piątek, 19 stycznia 2018

Stracone kościelne pokolenie (i misja Strachówki)


kontemplacja prawdy
na skrzydłach wiary i rozumu
nas tutaj (do)prowadziła
(jk)

Pokolenie kościelnych doktrynerów brzmiałoby chyba za ostro? Stracone? - jest łagodne, refleksyjne, niektórych zmusza wręcz do pytań. Straceni dla kogo, czego? Dla dialogu, przede wszystkim. Czyli, w konsekwencji, dla wspólnoty, dla owocnejobecności w świecie człowieka. Czyli - dla Kościołą w świecie wspólczesnym. Żyją w swoim zamkniętym świecie i Kościele (nie)Powszechnym, jakimś wsobnym, swojsko-ludowym, narodowo-(nacjonalistyczno)-katolicko-jakimś?

O świecie myślą to, co myślało się przed Soborem Watykańskim II. Bez wnikania, poznawania zawiłości (realności) wolności, osoby, kultury, przemian. Doktryna sprzed Soboru mówi im jasno, prosto, do serca, władzę ich szanując i umacniając. Jakiś Rok 1989? A co to? A po co? Wiara i rozum? Toż jawne niebezpieczeństwo samowoli! Centesimus annus? - w imię czego, jakich rocznic... Moje życie, może nawet życie jakiejś części mojego pokolenia, było i pozostaje medytacją o Janie Pawle II. Z nim pozostaliśmy złączeni, w postawie miłości intelektualnej.

Tracić można na różne sposoby. Można być straceńcem Bożym. Nie napiszę, że ci inni, to źli ludzie. Ale nie o świętych (samotnikach) tu piszę. No i każdy z nas może się nawrócić. Nawet tuż, tuż przed. Na krzyżu? Ale kiedy wychowa się ludzi na złej metafizyce, we wrogości do realnego człowieka, świata, ba! Boga - bez szukania aspektów istotowych i konstytutywnych, bez wysiłku zrozumienia (w pocie swego czołą) i opisu dostępnego homo sapiens w najprostszej fenomenologii, czyli tak, jak ten świat się ukazuje, przedstawia, dzieje... coraz trudniej o świętość. Czyż świętość nie jest  dobrowolnym darem? Dla innych, bez wybierania targetu sobie, dla siebie, dla swoich wizji! Nie dla doktryny.

Piszę ze smutkiem. Nie jestem krytykantem, ale żywą cząstką tego ciała - tym bardziej jestem wezwany do dawania świadectwa. Nie jestem obcym, ani przechodniem. Jestem współdziedzicem królestwa prawdy, życia, wieczności i miłosierdzia. W Kościele Powszechnym wszyscy żyjemy dla świadectwa. Smutno musi być każdemu, kto jest metodycznie, doktrynersko przemilczany. Ani brat, ani siostra, ani... Bez dialogu zrywane są więzi społeczne. Brak dialogu przeczy znanym definicjom czlowieka: jako homo sapiens i homo socialis. Brak dialogu służy doktrynerom i ich wyznawcom.

Możliwe, że powinienem mówić o trzech obliczach Kościoła, za jednego życia Józefa K. Z tym, że to pierwsze, z dzieciństwa i pierwszej młodości, jest bezkrytycznym doświadczeniem Kościoła wychowania, nakazanego posłuszeństwem i tradycją. Dwa następne - z osobistego wyboru i poznania rozumnego.

Drugie oblicze Kościołą Powszechnego jest moim Kościołem - najlepszym. Najlepszym doświadczeniem. Sensu, miłości, jedności, wspólnoty - jest wielką i żywą przypowieścią o Bożym Miłosierdziu i ludzkiej braterskiej wspólnocie. Wybuchło. Objawiło się. Na wieki wieków data pozostanie w historii, świata, Polski, Kościoła - 16 października 1978. Miałem 25 lat. Studiowałem filozofię przyrody na Akademii Teologii Katolickiej (nomen omen).

Wolność, wybuch wolności w Duchu Świętym nas opanował, zbratał. Pamiętam spowiedź nad ranem, u karmelitów w Krakowie, czekając na Mszę Dziejów na Błoniach. O 3.00 rozmawiałem przez kratki, z kimś, kto był mi bratem, przyjechał z afrykańskiej misji na ten czas. Potem zdrzemnąłem się na katafalku w kruchcie. Kto nie przeżył tego jako Polak, i jako ciało z ciała, duch z ducha, w Kościele - ten wiedzieć nigdy nie będzie?! Chyba, że zechce przyjąć moje/nasze świadectwo.

"6 czerwca 1979 roku Jan Paweł II podczas pierwszej pielgrzymki do Polski przyjechał do Krakowa. Na Błoniach czekały tłumy. Pierwszą noc w Krakowie Papież spędził w swoim dawnym pokoju przy Franciszkańskiej. Nic tam nie zmieniano od czasu, gdy wyjechał na konklawe. Tego wieczoru po raz pierwszy pojawił w oknie krakowskiej kurii, by porozmawiać z młodzieżą. Zgromadzeni pod oknem młodzi ludzie śpiewali, nie dali spać papieżowi. W końcu pojawił się w oknie, stanął na parapecie, żeby lepiej było go widać. Żartował, przekrzykując śpiewy: "Trudno być papieżem w Rzymie. Ale w Krakowie byłoby jeszcze gorzej, bo musiałbym cały czas stać przy tym oknie i nie miałbym czasu ani spać, ani myśleć". 

Podczas tej samej pielgrzymki tłumy młodzieży czekały na papieża również wokół kościoła na Skałce. Atmosfera była napięta. Ludzie krzyczeli: „Zostań z nami! Zostań z nami!”. Ojciec Święty odpowiedział: "Teraz jesteście mądrzy, ale jest już za późno. Gdzie byliście 16 października? (...) Nie było was, by mnie bronić. Jak to Polacy, mądrzy po szkodzie" (tutaj).

Tamten zachwyt, wręcz uniesienie prorockie, rodził (nasze) czyny. Zrodził - przez dziesięcioletnie konsekwencje - Wolną Polskę, a jakże, we współdziałaniu z papieskim Kościołem. Niech zstąpi Duch Twój powtarzaliśmy gorliwie.  Byliśmy z Nim na gorąco. Na żywo - live, online - w przestrzeni duchowo-intelektualnej, przed epoką Internetu. Wyczytywałem każde papieskie słowo z L'Osservore Romano.
Służby "bezpieczeństwa" starego ustroju się wściekały. Działały tajne, jawne, dwupłciowe, mniej lub bardziej okrutnie. Wyrywali, nawet pielgrzymom na papieskich szlakach, oporniki z ubrań. Z serc, z duszy, z wiary i rozumu - nie mogli.
Jeździliśmy za naszym papieskim głosem wolności, sumień, kultury, prawdy... po Polsce. Rzesze pojedyńczych Polek i Polaków i zorganizowani w grupy, z polskimi dusz-pasterzami zbratani. Nikt nie czuł się lepszym, gorszem... Nikt wtedy nie mógł czuć się panem i kierownikiem naszym. Mieliśmy Jednego.

W tym duchu trzeba zobaczyć, usłyszeć, dotknąć naszej polskiej i kościelnej rzeczywistości lat osiemdziesiątych. Trzeba Gierymskich i Wajdy, żeby pokazać. Przyszłość człowieka zależy od kultury. Człowiek jest drogą Kościołą.
Scenariusz do takich obrazów i dzieł żyje we mnie. Jeszcze. Legenda polska końca XX wieku. Nie tylko Festiwal Solidarności 1980/81, ale i to, co go poprzedziło i co z niego (w nas) pozostało. Scena za sceną, epizod za epizodem, w aspektach istotowych i konstytutywnych.

Strachówka, przełom 1980/81. Idę na plebanię, do ksiedza proboszcza Mieczysława Iwanickiego, świętej pamieci, szukać rady.
- Czy moja osoba, studenta z Warszawy, letniskowego mieszkańca Annopola i gminy, może na coś się tu przydać? Chcę iść po wsiach, od domu do domu, głosić wolność, godność, wspólnotę?!
- Idź! Gdyby nie sutanna, sam bym poszedł z Tobą. Z serca Ci błogosławię!
...
I była w tym Polska - od zenitu
Wszechdoskonałości dziejów
Wzięta tęczą zachwytu -
- Polska - przemienionych kołodziejów!
Taż sama - zgoła
Złoto-pszczoła...
(Poznał-ci-że-bym ją - na krańcach bytu!...)

Ta sama melodia grała w nas. Ta, którą usłyszał Norwid - komponowaną i graną przez Chopina. Wieszczowie. Polski duch. Polscy bohaterowie narodowi. Świadomość narodowa. I samoświadomość Kościoła Powszechnego.

Oczywiście, byli w tym samym czasie inni Polacy, Polki. Świeccy, księża, biskupi. Nieszczęśnicy, tajni współpracownicy władzy. Miałem szczęście, chyba nie spotkałem żadnego, któż wie - przecież po kilkudziesieciu latach od-poznałem, że nie ominąłem, niestety, pedofili w sutannach. Czas świadomości, samoświadomości, nigdy nie jest skończony.

Legionowo, koniec sierpnia 1982, stan wojenny. Z ambony w parafii Świętego Jana Kantego (profesora UJ) pada ogłoszenie:
- proboszcz, parafia, Kościół potrzebują katechety "aby był z polską młodzieżą". Dotarło do mnie, uchodźcy z Annopola i gminy Strachówka, tam się pokazać nie mogłem, szukali mnie. Proboszcz mi zaufał. Nie wiem, co przeważyło: Taize, filozofia na ATK, czy Solidarność RI - czy wszystko razem. Norwidowych i Prusowych rodowodów i jeszcze większej świadomości/tożsamości nie mieliśmy. Aż do dzisiaj. (Tylko, że dzisiaj nie ma takich księży).

Moja matczyna parafia (tam byłem chrzczony itd.) zasłynęła patriotycznym duchem, wspólnotą i pracą. I w niej były odprawiane "Msze za Ojczyznę", i z niej jeździły zorganizowane grupy duszpastertstwa ludzi pracy na msze księdza Popiełuszki, na nieodległy Żoliborz.
Mnie, proboszcz Schabowski dał całe duszpasterstwo młodzieżowe, w tym grupy studenckiej i modlitewnej, organizację dla nich rekolekcji, przygotowanie do bierzmowania, w okresie przed wielkanocnym, także rodziców do chrztu. Parafia była wielka, budowa kościoła na takąż miarę, wszyscy mieli co robić. Kościół był pod wezwaniem Ducha Świętego. Pod koniec naszej współpracy zostałem tzw. świeckim asystentem proboszcza w ramach spotkań roboczych tzw. duszpasterstwa wielkomiejskiego (parafii warszawskich i pod-).

Nic dziwnego, z dzisiejszego punktu widzenia, że służby bezpieczeństwa ustroju i państwa PRL chciały mnie zwerbować na donosiciela przeciwko proboszczowi i ATK, bo tam jeszcze bywałem, pisząc - po śmierci promotora, ks. prof. K. Kłósaka - drugi projekt pracy magisterskiej.

Legionowo 1982 - 1989 (Kodeń, Jarocin itd.) - prócz katechez, życia we wspólnocie parafialnej, kościelno-"apostolska" ruchliwość, wyjazdy na Spotkania Ekumeniczne do Kodnia, Noce Czuwań w podziękowaniu za wakcje, podczas których cuda się działy: m.in. na Żabim Rogu (z o. A. Madejem, R. Szmydki, póżniejszym prowincjałem OMI i obecnym podsekretarzem Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów w Watykanie), na Ewangelizację podczas Koncertów Rockowych w Jarocinie, bluesowych w Brodnicy, turystów w Łebie... wszędzie za i z ojcem Andrzejem, dzisiejszym Apostołęm Turkmenistanu. Na nasze Noce Czuwań zjeżdżało do i ponad 400 młodych z całej Polski, ze swoimi duszpasterzami.

W Legionowie spotykaliśmy się także "po domach" na modlitwach spontanicznych, wstawienniczych, bywało trzech wikarych, z trzech różnych parafii. Spotykaliśmy się na dywanie i z późniejszym Rektorem seminarium diecezjalnego. Nad Biblią i Nową Ewangelizacją, i żywymi formami katechetycznymi (np. myślą pedagogiczną Marii Montessori) itp. itd.

Pisaliśmy Listy do Papieża, o sobie, o naszym Kościele, odpowiadając na Jego List do Młodych, w „Międzynarodowym Roku Młodzieży” (1985). Traktowaliśmy Go jak starszego brata w wierze, przewodnika w całym Kościele Powszechnym. Nie tylko, jak jakąś władzę hierarchiczo-daleką. Taki to był Żywy Kościół, braterstwa, wspólnoty, dialogu, modlitwy i Nowej Ewangelizacji - bez barier i podziału na "my" i "oni". Jeden Lud Boże w drodze do wieczności. Kościół w świecie współczesnym, radości, przyjaźni (na "ty", bo najpiękniejszym tytułem jest imię nadane przy chrzcie), nadziei, entuzjazmu, porwany pięknem, które zachwycało do pracy... aby się Zmartwychwstało (Soborowy bardzo, Piotrowy i Norwidowy, święty i apostolski).”.

Strachówka 1990-94. Nowa funkcja wójtowska w odrodzonym polskim samorządzie dawała wielkie nadzieje na wyznaczanie nowych szlaków patriotycznej, oświatowo-kulturalnej, religijnej, wszelakiej współpracy u podstaw Rzeczypospolitej. Organicznikowskiej, w tradycji polskiej kultury i narodowego społecznikostwa.
Dla proboszczów, a także dla biskupów i ich kurii, wójtowie byli mile widzianym partnerami. Tak, partnerami, na szczeblu władzy lokalnej. A jeśli wójtowie mieli obycie kulturowe i większą świadomość narodową, z elementami samoświadomości Kościołą, działy się rzeczy piękne. Może i wielkie, na pewno niebywałe. Spotkania Trzech Króli, Gminne Spotkania Oświatowe, rejonowe spotkanie samorządowców z biskupem Ordynariuszem (kluczem: jak budować wspólnotę).

Annopol 1995. Ksiądz biskup Ordynariusz (ba, Ojciec Założyciel diecezji), nawiedził - jak się mówi w takich przypadkach, ale można również, że "pielgrzymował" - Matkę Bożą w Annopolu. A i - oczywiście, bo to, co Bóg złączył, pozostaje nierozdzielne - stary rodzinny nasz Dom w Ogrodzie, z wielką tradycją II RP - Bolesława Prusa wpierw. Rzeźba Chrystusa Króla planowana w Warszawie na pl. Trzech Krzyży 1939 i pomnik Kilińskiego w Warszawie i Orląt 1020 na Powązkach, i Muzeum Techniki w Warszawie i Pierwsza Narodowa Pilegrzymka do Ziemi Świętej (1929) i msze liczne przed figurą MBA i w onym domu... się biskupowi skłoniło za wdzięczną pamieć i oczywiście osoby: twórcy, artyści, zamordowany w Katyniu płk. Jackowski i por. Osiński, ksiądz dziekan z Małogoszcza, i ci, co chcieli tutaj być święci (pamietnik z 11.11.1900).

Pamięć Kościoła jest niezniszczalna. Pamiętam więc także, gdy biskupa Kazimierza witałem w imieniu katechetów w Legionowie u św. Jana Kantego, w dolnej kaplicy, głowny kościół nad nią był jeszcze w budowie. Jeszcze wtedy była jedna arcydiecezja warszawska.
Pamięć Kościoła POwszechnego jest niezniszczalna, bo co do lokalnego, to hmm...
Ksiądz dziekan jadowski Marian przywiózł nam kiedyś pamięć i wsparcie w kopercie od biskupa Ordynariusza. Dziekan, który kiedyś też sprawował - tak się mówi - mszę święta w naszym domu, pod gobelinem Matki Bożej Włodzimierskiej (wyk. Katarzyna Bala), stanął wtedy tylko w progu i przekazał. Dziekan bywał też na naszych (ponad)gminnych Spotkaniach Oświatowych. Polska się odradzała.

Biskup Ordynariusz ustanowił - pod koniec swojej służby - stypendium diecezjalne dla dzieci z licznych, ubogich rodzin. Nasz Jan-Maria był jej pierwszym wyróżnionym. Spłacił ją dobrze, w służbie liturgiczno-muzycznej w duszpasterstwie akademickim w Glasgow, stażem w COMECE w Brukseli (i blogiem tam pisanym), wierną przyjaźnią biskupowi Paisley... Na służbę nieskończoną w Kościele błogosławił jemu i żonie, nowożeńcom, Papież w Watykanie (2015). Zbieram ułamki chleba dobroci i łaski, łąmanego w Kościle Powszechnym. Nie dla "chwalb myta" (St. Jackowski w wierszu dla siostry Marii, która chciała być świętą, 1911). Nie mogę nie dawać świadectwa. Żeby prawdę kontemplować na dwóch skrzydłąch, wiary i rozumu, trzeba chcieć i móc ją poznać. Samoświadomość jest skarbem nie tylko dla osób, ale i wspólnot.

"Sobór Watykański II (1962–1965) poznaje Kościół w świetle Objawienia, a  równocześnie osadza go i  ugruntowuje w  doświadczeniu ludzkości... Wychowawczy potencjał w  dokumentach Soboru Watykańskiego II... Odczytywane, poznawane i  przyswajane teksty należące do spuścizny Soboru Watykańskiego II, jako miarodajne i  normatywne teksty Magisterium należące do Tradycji Kościoła, mogą stanowić busolę wskazującą drogę w  stuleciu, które się rozpoczęło. Codzienna praktyka życia przynosi wiele problemów, które musi podejmować społeczność chrześcijańska, poszukując rozwiązań zgodnych z  postawą wynikającą z  przyjęcia Objawienia, ale także odpowiednich dla określonego czasu i kultury.

Pół wieku, które minęło od ogłoszenia Deklaracji o  Wychowaniu Chrześcijańskim Gravissimum educationis Soboru Watykańskiego II (1965 r.) może stać się impulsem do poszukiwania podstaw wychowania w inspiracji chrześcijańskiej. Myślenie, które jest wpisane w  inspirację chrześcijańską – jak stwierdza ks. prof. Marian Nowak [w książce "Podstawy pedagogiki otwartej"]– „nie jest zamknięte, czy raz na zawsze opracowane, lecz tak, jak pojedynczy chrześcijanin w swoim życiu nie jest nigdy tym, który już »osiągnął«, lecz musi być ciągle otwarty na zmiany i ciągle czuwać, tak też pedagogika inspirowana przez chrześcijaństwo (zarówno przez teologię, jak i  praktykę Kościoła) musi być z natury rzeczy »otwarta«, gdyż jest ona ciągle w drodze, nie stoi w  miejscu, ani nie jest jak ktoś, kto już doszedł. Wierność Chrystusowi powinna chrześcijan działających w  zakresie spraw wychowania i pedagogiki inspirować do wierności człowiekowi i tym mocniejszego ukierunkowania się na problemy antropologii wychowania”(ks. dr hab. Stanisław Chrobak prof. UKSW)

Otóż, myśląc i pisząc o straconym kościelnym pokoleniu w Polsce, wcale nie zacząłem od siebie i naszych rodzinnych dziejów. Impuls do większego myślenia i pisania dała nauka, polska i światowa. Nauki teologiczne, historyczne (historia Kościoła, do której przyczynkiem jest także ten tekst), nauki o literaturze (R. Zajączkowski, Głos prawdy i sumienia. Kościół w pismach Cypriana Norwida)...
Jestem tylko naocznym świadkiem tego, czym zajęły się owe dziedziny nauki. O czym wczoraj czytałem. Teksty pochodzą z Francji i Polski. Szacowne instytucje: KUL, Międzynarodowy Przeglad Teologiczny itd.

SOBÓR-JAN-PAWEŁ-II-I- NORWID
konkordancja!

Tego już się nie da odkręcić, ani zamieść pod dywan. Kamienie wołać będą. Ale dlaczego o tym mają nas uczyć Francuzi, Amerykanie...?! Bo bardzo pragną poznać głębię, z której wyrósł Karol Wojtyła. Bo prawda - Sobór, Papież, Norwid - jest/są wartością uniwersalną, mają zasięg (misję) globalną. A my w nich, z nimi.
Dlaczego to, jak dotąd, nie pociąga polskiej inteligencji, tak świeckiej, jak i kościelnej? Jak dotąd, wolimy nazywać Nim ulice i stawiać Mu pomniki. Ale żeby tak pocić swoje czoła ciężką pracą myślenia? Otwartego na innych!!!
Nie lubimy tego - ubolewał Norwid, może i Prus. Ubolewam ja, katecheta-świadek-czasu. Ubolewa Rzeczpospolita Norwidowska, pozostajac w półmroku elit (zwłaszcza tzw. dusz-pasterskich). Bez zrozumienia ludzi i idei otwartego świata. Łatwiej śpiewać hosanna, alleluja i do przodu, od Torunia, po gór szczyty. Myślenie? Osoba? Wolność? Nawet Jego encyklika FeR nas (jeszcze) nie przekonała. Cóż dopiero Sobór Watykański i ... Norwid, IV Wieszcz.

Ale już w świecie pierwsze jaskółki ćwierkają, niedługo zejdą na poziom Facebooka i Twittera! ;-)
Nowych ludzi plemię - prowadzone przez Ducha Świętego, pardon, ducha czasu (i miejsca). 

"Przez wszystko do mnie przemawiałeś - Panie,
Przez ciemność burzy, grom i przez świtanie;
Przez przyjacielską dłoń w zapasach z światem,
Pochwałą wreszcie - ach! - nie Twoim kwiatem..."

I ja się tak modlę, z Poetą-Wieszczem. Nie tylko prywatnie. Także podczas uroczystych liturgii w norwidowe rocznice (- także już za ks. prob. Jerzaka, który ważył sie wynieść Wota Wdzięczności za Wolność, Godność, Wiarę i Rozum mojego solidarnościowego pokolenia. Mówi, że aż do czasu, jak my się ułoży w głowie nowa koncepcja. Koncepcja... wystroju kościołą (z małej litery). O wystrój idzie? Nie o prawdę, kontemplowaną na dwóch skrzydłach!

Dlatego tak piszę, jak piszę, "bo nie może mnie nie obchodzić... bo to jest moja Matka, ta ziemia! Bo to jest moja Matka, ta Ojczyzna" (JPII, Kielce 1991).

Ta ziemia, nazwana przez nas Rzeczpospolitą Norwidowską, powiedziała nam TO wszystko.  Nie muszą Francuzi i inne narody, choć za ich zrozumienie i pracę wdzięczność moja/nasza nie zna końca. Bez nich, zadziobały by nas tutaj kruki, wrony. Wrogość klasowa? Po-klasowa? Bezmyślność, bliższa naszemu narodowi (społecznościom) niż inteligencja?! Niech badają socjologowie, psychologowie społeczni, antropologowie kultury, teologowie też, skorośmy ponoć "katolickim narodem" - przynajmniej ochrzczonym.

Francuz napisał, Père Pascal Ide, że rozumie jak bardzo "the decisive influence on Karol Wojtyła of the Polish poet Cyprian Kamil Norwid... Wojtyła began reading his poetry in high school and learned several of his works by heart. He once recited Norwid’s great mystical and philosophical poem Promethidion onstage, in a recitation contest in 1936, when he was only 16 years old. As pope, John Paul II referred to Norwid on several occasions, and many of the central themes that he developed were deeply indebted to the Polish poet, as he himself acknowledged with gratitude.”

My to wiemy. Ale spytajcie naszych (polskich) księży! Zwłaszcza na Norwidowej Ziemi (i Rzeczypospolitej), ziemi urodzenia, nabycia tożsamości kulturowej (Z. Dambek), ziemi matczynej miłości i wspomnień. A przecież - wydawałoby się - że Papież-Polak wskazał im i nam to expressis verbis przed NASZĄ katedrą (13.6.1999).
Dla ignorancji nie ma usprawiedliwienia! Zwłaszcza, gdy uchodzi się za polskich dusz-pasterzy! Ta ignorancja jest groźna (zabójcza). Przyszłość człowieka zależy od kultury!
Jakie sobie wyznaczyli ramki, granice? Od seminarium po kurię biskupią? Jak bardzo nas zranili ignorancją, raczej złą wolą, w ramach ŚDM 2016! Nie, by jeden z najwięszych chrześcijańskich myślicieli Europy, był szerzej poznany. Bo mają inne koncepcje, nie tylko na wystrój naszych świątyń! Bez łączenia wiary z rozumem! W tardycji, prostszej, może prościutkiej.

I cóż, że nazwą mnie wrogiem kościołą? Przecież w swoim zaślepieniu mówili już o mnie/nas, że "posługujemy się papieżem". Ciekawe, kim/czym oni?! Ślepym posłuszeństwem? - czyli zaślepieniem! Z nauką jednak już przegrali. Boże, wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią!

EPILOG:

Skoro napisałem już tyle, to muszę do końca. Posumowująco. Nie przypisuję sobie zbytniej chwały. Po prostu wykonałem - bez lęku - pracę mi zadaną. Przez Opatrzność. Rodziną, zamieszkaniem, profesją-powołaniem. Talentami i słabościami naznaczony. Jak każdy myślący homo sapiens.
W ten sposób, na koniec muszę wyznać, całkiem niespodziewanie posunałęm naprzód sprawę Jana Pawła II w Polsce. W polskiej kulturze, w świadomości narodowej i samoświadomości Kościołą. Gdzieżbym kiedykolwiek pomyślał?

Ja tylko tutaj, Annopol-Strachówka, przyjeżdżałem z rodziną na wakacje. Do starego Domu w Ogrodzie z wielką tradycją. To musiało powodować czyn solidarnosciowy, Solidarności z 3 Maja w gminie Strachówka. Odkrycie związków z Norwidem przyszło dużo później, w Nowym Tysiacleciu, i nie jest moim. Ja tylko uchwyciłem się tego niebywałego faktu, który śmielej wyszedł na powierzchnię, bo kochałem Norwida od licealnej młodości. Ani bym pomyślał... Wyrosła z tej miłości Rzeczpopsolita Norwidowska, projekt nie tyle geograficzno-historyczny, co kulturowy, ponadgraniczny. Aż po odbudowującą się za moich dni świadomość narodową. Bo - samoświadomość kościelną mam od Soboru i katechez w Legionowie. Tutaj, w Strachówce, nie wszystko się zaczęło, ale wszystko się połączyło.

Ziemia zadała nam myślenie. Kultura - zakorzeniona jest w ziemi. Kultura i cywilizacja zaczyna się od uprawy. By żyć, by nie umrzeć z głodu. Życie first. By lepiej, coraz lepiej żyć. Z coraz większą świadomością. Bez której nie ma homo sapiens, ani prawdy, którą można kontemplować, z pomocą dwóch skrzydeł (co wiemy od świętego JPII i Jego nauczania, encyklik, homilii, medytacji). On dał nam natchnienie, siłę, dumę, chwałę... o ile je wraz Nim podjęliśmy.

Nie można zrozumieć Papieża Wojtyły bez Norwida. Nie można bez nich zrozumieć pewnych tropów wpisanych w dokumenty Soboru Watykańskiego II. Bez nich nie można rozumieć naszej kultury, świadomości narodowej, samoświadomości Kościołą, nawet gminy Strachówka i Europy.
Człowiek-Polak nie może zrozumieć sam siebie... ani kim jest, ani jakie sa jego największe powołąnia. Ani świata współczesnego.

Nasza misja w Strachówce - jako Rzeczpospolita Norwidowska - ma promieniować na cały świat i Kościół - niepojęta godność. Lumen gaudium. Gaudium et spes. Dignitatis humanae. Redemptor hominis. Dives in misericordia. Fides et ratio. List do rodzin i medytacja o bezisteresownym darez z siebie.... stanowiło Jego, nasz czas, mnie... A to Polska właśnie. Ponad wszelkie partyjne i wyznaniowe granice i intelektualne ograniczenia, teczą zachwytu brana od zenitu Wszechdoskonałości dziejów (czyli od Alfy i Omegi, Redemptor hominis).  Karol Wojtyła wpisał Norwida w dokumenty Soboru, czyli na wieczność. Można ich tam łątwo znaleźć - sam papież wskazał na Norwida, "jakby prekursora Soboru".

Co można zrobić, by PRAWDA zapisana w tym norwidowo-soborowym zdaniu - „Chrystus, nowy Adam (...) objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego powołanie,” dotarła na cały świat?!

Załącznik numer 1:
"the decisive influence on Karol Wojtyła of the Polish poet Cyprian Kamil Norwid"

Załącznik numer 2:
Jest rozwinięciem pierwszego - "This article demonstrates the decisive influence Norwid had, both as a poet and as a man, on his fellow countryman who would one day become pope: on the latter’s understanding of work, art, suffering, heroism, Poland, and the role of the Church in the world." (o artykule prof. Kazimierza Brauna, w przypisie 6, tutaj)  - co można skonfrontować z osobistą wypowiedzią Jana Pawła II do Norwidologów z 2001. Żadna zagadka.

PS.1
Na środkowym zdjęciu w kolażu św. pp. JPII i o. Andrzej Madej OMI przekazują sobie i nam znak pokoju podczas koncelebry Oazy Rodzin w Watykanie 1979. Andrzej Madej zwócił mi uwagę na soborową "obecność" (uobecnienie) Cypriana Norwida, z posługą duchowo-intelektualną biskupa Karola Wojtyły, Soborowego Ojca.

PS.2
Zdjęcie ze strony Communio z linkiem na papieską medytację.

wtorek, 16 stycznia 2018

Norwid-Sobór-Wojtyła (konkordancja)


Można tytułową kolejność (konkordancję) przestawić, poprowadzi inaczej. Święty Wojtyła (JPII), Sobór Watykański II, Norwid też jest uzasadniona. Ale i inne, np. Jan Paweł II, Norwid i Sobór Watykański II. Wariancje zwiększa wielopostaciowość najsłąwniejszego Polaka XX wieku. Bo i chłopak z podwórka Karol Wojtyła, i biskup-ojciec- soborowy, Polak-Papież i święty Kościoła Powszechnego.

Tego się nie da rozłączyć. Może - dla teologów, polonistów, filozofów. Mniej - dla kulturoznawców. Dla zwykłych mieszkańców Norwidowej Ziemi, Rzeczpospolitą Norwidowską świeżo odkrywaną, się nie da. Wszystko z tego dla nas żyje jednako i jakby się dopiero wydarza, staje, wyłąnia z nicości. Z niebytu w świadomości narodowej i kościelnej.

Niektórzy już wiedzą. Najpierw ojciec Andrzej Madej, Apostoł-Poeta w dalekim Turkmenistanie. Ale i inni dochodzą. Dam cytat z tekstu ks. Pascala Ide, ze wspólnoty Emmanuel, doktora w medycynie, teologii i filozofii, wykładowcy seminarium w Bordeaux i Instytucie Teologii Ciała. Nie będę go tłumaczył, bo to już jest tłumaczenie, z języka francuskiego:

"The importance of this meditation also allows us to glimpse the decisive influence on Karol Wojtyła of the Polish poet Cyprian Kamil Norwid, an artist who is renowned in his own country but still relatively unknown elsewhere. Wojtyła, who cites Norwid no fewer than five times in this text, began reading his poetry in high school and learned several of his works by heart. He once recited Norwid’s great mystical and philosophical poem Promethidion onstage, in a recitation contest in 1936, when he was only 16 years old. As pope, John Paul II referred to Norwid on several occasions, and many of the central themes that he developed were deeply indebted to the Polish poet, as he himself acknowledged with gratitude.” (O znaczeniu tekstu "Medytacja JPII na temat bezinteresownego daru z siebie" w Nouvelle Revue Théologique, 2012).

***

DOWODY ŚWIĘTOŚCI

              /medytacja o świętości/ 
I
naprowadził mnie wczoraj
epizod z Jana Pawła II
mógłbym nie pisać z jakichś powodów
on będzie jak był i pozostanie

napiszę czy nie
czy kosmos się rozpadnie
nic już tego nie zmieni
to ostateczność

napisał rozważania w 1994
ale zdał sobie sprawę
że publikować nie może
dopiero rok po śmierci

odejdę i ja tchu złapać
kawę zaparzę w piecu napalę
to są sprawy niesłychane
moja nadmiarowość słów im nie szkodzi

akurat po to może żyłem
by wyłapać dla innych nieznane
kwestie ziemi i dziedziczenia
genealogią i kulturą

II
dawne gnozeo- i epistemo- logie
dzisiaj mają pomoc
w kognitywistyce
inaczej więcej poznać trudno

uciekając w same dziedziny poznawcze
jeśli nie biegnie poznanie
przeze mnie
człowieka-osobę nie sam rozum

całym sobą poznaję
całym sobą żyję
wszystkim co mnie stanowi
prawdę kontempluję

samoświadomość
samopoznanie
emocje i ciało są uduchowione
a duch ucieleśniony

III
Jan Paweł II Papież-Polak
rok 1994 przeżył osobo-osobiście
rzeczywistością rodziny (Wadowic)
i siebie samego w niej i z niej

list do rodzin i siebie samego
napisał jakby dwukrotnie
ten drugi nazwał medytacją
lecz nie pokazał wtedy światu

zbyt osobiste w nim zawarł
wyznanie prośbę Totus Tuus
aby nie uległ pożądaniu
formie najbardziej zakamuflowanej

ażeby został czysty
czyli przeźroczysty dla Boga i ludzi
by czysty był jego wzrok i słuch
i umysł

dla objawianiu piękna
jakim Bóg obdarowuje ludzi
by tworzyć życiem arcydzieła
jak Chopin jak Norwid

nie stargać... nie zniszczyć...
nie pomniejszyć... uwydatnić...
jak ci co byli są i będą
Totus Tuus

IV
dzieci są święte
i nasi zmarli
nie tylko świętej pamięci
nie tylko przez czyny ale i chęci

nie mógł Karol opublikować
miał postanowienia święte
za życia nic zapewnić nie można
ale może w rok po śmierci...

    (wtorek, 16 stycznia 2018, g. 11.04)

***

MEDYTACJA O WSZECHŚWIATACH

              /syn nalał mi The Ardmore/

cały kosmos otwarty
przed chcącym człowiekiem
dostępność światów wielu

siedzę w Annopolu
myślami z Wojtyłą i Norwidem
w za-i-przed-ich-światach

w prześwitach bycia
powiedziałby Heidegger
prawdą i męstwem nazwał Tillich

i ja tam z nimi byłem
z wszystkimi myślącymi
i z poetami jak Rilke

mogę
miasto mnie nie zagłusza
wszystko ode mnie zależy

męstwo zawieść nie może
miłość zawieść nie może
prawda zawieść nie może

    (poniedziałek, 15 stycznia 2018, g. 18.08)

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Dotknąć świadomości (narodowej)

"... piszę miarą,
Jak człowiek w wielkiej samotności, który
Muzyką sobie nieuczoną wtórzy
I to mu zamiast towarzystwa służy"
New-York, USA, 10 kwietnia 1853

Dar i tajemnica osoby, choć stają się nami, każdemu człowiekowi dają się inaczej i podobnie (patrz post scriptum nr.2). Mnie, oprócz małżeństwa, także na skrzyżowaniu polskich gmin, parafii i szkół. Oczywiście i w pełni, dopiero wraz z odzyskaniem niepodległosci, czynem Solidarnosci Narodowej 1980-89.

Bez ziemi narodzenia, wychowania, zamieszkania... czyli bez rodziny, w ciągu pokoleń i kultury polskiej zanurzonej w kulturze człowieka na ziemi, oraz w Kościele Powszechnym, nie doszedłbym tutaj, gdzie jestem na koniec życia. Symbolicznie, znamiennie, i bardzo realnie - w Sanktuarium Matki Bożej Annopolskiej w Rzeczpospolitej Norwidowskiej.

Redaktor Piotr Szymon Łoś robi o tym audycje radiowe, a jakże, w Radio dla Ciebie! O Rodach i rodzinach Mazowsza. Drugi cykl red. Piotra Szymona nosi tytuł Łosiowisko. Jest o tym samym i podobnym. O najpiękniejszych i wielce znaczących postaciach i miejscach. W tym odcinku o Bieżuniu, gdzie Konstytucję 3 Maja pisano!
Intrygujących osób i miejsc, bo wszyscy, trochę oczytani, trochę więcej znający samych siebie, mogą się w nich odnaleźć. Albo coś z polskiego deja vu, kojarzeń, świadomych i pod-. Bo to Polska jest włąśnie. W nas zapisana, genami i kulturą. Nie może nas to nie obchodzić. Bo to jest nasza Matka, ta ziemia. Bo to jest nasza Matka, ta Ojczyzna.

Kto z nas żyje trochę dłużej, mógł usłyszeć te słowa wypowiedziane/wykrzyczane w Kielcach 1991 - "Oto matka moja i moi bracia". Może dlatego mówię tak, jak mówię, ponieważ to jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć! Łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować. Zbyt długo niszczono! Trzeba intensywnie odbudowywać! Nie można dalej lekkomyślnie niszczeć!"

Życie, Opatrzność (c'est la Providence - jak mawiają Francuzi), stawia nas tam, gdzie sięgamy zenitu naszych spraw osobistych (rodzinnych), ludzkich. Wszystko co najważniejsze jest darem, staje na naszej drodze. My - co najwyżej - możemy przyjąć, zrozumieć, świadomie uczynić osnową. I życie się tak zaczyna. I wychowanie i miłość i powołania...

***

DOTKNĄĆ ŚWIADOMOŚCI (NARODOWEJ)

             /samoświadomość Kościoła i Bieżunia/

I
za mało na posta na blogu
albo na referat
za ważne żeby nie pisać
więc choć tutaj

skoro Sobieski ze Strachówki
Józef mąż Hilarii
pisał do niej list o początkach
obrad Sejmu Wielkiego 1788

skoro ich syn Michał 1778
był wraz z całą rodziną
przy odsłonieciu pomnika Jana III
i mowę przed królem wygłosił

za co król wielce kontent
wziął go na swoje utrzymanie
w Szkole Rycerskiej I RP
co legendy rodzinne zachowują

sieć powiązań rodzinnych
cały nasz teren okryła
co rzeczą jest normalną
nienormalną nie mieć świadomości

skoro ich syn Jan 1790
i Ignacy trzeci i pięć córek
żyli w takim historycznym czasie
Konstytucji wojen i powstań

nie każdy z nich był bohaterem
ale sieć rodzinnych powiązań
nas okryła
siecią narodowej tożsamości

II
skoro na tych ziemiach żyli
po tych drogach chodzili jeździli
te same drzewa rosły dla bocianów
w tych kościołąch śluby brali

na naszych cmentarzach leżą prochy
historii świadomości narodowej
dla ich pamięci módl się kochaj
i bądź miłosierny...

w tem jest twój i zmarłych żywot
inskrypcją dla nas wypisane
w Korytnicy
praiskra na świat wyszła z Polski

skoro na cmentarzu w Sulejowie
w tym samym leżą grobie
proboszczowie historii
od 1790 po nasz czas

ten drugi przywędrówał z Lublina
włądza carska wygnała
za Powstanie Styczniowe
tu leżą dla nas ich kości

skoro tak samo budowali kiedyś
domy dwory i chaty
w Strachówce i Baczkach
Ostrówku Klembowie Annopolu

skoro brat mojej babci
wymyślił pomysł na siebie 1911
Cyprian Kamil Gozdawa Jackowski
a drugi zginął w Katyniu

skoro siostra babci
chciała być świętą 11.11.1900
i na Ziemi Świętej stopy postawiła
w narodowej pielgrzymce 1929

kim my jesteśmy
że nie pamiętamy
nie chcemy mieć takiej tożsamości
świadomości narodowej i większej

      (poniedziałek, 15 stycznia 2018, g. 10.01)

***

DAR PISANIA

        /wszystkie wszystkich ideały grały/

jak się nie cieszyć
i nie chwalić kogoś
kto daje nam coś do pisania
na scenie tak mistrzowskiej

jak nie wychwalać siły osobowej
bo żadna rzecz nas nie nuży
rzecz nie zmusi mnie do pisania
sedno serce osoba i prawda

wiarą i rozumem kontemplowane
bo są
bo przychodzą
w dialogu ze wspólnotą innych osób

gdyby ich nie było
i gdyby nie ich pisywanie
dawanie świadectwa prawdzie
czym byłoby życie

żeby tak pisać (prawdziwie)
trzeba życie przeżyć (i siebie)
choć pisząc ma się lat niewiele
może z dwadzieścią i cztery

    (niedziela, 14 stycznia 2018, g. 11.45)

***

SAKRAMENT DIALOGU

                /tajemnica jednania/

to samo jest ze wspólnotą
gdyby jej nie było u Boga (bogów)
w troistej jedni
toczyliby wojny

od tego się wszystko zaczyna
skoro między nimi
tym bardziej między nami
ludźmi myślącymi

sama możliwość myślenia
kultury nie stworzy
potrzebny jest dialog
we wspólnocie

bez dialogu rodzenia słowa
między nami
religii nie ma
mszy i innych sakramentów

     (niedziela, 14 stycznia 2018, g. 9.47)

***

DUCH I POLITYKA

           /świadomość narodowa/

I
tylko potrącę
zjawiskowo chyba
bo coś się we mnie kołacze

sam temat ani tytuł
bez osoby człowieka
daleko nie zaprowadzą

jak to jest we mnie
w realnym człowieku swego czasu
mówi droga-prawda-życie

z całością oddziaływań
emocji samopoczuć
w jednej tożsamości

II
mam Prusa i Norwida do pomocy
myśl i życie Jana Pawłą II
jak to u nich jak u mnie bywało

duch zawsze nas prowadził
polityka była miedzią brzęczącą
tłem nie istotą

rodzice ich szybko odeszli
miłość nadal prowadziła
ja miałem szczęście rodzinne

do powstania o wolność
poszedł piętnastoletni Prus
miał brata powstańca

miłość wolności i sztuki
Norwida wyprowadziła
poza granice Polski

III
podobnie w duszy mej gra
grało i grać będzie
do biologicznego końca

mam szczęście mam rodzinę
żonę i liczne dzieci
i gminę kawałek Polski

nie władzę nie politykę
nie bogactwa inne (stąd)
ale świadomość narodową

z Prusa wyciągnąłem to rodzinnie
a z Norwida
Rzeczpospolitą Norwidowską

    (piątek, 12 stycznia 2018, g. 9.30)

PS.1
W kolażu zdjęcie z nagrobka Sobieskich na cmentarzu w Korytnicy, oraz pałac w Bieżuniu - z tej strony.

PS.2
"Hymn o miłości z Pierwszego Listu do Koryntian pozostaje wielką kartą cywilizacji miłości. Chodzi w nim nie tylko o poszczególne przejawy (zarówno egoizmu, jak też altruizmu), ale przede wszystkim o zaakceptowanie definicji człowieka jako osoby, która „urzeczywistnia się” przez bezinteresowny dar z siebie samej. Dar jest — oczywiście — darem dla drugiego, „dla innych”: jest to najważniejszy wymiar cywilizacji miłości.

Wchodzimy tu w sam rdzeń ewangelicznej prawdy o wolności. Osoba pojawia się przez wolność w prawdzie. Nie można rozumieć wolności jako swobody czynienia czegokolwiek. Wolność oznacza nie tylko dar z siebie, ale oznacza też wewnętrzną dyscyplinę daru. W pojęcie daru wpisana jest nie tylko dowolna inicjatywa podmiotu, ale też wymiar powinności. To wszystko zostaje z kolei urzeczywistnione w „komunii osób”. W ten sposób znajdujemy się w samym sercu każdej rodziny.

Zarazem jesteśmy tutaj na tropie antytezy pomiędzy indywidualizmem a personalizmem. Miłość i cywilizacja miłości związane są z personalizmem. Dlaczego właśnie z personalizmem? Dlaczego indywidualizm zagraża cywilizacji miłości? Klucz odpowiedzi stanowi soborowe wyrażenie „bezinteresowny dar”. Indywidualizm oznacza także użycie wolności, w którym podmiot czyni to, co sam chce. Nie przyjmuje, aby ktoś „chciał”, wymagał od niego w imię obiektywnej prawdy. Nie chce drugiemu „dawać”, stawać się darem „bezinteresownym” w prawdzie. Indywidualizm pozostaje egocentryczny i egoistyczny. Antyteza pomiędzy nim a personalizmem rodzi się nie tyle na gruncie teorii, ile na gruncie „etosu”. „Etos” personalizmu jest altruistyczny. W jego zasięgu osoba nie tylko zdolna jest stawać się darem dla drugich, ale co więcej — znajduje w tym radość. Jest to ta radość, o jakiej mówi Chrystus [Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich]... Nie będzie więc przesadą powiedzieć, iż życie narodów, państwa, organizacji międzynarodowych „przebiega” przez rodzinę... Rodzina w Bożej myśli jest pierwszą szkołą człowieczeństwa w każdej postaci: bądź człowiekiem! Jest w tym zawarty imperatyw: bądź człowiekiem jako syn twojej ojczyzny, jako obywatel twojego państwa, jako — w znaczeniu nowożytnym — obywatel świata. Bóg, który dał ludzkości czwarte przykazanie, jest to Bóg „przyjazny” człowiekowi (filanthropos, jak mówili Grecy). Stwórca wszechrzeczy jest Bogiem miłości i życia. Pragnie On, aby człowiek miał życie i aby miał je w obfitości, jak mówi Chrystus (por. J 10,10) — może przede wszystkim — dzięki rodzinie. Wypada tu dodać, iż cywilizacja miłości na pierwszym miejscu łączy się z rodziną. Cywilizacja miłości wydaje się wielu ludziom jeszcze jedną utopią. Przecież nie można od nikogo wymagać miłości, nie można jej nikomu narzucać. Miłość może być tylko wolnym wyborem ludzi. Mogą ją przyjąć lub odrzucić... Św. Paweł ujmuje syntetycznie temat życia rodzinnego w słowach: „wielka tajemnica” (por. Ef 5,32). To, co napisał w Liście do Efezjan o „wielkiej tajemnicy”, jest zakorzenione w Księdze Rodzaju, w całej tradycji Starego Testamentu. Równocześnie jest to ujęcie nowe, które stało się częścią integralną nauki Kościoła. Kościół wyznaje, że sakrament przymierza małżonków jest „wielką tajemnicą”, gdyż odzwierciedla się w nim oblubieńcza miłość Chrystusa do swego Kościoła...

... wspaniała synteza Pawłowa na temat „wielkiej tajemnicy” jest poniekąd sumą nauki o Bogu i o człowieku, tej nauki, którą przyniósł Chrystus. Niestety, od tej nauki myśl zachodnia zaczęła stopniowo dystansować. W pewnym sensie dystans ten idzie w parze z rozwojem nowożytnego racjonalizmu. Ten sam filozof, który powiedział: „Myślę, więc jestem” („Cogito ergo sum”), dał równocześnie początek współczesnemu myśleniu o człowieku, które ma charakter dualistyczny. Nowożytny racjonalizm oznacza radykalne przeciwstawienie ducha i ciała w człowieku. Człowiek natomiast jest osobą przez swoje ciało i ducha zarazem46. Nie można tego ciała sprowadzić do wymiarów czystej materii. Jest bowiem ciałem „uduchowionym”, podobnie jak duch jest tak głęboko zjednoczony z ciałem, że poniekąd można go nazwać duchem „ucieleśnionym”. Najgłębszym źródłem jego poznania jest Słowo, które stało się ciałem. Chrystus objawia człowiekowi człowieka47. To zdanie Soboru Watykańskiego II jest poniekąd długo oczekiwaną odpowiedzią, jaką Kościół daje nowoczesnemu racjonalizmowi." (JPII, List do rodzin, 1994)

A w medytacji, napisanej w 1994, lecz opublikowanej dopiero pośmieci Papieża są słowa szcere do szpiku kości - w których tłumaczy nam swoje zawołanie „Totus tuus”. "Jest to przede wszystkim nie tyle deklaracja, oświadczenie, ile prośba, abym nie uległ pożądaniu, nawet w formie najbardziej zakamuflowanej. Ażebym pozostał czysty, czyli «przeźroczysty» dla Boga i ludzi. Aby czysty był mój wzrok i słuch, i umysł. Aby wszystko służyło objawieniu piękna, jakim Bóg obdarowuje ludzi." Iprzywołuje wtedy święty Polak-Papież polskiego Poetę, IV Wieszcza. Ten fragment z Fortepianu Szopena: „«Byłem u Ciebie w te dni przedostatnie / Nie docieczonego wątku — / — Pełne, jak Mit, / Blade, jak świt... / — Gdy życia koniec szepce do początku: / 'Nie stargam Cię ja — nie! — Ja, u-wydatnię!...'» Nie stargam,... nie zniszczę,... nie pomniejszę,... uwydatnię... Totus Tuus. Tak. Trzeba całkowicie być darem, darem bezinteresownym, ażeby w każdym człowieku rozpoznać ten dar, jakim on jest. Ażeby za ten dar osoby dziękować Dawcy”.

sobota, 13 stycznia 2018

Rzeczpospolita Norwidowska i świadomość narodowa (oraz samoświadomość Kościoła)


Samoświadomość wzniosłości miałem rzeźbiąc (komponując) tytuł. Życie mnie w to miejsce doprowadziło. Nie sama praca w pocie swego czoła. Życie, z pomocą przyjaciela Apostoła Turkmenistanu, w służbie Bogu, człowiekowi i watykańskiej dyplomacji. Życie w znamiennych czasach, w epoce odzyskiwanej wolności i godności. Bez których trudno pozyskać pełną pamieć i tożsamość człowieka myślącego. I Kościołą w świecie współczesnym. Wiele musiało się złożyć, by tytuł dojrzał - nie tylko do publikacji. By tyle zrozumieć, nie wystarczą same biblioteki, "trzeba spojrzeć na siebie" (JPII, Warszawa 1987). Dzisiaj, kiedy wydaje się, że Polacy zagubili się w partyjnych politykach (tak rządzący, jak i opozycja) - trzeba nam tego, jak tlenu.

Rzeczpospolitą Norwidowską ujrzałem 18 lat temu, z pomocą Norwidologów, którzy chcieli podzielić się swą wiedzą. Nie, w salach konferencyjnych, ale podczas objazdu naszych i Norwidowych terenów, oraz w kościele i w samorządowych szkołach. Polska odzyskała niepodległość po PRL, a my pełnię praw obywatelskich. I podmiotowość w samorządowych gminach, oraz w niektórych miejscach/wspólnotach w Kościele Powszechnym.

Dowiedzieliśmy się, że... mamy związki z Norwidem i resztą polskich dziejów, kultury i obszarów. I - od razu - była w Polska przemienionych kołodziejów, brana tęczą zachwytu od zenitu Wszechdoskonałości ludzkich dziejów. Pamięć i tożsamość zapisane są w ziemi. W wierszu, w rzeźbie, w obrazie, w utworze muzycznym. Może jest miejscem niedookreślonym (Roman Ingarden), ale podmiot poznający (odbiorca dzieła) wypełnia je tym, co jego stanowi. Co nas stanowi - z pełną samoświadomością, tożamością, które zależą (są ukształtowane) nasza osobistą - zawsze w jakiejś kulturze - drogą-prawdą-życiem.

"Każdy z was daje szczególne świadectwo o człowieku: o tym, jaki jest właściwy wymiar jego egzystencji. Nie samym chlebem żyje człowiek! Chociaż zdajemy sobie sprawę, jak doniosłe są sprawy chleba, jak wiele od nich zależy w życiu całej ludzkości i wszystkich narodów – w życiu poszczególnych osób i rodzin – to przecież przekonują nas te słowa Chrystusa: „Nie samym chlebem”. Nie samym".
Człowiek – to inny jeszcze wymiar potrzeb i inny wymiar możliwości. Jego byt określa wewnętrzny stosunek do prawdy, dobra i piękna. Istotną dla ludzkiej osoby jest transcendencja – a to znaczy zarazem: inny głód. Głód ludzkiego ducha" (JPII).

Dłużej, dużo dłużej czekaliśmy na większe skościelnienie. Z pomocą IV Wieszcza Narodowego (1821-1883) i... Soboru Watykańskiego II (1962-1965). W co tak trudno uwierzyć, że bez pomocy świętości, nie doszlibyśmy ani do proga. Świętość dwóch osób była potrzebna. Jednego, wyniesionego już na ołtarze, drugiego - "dopiero" żyjącego w opinii świętości. Ten drugi w 2013 zwrócił nam uwagę, że zdanie soborowego nauczania „Chrystus, nowy Adam... objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego powołanie” (Gaudium et spes, nr.22) jest żywcem wyjęte z Norwida. No i wskazał "kto go mógł tam włożyć". Tylko biskup Karol Wojtyła, jakby brat Cypriana Norwida. Święty też nie mógł wprost uwierzyć, upewniał się u przyjaciela Wojtyły, Stanisława Grygiela.

W tak wielkie prawdy trudno uwierzyć, więc powtarzamy, jak w anegdocie "nie ma takiej żyrafy". Nie możemy wprost uwierzyć. Nie, to chyba niemożliwe. Tego też nie da się pojąć tylko pojęciowo "ale uwzględniając pełną rzeczywistość ludzkiej egzystencji" (Dives in misericordia,1). Droga-prawda-życie objawiają nas  i prawdę najpełniej.

Nasze oczy i serce, wiara i rozum, pozostają jakby na uwięzi, w ciemności, dopóki blask prawdy ich nie oświeci. Jakże to być mogło, że nie dotarło do mnie, do Andrzeja, do innych? Przecież Papież-Polak sam to powiedział, wyraził expressis verbis - "Jakże daleko idzie nasz „czwarty wieszcz”! Trudno się oprzeć przeświadczeniu, że w słowach tych stał się jednym z prekursorów Vaticanum II i jego bogatego nauczania. Tak głęboko umiał odczytać tajemnicę paschalną Chrystusa. Tak precyzyjnie przetłumaczyć ją na język życia i powołania chrześcijańskiego. Związek między pięknem – pracą – zmartwychwstaniem: sam rdzeń chrześcijańskiego być i działać, esse et operari... Ileż razy nasz papież potórzył to potem w encyklikach i przemówieniach, nie tylko do Kościołą Powszechnego, ale świata całego! Wprowadził nas (i Kościół) w Trzecie Tysiąclecie!

"Wspólnota skupiona przy apostołach, która trwa „w łamaniu chleba”, stara się zarazem spojrzeć na siebie, na swoje życie i powołanie w świetle tych słów, które mówią o Chrystusie. I mówią równocześnie o Eucharystii. Czy wystarczy ją tylko przyjmować? Ona jest pokarmem, a więc trzeba z niej żyć. Duch ludzki żyje prawdą i miłością. Stąd rodzi się także potrzeba piękna. Powiedział poeta: „Cóż wiesz o pięknem?… Kształtem jest Miłości” (Cyprian Kamil Norwid, Promethidion. Bogumił). Jest to zaś miłość twórcza. Miłość, która dostarcza natchnienia. Dostarcza najgłębszych motywów w twórczej działalności człowieka. Jakże daleko idzie tutaj Norwid, gdy mówi: „Bo piękno na to jest, by zachwycało do pracy – praca, by się zmartwychwstało” (tamże).

"Każdy z was daje szczególne świadectwo o człowieku: o tym, jaki jest właściwy wymiar jego egzystencji. Nie samym chlebem żyje człowiek! Chociaż zdajemy sobie sprawę, jak doniosłe są sprawy chleba, jak wiele od nich zależy w życiu całej ludzkości i wszystkich narodów – w życiu poszczególnych osób i rodzin – to przecież przekonują nas te słowa Chrystusa: „Nie samym chlebem”. Nie samym.

Człowiek – to inny jeszcze wymiar potrzeb i inny wymiar możliwości. Jego byt określa wewnętrzny stosunek do prawdy, dobra i piękna. Istotną dla ludzkiej osoby jest transcendencja – a to znaczy zarazem: inny głód. Głód ludzkiego ducha." (JPII, Warszawa 1987)

Życiem tylko można zrozumieć największe tajemnice (Miłości, Ojczyzny, ukościelnienia, kultury). Moim życiem był także Sobór Watykański II, który "podjął wszystkie zagadnienia współczesności, niczego lękliwie nie zostawiając na boku"(JPII).
Moim życiem była Solidarność, katecheza, Norwid i jego Rzeczpospolita, wolność i godność odzyskane (1978-1994), samorządność i wszystkie sprawy światowych wydarzeń i kultury, które zadziały się za mojego życia.

1) PIEŚŃ OD ZIEMI NASZEJ
/.../
Gdy ducha z mózgu nie wywikłasz tkanin,
Wtedy cię czekam, ja, głupi Słowianin,
Zachodzie — ty!…

A tobie, Wschodzie, znaczę dzień widzenia,
Gdy już jednego nie będzie sumienia
W ogromni twej.

Południe! Klaśniesz mi, bo klaszczesz mocy,
A ciebie minę, o głucha Północy,
I wstanę sam.

Braterstwo ludom dam, gdy łzy osuszę,
Bo wiem, co własność ma, co ścierpieć muszę:
Bo już się znam.
                                (C. Norwid)

2) CO TO JEST OJCZYZNA?

Żeby zapytał kto Jana III-go
idącego pod Wiedeń,
co to jest Ojczyzna?-
odpowiedziałby:
"Jest to miejsce,

w którym najmilej spocząć i umrzeć -
kiedy się ma gotowość nieustanną życia,
i utrudzania się tam,
gdzie w każdym czasie danym
najdzielniej o Ludzkość idzie."

Na tych prawach moralnych
wyprowadził Jan III-ci wojsko
poza Polskę przeciw prawom Polski.
Toż samo zrobił Napoleon Wielki z Francją.

Albowiem - szlachetny człowiek
nie mógłby wyżyć dnia jednego w Ojczyźnie,
której szczęście nie byłoby tylko procentem
od szczęścia Ludzkości.

Wszyscy dziadowie
i
Ojcowie Rzeczypospolitej Polskiej
tak pojmowali sprawę polską

                   (C. Norwid)
...

Samoświadomość Kościoła, bez samoświadomości siebie jest niemożliwa. Bez wolności i osoby. O tym był Sobór, ale i o tym pisał nasz IV Wieszcz Narodowy, na długo przed nim i przed nami. Pewne prawdy są wieczne. Dochodzi się ich i czeka. Do niektórych nie można się zbliżyć inaczej, jak przez całe doświadczone i przemyślane życie. W całości i jedności. Poszczególne dziedziny badawcze mają z tym największą trudność.

APPENDIX:

A) To o Norwidzie i jego zakorzenieniu w polskiej i światowej kulturze:

"W 1928 roku Makowiecki opublikował artykuł «Promethidion» Norwida a «Dworzanin» Górnickiego, w którym sam podjął zagadnienie zakorzenienia Norwida w tradycji polskiego odrodzenia. Uwagi dotyczące istoty
Norwidowskiego pojmowania tradycji jako bliskiej „temu, co zwykliśmy nazywać kulturą w rozumieniu aksjologicznym”, przedstawił wiele lat później w znanej pracy zatytułowanej "Norwida wywyższenie
tradycji" Stefan Sawicki...

... Nietrudno – choćby intuicyjnie – stwierdzić, że dla poety, którego nurtowała przecież kwestia
tożsamości polskiej narodowej sztuki czy w ogóle polskiej kultury (jak dziś byśmy powiedzieli) spojrzenie na epokę, która w znacznym stopniu określiła kształt literackiej polszczyzny i w której tak bardzo
rozkwitła kultura Rzeczypospolitej, musiało być czymś istotnym.
Oczywiście, motywacje tego zainteresowania były również inne. Norwidowi, który nazywał siebie  sztukmistrzem, którego upodobania twórcze wiązały się przecież nie tylko z literaturą, ale także ze
sztukami plastycznymi, któremu towarzyszyła pasja podróżowania śladami cywilizacji (który Italię traktował w pewnym sensie jako swoją drugą ojczyznę) i który nosił w sobie także pragnienie zdobywania wiedzy na temat historii cywilizacji (dziś powiedzielibyśmy może raczej: historii kultury) – Norwidowi tak usposobionemu kulturowo, poznawczo – niektóre ideały renesansowego humanizmu były szczególnie bliskie.

W liście do Łucji Rautenstrauchowej z lutego 1868 roku poeta pisał:
„Prawda, że Rembrandta, da Vinci i Dürera dość studiowałem, i że
mam zaszczyt być katolikiem […]”... tożsamość Norwida jako artysty i jako człowieka była tożsamością chrześcijańskiego (ściślej: katolickiego) humanisty, w którego rozumieniu pomiędzy światem wielkiej sztuki a wiarą w rzeczywistość duchową wyrażającą się w nauce Kościoła nie musiał zachodzić konflikt, lecz przeciwnie: następować mogło (i powinno) ważkie zbliżenie... Jak pisał Sawicki: „Norwid rozumiał dzieje człowieka w perspektywie historii zbawienia”...

[Żeby tak pojmować swój i narodu los] ... trzeba trudu myślenia nie „sentymentalnego”, ale twórczego;
myślenia, które pozwoliłoby rozpoznawać właściwe miejsce w czasie dla słów i czynów, a poeci mogliby wówczas nawiązać z tym społeczeństwem twórczy dialog... "Alić żywi tylko i czujni (tj. jedyni dobrzy Obywatele) świadczyć na czas umieją... U ludów gasnących jest tylko inteligencja k o n s p i r a c y j n a albo i n t r y g a n c k a […] (list CKN, 1874).

Obecność prawdziwej inteligencji była zatem, według Norwida, potrzebna także poezji i poetom – aby ci mogli zostać na czas i właściwie „odczytani”, zrozumiani. Świat sztuki – zdaje się sygnalizować poeta – to także świat myśli, który potrzebuje odpowiednio ukształtowanej publiczności...

... Słynna lipa z Czarnolasu to przecież znak tożsamości polskiej poezji... Tożsamość artysty nie może być oderwana od tożsamości narodu, z którego on sam wyrasta – a tożsamość narodu jest zakorzeniona
w tradycji ludu. Działalność artystyczna... jest kolejnym ogniwem, kontynuacją procesu rozwoju polskiej kultury – która bierze początek z „poezji ludu”. Muzyka grana przez skrzypka [Biernackiego], to owoc polskiej tradycji... [konieczny jest] kunszt instrumentalny skrzypka oraz złączenie tego kunsztu z głębią osobowości artysty. Sztuka zatem – zdaje się wskazywać Norwid – czerpie z głębi ducha konkretnego
twórcy, a także z głębi tradycji jego narodu...

... Działalność artysty prowadzić ma zatem do objawienia „Prawdy”, która zbudzi kiedyś ową „zaklętą królewnę”. W podobnym duchu wybrzmiewają słowa Promethidiona, gdy autor pisze o „wieszczu”, który „z p i ę k n o ś c i wychodzi poczucia”, a który ma odsłaniać „plejadę błękitnej prawdy”... Owa „Prawda!…” to coś więcej niż tylko stwierdzenie czy nawet podniesienie głosu w słusznej sprawie. Pod tym pojęciem, które wydaje się stanowić o istocie całego wiersza, kryje się ożywiająca moc sprawcza.
... „A piękność k s z t a ł t e m Prawdy i Miłości” – staną się inspiracją do „pracy” podejmowanej
w celu odzyskania nieśmiertelności prawdziwej, mającej teologiczne znaczenie – jak pisał poeta: „by się zmartwychwstało" (za: BARTŁOMIEJ ŁUCZAK, MOTYW LIPY CZARNOLESKIEJ W PISMACH CYPRIANA NORWIDA – W KONTEKŚCIE NORWIDOWSKIEGO MYŚLENIA O SZTUCE, Colloquia Litteraria UKSW, 1/2016)

B) A to Jan Paweł II:

"Stale żyję z pełną świadomością tej prawdy; od najmłodszych lat. Kiedy dane mi było przemawiać wobec przedstawicieli wielu narodów świata w UNESCO, w Paryżu, świadomość ta wyraziła się w sposób głęboko przeżyty i gruntownie przemyślany, a zarazem całkowicie spontaniczny. Mówiłem wtedy: „Naród jest tą wielką wspólnotą ludzi, których łączą różne spoiwa, ale nade wszystko właśnie kultura. Naród istnieje „z kultury” i „dla kultury”… Jestem synem narodu, który przetrzymał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, którego wielokrotnie sąsiedzi skazywali na śmierć – a on pozostał przy życiu, i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród – nie w oparciu o jakiekolwiek inne środki fizycznej potęgi, ale tylko w oparciu o własną kulturę, która okazała się w tym wypadku potęgą większą od tamtych potęg. I dlatego też to, co tutaj mówię na temat praw narodu u podstaw kultury i jej przyszłości, nie jest echem żadnego „nacjonalizmu”, ale pozostaje trwałym elementem ludzkiego doświadczenia i humanistycznych perspektyw rozwoju człowieka. Istnieje podstawowa suwerenność społeczeństwa, która wyraża się w kulturze narodu. Jest to zarazem ta suwerenność, przez którą równocześnie najbardziej suwerenny staje się człowiek” (JP II,UNESCO, 2 VI 1980 r.).

„Nie samym chlebem… lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych... Ludzkie zapotrzebowania łączą się z wymiarem słowa, logosu – a więc prawdy. Łączą się także z wymiarem etosu: a więc wolności kierowanej prawdą. Głód wolności ostatecznie zaspokaja się przez miłość!
Chleb… i słowo. Kultura i ekonomia. Czy się wykluczają? Czy się wzajemnie zwalczają? Nie, po prostu się dopełniają. Jednakże ze stanowiska pełni człowieka trzeba, aby również ekonomia uczestniczyła w kulturze. Aby była jej zasadniczo podporządkowana. To bowiem oznacza: prymat tego, co najgłębiej człowiecze."


piątek, 12 stycznia 2018

Przypadek teologiczny


"nie zmyślili tego wieszcze
bo zbyt jest piękne"
     (C. Norwid, Ruszaj z Bogiem)

To nie to samo, co deja vu. Ale coś w tym jest podobnego. Zdarzenia, które się nam prawie narzucają z prośbą o namysł i interpretację. Wszystkiemu winien jest... człowiek, który pamięta, kojarzy, wiarą i rozumem szuka prawdy i ją kontempluje. Czasem, z zakłopotaniem.

Deja vu niech zajmują się psycho- i neuro- specjaliści. Moim przypadkiem zaś - fenomeno- i teo- logowie. Logos w przypadkach opisanych znaleźć. Poza drogą-prawdą-życiem pojętymi jako całość, w jedności, chyba się nie da, bo i po co. Sensu szuka i sens odnajduje człowiek-osoba. W osobowym bycie-istnieniu. Z samoświadomością.

Przypadek, nad którym chcę skupić uwagę swoją i czytelników, to dwa przypadki łącznie - a może i trzeci jest przypadek w przypadku - z wczoraj i z dzisiaj. Jakiś przypadek, w moim oczywiście życiu, je połączył. A dzisiejszy maszynowy post - efekt wiedzy ścisłej i pracy, w przypadku programisty - na stronie Facebooka, zmusił mnie do pisania. Chronologia jest tutaj niezbędna, fenomenologia first. Najpierw świat (wszech) musi zaistnieć i być poznawczo opisany. Potem dopiero idą metafizyki.

I

Wstrząsnął mną wczoraj post udostępniony, jako pierwszy, po otwarciu Internetu. Fejsbukowa maszyna wybrała i postawiła przede mną (nie tylko przed narząd wzroku) wspomnienie wizyty byłego biskupa mojej diecezji arcybiskupa Henryka Hosera w Zespole Szkół im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Zdjęcia z tej historycznej wizyty wraz z opisem żony, dyrektorki, wiszą na stronie szkoły. Udostępniłem wtedy, przed 4 laty, i zawsze, kiedy wpadną mi w oczy, rozum, serce... jakoś. Tak samo zrobiłęm wczoraj. Ale coś się wydarzyło, dużo więcej, niż ryutynowe kliknięcie. Prawda, wewnętrzna prawda tamtego wydarzenia, zaczęła we mnie rosnąć, przemawiać, animować... w sumie cały mój dzień. Musiałem zrezygnować z prostego udostępnienia, bo łańcuch doznań, przeżyć, skojarzeń, refleksji, rósł i rósł. Najpierw przekroczył ramy jedne, potem drugie. Jak widać przekracza jeszcze dzisiaj, transcenduje. Nawet po przetransponowaniu posta na Fb w notatkę, a potem w post na blogu. Żył we mnie, a ja w nim, aż tak, że przed samym opublikowaniem zmieniłem tytuł. Na papieski (bardziej)! Ale to nie był koniec.

Już - wydawałoby się - po skończeniu i opublikowaniu posta, resztka wspomnień z dnia 11 stycznia lat minionych, odkąd jestem na Fb, zaczęła migać i pulsować. Rzucały nowe światło, na to, co się z nami dzieje (z postem i ze mną, a nawet z całym lokalnym Kościołem). Doświetlała nas, ba, drążyłą w głąb.
Wiedziałęm już wtedy, wieczorem, że to się tak nie skończy. Że musze powrócić, w tych nowych od-blaskach prawdy większej, która się objawia - tym, co było i co jest. Było i jest osobowo, bo żadne inne ośrodki i laboratoria nie monitorują tych zjawisk. Tylko osoba tego, który przeżywa, poznaje, doznaje, reflektuje, kojarzy... pozwala się prowadzić pamięci, tożsamości i... Sensowi sensów. Prawd(y) kontemplacji - czyli być (w/i) współświątynią. Osobą osobową najbardziej?!

Zanim zdążyłem zasiąść do reflektowania i pisania o tym, co wczoraj się objawiło... sytuacja się powtórzyła. Tym, co pokazało się jako pierwsze, po uruchomieniu Internetu w piątek 12 stycznia 2018! Ale jeszcze bardziej. Nie była to zjawa/informacja o czymś nowym, z tego, co już było. Było to zdjęcie, które wczoraj się zjawiło, a trakcie pisania, w najbardziej końcowej fazie, przy udostępnianiu. Na koniec dobieram obrazek, przeważnie zdjęcie, które jakoś wiąże się z tekstem i duchem przesłania, posta. Wczoraj nie było co do tego żadnych wątpliwości, musiało to być zdjęcie, które wywołąło cały ciąg zdarzeń - to z wczorajszego pierwszego posta udostępniającego wspomnienia na Fb (sprzed 4 lat, abp HH w szkole RzN).

Zdjęcie/ilustracja, wizualizacja posta była oczywista. Potrzebowałem jednak właściwego rozmiaru i dlatego szukałem w archiwum zdjęć. Znalazłem, czego potrzebowałem, ale... obok było inne, na które padł mój wzrok. Wzrok obudził myślenie - coś w tych dwóch jest podobne. Coś woła, mówi, krzyczy. Co objawia? Jestem z gatunku homo sapiens. Tak działa osobowy intelekt, przez kojarzenie przeważnie i dopytywanie, czemu.

Na jednym zdjęciu był abp Hoser w naszej Rzeczpospolitej Norwidowskiej (z uczniami i DyrKa), a na drugim biskup Kazimierz Romaniuk, w naszym Sanktuarium Annopolskim Matki Bożej (Murillowskiej). Pierwsze zdjęcie, trzeciego biskupa warszawsko-praskiego, drugie zdjęcie - pierwszego-założyciela naszej diecezji. Od dwóch miesięcy jest czwarty, który był kiedyś kanclerzem kurii tego pierwszego-założyciela. Założyciel-diecezji, coś chyba znaczy. Na pewno. No i wpisał się w historię kultury, dokonując tłumaczenia całej Biblii z języków oryginalnych. Drugi, trzeci itd. już muszą czymś innym wpisać się do historii.

Zastanawiałem się wczoraj, przed publikacją posta, czy mogę dołożyć zdjęcie bp Romaniuka i dlaczego nie, a dlaczego tak. Zwyciężyło tak - jestem pozytywny. Ba, jestem realistą, który uznaje pierszeństwo Tego-Co-Jest, przed innymi względami stylistyczno-redakcyjnymi. Pierszeństwo bytu, ponad spekulacjami. Fenomenologii, przed metafizyką. Najpierw musi coś być, zaistnieć. Potem musimy jakoś poznać: usłyszeć, zobaczyć, dotknąć, poczuć węchem, smakiem. Są podobno jeszcze inne zmysły: głodu, równowagi, głębi, seksu... ale poprzestanę na tradycyjnie - i może najważniejszych - poznawczych. Zmysł metafizyki i sensu (dobra-prawdy-piękna)? Czemu nie.

A więc, zasygnalizowałm, jak do tego doszło, i że nie było to takie oczywiste. Dzisiaj mogę powiedzieć, Boże, jak to dobrze, że dołączyłęm, że dałem się poprowadzić Twemu tchnieniu. No bo, pomyślcie, czyje tchnienie zestawia nas z biskupami Ordynariuszami na zdjęciach?!

II

Pierwszym postem, zdjęciem(!), które na mnie spojrzało 12.1.2018, po uruchomieniu Internetu/Facebooka, było zdjęcie Pierwszego Ordynariusza-Założyciela w starym domu w Annopolu. To, nad którym zostało mi zadane myśłenie wczoraj, przypadkowo.
Tak, zdjęcie pierwszego biskupa, Ojca-Założyciela w Sanktuarium Matki Bożej Annopolskiej. A obok stoję ja-szary-człowiek-katecheta-ojciec-rodziny - pokazuję i objaśniam biskupowi skąd i dokąd zmierzamy. Najstarsze pamiątki rodzinne, z domu Jackowskich, inteligenckiej warszawskiej rodziny, na której jak na filmie można prześledzić polską drogę historii, wolności, kultury... - sięgają 1881 roku. Są to laurki dla pradziadków, Najukochańszych Matki i Ojca, pisane jak ikony, na klęczkach, z miłości. Wzorem poprzednich pokoleń Trębińskich, Głowackich, Prusów i Norwidów. Ad maiorem Dei gloriam, i ku pokrzepieniu serc, i ku wychowaniu pokoleń patriotycznych i religijnych Polek i Polaków.

Świadomość narodowa wśród nas zamieszkała. I Słowo, które stało się Ciałem. Więc i samośwaidomość Kościołą. Siostra babci, która wraz z mężem wybudowała ten dom i postawiła obok niego Matkę Bożą Murillowską, chciała być świętą - zachowały się jej panieńskie pamiętniki. Nie mogłęm ich nie pokazać swojemu biskupowi-ordynariuszowi-założycielowi. Ojcu. Jesteśmy Kościołem Powszechnym Świętym i Apostolskim. Człowiek (rodzina w ciągłości pokoleń) jest drogą Kościołą. Takiego Kościołą, nie tzw. polskiego, głównie na tradycji obrzędów budowanego i na posłuszeństwie włądzy. Nie - na Soborze Watykańskim II i wierze i rozumie (także tych, którzy nas poprzedzili).

W tym czasie, gdy abp Henryk Hoser odwiedzał szkołę RzN, jej absolwent, a zarazem pierwszy stypendysta naszej diecezji, z woli Pierwszego Biskupa, Ojca-Założyciela, pracował jako stażysta w kościelnej przybudówce w Unii Europejskiej w Brukseli, w COMECE!
"COMECE powstała 3 marca 1980 przy aprobacie Stolicy Apostolskiej. Jan Paweł II zaproponował, by Kościół był obecny w strukturach Wspólnot Europejskich nie tylko poprzez urzędników, którzy są katolikami, ale w konkretnej formie instytucjonalnej." Także i TO dobro zostało u nas zmarnowane. A abp HH wszędzie, więc i tam, bywał! Czy i o tym nikt mu (w kurii, dekanacie i parafii) nie powiedział?! Jasiek o tym pisał, prowadził blog stażysty (przynajmniej zaczął)!

nie ma wiary bez myślenia
nim w coś uwierzę musze poznać
inaczej się nie da
zobaczyć usłyszeć podumać

Smutne myśli dał mi kolejny post-wspomnienie, relację z wizyty abp Hosera w Urzędzie Gminy, spotkanie z samorządem. Czemu smutny i coraz smutniejszy? Bo poprzednia wizyta w tym miejscu, pierwszą taka, miała miejsce w kwietniu 1994. Na moje zaproszenie przyjechał ks. bp Romaniuk, aby uczestniczyć osobiście w czymś, co było pomyślane, jako podsumowanie I Kadencji Samorządu w Wolnej po PRL Polsce. By zbliżyć się do ideału wspólnoty samorządowej. By odkrywać jej powołanie/misję i moc. By przełąmywać lody i nieufność różnych światów (świeckiego i kościelnego). Co z tego zostało? Formy?! A duch???

Zawsze tak się kończy, gdy nie pyta się o pamięć i tożsamość - CAŁE NIEOCENZUROWANE, W JEDNOSCI. Jeśli chcemy zrozumieć człowieka, pytajmy i poznajmy jego drogę-prawedę-życie (i jego czasu)
Czy można nas (i wspólnotę lokalną i każdą) poznać, nie dociekając "jak to było na początku"? ABSTRAHUJĄC od życia, które dzieje się, bo cos wcześniej było, działo się - bo nic nie zaczyna sie z niczego!

Ostatnim denerwującym postem, łączącym się z pracą dnia w pocie swego czołą, były zdjęcia z pewnej chałtury duszpasterskiej! Dekanalno-dicezjalno-parafialnej?! Rok wiary przeminął z wiatrem. I Szkołą Przyjazna Rodzinie... Czy i deklaracja mojej osobistej wiary, napisana życiem i śmiercią tego dnia, 11.1.2014 - też ma pójść z wiatrem?! O nie. Żyje się na świadectwo. Wielkie rzeczy działy się w moim czasie - Cud Polskiej Wolności (i pierwociny Kościołą Posoborowego, nieklerykalnego). Ktoś kiedyś odkopie. Coś JEST, bo BYŁO coś wcześniej!

PS.
a) pulsować -
   kurczyć się i rozkurczać w równych odstępach czasu lub cyklicznie zmieniać swoje właściwości
   fizyczne, głównie będące wielkościami określającymi natężenie jakiegoś procesu

b) migać -
1. poruszać się szybko, sprawiając kłopoty patrzącemu; świecić przerywanym światłem, mienić się;
2. poruszać czymś szybko;
3. posługiwać się migami (znakami porozumiewawczymi);
4. migać się - uchylać się, np. od pracy; wymigiwać się

czwartek, 11 stycznia 2018

Clericalism is one of the worst evils (pp.F)


Kościół nie jest tego-tamtego księdza, biskupa... 
w ogóle nie jest władzy (do władzy nie należy).
Człowiek jest drogą Kościoła.
Kościół jest (i ma) Jezusa Chrystusa.

Dotykam ropiejącej rany naszego Kościoła. Lokalnego? Takie chwile wstrząsają mną do dna. Trudno potem się pozbierać. Aż znów Bóg łaską uleczy. Pokój i dobro przychodzą, przychodzą. Zewsząd, w czasoprzestrzeni drogi-prawdy-życia. Tak nazwał siebie osobę, swoja osobę, Jezus z Nazaretu - że jest Drogą-i-Prawdą-i-Życiem. Nie należy tej trójcy rozrywać!
Szkoło, gmino, parafio, tzw. wspólnoto lokalna. I Wy milczycie?! Bo, że diecezja, pal ich sześć - dla nich jesteśmy przedmiotem do zarządzania. To powinno raczej papieża obejść - smutkiem wiary i niesmakiem intelektualnym.

Pierwsze dzisiaj otwarcie Internetu skierowało mnie do posta, udostępnionego przez Facebooka, w ramach tzw. wspomnień sprzed lat. Był to post z wizyty abp. Heneryka Hosera w naszej szkole im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej, w ramach wizytacji parafii w styczniu 2014. Chcieliśmy, by nas poznał, naszą drogę-prawdę-życie. Sercem naszych spraw jest Szkoła, w sercu polskiej kultury i dziejów, naszej odzyskanej niepodległości, podmiotowości, działąń na wielkim polu dobra-prawdy-piękna. Wiary i rozumu. I nadziei i miłości, co wyrażają wszystkie symbole szkolne!

"Opowiedzieliśmy o naszej pracy, o Rzeczpospolitej Norwidowskiej, rekolekcjach norwidowskich z siostrą Aliną Merdas i naszym liście do bł. Jana Pawła II. Pokazaliśmy działania Szkolnego Koła Caritas, kolonie Caritas i wiele innych wydarzeń z życia szkoły... Ksiądz Biskup wysłuchał hymnu szkoły, śpiewał z nami refren „Jak być człowiekiem prawdy szukać w sobie, jak kochać Boga swoją pieśnią nam podpowiedz”! (relacja DyrKa na stronie szkoły).

Przeczytałem, chciałem już udostępnić, gdy straszna prawda do mni edotarła i zostałem porażony.
- Przecież biskup wiedział wszystko! Wie. Powinien. PA przemilczanie w parafii i diecezji trwa. Pomimo niezliczonych słów/kaznodziejstwa o potrzebie dialogu w Kościele.
Zwłaszcza w kontekście (bo nie w świetle?!) ŚDM 2016 w naszej gminie, parafii, szkole... budzi odruchy - pozwólcie, że nie nazwę. I to ma być Kościół w świecie współczesnym?! Świątobliwe bajanie. Równe polskiemu zakłamaniu AD 2018.

Wycofałem proste udostępnienie. Zrobiłem notatkę, ale i ona by nie pomieściłą emocji, oburzenia, wiary i rozumu puchnących bólem i potrzebą świadczenia! Piszę ten post - cały dzień!
Bo, czy dla tzw władzy duchownej i duszpasterzy polskich mamy się tutaj zadusić nawzajem. Czy może demoralizacja przekraczyć próg nadziei!
Bo co? Dla nich to tylko sprawa skutecznego zarząfdzania: parafią, diecezją... A jak będziemy się domagali szczerości... to najwyżej nas zaorzą, wybudują nowe budynki i struktury.

Ale jak Wy, jak my, mamy sobie spoglądać w oczy w szkole, na ulicy, w urzędzie, w kościele... Jak możemy z tym żyć, wychowywać następne pokolenia... uważać się za patriotów: Polski, gminy, Kościoła Powszechnego... we wspólnocie ludzi z pełną samoświadomości? Z wiary i rozumu zgodną współpracą dla kontemplowania prawdy??? Pytania retoryczne. Możemy, jak widać. Jak widać w niejednej gminie, parafii, szkole, tzw. polskich wspólnot lokalnych i narodowej. W Kościele posoborowym. Z Norwidem-Wieszczem, encyklikami Jana Pawłą II - świętego Polaka-Papieża, którzy wyszli nam na spotkanie, by pomóc odkrywać świadomość narodową i samoświadomość Kościoła!!! Nawet i pomimo kolejnych papieży posoborowych.

Ale mnie, ale Ciebie, ale nas? Żywych realnych ludzi, z gatunku człowieka myślącego, którego godność nie pochodzi od żadnej ludzkiej władzy!
I ja jeszcze tak ostro naszych spraw nie widziałem. Do dzisiaj. Do tego posta udostępnionego nam maszyną fejsbukową, ku przypomnieniu wspomnień - faktów naszego realnego niepodległego życia. Niepodległego żadnej władzy, cenzurze, konwenansom... zmiennym układom władzy w państwie, gminie, Kościele (lokalnym bardzo). Człowiek to ten, kto zna siebie. Kto zna Prawa Człowieka i Obywatela. A wierzący Polak 2018 powinien być radością, nadzieją, światłęm wraz ze swoim Kościołem. Dignitatis humanae?!
Widzę. Jestem widzącym. Czującym. Uważnym. Dzięki temu też rozumiejącym. Tylko tyle jest potrzebne, by w postawie miłości intelektualnej sięgnąć aspektów istotowych i konstytutywnych całej rzeczywistosci człowieka, świata i Boga (JPII, marzec 2003).

DLACZEGO CIĄGLE ODRABIAM TĘ PRACĘ I MISJĘ W SAMOTNOŚCI? W PRZEMILCZANIU POWSZECHNYM? PO NORWIDZIE, ONZ, SOBORZE, JPII ITD. Przyszłość człowieka zależy od kultury - wszak. A drogą Kościoła jest człowiek - też wszak. Ja sobie tego wszystkiego nie wymyśliłem. Ja jedynie żyłęm w swoim czasie, duchem tego czasu i nie ocenzurowałem własnych przeżyć świadomych, wiary i rozumu (SWII, JPII). Nie jestem poddanym konwenansom (i polskiej tradycji), ale Bogu Samemu - na Jego obraz i podobieństwo. Owszem, w dorobku i tradycji polskiej kultury, polskiej świadomości narodowej (kultury, duchowości), pamieci i tożsamości człowieka współczesnego.

Dlaczego to właśnie nam zostało powierzone? To zadanie, przekraczające siły pojedyńczego człowieka? Odpowiedzi płyną (wypłyną) z czasem. Norwid, Sobiescy, Solidarność, Annopol, Jackowscy, Królowie, Kapaonowie, Bolesław Prus, ksiądz Mieczysław Iwanicki, ksiądz proboszcz Antoni Czajkowski... Dlaczego wybuchł konflikt, od czasu zmian w parafii, dekanacie i diecezji? Kto tym rządzi, kręci... Ksiądz Mieczysław Jerzak jest tylko czubkiem góry lodowej.
Ktoś może kiedyś się zainteresuje. No bo świadectw i opisów publikuję tu wiele - do kogoś ten głos dotrze. A po drugiej stronie są tylko zaprzeczenia? Negacja stanu rzeczy, czyli rzeczywistości. Ciemna strona Kościoła, tajne archiwa przemilczeń (intryg?).

Popatrzmy, wpatrzmy się w tytułowe zdjęcie. Co widzimy? A co potem, wkrótce, się okazało, wypłynęło na powierzchnię naszego życia, we wspólnocie, oraz osób głębiej wżytych w sprawy nasze, gminne, parafialne, szkolne.
Przecież biskup w szkole Rzeczpospolitej Norwidowskiej dostał także książkę, owoc po konferencji popularno-naukowej pod tym samym tytułem! Biskup poznał nasz hymn, śpiewał refren "Jak być człowiekiem", zwiedzał szkołę, widział sztandar, a co chyba najważniejsze "List Szkoły do Papieża Jana Pawłą II", naszą relikwię znjadującą się tuż obok dumnego sztandaru... Musiał wiedzieć (choćby od proboszcza-katechety-w-tej-szkole, i to pewnie już w fazie przygotowawczej), że dyrektorka DyrKa dostała Brązowy Medal Zasługi od Prezydenta RP! - przecież on sam, Arcybiskup, za jakiś czas też dostał inne b. wysokie odznaczenie państwowe od kolejnego Przeydenta. Powinien rozumieć! Powinna być między nami jakaś wspólnota??! Przecież zjeździł pół świata, w Watykanie czuje się jak w domu, rozmócy wysławiają jego inteligenbcję, ze starego warszawskeigo rodu (jeszcze i to, moż eprzodkowie nasi gdzieś, kiedyś ...).

No i - abp HH i ja katecheta KK - mamy taką samą statuetkę/odznaczenie tego samego Anioła Stróża Ziemi Wołomińksiej, za działalność wychowawczą, patriotyczną, kościelno-państwowo- ... Powinniśmy żyć  wiekszej wspólnocie Ludu Bożego, ale tak nie jest, tak nie ma, w polskim kościele małoduszności, lecz wielkich słów! Musi im to powiedzieć katecheta na wsi, bo księża to... anigdy w życiu, są w ich biskupich rękach i papierach.

Skoro, sądząc po uśmiechach na zdjęciu, było tak dobrze - i ksiądz biskup wyznał "liturgicznie" wobec całej parafii "byłem dzisiaj w szkole, dobrej szkole" - to dlaczego tak fatalnie z ich (kurialnej) strony wyszedł ich stosunek do ŚDM 2016 w Strachówce! I dalczego nasz konflikt gnije, gnije, zaraża... Moja wiara i rozum uginają się pod takim ciężarem, ale się nie poddają - nadal unoszą mojego ducha ku kontemplowaniu prawdy.

***

DEGRENGOLADA PL.2018


        /świadomość rodzinno-narodowa/ 

mieszanie w kociołku
swoim własnym (polskim)
głów ściętych słów potoku
ponad żarliwym ogniem

ogień płonie w człowieku
zwanym homo sapiens
dochodzi prawd wszelkich
by sens jeden uchwycić

o człowieku o sobie
o życiu w świecie (Kosmosie)
o kulturze ojczystej
w tej większej wkorzenionej

nie nazw partii zmiennych
liderów czasowo-przestrzennych
kadencji w różnych krajach
powstających wyborczo lub siłą

jaki jest mój świat
w łańcuchu pokoleń
cudów naocznie sprawdzalnych
jeśli poznamy samych siebie

    (czwartek, 11 stycznia 2018, g. 11.00)

***

CZEGO DOCHODZI KACZYŃSKI


                /mord zdradzieckich... i kanalii/

moje zadanie świadka czasu
wsparte literackimi zakusami
narzuca mi zadania co dzień
z wielką siłą

w moim tyglu świadomości
zbijają się cząstki elementarne
skojarzeń kojarzeń tego co było
co więc we mnie też jest (jeszcze)

dzisiaj o me too napisałem
kążdy ma jakąś historię seksualną
w wyobraźni fantazji i postępkach
współżycie małżeńskie to nie wszystko

ojca Knotze znalazłem wpisałem
gdy nagle wyskoczył Kaczyński
na stołku wywyższenia
Krakowskim Przedmieściem

czego on ciągle dochodzi
w niebiologicznych miesięcznicach
trzeba pytać kojarzyć ciut więcej
toż współżycie Polski jest tu zakładnikiem

czego dochodzi
jako brat i nie brat i nie szwagier
zwycięstw jakichś mitycznych
nad kim

widać że nie nad sobą
a to największe z najwiekszych
jest i błogosławieństwem
dla wielu

     (czwartek, 11 stycznia 2018, g. 10.31)

***

MIARY ZDZICZENIA


                     /me too/

nas w nas ludziach
człowieka w człowieku
w tzw wspólnotach lokalnych
me too

nie tylko w aspektach seksualnych
ale i społecznych
bardziej odpowiadających
za kulturę tego świata

cofam się aż do Jerozolimy
dwa tysiące lat
bracia i siostry Jezusa
w kulturze naturze i czasie tam są

widzieli słyszeli poznali kto chciał
o nim  jego czyny i słowa
ale widowiska chcieli (woleli)
chleba igrzysk śmierci nie ducha

w Strachówce na dłoni podałem
siebie w tożsamości narodowej
kościelnej i Norwidowej
po 3 Maja w historii i Prusa

i cóż że grzeszny
bo że nie doskonały
to za mało powiedzieć
spytajcie żony i dzieci

     (czwartek, 11 stycznia 2018, g. 10.15)

***

ŻYCIE PRZED ŚMIERCIĄ

            /nikt wszystkiego nie pozna/

jest pełniejsze
to stwierdzam nieodwołalnie
bogatsze o dar rozumienia
siebie samego i świata

pod koniec
(ileś trza jeszcze poczekać)
wszystko się dopełnia
wszystko dopowiada

sensy wychodzą z szuflad
szaf wszystkich
zewnętrznych i podskórnych
kościotrupy nie straszą

     (wtorek, 9 stycznia 2018, g. 17.48)

***

BEZ ZŁUDZEŃ


               /wiem co jest i co mam/

bez złudzeń żyję w Annopolu
w pełni szczęścia
przodkowie tu stworzyli dom w Ogrodzie
sanktuarium Matki Bożej Annopolskiej

i cóż że w błocie
wyczerpujących zmaganiach z niedostatkiem
daleko od drogi wsi gminy i miast
najbliżej stąd do nieba

znam dla nas zagrożenia
dla osób rodzin i ludzkości
nie tylko wulkanów katastrofy kosmiczne
najwieksze zagrożenie czai sie w nas

piękno dobro prawda nas nawiedza
tylko ja mogę je przyjąć i odrzucić
nie zrozumieć ich nie przyjąć tak samo
w najwyższej postaci (osobie) Boga

Betlejem Nazaret Kafarnaum i Jerozolima
są dla nas i wszelkich pokoleń
jak Boże Narodzenie w rodzinie
i do wieczności życia Zmartwychwstanie

        (wtorek, 9 stycznia 2018, g. 9.00)
PS.
Szukając zdjęć z wizyty ks. abp. Hosera u nas, trafiam na różne posty, w duchu dzisiejszego, choć łągodniutkie! Np. "Parafie są także od takich dyskusji. Nie czekajmy, że biskupi i księża wszystko nam wyłożą na temat naszego życia... Bądźmy partnerami, od dołów parafialnych, dekanalnych, diecezjalnych. Ożyj Kościele. Bądź wreszcie sobą na miare wolności i innych wartości społecznych XXI wieku. Dziwaczny ciągle jest ten świat, gdzie ludzie wciąż omijają się, uprawiają slalom, zamiast żyć wprost! Z wiarą,doświadczeniem i rozumem! Sobór kurz pokrył, Rok Wiary i Rozumu czy wniósł coś w nasze parafie, ożywił dialog?!" (15.1.2014)

Po poniższym poście zmieniłem nawet tytuł -
- "From the start, the pope has been slowly dismantling that portion of the clerical culture that has led to destructive secrecy, corruption and lack of accountability... He warned against religious life being engaged as a means of escape from a "difficult and complex world." He emphasized the need for dialogue in several spots in his conversation and he issued a stern condemnation of the kind of hypocrisy -- thinking one thing but saying another to get ahead -- "that is the result of clericalism, which is one of the worst evils... he said at one point, of "the need to become acquainted with reality by experience, to spend time walking on the periphery in order really to become acquainted with the reality and life experiences of people. If this does not happen we then run the risk of being abstract ideologists or fundamentalists, which is not healthy." (m.in w tym tekście)
Początkowy tytuł tego posta brzmiał - "Polskie sprawy. Zakłamanie?!" Ale może polskie sprawy 2018, to tylko kształ polskiego zła-klerykalizmu?!

 Klerykalizm? Nawet książki i kultura nie znaczą wiele dla dzisiejszej hierarchi?
Lata 80-te, do połowy 90-tych? niosły nadzieję, były silne tchnieniem Ducha Św. (od 16.10.1978, 2.6.1979)

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Przesłanie (wielkie) ze Szkocji 1939-2018



Przesłanie o Polsce, dla Polski. Przeżyte i zapisane w czasie II Wojny Światowej. Dzisiaj odżyło. Najpełniej - bo w człowieku.Dopowiada moje/nasze ludzkie doświadczenie bycia sobą, ponad biologię, tajemnicą wielką. Fenomenologia tam sięga. Po samą metafizykę, po prawdę w aspektach istotowych i konstytutywnych człowieka, świata i Boga (bo w rodzinie wierzących).

Pewnie bym nie pojął głębi (wielkości) przesłąnia, gdybym w tym samym czasie nie doszedł do poznania siebie - prawie do końca - i świadomości narodowej. Olśniewa mnie. I jedno i drugie i trzecie.
Trudność jest tylko jedna - przemilczanie PT Rodaków. Dlatego, że jestem nikim. Ani akademikiem, ani literatem, ani kimś ważnym, bo bogatym. Mam tylko swoją drogę-prawdę-życie. A to jest dziedzina nieznana (jeszcze). Dobrze się - jak dotąd - sprawdza tylko w kaznodziejstwie. Jako rozdzielna trójca, łączona osobą Jezusa. Ale, żeby mówiła coś o nas? Żeby stanowiła fantastyczną metodologię samopoznania?! Jeszsze nie dojrzeliśmy, jako zbiorowość, do tego?! Sobór Watykański II też się u nas nie przyjął!

Gdybym choć nad doktoratem jakimś pracował. GAlbo, gdybym miał umiejętność tworzenia wierszy i tomik za tomikiem wydawał. Albo książki inne pisał, dla ludzi, do czytania. