedzieć. Jestem na urlopie, nie mam wpływu na bieżące wydarzenia szkoły.

Z innej strony, mocą innej władzy, ten rok został ogłoszony także Rokiem Kapłana. Tej szansy nie chcę stracić. To nie jest przecież sprawa tylko wyświęconych księży. Wszyscy jesteśmy Kościołem, wszystkim nam zadano pytanie. Tak mnie wychowano, że na pytania, zwłaszcza tak poważnych instancji, trzeba odpowiedzieć. A cóż dopiero w Rzeczpospoliej Norwidowskiej. "Człowiek, to kapłan bezwiedny" - napisal nasz wieszcz.
W kościele nie ma urlopów dla poratowania zdrowia, więc będę szukał okoliczności na małe i większe debaty.

Antyfona dzisiejsza na Komunię świętą: "Dla mnie jest szczęściem przebywać blisko Boga, w Panu Bogu pokładać nadzieję" (Ps 73, 28). Usłyszałem ją wczoraj, w wieczornej liturgii w Sulejówku. Cały czas przy stole to byłaby kolejna scenka w stylu "ale nuda, nic się nie dzieje".
Antyfona – (gr. antífonos – "odpowiadający", „naprzemienna odpowiedź” lub „refren” ), krótki tekst używany w liturgii rozpoczynający i kończący psalm. Zadaniem antyfony jest zwrócenie uwagi na myśl przewodnią obchodzonej uroczystości, podkreślenie jakiejś prawdy wiary.
Wczorajszy refren można powtarzać przez całe życie.

Sulejówek stał się doświadczeniem paschalnym. Urodziny - to z definicji pamiątka przejścia z ..... do życia.

"Przebywać blisko Boga" - to chyba niebo? Czy każdy je zna, z własnego doświadczenia? Taki stan. Cielesny? Raczej duchowy. Całościowy.
W niebie nie boimy się śmierci. Śmierci tam nie ma. Poza niebem się boimy, przeważnie.

Jak na dziś - wystarczy. (Niedziela, 15.listopada.2009)
***

Mój patriotyzm dzisiaj?
Polska wszystkich Polaków. Tych z PO i z PIS i z SLD, PSL itd. Białych i nielicznych czarnych, żółtych, katolików, protestantów, żydów, prawosławnych itd.itd. Nikt nie ma prawa pozbawiac innych prawa. Wszyscy jesteśmy Polakami. Zależy od każdego, na ile chce i rozumie. Nie ważne jakiej słuchasz rozgłośni, jaką czytasz gazetę, jaką stację telewizyjną oglądasz. Jesteś Polakiem, jeśli chcesz. Jestes patriotą, jesli potwierdzasz to życiem. Powiedziałbym po swojemu: na tyle jesteś Polakiem (patriotą) na ile kochasz tę ziemię i ludzi ją zamieszkujących. Ziemię, o odnowionym obliczu, w 1980, 1989.
A propos:
Nie lubię Kaczynskich. Ale nie wyznaję politycznych, ani medialnych, dogmatów. O dziwo: TVN pokazał prezydencką parę od najsympatyczniejszej strony, w dzisiejszym wywiadzie zatytułowanym "Prezydent prywatnie". Czyli można. Być może, zohydził mi go, ich, PIS-wski, dogmatycznny, obraz świata, religii, patriotyzmu. Jeśli więc padną, to padną od własnej broni. Okazuje się, że TVN mógłby zrobić z nich normalnych, sympatycznnych ludzi. Pokazując profesjonalnie, a nie nabożnie. Paraaaaadoksy. I wkład TVN w mój patriotyzm. Jestem wdzięczny każdemu, kto leczy mnie (rozumnie) z uprzedzeń.

11 listopada 1980 roku byłem, modliłem sie przy grobie świętego Marcina w Tours. Święty Marcin jest patronem Francji. Czy gorzej świętowałem niż rodacy przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie?
Mój patriotyzm dojrzewa pod wpływem Cypriana Norwida. Jego odpowiedż na pytanie "co to jest ojczyzna?", brzmi: "jest to miejsce, w którym najmilej spocząc i umrzeć, kiedy się ma gotowość nieustanną życia i utrudzania się tam, gdzie w każdym czasie danym najdzielniej o Ludzkość idzie". Czy chrześcijanin może wymyśleć lepszą definicję? SLD-owcy (kto chce, może sobie tu podstawić dowolną partię) nie muszą nas kochać. My ich, tak. (cdn)
***

Wczoraj napisane, dzisiaj opublikowane:

Włączam radyjko, dzieci przy swoim serialu, Grażyna w szkole na zebraniu z rodzicami, i przeżywam nieprzyjemne deja-vu. Bogo-ojczyźniana audycja, z jakiejś miejscowosci, jakiejś parafii w Polsce. Najpierw rodzi się we mnie odpór religijny. Religia jest uniwersalna. Jezus nie słyszał wtedy o "naszej umiłowanej Ojczyźnie". Drażnią mnie wypowiedzi, jakby religia w Polsce zaczynała się i kończyła w Częstochowie. I że w świecie jest tylko jakaś podejrzana podróbka religijności. Lubię to miejsce, jestem życiowym pielgrzymem "dopokąd idę". Moją ojczyzną jest Biblia. Celem mojej pielgrzymki, Nowa Jerozolima.
Po jakimś czasie, po iluś minutach tzw. taśmy radiowej, zorientowałem się, że intencją audycji jest uczczenie rocznicy odzyskania niepodleglości w 1918 roku. I tu dopadła mnie kolejna zgaga. Gdyby to szło w jedności ze swietowniem Niemców i Europy, świetowałbym z nimi. W uniesieniu, że możliwa jest taka jedność. Ewangeliczna wprost "aby byli jedno". Niestety to tylko mała, lokalna uroczystość.
W ilu miejscowościach, parafiach, szkołąch odbęda się podobne uroczystości? Jakby nie bylo ROKU 1989. A jeśli by nie bylo roku 89, nie bylo by możliwe świętowanie 11 Listopada, jak i 3 Maja. Dalej bylyby obowiązkowe 1 maj, 22 lipiec, i święto Wojska Polskiego w rocznice bitwy pod Lenino. O tej bitwie, wuj Jackowski, który przeszedł szlak berlingowców aż do Warszawy (której został wice-komendantem wojennym) napisał "była jednym z wielkich kłamstw, zbrodnią stalinowską. Cyniczną, popełnioną w imię propagandowych celow". Wielki, narodowy i religijny 15 Sierpien, żyłby ukryty w pamięci "solidarnościowców".

Więc trzeba pisać nowe scenariusze akademii i uroczystości ? Jak byc patriotycznym i współczesnym? Państwo wzorow nie stworzyło. MY-NAROD, musimy odpowiednie znaleźć, dla tej rzeczy, słowo. Przyczynek z Rzeczpospolitej Norwidowskiej może pójść w kraj. Czy pójdzie? Postawię twardą tezą: bez wypracowania właściwej formy świętowania niepodległości solidarnościowej, świetowanie 11 Listopada i nawet 3 Maja staje sie dwuznaczne.

Muszę pisac. Ten świat, mój swiat, pokazuje się od tylu stron, starych i niestarych, niewidzianych jeszcze, że musze opisac. Obym zdążył sie wypisać do końca. Jeśli to wogóle możliwe. W aspekcie przedmiotowym niemozliwe, w aspekcie podmiotowym, aż nazbyt. Uczyc moga inni, którzy wybrali ten zawód i sa przygotowani, za mnie nikt napisac nie może, tego co tylko mnie dane. Mój świat osobny.

Dzisiaj jestesmy jak Panny z Wilka. Jadwiga przyjechala. Podreperować się ciszą przyrody jesiennej. Mgła na polach, lasem, psem i kotami. Pan Bóg jest Autorem, ja tylko spisuję, jak dyktando z nieba.

Żeby bylo filmowo, jest i pierwsza wizyta księdza z pobliskiej parafii. Fabian i Jadwiga chodzili do tej samej klasy "podstawówki" w Legionowie. Lasem, psem, trawami. Ksiądz dostał Trawy, tak się nazywa wieś, siedziba parafii.

Pisanie, nawet bloga, bycie autorem, daje poczucie wolności. Bytowania. Piszę, nazywam, wobec calego swiata. "Przyprowadzał stworzenia do niego, aby je nazywał". Bóg podzielil sie swoją moca. Dzieli sie soba. Tak odkrywany, przeżyway, świat, i na nim życie, daje coś najwiekszego. W moim świecie dostaję, dotykam, Absolutu. Czy nie wiecie, że świątynią Bożą jesteście i że Duch Boży mieszka w was? (1 Kor. 3:16). Bez uniesien nie dotknę nieba. Pozwólmy się komuś unieść. Dziękuję za uniesienia. W dzien taki jak dziś.

Scenariusz dnia przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. X. Fabian chciał spotkać x. Andrzeja, mogli się spotkac u nas. Jesteśmy kościołem. Wszyscy razem, bez podziału na stan cywilny, świecenia, czy granice parafii. Ksiądz Andrzej był moim katechetą 36 lat temu. Jadwiga i Fabian byli w tej samej klasie 40 lat temu. Ks Andrzej byl także jej katecheta. Wszyscy sie rozpoznaliśmy "nic się nie zmieniłeś/łas".
Zawsze wiele dobra wynikało z takich spotkań. Pamiętne modlitwy (także wstawiennicze)na dywanie u innej Jadwigi w Legionowie, z udzialem ks.ks. Zbyszka Wojtasia, Kazika Sety, Kazia Gniedziejki, brata ciotecznego ks. Jerzego Popiełuszki. To jeden z moich ulubionych obrazów kościoła.

Byłem na "walnym" naszej LGD w Tłuszczu. Gdy salę wypelnia większość urzędników, nawet jeśli są samorządowcami, trudniej się rozmawia. Rzewnie wspominam spotkanie "społeczników", choć też z LGD, w skansenie w Kuligowie. Dla mnie prawda ma większa wartość niż pieniądze.

Stowarzyszenie RZECZPOSPOLITA NORWIDOWSKA wreszcie jest zarejestrowane!! Zielone rozwińmy sztandary.

Jestem na urlopie, dla poratowannia zdrowia, a wściekam się odpryskamii spraw szkolnnych. Słyszę o nie wypłaconych pensjach, ale nie słyszę, że zwiazki zawodowe podjęły jakieś działanie! Wsciekam sie... (Wtorek, 10 listopada.2009)
***

Postawiłem obok siebie piękna filiżankę. Zaczynam stukać w klawiaturę.
Nie ukrywam, przywalił mnie Mur Berliński. Przymusił. Ale najpierw filiżanka bardziej osobista. To jest filizanka Grazyny, nie ma wątpliwości. Zbyt często nadużywam liczby mnogiej. Przepraszam. Dostała ją na imieniny. Od księdza proboszcza, znaczy Antoniego. Swój chłop (chcę o przyjaźni mówić normalnych językiem, nie kościelym). Zawsze, przy każdej okazji, wyznawał swój podziw dla Grażyny. Jestem ujęty i bardzo wdzięczny. W tym niewdzięcznym świecie.

Mur ogladałem w Berlinie z obu stron. Jestem z tamtych czasów. Wjeżdżałem do Berlina Zachodniego autostradą, jak do raju. Widziałem, i czułem, granicę kolejową, jak otchłań piekielną. Przekraczałem przejściem dla pieszych, z duszą na ramieniu. Że coś znajdą, albo pieczątki nie takie. Autostradą najmilej, bo w ciągu, w towarzystwie, Europejczyków. Nawet wschodnie "szkopy", znaczy bracia rozłączeni, bardziej się starali. Te "szkopy" to język filmowy PRL, nie mój osobisty. Jestem z natury ekumeniczny.
Byłem wożony przez przyjaciół pod mur, w specjalne miejsce, gdzie sie go ogladało. W poczuciu strasznej bezsilności i wielkiego zjednoczenia z całym wolnym swiatem. Złość i marzenia tam rosły.

Czy mogłem nie wrócić do Polski, i do miejsca mego przeznaczenia - Strachówki, w grudniu 1980? Po takich doświadczeniach? Na takiej drodze (autostradzie) życia?

Dzisiaj siedzę przed telewizorem, ogladam wielogodzinne transmisje ze stolicy Niemiec. Słyszę "Dzień ważny dla Europy. Dzień Europejski. Dzień Wolności".
I znów postawię pytania? Czy byłoby tyle audycji, programów szkolnych, flmów itd. gdyby nie było o czym mówić? Co, tylko egzaltacja? To po co powtarzać, powtarzać, przy każdej okazji "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi ziemię" z Placu Zwycięstwa w Warszawie? Dlaczego dzisiaj z Berlina częściej słychać słowo "CUD" niż z Polski?

Paskudnie się czuję, bo kogo to obchodzi w Strachówce! Czasami milczenie jest głośną manifestacją fałszu.
Tylko Zespół Szkół Rzeczpospolitej Norwidowskiej uczcił ROK 1989. Pamiętnego 4 czerwca. Zrozumiałe, dlaczego było (i jest) tylu niechętnych tej republice wolności w gminie.
Dzisiaj jeszcze częściej śpiewają w mediach "Mury runą" niż wtedy. U nas trzeba głośniej, byśmy na długo nie pozostali skansenem PRL.
Młodzi Niemcy skaczą po steropianowym, symbolicznym, murze, krusząc go i niszcząc. Wznoszą toast sokiem owocowym "Za wolność Niemiec i Polski". Oklaskują m.in. Lecha Wałęsę. Czy młodzi Polacy, młodzi Strachowianie, wiedzą co skruszyc i zniszczyc? Czy wznieśliby taki toast? Czy by go zrozumieli? Jak by przywitali Wałęsę? Jak by przywitali mnie?
Dużo mamy do roboty, my nauczyciele, nie tylko historii i WOS (wiedza o społeczenstwie), my wychowawcy.

"W Niemczech udało się, politykom i mediom, zdyskredytować ustrój NRD-owski" (Klaus Bachmann, piękną polszczyzną w TVP). W POLSCE NIE UDALO SIĘ W TYM SAMYM STOPNIU ZDYSKREDYTOWAC USTROJU PRL-owskiego.
Z Klausem Bachmannem (wyszukiwałem w spisie korespondentów zagranicznych) umawiałem się w Warszawie, gdy byłem wójtem. Pojechałem, niestety coś mu wypadło, nie spotkaliśmy się. Czasy były dynamiczne.

Pytam, prowokuję: władzę, nauczycieli, myślących mieszkańcow. Bardzo dużo pytań jak na jeden dzień. Czy ktoś mi odpowie?

Starczy na dziś (pkty poczekają). Emocje zwiazane z samochodem, i ze Strachówką (zapisane tu i na blogspocie), męczą, jak praca w kamieniołomach. (Poniedziałek, 9.listopada.2009)
***

Filiżanka uszlachetnia. Grażynie też z nią do twarzy. Rodzynek, jeśli nawet w zakalcu. Małe rzeczy mają swoją filozofię. Wczoraj zasypiając, bardzo świadomie skierowalem uwagę na "donosy rzeczywistosci" (M.Białoszewski). W półmroku nocy, na którym przedmiocie nie zatrzymał bym wzroku, mówił swoją historię. Krzesło, stolik, stół. Historię na początek. Z dającą się wyczuć inklinacją metafizyczną.
Ja raczej chciałem trzymać się ziemi. Ale się nie wzbraniałem. Widziałem głównie linie: proste, krzywe, odległości i relacje. Ich porządek, zbiory, instrumentację. Matematykę. Piękny film o (wszech)świecie. Grażyna, nie mogąc zasnać, łypała w telewizor.

Piękno wychowuje. Filiżanka myta w zlewaku - nadal jest piękna. Kolejne spojrzenie, kolejna figura. Kompozycję z otoczeniem ujawnia. Coś jeszcze odkrywa. Na stole, pod lampą, odsłoniła wewnętrzną krawędź zwężenia. Uruchamia starą wiedzę: rzut poziomy, pionowy, półprzekrój, półwidok. Geometria wykreślna pomaga. Czy krawędź wyznacza poziom napełnienia? Chyba. Tak, są reguły savoir-vivre'u.
Piękno wychowuje. Czy zmienić koszulę?

Znów muszę opuścić parę punktów. Ale ważny zapisałem gdzie indziej. (Niedziela, 8.listopada.2009)
***

Jest gdzieś we mnie czekanie na śmierć. Dlaczego? To mój sport ekstermalny: ŻYCIE. Czy moze byc inne, równie ekscytujące 'przeżycie' ? W sytucji 60-latka, na marginesie życia zawodowego i społecznego? Oczywiście, jesli mogę byc jeszcze jakoś pożyteczny, jestem gotowy i na ten wariant.

Pomaga mi dzisiaj filiżanka i kieliszek. Filizanka zgrabna, innnowacyjna. Z zewnątrz tylko czarno-biała, trzy 5-cio listne kwiatki i złoty zarys liści. Wewnątrz czeka niespodzianka, Środkowe 2/4 wysokości jest wyrażnie grubsze. Tak, że gdy kąciki ust poczują gładź krawędzi, górna warga sięga zgrubienia. Rozmiar, waga - idealne. Trafiła się nam gratka. Od Antoniego. Księdza proboszcza. Żeby nie było banalnie, są tylko cztery.
Nawet Olek, w kuchni: "o! jaka ładna filiżanka".
*
Kieliszek do koniaku jest od Pawła. Jeden! - ostał się przy jakiejś przeprowadzce.
Wlewam do niego "Zakarpatski", oczywiście ze Lwowa, w śladowych ilościach. Takie zdrowie, mozliwości i uroda.

Czas wpisać punkty zaległe od czwartku, sprzed nokautu. Może się uda. Może nijaki piorun nie spali mnie na panewce.
Takie miałem punkty:
*
1.LGD - Lider/ łączy się z Ingardenem i filozoficznym podejsciem / język / europejskośc / przykłady ostatniej aktywności.
*
2.Co najważniejsze - dlaczego tak ważne (sekunda, dzień, życie).
*
3.dlaczego jestem ważny/solidarność i zagrożenia. Zrównoważony rozwój.
*
4. normalne, że pracuje w domu.

A tak je rozpisałem:
*
- fala, która mnie porwała jak surfera, to szukanie znaczenia; filozofia 'podejścia Leader'. Po co to wszystko. Teraz dochodzi "jak przekazać to innym", żeby wyrosło jak najwięcej dobra. "Przekazać" wymaga odpowiedniego sposobu, czyli ponownej lektury "O owocnej dyskusji słów kilka". Muszę - zwłaszcza - zabrać ten tekst na szkolenie do Broku.
*
- znalazlem się w zarządzie lgd, dzięki Piotrowi, przewodniczącemu Rady Gminy, i certyfikatowi z języka angielskiego, jest potrzebny - to też wkład mojej europejskosci. Nareszcie jest gdzieś potrzebna!
Przyspieszenie: skansen w Kuligowie, seminarium w Mikołajkach, dwa artykuły (Łącznik Mazowiecki i netKonkret), spotkanie w szkole, posiedzenie zarządu w Tłuszczu
*
- życie=surfowanie na fali prawdy. Raz bardziej na zewnątrz, innym razem wewnątrz. Kiedy masz 'doła', to też jest prawda. Złap ją za rogi, opisz. Kazdą sekundę, rok, życie. Bo na tej fali jedziesz właśnie "tu i teraz" i kiedyś przejedziesz na drugą stronę.
*
- bo szukam prawdy, a nie sukcesu, za wszelką cenę. Uwazam, że takiej szansy nie było od czasu Solidarności. To oddzielny temat. Tu tylko przytoczę rozmowe z jednm z uczestników w Mikołajkach. Uważał on, że moje porównanie jest niestosowne, bo Solidarność przywołuje komponent polityczny. A Lider ma byc a.....y. Ja na to: "ależ skądże. Solidarość 1980-81 była ruchem narodowo-wyzwoleńczym, stąd: obywatelskim. Lider też jest taką szansą. Obywatelskie społeczeństwo: aktywne, świadome, ponoszące odpowiedzialność za swoje działanie, zdolne do współpracy ponad różnicami..... Tym samym chciałem natchnąć mieszkańców nnaszych wiosek (gminy) w 1981.
*
Zagrożeniem, wedlug mnie, jest - przy małym zainteresownaniu społecznym - możliwość zawłaszczenia programu przez karierowiczów. Mogą nadejść z każdej strony: polityków samorządowych, urzędników różnego szczebla, biznesmanów.
Rozwój zrównoważony? Rozumiem tak: równowaga wszystkich sektorów, z naciskiem na społeczny, projekty biznesowe, kulturalne, oświatowe - tak, aby świadomość (jednostkowa i wspólnoty lokalnej) nie pozostawała daleko za rozwojem gospodarczym.
*
- to normalne, że Grażyna po powrocie ze szkoły, siada do komputera i siedzi, i siedzi... i siedzi.
Auto-wyrok odroczony do poniedziałku. Dobranoc. (Sobota, 7.listopada.2009)
***

Weryfikacja.Bóg dał, Bóg wziął. Święte jest imię Jego". Hiob. I w życiu i w śmierci - nie znajdę większej Prawdy. To jest najważniejsze. Amen.

Jadzia chce wpaść we wtorek, oddetchnąć ciszą przyrody. Ma urwanie głowy w przychodni w Ząbkach, w związku z dużą zachorowalnościa. Łazarz ma jutro poprawiac matematykę. Życie sie toczy normalnie. Musialem to zapisać, zanim Grażyna wróci do domu z auto-wyrokiem. Jakimbądź. (Piątek, 6.listopada.2009)
***

Nokaut.. Samochód padł. Co będzie? Byle do jutra, bedzie diagnoza. Wielkie dzięki dla Malwiny, zholowała nas, odwiozła z Damianem do domu. Jakby tego mało, prosiłem ich jeszcze o zdrowaśkę. Cudu potrzebujemy.
Zasnąć. (Czwartek, 5.listopada.2009)
***

Jestem szczęśliwy Nie musiałem iść do szkoły, pracowałem w kamieniołomach, wziąłem prysznic, usiadłem do komputera i mogę pisać.

Zacznę, jak wczoraj skończyłem, "co jest dla mnie najważniejsze w życiu (ew. godzinę temu, teraz, wczoraj, tydzień temu)?"
Odpowiadam: właśnie życie w perspektywie takich pytań.
Ilustracją do tej odpowiedzi niech będzie cytat z wczorajszej audycji w radyjku, o małżenstwie, czy o seksie w małżeństwie, że "celem małżeństwa nie jest ani budowa domu, ani wychowanie dzieci, ani..., ani.... Najważniejszym celem jest zbudowanie jedności, COMMUNIO."
Jeśli ten cel nie przyświeca małżonkom, to są chwiejną łajbą. Do pierwszej rafy, kłopotów finansowych, albo innego kataklizmu. Cóż po pieknym domu? A i dzieci nie da sie wychować, jeśli małżeństwo nie jest jednością. Choćby dlatego, że to w nas, mężu i żonie, w swoich rodzich, mają zobaczyć wzór kobiety i mężczyzny. Wzór, nie ideał. Wzory można, i nalezy, poprawiac. Ktoś się nie zgadza, uważa inaczej? To, oczywiście, zaczepka intelektualna. Świat dzisiaj więcej wie o gejach i prawach mniejszości, niz o małżeństwie. Tzn. ten zdziecinniały świat. Prawda żyje i nie zginie. Prawda?? A seks poza małżeństwem, wcześniej czy później, objawi swoją niszczycielską moc.
Koniec, kropka. COMMUNIO - Też tak myślę, i chyba, tak żyję, żyjemy!!! JA-TY-MY. Hurra.

Że co, że cytuję Radio Maryja? Ależ tak. A innym razem Gazetę Wyborczą. Bez medialnych dogmatów. Kto chce, niech poszuka, autor audycji: dr Jacek Pulikowski.

W internecie są przykłady spotkań Pulikowskiego, inż.!, wykladowcy na Politechnice, z młodzieżą..

Po południu byłem na wspólnym posiedzeniu Rady Pedagogicznej i Rady Rodziców. Razem z Piotrem, przewodniczacym Rady Gminy, zachęcaliśmy do zainteresowania sie Liderem i Lokalną Grupą Działania "Równina Wołomińska". Taka nasza rola, informować, zachęcać. Im więcej projektów, tym większa szansa realizacji najlepszych.
Nie mam innego interesu. Samorządność. Społeczeństwo obywatelskie.

Wczoraj najważniejsze było dla mnie przeżycie "spotkania" z ks.ks. Świżkiem, Bukowinskim, Madejem..... w tajemnicy świętych obcowania. (Środa, 4.listopada.2009)
***

Ameryka jest dynamiczna! Jeśli prezydent jest dobry, ma osiem lat, by to udowodnic. Kiepski bedzie spowalnial tylko 4 lata. I nigdy do końca nie wiadomo, kto będzie następnym. Do konca kampanii wyborczej.

Strachówka tkwi w maraźmie już 15 lat. I wielu sądzi, że będzie w maraźmie przez kolejne lata. Ja takim pesymistą nie jestem. Strachówko, zafunduj sobie choć odrobinę amerykańskiej dynamiki. ZMIANA JEST KONIECZNA. Wybierzmy zmianę.

Dzisiaj znów mała zmiana. Będę dopisywał w ciągu dnia. Będzie dynamicznie.

***

Spróbuję cierpliwie odcyfrować i spisać drobiazgi z minionych dni, gdy byłem odgoniony od komputera. Z kartek, karteluszek:
1. Opowiedz mi swój świat. "Ty i twoje relacje z tym, co wpuściłeś(łaś) w jego granice".
Mój absolut, mój Bóg, jest w moim świecie. A nie w czyimś! Niosę ze sobą swoje przeznaczenie tzn. to wszystko, co wpuściłem w granice swego świata, z czego ten świat się składa. Jesteś jego hegemonem - patrz jaką masz godność. Takie proste .... i takie trudne, n'est pas?
Jestem, jesteś, hegemonem. Każdy z nas wyznacza granice (zakres) spraw, które rozstrzygną o sensie naszego życia. Naszego osobowego świata. Nieważne co pokażą w TV, albo odkryją w nauce. I tak wszystko musi przejść przez filtr twojej wrażliwosci, i twój światopogląd.
2. Obejrzałem film "Pytanie do Boga" (The Body). Wokół pytania: Cóż by się stalo, gdyby Jezus nie zmartwychwstał? Ciekawy. Dobrze zrobiony, zagrany. Rodzaj thrillera religijnego. Ale naiwny. Obliczony na tych, którzy mają luki w wykształceniu humanistycznym, i nie mają elementarnej wiedzy biblijnej. Bo odpowiedź na takie pytanie padła 2 tysiące lat temu i brzmi: "próżna by była nasza wiara".
Więcej jest takich filmów i książek. Niestety naiwnych - czytaj: niedokształconych - jest dużo. Rynek takiej szansy nie przepuści.
3. Z drugiej strony: słyszalem fragment audycji z ks. prof. Witczykiem. Padały pytania o los zmarłych dzieci nieochrzconych, o odpusty itp. To też nie moje problemy. No, z ambony, gdybym był ksiedzem, albo na katechezie, musiałbym coś mówić, ale nie pytany nie muszę. Pisałem już, że moja religijność dzisiaj żywi się głównie I przykazaniem i "dogmatem" o prostocie Boga. Więc nie komplikujmy ponad potrzebę. To ciut, ciut, faryzejskie.
4. Pracując fizycznie na drodze (moje kamieniołomy) męczę się bardzo, ale zmęczenie fizyczne sprzyja nieoczekiwanym procesom myślowym. Że. To, co piszę. Może niewiele osób czyta. Ale nie to jest najważniejsze. Ważniejsze to, co Miłosz napisał, a wszyscy powtarzają. "Który skrzywdziłeś. Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta. Spisane będą czyny i rozmowy." Najważniejsze, że zapisane. Który skrzywdziłeś, zaniedbałeś, skłóciłeś, zakłamałeś. Łeś, łaś - równouprawnienie płci. To jest historia. Nas może nie być, ona pozostanie, i będzie przemawiać do następnych pokoleń. Kamienie, które układam na drodze, też pewnie pozostaną.
5. "Istotą komunizmu jest kłamstwo" - powtarzał Mackiewicz. A ja pomyślałem, że mógłbym doktorat robić na bazie pracy magisterskiej. "Rewolucja Naukowo-Techniczna" - jako przykład komunistycznego kłamstwa. Bardzo tym "odkryciem" zdziwiłem nawet swojego promotora. Nie ma takiego zwierzęcia - oznajmiłem. Nie wymyśliłem tego, gdzieś wyczytałem. Taka była pointa mojej pracy.
6. Mój Bóg przemawia faktami. Moja religijność karmi się faktami. Na nich wyrastają mysli, refleksje, emocje. TO JEDNA Z NAJWIĘKSZYCH MĄDROŚCI. Młodość ma z nią kłopot, bo to, czego doświadcza, to głównie stany emocjonalne.
7. Rozmowa z ojcem Wacławem Oszajcą, jezuitą, poetą. O śmierci i tych dniach, 1,2 listopada. Fajny, cierpliwy, otwarty, wyrozumiały, z tym swoim uśmieszkiem. "Nie wazne ile mamy lat, ciągle więcej przed nami, niż za". Pobłazliwy dla dyń, haloween, cmentarnych spotkań rodzinnych. I potem przy stole. Nie tropi herezji i fałszu, bo ten płynie i z ambon: "ostatnia posługa, rozstanie, odejście itd. - nie jest wykładnią chrześcijańskiego rozumienia śmierci". Ha, ha.
8. Osiem, jak osiem błogosławieństw! Siedze, piszę, czuję zmęczenie po kamieniołomach, zerkam na sejm najjaśniejszej, ...... i widzę, że to, co lokalne, i to, co globalne, jest we mnie tylko na wierzchu. W środku ciągle jest doświadczenie z wczoraj. Ks.ks. Świżek, Bukowiński, Madej, Kazachstan, Turkmenistan, kameduli, pustelnie, pustynie, Wadowice, Annopol, kuchnia, weranda, wieczność.
***

Pointa na dziś: kto chce się zapisać do mojego klubu? Będziemy zaczynać spotkanie odpowiadajac na pytanie: co jest dla ciebie najważniejsze w życiu (ew. godzinę temu, teraz, wczoraj, tydzień temu)? Taka odmiana Twittera. (Wtorek, 3.listopada.2009)
***

Zapowiedziana przepisywanka. Pierwszą godzine spędziłem wczoraj (1.11) w kuchni. Radyjko "on". "Godzinki" - chóralny kanon dialogiczny. Lubię, jeśli są dobrze śpiewane. Lubię staropolszczyznę, najbardziej "kruszy łeb smokowi". Kawał historii rodzinnej i osobistej - mama śpiewająca całe życie, ja głównie na pielgrzymkach. (.....) Reszta zapiskow nie warta uwagi, zwykłe kąśliwości pod wiadomymi adresami.

Wiadomość dnia: Olek znalazł w swoim szkolnym plecaku nową kieszeń. Po dwóch miesiącach! Hurra.

Znów ich (GAMZOH) serial (Brzydula) wypędził mnie do kuchni. Taki nasz metraż, takie zagęszczenie, i upodobania.
Radio pitu, pitu, z mojego Jędrzejowa. Mojego, bo poznałem kiedyś cystersa z tamtąd, ojca Klemensa Świżka, vice-promotora procesu kanonizacyjnego Wincentego Kadłubka. Dawno temu.Spotkałem go u kamedułów. Odwiedziłem w Jędrzejowie, nocowałem, śniadaniowałem z nim(i). Był ideowy, oni nie bardzo, przynajmniej takie miałem wrażenie ze śniadania i jutrzni. Odwrotnie.
Bracie Jozefie, on, a ja tym samym, bracie Klemensie. Róznica wieku, tak na oko, 50 lat. Co to ma za znaczenie w pustelni kamedulów, i w obliczu świętości (np. W.Kadlubka), wieczności, cystersów, historii kościoła i Wszechświata. Tak sobie rozmawialiśmy.
Mój starszy brat nie zawsze był cystersem. Zaczynał jako diecezjalny ks. Władyslaw ("Na plebanii zwierzynieckiej ks. Władysław Świżek redagował [1940] tajną gazetkę "Ku pokrzepieniu"). Znalazłem też w internecie taki fragment "Ucząc w Ratoszynie, Wanda przygotowywała do Progimnazjum w Urzędowie trzech uczniów: Bolesława Wieczorka późniejszego absolwenta Akademii Medycznej w Wilnie, Leona Wieczorka po latach studenta KUL-u ,Władysława Świżka, który ukończył Seminarium Duchowne w Krakowie . Na uwagę zasługuje fakt, iż wtedy, gdy Ksiądz Władysław pracował w parafii wadowickiej, Karol Wojtyła był tam ministrantem. Później Władysław Świżek został Przeorem Klasztoru Cystersów w Jędrzejowie." Ojcu/bratu Klemensowi zawdzięczam tez fascynację ks. Władysławem Bukowińskim. Znalazlem i to: "Jaki list utkwił Księdzu w pamięci najbardziej? Odpowiedź: - Szczególnie listy do o. Klemensa Świżka. W tych listach ks. Bukowiński podziwia ojca [klemensa-Władysława-Stanisława], nazywa go abnegatem. Rezygnacja z doczesnych dóbr i poświęcenie się dla innych [Klemens zrezygnował z dobrobytu proboszczowskego, tak, jak przed wiekami Wincenty Kadłubek z biskupstwa] to cechy, które imponowały kandydatowi na ołtarze".

Boże, jakie ja miałem szczęście w życiu. Przecież miałem już nic dzisiaj nie pisać. Chciałem się tylko wytlumaczyć i obiecać, że jutro. I w trakcie tej czynności zamykającej trafiłem na ślady świętości. Postulator jednej kanonizacji, podaje słowami świętego in spe zachwyty nad innym postulatorem.
Ożył brat Klemens, jego wspomnienia o przyjacielu, które podawał mi, którego potraktował jak brata, przyjaciela, spotkanego w jego kochanej pustelni, chodząc, przy zachodzącym Słońcu, po dziedzińcu pustelni na krakowskich Bielanach.
Wszystko ożywa. Słońce czerwono zachodzi, cisza, Kazachstan, Andrzej Madej na tym samym terenie, wzruszenia, moje, jego, II wojna Światowa, jego kryjowka i cudowne ocalenie kiedy Gestapo przeszukiwało kamedulską pustelnię......I jakieś spotkanie, msza (?) na Uniwersytecie Warszawskim, w czasie strajku (?), podczas którego ks. Józef Maj, czytał fragment listu jakiegoś księdza-misjonarza "o zachodzącym Słońcu podczas podrózy wozem konnym przez step Kazachstanu". To był ks. W. Bukowinski. Nie wiem, czy wtedy wiedziałem (raczej nie), teraz się wzruszam, czy wtedy? Wszystko mi się miesza. A jednak najważniejsze jest bardzo jasne: światło, Slońce, świętość, wdzięczność, pustelnia, cisza.
Gdzie ja jestem? NA ZIEMI WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH .

Lubię Jędrzejów, mimo to, szybko radio wyłączyłem i wybrałem ciszę. Nie da się bez łagodnej kąśliwości. Ale oni, z radyjka, się o nią proszą. Są z jakiejś innej epoki, może planety. Taki religijny "Piotruś Pan". Włączam, bo najlepiej odbiera, i dzieki temu, choć na chwilę, mogę zajrzeć do zakrystii Kościoła. (Poniedziałek - 2.listopada.2009)
***

Dzisiaj, 1 listopada, postąpię nie po blogowemu. Będę dopisywał w ciągu dnia pod - a nie nad - tym, co wcześniejsze. Obudziłem się o 5.30 i tak sobie bedę pisał i pisał. Poniekąd zamienię bloga w twittera. Z tym, że nie bedę pisał tylko tego "co robię", ale również - "co widzę, co czuję, co myślę".

Śmierci sie bałem w dzieciństwie i młodości. Dzisiaj inaczej na nią patrzę. Jako na wypełnienie i utrwalenie.

Wczoraj wieczorem. Odchodzę czasem na bok… na werandę; do kuchni... Na werandzie witam się z gwiazdami, oddycham leśnym powietrzem i nocą. W kuchni włączam radio, jakbym zaglądał do kościoła. Przeważnie zaraz odchodzę gdzieś mimobok (uwaga! nowotwór), choć siedzę na tym samym krześle. Dzisiaj akurat mówią różaniec. Kołysze mnie rytm, nie słowa. W ogóle moja religijność nie jest maryjna. Bywała bardzo sporadycznie, epizodycznie. Nie widzę uzasadnienia. Jedynie w ludowej religijności, hołubionej w Polsce chyba nadmiernie. Obiektywnie mierząc, ile miejsca w doktrynie kościoła zajmuje ten aspekt? Biblijnie? No właśnie! I tyle samo w moim życiu. Komu potrzebna i pomaga? Ok. Ja też bym chciał spotkać, poznać, Maryję. Gdyby się dało, nawet porozmawiać, na pewno adorować (w potocznym rozumieniu).

Dzisiaj moja religijność to głównie 1-sze przykazanie i „dogmat” o prostocie Boga. Rzeczywistość jest jedna, przejawiając się na dwa sposoby (powinny być trzy; wszak Boh ljubit trojcu): materialny i duchowy. I tylko człowiek ma do nich satysfakcjonujący dostęp. „Na razie poznajemy w sposób niepełny”. Amen. Jakie to prosto-(bib)lijne widzenie świata (ach, te nowotwory). A nauczana tzw. "nauka Kościoła" (w katechezie takiej i siakiej) jawi się tak nakomplikowana, jak w czasach faryzeuszy. Po co to wszystko? Odpowiadało pewnie kiedyś na historyczne problemy, dylematy,…… i się nawarstwiło. Chyba jeszcze bardziej niż za faryzeuszy. „Nakładacie ciężary, których ludzie unieść nie mogą, i których sami pewnie też nie dźwigacie”. A Bóg (i religia) jest taki prosty. Może być, może chce, może ….

Tak kiedyś przeżyłem też myśl, dlaczego „chleb i wino”. W podziemiach kościoła Świętego Ducha, w parafii świętego Jana Kantego (świątynia sobie i parafia sobie? – to też robienie zamieszania, mnożenie wezwań, wyznań, wyzwań, choć w Dniu Wszystkich Świętych trzeba to jakoś przełknąć). Odpowiedź była zaskakująco prosta: to, co pod ręką. Jako reprezentację całej rzeczywistości (chyba nie tylko materialnej?). „Oto ciało moje….” – dlatego nie potrzebuję specjalnych cudów eucharystycznych. On jest wszędzie, globalnie kosmiczny,lub na odwrót. A ja (człowiek) mam taką moc, wobec której nawet Duch Święty jest bezsilny. Mogę powiedzieć „nie”. Tak jest z modlitwą. Chcę wejść w modlitwę? Wchodzę, robię znak krzyża, lub jakoś inaczej, „wolitywnie” tzn. chcę. I od razu zaczyna działać we mnie duch. Nie chcę, nie chce mi się, nic nie mówię – nie ma modlitwy, nie działa, nie mogę adorować, „obserwować” Jego obecności, przymiotów i działania. Jak wielką sprawą jest wolność w życiu człowieka!
Nie tylko w LIDERZE (liaisons entre …. - Liaison in general means: Communication between two or more groups. Co-operation, working together.). Ignotum per ignotum. „Ludu mój ludu cóżem ci uczynił” – ciągle mógłby Jezus z Nazaretu śpiewać - z pobłażliwością, a nawet z miłosierdziem – nad nami wszystkimi.

A kiedy mam pisać? Koło 60-tki, ma się tyle doświadczeń, że możnaby mówic i pisać bez przerwy. Albo milczeć. Summa życiowej mądrości. No i jestem właśnie na artystycznym stypendium (poratowanie zdrowia nauczyciela ? - cokolwiek to znaczy).
Olek mnie sprawdza, pod wpływem telewizyjnego poligloty, każe mi się przedstawić w pięciu językach (z polskim włącznie). Udało się. Hurra.

Mamy cuda domowe. Ominęły nas nawet cmentarne obrazki w telewizji. To pewnie także zasługa Roberta Kubicy. Nic na futurystycznym torze w Abu Dhabi nie zdziałał, ale skutecznie zablokował żałobne programy.
W modlitwie wieczornej ziemia zaświeciła świętością. "Dziękuję za świętych, dzięki którym ziemia nabrała niezwykłego blasku. Napewno widoczne z Kosmosu!". A Marysia za, że skończyła I tom Tolkiena, ale i przeprosiła za kłotnie. My wszyscy tacy. Wiadomo, Kapaony.

Czekam na Jaśka powrót z Edinburgha. Może coś napisze.
Łazarz zdrowo się rozejrzał wokół siebie. Był naszym ambasadorem - jak widać ciałem i duchem - w rodzinnym Legionowie. Ha, ha. Może kiedyś bedą wpadać w ten dzień do Strachówki. Choć nie muszą. Wystarczy zajść gdzieś do jakiegos kościoła, albo kolanami dotknąć podłogi. Albo usiąść na werandzie, balkonie, tarasie, w kuchni.

Notatki z 5.30 może przepiszę jutro. Niedobrze robić je na papierze. Dobranoc. Zosia jutro idzie do "roboty". Stażystka (życiowa). Ha, ha.

Doczekałem się. Dziękuję. Mam komplet dokumentow (jestem dokumentalistą), idę spać. (Niedziela - Pamiątka Zmartwychwstania - 1.listopada.2009)
***

Słowo się rzekło na blogspocie, że tu coś napiszę. Piszę. Z jednym okiem na telewizyjnym jubileuszu Ireneusza Krosnego.
Cieszę się.

Odbyło się posiedzenie Zarządu LGD "Równina Wołomińska". Dobrze było. Pięknie było. LGD to wielka szansa dla terenów wiejskich. Nowe spojrzenie na nas samych i nasze możliwości, tzn. jako społeczeństwa obywatelskiego.

Prawda, że na zdjęciach (na blogspocie) widać zupełnie inny Tłuszcz? Piękniejszy z góry. I tak może być ze wszystkimi naszymi wioskami i gminami. LIDER stwarza wielką szansę. Ale najpierw trzeba zmienic myślenie mieszkanców tych wiosek i gmin. Obudzić. Uwolnić. Będę głosił tę prawdę w porę i nie w porę. To mój konik. (Sobota, 31.pażdziernika.2009)
***

Są punkty przedpoludniowych notatek, moze z nich skorzystam, ale impuls wyszedł z kuchni. Wczoraj na werandzie, dziś w kuchni zaskoczylo mnie zaproszenie do medytacji. Zrobilem sobie "światynię dumania". Trochę w skutek ucieczki. Grażyna przed książką, Z, A, M, O,przed telewizorem, Hela w komputerze z "Nożycorękim".
W kuchni cieplo. To kuchnia i kotłownia. Ciemno, ale kolorowe diody znaczą sztuczny firmanent. Niebieski - lodowka, czerwony, zegar w kuchni gazowej, czerwony i zielony - pompka od obiegu wody w systemie grzewczym.

W radio lecą pobożosci. Ksiądz nabożnym, sztucznym, głosem czyta mądry komentarz do czytań niedzielnych. W tle uwodzicielska muzyka. Słucham nie słucham. Siedzę sobie wygodnie. Mówiacemu chyba nie chodzi zresztą, żeby ktos go słuchał i rozumiał. Ot, takie nadawanie taśmy radiowej, pardon, taśmy radiowo-kościelnej. Przecież nie są wazne tylko slowa, ale ton, intonacja, przekaz całym soba. Wierzę mu, że przyswoił sobie jakiś zakres wiedzy. I że wierzy w to, co mowi. Ale gdyby Jezus tak traktowal swoich słuchaczy, to chyba nie powstałby Kościół, ani nie dałoby sie spisć Ewangelii. To co mowil i robil, musialo być żywe, musialo przemawiać do współczesnych, skoro potrafili to zapamietać i przekazac, i dalo się spisać. O radiowym kaznodziei i wiekszości tzw. duszpasterzy, mozna tylko powiedzieć, ze nadali kilka...naście minut taśmy. Zbyt latwo mowią o sobie, że są uczniami Jezusa z Nazaretu. Co najwyżej swoich profesorów z seminarium i kolegów.

Przypomiam sobie, i stawiam pytania, o własną katechezę. Starałem sie zawsze wziąć ze soba cos z otaczającego mnie świata. Przeważnie książkę. Ale mogla być mapa, zdjęcia, rysunek, plakat, program telewizyjny. Cokolwiek z realnego świata. Taki miałem odruch. Dla mnie religia zawsze była czymś konkretnym, żaden program nauczanie nie jest w stanie zakreslic jej granic. Jej i naszych, żywych ludzi.
Bardzo wazna rolę odegrala w tym wzgledzie książka Luis Brouyera "Wprowadzenie do życia duchowego". M.in. co do czytania, raczej wczytywania się w teksty liturgiczne. Nie każdy oddzielnie, ale łącznie, szukając wspólnej mysli. Tak samo podziałały wykłady rekolekcyjne na obozie biblijnym ojca Woloszyna, jezuity. Jaki sens tych nauk? Że Słowo Boże jest żywe, zdolne poruszyć umysł i serce. Trafia tu i teraz, trzeba od-czytywać. Więc niech mi w żadnym radio nie nadają taśm kościelnych (z muzyczką!), usnę, albo odejdę. Sama muzyka lepiej sklaniała do zamyślenia.

Wspominając katechezę, łącząc z dniem bieżącym (wolę niz dzień dzisiejszy), z życiem dzisiejszym, stanął znów przede mną Darek, wtedy uczeń 1 klasy technikum, z poselstwem: "nie ma pan racji, że nie chcemy słuchać, że nas to nie interesuje, może nie potrafimy tylko okazać....". Gdybyż tak dzisiaj stanął przede mną poslaniec z tym samym przesłaniem. Bo chyba cos podobnego czuje i mówię (piszę). Minęło 30 lat. Przyczynek do samoświadomości, nie zmieniam bardzo tego co we mnie siedzi. Tego, co jest mym życiem. Ale Darków nie ma za wielu na świecie. Szkoda.

No, to teraz mogę dolozyc punkty zanotowane rano:

1. Tożsamość opublikowana, ujawniona na blogu wszem wobec - jakie to niesie dla mnie konsekwencje? Ano, trudno mi się teraz kontaktować, rozmawiać z kimś, kto jest szczelnie zakryty. Z manekinem? Lalką? Rarką Plusa? Spróbujcie sami, czy to jest w ogóle możliwe?
To co robię, jest może ucieczką do przodu? Może, w pewien sposób, tak. Ale i ciągłym zaproszeniem do wędrówki z Bilbo, Gandalfem, Frodo, w świecie przygód duchowo-intelektualnych. Bohaterów, towarzyszy wędrowek,jest mnóstwo. Na przykład święty Augustyn. "Zachwycacie sie krajobrazami, może i całym światem. A samych siebie nie podziwiacie? Sami sobą się nie zachwycacie?". Ja chcę się zachwycac, podziwiać.

2. Scena z nocnego filmu (historia zbrodni, która leży u podstaw prawa Busha o ochronie życia nienarodzonego): "kobieta mówi do partnera 'bedziesz ojcem'. On na to 'nie jestem gotowy, może...'. Ona: 'Nie! mam już to za sobą, drugi raz nie usunę...'" itd.itd. Znów się czepnąłem, jako przyczynku do dyskusji o edukacji seksualnej w szkole. Czy dorosłym bohaterom filmu (na podstawie faktów) brakowało edukacji seksualnej? Oczywiście, że nie. Byli (są) bardzo sprawni seksualnie, wyćwiczeni, może mieli nawet klasę mistrzowską. Czegos im jednak brakowało (brakuje). Nazwę ten brak "edukacją kulturalną". Edukacją o człowieku (np. z książki Luis Brouyera?).

3.Religia jako część kultury. To byloby moze rozwiązaniem/propozycją dla katechezy szkolnej. "że religia należy do kultury, jest częścią składową kultury, a nawet możemy powiedzieć, jest kamieniem węgielnym każdej kultury". Ale to powinno działać w obie strony, dawać siłę kulturze, ale i religii, np. "katecheza kulturowa". Katecheza zanurzona w kulturze, żywa życiem uczestników (Darków) i żywym Slowem Bozym, a nie czcigodną nauką instytucjonalnego koscioła z nr.programu nauczania takim a takim (tak czy siak, nie powinna być nadawaniem jakiejs tasmy). To nie ma szans. Nawet wobec dzieci katechety.

4.Pare dni temu dostalem maila. Temat: sala. Ucieszylem się bardzo. Byłem zdumiony nawet. Myslałem, że to wójt, albo projektant, albo obu naraz, odpowiedzieli na moją prośbę, apel, interpelację, o PROJEKT (LOKALIZACJĘ) SALI GIMNASTYCZNEJ. Ze, jak w normalnym świecie, odpowiadają mieszkańcowi. Że normalnoś zawitała w progi gminy.
A gdzie tam. To byla pomyłka. Mail dotyczył grupy, która umawiała sie na mecz kkoszykówki. W adresie był myk, 'jkapaon' się zgadzał, ale chodziło o Jacka Kapaona. Może to ktoś mlody z dalszej rodziny?

5.Mam w końcu dostep do internetu po dniach posuchy.Cicho w pokoju. Trudno mi pisac bez dostepu do..... świata, do was. Siedzę w "swojej pracowni". To mój świat. Jak długo jeszcze? Do czasu jak wrócą ze szkoły, z basenu.

6.Profesor Łukasz Turski rozmowę w tv, o reformie szkolnictwa (w tym wyższego, i o powrocie matematyki na maturze) zakończył z uśmiechem "uczcie się logarytmów". Chciałem odkryć co mial na mysli, zajrzalem do internetu. Wśród róznych adresow znalazlem i ten: i ciekawy na niej cytat: "czemu wszechświat jest matematyczny i czemu mózg ludzki jest zdolny w ten sposób go odczytywać. Jedną z kluczowych kwestii jest np. taka, do czego w tzw. ewolucji biologicznej potrzebna jest zdolność do abstrakcji matematycznej. ... Do czego potrzebna jest gatunkowi ludzkiemu zdolność do abstrakcji matematycznej? I dlaczego akurat on taką zdolność posiada".

Odkrycia logarytmów dokonano w XVI w. bo w związku z rozwojem astronomii, nawigacji i handlu pojawila się potrzeba wykonywania działań na liczbach wielocyfrowych. Dawniej logarytmy były używane do szybkiego mnożenia liczb za pomocą tablic logarytmicznych. Tablice logarytmiczne były podstawową pomocą do obliczeń naukowych, geodezyjnych, astronomicznych i inżynierskich. Dzisiaj, z powodu wyparcia ich przez kalkulatory i komputery, wyszły one właściwie z użytku podobnie jak suwak logarytmiczny. Ja należę do pokolenia, które jeszcze ich używały. Nie sposób było sobie wyobrazić studenta politechniki bez 'tablic i suwaka'.
Dolożę jeszcze jeden cytat: “Jednym z głównych celów Logiki Matematycznej jest wykorzystanie pożytków, jakie mogą być uzyskane przez precyzyjne określenie zarówno języka, w jakim matematyka jest wyrażona, jak również ustalenie okoliczności ustalających, kiedy jedno stwierdzenie jest konsekwencją (lub wynika z) jakiegoś zbioru założeń.” (Hinman 2005, s. 1).

Dzieci kończą oglądanie filmu rysunkowego o pingwinach (Tupot malych stóp), Grażyna chrapie. No to się pomodlimy. Zadziała reguła: koniec filmu, wyłączamy telewizor, zaczynamy modlitwę wieczorno-nocną. To jeden z pożytków z tv, wyznacza czas modlitwy, i praktyczne zastosowanie logiki (matematycznej?). Na tym skończę przygody intelektualno-duchowe dzisiaj, 30.10.2009. Dobranoc.

ps. Autorem książki "Żal" jest Mariusz "Kraszan" Kraszewski. Przepraszam autora i czytelników, że nie podałem wczoraj. (Piątek, 30.pażdziernika.2009)
***

Wyszedłem na dwór po drewno do pieca. Zimno,ciemno i ładnie. Księżyc przebijał się przez gałęzie świerka, sosny i lip. Jak uśmiech przyjaznego Wszechświata. Ubralem się i wróciłem.

Posiedzialem na werandzie. Przede mną, i wokół, same drzewa. Mieszkamy w lesie. Chyba za rzadko korzystam z tego dobrodziejstwa. Kot się dolaczył, wskoczył na kolana. Po niebie z hukiem przeleciał wojskowy samolot. I znów cisza. Można "płynąć, płynąć, płynąć".

Co będzie ze mną za parę miesięcy. Nie chcę wracać do szkoły. Nie chcę, nie chcę, nie chcę. Opatrzności ratuj.
Wczoraj zasypiając, mialem przed oczami portrety przodków: śp. ojca, pradziadka Aleksandra i Andrzeja Króla. Opatrzność napewno zna już rozwiązanie.

Najnowsza historia Strachowki też pociesza. Do przedwczorajszych rozmów po ślubowaniu 1 klas trzeba dorzucić książkę "Żal". Są w niej historyczne epizody ze Strachówki, z lat 1990-1994. Ostatnio pożyczyłem ją nawet ksiadzu proboszczowi, zna wszak i Legionowo i Strachówkę. Przez lata niewiele o niej mowilem, żeby chronic dobre imię niektórych mieszkańców. Oprocz Janka, Sławka, Marynarza, pojwiają się inne, znane dziś postaci, np. Zenek, obecny posel RP.

Jasiek napisał pracę z ekonomii. Może mi kiedyś wyjaśni. Już mu gratulowałem sms-em. (Czwartek, 29.pażdziernika.2009)
***

(cd)Podstawowym pragnieniem i potrzebą ludzkiego życia jest milość, sens a nie matematyczna koncepcja ciągu nieskończonego. Osobowe trwanie? Taak, takk, ttak. W Trójcy Świetej. Bo inaczej po co? I tu klania się długie rozmyślanie o Trójcy Świetej.

Trójca Świeta byla jednym z watków nocnej rozmowy Polaków w naszym domku, w ośrodku NBP, "Guzianka" w Rucianem-Nidzie, gdzie bylem zakwaterowany wraz z Irkiem, Mirkiem i Jackiem, podczas trzydniowego seminarium (kongresu?) nt. współpracy miedzyregionalnej i międzynarodowej w ramach programu Leader. Kongres był w Mikołajkach w hotelu Gołębiewski (my z Mazowsza, do dziś nie wiemy dlaczego bylismy gdzie indziej, finansowe argumenty nie przemawiają do mnie). Mirek opowiadał nam o wykladzie prof. Zbigniew Jacyny-Onyszkiewiecza nt. Trójcy. Mirek jest rolnikiem, filozofującym!!

Cytat z pewnego forum: "A więc relacja między Ojcem i synem wyraża się w Duchu i relacja ta jest Miłością. Czyli Duch Święty jest Miłością. Podobnie relacja Ducha i Ojca wyrażona w Osobie Syna jest Miłością i tak dalej. Dochodzimy więc do jedynego logicznego wniosku, że aby Bóg posiadał wiedzę, od której nie można sobie wyobrazić większej wiedzy, musi być Trójcą Świętą i musi być Miłością. Każdy inny model, każde inne wyobrażenie Boga Wszechmogącego byłoby uboższe, mniej pełne, a więc nie przedstawiałoby prawdziwego modelu Boga."

Ja o Trójcy nie spekuluję. Narazie. Ale jest to naprawdę piekne wyzwanie dla wiary i rozumu. Lubię piekne wyzwania. Zwlaszcza jak prowokują do rozmarzenia się na temat wlasnej rodziny.

Piękne echo rozmow w pokoju nauczycielskim dotarło do mego ucha i serca. Rozmów po ślubowaniu 1-szo klasistów. Wspomnienia rodziców z czasów, gdy sami mieli 8-12 lat (1990-1994). Wspominali I Festiwal Kultury w Strachowce, zimowisko w szkole z noclegami, wyjazdy na Noce Czuwania do Legionowa, i na Spotkanie Ekumeniczne do Kodnia. Pamietają Janka, Sławka, Andrzeja zwanego Marynarzem. Janek jest dzisiaj Starostą Legionowskim, kandydował do Parlamentu Europejskiego, Slawek robi habilitcję na UKSW z Politologii, nie wiem, co robi Andrzej (którego wiersze dołączyliśmy kiedyś do Listu Mlodzieży do Jana Pawla II).
Dziękuję za echo, dziękuję za te rozmowy. "Nie cały umrę". Takiej gminy chciałem, taki projekt położyłem przed wami w 1981 roku i w czasie I kadencji samorządu w Polse. Został nie tylko odrzucony, zostal pogrzebany na 15 już lat. Ale jeśli ziarno nie obumrze, nie wyda owoców. Amen.

Byliśmy z Grażyną na spotkaniu Spolecznego Komitetu Uhonorowania ks. Ignacego Skorupki orderem Orła Białego. Na plebaniiw parafii Trójcy Świętej w Kobylce. Ktoś mnie tam chcial. Dziękuję Konradzie.
Jadę z Grażyna, bo sam się źle czuję. Jestem nikim, osobny prawie we wszystkim - ten plaszcz Dejaniry zalozyła nie tylko Strachowka.
Dziękuję Konradowi, bo nie wiem dlaczego ten zaszczyt. Chyba za wielodzietność i ciągłość pokoleniową w wychowaniu patriotyczno-religijnym. A może to sprawka ks. Skorupki, którego portret wisi w naszym domu nad łóżkiem dzieci od zawsze. Wkladu finansowego w dzieło dac nie możemy. Długi nam szybciej rosną niż zarobki. (Wtorek, 27.pażdziernika.2009)
***

Jak to dobrze mieć większość życia za sobą. Dlaczego tak mało sie o tym mówi i naucza? Podstawowym pragnieniem i potrzebą ludzkiego życia jest milość, sens a nie matematyczna koncepcja ciągu nieskończonego. Osobowe trwanie? Taak, takk, ttak. W Trójcy Świetej.

Dorwalem się do internetu. Takie wymuszone sytuacje nie sprzyjają pisaniu. Zdam sprawę jedynie. Dobre i to.
Czekalem na Jaśka wrażenia z wystawy w Glasgow "Dekada Solidarności". Doczekałem się. Bardzo przeżywam, bardzo sie cieszę. Wiem już, ze w Strachowce się nie doczekam. Dobrze, że chociaż w Glasgow. Strachówka oddala wladze grabarzom Solidarności. Nie na dekadę. Już prawie na dziesięciolecia! Żyjemy więc w jakims permanentnym fałszu.
Kto tutaj stawia takie pytania jak Szkot-Polak "jak odnaleźć swoja polskosc , czym dla nas jest Solidarnosc, o tym jak rozumiemy polski fenomen....Co pozwala Polakom jednoczyc sie w tak spektakularny sposob? W jaki sposob powinnismy kontynuowac dzielo solidarnosci? Co jest dzisiaj zadaniem Polski? Jaka jest dzis rola i miejsce mlodego pokolonia?
Jasiek, spróbuj dać nam swoja odpowiedź z daleka. Bardzo jest mi potrzebna. Przynajmniej mnie.
Zajrzałem do Łazarza. Jest bardzo sympatycznie.

Napisałem kolejny tekst o LGD i tzw. podejściu Lider. Tym razem do Net-Konkretu. Nie wiem czy wydrukują, ale muszę mówić, pisać, krzyczeć z najwyższych dachów. Wykorzystajmy kolejną szansę na rozwój spoleczenstwa obywatelskiego. Będę oo tym ciagnął do konca mooich dni. PaTatataj, tataj, patosie. Mais, c'est la vie!
Jutro, w normalnch okolicznościach, mozna bedzie wiecej, lepiej, taniej. (Poniedziałek, 26.pażdziernika.2009)
***

17 maja 1971 roku był ładny, ale chłodny. Do Strachówki przyjechał Prymas Tysiąclecia, ksiądz kardynał Stefan Wyszyński. W asyście był kleryk Andrzej Dusza. Dziaj, w święto wszystkich świątyń, już jako proboszcz, wspominał tamten dzień. W pobliskich Budziskach, u księdza Marka Wróbla, budowniczego i akordeonisty, arcbp Pacyfik Dydycz konsekrował dziś nowy kościół.

Lider jest dla mnie szansą na zebranie wszystkich dobrych doswiadczeń życiowych: Taize, Solidarność, samorząd I kadencji, szkoła Rzeczpospolitej Norwidowskiej.

Konieczna jest aktywizacja, mobilizacja i pomoc mieszkancom, aby nie przegapić szansy. Jesteśmy lokalni, ale i ogólnonarodowi i Europejscy!! Nikt nie robi nam łaski, że pozwala działać. Europa daje na to pieniądze nam, jak i Francuzom, Finom i każdemu z Unii. Możemuy stawać się społeczeństwem obywatelskim. Jest szansa na przełamanie monopolu władzy. Przez aktywizacje mieszkańcow pojawia się szansa na lepsze zarządzanie lokalnymi zasobami, lokalnym dobrem. Wszyscy dostają szansę pośredniego włączenia w system zarządzania danym obszarem, naszą ojcowizna, naszą małą ojczyzną. Czyż to nie rewelacja?

Od czasów Solidarności nie mielismy takiej szansy. Lider według mnie, to dalekie echo Solidarności, nowe podejście do naszej gminy, naszej Polski, naszej Europy.

Tłuszcz ruszył jak burza. Wszedłem na ich strony: www.stacja-tluszcz.pl i www.kastor.org.pl. Oczywiście wpisałem się. Zdziwiłem się, że byłem pierwszy. Może dlatego, że trzeba się zidentyfikować, a u nas "poglądy" mają tylko anonimowi śmieciarze. Brawo Kastor, brawo Tłuszcz.
Jest nadzieja, że i u nas coś ruszy, tylko radni muszą naciskać na wójta, żeby złozył projekt, jaki w czwartek podpowiadał mu prezes Jarosław Supera: złozyc wniosek do Lidera na wsparcie organizacji pozarządowych. Zapewnic im (nam) z europejskich pieniędzy pomoc prawna i organizacyjna. Radni, naciskajcie! - proszę w imieniu mieszkańców i ewentualnych wyborców.

