sobota, 2 czerwca 2012

Notatki do filozofii polskiej współczesności itd. (3)

Moja modlitwa jest przede wszystkim moją (wolną) wolą. CHCĘ. Chcę, więc się modlę. Nie jest - Broń Boże - (i nie przede wszystkim) nawykiem i obowiązkiem. Brrr!

Zapamiętałem z wykładów ks. Cz. Jakóbca, że Bóg zechciał i stał się świat, Wszechświat. Rola woli w dziele stworzenia i w nauce (naukowej teorii) o Bogu. Wola! - Wolny akt Boga! Wolny akt człowieka-osoby!

Modlitwa, zatem, dla mnie, jest manifestacją wolności, miłości, mądrości... wszystko naraz.
Więc - na marginesie - chyba rozumiecie, ja niewiele mnie wzruszają spiski w prasie lub nawet w Watykanie. Czujecie przepaść bytową, ontologiczną, między tym, co się dzieje w osobie, na poziomie (wyżynie) osobowym a poziomem instytucjonalnym!!

Zaczynam dzień prawie zawsze od górnego C. Tak jesteśmy stworzeni, homo religiosus, tak jestem wychowany w rodzinie Kapaonów, Jackowskich i Królów, tak sam zdecydowałem wolną i nieprzymuszoną wolą  i rozumem.
A potem przemawia nasza okolica. Okolica życia na ziemi konkretnej, uprawnej, zwanej małą i dużą Ojczyzną. Nią jestem nieraz bardzo poruszony. Jak dzisiaj. Bo z samego rana otworzyłem relację z Dnia Dziecka w Zespole Szkół im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Właśnie ZESPOLE. Bo na zdjęciach, filmikach widać dzieci z podstawówki i młodzież gimnazjalną i zespół nauczycieli - w wielkiej komitywie.
Nic, tylko oczy szeroko otworzyć z wrażenia i cieszyć się, cieszyć. Co więc tak mnie poruszyło? (Na skutek poruszenia wszystko jest wzruszone i musi czasu upłynąć trochę, by wróciło na swoje miejsce):
- TO, ŻE NIEKTÓRZY W TYM ZESPOLE NAPRAWDĘ SIĘ BOJĄ, ŻE WRÓG WEWNĘTRZNY ZAGRAŻA TEMU WIELKIEMU DOBRU, ICH I NASZEJ WSPÓLNEJ PRZYSZŁOŚCI!! Tak być nie może!
Takie poczucie wpływa na życie i pracę. Na obecność w życiu publicznym. Blokuje! Echo serca każdemu to wykaże.

To jest wielka granda. Wielki skandal naszego życia! DOBRO MUSI SIĘ OBAWIAĆ ANONIMÓW (mniej lub bardziej jawnych). Ba! Oni straszą, że wywiozą nas na taczkach gnoju. A nawet wzywają do przemocy jawnie, pod swoim nazwiskiem i imieniem (ich liderka radna i pracownik szkoły, ich liderzy)! Sprawdźcie! Ci, którzy nie chcą rozmawiać, nie chcą podzielić się z nami, w szkole, i z nami, wszystkimi mieszkańcami - jakie mają pomysły i plany na lepsze życie, lepsze nauczanie i wychowanie - chcą wywozić na gnoju twórców Rzeczpospolitej Norwidowskiej, która jest już ideą znaną Prezydentowi, ambasadorom RP, wojewodzie, staroście, za którą wójt odebrał medal, a władze Mazowsza traktując już nazwę i ideę jak swoją, wytyczają takież szlaki rowerowe!

Sianie nienawiści? Nie. Każdy jest tak stworzony i po to, by cieszył się dobrem i by dobro chronił, jeśli trzeba, jednoznacznie nazywając zło. To nie tylko mój obowiązek. Zło dobrem zwyciężaj? Tak. I prawdą. Dobro (i miłość) nie może być bezradne i tolerancyjne dla zła. Zło zwycięża, kiedy dobro milczy. Masz kochać grzesznika, ale masz nienawidzić zła (grzechu). Obłuda, faryzeizm zabiły już największe dobro.
W małej wsi, w małej gminie toczy się wielki bój o dobro. Od dawna. Był PRL, długie rządy wójta Łapki, teraz stronnictwo faryzeuszy. Nasz bój niezłomny jest potrzebny nie tylko małej wsi i gminie. Jest potrzebny Polsce (województwu, powiatowi). Mamy być przykładem. Dać przykład. "Bądź wierny. Idź!" - na świadectwo. Wobec życia i wobec śmierci mam ten sam przekaz - chronić dobro! To jest niezbędne przypomnienie tego, co dzisiaj łatwo odsuwane (zapominane), usprawiedliwiane na, rzecz korzyści doraźnych. A to jest wieczne i niezmienne. To jest fundament mojej filozofii polskiej współczesności, element philosophia perennis et universalis.

Słuchajcie, słuchajcie, co teraz powiem! Kiedy dotknę poważnej sprawy, jak ta, i ręka mi nie zadrży i opiszę z całego serca szczerze, bez lęku - to czuję się dobrze i lekko. Jak po spowiedzi i po komunii. Bo Bóg także  w prawdzie się udziela osobie. To nie są słowa rzucane na wiatr. Na tym poziomie ze mną rozmawiajcie. Ulubione zdanie Jana Pawła II z Ewangelii? - "poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli".

Bóg jest również Bogiem Największej Prostoty i Największego (S)Pokoju!

piątek, 1 czerwca 2012

Notatki do filozofii polskiej współczesności... (2)


Więc prac początek, prac pierwsza litera, 
Nie to, co wasza dziś realna szkoła 
Uczy - zarówno płytka, jak nieszczera. 
"Pracować musisz zawsze z potem CZOŁA!" 
- Spustoszonemu mów ty narodowi, 
… 
- Będą tam, zamiast rozwinięcia rzeczy, 
Takie, owakie, fazy gorączkowe - 
… 
I wszystkie zawsze w końcu nieszczęśliwe: 
… 
Nie! - pracą pierwszą jest: umysłu-stałość
… 
Językiem mówiąc pokoleń nieżywych
Mową, co w własnej się spętała dumie
Podstępnie milcząc o prawdach drażliwych
Dlatego że ich wyrażać nie umie. 
… 
Zupełni pychą, energią i ciałem... 
… 
Najrealniejszych pełne demokratów - 
Ideałowi niepodległe w niczem - ...
"Pracować będziesz z potem twego CZOŁA!"

Realności wdowa zaciąga ciemne chmury nad życiem Strachówki. Dzisiaj nawet deszcz pogarsza sprawę (nastrój?). Skądże nadejdzie mi pomoc? Mantra? Oczywiście. Ale są też inne strumienie i kanały łaski. Facebook? Oczywiście. Post na norwidiana, albo u Adama. I to od razu jaki właściwy! - najwłaściwejszy (nie poprawiać!, to mój idiolekt) - "O nadziei"!

I zrobiło się jasno, świetliście, słoneczno-promiennie. E, co ja tam będę udawał poetę:

I już nie chciał niczego!
I wesoło mu było,
Jakby napił się nieba,
Jakby mu się nakryło
Stół i dało się chleba
Z przenajzłotszej pszenicy,
W najpiękniejszej kaplicy!"

Być przy nadziei, to być przy ISTNIENIU samym. Tuż, tuż przed narodzeniem nowego istnienia w osobie, oprócz zwyczajnego biologicznego życia. Świat i wszechświat się otwiera, koncentruje w jednym niemal punkcie, taką koncentracją miłości, uwielbienia, że ach! Byłem tuż-tuż przy wszystkich porodach naszych dzieci, raz nawet w sali porodowej, a potem klęczałem lekarzom pod nogami.

"Gdym nogę bosą stawił z dumą wielką
Na zamieć czasów
Choć nie duch jestem,
ale jestem wcielon,
Pomny o zgonie…

Dlatego znam cię, Realności – wdowo!
I znam twą śliczność,
I powiem tobie tylko jedno słowo:
„ Tyś… jak… publiczność.”

Czym jesteś w naszym życiu, Rzeczpospolita Norwidowska? Kto Ciebie pojmie lub zrozumie?!

"Wątpię już o wzajemnościach ludzkich dla siebie" pisał Norwid do ks. Al.Jełowieckiego z Ameryki. Ja po tylu pisaniach i głębokiej ciszy, w której tylko słychać echo "siewca nienawiści" w mojej własnej gminie - też. Takowoż, brzmi lepiej. Ale on miał stokroć gorzej, gdzie ta się porównywać, a dyć (ach znów ja, idiolekt). On pytał "Co mam czynić - gdzie umrzeć?", gdy przede mną rosną, rozkwitają dęby pamięci, tu i tam dalej.

"Nie trzebaż to nam jeszcze filozofję uczłowieczyć, politykę i ekonomję uchrześcijanić, praktyki religijne odserdecznić choćby w nas samych? salonowe formy uprostodusznić, a rubaszność gminną wznieść nad poziom?” (tamże).
Sam Norwid, krocząc tąż drogą, uważał za swój obowiązek, jako artysty narodowego, również podnoszenie ludowości do potęgi, ogarniającej ludzkość. Nie forma, ale treść, ów "mistyczny węzeł mądrości narodowej...
A już w 1911 K. Bereżyński wydał "Filozofię Cypriana Norwida"(„Sfinks",1911,nr38).

Wiecie, z czego się najbardziej cieszę? Że mam udział w Istnieniu. To, że akurat teraz, w 2012, ma ten tylko skutek, że usłyszę w "debacie publicznej" o błędzie Prezydenta Barracka Obamy, o Euro piłkarskim w Polsce i na Ukrainie, o problemach Watykanu itd. A w naszej gminie, po zmianie 16-letniej władzy Kazimierza Łapki i nowej kadencji samorządu z wójtem Piotrem, mówi się sporo na blogach i za plecami, o różnych koncepcjach życia wspólnego, przemilczając zasadniczo i bardzo oficjalnie pamięć i tożsamość.

Cieszę się istnieniem w czasie i w ciele 1 czerwca 2012. Dzień Dziecka dla niektórych, Dzień Metafizyki dla wszystkich. Coś dzisiaj usłyszę, zobaczę - za oknem, w telewizji, w Internecie oczywiście będzie królował Rolland Garros. W Paryżu był ostatnio przejazdem Jasiek w ramach pielgrzymki ich duszpasterstwa do katedry w Chartres, symfonii z kamieni (Iwaszkiewicz), która kiedyś też mnie zainspirowała do (auto-stopowej) drogi.

Cieszę się, bo poznałem prawdę, tak jak to jest możliwe, i doświadczyłem wolności. Wielki wkład w moje doświadczenie bytu ma Słowo objawione i przeżyte, ale także fenomenologicznie wspaniały opis strumienia przeżyć świadomych (świadomości) dokonany prze Romana Ingardena.
Poznałem prawdę, poznałem istnienie. Zżyciem to jest inna sprawa. Myślę, że (dzisiaj) żyje się nie tyle biologicznie, co społecznie. Ponieważ nie żyję społecznie, to nie żyję wcale.
Żyłem poszukując życia i sensu, czyli Taize, Solidarność, żyłem potem w młodym kościele legionowskim, żyłem w Polsce samorządnej I Kadencji. I tyle. Dzisiaj już nie żyję.

Fenomenologia umożliwia miłość intelektualną, o której mówił Jan Paweł II - i krąg się zamyka.
Miłość intelektualna - ujęcie rzeczywistości w elementach (aspektach) istotowych i konstytutywnych - jest dostępna dla każdego człowieka. Odnajduję ją w ostatnich postach Grażyny, zwłaszcza w wystąpieniu dyrektora RnN przed Prezydentem RP w Marózie. Osoba, miejsce i czas - doskonale podkreśla znaczenie wydarzenia. Nabrało ABSOLUTNIE przez to ponadczasowego znaczenia dla naszej szkoły i gminy - w Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Można ukrzyżować, ale Boga zabić nie można, choć łotry myślały... już dwa tysiące lat temu, że wygrały. Biada im po wszystkie czasy. Choć póki życia w ciele, póty każdy może się nawrócić.

Spięcie z dzieckiem w Dzień Dziecka? Czemu nie, to zależy ile dziecko ma lat ;)
W szkole był Dzień Dziecka inaczej, w pocie ich czoła! - i podobał się, wszyscy prawie strzały ocen umieścili w środku tarczy ocennej. Jest lub będzie na stronie www.szkoły. Oglądając zdjęcia z wydarzenia widzę pracę zgranego zespołu nauczycielskiego (rzecz wspólna, nie-pospolita), i choć nieobecny ciałem, nawet swoje gdzieś miejsce w większej całości (RzN) - jako trybiku małego - widziałem i reflektowałem. Swoje wykonałem w historii, dzisiaj młodsi mają pomysły i energię. Na pytanie redaktora przed wielu laty (1985), za co - jako katecheta - czuję się odpowiedzialny, odpowiedziałem "za pokazywanie Boga żywego, obecnego i działającego wśród nas" ("Odpowiedzialność i czyn", nr.1). Nic się w tym względzie nie zmieniło, ale w pustce społecznej, przemilczany, nie chcę już chyba tego robić. Wolę rozmawiać z duchami. Między ziemią a niebem. Położę się pod drzewem jak Eliasz i tak samo poproszę.

Nie żałuję, że dzisiaj nie byłem. Kiedy myślę o fałszu, który przechadza się korytarzem szkoły, jakby nigdy nic, wstrząsa mną. Nie jestem w stanie przyjąć do wiadomości, że można być przeciwko własnemu zakładowi pracy (RzN) i uśmiechać się miło, do wybranych, robiąc swoją wyborczą/wybiórczą w niej grę odzajemnianą uśmiechem, bo jakże! Ano jakże, nikt nie wie.
Wczoraj podałem w "trzech krokach" opisową definicję n-a-s-z-e-j patologii (paranoi) społecznej, która niszczy każdego. Nie wiem, kogo to wstrząsnęło, a powinno. Czy tyle wspaniałej pracy ma pójść w błoto? Był Maróz, Dzień Matki, Dzień Dziecka i wcześniej tyle tego, a jedna niezadowolona się skrzywi, kichnie i schowamy uszy po sobie? Cóż, że ze Szwecji? Cóż, że Rzeczpospolita? Jej Liberum veto lub inny absurdalny "głos odrębny" wobec całej wspólnoty, ba! całej naszej rzeczywistości wypracowanej w (patriotycznym) bólu, miłości i trudzie i... ?

Może powinienem codziennie przypominać te trzy kroki, aby skoro sami nie potrafimy znaleźć rozwiązania, to niech zna nasz kłopot cały powiat, Mazowsze i pół Polski. Może ktoś się zainteresuje, pomoże? Nie chodzi o to, by wykazać komuś winę. By jeden odszedł upokorzony, a drugi zwycięzcą. Chodzi o to, by nigdzie coś takiego się nie zdarzyło. Bośmy sami sobie wyhodowali (bezradni wobec emocjonalnego terroru).






czwartek, 31 maja 2012

Notatki do filozofii (polskiej) współczesności, albo pomysł na pracę lincencjacką "Pojęcie miłości intelektualnej u Jana Pawła II" (1)

Boże, pozwól mi zobaczyć rzeczywistość i siebie jak najbliżej prawdy. Otwórz me oczy i serce, daj światło wiary i rozumu, dwóch skrzydeł, na których mogę wznieść się ku kontemplacji prawdy, także o moim świecie i sobie samym. Żebym nikogo nie ranił niepotrzebnie, ale żebym wypełnił zadanie, jakie na mnie nałożyłeś. Moje wychowanie, moje wykształcenie i całe życie przygotowały i zobowiązują mnie do tej pracy. Modlę się jak ten, który ma napisać ikonę.

