wtorek, 20 marca 2012
Samo życie - czyli wiara i rozum (egzegeza)
Wracam, bo nie po to jest światło, by pod korcem stało. Światło nam rozbłyskuje korpuskularno-falowo, taką wiedzę wyniosłem po starej maturze, więc się nią posiłkuję całe życie. Chcę być matured (dobrze wymaturowany, zmaturowany?).
Światło wewnętrzne przychodzi w drodze do nieba. Na każdym kroku i półkroku, gorzej pewnie w bez- lub roz-kroku. Nawet nie musi przychodzić, bo w końcu zamieszkało wśród nas i mieszkać będzie do końca (ludzkiego) wszech-świata. Taka jest moja wiara i rozum. O tym jest ten blog. Nie o radnej niekoleżeńskiej koleżance - jak by pewnie chciała. Pewnie się wścieknie/wściekną, bo rozmawiać nie chcą (nie potrafią?). Niechże raz przyjmą, że nie są pępkiem świata, ani gminy. Że nawet raz użyte ostre słowa, nie muszą niweczyć rozmowy. Tylko uporczywe mijanie (zaprzeczanie) prawdy. Dobra wola i resztka pokory wiele uleczyć i naprawić mogą. Boże ratuj nas od obrażalstwa za byle słowo :)
Chyba generalnie przeakcentowujemy trudności chwilowe lub dłuższe, a "...przecież one nic a nic lub bardzo niewiele zmieniają to (najważniejsze), co jest w nas i ponad nami. Tego, co nas niesie jak latawiec istnienia. Daję świadectwo, nie zawsze sam rozumiejąc, jak wielkie! Zapisuję małe kawałki puzzli, którymi zapisany jest SENS PRZEOGROMNY WYPISANY W NIESKOŃCZONEJ PRZESTRZENI DANEGO NAM JAKOŚ WSZECHBYTU (BARDZIEJ SENSU, NIŻ MATERII I SUMY ENERGII). Zarozumiałością straszną jest wyobrażać sobie, że można go zobaczyć w całej rozciągłości, z całą szerokością, wysokością, głębokością istoty i istnienia??!! Ale za to go (całe) życie przeżywamy." Czyż to nie jeden z najgorszych paradoksów ludzi wierzących i niewierzących?
A MIŁOŚĆ INTELEKTUALNA ŚWIATA, CZŁOWIEKA I BOGA JEST W GRANICACH NASZYCH OSOBOWYCH MOŻLIWOŚCI. Grzecznie współpracujące wiara i rozum tam prowadzą, bo są jak dwa skrzydła unoszące człowieka do kontemplacji prawdy. Kontemplacja pustki, z samej etymologii słowa, jest niemożliwa.
Prawda, która jest miłośniczką osobowej duszy, nie chce być niezauważona. Objawia się. Czasem powtarza, jak chłopu na miedzy: A,B,C itd. Wczoraj powróciła po cichutku, na palcach, w kręgu pięciolatków i weszła do komputera. Wcieliła się w śpiewającego i tańczącego pieśń chwały biskupa. I oto chodzi - napisałem. Wykorzystuję noblistkę i zapożyczam od niej słowa (lub formę) - czy to już wszystko? Tak wszytko. To już wszystko. Tylko tyle? Tak, tyle. Ale to nie jest kapitulacja, ani minimalizm. To Ogrom, który się daje w Prostocie (serca?). Czy to naprawdę wystarczy? Według mnie - tak. Ale się musisz dobrze wpatrzyć, by zobaczyć. A jeszcze bardziej – musisz przeżyć, by zrozumieć. Kiedy to przeżywasz, nie liczy się życie, ani śmierć. Przeżywa się Miłość-Która-Niczego-Nie-Zazdrości-I-Niczego-Więcej-Nie-Szuka... i tak recytowac można do końca, bez końca. Taka jest ta chwila!
Znamy naprawdę chyba tylko to, co przeżyliśmy. Nie należy tego stwierdzenia rozumieć w sposób zawężający (do własnych doznań zmysłowych). Przeżycie intelektualne jest również przeżyciem itd.itp. Tutaj akurat użyłem tego pojęcia w takim szerokim rozumieniu.
I tu, całkiem nieoczekiwanie wspomnę, bo wypłynęły z czeluści pamięci, dwa „obrazki z życia”, jeden sprzed lat 17-stu, drugi z ostatniego poniedziałku. Oba coś łączy. Oba są dla mnie niepojęte, ale dobrze charakteryzują tło naszego długiego tutaj życia.
1) Zaraz po wygranych przez Łapkę wyborach w 1994 roku, usłyszałem jak to jeden z ich rodziny sąsiadów, z którym w czasach przed-wójtowskich, w CZASACH SOLIDARNOŚCI, wiele godzin i dni na różnych robotach (żniwa, zbieranie kartofli, wywożenie gnoju, młocka, sianokosy) w polu spędziłem, w wielkiej zgodzie, przyjaźni, a właściwie braterstwie. Co ja mówię! Jeszcze były po drodze wesele i wspólnie przeżywane nawiedzanie obrazu Matki Bożej. A i to za mało, bo przecież nawet parę kieliszków (butelek?) wódki wypiliśmy i na podłodze na rękę – dla rozrywki po ciężkiej pracy – się mocowaliśmy. Otóż tenże brat-łata chodził po wsi i wyklinał przegranego wójta, odgrażając się, że mi nawet kamienie z drogi powybiera, co układaliśmy sami z babcią rodzoną matką i dziećmi, ale także dwie (trzy?) przyczepy ciągnikiem zwieźli mi wtedy chłopaki (tak się wtedy mówiło, albo spółdzielnia transportowo-drogowa, którą założyli za mojej życzliwej kadencji i do tej pory z niej żyją, ale już przekształcone w dobre firmy, powodzenia im życzyłem i życzę) z odzysku z kolei, znaczy PKP, z Tłuszcza. Chodził i psioczył, to znaczy powtarzał, co "spółdzielnia Łapkowa" nadała, że "były" jest złodziej i łobuz. I tak ta po-głoska trwa do dnia dzisiejszego wśród wielu mieszkańców. Jest nie-prawdą obowiązującą. Taka mentalność (wypaczona).
Wdzięczność i mentalność miejscowa przemówiła wtedy gromkim głosem. Żeby zbyt prosto nie szło nikomu z daleka nas zrozumieć (też tak się mówi w gwarze miejscowej, może na Mazowszu?), szła w parze narracja uzupełniająca (na trzeźwo i z Wielką Kulturą, bo najlepiej - wiedzą to manipulatorzy społeczni - raz kijem, raz marchewką, raz ze łzami w oczach, innym razem pogardliwie), że „Kazio nie chciał mi robić krzywdy, ale musiał przeciwko mnie się zorganizować i wystąpić, bo ja bym go zniszczył z pomocą byłego naczelnika Subzdy (którego potem zatrudniał długo i szczęśliwie)”.
Smaczek w tym jest większy, bardziej katolicki (tradycyjnej polskiej religijności odprysk nie tak mały). Bo tak oto, to, co w prasie katolickiej było zapisane przez samego biskupa-ojca-ordynariusza współ-stworzyciela diecezji (KR) „jako godne zauważenia i podkreślenia pojednanie wójta I Kadencji Polski Samorządnej i ostatniego naczelnika PRL”, stało się perfidnym motywem tłumaczenia chłopu na niejednej między i w zagrodzie (wszystkich przez 16 lat), dobroci Kazika wobec mnie i historii. Wobec całej gminy. Bo przecież on by muchy nie skrzywdził „to byłoby niehumanitarne”. Cytuję historię. Jedną rozmowę po mszy biskupiej w poświęcanej szkole w Rozalinie (na co mnie budowniczego kochający wszystkich wójt Kazio nawet nie poprosił, ale uznałem, że jako katolik mogę uczestniczyć "pod chórem" na mszy wszędzie, gdzie jest odprawiana). Druga była w jego gabinecie, "po prośbie", by nam łaskawie (po pogańsku - po prawdzie - i po barbarzyńsku) telefonu nie odłączał. Żyliśmy wtedy (i teraz) w lesie, w tzw. zabudowie rozrzuconej (na co przyznany był właśnie telefon, rarytas w tamtych bezkomórkowych czasach), mieliśmy małe dzieci... Miłosierdzie wójta Łapki poznawaliśmy w ciężkiej biedzie. Jak i innych przyjaciół, bez udziału których nie mógł mnie/nas (całej rodziny i II RP) ot, tak sobie, wyrzucić z życia publicznego… na wieki. Choć czasem z daleka słali uśmiechy, a nawet kiełbasą poczęstowali. Za co i dzisiaj powiem(y) "Bóg zapłać", bo dobro trzeba nazwać dobrem, a zło -złem.
To nie są sprawy prywatne Kapaonów, jak powie wielu niezadowolonych z wszystkiego, co piszę. Kto tego nie rozumie - jedni bo młodzi, drudzy, bo nie chcą, odwracają głowę i sumienie od prawdy, od tego, jak wyglądała sprawa samorządnej podobno gminy przez ostatnie 16 lat, na naszym przykładzie (bo znam najlepiej, inni boją się nawet dzisiaj mówić o tamtym okresie) – ten nie wie kim jest, ni jaka jego przeszłość, ni przyszłość, ni tożsamość. Ni-ni-ni-jakość. Drugi krwiobieg sobie stworzyli, drugą moralność, drugą religię... Oj wielu jest takich i to jest prawdziwe nieszczęście - fałszywa tożsamość.
2) Nie jestem w stanie zrozumieć sytuacji (15-letniego ucznia-człowieka-mieszkańca gminy), który na wyciągniętą rękę do zgody starego nauczyciela-katechety, siwowłosego ojca dużej rodziny, samorządowca-byłego-wójta itd. olewa milczeniem. No nie, powiedział, jakby wyjaśniając swoją odmowę „ja pana nie dusiłem”. Do i tak złej sytuacji dołożył kolejne zło fałszu. Więc ja-dusiciel wciągnę jeszcze nie raz rękę na pojednanie i przeproszę, gdy trzeba. Gdzie jednak żyjemy, co się porobiło z nami - pozostanie pytaniem coraz większym, coraz to aktualniejszym, niestety. Przetrzyjmy oczy.
Trochę a propos jest ciekawa, ważna i bez ogródek, wymiana zdań na Fb o Kościele, Soborze, współczesnych herezjach – na które jest jakby przyzwolenie wielu - także w naszym kraju i w sektach.
PS.1
Literatura wyszła z pomocą "jednemu zagubionemu życiu" (patrz "Wierszyki"). I jak to ona - wszystko "czytatym i pisatym" opowie. Dbając o prawdę życia, wiary i rozumu, o miłość intelektualną - "nie stargam cię ja, nie! - ja uwypuklę" - powtarza przez wieki. Setki tysięcy było obrażonych, którym się nie podobał ich obraz na kartach i na stronach literatury. Nikomu się jednak nie udało z nich wyskoczyć. Być może, że nawet hobbici, chcieliby coś zmienić. Ale się już nie da. Raz tylko przychodzi się na ten świat. Raz jest się wpisanym do księgi życia, wiary i rozumu.
PS.2
Bardzo się cieszę z zakładki na stronie szkolnej www - "I Komunia 2012". Nie wiem, nikt nie wie, dokąd nas to wszystkich zaprowadzi. Wierzę, że do nieba. Ja tylko notuję :-)
PS.3
Cukier krzepi, miłość lepiej. Kiedy sił nie ma, tylko wielka motywacja może pomóc w działaniu. Czy może być większa niż miłość? Żeby rano iść do pracy. Żeby otworzyć drzwi i wejść do jednej, drugiej klasy? No i jeszcze jedno. Jak to dobrze, że czego człowiek nie dokona za życia, mogą jego kości w grobie. Tak jak każdego misjonarza Dobrej Nowiny. Byle mieć w niej udział. Przypominajcie mi o tym (całe ps.3)
poniedziałek, 19 marca 2012
Tryptyk na świętego Józefa
Noc - martwa. Jak zmora. Ranek kawą i zapisem trzech, czy czterech punktów na Fb zacząłem (*), w tle cały czas leci moja mantra, nie muszę powtarzać jej nikomu, tylko sobie wobec teraźniejszości i przyszłości. Piszę na blogu, albo na Facebooku - więc jestem jeszcze jako tako. Myślę i zapisuję, nazywając każdą chwilę bieżącą, więc czuję, że żyję. Ożywiam się na chwilę? - coś w tym jest, a nawet bardzo dużo. Może to jest tak, że ożywia nas codziennie pracodawca, wyborca lub czytelnik w Internecie? Na pewno najbardziej rodzina i Bóg. Jacy my smutni byśmy dzisiaj byli (tylko smutni?) - gdyby nie Olek, Marysia i Andrzej pod bokiem. Byśmy byli w rozpadającym się historycznym domu w błocie, zbankrutowani i przerażeni blankietami przelewów do Jaśka, Zosi, Łazarza, Heli - na których nie mamy co wpisać i przerażeni, że może ktoś nieoczekiwanie zechce przyjechać, bo dzisiaj jest nieszczęsny dzień świętego Józefa. Trzeba się jednak uśmiechać, tak się dzieje od setek lat wśród ludzi, czekoladę wziąć na krechę i co jeszcze... Udawać, że fajnie płynie czas, w kręgu przyjaciół i znajomych w serdecznej wspólnocie lokalnej (szkole, gminie, parafii)?
Owszem płynie. Samo życie i śmierć i Najwyższy nim kieruje. W sobotę był pogrzeb śp. Stanisława, męża koleżanki z pracy i ojca pięciu uczniów i uczennic naszych, było też w sobotę wieko-pomne Forum "Decydujmy Razem" o partycypacyjnym modelu demokracji, w niedzielę koleżance z pracy (i nam wszystkim z sobie przyjaznej wspólnoty) urodziło się dziecko, Krzyś, niezłe z pewnością dla nich i dla wszystkich zaskoczenie radosne, bo w zeszłym roku świętej pamięci rodziców pochowali, ojciec też był Stanisław, kawał dobrej roboty wykonał przy remoncie naszej starej chaty, przed laty, gdy mogliśmy jeszcze coś remontować. Samo Życie i Śmierć i Najwyższy jest z nami i ponad nami. Nie płaczcie więc nade mną i nad nami.
Marysia odnalazła mi gdzieś na półkach u nich w pokoju książeczki o Franciszku i Hiacyncie Martin. PT błogosławionych - jeśli pisać i mówić zawsze plena titulo. Prosiłem ją, bo chcę skorzystać z nich na katechezie. Przyniosła mi "po dłuższej chwili". - Toś się naszukała, skwitowałem. - Nie!- wiedziałam, gdzie były.- Myślałem... bo tak długo. - Przeglądałem je chwilę.
Nie życzcie mi zdrowia i szczęścia i ja im (dzieciom) tego nie życzę. Życzę, by były błogosławionymi przez ludzi i... Kościół? Bo Bóg zawsze ma ich i nas w swojej Miłości i nam błogosławi, więc nie muszę pisać "przed Bogiem". Bo to jakby masło maślane, że "kochani przez własnych rodziców" powtarzanie.
Część druga - „Stąpając po drodze”
Na odcinku pod lasem, po drugiej stronie mając pole, zobaczyłem spojrzeniem wewnętrznym blask prawdy. Istnienie co w nas i ponad nami. Bo iść ciężko”staremu” obok swojej „starej” ukochanej małżonki. Dzieci parę kroków wyrwały przed nami. Andrzej na czele, później zrozumiemy dlaczego, da nam zrozumienie, ono nie przychodzi tak, samo z siebie, bez osobowego autora. Co samo w sobie jest ciekawym spostrzeżeniem, czy sens może mieć bezosobowe genezę i istnienie? Sens musi być uosobiony?
Więc stąpając twardo i ciężko po drodze polnej zobaczyłem, że my się męczymy, próbując dojść do pracy w błocie teraźniejszości, ale przecież nic a nic to nie zmienia tego, co jest w nas i ponad nami. Tego, co nas niesie jak latawiec istnienia. Latawiec Istnienie? Tego, co po trochu tutaj (już) wcześniej zapisałem. Daję świadectwo, nie zawsze sam rozumiejąc, jak wielkie! Zapisuję małe kawałki puzzli, którymi zapisany jest SENS PRZEOGROMNY WYPISANY W NIESKOŃCZONEJ PRZESTRZENI WSZECHBYTU. Zarozumiałością straszną jest wyobrażać sobie, że można go zobaczyć w całej rozciągłości, z całą szerokością,wysokością, głębią istoty i istnienia??!!
Ale za to go (całe) życie przeżywamy. A nawet mamy wile podpowiedzi gdzie i jak go spotkać. Bo skoro Słowo_Logos mieszka między nami, to wystarczy widzieć, adorować, notować. "Zakonotuj to waszmość sobie!"
Nawet dzisiaj rano, przed pracą i przed kroczeniem drogą polną, siedząc w domu przed krzyżem w oknie, klawiaturą i Facebookiem, blogiem pod palcami - czułem, widziałem, pisałem. Adorowałem w mantrze swojej niebywałej?
Że sens, dobro, piękno i prawda nie pytając się nas o zdanie - SĄ. Jedyna prawie spółka akcyjna, która nigdy nie zbankrutuje. I tak zobaczyłem, że nasze czucie i wiara i rozum-ienie są lepszym i większym detektorem i weryfikatorem BYTU, niż Wielki Zderzacz Hadronów pod miastem Genewa wykuty w skale. Skałom trzeba stać i grozić, obłokom deszcze przewozić, błyskawicom grzmieć i ginąć, a nam płynąć, płynąć, płynąć w Oceanie Istnienie Wieczności (co znów wiele mówi, bo język na to jest, by nazywał, i odkrywał bez końca, to co istnieje, REALIZM).
Pod krzyżem, na ławeczce pod przystankową wiatą, Andrzej wyjawił źródło zgoryczenia - nie ma butów do szkoły, szedł i idzie w postrzępionych halówkach. Drugie, w lepszym stanie, zostały w samochodzie, co u mechanika wspaniałego stoi w Węgrowie, bo czasu i metody nie było odebrać wcześniej zreperowany. "Beczka" obchodzi prawie tę samą rocznicę co ja-katecheta.
Część trzecia - w szkole
Na którejś lekcji tak mi zajaśniało przed oczami, że oślepłem na chwilę. Jak Szaweł?
„Rysuję krzyż z kropelką krwi i z jedną wielką łzą” - śpiewam z biskupem Antonim i jego i moimi dziećmi. Tylko tyle? Tak tyle. Czy to już wszystko, o co chodzi w życiu? Tak. Czy to cały sens? Tak. To Cały SENS. (**)
A my z niego i z Niego, z życia i z religii porobiliśmy wielkie zakurzone księgi w watykańskiej bibliotece nieomylnej? (nie podważam dogmatu, co najwyżej nadmiar przepisów). A oto tylko tyle daje pełnię udziału w PEŁNI. Siedzę i notuję to siedząc na podłodze w kręgu z pięciolatkami. Nie naciągam. Ani ich, ani siebie, ani was. Śpiewam z jednym biskupem i z jednym Jezusem z Nazaretu.
A tak się modliliśmy na pierwszej lekcji w kl.2 - „Jak to dobrze, że jesteś Panie Jezu. Ty kochasz nas, a my kochamy Ciebie. Dzięki temu jesteśmy razem i możemy się modlić. Bo tylko dzięki temu jest możliwa modlitwa i ma sens. Że ty kochasz nas, a my kochamy Ciebie.”
Jak takie odkrycia, przeżycia wyłożyć równaniami matematycznymi i zapisać na kliszach światłoczułych jak pod miastem Genewą? Nie wiem. Może wcale nie trzeba. Może wystarczy ten blog i zapis naszych serc? Ich rytm! Jest także rytm wszystkiego, co jest. I może człowiek-OSOBA w OSOBOWYM ŚWIECIE WARTOŚCI, Z KTÓRYCH NAJWIĘKSZĄ JEST BÓG - ŹRÓDŁO CAŁEGO ISTNIENIA jest takim rytmem miłosnym Wszechświata?
(**) Tylko tyle? Tylko tyle, ale to nie jest kapitulacja, ale wyznanie prostoty Boga i wiary i życia człowieka wierzącego.
Temat na tablicy – Modlitwa jest spotkaniem dwóch miłości
Zda(e)rzenie wychowawcze (1x w klasie i 2x na korytarzu) potrząsnęło mną potężnie. Ale dziwnie szybko - jak to wyjaśniłem klasie – prezyszło uciszenie i spokój. Aż dziwne, jak znam typowy przebieg takich zdarzeń u siebie. Najpierw był śmiech z modlitwy (podczas), potem z pieśni o krzyżu. - Wyjdź! Z klasy - a on jeszcze coś arogancko burknął pod nosem w stylu ulicy... więc trochę mu pomogłem, przyspieszyłem wyjście na korytarz. I za nim wyszedłem - gorszym było późniejsze jego zachowanie (obronne?), okazywanie, co on o tym sądzi - niż pierwsze zachowanie. Powiedziałem mu prosto patrząc w oczy, jak się to nazywa. Ja pana nie szarpałem... on na to. Więc się i jemu tłumaczyłem, widząc jego wzburzenie, że skoro on 15-latek tak się denerwuje, to niech wie, że ja 59-latek jeszcze łatwiej, że tak to działa.