Jasiek ma rację z tym "leisure". Profesor Gogacz też lubił powtarzać zdanie o szczególnej roli filozofów w społeczeństwie. Trzeba wiedzieć, czym coś jest, rozeznać relacje, żeby dobrze żyć i działać.
Leisure - czas wolny, jest konieczny, żeby byc człowiekiem, a nie zwierzęciem dwunoznym, siłą roboczą. Dlatego Jan Paweł II tak bronił niedzieli. Celibat też bierze m.in. ten praktyczny aspekt pod uwagę.

Zaprząta mnie całkowicie niedzielne spotkanie. Zebrać całe dobro - dzielić się sobą! To nakaz. Imperatyw.
Układam scenariusz - jak najwięcej obiektywizmu, opanować emocje, zdać sprawę z tego, co jest. Co każdemu z nas jest dane, co widziałem, słyszałem, jak to we mnie rezonowalo. Zdać sprawę! To stwarza szansę na obiektywizm. Zawsze jest pokusa, żeby dołożyc siebie, tak na marginesie, lub zbyt wiele póżniejszych refleksji.
Nie, najpierw "to, co było", najrzetelniej jak to możliwe. Zauważcie, że już w tym podejściu jest propozycja (filozofia). Że nasze spotkanie jest dziełem kogos ważniejszego. Że ja tylko odebrałem sygnał, i go podjąłem. Nie wymyśliłem go! Jesli ktoś jeszcze zechce wejść w tę metodologię, podjąć wspólnie działania na niej oparte - to będzie to najjaśniej oświatlone miejsce na ziemi. I oczywiście w życiu naszej wspólnoty lokalnej.

To co obiektywne, jest już bardzo blisko Boga. Wtedy Jedynym Prawdziwym Liderem jest Duch Święty.
Wiem, że dla wielu jest to bardzo trudna metodologia, zmagają się ze sobą. I tak było. A jak ja to przeżywałem?
Ksiądz Andrzej, proboszcz Dusza, miał rację, za dużo w naszych rozmowach jest podniesionego głosu. Złe nawyki, choćby ze szkoły, także z pokoju nauczycielskiego, z domu, z ciągłego przekrzykiwania jakiegos hałasu. Pewnie także napięć emocjonalnych. Nie wypieram się zła, które sie we mnie zagnieździło. Kto by twierdził, że w naszych spotkaniach ich nie ma, jest kłamcą. Trzeba z nimi żyć, i modlić się o ich uzdrowienie.

Na szczęście w Liderze każdy (osoba fizyczna też!) może wziąć pieniądze na dobry projekt, dobrze wpisany w Lokalną Strategię Rozwoju Lokalnej Grupy Działania. Każdy z nas, na szczęście, jest wolnym Europejczykiem. Musimy odkryć tę wielka wartość, ponad lokalne urazy i konflikty. Przekonalismy się już nie raz, że ani nasz katolicyzm, ani deklarowana miłość do Jana Pawła II, od głupoty i zawiści nas nie chroni.

Jasiek dzwonił, że idzie w Glasgow na wystawę "Polska 1979-1989". Jestem z nim myślami. Ciekawy jestem wszystkiego: zdjęć, wrażeń, frekwencji, opinii, recenzji. To wielki rozdział w moim zyciu.
Czy my, mieszkańcy norwidowskiej Strachówki, będziemy chcieli i umieli, podziękować i zamyslic się nad historią Ojczyzny i gminy w latach 1989-2009?

Jestem bardzo wyczerpany. Idę spać. W sakrament nocy. Może uda się jeszcze za wszystko podziękować w modlitwie rodzinnej, jak skończą ich ulubiony serial. I tak się stało. Amen. (Niedziela, 25.pażdziernika.2009)
***

Północ. Za chwilę przestawimy zegarki.

Bylismy dzisiaj na dwóch imprezach: społecznej i prywatnej. W OSP w Strachówce na Dniu Seniora, w ramach projektu Integracji Społecznej, i w Kaliskach, na urodzinach Uli, specjalistki od inwestycji i Funduszy Europejskich.
Co mają wspólnego obie imprezy: Europę w rodzinie, Europę w podszewce. Dzisiaj wszyscy możemy powiedzieć za klasykami: Rodzinna Europa.

Siedząc w OSP, nie mogłem odgonić myśli, że mam w tym udział. Całym życiem: antykomunisty, Solidarnościowca, samorządowca, nauczyciela, katechety. Robiłem co mogłem, żeby przybliżać Europę do Polski, do Strachowki.
Paradoksem jest, że dzisiaj z europejskich pieniędzy chętnie korzystają ci, którzy przeciw Europie glosowali, a nawet i dziś,są ideologicznie przeciw niej.

Z religijnym wprost drżeniem czekam jutrzejszego spotkania. Jest ono dla mnie bardzo wazne. Wiem to całym sobą, intuicją, nie tylko rozumem. Takie wyzwania nie zdarzają się w życiu często. Czy wszyscy będą chcieli podzielić się sobą? Podzielić się dobrem, które w nich jest? Wtedy dopiero może zafunkcjonować Lider.

Tomasz Adamek, którego poznaliśmy przy oltarzu w Murzasichlu, nas nie zawiódl. Ma charakter. (Sobota, 24.pażdziernika.2009)
***

Dobrze, że was poznałem - mowię do dzieci. Cieszę się,że was poznałem. Cieszę się, że możemy przez chwilę tworzyc wspólnotę zywych. Mam nadzieję, że z czasem wspólnotę pamięci, milości, wiary. I życia wiecznego. Dzięki tej samej Ewangelii, Dobrej Nowinie. Lepszej nie znalazłem.

Pracownicy i czytelnicy z bibliteki miejskiej w Wyszkowie wpadli z krótką wizytą do Rzeczpospolitej Norwidowskiej.
Piękne. Bardzo piękne wydarzenie.
W jednym tygodniu dwa spotkania z mlodzieżą (z przewodnikami) z Wyszkowa! Genialne!
Czego mnie uczy? Co mi mówi?
Myśleć w pocie czoła! Szukać sensu, znaczenia. Bo nic nie przemija, ale trwa wiecznie. Ulotną myśl zamieniając w ... nasze spotkanie w ...
Stając przed kazdą grupą powtarzam sobie w myslach "A wam cóż ja powiem?" I powtarzam z pelnym przekonaniem myśli poety "Oto, że w tym życiu nic straconego nie ma".
I pomyslec, że napisal jakby dla nas, obywateli jego Rzeczpospolitej. Łochów jest dobrym miejscem na rozmyślanie o wiecznym losie kazdego z nas, zwłaszcza czytelników Norwida.

W niedziele muszę jednak przemowić nie Norwidem ale Liderem. Szukam, przypominam sobie przepisy na dobre spotkanie. Mam wspomnienia z dlugiego już dość życia. Przydałaby sie tzw. "sila spiewacza" - szkoda, że Jasiek w Glasgow. Ale niech sie kształci, w jeszcze bardziej potrzebnych naukach: jak być Europejczykiem, będąc Polakiem, obywatelem Rzeczpospolitej Norwidowskiej ("szczęście ojczyzny ma byc tylko procentem od szczęścia Ludzkości").

Nie wyobrażam sobie dobrego spotkania bez podzielenia się dobrem. Oby było go dużo. Amen.

Muszę coś dopisać (po pół godzinie), to się często zdarza (zawsze), że modlitwa wieczorna dopowiada puentę.
Wcześniejsze zapiski powstawały w trakcie filmu Troja. patrzylem katem oka. A w modlitwie, w ciszy, cały tem bitewny zgiełk, i wszystkie obrazy starej cywilizacji, mogliśmy pogrążyć, zanurzyć w kropli wieczności, która każdemu jest dana w tym pobożnym akcie czlowieka myślącego. Darowaliśmy sobie spontaniczne wyznania-wezwania, wyrectowaliśmy tylko psalm 91. Mam nadzieję,że jego duch uciszył, uspokoil, zwlaszcza najmłodszych, Marysię, Olka, Andrzeja. A i Lazarzowi, Heli i mnie się przydał. "Na lwa srogiego bez obawy wziądziesz, i na ogromnym smoku jeździć będziesz,... ani dbaj na strzaly, którymi sieje przygoda w dzień biały...stąd wedle ciebie tysiąc głów polęże, stąd drugi tysiąc, ciebie nie dosięże miecz przeogromny....". Kochany Kochanowski, kochany język polski, poezja, poetyckie obrazowanie w religii. Z tego pozwólmy utkać swoją wrażliwość, wyobraźnię. Wiarę, nadzieję i milość. O coż więcej może chodzic za zycia i po smierci? Amen. (Piątek, 23.pażdziernika.2009)
***

Piszę na żywca - choć wolę z notatek. Nie miałem czasu (na urlopie!). Poza tym ciężko u nas dorwać się do internetu.

ZACZYNA SIĘ COŚ NOWEGO W STRACHÓWCE - PODEJŚCIE LIDER. Moglem dziś na szkoleniu siedzieć obok Kazika Łapki, wojta, Kryśki Ołdak, od siedmiu lat zapiekłego przeciwnika, Jarka Supery, prelegenta, z którym wcale sie nie pospierałem, a tym bardziej nie kłóciłem. LIDER nas jednoczy. Tu nikt, na nikogo, nie powinien się boczyć, bo po prostu zostanie z boku i przegra. LIDER zakłada współpracę, buduje na kapitale społecznym. Komu się nie podoba, albo nie dorósł - to jego problem.
Na szkoleniu usłyszeliśmy 'oczywistą oczywistość', że wchodzenie na pole sąsiada też nie ma sensu, bo tak się na nim zagęści, ze będzie więcej podobnych (takich samych) projektów niż ew. beneficjentów.Trzeba włożyć trochę wysiłku, być innowacyjnym. Za to sie dostaje punkty.

Rewelacja! - prelegent, wykładowca-przedsiębiorca, prezes, namawiał naszego wójta na złożenie projektu przez gminę, na współpracę z organizacjami spolecznymi, typu stowarzyszenia itp. Oferowal gotowe wzory i pomoc. W ramach projektu są pieniadze na pomoc prawną i inną dla mieszkańców, którzy takie organizacje chcą zalożyć.
Przyklasnąłem w imieniu mieszkańców i ewentualnych wyborców. Wreszcie coś by zaczęlo się dziać. Potrzebujemy takiego wsparcia. Od dwóch lat męczymy się z rejestracją stowarzyszenia miłośników Strachówki "Rzeczpospolita Norwidowska".

Korespodencja mówi prawdę o naszym (Irek, Jacek, Mirek i ja, Józef) spotkaniu w Mikołajkach, o Polsce, Strachówce i studiowaniu w Glasgow:

1.Cześć Mirosławie – Pokój Czyniący!
Życie podyktowało kontynuację rozmowy z wtorkowej nocy w ośrodku w Rucianym-Nidzie. O podstawach europejskiej tożsamości . O kulturze Grecji i Rzymu. Syn musi napisać esej nt. "Co arystotelesowe pojęcie wspólnoty domowej (rodziny) wnosi do pojęcia obywatelstwa?"
Ciekawy jestem twojego zdania!
Cieszę się, że ciebie, was, poznałem.
Józef

2.Witam!
Serdeczne dzięki za listy i fotki. Niestety, gdy wróciłem do domu, zastałem szkody jakich narobiła "złośliwa", acz przedwczesna zima. Od tygodnia, od świtu do nocy, zasuwam przy ich usuwaniu ( mokry śnieg zniszczyl mi tunele w których uprawiam paprykę). Co do Arystotelesa, nie jestem taki mocny, choc temat ciekawy i trzeba będzie się dokształcic. Niestety, twojemu synowi nie pomogę, choc bardzo bym chciał. Pozdrawiam.
Mirek

3. Czesc,
Oczywiście praca dała mi sporo do myślenia. I to nie tylko na polityczne tematy. Kilka rzeczy z Arystotelesa naprawde mi sie podoba, takie złote myśli, pod którymi spokojnie moglbym sie podpisac. A skojarzenia i pomysły, ktore przychodzily mi do glowy dotycza nie tylko bardzo teoretycznych kwestii, ale tych bardzo konkretnych też. Na przykład, że demokracja nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Bo arystotelowskiego idealu w Strachowce nie ma. Zamiast najzdolniejszych i najszlachetniejszych rządzą (tu: przeciwieństwo "najzdolniesi") i czesto najbardziej (tu: przeciwieństwo "najszlachetniejsi").
Rodzina? Arystoteles mowi, ze zeby moc dobrze zaangazowac sie w zycie publiczne/polityczne czlowiek musi miec "leisure". POmyslałem, ze ty ostatnio jestes chyba bardzo "leisured" ze wszystkimi konferencjami, wyjazdami, pisaniem.
Arystoteles to w sumie ciekawy gosc, chciałbym miec czas, zeby poznac go lepiej.
Jasiek

Mirek mówi o sobie, "jestem tylko rolnikiem". A ja myślę, że jest nie napisanym rozdziałem "Historii filozofii .... nie po góralsku, ale np. po przysuszańsku". Ciesze sie z blogów Jaska i Łazarza. I z ich wzajemnych komentarzy. Nie zgadzam się, że na blogu trzeba byc bardziej powściągliwym. Nie można przekroczyć pewnej granicy, żeby nie wpaść w exhibicjonizm. Ale szczerość, przejrzystość? Tak. Ameryka mysli inaczej. Ale za to Ewangelia daje obraz Jezusa, który placze po smierci brata Marii i Marty, i nad Jerozolimą. A w innym miejscu jest opis, jak sie zezłościł na sprzedawców w światyni.
Trzeba być żywym. Przejrzystość! - to m.in. zapamiętałem z Taize. Przejrzystość i objawienie mają dużo wspólnego! (Czwartek, 22.pażdziernika.2009)
***

Napracowałem się. Pracuję nad niedzielnym spotkaniem o Liderze, LGD. Napisalem do Łącznka. Lazarz też zdążył.
Niech żyje, nawet po śmierci, soer Emmanuel. Ona studiowala i cieszyla się prawdą w kazdej religii: islam, buddyzm, religia mojżeszowa. Miała cholernie zdrowe podejście do religii, siebie i świata. Nie jest tak źle z tym światem, ma pięknych ludzi na pokładzie. Zawsze. (Środa, 21.pażdziernika.2009)
***

Czekałem wczoraj do północy na siostrę Emanuelę z Kairu, przyjacielkę szmaciarzy (nie elegantow, haha!). Już ją kiedyś widziałem, dokladnie ten sam film. Poznałem tę cudowną kobitę (do kkonca, zmarla majac 100), więc czekalem tym bardziej. To jest moja Czarodziejska Góra, tacy właśnie ludzie. Takim był dla mnie Tomasz Mann, nie znałem wtedy Andrzeja Madeja. Teraz znam Andrzeja, poznałem brata Rogera, z książek i mediow Matkę Teresę. No i ostatnio s.Emanuelę. To jest moj swiat. Tacy ludzie. CZŁOWIEK - w całym swoim pięknie, głębi, prawdzie. Marzę o takich w Strachówce. Mamy Rzeczpospolitą Norwidowska!- mamy szansę.

Po drodze usłyszałem zdanie Kaczynskiego od Opery w programie Figurskiego. Zdanie "nie wciagniecie mnie w rozmowe o seksie, wybralem samotne zycie, nie maam doswiadczeń w tej dziedzinie, nic do opowiadania" lub cos w tym sensie. Brawo. Spodobalo mi sie bardzo. Nabralem szacunku. Można iść pod prąd! Jeszcze raz niski ukłon. Mlodzi bierzcie przyklad, nie co do życia jako singel, ale, że nie trzeba wpaść w seksopaplaninę i kompleksy. Nie dajmy sie zwariować showekshibicjonizmowi.

Hurra! Liceum z Wyszkowa nas odwiedzilo. Liceum Cypriana Norwida. Norwidowcy łączcie się - możemy z wieszczem iść do Paryża, Brukseli, do calej EU i Leadera. Jeszcze raz dziękuję.

Jutro dam, pewnie latwiej na blogspocie, ogloszenie-zaproszenie na niedzielę. Tylko dla liderów. Tylko dla orłów.
(Wtorek, 20.pażdziernika.2009)
***

Smutne zapiski, w smutną rocznicę. Kongres LGD, i Kongres Obywatelski muszą poczekać.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko nie był wywrotowcem. Był księdzem o drobnej budowie ciała, i raczej cichym głosie. Zginął za mówienie prawdy. Prawda jest zabójcza dla tych, którzy żyją w kłamstwie. Oni boją sie tylko prawdy, więc gotowi są zabić.

Nie jeździłem na jego Msze za Ojczyznę. Byłem katechetą, pracowałem z młodzieżą. Robiłem swoje. Byłem impregnowany na wszystko, co sprawiało wrażenie akcyjności o najmniejszym nawet zabarwieniu politycznym. Tak pewnie myslałem o Mszach na Żoliborzu. My mieliśmy podobne w Legionowie. Wierzyłem w prawdę. Cichą, bez akcyjności, głęboką, przenikającą serce i rozum. Większą niż życie i śmierć.

Prawdę o księdzu Jerzym poznałem nagle, w ułamku sekundy. Tak jak prawdę właśnie. Głęboka, cichą, przenikająca rozum i serce. Większą niż śmierć.
Po porwaniu jechałem tramwajem na swoją uczelnię, ATK, mijałem Plac Inwalidów. Między budynkami, tam gdzie kościół świętego Stanisława Kostki, zobaczyłem jakieś zagęszczenie na placu, na ogrodzeniu. Wracając wstapiłem. Podchodząc zauważyłem kwiaty, znicze i transparenty na płocie. Kiedy przekraczałem bramę nogi się pode mną ugięły, drżenie trafiło w najwewnętrzniejsze "ja". Nie potrzebowałem żadnych innych potwierdzeń i informacji. W kościele zobaczyłem zdjęcie drobnego księdza, o ascetycznej twarzy. Amen.
Pisałem potem o nim wiersze. Musiałem. Było w nich echo Cypriana Norwida "ideał sięgnął mulistego dna". Któryś z nich wisiał potem na drzwiach kościoła w Lublińcu, po korekcie Andrzeja Madeja. Prowadził tam rekolekcje ewangelizacyjne. Przy Andrzeju wracałem w swój normalny nurt.

Już miałem sie poddać i nie publikować dzisiaj niczego, gdy poruszył mnie bardzo program w TVN o CBA. Mniejsza z tym, że CBA. O działaniu służb specjalnych. Moja złość, wściekłość nie pozwala mi milczeć.
Nie chodzi mi o ocenę działań osób postawionych w stan oskarżenia, ale o metody działania służb. OBRZYDLIWOŚĆ. Tę ocene noszę w sobie nie tylko od morderstwa księdza Popiełuszki. Miał na to wpływ film, kiedyś obejrzany w Instytucie Francuskim w Warszawie (1982,83?). Służby chciały pozyskać kogoś do współpracy. Bohater był na 'nie'. Służby tak go rozpracowały, że zdezintegrowały jego osobowość. Zginął.
Co usprawiedliwia te cholerne służby? Jak muszą być zdemoralizowani ich agenci? Pewnie często bardziej od rozpracowywanych osób. I to niby dla naszego dobra. Żaden ustrój, nawet demokracja, nie jest wartością absolutną. Trzeba nad nim wiele pracować. (Poniedziałek, 19.pażdziernika.2009)
***

Nadrabiam. Jest tego dużo. Będzie sukcesywnie, bo gdyby naraz, to pewnie nikt by nie znalazł czasu na lekture.
W piątek jechałem do diabetyka. W drodze, za kierownicą, myśl błysnęła, zaświeciła, pozostała. Ta z gatunku fundamentalnych. Perła jedna, jedyna. "Liryka, angelologia i dal" - powiedziałby klasyk. Eschatologia. Prawda jest moją gwiazda Betlejemską od zarania świadomego Józia.

"Cała mądrość jaką ścigałem, jakiej pożądałem przez życie - jest w Biblii" - ta myśl, to zdanie, zawładnęło sferą mojej racjonalności. Niby w katalogu prawd wiary jest to zapisane. Niby wiedziałem, i przyjmowałem z wiarą. Ale wiedzieć, znać, nawet przyjąć, to jedno, a przeżyć, u-ś-w-i-a-d-o-m-i-ć całym 'ja', od środka, nie z zewnątrz, to drugie. Jechałem i się cieszyłem. Byłem bogaty madrością. Diabetolog mnie nie przyjął, nie miałem tego, tego i tego. A co mnie to obchodzi, jestem bogaty mądrościa. Skoro osiągnąłem szczyt dążeń poznawczych - to mam wszystko. Uff! Zdążyłem. Mam szczęście, przecież nie musiało tak się skończyć. Amen. Jak niemądre są marzenia o wiecznej młodości. Brrr! Nikt, kto osiagnął metę, nie chce wracać na start. Szuka innych wyzwań. W przypadku biegu, wyścigu, jak często określa się życie, nawet innych wyzwań już nie trzeba. Nie ma. Jest szczyt. Amen.

Świat dzisiaj jest dla mnie jak dżungla. Bardzo mi w nim niewygodnie. Nie chce mi się już przez niego przedzierać. Nie chcę, nie potrafię. No i po co?
Dzisiaj, jadąc przez Wyszków, na którymś skrzyżowaniu poprzestawiały mi się znaki drogowe. Trójkat ostrzegawczy, przed drogą z pierszeństwem przejazdu, wziąłem za znak pierszeństwa. Ot, taka fanaberia zmysłowo-poznawcza. Odwrócenie znaczeń. Udało się, bo inny samochód był wystarczająco daleko. Szczyty często się osiąga resztką sił.
Jak prowadzić samochód, kiedy akurat chce się zapisać jakąś myśl, zdanie. Które przyszło, stanęło jak sierota za drzwiami. Nie mozna przepędzić, odgonić. No i co mam wtedy robić? Obracam je w każdą stronę i szukam możliwych powiązań. Gdziekolwiek bym był.

Akurat przypomniałem sobie, że jakieś mądrości zapisałem w drodze do Mikołajek, na opakowaniu po bateriach. A inne w hali dworcowej w Tłuszczu, na marginesie Łącznika Mazowieckiego. Dobrze, że się przypomniało, odzyskam. Dawno temu napisałem o tym wiersz. Kończy się "dajcie mi w końcu zapisać tę cholerną myśl". Cholerną, bo bardzo ważną, która przyszła jak zwykle nie w porę, w godzinę np. obowiązków w pracy. Uważajcie, mogę w takiej chwili potrącić, roztrącić, biegnąc do klawiatury.

18.10
Cudownie, mogę pisać. Dużo mam. Tydzień absencji. Nie całkowitej, twardy dysk mózgowy działał non-stop, notatki robiłem.
Jestem coraz bardziej szczęśliwym człowiekiem. Nie polega to na tym, że caly czas śmieję się hahahahahaha.
Posiadłem prawdę. Perłę jedną, jedyną. Powtarzam to z coraz większą częstotliwością. Od pewnego momentu. Ale też jest to nowe doświadczenie, rodzaj zakochania. Czy w smutku, czy w radości, w nocy, czy w dzień, obserwując innych, lub patrząc na świat pokazywany przez sztukę. Ponad wszystkie okoliczności wybija się jedna myśl: jestem, bo jest coś jeszcze, ktoś większy. Ktoś lub coś. W wersji nieosobowej nazwę to Sensem, wszechogarniającym sensem. Skoro daje szczęście, akceptację, dogłębne rozumienie, przenikając każdy przejaw zycia - także, a raczej przede wszystkim, moje "ja" - cały mój wymiar osobowy, to musi być osoba. Oczywiście na podłożu i z wykorzystaniem wszelkich możliwych materialno-energetycznych oddziaływań. E=mc2, I, II Zasada Termodynamiki i wszystko, co jeszcze nauka odkryje. Przecież nie dojdzie do takich odkryć, że mnie wyjma z mego ja, postawia obok i powiedzą, oto prawda o tobie. Ad absurdum.
Moje proste doswiadczenie podmiotu i tego, co jest poza, transcendencja, nie będzie chyba wywrócone do góry nogami. Moja wiara i religia sprowadziły się prawie do pierwszego przykazania. "Nie bedziesz miał bogów cudzych przede mna". Nie ma lepszego klucza do rzeczywistości: Ja i pozostała rzeczywistość (albo odwotnie, ale to tylko kosmetyka). Najpiękniejsze oblicze, wymiary, rzeczywistości to: prawda, piękno i dobro. W tej trójwymiarowej rzeczywistości bytuje moje "ja". Ot , wszystko. Nie wiedziałbym tego wszystkiego, nie uporządkował w światopogląd, bez doświadczenia Narodu Wybranego, bez jego drogi, na której byla mu objawiana prawda. Nie wiedziałbym bez Biblii. Całe moje życie potwierdzało wszytkie prawdy tam zawarte. Moja wiara jest bardzo doświadczalna.

***

Skansen w Kuligowie, i spotkani tam ludzie, pomogli mi podjąć szybką decyzję o wyjeździe na seminarium (kongres) LGD do Mikołajek.
Podróże sprzyjają dokształcaniu. Zaczęło się już w pociągu. Zwykłe obserwacje, obrazki z życia, a jednak chcą być opisane.
Przepisuję notatki z opakowania po bateriach, i z jakiejś karteluszki.

1. W pociągu: - Ojciec i dorosła córka. Rozmowa tuż obok. Też jestem ojcem, mam córki. Czy też byśmy tak rozmawiali? Jeśli, to o czym? Córka z PKP wydawała się nie być poirytowana pytaniami i gadaniną ojca. Punkt dla nich.
- W tramwaju: - Matka z dzieckiem na wózku. Przejeżdżjąc obok katedry św. Floriana: "byłam w tym kościele". Pewnie z przedszkolem. Papla cały czas. Miło, przyciagając dużą część mojej uwagi. pomyslałem, że miło być dziadkiem, babcia, bo mozna z kims normalnie porozmawiac. O rzeczach ważnych, nie udawanych. "Kto się nie stanie jako dzieci!!!". Czasem blizszy jest mi pies, przybłęda, merdajacy ogonem niż bliźni pitolący o bzdurnych sprawach ich rutynowego 'dzisiaj'.

Otaczający nas świat JEST. Więc jego obserwacja i opisywanie jest naszym przywilejem. Niby oczywistość, a czuje się obco większości współpasażerom. Gdyby nie dzieci i psy, wyobcowałbym się całkowicie.
Pamietam jak Jasiek się żalił, że nie ma za bardzo z kim pogadać w Łochowie.

Łatwiej dotknąć byt od drugiej strony, niż uporządkować (posprzątać) świat dookoła.

2. Dojechaliśmy. Nie do Mikołajek, do Rucianego-Nida. My, z Mazowieckiego Lidera (Leadera!), jesteśmy zakwaterowani w ośrodku NBP, Guzianka. Kto tak zadecydował? Nie wiemy. Pytań jest więcej, ale nie ma kogo spytać. Autokarem jechało 9 osób, organizatora nie było wśród nas!
Ośrodek NBP sprawia wrażenie opustoszałego. Jest ciemno i cicho. Las dookoła. Trochę dziko. Nie wiem, kto jeszcze tak czuje, ale pewnie nikt - oprócz mnie - nie opisze. To powieksza moje poczucie odpowiedzialności za przypisaną mi - przez Opatrzność - rolę.

Czynię swoją powinność w pustej kawiarni, do której się idzie pustymi korytarzami, przy późnej kawie. Jest w tym urok. Dwie barmanki, półmrok, zielone i czerwone girlandy ze świecącymi diodami oraz łańcuch sztucznych kwiatów oplatają kolumny przy oknie. Mogę siedzieć, pić całkiem dobrą - choć podaną pewnie w zbyt przechłodzonej filiżance - kawę i pisać. Tworzyć słowne obrazki, odwzorowujace rzeczywistość szybko-dobro-pisem. Chyba już tylko słowa i kropki są mi posłuszne. To moi towarzysze.
Kolacji w ośrodku nie ma. Jedziemy do Rucianego, do restauracji "Kapodoro" (jest na nocnym zdjęciu na blogspocie ). (Niedziela, 18.pażdziernika.2009)
***

Wracam.
Wrociliśmy z Grażyną z Kongresu Obywatelskiego. Mialem tydzień kogresowy. Rozszalalem sie. Narazie są zdjęcia na blogspocie. (Sobota, 17.pażdziernika.2009)
***

Z dzisiejszych czytań: "Dlatego się modliłem i dano mi zrozumienie, przyzywałem, i przyszedł na mnie duch Mądrości.(Mdr 7,7-11)". Od razu, jak usłyszałem ten fragment w kościele, wiedziałem, że to nie będzie zmarnowany dzień. Bo mam coś do zapisania. Muszę te słowa zapisać. To jest podwójna oczywistość. Sens literalny zdania i to, że muszę zapisać. Bo zapisuję to, co jest oczywistościa i co jest mi dane.Zapisać na blogu, znaczy opublikować. Wyznać coś. Przyznać przed całym światem. Z wielka nadzieją.

Łazarz w TVP, fajnie to jest zorganizowane. Zgromadzono ich już w piątek, pod krawatem, w hotelu i są na wezwanie mediów. Jeśli trzeba, scenograf ubiera ich w żółte podkoszulki z logo fundacji Dzielo Nowego Tysiąclecia. Grupa medialna powstała samorzutnie, wybierając wartsztaty dziennikarskie na letnim zlocie stypendystów w Łodzi. Maja zadatek na grupę JPII (jeśli nie załapali sie na pokolenie). Ojczyzno, zainwestuj w swoje dzieci, będziesz mieć plony obfite. 10x, 30x,... krotne.
Jasiek pewnie jeszcze gra w reprezentacji swojej uczelni w meczu siatkówki przeciwko uczelni z Edynburga. O 18.30 zaczyna się international mass. Mam nadzieję, że zdąży.
Wielodzietni mają wiele powodów do radości. Może jako rekompensatę za wiele kłopotów materialnych.

Zdecydowałem sie jechać na konferencję w ramach programu Leader pt. "Projekty współpracy - wymiar międzyregionalny i międzynarodowy" w Mikołajkach. Na decyzję wpłynęły wrażenia z wczorajszego spotkania w skansenie w Kuligowie. Wreszcie coś dla mnie: filozofia 'podejścia lider', wspólnota lokalna, Europa itd. Jakby rok 1981. Druga szansa. Klamra.
Tym razem mogę mówić ludziom nie tylko, że warto działać, ale dodatkowo wskazać źródło finansowania.

"Kluby J23" - człowiek, wspólnota, Europa. Idę w noc z radością: "wolę mieć ducha Mądrości aniżeli światło, bo nie zna snu blask od niej bijący". (Niedziela, 11.pażdziernika.2009)
***

"Wstawaj kochanie, zawiozę cię do skansenu" - powiedziałem rano do Grażyny. Na spotkanie nieoczekiwane. W Kuligowie, w gminie Dąbrówka.
Informację przesłał Rafał, prezes Równiny Wołomińskiej. Dostał ją od Grzegorza z Zielonki, z Krajowej Sieci Grup Partnerskich.
Każdy, kto chciał, kto czuł potrzebę, dzielił sie swoimi doswiadczeniami. Byli przedstawiciele z dalekich zakątków Polski. Z Bieszczad, z Pomorza, ze Śląska, z Kampinosu, znad Zalewu Zegrzyńskiego.... I my z Równiny. Wzorów dobrego działania nie brakowalo. U Bałtów wycieczka z naszej szkoły była rok temu. Dzisiaj poznaliśmy historię tej inicjatywy. W sumie byłoby na nowy tomik "Miejsca i ludzie". Tylko profesora Aleksandra Jackowskiego trzeba by tam zawieźć.

Dlaczego jeszcze dobrze się czułem w kuligowskim skansenie? Bo takie chałupy rozsiewaja dobry klimat. W nich kazdy może się odnaleźć. Słowami kluczowymi w rozmowach były: partnerstwo, społeczeństwo obywatelskie, wspólpraca, budowanie wspólnoty, integrować się w swoich miejscowościach, łączyć wysiłki, entuzjazm, zapał liderów.... Wszystko co w życiu społecznym uważam za najważniejsze, i czemu oddałem swoje siły i talenty. Najpierw w ruchu Solidarności w Strachówce, potem w Legionowie w katechezie młodzieżowej, i jako wójt I kadencji, i miedzynarodowej współpracy szkół, i dzisiaj z pomocą internetu.
Przez chwilę byłem "primus inter pares", wśród równych w społeczeństwie obywatelskim. Dobrze mi było w 160 letniej chacie.

Wracając, dziwiliśmy się, że w Strachówce, terytorialnie jestesmy tak blisko, a tak daleko od ideałów o ktorych rozmawialiśmy w skansenie. Daleko, jesli zwrócimy uwagę na to, co się wśród nas, i między nami, dzieje. Jestesmy - pod względem inicjatyw społecznych, gospodarczych, realizowanych w zgodnej współpracy - wielką równiną. Jak to zmienic? Co my możemy zrobić?

Najlepiej się dzisiaj czułem na, i po, basenie w Wyszkowie. Nawet sąsiad spotkany w Tesco zauważył: "Co pan taki swieży, ładnie pan dzisiaj wygląda". Dziękuję.

W domu dobry humor podtrzymał nam Łazarz na Zamku Warszawskim. Kazał oglądać. I warto, tyle odświętności, złocen, i nagród TOTUUS. Dobrze mieć w rodzinie stypendystów, wszyscy szlachetniejemy.
Jutro będzie dalszy ciag ich obecności w mediach. Może jescze gdzieś go wypatrzymy.

W wieczornej modlitwie było nas sześcioro. Księżyc sobie odszedł. Noc ciemna. Pokój stał się jednym z nocą. W ciszy, która zalega na pare minut po wezwaniu "szukajmy Go dopóki pozwala się znaleźć", nie wiadomo czy jest nas 6, 100, 1000, czy miliny, czy może sa z nami wszyscy szukający Boga, przez wszystki wieki i pokolenia. Ładne doświadczenie. (Sobota, 10.pażdziernika.2009)
***

Prof. Jerzy Wójcik o sekretach filmu i fotografii. Czas, przestrzeń, trwanie, zmiana, interpretacja. Obraz rzeczywistości i obraz intencji.Ujęcie jako podstawowy składnik filmu. Rytm w rzeczywistości, rytm zorganizowany.

Odnajduję sie w tym, co mówi Donald Tusk. Wierzę mu. Mówi jak realista, a nie zaślepiony dogmatyk. "Nie będziemy wobec siebie tolerować hipokryzji i obłudy". Aż chciałbym tam wejść.
Gdybym spotkał takich ludzi jak Tusk, na niższych szczeblach, to pewnie byłbym w PO. Ale nie widzę dużo ludzi tego pokroju, i to zwłaszcza w PO, raczej małych graczy, do których właśnie były jego słowa na Radzie Krajowej PO.
Jarosław Kaczyński, nawet jak musi się do czegoś przyznać, to mam wrażenie jakby mówił "przyłapaliście mnie, tzn. np. te okropne media, ale i tak mam rację, a mój brat jest prezydentem". I szklana szyba między nami. Tusk umie mówić językiem pokory, Kaczyński, nie. Donald Tusk często, po prostu, jest prawdziwy. Chciałym z takim człowiekiem rozmawiać o wielu rzeczach. A Kaczyńskiego tylko posłuchać, pokiwać głową i odejść. Takie są moje odczucia.

Poseł Błaszczak nie usłyszał nic dobrego. Odwrotnie, jest jeszcze bardziej zaniepokojony. Dlaczego zasada, że najpierw zobacz coś dobrego, potem ewentualnie krytykuj, ma obowiązywać pedagogów, duszpastrzy, w ogóle ludzi kulturalnych, a polityków nie?
Nie zgadzam się z Błaszczakiem, nie można wszystkiego wyćwiczyć. Żaden Tusk, ani żaden Kaczyński nie może tak samo wiarygodnie przemawiać każdym dostarczonym scenariuszem. Po ludzku, nie da się. To musiałby byc robot. Albo dawny (pewnie i obecny) ubek. Dlatego to pan Błaszczak wypadł mniej wiarygodnie. Sięgnijmy poziomu człowieka, nie tylko polityka. Tak jak Błaszczak mówi Marek Wikiński z SLD. Nie dajmy się zwariować. Patrzmy po ludzku na innych, nawet na polityków.

Kto jeszcze powie z polityków "wolę poznać prawdę i przegrać, niż kosztem prawdy wygrać kolejne wybory"? Tusk tak powiedział. I jeszcze, "problemem jest nie to, że CBA wykryła sprawę, ale dlaczego my sami jej nie wykryliśmy?" "Pracujcie tak, jak byście byli zawsze w pełnym świetle. Trzeba być przejrzystym."
Z pełności serca mówią usta. I poety i polityka. Przynajmniej tak powinno być.

Pożytek z nagrody dla Barracka Obamy? Nowe myślenie. Podjąć wysiłek, aby brać pod uwagę myślenie drugiej strony. Toż i Roman Ingarden tak mówił. A my? A ja? Oj, bardzo się muszę starać. Ale, jeśli trzeba, bedę się uczył także od Barracka Obamy.
Wyślę list z gratulacjami do siostry. Congratulations for the USA on the Peace Nobel Prize for the president Barrack Obama. What does it mean for you? What does it mean for future? (Piątek, 9.października.2009)
***

Tomasz Boodenbrok znalazł pocieszenie na łożu śmierci w myśli, że przetrwa w dzieciach. Sędzia Ilicz w akcie przebaczenia. Ja w wierze, że wartości przetrwają.
A cóż to ja jestem takiego, żebym się martwił swoim końcem? Przemijającym obliczem, formą (ewoluuję, formuła kompromisowa z wszechpanującą teorią przemijania). Wypełniającą się istotą. A wartości trwają. Hurra!

Hazard polityczny
Dyskusja tknęła Polski. Toyoto. Toyoto. Toyoto. Piszę tototo na klawiaturze, a komputer zmienia na znaną markę samochodu. I już mamy przekręt. Dyskusje, tylko w wydania co mądrzejszych posłów, prowadzą do sedna.
Co z tą Polską? Polska partii, baronów partyjnych, powiązań, układów – nie na wyżynach, na dole. Problem góry, to poziom ludzi w ich partiach na dole. Ten gigantyczny problem ujawnił się w „sprawie Olewnika”. Jest związek między tymi najgłośniejszymi ostatnio sprawami, ale jeszcze się o nim nie mówi.
Gdzieś dziedzictwo PRL tkwi mocno. I ma wpływ na poziom mentalny Polaków. Ja boleję nad tym na gruncie gminy. Także w Internecie, gdzie swój poziom ujawniają anonimowi rodacy. Trochę usprawiedliwia ich PRL i to co zostało z niego, ukryte, w systemach(!?) oświaty, zdrowia, sportu i innych. W mentalności! W poziomie kultury, może nie tyle osobistej, co tej, ujawniającej się w życiu publicznym. W urzędach np.!!! Profesjonalizm powoli odzyskuje, wydziera, normalność - starym przyzwyczajeniom, nawykom. Wypchnąć PRL z mentalności nie jest łatwo. Gdzie jest np. dyskusja o skutkach materializmu marksistowskiego (człowiek bez pojęcia osoby, sumienia, bez wolności, zakłamana historia itd.) i partyjnej indoktrynacji w szkołach przez 45 lat?

Chcę dodać coś o programie „Raj”. Nie chciałbym się wymądrzać, ale dałbym na początku materiał z więzienia. To było życie. W religii też najpierw ma być życie. Człowiek jest drogą kościoła, nie odwrotnie. Trzeba to ciągle, ciągle powtarzać. Księża, katecheci i redaktorzy programów katolickich nie zawsze o tym pamiętają. Wiedzą, ale z rozpędu mówią tak, jakby najpierw był kościół i religia, a dopiero potem człowiek i życie.
Najpierw życie, nie stereotypy.

Jasiek napisał z Glasgow o konkursie fotograficznym na temat kapłaństwa. „Obraz kapłaństwa” (zdjęcia powinny ukazać istotę księdza parafialnego).
Parę linijek dalej Jasiek „maluje” prawdopodobnie obraz takiego księdza. „W niedzielę też wezmę udział w ciekawej inicjatywie Fr. Johna Keenana, naszego uniwersyteckiego kapelana. International Mass to msza wielojęzyczna, z czytaniami i śpiewami w najróżniejszych językach świata. Będę lektorem - jest to zaszczyt, bo do organizowania mszy zgłosiło się sporo osób. Na pewno będzie język irlandzki, polski, hiszpański, francuski, norweski, węgierski”.
Od razu mi się przypomina międzynarodowa msza w Strachówce, z polskim, norweskim, angielskim i czeskim językiem (obecnością). Też było pięknie. Religia bardzo zyskuje w międzynarodowym zgromadzeniu. Taize, Lourdes, papieskie pielgrzymki… Oby to była normalność w europejskim kościele. Wtedy Kościół wzrośnie, nie straci.

I jeszcze jedna wiadomość od Jaśka. „Polish Society”, działające na uczelni, organizuje wystawę "1979-1989. Dekada Solidarności". Imprezę organizują w 100% studenci.
Brawo Glasgow!
Nie wiem, czy dożyję podobnej inicjatywy w Strachówce. Sam jej nie zrobię.
Jasiek, spytaj, czy nie można by jej wypożyczyć i pokazać u nas!!

Ciekawy jestem jak przebiegnie wizyta Łazarza u wuja Jacka. Licealista i profesor. Papież polskich antropologów kultury!
Czekam. Znów czekanie, jako wartość w moim życiu. Czekanie zakłada istnienie czegoś, na co się czeka. I cel, który jest przed nami!!! Trwanie wartości!
Dziwicie się, że uważam swoje życie za spełnione?

Wałęsa: „kiedy zobaczyłem gest Victorii szefa CBA, wyglądający jak parodia….”. Też tak to odebrałem.
Za to Michał Boni jest sensowny. Logiczny, rozsądny i się nie kłóci, ani nie przekrzykuje. Młody minister Jacek Cichocki też robi dobre wrażenie, i wice minister finansów, jak słyszę, więc nie jest tak źle. (Czwartek, 8.października.2009)
***

Znaczenie domu.
Starość i dom.
Ja i dom.
Ja i sprzęty domowe.
„Żegnam was o lube ściany”. (C.Norwid)
Wczoraj wieczorem rozejrzałem się po pokoju i zobaczyłem siebie.
Kiedyś znalazłem siebie pod łóżkiem.
W pudłach z książkami,
spakowanymi w poprzednim miejscu zamieszkania.

Polityczna zawierucha. Politycy i dziennikarze plotą, co im ślina na język przyniesie. Ścigają się, kto więcej.
Profesorowie przywracają równowagę. I wiarę, że świat może być racjonalny. Słucham prof. prof. Kamińskiego, Krzemińskiego, Markowskiego i innych. Można mieć różne poglądy, ale mówić o nich rozsądnie, bez obrażania rozmówcy i widza. To wielka pociecha. Jednak można. Z pomocą naukowców można się przyjrzeć obiektywnie, z akademickim dystansem, każdej (?) sprawie. Politycy nie są skazani tylko na swoją wiedzę lub niewiedzę, umiejętności lub nieumiejętności.
Tego chcę dla Strachówki. Takich mechanizmów dochodzenia do decyzji i metod sprawowani władzy. To jest możliwe.
Ale już trzeba się ćwiczyć w otwartej, publicznej, rozmowie o wszystkich sprawach: w szkole, na posiedzeniach Rady Gminy, w prasie, na blogach. O samorządzie, o dyrektorze(rce) szkoły, o wójcie, o najnowszej historii, o budowie sali, o dwóch stowarzyszeniach, o integracji gminnej….

Dzisiaj zobaczyłem potwierdzenie znaczenia cząstkowych prawd, mówionych, zapisywanych codziennie. Czekałem na telewizyjny występ Łazarza. Był w „Raju”, religijnym programie dla młodzieży. Cieszyłem się zawczasu. Tuż przed, rozesłałam maile do rodziny i przyjaciół. Nie dlatego, że jestem zaślepiony dziećmi. Nie. Coś więcej. Chciałbym, żeby powstawały dobre programy religijne. Chodzi o katechezę. O sztukę rozmawiania o dużych sprawach. Miałem nadzieję.
Z Łazarza jestem dumny. Program raczej mnie rozczarował. Posadzili ich w kółku, ksiądz w środeczku, i drętwe pytania : „co sądzisz o różańcu”. To akurat recepta na zabicie programu. Dobrze, że któraś z dziewczyn powiedziała, że ją nudzi itd. Brawo. Nie wolno posługiwać się młodzieżą, żeby udowadniać konieczność dogmatów. Niech młodzież mówi sama. O sobie. O swoich drogach i dróżkach do dobra. Do piękna. Nie każmy im definiować Boga, Trójcy Świętej, dogmatów, i pierwszeństwa różańca. O Papieżu też nie od razu. Niech będą sobą. To będzie piękny program.
Łazarz miał coś do powiedzenia. Chciał mówić. Dostrzegł to nawet Olek. A ja pomyślałem: owocuje pisanie artykułów do Łącznika, prowadzenie bloga. Owocuje myślenie. Nim się zapisze, trzeba pomyśleć. Raz nazwana myśl, ubrana w szatę słowną, wypuszczona w świat – powraca przy nagraniu w telewizji, i innych publicznych dyskusjach. Brawo! Oby tak dalej. Człowiek ma się objawiać, jest przecież stworzony na obraz i podobieństwo. Jak będzie się objawiał, nie będzie musiał deklamować formułek katechizmowych i potwierdzać znaczenia różańca, aby pokazać innym Boga. Taką mam filozofię katechizowania od 27 lat. Amen.
W „Raju” najbardziej podobały mi się nagrania z więzienia.

Nawet na WP.pl czasem można znaleźć coś wartościowego. Tekst o kapelanach szpitalnych. Znów trafiłem na ks. Marka Krasuskiego, z wołomińskiego szpitala. Pierwszy raz, przy wirtualnych odwiedzinach w poprzedniej parafii naszego proboszcza. Ksiądz Andrzej zaprosił księdza Marka na rekolekcje adwentowe w 2008.
Kapelan wołomińskiego szpitala prowadzi stronę internetową, a na niej bloga. Zainteresowałem się jego pracą dyplomową z pedagogiki o procesach destrukcyjnych w gimnazjum w Wołominie.

Wieczorem w poczcie odebrałem maila, którym się dzielę z Wami:

„Witajcie Drodzy Przyjaciele,
Gorąco i bardzo serdecznie, z pełnym przekonaniem, że warto, chcielibyśmy Was zaprosić na październikowe rekolekcje rodzinne w Bazylice NSJ przy Kawęczyńskiej. Tym razem hasło rekolekcji brzmi: "Miłość Jezusa Chrystusa - Świętość w codzienności Rodziny". Innymi słowy, cztery dni o rozwijaniu własnego życia duchowego w zetknięciu się z szara, niekiedy, rzeczywistością.
Rekolekcje odbędą się:
18.10 (niedziela) g.19:30 (połączone z niedzielna mszą święta)
19.10 (poniedziałek) g.19:00
20.10 (wtorek) g.19:00
21.10 (środa) g.19:00 (połączone z msza świętą)
Rekolekcje poprowadzi ks. Marcin Hołuj, egzorcysta diecezji warszawsko-praskiej. Rekolekcje w gronie przyjaciół zawsze maja swój niepowtarzalny charakter. Mamy dwie prośby w związku z rekolekcjami.
1. gorąca, bezpośrednio od księdza Marcina, o modlitwę i post (nawet o chlebie i wodzie w środy i piątki) w intencji rekolekcji.
Ksiądz Marcin prosił także o nieustanna modlitwę różańcową. Pamiętajcie, proszę o tym w ciągu dnia, każdy według możliwości. W imieniu Księdza bardzo dziękujemy.
2. czysto logistyczno-organizacyjna. Prosimy o Wasza pomoc w zaproszeniu wszystkich rodzin z naszej diecezji, szczególnie z Domowego Kościoła.
Serdeczna prośba o umieszczenie informacji na stronach internetowych (DK oraz familii, innych), a także o przesłanie zaproszenia do innych par rejonowych.
Mamy także plakaty i jeśli mielibyście pomysł na ich wykorzystanie we własnych parafiach, to proszę dajcie znać do Doroty (zmid@tlen.pl).
Z góry bardzo dziękujemy za każda Wasza pomoc.
Do zobaczenia na Kawęczyńskiej.
Serdecznie pozdrawiamy, Dorota i Rafał Żmijewscy”

Może skrzykniemy się i pojedziemy. Chociaż na próbę. Maila przesłał Darek, ojciec chrzestny Olka, kumą jest koleżanka z pracy, Beata. Darka poznałem na sali katechetycznej. Był uczniem szkoły średniej. Dzisiaj ojcem wielodzietnej rodziny, menedzerem, prelegentemm wraz żoną, Anią, w duszpasterstwie rodzin. Ksiądz Marcin był wikariuszem w Jadowie, chrzcił naszego Łazarza. Spowiadał w naszym domu, odprawił mszę święta. Spotykaliśmy się wtedy nad Biblią, w składzie 5 małżeństw: Beata i Sławek Cudni, Dorota i Darek Kupiec, Małgosia Krzysiek Gawor, Małgosia i Krzysiek Kaczorowscy, i my. Beata i Małgosia Gawor też są rodzicami chrzestnymi naszych dzieci. Taki świat chcieliśmy budować. W oparciu o takie wartości. Wzór kościoła domowego. Nasze spotkania zaczęły się od wizyty i mszy świętej domowej odprawionej przez Andrzej Madeja. Takich mszy było sporo. Jedną odprawił poprzedni dziekan jadowski ksiądz Marian. Nad ołtarzem wisiał gobelin Kasi Bali, Matki Boskiej Włodzimierskiej. To też najnowsza historia Strachówki.
Potem kolejne wybory coraz bardziej nas dzieliły. Najogólniej mówiąc, najpierw skreśliła nas grupa Kazia Łapki, potem grupa Kryśki.

Kto jest w stanie zrozumieć co było, co jest, co będzie? Kto to wie? I dziejów Strachówki nie da się do końca zrozumieć bez Chrystusa. (Środa, 7.października.2009)
***

Łagodna jesień, można wyjść i iść przed siebie, aż …. do raju. Dalszego, i lepszego celu - nie znam. Czy ktoś ma ciekawsze propozycje na spacer? Niech opisze, opowie swój cel. Szkoda, że dookoła tak mało opowieści, tak mało blogów. Rośnie pewien niedosyt. Żadne wiadomości telewizyjne tego nie wypełnią.

Czas biegnie, rok 2009 wszedł w ostatni kwartał. Czy zdążymy, my, środowisko szkolne, zrealizować zamysł Ministerstwa, aby uczcić 20-stą rocznicę epokowej przemiany w Polsce i Europie? Jak opowiedzieć, opisać, najnowszą historię Strachówki i Polski? Zrozumiałe, że ja bardzo to wyzwanie przeżywam. Przymierzam się do niego nieustannie. Nie mam chyba co czekać na inicjatywę innych obywateli, nauczycieli Strachówki. Nawet żona, dyrektor, podchodzi do tematu jak do jeżozwierza. W podzielonej Strachówce to zrozumiałe. Co by nie zrobiła, będzie podgryzana, czy zwalczana.
W takiej sytuacji nie mam się co oglądać i wyczekiwać. Opowiem tę historię, jeszcze raz, z mojego punktu widzenia.

Przełom w dziejach Europy, Polski, i Strachówki, zaczął się w 1980 roku. Od strajku na Wybrzeżu, od podpisanych Porozumień Gdańskich, od Solidarności. Byłem wtedy we Francji. Wróciłem, właśnie ze względu na te wydarzenia, przed Bożym Narodzeniem. Dłużej nie mogłem wytrzymać. Wałęsa skoczył przez płot, ja przez granicę. Całe życie czekałem, wbrew wszelkiej nadziei, na osłabienie, pęknięcie, komuny. Święta spędziłem z rodziną, samotnego Sylwestra w Annopolu.
Rozmyślania, rozmowy, porady. Z księdzem Jerzym Borsem z Pniewnika, od którego dostałem telefon do Czumów, z księdzem Mieczysławem Iwanickim, proboszczem Strachówki, od którego otrzymałem błogosławieństwo, z mecenasem Mizikowskim z Węgrowa, z Janem Dołęgowskim, pierwszym przewodniczącym rolniczej Solidarności w woj. siedleckim, z Wiesławem Kęcikiem, z czołówki ówczesnej opozycji w Warszawie.
Zacząłem. 3 Maja 1981 roku wszedł na stałe do historii naszej gminy. Czy się to komuś podoba, czy nie.

Nie będę się śpieszył z moją opowieścią. Dużo mnie kosztuje emocjonalnie. Chętnie bym przeplatał z opowieściami innych osób, jeśli tacy się znajdą. Zresztą ta opowieść ma już swoją pierwszą redakcję z 2001 - na naszej stronie: www.strachowka.republika.pl , menu: Solidarność.

Mięśnie w łydce same grają. Zmęczenie rośnie wewnątrz? Ale jednocześnie karmi, syci życie, bo zastanawia. Czucie. Odczucie. Co to jest życie. Czy to tylko biologia? Sprzeciw. W przypadku człowieka to coś więcej, widać gołym okiem. Dziwne, że rzadko się o tym pamięta, mówi, bierze pod uwagę. Panie i panowie, to nie to samo. Materia i duch wpływają jakoś na siebie. Świadomość mieszkająca w ciele, zmienia, wpływa na to ciało. W pewnych przypadkach to dla nas oczywiste. „Nie jestem z drewna, z żelaza, cały(a) jestem poruszony itp.” – nie znaczy, że mnie coś boli, albo ktoś mnie przesunął po podłożu! Kiedy jestem cały, a kiedy nie cały? W konkretnych przypadkach jest to dla nas oczywistość, ale wniosków, co do zasady, ogólności, nie wyciągamy!? NP. że życie człowieka to nie tylko prawidłowe funkcjonowanie anatomiczno-fizjologiczne. To czucie, odczucie, rejestrowane, analizowane, jedne wykorzystane, inne nie, chwilowość i przeszłość i przyszłość, wiara, nadzieja, miłość. No więc, CO TO JEST ŻYCIE CZŁOWIEKA? Życie w człowieku?
Wstyd dla XXI wieku, że tego, co może jest najważniejsze, ciągle nie wiemy. Mam nadzieję, że wiele Nobli czeka w tej dziedzinie.

Pochwała blogów. Wychwalam blogi. Nie tylko, że mi się podobają. Dużo, dużo, więcej. Wymiar nie zmarnowanego życia. Sprawdzian jego celów i kierunków. Potwierdzenie decyzji i wyborów. Ciągłość wartości. Przekazywane w rodzinie (tzn. udokumentowane) od połowy XIX wieku. I pocieszenie: Jasiek i Łazarz - to też Strachówka.

A propos wczorajszych szkoleń, ktos musi mówic prawdę. Pojawiły się pomysły w ramach PIS-u na przedszkole, kolonie. Niedawno napisałem w Łączniku Mazowieckim, że w dobrych działaniach naśladownictwo jest mile widziane. Na przykład: w pewnej miejscowości ktoś zadbał o swój przydomowy ogródek, i cała ulica wkrótce zakwitła ogródkami. Brawo.
U nas wygląda to tak: skoro szkoła pisze jakieś projekty, albo realizuje ciekawe cele, to "oni" muszą też. Ale to nie są ogródki przydomowe. Tam nikt nie wchodzi do ogródka sąsiada, upieksza własny. Po co się wchodzi na pole sąsiada? Żeby skłócać, niszczyć?
Nawet tak piękną tradycję jak kolonie Caritas? Nie znam niezadowolonych uczestników kolonii z Duninowa, Gdyni, Murzasichla ….. Organizujemy je od 12 lat, kiedy innych "społeczników" nie było.
Przed napisaniem jakiegokolwiek projektu trzeba dokonac analizy problemu. Czy w Strachówce wszystkie inicjatywy muszą być dublowane? Co jest potrzebne, czy łączy ludzi, czy dzieli, czy szanuje istniejącą - dobrą - tradycję, itd.? Skąd "oni" wzięli przekonanie, że jest aż tak dużo rodzin, które chcą wysyłać dzieci na letni wypoczynek, że potrzebne aż dwie propozycje? Czy ma dla nich jakieś znaczenie, że dotychczasowe kolonie są dziełem parafialno-szkolnym? Może wystarczy raczej uzupełnic dotychczasowe propozycje jakąś ciekawą ofertą? O coś, czego niema, a nie powielac to, co juz istnieje? I co to ma wspólnego z Programem Integracji Społecznej??

Na szkoleniu Lidera (Lokalnej Grupy Działania) referent, Jarosław Supera, prezes stowarzyszenia "Kapitał Rozwój Praca", specjalista w wielu pokrewnych dziedzinach, tłumaczył: "wszystko, co w sferze samorządności tworzone jest dla ukrytych celów: aby zaistnieć, odnieść sukces w najbliższych wyborach itp. - nie ma przyszłości. Musi się rozsypać". Wierzący znają ten cytat: „Żadne podzielone królestwo długo się nie ostoi ... a upadek jego będzie wielki”. Tylko miłość łączy naprawdę. Prawdziwe cele. Prawdziwe pasje. Prawdziwi liderzy.

Poszliśmy w las. Trudno zmobilizować się samemu, namówiłem Olka i Andrzeja. Kije w dłoń, no i lornetkę, i marsz. Kot za nami. Andrzej chciał, ale nie doszliśmy do placu kościelnego, za późno. Ale miło było słyszeć ich pytania i rozważania. Naprawdę chcieli zbudowac kościół? Fajnie by było. Ciekawe, kto byłby w nim księdzem? Mógłbym, na piechotę, albo na rowerze do niego jeździć….. Marsz był półgodzinny. Jeden w klapkach, bez skarpet, ale czapki szukał, bo zimno. Drugi w butach ciężarnych, zimowych, niezwiązanych. Ja w butach po-Jaśkowych. A co nam to przeszkadza. Nie ubieramy się w Paryżu. Nawet do kościoła chodzę w „wyświechtanej marynarce”, jak się jakiś strachowski elegant(ka) wyraził.
Było super! Czułem się jak stary Kietlicz z Potopu.

Zosia skończyła 19 lat. W naszej rodzinie urodzin właściwie nie zauważamy. Imieniny bardziej. Przewaga chrześcijańskiej nad światową tradycją. Narodzić się z Ducha, narodzić się dla nieba. Duch tego świata? Z dużą rezerwą.
Hela wreszcie może się uczyć intensywniej języków. Jasiek ukochaną gitarę mógł zacząć w wieku 13 lat, Hela, ukochany język francuski, w wieku 15. Tak to bywa na wsi, do tego u wielodzietnych.

Znów mogę mówić, jak przed kilkunastu laty, o sakramencie nocy. Nie zawsze tak było, nie zawsze tak jest. Nadejdź, nocne ukojenie. Zosia przyspiesza tę chwilę, zabiera mi Internet. (Wtorek, 6.października.2009)
***

Człowiek na podobieństwo Boga, czy Bóg na podobieństwo człowieka? Mam wrażenie, że właśnie odwrócenie tego twierdzenia jest często powodem ateizmu. Bóg, który jest tylko super człowiekiem, super mną, super każdego, nie jest największą atrakcją. Odwrotny kierunek poszukiwań oferuje nieskończoność możliwości. To jest atrakcyjne. I owocne, rozwija człowieka, odkrywa nowe horyzonty. Uczy właściwej perspektywy patrzenia na siebie, pokornej.

Kim jest ten, który zawsze był, jest i będzie. Który jest istnieniem i miłością. Co we mnie jest podobne do niego? Gdzie tego w sobie szukać? To są rozmyślania!
Jak dobrze jest z nimi przebywać w samotności, albo w ciszy wspólnej, rodzinnej modlitwy. Dziwię się, że jeden z bohaterów filmu (książki) „Panny z Wilka” boi się położyć spać, żeby go śmierć w nocy nie zaskoczyła. Właśnie takie rozmyślania są piękną kołysanka. Całym życiem dorastamy do śmierci.

Nadszedł wreszcie i do nas czas szkoleń, szkoleń, szkoleń. Projektów, projektów, projektów. W Urzędzie Gminy było z PIS, czyli Program Integracji Społecznej. W szkole, zdałem krótką (?) relację z wyjazdu do Lwowa w ramach RITY, od 15.00 do 19.00 znów w Urzędzie Gminy o LIDERZE (Lokalne Grupy Działania). Obok siebie siedzieli: wójt, przewodniczący rady, sołtyski, radna z Równego, dyrektorka szkoły, przedstawiciele konkurencyjnych stowarzyszeń (w trakcie rejestracji), i ja. I dobrze, że coś nas gromadzi w kupie. Chciałbym częściej. Wszędzie chciałbym powtórzyć to, co tutaj zapisuję. Jesteśmy obywatelami Polski i Europy. Także w Strachówce. Nie ma odwrotu, demokratyczne procesy zagarną wszystkich. Kto myśli (kombinuje) inaczej – już przegrał.

„Jak ja lubię grac na gitarze! – napisał Jasiek na blogu - Mógłbym ćwiczyć całymi dniami i nocami.” Dziadek Janek lubił grać na fortepianie, miał okres w życiu, że po 8 godz. dziennie. Jasiek, pamiętamy, że pokochałeś gitarę, gdy miałeś 9 miesięcy. A pierwszą gitarę-zabawkę dostałeś jak miałeś 16 miesięcy i chciałeś, żebyśmy dłuuugo śpiewali kolędy, bo chciałeś „akompaniować”.

Łazarz, pokazałeś, jak ważna jest modlitwa nawet dla postronnych obserwatorów. To mnie umacnia, żeby często chociaż - o modlitwie rodzinnej - pisać. „Wszystkie nasze dzienne sprawy” – możesz zanucić na dobranoc, babci i sobie. (Poniedziałek, 5.października.2009)
***

Jak wiara śmierć oswoiła i jak samo życie śmierć oswaja.
Trochę wiek, trochę stan zdrowia, trochę wrodzone zainteresowania sprawiają, że próbuję zaglądać za kurtynę. Jest ciekawie. Bez wiary i doświadczenia życiowego bałbym się pewnie podejść tak blisko.
Długie - względnie - życie, odkrywa i docenia coraz bardziej wartości osobowe. Bywają przypadki, że „choć umarł młodo, przeżył czasu wiele”.
Ideologie świata tego zawężają rozumienie (i całą perspektywę) człowieka.
Niech każdy spróbuje bezstronnie, obiektywnie, odpowiedzieć na pytanie: kto najbardziej broni wartości życia? A później dopiero dołoży ideologiczne interpretacje, wyjaśnienia, uzasadnienia. Ci, dla których życie nie jest najwyższą wartością, otwierają furtkę dla innego spojrzenia, inną perspektywę, na człowieka i jego kulturę(y).