Ktoś we śnie przyszedł i mnie o to pytał, prosił! Padało w sennym programie (telewizyjnym, radiowym?) wiele nazwisk wybitnych i znanych, książka o nich zbiorcza i wywiad na ich temat. Mnie został jeden z bohaterów, nazywał się jakoś tak Worthton(?), co mogło być i Warthton i Worthon i Woodworth... co prowadzi do czcionki, która chce "zażółcić gęślą jaźń" i do psychologii eksperymentalnej, co i tak jest dobrze całkiem i nieźle.
  • pomyłka Obamy, stwarzają nową nieistniejącą rzeczywistości, odpowiedniki prawdziwych składowych, zahaczonych, uczepionych prawdziwej rzeczywistości. Realizm to współuczestnictwo w stwarzaniu Bożego świata przez "przyprowadzanie do Boga wszystkiego co istnieje (żyje) i nadawanie 'adekwatnej' nazwy..."
  • wyniki testów 6-klasy (a jak my-dorośli korzystamy ze źródeł informacji, na swoim poziomie, co jest źródłem wiedzy dla nas)
  • może i to, co się dzieje w Watykanie
  • chłodny dzień, dzieci by powiedziały "nudzę się", ja - smętno mi i nijako... ale od czego jest modlitwa? I robi się światło, wielka jasność wewnętrzna.
  • już nie piszę na Berdyczów, pisze do Polski i świata całego (takiej globalizacji uczy nas nawet koronka siostry Faustyny)
  • Berdyczów będzie milczał nadal (gmina, powiat, parafia, dekanat - niczym "Backward 2012 sp. ZOO" w globalnej wiosce, kościele i świecie). Konieczne jest uwolnienie ducha, uwolnienie osoby z krępujących, sztywnych, starych podziałów i granic nie odpowiadających warunkom wolności. Drepczemy po zaułkach wolności. Nie mam na myśli ani wyzwolenia politycznego (vide nasza Solidarność), ani obyczajowego (vide ruch hippisowski i rewolucja seksualna). Mówię o wolności osoby. O wolności Ducha.
  • B16 katecheza "modlitwa jest przede wszystkim darem Boga" i pojęcie miłości intelektualnej u JPII, pojęcie Objawienia... - a naprzeciw kontrastująca wiara obrazkowa (Pan Jezus jak rakieta wstępuje do nieba?)!!
  • Norwid - połączenie piękna, prawdy i dobra i ich prze-życie, czyli inna - zintegrowana z pełnym pojęciem człowieka-osoby - definicja pracy, sięgająca zmartwychwstania (dwa skrzydła rozumu i wiary, to on jest chyba i niewątpliwie współautorem papieskiej encykliki!)
  • jakie to proste i genialne, że rodzice Norwida nie poznali się w Poznaniu albo Wielkopolsce, ani w Białymstoku, ani koło Krzemieńca lub Wilna, ale w Strachówce!! I że mieli Jana III w podszewce (Bożej). Tak, to również filozofia i teologia Strachówki, o czym nikt prawie nie chce słyszeć w gminie i w powiecie, w parafii i dekanacie. Stare struktury raczej (bardziej) uwięziły niż wyzwalają dzisiaj ducha Polaków. O nieszczęśliwi. Biada im! - bo nie rozumieją czasu swojego nawiedzenia. Słowo mieszka wśród nas, a oni się spodziewali, i ciągle spodziewają, że...
  • Tu notatki dzieci do debaty....
  • a tu notatki czerwonym długopisem, gdzieś na stole, sprzed przedwczoraj
Nieoceniona pomyłka autorów Barackowego przemówienia przy nadawaniu orderu za próbę ratowania narodu Żydowskiego i żydowskiej kultury i świata! Ukochany bachor, bachorim - czy bachor przebrzydły? My także żyjemy w epoce i kraju pomieszania pojęć. Katecheta stał się dla wielu siewcą nienawiści - a w takim razie kim oni są, zakonspirowani autorzy niby-pojęć "polskie obozy śmierci", "siewca nienawiści"... i ich świat (i projekt na władzę)? Co mnie legitymizuje, co ich?

Mnie? Jackowscy, Królowie, duża, wierna i kochająca się rodzina, Annopol, Katyń i Europa (i Ameryka) w rodzinie, Prus i Kiliński w Warszawie, Rodzina Rodzin, FBI, Taize, Solidarność, I Kadencja Samorządnej Polski, wierszyki na stronie www, świadectwa o czasach, w których żyłem i działałem na forum Tygodnika Powszechnego, listy do papieża, vota w kościele parafialnym przed tabernakulum, Rzeczpospolita Norwidowska, trzydzieści lat na katechetycznej ambonie i żyjący w opinii świętości Andrzej Madej, który się przyzna i wstawi za każdym grzesznikiem. Wy to zbywacie dwoma słowami - SIEWCA NIENAWIŚCI. Jaka jest wasza Polska i Kościół?

A w telewizji Brygida Grysiak "Wybiera życie", można być normalnym na każdym stanowisku i w każdym środowisku (dziennikarskim, artystycznym, nauczycielskim, samorządowym...). Nie trzeba być katolickim oszołomem, oszołomką.  Wystarczy być normalnym. Wytworzył się klimat (moda) na infantylne wizje życia, wydumane dla potrzeb własnego wygodnictwa, mniej lub bardziej zakamuflowanego egoizmu, uciszające sumienia. W pewien sposób także jesteśmy ofiarami takiej nowo-mody. Ci, co nas zwalczają, wiodą raczej wygodne życie. O zgrozo, znajdują sojuszników także wśród duchownych-koniunkturalistów - wbrew odwiecznej nauce kościoła pro-life! Koniunkturaliści przymykają oczy na takie subtelności. Także i ich dotyczy pytanie ponadczasowego wieszcza o faryzeuszy:

1) 
Dewocja krzyczy: "Michelet wychodzi z Kościoła!"
Prawda; Dewocja tylko tego nie postrzegła,
Że za kościołem człowiek o ratunek woła,
Że kona - że ażeby krew go nie ubiegła,
To ornat drze się w pasy i związuje rany.
*
A faryzeusz mimo idzie zadumany...

2)
Byłem wczora w miejscu, gdzie mrą z głodu -
Trumienne izb oglądałem wnętrze:
Noga powinęła mi się u schodu,
Na nie obrachowanym piętrze!

Musiał to być cud - cud to był,
Że chwyciłem się belki spróchniałéj...
(A gwóźdź w niej tkwił
Jak w ramionach krzyża!...) - uszedłem cały! -

Lecz uniosłem... pół serca - nie więcéj -
Wesołości?... zaledwo ślad!
Pominąłem tłum, jak targ bydlęcy;
Obmierzł mi świat...

Muszę dziś pójść do Pani Baronowej,
Która przyjmuje bardzo pięknie,
Siedząc na kanapce atłasowej -
Cóż powiem jej...

...Zwierciadło pęknie,
Kandelabry się skrzywią na realizm
I wymalowane papugi
Na plafonie - jak długi -
Z dzioba w dziób zawołają: "Socjalizm!"

Dlatego usiądę z kapeluszem
W ręku - - a potem go postawię
I wrócę milczącym faryzeuszem
- Po zabawie.

W ściądze dla gimnazjalistów jest takie wyjaśnienie „O faryzeuszu i celniku” – "W kościele modli się dwóch mężczyzn: faryzeusz i celnik. Pierwszy z nich dziękuje Bogu za to, że różni się od innych ludzi: nie cudzołoży, nie kradnie, nie oszukuje i zachowuje post dwa razy w tygodniu. Drugi z nich błaga Boga o wybaczenie grzechów. Przypowieść ta obrazuje dwa modele ludzkiego myślenia i charakteru. Faryzeusz to człowiek, który dostrzega wyłącznie grzechy i winy innych nie widząc w swoim postępowaniu nic karygodnego stawiając w ten sposób siebie ponad innymi ludźmi jego postawa nacechowana jest pychą. Celnik to człowiek świadomy swych ułomności, otwarcie przyznaje się do grzechów i błaga o wybaczenie. Jego postawa nacechowana jest pokorą. Uniwersalność tej przypowieści polega na tym, że i dzisiaj spotykamy ludzi, którzy mają pretensje do całego świata, obwiniają innych o zło i nienawiść, podczas gdy sami dalecy są od doskonałości. Niewielu jest ludzi pokornych, którzy potrafią przyznać się do błędów. Przypowieść piętnuje następujące cechy; ślepotę, zadufanie, pychę, przekonanie o własnej doskonałości a każe naśladować pokorę, krytycyzm wobec samego siebie".

***
Kiedy się nie ma kasy, ani innych żadnych możliwości, masło maślane jest mym towarzyszem, a tłum dookoła czeka nie tylko na sfinalizowanie się śmierci cywilnej, to ten świat w moim wieku nie ma już zbyt wiele powabów. Ile meczów tenisowych można oglądać dziennie w Internecie?
Nic już nie muszę, niczego - w życiu publicznym. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić kolejnego (takiego) roku. Co miałem zrobić, zrobiłem. W życiu osobistym - trochę się nawrócić, by nie zaszkodziło. W życiu rodzinnym - potowarzyszyć jeszcze żonie i dzieciom, ile się da. I koniec. Mógłbym jeszcze to i owo, ale żadna parafia, szkoła, ani stowarzyszenie nie czuje potrzeby mnie zaprosić ze świadectwem ubiegłego wieku (osobistej przemiany, rodziny, gminy, kościoła, Polski), katechezą lub jakimś programem ewangelizacyjnym. I dobrze. I trudno. Chociaż ucieszę tym anonimowe stronnictwo faryzeuszy w mojej gminie, bo w niczym im nie zagrażam - ani nie konkuruję o władzę, profity, sukcesy u władzy, powodzenie u kobiet...
Prawda - także wiara rozumna - nie jest przecież w popycie.

Rzadko się spotyka takie studium przypadku - możliwość skrupulatnego przyglądania się tej fazie życia. Wykorzystajmy tę szansę dobrze. Czasami, czasami - przeważnie tylko w bajkach bardzo filozoficznych - dno (własnego) bytu oglądać można, niczym dno oka. Najbardziej spektakularnym było odchodzenie papieża.

Oto definicja patologii (paranoi?) społecznej, podam w trzech krokach, bez cienia nienawiści, przeciwnie z wielkim bólem, goryczą i żalem, i modlitwą o uzdrowienie:
- krok pierwszy (kontekst kulturowy) - wystąpienie dyrektorki Zespołu Szkół im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej w Strachówce przed Prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej na Ogólnopolskim Spotkaniu Organizacji Działających na Wsi
- krok drugi - opis tej samej wsi, szkoły, wspólnoty mieszkańców, autorstwa nauczycielki Zespołu Szkół im.Rzeczpospolitej Norwidowskiej z sugestiami personalnymi względem inspiratorów tej wielkiej (ponad gminnej, ponad powiatowej...) idei i osobiście wobec dyrektorki (matki siedmiorga dzieci!!!)
- krok trzeci - ludzie, którzy znają sytuację i nic (niewiele) zrobili i robią, aby zapobiec dalszemu niszczeniu wspólnoty lokalnej, W TYM SZKOŁY (UCZNIÓW), powtarzając "zostawcie ją, dajcie jej spokój itd.itp", nie podejmując odpowiedzialności za dobro wspólne (w tym także osoby społecznie szkodliwej!? - żeby nie użyć innego, bardziej adekwatnego w tej sytuacji słowa)







środa, 30 maja 2012

Rodacy! - więcej rozsądku i debat (więc Ducha)

Budzę się, wstaję, myję, zamykam oczy i patrzę. Co widzę? Swoją mantrę - nie-ja-Ty-Bóg-Miłość-Chrystus-Pokój-Dobro....
Otwieram oczy, patrzę. Co widzę? Dęby pamięci.

Wczoraj dostałem z Watykanu projekt katechezy na dzisiaj. Przyszedł w Internecie, na Face-book'u objawień wszelakich, przez Lincoln, Nebraska, USA. Jesteśmy jednym kościołem, lub... sektami.
Jest środa oktawy po Zesłaniu Ducha Świętego. Wszystko możemy widzieć w Jego świetle. W Jego objawieniu.

Ubawiony słucham w telewizyjnych wiadomościach o lapsusie prezydenta Obamy i cieszy się we mnie 'siewca nienawiści'. A więc przekonał się, nawet on, prezydent największego mocarstwa, że może stać się ofiarą wyższej siły! Tak działają zbitki słowne, ktoś je w tym celu wymyśla, a potem żyją własnym życiem, deformując świadomość świata. Diabeł jest nazwany ojcem wszelkiego kłamstwa i na przykładzie wpadki Barracka Obamy dobrze widać, jak (to) działa.

*******

Odgradzam czasami gwiazdkami to, co zapiszę rano przed szkołą, od tego, co po.  

Temat roboczy dnia brzmi „O Patronach Spotkania Młodych w Rio”. Zrobiłem sobie mini słowniczek z języka portugalskiego. Na wzór i przykład:
rio bonita - piękna rzeka
irmao - brat
escolhida – wybrana

Kl.3
Nie pozwolili na przeprowadzenie lekcji. Zawsze jest modlitwa, jako wstęp i zakończenie, ale środek - zamiast katechezy o błogosławionej Albertinie - był ćwiczeniem panowania nad sobą, od czego (wszystko) się zaczyna, co dobre, w naszym osobistym życiu.
Chciałoby się wziąć pasa na nieznośne bachory. W ich wieku można być świętymi, albo bachorami, choć słowo bachor ma w sobie przekręconą czułość. Pamiętam jeden z wykładów ks. prof. Czesława Jakóbca "Pojęcie Objawienia" (cały semestr na ten sam temat, ja wpadałem gościnnie), na którym, jako wtręt, było podane przez wielkiego biblistę pochodzenie bachor, bachorim - ukochane dziecko w rodzinie żydowskich sąsiadów, polscy sąsiedzi zrobili "normalnie potworem, bestią, porażkę wychowawczą swoich nieudolnych rodziców, ofiarę ich beznadziejnych eksperymentów pedagogicznych itd". Ot, jaka to wielka gra na poziomie języka! Wcale nie słowna! Dużo więcej - gra między-kulturowa (religijna), a raczej zwalczanie kulturowe (religijne).

Uczniom, w ramach pojednania zadaję liczenie ?beata Albertina" w piosence na cześć młodej błogosławionej. W kraju kultu cielesności obroniła integralność swojego ciała, płacąc cenę życia. Miała 12 lat. Papież pokazują ją młodym całego świata przed spotkaniem w Rio'2013. Ja - pokazuję młodym Strachówki. Ne pokazałbym, bo bym nie znał wcale, gdyby wczoraj nie mignęło nazwisko ulubionego biskupa Lucy Langdon z Lincoln, Chaput, pierwszego tak wysoko w hierarchii kościoła Amerykanina z indiańskiej krwi przodków. Ja też go polubiłem, umie ze wszystkimi rozmawiać, nie boi się debat na uniwersytetach z ateistami i każdym, go zaprosi lub wyzwie, aby stanął w szranki. Watykan chyba też na niego liczy.

Mignął mi w społecznościowej zajawce na monitorze, uchwyciłem sygnał, znak i podjąłem zawody ze światem.

KL6
Gratuluje im zwycięstwa - o dziwo - w piątkowej debacie. O dziwo, bo nie jest łatwo klasie szóstej potykać się z gimnazjalistami! Tym większe bravo! No i dodaję słów parę o potrzebie debat, opisuję jak umiem, salę debat w dawnym Kolegium Jezuickim w Drohiczynie, obecnym seminarium diecezjalnym. Udatność opisu mogą sprawdzić na zdjęciach w korytarzu, byliśmy tam z grupą nauczycieli z Anglii, Danii, Norwegii i Czech. Trzeba nauczyć się debatowania z kulturą  godnością, jeśli mamy wyjść na ludzi i na zdrowe społeczeństwo obywatelskie.

Każda lekcja daje mi lekcję - ot, choćby, jaki miałem plan, co wyszło i końcowy wybór: być dzisiaj bł. Albertiną, czy celebrytą/ką z piątym narzeczonym lud trzecim mężem/żoną?

Kończę pointą - debata pana Józka z panią Krysią, byłaby pięknym wyjściem z niezdrowej sytuacji w naszej wspólnocie szkolnej, parafialnej i gminnej.

Kl.1
Moją misją na dziś – uczyć panowania nad sobą! A wszystko inne – w wierze rozumnej - będzie nam dodane.

Kl.4
Romerports.com – jesteśmy jednym kościołem. Znów jednego gagatka wyprowadziłem, dzierżąc krzepko za chudawe ramię do gabinetu dyrektora. Są jakieś granice. Ja swoje, on swoje. Ja - tak, on - nie. Dobrze, że go Grażyna przyprowadziła, potem jeszcze Mila zajrzała dyscyplinująco, podszedł, przeprosił, uścisnąć mogliśmy sobie dłonie. Do wybaczania jestem pierwszy. To wielki przywilej nauczyciela, wychowawcy, ojca miłosiernego i chyba każdego rozumnego chrześcijanina.

Romereports - jesteśmy jednym kościołem, wyjdźmy z ciasnego własnego podwórka. Prezydent Kostaryki jest zaproszony z wykładem do Watykanu. A nasz? A ja? A ty? - myślisz w ogóle o tym? Szkoda, że my boimy się nawet mówić na własnym podwórku i gotowi jesteśmy oddać prawie całe pole debaty o prawdzie, pamięci i tożsamości co kłótliwszej koleżance.

A ty papież mówi, że modlitwa jest naprawdę darem Boga. Wiem, dlatego od 30 lat staję z uczniami w ciszy przed krzyżem.

Kl.2
Po drodze do klasy mamy (katecheta, pan Józio i wychowawczyni, pani Krysia) małą scysję, malutką, micro i bardzo sympatyczną.
Zachowuję się raczej spontanicznie, nie złośliwie. Nie widząc życzliwej akceptacji mojego pozdrowienia, głośnego "Dzień dobry", zaczynam przesadnie artykułować raz drugi i trzeci. No wiem, przesadziłem, powiedziałem 3 razy, wystarczyło tylko dwa, ale przecież w naszej szkole formy kabaretowe są coraz popularniejsze. Na ostatnim Festynie dla Matek prześmiewali się gimnazjaliści i uczniowie klasy trzeciej z podstawówki. Humor i uśmiech na co dzień krzepi.

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że bardzo jest potrzebna debata oksfordzka między nami - dobrze by zrobiła wszystkim, przede wszystkim uczniom! Mamy możliwości uwolnić ich ducha z ciasnych stereotypowych ramek szkoły, kościoła i gminy, czyli stawać się coraz bardziej i lepiej Rzeczpospolitą (Norwidowską i Polską).

Z klasą pracuje mi się zaraz potem całkiem zwyczajnie, normalnie, prawie jak masło maślane - sprawdzam, czy wiedzą, a raczej, czy zdają sobie sprawę, w jakie święto kościelne dostali I Komunię? Nie bardzo, ale po cóż jest nauczyciel, stary katecheta. Podpytuję o pamięć czytań liturgicznych, przecież lektorzy są wśród nich. Kantorka także. Pamięta cały psalm. To ona właśnie śpiewająco podpowiedziała. "Pan wśród radości wstępuje do nieba". 
Gdzie jest niebo? Na pewno nie tam i nie tak jak, na znanych obrazach i rysunkach-malowankach. - Dam wam, ale pamiętajcie, że to było inaczej, więc malując myślimy, jak to mogło być? A jak jest Jezus jest w Komunii świętej?

Wczoraj natychmiast wpisałem komentarz na Facebooku, na wieść o jakichś krypto-potajemnych (wiem, że znów masło maślane) świętowaniu 40-stej rocznicy święceń ks. proboszcza przez jakąś grupkę, w tym radną-nauczycielkę, chyba jedną? główną? organizatorkę (któż to wie, u nich wszystko jest tajne łamane przez poufne), choć do południa ksiądz i ona byli w szkole! Tak się nie robi, ale nie wolno też przemilczać.
Znamy zasadę „Zero tolerancji”, w domyśle „dla zła wokół nas”. Zło zachowań anty-społecznych zabija każdą wspólnotę. Przemilczanie jest współudziałem. Zło zwycięża, kiedy dobro milczy.

W międzyczasie mam mini przemowę i ćwiczenie z klasą. Wstajemy, "gasimy świeczki", ćwiczymy oddech, równowagę, panowanie nad sobą.
Świętość to nie bezgrzeszność, to sztuka przyznania się do błędów, grzechów, refleksja i próba szczera ich naprawy. W tym jestem chyba dobry, może mam po ojcu, który choć był wybuchowy, to kierował się biblijną - więc Bożą - zasadą "aby Słońce nie zachodziło nad gniewem twoim", mama zawsze w nim to ceniła.
********
Po co mi to pisanie?
Kto by tak zapytał, dostałby odpowiedź bardzo prostą. To miłosne rozdawanie się ducha. Udzielanie? Obcowanie! Zmęczony sprawami dnia, lekko zużyty, odżyję publikując. Mamy udział w objawieniu – Słowo mieszka wśród nas, i może być większy z każdym dniem, o ile sami zechcemy się odkryć. Kto nie ceni, albo jeszcze nie docenił tego aspektu rzeczywistości człowieka-osoby, niech jak najszybciej spróbuje.

wtorek, 29 maja 2012

Znaczenie Roku 1981 w moim życiu, w dziejach gminy Strachówki, Polski i Europy

Ludu mój ludu, cóżem ci uczynił - śpiewam z samego rana, 29 maja 2012. Nie ma lepszych i gorszych dni w życiu dla śpiewania z głębi serca. Śpiewaj duszo maja. Wychwalaj Pana swego, rozważaj Jego życie i mękę i zdradzieckich mu współczesnych - swoich i okupantów. Cóż im złego uczynił? Niczego. Czynił dobro, mówił prawdę. Za to Go zabili - bo znieść prawdy nie mogli. Zabili też później wszystkich Jego przyjaciół (i naśladowców), Apostołów, ówczesnych katechetów. Oprócz jednego Jana, który do końca opiekował się Jego Matką. Stronnictwa faryzeuszy są i będą niestety pod wszystkimi szerokościami geograficznymi. Najprostsza i okrutna ich definicja to "zabójcy prawdy".

Wczoraj miałem pisać (śpiewać?)  o roku 1981 w dziejach Strachówki, ale byłoby za dużo. Co do śpiewu - to głos dałem na sali podczas festynu dla Matek we wspólnocie szkolnej. Czy wszyscy czuli to samo - WSPÓLNOTĘ na nowej sali sportowej? - dzieci-uczniów, matek, nauczyciel?/ DLATEGO aż zaśpiewałem basem/barytonem "i serdeczny twój dar, lniany ręcznik mi dałaś...", myśląc przez chwilę, że czas pożegnania z matką nadchodzi (90 lat).

Dlaczego o roku 1981 w naszych dziejach?
Najpierw - bo w ogłoszeniach parafialnych na mszy rocznicowej w niedzielę od księdza Andrzeja usłyszeliśmy, że wspominamy (cały kościół w Polsce, cała Polska) 31 rocznicę śmierci kardynała Stefana Wyszyńskiego. Swoją drogą, jak te 30-tki często wracają w moim pisaniu, widać to jakaś wielka miara!

Dlaczego o roku 1981 w naszych dziejach? Pozastanawiajmy się razem. Pomóżcie mi zrozumieć.
Wróciłem do Polski z Francji na Boże Narodzenie 1980, na wypadek wejścia wojsk radzieckich (Armii Czerwonej), żeby nie weszli.
Sylwestra spędziłem w samotności w Annopolu, miałem o czym dumać. Pamiętam rozmowy o Polsce z sąsiadem Wieśkiem, jest młodszy o siedem lat. Wszystko prowadziło mnie, nas do Solidarności. Po to też wróciłem.
W kwietniu się skrystalizowało. 3 Maja powstała nasza SOLIDARNOŚĆ RI. 3 Maja był wtedy świętem zakazanym - łatwo dzisiaj tego faktu nie skojarzyć, nieprawdaż, tak jakby wolność zawsze była, i święta narodowe i wolna gmina i demokratycznie w szkole... Otóż nie - to był szlak wolności. TO JEST SZLAK WOLNOŚCI!

13 maja chcieli zabić papieża, strzelali do niego. Używam liczby mnogiej. Tak myślałem i zapisałem od razu, w "Ziarnie Solidarności", notatkach z tego czasu.
Pod koniec maja 1981 odbywało się I wielkie spotkanie braci z Taize w Polsce. Pojechaliśmy tam z Wieśkiem. Tak o tych samym czasie i poszukiwaniach ideałów pisze znana dziennikarka prasy katolickiej:
- "W 1981 r. odbywało się pierwsze w Polsce duże spotkanie Taize w Katowicach - mieszkaliśmy w rodzinach, spotykaliśmy się na wspólnej modlitwie i z zachwytem słuchaliśmy brata Rogera. Brat Roger wówczas już po raz czwarty odpowiedział na zaproszenie bp. Herberta Bednorza, z którym był zaprzyjaźniony od czasu Soboru Watykańskiego II. Jego pobyt w Polsce w roku 1981 zbiegł się z chorobą papieża Jana Pawła II po zamachu na jego życie oraz ze śmiercią i pogrzebem kard. Stefana Wyszyńskiego. Brat Roger i towarzyszący mu bracia z Taize byli przy trumnie Prymasa Polski w chwili ostatniego pożegnania w jego rezydencji oraz w dniu pogrzebu. Wprost z Warszawy brat Roger udał się do Rzymu, aby rannemu Papieżowi zawieźć bukiet polnych kwiatów nazbieranych przez polską młodzież na podwarszawskich łąkach.
Przeżycie głębokiej jedności Kościoła, które towarzyszyło mi od czasu katowickiego spotkania, prowadziło do poszukiwań prawdziwie chrześcijańskiej atmosfery w moim otoczeniu."

W Katowicach Wiesiek, chłopak z Annopola (myślałem, że wszyscy są i będą tacy otwarci :-), z polskiej wsi, wybrał "grupę milczenia" medytacji w ciszy(!), ja - "weteran" Taize - grupę pracy. Poznałem w niej maturzystę z okolic Warszawy, Darka, późniejszego proboszcza i budowniczego kościoła w Tłuszczu (parafia Męczenników Podlaskich). Nagle Katowice okryły się kirem - PAMIĘTAM, to pozostaje w oczach, pamięci, sercu, w duszy, to część mojej TOŻSAMOŚCI. Spotkanie w Katowicach zostało skrócone, wszyscy wróciliśmy na pogrzeb Prymasa Tysiąclecia.
Pamiętam Pogrzeb Tysiąclecia, setki tysięcy ludzi, wielki krzyż na Placu Zwycięstwa, kazanie po polsku wysłannika rannego Papieża-Polaka kardynała-sekretarza stanu Agostino Casaroli, pieśni Zmartwychwstania... byłem w czapce porządkowego z gwiazdką, dowódcy odcinka z czerwcowej pielgrzymki 1979. Szukam ducha czasu i siebie na zdjęciach.
Portret kardynałą Wyszyńskiego, przewiązany kirem, wisiał odtąd u mnie na ścianie, towarzyszył spotkaniom powstańców solidarności i wolnej - po latach - Polski i gminy.

Maj 1981 roku wstrząsnął gminą Strachówka, wszystko jest zapisane, dzień po dniu, w każdej wsi odbyło się zebranie i powstało koło Solidarności, z porządnym zarządem, powstał na końcu zarząd gminny, narodziliśmy się do wolności. Staliśmy się podmiotem, a nie masą rządzoną od góry (Biuro Polityczne KC PZPR, monopartii sowieckiego rodowodu). Maj 1981 wstrząsnął też Polską i Europą (białe marsze po zamachu na papieża...).

W lato były żniwa, jak zwykle o tej porze roku. Na jesieni był wyjazd na strajk do Kłoczewa i włączenie się gminy w strajk przez niepłacenie ostatniej raty podatku rolnego. Znów objechałem po błotach na rowerze wszystkie sioła i przysiółki. Coś się psuło w Polsce, mój rower też nie przetrzymał próby bezdroży lokalnych.
Najważniejszy był Ogólnopolski Strajk Rolniczego świata w Siedlcach w budynku rządowych związków zawodowych. Spędziłem na nim wiele dni, z chłopami z całej Polski. W międzyczasie wyjeżdżałem na strajk studentów na Uniwersytet Warszawski i na ATK, byłem łącznikiem dwóch światów. Spędziłem pół listopadowej? grudniowej? nocy na (powstańczym) posterunku-dyżurze-warcie pod Wyższą Szkołą Pożarniczą, by ich nie rozbili (mówiło się spacyfikować?!) w ciemnościach siłą. Zrobili to kolejnej nocy, jako "preludium do wprowadzenia stanu wojennego".

12 grudnia pojechałem z braćmi przyjaciółmi studentami na Jasną Górę zakończyć strajk akademicki, podpowiedź nowego prymasa Glempa i nowego pro-rektora Jurosa. Zastał mnie stan wojenny pod płaszczem Królowej Polski. Kariery politycznej przez to nie zrobiłem, zostałem katechetą Słowa Bożego i Bożej woli, no i "siewcą nienawiści" od wdzięcznych rodaków-współmieszkańców. Ludu mój ludu, cóżem ci uczynił? Tak było, jest i będzie, bo zawsze będą stronnictwa faryzeuszy.

O ROKU ÓW! KTO CIEBIE WIDZIAŁ i  PRZEŻYŁ DOGŁĘBNIE WÓWCZAS W NASZYM KRAJU?! Kiedyś nowy Sienkiewicz z pewnością opisze. Nowy Wajda pokaże.

Czy ktokolwiek rozumie jaką mają wartość i wymowę moje wota wdzięczności za Solidarność stojące przy tabernakulum w naszym kościele? Wątpię. To Cały Ów Rok 1981 patrzy na was od strony ołtarza. Nikt wszystkiego nie widział, nie poznał, nie rozumie. Wczoraj kardynał Kazimierz Nycz otworzył mi oczy na znaczenie III pielgrzymki Papieża Jana Pawła II, "bez której nie byłoby przełomu 1989" (?). Ile jest jeszcze znaków zapytania dla tropicieli prawdy!

GAUDE MATER POLONIA. GAUDE MATER STRACHOWKA (RZECZPOSPOLITA NORWIDOWSKA). Jest o czym rozmyślać.

PS.1
W spojrzeniu na Taize są i takie kwiatki, pardon "antyki", jak ten. Nie polecam lektury :)

Ja mógłbym już was dzisiaj (maj 2012) nie oglądać, nie wychodzić poza próg starego domu i "rozwalonej bramy do Ogrodu". Mógłbym i chciałbym zostać z widokiem na dęby pamięci i spisać, co pozostało w sercu, duszy, w kościach, mięśniach, Internecie, na skórze i w głowie, w dzień i w nocy.
Ja mógłbym już was nie oglądać, ale czy wy byście byli od tego mądrzejsi i lepsi? Wątpię. Ja pamiętam, jak było, jaka jest nasza "pamięć i tożsamość", jaki był nasz szlak do wolności, "wolność poznałem przed wiekiem".

PS.2
Jak sobie coś jeszcze przypomnę, może usłyszę w ogłoszeniach parafialnych, może znajdę w kronikach szkoły, albo Koła Gospodyń Wiejskich (pani Alina wiele razy mówiła Grażynie, że chciałaby ją przekazać w godne ręce dyrektora szkoły RzN).

PS.3
Błogosławieństwo Prymasa Tysiąclecie dla wszystkich rodzin z parafii Strachówka wisi na chórze naszego kościoła parafialnego.

PS.4
Rodzinną relikwią, oprócz takiegoż indywidualnego błogosławieństwa dla naszej rodziny (całe dzieciństwo przeżyłem/przeżyliśmy niejako w cieniu skrzydeł wielkiego Prymasa w Rodzinie Rodzin), które wisi nad łóżkiem mojej Mamy (90) w Legionowie, są także zapiski w biograficznej książce wuja Aleksandra Jackowskiego (92) z czasu pobytu w Gimnazjum Biskupim im. ks. Długosza we Włocławku. "Akurat to był okres mojego buntu przeciw Bogu.... Właśnie w fazie niewiary okazało się, że musimy przed końcem roku przynieść kartki od spowiedzi (instrukcja Ministerstwa Oświaty i Wyznań Religijnych)... - Więc co? - krzyczałem - mam iść do spowiedzi - nie wierząc? Tego nie zrobię, zbyt szanuję Waszego (to podkreśliłem) Pana Boga... Ksiądz dyrektor chyba podzielał moje racje, wezwał mnie do siebie, dał zalakowany list i poprosił, bym go zaniósł do jego przyjaciela, księdza kanonika. - To mądry człowiek - powiedział - proszę Cię, porozmawiaj z nim o sobie, o spowiedzi, o tych wszystkich kłopotach.
Porozmawiać mogłem, po południu poszedłem do seminarium duchownego, odnalazłem adresata. Uderzyła mnie szlachetność jego rysów. Samej rozmowy nie pamiętam. Opowiadałem o sobie, on mówił mało, napisał coś na kartce papieru, włożył ją do koperty i dał mi, prosząc, bym oddał memu dyrektorowi. Jeszcze tego wieczora wręczyłem mu list. Otworzył kopertę, przeczytał i uśmiechnął się do mnie. - No i po kłopocie. Mamy kartkę ze spowiedzi! - Przecież to nie była spowiedź! zdziwiłem się. - Ale ksiądz kanonik kartkę napisał i dołączył błogosławieństwo dla ciebie. - Przyznam, że wzruszyło mnie to. Takt i mądrość mego rozmówcy. Był to późniejszy Prymas Stefan Wyszyński" (Na skróty, wyd. Pogranicze, str.57)

poniedziałek, 28 maja 2012

Drugi dzień Zesłania Ducha Świętego w RzN

Wiercę się długo i długo wstaję jak z krzyża. Po głowie kręcą się trzy obrazy(ki), trzy teksty, trzy wystąpienia. Ta troistość jest krzyżem?

Pierwszy – Grażyny, dyrektora szkoła RzN i prezesa Stowarzyszenia Rzeczpospolita Norwidowska wobec, w obecności, przed Prezydentem RP Bronisławem Komorowskim na Ogólnopolskim Spotkaniu Organizacji Wiejskich w Marózie.
Drugi – mój, o podwójnym święcie Zesłania Ducha Świętego i Rocznicy I Komunii w Strachówce, na osobistym blogu.
Trzeci – Krystyny, nauczycielki, radnej i prezesa Stowarzyszenia Przyjaciół Strachówki o nas, na jej blogu.

Pierwszy i drugi są z tego samego pnia, tyle, że mój bardziej religijny (silnie nasycony wątkami duchowo-religijnymi), a pierwszy duchowo-obywatelskimi.
Wszystkie trzy stanowią dzisiaj ważne fakty społeczne w naszej gminie. Ktoś z boku może spytać, czy jest tak dobrze jak w pierwszym, czy tak źle jak w trzecim.

Nie mnie być sędzią. Dla piszących, każdy przekaz jest ważny i dla nich prawdziwy.

Jest na szczęście (dla mnie) Duch (Święty). Myślę o trzech klasach, w których stanę dzisiaj twarzą w twarz z radosną rzeczywistością - klasa po-komunijna, po-rocznicowa i po debacie. Na którejś godzinie lekcyjnej będzie jeszcze apel z okazji Dnia Matki. Na wszystkich na pewno będzie modlitwa itd. Takie jest życie. Czy tylko katechety Słowa Bożego i Bożej woli?
Odważnie piszę! A jak mam pisać, skoro wytrzymałem na stanowisku przez 30 lat? Nawet dzieci rocznicowe wczoraj się modliły "abyśmy mogli zanieść Twoją Dobrą Nowinę innym ludziom" i dodały na koniec, po komunii "Twoje zawsze wierne dzieci / wyszeptały swoje prośby /Świętość w życiu niech nam świeci". CZY ONE I JA, ICH KATECHETA, MOŻEMY MIEĆ COŚ INNEGO W GŁOWIE, KIEDY STAJEMY NA KAŻDEJ KATECHEZIE POD KRZYŻEM?

Ręczę niedowiarkom, że nie można udawać, ani grać kogoś innego przez TRZYDZIEŚCI lat. Kto chce zweryfikować moje twierdzenia, niech spróbuje, jeśli jest jeszcze odpowiednio młody, czyli ma dziś nie więcej niż 30 lat, bo weszły już w życie nowe przepisy emerytalne.

Kl.2
Różaniec lwowski, „kitkę Matki Bożej”, wieszam na szyi, aby nie zapomnieć pomodlić się z dziećmi trochę dłużej, tak z dziesięć „zdrowasiek”, w podziękowaniu za I Komunię.
Niosę im Boga, pełniąc Jego wolę.
Wchodzę do klasy i Ducha Świętego widzę w ich bieli na apel dla matek przywdzianej.

Potem już nie jest tak radośnie. Niespodziewanie (trudno powiedzieć, że nieoczekiwanie) wyłażą z kątów problemy zamiatane od dawna pod dywan.
Ustawiłem aparaturę i pokazuję zdjęcia i filmiki z wczorajszej mszy rocznicowej klasy 3, a oni od razu - „a nasze zdjęcia?” - A waszych to ja nie mam, wszystko mieliście swoje, fotografów, filmowców, reżyserów dźwięku, liturgii i obrazu. Katecheta czuł się u was jak piąte koło u wozu – nie wszystko mogę im powiedzieć. Wychowawczyni i rodzice z pewnością też nie mówią im wszystkiego o naszych sprawach. To nie jest dobry klimat wychowawczy. Brrr!

Jak wygląda współpraca innych nauczycieli w klasie radnej? - pytajcie, niech sami mówią. Przestańmy/cie milczeć. Katecheta nie jest wyjątkiem w tej „szkole w szkole”. Mówienie, jak jest, nie ma nic wspólnego z sianiem nienawiści. Przeciwnie, jest umiłowaniem prawości w życiu publicznym, także, a może głównie, w życiu szkolnym. Nim się będą mnożyć pytania „a nasze zdjęcia, nasze miejsce we wspólnocie, nasza przyszłość w otwartym społeczeństwie, w świecie szczerych ludzi...”. OD UCZNIÓW OCZEKUJEMY OTWARTEJ DEBATY NA TRUDNE TEMATY, A OD SIEBIE??? NAUCZYCIELI – RODZICÓW - WYCHOWAWCÓW?

Jesteśmy także rodzicami. W zachowaniach dzieci na pewne moje słowa, na to, co mówię, co czynię, na niektóre propozycje (pieśni) widzę reakcje nie dzieci, lecz polityki jakiejś grupy wobec mnie (szkoły) i jej liderów. Albo skończymy z obłudą, albo obłuda zniszczy nasze życie (wspólnoty szkolnej, parafialnej, gminnej). 
Ile już razy proponowałem otwartą rozmowę wszystkich zainteresowanych z sps ze mną! Po co obciążać życie szkoły? Nie musimy chodzić dookoła siebie na palcach, z palcem na ustach, byle rozmawiać z kulturą (w prawdzie i w miłości bliźniego, także tego najmniejszego spośród nas i całej wspólnoty). Nauczmy się mówić o wartościach i wizjach życia wspólnego, nie sprowadzajmy wszystkiego do spraw osobistych (to sprawa „między Józkiem a Krystyną???” Tak jak poprzednio między „byłym a obecnym wójtem?” Bzdura. To sprawa nas wszystkich, SPRAWA WARTOŚCI W ŻYCIU WSPÓLNOTY LOKALNEJ).
Strasznie długo milczeliśmy, ciągnie się to ze stratą dla wspólnoty szkolnej. Tu nie ma miejsca dla prywaty. Tu jest dobro wspólne. Z trudnościami, pokonując wewnętrzne opory, ale musimy rozmawiać, nie ma innego wyjścia dla demokratycznej wspólnoty, w demokratycznych czasach XXI wieku. W kraju Norwida, Jana Pawła II i Solidarności?! Chyba nie jesteśmy z cukru, lub waty cukrowej! Większość z nas wierzy w Ducha Świętego - Ducha Pańskiego, ducha mądrości i rozumu, ducha rady i męstwa, ducha wiedzy i bojaźni Pańskiej (Iz 11,2).

Znalazło się wystarczająco czasu na lekcji, by obejrzeć z klasą klamrę ewangelizacyjnego filmu „Jezus”. Początek... - "Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny”.
... koniec – śmierć na krzyżu. Oto, dlaczego stajemy zawsze pod krzyżem. Żeby zrozumieć miłość Boga i życia siebie-człowieka.

Patrząc na krzyżowanie Jezusa powtarzam swoją mantrę – nieja-Ty-Bóg-Miłość-Chrystus -pokój-dobro... Słowa Jezusa do „dobrego łotra” odbieram nie jak uwolnienie z lęku śmierci, ale lęku od nicości.
Jestem katechetą-ewangelizatorem w tej wspólnocie. „Mnie tak potraktowali? - i was tak traktować będą”! Każdy apostoł, ewangelizator, katecheta przekona się o tym wcześniej lub później.

Kl.4
Ach, te przeklęte plątanie się w kablach, ustawianie drogiego sprzętu szkolnego i prywatnego na chwiejnych piramidach (stolik, krzesło, podkładki) trzęsącym się rękoma starych nauczycieli (dziękuję przy okazji nieocenionemu jak się okazuje anonimowemu 'zwykłemu 40-latkowi')
Temat – II Dzień Zesłania Ducha Świętego. Notatka, zadanie - po czym poznać OBECNOŚĆ i działanie Ducha Świętego. Szukać mamy w każdej czynności dnia, lekcji, w rysowaniu portretu mamy, słuchaniu pobożnych piosenek. Dla mnie? - także w podjęciu najtrudniejszych tematów w życiu szkoły, wiecznego (10 lat) sporu z Krystyną. Nie odwrócić oczu od problemu, ale i nie przesadzić. Trzymać się wiary i rozumu. Bądźmy wreszcie dorosłymi obywatelami III RP.

Apel uroczysty na odłożony z soboty Dzień Matki okazał się czymś dużo, dużo więcej. To było prawdziwe święto - festyn Matki we wspólnocie szkolnej. Boże odkryłeś piękno wspólnoty gminnej przed nami, dzięki zespołowej pracy nauczycieli. To i święto dzieci i rodzin i szkoły... nas wszystkich. Nie plećcie o nienawiści i nie próbujcie niszczyć tego piękna, dobra i prawdy, które się dziś objawiły.

Jakie to śmieszne i wykrzywiające – oskarżać dyrektora, że coś gra, jakby w ogóle musiał coś grać?! Nic nie musi grać, pełniąc swoje obowiązki. Wystarczy i AŻ być sobą, nauczycielem, katechetą, radną, dyrektorem, wójtem, prezydentem kraju i niczego nie odgrywać, bo granie czyni żałosnym, niezależnie na jakim się jest stanowisku.

Na przerwie przeczytałem po raz setny list szkoły o błogosławieństwo do Jana Pawła II. List do papieża i przemówienie dyrektorki w Marózie są tożsame – jest w nich wyrażony i utrwalony fundament naszej szkoły (na wszystkie pokolenia żyjące w Strachówce, wartości, jest duch i metody pracy na nieskończoność).

PS.
Kochana koleżanko-nauczycielko i radno, pokaż mi nienawiść w tym poście i w całym moim blogu. I wytłumacz, proszę, dlaczego nie chcesz spotkać się i rozmawiać w gronie twoich przyjaciół, w sps, albo dyskutować na otwartych stronach internetowych. Jesteś niewiarygodna.

niedziela, 27 maja 2012

Ożyj, moja gmino


Jedni zabili mnie 'siewcą nienawiści', drudzy milczeniem (przyzwoleniem?). Jestem podwójnie nieżywy. Używa się też nieraz określenia „śmierć cywilna”. Biologicznie jeszcze dycham :)

Nasza szkoła jest znana szeroko, daleko, dzieją się w niej wspaniałe rzeczy, lecz toczą od dawna także manewry pani Krysi - jak uważają jedni, na przykład jakiś pan Józio. Drudzy, na przykład pan Rysio, albo inny zwykły 40-latek, mówią, że szkoła jest fatalna, cała do zmiany, dzieją się w niej straszne rzeczy, i że to pani Krysia ma rację .

Czy wolno tak mówić? ALEŻ TRZEBA! Mówcie głośno tak, jak myślicie (po cichu). Mówcie tak, jak rozmawiacie w swoim gronie. I tak kiedyś wszystko zostanie odkryte i wróble będą ćwierkać o tym, co w skrytości myślicie. Nie pozwalajcie jedynie sobie na „mowę nienawiści”, tak jak uczciwie rozumiecie te słowa. A na samą nienawiść??!
Dzisiaj jest Zesłanie Ducha Świętego w Kościele Katolickim.

Wszystkie twierdzenia/deklaracje wygłoszone powyżej są prawdziwe, nieprawdaż?

Na tym właściwie mógłbym poprzestać dzisiejsze pisanie, ale czy Duch mi pozwoli milczeć w dniu Zesłania? Dopiero wyjeżdżamy do kościoła.

****
Czuję się przed kościołem, wśród dzieci i ich rodziców bardzo dobrze. I w kościele dobrze. Jakie to rzadkie ostatnio. Jestem na swoim miejscu, robię to, co zostało mi powierzone 30 lat temu przez kościół, w imieniu kościoła, a przecież... rzadko się czuję ostatnio w swojej parafii swojo.
Przez wojenny przypadek wojny polsko-jaruzelskiej zostałem katechetą. Bo, po 13 grudnia 1981 nie mogłem być dalej działaczem gminnej wiejskiej Solidarności. Historia? Raczej Opatrzność rządziła moim życiem. I będzie rządzić do grobowej deski, mam nadzieję.

Nasze samo-(po)czucie ma swoje źródła na zewnątrz i w nas. Kto/co takiego było lub czego/kogo nie było przed i w kościele, co miało ewidentny wpływ na mnie? Człowiek MUSI dociekać, stawiać takie pytania, jeśli chce być człowiekiem myślącym, homo sapiens, i rozumieć swoje życie, życie swojej wspólnoty lokalnej, narodowej...
Nasz, mój, twój... świat dzieje się w tobie, we mnie, w nas, nie w mediach lub innych ośrodkach, zawsze jakoś szepczących/szemrzących za plecami i ponad naszą głową.
Jaka jest więc rola liderów we wspólnotach lokalnych, że mogą uwznioślić lub zatruć życie innych?

Przecież dzisiaj byli ci sami ludzie, te same rodziny, część tych samych rodziców i dzieci. A żądeł i jadu nie czułem! Wychodzi na moją silną wiarę i rozumienie, że ludzie są „normalni”, czyli z krwi i kości itd. i potrafią realne oceniać rzeczywistość, dobre rzeczy i złe, i zachować się adekwatnie. Wszystko niestety się zmienia, gdy stoją za nimi liderzy, którzy dla swoich celów mącą i zaopatrują bliźnich i sąsiadów w żądła i jad. Manipulują samą nieraz swoja obecnością (Sarumanowi wystarczyło wpatrywać się w szkiełko, wszyscy lubimy JRR Tolkiena).

Na koniec doszło do głosu „freudowskie” widzenie (i niewidzenie!) naszej gminno-parafialno-szkolnej rzeczywistości. Freudowski język? szerzej? - przejęzyczenia, pomyłki i przemilczenia. Broń Boże, żebym poczuł się dotknięty. Katecheta Słowa Bożego i Bożej woli nie potrzebuje ludzkich słów wdzięczności, ale ludzie w kościele? - chyba bardzo tak. Oni żyją w wielkim pomieszaniu pojęć. Wielu z nich myśli, że katecheta to siewca nienawiści, a to już chyba grzech, chociaż pewnie bardzo lekki. Albo ciężka paranoja społeczna.
Zresztą, co ucina taką błahą sprawę - tak się historycznie złożyło, że mój Anioł Stróż zawsze klęczy przy tabernakulum w parafii WNMP w Strachówce i on za mnie wszystko kiedyś dopowie. Swoje wszak życie osobiste i rodzinne, nie tylko pracę założyciela i działacza Solidarności RI, wójta, katechety i nauczyciela, związałem z nią na życie i na śmierć.

Każdy widzi, słyszy, czuje, myśli, źrenicami i oczami serca, duszy, przez skórę, swoim Aniołem Stróżem nawet za plecami – co się wokół niego dzieje, zwłaszcza, co dotyczy serca i nerwu jego ŻYCIA. Spytajcie każdego, kto występuje przed jakąś publiką – czyli każdego, od ucznia w zerówce poczynając, po arcy-aktora pewnie i kapłana.

Gdzie jest normalność w Strachówce? Każdy wie, jeśli go coś nie zaślepi – dyrektorki RzN przy Prezydencie RP (opcje polityczne nie mogą mieć wpływu), a katechety przy ołtarzu z dziećmi szkolnymi, z klas O,1,2,3,4,5,6... przynajmniej, NA MSZACH SZKOLNYCH NIEDZIELNYCH PRZEDE WSZYSTKIM.

Rocznica? Normalna sprawa. I Komunia? - tak samo. Najnormalniejsze - w drodze do świętości. Do Świętości! Nie trzeba pytać katechety, czy przygotuje dzieci, tak jak księdza, czy je wyspowiada. Wiara i rozum nie rozróżniają dni mniej i bardziej świętych w życiu człowieka wierzącego. Byle każdy żył, czuł, rozumiał i się zachowywał, według zdrowego rozumu jaki otrzymał w darze od Boga w naturze ludzkiej. By był silny Duchem, który w nim żyje, mówi, dyktuje i działa. Byle nie poddał się manipulacjom - z zewnątrz przeważnie. Jeśli od wewnątrz – to sprawa dla psychiatry i egzorcysty (często – 90%? - łącznie).

Jakie są dary Ducha Świętego? Bierzmowani wiedzą, uczyliśmy się ich przed przyjazdem biskupa, a w czasie uroczystości na jego pytanie - Droga młodzieży, powiedzcie przed zgromadzonym tu Kościołem, jakich łask oczekujecie od Boga w tym sakramencie?”, odpowiedzieliśmy-wtedy-wyznaliśmy głośno, wyraźnie, publicznie - „Pragniemy, aby Duch Święty, którego otrzymamy, umocnił nas do mężnego wyznawania wiary i do postępowania według jej zasad”.
"Siedem darów Ducha oscyluje wokół mądrości życia".
Wielka jest mistagogia tego sakramentu. Bierzmowanie - z czeskiego "biřmovati" – utwierdzać. W Koronowie też jest to jasno wyłożone na stronie internetowej parafii, pod tym samym wezwaniem, co nasza, w Strachówce.

Duch Święty więc każdemu z nas dyktuje przez całe/resztę życia. Czyni zazwyczaj to tak szybko, że nie nadążamy notować - tylko z tym możemy mieć kłopot. Dlatego nie lubię rozmawiać błaho po drodze z kościoła, żeby nie uronić, jeśli nie miałem możliwości zanotować od razu. W kościele na mszy jest bowiem pod wszystkimi prawie postaciami (słowa, ciała, krwi, sakramentalnych znaków, wspólnoty...).

B16 zapowiedział dwóch nowych Doktorów Kościoła. Takich – na nasze czasy, od spraw dialogu (kulturowego). Ogłosi ich uroczyście w przeddzień ogłoszenia Roku Wiary, w październiku, dziesiątym miesiącu obowiązującego - ludzkiego i prawie globalnie - kalendarza. Wierzę i głoszę, że bł. Jan Paweł II też będzie z pewnością kiedyś ogłoszony Doktorem Kościoła. Wolno mi.

OŻYJ MOJA GMINO W PRAWDZIE I MIŁOŚCI PRZEZ ZESŁANIE DUCHA ŚWIĘTEGO.