Klasie podałem definicję chamstwa poczwórnego, w duchu normalnego wychowania i przekazu kultury:
- wobec świętości (Boga) w modlitwie
- wobec nauczyciela
- wobec „siwej głowy”
- wobec solenizanta (w dniu świętego Józefa)
Człowiekiem się stajemy nie przez urodzenie, ale przez wychowanie i kulturę.
Po lekcji widząc go na korytarzu podszedłem pojednawczo i powiedziałem, że nie cieszę się z tego, że się zdenerwowałem, a on, że też nie, no to dłoń wyciągnąłem, jako coś zupełnie normalnego (jak cztery objawy chamstwa w zwyczajnym kręgu kultury niewygórowanej) - nie podał. CZY TO NIE STAJE SIĘ ZNAKIEM? Czego?Nie wiem i sam nie dam rady znaleźć odpowiedzi. Pomóżcie.
Bo on się gdzieś osuwa niżej, wymyślił wersję, że ja go dusiłem???!!! Dorobił diabelską legendę. Diabła zobaczyłem nie po raz pierwszy. Czy można im/jemu cokolwiek wytłumaczyć – Jezusa zdenerwowanego reakcja z świątyni, wypędzającego „biczem” i stoły przewracane, pieniądze i inne rzeczy porozrzucane po podłodze, ziemi??? Świętości musimy wszyscy bronić jak źrenicy oka. Nawet niewierzący. Po drugiej stronie jest co? Fałsz rosnący z minuty na minutę na pewno. Czy to nie jest jasny, prosty znak?
Klasa 5 – Temat po modlitwie, a właściwie notatka sama zapisała się na tablicy:
„Boże – pozwól się spytać, czy jesteś?
Zachęta z tamtej strony - pytaj!
I na pytanie moje odpowiedź – Jestem, bo inaczej czym byłaby modlitwa i czy byłaby w ogóle możliwa? Gdyby Mnie nie było, to byś się teraz nie modlił. Modlitwa to spotkanie dwóch Miłości.”
Myślę, że ciekawe dzisiaj było doświadczenie w klasie 1-szej. Będąc w pomieszczeni z dostępem do Internetu odwiedziliśmy Kamerun, misję i wpisałem komentarz. Jest tu. I jeszcze jedną wizytę odbyliśmy, u księdza Marka, rodem z Traw, specjalistę od dusz w rodzinie i rodzinnych spraw, więc ksiądz biskup uczynił go dusz-pasterzem rodzin w całej diecezji. Jeśli mamy/znamy problem w rodzinie, możemy zadzwonić i umówić się z nim na rozmowę. Komentarz też wpisałem/wpisaliśmy. Jest tutaj. I jeszcze przygoda i legenda ze świętym Józefem. Jest tutaj (i nasz klasowy wpis).
Po powrocie porozmawialiśmy trochę z Kazikiem, Krzysztofem-Romualdem, przy zielonej herbacie i z Mirkiem na Skypie. Dziękuję. Przeżyłem dzień cały. Dziękuję święty Józefie i Boże Przenajświętszy. Amen. A tak się bałem. Bez Was bym nie dał rady.
PS.
(*) 1) Cichym, wyważonym głosem rozmawiajmy o sobie (także o Wielkim Sporze o Strachówkę, RzN - gminę, szkołę, parafię)... 2) "Ale coście wyszli zobaczyć - trzcinę nadłamaną? Głos wołającego na pustyni?"... 3) "Na rożnie nocy - z deficytu, nie nadmiaru - dzień zobaczył zgliszcza i ruinę" 4) "Nie płaczcie nade mną, ale..."... - itd.itp. przez całe życie?
niedziela, 18 marca 2012
Nieobecni nie mają racji - esej nielokalny
Co się dzieje w głowie w trakcie pisania? Mam zawsze jakąś lub kilka myśli, niczym ośrodki krystalizacyjne, wokół których rozrastają się większe struktury, których nie jestem w stanie przewidzieć, które są dawane (rodzą się) w trakcie pisania. Są jak "prasakrament — są widzialnym/poznawalnym/dostępnym znakiem odwiecznej Prawdy i Miłości". Dlatego utrata w komputerze zapisanych fragmentów jest tak straszna - jak mała aborcja (poronienie?).
Muszę się za każdym (takim) razem odnowić, odrodzić, by móc cokolwiek jeszcze powiedzieć (napisać). Bo choć parę myśli początkowych – nawet po katastrofie aborcji - wydaje się pozostało, to już nic nie jest takie samo. Nie wróci. A było żywe i takie piękne! Skąd pochodziło? Pisanie, malowanie, komponowane, rzeźbienie itd. jest hermeneutyczne. Odsłania jakieś lądy, przylądki, wyspy, kontynenty ze świata, który był, jest i będzie, ale tylko raz się może odsłonić przed nami-śmiertelnikami. I choć mapy zostaną, także mapy myśli, to nic już takie samo nie będzie. I każdy z nas, ludzi, jest inny.
Usiadłem z rana i chciałem zapisać – i sporo przed katastrofą zrobiłem - ląd i kontynent, który się odsłonił przed nami-uczestnikami Wielkiego Spotkania z Przedstawicielem Prezydenta RP, Ministrem Olgierdem Dziekońskim. Przedmiotem spotkania były Dwie Rzeczypospolite - Polska i Norwidowska. Sprawy państwowe i gminne, samorządowe. Przez ponad trzy godziny mogliśmy opowiedzieć siebie, historię i idee naszego życia osobowo-wspólnotowego, odkąd pamiętamy, i pytać o wszystko mądrego Ministra-Sługę Wspólnej Sprawy. To Znaczy Rzeczypospolita! Mamy w niej udziały (partycje) - PARTYCYPUJEMY. I właśnie (tylko) z tym ministrem tak można przeżyć sprawę polską i gminną. Było nam dane zobaczyć "kuchnię" Rzeczypospolitej. Kuchnię Boga samego? Jestem przekonany, że tak. Pewnie nie raz jeszcze do tego wieko-pomnego wydarzenia będę wracał. Nieobecni nie mają racji.
Wszyscy byli zaproszeni - przyszli, którzy chcieli. Takiego spotkania nie pamiętam od dawna i nie wiem, kiedy może się zdarzyć następne - o takim ładunku i głębi!
Dlaczego w swoich refleksjach nie opisuję tylko, kto przyszedł i kiedy wyszedł? Bo taką mam samoświadomość. Uczestniczę w życiu i jego wydarzeniach (spotkaniach) CAŁYM SOBĄ. Staram się zobaczyć, przeżyć i zrozumieć to, co najważniejsze, co istotowe i konstytutywne.
JEST MOŻLIWA MIŁOŚĆ INTELEKTUALNA ŚWIATA, CZŁOWIEKA I BOGA!! -
Miał odwagę (intelektualną) o tym powiedzieć w marcu 2003 roku zanikający cieleśnie Jan Paweł II. Nieobecni tego nie wiedzą nawet o Nim. Ich oczy są zamknięte. I nie tylko. Patrzą, ale nie widzą, słuchają, ale nie słyszą, ani nie rozumieją. Bo ich serca są zamknięte. I nie używają rozumu, by pogłębić wiarę. I wiary, by ożywić rozum.
Nieobecni wiarą, sercem i rozumem racji mieć nie mogą – z samej definicji rozumności człowieka wierzącego i homo sapiens, albo odwrotnie. Nikogo nie chcę obrazić, ani siać nienawiści??!! - to całkowite przeciwieństwo myśli papieskiej. Bożej?
Takie wydarzenia, jak w sobotę 17 marca 2012, odgrywają rolę gminno- i państwowo-twórczą. Definiują. Gmina może zobaczyć siebie w perspektywie Całości Państwa, państwo przeprowadza kolejne konsultacje społeczne.
Gmina jest miniaturką państwa. Może być dumna i silna tylko swoją kulturą i demokracją. Kultura? Demokracja? Państwo i gmina? - wielkie idee. Nieobecni w debacie o nich - nie mają racji. Ci, którzy chcą złamać i tę zasadę, są burzycielami ładu publicznego i moralności politycznej. Czy ktoś będzie miał odwagę powiedzieć im to w oczy? Na publicznych zebraniach? - rad gminy, rady pedagogicznej, we wspólnocie parafii, wiary i życia?
Na Wielkim Spotkaniu byli Wójt Gminy Piotr Orzechowski i Przewodnicząca Rady Gminy Barbara Rosa. Uczestniczyli, partycypowali. Najbliższe decyzje i sesje Rady Gminy pokażą.
Mogłem na Wielkim Spotkaniu nazwać swoje wielkie chwile we wspólnym życiu mojej gminy Strachówka, także wypomnieć, że moje trzy apele, aby uhonorować własne dzieje – dzieje własnej gminy, która ich wychowała, wybrała i im płaci, władze samorządowe nowej kadencji do tej pory pomijają absolutnym milczeniem!!! To dziwna (straszna) zmowa milczenia. Więc ja nie będę milczał. Będę pytał w jakiej gminie i w jakim państwie żyjemy? Siedzieliśmy obok siebie, rozmawialiśmy jak wolni ludzie, obywatele dwóch Rzeczpospolitych, z Ministrem, któremu należy się honorowe obywatelstwo... tej Norwidowskiej. Czy miłe wrażenie pozostanie tylko miłym wrażeniem, a najbliższe sesje rad, posiedzeń, podejmowane decyzje, słowa wypowiadane zaprzeczą wszystkiemu?
Kiedy nieobecni (i ci co przegrali wybory) mają takie wielkie oddziaływanie na realne życie wspólnoty, to trzeba wołać i zaprosić specjalistów od psychologii społecznej (psycho-patologii) i od manipulacji. Nikt normalny, żaden mieszkaniec nie chce żyć w czymś takim. To demoralizuje do szpiku kości, wypacza kolejne pokolenie Polaków mieszkających w pięknej, dumnej gminie „potomków” Sobieskich, Norwidów, Lelewelów, Piotrowskich, Jackowskich i Królów. Rosną Dęby Pamięci. Nieobecni nie mają racji.
Nowy stary porządek wybije się znów na niepodległość u nas? To pewne, pytanie tylko, kiedy. Kto zrozumie, kto dołączy do kombatantów. A może ktoś z sekt się nawróci? Nikt nie jest wyklęty i potępiony, dopóki sam się nie wykluczy, nie wyklnie, nie potępi.
Wielkie mądrości usłyszeliśmy i zobaczyliśmy na własne oczy w Zespole Szkół im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej w spotkaniu historycznym, z historycznym Ministrem. Minister - znaczy sługa.
Część góry lodowej historii znaliśmy – poznaliśmy Ministra na plebanii Proboszcza-Odnowiciela parafii Przemienienie Pańskiego na ulicy Armii Krajowej w Sulejówku Wielkiego Marszałka-Odnowiciela Polski po latach niewoli.
Minister Olgierd Dziekoński dopowiedział więcej osobiście – był wiceprezydentem Warszawy dwa razy, służył w dwóch rządach, wykładał na Harvardzie, zna kilka języków, był konsultorem zagranicznych organizacji i rządów. W Syrii, w Damaszku mieszkał dwa lata obok domu Ananiasza, więc czytał do podszewki Dzieje Apostolskie i niesamowitą historię nawrócenia Szawła (zna możliwości przemiany człowieka i ustrojów).
A wczoraj się dowiedzieliśmy, że przodek Józef Bohdan Dziekoński był w kręgu dobrych znajomych Cypriana Norwida i utrzymywał z nim korespondencję. Jest wspomniany i cytowany w „Kalendarzu życia i twórczości” wielkiego poety. Ile trzeba mieć w sobie postawy służby i pokory, by spędzić ponad trzy godziny słuchając, rozmawiając, odpowiadając na każde pytanie i tłumacząc w małej gminie sprawy funkcjonowania demokratycznego państwa i samorządowej wspólnoty!! **** Cudowny człowiek. **** Podpowiedział nam także, tak ważne dla wszystkich, w Polsce i na świecie, sprawy - jak struktura spotkania (jawność założeń, celów, które chce się osiągnąć itd.) Trafił w sedno naszych potrzeb i mojego marzenia o partii dziękczynienia, którego celem samym w sobie byłoby spotkanie (jako sztuka prawie).
Kiedy uświadomiłem sobie, jakim darem zostaliśmy obdarowani wraz z przyjazdem Ministra, to mi szczęka opadła, ale powiedziałem głośno:
"Panie Ministrze, proszę przekazać Panu Prezydentowi Polski pozdrowienia od nas, z małej gminy, ale wielkiej Rzeczpospolitej Norwidowskiej i nią Go zainteresować".
I proszę pozdrowić swojego proboszcza w marszałkowskim Sulejówku, Antoniego Czajkowskiego.
Powiedziałem to. Czujecie, jaka głębia się kryje w tym geście i słowach!!! We wszystkich nas - mieszkańcach i "obywatelach" RzN.
Nieobecni nie mają racji. Sami się wykluczają. Ale ktoś musi im to publicznie powiedzieć, żeby wreszcie zrozumieli. Żeby nami zza pleców innych nie rządzili. Żeby nie niszczyli.
Sekta zawsze chce rządzić naszym wspólnym życiem. Taka jest jej/ich natura. A sami siebie nie znają, co gorsza, wydaje się, że im nawet na tym nie zależy. Unikają publicznej rozmowy, chcąc wszystko załatwiać za kulisami. Są wyznawcami (świadomymi? nieświadomymi?) innego państwa i innej gminy. Ani demokratycznej, ani samorządowej (nie tylko na mocy samych wyników wyborów). Demokracja i samorządność wymaga czegoś więcej. Dużo więcej. PEŁNEJ OBECNOŚCI OSOBOWEJ i rozmowy, debaty publicznej o najważniejszych wartościach życia wspólnego. Partycypacji we wspólnych wartościach – to jest także istota wspólnoty. Najważniejszy jest Dawca i wartości, które pochodzą od Niego, a my przez wiarę i rozum możemy w nich partycypować. I nie chodzi tutaj o religijną wizję i porządek. Wartości są ponad, bronią się i przed religiami. Nawet religie ich nie zawłaszczą. To jest system dla wszystkich, choć religia może pomóc, ma pełnić rolę służebną wobec człowieka i historii("człowiek jest drogą Kościoła"). To wszystko jest, jak chłopu cepem, wyłożone prosto w encyklikach społecznych Jana Pawła II. WIARA I ROZUM albo HEREZJE I SEKTY rządzą w naszym życiu osobowym i wspólnotowym.
Nieobecni nie mają racji. Dlatego były wójt Łapka czuwał przez 16 lat bym był nieobecny w życiu publicznym gminy. Ładnie ten wątek wypłynął w mini-auto-prezentacji Ministra, który gdy wszedł do samorządowej rzeki w 1990, to z niej nie wyszedł. Nie z własnych ambicji (jako artysta, naukowiec), ale dlatego że był potrzebny transformacji ustrojowej Polski i przyjął rolę i współodpowiedzialność. Potrzebna jest jego wiedza i jego osoba.
W Strachówce Łapka i jego rodzinno-karierowe układy czuwali, by tak nie było wśród nas. By transformacja się zastopowała i niedokonała do końca. Owoce obserwujemy gołymi oczami. Jego obecność, a może bardziej ciężar jego nie-obecności i spojrzenia na świat i gminę ciąży jak przekleństwo nad nami. Ale to jest temat tabu. Nikt, literalnie nikt nie chce się zmierzyć z tym wymiarem naszego wspólnego życia. Nieobecni nie mają racji. Także tematy? To są heretyczne zaklęcia. Prawda jest inna. Że Jest Prawda. I ona zwycięży, napisał Władysław Broniewski, a Jezus mówi prościej – Prawda was wyzwoli. Co łatwiej powiedzieć? Nieobecni na pewno nie mają racji.
Swoje pięć minut miałem wczoraj (w gminie) i ja. Przez piętnaście minut wyjaśniałem historię nazwy i zakres pojęciowy „Rzeczpospolita Norwidowska”. Miałem i mam go w punktach i podpunktach zawsze przed oczami. Na kartce (musiałem mieć zapisane, by rozum, pamięć i emocje mnie nie zawiodły w obliczu Ministra, Wójta, Przewodniczącej Rady i wszystkich zgromadzonych, pod przewodnictwem animatora gminnego „Decydujmy Razem” i AS-a subregionalnego:
w osobie przedstawiciela kancelarii Jej Prezydenta
- stanie się jasne z tej krótkiej historii RzN)
1) Krótka historia działań (Nowak, ulica Lenina) i nazwy Rzeczpospolita Norwidowska
2) Długa sprawa odnajdywania tożsamości
- Opatrzność – Jan III Sobieski,
- 3 Maja,
- Bolesław Prus,
- Katyń (Muzeum Techniki, służby radiotechniczne WP),
- Solidarność (iusiurandum Patri datur...),
- I Kadencja (przejęcie oświaty),
- ciężka próba przetrwania 1994-2010 (próba likwidacji szkoły, blokowanie konkursu, praw obywatelskich, list do Prezydenta, Premiera, Sejmu i Senatu i...)
- ksiądz proboszcz Antoni, Sokrates-Comenius,
- Szkoła Marzeń, OK,
- dzisiejszość (Nazwa Szkoły, hymn, sztandar, konkursy powiatowe...)
- listy z Ameryką
- i niesława „siewców nienawiści” (część mieszkańców nie może nam wybaczyć sukcesu... gminy i szkoły)
Strachówka, Decydujmy Razem, Szkoła RzN, 17.marca.2012”
Wójt i Przewodnicząca Rady mają wszystkie niezbędne instrumenty, by uczłowieczyć życie w naszej gminie. Po to ich wybrali wyborcy. Nie chcą jednak zmierzyć się z problem pamięci, historii i tożsamości gminy, która daje im zadania, ale i uposażenie – widocznie im to służy. Ale nie gminie. Bo dalej nie do końca wiadomo, kto jest kim? Co i kto jest większością, kto mniejszością? Czy moje myślenie jest myśleniem mniejszości (bo nie większości, choć Mazowiecka Wspólnota Samorządowa wygrała oficjalnie wybory na Wójta)? Jeśli tak, to usłyszeliśmy od Ministra Rzeczypospolitej, za senatorem Kongresu USA, „że demokracja to takie rządy większości, w których zapewniona jest skuteczna współpraca z mniejszością”.
A biedny Jan Paweł II w watykańskim sarkofagu pewnie się przewraca, bo mówił, pisał, na różne sposoby i dzisiaj powtarza i powtarza, ale mało kto chce słuchać, że „także w krajach, gdzie obowiązują demokratyczne formy rządów, prawa te nie zawsze w pełni są respektowane. Odnosi się to nie tylko do gorszącej sprawy sztucznych poronień, ale również do różnych aspektów kryzysu systemów demokratycznych, które niekiedy, jak się wydaje, zatraciły zdolność podejmowana decyzji zgodnych z dobrem wspólnym. Niekiedy postulaty społeczeństwa rozpatruje się nie przy użyciu kryteriów sprawiedliwości i moralności, ale raczej biorąc pod uwagę siłę wyborczą lub finansową stojących za nimi grup. Tego rodzaju odstępstwa od zasad moralności politycznej prowadzą z czasem do zniechęcenia i apatii, a w konsekwencji do zaniku zaangażowania politycznego i ducha obywatelskiego ludności, która czuje się poszkodowana i zawiedziona. Wynika stąd coraz większa niezdolność do włączania korzyści partykularnych w konsekwentny obraz dobra wspólnego, które nie jest zwykłą sumą korzyści partykularnych, ale wymaga ich oceny i pogodzenia w oparciu o sprawiedliwą hierarchię wartości i w ostatecznym rozrachunku, o właściwe zrozumienie godności i praw osoby”.
Rzeczpospolita Norwidowska - i my wraz z nią - wzmocniliśmy sobotnim "Forum Decydujmy Razem" z Ministrem Kancelarii Prezydenta RP poczucie obywatelstwa w gminie i w kraju. Nieobecni nie mają racji. Nieobecni (herezja i sekta) zdezerterowali z historii (najnowszej) gminy? Chcieliby rządzić innymi, ale nie mają odwagi spojrzeć im w oczy i w rozmowie twarzą w twarz współpracować dla dobra wspólnego. Bez tego są uzurpatorami.
Wszyscy się boją o tym mówić! Bo albo są lokalnymi politykami i mają własne plany (boją się utracić wyborców), albo boją się o miejsce pacy (złe to świadectwo o lokalnej demokracji), albo opinii sąsiadów. Ja się nie boję, nie mam żadnych interesów, ani kariery przed oczami. Szukam prawdy, służę prawdzie. Całe życie. Nie eliminuję swoich przeciwników i oponentów. Oddaję sprawiedliwość Radnemu Nowakowi w działaniach na rzecz przywrócenia Strachówce Norwida, z Mirkiem Subzdą (którego jako Solidarność przeforsowaliśmy na Naczelnika Gminy w 1981, przed siłą jedynej Partii i Wojewodą PRL) się pojednałem i umiałem współpracować. Starałem się i staram szanować każdego, mówić cała prawdę i szukać dialogu. Potem nastała noc i cofanie w myśleniu samorządowym, godnościowym, wolnościowym. Część trwa do dzisiaj? Boją się światła prawdy.
Ci, którzy milczą i nie chcą zająć jasnego stanowiska w publicznej debacie o stanie wspólnoty lokalnej, przedłużają agonię starego systemu. Nie mogą jednak zrzucić z siebie współodpowiedzialności za kształt życia wspólnego i za ofiary długotrwałego konfliktu, choćby wynajdując sobie kozła ofiarnego, zwąc go „siewcą nienawiści”.
„Autentyczna demokracja możliwa jest tylko w Państwie prawnym i w oparciu o poprawną koncepcję osoby ludzkiej. Wymaga ona spełnienia koniecznych warunków, jakich wymaga promocja zarówno poszczególnych osób, przez wychowanie i formację w duchu prawdziwych ideałów, jak i "podmiotowości" społeczeństwa, przez tworzenie struktur uczestnictwa oraz współodpowiedzialności. Dziś zwykło się twierdzić, że filozofią i postawą odpowiadającą demokratycznym formom polityki są agnostycyzm i sceptyczny relatywizm, ci zaś, którzy żywią przekonanie, że znają prawdę, i zdecydowanie za nią idą, nie są, z demokratycznego punktu widzenia, godni zaufania, nie godzą się bowiem z tym, że o prawdzie decyduje większość, czy też, że prawda się zmienia w zależności od zmiennej równowagi politycznej. W związku z tym należy zauważyć, że w sytuacji, w której nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm” (jw).
W sobotę powiedziałem wszystko, co chciałem. Każdy mógł powiedzieć, wszystko – co chciał. DEMOKRACJA PARTYCYPACYJNA NAM ŚWIECIŁA. Dzisiaj napisałem, co chciałem, na co pozwoliła wolność osobowa i miłość intelektualna, choć nawet cyfrowa technika chciała przeszkodzić. To jeszcze muszę bez ogródek powiedzieć i to :
- szkoła RzN jest Szkołą Demokracji (partycypacyjnej). Jeśli ktoś mówi, ze chce innych uczyć demokracji, ale nie uczestniczy w takich spotkaniach, nie odpowiada na kierowane do siebie apele o uczczenie historii i prawdziwej wiedzy o własnym społeczeństwie, nie chce zaprosić na otwartą rozmowę do swojego stowarzyszenia, ani jako samorządowiec zorganizować debaty publicznej nt. tożsamości i konfliktów lokalnych, głosuje przeciwko własnej szkole (kolegom i koleżankom) i dyrektorce, zgłasza pomysły dotyczące szkoły bez konsultacji ze wspólnotą szkolną – to niech lepiej siedzi cicho i się nie pokazuje nam-wspólnocie na oczy, od tej ciemnej, gorszej - nie przeczę przecież zaletom i lepszym - stronom swojej natury.
PS.
W dniu swoich imienin proszę o modlitwę, jak papież B16 w Rzymie. A zamiast życzeń - o debatę o wartościach w naszym życiu (publicznym).
sobota, 17 marca 2012
Pamięć i partycypacja
Dzisiaj oczywiście potrzebuję Słowa mądrości i uspokojenia przed Konferencją Partycypacji. Forum się nazywa w ramach "Decydujmy Razem". To nasze "razem" i "partycypowanie" przyprawia mnie o drżenie i wykańcza. Więc od wieczoru jestem roztrzęsiony. Czekam na spotkanie, na TEN DZIEŃ, na TEGO MINISTRA RP od partycypacji w Kancelarii Prezydenta. Nie obcego, nie jak na urzędnika, ale jak na brata w wierze, którego poznaliśmy w Marszałkowskim Sulejówku na uroczystości w dniu świętego Antoniego, proboszcza-odnowiciela.
W tym partycypujemy!! W życiu, w historii!! Dąb Pamięci (Katyńskiej) jest Wielkim Znakiem. Spróbuję z jego pomocą opowiedzieć Historię Rzeczpospolitej Norwidowskiej w kilka minut, w niewielu punktach.
A co mi dało Słowo Boże? Posłuchajcie, czytajcie razem ze mną:
- "Chodźcie, powróćmy do Pana! On nas zranił i On też uleczy... Dołóżmy starań, aby poznać Pana; Jego przyjście jest pewne jak świt poranka, jak wczesny deszcz przychodzi On do nas, i jak deszcz późny, co nasyca ziemię... Dlatego ciosałem ich przez proroków, słowami ust mych zabijałem, a Prawo moje zabłysło jak światło. Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń... Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego... Boże, moją ofiara jest duch skruszony, i pokornym i skruszonym sercem Ty, Boże, nie gardzisz.
Jezus powiedział do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: Dwóch ludzi przyszło do świątyni jeden faryzeusz a drugi celnik... dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik... Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika... Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony."
Dębie Pamięci, Dębie Katyński, Dęby z Mamre, Dęby z Annopola stójcie na straży naszej pamięci, uczcie nas pokory.
Często zaglądam na www.zsstrachowka.pl. Dopiero dzisiaj jednak uświadomiłem sobie jakim zwycięstwem prawdy jest ta strona. I to nie dzięki założeniom, które dały jej początek, ani intencjom administratorów. Nic z tego. Jest zwycięstwem prawdy, tylko przez sam fakt istnienia. Przez to, że jest. Może napiszę wielkimi literami, ŻE JEST.
Dopiero teraz warto się zastanowić nas założeniami i intencjami administratorów. Są oczywiste i bardzo proste. Wszystko, co ważne i istotne (prawem i kulturą dozwolone), trzeba pokazać, niczego nie zakrywając z tego, co widzimy, słyszymy, o czym jest życie szkoły. Co tak lub inaczej przeżywam/my.
TO JEST ZWYCIĘSTWO KULTURY, OSOBY I OSOBOWEGO ŚWIATA. OSOBY OTWARTEJ, SZUKAJĄCEJ PRAWDY I ZROZUMIENIA SIEBIE SAMEGO I ŚWIATA, W KTÓRYM ŻYJEMY.
Takie proste, ale nie oczywiste, w wielu częściach świata, a także Polski. Mentalność anty-koncepcyjna zawładnęła dzisiaj ogromną częścią społeczeństw. Koncepcja otwarta na życie i za nie odpowiedzialność i w związku z tym nie mająca niczego do ukrycia, jest dzisiaj w mniejszości. Większość ma coś do ukrycia, protestuje burzliwie przeciwko jawności, szczerości w życiu publicznym, a nawet wprost przejrzystości. Skutkiem takiej mentalności jest brak dialogu. Nawet w kościele powszechnym (czy Jezusowym wtedy?). Nie można Jezusa ukryć w sakramentach (administrowanych w parafiach), a zasłonić Go w dialogu powszechnym, który powinien być oczkiem w głowie duszpasterzy i sercem wspólnot lokalnych (także szkoły i gminy).
********** Niczego więcej dzisiaj nie napiszę. To, co napisałem prze wyjazdem z domu ma wielką wymowę. Wróciłem zachwycony ze spotkania z Ministrem Olgierdem Dziekońskim. Co za CZŁOWIEK! Wspaniale reprezentuje i uosabia godność RZECZPOSPOLITEJ w KANCELARII PREZYDENTA
PS. Grażyna napisała o spotkaniu na swoim blogu, ja dałem zdjęcia i filmik na Facebooku. Spotkanie będzie żyło w nas i owocowała, jak długo żyjemy i działamy w społeczności lokalnej i większej.
piątek, 16 marca 2012
Fenomeno-Logia ducha i ciała
gdy przed jej łożem stałem zamyślony,
łzę mając wielką w oku, co szukało,
czy to, co gaśnie, jest duch albo ciało?”
(CKN, Na zgon poezji)
Uduchowionym ciałem i ucieleśnionym duchem jest człowiek. Nie powiedział tego Georg Wilhelm Friedrich Hegel (1770 – 1831). Napisał to Karol Wojtyła (1910 - 2005), jako papież Jan Paweł II - niech imię jego zawsze będzie wychwalone, przynajmniej w rodzie Polaków, których rozsławił i którymi zaciekawił cały myślący świat. I mamy odtąd udział w jego duchu. Proletariusze wszystkich krajów nie mogą się połączyć, to utopia, ale duch? - TAK.
Kiedy patrzę na życie swoje, to dochodzę do wniosku, że zaszła w nim, w którymś momencie zmiana. Do jakiegoś punktu była to historia bardziej ciała, a potem już nie. Potem jest to głównie historia ducha. Biologizm? Oczywiście. Fenomeno-Logia ducha? Oczywiście. To jest prawdziwy fenomen. CZŁOWIEK JET FENOMENEM.
Ewolucja jest fajnym odkryciem, tyleż co zakryciem. Darwin dostrzegł piękne zależności, wyciągnął piękne wnioski logiczne, ale czy on, albo my po nim, nie straciliśmy na dłuższą chwilę TWARDEJ ŚWIADOMOŚCI-POCZUCIA, O NIEPOWTARZALNOŚCI-SPECYFICZNOŚCI CZŁOWIEKA-OSOBY? W czymś należymy do czegoś i w czymś przerastamy. Jesteśmy punktem nieciągłości.
Tak niewiele zabrakło w pierwszym wydaniu odkryć z Galapagos. Może jednej strony, może zdania. Może nie zabrakło, tylko... ? I dziś byśmy byli dalej, wyżej, głębiej - w sobie i historii. Jako ludzie. Albo żeśmy je pominęli, przez nie przeskoczyli?
I dlatego przeceniamy wagę, centymetry, zakupy, budowy, dyplomy i wszechobecny stan posiadania i konta. A naprawdę liczy się tak niewiele - Fenomeno-Logia ducha. A właściwie Fenomeno-Logia ducha i ciała. Ale pochachmęciłem?
Chyba nie. Wydobywam ciekawsze i smakowitsze w tej chwili zdania z "naszego ukochanego".
1) Ciało uduchowione i duch ucieleśniony
2) fenomenologia jest....
Czasem przeakcentowanie (jakiejś składowej) niszczy utwór muzyczny lub jego wykonanie.
Darwin stał się jakimś drugim Shakespearem - Much ado about nothing, Być albo nie być - oto pytania, których nie postawiono. Przeakcentowano. Takie było parcie chwili, marketing przed-polityczny? "Każdy gatunek został stworzony osobno. Według mnie, bardziej zgodne z tym, co wiemy o prawach jakimi Stwórca rządzi światem jest, aby powstawanie i wymieranie byłych i obecnych mieszkańców Ziemi odbywało się za pośrednictwem wtórnych przyczyn, tak jak ma to miejsce w przypadku narodzin i śmierci poszczególnych osobników" - to też jest Karol Darwin. W drugim wydaniu sławnej książki (7.1.1860 - C.Norwid przeżywał bardzo publikację i jej tezy i implikacje) w ostatnim zdaniu dodano słowa "przez Stwórcę" ("by the Creator") - "There is grandeur in this view of life, with its several powers, having been originally breathed by the Creator into a few forms or into one; and that, whilst this planet has gone circling on according to the fixed law of gravity, from so simple a beginning endless forms most beautiful and most wonderful have been, and are being evolved."
Dzisiaj to tylko historyczne ciekawostki, ciekawsze jest spojrzenie na twórczość bieżącą rasy ludzkiej. Ja zatrzymałem się na dłużej nad dwoma zdaniami Karola Jana Pawła Wojtyły.
Zdania, które na razie są jeszcze mało osłuchane,znane, cytowane. Mogę być liderem w ich cytowaniu i cytowani, cytowaniu. Ależ mnie (nas?) gratka spotkała na późne (stare) lata, wiecznie młodej i starej cywilizacji.
I
- "Fenomenologia jest przede wszystkim stylem myślenia oraz sposobem intelektualnego podejścia do rzeczywistości, który pragnie uchwycić jej cechy istotowe i konstytutywne, unikając uprzedzeń i schematów. Chciałbym powiedzieć, że jest to niejako postawa miłości intelektualnej do człowieka i świata, a dla wierzącego, także do Boga — początku i celu wszystkich rzeczy. Aby przezwyciężyć kryzys sensu, którym naznaczona jest część myśli nowożytnej, jak pisałem w Encyklice Fides et ratio, konieczne jest otwarcie się na metafizykę. Właśnie fenomenologia może w znaczący sposób przyczynić się do takiego otwarcia."
Papież dziękuje Bogu, że również jemu "dał możliwość uczestnictwa w tym fascynującym przedsięwzięciu, począwszy od lat studiów i pracy dydaktycznej, a także później, na kolejnych etapach życia i posługi duszpasterskiej." (22.3.2003)
II
- "Jan Paweł II wprowadził piękną definicję człowieka w kontekście jego seksualności — człowiek to duch ucieleśniony albo, jak kto woli, ciało uduchowione." - mówi ojciec Ksawery Knotz w rozmowie z Renata Arendt-Dziurdzikowską i Szymonem Grzelakiem (Homo Hominis), z którym mieliśmy w szkole RzN warsztaty o człowieku.
"Jan Paweł II w swojej rewolucyjnej teologii ciała" - dodaje inna pani doktor, z wydziału, na który złożył papiery Łazarz, nim Opatrzność skierowała go do Poznania.
"Człowiek żyje nauką! Nauką, czyli poszukiwaniem prawdy o sobie samym, o świecie otaczającym, o wszechświecie, wreszcie o Bogu. Człowiek jest nie tylkο twórcą kultury, ale żyje kulturą i żyje poprzez kulturę. To samo należy powiedzieć o narodzie. Także naród żyje kultura i żyje poprzez swoją kulturę. Jest ona fundamentem jego duchowej tożsamości i jego duchowej suwerenności."(JPII, do rektorów polskich uczelni, 1996)
TO SAMO NALEŻY POWIEDZIEĆ O GMINIE. I mówię to i mówię. I nic? Ależ skąd, otrzymałem w odpowiedzi i podziękowaniu, że jestem "siewcą nienawiści". Trafimy do księgi Rekordów Guinnessa w kategorii samorządowych absurdów :)
Instytut JPII w Rzeszowie (we współpracy z UKSW) mówi to samo, co Obywatelski Uniwersytet LGD Ziemi Wołomińskiej z Jego Magnificencją Andrzejem Madej OMI - "Rozwój intelektualny jest niezbędnym czynnikiem rozwoju regionu". Rola uniwersytetów jest i będzie zawsze ogromna.
Powoli, powoli, albo bardzo szybko odnajdujemy naszą uniwersytecka rolę w społeczności lokalnej dzięki stronom www szkoły w Internecie. Nowy dynamizm przyszedł wraz z Sebastianem, który łączy dwie niezbędne dzisiaj sprawności językowo-komputerową. Żadna z nich oddzielnie nie ma odpowiedniej siły. Więc w polskich (nie tylko) warunkach termin i skrót ICT jest powodem grubych nieporozumień. Zbyt szybko i zbyt łatwo przepisujemy wzory i schematy zachodnie. Moim zdaniem, u nas powinno się wstawić dodatkowe litery i w ogóle zmodyfikować nasze rozumienie siebie i naszego miejsca w dzisiejszym świecie. ICT@TEOL - byłoby bardziej adekwatne. Nie wolno rozdzielać. Ale to tylko moja amatorska propozycja. By szybciej zaowocował wśród nas XXI wiek.
W każdym razie, bardzo się cieszę i bardzo dziękuję, że jest nowa zakładka na stronie szkoły, o I Komunii 2012. Potrzebujemy każdej formy dialogu ze współczesnością, ze sobą, z samorządem (rozumieniem samorządności partycypacyjnej, co brzmi jak masło maślane, ale w naszych okolicznościach wcale nie), z systemem oświaty i ze starym jak świat, kościołem świata duchowego.
Wczoraj odkryłem, co wcale nie jest zakryte, dwie wielkie dla mnie sprawy. Może jeszcze dla kogoś? Wziąłem do ręki, ze względu na Wielki Konkurs (za tydzień) i Wielkie Spotkanie (jutro) "Kalendarz życia i twórczości Cypriana Norwida". Coś musiałem sprawdzić dla Marysi, a może także dla pojęcia tożsamości gminnej.
1) 27 września 1838, w czwartek o godzinie 13.00 w Niegowie odbył się ślub Pauliny Norwidówny z Janem Suskim. I cóż z tego, ktoś spyta. Dużo.
- w Niegowie był proboszczem nasz proboszcz Andrzej, stamtąd do nas przyszedł przed dwoma laty
- Paulina Hilaria Walentyna, była siostrą Cypriana i urodziła się w Strachówce w parafii Sulejów, więc trudno pomyśleć, że nie było go na ślubie siostry, a dzisiaj jesteśmy trochę w ich rodzinie poprzez wielką ideę RzN
- ślub odbył się "w przytomności księdza Jakuba Dosta, kanonika katedralnego metropolii warszawskiej, proboszcza sulejowskiego".
Jak tu nie śpiewać Hosanna po latach i dziękczynienia pieśni. A święto nasze niech trwa bez końca - mawiał i pisał brat Roger Schutz założyciel Taize.
Lat temu jedenaście śniłem sen. Widziałem w powozie Hilarię Sobieską z prawnukiem Norwidem jadących do plebana w Sulejowie. A i w drugą stronę widziałem odwiedziny. Dopisywałem sobie w myślach, że liter i katechizmu miał się przyszły wieszcz od kogo uczyć. Po drodze oczywiście mijali gniazda bocianie.
"Hilaria, szanowna obywatelka lat późnych doczekała. Niegdyś dom jej (w Strachówce) był otwartym dla sąsiadów i licznych przyjaciół, a przytułkiem dla nieszczęśliwych. Jej cnoty być powinny wzorem godnym do naśladowania" (Kurier Warszawski, lipiec 1830, za "Kalendarz życia i twórczości Cypriana Norwida"). Poeta zaświadcza, że "kapucyni warszawscy byli bardzo życzliwi prababce mojej Miecznikowej Liwskiej (po mężu pośle Sejmu Wielkiego)".
2) Cyprian Norwid prawdopodobnie brał udział w uroczystość przeniesienia serca Jana III Sobieskiego z klasztoru kapucynów do kościoła przy ulicy Miodowej. Kurier Warszawski tak to opisał "Król Polski, obrońca chrześcijaństwa, oswobodziciel Wiednia, zwycięzca muzułmanów, Serce Bohatera, serce Króla Rycerza... tyle drogich pamiątek przedstawiało widok równie wspaniały jak rozrzewniający serca Polaków... wszyscy senatorowie, deputacja do Izby Poselskiej, wielu urzędników otaczało grobowiec. Czcigodny prowincjał kapucynów wzorową wymową przypomniał znakomite czyny Jana III... przypomniał sławę narodu". (tamże str.13)
Po co i dlaczego przeżywam, mówię i piszę o tym od 11 lat? BY MOJA GMINA STRACHÓWKA POZNAŁA SWOJĄ HISTORIĘ DUMNĄ I PIĘKNĄ I NABYŁA TOŻSAMOŚCI WŁAŚCIWEJ, KTÓRĄ OBDAROWAŁA JĄ OPATRZNOŚĆ.
Cóż to jest 11 lat! Wielu nie obchodzi to wcale. Udają? Zawiść, że nie oni odkrywają to, co nie zakryte? JAK MOŻNA NIE WIDZIEĆ TYCH FAKTÓW, NIE ŁĄCZYĆ W CAŁOŚĆ, NIE ZACHWYCAĆ SIĘ, BY POTEM PRACOWAĆ NA ZMARTWYCHWSTANIE. JAKI OBRAZ RYSUJEMY WŁASNEJ RELIGIJNOŚCI I ŚWIADOMOŚCI SIEBIE POLAKÓW, MIESZKAŃCÓW I PARAFIAN STRACHÓWKI W 2012, 320 LAT PO WIEDNIU, 130 PO ŚMIERCI POETY, 40 LAT PO SOBORZE WATYKAŃSKIM II, PO CAŁEJ EPOCE JANA PAWŁA II I SOLIDARNOŚCI!!!
POLACY - CO SIĘ Z NAMI POROBIŁO ??
Ja wam, was... a wy mi daliście przydomek "siewcy nienawiści" (na melodię Gorzkich Żali).
PS.
Niewiele mnie interesuje, ile dzisiaj zeschłych liści spadnie z drzew, ani ile trawy rośnie na okolicznych pastwiskach, choć nie przeczę, że miało to duże znaczenie dla praprapraprzodków i ma dzisiaj dla hodowców. Więcej jednak zależy nasz świat od tego, co nazywamy światem ducha w szerokim rozumieniu. Ilu jednak z nas próbuje go poznać, nazwać i zrozumieć?
PS.2
Nie wiem, czy się pocieszać myślą, że Cypriana Norwida też dzisiejsi strachowianie z sekty nie-jawnej, nazwaliby "siewcą nienawiści"? Za takie słowa:
- "Nie ufam nic a nic społeczności polskiej. Starsi - niewolnicy nałogów z wypiętnowaną cyfrą na ramionach. Młodsi zaś - bez charakteru, pracy, zdeterminowanej filozofii i celu życia. Komedianci i próżniaki! Tak starsi - tak młodsi!.. winę za to ponosi całkowicie społeczeństwo, które nie dba o pisarzy, nie umie patrzeć w oczy swoim prorokom i nie umie plastycznie obcować z postacią czasów"(1869). Proste i na-gminne w życiu Polaków, czyż nie!
Pewnie Norwid w dzisiejszej Strachówce powiedziałby i te słowa - "Nieuszanowanie inicjatywy i nieuszanowanie osób właściwe jest społeczeństwom upadłym, a że inicjatywa z Duchowego idzie pierwiastka, przeto jej nieuszanowanie i nią pomiatanie karane bywa surowo". Daj Boże!
Tak powiedzieliby też o prymasie, gdyby o nich to powiedział - "to nie świadczy o inteligencji, o wielkości polityków, o języku politycznym, o kulturze politycznej itd.".
Nawet o Jezusie - 2000 lat temu! Za słowa - "plemię żmijowe, faryzeusze, obłudnicy". A za słowa - "lepiej takiemu byłoby uwiązać sobie kamień młyński u szyi i rzucić się w wodę" - oskarżyliby Go o nawoływanie do zbiorowych samobójstw. W końcu wybrali Barabasza, a Jezusa ukrzyżowali!
Sekta za wszystko się obraża, obrażając innych i oczekujących od wszystkich przeprosin.
PS.3
Nawet ojciec Knotz, kapucyn dzisiejszy, ostrzega przed sektami i herezjami przez nich głoszonymi jak najbardziej współcześni, wśród nas.
czwartek, 15 marca 2012
Wszystko jest darem
Cyprian Norwid napisał "Rzecz o wolności Słowa". Poeci są... po co? (dowcipni mówią w tym miejscu gwarą 'poco to sie nogi noco'). Kultura jest darem. Ale przecież natura też! WSZYSTKO JEST DAREM. Znów chwyt jezusowy zastosuję - co jest łatwiej powiedzieć - "wszystko jest darem", czy "to wszystko w życiu człowieka, co jest najważniejsze - jest darem"? Dlatego napisałem "wszytko jest darem" i "każesz myśleć o sobie". "SOBIE" może być z dużej litery.
Czy człowieka- osobę może zadowolić coś mniejszego? Jakieś mniejsze koncepcje? Mentalność anty-koncepcyjna? Mnie, nie. Całość, Słowo, Które Ciałem się stało jest najpiękniejszą i najpełniejszą odpowiedzią na moje pytania.
Jakim wielkim darem obdarzyła nas Historia! Opatrzność! Mieszkamy na Mazowszu, na terenach, które każą myśleć o Polsce Jana Sobieskiego III, Konstytucji 3 Maja, Cyprianie Norwidzie i wolności, którą dało Słowo Które Stało się Ciałem. Wczoraj przez krótka chwilę (czy chwila ma miarę? - znów krótka historia czasu zapisana w języku daje do myślenia) medytowałem głośno przy Marysi (kl.6 SP) nad "Rzeczą o wolności słowa". Przygotowuje się do Wielkiego Konkursu - chcę ją zachęcić do pracy w pocie czoła. Trudne dla niej wyzwanie, aż roi się od kulturowych szczytów na szlaku - transcendencja, metafizyka, skrajnie indywidualistyczne sytuacje, struktura genologiczna utworu literackiego (miejsce przedmiotów genologicznych znajduje się w świecie form; współczesna nauka o literaturze jest skłonna widzieć przedmioty genologiczne jako formy; formom tym przypisujemy znaczenie struktur; całość utworu literackiego jest oparta w swej indywidualnej konstrukcji na strukturze rodzajowej), kierunek metaforycznie orfejski...
Oswajam wszystkich uczniów z wyżynami duchowymi na lekcjach religii, literackie poznaję przy okazji konkursów. "Nie ma wiary bez myślenia", a moich katechez bez "poznaj samego siebie", apologetyki (samoświadomość Jezusa), św. Teresy z Avila, Fatimy, miłości intelektualnej Boga, człowieka i świata całego (wielkiego jak Miłosierdzie Boże). A Cyprian Norwid i Jan Paweł II to jedni z największych chrześcijańskich myślicieli Europy...
Może w Strachówce zacznie się kiedyś tzw. kościelny proces informacyjny w sprawie czwartego polskiego wieszcza, jak kiedyś miała najprawdopodobniej tutaj właśnie miejsce koncepcja-poczęcie Poety? Dziwne by było, gdyby nie. Potrzebny tylko jakiś znak z nieba. Promotora już ma w niebie.
Wszystko jest darem - ale żeby aż takim?
Potem przyszło wielkie uniesienie na norwidana.pl, a zaraz potem wielkie zmieszanie telefonem, że pogrzeb męża koleżanki z pracy i ojca naszych uczennic/uczniów został zaplanowany na sobotę na godz. 11.00, kiedy o 10.00 ma się rozpocząć - już raz odkładane - Wielkie Spotkanie-Forum Partycypacji Publicznej w ramach programu "Decydujmy Razem" z udziałem ministra. Co robić - pytają organizatorzy. Ja bym poszedł pomodlić się i czuwać przy zwłokach wcześniej, a forum niezachwiane byłoby zwycięstwem życia.
Niestety czasem mało pożyteczne jest wśród nas odwoływanie się do słów Jezusa z Nazaretu i w ogóle Pisma Świętego, ale nie mogę nie myśleć nad nimi. Jestem katechetą. Do mnie, zaistniała sytuacja przemówiła słowami Objawienia. "Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych!". Kiedy przyłożysz rękę do pługa, nie odwracaj się za siebie. Źle zaorzesz - źle wzejdzie. "Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca. (…) Dawny nasz człowiek został razem z nim ukrzyżowany po to, byśmy już więcej nie byli w niewoli grzechu. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu.”
Dzięki wierze w Jezusa mamy udział w Jego Słowie, Życiu i Zmartwychwstaniu. Głosimy życie.
Czasem nawet śmierć prelegenta, jeśli tekst zostawi, nie wstrzymuje konferencji. Kiedyś, pod nieobecność chorego wuja (wtedy miał 87 lat), odbyło się Gminne Forum Obywatelskie Szkoły Marzeń. Życie i miłość są silniejsze niż śmierć. Wiara i rozum też.
Każde zdarzenie w życiu, wcześniej lub później, musi stanąć przed najwyższym trybunałem wiary i rozumu. Jaką wiarę żywimy w sobie - takie nasze życie. Albo wobec Boga, Mądrości i Wieczności, albo tego "wiecznie powracającego - co ludzie powiedzą". Niech mówią - co chcą, w Piśmie Objawionym nie zmieni się kropka, ani jota.
Od łatwego i nachalnego dydaktyzmu - wyzwól mnie jednak - O! Boże!
Telefon kolejny dostałem (jest zepsuty, działa w jedną stronę), że pogrzeb o godz. 12.00 - forum jest niezagrożone. Wieczny odpoczynek racz zmarłemu dać Panie i nas w opiece swej miej.
A swoją drogą, jak to dobrze wyćwiczyć się w mówieniu wszystkiego pełnymi zdaniami wobec Boga i historii! Nie ma takich spraw, z którymi niewyjawionymi mamy żyć i umrzeć. Wszystko można i należy - tylko kiedy i gdzie! Wiadomo, że są części życia i ciała, które obnażamy jedynie w sytuacjach sakramentalnych.
Rzecz nie wyjawiona może być użyta przeciwko tobie w każdej chwili. Sekty czyhają za progiem. Sekty żyją wymyślonymi pół-prawdami, o których nie mówią otwartymi zdaniami ani przed ludźmi, ani Bogiem. Więc nieznośne im dnie, więc odpychają spomnienia całości historii nawet własnej gminy.
Kawę sobie pyszną zrobiłem w filiżance od Antoniego proboszcza, którą Grażynie kiedyś podarował. Piękna. Lubię być estetą w sprawach picia kawy i dociekań o wolności słowa - a właściwie - woli i sumienia, bo to tażsama koncepcja Słowa, Które stało się Ciałem i zamieszkało między nami. Pamiętam pewien wykład ks. profesora Czesława Jakubca na temat pojęcia objawienia - "spodobało się Bogu" i stworzył świat. Biblista sławny i tłumacz objawienia wskazywał na element woli najwyższej Najwyższego. Zechciał i stało się. Koncepcja ma moc, gdy nadszedł jej czas. Staje się ciałem i zamieszkuje wśród nas - ludzi dobrej woli. Anty-koncepcja jest anty-kulturą.
Dobrze, że wziąłem tę, a nie inną, filiżankę, bo przypomniałem sobie, po co, dlaczego, od wielu dni leży na stole - boć sam ułożyłem - żeby wychwalać Antoniego dobrego proboszcza. Bardzo dobrego, powinien ktoś go (z miasta Marszałka) zgłosić w konkursie na proboszcza roku. W folderze, co kątem oka nostalgicznego dojrzałem, są wymienieni wszyscy proboszczowie w historii parafii (powołana 1.08.1939!).
Długa jest lista prac inwestycyjno-remontowych w parafii w Sulejówku, którą objął dwa lata temu. Wewnątrz, zewnątrz, dookoła kościoła, na plebani, nawet na cmentarzu! Suma inwestycji też jest ogromna. Jak on to robi?! Ale nie ze względy na listę prac i kwotę położyłem sobie przed oczami. Drugi egzemplarz noszę ze sobą w teczce nauczycielskiej. Chcę mieć pod ręką radosny obraz kościoła. W jasnych barwach, żółto, błękitno, pogodno-niebieskich. Od nieba, że tak powiem, bo nie znam się na malarskiej palecie. Ale pamiętam smutny, szary, żeby nie powiedzieć obskurny kościół sprzed cudotwórcy-proboszcza.
Sami się o tym przekonaliśmy, bo tego samego dokonał w Strachówce. Zastał nasz kościół zaniedbany, zostawił lśniący świeżością, przykryty, ocieplony, ogrzany, z pięknym marmurowym ołtarzem i złoconym tabernakulum, w które wpatrywałem się jak w obrazek święty na każdej mszy. Porywał moją duszę do nieba.
Teraz patrzę na folder kościoła w kształcie orła w Sulejówku, na ulicy Armii Krajowej - chce się patrzeć, wejść, modlić, żyć i kon-templ-ować!!. "Liry nie zwij w pieśni sprawą wtórą."! Wszystko może być darem - lub jego przeczeniem (niszczeniem, zakrywaniem, zakazywaniem). W tym także się wyraża koncepcja religii, Boga, człowieka i świata całego!
RZECZPOSPOLITA NORWIDOWSKA
TAK PIĘKNIE TEŻ BY NIE ROZWINĘŁA SKRZYDEŁ.
TO OCZYWISTA OCZYWISTOŚĆ.
SPRZYJAŁ, ZACHĘCAŁ, WSPIERAŁ KAŻDĄ NASZĄ INICJATYWĘ. WSPÓŁTWORZYŁ OBRAZ RZECZY-strachowskiej-POSPOLITEJ i NORWIDOWSKIEJ NIEPOSPOLITEJ.
Zwłaszcza gościnnością na plebanii (prawdziwy dom parafialny)
i przyjazną obecnością w szkole, domach i kościele,
tak z posługą jak i rozmową dla każdego.
Chcę to głośno powiedzieć,
wszem i wobec
jak wielkim byłeś darem w ciężkich latach (1994-2009)
- (IV kadencje) wójta Kazimierza Łapki -
który był przeciwieństwem wszystkich zalet proboszcza
(zamknięty na demokrację i cały świat współczesny, nieprzyjazny,
łamiący przyrzeczenia, skąpy, może chciwy...).
O tym trzeba mówić. O tym milczeć nie wolno. Żeby zło wygrało, wystarczy, żeby dobro milczało.
środa, 14 marca 2012
Wszystko jest darem
Cyprian Norwid napisał "Rzecz o wolności Słowa". Poeci są... po co? (dowcipni mówią w tym miejscu gwarą 'poco to sie nogi noco'). Kultura jest darem. Ale przecież natura też! WSZYSTKO JEST DAREM. Znów chwyt jezusowy zastosuję - co jest łatwiej powiedzieć - "wszystko jest darem", czy "to wszystko w życiu człowieka, co jest najważniejsze - jest darem"? Dlatego napisałem "wszytko jest darem" i "każesz myśleć o sobie". "SOBIE" może być z dużej litery.
Czy człowieka- osobę może zadowolić coś mniejszego? Jakieś mniejsze koncepcje? Mentalność anty-koncepcyjna? Mnie, nie. Całość, Słowo, Które Ciałem się stało jest najpiękniejszą i najpełniejszą odpowiedzią na moje pytania.
Jakim wielkim darem obdarzyła nas Historia! Opatrzność! Mieszkamy na Mazowszu, na terenach, które każą myśleć o Polsce Jana Sobieskiego III, Konstytucji 3 Maja, Cyprianie Norwidzie i wolności, którą dało Słowo Które Stało się Ciałem. Wczoraj przez krótka chwilę (czy chwila ma miarę? - znów krótka historia czasu zapisana w języku daje do myślenia) medytowałem głośno przy Marysi (kl.6 SP) nad "Rzeczą o wolności słowa". Przygotowuje się do Wielkiego Konkursu - chcę ją zachęcić do pracy w pocie czoła. Trudne dla niej wyzwanie, aż roi się od kulturowych szczytów na szlaku - transcendencja, metafizyka, skrajnie indywidualistyczne sytuacje, struktura genologiczna utworu literackiego (miejsce przedmiotów genologicznych znajduje się w świecie form; współczesna nauka o literaturze jest skłonna widzieć przedmioty genologiczne jako formy; formom tym przypisujemy znaczenie struktur; całość utworu literackiego jest oparta w swej indywidualnej konstrukcji na strukturze rodzajowej), kierunek metaforycznie orfejski...
Oswajam wszystkich uczniów z wyżynami duchowymi na lekcjach religii, literackie poznaję przy okazji konkursów. "Nie ma wiary bez myślenia", a moich katechez bez "poznaj samego siebie", apologetyki (samoświadomość Jezusa), św. Teresy z Avila, Fatimy, miłości intelektualnej Boga, człowieka i świata całego (wielkiego jak Miłosierdzie Boże). A Cyprian Norwid i Jan Paweł II to jedni z największych chrześcijańskich myślicieli Europy...
Może w Strachówce zacznie się kiedyś tzw. kościelny proces informacyjny w sprawie czwartego polskiego wieszcza, jak kiedyś miała najprawdopodobniej koncepcja-poczęcie Poety? Dziwne by było, gdyby nie. Potrzebny tylko jakiś znak z nieba. Promotora już ma w niebie.
Wszystko jest darem - ale żeby aż takim?
Potem przyszło wielkie uniesienie na norwidana.pl, a zaraz potem wielkie zmieszanie telefonem, że pogrzeb męża koleżanki z pracy i ojca naszych uczennic/uczniów został zaplanowany na sobotę na godz. 11.00, kiedy o 10.00 ma się rozpocząć - już raz odkładane - Wielkie Spotkanie-Forum Partycypacji Publicznej w ramach programu "Decydujmy Razem" z udziałem ministra. Co robić - pytają organizatorzy. Ja bym poszedł pomodlić się i czuwać przy zwłokach wcześniej, a forum niezachwiane byłoby zwycięstwem życia.
Niestety czasem mało pożyteczne jest wśród nas odwoływanie się do słów Jezusa z Nazaretu i w ogóle Pisma Świętego, ale nie mogę nie myśleć nad nimi. Jestem katechetą. Do mnie, zaistniała sytuacja przemówiła słowami Objawienia. "Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych!". Kiedy przyłożysz rękę do pługa, nie odwracaj się za siebie. Źle zaorzesz - źle wzejdzie. "Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca. (…) Dawny nasz człowiek został razem z nim ukrzyżowany po to, byśmy już więcej nie byli w niewoli grzechu. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu.”
Dzięki wierze w Jezusa mamy udział w Jego Słowie, Życiu i Zmartwychwstaniu. Głosimy życie.
Czasem nawet śmierć prelegenta, jeśli tekst zostawi, nie wstrzymuje konferencji. Kiedyś, pod nieobecność chorego wuja (wtedy miał 87 lat), odbyło się Gminne Forum Obywatelskie Szkoły Marzeń. Życie i miłość są silniejsze niż śmierć. Wiara i rozum też.
Każde zdarzenie w życiu, wcześniej lub później, musi stanąć przed najwyższym trybunałem wiary i rozumu. Jaką wiarę żywimy w sobie - takie nasze życie. Albo wobec Boga, Mądrości i Wieczności, albo tego "wiecznie powracającego - co ludzie powiedzą". Niech mówią - co chcą, w Piśmie Objawionym nie zmieni się kropka, ani jota.
Od łatwego i nachalnego dydaktyzmu - wyzwól mnie jednak - O! Boże!
Telefon kolejny dostałem (jest zepsuty, działa w jedną stronę), że pogrzeb o godz. 12.00 - forum jest niezagrożone. Wieczny odpoczynek racz zmarłemu dać Panie i nas w opiece swej miej.
A swoją drogą, jak to dobrze wyćwiczyć się w mówieniu wszystkiego pełnymi zdaniami wobec Boga i historii! Nie ma takich spraw, z którymi niewyjawionymi mamy żyć i umrzeć. Wszystko można i należy - tylko kiedy i gdzie! Wiadomo, że są części życia i ciała, które obnażamy jedynie w sytuacjach sakramentalnych.
Rzecz nie wyjawiona może być użyta przeciwko tobie w każdej chwili. Sekty czyhają za progiem. Sekty żyją wymyślonymi pół-prawdami, o których nie mówią otwartymi zdaniami ani przed ludźmi, ani Bogiem. Więc nieznośne im dnie, więc odpychają spomnienia całości historii nawet własnej gminy.
Kawę sobie pyszną zrobiłem w filiżance od Antoniego proboszcza, którą Grażynie kiedyś podarował. Piękna. Lubię być estetą w sprawach picia kawy i dociekań o wolności słowa - a właściwie - woli i sumienia, bo to tażsama koncepcja Słowa, Które stało się Ciałem i zamieszkało między nami. Pamiętam pewien wykład ks. profesora Czesława Jakubca na temat pojęcia objawienia - "spodobało się Bogu" i stworzył świat. Biblista sławny i tłumacz objawienia wskazywał na element woli najwyższej Najwyższego. Zechciał i stało się. Koncepcja ma moc, gdy nadszedł jej czas. Staje się ciałem i zamieszkuje wśród nas - ludzi dobrej woli. Anty-koncepcja jest anty-kulturą.
Dobrze, że wziąłem tę, a nie inną, filiżankę, bo przypomniałem sobie, po co, dlaczego, od wielu dni leży na stole - boć sam ułożyłem - żeby wychwalać Antoniego dobrego proboszcza. Bardzo dobrego, powinien ktoś go (z miasta Marszałka) zgłosić w konkursie na proboszcza roku. W folderze, co kątem oka nostalgicznego dojrzałem, są wymienieni wszyscy proboszczowie w historii parafii (powołana 1.08.1939!).
Długa jest lista prac inwestycyjno-remontowych w parafii w Sulejówku, którą objął dwa lata temu. Wewnątrz, zewnątrz, dookoła kościoła, na plebani, nawet na cmentarzu! Suma inwestycji też jest ogromna. Jak on to robi?! Ale nie ze względy na listę prac i kwotę położyłem sobie przed oczami. Drugi egzemplarz noszę ze sobą w teczce nauczycielskiej. Chcę mieć pod ręką radosny obraz kościoła. W jasnych barwach, żółto, błękitno, pogodno-niebieskich. Od nieba, że tak powiem, bo nie znam się na malarskiej palecie. Ale pamiętam smutny, szary, żeby nie powiedzieć obskurny kościół sprzed cudotwórcy-proboszcza.
Sami się o tym przekonaliśmy, bo tego samego dokonał w Strachówce. Zastał nasz kościół zaniedbany, zostawił lśniący świeżością, przykryty, ocieplony, ogrzany, z pięknym marmurowym ołtarzem i złoconym tabernakulum, w które wpatrywałem się jak w obrazek święty na każdej mszy. Porywał moją duszę do nieba.
Teraz patrzę na folder kościoła w kształcie orła w Sulejówku, na ulicy Armii Krajowej - chce się patrzeć, wejść, modlić, żyć i kon-templ-ować!!. "Liry nie zwij w pieśni sprawą wtórą."! Wszystko może być darem - lub jego przeczeniem (niszczeniem, zakrywaniem, zakazywaniem). W tym także się wyraża koncepcja religii, Boga, człowieka i świata całego!
RZECZPOSPOLITA NORWIDOWSKA
TAK PIĘKNIE TEŻ BY NIE ROZWINĘŁA SKRZYDEŁ.
TO OCZYWISTA OCZYWISTOŚĆ.
SPRZYJAŁ, ZACHĘCAŁ, WSPIERAŁ KAŻDĄ NASZĄ INICJATYWĘ. WSPÓŁTWORZYŁ OBRAZ RZECZY-strachowskiej-POSPOLITEJ i NORWIDOWSKIEJ NIEPOSPOLITEJ.
Zwłaszcza gościnnością na plebanii (prawdziwy dom parafialny)
i przyjazną obecnością w szkole, domach i kościele,
tak z posługą jak i rozmową dla każdego.
Chcę to głośno powiedzieć,
wszem i wobec
jak wielkim byłeś darem w ciężkich latach (1994-2009)
- (IV kadencje) wójta Kazimierza Łapki -
który był przeciwieństwem wszystkich zalet proboszcza
(zamknięty na demokrację i cały świat współczesny, nieprzyjazny,
łamiący przyrzeczenia, skąpy, może chciwy...).
O tym trzeba mówić. O tym milczeć nie wolno. Żeby zło wygrało, wystarczy, żeby dobro milczało.