Polityka robi się ostatnio ciekawsza.
Głupota Z. Chlebowskiego budzi zdumienie. Mirosława Drzewieckiego pewnie też. Tusk pewnie sobie poradzi. Może Gowin się wzmocni, choć wątpię.
Prezydenta gra traktatem europejskim (podpisem) wcale mi się nie podoba. Podpisanie i nie podpisanie jest oddziaływaniem na inny kraj. Odpowiednio: na grupy zwolenników i przeciwników integracji (traktatu).

Wcale mnie nie cieszy podobna postawa Czechów. Ci Czesi, których ja poznałem woleliby, żeby ich prezydent podpisał. To bardzo dwuznaczna gra obu prezydentów względem Europy, i wcale nie zrodzona pod wpływem Irlandii. To tylko ich gra, na użytek polityki wewnętrznej. Chcą wzmacniać swoja pozycję, swoje szeregi.
Wynik powtórnego referendum (?!) na wyspie wcale nie umacnia pozycji Polski w Europie, ani w Irlandii. Prezydentowi jakiegokolwiek kraju chyba nie może chodzić o taki rezultat własnych działań. Wbrew stanowisku społeczeństwa, które przez swoich reprezentantów w Parlamencie i przez sondaże, chce czego innego.

Cieszenie się z czegoś - a cieszenie się sobą (życiem, sensem)?
Są chyba różne rodzaje tego uczucia. Każdy może zanalizować swoje doświadczenia. Ja cieszę się ciągle pobytem we Lwowie, słowami papieża o Synodzie dla Afryki, Fernando Alonso cieszy się z nowego kontraktu, za 25 mln $, z Ferrari, Sebastian Vettel ze zwycięstwa w GP Japonii. A TY? Czym się cieszysz?
Cieszę się, że Łazarz (17) biegnie teraz, w towarzystwie Pawła (51), w Warszawie. Mistrz i uczeń. Chciałbym, żeby tak było. Pamiętam (ja, 56) jeszcze radość z biegania. Kiedy jest się w formie radość towarzyszy samemu biegowi, kiedy w gorszej może przyjść po biegu. Mam na świeżo w pamięci wczorajszą radość z sauny, basenu, jacuzzi. Kiedy piszę, mam radość, głębokie zadowolenie z całego życia.
Ile może dać chwila, świadomie przeżywana! Świadomość, tożsamość, szczerość jest drogą do celu.

Cieszę się, że Jasiek, a takż Łazarz prowadzą blogi.
Że Andrzej dał się namówić. Wierzę, że kolejni kiedyś też.
Dziękuję Opatrzności, że w wieku 26 lat mogłem być w Taize. Że ten pobyt wpłynął na całe moje życie. Za wartości, które głoszą, i którym służą, bracia z ekumenicznej wspólnoty w Burgundii. Za zadanie pojednania. Ale chyba jeszcze bardziej za styl życia: prostota, otwartość, szczerość, przejrzystość. Żeby postawić na te wartości trzeba zaufać. Komuś większemu.
Dziękuję. Nigdy nie wyrażę pewnie całej wdzięczności.
Poznać prawdę i wyśpiewać hymn dziękczynienia – potem lżej szykować się na śmierć. Bo o cóż może jeszcze potem chodzić? Biegać?
Jest lepsza droga. Po prostu miłość. Chciałbym - ale ja tylko tyle mogę, resztę nie ja…. ten cytat już znacie.

Panie Boże, daj nam jutro dobrą Radę Pedagogiczną. Daj otwartość. Także na Wschód. „I mnie w opiece swej miej” – dopowiem ja, pieśniarz ludu (a propos: Wieśniak … w Europie). (Niedziela, 4.października.2009)
***

Budzę się, wstaję. Nie widzę porządku, ani nieporządku wokół siebie, kłopotów, zdrowia, choroby, obowiązków, tzw. twardych realiów, ani śmierci, ani nawet – o dziwo – samego siebie. Widzę ocean życia i bolid, którym go przemierzam. Wypełnianie. Dokonywanie się. Co podszepnie mi dziś Duch, Autor? Autora Duch? I czy go usłyszę, czy zapiszę?

Ani lepszy samochód, ani nowy dom nie zawracają mi nadmiernie myśli. Ani jazda na nartach, ani gra w tenisa, czy zbieranie grzybów. Choć lubię to wszystko. Ale cóż, mierz zamiary podług sił i możliwości. Więc powtarzam za mędrcem (i chyba G. Haendlem) „whatever is, is good”. Przyjmuję. Niech się dzieje wola większa. Niech się wypełnia, dokonuje.
Wszystko, co największego może oferować świat – poznałem. Deo gratias. Dziękuję. Amen.

„Facebook” mnie zaskoczył. Niedoceniałem. Nie umiem się nią posługiwać. Może ktoś mi pomoże, podpowie. Przecież mi także chodzi o to, żeby wszyscy mieli swoja twarz i chcieli ją odsłaniać. Więcej nawet, nie tylko twarz i imię. To pierwszy etap. Chodzi o wierność sobie, przyjętym i wyznanym wartościom. Chodzi o tożsamość.

Lubię wszystkich w Strachówce. Nie zawsze jednak. Lubię, gdy pokój mnie wypełnia. Gdy chcę patrzeć oczami wiary. Kiedy mi dopieką, albo kiedy zobaczę ich zamknięte twarze i unikające spojrzenia, ciężko jest mi realizować wzniosły cel braterskiej miłości. Znów muszę odejść na pustynię modlitwy. Ale mógłbym, chciałbym z każdym rozmawiać tym racjonalnym językiem ukształtowanym na Nowym Testamencie. „Tylko tyle mogę. Resztę nie ja, bo ja tam się kończę, gdzie możność moja” – powiedziałbym z Cyprianem Norwidem, choć wiem, że nie powinienem się usprawiedliwiać.

Kiedy oglądam zdjęcia ze Lwowa, kilka z nich burzy mój spokój i każe stawiać pytania o budowę sali gimnastycznej w Strachówce. Na zdjęciach są zdjęcia z prezentacji jednej z polskich szkół. Koleżanka z Zespołu Szkół (podstawowej i gimnazjum) w Pobiedziskach, z duma pokazywała projekt ich sali. Każdy może zajrzeć na ich stronę i porównać. Nasza nie musiała być tak wielka i tak piękna. Ale nie wolno milczeć wobec sposobu narzuceni nam projektu, bez dyskusji z radnymi, dyrektorem i nauczycielami szkoły, rodzicami. Tego wymagają procedury. Tak omawialiśmy projekt szkoły w Rozalinie 17 lat temu! Wójt i projektant zlekceważyli społeczność Strachówki. Z tego nie może wyrosnąć dobro. Zlekceważyli i lekceważą nadal. Ileś tygodni temu postawiłem pytanie o lokalizację sali. Przecież każdy projekt budowlany musi „być dostosowany do istniejącego krajobrazu”. Dlaczego nie pytają o to radni: koalicji rządzącej w Strachówce i opozycyjni, oraz ich przywódcy ideowi? Będę więc pytał w imieniu wszystkich. Wyślę nawet pytanie na piśmie. Trzeba wytłumaczyć założenia budowy mieszkańcom, albo przeprosić i prosić o wyrozumiałość.
Jestem nowoczesnym mieszkańcem gminy. Przyjmę wyjaśnienia, do których będą dołączone założenia i widok makiety budowanej sali, opublikowane w Internecie. Po to przecież jest strona www gminy; do informowania mieszkańców i promocji na zewnątrz.

Załączam cytat z założeń budowy w Pobiedziskach:
„Celem projektu jest wzrost dostępności i poprawa warunków kształcenia na poziomie podstawowym i gimnazjalnym poprzez stworzenie nowoczesnej bazy sportowo - edukacyjnej, umożliwiającej realizację nowoczesnych programów rozwoju młodzieży. Projekt ma za zadanie polepszyć jakość infrastruktury edukacyjnej a przez to oferty edukacyjnej, umożliwiającej wyrównanie szans edukacyjnych i pozwalającej wzmocnić aspiracje i motywacje uczniów do nauki. … Długofalowe efekty społeczne realizacji niniejszej inwestycji doprowadzą do polepszenia zdrowia dzieci, ich zdolności psychofizycznych, redukcji zaburzeń zachowania i emocji, zmniejszanie obszarów wykluczenia społecznego zwłaszcza dotyczących osób zamieszkujących tereny wiejskie.
Głównym założeniem realizacji projektu jest stworzenie zespołu urbanistycznego o jednolitym charakterze, dostosowanego do istniejącego krajobrazu.”

Zaprawdę! - byłem we Lwowie w programie „Edukacja dla demokracji”! (Sobota, 3.października.2009)
***

Przodek człowieka sprzed 4.5 mln latDziedzictwo:
W latach szkolnych nie urządzałem imienin, ani innych imprez. Nie mieliśmy pieniędzy, ni mieszkania. Trzy pokoiki w bloku, siedmioosobowa rodzina. Nawet wyjazd najstarszej siostry do USA niewiele zmienił. Pieniędzy na takie duperele nie było. W zastaw iść? Sami byliśmy wspomagani paczkami przez parafię, i inne organizacje kościelne.
Na studiach raz 19 marca schowałem się u franciszkanów w Niepokalanowie, innym razem kupiłem bilety dla przyjaciół do Teatru Wielkiego, i bylismy razem w Operze.

Dzisiaj podobna sytuacja powtarza się z naszymi dziećmi. Pal sześć pieniądze, są przecież karty kredytowe, debety…. Warunki mieszkaniowe są zaporą. Nikt w naszej rodzinie nie ma swojego pokoju. No, Jasiek ma swój kąt, w mieszkaniu wynajmowanym przez cztery osoby w Glasgow. I jeszcze Łazarz, u 87 letniej babci Heli. Nie tylko mój świat jest osobny. My jesteśmy osobni. Osobowi. Pociąg biznesowo-towarowy raczej nas omija.

Prawda, że ładny obrazek? To przedstawiciel(ka) Ardipithecus ramidus sprzed 4,5 mln lat.
Dziś "Science" ujawnia długo oczekiwane wyniki badań ardipideka. To najstarszy przodek człowieka, którego udało się niemal w całości odtworzyć ze znalezionych kości. Żył ponad 4,4 mln lat temu, niedługo po tym, jak nasza linia rodowa rozeszła się z szympansią. Jak się sądzi, gatunek ten dał początek linii hominidów zakończonej na współczesnym Homo sapiens. Jej prawie całkowicie zachowany szkielet uznano za kamień milowy w poszukiwaniach początków ludzkiego gatunku. Za naszą pra-pra-pra-prababkę. (Piątek, 2.października.2009)
***

Opiszę wam wielki skarb (dar) i tajemnicę. Żyję! Dostałem życie! A wraz z nim świadomość siebie samego, wolną wolę, zdolność do kochania i potrzebę bycia kochanym. HURRA! Największe skarby są moim udziałem. Otrzymałem je za darmo.

Kto uważa, że to oczywistość, niech powtórzy to samo. Pod swoim imieniem i nazwiskiem! Kto tego nie jest w stanie powtórzyć, uznam, że nie jest to dla niego takie oczywiste. HURRA!

To jeden ze znaków rozpoznawczych człowieka: zdolność do objawiania się.
”Jak niewiele jest ludzi i jak nie ma prawie
Pragnących się objawić!...”(C. Norwid, Kółko)

Zupełnie niezależnie ten sam wątek pojawił się pod moim dachem z pomocą Facebooka. Otrzymałem w poczcie mail z prośba o potwierdzenie znajomości na tym portalu społecznościowym. Wszedłem, potwierdziłem, dałem się prowadzić za rękę, zatwierdzałem o co prosili (formularz). I w odpowiedzi posypały się potwierdzenia z różnych stron świata, od Ukrainy, przez Hiszpanię, do USA, od różnych osób: znajomych i przyjaciół. Wszystkim jestem wdzięczny. Nie doceniałem Facebooka. Preferowałem Twittera i blogspota.

Ja zachwycam się Lwowem, gdzie mnie zaprowadził program „Edukacja dla demokracji”, a co z demokracją w Strachówce? Posiedzenia Rady Gminy, te, które widziałem za czasów PRL, te, w których brałem udział w latach 1990-94, i te dzisiejsze – wołają o szkolenia, szkolenia, szkolenia. Demokracja na nich raczkuje i często się przewraca. Wiele na to się składa: warunki życia, wykształcenie, układy wiejsko-gminno-rodzinne (brat wójtem, brat radnym, raz brat wykonawcą, innym razem inspektorem nadzoru), dziedzictwo PRL, w całym społeczeństwie, żeby nie było wątpliwości. Podmiotowość, własne zdanie, umiejętność jego wyrażenia i obrony – są w Polsce w wielkiej rzadkości.
Ale była na sesji pochwała szkoły!! Za (na podstawie statystyki i opracowań) obiektywne pomiary skuteczności pracy dyrektorki i nauczycieli. Demokracja – w długiej perspektywie - się obroni.

Na sesjach rad gminnych próbuje się zaczarować słowami rzeczywistość, a najbardziej radnych. Ten, który ma władzę, traktuje ludzi z wyższością, zakładając, że nic nie rozumieją. Lekko mu przychodzi krytykować innych, pokazując, że tylko on ma rację i wszystko robi bezbłędnie. Najpierw np. każe komuś zrobić kosztorys na 80 tys. zł., ale na sesji rady krytykuje, że nie zostało włączone do projektu to, i tamto, w sumie do 100 tys. zł. Tylko po to, żeby bez skrupułów, bez szacunku dla osób w jakiś sposób od siebie zależnych, budować swoją pozycję. Jak można robić cholewę z ‘własnego aparatu mowy’? Z obfitości serca mówią usta. Stwardniałe musi być to serce.

„Wołajcie do Boga kiedy jest blisko” – w modlitwie zawsze jest blisko. Doświadczamy tego w modlitwie rodzinnej. Wołajcie. Wołajmy. Jest często tak blisko, że daje się dotknąć. Szkoda marnować takie okazje. (Czwartek, 1.października.2009)
***

Objaśnienia do zdjęć z www.strachowka.blogspot:

1. Zakochałem się we Lwowie od drugiego spojrzenia. Pierwsze spojrzenie napotkało w słabym świetle hali dworcowej własne zmęczenie, zagubienie i różnych osobników nagabujących półszeptem „Taxi? taxi?”. Pierwsze, zmęczone podróżą, widziało ciemny Lwów przez szybę rozklekotanej „marszrutki” jadącej przez socrealistyczną dzielnicę.
Drugie spojrzenie, też przez szybę marszrutki, zobaczyło uliczki biegnące troche w górę, potem w dół, między kamienicami z początku XX wieku, może i z końca XIX. Nic mi nie przeszkadzało, że większość nieodnowiona. Były autentyczne, mówiły o historii, ludach i narodach – mówiąc językiem psalmów dawidowych. Ten Lwów miał ducha! Ma ducha! Chciało się wyjść i włóczyć się z szeroko otwartymi oczami, głową i sercem.

Włóczyłem się w niedzielę, po zakończeniu warsztatów, od 14.00 do 23.00. Te same miejsca, które wcześniej widziałem podczas nocnej wędrówki z baciarem, odsłaniały nowe oblicze. W Katedra Ormiańskiej, postałem , posiedziałem, oddychałem Duchem, „ja dyszał”. W Katedrze Unickiej św. Jura, uniackiej, jak wymawiał baciar, znalazłem upominki dla całej rodziny: bizantyjskie krzyżyki, DVD z nagraniami liturgicznymi, mapę sakralnego Lwowa, i dla siebie coś, co ma służyc modlitwie, ich różaniec, plecionka z kordonka, z dziesięcioma koralikami i rodzajem kitki na końcu. Ta kitka przypomina tzw. „mysi ogon”, rodzaj damskiej fryzury. Mam wrażenie, że plecionka i mysi ogon przybliżają mnie do Maryji. Jakbym gładził ją po włosach. Modlitwa posiłkuje się różnymi gadżetami.

Byłem w małej, z cudownym klimatem, mistrzowskiej pracowni czekolady. Samo stanie w kolejce jest tam przyjemnościa. Kupiłem czekoladki dl aGrazyny, sobie wziąłem goracą, białą, i espresso. Co za eliksir! Delikatessen!!
Dzisiaj, w annopolskim domu, z czułością delektujemy się jedną(!) czekoladką dziennie. Królowie we Lwowie bywali. Jackowscy też. Czas na Kapaonów.

Tańczyć nie umiem, i chyba nie lubię. Ale na taniec patrzyłem we Lwowie przed Ratuszem ponad dwie godziny. Tylko tango. Tańczyli z maestrią, ekspresja, uczuciem. Kiedy szły stare tanga polskich piosenkarzy przed i powojennych (M. Fogg), wzruszenia nie ukrywałem.

2.Andrzej dał się namówić na prowadzenie bloga. Zastrzega się „tylko zdjęcia”. Poczekamy, zobaczymy. W każdym człowieku, małym i duzym, musi być pragnienie, żeby od czasu do czasu podzielić się swoim światem, sobą, z innymi. Tak zostaliśmy stworzeni. Na obraz i podobieństwo objawiającego się Boga (Ojca). Nie zakrywającego się przed nikim! Dziedziczymy to podobieństwo. Nic bardziej smutnego (zmarnowanego) niż życie, które się ukrywa. Jaki sens może mieć osoba, która się ukrywa za siedmioma górami, za siedmioma zasłonami, kordonami, za otchłanią nieufności. Piekło. Odkrywamy, lub zakrywamy się, myślą, słowem, uczynkiem i zaniedbaniem. Przed Bogiem. Ojcem. Przed bliźnim, jego stworzeniem. Bóg-Ojciec. Ojciec-bóg-pośrednik przed Bogiem.

Musiałem poprawiać zdjęcia na blogspocie, i tak ciagle jestem niezadowolony z jakości. Na innym komputerze obrabiam, z innego wklejam, duzo muszę się jeszcze nauczyć.
Przepraszam przyjaciół z Solidarności, że uciekliśmy tak szybko z zebrania w LO, Łochów. Było tak: Grazyna wróciła ze szkoły o 14.00 i musiała jechac z Zosią do "posredniaka" w Tłuszczu, wrócili 15.30, ledwo sie wyrwalismy "na godzinkę", na zebranie związkowe. Wybaczcie. (Środa, 30.września.2009)
***

Dziś wszystko dzieje się na blogspocie. Zrobiłem wielki foto-reportaż o Lwowie. Polecam :) (Poniedziałek, 29.września.2009)
***

„Kto mówi prawdę, ten niepokój wszczyna” (Cyprian Kamil Norwid).

Siadam przed klawiaturą. Mówię Jezu, Jezu. Dookoła cisza. W domu, w ogrodzie, burczy tylko w brzuchu komputera. Co się dzieje we mnie? Czy mówię do pustki??? Ale ta pustka daje mi pokój, radość, i jakby wyjmuje mnie z czasoprzestrzeni. Nie, nie mówię do pustki. To pewne. Mówię do Jezusa z Nazaretu. Takiego, jakiego znam z Ewangelii. Jakiego opisali naoczni świadkowie. Chcę być z Nim. Potrzebuję Go, zwiastuna innego świata. Za prawdę, którą głosił, oddał życie. Przypieczętował życiem swoją naukę. Dziękuję świętemu Łukaszowi i innym biblijnym autorom. Chcę iść waszą drogą. Szukać śladów i prawdy o Jezusie Chrystusie. Być z Nim.

Otrzymałem błogosławieństwo od Andrzeja Madeja, apostoła narodów:

„jozefie
blogoslawie ciebie
jedź blogoslaw kazdym spojrzeniem ziemie ukrainska -
ziemie meczenikow ziemie pojednania ziemie nadziei
alleluja
andrzej”

I czy jeszcze ktoś powie, że patrzę na wyjazd do Lwowa, w zbyt wielkiej perspektywie? Uaktualniłem z tej okazji stronę tytułową www.strachowka.republika.pl
Chciałbym już być w drodze do celu, patrzeć przez okno pociągu, rozmyślać, modlić się. Więc, nie ma mnie, jakby powiedział Łazarz.

Pewnie trudno będzie opublikowac coś ze Lwowa. Jeśli już, to łatwiej na blogspocie. Do zobaczenia. (Środa, 23.września.2009)
***

Wybory 2010
Pójdę z ludźmi, którzy wartości stawiają przed politycznym wyrachowaniem.
Rozum i wiara, tak. Rozum i wyrachowanie, nie.
Solidarność była jednoznaczna. Razem przeciwko kłamstwu. Wielkim kłamstwem był marksistowsko-leninowsko-stalinowski PRL i komunizm ZSRR.
Razem’89. Razem 2010. Czy to jest możliwe? Trzeba sobie odpowiedzieć już dzisiaj. Ja chcę iść razem.

Pragmatyzm jest mi obcy. „Pragmatyzm — to sposób myślenia, jak napisał Jan Paweł II, tych, którzy dokonując wyborów nie widzą potrzeby odwołania się do refleksji teoretycznej ani do ocen opartych na zasadach etycznych. Ten nurt myślowy ….. doprowadził do ukształtowania się pewnej koncepcji demokracji, w której nie ma miejsca na jakiekolwiek odniesienie do zasad o charakterze aksjologicznym, a więc niezmiennych"(Wiara i rozum, nr.89)

PO CO TO WSZYSTKO? Po co zapiski z 19, 20,21 września? Po co dzisiejsze? Bo wierzę w sens życia. W prawdziwe, a nie nijakie, życie. Nijakim życiem jest dla mnie to, które za wszelką cenę chce zrealizować swoją wizję sukcesu. Prawda ma nieporównanie większą wartość niż sukces.

Wyjazd do Lwowa - co znaczy dla mnie? Jak ja to rozumiem?
Zostałem znaleziony.
Szkoła zaakceptowała.
Uczyć się świata.
Siebie.
Doświadczać swojej wiary i miłości.
Tam był wuj Jackowski, Ingarden
historia Polski,
ekumenizm,
Madej,
sztuka,
demokracja,
dzielenie się soba
. Eksport idei.
Rzeczpospolita Norwidowska.
Strachówka w szerokim horyzoncie spraw ludzkich.

Co to znaczy poznawać inny naród, inną kulturę? Z drżeniem i pokora podchodzę do zadania, wyzwania. Z religijnym przejęciem i poczuciem wielkości tego zadania. Kiedy innym o tym mówię, dziwią się, że aż tak.
Powoli, litera po literze, odsłania się sens Rzeczpospolitej Norwidowskiej. W czasach mnożenia pytań o naród, o regiony, o małe i duże ojczyzny, o wartości podstawowe dla wspólnot lokalnych. Co to jest ojczyzna? – pytał Cyprian Norwid.

Oficjalnym godłem Ukrainy jest Tryzub (Trójząb), który faktycznie jest wizerunkiem "gołębicy" (symbol Ducha Świętego).

Bardzo filozoficzny dzień.
Lwów – wyjaśniłem.
Telefon od Łazarza.
Dostał zaproszenie od jednego z programów telewizyjnych do wzięcią udziału w nagraniu o stypendystach Dzieła Nowego Tysiąclecia przed Dniem Papieskim.
Lekarz – wyniki nienajlepsze, trzeba by się zacząć leczyć powaznie. Cukrzyca.
Fryzjer – przed wyjazdem na „swatkę we Lwowie”. Przemedytowałem za zamknietymi powiekami cała operację, aż na koniec miałem wrażenie, że siedzę bez kapci, jak w domu.
W Rozalinie wisi klepsydra. Dwie klepsydry. Śp. Zbigniew Gawrych i Janina Gawrych. On 56 (mój wiek), ona 84. Zmarli w odstępie jednego dnia. Pogrzeb w Jadowie na tej samej mszy świętej. Już nie będziemy mijali Zbyszka na drodze.

Cel życia? Dzisiaj odpowiem: zobaczyć zbawienie. Tak powtarzam mniej więcej od poprzedniej jesieni. Dzisiaj ostatni dzień lata. Powtarzam, gdy widzę dużo sensu. Jak w telefonie od Łazarza, mailu od Jaśka, dobrych wieści z „zielonej szkoły” w Porąbce …. W każdej takiej chwili chcę powtórzyć z Symeonem: „a teraz pozwól odejść swemu słudze w pokoju, bo moje oczy oglądały Twoje zbawienie”. Nie żyłem nadaremno.
Strachówko, ani nie chcę tobą rządzić, ani nie chcę twoich pieniądze. Chcę codziennie w Strachówce oglądać zbawienie. Ot, co. Tylko tyle. Aż tyle. To jest osiągalne dla każdego chrześcijanina. Nasz Bóg się nie ukrywa. On się objawia. Wystarczy dołączyć trochę myślenia do swojej modlitwy. Pójść przez chwilę droga św. Augustyna: „nie ma wiary bez myślenia” i Jana Pawła II: „Wszystkich proszę, aby starali się dostrzec wnętrze człowieka”.

„Nie można, bez wyciszenia naszej pasji poznawczej, unikać pytań o sens życia, jego ukierunkowanie, nieuchronność śmierci, nadzieję nieśmiertelności (JPII, Wiara i rozum).”
I taka jest, chce być Rzeczpospolita Norwidowska, Norwidian Republic, Norwidska Respublika. (Wtorek, 22.września.2009)
***

Akcja (Dalszy ciąg) - 19 września moje miejsce było albo wśród organizatorów, albo honorowych gości. Należało się to nie mnie, należało i należy, Strachówce. Należy się normalności. Należy się zdrowemu stylowi życia. Mówią o tym wszystkie pisane i niepisane kodeksy honorowe. Także strażackie. Wszyscy powinniśmy wiedzieć jak przeprowadzić uroczystość, stać w szyku, podnieść flagę narodową, jak potraktować byłego prezesa, wójta, ministra, premiera, prezydenta itd. Mnie kiedyś, także jako wójta, uczył, jak się zachować wobec mojego poprzednika, ówczesny przewodniczący Rady Gminy, Kazimierz Orzechowski. Do dzisiaj jest dla mnie niedościgłym mistrzem mówienia prosto w oczy.

Kto dziś, w ich gronie, uczy młodych zasad, tradycji i historii własnej jednostki? Przed paru laty, ci sami ludzie, którzy dzisiaj nie wiedzą jak mnie traktować, wybierali mnie na prezesa OSP. Trzeba umieć być wiernym. Komu, nawet sobie samemu. Zbigniew Herbert! Bo bez tożsamości, niczego dobrego zrobić w życiu nie można.

Ci, co chcą pisać nowy rozdział historii Strachówki, powinni zajrzeć do podręczników. Jeśli się nie zreflektują, zło jakie zasieją, będzie trudne do naprawienia przez następne pokolenia. „Anioł Powiatu Wołomińskiego” przyznawany jest przez środowisko solidarnościowe. Czy w Strachówce powstało stronnictwo anty-solidarnościowe? W roku obchodów 20-lecia odzyskania niepodległości? I odwołując się do znaczenia roku 1918 w historii Polski i Europy?

Wojna światów w Strachówce? Tak wygląda. Pewnie tak. Jakie to rodzi skutki? Że młodzi strażacy przyszli podziękować, za wypożyczenie sprzętów szkolnych, komu? Paniom, które pracują w kuchni. Pożyczali od dyrektora. Tu już nie jest potrzebny kodeks strażacki.
Wójt też ma zwyczaj przyjść do szkoły, coś obejrzeć, załatwić, ale nie zachodzi do gospodarza obiektu, instytucji! Co się w naszej Strachówce wyrabia. Gdzie takie zachowania mają nas doprowadzić? Do kolejnego roku 1918, 1980, 1989? Ja na życie patrzę w takiej perspektywie. A wy?

Nie chcę nikogo ranić swoim pisaniem. Jeśli, to przepraszam. Boże broń, żebym miał się naśmiewać lub szydzić. Ale nie będę na własnym blogu owijał w bawełnę. Jeśli ktoś go czyta, wie - zna moje myślenie. Zna mnie, wyznawane przeze mnie wartości i cele. Szczerość. Prawda. Lekka ironia wobec swiata i siebie samego. Marzę, aby moja prawda była równa miłości bliźniego. To trudna sztuka. Mistrzem w niej może być święty Jakub, z niedzielnego czytania w kościele.
Chciałbym, aby każdy otwarcie wyrażał swoje poglądy. Nie cierpię szeptania po kątach. Jedno z określeń przyjaźni mówi: „To ten, który nie milknie, kiedy wchodzę do pokoju, i nie zaczyna rozmów o mnie, kiedy z pokoju wychodzę”.

We wczorajszym filmie, „Abraham” cz.2, jest scena, kiedy po odwiedzinach króla/kapłana Melchizedeka u tytułowego bohatera, jego żona, Sara, mówi: „wreszcie spotkałeś człowieka, który cię rozumie”. Melchizedek reprezentował inny świat, inną kulturę, inną religię. Można. Zazdroszczę. (Poniedziałek, 21.września.2009)
***

Wczoraj bardzo byłem zadowolony, że napisałem, co napisałem. To, co napisałem, potwierdzało słuszność wieczornego usprawiedliwienia. Gdybym wszedł między nich, miałbym zasznurowane usta.
Muszę pisać, bo ktoś mi dyktuje. Byłoby niegrzecznie odmówić. I z wielką stratą, bo to ktoś bardzo mądry. Dlatego tak cieszę się na każde najlżejsze, wewnętrzne zaproszenie do klawiatury. Ta czynność staje się prawie adoracją. Jest adoracją. Początkiem lub zwieńczeniem.

Trudno nie mysleć ciągle o wczorajszej uroczystości. Była piękna, ważna …. i dziwna. Zwrócono całą uwagę na formę. Forma mi się podobała. Była piękna. Ale w ruchu strażackim najważniejsza jest nie forma, ale istota. Ze swej istoty strażacy są dla ratowania wszystkich! Bez względu na ... cokolwiek. OSP wyjątkowo nie nadaje się do manipulacji politycznych. Jeśli gdzieś wkradnie się takie skrzywienie, natychmiast powinno być rozpoznane i wyrwane do korzeni. Dla dobra tej organizacji, a jeszcze bardziej dla dobra społeczności lokalnej, której ma służyć bez żadnych uprzedzeń. Etos – wielkie słowo. Ale bez przywołania tego wielkiego słowa nie można rozpatrywać sensu istnienia ruchu strażaków-ochotników-ratowników.
Święty Florian spaliłby się ze wstydu, gdyby ktoś, powołując się na niego, miał w pogardzie innego człowieka. Albo dzielił ludzi na naszych i nie naszych. Swoich i nie swoich. („Kółko”, CK Norwid). Święty Florian ujął się właśnie za tymi „innymi”.
Wszystkie publikacje na temat straży, i wszystkie szkolenia, w których brałem udział jako wójt i prezes OSP, podkreślały scalającą rolę strażaków w społecznościach lokalnych, zwłaszcza wiejskich. „Należy także pamiętać o roli kulturalno - oświatowej, krzewieniu sportu i łączeniu społeczności wiejskiej, dla podtrzymania lokalnych więzi i związanych z tym tradycji”.

Szkoda, że wśród organizatorów zabrakło kogoś, kto znałby się na integracji. Jak można było nie zaprosić szkoły?!

Pojazd, który ma wielu kierowców może rozjechać wszystkich po drodze. Sąsiadów, przechodniów, rodzinę, współtowarzyszy drogi. A na koniec jeden kierowca uzurpator wypchnie drugiego, a może i jedynego uprawnionego, na zakręcie.

Zrobiłem użytek z kijów do nornic walking. Poszedłem w las. Olek mi towarzyszył z kijami mamy. Szedł na bosaka. Przez krzaki i zarośla. Po szyszkach. Ani pisnął. To dla niego (dla nich) normalka, wiejskie dzieci.
Pokazałem mu gdzie Andrzej i Maria Królowie, Jackowscy i Kapaonowie, chcieli w międzywojniu pobudować kościół. Na skraju lasu, od strony Marysina. Za „Majszyczką”. Ich pomysł już dawno, Majszykowa od tego roku, są świętej pamięci.

Jest o czym pisać, prawie na każdym kroku. Kiedyś mój mistrz, Tomasz Mann, napisał o spacerach z psem Bauszanem (w tym samym czasie, kiedy Królowie myśleli o swoim kościele). Innym razem o dobrodziejstwach spokojnego snu. Na każdym kroku, z każdym oddechem. Póki dychamy jeszcze!
W epizodzie z Królami i Mannem jest jeszcze jeden związek czasowo-logiczny. On pisał o psie, uciekając od polityki w wojennej Europie. Królom pomysł, a właściwie pieniądze, zżarł kryzys światowy. Szkoda. Pewnie żałują także niektórzy mieszkańcy Strachówki. Gdyby Królom się powiodło, nie musieli by nas oglądać w strachowskiej parafii. Cóż „niech się dzieje wola nieba ….” - przyjmujemy z właściwą sobie pokorą. My, religijni potomkowie, religijnych przodków.

Mój mistrz słynął z autoironii. Ba, więcej. Głosił, że bez autoironii nie można być artystą. Ciekawe, co ma na to w odpowiedzi, mój kąśliwy wuj, Aleksander Jackowski. Muszę go spytać. Jemu humoru i ciętego języka nie zbraknie. Ale, psiakrew, wydawnictwo Gandalf – jakie piękne imię – przechwyciło jego „rękopis ‘Być artystą”, i nie zamierza wydać. Ale Jackowski był, jest i będzie zawsze artystą. Pan Bóg obdarzył go wieloma talentami i długim życiem. Ja tyle nie dociągnę, byłem za życia zbyt wielkim nerwusem. Poza tym, żeby długo żyć, trzeba mieć piękny umysł, żeby czymś upiększać pomarszczoną, niezaradna starość.

Z Jaśka bloga: „Glasgow. To ciekawe miejsce. Przywitało mnie deszczem i chłodem, ale zaraz potem przedstawiło mnie serdecznym, uśmiechniętym mieszkańcom.”

Widocznie nie dzielą ludzi na „swoich” i „nie swoich”.

Nie przegapić żadnego dobra, znaku, mrugnięcia okiem zza zasłony bytu, z jego źródła. Albo serca. (cdn.) (Niedziela, 20.września.2009)
***

Najpierw usprawiedliwienie. Nie pojechałem na posiedzenie Zarządu naszej Lokalnej Grupy Działania. Chęci nie wystarczą. O 7.30 zadzwonił Łazarz z Dworca Wileńskiego, że będzie o 10.00 w Łochowie. Nie można było też odkładać wizyty Heli u okulisty i optyka. O 12.00 msza święta w intencji OSP i Strachówki. I bądź tu działaczem społecznym.
Może byłoby to możliwe w utopijnym kraju sprawiedliwości społecznej, lub w rozwiniętym kraju europejskim, nie mówiąc o USA. Za to kim jestem dostawałbym sprawiedliwe wynagrodzenie, mógłbym zabezpieczyć potrzeby rodziny i być w pełni użyteczny społecznie.
Na początek wystarczyłby pewnie najtańszy, używany samochód, drugi w rodzinie, i pieniądze na jego eksploatacje.
Ale nie żyjemy w rozwiniętym kraju europejskim, tym bardziej nie w USA. W utopijnym kraju nie chciałbym za żadną cenę. Żyjemy w Polsce Anno Domini 2009. Przed nami strasznie daleka droga. Ja tego celu nie dożyję.

Brazylijskość, sobość, Polskość
Brazylijka z „naszym” mężem zamieszkała w Polsce. Początek był nie tylko szokiem termicznym (+35C, - 25C). Dali sobie radę. Po 9 latach wybudowali dom. Zarabia na brazylijskości, na sambie.
I tak powinno być. Każda kultura ma dużo do zaproponowania innej kulturze, tzn. ludziom w niej żyjącym. No, więc gdybyśmy wyjechali do Brazylii, też powinniśmy sobie dać rade, w oparciu o naszą kulturę. Co byśmy im zaproponowali?

Tu dłuższa przerwa na myślenie.

Ja nie mam obaw, ani wątpliwości. Doświadczyłem eksperymentalnie takich sytuacji. Etapy tego doświadczenia: Berlin, Giessen, autostrady we Francji, Anneke Kuipers, Taize, Inga z Koln, Tours, Lourdes, Lisieux, Solidarność, Kromeżisz, Sokrates-Comenius, Londyn, Canterbury.
Na czym to polega? Ano właśnie. Brazylijka zmusiła do zastanowienia. Ja znalazłem już chyba odpowiedź. U mnie polega to na Polskości-Sobości. Na tym, że jestem sobą, i wiem, co to mniej więcej znaczy. Na niezłomności zasad. Na trzymaniu się wpojonych i przyjętych wartości. Na tym, co otrzymuje się w genach, co kształtowane jest w wychowaniu rodzinnym, i rozwijane przez własne dociekania i decyzje. Pomocne są zwłaszcza tzw. trudne decyzje. JPII „Osoba i czyn”.
W opisie świadomości Romana Ingardena (w podwójnym znaczeniu, jako podmiotu i przedmiotu badań; w przypadku świadomości nie może być inaczej!) znalazłem naukowe wyjaśnienie, w jaki sposób czyny kształtują osobę. Ksiądz prof. Kazimierz Kłósak określił mnie jako umysł spekulatywny. Myślenie jest czynem! A na początku mojego dorosłego życia usłyszałem dumne określenie „prawdziwy Europejczyk”. Tak moją Polskość, i mnie, postrzegali studenci w międzynarodowej szkole języka francuskiego w Tours. To moja sobość. To ja.

Niektórzy wolą określenie „sobość” od „jaźń”. W jego zrozumieniu pomaga anegdota z życia Jana Pawła II. Kiedy pewien dziennikarz zapytał go w samolocie „Jak się Ojciec Święty czuje?”, papież miał odpowiedzieć „Sobą”.
Z sobości wypływają nasze decyzje i czyny. Myśli i czyny mówią, co tam jest naprawdę. Napisałem 200 tekstów do Łącznika i - każdego prawie dnia - mogę napisać kolejny. Coś tam – w sobie/we mnie - musi być.

Ale z trudem mi przychodzi bronić swojej godności, i godności mojej rodziny, w Strachówce. Nie znaczy to, że wobec większości mieszkańców. Nie. Wobec hałaśliwej grupy, która mniema się, Bóg wie kim, ale nie potwierdza tego swoimi czynami.

Godz. 10.10. Za 1.5 godz. jedziemy na mszę świętą. Na Mszę za Strachówkę. Cieszę się naprawdę. Cieszę się na prawdę!

Byliśmy. Wróciliśmy.
Uroczystość była piękna, ważna …. i dziwna. Że piękna, pragnę pokazać na zdjęciach. Że ważna? Bo trzeba nam jak najwięcej organizacji społecznych, trzeba sztandarów i wartości. Że dziwna? Bo jakby tylko dla własnego, strażackiego, grona. Szkoda.

Msza święta, sama w sobie jest wielką wartością. Poczty sztandarowe, strażacy w mundurach, zawodowi i ochotnicy z trzech pokoleń, dobrze wyglądają w świątyni. W kazaniu ksiądz proboszcz wskazał cztery wartości: czytanie Pisma Świętego, postać świętego Floriana, znaczenie sztandaru i poświęcenie strażaków po zamachu na Word Trade Center.
Całą uroczystość fotografowali, nagrywali fachowcy, oni dadzą opis szczegółowy. Ja opisuję swój udział w imprezie.

Zacząłem dzień od usprawiedliwienia, usprawiedliwieniem kończę.
Nie poszedłem na część biesiadną do świetlicy OSP. Nie czułem się zaproszony. Owszem dwóch strażaków, w tym Komendant, powiedziało „zapraszamy”, ale chyba tylko dlatego, że stałem z księdzem proboszczem i żoną dyrektorką. Gdybym był prywatną osobą pewnie bym poszedł.
Ale jestem byłym wójtem i byłym prezesem tej straży i dlatego nie mogłem. Ja reprezentuję pewien okres w historii Strachówki, i ludzi, którzy go tworzyli. W imię solidarności z tymi ludźmi, i wartości, które nas związały, nie mogłem. Nie mogę legitymizować wyrzucenia nas z pamięci zbiorowej, i z oficjalnych ram życia wspólnoty lokalnej!
Wszystkim dobrze życzę, znak pokoju przekażę każdemu w kościele, ale muszę też bronić wartości i standardów w życiu publicznym. W imię prawdy, w imię przyszłości. Nikt z organizatorów nie chciałby się chyba znaleźć za parę lat w podobnej sytuacji.

W streszczeniu historii jednostki OSP w Strachówce usłyszałem mimochodem i o swoich zasługach: zakupie wozu bojowego w 1993 roku. Przy okazji 90/91 rocznicy jednostki przypomnę inne ważne fakty.
Moje prezesowanie przypadło na okres formowania się diecezji warszawsko-praskiej. Biskup Kazimierz Romaniuk chciał nadać katedrze świętego Floriana charakter patronalnej świątyni strażaków. I tak jest. Chciałem i ja przywrócić naszą straż większym wartościom. Jeździliśmy na uroczystości 4 majowe i na opłatki do biskupa. Największym wydarzeniem była obecność naszego pocztu sztandarowego przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Nawet w piśmie Strażak można znaleźć upamiętnienie tamtego zdarzenia : ”Tegoroczne Święto Niepodległości wejdzie do historii ruchu strażackiego, bo przedstawiciele najwyższych władz Związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP - po raz pierwszy w powojennych dziejach naszego Związku, po uroczystej odprawie wart złożyli wieniec na płycie Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie.” Tak, bardzo chciałem przywrócić naszą straż większym wartościom. Religijnym i patriotycznym.

Takie uroczystości jak dzisiaj, sprzyjają różnym rekapitulacjom: historycznym, osobistym, emocjonalnym… Przypominałem sobie sumę z 3 maja 1981 z „piotro-skargowym” kazaniem ks. Mieczysława Iwanickiego, które poprzedziło powstanie gminnej Solidarności RI, wzruszenie, kiedy za czasów księdza Krupskiego klękałem w progu kościoła w 1989 roku z naszym!, wolno wybranym posłem, rolnikiem z Korytnicy, Krzyśkiem Szymańskim. Pamiętałem o bracie babci, mjrze Kazimierzu Jackowskim, współtwórcy służb radiolokacyjnych w Wojsku Polskim, Polskiego Radia i Muzeum Narodowego, chrześniaku Bolesława Prusa, który bywał pod dachem naszego domu w Annopolu, a życie zakończył w Katyniu. Wspominałem dni, w których trzymałem straż przy budynku Szkoły Pożarniczej w Warszawie w przededniu wybuchu stanu wojennego.

Rekapitulacje. Po co? Bo te fakty były. Bo Strachówka nie chce ich znać, nie chce ich pamiętać. Bo nie wolno pozwolić najbliższym żyć w fałszu. Pisać falśzywej historii. Najbliżsi: bliźni, sąsiedzi, koledzy, koleżanki, dzieci i młodzież szkolna, parafianie….

Solidarnościowy rozdział w historii Strachówki był inny. Budował na wartościach: osobie, wspólnocie, prawdzie. Chciał działać na rzecz całej gminy. Nie do pomyślenia byłaby uroczystość nadania sztandaru jakiejś organizacji bez zaproszenia wszystkich mieszkańców, szkoły(!), byłych i obecnych władz wszelkiego szczebla, nie tylko strażackich.

Wszyscy obecni dzisiaj widzieli tych nielicznych, spośród dzieci i młodzieży, którzy z pasją robili zdjęcia. Bo takie uroczystości ich interesują, bardziej niż nudne i nienudne lekcje. Bo było kolorowo, słonecznie, muzycznie, rytmicznie, były mundury, sztandary, samochody strażackie, syrena…. Ten dzień mógł być lekcja patriotyzmu. Szkoda. Szkoda. W Równym, na podobnej uroczystości, była cała wieś!

Redagując swoje myśli, zdjęcia, ten wpis, zwany postem, natrafiłem na dwa ciekawe adresy w Internecie.
1. Referat Prezesa/Premiera Waldemara Pawlaka „Możliwości wykorzystania środków finansowych Unii Europejskiej na zakup wyposażenia i samochodów pożarniczych dla Ochotniczych Straży Pożarnych”
2. Organizacji CTIF (Comité Technique International de Prévention du Feu), która popiera i upowszechnia międzynarodową współpracę strażaków na wszystkich płaszczyznach dotyczących bezpieczeństwa, ratownictwa oraz walki z wypadkami, szkodami technologicznymi i katastrofami naturalnymi.
W tym celu ułatwia spotkania, rozwiązywanie konfliktów (!!!) i wymianę doświadczeń, przyjacielskie spotkania, kontakty między strażakami i specjalistami z większości krajów świata

Jasiek się reaktywował w Glasgow. Niech to będzie dla niego dobry rok. Wieje od niego nowym duchem. Oby to był DUCH ŚWIĘTY. (Sobota, 19.września.2009)
***

Wczoraj, kiedy pozamykałem w PC prawie wszystkie programy, wszedłem jeszcze do Łazarza. Bardzo cieszy mnie jego blog. Najpierw o mszy, teraz o babci. Nie być skoncentrowanym na sobie, w tym wieku, jest sztuką.

A propos babci. Na taką starość trzeba sobie zasłużyć całym życiem. Pracowitym i bardzo religijnym. No i mieć takie wnuki.

Trwam jakby w letargu, i nagle ożywienie! Telefon do wuja Jackowskiego. Co słychać, co dobrego? Żyję. Wuj ma 89 lat. Ten żart brzmi bardzo poważnie. Ale mogę odpowiedzieć tym samym, ja też żyję, co ma do tego matematyka? Nikt nie wie. Jadę do Lwowa, chciałbym porozmawiać. Lwów zaniedbany. Wilno odzyskało świetność, Lwów nie. Komuna go strasznie zbrzydziła. Musisz zobaczyć katedrę i kaplice Boimów. I wiesz, to jest miasto położone na wzgórzach, pejzaże, widoki. Zaglądam do autobiograficznej książki wuja „Na skróty”, do rozdziału „Exodus”:
- „Lwów. Zakochałem się w nim od pierwszej chwili. Warszawy nigdy specjalnie nie lubiłem. (…) Ale we Lwowie poczułem się tak, jak po latach w Wenecji, Paryżu czy we Florencji. Tu powinienem był się urodzić, tu mieszkać”.
I pomyśleć: wuj jest synem chrzestnym Andrzeja Króla, jest częścią historii Annopola. O jego wyjeździe w 1939 przez Wołomin, Białystok, do Lwowa, wiem z wojennych zapisków Andrzeja Króla.

Co to jest historia? To wczoraj, tylko odrobinę dalej. Ta prawda jest stale obecna w naszym życiu. Przekazujemy ją dzieciom.
Wyjazd do Lwowa coraz bardziej nabiera cech pielgrzymki. Pielgrzymowania śladami Ojczyzny, wuja Jackowskiego, Historii. W ramach programu „Edukcja dla demokracji”.

Ożywienie przyszło od rozmowy z 89-letnim wujem. Jaki jest związek życia z matematyką?
Czytam w Internecie o zabytkach Lwowa. Ależ Internet dodał nam obszaru do życia. Internet zbudowany jest na matematyce/logice: 0101011100…

W Strachówce ma się wrażenie, że mieszkańcy pamiętają tylko PRL – choć ostatnio coś drgnęło, zaczynają sięgać trochę dalej - będziemy świętować powstanie OSP w 1918. Ale oprócz upamiętniania dat, liczy się przecież także mentalność.
Nam się wydawało, że dla podniesienia rangi uroczystości, organizatorzy zaproszą także poczet sztandarowy Zespołu Szkół Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Przecież zawsze ludzie odpowiedzialni za przyszłość ochotniczych straży w Polsce mówili o konieczności współpracy ze szkołami. Tu się ją eliminuje. Paskudne podziały w naszej gminie powodują, że, z jednej strony, cieszę się na jutrzejsze wydarzenie, a drugiej strony się boję. Boję się dalszych podziałów, kopania sztucznych rowów, tym razem już pod dwoma sztandarami. Nawet piękne idee można wykorzystać do złych celów.
Przez wiele lat byłem prezesem Straży w Strachówce! Bez komentarza.

Upiorna kultura (?), upiorne radio. Jedno z wielu. W przerwach między przebojami podaje liczbę ofiar na Śląsku. Albo, albo. Albo komercja, albo służba. Inaczej jest żałosny rozkrok. Później będą produkować edukacyjne programy o znieczulicy, albo czarnych mszach! Hipokryzja.

Wiadomość na WP.pl – „Zmarła prof. Barbara Skarga. Skarga aktywnie uczestniczyła w życiu kulturalnym i naukowym. Była redaktorem naczelnym pisma "Etyka". Stale publikowała eseje w "Znaku". Należała do wąskiego grona filozofów, którzy nie ulegają modom. Zawsze interesowała ją rzecz najbanalniejsza w świecie - człowiek, który żyje, myśli, cierpi. Jako filozof chciała wiedzieć, kim on jest”.
Wiedzieć, kim jest człowiek. Ba! (Piątek, 18.września.2009)
***

Dwie lektury.
Usłyszałem w omówieniu prasy dzisiejszej o Lwowie. Kupiłem Wyborczą. Najpierw poszukiwania artykułu. Musiałem z konieczności przejrzeć wszystko. Kartkowałem i czułem się obco. Coś o nawróconych neonazistach, dodatek o niepłodności, Pearl Jam sika na Busha, Syn księgarza z Kabulu, okropne zdjęcie Wojciecha Manna w rubryce angielsko-polskich tekstów muzycznych przebojów, ….. . Artykułu o Lwowie w 1939 też nie byłem w stanie doczytać do końca.
Dawno nie miałem papierowej gazety w ręku. To prawda. Ale coś jeszcze mnie odpychało. Styl zdjęć, tekstów. Jakiś bezosobowy. Nic nie przyciągnęło. Żadne słowo w tytule, w nagłówkach. Bez czytania wiadomo mniej więcej co tam jest. Materializacja trendów światowego dziennikarstwa? Marketingowy produkt przemysłu medialnego. Towar na kolejne stoisko w supermarkecie.
Nie cieszy mnie taki świat.

Caritas i duchowość
Słowa są ważne. I ‘Caritas’ i ‘duchowość’ mają dla mnie pastelowy kolor, są ciepłe, przyjazne, rozległe.
Tłumaczenie książki jest niechlujne. Język autora dość toporny. Ale sprawy, o których traktuje, ważne.
Papieska Rada „Cor Unum”, którą kieruje kardynał Cordes, zaprosiła w 2006 na kongres do Rzymu, Jamesa Wolfensohna, wieloletniego prezesa Banku Światowego. „Uważali, że będzie odpowiednim partnerem do udzielenie istotnych impulsów kościelnym instytucjom charytatywnym oraz ich politycznym sponsorom”. Kardynałowie zdziwili się, że ten światowiec chce budować pomosty między religijnymi i nie-religijnymi instytucjami. Rozumiecie, co mnie tak cieszy w książce? Mój głos o współpracy samorządów różnych szczebli z parafią, kościołem itp. jest słabo słyszalny. A taki jest jeden z najważniejszych punktów mojego programu wyborczego. Mogę chyba nawet mówić o „zadaniu życiowym”, czy misji. Nie boje sie konkurencji na tym polu. Mam za soba kilkadziesiąt lat przemyśleń na ten temat.
Od dzisiaj mogę powoływać się na prominentnego kardynała. Okoliczności tego „sojuszu” też są ważne. Książkę wręczał wszystkim kierownikom kolonii ksiądz dyr. Krzysztof Ukleja, na zakończeniu Akcji Letniej, Caritas 2009.

Ciało i dusza
„Duch wprawdzie ochoczy, ale ciało mdłe”. Ale kij ma dwa końce, więc…… Kiedy ciało mdłe, nie wszystko stracone, wejdź śmiało w świat ducha. I raduj się. Przypomnij sobie słowa Jezusa, i Andrzeja Madeja - „mówię wam to, abyście radość mieli, i aby radość wasza była pełna”. Obym zawsze sam pamiętał tę naukę.

17 września 1939
Ile w „rozmowach Polaków” o tamtych zdarzeniach ciemności! Sami mamy bardzo niewyraźny obraz Polski z 1939. Kresy to, czy połowa obszaru Polski. Ludnościowo kresy, na Wołyniu Ukraińcy, rdzenni mieszkańcy, stanowili ok. 60%, Polacy byli mniejszością. Tak mówili w programie telewizyjnym zaproszeni gości: Polacy, o różnych życiorysach i pochodzeniu. Tak samo w Strachówce będziemy inaczej mówili o ostatnim dwudziestoleciu. Co z tego wynika? Więcej badań, więcej rozmów, więcej publikacji!
(Czwartek, 17.września.2009)
***

Nie nadążam opowiadać życia. I nie sposób, jest zbyt wielo-wymiarowe. W kinie wystarczy włożyć okulary, by zobaczyć trójwymiarową rzeczywistość. Życie jest bogatsze. Samo widzenie jest ogromnym przeżyciem. A jak je opowiedzieć? RM Rilke, potrafił. „Widzący”.

Zanurzam się w bycie jak w nagrzaną słońcem sofę na werandzie. Ogarnia mnie jego falowanie. Jesień. Jesień w ogrodzie. Jesień bańki życia. Korek na oceanie istnienia. Rodzina jest czarodziejską wyspą.

Strasburg stał się częścią naszej codzienności. Idą transmisje na żywo. Rozbrzmiewa polski język. Za chwilę portugalski i inne. Jesteśmy w domu.

Zachowuję się adekwatnie do stanu posiadania. George Orwell przerobił na sobie eksperyment w tym zakresie: „Kiedy nie masz kasy, nie robisz planów, żyjesz z dnia na dzień”. Dla mnie to nie eksperyment, to samo życie. Gdybym miał forsę, kupiłbym jakiś używany samochód i pojechał gdzieś. Na basen na przykład. Wypiłbym po drodze kawę na stacji benzynowej. Nie słodzoną, z mlekiem. Czasem wpadłbym do sauny, może do teatru?

Forsy jednak nie mam. Mogę sobie posurfować po falach bytu. Trudno narzekać. Obserwacje uczą, że ci co maja tamto, nie robią tego. Lepiej więc już tak.

„Big Brother” jest dla forsy i sławy. Ja tworzę program jednego autora „Old Brother”. Jest dla dzielenia się sobą, w sytuacji marszu przez dolinę pod Mount Doom. Nie przemijania. Wypełniania swego bytu. Można różnie obrazować: np. wypełnianie swojej formy treścią, podstawianie wszystkich zmiennych do wzoru, zbliżanie się do granicy ciągu itd. itp. Przemijanie jest co najwyżej jednym z aspektów. Drugorzędnym.

Moje pierwsze podkreślenia w Caritas i duchowość:

1.- nie ma pomocy bez Boga
2.- Caritas dla wielu ludzi jest wizytówką chrześcijaństwa
3.- niemiecka Caritas udzieliła w 2005 roku pomocy za 245 milionów $!
4.- podkreślenie znaczenia religii i jej miejsca w antropologii
nie zmierza do przekreślenia autonomii państwa wobec Kościoła (…)
[chodzi o to] by stanąć bez uprzedzeń twarzą w twarz z religią
i odkryć w miarę możliwości jej walory
dla funkcjonowania międzyludzkiego współżycia.

Mam żal. Na przykład do wszystkich, którzy zajrzeli na www.dziekuje.pl w zakładkę „Wasze podziękowania” i przeczytali wpis „Za księdza proboszcza”. To nie ważne, że mój. Nie o moje uczucia tu chodzi. O obraz wspólnoty. Wygląda to tak: „Za księdza proboszcza! 25 sierpnia 2009 r. Autor: Józef z Rzeczpospolitej Norwidowskiej Odsłon: (114) Refleksji: (0)”.
Tak samo wyglądają wpisy innych osób. Bez komentarza. Czy jesteśmy aż tak bezrefleksyjnym społeczeństwem?

Ciągle chodzi mi po głowie zapis Łazarza zaczynający się od zdania: „Byłem w kościele”. No, właśnie o to chodzi według mnie, żeby zastanawiać się nad takimi faktami. W nich siedzi egzystencjalizm.

Wczoraj kończyłem dzień podobnymi zdaniami: Co się dzieje w czasie naszej modlitwy wieczornej? I dlaczego jest tak ważne! Też trzeba to jakoś opisać. To może być ważne doświadczenie dla wszystkich: pomilczeć modlitewnie w grupie. Czemu większość ludzi odmawia sobie tej ‘przyjemności’? Rodzina, w realizacji tego celu, jest wymarzoną grupą.

Od takich zdań, faktów, refleksji – pieniędzy w kieszeni nie przybywa, ale egzystencji? Bardzo.

9 września zmarł ks prof. Tadeusz Dajczer, twórca Katedry Fenomenologii Religii w dawnej Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Powiadomiła mnie dzisiaj o tym Emila.

Nasz egzystencjalizm, to nie polityka zagraniczna rządu, ani polityka EU, ani polityka światowa. To to, co najbliżej nas. Bliziutko. Jeszcze bardziej.

Święty Paweł, przemawiając do Greków na ateńskim areopagu, ujął to tak: „w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28). (Środa, 16.września.2009)
***

Przyczynek do XX-lecia - przemówienie Jerzego Buzka w Parlamencie Europejskim w Strasburgu: „Jest jedna Europa, nasza Europa. Europa ma obowiązek tworzenia wizji”.

Jaką masz wizję Europy? Jaką ja mam? Chętnie opowiem. Już opowiadam!

Utożsamiam się z nim (Jerzym Buzkiem), utożsamiam się z nią (Europą). Tak, jak utożsamiałem się, gdy zostawał premierem, z ramienia AWS. Mamy uśmiechnięte zdjęcie z Ossowa (15 sierpnia 1998): Premier Buzek ściska rękę Jaśkowi, z papierowym daszkiem AWS na głowie. Użyłem wtedy fortelu, podszedłem z synem blisko i zawołałem głośno „Panie Premierze!”.

Znasz taki stan: tak nas cieszy duchowa perspektywa, że biologia schodzi na dalszy plan? To taka figura stylistyczna. Mówię tak już trzeci dzien. Mówię sobie. Książka kardynała Cordesa nie może doczekać się ani słowa. Jutro. A delektuję się nią, jak siatkarze deserem u premiera.

Zosia zdała w Łomży egzamin (jazdę) na prawo jazdy. Za trzecim podejściem. Gratulacje!

Co się dzieje w czasie naszej modlitwy wieczornej? I dlaczego jest tak ważne! Też trzeba jakoś opisać. To może być ważne doświadczenie dla wszystkich: pomilczeć modlitewnie w grupie. Czemu większość ludzi odmawia sobie tej przyjemności? Rodzina, dla tego celu, jest wymarzoną grupą. (Wtorek, 15.września.2009)
***

Zgodziłem się kandydować w wyborach 2010. Nie wiadomo na kogo, i gdzie. Zgłosiłem gotowość. To posłuszeństwo nauce społecznej Kościoła.
Nie jest to łatwa decyzja, ale obowiązek służby. Oddania się do dyspozycji. „Kierunek” i „linia polityczna” wyznaczone są przez historię życia. Nie są koniunkturalne. Dla mnie to zawsze była, jest, pojmowałem, jako służbę. Solidarność, Komitety Obywatelskie, Wspólnota Samorządowa.

Moje poglądy są mało polityczne. Raczej filozoficzne, ekumeniczne. W samorządzie chcę reprezentować kościół, w kościele samorząd. Człowiek jest drogą kościoła, i powinien być drogą samorządu. Co mają wspólnego? Pojęcie wspólnoty.

We wspólnocie najważniejszy jest dawca. Kościół ma służyć rozwojowi i zbawieniu człowieka. Wspólnota samorządowa ma służyć życiu. Nie sobie, nie swojej polityce.

Nigdy nie będę dogmatycznym wyznawcą jakiejś partii. Szukam mądrości, mądrości chcę służyć, mądrością chcę się dzielić. Jednym z imion mądrości jest pojednanie. Chcę szukać ścieżek pojednania, a to nie wszystkim się podoba. Jedni są tylko za PIS-em, drudzy tylko za PO, inni za SLD, itd. a wszyscy inni są dla nich złem wcielonym. Dla mnie nie. Wszędzie są ludzie i ludziska. Kto mnie zaprasza na listę, musi brać pod uwagę moje credo.

Życie mnie zrodziło. Życie zapisuje na mnie każdy dzień. Nie odwrotnie. Dziękuję. Amen.

Powtórzę sie, bardzo ucieszył mnie blog Łazarza. „Byłem w kościele”. Zrobić wpis wokół mszy niedzielnej! – niesamowite. A przynajmniej bardzo rzadkie wśród młodych ludzi !!! (Poniedziałek, 14.września.2009)
***

Szczęśliwe dni.
Ciągle jest we mnie wczorajsze przeżycie. Wiara i doświadczenie. Każdy ma jakieś. Wystarczy dołożyć myślenie. „Nie ma wiary bez myślenia” (św. Augustyn).
Każdy z nas ma pewnie doświadczenie, którego zna jedną stronę, albo jeden koniec. Drugi jest po „drugiej stronie”. Nasza pascha. Przejście. „Ludzie idą przez most. Nad swoimi troskami, nad radościami. Patrzą pod nogi. Z jednego na drugi. …. A taki siedzi, patrzy jak idą. Patrzy i patrzy. Idą i idą.” Napisałem coś takiego, chyba w 1979, na moście we Wrocławiu, w drodze na spotkanie ekumeniczne w Erfurcie. Ekumenizm jest wspaniałą szkołą chrześcijaństwa, bo daje nowe doświadczenia, zmusza do myślenia, wyzwala z rutynowej religijności.
Doświadczenie mostowe, przejściowe, końcowe. Ktoś nam podał jeden koniec bytu. Późno odkryłem, że we wspólnocie najważniejszy jest dawca. W życiu chyba też. Może to najważniejsze dni w życiu. Kiedyś i teraz, wtedy dane, teraz od-krywane.

Jest sens i bezsens. Czy może być większy i mniejszy sens? Może mniejszy ogarnia małe zakresy, a większy duże? Może być na pewno wszystko-ogarniający sens. Największy sens, największa wartość. Można go adorować. Możemy z niego czerpać, przez indukcję, wystarczy się zbliżyć. Bezosobowy nie mógłby działać. Bezosobowego nie można adorować. Adorować można tylko osobę, wartość osobową. Rzeczy można co najwyżej podziwiać. Trudno negować takie twierdzenia.
Musi być największy sens. Z definicji (sens = właściwe, zgodne z prawidłowym myśleniem lub z rozsądkiem znaczenie czegoś). Po prostu tak jest. Dostępny jest dla każdego. Sens uniwersalny. (Zdarza się anm powiedzieć coś "w pewnym sensie", który jest niepewny, bo czymś ograniczony). Poszukiwanie i znalezienie wielkiego sensu zależy od naszej woli.
Musi być sens wszystkich możliwych sensów. Jaka piękna perspektywa poszukiwań.
Dlaczego tak prosta prawda (stwierdzenie) dotarła do mnie dopiero teraz?

Jestem zachwycony i wniebowzięty. Szczęście to, ani wczoraj, ani kiedyś. To teraz. 21 lat małżeństwa, rodzina…. Podziękowanie za wakacje. Podziękowanie za życie.

Mogę znów powiedzieć „znalazłem Boga”. Choćby w tym, co napisałem powyżej. Czy jest to Bóg Jezusa Chrystusa? Mam nadzieję, że tak. Co to znaczy? A, to są ciekawe rzeczy. Świadomość, samoświadomość, apologetyka. Wszystko jest dla nas. 99% jest dane, 1% zostaje jednak na myślenie.

Zadzwonił ksiądz Fabian. Z Fabianem mamy łącznie 109 lat. Ale w rozmowie poczułem się młodo. Znów znak. Pierwszy , znak, zapomnianej tacy odnotowałem tydzień temu. Dobry znak. Duch Święty rządzi Kościołem, taca i sprawy materialne 'nie zając', nie uciekną.
Znak dzisiejszej rozmowy dotarł do mnie dopiero w modlitwie wieczornej. Uświadomiłem sobie, że tak nie rozmawiają normalni światowcy globalnego świata 2009. W tej rozmowie byliśmy nie bardzo tknięci zębem czasu. Wydawało mi się, jakby nie było między nami ponad 20-letniej przerwy od legionowskich czasów. To nie takie oczywiste w tym świecie. Zachowaliśmy tajemnicę, która formowała nasze dzieciństwo, naszą młodzieńczą wiarę. Formowała nas całych. Taka jest tajemnica wiary!

Cieszę się, że potrafi (zaczął) o tym pisać .Łazarz na swoim blogu (Niedziela, 13.września.2009)
***

Teologia wakacji.

Najpierw była msza w bazylice na placu Szembeka, u księdza dyrektora Krzysztofa Uklei. Chciałem tam być i dziękować. Tylko tyle. Tylko tyle. To uczucie, pragnienie, mnie przepełniało, było mną, ja byłem w nim. Byłem, klęczałem, dziękowałem – a we mnie coś się działo. Między innymi przyszła refleksja, że my kiedyś dziękowaliśmy za wakacje, w Legionowie, Nocami Czuwań. Tak dużo otrzymywaliśmy w wakacje z ojcem Andrzejem Madejem, że nie potrafiliśmy krócej dziękować. Noc Czuwania, medytacji, przyjaźni – była w sam raz.
Refleksja mnie naszła dzisiaj, że dzięki podziękowaniom za kolonie Caritas, nasze dzieci stają się uczestnikami tej samej tajemnicy.

Na czym polega tajemnica naszych wakacji? Kiedyś, przez 5 lat, legionowskie, madejowe. Teraz, 12 razy z Caritasem warszawsko-praskim. Prawie całe nasze dorosłe życie. Całe życie naszych dzieci. Ogromny dar. Rusztowanie życia rodziny Kapaonów.

Na czym polega ta tajemnica?
Odkrywa się powoli, stopniowo. Coś dzisiaj zrozumiałem. Kawałek.
Ksiądz w kazaniu powiedział cos o ziarnie, że wakacje jak ziarno, czy coś takiego. Że może dla niektórych uczestników, jak ziarno, które kiedyś wyrośnie, będzie wspomnieniem, drzewem…. Czy coś takiego.

Czy tylko wspomnienia? Czy dużo więcej.
Wakacje są czasem wolności. W wakacje, z definicji, nie pracujemy. Czyli to wielkie dobro, które możemy po latach wspominać, które nas zmienia, nieraz na całe życie, jest DAREM.

Najważniejszego nie wymyślamy, nie jesteśmy w stanie zaplanować, ani sami sobie podarować. Najważniejsze – uczy nas Andrzej Madej – jest darem. Staje się. My, dzięki temu, stajemy się inni. Jakiś rodzaj nowego narodzenia.

Kiedy, w Mac Donaldzie, dla dzieci, nowa tradycja, po drodze, opowiadałem Grażynie sen, dowiązały się kolejne wątki. A wszystko w jedną całość.

Sen: w jakimś kościele, w jakimś mieście w Polsce, nieznanym mi wcześniej, w pięknym mieście i pięknym kościele, byłem. Po prostu. Obok, w konfesjonale trwały jakieś manewry. Zorientowałem się, że starsi klerycy, jezuici(?), uczą, przygotowuja młodszych do zaliczenia przedmiotu. Polegało to na wyrobieniu nawyków, nabraniu sprawności. „Linijka 6 – czytaj, co tam napisane.” Itd. Na kwestię nr 6 odpowiedź taka, a taka, na numer xy, odpowiedź xyz”.
Ewangelia jest dużo prostsza, niż propozycje wypracowane instytucjonalnie! W Ewangelii jest rozmowa przy studni, jest dotknięcie szat, jest „dziś jeszcze będziesz w Raju”.

Jak to się wiąże? Że teologia jest (może być) nam dana. I tu przypomniało mi się zdarzenie z Kodnia (też Madejowego), z 1985, ze Spotkania Ekumenicznego. Różni ludzie mają różne doświadczenia religijne. Czasem towarzyszą im jakieś prawdy. Ważne dla danej osoby, czasem jakieś wspólnoty, czasem przyjmowane są prz To ja

Welcome to my blog. I'm primarily a teacher of religion and occasionally a teacher of English for young learners, father of seven. I used to be a head of the local Solidarity Rural in 1981 and a mayor of Strachowka community, 1990-1994 . I'm going to start writing here about my inner world well founded on the family live and the local community. About its cultural identity, and about the School of Norwid's (or Norwidian) Republic and its many educational projects. About my private philosophy of nature, looking for all links between religion and science, between faith and reason (Fides et Ratio).
      Najnowsze wieści
   

***

Założyłem aneks do tego bloga, aby każdy kto zechce mógł tam wpisywać swój komentarz. Oto adres: http://strachowka.blogspot.com/


***

Tomasz Boodenbrok znalazł pocieszenie na łożu śmierci w myśli, że przetrwa w dzieciach. Sędzia Ilicz w akcie przebaczenia. Ja w wierze, że wartości przetrwają.
A cóż to ja jestem takiego, żebym się martwił swoim końcem? Przemijającym obliczem, formą (ewoluuję, formuła kompromisowa z wszechpanującą teorią przemijania). Wypełniającą się istotą. A wartości trwają. Hurra!

Hazard polityczny
Dyskusja tknęła Polski. Toyoto. Toyoto. Toyoto. Piszę tototo na klawiaturze, a komputer zmienia na znaną markę samochodu. I już mamy przekręt. Dyskusje, tylko w wydania co mądrzejszych posłów, prowadzą do sedna.
Co z tą Polską? Polska partii, baronów partyjnych, powiązań, układów – nie na wyżynach, na dole. Problem góry, to poziom ludzi w ich partiach na dole. Ten gigantyczny problem ujawnił się w „sprawie Olewnika”. Jest związek między tymi najgłośniejszymi ostatnio sprawami, ale jeszcze się o nim nie mówi.
Gdzieś dziedzictwo PRL tkwi mocno. I ma wpływ na poziom mentalny Polaków. Ja boleję nad tym na gruncie gminy. Także w Internecie, gdzie swój poziom ujawniają anonimowi rodacy. Trochę usprawiedliwia ich PRL i to co zostało z niego, ukryte, w systemach(!?) oświaty, zdrowia, sportu i innych. W mentalności! W poziomie kultury, może nie tyle osobistej, co tej, ujawniającej się w życiu publicznym. W urzędach np.!!! Profesjonalizm powoli odzyskuje, wydziera, normalność - starym przyzwyczajeniom, nawykom. Wypchnąć PRL z mentalności nie jest łatwo. Gdzie jest np. dyskusja o skutkach materializmu marksistowskiego (człowiek bez pojęcia osoby, sumienia, bez wolności, zakłamana historia itd.) i partyjnej indoktrynacji w szkołach przez 45 lat?

Chcę dodać coś o programie „Raj”. Nie chciałbym się wymądrzać, ale dałbym na początku materiał z więzienia. To było życie. W religii też najpierw ma być życie. Człowiek jest drogą kościoła, nie odwrotnie. Trzeba to ciągle, ciągle powtarzać. Księża, katecheci i redaktorzy programów katolickich nie zawsze o tym pamiętają. Wiedzą, ale z rozpędu mówią tak, jakby najpierw był kościół i religia, a dopiero potem człowiek i życie.
Najpierw życie, nie stereotypy.

Jasiek napisał z Glasgow o konkursie fotograficznym na temat kapłaństwa. „Obraz kapłaństwa” (zdjęcia powinny ukazać istotę księdza parafialnego).
Parę linijek dalej Jasiek „maluje” prawdopodobnie obraz takiego księdza. „W niedzielę też wezmę udział w ciekawej inicjatywie Fr. Johna Keenana, naszego uniwersyteckiego kapelana. International Mass to msza wielojęzyczna, z czytaniami i śpiewami w najróżniejszych językach świata. Będę lektorem - jest to zaszczyt, bo do organizowania mszy zgłosiło się sporo osób. Na pewno będzie język irlandzki, polski, hiszpański, francuski, norweski, węgierski”.
Od razu mi się przypomina międzynarodowa msza w Strachówce, z polskim, norweskim, angielskim i czeskim językiem (obecnością). Też było pięknie. Religia bardzo zyskuje w międzynarodowym zgromadzeniu. Taize, Lourdes, papieskie pielgrzymki… Oby to była normalność w europejskim kościele. Wtedy Kościół wzrośnie, nie straci.

I jeszcze jedna wiadomość od Jaśka. „Polish Society”, działające na uczelni, organizuje wystawę "1979-1989. Dekada Solidarności". Imprezę organizują w 100% studenci.
Brawo Glasgow!
Nie wiem, czy dożyję podobnej inicjatywy w Strachówce. Sam jej nie zrobię.
Jasiek, spytaj, czy nie można by jej wypożyczyć i pokazać u nas!!

Ciekawy jestem jak przebiegnie wizyta Łazarza u wuja Jacka. Licealista i profesor. Papież polskich antropologów kultury!
Czekam. Znów czekanie, jako wartość w moim życiu. Czekanie zakłada istnienie czegoś, na co się czeka. I cel, który jest przed nami!!! Trwanie wartości!
Dziwicie się, że uważam swoje życie za spełnione?

Wałęsa: „kiedy zobaczyłem gest Victorii szefa CBA, wyglądający jak parodia….”. Też tak to odebrałem.
Za to Michał Boni jest sensowny. Logiczny, rozsądny i się nie kłóci, ani nie przekrzykuje. Młody minister Jacek Cichocki też robi dobre wrażenie, i wice minister finansów, jak słyszę, więc nie jest tak źle. (Czwartek, 8.października.2009)
***

Znaczenie domu.
Starość i dom.
Ja i dom.
Ja i sprzęty domowe.
„Żegnam was o lube ściany”. (C.Norwid)
Wczoraj wieczorem rozejrzałem się po pokoju i zobaczyłem siebie.
Kiedyś znalazłem siebie pod łóżkiem.
W pudłach z książkami,
spakowanymi w poprzednim miejscu zamieszkania.

Polityczna zawierucha. Politycy i dziennikarze plotą, co im ślina na język przyniesie. Ścigają się, kto więcej.
Profesorowie przywracają równowagę. I wiarę, że świat może być racjonalny. Słucham prof. prof. Kamińskiego, Krzemińskiego, Markowskiego i innych. Można mieć różne poglądy, ale mówić o nich rozsądnie, bez obrażania rozmówcy i widza. To wielka pociecha. Jednak można. Z pomocą naukowców można się przyjrzeć obiektywnie, z akademickim dystansem, każdej (?) sprawie. Politycy nie są skazani tylko na swoją wiedzę lub niewiedzę, umiejętności lub nieumiejętności.
Tego chcę dla Strachówki. Takich mechanizmów dochodzenia do decyzji i metod sprawowani władzy. To jest możliwe.
Ale już trzeba się ćwiczyć w otwartej, publicznej, rozmowie o wszystkich sprawach: w szkole, na posiedzeniach Rady Gminy, w prasie, na blogach. O samorządzie, o dyrektorze(rce) szkoły, o wójcie, o najnowszej historii, o budowie sali, o dwóch stowarzyszeniach, o integracji gminnej….

Dzisiaj zobaczyłem potwierdzenie znaczenia cząstkowych prawd, mówionych, zapisywanych codziennie. Czekałem na telewizyjny występ Łazarza. Był w „Raju”, religijnym programie dla młodzieży. Cieszyłem się zawczasu. Tuż przed, rozesłałam maile do rodziny i przyjaciół. Nie dlatego, że jestem zaślepiony dziećmi. Nie. Coś więcej. Chciałbym, żeby powstawały dobre programy religijne. Chodzi o katechezę. O sztukę rozmawiania o dużych sprawach. Miałem nadzieję.
Z Łazarza jestem dumny. Program raczej mnie rozczarował. Posadzili ich w kółku, ksiądz w środeczku, i drętwe pytania : „co sądzisz o różańcu”. To akurat recepta na zabicie programu. Dobrze, że któraś z dziewczyn powiedziała, że ją nudzi itd. Brawo. Nie wolno posługiwać się młodzieżą, żeby udowadniać konieczność dogmatów. Niech młodzież mówi sama. O sobie. O swoich drogach i dróżkach do dobra. Do piękna. Nie każmy im definiować Boga, Trójcy Świętej, dogmatów, i pierwszeństwa różańca. O Papieżu też nie od razu. Niech będą sobą. To będzie piękny program.
Łazarz miał coś do powiedzenia. Chciał mówić. Dostrzegł to nawet Olek. A ja pomyślałem: owocuje pisanie artykułów do Łącznika, prowadzenie bloga. Owocuje myślenie. Nim się zapisze, trzeba pomyśleć. Raz nazwana myśl, ubrana w szatę słowną, wypuszczona w świat – powraca przy nagraniu w telewizji, i innych publicznych dyskusjach. Brawo! Oby tak dalej. Człowiek ma się objawiać, jest przecież stworzony na obraz i podobieństwo. Jak będzie się objawiał, nie będzie musiał deklamować formułek katechizmowych i potwierdzać znaczenia różańca, aby pokazać innym Boga. Taką mam filozofię katechizowania od 27 lat. Amen.
W „Raju” najbardziej podobały mi się nagrania z więzienia.

Nawet na WP.pl czasem można znaleźć coś wartościowego. Tekst o kapelanach szpitalnych. Znów trafiłem na ks. Marka Krasuskiego, z wołomińskiego szpitala. Pierwszy raz, przy wirtualnych odwiedzinach w poprzedniej parafii naszego proboszcza. Ksiądz Andrzej zaprosił księdza Marka na rekolekcje adwentowe w 2008.
Kapelan wołomińskiego szpitala prowadzi stronę internetową, a na niej bloga. Zainteresowałem się jego pracą dyplomową z pedagogiki o procesach destrukcyjnych w gimnazjum w Wołominie.

Wieczorem w poczcie odebrałem maila, którym się dzielę z Wami:

„Witajcie Drodzy Przyjaciele,
Gorąco i bardzo serdecznie, z pełnym przekonaniem, że warto, chcielibyśmy Was zaprosić na październikowe rekolekcje rodzinne w Bazylice NSJ przy Kawęczyńskiej. Tym razem hasło rekolekcji brzmi: "Miłość Jezusa Chrystusa - Świętość w codzienności Rodziny". Innymi słowy, cztery dni o rozwijaniu własnego życia duchowego w zetknięciu się z szara, niekiedy, rzeczywistością.
Rekolekcje odbędą się:
18.10 (niedziela) g.19:30 (połączone z niedzielna mszą święta)
19.10 (poniedziałek) g.19:00
20.10 (wtorek) g.19:00
21.10 (środa) g.19:00 (połączone z msza świętą)
Rekolekcje poprowadzi ks. Marcin Hołuj, egzorcysta diecezji warszawsko-praskiej. Rekolekcje w gronie przyjaciół zawsze maja swój niepowtarzalny charakter. Mamy dwie prośby w związku z rekolekcjami.
1. gorąca, bezpośrednio od księdza Marcina, o modlitwę i post (nawet o chlebie i wodzie w środy i piątki) w intencji rekolekcji.
Ksiądz Marcin prosił także o nieustanna modlitwę różańcową. Pamiętajcie, proszę o tym w ciągu dnia, każdy według możliwości. W imieniu Księdza bardzo dziękujemy.
2. czysto logistyczno-organizacyjna. Prosimy o Wasza pomoc w zaproszeniu wszystkich rodzin z naszej diecezji, szczególnie z Domowego Kościoła.
Serdeczna prośba o umieszczenie informacji na stronach internetowych (DK oraz familii, innych), a także o przesłanie zaproszenia do innych par rejonowych.
Mamy także plakaty i jeśli mielibyście pomysł na ich wykorzystanie we własnych parafiach, to proszę dajcie znać do Doroty (zmid@tlen.pl).
Z góry bardzo dziękujemy za każda Wasza pomoc.
Do zobaczenia na Kawęczyńskiej.
Serdecznie pozdrawiamy, Dorota i Rafał Żmijewscy”

Może skrzykniemy się i pojedziemy. Chociaż na próbę. Maila przesłał Darek, ojciec chrzestny Olka, kumą jest koleżanka z pracy, Beata. Darka poznałem na sali katechetycznej. Był uczniem szkoły średniej. Dzisiaj ojcem wielodzietnej rodziny, menedzerem, prelegentemm wraz żoną, Anią, w duszpasterstwie rodzin. Ksiądz Marcin był wikariuszem w Jadowie, chrzcił naszego Łazarza. Spowiadał w naszym domu, odprawił mszę święta. Spotykaliśmy się wtedy nad Biblią, w składzie 5 małżeństw: Beata i Sławek Cudni, Dorota i Darek Kupiec, Małgosia Krzysiek Gawor, Małgosia i Krzysiek Kaczorowscy, i my. Beata i Małgosia Gawor też są rodzicami chrzestnymi naszych dzieci. Taki świat chcieliśmy budować. W oparciu o takie wartości. Wzór kościoła domowego. Nasze spotkania zaczęły się od wizyty i mszy świętej domowej odprawionej przez Andrzej Madeja. Takich mszy było sporo. Jedną odprawił poprzedni dziekan jadowski ksiądz Marian. Nad ołtarzem wisiał gobelin Kasi Bali, Matki Boskiej Włodzimierskiej. To też najnowsza historia Strachówki.
Potem kolejne wybory coraz bardziej nas dzieliły. Najogólniej mówiąc, najpierw skreśliła nas grupa Kazia Łapki, potem grupa Kryśki.

Kto jest w stanie zrozumieć co było, co jest, co będzie? Kto to wie? I dziejów Strachówki nie da się do końca zrozumieć bez Chrystusa. (Środa, 7.października.2009)
***

Łagodna jesień, można wyjść i iść przed siebie, aż …. do raju. Dalszego, i lepszego celu - nie znam. Czy ktoś ma ciekawsze propozycje na spacer? Niech opisze, opowie swój cel. Szkoda, że dookoła tak mało opowieści, tak mało blogów. Rośnie pewien niedosyt. Żadne wiadomości telewizyjne tego nie wypełnią.

Czas biegnie, rok 2009 wszedł w ostatni kwartał. Czy zdążymy, my, środowisko szkolne, zrealizować zamysł Ministerstwa, aby uczcić 20-stą rocznicę epokowej przemiany w Polsce i Europie? Jak opowiedzieć, opisać, najnowszą historię Strachówki i Polski? Zrozumiałe, że ja bardzo to wyzwanie przeżywam. Przymierzam się do niego nieustannie. Nie mam chyba co czekać na inicjatywę innych obywateli, nauczycieli Strachówki. Nawet żona, dyrektor, podchodzi do tematu jak do jeżozwierza. W podzielonej Strachówce to zrozumiałe. Co by nie zrobiła, będzie podgryzana, czy zwalczana.
W takiej sytuacji nie mam się co oglądać i wyczekiwać. Opowiem tę historię, jeszcze raz, z mojego punktu widzenia.

Przełom w dziejach Europy, Polski, i Strachówki, zaczął się w 1980 roku. Od strajku na Wybrzeżu, od podpisanych Porozumień Gdańskich, od Solidarności. Byłem wtedy we Francji. Wróciłem, właśnie ze względu na te wydarzenia, przed Bożym Narodzeniem. Dłużej nie mogłem wytrzymać. Wałęsa skoczył przez płot, ja przez granicę. Całe życie czekałem, wbrew wszelkiej nadziei, na osłabienie, pęknięcie, komuny. Święta spędziłem z rodziną, samotnego Sylwestra w Annopolu.
Rozmyślania, rozmowy, porady. Z księdzem Jerzym Borsem z Pniewnika, od którego dostałem telefon do Czumów, z księdzem Mieczysławem Iwanickim, proboszczem Strachówki, od którego otrzymałem błogosławieństwo, z mecenasem Mizikowskim z Węgrowa, z Janem Dołęgowskim, pierwszym przewodniczącym rolniczej Solidarności w woj. siedleckim, z Wiesławem Kęcikiem, z czołówki ówczesnej opozycji w Warszawie.
Zacząłem. 3 Maja 1981 roku wszedł na stałe do historii naszej gminy. Czy się to komuś podoba, czy nie.

Nie będę się śpieszył z moją opowieścią. Dużo mnie kosztuje emocjonalnie. Chętnie bym przeplatał z opowieściami innych osób, jeśli tacy się znajdą. Zresztą ta opowieść ma już swoją pierwszą redakcję z 2001 - na naszej stronie: www.strachowka.republika.pl , menu: Solidarność.

Mięśnie w łydce same grają. Zmęczenie rośnie wewnątrz? Ale jednocześnie karmi, syci życie, bo zastanawia. Czucie. Odczucie. Co to jest życie. Czy to tylko biologia? Sprzeciw. W przypadku człowieka to coś więcej, widać gołym okiem. Dziwne, że rzadko się o tym pamięta, mówi, bierze pod uwagę. Panie i panowie, to nie to samo. Materia i duch wpływają jakoś na siebie. Świadomość mieszkająca w ciele, zmienia, wpływa na to ciało. W pewnych przypadkach to dla nas oczywiste. „Nie jestem z drewna, z żelaza, cały(a) jestem poruszony itp.” – nie znaczy, że mnie coś boli, albo ktoś mnie przesunął po podłożu! Kiedy jestem cały, a kiedy nie cały? W konkretnych przypadkach jest to dla nas oczywistość, ale wniosków, co do zasady, ogólności, nie wyciągamy!? NP. że życie człowieka to nie tylko prawidłowe funkcjonowanie anatomiczno-fizjologiczne. To czucie, odczucie, rejestrowane, analizowane, jedne wykorzystane, inne nie, chwilowość i przeszłość i przyszłość, wiara, nadzieja, miłość. No więc, CO TO JEST ŻYCIE CZŁOWIEKA? Życie w człowieku?
Wstyd dla XXI wieku, że tego, co może jest najważniejsze, ciągle nie wiemy. Mam nadzieję, że wiele Nobli czeka w tej dziedzinie.

Pochwała blogów. Wychwalam blogi. Nie tylko, że mi się podobają. Dużo, dużo, więcej. Wymiar nie zmarnowanego życia. Sprawdzian jego celów i kierunków. Potwierdzenie decyzji i wyborów. Ciągłość wartości. Przekazywane w rodzinie (tzn. udokumentowane) od połowy XIX wieku. I pocieszenie: Jasiek i Łazarz - to też Strachówka.

A propos wczorajszych szkoleń, ktos musi mówic prawdę. Pojawiły się pomysły w ramach PIS-u na przedszkole, kolonie. Niedawno napisałem w Łączniku Mazowieckim, że w dobrych działaniach naśladownictwo jest mile widziane. Na przykład: w pewnej miejscowości ktoś zadbał o swój przydomowy ogródek, i cała ulica wkrótce zakwitła ogródkami. Brawo.
U nas wygląda to tak: skoro szkoła pisze jakieś projekty, albo realizuje ciekawe cele, to "oni" muszą też. Ale to nie są ogródki przydomowe. Tam nikt nie wchodzi do ogródka sąsiada, upieksza własny. Po co się wchodzi na pole sąsiada? Żeby skłócać, niszczyć?
Nawet tak piękną tradycję jak kolonie Caritas? Nie znam niezadowolonych uczestników kolonii z Duninowa, Gdyni, Murzasichla ….. Organizujemy je od 12 lat, kiedy innych "społeczników" nie było.
Przed napisaniem jakiegokolwiek projektu trzeba dokonac analizy problemu. Czy w Strachówce wszystkie inicjatywy muszą być dublowane? Co jest potrzebne, czy łączy ludzi, czy dzieli, czy szanuje istniejącą - dobrą - tradycję, itd.? Skąd "oni" wzięli przekonanie, że jest aż tak dużo rodzin, które chcą wysyłać dzieci na letni wypoczynek, że potrzebne aż dwie propozycje? Czy ma dla nich jakieś znaczenie, że dotychczasowe kolonie są dziełem parafialno-szkolnym? Może wystarczy raczej uzupełnic dotychczasowe propozycje jakąś ciekawą ofertą? O coś, czego niema, a nie powielac to, co juz istnieje? I co to ma wspólnego z Programem Integracji Społecznej??

Na szkoleniu Lidera (Lokalnej Grupy Działania) referent, Jarosław Supera, prezes stowarzyszenia "Kapitał Rozwój Praca", specjalista w wielu pokrewnych dziedzinach, tłumaczył: "wszystko, co w sferze samorządności tworzone jest dla ukrytych celów: aby zaistnieć, odnieść sukces w najbliższych wyborach itp. - nie ma przyszłości. Musi się rozsypać". Wierzący znają ten cytat: „Żadne podzielone królestwo długo się nie ostoi ... a upadek jego będzie wielki”. Tylko miłość łączy naprawdę. Prawdziwe cele. Prawdziwe pasje. Prawdziwi liderzy.

Poszliśmy w las. Trudno zmobilizować się samemu, namówiłem Olka i Andrzeja. Kije w dłoń, no i lornetkę, i marsz. Kot za nami. Andrzej chciał, ale nie doszliśmy do placu kościelnego, za późno. Ale miło było słyszeć ich pytania i rozważania. Naprawdę chcieli zbudowac kościół? Fajnie by było. Ciekawe, kto byłby w nim księdzem? Mógłbym, na piechotę, albo na rowerze do niego jeździć….. Marsz był półgodzinny. Jeden w klapkach, bez skarpet, ale czapki szukał, bo zimno. Drugi w butach ciężarnych, zimowych, niezwiązanych. Ja w butach po-Jaśkowych. A co nam to przeszkadza. Nie ubieramy się w Paryżu. Nawet do kościoła chodzę w „wyświechtanej marynarce”, jak się jakiś strachowski elegant(ka) wyraził.
Było super! Czułem się jak stary Kietlicz z Potopu.

Zosia skończyła 19 lat. W naszej rodzinie urodzin właściwie nie zauważamy. Imieniny bardziej. Przewaga chrześcijańskiej nad światową tradycją. Narodzić się z Ducha, narodzić się dla nieba. Duch tego świata? Z dużą rezerwą.
Hela wreszcie może się uczyć intensywniej języków. Jasiek ukochaną gitarę mógł zacząć w wieku 13 lat, Hela, ukochany język francuski, w wieku 15. Tak to bywa na wsi, do tego u wielodzietnych.

Znów mogę mówić, jak przed kilkunastu laty, o sakramencie nocy. Nie zawsze tak było, nie zawsze tak jest. Nadejdź, nocne ukojenie. Zosia przyspiesza tę chwilę, zabiera mi Internet. (Wtorek, 6.października.2009)
***

Człowiek na podobieństwo Boga, czy Bóg na podobieństwo człowieka? Mam wrażenie, że właśnie odwrócenie tego twierdzenia jest często powodem ateizmu. Bóg, który jest tylko super człowiekiem, super mną, super każdego, nie jest największą atrakcją. Odwrotny kierunek poszukiwań oferuje nieskończoność możliwości. To jest atrakcyjne. I owocne, rozwija człowieka, odkrywa nowe horyzonty. Uczy właściwej perspektywy patrzenia na siebie, pokornej.

Kim jest ten, który zawsze był, jest i będzie. Który jest istnieniem i miłością. Co we mnie jest podobne do niego? Gdzie tego w sobie szukać? To są rozmyślania!
Jak dobrze jest z nimi przebywać w samotności, albo w ciszy wspólnej, rodzinnej modlitwy. Dziwię się, że jeden z bohaterów filmu (książki) „Panny z Wilka” boi się położyć spać, żeby go śmierć w nocy nie zaskoczyła. Właśnie takie rozmyślania są piękną kołysanka. Całym życiem dorastamy do śmierci.

Nadszedł wreszcie i do nas czas szkoleń, szkoleń, szkoleń. Projektów, projektów, projektów. W Urzędzie Gminy było z PIS, czyli Program Integracji Społecznej. W szkole, zdałem krótką (?) relację z wyjazdu do Lwowa w ramach RITY, od 15.00 do 19.00 znów w Urzędzie Gminy o LIDERZE (Lokalne Grupy Działania). Obok siebie siedzieli: wójt, przewodniczący rady, sołtyski, radna z Równego, dyrektorka szkoły, przedstawiciele konkurencyjnych stowarzyszeń (w trakcie rejestracji), i ja. I dobrze, że coś nas gromadzi w kupie. Chciałbym częściej. Wszędzie chciałbym powtórzyć to, co tutaj zapisuję. Jesteśmy obywatelami Polski i Europy. Także w Strachówce. Nie ma odwrotu, demokratyczne procesy zagarną wszystkich. Kto myśli (kombinuje) inaczej – już przegrał.

„Jak ja lubię grac na gitarze! – napisał Jasiek na blogu - Mógłbym ćwiczyć całymi dniami i nocami.” Dziadek Janek lubił grać na fortepianie, miał okres w życiu, że po 8 godz. dziennie. Jasiek, pamiętamy, że pokochałeś gitarę, gdy miałeś 9 miesięcy. A pierwszą gitarę-zabawkę dostałeś jak miałeś 16 miesięcy i chciałeś, żebyśmy dłuuugo śpiewali kolędy, bo chciałeś „akompaniować”.

Łazarz, pokazałeś, jak ważna jest modlitwa nawet dla postronnych obserwatorów. To mnie umacnia, żeby często chociaż - o modlitwie rodzinnej - pisać. „Wszystkie nasze dzienne sprawy” – możesz zanucić na dobranoc, babci i sobie. (Poniedziałek, 5.października.2009)
***

Jak wiara śmierć oswoiła i jak samo życie śmierć oswaja.
Trochę wiek, trochę stan zdrowia, trochę wrodzone zainteresowania sprawiają, że próbuję zaglądać za kurtynę. Jest ciekawie. Bez wiary i doświadczenia życiowego bałbym się pewnie podejść tak blisko.
Długie - względnie - życie, odkrywa i docenia coraz bardziej wartości osobowe. Bywają przypadki, że „choć umarł młodo, przeżył czasu wiele”.
Ideologie świata tego zawężają rozumienie (i całą perspektywę) człowieka.
Niech każdy spróbuje bezstronnie, obiektywnie, odpowiedzieć na pytanie: kto najbardziej broni wartości życia? A później dopiero dołoży ideologiczne interpretacje, wyjaśnienia, uzasadnienia. Ci, dla których życie nie jest najwyższą wartością, otwierają furtkę dla innego spojrzenia, inną perspektywę, na człowieka i jego kulturę(y).

Polityka robi się ostatnio ciekawsza.
Głupota Z. Chlebowskiego budzi zdumienie. Mirosława Drzewieckiego pewnie też. Tusk pewnie sobie poradzi. Może Gowin się wzmocni, choć wątpię.
Prezydenta gra traktatem europejskim (podpisem) wcale mi się nie podoba. Podpisanie i nie podpisanie jest oddziaływaniem na inny kraj. Odpowiednio: na grupy zwolenników i przeciwników integracji (traktatu).

Wcale mnie nie cieszy podobna postawa Czechów. Ci Czesi, których ja poznałem woleliby, żeby ich prezydent podpisał. To bardzo dwuznaczna gra obu prezydentów względem Europy, i wcale nie zrodzona pod wpływem Irlandii. To tylko ich gra, na użytek polityki wewnętrznej. Chcą wzmacniać swoja pozycję, swoje szeregi.
Wynik powtórnego referendum (?!) na wyspie wcale nie umacnia pozycji Polski w Europie, ani w Irlandii. Prezydentowi jakiegokolwiek kraju chyba nie może chodzić o taki rezultat własnych działań. Wbrew stanowisku społeczeństwa, które przez swoich reprezentantów w Parlamencie i przez sondaże, chce czego innego.

Cieszenie się z czegoś - a cieszenie się sobą (życiem, sensem)?
Są chyba różne rodzaje tego uczucia. Każdy może zanalizować swoje doświadczenia. Ja cieszę się ciągle pobytem we Lwowie, słowami papieża o Synodzie dla Afryki, Fernando Alonso cieszy się z nowego kontraktu, za 25 mln $, z Ferrari, Sebastian Vettel ze zwycięstwa w GP Japonii. A TY? Czym się cieszysz?
Cieszę się, że Łazarz (17) biegnie teraz, w towarzystwie Pawła (51), w Warszawie. Mistrz i uczeń. Chciałbym, żeby tak było. Pamiętam (ja, 56) jeszcze radość z biegania. Kiedy jest się w formie radość towarzyszy samemu biegowi, kiedy w gorszej może przyjść po biegu. Mam na świeżo w pamięci wczorajszą radość z sauny, basenu, jacuzzi. Kiedy piszę, mam radość, głębokie zadowolenie z całego życia.
Ile może dać chwila, świadomie przeżywana! Świadomość, tożsamość, szczerość jest drogą do celu.

Cieszę się, że Jasiek, a takż Łazarz prowadzą blogi.
Że Andrzej dał się namówić. Wierzę, że kolejni kiedyś też.
Dziękuję Opatrzności, że w wieku 26 lat mogłem być w Taize. Że ten pobyt wpłynął na całe moje życie. Za wartości, które głoszą, i którym służą, bracia z ekumenicznej wspólnoty w Burgundii. Za zadanie pojednania. Ale chyba jeszcze bardziej za styl życia: prostota, otwartość, szczerość, przejrzystość. Żeby postawić na te wartości trzeba zaufać. Komuś większemu.
Dziękuję. Nigdy nie wyrażę pewnie całej wdzięczności.
Poznać prawdę i wyśpiewać hymn dziękczynienia – potem lżej szykować się na śmierć. Bo o cóż może jeszcze potem chodzić? Biegać?
Jest lepsza droga. Po prostu miłość. Chciałbym - ale ja tylko tyle mogę, resztę nie ja…. ten cytat już znacie.

Panie Boże, daj nam jutro dobrą Radę Pedagogiczną. Daj otwartość. Także na Wschód. „I mnie w opiece swej miej” – dopowiem ja, pieśniarz ludu (a propos: Wieśniak … w Europie). (Niedziela, 4.października.2009)
***

Budzę się, wstaję. Nie widzę porządku, ani nieporządku wokół siebie, kłopotów, zdrowia, choroby, obowiązków, tzw. twardych realiów, ani śmierci, ani nawet – o dziwo – samego siebie. Widzę ocean życia i bolid, którym go przemierzam. Wypełnianie. Dokonywanie się. Co podszepnie mi dziś Duch, Autor? Autora Duch? I czy go usłyszę, czy zapiszę?

Ani lepszy samochód, ani nowy dom nie zawracają mi nadmiernie myśli. Ani jazda na nartach, ani gra w tenisa, czy zbieranie grzybów. Choć lubię to wszystko. Ale cóż, mierz zamiary podług sił i możliwości. Więc powtarzam za mędrcem (i chyba G. Haendlem) „whatever is, is good”. Przyjmuję. Niech się dzieje wola większa. Niech się wypełnia, dokonuje.
Wszystko, co największego może oferować świat – poznałem. Deo gratias. Dziękuję. Amen.

„Facebook” mnie zaskoczył. Niedoceniałem. Nie umiem się nią posługiwać. Może ktoś mi pomoże, podpowie. Przecież mi także chodzi o to, żeby wszyscy mieli swoja twarz i chcieli ją odsłaniać. Więcej nawet, nie tylko twarz i imię. To pierwszy etap. Chodzi o wierność sobie, przyjętym i wyznanym wartościom. Chodzi o tożsamość.

Lubię wszystkich w Strachówce. Nie zawsze jednak. Lubię, gdy pokój mnie wypełnia. Gdy chcę patrzeć oczami wiary. Kiedy mi dopieką, albo kiedy zobaczę ich zamknięte twarze i unikające spojrzenia, ciężko jest mi realizować wzniosły cel braterskiej miłości. Znów muszę odejść na pustynię modlitwy. Ale mógłbym, chciałbym z każdym rozmawiać tym racjonalnym językiem ukształtowanym na Nowym Testamencie. „Tylko tyle mogę. Resztę nie ja, bo ja tam się kończę, gdzie możność moja” – powiedziałbym z Cyprianem Norwidem, choć wiem, że nie powinienem się usprawiedliwiać.

Kiedy oglądam zdjęcia ze Lwowa, kilka z nich burzy mój spokój i każe stawiać pytania o budowę sali gimnastycznej w Strachówce. Na zdjęciach są zdjęcia z prezentacji jednej z polskich szkół. Koleżanka z Zespołu Szkół (podstawowej i gimnazjum) w Pobiedziskach, z duma pokazywała projekt ich sali. Każdy może zajrzeć na ich stronę i porównać. Nasza nie musiała być tak wielka i tak piękna. Ale nie wolno milczeć wobec sposobu narzuceni nam projektu, bez dyskusji z radnymi, dyrektorem i nauczycielami szkoły, rodzicami. Tego wymagają procedury. Tak omawialiśmy projekt szkoły w Rozalinie 17 lat temu! Wójt i projektant zlekceważyli społeczność Strachówki. Z tego nie może wyrosnąć dobro. Zlekceważyli i lekceważą nadal. Ileś tygodni temu postawiłem pytanie o lokalizację sali. Przecież każdy projekt budowlany musi „być dostosowany do istniejącego krajobrazu”. Dlaczego nie pytają o to radni: koalicji rządzącej w Strachówce i opozycyjni, oraz ich przywódcy ideowi? Będę więc pytał w imieniu wszystkich. Wyślę nawet pytanie na piśmie. Trzeba wytłumaczyć założenia budowy mieszkańcom, albo przeprosić i prosić o wyrozumiałość.
Jestem nowoczesnym mieszkańcem gminy. Przyjmę wyjaśnienia, do których będą dołączone założenia i widok makiety budowanej sali, opublikowane w Internecie. Po to przecież jest strona www gminy; do informowania mieszkańców i promocji na zewnątrz.

Załączam cytat z założeń budowy w Pobiedziskach:
„Celem projektu jest wzrost dostępności i poprawa warunków kształcenia na poziomie podstawowym i gimnazjalnym poprzez stworzenie nowoczesnej bazy sportowo - edukacyjnej, umożliwiającej realizację nowoczesnych programów rozwoju młodzieży. Projekt ma za zadanie polepszyć jakość infrastruktury edukacyjnej a przez to oferty edukacyjnej, umożliwiającej wyrównanie szans edukacyjnych i pozwalającej wzmocnić aspiracje i motywacje uczniów do nauki. … Długofalowe efekty społeczne realizacji niniejszej inwestycji doprowadzą do polepszenia zdrowia dzieci, ich zdolności psychofizycznych, redukcji zaburzeń zachowania i emocji, zmniejszanie obszarów wykluczenia społecznego zwłaszcza dotyczących osób zamieszkujących tereny wiejskie.
Głównym założeniem realizacji projektu jest stworzenie zespołu urbanistycznego o jednolitym charakterze, dostosowanego do istniejącego krajobrazu.”

Zaprawdę! - byłem we Lwowie w programie „Edukacja dla demokracji”! (Sobota, 3.października.2009)
***

Przodek człowieka sprzed 4.5 mln latDziedzictwo:
W latach szkolnych nie urządzałem imienin, ani innych imprez. Nie mieliśmy pieniędzy, ni mieszkania. Trzy pokoiki w bloku, siedmioosobowa rodzina. Nawet wyjazd najstarszej siostry do USA niewiele zmienił. Pieniędzy na takie duperele nie było. W zastaw iść? Sami byliśmy wspomagani paczkami przez parafię, i inne organizacje kościelne.
Na studiach raz 19 marca schowałem się u franciszkanów w Niepokalanowie, innym razem kupiłem bilety dla przyjaciół do Teatru Wielkiego, i bylismy razem w Operze.

Dzisiaj podobna sytuacja powtarza się z naszymi dziećmi. Pal sześć pieniądze, są przecież karty kredytowe, debety…. Warunki mieszkaniowe są zaporą. Nikt w naszej rodzinie nie ma swojego pokoju. No, Jasiek ma swój kąt, w mieszkaniu wynajmowanym przez cztery osoby w Glasgow. I jeszcze Łazarz, u 87 letniej babci Heli. Nie tylko mój świat jest osobny. My jesteśmy osobni. Osobowi. Pociąg biznesowo-towarowy raczej nas omija.

Prawda, że ładny obrazek? To przedstawiciel(ka) Ardipithecus ramidus sprzed 4,5 mln lat.
Dziś "Science" ujawnia długo oczekiwane wyniki badań ardipideka. To najstarszy przodek człowieka, którego udało się niemal w całości odtworzyć ze znalezionych kości. Żył ponad 4,4 mln lat temu, niedługo po tym, jak nasza linia rodowa rozeszła się z szympansią. Jak się sądzi, gatunek ten dał początek linii hominidów zakończonej na współczesnym Homo sapiens. Jej prawie całkowicie zachowany szkielet uznano za kamień milowy w poszukiwaniach początków ludzkiego gatunku. Za naszą pra-pra-pra-prababkę. (Piątek, 2.października.2009)
***

Opiszę wam wielki skarb (dar) i tajemnicę. Żyję! Dostałem życie! A wraz z nim świadomość siebie samego, wolną wolę, zdolność do kochania i potrzebę bycia kochanym. HURRA! Największe skarby są moim udziałem. Otrzymałem je za darmo.

Kto uważa, że to oczywistość, niech powtórzy to samo. Pod swoim imieniem i nazwiskiem! Kto tego nie jest w stanie powtórzyć, uznam, że nie jest to dla niego takie oczywiste. HURRA!

To jeden ze znaków rozpoznawczych człowieka: zdolność do objawiania się.
”Jak niewiele jest ludzi i jak nie ma prawie
Pragnących się objawić!...”(C. Norwid, Kółko)

Zupełnie niezależnie ten sam wątek pojawił się pod moim dachem z pomocą Facebooka. Otrzymałem w poczcie mail z prośba o potwierdzenie znajomości na tym portalu społecznościowym. Wszedłem, potwierdziłem, dałem się prowadzić za rękę, zatwierdzałem o co prosili (formularz). I w odpowiedzi posypały się potwierdzenia z różnych stron świata, od Ukrainy, przez Hiszpanię, do USA, od różnych osób: znajomych i przyjaciół. Wszystkim jestem wdzięczny. Nie doceniałem Facebooka. Preferowałem Twittera i blogspota.

Ja zachwycam się Lwowem, gdzie mnie zaprowadził program „Edukacja dla demokracji”, a co z demokracją w Strachówce? Posiedzenia Rady Gminy, te, które widziałem za czasów PRL, te, w których brałem udział w latach 1990-94, i te dzisiejsze – wołają o szkolenia, szkolenia, szkolenia. Demokracja na nich raczkuje i często się przewraca. Wiele na to się składa: warunki życia, wykształcenie, układy wiejsko-gminno-rodzinne (brat wójtem, brat radnym, raz brat wykonawcą, innym razem inspektorem nadzoru), dziedzictwo PRL, w całym społeczeństwie, żeby nie było wątpliwości. Podmiotowość, własne zdanie, umiejętność jego wyrażenia i obrony – są w Polsce w wielkiej rzadkości.
Ale była na sesji pochwała szkoły!! Za (na podstawie statystyki i opracowań) obiektywne pomiary skuteczności pracy dyrektorki i nauczycieli. Demokracja – w długiej perspektywie - się obroni.

Na sesjach rad gminnych próbuje się zaczarować słowami rzeczywistość, a najbardziej radnych. Ten, który ma władzę, traktuje ludzi z wyższością, zakładając, że nic nie rozumieją. Lekko mu przychodzi krytykować innych, pokazując, że tylko on ma rację i wszystko robi bezbłędnie. Najpierw np. każe komuś zrobić kosztorys na 80 tys. zł., ale na sesji rady krytykuje, że nie zostało włączone do projektu to, i tamto, w sumie do 100 tys. zł. Tylko po to, żeby bez skrupułów, bez szacunku dla osób w jakiś sposób od siebie zależnych, budować swoją pozycję. Jak można robić cholewę z ‘własnego aparatu mowy’? Z obfitości serca mówią usta. Stwardniałe musi być to serce.

„Wołajcie do Boga kiedy jest blisko” – w modlitwie zawsze jest blisko. Doświadczamy tego w modlitwie rodzinnej. Wołajcie. Wołajmy. Jest często tak blisko, że daje się dotknąć. Szkoda marnować takie okazje. (Czwartek, 1.października.2009)
***

Objaśnienia do zdjęć z www.strachowka.blogspot:

1. Zakochałem się we Lwowie od drugiego spojrzenia. Pierwsze spojrzenie napotkało w słabym świetle hali dworcowej własne zmęczenie, zagubienie i różnych osobników nagabujących półszeptem „Taxi? taxi?”. Pierwsze, zmęczone podróżą, widziało ciemny Lwów przez szybę rozklekotanej „marszrutki” jadącej przez socrealistyczną dzielnicę.
Drugie spojrzenie, też przez szybę marszrutki, zobaczyło uliczki biegnące troche w górę, potem w dół, między kamienicami z początku XX wieku, może i z końca XIX. Nic mi nie przeszkadzało, że większość nieodnowiona. Były autentyczne, mówiły o historii, ludach i narodach – mówiąc językiem psalmów dawidowych. Ten Lwów miał ducha! Ma ducha! Chciało się wyjść i włóczyć się z szeroko otwartymi oczami, głową i sercem.

Włóczyłem się w niedzielę, po zakończeniu warsztatów, od 14.00 do 23.00. Te same miejsca, które wcześniej widziałem podczas nocnej wędrówki z baciarem, odsłaniały nowe oblicze. W Katedra Ormiańskiej, postałem , posiedziałem, oddychałem Duchem, „ja dyszał”. W Katedrze Unickiej św. Jura, uniackiej, jak wymawiał baciar, znalazłem upominki dla całej rodziny: bizantyjskie krzyżyki, DVD z nagraniami liturgicznymi, mapę sakralnego Lwowa, i dla siebie coś, co ma służyc modlitwie, ich różaniec, plecionka z kordonka, z dziesięcioma koralikami i rodzajem kitki na końcu. Ta kitka przypomina tzw. „mysi ogon”, rodzaj damskiej fryzury. Mam wrażenie, że plecionka i mysi ogon przybliżają mnie do Maryji. Jakbym gładził ją po włosach. Modlitwa posiłkuje się różnymi gadżetami.

Byłem w małej, z cudownym klimatem, mistrzowskiej pracowni czekolady. Samo stanie w kolejce jest tam przyjemnościa. Kupiłem czekoladki dl aGrazyny, sobie wziąłem goracą, białą, i espresso. Co za eliksir! Delikatessen!!
Dzisiaj, w annopolskim domu, z czułością delektujemy się jedną(!) czekoladką dziennie. Królowie we Lwowie bywali. Jackowscy też. Czas na Kapaonów.

Tańczyć nie umiem, i chyba nie lubię. Ale na taniec patrzyłem we Lwowie przed Ratuszem ponad dwie godziny. Tylko tango. Tańczyli z maestrią, ekspresja, uczuciem. Kiedy szły stare tanga polskich piosenkarzy przed i powojennych (M. Fogg), wzruszenia nie ukrywałem.

2.Andrzej dał się namówić na prowadzenie bloga. Zastrzega się „tylko zdjęcia”. Poczekamy, zobaczymy. W każdym człowieku, małym i duzym, musi być pragnienie, żeby od czasu do czasu podzielić się swoim światem, sobą, z innymi. Tak zostaliśmy stworzeni. Na obraz i podobieństwo objawiającego się Boga (Ojca). Nie zakrywającego się przed nikim! Dziedziczymy to podobieństwo. Nic bardziej smutnego (zmarnowanego) niż życie, które się ukrywa. Jaki sens może mieć osoba, która się ukrywa za siedmioma górami, za siedmioma zasłonami, kordonami, za otchłanią nieufności. Piekło. Odkrywamy, lub zakrywamy się, myślą, słowem, uczynkiem i zaniedbaniem. Przed Bogiem. Ojcem. Przed bliźnim, jego stworzeniem. Bóg-Ojciec. Ojciec-bóg-pośrednik przed Bogiem.

Musiałem poprawiać zdjęcia na blogspocie, i tak ciagle jestem niezadowolony z jakości. Na innym komputerze obrabiam, z innego wklejam, duzo muszę się jeszcze nauczyć.
Przepraszam przyjaciół z Solidarności, że uciekliśmy tak szybko z zebrania w LO, Łochów. Było tak: Grazyna wróciła ze szkoły o 14.00 i musiała jechac z Zosią do "posredniaka" w Tłuszczu, wrócili 15.30, ledwo sie wyrwalismy "na godzinkę", na zebranie związkowe. Wybaczcie. (Środa, 30.września.2009)
***

Dziś wszystko dzieje się na blogspocie. Zrobiłem wielki foto-reportaż o Lwowie. Polecam :) (Poniedziałek, 29.września.2009)
***

„Kto mówi prawdę, ten niepokój wszczyna” (Cyprian Kamil Norwid).

Siadam przed klawiaturą. Mówię Jezu, Jezu. Dookoła cisza. W domu, w ogrodzie, burczy tylko w brzuchu komputera. Co się dzieje we mnie? Czy mówię do pustki??? Ale ta pustka daje mi pokój, radość, i jakby wyjmuje mnie z czasoprzestrzeni. Nie, nie mówię do pustki. To pewne. Mówię do Jezusa z Nazaretu. Takiego, jakiego znam z Ewangelii. Jakiego opisali naoczni świadkowie. Chcę być z Nim. Potrzebuję Go, zwiastuna innego świata. Za prawdę, którą głosił, oddał życie. Przypieczętował życiem swoją naukę. Dziękuję świętemu Łukaszowi i innym biblijnym autorom. Chcę iść waszą drogą. Szukać śladów i prawdy o Jezusie Chrystusie. Być z Nim.

Otrzymałem błogosławieństwo od Andrzeja Madeja, apostoła narodów:

„jozefie
blogoslawie ciebie
jedź blogoslaw kazdym spojrzeniem ziemie ukrainska -
ziemie meczenikow ziemie pojednania ziemie nadziei
alleluja
andrzej”

I czy jeszcze ktoś powie, że patrzę na wyjazd do Lwowa, w zbyt wielkiej perspektywie? Uaktualniłem z tej okazji stronę tytułową www.strachowka.republika.pl
Chciałbym już być w drodze do celu, patrzeć przez okno pociągu, rozmyślać, modlić się. Więc, nie ma mnie, jakby powiedział Łazarz.

Pewnie trudno będzie opublikowac coś ze Lwowa. Jeśli już, to łatwiej na blogspocie. Do zobaczenia. (Środa, 23.września.2009)
***

Wybory 2010
Pójdę z ludźmi, którzy wartości stawiają przed politycznym wyrachowaniem.
Rozum i wiara, tak. Rozum i wyrachowanie, nie.
Solidarność była jednoznaczna. Razem przeciwko kłamstwu. Wielkim kłamstwem był marksistowsko-leninowsko-stalinowski PRL i komunizm ZSRR.
Razem’89. Razem 2010. Czy to jest możliwe? Trzeba sobie odpowiedzieć już dzisiaj. Ja chcę iść razem.

Pragmatyzm jest mi obcy. „Pragmatyzm — to sposób myślenia, jak napisał Jan Paweł II, tych, którzy dokonując wyborów nie widzą potrzeby odwołania się do refleksji teoretycznej ani do ocen opartych na zasadach etycznych. Ten nurt myślowy ….. doprowadził do ukształtowania się pewnej koncepcji demokracji, w której nie ma miejsca na jakiekolwiek odniesienie do zasad o charakterze aksjologicznym, a więc niezmiennych"(Wiara i rozum, nr.89)

PO CO TO WSZYSTKO? Po co zapiski z 19, 20,21 września? Po co dzisiejsze? Bo wierzę w sens życia. W prawdziwe, a nie nijakie, życie. Nijakim życiem jest dla mnie to, które za wszelką cenę chce zrealizować swoją wizję sukcesu. Prawda ma nieporównanie większą wartość niż sukces.

Wyjazd do Lwowa - co znaczy dla mnie? Jak ja to rozumiem?
Zostałem znaleziony.
Szkoła zaakceptowała.
Uczyć się świata.
Siebie.
Doświadczać swojej wiary i miłości.
Tam był wuj Jackowski, Ingarden
historia Polski,
ekumenizm,
Madej,
sztuka,
demokracja,
dzielenie się soba
. Eksport idei.
Rzeczpospolita Norwidowska.
Strachówka w szerokim horyzoncie spraw ludzkich.

Co to znaczy poznawać inny naród, inną kulturę? Z drżeniem i pokora podchodzę do zadania, wyzwania. Z religijnym przejęciem i poczuciem wielkości tego zadania. Kiedy innym o tym mówię, dziwią się, że aż tak.
Powoli, litera po literze, odsłania się sens Rzeczpospolitej Norwidowskiej. W czasach mnożenia pytań o naród, o regiony, o małe i duże ojczyzny, o wartości podstawowe dla wspólnot lokalnych. Co to jest ojczyzna? – pytał Cyprian Norwid.

Oficjalnym godłem Ukrainy jest Tryzub (Trójząb), który faktycznie jest wizerunkiem "gołębicy" (symbol Ducha Świętego).

Bardzo filozoficzny dzień.
Lwów – wyjaśniłem.
Telefon od Łazarza.
Dostał zaproszenie od jednego z programów telewizyjnych do wzięcią udziału w nagraniu o stypendystach Dzieła Nowego Tysiąclecia przed Dniem Papieskim.
Lekarz – wyniki nienajlepsze, trzeba by się zacząć leczyć powaznie. Cukrzyca.
Fryzjer – przed wyjazdem na „swatkę we Lwowie”. Przemedytowałem za zamknietymi powiekami cała operację, aż na koniec miałem wrażenie, że siedzę bez kapci, jak w domu.
W Rozalinie wisi klepsydra. Dwie klepsydry. Śp. Zbigniew Gawrych i Janina Gawrych. On 56 (mój wiek), ona 84. Zmarli w odstępie jednego dnia. Pogrzeb w Jadowie na tej samej mszy świętej. Już nie będziemy mijali Zbyszka na drodze.

Cel życia? Dzisiaj odpowiem: zobaczyć zbawienie. Tak powtarzam mniej więcej od poprzedniej jesieni. Dzisiaj ostatni dzień lata. Powtarzam, gdy widzę dużo sensu. Jak w telefonie od Łazarza, mailu od Jaśka, dobrych wieści z „zielonej szkoły” w Porąbce …. W każdej takiej chwili chcę powtórzyć z Symeonem: „a teraz pozwól odejść swemu słudze w pokoju, bo moje oczy oglądały Twoje zbawienie”. Nie żyłem nadaremno.
Strachówko, ani nie chcę tobą rządzić, ani nie chcę twoich pieniądze. Chcę codziennie w Strachówce oglądać zbawienie. Ot, co. Tylko tyle. Aż tyle. To jest osiągalne dla każdego chrześcijanina. Nasz Bóg się nie ukrywa. On się objawia. Wystarczy dołączyć trochę myślenia do swojej modlitwy. Pójść przez chwilę droga św. Augustyna: „nie ma wiary bez myślenia” i Jana Pawła II: „Wszystkich proszę, aby starali się dostrzec wnętrze człowieka”.

„Nie można, bez wyciszenia naszej pasji poznawczej, unikać pytań o sens życia, jego ukierunkowanie, nieuchronność śmierci, nadzieję nieśmiertelności (JPII, Wiara i rozum).”
I taka jest, chce być Rzeczpospolita Norwidowska, Norwidian Republic, Norwidska Respublika. (Wtorek, 22.września.2009)
***

Akcja (Dalszy ciąg) - 19 września moje miejsce było albo wśród organizatorów, albo honorowych gości. Należało się to nie mnie, należało i należy, Strachówce. Należy się normalności. Należy się zdrowemu stylowi życia. Mówią o tym wszystkie pisane i niepisane kodeksy honorowe. Także strażackie. Wszyscy powinniśmy wiedzieć jak przeprowadzić uroczystość, stać w szyku, podnieść flagę narodową, jak potraktować byłego prezesa, wójta, ministra, premiera, prezydenta itd. Mnie kiedyś, także jako wójta, uczył, jak się zachować wobec mojego poprzednika, ówczesny przewodniczący Rady Gminy, Kazimierz Orzechowski. Do dzisiaj jest dla mnie niedościgłym mistrzem mówienia prosto w oczy.

Kto dziś, w ich gronie, uczy młodych zasad, tradycji i historii własnej jednostki? Przed paru laty, ci sami ludzie, którzy dzisiaj nie wiedzą jak mnie traktować, wybierali mnie na prezesa OSP. Trzeba umieć być wiernym. Komu, nawet sobie samemu. Zbigniew Herbert! Bo bez tożsamości, niczego dobrego zrobić w życiu nie można.

Ci, co chcą pisać nowy rozdział historii Strachówki, powinni zajrzeć do podręczników. Jeśli się nie zreflektują, zło jakie zasieją, będzie trudne do naprawienia przez następne pokolenia. „Anioł Powiatu Wołomińskiego” przyznawany jest przez środowisko solidarnościowe. Czy w Strachówce powstało stronnictwo anty-solidarnościowe? W roku obchodów 20-lecia odzyskania niepodległości? I odwołując się do znaczenia roku 1918 w historii Polski i Europy?

Wojna światów w Strachówce? Tak wygląda. Pewnie tak. Jakie to rodzi skutki? Że młodzi strażacy przyszli podziękować, za wypożyczenie sprzętów szkolnych, komu? Paniom, które pracują w kuchni. Pożyczali od dyrektora. Tu już nie jest potrzebny kodeks strażacki.
Wójt też ma zwyczaj przyjść do szkoły, coś obejrzeć, załatwić, ale nie zachodzi do gospodarza obiektu, instytucji! Co się w naszej Strachówce wyrabia. Gdzie takie zachowania mają nas doprowadzić? Do kolejnego roku 1918, 1980, 1989? Ja na życie patrzę w takiej perspektywie. A wy?

Nie chcę nikogo ranić swoim pisaniem. Jeśli, to przepraszam. Boże broń, żebym miał się naśmiewać lub szydzić. Ale nie będę na własnym blogu owijał w bawełnę. Jeśli ktoś go czyta, wie - zna moje myślenie. Zna mnie, wyznawane przeze mnie wartości i cele. Szczerość. Prawda. Lekka ironia wobec swiata i siebie samego. Marzę, aby moja prawda była równa miłości bliźniego. To trudna sztuka. Mistrzem w niej może być święty Jakub, z niedzielnego czytania w kościele.
Chciałbym, aby każdy otwarcie wyrażał swoje poglądy. Nie cierpię szeptania po kątach. Jedno z określeń przyjaźni mówi: „To ten, który nie milknie, kiedy wchodzę do pokoju, i nie zaczyna rozmów o mnie, kiedy z pokoju wychodzę”.

We wczorajszym filmie, „Abraham” cz.2, jest scena, kiedy po odwiedzinach króla/kapłana Melchizedeka u tytułowego bohatera, jego żona, Sara, mówi: „wreszcie spotkałeś człowieka, który cię rozumie”. Melchizedek reprezentował inny świat, inną kulturę, inną religię. Można. Zazdroszczę. (Poniedziałek, 21.września.2009)
***

Wczoraj bardzo byłem zadowolony, że napisałem, co napisałem. To, co napisałem, potwierdzało słuszność wieczornego usprawiedliwienia. Gdybym wszedł między nich, miałbym zasznurowane usta.
Muszę pisać, bo ktoś mi dyktuje. Byłoby niegrzecznie odmówić. I z wielką stratą, bo to ktoś bardzo mądry. Dlatego tak cieszę się na każde najlżejsze, wewnętrzne zaproszenie do klawiatury. Ta czynność staje się prawie adoracją. Jest adoracją. Początkiem lub zwieńczeniem.

Trudno nie mysleć ciągle o wczorajszej uroczystości. Była piękna, ważna …. i dziwna. Zwrócono całą uwagę na formę. Forma mi się podobała. Była piękna. Ale w ruchu strażackim najważniejsza jest nie forma, ale istota. Ze swej istoty strażacy są dla ratowania wszystkich! Bez względu na ... cokolwiek. OSP wyjątkowo nie nadaje się do manipulacji politycznych. Jeśli gdzieś wkradnie się takie skrzywienie, natychmiast powinno być rozpoznane i wyrwane do korzeni. Dla dobra tej organizacji, a jeszcze bardziej dla dobra społeczności lokalnej, której ma służyć bez żadnych uprzedzeń. Etos – wielkie słowo. Ale bez przywołania tego wielkiego słowa nie można rozpatrywać sensu istnienia ruchu strażaków-ochotników-ratowników.
Święty Florian spaliłby się ze wstydu, gdyby ktoś, powołując się na niego, miał w pogardzie innego człowieka. Albo dzielił ludzi na naszych i nie naszych. Swoich i nie swoich. („Kółko”, CK Norwid). Święty Florian ujął się właśnie za tymi „innymi”.
Wszystkie publikacje na temat straży, i wszystkie szkolenia, w których brałem udział jako wójt i prezes OSP, podkreślały scalającą rolę strażaków w społecznościach lokalnych, zwłaszcza wiejskich. „Należy także pamiętać o roli kulturalno - oświatowej, krzewieniu sportu i łączeniu społeczności wiejskiej, dla podtrzymania lokalnych więzi i związanych z tym tradycji”.

Szkoda, że wśród organizatorów zabrakło kogoś, kto znałby się na integracji. Jak można było nie zaprosić szkoły?!

Pojazd, który ma wielu kierowców może rozjechać wszystkich po drodze. Sąsiadów, przechodniów, rodzinę, współtowarzyszy drogi. A na koniec jeden kierowca uzurpator wypchnie drugiego, a może i jedynego uprawnionego, na zakręcie.

Zrobiłem użytek z kijów do nornic walking. Poszedłem w las. Olek mi towarzyszył z kijami mamy. Szedł na bosaka. Przez krzaki i zarośla. Po szyszkach. Ani pisnął. To dla niego (dla nich) normalka, wiejskie dzieci.
Pokazałem mu gdzie Andrzej i Maria Królowie, Jackowscy i Kapaonowie, chcieli w międzywojniu pobudować kościół. Na skraju lasu, od strony Marysina. Za „Majszyczką”. Ich pomysł już dawno, Majszykowa od tego roku, są świętej pamięci.

Jest o czym pisać, prawie na każdym kroku. Kiedyś mój mistrz, Tomasz Mann, napisał o spacerach z psem Bauszanem (w tym samym czasie, kiedy Królowie myśleli o swoim kościele). Innym razem o dobrodziejstwach spokojnego snu. Na każdym kroku, z każdym oddechem. Póki dychamy jeszcze!
W epizodzie z Królami i Mannem jest jeszcze jeden związek czasowo-logiczny. On pisał o psie, uciekając od polityki w wojennej Europie. Królom pomysł, a właściwie pieniądze, zżarł kryzys światowy. Szkoda. Pewnie żałują także niektórzy mieszkańcy Strachówki. Gdyby Królom się powiodło, nie musieli by nas oglądać w strachowskiej parafii. Cóż „niech się dzieje wola nieba ….” - przyjmujemy z właściwą sobie pokorą. My, religijni potomkowie, religijnych przodków.

Mój mistrz słynął z autoironii. Ba, więcej. Głosił, że bez autoironii nie można być artystą. Ciekawe, co ma na to w odpowiedzi, mój kąśliwy wuj, Aleksander Jackowski. Muszę go spytać. Jemu humoru i ciętego języka nie zbraknie. Ale, psiakrew, wydawnictwo Gandalf – jakie piękne imię – przechwyciło jego „rękopis ‘Być artystą”, i nie zamierza wydać. Ale Jackowski był, jest i będzie zawsze artystą. Pan Bóg obdarzył go wieloma talentami i długim życiem. Ja tyle nie dociągnę, byłem za życia zbyt wielkim nerwusem. Poza tym, żeby długo żyć, trzeba mieć piękny umysł, żeby czymś upiększać pomarszczoną, niezaradna starość.

Z Jaśka bloga: „Glasgow. To ciekawe miejsce. Przywitało mnie deszczem i chłodem, ale zaraz potem przedstawiło mnie serdecznym, uśmiechniętym mieszkańcom.”

Widocznie nie dzielą ludzi na „swoich” i „nie swoich”.

Nie przegapić żadnego dobra, znaku, mrugnięcia okiem zza zasłony bytu, z jego źródła. Albo serca. (cdn.) (Niedziela, 20.września.2009)
***

Najpierw usprawiedliwienie. Nie pojechałem na posiedzenie Zarządu naszej Lokalnej Grupy Działania. Chęci nie wystarczą. O 7.30 zadzwonił Łazarz z Dworca Wileńskiego, że będzie o 10.00 w Łochowie. Nie można było też odkładać wizyty Heli u okulisty i optyka. O 12.00 msza święta w intencji OSP i Strachówki. I bądź tu działaczem społecznym.
Może byłoby to możliwe w utopijnym kraju sprawiedliwości społecznej, lub w rozwiniętym kraju europejskim, nie mówiąc o USA. Za to kim jestem dostawałbym sprawiedliwe wynagrodzenie, mógłbym zabezpieczyć potrzeby rodziny i być w pełni użyteczny społecznie.
Na początek wystarczyłby pewnie najtańszy, używany samochód, drugi w rodzinie, i pieniądze na jego eksploatacje.
Ale nie żyjemy w rozwiniętym kraju europejskim, tym bardziej nie w USA. W utopijnym kraju nie chciałbym za żadną cenę. Żyjemy w Polsce Anno Domini 2009. Przed nami strasznie daleka droga. Ja tego celu nie dożyję.

Brazylijskość, sobość, Polskość
Brazylijka z „naszym” mężem zamieszkała w Polsce. Początek był nie tylko szokiem termicznym (+35C, - 25C). Dali sobie radę. Po 9 latach wybudowali dom. Zarabia na brazylijskości, na sambie.
I tak powinno być. Każda kultura ma dużo do zaproponowania innej kulturze, tzn. ludziom w niej żyjącym. No, więc gdybyśmy wyjechali do Brazylii, też powinniśmy sobie dać rade, w oparciu o naszą kulturę. Co byśmy im zaproponowali?

Tu dłuższa przerwa na myślenie.

Ja nie mam obaw, ani wątpliwości. Doświadczyłem eksperymentalnie takich sytuacji. Etapy tego doświadczenia: Berlin, Giessen, autostrady we Francji, Anneke Kuipers, Taize, Inga z Koln, Tours, Lourdes, Lisieux, Solidarność, Kromeżisz, Sokrates-Comenius, Londyn, Canterbury.
Na czym to polega? Ano właśnie. Brazylijka zmusiła do zastanowienia. Ja znalazłem już chyba odpowiedź. U mnie polega to na Polskości-Sobości. Na tym, że jestem sobą, i wiem, co to mniej więcej znaczy. Na niezłomności zasad. Na trzymaniu się wpojonych i przyjętych wartości. Na tym, co otrzymuje się w genach, co kształtowane jest w wychowaniu rodzinnym, i rozwijane przez własne dociekania i decyzje. Pomocne są zwłaszcza tzw. trudne decyzje. JPII „Osoba i czyn”.
W opisie świadomości Romana Ingardena (w podwójnym znaczeniu, jako podmiotu i przedmiotu badań; w przypadku świadomości nie może być inaczej!) znalazłem naukowe wyjaśnienie, w jaki sposób czyny kształtują osobę. Ksiądz prof. Kazimierz Kłósak określił mnie jako umysł spekulatywny. Myślenie jest czynem! A na początku mojego dorosłego życia usłyszałem dumne określenie „prawdziwy Europejczyk”. Tak moją Polskość, i mnie, postrzegali studenci w międzynarodowej szkole języka francuskiego w Tours. To moja sobość. To ja.

Niektórzy wolą określenie „sobość” od „jaźń”. W jego zrozumieniu pomaga anegdota z życia Jana Pawła II. Kiedy pewien dziennikarz zapytał go w samolocie „Jak się Ojciec Święty czuje?”, papież miał odpowiedzieć „Sobą”.
Z sobości wypływają nasze decyzje i czyny. Myśli i czyny mówią, co tam jest naprawdę. Napisałem 200 tekstów do Łącznika i - każdego prawie dnia - mogę napisać kolejny. Coś tam – w sobie/we mnie - musi być.

Ale z trudem mi przychodzi bronić swojej godności, i godności mojej rodziny, w Strachówce. Nie znaczy to, że wobec większości mieszkańców. Nie. Wobec hałaśliwej grupy, która mniema się, Bóg wie kim, ale nie potwierdza tego swoimi czynami.

Godz. 10.10. Za 1.5 godz. jedziemy na mszę świętą. Na Mszę za Strachówkę. Cieszę się naprawdę. Cieszę się na prawdę!

Byliśmy. Wróciliśmy.
Uroczystość była piękna, ważna …. i dziwna. Że piękna, pragnę pokazać na zdjęciach. Że ważna? Bo trzeba nam jak najwięcej organizacji społecznych, trzeba sztandarów i wartości. Że dziwna? Bo jakby tylko dla własnego, strażackiego, grona. Szkoda.

Msza święta, sama w sobie jest wielką wartością. Poczty sztandarowe, strażacy w mundurach, zawodowi i ochotnicy z trzech pokoleń, dobrze wyglądają w świątyni. W kazaniu ksiądz proboszcz wskazał cztery wartości: czytanie Pisma Świętego, postać świętego Floriana, znaczenie sztandaru i poświęcenie strażaków po zamachu na Word Trade Center.
Całą uroczystość fotografowali, nagrywali fachowcy, oni dadzą opis szczegółowy. Ja opisuję swój udział w imprezie.

Zacząłem dzień od usprawiedliwienia, usprawiedliwieniem kończę.
Nie poszedłem na część biesiadną do świetlicy OSP. Nie czułem się zaproszony. Owszem dwóch strażaków, w tym Komendant, powiedziało „zapraszamy”, ale chyba tylko dlatego, że stałem z księdzem proboszczem i żoną dyrektorką. Gdybym był prywatną osobą pewnie bym poszedł.
Ale jestem byłym wójtem i byłym prezesem tej straży i dlatego nie mogłem. Ja reprezentuję pewien okres w historii Strachówki, i ludzi, którzy go tworzyli. W imię solidarności z tymi ludźmi, i wartości, które nas związały, nie mogłem. Nie mogę legitymizować wyrzucenia nas z pamięci zbiorowej, i z oficjalnych ram życia wspólnoty lokalnej!
Wszystkim dobrze życzę, znak pokoju przekażę każdemu w kościele, ale muszę też bronić wartości i standardów w życiu publicznym. W imię prawdy, w imię przyszłości. Nikt z organizatorów nie chciałby się chyba znaleźć za parę lat w podobnej sytuacji.

W streszczeniu historii jednostki OSP w Strachówce usłyszałem mimochodem i o swoich zasługach: zakupie wozu bojowego w 1993 roku. Przy okazji 90/91 rocznicy jednostki przypomnę inne ważne fakty.
Moje prezesowanie przypadło na okres formowania się diecezji warszawsko-praskiej. Biskup Kazimierz Romaniuk chciał nadać katedrze świętego Floriana charakter patronalnej świątyni strażaków. I tak jest. Chciałem i ja przywrócić naszą straż większym wartościom. Jeździliśmy na uroczystości 4 majowe i na opłatki do biskupa. Największym wydarzeniem była obecność naszego pocztu sztandarowego przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Nawet w piśmie Strażak można znaleźć upamiętnienie tamtego zdarzenia : ”Tegoroczne Święto Niepodległości wejdzie do historii ruchu strażackiego, bo przedstawiciele najwyższych władz Związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP - po raz pierwszy w powojennych dziejach naszego Związku, po uroczystej odprawie wart złożyli wieniec na płycie Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie.” Tak, bardzo chciałem przywrócić naszą straż większym wartościom. Religijnym i patriotycznym.

Takie uroczystości jak dzisiaj, sprzyjają różnym rekapitulacjom: historycznym, osobistym, emocjonalnym… Przypominałem sobie sumę z 3 maja 1981 z „piotro-skargowym” kazaniem ks. Mieczysława Iwanickiego, które poprzedziło powstanie gminnej Solidarności RI, wzruszenie, kiedy za czasów księdza Krupskiego klękałem w progu kościoła w 1989 roku z naszym!, wolno wybranym posłem, rolnikiem z Korytnicy, Krzyśkiem Szymańskim. Pamiętałem o bracie babci, mjrze Kazimierzu Jackowskim, współtwórcy służb radiolokacyjnych w Wojsku Polskim, Polskiego Radia i Muzeum Narodowego, chrześniaku Bolesława Prusa, który bywał pod dachem naszego domu w Annopolu, a życie zakończył w Katyniu. Wspominałem dni, w których trzymałem straż przy budynku Szkoły Pożarniczej w Warszawie w przededniu wybuchu stanu wojennego.

Rekapitulacje. Po co? Bo te fakty były. Bo Strachówka nie chce ich znać, nie chce ich pamiętać. Bo nie wolno pozwolić najbliższym żyć w fałszu. Pisać falśzywej historii. Najbliżsi: bliźni, sąsiedzi, koledzy, koleżanki, dzieci i młodzież szkolna, parafianie….

Solidarnościowy rozdział w historii Strachówki był inny. Budował na wartościach: osobie, wspólnocie, prawdzie. Chciał działać na rzecz całej gminy. Nie do pomyślenia byłaby uroczystość nadania sztandaru jakiejś organizacji bez zaproszenia wszystkich mieszkańców, szkoły(!), byłych i obecnych władz wszelkiego szczebla, nie tylko strażackich.

Wszyscy obecni dzisiaj widzieli tych nielicznych, spośród dzieci i młodzieży, którzy z pasją robili zdjęcia. Bo takie uroczystości ich interesują, bardziej niż nudne i nienudne lekcje. Bo było kolorowo, słonecznie, muzycznie, rytmicznie, były mundury, sztandary, samochody strażackie, syrena…. Ten dzień mógł być lekcja patriotyzmu. Szkoda. Szkoda. W Równym, na podobnej uroczystości, była cała wieś!

Redagując swoje myśli, zdjęcia, ten wpis, zwany postem, natrafiłem na dwa ciekawe adresy w Internecie.
1. Referat Prezesa/Premiera Waldemara Pawlaka „Możliwości wykorzystania środków finansowych Unii Europejskiej na zakup wyposażenia i samochodów pożarniczych dla Ochotniczych Straży Pożarnych”
2. Organizacji CTIF (Comité Technique International de Prévention du Feu), która popiera i upowszechnia międzynarodową współpracę strażaków na wszystkich płaszczyznach dotyczących bezpieczeństwa, ratownictwa oraz walki z wypadkami, szkodami technologicznymi i katastrofami naturalnymi.
W tym celu ułatwia spotkania, rozwiązywanie konfliktów (!!!) i wymianę doświadczeń, przyjacielskie spotkania, kontakty między strażakami i specjalistami z większości krajów świata

Jasiek się reaktywował w Glasgow. Niech to będzie dla niego dobry rok. Wieje od niego nowym duchem. Oby to był DUCH ŚWIĘTY. (Sobota, 19.września.2009)
***

Wczoraj, kiedy pozamykałem w PC prawie wszystkie programy, wszedłem jeszcze do Łazarza. Bardzo cieszy mnie jego blog. Najpierw o mszy, teraz o babci. Nie być skoncentrowanym na sobie, w tym wieku, jest sztuką.

A propos babci. Na taką starość trzeba sobie zasłużyć całym życiem. Pracowitym i bardzo religijnym. No i mieć takie wnuki.

Trwam jakby w letargu, i nagle ożywienie! Telefon do wuja Jackowskiego. Co słychać, co dobrego? Żyję. Wuj ma 89 lat. Ten żart brzmi bardzo poważnie. Ale mogę odpowiedzieć tym samym, ja też żyję, co ma do tego matematyka? Nikt nie wie. Jadę do Lwowa, chciałbym porozmawiać. Lwów zaniedbany. Wilno odzyskało świetność, Lwów nie. Komuna go strasznie zbrzydziła. Musisz zobaczyć katedrę i kaplice Boimów. I wiesz, to jest miasto położone na wzgórzach, pejzaże, widoki. Zaglądam do autobiograficznej książki wuja „Na skróty”, do rozdziału „Exodus”:
- „Lwów. Zakochałem się w nim od pierwszej chwili. Warszawy nigdy specjalnie nie lubiłem. (…) Ale we Lwowie poczułem się tak, jak po latach w Wenecji, Paryżu czy we Florencji. Tu powinienem był się urodzić, tu mieszkać”.
I pomyśleć: wuj jest synem chrzestnym Andrzeja Króla, jest częścią historii Annopola. O jego wyjeździe w 1939 przez Wołomin, Białystok, do Lwowa, wiem z wojennych zapisków Andrzeja Króla.

Co to jest historia? To wczoraj, tylko odrobinę dalej. Ta prawda jest stale obecna w naszym życiu. Przekazujemy ją dzieciom.
Wyjazd do Lwowa coraz bardziej nabiera cech pielgrzymki. Pielgrzymowania śladami Ojczyzny, wuja Jackowskiego, Historii. W ramach programu „Edukcja dla demokracji”.

Ożywienie przyszło od rozmowy z 89-letnim wujem. Jaki jest związek życia z matematyką?
Czytam w Internecie o zabytkach Lwowa. Ależ Internet dodał nam obszaru do życia. Internet zbudowany jest na matematyce/logice: 0101011100…

W Strachówce ma się wrażenie, że mieszkańcy pamiętają tylko PRL – choć ostatnio coś drgnęło, zaczynają sięgać trochę dalej - będziemy świętować powstanie OSP w 1918. Ale oprócz upamiętniania dat, liczy się przecież także mentalność.
Nam się wydawało, że dla podniesienia rangi uroczystości, organizatorzy zaproszą także poczet sztandarowy Zespołu Szkół Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Przecież zawsze ludzie odpowiedzialni za przyszłość ochotniczych straży w Polsce mówili o konieczności współpracy ze szkołami. Tu się ją eliminuje. Paskudne podziały w naszej gminie powodują, że, z jednej strony, cieszę się na jutrzejsze wydarzenie, a drugiej strony się boję. Boję się dalszych podziałów, kopania sztucznych rowów, tym razem już pod dwoma sztandarami. Nawet piękne idee można wykorzystać do złych celów.
Przez wiele lat byłem prezesem Straży w Strachówce! Bez komentarza.

Upiorna kultura (?), upiorne radio. Jedno z wielu. W przerwach między przebojami podaje liczbę ofiar na Śląsku. Albo, albo. Albo komercja, albo służba. Inaczej jest żałosny rozkrok. Później będą produkować edukacyjne programy o znieczulicy, albo czarnych mszach! Hipokryzja.

Wiadomość na WP.pl – „Zmarła prof. Barbara Skarga. Skarga aktywnie uczestniczyła w życiu kulturalnym i naukowym. Była redaktorem naczelnym pisma "Etyka". Stale publikowała eseje w "Znaku". Należała do wąskiego grona filozofów, którzy nie ulegają modom. Zawsze interesowała ją rzecz najbanalniejsza w świecie - człowiek, który żyje, myśli, cierpi. Jako filozof chciała wiedzieć, kim on jest”.
Wiedzieć, kim jest człowiek. Ba! (Piątek, 18.września.2009)
***

Dwie lektury.
Usłyszałem w omówieniu prasy dzisiejszej o Lwowie. Kupiłem Wyborczą. Najpierw poszukiwania artykułu. Musiałem z konieczności przejrzeć wszystko. Kartkowałem i czułem się obco. Coś o nawróconych neonazistach, dodatek o niepłodności, Pearl Jam sika na Busha, Syn księgarza z Kabulu, okropne zdjęcie Wojciecha Manna w rubryce angielsko-polskich tekstów muzycznych przebojów, ….. . Artykułu o Lwowie w 1939 też nie byłem w stanie doczytać do końca.
Dawno nie miałem papierowej gazety w ręku. To prawda. Ale coś jeszcze mnie odpychało. Styl zdjęć, tekstów. Jakiś bezosobowy. Nic nie przyciągnęło. Żadne słowo w tytule, w nagłówkach. Bez czytania wiadomo mniej więcej co tam jest. Materializacja trendów światowego dziennikarstwa? Marketingowy produkt przemysłu medialnego. Towar na kolejne stoisko w supermarkecie.
Nie cieszy mnie taki świat.

Caritas i duchowość
Słowa są ważne. I ‘Caritas’ i ‘duchowość’ mają dla mnie pastelowy kolor, są ciepłe, przyjazne, rozległe.
Tłumaczenie książki jest niechlujne. Język autora dość toporny. Ale sprawy, o których traktuje, ważne.
Papieska Rada „Cor Unum”, którą kieruje kardynał Cordes, zaprosiła w 2006 na kongres do Rzymu, Jamesa Wolfensohna, wieloletniego prezesa Banku Światowego. „Uważali, że będzie odpowiednim partnerem do udzielenie istotnych impulsów kościelnym instytucjom charytatywnym oraz ich politycznym sponsorom”. Kardynałowie zdziwili się, że ten światowiec chce budować pomosty między religijnymi i nie-religijnymi instytucjami. Rozumiecie, co mnie tak cieszy w książce? Mój głos o współpracy samorządów różnych szczebli z parafią, kościołem itp. jest słabo słyszalny. A taki jest jeden z najważniejszych punktów mojego programu wyborczego. Mogę chyba nawet mówić o „zadaniu życiowym”, czy misji. Nie boje sie konkurencji na tym polu. Mam za soba kilkadziesiąt lat przemyśleń na ten temat.
Od dzisiaj mogę powoływać się na prominentnego kardynała. Okoliczności tego „sojuszu” też są ważne. Książkę wręczał wszystkim kierownikom kolonii ksiądz dyr. Krzysztof Ukleja, na zakończeniu Akcji Letniej, Caritas 2009.

Ciało i dusza
„Duch wprawdzie ochoczy, ale ciało mdłe”. Ale kij ma dwa końce, więc…… Kiedy ciało mdłe, nie wszystko stracone, wejdź śmiało w świat ducha. I raduj się. Przypomnij sobie słowa Jezusa, i Andrzeja Madeja - „mówię wam to, abyście radość mieli, i aby radość wasza była pełna”. Obym zawsze sam pamiętał tę naukę.

17 września 1939
Ile w „rozmowach Polaków” o tamtych zdarzeniach ciemności! Sami mamy bardzo niewyraźny obraz Polski z 1939. Kresy to, czy połowa obszaru Polski. Ludnościowo kresy, na Wołyniu Ukraińcy, rdzenni mieszkańcy, stanowili ok. 60%, Polacy byli mniejszością. Tak mówili w programie telewizyjnym zaproszeni gości: Polacy, o różnych życiorysach i pochodzeniu. Tak samo w Strachówce będziemy inaczej mówili o ostatnim dwudziestoleciu. Co z tego wynika? Więcej badań, więcej rozmów, więcej publikacji!
(Czwartek, 17.września.2009)
***

Nie nadążam opowiadać życia. I nie sposób, jest zbyt wielo-wymiarowe. W kinie wystarczy włożyć okulary, by zobaczyć trójwymiarową rzeczywistość. Życie jest bogatsze. Samo widzenie jest ogromnym przeżyciem. A jak je opowiedzieć? RM Rilke, potrafił. „Widzący”.

Zanurzam się w bycie jak w nagrzaną słońcem sofę na werandzie. Ogarnia mnie jego falowanie. Jesień. Jesień w ogrodzie. Jesień bańki życia. Korek na oceanie istnienia. Rodzina jest czarodziejską wyspą.

Strasburg stał się częścią naszej codzienności. Idą transmisje na żywo. Rozbrzmiewa polski język. Za chwilę portugalski i inne. Jesteśmy w domu.

Zachowuję się adekwatnie do stanu posiadania. George Orwell przerobił na sobie eksperyment w tym zakresie: „Kiedy nie masz kasy, nie robisz planów, żyjesz z dnia na dzień”. Dla mnie to nie eksperyment, to samo życie. Gdybym miał forsę, kupiłbym jakiś używany samochód i pojechał gdzieś. Na basen na przykład. Wypiłbym po drodze kawę na stacji benzynowej. Nie słodzoną, z mlekiem. Czasem wpadłbym do sauny, może do teatru?

Forsy jednak nie mam. Mogę sobie posurfować po falach bytu. Trudno narzekać. Obserwacje uczą, że ci co maja tamto, nie robią tego. Lepiej więc już tak.

„Big Brother” jest dla forsy i sławy. Ja tworzę program jednego autora „Old Brother”. Jest dla dzielenia się sobą, w sytuacji marszu przez dolinę pod Mount Doom. Nie przemijania. Wypełniania swego bytu. Można różnie obrazować: np. wypełnianie swojej formy treścią, podstawianie wszystkich zmiennych do wzoru, zbliżanie się do granicy ciągu itd. itp. Przemijanie jest co najwyżej jednym z aspektów. Drugorzędnym.

Moje pierwsze podkreślenia w Caritas i duchowość:

1.- nie ma pomocy bez Boga
2.- Caritas dla wielu ludzi jest wizytówką chrześcijaństwa
3.- niemiecka Caritas udzieliła w 2005 roku pomocy za 245 milionów $!
4.- podkreślenie znaczenia religii i jej miejsca w antropologii
nie zmierza do przekreślenia autonomii państwa wobec Kościoła (…)
[chodzi o to] by stanąć bez uprzedzeń twarzą w twarz z religią
i odkryć w miarę możliwości jej walory
dla funkcjonowania międzyludzkiego współżycia.

Mam żal. Na przykład do wszystkich, którzy zajrzeli na www.dziekuje.pl w zakładkę „Wasze podziękowania” i przeczytali wpis „Za księdza proboszcza”. To nie ważne, że mój. Nie o moje uczucia tu chodzi. O obraz wspólnoty. Wygląda to tak: „Za księdza proboszcza! 25 sierpnia 2009 r. Autor: Józef z Rzeczpospolitej Norwidowskiej Odsłon: (114) Refleksji: (0)”.
Tak samo wyglądają wpisy innych osób. Bez komentarza. Czy jesteśmy aż tak bezrefleksyjnym społeczeństwem?

Ciągle chodzi mi po głowie zapis Łazarza zaczynający się od zdania: „Byłem w kościele”. No, właśnie o to chodzi według mnie, żeby zastanawiać się nad takimi faktami. W nich siedzi egzystencjalizm.

Wczoraj kończyłem dzień podobnymi zdaniami: Co się dzieje w czasie naszej modlitwy wieczornej? I dlaczego jest tak ważne! Też trzeba to jakoś opisać. To może być ważne doświadczenie dla wszystkich: pomilczeć modlitewnie w grupie. Czemu większość ludzi odmawia sobie tej ‘przyjemności’? Rodzina, w realizacji tego celu, jest wymarzoną grupą.

Od takich zdań, faktów, refleksji – pieniędzy w kieszeni nie przybywa, ale egzystencji? Bardzo.

9 września zmarł ks prof. Tadeusz Dajczer, twórca Katedry Fenomenologii Religii w dawnej Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Powiadomiła mnie dzisiaj o tym Emila.

Nasz egzystencjalizm, to nie polityka zagraniczna rządu, ani polityka EU, ani polityka światowa. To to, co najbliżej nas. Bliziutko. Jeszcze bardziej.

Święty Paweł, przemawiając do Greków na ateńskim areopagu, ujął to tak: „w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28). (Środa, 16.września.2009)
***

Przyczynek do XX-lecia - przemówienie Jerzego Buzka w Parlamencie Europejskim w Strasburgu: „Jest jedna Europa, nasza Europa. Europa ma obowiązek tworzenia wizji”.

Jaką masz wizję Europy? Jaką ja mam? Chętnie opowiem. Już opowiadam!

Utożsamiam się z nim (Jerzym Buzkiem), utożsamiam się z nią (Europą). Tak, jak utożsamiałem się, gdy zostawał premierem, z ramienia AWS. Mamy uśmiechnięte zdjęcie z Ossowa (15 sierpnia 1998): Premier Buzek ściska rękę Jaśkowi, z papierowym daszkiem AWS na głowie. Użyłem wtedy fortelu, podszedłem z synem blisko i zawołałem głośno „Panie Premierze!”.

Znasz taki stan: tak nas cieszy duchowa perspektywa, że biologia schodzi na dalszy plan? To taka figura stylistyczna. Mówię tak już trzeci dzien. Mówię sobie. Książka kardynała Cordesa nie może doczekać się ani słowa. Jutro. A delektuję się nią, jak siatkarze deserem u premiera.

Zosia zdała w Łomży egzamin (jazdę) na prawo jazdy. Za trzecim podejściem. Gratulacje!

Co się dzieje w czasie naszej modlitwy wieczornej? I dlaczego jest tak ważne! Też trzeba jakoś opisać. To może być ważne doświadczenie dla wszystkich: pomilczeć modlitewnie w grupie. Czemu większość ludzi odmawia sobie tej przyjemności? Rodzina, dla tego celu, jest wymarzoną grupą. (Wtorek, 15.września.2009)
***

Zgodziłem się kandydować w wyborach 2010. Nie wiadomo na kogo, i gdzie. Zgłosiłem gotowość. To posłuszeństwo nauce społecznej Kościoła.
Nie jest to łatwa decyzja, ale obowiązek służby. Oddania się do dyspozycji. „Kierunek” i „linia polityczna” wyznaczone są przez historię życia. Nie są koniunkturalne. Dla mnie to zawsze była, jest, pojmowałem, jako służbę. Solidarność, Komitety Obywatelskie, Wspólnota Samorządowa.

Moje poglądy są mało polityczne. Raczej filozoficzne, ekumeniczne. W samorządzie chcę reprezentować kościół, w kościele samorząd. Człowiek jest drogą kościoła, i powinien być drogą samorządu. Co mają wspólnego? Pojęcie wspólnoty.

We wspólnocie najważniejszy jest dawca. Kościół ma służyć rozwojowi i zbawieniu człowieka. Wspólnota samorządowa ma służyć życiu. Nie sobie, nie swojej polityce.

Nigdy nie będę dogmatycznym wyznawcą jakiejś partii. Szukam mądrości, mądrości chcę służyć, mądrością chcę się dzielić. Jednym z imion mądrości jest pojednanie. Chcę szukać ścieżek pojednania, a to nie wszystkim się podoba. Jedni są tylko za PIS-em, drudzy tylko za PO, inni za SLD, itd. a wszyscy inni są dla nich złem wcielonym. Dla mnie nie. Wszędzie są ludzie i ludziska. Kto mnie zaprasza na listę, musi brać pod uwagę moje credo.

Życie mnie zrodziło. Życie zapisuje na mnie każdy dzień. Nie odwrotnie. Dziękuję. Amen.

Powtórzę sie, bardzo ucieszył mnie blog Łazarza. „Byłem w kościele”. Zrobić wpis wokół mszy niedzielnej! – niesamowite. A przynajmniej bardzo rzadkie wśród młodych ludzi !!! (Poniedziałek, 14.września.2009)
***

Szczęśliwe dni.
Ciągle jest we mnie wczorajsze przeżycie. Wiara i doświadczenie. Każdy ma jakieś. Wystarczy dołożyć myślenie. „Nie ma wiary bez myślenia” (św. Augustyn).
Każdy z nas ma pewnie doświadczenie, którego zna jedną stronę, albo jeden koniec. Drugi jest po „drugiej stronie”. Nasza pascha. Przejście. „Ludzie idą przez most. Nad swoimi troskami, nad radościami. Patrzą pod nogi. Z jednego na drugi. …. A taki siedzi, patrzy jak idą. Patrzy i patrzy. Idą i idą.” Napisałem coś takiego, chyba w 1979, na moście we Wrocławiu, w drodze na spotkanie ekumeniczne w Erfurcie. Ekumenizm jest wspaniałą szkołą chrześcijaństwa, bo daje nowe doświadczenia, zmusza do myślenia, wyzwala z rutynowej religijności.
Doświadczenie mostowe, przejściowe, końcowe. Ktoś nam podał jeden koniec bytu. Późno odkryłem, że we wspólnocie najważniejszy jest dawca. W życiu chyba też. Może to najważniejsze dni w życiu. Kiedyś i teraz, wtedy dane, teraz od-krywane.

Jest sens i bezsens. Czy może być większy i mniejszy sens? Może mniejszy ogarnia małe zakresy, a większy duże? Może być na pewno wszystko-ogarniający sens. Największy sens, największa wartość. Można go adorować. Możemy z niego czerpać, przez indukcję, wystarczy się zbliżyć. Bezosobowy nie mógłby działać. Bezosobowego nie można adorować. Adorować można tylko osobę, wartość osobową. Rzeczy można co najwyżej podziwiać. Trudno negować takie twierdzenia.
Musi być największy sens. Z definicji (sens = właściwe, zgodne z prawidłowym myśleniem lub z rozsądkiem znaczenie czegoś). Po prostu tak jest. Dostępny jest dla każdego. Sens uniwersalny. (Zdarza się anm powiedzieć coś "w pewnym sensie", który jest niepewny, bo czymś ograniczony). Poszukiwanie i znalezienie wielkiego sensu zależy od naszej woli.
Musi być sens wszystkich możliwych sensów. Jaka piękna perspektywa poszukiwań.
Dlaczego tak prosta prawda (stwierdzenie) dotarła do mnie dopiero teraz?

Jestem zachwycony i wniebowzięty. Szczęście to, ani wczoraj, ani kiedyś. To teraz. 21 lat małżeństwa, rodzina…. Podziękowanie za wakacje. Podziękowanie za życie.

Mogę znów powiedzieć „znalazłem Boga”. Choćby w tym, co napisałem powyżej. Czy jest to Bóg Jezusa Chrystusa? Mam nadzieję, że tak. Co to znaczy? A, to są ciekawe rzeczy. Świadomość, samoświadomość, apologetyka. Wszystko jest dla nas. 99% jest dane, 1% zostaje jednak na myślenie.

Zadzwonił ksiądz Fabian. Z Fabianem mamy łącznie 109 lat. Ale w rozmowie poczułem się młodo. Znów znak. Pierwszy , znak, zapomnianej tacy odnotowałem tydzień temu. Dobry znak. Duch Święty rządzi Kościołem, taca i sprawy materialne 'nie zając', nie uciekną.
Znak dzisiejszej rozmowy dotarł do mnie dopiero w modlitwie wieczornej. Uświadomiłem sobie, że tak nie rozmawiają normalni światowcy globalnego świata 2009. W tej rozmowie byliśmy nie bardzo tknięci zębem czasu. Wydawało mi się, jakby nie było między nami ponad 20-letniej przerwy od legionowskich czasów. To nie takie oczywiste w tym świecie. Zachowaliśmy tajemnicę, która formowała nasze dzieciństwo, naszą młodzieńczą wiarę. Formowała nas całych. Taka jest tajemnica wiary!

Cieszę się, że potrafi (zaczął) o tym pisać .Łazarz na swoim blogu (Niedziela, 13.września.2009)
***

Teologia wakacji.

Najpierw była msza w bazylice na placu Szembeka, u księdza dyrektora Krzysztofa Uklei. Chciałem tam być i dziękować. Tylko tyle. Tylko tyle. To uczucie, pragnienie, mnie przepełniało, było mną, ja byłem w nim. Byłem, klęczałem, dziękowałem – a we mnie coś się działo. Między innymi przyszła refleksja, że my kiedyś dziękowaliśmy za wakacje, w Legionowie, Nocami Czuwań. Tak dużo otrzymywaliśmy w wakacje z ojcem Andrzejem Madejem, że nie potrafiliśmy krócej dziękować. Noc Czuwania, medytacji, przyjaźni – była w sam raz.
Refleksja mnie naszła dzisiaj, że dzięki podziękowaniom za kolonie Caritas, nasze dzieci stają się uczestnikami tej samej tajemnicy.

Na czym polega tajemnica naszych wakacji? Kiedyś, przez 5 lat, legionowskie, madejowe. Teraz, 12 razy z Caritasem warszawsko-praskim. Prawie całe nasze dorosłe życie. Całe życie naszych dzieci. Ogromny dar. Rusztowanie życia rodziny Kapaonów.

Na czym polega ta tajemnica?
Odkrywa się powoli, stopniowo. Coś dzisiaj zrozumiałem. Kawałek.
Ksiądz w kazaniu powiedział cos o ziarnie, że wakacje jak ziarno, czy coś takiego. Że może dla niektórych uczestników, jak ziarno, które kiedyś wyrośnie, będzie wspomnieniem, drzewem…. Czy coś takiego.

Czy tylko wspomnienia? Czy dużo więcej.
Wakacje są czasem wolności. W wakacje, z definicji, nie pracujemy. Czyli to wielkie dobro, które możemy po latach wspominać, które nas zmienia, nieraz na całe życie, jest DAREM.

Najważniejszego nie wymyślamy, nie jesteśmy w stanie zaplanować, ani sami sobie podarować. Najważniejsze – uczy nas Andrzej Madej – jest darem. Staje się. My, dzięki temu, stajemy się inni. Jakiś rodzaj nowego narodzenia.

Kiedy, w Mac Donaldzie, dla dzieci, nowa tradycja, po drodze, opowiadałem Grażynie sen, dowiązały się kolejne wątki. A wszystko w jedną całość.

Sen: w jakimś kościele, w jakimś mieście w Polsce, nieznanym mi wcześniej, w pięknym mieście i pięknym kościele, byłem. Po prostu. Obok, w konfesjonale trwały jakieś manewry. Zorientowałem się, że starsi klerycy, jezuici(?), uczą, przygotowuja młodszych do zaliczenia przedmiotu. Polegało to na wyrobieniu nawyków, nabraniu sprawności. „Linijka 6 – czytaj, co tam napisane.” Itd. Na kwestię nr 6 odpowiedź taka, a taka, na numer xy, odpowiedź xyz”.
Ewangelia jest dużo prostsza, niż propozycje wypracowane instytucjonalnie! W Ewangelii jest rozmowa przy studni, jest dotknięcie szat, jest „dziś jeszcze będziesz w Raju”.

Jak to się wiąże? Że teologia jest (może być) nam dana. I tu przypomniało mi się zdarzenie z Kodnia (też Madejowego), z 1985, ze Spotkania Ekumenicznego. Różni ludzie mają różne doświadczenia religijne. Czasem towarzyszą im jakieś prawdy. Ważne dla danej osoby, czasem jakieś wspólnoty, czasem przyjmowane są przez cały Kościół. Ja zapamiętałem z tamtego przeżycia, że Bóg jest prostotą. Że jest taki prosty, a ja Go tak komplikuje. Tzn. może nie Boga, tylko swoje życie. Odwróciłem się wtedy jakby, i spojrzałem na swoje życie: „Czemu ja to tak bardzo komplikuję”.

Dużo dzisiaj wróciło wspomnień i się powiązało. Pierwsze przykazanie rozumiem teraz tak: świat z miejscem dla Boga i świat, w którym nie ma miejsca dla Boga. Z ogromną różnorodnością poszukiwań, zbliżeń…itd.,itp.

Taki to mój przyczynek do teologii wakacji (teologii wolności). Taki ważny, bo został mi podarowany. Ktoś podał. Mam poczucie, że ściana tego doświadczenia jest przenikliwa, jak ściana w Wieczerniku. (Sobota, 12.września.2009)
***

„Uczynić swoje życie poszukiwaniem mądrości” (JPII)

W domu cicho, wszyscy się rozjechali. Jestem na nauczycielskim urlopie „dla poratowania zdrowia”. Jak na artystycznym stypendium. Czas podarowany. Podobne do rekolekcji. Odejść na bok. Wyciszyć się. Spojrzeć z dystansu. Po co się pędzi, i dokąd?
Miałem się nad tym skupić, ale wszystko potoczyło się inaczej. A może i nie.
.

Na TVP INFO zobaczyłem dokument. Mówili o Roku 1989. Na pasku poinformowali, że to oglądają w Sejmie. Dołączyłem się. Odnajdywałem się w wspomnieniach. Ale mnie zaskoczyli. Spodziewałbym się raczej z Word Trade Center.
Jest co wspominać. Komorowski, Buzek, Tusk, Mazowiecki (ogólnopolski i europejski wymiar!). Mówią o dumie, odwadze i wdzięczności w polityce. Kwiaty, hymn Polski i Sto Lat dla Naszego Premiera. Bardzo dobrze się poczułem. Profesorowie komentowali. „Wielkie wydarzenie w historii Ludzkości. Bezkrwawa zmiana ustroju!”. Wszyscy cytują Papieża: „Ale nam się wydarzyło”.

Premier Tadeusz Mazowiecki: „wzięliśmy odpowiedzialność za Polskę”. Ja z Kazikiem Orzechowskim chcieliśmy to robić na terenie gminy. Włączyliśmy się od początku w nurt przemian. Inwentaryzacja była jednym z pierwszych zadań. Jak symboliczne zaproszenie do obrachowania się z tym, co było, i wyznaczanie nowego początku. Zmieniliśmy ustrój gminy. Ale nam się wydarzyło. Czy nam podziękują?

Burmistrz Zbigniew Grzesiak w Mińsku Mazowieckim i wójt Wojciech Witczak w Stanisławowie są z tamtych lat. Mnie zmienił po pierwszej kadencji Kazimierz Łapka. Miał prawo, ale powstaje pytanie: „w imię jakich wartości?”. I widać „że służba i romantyzm” skończyły się w I Kadencji.

Łazarz przysłał sms-a „Założyłem bloga”. Baaaaaardzo się ucieszyłem. Dlaczego? Nie żyję nadaremno! Chcę, żeby dzieci wyrosły na ludzi szczerych, otwartych. Jestem im wdzięczny, że chcą się dzielić swoim życiem wewnętrznym. Młodość, która nie stawia sobie pytań, która nie angażuje się w Kościół (lub inną wspólnotę), wolontariat, sport… jest czasem straconym. Tak uważam.

Jasiek zadowolony z mieszkania w Glasgow. Wynajmują w czwórkę. Każdy ma swój pokój. Przysłał zdjęcia. Taniej niż w akademiku.

Koniec wpisu, choć nie koniec dnia. Co jeszcze przyniesie?
I co to wszystko znaczy, takie przeżywanie czasu, życia? Niby bez sensu, a z sensem, który się objawia, przychodzi z zewnątrz. Miałem opisać czas urlopowania, wyszło inaczej. Ale czy na pewno?
Gdybym nie był na urlopie nie przeżyłbym 20 Rocznicy Pierwszego Niekomunistycznego Rządu w Polsce – ba! w całej Wschodniej Europie!. I moje ostatnie 20 lat życia nie zostałoby dodatkowo doświetlone. Deo gratias! (Piątek, 11.września.2009)
***

Krzyżowa historia Strachówki

Byłby efektowny tytuł. Ale nieuzasadniony. Przyczynek do najnowszej historii – jest bardziej właściwy. Historia jest stara, ma kilkaset lat. Zaniedbana bardzo. My rozświetlić chcemy kilkadziesiąt lat Sobieskich i Norwidów. Światło się rozchodzi we wszystkich kierunkach. Rzeczpospolita Norwidowska nie jest obowiązkowa, kto chce ten się w nią wpisuje. Nabiera obywatelstwa. Norwid – Obywatel! – taki był tytuł naukowej konferencji w Łochowie (materiały dostępne w publikacji). Rzeczpospolita jest obywatelska z definicji.

We wrześniu będziemy przypominać sobie 91 rocznicę założenia Ochotniczej Straży Pożarnej w Strachówce, przy okazji nadania nowego sztandaru. Stary powstał w czasach PRL.

A ja chcę zwrócić uwagę na kościelne wydarzenia ostatnich lat. Z czasów proboszcza Antoniego. Konkretnie na Wielkopiątkowe Drogi Krzyżowe i Wielkosobotnie Liturgie. Jedne i drugie rozświetlone. Pochodniami, niesionymi przez ministrantów, świecami, ogniskiem na placu przykościelnym, światłem żyrandoli, naszych iskrzących się oczu. I światłem jak najbardziej wewnętrznym, w nas, wszystkich uczestnikach. Po cóż by były, i czym by były, najpiękniejsze nabożeństwa ….. bez spojrzenia w siebie.

Pierwsza Wielkopiątkowa Droga Krzyżowa szła, chyba, na cmentarz. Krzyż nieśli, i rozważania czytali, przedstawicieli różnych grup (stanów): rodzice, dzieci, młodzież, ludzie starzy, nauczyciele, ministranci itd. Wiele osób, może wszyscy, dobrze pamiętają tamten wieczór.
W następnych latach drogi wiodły ulicą Świerczewskiego, która stała się całkiem niedawno ulicą Jana Pawła II. Niektóre domy, okna, bywają udekorowane. Przed bramami krzyżowych stacji palą się znicze. Często do czytania rozważań ksiądz Antoni brał naszych lektorów, Jaśka i Łazarza.

Dom pożydowski mijaliśmy w milczeniu. Czy nie czas już, by w trakcie rozważań cierpień Jezusa z Nazaretu, wspomnieć cierpienia Jego, i naszych, współbraci. Jego rodaków, z braterstwa krwi. Naszych, starszych braci w wierze (JPII). Żydzi żyli na tym terenie, wśród nas. W Jadowie było ich bardzo dużo. Większość zginęła w czasie wojny. Czy jedyną pamięcią o współrodakach sprzed wojny ma być określenie „mienie pożydowskie”? Ja, wobec tak krótkiej, wybiórczej, pamięci, czuję się zażenowany.

Liturgie Wielkosobotnie to oddzielna sprawa, napiszę oddzielnie. A czemu zacząłem dzisiaj, w piękny dzień babiego lata? Bo jest rocznica naszego ślubu. Jak to się wiąże? Poprzez księdza Antoniego. Przypomniałem sobie zeszłoroczną mszę rocznicową. Jej bardzo rodzinny klimat. Antoni potrafił od ołtarza powiedzieć: Grażyno, Józefie. Byliśmy w braterskiej wspólnocie.
„Oto jak dobrze i jak miło,
gdy bracia mieszkają razem;
jest to jak wyborny olejek na głowie,
który spływa na brodę,
na brzeg jego szaty>
jak rosa Hermonu, która spada
na górę Syjon:
bo tam udziela
Pan błogosławieństwa,
życia na wieki.”
(Psalm 133)

Rodzinna Strachówka, jak rodzinna Europa, rodzinna (biblijna, kościelna) historia Zbawienia – stanęły mi przed oczami.

Wczoraj nie zdołałem nic wpisać. Sił wieczorem zabrakło. Dzisiaj do wieczora nie czekam. Jest samo południe. W notatkach miałem: „Powołujemy się na JPII. Ja też. Jakie nitki z Jego pism, kazań, wplatają się w moje myślenie?
Co nas tutaj (na ziemi) cieszy? Dobro (miłość), piękno, prawda. A po śmierci? To samo, tylko z wielkiej litery!

“A friend is someone who has the same enemies you have“ (Abraham Lincoln) + A friend is someone that won't begin to talk behind your back when you leave the room. + Friend: One who knows who you are, understands where you've been, accepts what you've become, & still gently invites you to grow. + A friend is someone who knows the song in your heart, and can sing it back to you when you have forgotten the words. + A friend is someone who reaches for your hand and touches your heart. (Twitter, Richard Parker)”

I – w kontekście dnia: wczorajszego, dzisiejszego, jutrzejszego - parę cytatów z encykliki „Fides et Ratio”. Niektóre zdania ponumeruję!
„…Trzeba niestety stwierdzić, że scjentyzm zalicza wszystko, co dotyczy pytania o sens życia, do sfery irracjonalnej lub do domeny wyobraźni.
(…...). Źródłem nie mniejszych zagrożeń jest pragmatyzm -- sposób myślenia tych, którzy dokonując wyborów nie widzą potrzeby odwołania się do refleksji teoretycznej, ani do ocen opartych na zasadach etycznych.
(……). Poglądy omówione do tej pory prowadzą z kolei do koncepcji ogólniejszej, wyznaczającej dziś -- jak się zdaje -- wspólny horyzont wielu filozofii, które straciły wrażliwość na zagadnienia bytu. Mam na myśli wizję nihilistyczną, która jest jednocześnie odrzuceniem wszelkich fundamentów i negacją wszelkiej prawdy obiektywnej. Nihilizm nie tylko pozostaje w sprzeczności z wymogami i z treścią słowa Bożego, ale przede wszystkim jest zaprzeczeniem człowieczeństwa człowieka i samej jego tożsamości.
(….) usunięcie w cień zagadnień bytu prowadzi nieuchronnie do utraty kontaktu z obiektywną prawdą, a w konsekwencji z fundamentem, na którym opiera się ludzka godność. W ten sposób stwarza się możliwość wymazania z oblicza człowieka tych cech, które ujawniają jego podobieństwo do Boga, aby stopniowo wzbudzić w nim destrukcyjną wolę mocy albo pogrążyć go w rozpaczy osamotnienia.
(….) prawda i wolność albo istnieją razem, albo też razem marnie giną.
(….) Kościół ma na uwadze dwa cele jednocześnie -- obronę godności człowieka i głoszenie ewangelicznego orędzia. Najpilniejszym warunkiem realizacji tych zadań jest dziś doprowadzenie ludzi do odkrycia własnej zdolności poznania prawdy, oraz tęsknoty za najgłębszym i ostatecznym sensem istnienia.
(…) pragnę zwrócić się także do naukowców, których poszukiwania są dla nas źródłem coraz większej wiedzy o wszechświecie jako całości, o niewiarygodnym bogactwie jego różnorodnych składników, ożywionych i nieożywionych, oraz o ich złożonych strukturach atomowych i molekularnych.
(…) mam zarazem obowiązek wezwać ich, aby kontynuowali swoje wysiłki nie tracąc nigdy z oczu horyzontu mądrościowego, w którym obok zdobyczy naukowych i technicznych dołączają się także wartości filozoficzne i etyczne, będące charakterystycznym i nieodzownym wyrazem tożsamości osoby ludzkiej.( …)

    Wszystkich proszę, aby starali się dostrzec wnętrze człowieka, …oraz głębię jego nieustannego poszukiwania prawdy i sensu.

    Różne systemy filozoficzne wpoiły mu złudne przekonanie, że jest absolutnym panem samego siebie, że może samodzielnie decydować o swoim losie i przyszłości, polegając wyłącznie na sobie i na własnych siłach.

    Wielkość człowieka nigdy nie urzeczywistni się w ten sposób.

    Stanie się to możliwe tylko wówczas, gdy człowiek postanowi zakorzenić się w prawdzie, budując swój dom w cieniu Mądrości i w nim zamieszkując.

    Tylko w tym horyzoncie prawdy będzie mógł w pełni zrozumieć sens swojej wolności oraz swoje powołanie do miłowania i poznania Boga jako najdoskonalsze urzeczywistnienie samego siebie.

(….) Niech Stolica Mądrości będzie bezpiecznym portem dla tych, którzy uczynili swoje życie poszukiwaniem mądrości”. Koniec cytatów.

Gdybym miał żyć i pracować jako katecheta sto i tysiąc lat, zawsze liczyłbym zdania z Biblii, i zdania z encyklik Jana Pawła II. Starałbym się także liczyć dni swoje, nie tylko rocznicowe lata.

Żeby zapisać tych parę zdań, często wychodzę na werandę, pije zielona herbatę. Mam ulubiona markę „Mystic Nepal”. Nikt w rodzinie nie palil. Za to ludzi religijnych było wielu. Moja mama przemodliła za nas (za mnie) całe życie.
Nie da się ująć - myślą, zdaniem – wszystkiego od razu. Muszą być przerwy. Na uciszenie emocji, wyostrzenie zmysłu wewnętrznego.

Jestem katechetą, nauczycielem. Dobrze, jeśli szkoła wydaje ze swojego grona kogoś, kto rozszerza horyzont spojrzenia na człowieka i wspólnotę (w ogóle i lokalną). Każdy byt działa tym czym jest. (Czwartek, 10.września.2009)
***

Oświęcim, zemsta, pokój i Strachówka

Nie wiem, jak długo bedę jeszcze nauczającym katechetą. Pod koniec "kariery" mam duże doświadczenie. Lepiej nie być opieszałym. Lepiej się śpieszyć.
Dlaczego musimy dzisiaj dość sztucznie rozbudowywać normalne pojęcia związane z życiem człowieka? Mówimy od „(naturalnego) poczęcia do naturalnej śmierci”. Ale nie potrafimy mówić w naturalny sposób ani o poczęciu, ani o śmierci.

Niewielu potrafi. O poczęciu próbuje ojciec Ksawery Knotz. Próbują teologowie, filozofowie, lekarze. Powinni ojcowie rodzin, ale ilu z nas potrafi?

A na cmentarzach ciągle, zamiast powiedzieć „w imieniu rodziny dziękuję/my wszystkim za obecność i modlitwę” recytuje się sztuczne formułki „w imieniu zmarłego dziękuję sąsiadowi, sąsiadce itd. itp.”, albo jeszcze gorzej „zmarły N/N dziękuje….”. Czy to wyraz głębokiej wiary w życie wieczne i świętych obcowanie? Raczej bezkrytyczne podporządkowanie wiejskim/miejskim zwyczajom. Gdzie wolność, godność „dzieci Bożych”? Gdzie braterstwo z Jezusem, ze sobą nawzajem, uczniów, przyjaciół Jezusa?
Ja tam po śmierci ani straszyć, ani dziękować nie będę.

Ile cisza potrafi odsłonić! Ile cisza potrafi powiedzieć!
Potrafisz przebiec bez lęku 12.8 mld lat świetlnych do najdalszej galaktyki i dalej?
Nie wiem, jak to jest, być gwiazdą. Wiem za to, jak dobrze być galaktyką.
Chwila coś ci powiedziała? Zapisz natychmiast. Następna może bezpowrotnie zakryć, zamazać.

According to psycholotist people only experience four emotions: Gladness, Saddness, Anger, Fear (Twitter, Richard Parker).

A takie np. życie telewizyjnego prezentera: stała, dobra pensja, stałe godziny pracy. Kariera związana trochę z osobowością, bardziej z prezencją. Czym zająć umysł? Czym żyć naprawdę?
Co może dostarczyć prawdziwej radości, prawdziwego spełnienia? Wewnętrzny mechanizm życia rodzinnego, osobowego, duchowego, kościelnego, parafialnego. Ile można stracić, jeśli zgubi się jedyną perspektywę niepowtarzalnego istnienia. Jak znaleźć równowagę między zewnętrznym i wewnętrznym? To problem nie tylko prezentera.

Oświęcim - Kongres dla pokoju: Co daje, czego uczy (może nauczyć) religia? Głębi, powagi, znaków i gestów, wobec głębi i powagi życia człowieka. Kapłani chylą głowę przed sztandarem, klękają przed ołtarzem, delegacje różnorodnych wyznań oddają hołd zamordowanym w obozie koncentracyjnym. Sama ich obecność jest znakiem. Kim jest kapłan? M.in. znakiem innej rzeczywistości, duchowej.

Przedstawiciel Żydów: „Dostałem telefon od wnuczki z Jerozolimy. Dzisiaj o 7.00 rano urodził mi się prawnuczek Żyjmy i pozwólmy żyć innym. To jest moja zemsta”. Nawet największe zło można zwyciężyć. Największym dobrem, życiem.

Strachówka nie jest dla mnie miejscem walki o sławę, władzę, pieniądze. Strachówka jest dla mnie miejscem walki o jedyny - największy - sens mojego życia. Tajemnicę Bytu. Po to żyję. Nie chodzi o zwycięstwo nad kimś. Chodzi o zwycięstwo ostatecznej prawdy. O wszelkie wartości ostateczne. Drogą do tego jest m.in. szczerość.

Inspiracje z żałobnej modlitwy rabina w Brzezince-Birkenau: Dotrzeć do źródła ostatecznej wolności. Znaleźć ostateczny wyraz swojej wolności, szczerości wobec Wieczności. Żyjąc w takiej perspektywie: „Cóż może uczynić mi człowiek?”

Minął dzień. Nic nie zrobiłem. Czy miałoby to znaczenie, gdyby miał to być dzień ostatni? A jeśli odsłoniłem, a przynajmniej blisko podszedłem, zasłony istnienia, tej jedynej woalki, muślinowej firany, ostatniego tchnienia – to zrobiłem bardzo dużo. Nie będąc hobbitem podszedłem do Góry Przeznaczenia – Mount Doom.

“Wtorek - Aujourd'hui la Journee Internationale de Bonnes Nouvelles – 8. września. 2009 – a także imieniny w Annopolu. Maria Królowa otrzymywała pokłony i życzenia od bardzo wielu osób. Nasza Marysia (na jej cześć) od nas.
Życzenia z roku 1930:
***
„Piękno twojej zacnej duszy
nawet zakonników wzruszy.
W tym dniu przesłać Ci raczymy
Życzeń huk z Jerozolimy
z Rzymu, Mantui, Messyny.
Niech nam zyje cna Królowa,
w sercu swoim nas zachowa.
Zakonnicy”
***

Dopiero dzisiaj wkleiłem wpis z wczoraj. Tak wyszło. Ale nie ma nie ważnych.

Nie chcę pisać seksuologii dla szkół.

Ja uzasadniam potrzebę szerszego wykorzystania mądrych publikacji na ten temat w katechezie szkolnej. Uzasadniam z głębi wieloletniego doświadczenia katechety (28) i ojca rodziny (20).
Skoro chcemy uczyć całej prawdy o człowieku, od poczęcia do śmierci, i, że małżeństwo jest raz na całe życie, to nie możemy milczeć, albo mruczeć coś niewyraźnie o życiu płciowym człowieka. Taką mam intuicję. Albo cała prawda, sama prawda, i tylko prawda, albo nie róbmy zdziwionej miny, że świat wymyślił swoje pokrętne teorie. Pytanie kiedy i jak. W liceum katecheza bez prawdy o życiu małżeńskim to pseudo katecheza. Ośmiesza kościół i religię. Jeśli ksiądz ma kłopoty, niech zaprosi ojca Ksawerego, albo ojca Józefa. Każda dziewczyna rodzi się z pochwą, każdy chłopak z członkiem. Maryja i Jezus także. Nie tylko z duszą nieśmiertelną. Musimy przyznać, my katecheci, ale i rodzice, że mamy poważne zaniedbanie i błędy w dziedzinie całościowego wychowania. Dzisiaj się odkrywa, że Jezus i Maryja byli Żydami, ale ciągle się ich odcieleśnia. Mimo to, każe się wierzyć, że Jezus był prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem (nie mówiąc o całkiem ludzkiej Maryji).

Wstyd i dyskrecja w mówieniu o płciowości jest czymś naturalnym , szanujmy je, ale bez przesady. Chcemy przekazać prawdę o osobie, to nie omijajmy jej płciowości, seksualności, nie pozbawiajmy jej pochwy lub członka. Ani głowy, ani rozumu. Uczmy dzieci, młodzież, i siebie, odpowiedzialności za te części ciała, organy, i sprawności im przypisane.
Nie chcę pisać seksuologii dla szkół. Nie znam się na tym. Są fachowcy: ojciec Ksawery Knotz, James Dobson, i jeszcze paru innych. Zapewne na tej liście tłoku nie ma, w świecie panuje wąska nauka o cielesności, w kościele (polskim) jakiś rodzaj anielizmu, a może klerykalizmu (aniołowie chodzą w polskich sutannach, „bądźcie jako one”). Nie wiem jak jest z płcią u aniołów, ale Jezus był mężczyzną, Synem.
Z książki J. Dobsona (który pościł w intencji swoich dzieci) korzystałem na katechezach w Legionowie. Kiedy mówiliśmy o rodzinie, a uczniowie z klasy 7,8 przynosili mi anonimowe pytania „jak się robi dzieci”, czytałem odpowiednie fragmenty jego książki. Jest tak samo szczerze napisana, 25 lat wcześniej, jak książka ojca Ksawerego. W Legionowie w dziedzinie katechetycznej byliśmy daleko w przedzie. Zdarzyło się nawet, że chłopak przeżywający problem onanizmu prosił o otwarta rozmowę i radę.

Na stare lata pokora wydaje mi się taka łatwa do zdefiniowania: „mniej ciebie, więcej Tego, który ponad nami” (nawet niewierzący przyzna, że sens wszystkiego go przerasta). Łatwo zdefiniować, stosować zawsze trudno. (Poniedziałek, 7.września.2009)
***

„Jak trwoga to do Boga”. Trwoga nie musi mieć wyrażnego oblicza. Czasem jest nią po prostu zamęt w głowie. Wczoraj przywoływałem Jezusa z Nazaretu, było już po północy, aby moje dzieci nigdy nie zgubiły Go sprzed oczu. Kiedy mówię Jezus z Nazaretu, chcę podkreślić Jego historyczną, konkretną osobę, z czynami, słowami, wyglądem, uczuciami…. Z takim Jezusem chciałbym związać swoje dzieci wieczną przyjaźnią. Nie z abstrakcją! Nie z abstrakcyjną, kościelną, figurą retoryczną.

Wszyscy pojechali do kościoła. Jestem sam, mogę pisać. Pojadę do Traw, na instalację ks Fabiana, jako proboszcza. Za plecami mam transmisję telewizyjna z Łagiewnik, z „Asyżu w Krakowie”. Świat wspomina rocznice historycznych, przeważnie smutnych, wydarzeń. Kościół wspomina „rocznice” wydarzeń (wartości) wiecznych, uniwersalnych, przeważnie radosnych. Szkoda, że wielu ludzi ma krótka pamięć i cierpi na brak wyczucia swojej wieczności. (Niedziela, 6.września.2009)
***

Lubię siedzieć w wygodnym krześle. Wygodnym, czyli dobrze wyprofilowanym. Musi być dopasowane do krzywizny kręgosłupa, przylegające. Mieć odpowiednią wysokość, aby nogi przyjęły naturalna pozycję. I właściwe nachylenie siedziska, kąt względem podłogi. Tak uformowane krzesło prostuje osobę siedzącego. Nie tylko jego physis. Prostuje osobę! Sprzyja myśleniu, medytacji, modlitwie.
Fotel się nie umywa. W fotelu lubię co najwyżej oglądać telewizję.

W nudnym otoczeniu próbuję ćwiczyć się w sztuce - nie tyle wyłączania, co otwierania - wchodzenia w inny sposób bycia. Długie, niezgrabne zdanie. Próbuję skupić się na medytacji – brzmi dużo prościej. Śp. ojciec Florian Niedźwiadek, kameduła, opowiadał, że na placu apelowym w Dachau miewał najlepsze medytacje.

Tematów nie wymyślam. Przychodzą do mnie. Z życia, ze świata poprzez media (telewizja, Internet…).
Wczoraj w nocy, w głupim programie zobaczyłem ciekawego człowieka. Kapucyna, ojca Ksawerego Knotza. Mówią o nim w Europie, pisali na stronach BBC, jego książkę "Seks jakiego nie znacie: dla małżonków kochających Boga" chce poznać Jaśka kolega z Glasgow, Holender.
Jednym z gości telewizyjnego programu była Majka Jeżowska. Mówiła o zmianach pokoleniowych. Gdy ona, w okresie dojrzewania, spytała matkę, co to jest orgazm, była w domu awantura. Ona umie rozmawiać ze swoimi dziećmi.
Ojciec Ksawery zasłużył na wielki szacunek. Jest cichy, szczery, pokorny. Nawet w obecności zakłamanego dewianta, uprawiającego sex zawodowo, z każdym/ą klientem, nie stracił spokojnej, rozumiejącej mądrości. To, w przeciwieństwie do niego, ograniczeni, zacofani (!!!), i anonimowi internauci nie są w stanie pojąć zbyt wielu rzeczy, np., że ksiądz może mówić, i radzić, o seksie, tak jak lekarz może leczyć raka, nie będąc samemu po kolejnej chemioterapii.

Zakonnik mówi to, co nie chciało przejść przez usta matki Majki Jeżowskiej: „Konsumpcyjna kultura lansuje orgazm jako szczyt aktu seksualnego. Patrząc na akt seksualny tylko pod kątem przyjemności, uważa orgazm za najważniejszy moment współżycia seksualnego. Taki pogląd jest błędny. Najważniejszym i szczytowym momentem jest moment penetracji w pochwie kobiety. To jest moment zjednoczenia - stania się jednym ciałem nie tylko w sensie największej bliskości fizycznej, ale także zjednoczenia psychicznego i duchowego”.
Duchowny, żyjący w celibacie, potrafi mówić o członku, pochwie i sakramencie w jednym tekście: „Moment wniknięcia członka do pochwy rodzi poczucie bycia razem, radość ze spotkania, ma największe znaczenie dla odświeżenia i pogłębienia więzi małżeńskiej. Sakrament małżeństwa pomaga odkryć to, co jest najważniejsze. Celem współżycia seksualnego nie jest sama przyjemność, ale coś znacznie trwalszego - zbudowanie więzi, przeżycie jedności w intymnym spotkaniu się kochających osób. (…) Pary małżeńskie świętują swój sakrament, swoje życie w Chrystusie także poprzez seks”.

Nie żyjemy w socjalizmie, a zawsze, kiedy matka wraca z zakupów, dzieci biegną i przeglądają torby. Starsi też.

Na forum Faktów wreszcie normalny wpis. Na polu ładnych tekstów, ciekawej muzyki, możemy się ścigać. Gdyby jeszcze pod własnym imieniem, to łatwo uwierzyć, że Strachówka może być pięknym miejscem do życia. Imię, tożsamość – jest jak sztandar powiewający nad nami.

Jesteśmy częścią globalnego świata. Przeglądając nową propozycję z The New York Times, Book Review, wypełniam ankietę podsunietą przez „Dynamic Logic”. (Sobota, 5.września.2009)
***

Byłem u lekarza. Obok siedzieli tacy sami, starsi, całkiem starzy. Nieprodukcyjni.
Niepotrzebni? Może komuś w rodzinie.
Rozmawiali o sezonie grzybowym.
O grzybach. O starości.
Wracałem. Chciałem się do wszystkich uśmiechać i mówić o szczęściu.
Co to jest szczęście?
Może zgoda na rzeczywistość, która nas otacza, w której życie się toczy.
Szczęście to widzenie piękna, dobra i prawdy, bo są na wszystkim.
Prawda może mieć dwie strony,
I ci, co po ciemnej - pewnie są niezadowoleni.
Ale jest skrucha i miłosierdzie
Dla wszystkich.
Wieczorem suszyłem
i dusiłem grzyby, które Jasiek przyniósł.
Pamiętałem też o swoich lekarstwach.

Bardzo byłem zadowolony z wczorajszego wpisu. Na obu stronach, i tu i tam. Nikt mnie nie pochwalił. Było mi trochę żal. Pustka społeczna.

Ks. Krzysztof Ukleja, dyrektor naszego Caritasu w TV – o współpracy Parafii (ks. proboszcz), Ośrodka Pomocy Społecznej i Szkoły.

Kuzyn, Jacek Łowiński, który interesuje się genealogia rodzinną, przesłał maila z adresem strony www.duggarfamily.com ! Zareagowaliśmy wczoraj tak samo na informację o ich 19 dziecku.

Za chwilę wypiję dobrą herbatę z mlekiem. Dosypię odrobinę cukru. To nie jest takie ważne, ale trzeba skorzystać z każdej chwili. Nie wiadomo, kiedy się zdarzy kolejna. I czy w ogóle.
Duszące się grzyby, kiedy dodałem zielonej pietruszki, zapachniały rosołem. (Piątek, 4.września.2009)
***

Rodzina jest cudem. Jej początkiem jest miłość narzeczonych, późniejszych małżonków. Dzietność, wielodzietność, wielokrotnie zwiększa możliwość radowania się tym cudem. W rodzinie możemy żyć życiem innych i doświadczać tajemnicy Jedności. Jedności w wielu osobach.
Dzisiaj siedząc przed klawiaturą ‘jestem’ w Łomży z Zosią i Jaśkiem, którzy próbują zdać tam egzamin na prawo jazdy. Z Łazarzem w Warszawie i Legionowie, gdzie – o dziwo – babcia go rozpoznała od progu. Z Grażyną, która codziennie walczy o lepszą Strachówkę, lepszą Polskę, lepszy swiat – na bitewnym polu oświatowym. Wojownikami na tym samym boisku (w swoich kategoriach) są pozostali członkowie rodziny: Hela, Andrzej, Marysia i Olek.
Rodzino! „Dziś piękność twą, w całej twej ozdobie, widzę i opisuję, bo ja jestem w tobie”.

Co wczoraj kołysało mnie do snu? Prawda.
Cząstką tej prawdy był anonim o mnie (o nas) w Internecie, krytyczne uwagi syna o moim tekście w Łączniku Mazowieckim („Prawda się obroni”), pogrubiony tekst na własnym blogu, modlitwa wieczorna („Szukajmy Go, kiedy pozwala się znaleźć”). Każdy może spotkać Boga, znaleźć to, co najważniejsze, nazwać to, wyznać, przyznać się przed światem. Odwagi!
Dla mnie, nie musisz być doskonały, byleś był prawdziwy!

Nawet na WP.pl można czasem znaleźć coś sensownego. Wczorajsza notatka: „W "Modlitewniku dla par" wydawanym przez Catholic Truth Society w Wielkiej Brytanii znajduje się modlitwa, którą należy wspólnie odmówić przed uprawianiem seksu - donosi "Daily Mail". Modlitwa jest prośbą o to, by "Bóg obdarzył parę miłością, z której można czerpać, delikatnością, która łączy, samoofiarowaniem, które prawdę mówi i nie zwodzi, przebaczeniem, które samoofiarowuje i fizycznym zjednoczeniem w miłości"

Historię piszą bohaterowie swoimi czynami, prawdomówni świadkowie, pracowicie autorzy. W Rosji próbują ją pisać służby specjalne, w Strachówce, i wielu innych miejscach, próbują ją pisać anonimy.

Nie musisz być doskonały, byleś był prawdziwy. Odwagi.

Mówiąc Ojcze, czuję bliskość i oddalenie. Jestem z Ciebie, ale nie jestem cały w Tobie, bo dałeś mi samodzielną oddzielność. Ojcze nasz, wszyscy, których znam, są w takiej samej sytuacji, jesteśmy wspólnotą. Nie dlatego, że bardzo jej chcemy, ale dlatego, że mamy tego samego Ojca. Tę samą tęsknotę? Jedności z Ojcem?
Ojciec i syn (córka) na ziemi, obydwaj/obydwoje, nie zdają sobie z tego sprawy. Nie mają tej świadomości. Samoświadomości. Pochłonięci są przeważnie sami sobą.

„Ale może jest możliwość zostania? Może da się zatrzasnąć te drzwi? Gdy sam coś piszę, właśnie tak się czuję, jakbym powoli zamykał drzwi, które niedawno otworzyłem. Czuję, że to bezpowrotne zatonięcie jest możliwe. Nawet teraz, gdy piszę ten tekst, zastanawiam się, czy może to jest właśnie ten moment, czy tym razem już nie wrócę, zostanę tam, gdzie czuję się tak wspaniale?” (Łazarz Kapaon, „Fantastyka, drzwi, które chce się otworzyć”) (Czwartek, 3.września.2009)
***

Każdy dzień jest szansą na przeżycie spotkania z Bogiem – najwyższym Dobrem, Pięknem, Prawdą, Miłością.

„Zadziwiające jest, że Niemcy napadły na Polskę, więc uznano, że rozpętały wojnę, podczas gdy Związek Radziecki uczynił to samo i w tym samym miesiącu, a mimo to nie uchodzi za najeźdźcę. Co więcej, uważa się, że w latach 1939-1941 nie brał udziału w wojnie”- z omówienia wczorajszego filmu dokumentalnego.

W Strachówce są imiona, oblicza, hymny, sztandary, blogi pisane pod własnym imieniem ….. i anonimy. Żeby zrozumieć ludzi trzeba pytać, z jakich rodzin się wywodzą. Jest taki autor, Mieczysław Guzewicz, który powołuje się na naukę, w udowadnianiu 2 tez: „Najlepszą inwestycją dla dzieci jest inwestycja w swoje małżeństwo”. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie w nich małżonków kochanie (miłowanie)”.
„Miłość rodziców względem siebie jest najcenniejszym źródłem wszelkich pozytywnych uczuć dziecka. Jest to najskuteczniejszy „zbiornik”, z którego chce ono nieustannie czerpać, aby ładować swój „akumulator” emocjonalny i uczuciowy.
A. Osoby negatywnie oceniające małżeństwo swoich rodziców są….
B. Osoby pozytywnie oceniające są.…”

Z jego strony www najbardziej mi się podoba pomysł na rekolekcje małżeńskie (rodzinne) w Taize. Zaczynam marzyć.
„Rodziny wszystkich krajów, łączcie się”. Język nie jest niczyją własnością. Można korzystać nawet od ojców marksizmu. Im więcej rodzin przyjaźni się i współpracuje tym lepszy jest świat. Oczywiście jeśli dotyczy to istoty rodziny, bo przenośne znaczenie rodziny można nadać nawet mafii.

Jak kończysz dzień?
Kiedy dobro wychodzi w rachunku sumienia, lub rachunku dnia, jak wolę mówić, wyłączam telewizję. Po co mi ona? Żadne głupstwa w niej produkowane nie mogą dorównać dobru, które przyszło pod twój dach, a przynajmniej, które zawitało pod twoim sufitem. To dobro ma metkę „made in eternity”. Medytuj nad nim, zanim zaśniesz. Nie ma obawy, każdy zobaczy OGROM i będzie mógł powtórzyć za Symeonem: „Panie, pozwól odejść słudze swemu w pokoju, bo moje oczy oglądały Twoje zabawienie”.

Wczoraj ukołysała mnie duma Polaka i obywatela Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Z 1 września, na Westerplatte i w Strachówce.
Świadomość dobra, wielkiego dobra, ma dla mnie zawsze "podtekst" religijny. Nie potrafie znaleźć lepszego słowa. Działa na mnie całego. Całościowo. Osobowo. Obejmuje całe zycie, wszystkie jego wymiary i aspekty. Rozwiązuje wszystkie zyciowe pragnienia.

Duma Polaka i obywatelstwo RzN było wczoraj - co będzie dzisiaj, jutro, pojutrze? Najważniejsze jest niewidzialne dla oczu. Najważniejszego nie mierzy się czasem. Nie ma znaczenia czy to minuta, sekunda, lata .... Może nadejść niespodziewanie. Najważniejszego sami nie wymyślimy. Byleśmy zauważyli, gdy nadejdzie. I przyjęli. Amen. (Środa, 2.września.2009)
***

Dawno nie przeżywałem tak bardzo dnia 1września. Oglądając transmisję z Westerplatte byłem dumny, że jestem Polakiem.
Wkleiłem w Internecie zdjęcia i modlitwę z uroczystości inauguracji roku szkolnego w Strachówce. Pięknie wygląda szkoła pod własnym sztandarem. Piękna jest szkoła, która ma imię, sztandar i hymn. Dumne imię, piękny sztandar, głęboki hymn. Jestem dumny z Rzeczpospolitej Norwidowskiej

To była dobra lekcja, usłyszeć przedstawicieli wielu narodów, różne punkty widzenia, to co wspólne, i to co inne. Prawda nad wszystkimi trzymała rozpostarty parasol. I były odwołania do Boga i do modlitwy (Julia Tymoszenko).

Zgadzam się z Angelą Merkel, że trzeba mówić o cudzie i o łasce, patrząc na dzisiejszą Europę. I w kontekście pojednania po II Wojnie Światowej i w kontekście Roku 1989. Ja skupiam się zwłaszcza na tym drugim. To, że Polska tak była wyczulona i zdeterminowana na wolność, to dla nas oczywiste. Ale, że jednocześnie to pragnienie weźmie górę nad zachowaniami innych narodów, jest objawieniem. Objawieniem prawd obiektywnych, praw naturalnych. I – przy okazji – objawia nadprzyrodzony charakter zła, jakim były rządy komunistów. Nadprzyrodzony, nie znaczy w tym przypadku niczego dobrego. Tyle, co prawa nienaturalne, imperium zła, imperium Złego (w języku ludowym). Prawda ma niewielkie szanse bez demokracji. Demokracja musi się karmić prawdą.

Cytaty dnia:
1. W przemówieniu Jerzego Buzka "Solidarność produkcji spowoduje, iż wojna będzie nie tylko nie do pomyślenia, ale po prostu nieopłacalna" (Robert Schuman, Ojciec Europy).
2. W przemówieniu Donalda Tuska „… jak powiedział węgierski pisarz Sandor Marai, jesteśmy świadomi, że 'żołnierze radzieccy w 1945 r. oswobodzili nasze ziemie, ale nie mogli nam dać wolności, bo sami jej nie mieli'". (Wtorek, 1.września.2009)
***

Nazywanie i obrona prawdy, nie musi, i nie zawsze, jest obroną przed kimś. Co wiecej, prawda, ze swej definicji, nie jest nigdy przeciwko komuś. Przeciwnie. „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”.
Przez lata, w każdą sobotę, szukałem prawdy na potrzebę naszych mszy szkolnych. Modlitwa powszechna i komentarze, zawsze pisane były na słowach prawdy odczytanej w liturgii na daną niedzielę.
Wczoraj było tak samo. Oto dowody:
- „słuchaj praw i nakazów, które uczę was wypełniać, abyście żyli i doszli do posiadania ziemi, którą wam daje Pan, Bóg waszych ojców”
- „strzeżcie ich i wypełniajcie je, bo one są waszą mądrością i umiejętnością”
- „któryż naród wielki ma bogów tak bliskich, jak Pan, Bóg nasz, ilekroć Go wzywamy?”
- „kto zamieszka na Twej górze świętej? Ten, kto postępuje nienagannie, działa sprawiedliwie i mówi prawdę w swym sercu”
- „ze swej woli zrodził nas przez słowo prawdy, byśmy byli jakby pierwocinami Jego stworzeń. Przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze.”
- „zrozumiejcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym”

Dużo! Bardzo dużo, jak na jeden dzień! Każdy cytat nadaje się na oddzielną katechezę. Katecheta to mały teolog.
Prawie cała moja „mądrość” pochodzi z Biblii. Za dużo się nią delektuję, za mało wprowadzam w czyn – to prawda. Ale jak się nią nie delektować?

Teraz nastąpi przerwa w pisaniu. Słyszę głosy. Idę do kuchni podelektować się dziećmi. W nich też mieszka słowo prawdy. No i Andrzej przyniósł jagodzianki z obwoźnego sklepu. Przy słodkościach i muzyce (gdzie są dzieci, tam jest ich muzyka) spojrzałem na zegar: 10.51. Ta czynność też zrodziła radość: o tej godzinie Grazyna prowadzi posiedzenie Rady Pedagogicznej. Świat idzie ku lepszemu – jakże się nie cieszyć!

Wczoraj w nocy, zasypiając, delektowałem się minionym dniem. Nie, żebym zrobił w nim coś wyjątkowego, co to, to nie. Koniec dnia przynosi wspaniały, dojrzały owoc: modlitwę rodzinną. Ten owoc tak smakuje! I świadomość wysokiej góry, którą zdobyliśmy rano, liturgii niedzielnej. Czy Jan Vianney nie miał podobnych powodów do radości? Czy patron proboszczów ma być wzorem i przykładem tylko dla księży? To, co najważniejsze, może cię spotkać w Ars, w Nowym Jorku, Annopolu, Warszawie, Strachówce…

Zapisawszy, co zapisałem, czuję ulgę. Mam co wkleic na bloga wieczorem, mam się czym podzielić. Ale czy mógłbym już zacytować słowa świętego Pawła „dla mnie śmierć to zysk, ale zostać tu – bardziej dla was pożyteczne”? Nie wiem.

Wczoraj do zdania „uwarunkowania naszego życia, przez naziemne i podziemne nurty wspólnoty lokalnej, zmuszają mnie często do wyraźnego definiowania pojęć, ról społecznych i zadań” powinienem dopisać „np. tego, co to znaczy dobre wychowanie (dobre zachowanie) czyli „savoir-vivre”. A także „lider szkolnego zespołu dydaktycznego, to nauczyciel, który utożsamia się z planami pracy szkoły, generalnie ze szkołą. Lider, który bojkotuje hymn szkoły, to paranoja społeczna”. Itp.itd. Czyny weryfikuja nasze deklaracje, nie kolejne słowa.
Grażyna, jako dyrektorka, próbuje dawać wiarę wszelkim deklaracjom współpracy i dobrej woli. Ja nie muszę. Ośmioletnia historia działań podjazdowych nauczyła mnie rozumu. Nasza, i innych, łatwowierność sprzyjała pewnie nadmiernemu rozbudowaniu ego niektórych osób. I ich nieadekwatnej pozycji w społeczności lokalnej. Przedziwne milczenie o niektórych zachowaniach mówią nieraz więcej o osobie niż słowa. Ludzie nie chcą wchodzic im w drogę. Boją się. Inni odpychają konieczność głębszego zastanowienia mówiąc „on/ona taka jest”. Konieczność mówienia prawdy spada na mnie.

MEN ogłosił rok szkolny 2009/2010 rokiem „Najnowszej Historii Polski” – zobaczymy jak to będzie wyglądało w Strachówce.

Rodzinność mojej filozofii.
To co piszę, musi odpowiadać pewnym kryteriom. Musi być najprawdziwszą prawdą. Nie boję się promotora, ani komisji kwalifikacyjnej. Poddaję swoje myślenie jeszcze większemu krytycyzmowi. To, co piszę, musi być pomocne, pożywne, mojej rodzinie, moim dzieciom. To jest kryterium biblijne: „jeśli syn prosi cię o chleb, nie podasz mu kamienia”. (Poniedziałek, 31.sierpnia.2009)
***

Powitanie nowego proboszcza, księdza Andrzeja Duszy. Trudno mi uniknąć osobistej refleksji. Otrzymałem zadanie w życiu, które głównie wypełnienia się w Strachówce: nazywania prawdy, występowania w obronie prawdy. To było jednym z motywów działania w Solidarności, 1981, a dzisiaj prowadzenia strony i bloga w Internecie. Uświadomiłem sobie to mocno po powrocie z kościoła, kiedy chciałem jak najszybciej opublikować relację z powitania proboszcza. Odczuwam to jako swoją powinność. Prowadzi mnie taki tok rozumowania: „dzieje się coś ważnego, byłem świadkiem, muszę podzielić się z całym światem”.

Uwarunkowania naszego życia, przez naziemne i podziemne nurty wspólnoty lokalnej, zmuszają mnie często do wyraźnego definiowania pojęć, ról społecznych i zadań. Definiowanie jest próbą obiektywizowania. Na szczęście, nie my wymyśliliśmy świat i jego porządek. Każdy jest tym, kim jest, zgodnie ze swoim „wyposażeniem bytowym”. Zgodnie z tym, co otrzymał w genach i wychowaniu, czego się sam nauczył, co w sobie wypracował i jaką powierzono mu odpowiedzialność w zakresie "dobra wspólnego". Jeśli chodzi o najważniejsze cele życiowe, wszyscy są równi. Każdy może poznać prawdę, osiągnąć Zbawienie, i - chyba każdy – szczęście. Władza i popularność nie muszą być drogą do celu. Celów tych nie można także osiągnąć za pieniądze.

Grażyna była na "instalacji" ks. Antoniego w Sulejówku-Miłosnej, najpierw na mszy św. potem na obiedzie. Mówi, że Strachówka nie musi się wstydzić. Mamy żywą, "skościelnioną" (pojęcie norwidowskie) wspólnotę parafialną. Nasza liturgia (publiczna służba Bogu i wspólnocie) jest uduchowiona. (Niedziela, 30.sierpnia.2009)
***

"Cieszcie się z cieszącymi, płaczcie z płaczącymi"
Czy trzeba wiedzieć coś jeszcze, żeby wejść do domu, w którym umarło, utopiło się dziecko?
Sakrament jest znakiem i narzedziem. Kościół jest sakramentem. Niech będzie widzialnym znakiem i narzędziem. Pomocy, przyjaźni, serdeczności, współczucia.

Cicho! Utwór pod takim tytułem wykrzykuje ze sceny młoda piosenkarka w tv za plecami. Ja też często używam tego słowa w rodzinie. Niestety musze pisac w hałasie. Sobota, wszyscy w domu, a nie wiedomo, kiedy bedę mógł jeszcze skorzystać z orendża. "Orange" to nasz klucz do bezprzewodowwego internetu. Możliwości słabe, użytkowników wielu.

Zjechaliśmy się wszyscy, bo jutro instalacja nowego proboszcza. Na wsi jeszcze się tym żyje. A może w pewnych rodzinach żyje sie Kościołem. Jedno i drugie. Na wsi nie jestesmy zagłuszeni światem. Instalacja ma też bardzo rodzinne wątki. Cała moja rodzina zna nazwisko ks. Dusza. W Legionowie bylismy pewnie bardziej kościelną rodziną niz w Strachówce. Wtedy ten status dawali rodzice. Byli w "Rodzinie Rodzin", blisko Prymasa Wyszyńskiego. Trudno żeby nie byli aktywni w swojej parafii. Tak bylismy wychowani. Ciekawe, co z tamtego okresu pamięta ksiądz Andrzej, czym wzbogaci moją samoświadomość. Miałem podobno coś w sobie, byłem rozpoznawalny.

A ksiądz proboszcz Fabian, z Traw. Co on dorzuci?
Mając przed oczami takie znaki, słupy milowe mojego życia, nie zwracam uwagi na deszcz. Co tam deszcz, kiedy kościół, jak laserowy pokaz, wyświetla mi katedry, bazyliki, zabytki przed oczami intelektu, wyobraźni, jaźni. Nie wiem jak to powiedzieć, ale wiecie o co mi chodzi, no nie?

Dzięki kościołowi, temu wiecznemu, i temu administarcyjnemu, dzięki mojej rodzinnej i osobistej historii, życie gra mi wieloma barwami na najczulszych strunach duszy. Wideo-dźwięko-holo-gram. Gram, gram, gram. (Sobota, 29.sierpnia.2009)
***

W czym tkwi tajemnica ks. Antoniego?
Nie tylko w nieprzeciętnych, menedżerskich talentach, które zaowocowały wielkimi inwestycjami w parafii, ale także, może przede wszystkim, w prostocie. Nie puszył się wcale. Można było z nim rozmawiać o kapłaństwie i kościele bez napuszonego, kościelnego języka. Jego plebania nie była zamkniętą twierdzą. Wprost przeciwnie. Zróbmy ankietę, z iloma proboszczami jest to możliwe!

Hurra! Jest jeden komentarz na blogspocie. Kiepska perspektywa przed Strachówką, bo "tyle demokracji, ile odwagi mówienia i obrony prawdy!"

Nowy proboszcz parafii w Trawach jest już na miejscu. Ks. Fabian, przyjaciel z legionowskich czasów. Chodził z Jadwigą, moją siostrą, do jednej klasy.

Tragedia. Utonął Mateusz z klasy 5, brat Łukasza. Łukasz dzwonił do Andrzeja. Pojechali oboje: Grażyna i Andrzej, żeby być z ich rodziną.
Byli pod bramą, w środku był policyjny psycholog.
Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie, a rodzinie łaskę miłosiernego wsparcia. (Piatek, 28.sierpnia.2009)
***

Zagubiony bywam w sprawozdaniach z wyjazdow w ramach „mobilności Comeniusa” itp., ale mocny w sprawozdaniu z życia. I w wieczornych modlitwach. A jest co obserwować i notować. Olek dzisiaj (tj.26.8.09) podziękował za mszę z nowym księdzem proboszczem. Zazwyczaj tylko mówi „prosimy o spokojną noc”. To naprawdę coś znaczy - te lekkie poruszenia duchowe. Czas pokaże, co!

Słowo o nieśmiertelności. Ojciec jakby zmartwychwstał.
Dziwnym trafem, dopiero teraz Jasiek i Łazarz zauważyli zdjęcie, które od zawsze stoi gdzieś w Legionowie u babci Heli. Na zdjęciu jest ojciec, ich dziadek, którego nie znali, w stroju Napoleona. Ojciec na emeryturze związał się z Uniwersytetem Trzeciego Wieku, z sekcją literacką i teatralną. Zdjęcie podoba się obu wnukom. Łazarz podzielił się wrażeniami. Natchniony jakimiś rozmyślaniami, wpadł nagle do kuchni: „Tata znasz to zdjęcie dziadka? Zupełnie jak ty. W pierwszej chwili pomyślałem, ‘co ty tu robisz’”.

Natchnienia nie są mu obce, sądząc po artykule, za który dostał nagrodę. Oto garść cytatów:
„czytać nie musimy tylko tego, co zostało napisane. Wciąż „czytamy” ludzi poznając ich, „odczytujemy” przyrodę, otaczający nas świat. Dzięki temu możemy poznać rzeczy, które na pierwszy rzut oka są niedostrzegalne.”
„co właściwie dzieje się, gdy czytasz?”
„DZIEJE SIĘ. Gdy otwieram nową książkę, … Nie wiem, gdzie płynę, nie wiem, co mnie czeka. I właśnie to jest piękne”
„Świat opisany w tej książce porwał mnie całą swoją siłą, zawładnął umysłem. … pozwala na przeżycie tego czego normalnie bym nie przeżył i w końcu pozwala być takim, jakim chciałbym być.” - to prawie z R.Ingardena (dop.mój jk.)
„czy pisząc możemy wpływać na rzeczywistość? Czy pisarze kreują nasz świat? Wpływają na jego losy? A może je zmieniają?”
„Gdy czytam, coraz bardziej zagłębiam się w to, … w pewnym momencie wszystko się urywa. ‘Spadam’ do współczesności, znów jestem w fotelu i trzymam setki stron druku, który był moim kluczem do tych tajemniczych drzwi. Ale może jest możliwość zostania [tam]? … Gdy sam coś piszę, właśnie tak się czuję, jakbym powoli zamykał drzwi, które niedawno otworzyłem. [jakbym zostawał tam]… teraz, gdy piszę ten tekst, zastanawiam się, czy może to jest właśnie ten moment, czy tym razem już nie wrócę, zostanę tam, gdzie czuję się tak wspaniale? Ale już wiem, że wrócę. …Jestem ograniczony ilością znaków, które stworzę, coś lub ktoś, jednak mnie kontroluje.”

No, no, bo. Pierwszy raz poznaję „Łazarza, za zamkniętymi drzwiami”. Pokazuje w swoim artykule, nie tylko, że obserwuje świat, i potrafi zrobić użytek z wiedzy, którą nabywa, ale, że obserwuje także siebie wewnętrznego, swój, i nie swój, świat Ducha.
Dla rodzica(ów) to święto – poznawać świat wewnętrzny własnych dzeci. (Czwartek, 27.sierpnia.2009)
***

W święto Matki Bożej Częstochowskiej ks Andrzej Dusza, nowy nasz proboszcz, odprawił pierwszą mszę świętą w Strachówce.
Padły z jego ust pierwsze słowa autoprezentacji. Dowiedzieliśmy się, że pierwszy raz był w naszej wsi w wieku 4 lat, na letnisku. Pamięta drewnianą kaplicę, w remizie, i wieczną lampkę w niej. Po południami chodził z ojcem nad strugę łowić ryby. Zapamiętał z tamtych czasów, śpiewaną na tym terenie pieśń: " Idzie, idzie Bóg prawdziwy, idzie Sędzia sprawiedliwy: / stańmy wszyscy jednym kołem i uderzmy przed nim czołem.
Idzie, idzie Bóg łaskawy, idzie Twórca wszego prawy: (ref)
Idzie, idzie Król przemożny, idzie wielce Pan wielmożny: (ref)
Idzie, idzie Światłość wieczna, idzie ku nam Moc przedwieczna: (ref)
Idziesz, idziesz, miły Panie, a gdzie Twój Majestat stanie: (ref)

Ksiądz Andrzej, jako kleryk w asyście, był w nasze parafii z Prymasem Wyszyńskim na konsekracji kościoła.
Cieszę się, że ksiądz Andrzej przyznał się i do mnie, przed Bogiem i ludźmi. Spotkaliśmy się 37 lat temu w Legionowie. On był świeżo wyświęconym kapłanem, ja maturzystą.

Są już widoczne podziękowania dla księdza Antoniego na: www.dziekuje.pl oraz na: forum samorządowym. Można się dopisywać!

Po obejrzeniu w telewizji mszy u Mariawitów i po wyjeździe do Łochowa pomyślałem, że może wreszcie zrozumiałem I Przykazanie Boże. Może. I że nic dziwnego, że jest dużo religii. Taka tajemnica! (Środa - MB Częstochowskiej, 26.sierpnia.2009)
***

Co robię? Patrzę, słucham…. myślę. Staram się na tyle myśleć, na ile widzę, słyszę, czytam…. Grażyna pojechała do szkoły. Jasiek z nią, kończyć pracę z j. włoskiego. Andrzej z Olkiem (w pewien sposób bliźniaki od piłki nożnej i innych zabaw) już się wydzierają, naśladując komentatorów sportowych relacjonujących rekord świata AnityWłodarczyk.
Wcześniej, przy kuchennym stole, na którym są różne rzeczy, Olek oglądając model dziecka w 10 tygodniu ciąży, pytał „To Andrzej też był taki, jak miał 10 tygodni, u mamy w brzuchu?”. „A jak się ma 5 tygodni, to jak się wygląda? A tydzień?”. Lubię takie pogaduszki. Od niechcenia, o najważniejszych sprawach. Mam nadzieję, że później, jako dorosły człowiek, nie będzie się dziwił i infantylizował na temat bytu człowieka „od poczęcia do śmierci”. Marysi od paru tygodni nie widać, czyta Harrego Pottera. Dziennie …set stron. Kolejny zawodowy czytelnik w rodzinie. Łazarz późno się wziął za czytanie, pomogło czasowe wyrzucenie telewizora, ale nadrobił. Dzisiaj ma swoją dziedzinę, fantastykę. Wczoraj zdumą pokazał nam stronę internetową, na której figuruje: „Zapraszamy serdecznie do zapoznania się z wynikami konkursu na najlepszy artykuł. Na podium stanęli:
1. Michał Zapart, autor pracy pt. "Miecze"
2. Piotr Pieńkosz, autor pracy pt. "Zamierzch - skazany na sukces"
3. Łazarz Kapaon, autor pracy pt. "Fantastyka - drzwi, które chce się otworzyć".
Brawo!
Zosia z Helą się dogadują. Mają swoje sprawy.

Wójt nie przyznał dodatku motywacyjnego dyrektorom szkół, one mają to samo zrobić w stosunku do nauczycieli. Niby wszystko ok., ale dlaczego sam dla siebie (poprzez Radę Gminy) znalazł pieniądze, i przyznał sobie w czerwcu ponad 1000 zł podwyżki, z wyrównaniem od…..? Czyli, że zarabia mniej wiecej tyle, co poseł na Sejm. Kaziu, nie chodzi o pieniądze, chodzi o sprawiedliwość!

Spacerowałem dzisiaj wokół szkoły. Z każdym krokiem wracało pytanie o lokalizację budowanej sali gimnastycznej. Czy rzeczywiście było to jedyne miejsce? Czy plac z tyłu szkoły, w naturalny sposób łączący się ze stara salą nie spełniał wymogów prawa budowlanego? Albo plac planowanego dawno temu tzw. „Domu nauczyciela”, z możliwością ciekawych łączników, pawilonów itd., tak, jak to się dzisiaj robi? Na wszystkie pytania musi mieszkańcom odpowiedzieć architekt, który planował salę. To nie jest zachcianka. Nie chodzi o nas, trzeba wytłumaczyc następnym pokoleniom, że zostawia się im to, co najlepsze.

Zmiana rodzi niepewność. Niepewność pcha nas w ramiona Boga. „Jak trwoga to do Boga”. Wszystko może wyjść nam na dobre. To część mojej teologii pożegnania księdza proboszcza.
***

Że też rozmowy przez „komórkę” potrafią przenieść tak lekkie, głębokie drgania!
Sławek zadzwonił. Rozmawialiśmy dość długo. Poruszyliśmy nawet "Duszę Legionowa", z 1972 roku, tzn. ja poruszyłem. Sławek był za młody. W tej rozmowie możnaby znaleźć ślady odwiecznej przeszłości (nie)jednego życiorysu. I sprawy Kościoła, od Aszchabadu po Brukselę, i skrót życia człowieka od wiosny do jesieni. Łącznie ze Słońcem, które dr Sławomir zaanonsował na koniec. Było to Słońce znad pokamedulskich Bielan!
„Jakże dziękować, żeś nam dał tak wiele,…, o jesiennym, pogodnym wieczorze”, czy jak to tam leciało, u Staffa.

Sławek, pamiętasz, jak przed laty Andrzej „projektował” prezbiterium w Strachówce? Kochany Antoni, proboszcz, zdążył jeszcze przed odejściem zrobić ołtarz. Teraz będzie miał dla nas większe, ogromne! znaczenie. I blask, i chwałę. Andrzeju, wpadnij kiedyś z dalekiego Aszchabadu, obejrzyj, pomódl sie z nami przy nim. (Wtorek - 25.sierpnia.2009)

***

Dzisiejsza uroczystość poruszyła wiele serc. Żegnaliśmy kapłana, który wyznaczył całą epokę w naszym życiu. 16 lat! Dla rodziny, parafii, szkoły, gminy, dla każdego z nas - kawał czasu. 16 lat z 20 - przeżytych w odradzającej się demokracji. Tylko na początku tej drogi bylismy bez księdza Antoniego.

On wspaniale wykorzystał ten czas. To co zostawia - przechodzi ludzkie pojęcie.
Był ojcem chrzestnym Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Dzięki niemu odbyły się I Rekolekcje Norwidowskie. Bez jego jednoznacznego wsparcia trudno byłoby przetrwać cały ten okres dziejów wspólnoty lokalnej na Równinie Wołomińskiej.
W tej perspektywie, symbolicznego znaczenia nabiera obecność na uroczystości starosty Konrada Rytla i radnego Krzysztofa Kalinowskiego oraz fakt, że ksiądz Antoni przeprowadza się, do Sulejówka, na ziemie marszałka Józefa Piłsudskiego.

"Idealna współpraca parafii ze szkołą, i szkoły z parafią, jest jedną z dominant dyskusji, przy okazji zmiany na stanowisku proboszcza". Mogłem tak napisać parę dni temu, bo prawda - wcześniej, czy później - się obroni. Może ktoś napisze kiedyś pracę na ten temat!
Całą dzisiejszą uroczystością rządził Duch Święty. Nikt inny nie pisał scenariusza, nie układał co, kto, w którym momencie ma powiedzieć. Jedno wynikała z drugiego. Płynęło z serca. To co w sercu, zawsze znajdzie drogę na zewnątrz. Na księdza przyszło wzruszenie gdy dziekował za idealna współpracę ze szkołą, z jej dyrektorką. Grażyna odpowiedziała jeszcze większym wzruszeniem, które przez długa chwilę nie pozwalało jej nic powiedzieć. Kościół spontanicznie nagrodził ją oklaskami. Wszyscy stanowiliśmy jedno. Prawda przemawia ustami i reakcjami wielu, całej zgromadzonej wspólnoty.
Nie mogło zabraknąć i mojego głosu. Katecheta jest współpracownikiem każdego duszpasterza. Był, jest, i bedzie. Taki jest porządek w kościele.
16 lat temu witałem ksiedza Antoniego jako wójt. Dzisiaj żegnałem jako katecheta, ojciec rodziny i przyjaciel.

Nie rozryczałem się w kościele. Szedłem na mszę pożegnalną ogladać znaki, jakie daje Bóg. Żeby ich nie przegapić. Byłem bardzo skoncentrowany od sobotniego popołudnia. Nie zastanawiałem się, co będzie. Chciałem tylko zrozumiec to, co sie wydarzy.
Pan Bóg dał znak. Znak wspólnoty serc. Wzruszenia, spontaniczne oklaski. Święty Ignacy Loyola miał dar łez. Cyprian Norwid dziękował Stwórcy "za największy z darów Twych na ziemi / za czułe oko, gdy je łza ocieni." Otrzymaliśmy te dary i my, uczestnicy pożegnalnej mszy świętej księdza proboszcza Antoniego Czajkowskiego w parafii Strachówka, 23 sierpnia 2009 roku. (nota bene dzień urodzin Grażyny). (Niedziela - 23.sierpnia.2009)

***

Czasem, z rana, wychwalam powolność mojego komputera. Daje mi czas. Na? – zamyślenie, medytację, modlitwę. Czekanie na dobro. Przeciągam tę chwilę. Wchodzę głębiej. Teologia Internetu. Kocham te kontemplacje. Już przygotowany, mogę skomunikować się ze światem.

Taize, Solidarność-Strachówka, Legionowo, Madej, Sławek, Strachówka, Łochów-MUN, Jasiek, Glasgow, Bruksela, Annopol, Legionowo, Societas Ethica and The Society for the Study of Christian Ethics, Rzeczpospolita Norwidowska. Piszę to z dumą i zadziwieniem. Życie to nie spekulacje, ani nawet intrygi. To fakty, które spotykasz na swojej drodze. „Wszystko najważniejsze, co cię w życiu spotyka, jest darem” - Andrzej Madej. Nie wymyślisz, nie zaplanujesz. Możesz tylko przyjąć i podziękować. „W każdych okolicznościach dziękujcie Bogu” - Święty Paweł.
Kimś zacz? Metoda Twittera od razu odpowie, jak papierek lakmusowy. „Co robisz?” – daj kilka szczerych wpisów.
O konferencji niech pisze Jasiek, wrócił bardzo zadowolony.

Na konferencji Societas Ethica można było usłyszeć także pytanie, które zadaję sobie od 19 lat: „jak traktować „byłych”’. Wiele razy opisywałem, jak sobie poradziłem, na przykładzie pojednania z byłym naczelnikiem gminy, Mirkiem Subdą. Te problemy po 20 latach, nadal są aktualne, dzisiaj choćby na moim przykładzie. Jestem ignorowany w gminie od 15 lat. To rodzi konkretne skutki, inni biorą przykład, czują się zwolnieni z myślenia (z kultury, z dobrego wychowania) - jak w porzekadle: “na pochyłą brzozę, byle koza wskoczy”. Dopiero obecny Przewodniczący Rady Gminy, Piotr Orzechowski, to zmienił, desygnując mnie do Zarządu LGD „Równina Wołomińska”. Chwała mu za to.

Jest nowa historia Strachówki, od 1981/89. I ta druga, budująca na resentymentach PRL-owskiej proweniencji („rodzaj duchowego samozatrucia zrodzonego z mariażu urazy i bezsilności”, Wikipedia). Pierwsza zaczęła się w sposób naturalny, historyczny. Druga jest pozostałością po minionych epokach. Jej obrona przez starsze pokolenie może liczyć na jakieś zrozumienie. U młodszego, to czysty oportunizm (rezygnacją z zasad moralnych lub przekonań ideowych dla doraźnych korzyści) - próba wykorzystania resentymentów tamtych dla swoich celów.

„Że co proszę? Szanowny czytelnik moją marynarę krytykuje? A fora ze dwora. Może wy po fatałaszki do Nowego Yorku jeździcie!? Powodzenia. Dla mnie łaszki nie najważniejsze. Serce się liczy. Serducho. Kapujesz? Szacuneczek, autor”

Znalazłem Boga, wołali bohaterowie Aldous Huxleya i innych autorów. Ja dzisiaj też znalazłem Boga. Dwukrotnie. Raz, w osłabieniu, które mnie opanowało od popołudnia. Przyszło chyba wraz z intensywnym myśleniem wokół jutrzejszego pożegnania. A do kogo Bóg się zbliża tego najpierw osłabia. Nie wiem czyja to myśl, ale wydaje mi się prawdziwa.

Drugi raz podczas wieczornej modlitwy. Kiedy w ciszę zapada 9 osób, a jest odczuwalna jedność! Jedność czego? Jaka? Ktoś powie, że jestem bardzo pobożny - nieprawda. Staram się być uważnym obserwatorem. Pobożny, w tradycyjnym pojęciu, wcale nie jestem. Skądże. Myślący? Tak. To tylko rozum i wiara. Wiara to głównie Biblia, a rozum to rozum. Czy jako ojciec, mógłbym chcieć dla dzieci czegoś lepszego niż cisza, która komunikuje ich z Tajemnicą. (Sobota - 22.sierpnia.2009)

***

Nie można dwom panom służyć. Ze zła można wyprowadzić dobro, z dobra zło nie wynika. Logika ma swoje prawa. Historia też. Nawet historia rodzinna. 30 lat temu, jako prawdziwy społecznik, walczyłem, żeby każdy mógł korzystać w Polsce z wolności wypowiedzi. Niestety, niektórzy do dzisiaj nie dojrzeli do wolności, ciągle chowają się w anonimowość. Mój blog też jest po to, żeby każdy mógł wpisać swój komentarz. Staram się szczerze pisać, ale nie przekraczać pewnych granic, nie obrażać, nie poniżać. Anonimowi miłośnicy nie potrafią nie obrażać. Każdy ma przyjaciół na jakich zasłużył. Stare powiedzenie wyraża to inaczej, „Pokaż mi swych przyjaciół, a powiem ci kim jesteś”.

„Małe jest to, z czym my walczymy, wielkie jest to, co walczy z nami” (R.M.Rilke). Każdy może osiągnąć wielkość, jeśli odnajdzie sposób służenia innym. A R.Ingarden powiedziałby wręcz, że „wówczas dopiero istniejemy, gdy dobrowolnie oddamy się na wytwarzanie dobra, piękna i prawdy”. Nie trzeba więc tak bardzo się spierać, kto z nas jest większy. Czas nas zweryfikuje. Mój „obrzydliwy” blog też się zweryfikuje.

Od Jaśka przyszły dobre wiadomości. Załapał się w charakterze stewarda na międzynarodową konferencję o przemianach w Europie po 1989 roku. Sławek mu załatwił. Chwali sobie dzisiejszy dzień. Podobał mu się wykład profesora Wojciecha Roszkowskiego w Muzeum Powstania Warszawskiego. No i jakoś sobie poradził z trudnym zadaniem tłumacza na bankiecie dla uczestników konferencji wydanym przez władze Warszawy. Z programu konferencji wyczytałem coś dla siebie „Europe in Search of Identity. The Europeanization of Memories - Implications and Problems in Ethical Perspective” – o poszukiwaniu europejskiej tożsamości. Widzimy jak to jest trudne nawet w małej gminie Strachówka.pl. (Piatek - 21.sierpnia.2009)

***

Wierzę w obiektywną prawdę. Prawda, jak opowieść, musi być opowiedziana do końca. „Moje” nie musi być na wierzchu. Nigdy moim celem nie jest satysfakcja z pokonania przeciwnika. Przeciwnie, to jest cierń, który pozostaje. Ale dobre samopoczucie wszystkich dookoła nie może powstrzymać przed mówieniem prawdy. Fałsz jest chorobą, która zabija życie społeczne. Kto na nie przyzwala ponosi współodpowiedzialność. Rodzice i nauczyciele odpowiadają za wychowanie w prawdzie. Muszą jej szukać, muszą jej bronić! Trudno „Nienawidzić grzech, kochać grzesznika”. Grzesznikami jesteśmy wszyscy. Szukam dobrych wyjaśnień w Internecie. Znalazłem ciekawą dyskusję polskiej młodzieży. A pastor jakiegoś amerykańskiego zboru chrześcijańskiego prezentuje zgoła inne podejście. Czy ktoś ma pomysł, jak to robić w Strachówce? Waga i powaga spraw, o których piszę, zsyła na mnie często zamyślenia w ciszy i zachętę do medytacji. Chętnie bym to robił z innymi. Z przeciwnikami także. Niestety z anonimami się nie da. Może na tej drodze doszlibyśmy do porozumienia? Bez ciszy i medytacji można się zaplątać. To jest dobry aspekt naszych lokalnych konfliktów – zmuszają do wyciszenia i modlitwy. Nie mam w tej chwili w sobie złości. Troche smutku i żalu. I determinację.

Polecam stronę "Oczami wiary", jest mi bardzo bliska z racji grafiki!! Znak, znaczek nadziei, światełko. Nie jesteśmy sami. Wszedłem na stronę ojca Grzegorza Gintera, jezuity. Umacnia mnie. Jest sens pisania, prowadzenia swojej strony w Internecie. Napisałem do nich, do niego. „Skądże nadejdzie mi pomoc?” Mogę odpowiedzieć: z Internetu.

Ten blog jest świadectwem zdarzeń, które naprawdę się dzieją w przestrzeni Strachówki. Zdarzeń zewnętrznych i wewnętrznych. Ze zmagań duchowych czasem wychodzi się ze zwichniętym biodrem, czasem z siwymi włosami …. . Zmagania są bardzo realne.

Ci, którzy chcą być władzą (wójtem), najpierw żona, potem mąż, chcą być postrzegani jako bezinteresowni społecznicy, za pieniądze z Programu Integracji Społecznej (może dezintegracji?)! Śmieszne, gdy wierzą w to prości mieszkańcy. Manipulacja, jeśli przyjmują to wykształceni. Nie dyskutujemy z prywatnymi poglądami: sąsiadki, kolegi, sprzedawcy, kominiarza. Dyskutujemy z poglądami (oceniamy czyny) kogoś, kto aspiruje do roli przywódcy.

Dlaczego z innymi, zajmującymi różne stanowiska, w tym wyższe, niż dyrektor szkoły, umiemy współpracować, a z nią nie. Z innymi nauczycielami możemy mieć w pewnych sprawach różne zdanie, i nikt nie zaczyna z tego powodu wymyślać innej, alternatywnej, gminy, grup formalnych albo nieformalnych, programów, projektów, stowarzyszeń itd. Można robić swoje, nie wchodząc sobie w paradę. Zachowując dobre stosunki, nawet przyjaźń. Z nimi się nie da. Dlaczego ich się zaprasza, bierze na pielgrzymki, kolonie, wciąga do współpracy, a oni nie. Nigdy między nami nie było symetrii. Oni są hermetyczni. Bo tym się cechuje wyrachowana polityka. Nadmiar ambicji i zbyt wysokie mniemanie o sobie. Anonimowi obrońcy im nie pomagają, przeciwnie, bardzo szkodzą. Po co to wszystko? Komu to sprawia radość, pożytek? Ale lepiej wyjaśnić, jak się sprawy mają, wcześniej, niż później. Trudno w to niektórym uwierzyć, ale szkody będą mniejsze.

Sytuacja niedopowiedzeń, fałszywych mniemań, trwała zbyt długo. W efekcie można było usłyszeć gdzieś tam, że skoro jestem ze szkoły, to muszę znać tę „ciekawą osobę”. Albo „tam u was jest itd.” Oczywiście, każdy może mieć swoją opinie, bo są inne przykłady, że wstyd szkole przyniosła. Musiałem nieraz tłumaczyć, że choć pracujemy w tej samej szkole, to nie idziemy w tym samym kierunku. Że ta pani ciągnie w swoją stronę. I tak pogłoska, że jesteśmy razem gdzieniegdzie trwa do dziś. Bez wątpienia, szkoła mogłaby być dużo dalej, gdyby wszyscy ciągnęli w jedną stronę, z tym samym zaangażowaniem. To samo jest z zaprzęgiem, gdy jeden z koni cięgnie w inną stronę. Na wsi chyba nie trzeba tłumaczyć. Ale i tak, to, co szkoła osiągnęła, jest z innej planety. Mamy to przed oczami, szykujemy album z ostatnich lat. Zdjęcia przypominają zdarzenia, perły z życia wspólnoty. Pokazują prawdę, prawdziwy fundament Rzeczpospolitej Norwidowskiej. To, co nas cieszy, złości anonimowych przeciwników. Są dwa ośrodki i dwie opinie. Ktoś na to długo pracował. (Czwartek - 20.sierpnia.2009)

***

Znam wagę słów, które wczoraj napisałem. Nie mogę milczeć, gdy z różnych stron słyszę wołanie o prawdę. Tak odczytałem sprawozdanie Comeniusa, tak zmianę księdza proboszcza. Taką mi przyszło wypełniać rolę w naszej wspólnocie lokalnej od 30 lat, z przerwą na pracę katechetyczną w Legionowie, wymuszoną przez stan wojenny.

Walka o prawdę jest ciężkim zmaganiem. Pamiętam każdy trudniejszy przypadek. Mogę powiedzieć, że po każdym noszę rany. Jasne jest też, że zawsze byli inni uczestnicy zmagań, jeszcze bardziej niezadowoleni ode mnie. Ci, którzy przegrywali z historią i duchem czasów (bo przecież nie tylko ze mną).

Wyrywkowa historia zmagań.

1. Rok 1980/81 – Ile walki było we mnie, żeby wrócić z Francji. Żeby znaleźć dla siebie miejsce w działaniach Solidarności. Uzurpatorem być nie potrafię. Pytałem mądrych ludzi, ludzi znaczących na danym terenie, autorytetów. Bez błogosławieństwa ks. Mieczysława Iwanickiego bym nie zaczął.

2. Rok 1990 – Pierwsze wybory samorządowe w Polsce. To była konsekwencja działań z czasów Solidarności. Bez Kazika Orzechowskiego cała kampania byłaby nie do pomyślenia. Ale objawił się także Duch Przodków, Marii i Andrzeja Królów. Mieszkaniec Zofinina powiedział proroczo „Gdyby oni jeszcze byli z nami, to by nam się lepiej żyło”.

3. Rok 1996 – Konkurs na dyrektora szkoły. Brak kandydatów. Odchodzący dyrektor, Adam Bala, jedzie z delegacja nauczycieli i rodziców do Emilii, żony ówczesnego polonisty, Tomka Badurka, aby zaproponować jej kandydowanie. W Strachówce rodzi się intryga, aby po cichu odrzucić Emilię już w trakcie konkursu i zaproponować wójtowi, żeby powołał panią Marie, odchodząca na emeryturę. W intrydze brali udział gracze z zewnątrz i wewnątrz szkoły. Nie znałem wtedy Emilii. Wystąpiłem przeciwko grupie intrygantów ze względów na przyzwoitość. Czy możesz stać bezczynnie, gdy ktoś przy tobie robi jakieś wstrętne świństwo? Jak można wymyślić coś takiego? Bardzo się zmagałem ze sobą, żeby w pojedynkę przeciw nim wystąpić. Pamiętam, jak by to było dziś, jak chodziłem drogą przed krzyżem na rozstaju dróg, i szukałem siły wewnętrznej, aby stanąć twarzą w twarz i powiedzieć „nie”, paniom w szkole, i pani poza szkołą. Jeszcze teraz, kiedy o tym piszę, drżę. Z tych samych powodów zabieram głos dzisiaj i napisałem na blogu, co napisałem!

4. Rok 2002 – Wybory samorządowe. Byliśmy zaproszeni przez komitet wyborczy Kryski do zacienionego pokoju, pełna dyskrecja, abyśmy wypełnili misję namaszczenia Krysi jako naszego kandydata. Naszego, tzn. szkoły. Komitetowi zależało na tym, aby to była kandydatka popierana przez całe środowisko szkolne. ZDAJĄ SOBIE SPRAWĘ, JAK WAŻNĄ MIEJSCE ZAJMUJE SZKOŁA W NASZYM ŚRODOWISKU. I CHCIELI, I CHCĄ NADAL, WYKORZYSTAĆ TO W SWOJEJ WALCE O WŁADZĘ. Ale pokrętnymi metodami, nie prostą drogą. Wtedy, w 2002, powiedzieliśmy, Grażyna i ja, że nie jesteśmy od namaszczania, że jest zwykła droga, otwartej dyskusji i prawyborów, niech wszyscy szukają swoich szans w otwartej walce. Od tego czasu jesteśmy „be”, staliśmy się tarczą strzelniczą dla całej grupy, zwłaszcza jej liderów (liderki). A wraz z nami, cała szkoła.

***

Ze szczerymi rozmawiamy szczerze, nie ma problemów. Jeśli zrobimy błędy, umiemy przeprosić i się porozumieć. Z wyrachowanymi nie umiemy postępować. To prawda. Może to czasami wyglądać nieładnie.

Prawda jest w nas. Nie trzeba nad nią długo deliberować, ona sama chce z nas wyjść. Prawda chce się objawiać. Ona chce nami rządzić, i kto nie chce nad nią panować, i jej sobie podporządkować, to ona znajdzie drogę, aby z nas wyjść na świat. Nie lękajcie się. Zaufajcie prawdzie. Wypowiedzcie ją.

PS.
Szkole warto oddać duszę. Zaprzedawać się nie trzeba. Angielskie powiedzenie „matka i nauczyciel nie muszą być doskonali, wystarczy, jeśli są wystarczająco dobrzy”. Szczerość i przyzwoitość muszą być (dla nauczyciela) podstawą. (Środa - 19.sierpnia.2009)

***

1.Dzieci czekają rano w brzezinie na sklep obwoźny. Tego w moim dzieciństwie nie było. No i brzezina podrosła.

2.Wczorajsze sprawozdanie Comeniusa dało mi sporo do myślenia. „Jaki wpływ może/powinien mieć kurs w Canterbury na moich uczniów, kolegów/koleżanki, na szkołę, wspólnotę lokalną itd.?” Jaki wpływ może mieć pielgrzym na otaczający świat? Europa kształtowana była także poprzez pielgrzymów. Do Santiago de Compostela, do Canterbury, Trondheim, Tours…. Johann Wolfgang von Goethe napisał "drogi św. Jakuba ukształtowały Europę".

Powinienem mieć wpływ. Program Comeniusa (Unia) zainwestował we mnie pieniądze. Mieć wpływ, nie musi znaczyć, być przeciwko komuś. Normalnie funkcjonująca demokracja ma tworzyć warunki, żeby każdy „miał wpływ”. Żeby mógł wnieść swój wkład, swoje talenty.

Cała Unia i autorzy sprawozdania nie przewidzieli jednak sytuacji, że może gdzieś istnieć gmina, w której władza nie chce korzystać z wiedzy i talentów mieszkańców. I że jest szkoła, w której może legalnie działać Piąta Kolumna. Że można podkopywać od środka działania, intencje, autorytet dyrektorki i oficjalnej linii działania całej instytucji. Że można na siłę tworzyć alternatywny dla szkoły ośrodek działań, pozostając pracownikiem szkoły. Trudno nie mówić o tym w czasie, gdy idealna współpraca parafii ze szkołą, i szkoły z parafią, jest jedną z dominant dyskusji, przy okazji zmiany na stanowisku proboszcza. (Jeśli współpraca jest wzorowa, to jak nazwać to, co robi owa nauczycielka: uzupełnia czy rozwala?)

Kryśka myśli, że naśladując cudze ruchy daleko zajedzie. O nierozumna. W szachach też są tacy, którzy kopiują posunięcia przeciwnika. Jest to możliwe do czasu. W końcu wpada się we własne sidła.

A gdzie są dzisiaj ci, co wyśmiewali Centrum Europejskie w Strachówce? Teraz może powstanie, ale …. w Sulejówku. Niech się odważnie przyznają do swoich wpisów na forum wołomińskich faktów, a będzie im wybaczone.
A może po cichu ustawiają się w kolejce do uścisków i pocałunków pożegnalnych, licząc na to, że wszyscy zapomnieli?

„Ty, który skrzywdziłeś człowieka….Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając. Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta. ... Spisane będą czyny i rozmowy” (Czesław Miłosz).

Fałsz nie jest dobrą przygrywką do wyznawania miłości.
Że co? Że łyżkę dziegciu wrzucam do beczki miodu? Może, ale chcę żyć w prawdzie. Tylko prawda ma smak. Mówi się wszak „poznać smak prawdziwego życia”. (Wtorek - 18.sierpnia.2009)

***

Coś robiłem cały dzień, coś pisałem, ale czekałem na wieczór: co mi powie modlitwa wieczorna. Jaki człowiek byłby głupi bez niej! Choćby dzisiaj. Niech się schowa cały lekkoatletyczny Berlin i wszystkie złote medale wobec tej ciszy, w która wchodzimy na początku modlitwy rodzinnej. A ciszą wchodzimy dalej i głębiej .... .

Nawet sprawozdania z wykonanych zadań w Comeniusie czegoś uczą! Kolejne pytania z formularza zmuszały mnie do myślenia. Teraz widzę, że dały więcej, niż mógłbym przypuszczać. Stają sie dla mnie mandatem do wypełnienia ważnego zadania w społeczności lokalnej i większej. Wniosek o europejskie pieniądze, wyjazd do Canterbury, kurs w Pilgrims - to nie była moja prywatna sprawa! Zaciągnąłem jakby zobowiązania wobec większej wspólnoty.W sprawozdaniu mam się z nich rozliczyć. Są tam takie pytania i stwierdzenia:

    W jakich obszarach szkolenie miało wpływ na Pana rozwój zawodowy oraz na rozwój kolegów / koleżanek, organizację macierzystą?
    Udział w szkoleniu miał wpływ na moich uczniów i kolegów w następujących obszarach (i tu wyliczanka......)
    Kurs pomógł mi podnieść zainteresowanie moich uczniów oraz kolegów/koleżanek w pracy tematyką europejską
    Zachęcił kolegów/koleżanki do udziału w podobnych wyjazdach szkoleniowych
    Zachęcił moich kolegów.koleżanki do udziału w europejskich programach edukacyjnych
    Udział w szkoleniu miał wpływ na moją macierzystą organizację i środowisko lokalne ...
    Przyczynił się, lub przyczyni, do stosowania nowych metod nauczania (podejścia) w mojej szkole
    Przyczynił się, lub przyczyni, do wprowadzenia nowych przedmiotów nauczania w mojej szkole lub organizacji
    Przyczynił się, lub przyczyni, do wprowadzenia zmian organizacyjnych w mojej instytucji na poziomie zarządzania
    Pomógł zwiększyć wymiar europejski w pracy mojej szkoły /organizacji
    Czy w Pana opinii, udział w szkoleniu ma wpływ o zasięgu lokalnym / regionalnym?

Ile zobowiazań. A ja myślałem, że mogę spokojnie odsunąć się na bok. A tu oczekują, że wniosę twórczy ferment (wkład) w szkołę, stowarzyszenia, wspólnotę lokalną i ponad lokalną.
To wszystko uświadomiła mi dopiero modlitwa. Modlitwa daje światło. Ci co łatwo rezygnują z wiary i myslą, że samym rozumem mozna zrozumieć świat, grubo sie mylą. Nie można zrozumieć ani świata, ani siebie. Tylko rozum i wiara dają szansę na rozumne życie! Bez jednej z tych dwóch sprawności (jednego z tych dwóch narzędzi) jesteśmy kalecy. Nie możemy szybować do kontemplowania prawdy. (Poniedziałek - 17.sierpnia.2009)

***

Znalazłem dzisiaj notatkę o Andrzeju Madeju w tygodniku Niedziela. Ktoś powie "to tylko mała wzmianka". O nie! Nie dla mnie. Warto było skanować wprost, trzy numery tygodnika. Warto było. Owoc poszukiwań jest jak sakrament. W Niedzieli był tylko ślad, echo. Internet na zapytanie 'Oaza wakacyjna' wyrzucił wiele adresów. Andrzej Madej pojawia się w większości. Jego wypowiedź cytuje wiele mediów, od Radia Watykańskiego poczynając, poprzez seminaria, ogólnopolskie i lokalne (jeśli tak można mówić o stronach www) serwisy katolickie. "Cały" Madej jest na stronie oazowej. Na spalonej ziemi w Turkmenistanie zakłada oazę miłości, pokoju i wszelakiego dobra osobowego i kulturowego. O roli Andrzeja Madeja w historii Ruchu Światło-Życie można znaleźć na innej stronie. Jeszcze w innym miejcu, jakiś zakonnik cytuje „Ojciec Andrzej Madej powiedział nam kilkanaście lat temu w Jarocinie: idźcie do młodych i mówcie im o Bogu, nie wypowiadając słowa „Bóg”. Warto było wertować czasopisma, z podpowiedzi proboszcza Antoniego. Jak on wysledził te małą wzmiankę w Niedzieli?

Żegnanie proboszcza Antoniego to oddzielny temat. Myślę, że będzie wieloodcinkowy, i że wypowie się wiele osób. Ja zacząłem swoje rozważania "pożegnalne" na blogspocie (adres jw). W cudzysłowie, bo przecież nie żegnamy się. To tylko małe oddalenie - Kościół dał nam okazję do głębszych rozmyślań w Roku Kapłana. My tu, z nowym proboszczem, proboszcz Antoni za miedzą, będziemy tworzyli większą wspólnotę. Tak to czytam. No i żeby lepiej zrozumieć, trzeba się czasem oddalić.

Jasiek dostał fantastyczną propozycję od Sławka. My już za nią podziękowaliśmy Panu Bogu w modlitwie wieczornej, jaką on podejmie decyzję, jeszcze nie wiemy. Fakty, fakty, fakty. Tylko fakty się liczą. Umieć je odczytywać - to mądrość życiowa. Za nie dziękować, prawdziwa mądrość.

Podziwialiśmy dzisiaj możliwości człowieka. Usain Bolt - 9.58s na setkę! Geniusz. Wspominałem moim trzem chłopakom (Jasiek w Legionowie) podobne przeżycia sprzed 40 lat - skok Boba Beamona na Olimpiadzie w Meksyku. Fajnie przeżyć coś podobnego z następnym pokoleniem.
A Andrzej Madej jest geniuszem religijnym. Żeby i to mogli przeżyć i zrozumieć w pełni. Opatrzność podrzuca mi notatki do testamentu. Bo oprócz Starego i Nowego warto spisać własny, rodzinny. Po coś się w końcu żyje, no nie? (Niedziela - 16.sierpnia.2009)

***

Był odpust w parafii. WNMP. I ja tam byłem, zdjęcia robiłem. Na obiad nie poszedłem. Wybacz Antoni, proboszczu mojego życia. Wyprzedziłeś śp. ks. Józefa Schabowskiego, u którego służyłem przez 7 lat. W latach nikt cię już nie przebije. O tym przekonują statystyki. Byłeś nam wodzem i towarzyszem przez 16 lat. Mam nadzieję, że przyjaźń będzie trwała.

Uroczyste obiady, to nie jest moja silna strona. Skoro musiałem odwieźć dzieci do domu, to tam pozostałem. Zająłem sie obróbką zdjęć. To mi lepiej wychodzi niż ucztowanie. Z Internetem mamy kłopot, co jest kamykiem do ogródka władzy samorządowej, więc siedzę do późnej nocy i nie moge opublikować wszystkich zdjęć na blogspocie (adres jw). Zreszta skoro proboszcz odchodzi po 16 latach, to wójt może także. W przyszłym roku będzie miał 16 lat wójtowania. Starczy.

Na obiad nie poszedłem. Lepiej się czuję jako kronikarz gminy. Rejestruję, co się dzieje dookoła. Tekstem i fotografią. Publikuję w miare możliwości technicznych. Mam nadzieję przepchnąć jeszcze 10 zdjęć. (Sobota, WNMP - 15.sierpnia.2009)

***

Dziękuję za modlitwę. Za to, że możemy dzięki niej poznawać lepiej siebie, świat i Ducha Świętego. A żeby się modlić wspólnie z dziećmi potrzebna jest jakaś znajomość Biblii itd. Potrzebuję więc kogoś, kto mnie wprowadzi w tajemnice wiary. Żeby coś kumać z Biblii, muszę sam mieć jakieś doświadczenia religijne. Potrzebuję jakiejś wspólnoty, która mi to przekaże, i umożliwi doświadczanie wspólnoty religijnej. Potrzebuję Kościoła. Bramą do niego jest chrzest - podstawowa reguła (sakrament, czyli znak i narzędzie), dzięki której ta wspólnota żyje. Sama empiria. Samo życie.

U następnego pokolenia nie będę badał stanu konta, ani wydumanej skali szczęśliwości. Interesuje mnie ich stan ducha. Duchowej mocy wewnętrznej. Tego świat dać nie może.

Niektórzy nocy nie lubią, boją się wręcz (np. w filmie Panny z Wilka, dziadek boi się, żeby nie umrzeć w czasie snu). Sen – namiastka głębokiej medytacji, inne życie, prefiguracja śmierci.
Tajemnica nocy - snu - modlitwy wieczornej.Trzeba chyba mieć wpierw uporządkowane najważniejsze sprawy.

Z niewielką przesadą powiem, że czekałem na tę chwilę cały dzień. Godzina 22.55, kończę pisanie, odejdę w nocną medytację, a trochę tu pozostanę, w niedokończonym zdaniu.....

Dzieci wyległy na werandę, liczyć spadające gwiazdy. Robiłem to w pielgrzymkowe noce, dochodząc do Częstochowy. Wczoraj naliczyły 26. (Piątek, 14.sierpnia.2009)

***

Czuję się jak latarnik: nie nad morzem, nie na pustyni piaskowej, albo skalistej, ale społecznościowej (per analogiam do internetowych witryn społecznościowych). Inny żywioł. Tamten latarnik zapala lampę, ja publikuję teksty. Namawiam innych, starszych, młodych, do zakładania blogów, pisania komentarzy, nawet do przemyślanych wpisów na różnych forach. Po to, żeby nasze życie nabrało barw, stało się ciekawsze. By stwarzać klimat dla dojrzałych tożsamości. By było więcej szczerości, bez której żadna osoba, ani społeczność, nie może się rozwijać. Na razie bez skutku. Ale póki życia, póty nadziei. Tej pracy nie zaniecham do końca moich dni.

Obejrzałem film zrobiony dla Discovery o medytującym 15-latku. W Nepalu, przed paru laty. Ekipa filmowała go non-stop przez 4 doby. Według medycyny, po 72 godz. bez pobierania płynów, powinien umrzeć. W komentarzu usłyszałem zdanie "Spór miedzy medycyną a duchowością".
Jak ciągle trzeba powracać do lektury encykliki JPII Rozum i wiara! Może w XXI wieku nawet bardziej niż w XX.
Olek (lat 10), akurat w trakcie filmu, musiał odsiedzieć dla uspokojenia 10 minut. Kazałem patrzeć i się uczyć. Może sobie kiedyś przypomni? I odkryje w medytacji nie karę ale nagrodę!

W "Niedzieli" jest notatka o Andrzeju Madeju, OMI, na rekolekcjach "Ruchu Światło Życie" w Watykanie - powiedział nam ksiądz proboszcz Antoni. Dziękuję, przekazuję dalej. (Czwartek, 13.sierpnia.2009)

***

"Słowo akt-ualnie mówi więcej, niż tylko określa czasokres. Wskazuje na akt-ywność podmiotu. Akt i możność".
To nieprawda. Wczoraj już się zorientowałem, że chlapnąłem coś nie tak, ale błąd czasem zmusza do pomyslenia, więc zostawiłem.
Akt i możność to pojęcia z metafizyki klasycznej. Coś, co było tylko możnością, przeszło w akt. Istnieje. Istnienia nie może udzielić żaden podmiot. Tylko Ten, Który Jest Istnieniem. Jestem, Który Jestem. Jahwe.

"Lubię powieści i filmy biograficzne. Mógłbym czytać i oglądać w nieskończoność dzieła o życiu innej osoby: na co patrzyła, czego słuchała, dotykała, jak myślała, przetwarzała dane zmysłowe w doznania, refleksje, decyzje, postanowienia itd. Z nią i za nia widzieć, słyszeć, dotykać, smakować…" - napisałem tak wczoraj, bo czekałem na film o Ryszardzie Riedlu, soliście zespołu "Dżem". Za mało jednak było w nim tego, co lubię. Zbyt jednostronnie, monotonnie. Zbyt apologetycznie, tragicznie-romantycznie. Chyba bohater by się nie pogniewał, gdyby było bardziej tragicznie, mniej romantycznie.

Dobry był dzisiejszy dokument o tzw. tajemnicy fatimskiej. Rzeczowa relacja, nieznane fakty. Tak to jest z religią. Nie trzeba szukać sensacji. Wystarczą fakty i duuużo myslenia. Rozum i wiara, wiara i rozum.
Oglądając film, znów sobie uświadomiłem, jakie wielkie rzeczy (cuda) mogło przeżyć moje pokolenie. Cuda. Cudem był Jan Paweł II, Wałęsa i Solidarność, upadek komunizmu. Kiedy to piszę, ciarki przebiegają mi po plecach.

Miesiąc temu, w antykwariacie w Canterbury, kupiłem parę książek i sztukę „Saint Joan” Bernarda Shaw na kasetach. Pełny tekst, w pełnej obsadzie, 2 godziny nagrań. Już wtedy bardzo się ucieszyłem. Antycypowałem późniejsze przeżycia. Kolejny akt rozegrał się w Duninowie. Kolonia poszła nad morze. Siedziałem w świetlicy, wiele godzin męczyłem się ze słabym łączem internetowym. Żeby się nie nudzić włączyłem kasetę z Canterbury. Wiele rozumieć nie mogłem, ale starczyło, żeby rozsmakować się w aktorskiej obsadzie. Starczyło nawet na wpis na kolonijnej gazetce „Co dobrego?” – „Głosy, które słyszała Joanna d’Arc”. Słyszała głos Boga, który mówił jej, co ma robić.

Trzeci akt rozgrywa się dzisiaj. Ściągnąłem z Internetu pełny tekst sztuki. Z australijskiej strony, realizującej projekt współczesnego Gutenberga, dającego bezpłatnie ebooki czytelnikom na całym świecie www.gutenberg.net.au/ebooks. Mogę słuchać, czytać, rozumieć, delektować się humorem angielskiego kpiarza. Humor potrzebny, żeby oswajać całkiem poważne tematy świętości, natchnień, męczeństwa, dziewczyny, która już w Średniowieczu ubierała się całkiem po męsku.

Internet pozwala realizować biblijny nakaz „czyńcie sobie ziemię poddaną”. Pielgrzymkowe miasto Canterbury, Australia i mała wieś Annopol w gminie Strachówka połączone w sieć, aby Józef K. mógł nacieszyć się życiem. Czeka mnie jeszcze podobna, mam nadzieję, przygoda z poetycką sztuką Thomasa S. Eliota „Śmierć w katedrze”. Obiecałem to Świętemu Tomaszowi w Canterbury. (Środa, 12.sierpnia.2009)

***

Jestem dzisiaj wśród bytów świadomych. Przemawiam od środka, od wewnątrz. Jutro będę wspomnieniem. Będą mówiły moje zapiski. Przede mną bytów świadomych było ho, ho…. Tylko religia ma miejsce dla każdego. Część tych miejsc jest bardzo niewygodna, co prawda. Ale jest przygotowana. Poza religią w ogóle się o te miliardy nie troszczy nikt. Jakie zalety widzą ateiści w swojej wierze, nie rozumiem. Religia szerzej rozumie człowieka i świat. Rozum i wiara, wiara i rozum. Muszą być jakieś powody, że niektórzy wybierają węższe koncepcje.

Lubię powieści i filmy biograficzne. Mógłbym czytać i oglądać w nieskończoność dzieła o życiu innej osoby: na co patrzyła, czego słuchała, dotykała, jak myślała, przetwarzała dane zmysłowe w doznania, refleksje, decyzje, postanowienia itd. Z nią i za nia widzieć, słyszeć, dotykać, smakować… Takie relacje podobają mi się najbardziej. Tomasz Mann potrafił być drobiazgowy. Ale lepszą do tego technikę miał Miron Białoszewski. Aktualnie szukam jego „Chamowa”, wczoraj widziałem recenzję, bo chyba nie zapowiedź, skoro w większości sklepów internetowych książki już nie ma. Słowo akt-ualnie mówi więcej, niż tylko określa czasokres. Wskazuje na akt-ywność podmiotu. Akt i możność.
Chamowo – to prozatorskie zapiski Mirona Białoszewskiego od czerwca 1975 roku do czerwca roku 1976 - „do druku po śmierci”, jak mówił autor. (Wtorek, 11.sierpnia.2009)

***

Co ci powiedziała msza święta?
O ewolucji, świadomości i religii. Było tak: nie wstałem na Ojcze nasz, albo jeszcze wcześniej. Nie zawsze wstaję, siadam itd. z ludem. Czasem po swojemu, według wewnętrznej potrzeby. Klęczę sobie, lud nade mną stoi i coś recytuje. Nie zwracam uwagi, bo mi dobrze bez uwagi. W sobie. I pomyślałem: pies słyszy dźwięki ale nie rozumie sensu. No, jeno polecenia. Co więc jest z tą świadomością, rozumnością? My wierzący, mamy na to wyjaśnienie: dar Boży, dusza. Etapy stwarzania. A niewierzący? Co mają? Czy w ogóle mają w to miejsce jakąś pożyteczną, praktyczną teorię? Chyba nie. Bo ewolucjonizm wszystkiego nie wyjaśnia. Według niego świadomość/rozumność (choć są częściowo rozdzielne) pojawiła się i rozwinęła bo przyniosła jakieś korzyści ewolucyjne (adaptacja do środowiska). Teoria jak teoria, ale co ona daje na przykład w świętowaniu niedzieli i dóbr kultury? Myśląc w ten sposób sądzę, że nowożytny ateizm jest cofnięciem w ewolucji niż postępem. Wracając po mszy z rodziną (trzy pokolenia) bardziej jestem w wielkiej kulturze (muzyka, architektura, formy literackie, zaduma, medytacja, świat wewnętrzny, rodzina, wspólnota, ojczyzna, historia itd.) niż ateista spędzający swój czas jakoś inaczej. Bóg albo….. niewiele w jego miejsce. Kto mi pomoże i zinwentaryzuje kulturę bez religii?

Klęczę sobie, lud nade mną stoi i coś recytuje. Nie zwracam uwagi, bo mi dobrze bez uwagi. To, co do mnie dociera, to nie tylko słowa, ale pogłos, echo, dudnienie. Piękna muzyka sfer ziemskich i niebieskich. Całość stworzenia oddaje chwałę. Siedź w budzie. Bądź sobą. (Niedziela, 9.sierpnia.2009)

***

Przy koszeniu trawy natrafiłem na pożyczony ruszt do grilla. Telefon do Strachówki, do Grażyny: "Kup kiełbasy i kaszanki na grila". Wieczorem dojechał szwagier Krzysiek. Było nas 14-cioro. Grilowana kolacja, zapadł mrok, trzy pokolenia zgromadzone na werandzie. Jak zaproszenie do rodzinnej modlitwy wieczornej. "Boże wejrzyj ... Panie pospiesz... szukajmy Boga kiedy pozwala się znaleźć.... wołajmy do Niego kiedy jest blisko"..... cisza....dziękczynienie.....Ojcze Nasz i psalm 91. Wypełniło się, dokonało. Rzadka okazja nie przeszła koło nas niezauważona. Obietnica z psalmu "lat sędziwych" spełnia się na naszych oczach. Zdjęcia do wglądu na blogspocie http://strachowka.blogspot.com/. Od mamy nauczyliśmy sie psalmu w przekładzie Jana Kochanowskiego przed 50 laty. W Annopolu, przy figurze Matki Bożej. Dzisiaj jest częścią naszej cowieczornej modlitwy. Mama zaś włącza się w ciszę i modlitwę spontaniczną, co jest naszym wkładem w ryt wieczorny. Filozofia i teologia rodziny!! Byt, który trwa dłużej niż życie jednostki. Mamy to szczęście. (Sobota, 8.sierpnia.2009)

***

Zdjęcia z ostatnich dni kolonijnych wkleiłem na blogspocie (pełny adres jest wyżej).

Zmagałem się dzisiaj z sobą, napisać coś czy odpuścic. Zajrzałem do notatek i one rozstrzygnęły. Wczoraj zanotowałem myśli, które przyszły na modlitwie wieczornej. Skoro na modlitwie, to takie wątpliwości są nie miejscu. Pisanie, w tym kontekście, staje sie moją powinnościa.

Wczoraj zanotowałem: nie byłoby kolonii bez modlitwy. Nie byłyby takie. Długo sie o nie modliliśmy całą rodziną.
Na koniec ogniska w Duninowie, ksiądz proboszcz zacytował psalm "na smoku jeździc będą...". Odpowiedzieliśmy recytacją całego psalmu 91, tak jak robimy co wieczór, z pokolenia na pokolenie. Szkoda, że nie przyszło mi do głowy, żeby włączyć tę recytację do wieczornych spotkań na kolonii.

Znalazłem artykuł o księdzu Jerzym z Duninowa "Cuda we wsi Frankensteina" . Każdy związany z koloniami Caritas, i nie tylko, powinien go przeczytać.

Ucieszyłem się: do sąsiedniej parafii przychodzi znajomy ksiądz. (Piątek, 7.sierpnia.2009)

***

Wróciliśmy z kolonii Caritas w Duninowie.
Pobiliśmy rekord kolonijnego przejazdu. Znad morza do Strachówki z jednym postojem pół godzinnym za Świeciem (3.5 godz + 4.5 godz)! Nikt nie miał kłopotów lokomocyjnych. Kiedy wyruszaliśmy z domu, niektóre dzieci kłopoty miały. Zasługa wychowawców i kierowców niewątpliwa. Proszę docenić i pogratulować!

Zacznie sie codzienne pisanie. Jak dobrze!
Jest o czym:
- Niemcy budowali prawie w każdej wiosce kościół.
- Rozmowa ze Sławkiem o sposobach sprawowania władzy, od strony nauki, i o doświadczeniach samorządowców, od strony przyjaciela-praktyka.
- Dlaczego te kolonie były tak ważne, czego mnie nauczyły, co mi podpowiedziały. Objawiły.
- jak doświadczać życia samego, a nie tylko ról społecznych
- Strachówka przed wyjazdem i po powrocie.
- jutro uzupełnie zdjęcia na blogspocie.
(Annopol, Czwartek, 6.sierpnia.2009)

***

Siedzę w schronisku w Duninowie, patrzę - przez okienko w kuchni pod schodami - na kościół, myślę o bocianach w gnieździe - z prawej strony budynku na wysokim, ścietym w polowie drzewie - i piszę.

Wszyscy poszli nad morze. Mnie ból w nodze nie pozwolił. Załatwiłem rezerwację i autokar na jutro do Aqua-Parku w Darłowie. Dobrze się czuję, gdy jest cisza dokoła.

Cieszę się, że udało mi się napisać tekst do Łącznika Mazowieckiego. Poprzedni był z Canterbury, teraz znad Bałtyku. Bez Internetu żyć się nie da. Tekst ma tytuł, a jakże - "Rozmyślania z Duninowa" i podzielony jest na dwa podrozdziały: 1.Wywody o śmierci i bogu, 2.Piszę program wyborczy. Materiału, jak zawsze, dostarczyło życie. Patrząc na własne dzieci, które występują jako wychowawcy, albo instruktorzy muzyczni lub od zabaw - mogę mówić o udanym życiu. Ksiądz proboszcz Jerzy, ojciec tutejszej parafii, oraz spotkani ludzie i miejsca, każą myśleć o pomysłach dla naszej, i innych, gmin.

Na gazetce ściennej pt. "Co dobrego?" jest wpis : Życie bez telewizji. I naprawdę, z perspektywy kolonii CARITAS, program telewizyjny jawi się, jakby był pisany dla półgłówków. Tu jest życie, tam uzurpacja i wciskanie konsumentom zbędnych produktow.
Napisaliśmy 12 kartek, służbowo i prywatnie. Na każdej dopisywałem: zdjęcia z kolonii są na http://strachowka.blogspot.com/ (Duninowo, Poniedziałek, 3.sierpnia.2009)

***

Byliśmy w Muzeum Hymnu Narodowego

Usłyszałem coś,co mnie powaliło, albo wręcz przeciwnie - zbudowało. Jak pomyślę, że mógłbym umrzeć, nie wiedząc ..... - byłbym niepocieszony.
Cztery siostry Józefa Wybickiego wybrały życie klasztorne! A brat byl księdzem!
Znane powiedzenie "Polak - katolik", ma dla mnie mniej więcej tyle sensu co "gruszki na wierzbie". Piernik do wiatraka. Ale fakt z życia rodziny twórcy hymnu narodowego ma dla mnie ogromną wymowę. Więcej niż symboliczną.

A jaki widok miał z okna! (Duninowo, Piątek, 31.lipca.2009)

***

Godz. 7.00 – Deszcz dudni w dach. Niebo się obudziło zachmurzone. A my? W piątek, podczas krótkiej modlitwy kończącej dzień, odezwały się trzy osoby. Wczoraj bardzo wiele. Wskaźnik czegoś, co tworzy wewnętrzne życie kolonii. Zawsze było to dla nas ważniejsze od pogody i atrakcji turystycznych! Jakie znaki otrzymamy dzisiaj?
Godz. 8.10 – biją dzwony, szumi wiatr i łopocze gałęziami. Słońce się pokazuje na chwilę.
Opisuję dzień z życia kolonii. Dzień życia, po prostu. Przeczytam wszystkim na wieczornym spotkaniu. Taka uważna obserwacja pomaga bardziej świadomie przeżywać swój czas. Spróbuj i ty!!! Weź kartkę, długopis, daj sobie np.5 min. i zanotuj wszystko, co się wokół ciebie dzieje. I w tobie. Rozwijaj wszystkie swoje zmysły, sprawności, inteligencje. (NLP + Multiple IntelligenceTheory).

Msza: kazanie o rządzeniu berłem lub chlebem. „Drzewa owocowe nie chciały być królem, miały owoce, którymi służyły innym, cierń przyjął koronę, nie miał nic czym mógłby uszczęśliwiać innych. I dał się im we znaki. Władzą nie da się uszczęśliwiać”. Ogłoszenia: przepadł wniosek o europejskie fundusze, musimy sami sobie poradzić z remontem kościoła filialnego we wsi Zaleskie. Kosztorys opiewa na 250 tys. „Zmniejszymy zakres robót”. A taca skromniutka. Jak on to robi? W górach była grupa młodzieży (30 osób) na obozie z ks. wikarym.
Pielgrzymka z Ustki wpadła do gościnnej parafii na śniadanie. Idą do Częstochowy.

Śpiewamy na świetlicy, tańczymy, uczymy się tongue twister’a „Whether the weather be fine ….”.
Na (kolonijnej) stronie dobrych wiadomości „Co dobrego?” jest wpis „Duch Św jest nawet w pogodzie” (29 znaków! – trzeba się zmieścić w 30). Ta strona to odmiana kolonijnego Twittera: naucz się przekazywać światu ważną treść w niewielu znakach (wliczają się spacje).
Piłkarze grają na boisku, pod którym leży, na głębokości 1.5 m, ponad 1.5 km rur do wymiany ciepła i ogrzewania parafialnych obiektów. Znakiem czasów jest, że dziś grają dziewczyny na równi z chłopakami. Inna grupa rozgrywa zabawę terenową podobną do podchodów. Przegnani deszczem, zaczęli grę w „mafię”.

Olimpijskie przygotowania w toku: flagi, emblematy, hasła itd. Niektórzy cwiczą nawet żonglerkę piłeczkami. Wszyscy mają zajęcie, wszyscy są zaangażowani. Jest 6 drużyn w mieszanym wieku. Jutro otwarcie niekończących się igrzysk. „Whether the weather be fine, or whether the weather be not …”.(Duninowo, Niedziela, 26.lipca.2009)

***

Jesteśmy na koloniach CARITAS diecezji warszawsko-praskiej w DUNINOWIE koło Ustki. Jesteśmy tutaj już trzeci raz, bo bardzo polubiliśmy to miejsce. Jest cicho, spokojnie, duża świetlica, boiska do wszystkich gier zespołowych. Dobrze nas karmią. Przemiły ksiądz proboszcz zawsze nas czymś zaskoczy. Jest wspaniałym organizatorem. Dzisiaj zobaczyliśmy całą maszynerię pompy ciepła, która ogrzewa kościół, ośrodek wypoczynkowy i plebanię. Najstarszy kościół w tej części Pomorza, obok najstarsza lipa w Polsce, a pod spodem najnowsza technologia grzewcza sterowana komputerowo. Na dachu panele słoneczne.

Zdjęcia z naszej kolonii można ogladać na www.strachowka.blogspot.com (Sobota, 25.lipca.2009)

***

Moja Wartość Absolutna (uświadomiona parę miesięcy temu)

Refleksja na taki dzień jak dziś: nijaki, niemrawy. W wiadomościach TV mówili o malarce z rakiem mózgu, która nie chce zdrowia, bo „ktoś mieszkający w jej głowie” pomaga malować. Dają też przykład Vincenta van Gogha. Tomasz Mann-Doktor Faustus często-gęsto ….. (wstawić właściwe słowo!) - o „twórczości karmionej chorobą”. „Wielkie, zbrodnicze oblicze świętego, oblicze Dostojewskiego” – też jego.
Trochę by mi to (co opisane powyżej) bruździło w wyjaśnianiu świata, gdybym nie dorobił się swojej Wartości Absolutnej. Dożyłem chwili, która broni się na wielu frontach. Mechanizm życiorysu jest klarowny, zrozumiały. Wartości, które mnie prowadziły, mną kierowały, pozostają obiektywne, dostępne dla wszystkich, przekazywalne w wychowaniu. Widzę i opisuję. Tę moją Wartość Absolutną. Na razie nic jej nie podważa. Nawet wieczorny rachunek win/sumienia. Jak by nie patrzeć, Rachunek Dobra zawsze przeważa. Jestem człowiekiem odkupionym.

Przejawem doświadczania Absolutu jest wpis na www.dziekuje.pl (moderator strony łaskawie opublikował po dwóch dniach).

Dyskusji o 22 lipca nie podejmę. O dzieciach, jest tylko troje w domy, więc jakbyśmy dzieci nie mieli, mógłbym długo. O ich rosnącej radości z wyjazdu na kolonie Caritasu. Żyją wyjazdem. Ale to właśnie kawałek Wartości Absolutnej, o której jest dzisiejszy wpis. Dobranoc. Amen.

PS1: A w Twitterze ktoś znalazł: “Irrefutable proof that God does not exist”. Niestety nie poznam, bo mój komputer nie pozwala (na 28 min. nagrania video).
PS2: Dobre na Twitterze, że Eryk Mistewicz zmusza do czytania po polsku, angielsku, francusku, rosyjsku. Innych okazji nie spotykam. (Środa, 22.lipca.2009)

***

Przez pół dnia wpatrywałem się w IPC - International Primary Curriculum. Okazało się, Internet powiedział mi, że Mary-Lu z kursu w Pilgrims/Canterbury ma z tym coś wspólnego. Ciekawy pomysł na szkołę, może przyda się podczas kolonii.

Twitter na koniec dnia przyniósł mi tekst o "new atheism", w powiazaniu z publikacja "Evolution of God". I bardzo dobrze, bo usprawiedliwia moje poranne, nieortodoksyjne rozmyślania o katechezie.
"Wiek pary już był. Wiek atomu też. Kiedyś nadejdzie wiek rodziny. W tej dziedzinie wiek XX i jeszcze bardziej XXI, objawia poziom analfabetyzmu prawie globalnego. W rodzinie jest i para i atom. Etyka będzie, w pewnym momencie dziejów, najważniejszą nauką. Dorobek mistrzów będzie szanowany. Mistrzów życia – zwanych potocznie założycielami wielkich religii. Bo czym jest religia? Sztuką życia. Zrobiono z niej, przez wieki, metafizyczną abrę-kadabrę. Abra-kadabra zostanie powszechnie odrzucona, tak, jak to się dzisiaj dzieje na poziomie tzw. katechezy. Dzieci i młodzież nie chcą być indoktrynowani. I słusznie, mówię jako ojciec-katolik. Nie potrafię zaś sobie wyobrazić ucznia, który odrzuca miłość, dobro, pokój, zrozumienie. To dawał uczniom Jezus. Zaspokajał ich ziemskie potrzeby. Jak trzeba było to pocieszał, ba, uczył prawdziwej radości, uzdrawiał, karmił. Metafizyka i rzadko występujące umiejętności życiowe? Odpowiedź brzmiała: „kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”. „U ludzi to niemożliwe, ale…”. Tam jest metafizyka, w wewnętrznym świecie. Uszy do wewnętrznego słuchania, oczy do wewnętrznego widzenia…. Kto tak potrafi? Spytajmy, z kim, i o czym - rozmawia ten, który się modli? Skoro katecheta nie może, nie potrafi naśladować Jezusa – to czym są jego lekcje? Wykładem nauki i tradycji Kościoła Katolickiego. Wąska specjalizacja. Jest dla niej miejsce na uniwersytetach, ale nie w szkołach."

I tak minął wtorek, drugi dzień od powrotu z Canterbury. (Wtorek, 21.lipca.2009)

***

Wróciłem z Canterbury. Przez 2 tyg. byłem uczniem i pielgrzymem.

Nie mogłem aktualizować bloga ze względów technicznych. Czas nadrabiać zaległości. Wystrzelałem się trochę na stronie www.strachowka.blogspot.com. Może byłem jedynym uczestnikiem publikującym "na żywo" w trakcie kursu? Bardzo prawdopodobne.
Dominujący widok: z okna akademika, z różnych punktów widzenia na campusie i z budynków uniwersyteckich Zakładając konto na blogspocie miałem nadzieję prowadzić je w języku angielskim, ale to nie jest dla mnie proste. Kurs w Canterbury troche wymusił na mnie powrót "do źródeł". Robiłem zdjęcia, chciałem się nimi dzielić z moją grupą i innymi uczestnikami kursów w Pilgrims. Pilgrims prowadzi kursy językowe od 30 lat. Organizuje je we wspólpracy z University of Kent. Dlatego ten fakt odnotowany jest na certyfikacie, co sprawia mi ogromną satysfakcję.

"Polak na kampusie" - tak mógłby wyglądać tytuł moich wspomnień i przemysleń. Pilgrims w Canterbury - to był mój świadomy wybór. Zdecydowało zetknięcie się na ET Market w Starych Jabłonkach z osobą i metodą Mario Rinvolucri z Pilgrims. Jak humanizować proces nauczania?
Canterbury i święty Thomas Becket był powodem dodatkowej radości.

Nie zawiodłem się. To, co przeżyłem w ciągu ostatnich dwóch tygodni, przeszło moje oczekiwania. To była wielka kulturowa przygoda. Robiłem notatki, muszę się z nimi uporać. Na razie odsyłam wszystkich zainteresowanych na blogspota. Umieściłem tam 57 zdjęć. Komentarze są po angielsku. Oby tak zostało. (Poniedziałek, 20.lipca.2009)

***

99 rocznica Matki Bożej Annopolskiej

Na początku dnia dowiedziałem się, że Evolution of God idzie ze mna. Krzepiące uczucie.Jak on (autor, jego pracownicy) trafili na mnie. Owszem, byłem wieczorem długo na stronie książki, mogli poznać mój IP, ale dane osobowe? Ciekawy jestem jakimi kanałami to się dzieje. Cieszę się . O to chodzi, żeby wybierać sobie, i być wybieranym, przez tych, z którymi chcemy iść wspólną drogą. Follow me – chodź ze mną. Vade mecum.

Jest w TV program „Niania” o niemożliwych dzieciach. A jak postępować ze starymi rodzicami? Z miażdżycą, demencją, Alzheimerem? Przecież to dotyka całej rodziny. Wszyscy są w ciągłym napięciu.

Dzieci coraz więcej rozmawiają o koloniach. Zbierają się w kuchni wieczorem i się naradzają. Teraz mają wśród rodzeństwa wychowawców kolonijnych. Zakres dyskusji się poszerza. Po jedenastu latach praktyki kolonijnej rośnie nasza satysfakcja z owocnej współpracy z Caritasem. - (Piątek, 3.lipca.2009)

***

Pół dnia załatwiania spraw w Wołominie, Tłuszczu, pół dnia sterroryzowani przez mamę. Sprawy załatwione, mama ciagle się awanturuje. Nic nie można poradzić. Nadzieja w zmęczeniu materiału. Oby nie naszego. Powiedzmy, pół na pół. ....... (Czwartek, 2.lipca.2009)

***

Siedzę w Internecie, coś poczytam, coś zapiszę. Mama marudzi. Szukamy sposobów, jak wspólnie przetrwać. Czasem po ogrodzie rozchodzi się narzekanie, złorzeczenie „zawieź mnie, zawieź. Nikt nie chce mnie słuchać”. Czasem rozchodzi się wspólna modlitwa „Zdrowaś Mario, .. w kolejnych intencjach”. Nawet modlitwa nie zawsze ucisza narzekania. Dzieci obserwują. Będą wiedziały, jak kiedyś z nami postępować. Dom opieki nie zawsze jest rozwiązaniem

Grażyna jeździ do szkoły, „na budowę”. Czuje się wykorzystywana. Jestem mało przydatny i na jej narzekania. Dobrze, że założyła bloga o budowie sali gimnastycznej. Może choć w ten sposób mieć wpływ na to, co się wokół niej dzieje. Zachęciłem ją też, by opowiedziała, jak to było z wnioskiem o 1 milion na budowę. Bo wójt stosuje starą taktykę władzy „co dobre to on, co się zaś wyborcom nie podoba, to na pewno nie on, to inni”.

Jacques Julliard, "La Reine du monde, Essai sur la democratie d'opinion" – taką lekturę na wieczór otrzymał Eryk Mistewicz, o demokracji poglądów, opinii. Jeszcze nie w Strachówce niestety, ale nad tym pracujemy. Ciekawe, jaka lekturę ja otrzymam. Mam w zapasie „Ewolucję Boga”.

Twitter – opowiedz swoją historię za pomocą 140 znaków! (Środa, 1.lipca.2009)

***

(A) - -Wczorajsza burza dwa razy zżarła wpis. Musiałem odtwarzać.

Wójt przyznał sobie ok. 14% podwyżkę (ponad 1000 zł). Firmuje to Rada Gminy. Pracownikom samorządowym przyznano podwyżki według miejsca zatrudnienie; w Urzędzie Gminy 10-14%, w zespole obsługi szkół i w szkołę 5%. Przeszło bez problemów. Więcej się musieli napracować szukając oszczędności w oświacie. Uzasadnienie: KRYZYS. W kryzysie wójt np. tyle chciał łącznie zabrać dyrektorkom szkół w Strachówce i Rozalinie, ile teraz przyznał sobie. Gdzieś te pieniądze znaleźć musiał. Ciężar kryzysu maja nieść nauczyciele i dyrektorki szkół.

W dzień można pisać na różne tematy, skończyłem tekst do Łącznika „Internet i Świętowanie Wolności”. Wieczór nastraja metafizycznie. Od dwóch dni chodzi za mną zdanie „Uczestniczyłem w prawdzie i w miłości”. W prawdzie przez: studia, religię i Solidarność. W miłości przez małżeństwo, rodzinę i religię. Nawet z narzeczona rozmawialiśmy w Dolinie Chochołowskiej, że można mieć udział w Miłości, że trzeba ją odkrywać, sam zakochany człowiek nie wyjaśni jej istoty. Religia ma wszystko, co do szczęśliwego życia potrzebne. Inne dziedziny mają po trochu. Światowe środki szczęśliwości są dla bogatych. Czy to znaczy, że rację miał Marx/Engels mówiąc, że religia to opium dla ludu? Nie. Bo religia jest dla wszystkich, i nie jest narkotykiem, a najlepszym eko-lekarstwem (człowiek jest religijny z natury). Otrzymałem w życiu wszystko, czego szukałem. Czekam na zakończenie. Idąc do kina, czy teatru, na najpiękniejszy spektakl, nie liczysz na to, że się nie skończy. To naturalne. Życie toczy się nadal. Jest demokratyczne i sprawiedliwe. Każdy ma szansę na udział w prawdzie i miłości.

Blog: praca nad samoświadomością. Bez tej pracy nie mamy się czym dzielić z innymi. Może to najważniejszy owoc blogowania/ćwierkania/ świergotania=twitter. (Wtorek, 30.czerwca.2009)

***

Reanimacja. Kiedy w moim komputerze otwiera się dokument, w którym wszystko notuję, poprawia mi się humor. Więcej, podnosi się zasłona oddzielająca mnie od świata. Zasłona, okno? Lepiej mi się oddycha.

Cały dzień zbieram materiał i piszę tekst do Łącznika Mazowieckiego. Ma być o Wolności/Internecie.(Poniedziałek, 29.czerwca.2009)

***

Odpowiadam na wpis do księgi gości:

Dziękuje bardzo za komentarz. Bardzo się pana wpisałem ucieszyłem, bo boleśnie doświadczam ciszy czytelników-internautów. Pana głos jest pierwszym poważnym, w tej wirtualnej dyskusji. Ta cisza jest dla mnie niepokojącym objawem stanu umysłowego rodaków. Ani głosów na tak, ani na nie, ani pytań. Może to jest przyczyną moich zbyt prowokacyjnych sformułowań.
O nacjonalizmach powtórzył bym to samo jeszcze raz, bezbożnictwo jest czystą prowokacją. ‘Poziom ewolucji’ to tylko gra słowna, pojęcie ewolucji stosuje się do bytów - innych jak przyrodnicze - chyba tylko analogicznie. Wszystko co powiedziałem powyżej może sprawiać wrażenie, że ‘rozumiemy lepiej’, choć nie jest to moją intencją. Chciałbym, aby nasze wypowiedzi traktowane były równoważnie. Każdy ma prawo do swoich poglądów. I do traktowania bez uprzedzeń i wyniosłości. Tego mnie uczył ks. prof. Kazimierz Kłósak, choć zbyt krótko.

Chciałbym trafić na właściwe słowa, aby opisać swoje doświadczenie wewnętrzne. Uważam się za ‘racjonalistę’, choć niektórzy chcieliby zawłaszczyć to pojęcie dla ludzi niewierzących. Jestem wierzącym racjonalistą, w ujęciu encykliki Jana Pawła II „Wiara i rozum”. Mnie rozum pomaga wierzyć, a wiara rozszerza zakres działania rozumu.

Książki „Evolution of God” nie czytałem, znam ją tylko w postaci internetowych reprezentacji. Z omówień i z wypowiedzi autora wiem, że chce przedstawić historię religii całkowicie w sposób naturalny, nie kwestionuje jednak zalet, zasług religii. Szuka - jakbyśmy powiedzieli językiem współczesnych terapeutów – mocnych i słabych stron religii. Podpisuję się pod takim podejściem. Autor pyta o różne koncepcje Boga, ja z nim.

Chemię, fizykę, matematykę szanuję, tak jak historię, socjologię itd. Żadna jednak gałąź nauki nie wyjaśnia do końca człowieka myślącego. A zwłaszcza poświęcającego życie za innych. Nie słyszałem o takich próbach. Wiem, że naukowcy szukają teorii wszystkiego, ale jeszcze jej nie sformułowali. Też chciałbym ją poznać. Ciekawy jestem, w jakim świetle widziałbym wtedy swoje doświadczenia wewnętrzne. I jak widzieliby je filozofowie i teologowie. Dlatego nauka jest tak fascynująca, ale nie sądzą, żeby jedna gałąź wiedzy miała kiedykolwiek zapanować nad innymi. Nauka może być fascynująca, bo świat i życie są fascynujące, nie odwrotnie. Nauka jest tylko narzędziem. Religia też. Człowiek ma być drogą Kościoła, nie odwrotnie.

Jest taka definicja sakramentu w Kościele Katolickim, że to „znak i narzędzie”. Tak patrzę na całą religię; „znak i narzędzie”. Taką religię kocham. Taką, która jest znakiem wyższej rzeczywistości i narzędziem do osiągania celów najwyższych. Mnie religia pomaga scalić obraz świata, siebie. Wyzwala we mnie to co lepsze. Jana Pawła II, Matkę Teresę z Kalkuty, ze znanych żyjących Andrzeja Madeja – zaprowadziła na wyżyny (służebnego!) człowieczeństwa. Nie jest łatwo „zaprzeć się samego siebie” i być dla innych. Sama natura może nie wystarczyć wobec takich wyzwań.

Opiszę doświadczenie religijne. Mama (87) ma lepsze i gorsze dni. A nawet części dni, godziny. Nie da się ich przewidzieć. Dzisiaj dzień był dobry do godz.17.00. Potem się zaczęło: „do domu, do domu, zawieź mnie do domu”. Nie jest to rozwiązanie problemu, ponieważ tu możemy zapewnić opiekę, a tam „w domu” nie ma kto. O opiece z zewnątrz mama nie chce słyszeć. Próbujemy wynajdywać różne sposoby, żeby przetrwać ciężkie chwile. Chowam się, udaję, że śpię itd. Dzisiaj nic nie skutkowało. To na inną opowieść.
W końcu udało mi się wstrzelić w przerwę narzekania i zaproponowałem modlitwę o miłosierdzie Boże dla wszystkich. Było nas pięcioro: babcia, ja, trójka młodszych dzieci. Każdy mówił swoją dziesiątkę. Siedzieliśmy blisko siebie. Mama potulnie powtarzała słowa, przecież robi to przez całe życie. Za oknem spokojny, zielony ogród. Zapatrzyłem się w dal. Niesamowite wrażenie. Po burzy nagle nastąpiła cisza. Nie będę badał, ile procentowo było w tym przyrodzonego, ile nadprzyrodzonego. Było. Zdarzyło się. „Ale nam się wydarzyło”, mógł powiedzieć nie tylko Jan Paweł II. I nie tylko w Sejmie. Amen. Religia nie jest dla teorii, ale dla życia (czasem wręcz przeżycia!).

Nie wiem jak rozumieć agnostycyzm. Ja także nie twierdzę, że wszystko mogę poznać. Poznaję smak owoców, choć nie znam z widzenia drzewa. Ale owoce są bardzo, bardzo dobre. I miliony ludzi przede mną, ze mną, i wierzę, że po mnie, będą ich smakować.

Bardzo, bardzo dziękuję za wpis. Rozmowa z panem staje się częścią rozmowy z własnymi dziećmi. Po to zacząłem pisać tego bloga.(Niedziela, 28.czerwca.2009)

***

Skoro napisałem tyle, to muszę wszystko, albo przynajmniej tyle, ile się da. Bo inaczej może powstać mętlik. Jest a,b,c… Powinienem zapisać wszystkie litery alfabetu. I tak doszedłem do punktu startowego. Długo to trwało. Bardzo długo. I przyszło z trudem, zdanie po zdaniu. Nie od razu wiedziałem, że to początek większej przygody. A, b, c … jest zobowiązaniem, aż do y, z. Dotarło to do mnie przy literach j, k. Dokładnie 26/27 czerwca 2009. Wykrystalizował się główny wątek i woła o uzupełnienie. Tak to działa. Zrobiłeś pierwszy krok, pokonaj całą trasę. Do mety.

Człowiek sobie śpi, lub tylko jego umysł, aż tu przychodzi poczta, nytdirect@nytimes.com. Zachwalają nową książkę. THE EVOLUTION OF GOD, By Robert Wright. Czytam, czytam…. Wciągam się, wciągam. Szukam dalszych informacji. Jest strona www książki. To jedna z różnic miedzy Internetem po polsku i po angielsku (liczba ludności / możliwości ekonomiczne / potencjał ośrodków akademickich itd.= jak 1:1000). Dostaję, jako potencjalny nabywca, masę informacji. Recenzje, artykuły, fragmenty książki, a nawet 15 minutowy wywiad z autorem w formacie mp3 i film na youtube. Wsiąkłem. Nareszcie coś ważnego. Lubię temat. Zawsze chętnie dyskutuję o takich sprawach. O Bogu zwłaszcza. To chyba więcej niż upodobanie, to największa potrzeba. Powinność. To ścieżka zbawienia dla mojego życia. Trzeba aż przesyłki z Nowego Jorku, bym mógł nią dzisiaj kroczyć. Ludu, mój ludu, wśród którego żyję....!

Autor stawia tezę, że „najwznioślejsze przejawy ludzkiej egzystencji (miłość, poświęcenie, wyczucie powinności moralnej) wyłoniły się w sposób naturalny….. nauka może wszystko wyjaśnić w kategoriach świata materialnego, więc kto jeszcze bedzie potrzebował Boga itd” Nasze dzieci będą żyły w cieniu takiej narracji. Żeby cienie rozproszyć nie wystarczy tradycyjna polska katecheza. Trzeba nazwać, zwerbalizować głębię naszej religijności, doświadczeń duchowych, przemyśleń. Potrzebne jest aggiornamento w katechezie. Istota się nie zmienia. Zmienia się język i metoda. Konieczna jest znajomość współczesnych osiągnięć nauk pedagogicznych (powiązanych ściśle z całą antropologią: przyrodniczą i kulturową).

W TVP Info, polski dziennikarz o czarnym kolorze skóry, rozmawia o polskości z Andrzejem Strumiłłą, spolonizowanym Litwinem (tzn. ród Strumiłłów, gdzieś w XV wieku), i z Polakami-Litwinami, Białorusinami polskiego pochodzenia, albo odwrotnie. To lubię, człowieczeństwo przede wszystkim, a narodowość pojmowana służebnie. Bóg Ojciec i Matka Ziemia - to Patriotyzm człowieka na Ziemi. Bezbożnictwo i nacjonalizmy to chyba niższy poziom ewolucji. (Sobota, 27.czerwca.2009)

***

Śniadanie może być przepyszne nawet w Annopolu: chleb z ziarnem, masło górskie, kiełbasa od Kalinowskiego, kawa - akurat się udały proporcje i woda. Wszystko zależy od jakości produktów. Uprzytomniłem sobie po fakcie, że żyjemy obok kalendarza. W dzieciństwie bardzo przestrzegaliśmy postów nakazanych. Dziś rzadziej. Bo: wakacje, urlop dla poratowania zdrowia. No i …. żyjemy w krzakach.

Moje zuchwałe tezy religijne cieszą mnie i smucą (prawda ponad wszystko, dogmatów nie tykam, przyjmuję). Zadzieram, ale tylko bardzo, bardzo lokalnie, z kościołem. Na świecie Kościół by się nie dziwił. Ważny watykański arcybiskup mówi, że „kapłan ma być świadkiem Absolutu” – u nas taki język raczej nieobecny w duszpasterstwie. W miarę dorastania wychodzę z kapliczek, stając się coraz bardziej członkiem Kościoła.
Skąd się biorą we mnie w pewnej chwili myśl, za myślą? Szybko wtedy muszę biec do komputera. Przy takim wysypie jedna drugą goni, trudno wszystkie utrzymać na powierzchni przez dłuższy czas. Najpierw się coś dzieje, lub się wydarzyło, później przychodzi zrozumienie. Jestem realistą. Fakty przed osądem. Więc jeśli na początku było słowo, to na pewno nie moje. Pocieszające.
Zgarniam surowe myśli, do dalszej obróbki. Jeśli nie zapiszę, nie będzie nic do obrabiania.

"Kotek bardziej ewangeliczny niż spowiedź".
Kiedy mama wpada w ton marudny przynoszę jej kotka. Z nadzieją, że odwróci uwagę od niedobrych myśli. Często się udaje. Teologia z tego taka, że bardziej mamie potrzebny kotek niż, powiedzmy, spowiedź. Myślę, że także bardziej ewangeliczna: „jeśli nie staniecie się jako dzieci”. Życie jest największym sakramentem, potem ideologia (życie przed ideologią). Można zideologizować religię.

"Biochemia i teologia".
Najpierw biochemia. Choć koncepcja, przeczucie, obraz, ideał biochemię poprzedza. Ostatnie doświadczenia: Jacuzzi – cieszyć się sobą, małżeńskie współ-życie (życie całkowite, wspólne, dzielone… pod każdym względem:-).
Sama chemia może wyprowadzić na rozstaje i w pole. Myślałem o tym, gdy patrząc w TV, na pasku śledziłem śmierć Michela Jacksona. Nikt nie wie, jakie są ostatnie chwile odchodzącego za-światy. Taka naukę przekazał święty Jan-Maria Vianney. Jean-Marie – bliski ideału.

Dialogi z synami - wszystko staje się nowe. Idę przez życie i wszystko widzę po raz pierwszy. Jeśli nie kartki, to rozdziały opowieści, na pewno są nowe. Wierzę, że tak będzie do końca. Obserwuję mamę, która staje się jako dziecko, aby wejść do nieba.

Posty Richarda Parkera z Dallas – Błogosławieni, którzy potrafia śmiać sie z siebie, bo nigdy nie przestaną być rozśmieszani / 4-ro letnie dziecko przeciętnie zadaje dziennie 437 pytań / Krwinki czerwone wykonuja pełną cyrkulacje w naszym organiźmie w 20 sekund / Rada dla polityków: jeśli mówisz prawdę, nie musisz pamiętać wszystkiego / Bóg stworzył mężczyznę, popatrzył i powiedział do siebie: mogę zrobic to lepiej”. I stworzył kobietę.
A Eryk Mistewicz napisał: "Strategia i zarządzanie Marką Miasta Radom" - tak zatytułowany dokument za 399 916 zł zdecydowały się zakupić władze Radomia."

Zredagowałem notatkę: „W Sejmie debata rolna. Czy ktoś kiedyś usłyszy w tym gmachu, że na wsi jest dobrze, ładnie, szczęśliwie? My też żyjemy na wsi. Raz jest dobrze, raz gorzej, dzień do dnia podobny i niepodobny. A jakie jest życie w mieście? Inne i podobne. Jednym dobrze, drugim źle. I na odwrót: lepiej, gorzej, gorzej, lepiej. Jakie to bzdury, gadać uogólnieniami. Posły-osły. Trudno szanować. Niech mówią oddzielnie o różnych grupach. W jednym roku są dobre plony żyta, w innym buraków, truskawek, jeszcze w innym nauczyciele (także wiejscy) dostaje małe podwyżki. Wielu rolników ma się lepiej niż my. Źle, źle zawsze i wszędzie…. Gdyby zawsze było tak źle na wsi, to by już wymarła. Podpis: wieśniak- inteligent”.

„Gdyby nie pomoc ludzi dobrej woli nie byłoby sukcesu Dnia Dziękczynienia” – podkreślał ksiądz arcybiskup Kazimierz Nycz. Wielkie święto dziękczynne powstało dzięki nim - dodał Piotr Gaweł, Prezes Zarządu Centrum Opatrzności Bożej.” (www.dziekuje.pl)

Dziekuję. W ogóle. Bez pl.(Piątek, 26.czerwca.2009)

***

Siadam do komputera i ożywam . Jakby mnie podłączyli do tlenu. Świat wyłania się pod moimi palcami. Chyba mam inteligencję wielorako-lingwistyczną.

ET Market, ET Akademia. O czytaniu, o reprezentacjach mentalnych, o gramatyce…. Mądrze i prosto, jak humanizować, personalizować szkołę, cieszyć się całym sobą w jacuzzi, we własnym ciele, którego żaden członek nie został stworzony nadaremno, w Gietrzwałdzie mogłem posiedzieć sam, pod wielkim sklepieniem kolegiaty, pielgrzymi chodzili akurat z różańcem po łąkach, psychoterapia autogenna, stres, struktura przeżyć wewnętrzno-cielesno-psychiczno-fizjologicznych, jak odkrywać człowieka w uczniu i w relacjach szkolnych, jak odkryć, zrozumieć siebie samego, różnorodne inteligencje (wielorakie?), bogactwo wewnętrzne człowieka-osoby, system studiów w USA i możliwość ich finansowego wsparcia, bogactwo programów, projektów, przykłady dobrej praktyki. Pyszne obiady i nocne grillowanie przy muzyce i tańcu. Wielkie re-collection intelektualno-duchowo-holistyczne dla nauczycieli, z możliwością odnowy biologicznej. Spa. Solus per aquam, solus per intellectum, solus per …. zależnie jak kto postrzega świat.

Wpływ i pozostałości marksizmu w polskiej szkole. Czy można zbudować coś nowego, na nie uprzątniętym placu? Na ruchomym gruzowisku. Tak jest z naszą oświatą. Kolejność powinna być taka: uprzątnięcie, rozplanowanie, położenie fundamentów. Fundamentem musi być człowiek, pojmowany jako wolna, odpowiedzialna jednostka. Fundamentem musi być koncepcja wolności, wolnego bytu ludzkiego, osoby, z jej podstawowymi prawami. Zbadajmy szkołę od tej strony. Nauczyciel, uczeń i ich prawa (tak jak je formułują terapeuci, niekoniecznie zgodnie z wzorcowymi statutami szkół).

To jest wołanie, krzyk o taką debatę. Bez niej drepczemy w miejscu, albo jeszcze gorzej, przypudrowujemy fałsz. Ludzie, którzy nie wiedzą, co to wolność, co to osoba, będą reformować szkoły i mienić się odmienionymi, dyplomowanymi nauczycielami.

Jak można było rozwijać interpersonalne stosunki, intrapersonalną inteligencję, wolność, niezależność poglądów na siebie, na świat, w systemie, który negował personalizm, wolność jednostki, wolność poglądów, czyli podstawowe prawa człowieka??? Można było budować PGR, i „rozwijać się” w Socjalistycznych Związkach Socjalistycznej Młodzieży. Aż po zenit klasowej świadomości o wyższości humanizmu socjalistycznego, wolnego od wpływów imperialistycznych i religijnych przesądów. Byt określał świadomość, która była zredukowana do zlepku partyjnych „mądrości”. Nie można także było być internacjonalistycznym poza „internacjonalizmem socjalistycznym”.

Starsi nauczyciele często obruszają się na krytykę szkoły w PRL. Niech mi odpowiedzą na te pytania i wątpliwości. A może wciąż będą twierdzić, że uczono ich wtedy, i potem oni uczyli, zasad gospodarki rynkowej, wolności przekonań i prawdziwej historii? Jak duża część społeczeństwa żyje w świecie fałszywych wyobrażeń „jakby PRL nie było, jakby ich nie dotknął, ominął”? Większość nie zastanawia się nad tym i nie bąknie nawet o wpływie materialistycznej ideologii marksistowskiej na swoje życie. MEN (MENiS, itp.) też omija te rejony myśli i (nie)odpowiedzialności. Czeka aż wymrą świadkowie? Bo szkoda im żelaznego, niereformowalnego ZNP-eowskiego elektoratu? Dzisiaj wszystko się miesza, i tyluż można sobie znaleźć elektorów w ZNP, co w Solidarności. Gra chyba idzie jeszcze o coś innego, co przerasta moje rozumienie.

Na prawdę nie ma zapotrzebowania. Takie przeświadczenie utrwala się m.in. przez transmisje z Sejmu i programy telewizyjne z udziałem polityków. Wydaje się jakby prawda była dla nich nieatrakcyjna intelektualnie. Dużo bardziej ich wciąga, ba, pochłania pasja (niczym partyjnych szalikowców) ,, kto kogo efektowniej zagada, w ostateczności obrazi”. Żenada to mało powiedziane. Współczesna Targowica. Sprzedają prawdę za procenty wyborcze. Trudno znaleźć wyjątki.

Propaganda PRL wywarła wpływ na umysły starszych nauczycieli (u mnie w odwrotna stronę), a przez nich oddziaływuje - nawet po śmierci Matki Komuny - na dzieci i młodzież. W ilu szkołach (%) świętowano 4 czerwca?
Pozostało jeszcze wiele wydarzeń do upamiętnienia. Np. pierwsze wybory samorządowe. Są narzędzia do mierzenia zmian w szeroko rozumianej oświacie.
Niestety można także pozorować zmiany. Mogą być powierzchowne, sięgające tylko technik pedagogicznych. A nauczyciel ma być wzorem osobowym (!), a nie wyćwiczonym, oświatowym usługodawcą. Formacja - to coś więcej, niż warsztaty i studia podyplomowe.
Jeśli ktoś ma kłopot z oceną wpływu propagandy PRL, ideologii marksistowskiej, partyjnej wszechwładzy, to niech sprawdzi opracowania, co myślą na podobne tematy mieszkańcy innych krajów byłego obozu socjalistycznego. Np. na Ukrainie uważają, że u nich była (i jest) najlepsza oświata, podręczniki itd. My, że w PRL. Na Białorusi, Litwie, w NRD itd. pewnie podobnie. Bo przecież cały obóz był najwyższym wykwitem cywilizacji w dziejach ludzkości; zresztą miało tak pozostać na wsze-czasy. Nad tą prawdą przechodzi się jakoś do porządku i uważa, że dzisiaj wszystko już jest OK. Jakby nigdy nic. Szybko zapomni się o frekwencji w eurowyborach itd.itp. itd.
Żyjemy w fałszywych wyobrażeniach o przeszłości - np. tzw. mienie pożydowskie i w ogóle obecność Żydów w naszej historii - i teraźniejszości. Skutki będą opłakane. Wyjdzie nam to wszystkim bokiem. Bo tylko w prawdzie może rozwijać się człowiek i jego świat.

Muszę często powtarzać dzieciom (w domu i w szkole) za Joshem Mc Dowellem: kocham cię, bo jest w tobie wieczność i nieskończoność. A w chwili większych religijnych uniesień „bo jesteś stworzony na obraz i podobieństwo Boże”.

Wczoraj wracaliśmy w trójkę z ET Akademii (Marketu) i rozmawialiśmy. Niestety ja gadałem najwięcej. Mam kaca. Zrobiłem rachunek sumienia i dobre postanowienie: „Muszę napisać książkę. Po pierwsze: nazbierało mi się strasznie dużo obrazów, myśli, fraszek i anedegdot. Po drugie, żeby uwolnić kolejnych współpasażerów od nadmiaru moich opowieści. Kto będzie chciał, przeczyta.

Zwiedzając po drodze piękny kościół, ktoś stał długo przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, ja klęczałem przed Najświętszym Sakramentem. Byliśmy w dwóch bocznych nawach. W prezbiterium było pusto. Są różne religijności. Haiku, hokku, haikai.

Uczucia związane z kartą płatniczą mam. Musiałem wyrobić, przed wyjazdem na kurs językowy do Anglii. Jeśli jeszcze kiedyś mnie wybiorą na premiera, wójta, marszałka – nikt nie będzie się ze mnie śmiał. Cieszę się jak dziecko. Ale nie będę się rozwodził (nad tym). Hurra.

Dwóch ludzi, dwa obozy. Tygrysy, Hippoterapia w Sosnowym Gospodarstwie.
Dzwoniła siostra, jest z synem na obozie Tygrysów, z duszpasterzem sportowców. Jest lekarzem obozowym. "Przywrócić prawdziwe dzieciństwo tym, którzy go nie zaznali" to naczelna myśl, jaka przyświeca ks. Mirosławowi Mikulskiemu, który od 45 lat wśród wspaniałej mazurskiej przyrody, wraz z oddanymi sprawie przyjaciółmi, organizuje wakacyjne obozy letniego wypoczynku dla dzieci opuszczonych i zaniedbanych wychowawczo”.
Dzwoniłem do Łazarza, jest ze swoim pedagogiem szkolnym, pomaga w pracach przy budowie obozowiska. O pedagogu znalazłem akapit w Tygodniku Powszechnym, w artykule o Oldze, wolontariuszce: „Bóg raczy wiedzieć, jak długo by ją tak męczyło, gdyby nie poznany przez znajomych pedagog Marian Jaroszewski, który organizuje wakacyjny obóz z upośledzonymi i proponuje: „Jedź z nami”. A w innym miejscu: „W sierpniu pracował natomiast Marian Jaroszewski, który poprowadził IV integracyjny młodzieżowy obóz jeździecki, po raz drugi w Sosnowem na Kurpiach”.

Jaki piękny jest świat, w którym można spotkać takich ludzi. Jakie mamy szczęście, jako rodzice, że dzieci znalazły takich mistrzów. I jak smutny los rodzin, w których konsumpcyjni rodzice, chowają konsumpcyjne dzieci. Nareszcie zyjemy w kraju, w którym nikt, nikomu nie przeszkadza czynić dobra. Byle się chciało.

Wieczór, czas kończyć. Samo się pisało przez cały dzień. Nie byłem w stanie raz usiąść i zapisać. Podchodziłem, dopisywałem. Wszystko jest we mnie, ale potrzebuje interwałów. To tu, to tam, wychodzi nowe zdanie. (Czwartek, 25.czerwca.2009)

***

Wróciłem z ET Market 2009 w Starych Jabłonkach. Refleksji masę. Z wykładów, warsztatów, pobytu, podróży. Spróbuję się wyspowiadać ze wszystkiego jutro. Bye ;-) (Środa, 24.czerwca.2009)

***

Troista natura małżeństwa. Ja, ty, my. Tajemnica. Jak to jest w ogóle możliwe w przyrodzie? Mało o tym wiemy, bo mało się tym zajmujemy. Owszem, jest fakultet „Studia nad Rodziną” w Łomiankach, chwała im. Ja bym wolał „Studia nad małżeństwem”, bo ono jest źródłem rodziny. Nie wiem, jakie są wyniki badań Łomianek, bo znam ich niestety tylko od strony mało porywających duszpasterskich prezentacji. Przyznaję, dopiero dzisiaj spróbuje wejść na ich stronę www. Mnie interesuje ontologiczne ujęcie. Bo jest się czym zdumiewać. I materiał badawczy jest w zasięgu każdego zainteresowanego. Nie, oczywiście nie w mediach. Nie, nie w Rozmowach w Toku, w tłoku, nawet Niedokończonych. Nie w kolorowych czasopismach. Prościej. Gdzieś koło ciebie, w niedalekim sąsiedztwie. Opisz ich, wszystko co wiesz. Jak maja na imię, ich wygląd, ich dzieci, ich dom, Zapełnijmy świat pięknymi opowieściami. Pięknymi bytami. Mój mąż, moja żona, my-nasze małżeństwo.

W Internecie znalazłem nt. Łomianek: „W aktualnej strukturze Instytutu badaniami w zakresie interdyscyplinarności ad extra zajmują się następujące Zakłady: Zakład Nauk Filozoficznych o Małżeństwie i Rodzinie (z Katedrami: Antropologii filozoficznej, Etyki rodzinnej, Bioetyki i ekologii rodziny, Metodologii nauk o rodzinie)”. I to: „Małżeństwo i rodzina należą do rzeczywistości pierwotnych, powszechnych i nie do końca poznanych. Pochodzą one wprost od Boga, a nie od ślepych sił przyrody lub z przypadku.1 Ludzie zawierają małżeństwo i tworzą rodzinę nie na zasadzie zaspokajania instynktu, ulegania popędowi lub kaprysowi, lecz w odpowiedzi na wewnętrzny głos powołania.2 Wolność i konieczność tworzą małżeństwo, a następnie rodzinę. Wolność jest właściwością osoby, konieczność cechą natury. Człowiek jest osobą i posiada naturę ludzką” (bp Edward Ozorowski). Na razie musi wystarczyć.

Święty Brunon z Kwerfurtu, misjonarz ziem polskich, wyszedł nam dziś naprzeciw, tak jak 1000 lat temu. Razem z mamą obejrzałem w TV mszę święta w pięknych plenerach, w Giżycku. Miło było usłyszeć modlitwę po niemiecku na Mazurach.

W twitterze jest wpis Łazarza. Hurra! Dobre mam dzieci. Ciekawe świata! A Richard Parker chce chyba pobić rekord Guinnesa w ilości postów: “Kiedy sprawy stają się coraz trudniejsze, módl się / Kiedy podpisujesz umowy, pamiętaj: duże litery coś ci dają, małe zabierają / Kiedy diabeł przypomina ci o twojej przeszłości, przypomnij mu, co jego czeka w przyszłości / Dziękuję wszystkim, którzy mnie czytają. Dziękuje wszystkim, którzy odpisują na moje, być może głupie myśli i komentarze. Każdy wasz wpis zmusza mnie do większej pracy, aby bawić, motywować, budzić myślenie / Ktoś kto nigdy się nie myli, nigdy niczego nie zrobi / Cieszę się, że mogę śledzić cię na twitterze. Do jakiego kościoła chodzisz w Dallas? / itd. itd. I to wszystko jednego dnia! Kto mówi, że jest nudno w Strachówce, to samo musi powiedzieć o Dallas i o całym świecie. Albo niech się weźmie za siebie! (ja - na swoich kontach w: blogspot.com, dziekuje.pl, strachowka.republika.pl, twitter.com itd. - nie narzekam na nudę, ani na świat, choć na Polskę mi się zdarza.) Komu mam dziękować za wpisy, za to, że mnie dopinguje do większej pracy?
Więc dalej będę narzekał na Polskę.(Niedziela, 20.czerwca.2009)

***

Staję się jednoosobową redakcją. Redaguję wpisy na kilku portalach, piszę krótkie artykuły każdego dnia. Dużo więcej notuję, niż publikuję. Dzisiaj zacznę od późno-nocnej refleksji, "z wczoraj".

Wczoraj było w kościele obchodzone święto Serca Jezusa. Nijak tego nie pojmuję. Rano włączyłem mamie radio z Torunia, jakaś kobieta cieszyła się, że Bóg pokazuje, że ma serce. Ojczulek nic na to. Ja nie wiem, płakać czy się śmiać. Wierzę w wiarę i pokorę tej kobiety, ale po co ten ksiądz tam? Ja bym zaoponował, podpowiadał, jaki Bóg jest, jakim się objawił, a nie co ma. Ja mam serce, ale to poziom biologii nie teologii. Owszem, jest to obszerny temat rozważań o języku literackim. Poetyka religijna bardziej, niż teologia. Wieczorem słuchałem papieża Benedykta XVI. Miałem wrażenie, że też jest bezradny wobec problematyki serca Boga. Kiedyś najlepiej to przedstawiła siostra Alina Merdas RSCJ, właśnie ze Zgromadzenia Sacre Coeur, że chodzi o istotę Boga. Takie ujęcie mi odpowiada. Mówmy jaki Bóg Jest, a nie, co ma. Chyba, że nauka nie odkryła jeszcze wszystkich funkcji serca. Załóżmy, że serce pełni również jakąś rolę w procesach decyzyjnych, sterujących, w życiu człowieka. Papież dzisiaj uroczyście zainaugurował Rok Kapłański w Kościele, dla uczczenia 150 rocznicy śmierci świętego Jana Vianneya. To rozumiem. Rok Kapłański jest ciekawą propozycją, świętego Jana Marię Vianneya czcimy w rodzinie, takie imię ma najstarszy syn. Problem z sercem Jezusa pozostaje.(Sobota, 20.czerwca.2009)

***

Mam szczęście, doczekałem się drugiej (dobrej) rewolucji. Pierwszą była solidarnościowa, drugą jest internetowo-komunikacyjna. Pierwsza zmieniła pół Europy, druga może zmienić pół świata. Wziąłem na siebie zadanie rozkręcania - i pierwszej, i drugiej - w gminie Strachówka. Tak się ułożyło moje życie. Nie mogłem stać z boku wtedy, nie mogę milczeć dzisiaj. I w pierwszej i w drugiej, najważniejszym motorem działania była potrzeba wolności. W 1980/81 chodziło o wolność od Związku Radzieckiego i ideologii marksistowskiej. Dzisiaj chodzi o wolność globalnego głoszenia swoich poglądów, o obronę wartości w globalnej przestrzeni medialnej.

Mam poczucie wagi tego momentu w dziejach świata. O globalnych skutkach rewolucji powiedzą naukowcy. Ja chcę skoncentrować się na poziomie wspólnoty lokalnej, tej, której jesteśmy członkami, w gminie, parafii, szkole. Zdopingowała mnie konkretna sytuacji z naszego życia, atak wójta na dyrektorkę szkoły, prywatnie żonę. To był objaw choroby, na którą cierpi wiele samorządów w Polsce. Tą choroba jest wynaturzenie władzy lokalnej, która zamiast służyć wspólnocie, sama siebie, swój interes wyborczy, czyni motywem wszystkich działań. Sytuacja, na którą się powołuję, ilustruje te patologie: wójt decyduje o wszystkich etapach procesu inwestycyjnego w oświacie, wyborze projektu, lokalizacji…nie rozmawia, nie pyta tych, dla których budowana jest sala gimnastyczna: młodzieży, nauczycieli, dyrektora, rodziców. Dyrektorka wymaga od robotników spełnienia warunków bezpieczeństwa, odpowiada za uczniów, wójt krzyczy na nią, obraża, głosi, że za bezpieczeństwo będzie odpowiadała firma budowlana. Itd.,itd. Nie mogłem milczeć. I milczeć nie będę. Nie chodzi już o tamten incydent. Chodzi o to, żeby podobne się już nie zdarzyły. Żeby Strachówka z głowy, stanęła na nogi. Chodzi o normalność.

W 2010 roku będą kolejne wybory samorządowe. Jest czas, by rewolucja internetowo-komunikacyjna pomogła wybrać mądrych ludzi. Dzisiaj, jeden z internautów (Robert D. Parker) na twitterze, którego śledzę (tak się mówi: śledzić czyjeś wypowiedzi, czyjąś aktywność w internecie) dał cytat o amerykańskiej – i każdej innej – demokracji: ”Jeśli 50 milionów głosuje na głupiego polityka, to mamy na urzędzie polityka, który służy 50 milionom głupich ludzi”. Inny, polski fachowiec od wyborów, podaje statystykę: „źródłem decyzji wyborczych Europejczyków były: INTERNET 56%, TV 50%, radio 47%, prasa o zasięgu krajowym 44%, prasa regionalna 40%, prasa bezpłatna 27%.” Prawda, że trzeba znać te dane? Nawet, jeśli w Polsce jest jeszcze inaczej. Do nas należy pchać ojczyznę do przodu. Tak jak w 1980/81. Nie stój z boku!

Czy znajdziemy i wybierzemy mądrych ludzi, zależy od coraz większej grupy ludzi. Dzięki Internetowi. Ale zaszła mała zmiana względem starych reguł. Wydawało się, że największą nadzieję można wiązać ze zmianami pokoleniowymi. Dzisiaj widzę, że owszem, ale i wśród młodych rośnie grupa leniwych, gnuśnych, którzy niewiele rokują. Nadzieję trzeba wiązać z ludźmi, którzy potrafią iść z duchem czasu, i potrafią skorzystać z rewolucji internetowo-komunikacyjnej, niezależnie od wieku. Młodzi mogą, ale nie muszą przewodzić w tej liczbie. Nie wystarczy znajomość techniki, trzeba jeszcze dojrzałości wewnętrznej, powiedzmy, wewnętrznego bogactwa, żeby mądrze użyć mądrych narzędzi.

Mam nadzieję, że w Strachówce, Jadowie, Łochowie, Tłuszczu itd. znajdą się ludzie, którzy dadzą się porwać nowemu, samorządowemu wyzwaniu. Przed nami rok pracy. Zmieńmy świat dookoła! Niech nie będzie w naszych urzędach ludzi, którzy nie potrafią posłużyć się komputerem, Internetem. W dalszej przyszłości jakimś językiem obcym. Było dużo czasu, ciągle jest dużo czasu, żeby się uczyć. Kto uczyć się nie chce, szkodzi wspólnocie lokalnej, nam szkodzi. Nieważne, jakie zajmuje stanowisko. Wspólnota rośnie, jeśli ciągle podnosi sobie wymagania – stara to reguła.

Liczę na to, że młodzi nie prześpią szansy. Ale wiek nie jest czynnikiem decydującym. Zadzwonił raz do nas dawny mieszkaniec Rozalina, dzisiaj emeryt na Warmińskiej Ziemi. Wyprowadził się z rodziną po wojnie, w 1946 roku. Znalazł nas w Internecie. Wnuk mu podłączył i pokazał jak uruchomić. Wiek nikogo dziś nie tłumaczy. Trzeba być tylko ciekawym świata i przyjaznym ludziom. W każdej rodzinie znajdzie się ktoś od Internetu. Dzieci mają informatykę jako przedmiot obowiązkowy w szkole. Żadnych tłumaczeń!
Dzięki śmiałym działaniom internetowo-komunikacyjnym możemy nadrobić zaniedbania i zaległości w stosunku do innych gmin. Może nie pobijemy komputerowego rekordu Guinnesa, ale podgonimy uciekający czas. Mam nadzieję, że na tej drodze znajdziemy pomoc mądrych ludzi. Może obudzi się stara Solidarność w nowej epoce dziejów.

Przejrzałem jeszcze raz ten tekst. Wszystkie akapity ułożyły mi się w głowie podczas koszenia trawy. Mam duży ogród. Pokosy, i akapity, długo jeszcze będą pachniały w Słońcu.(Piątek, 19.czerwca.2009)

***

Ale nam się wydarzyło! JPII, 18.6.1999 – Sejm Rzeczpospolitej

Jestem sobą zdegustowany. I mam powody. Przyjechał ks prob a ja nawet nie zrobiłem mu kawy. Wstyd i krępacja ogólno-dostępnymi-powszechnym-oględzinom-okolicznościami przykuła mnie do stolca. Siedzę jak sparaliżowany. Ksiądz pachnący, ja raczej przeciwnie. Dobrze, że gość zahartowany życiowo i duszpastersko łagodnie usposobiony. Nawiedził grzesznika i jego starą matkę. Przychylność nieba może będzie mu nagrodą. A ja pisaniem chcę dostąpić ekspiacji. Taki ze mnie mały, internetowy, a la Georges Bernanos. Wiejski opisywacz przygód duchowych. Swoich, bliskich, przyjaciela proboszcza.
Głupi tylko może pomyśleć w sercu swoim, że chce mi się władzy w Strachówce. Żeby walczyć dzisiaj o władzę, trzeba mieć kasę. Ja walczyć mogę tylko, i aż, o wyższy poziom życia intelektualno-duchowego. Doświadczenie życiowe, wykształcenie, i odpowiednie talenty ku temu mam. Tym chcę służyć.

Gdyby nie twitter nie wiedziałbym, po 15 minutach, że Edward dostał stypendium. Hurra! To narzędzie daje natychmiastowy odzew. No i waga pytania, a zwłaszcza odpowiedzi na nie, „co robisz?”. Szczerzy ludzie potrafią jedną, 140 znakową, odpowiedzią, uczynić świat ciekawszym, lepszym. Tylko szczerym dana jest taka moc!

Kolejna twitter-niespodzianka, ktośwpisał sie na moją listę. Jak mnie znalazł? Nie wiem, poznaję dopiero życie na twitterze. Mam nadzieję, że wyszukał mnie po słowach modlitwy. A ja, głupi, myślałem, że tylko ja używam twittera do życia duchowego. Cieszę się, że jest inaczej. Richard zasypuje świat ciekawymi cytatami: „Government's job is not to create wealth. Government's job is to empower people to create their own wealth. It is the American way. / Faith is to believe what we do not see; the reward of faith is to see what we believe. (Saint Augustine). Kapitalny przykład nowej formy duszpasterstwa, chciałbym implementacji w Strachówce. Dobrze, gdy bliscy są gdzieś w świecie, jeszcze lepiej, gdy są tuż pod bokiem. Którzy nam towarzyszą, są swoja myślą przy nas. Są dostępni, aby dzielić się swoim życiem. I vice versa. Odtąd nie trzeba już tworzyć swojej strony np. parafialnej, wiele można osiągnąć z pomocą twittera.

Twitter, to po polsku, świergotać, ale skutki poważniejsze od nazwy. Lepsze od gadu-gadu, którego nie lubiłem. Szukamy najlepszej formy korzystania z możliwości Internetu. Ludzie gadu-gadu, natura świergota. My częścią natury, z bonusem kultury.

Sondaż OBOP-u: 44% za PRL, 43% przeciw. To obraz mentalności rodaków. Ciągle w społeczeństwie jest większość takich, którzy wolności nie odczuwali jako pierwszej potrzeby. W tych warunkach świętowanie 4 czerwca w Polsce należy uznać za cud. Nic dziwnego, że tak mało wpisów na WWW.dziekuje.pl. Ludzie o ocenzurowanej mentalności nie maja co wpisać, albo nie potrafią, co na jedno wychodzi. Dobrze, że jest już 43%. Ale my w Strachówce musimy chyba działać przy większym procencie PRL-entuzjastów. Należą się nam wielkie słowa uznania, żeśmy wytrwali w takim otoczeniu. Mam nadzieję, że najcięższe lata mamy już za sobą. Delikatnie mówiąc, entuzjastów epoki zniewolonego umysłu, będzie ubywać.

Łazarz powiedział (wrócił do babci, w Legionowie, gdzie mieszka, o 1.30 w nocy), że we wczorajszej akcji DUCH – Dzień Uczynku Charytatywnego, zebrali 24 tys. zł. A my w Strachówce cieszymy się, kiedy z festynu wyjdzie na plus 2/3 tysiące. Ostatni był ewenementem, przyniósł więcej, ale był połączony ze zbiórką na rehabilitację p.Bożeny, członka Rady Rodziców. Wynik młodzieży z V LO w Warszawie, Poniatówki, jest imponujący. Ale jeszcze bardziej na polu wychowawczym (formacji osobowej i społecznej), niż finansowym. Wolontariat uczniowski, który zorganizował i przeprowadził imprezę w Poniatówce, już dziś powinien być rozrywany, zakontraktowany w NGO, samorządach gminnych itd. Oni są naszą przyszłością. Przyszłością Polski.

Godz.22.58. Przychodzą maile. Sławek napisał, bardziej Jaśkowi niż mnie, że zmarł prof. Ralf Dahrendorf. Jasiek poetyckie próby. Remi (mieszaniec, morda ta nasza) pobiegał na wolności i wrócił. W ogrodzie cisza. Za ogrodem żaby recheczą. Noc. W pokoju Grażyna śpi w opakowaniu. Dobrze, że mogę coś ważnego napisać. Podzielić sie, przekazać. Ktoś przeczyta, ktoś nie. Kiedyś, ktoś zajrzy tutaj jeszcze raz.(Czwartek, 18.czerwca.2009)

***

Osoba i czyn. Miłość i odpowiedzialność. Tytułami tych książek Karola Wojtyły mógłbym często rozpoczynać swoje zapiski. Dołożyłbym tytuł nie napisanej przez nikogo rozprawki „Dzieci i przyjaciele rodziców”. Przytrafił się nam taki cud wychowawczy. Mamy przyjaciół, którzy stają się ważnymi autorytetami dla naszych dzieci. Tak było kiedyś w legionowskiej parafii. Taką platforma powinny być wszystkie parafie, z definicji, wspólnoty-wspólnot. Aby wiara była przekazywana i dzielona w realnym życiu, a nie w sztucznych enklawach.

Dzięki twitterowi (wejdź np. http://twitter.com/JozefKapaon) świat śledzi wydarzenia w Iranie. Może także śledzić wydarzenia w Strachówce. Namawiam na zakładanie konta. Zmieniajmy Strachówkę!!

WWW.strachowka.republika.pl, WWW.strachowkablogspot, WWW.naszastrachowka.blogspot.com/, Twitter - Internet daje nadzieję, że obronią się wartości. Będzie wiadomo kto, ile jest wart i do czego się nadaje.
Ludzie odnajdują się w twitterze! Edward mnie znalazł, a ja zaraz wpisałem się na jego listę! Możemy budować lepszy świat. Uwierzcie! Wpis Edwarda bardzo podniósł mnie na duchu. To był potrzebny mi znak. Umacnia wiarę, że i Strachówkę da się zmienić.

Jest pierwszy komentarz (co innego wpis, co innego komentarz do wpisu). Patrzę, kto? Znów Edward. „Skądże nadejdzie mi (nam) pomoc?”. Pierwszy głos przyszedł z Europy, ze świata. Bez Europy byśmy zginęli – widać to choćby na naszych blogach. Oni tam maja inną mentalność, odpowiadają na maile, wpisują komentarze, tak jak my uczymy dzieci, żeby odpowiadali na pozdrowienia. To, to samo! A kiedy my się nauczymy odpowiadac sobie, światu? Wpisywać komentarze, rozmawiać, dyskutować?
Nie umiemy stosować netykiety, ale lubimy uczyć innych moralności.
Niestety, może zmienią coś dopiero przyszłe pokolenia. Kiedyś dobry siew wyda plon. Szkoła w Strachówce, wychowawcy, dają dobrą karmę swoim uczniom: Renata zaprosiła klasę 3 gim. na działkę do Stanisławowa, na ognisko, a jutro Jadzia robi to z klasą 6 podst., Emila z 4 i Iwona z 5.

Zajrzałem na stronę/konto Edwarda na Twitterze: L'Église catholique au service des jeunes de Bruxelles / Iranian Student / itd. Wpisy studenta z Teheranu śledzi 23,139 internautów, on ma 230 aktualizacji. Co to mówi o świecie i o nas? Wszędzie są ciekawi ludzie. A my, czy jesteśmy ciekawi dla świata? Czy nie za bardzo jesteśmy zamknięci w granicach swojej wsi, jak za Wyspiańskiego. Świat nam pomagał, a my światu? I nie o pomoc materialną, ani wojskową mi chodzi. Jesteśmy potwornie zamknięci, zakompleksiali. Jesteśmy w Europie, ale Europejczyków u nas mało. Zarozumiali, jakbyśmy byli pępkiem świata, zwłaszcza jeśli chodzi o katolicyzm. W dziedzinie moralności wszystkich byśmy krytykowali, pouczali. Przecież mieliśmy papieża. A JP II byłby dzisiaj z Irańczykami. Może nawet na Twitterze (to ich jedyny kontakt ze światem; rząd USA poprosił nawet zarząd firmy, żeby nie robili teraz zaplanowanej przerwy konserwacyjnej). Naszemu Prezydentowi też świat (a może interesy) skończył się na Gruzji, rządowi na Jerzym Buzku.

Przecież my kiedyś byliśmy w podobnej sytuacji, jak dziś młodzi ludzie w Iranie! Gdzie jest Solidarność świata - nie polityków, ale zwykłych ludzi, mieszkańców Warszawy, Strachówki, Łochowa…. Dziewczyna podpisująca się na twitterze, Girlintehran, pisze: „Thanks for your support and your proxy sites. We want the world to know that this is not a country with only strange old-fashioned people. Most of our students are just like you. Many people like students are just modern people who wear jeans and trademark clothes. Our universities are very high rated”. Czy można pozostać głuchym, obojętnym, nie podjąć nawet trudu śledzenia ich losów dzięki Internetowi? Edward, i tysiące jemu podobnych w Europie i na świecie, szukają kontaktu i sposobu jak im pomóc.

Będę do końca walczyć o mądrą, światłą, otwartą gminę. O prawdziwą wspólnotę lokalną w Strachówce. Nie mam ambicji władczych. Intelektualne, tak. Ludzie światli, otwarci, szczerzy, nie są dla mnie zagrożeniem. Nie są zagrożeniem dla podzielanych przeze mnie wartości, potrzeb, celów, aspiracji kulturowych. Zamknięci, z ciasnym umysłem, nieszczerzy – tak! Ci są wrogiem moim, Strachówki, Europy, świata. Nawet samych siebie (sami dla siebie?).

Łazarz dzisiaj ma Ducha! Jest w wolontariacie. Oni to zapisują tak: VoLOntariat, i wszystko jasne. Organizują Dzień Uczynku Charytatywnego. Szkoda, że nie możemy tam z nim być, w Warszawie, w Poniatówce. Jesteśmy z nimi Duch-owo.

Godz. 21.30 – Grażyna pojechała do Strachówki poprawiać jakiś wniosek. Od 8.00 była w domu przez 1 godzinę. Kto tyle pracuje, może coś mówić o Strachówce. Kto mniej, chyba powinien milczeć. Ja będę jutro zmagać się ze starością, sensami itd. Domem, tradycyjnie, się nie zajmę.(Środa, 17.czerwca.2009)

***

Mąż, żona, małżeństwo, człowiek myślący. To są tematy! Takie wideoklipy powinny przeplatać się w mediach z reklamami rynkowymi, głupawymi programami, i takimiż filmami. Tak samo promować wartości osobowe i społeczne jak proszek do prania, i taryfy telefonii komórkowej. Wróciłaby może nadzieja na bardziej myślące dzieci i społeczeństwo.

Internet jest najbardziej demokratyczne medium. Musi pomóc w budowaniu demokracji lokalnej i szerszej. Zaczynamy fajny eksperyment. Namawiam do aktywności intelektualnej i komputerowej: przyjaciół, znajomych, sympatyków i odpowiedzialnych przeciwników. Bardzo pożyteczne może być założenie konta na twitterze, wtedy więzi miedzy nami internautami, będą bliższe. Jeszcze ważniejsze są więzi społeczne w Realu. Temu ma służyć akcja. Demokracji prawie bezpośredniej, na wzór starożytnej Grecji (mędrców, filozofów, artystów).
Myślę ciągle, od młodości, w duchu ojczyźnianym. Dzisiaj dostaję narzędzia do ręki, aby swoja pracą dzielić się z szerokim audytorium. Moja myśl ojczyźniana ostatecznego kształtu nabrała w Strachówce, poprzez działalność w Solidarności RI z roku 1981, poprzez pracę wójta I kadencji, a potem nauczyciela-katechety. „Hypothesis non fingo”. Niczego ważnego nie wymyśliłem, dostałem od życia. Dlatego mam odwagę o tym mówić.

To był temat dnia, dopóki nie przebiła mnie 87-letnia mama. Czytała do samego zmierzchu. Przerwała na 140 stronie. Święty Jan Bosko był dziś jej towarzyszem. Na mnie, jej obudzona aktywność umysłowa, zrobiła większe wrażenie, niż samodzielne spacery wokół domu. (Wtorek, 16.czerwca.2009)

***

Napisanie paru prawdziwych zdań ma dla mnie większy powab i znaczenie niż zaszczyty i bankiety. Ważniejszy może być tylko byt materialny rodziny, i dobro każdego człowieka.

Dzisiaj miałem dokończyć wczoraj. Skrótowo: chodziło mi o pięciu biskupów. Aż tylu słyszałem, widziałem, w radio i TV. Mój wybiórczy ranking hierarchów. Biskup Andrzej Dzięga „nadawał” przez 45 minut. Monotonnie, o wszystkim: teologii, polityce, ekonomii, historii Polski i świata, i Bóg wie o czym jeszcze. Tylko Duch Święty mógł wytrzymać w skupieniu, i złapać wszystkie sensy. Biskup Antoni Długosz bawił się z dziećmi, śpiewał, rozdawał imieninowe cukierki. Jemu nawet Madonna, piosenkarka, nie przeszkadza, nie czepia się jej. Biskup Wiesław Mering do rzeczy, krótko witał w Licheniu, zagajał. Biskup Józef Zawitkowski podobał mi się kiedyś, dzisiaj słucham treści, męczy mnie jego płaczliwy ton. Emerytowany biskup, profesor Bronisław Dembowski nie mówił nic. Mam do niego wielki sentyment. Był ludzkim profesorem, mam nadzieje, że taki pozostał.

Założyłem nowego bloga. Specjalnie dla publicznej dyskusji o naszej gminie, naszym życiu. Tej dyskusji nie wolno już przerwać, przynajmniej do następnych wyborów. W poprzednich było wielu kandydatów na wójta i do rady. Mam nadzieję, że zechcą zabrać głos i podzielą się swoimi pomysłami. Bądźmy mądrzy różnymi opiniami. Mieszkańców, tych, którzy tu pracuja, mają działki rekreacyjne, stąd pochodzą albo maja tu rodzinę, przyjeżdżają na wakacje, urlop, albo sympatyzują z nami, znając np. z mediów, lub działań Zespołu Szkół im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej.
Oby żadne słowo, zdanie, nie zostało zaniechane w dyskusji o Strachówce. Najpierw musi być pełny opis, żeby powstała diagnoza. Tytuł bloga WWW.naszastrachowka.blogspot.com nawiązuje do gazetki robionej w Strachówce w roku 1981. Pisałem ją, w pokoju przydzielonym Solidarności RI, na maszynie pożyczonej w Urzędzie Gminy. Rozwieszaliśmy ją w gablotach i wysyłaliśmy do sołtysów.
W blogu każdy może zabrać głos. Wystarczy napisać na mój adres mailowy, a ja wyślę każdemu hasło, które pozwoli na zalogowanie się i wpis. Nie tylko w komentarzach. W głównym formularzu bloga. Chodzi też o to, żeby nie było wpisów anonimowych. Anonim nie może ubiegać się o stanowisko wójta, czy radnego. Chodzi o wypowiedzi odpowiedzialne, z podpisem. Bez odwagi wyrażanie własnego zdania, nie można mieć wpływu na wspólnotę lokalną, czy być samorządowcem. Anonimy niszczą, zatruwają.

Nie wiem czy w Strachówce są ludzie żyjący normalnym życiem. Czy to jest w ogóle możliwe. Każdy powrót żony, dyrektora szkoły, wnosi w mój uporządkowany dzień wichurę. Bo np. jedna pani drugiej pani powiedziała. Nie ma znaczenia, czy pani jest nauczycielem, czy przekupką. Mówi coś, czego pani wiedzieć nie powinna, a jeśli, to nie przed dyrektorem. Jeśli głosi jakieś prawdy, rzekomo ważne informacje, ale nie dyrektorce, tylko koleżance. Sieje zamęt. Jeśli coś wie, to nienormalne, że ona wie, a nie instytucja, której sprawa ponoć dotyczy. I że czymś takim zakrapla ucho innym. „A teraz powiedz mi wredna ropucho, coś wlał memu ojcu w ucho?” (parodia Hamleta).
Przyjaciele powiedzieli przed laty, że nie przyjeżdżają do nas zbyt często, bo nie mogą się połapać i odnaleźć w tych nieustannych bojach, konfliktach, o których opowiadamy, którymi żyjemy, które z nas buzują. My zatracamy już wyczucie, że tak możemy być odbierani. Przypomina się „Cesarz” Ryszarda Kapuścińskiego, niekończące się intrygi pałacowe, dla obcych bizzare, dla domowników norma. Złe odczytanie znaków groziło dekapitulacją (ładne słowo na pozbawienie kogoś głowy). W Strachówce także trucizna przelewa się prawie każdą szparą życia publicznego. (Poniedziałek, 15.czerwca.2009)

***

Dzień Dziękczynienia, 2.06.2009 – ulotka leży ciągle przede mna. WWW.dziekuje.pl. Dla mnie jest to wołanie, jak dla taternika góry. Muszę tam wejść. Dlaczego? Bo jest. Bo jestem. Wejść na kolejna górę, zdobyć kolejny 8-mio tysięcznik. Zapisać dziękczynienie. Bo jest za co. Bo jestem.

Stopy na podłodze, siedzenie na krześle, plecy na oparciu. Oczy skierowane na monitor, dłonie na klawiaturze. Zamykam się w mojej komputerowej izdebce - która fizycznie pozostaje pokojem, po którym ciągle kręci się ktoś z rodziny - by się otworzyć i zobiektywizować. Niewidomy widzi dotykiem, głuchoniemy mówi rękoma. Niewidoczne pozornie obiekty zjawiają się w postaci promieniowania, dochodzi do nas światło nieistniejących już gwiazd. Piszę, jestem, promieniuję.

Pisanie jest moim sposobem istnienia, obiektywizowania się, poznawania siebie, wypełnienia powinności…. Czy można szukać samoświadomości Jezusa, jeśli się wpierw nie szukało własnej? Myśleć, mieszkać, budować – napisał Martin Heidegger. Kochaj bliźniego, jak siebie samego. Można instynktownie, można rozumnie, znając siebie i bliźniego. „Kochaj drugiego, jak ja was umiłowałem”. A jak nas umiłowałeś? Muszę stawiać pytania. Muszę myśleć, muszę zapisywać. Uzasadniając pisanie, usprawiedliwiając niejako, uzasadniam, bądź usprawiedliwiam siebie. Dziękuję wszystkim, którzy mnie do tego zmuszają.

Pochylenie się nad drobną nawet sprawą jest wielkim wewnętrznym wydarzeniem. Myślący człowiek zasługuje na adorację. Tak młody Maksym Gorki adorował zamyślonego Lwa Tołstoja, siedzącego na skale nad brzegiem morza. Nie tykajmy ikon.

Nie pojechałem na sumę Świętego Antoniego. Ktoś musi zostać z mamą. Nie ma innego wyjścia, ale Grażyna niezbyt szczęśliwa. Będzie musiała pogodzić dwie role, dyrektorki zaszczyconej zaproszeniem na obiad do Solenizanta, kochanego księdza proboszcza, i role reżysera szkolnego festynu. Mnie pozostaje trzymać kciuki i wierzyć, że wszystko przejdzie gładko. A tak na marginesie to żona ma się ze mną! Ma wszystko i nas wszystkich na głowie. Jestem lekkoduchem, zapisywaczem. Zgadzam się z panem Stanisławem, który powtarza mi przy różnych okazjach, że za taką żonę powinienem płacić podatek od luksusu.

Cud Ducha Świętego – cud pogody. Rano było tragicznie, 10 C i deszcz. Prognozy przewidywały poprawę po południu, ale kto by wierzył prognozom. Grażyna odwołała część atrakcji plenerowych na festynie szkolnym. Mnie było łatwiej zachowac spokój, jestem z boku. Pocieszałem więc i mówiłem "trzeba się modlić, dobrze będzie". Poprawiło się tak, jak przepowiadali. Ja, siedząc w domu z mamą, miałem satysfakcję, że wiarę zachowałem, modlitwę dołożyłem.
W telewizji o 15.50 nadawali zapowiadany wczoraj przez Dorotę film o Duchu. Taki był tytuł. Film opowiadał o działaniach czarnego księdza w Ugandzie i dominikanach w Brazylii. Siłą Ducha Świętego dokonują wielkich rzeczy wśród miejscowych sierot i biedoty z przedmieść wielkich miast. Swoją opieką obejmują dziesiątki tysięcy dzieci.
W Strachówce, w Zespole Szkół Rzeczpospolitej Norwidowskiej też stał się cud. Atrakcje plenerowe jednak przyjechały, po kolejnym telefonie. W kolejce na trampolinę, zjeżdżalnie i do dmuchanego zamku, za małymi dziećmi stanął nawet Łazarz, Zosia i ich koleżanki i koledzy. Cud musi się dokonać jeszcze w kasie, bo szkoła wzięła na siebie pokrycie kosztów. Muzyka gra. Też przenosili się z ciasnej sali gimnastycznej na otwarty teren. Cuda, cuda.

Dorota napisała jeszcze wczoraj, o 0.38, ja przełożyłem na dzisiaj, choć wczoraj jeszcze ok.1.00 dzwoniłem do Jaśka, czy bezpiecznie dojechał do kolegi. Dorota podesłała tekst misjonarza, Andrzej Bafeltowskiego, SAC. Czytałem jak siebie. Podobny drive: rzeczy są, sprawy się dzieją, ja opisuję. Nawet zdania układają się podobnie. I kropki stawiają się. Tyle, że ja jestem na innej, rodzinno-szkolno-gminnej placówce.

Jestem katechetą-realistą. Nie mówię - musicie wierzyć, bo inaczej czeka was piekło. Mówię - wiem, że żyję w śmiertelnym ciele. Jestem biologicznie zniszczalny. Mój duch nie potrafi uwolnić się od ciała. Jestem bardzo ograniczony. Ale wiem też, z taką sama pewnością, że w moim życiu największą wartością nie jestem ja sam, ale Wartość Absolutna, zewnętrzna wobec mnie. Zewnętrzna, a jednak immanentna. Immanentną stała się dzięki mojemu wewnętrznemu aktowi akceptacji, przyjęcia, zgody, mojego 'tak', mojego Amen. Nic mi nie zostało narzucone. Nie przyszło znikąd. Przyszło przez Ewangelię Jezusa Chrystusa, przez świat zdarzeń i słów, opowiedzianych, wypowiedzianych, zapisanych w Biblii. Z Biblią nie kłóci mi się fizyka, biologia, matematyka i różne nauki humanistyczne. Bo gdyby się kłóciły, to byłbym skłócony ze swoim życiem, skłócony sam ze sobą, byłbym bytem sprzecznym. A ja dziękuję za swoje życie i nie zamieniłbym go na inne. Nie ma sprzeczności między Biblią i życiem. Przeciwnie, Biblia, to Prawda, Droga i Życie. I tyle. To moja katecheza.

„Wczoraj” było zapowiedziane w Internecie. Zapisałem, że miało być o przekazywaniu najważniejszych wartości następnemu pokoleniu. Było, choć trochę inaczej.
Paweł (miał już tego dnia w nogach 'Bieg Marszałka' w Sulejówku) porwał naszych starszaków na koncert etno-muzykologów, muzyka słowiańska.
Paweł, Jasiek, Zosia, Łazarz, Dorota, Maryla, Grażyna, moje krzesłoDo Doroty wpadła, w drodze na lotnisko, koleżanka z lat szkolnych. Maryla jest architektem, mieszka w Szwajcarii. Znają się ze szkoły Niepokalanek w Szymanowie. Szkoła znana, z legendą. Przyjaźnie trwają.
Szwajcaria dla mnie, to grób Tomasza Manna w Kilchberg koło Zurychu. Maryla wracała do domu po pogrzebie rodziców. Ojciec (93) zmarł w dniu pogrzebu żony (87). Przez ostatnie lata wszystkich odwiedzających obdarzali pokojem. Zrozumiałem, że darem jest być przy śmierci bliskich, rodziców.
Pamiętam śmierć ojca. Ten dzień idzie ze mną przez życie już 27 lat. Podobnie myśli Grażyna. Potrzebna była ta rozmowa. Tomasz Mann, Czarodziejska Góra, sanatorium dla chorych na gruźlicę, rozważania o śmierci w arcydziele literackim, i o arcydziele odchodzenia z tego świata, na wzór Jana Pawłą II. Podobieństwa senatorium w Davos i pensjonatu prowadzonego przez Marylę. Na folderze pensjonatu wypisane jest motto „La Communication peut s’etablir a partir d’un moment et d’un lieu ou la rencontre est possible”. Byłem już tam, wirtualnie, na stronie www.club-vagabond.com. Motto zauważyłem dopiero teraz.
Córki Maryli uczęszczały do katolickich szkół. Jedna z nich przekazuje swoim absolwentom silny pociąg do kontynuowania filozofii w słynnym Fryburgu. Przez 27 lat profesorem tegoż uniwersytetu, a w latach 1964-66 rektorem był Józef Maria Bocheński, dominikanin.
Połowa dzieci Pawła i Marysi (dojechała później, po spotkaniu absolwentów ATK i UKSW) kończyła filozofię. Ja ich (jak również gospodarza spotkania, Dorotę) poznałem podczas studiów filozoficznych na ATK.
Program spotkania wypełnił się z nawiązką. Tylko, że katechezę wygłosił Paweł a nie Dorota. Jej tematem było Timkat, święto Epifanii w kościele koptyjskim. Wykład ilustrowany był filmem nakręconym podczas wyprawy Pawła, Marysi, et consortes, do Etiopii.

Resztę „wczoraj” opowiem jutro. Lubię czasowe wieloznaczności.(Niedziela, 14.czerwca.2009)

***

Twitter, to jak się okazuje, jest dobrą metodą poznawania nie tylko opinii świata, ale także metodą odkrywanie siebie. Pytanie twittera „Co teraz robisz?” wymaga krótkiej, szczerej odpowiedzi. Dzisiaj odpowiedziałem tak: „Czekam na fakty. Na zdarzenia. Przez nie przemawia w historii człowieka i świata Opatrzność. Ale już to, co jest we mnie, jest mną, dużo mówi”. Ot, i - bez kropki – jest to140 znakowa filozofia.
Dyskusja o Strachówce jest dla mnie dopiero tematem nr 2. Nr 1 zadecyduje o nr 2. Nie stawiam wozu przed koniem. Jeśli się tak patrzy na życie, to nie ma możliwości, żeby nie znaleźć skarbów wielkich, największych.

A oto mój dialog ze światem za pośrednictwa twittera: ErykMistewicz - Tryb Konstytucyjny we Francji uznał dostęp do Internetu za jedno z obywatelskich praw podstawowych.
JozefKapaon - Czekam na fakty. Na zdarzenia. Przez nie przemawia w historii człowieka i świata Opatrzność. Ale już to co jest we mnie, jest mną, dużo mówi.
EM. – 22.6 Sarkozy w Pałacu w Wersalu przed parlamentarzystami w sali balowej wygłosi ORĘDZIE - na długo będzie to wzorzec współczesnej polityki.
JK - Słucham jak Marysia (10) czyta babci (87) Władcę Pierścieni.

Nareszcie noc, koniec dnia. Modlitwa przywraca wszystkiemu normalność. Przypomina mi: nie ja, ty, Bóg, miłość, Chrystus, pokój, amen.
Modlitwa przynosi odpoczynek zmęczonemu ciału, myślom, emocjom.
Podczas modlitwy dzieje się najwięcej w moim życiu.
Jasiek, dalej robię to, co na sali katechetycznej w Legionowie, tylko, że teraz w Internecie.(Piątek, 12.czerwca.2009)

***

Twitter w Polsce wkrótce eksploduje, wróży Eryk Mistewicz. I daje powody: prostota, szybkość i trochę nonszalancji. Narzędzie rewolucjonizujące i inspirujące przestrzeń medialną. A to wszystko ze względu na kierunkowe pytanie, co teraz robisz? Ono decyduje o zawartości. Ja dopiero zapoznaję się z nim. Wykazało użyteczność na naszym podwórku 4 czerwca, podczas świętowania w szkole Dnia Wolności. W trakcie spotkania z uczniami gimnazjum wpisywałem na twitterze - widocznym z projektora na wielkim ekranie - na bieżąco, ich pytania. Świętowaliśmy na oczach ‘całego świata’. Dzisiaj otworzył konto Jasiek. Mam nadzieję, że paru szczerych ludzi będzie miało ze sobą lepszy kontakt.
Bo spontaniczne, 140 znakowe komunikaty, mogą więcej pokazać niż długie, uporządkowane elaboraty.
Właśnie, co się zapisuje? Ja o tym np, że słucham ptaków w ogrodzie. Albo, że myślę, rozmyślam. Że zbieram nektar z życiowych pól i łąk.

7.czerwca setki tysięcy, miliony, Polaków otrzymało pod kościołami broszurę z adresem www.dziekuje.pl – sprawdźcie, ilu się tam wypowiedziało. Co to o nas mówi? Podobnie jak frekwencja w Eurowyborach. Mam swoja teorię, głoszę ją od dawna, jesteśmy społeczeństwem o ocenzurowanej mentalności (dziurawej jak szwajcarski ser). Jesteśmy społeczeństwem zniekształconym 45 letnią propagandą marksistowskich partii. Czytaliśmy, co pozwalali czytać, słuchaliśmy, czego pozwali słuchać, uczyliśmy (najpierw uczylismy się) w szkołach i na uczelniach, czego pozwalano uczyć. Cenzura partyjna precyzyjnie określała co, gdzie, wolno powiedzieć np. o odkryciu krzyżyka świętego Wojciecha. Ocenzurowane były całe nasze dzieje, od chrztu Mieszka. Ocenzurowane były publikacje, sztuka, szkoła, nauka. Jesteśmy produktem cenzury. Marksizm odcisnął piętno na całym XX wieku, cóż dopiero na narodach obozu wschodniego. Wpojono w nas pogląd, że jesteśmy 8 potęgą gospodarczą, że mamy najlepsze szkoły, uczelnie, wszystko w obozie było przodujące. Takie poglądy odziedziczyliśmy; duuuża część nas. A co z pozostałością marksistowskiego wychowania i wykształcenia? Siła propagandy i prakseologii marksistowskiej była wielka. Przecież to był „światopogląd naukowy”. I tak te przesądy trwają po dziś dzień.

Mleko się rozlało. Co wczoraj napisałem, napisałem. Uważam, że to był ważny wpis. Przerwałem milczenie o porządkach w gminie. Nie mogę już umilknąć. Potwierdza się moja teoria życia społeczno-politycznego. Źle, jeśli kształtowane jest ono przez ambicje i plany poszczególnych ludzi. Ma wyrastać z faktów i wydarzeń ważnych dla lokalnej społeczności. Takimi są spory, dyskusje, konflikty wokół działań szkoły i postępowania wójta. Niech ta dyskusja w Strachówce nie milknie. Do wyborów jest jeszcze dużo czasu. Nie aspiruję do władzy. Ale chciałbym, aby nasza gmina zasłynęła z umiejętności rozmawiania o swoich problemach. Żeby w toku długiej dyskusji wyklarował się obraz wspólnego dobra, consensusu. Żebyśmy umieli uzgodnić podstawowe wartości naszego życia, wspólnych dążeń i działań. Żebyśmy byli mądrzy zdaniem innych, mądrzy naszą starą i nową historią. Lokalną i ojczystą, a nawet europejską. Dajmy sobie i innym przykład. Wszyscy możemy być wygrani. Mniej ważne, kto rządzi - byle znał, szanował i realizował wspólne wartości i cele. Żeby je znać, trzeba publicznej dyskusji.

W naszym domu, nawet najmłodsi, śpiewają sobie na głos „A mury runą, runą, runą…”, bo nauczyli się w szkole na święto 4 czerwca. W telewizji red. Jan Pospieszalski kpi sobie z tego święta. (Czwartek, Boże Ciało, 11.czerwca.2009)

***

Białoszewski, (http://www.miron.kom.pl/): Donosy rzeczywistości, Obroty rzeczy, Rozkurz, Było i było. Jego opis świata dopinguje mnie do pracy. Czasem przychodzi ochota na kapitulację. Wszystko wydaje się za trudne, i nie warte wysiłku. Wszystko co ważne już było. Po wewnętrznej mobilizacji recytuję: struktura świadomości, czyste ja, to jest ciekawe. I będzie. Każde dobro, piekno, prawda, każda świętość. Mogę (w sensie: chciałbym) je adorować wiecznie. Tu i tam, jesli bedę wpuszczony.

Przedłużające się dłubanie przy świętości Jana Pawła II może przynieść nieoczekiwaną korzyść, uwolnimy się od nadmiernego legalizmu w kościele. My, jako kościół, możemy przesądzić o dacie i dać watykańskim strukturom i procedurom żółtą kartkę. Nie wątpię w ich uczciwość, ale są jakby passé un peu. Santo subito trzeba potraktować poważnie. Nie tylko przepisy i trybunały mają rację. Nie zawsze nowsze przepisy i zwyczaje są lepsze. Nowe przepisy mogą coś ująć na nowo, ale i stare zwyczaje mogą przechowywać część racji. Może być sinusoidalny rozwój, nie zawsze liniowy.

Nic nie robię, dobro rośnie. Mama siedzi na werandzie, cieszy się słońcem i kotem. Wstała i zrobiła okrążenie alejkami wokół domu! Usiadła, mówi różaniec, przysnęła. „Budzę się – mówi – ale podwórko się zmieniło. Ale żeś wszystko wykosił”. Kosiłem wczoraj, ale nie wszystkie zegarki kręcą się tak samo. I nie wszystkim są potrzebne. Śmiech i zadowolenie nie zwraca uwagi na chronomierze. Rodzice dostrzegą uśmiech u noworodka, dzieci wyczują zadowolenie u wiekowych rodziców. W Legionowie mama cały dzień siedziała w fotelu. Bo cóż można robić na 4 piętrze.
Grażyna walczy o wyższy poziom myślenia i odpowiedzialności w gminie. Ma spotkanie z komisją oświaty Rady Gminy, złoży na piśmie prośbę o określenie jasnych kompetencji przy budowie Sali gimnastycznej, po południu przewodniczy tzw. radzie kwalifikacyjnej w Zespole Szkół im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej.
Nic nie robię? Obserwuję i notuję.

Łazarz bardzo zadowolony. Ma buty na wyprawy z pedagogiem. Świętym Mikołajem jest Paweł, taternik, alpinista, ojciec czwórki dorosłych dzieci, pielgrzym do Santiago de Compostella. Jasiek bardzo zadowolony. Sławek zaprosił go do pracy podczas międzynarodowego kongresu politologiczno-socjologicznego. Zosia chyba też zadowolona, wyrwała się z domu. Andrzej przelicza średnią ocen, trafiło mu się na koniec, doświadczył łaskawszej wyceny. Hela u koleżanek, bo mama ma dłuuuugi dzień pracy. Marysia i Olek cieszą się wolnością. Jutro Boże Ciało, potem długi weekend.
Tylko ze Strachówki wieści mało śmieszne. Wójt sprowadza gminę na bardzo nizinny, niektórzy powiedzą depresyjny, poziom. A przecież też ma dzieci, które są już obywatelami współczesnego świata. On pozostał w minionym wieku. Jeśli kogoś zadanie przerasta, to honorowo rezygnuje. Uwolniłby dobrą energię mieszkańców Strachówki. Wielu o tym mówi między sobą, ja mówię i piszę publicznie. Taka mi została przydzielona rola życiowa. W Strachówce wypełniam tę misję od końca roku 1980. Wtedy był czas na zmiany, dzisiaj też. Tak dalej być nie może. Tak rządzić gminą nie wolno. W 1981 kładliśmy fundament demokracji na naszym terenie. Dzisiaj demokracja powinna wydać dojrzały owoc.

Szkoła Rzeczpospolitej Norwidowskiej jaśnieje na mapie województwa, nie tylko nazwą, sztandarem, ale głównie pracą. Zbiera pochwały z wielu stron. Uczestniczy w najlepszych programach edukacyjnych, wygrywa wiele konkursów grantowych. Wójt miesza ją z błotem. Jego obiektywizm? Nawet nauczyciele, którzy przyszli ze zlikwidowanej szkoły w Równym, dzieci, a zwłaszcza rodzice stamtąd – mają powody - wychwalają czyste, zadbane klasy, korytarz, wrzącą życiem wspólnotę. Wójt nie chce tego zobaczyć. Ale nigdy nie powie krytyki publicznie, wręcz przeciwnie, gdy zajdzie do szkoły na uroczystości, zawsze chwali, wręcza kwiaty i dyplomy. Jego spojrzenie na oświatę gminną (zadanie ustawowe samorządu) sprowadza się do uzasadnionych, lub wymyślonych, spraw powierzchownych. Na robieniu wrażenia. Często zupełnie bez kompetencji. Dzisiejsza kłótnia o podłączenie elektryki do budowy sali gimnastycznej jest smutnym potwierdzeniem. Przyznał to nawet jego brat, inspektor nadzoru budowlanego. Wójt zatrudnia też niekompetentnych pracowników, co z przykrością, bo go lubię, muszę powiedzieć o dyrektorze obsługi administracyjnej szkół.

Panie wójcie, Kaziu, tak zawsze mówiłem, ty mówiłeś, Józiu, rozmawiajmy szczerze, albo daj sobie spokój. Nie cieszy mnie, że zwiększasz poczytność mojego bloga i moich artykułów. Ja ci nie złorzeczę, ani źle nie życzę. Przeciwnie, mówię gorzką prawdę, dla wspólnego dobra. To samo mówię w oczy, "za plecami" i na ulicy. „Mieszkańcy gminy tworzą z mocy prawa wspólnotę samorządową.” (ustawa o samorządzie terytorialnym, art.1.1). Co cię tak ostatnio rozsierdziło? Czyżby to, że Grażyna, lider oświaty, upomniała się o, i chce pomóc w, pozyskaniu przez gminę 1 miliona złotych z Funduszy Europejskich? I że chce wychowywać nowocześnie myślących obywateli Strachówki i Polski?

PS.1 Grażyna przywiozła od prof. Małgorzaty Szeji numer biuletynu oświatowego ODN w Węgrowie „W naszej szkole” z tekstem ”Jana Kapaona, studenta University of Glasgow, przypadki”.
PS.2 Dorota, katechetka i wychowawczyni z Zespołu Szkół Ponadpodstawowych w Centrum Rehabilitacji w Konstancinie, zaprosiła nas na spotkanie filozoficzno-życiowe, o przekazywaniu najważniejszych wartości następnemu pokoleniu. Mamy przyjechać z najstarszymi dziećmi. Będzie święto-mikołajowy Paweł, i inni.
PS.3 Jak to dobrze, że w naszej wieczornej modlitwie jest dłuższa chwila ciszy. Każdy musi sam ja "zagospodarować", sam poradzić sobie ze swoimi myślami i sytuacją sam na sam z ....
PS.4 Obecność za ścianą mamy - coraz bardziej wymagającej opieki - śpiącej w pokoju z naszymi "maluchami" dodaje powagi i odpowiedzialności. Czyni noc - bardziej - pełną sensu. (Środa, 10.czerwca.2009)

***

Co ma ten, który stoi nad grobem, i co ma ten, który, choć umarł młodo , przeżył czasu wiele?
Wydaje mi się, że mam wiele. Ważne jest to, co za mną, a właściwie we mnie. Im większą mam świadomość tego, co mam, tym mniejszy żal, lęk…, że życie jest krótkie. Jak to powiedzieć najlepiej? Żal? No nie, nie ma żalu. Lęk przed śmiercią? Nie, to nie tak. Więc jak, więc co? W dzieciństwie był strach przed śmiercią. Później pewnie jeszcze długo. Odkąd rachunek dobra pokazał mi, co mam, nastąpiła we mnie radykalna zmiana. Trwam, nie przemijam. Co trwa? To co mam? Nie. Czas, w którym mam? Nie. Samo manie. Samo ja? Coś trwa. A może raczej Ktoś? Trwa co pozwala mi doświadczać trwania. Podstawa trwania, to znaczy możliwości trwania doświadczania. Namąciłem? Chyba nie. Raczej naklarowałem.
Czyli ten, co tuż nad grobem, wiele ma. Mieć powinien, szansę dostał każdy. A wszyscy płaczą, jakby nie miał. Płaczą nad sobą. To ładnie. Wypełniają słowa Jezusa z Drogi Krzyżowej. Im mniej mają tym bardziej płaczą. Teresa z Avila i święty Ignacy nie płakaliby wiele, albo wcale. „Tym umierali, że umrzeć nie mogli”. Spieszyli się do nieba.
I a propos. Wiara i doświadczenie. Wiara jest doświadczaniem. Doświadczam tego w co wierzę. Wiara nie jest pustką. Niebywałe. Niebywałe pole doświadczeń. Ziarno wiary wydaje plon stokrotny, ptaki mogą się chronić.

Mam dużo, każdy dzień dorzuca. Dziś przejazd do, i z Legionowa. Pogoda piękna, słoneczna. Drogi coraz lepsze, dzięki europejskim pieniądzom. Wiadukty, obwodnice, ronda. Domów ładnych, do pozazdroszczenia, dużo. Trawniki skoszone na działkach i czasem od ulicy. Jestem bogatszy o wszystkie wrażenia wzrokowe. Chcę wyśpiewać hymn dziękczynienia, dopóki umiem i mogę śpiewać. Zwrotka, po zwrotce, piszę przez cały dzień. Albo, życie pisze, ja tylko notuję.

Cieszę się, że Jasiek, student, umówił się z Jaśkiem, starostą. Bardzo jestem ciekawy tego spotkania, tej rozmowy. Za obu trzymam kciuki. W tle jest polityka samorządowa, rządowa, europejska, ale mam nadzieję, że także życie, filozofia, politologia, Glasgow, wiara, kościół, no i moje miasto rodzinne Legionowo (35 lat, okres dzieciństwa, Szkoły Podstawowej nr 3, Liceum Marii Konopnickiej, i rozdział nazywany przeze mnie „katecheta z Legionowa”). Czy wiedzą, czy zdają sobie sprawę, co to wszystko dla mnie znaczy? Dlaczego tak myślę o ich spotkaniu!

Wójt zamiast rozwiązywać gminne problemy, chce ustawiać ludzi w wygodnych dla siebie rolach. Prawo samorządowe, budowlane i oświatowe nie bardzo go chyba obowiązują. Buduje salę gimnastyczną ? Chwała mu za to. Sam podejmuje wszystkie decyzje związane z inwestycją, a to już niedobrze. Nie pytał dyrektorki szkoły, nauczycieli, rodziców, uczniów. Sam, sam, sam, wszystko sam. Większości ludzi, których znam opinie, nie podoba się lokalizacja i wielkość sali. Wszyscy (może nie wszyscy) mieszkańcy pokładali duże nadzieje w tej inwestycji. Nie mówiąc o tych, dla których jest budowana, dzieci i młodzieży. Wszyscy chcieliby, żeby spełniała ich marzenia, była funkcjonalna i nowoczesna. Wszyscy chcieliby mieć powód do dumy, że mamy się czym szczycić w Strachówce. Przy tak wielkich oczekiwaniach, nie liczyć się zupełnie z głosem mieszkańców, to wielki błąd.

Ale nic nie usprawiedliwia zachowania wójta wobec Grażyny, dyrektorki. Wiem, co powie, że bronię żony. Tak, i gdybyśmy żyli we wcześniejszych wiekach, to musiałbym wyzwać go na pojedynek. Nie może osoba wybrana na funkcję publiczną, mówić do innej ważnej osoby w tej wspólnocie lokalnej, że go „wkur.ia”. A kimże on siebie czyni? Bogiem ojcem tej gminy? Niech to wytłumaczy Radzie Gminy i wszystkim mieszkańcom. Niech powie także dlaczego nie ma uregulowanych spraw własnościowych gruntu, może i budynku szkoły. Dlaczego firma, którą zatrudnił do budowy sali, podłącza się do instalacji szkolnej. I niech uszanuje dyrektorkę szkoły, i wspólnotę szkolną, która ma znaczące osiągnięcia i jest rozpoznawalnym znakiem gminy w powiecie, województwie i poza. Dyrektorkę, która znalazła się w pierwszej grupie dyrektorów z całej Polski, która ukończyła 2-letnie studia podyplomowe „Liderów oświaty”. Mądry samorządowiec nie obrażałby lidera (w jakiejkolwiek dziedzinie) wspólnoty gminnej, która płaci mu za pracę w służbie mieszkańców. Przeciwnie, cieszyłby się i umiał wykorzystać jej wiedzę dla dobra i rozwoju gminy (nie tylko oświaty).

Życie dopisało akapit. Dzwoni Basia z Łochowa, Sławek w telewizji! Przełączam z Kuriera Reporterów na Karty na stół. Jest. Patrzę, słucham, dzwonię do Jaśka, Sławek w telewizji. Naukowcy rozmawiają o Europie. Właśnie, rozmawiają. Uczmy się rozmawiać od akademików. Sławek, naukowiec, Janek, samorządowiec-rządowiec, Legionowo, kościół, Glasgow, Łochów, Strachówka. Zwrotny telefon od Jaska, podobało się. Świat, mimo wszystko co napisałem powyżej, robi się lepszy i ciekawszy. Hurra!(Wtorek, 9.czerwca.2009)

***

Zarejestrowałem się na stronie www.dziekuje.pl Ogłaszam to, jako powód do wielkiej radości. Od początku katechetycznej kariery to mój konik. Pamiętam utarczki z młodzieżą o dobro. Czy jest za co dziękować? Czy umieją dostrzec dobro każdego dnia. Zobaczyć zło, to żadna sztuka. Wymyśliłem matematyczne równanie, według którego, gdyby zła było więcej na świecie niż dobra, to świat nie mógłby istnieć. To pewnie jakaś odmiana bilansu dobrej i złej energii. Pamiętam, jak w jednej grupie udało się ich przekonać, i Beata(?), z 3 klasy licealnej, przypomniała sobie, że wychodząc z cukierni spotkała starszego pana, który przytrzymał drzwi i ładnie się uśmiechnął. No! Właśnie, o takie małe i większe dobra, spotykane przypadkiem, mi chodzi. Są. I kierowca autobusu dowiózł mnie bezpiecznie na miejsce przeznaczenia.
Z dobrem, w ogóle, większość z nas ma kłopoty. Na pytanie „co dobrego” skierowane do kolegi z pracy, z rana, można otrzymać „a co może być dobrego” powiedziane z wcale niemiłym akcentem. Takie warknięcie kiedyś wywołałem, jakbym zakpił, albo wręcz obraził. Mam tę sytuację w oczach po 15 latach.

Zarejestrowałem się. Muszę więc dziękować! Chcę.
Miałem świetnych nauczycieli, Andrzeja Madeja, OMI („Dobrze, że jesteś”), świętą Teresę z Avila, ks. Jana Twardowskiego.

Dziękowanie jest podstawą naszej modlitwy w rodzinie. Za dzień, za obiad, za pogodę, za wieczorna ciszę… Codziennie jest to samo i coś innego. Codziennie mogę litanię dobra napisać. BO ŻYCIE TO NIE PRZEMIJANIE, ALE WYPEŁNIANIE. Wczoraj, późną nocą, przegapiłem w notatkach jeden akapit. Wklejam więc go dzisiaj (oczywiście! dziękując za przeoczenie, i za to, że mogę naprawić właśnie dzisiaj):

„Mogłem głosować na znajomą twarz, współtowarzysza (lepiej brzmi współbrata) ewan

1 sierpnia 2008, Niedziela, godz. 7.10,
- budzi mnie, bez
dzwonków, siła wyższa (a może tylko wysoka  motywacja),chcę
zobaczyć Sławka w telewizji, w programie „Wierzę, wątpię,
szukam”. O  minutę spóźniłem się na Sławka, za to usłyszałem
o geometrii nieprzemiennej, przy okazji doktoratu honorowego,
przyznanego przez moją byłą uczelnię ks. prof. Michałowi
Hellerowi.  Dzień święty dobrze się zaczął. Ksiądz prof.
Heller zajmuje się teorią kwantową i wraz ze  swoimi
współpracownikami bada, co zaszło "przed" erą Plancka.
Stosują geometrię  nieprzemienną, co pozwala im np. na wyjaśnienie
pojęcia czasu czy punktu. "Tam" nie ma ani przestrzeni, ani
czasu, pojęcie lokalności traci sens, mówi się o stanach
Wszechświata. (..) Niemożna mieszać dwóch płaszczyzn:
teologicznej i naukowej. (...) Są to dwa, różne,  aspekty tej
samej rzeczywistości (jednej i tej samej), chociaż łączy je jeden
cel: przybliżanie się do  Prawdy, i chyba, doskonalenia się
człowieka” (www.forum.wiara.pl).



Niedziela, południe, jedziemy
całą rodziną do kościoła. Po drodze dociera do mnie, że
musiałem przeżyć 55 lat, z czego 20 lat w Annopolu, gmina
Strachówka, i czekać 5 lat od  założenia tej witryny w Internecie
(przez przyjaciela z Legionowa), aby znaleźć wreszcie sposób
kontaktowania się z całym światem. A przecież od dzieciństwa mam
jasną świadomość ‘jedyności’, wyjątkowości, ludzkiego
życia. Ja taką świadomość mam bardzo mocno  wyostrzoną.
Pamiętam odcinek  drogi w Legionowie, z domu na ulicy Kościuszki
26m5, do Szkoły Podstawowej nr 3, na ulicy Adama Mickiewicza, na
którym, jako uczeń 6 lub 7 klasy, spierałem się z Bogiem o
miejsce człowieka we Wszechświecie. Stawiałem go (się) znacznie
wyżej, niż tylko jako podległe, śmiertelne stworzenie. I miałem
swoje argumenty; tłumaczyłem: "Przecież Ty, chociaż
Najwyższy, żeby być Jednym, musi(sz) być Was aż  Trzech, a ja, i
każdy człowiek,  jest  jeden, niepowtarzalny, unikalny w całej
Wieczności.


Gdy miałem 18 lat, myślałem
nieskromnie o sobie: "Jestem inteligentny, ale żeby inni
chcieli mnie słuchać (czytać), muszę nabrać lat. Pewnie dopiero
po 40- tce może coś z tego będzie, choć będę pewnie już mniej
inteligentny". W 41 rocznicę mego żywota przegrałem nawet
stanowisko wójta w gminie. O pisaniu ani słychu, ani widu.
Zacząłem pisać w Łączniku  Mazowieckim dopiero z okazji 20-
lecia pierwszego, założycielskiego zebrania Solidarności  RI w
Strachówce, z 3 Maja 1981 roku. Miałem wtedy 48 lat. „Łącznik”
był dobrą szkołą, ale już mnie nie pomieści. Tyle się
nazbierało! Musiałby być gazetą codzienną. Na szczęście
cywilizacja wymyśliła 17 lat temu  Internet, a Opatrzność na
mojej drodze  katechetycznej postawiła Tomka, który ją zbudował.
Tyle,  że znów musiałem czekać  następnych  5 lat, aż udało mi
się samodzielnie zmienić na  stronie www najpierw kropkę, później
zdanie itd. Co za ulga! Wyzwolenie z niemocy.


Msza Święta zawsze jest źródłem
mniejszych, lub większych "olśnień". Niektóre chciało
by  się od razu zapisać. Taka jest powinność katechety, takie
katechetyczne "contemplata aliis  tradere". Czy będę
musiał odtąd chodzić do kościoła z laptopem?  Zamykać się po
mszy  w zakrystii, i pisać? Msza święta buduje wspólnotę.
Wszyscy  wokół mnie, to siostry i bracia, w tym samym duchu, tej
samej miłości i nadziei. Przekazujemy sobie znak pokoju, uścisk
dłoni, ciepłe słowa i uśmiech. Żal się rozchodzić, chce się
dalej trwać w tym świecie. Choćby z pomocą Internetu. Jezus też
pewnie by go dzisiaj używał. Święty Maksymilian Kolbe na pewno.
(1.2.2009)
****???
Jestem zadowolony z ferii szkolnych.
Udało mi się osiągnąć zamierzony cel: panowanie nad tą witryną.
Cieszę się bardzo. To początek jakiejś nowej przygody życiowej.
Opatrzność daje mi nową możliwość dzielenia się moim światem
z innymi. Zawsze chciałem pisać. ( 31.1.08)

*****???
Chciałbym blogiem pisać. Nie
chciałbym za bardzo blogiem myśleć. Chciałbym blog_osławić, ale
nie blog_ować. (30.1.08)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz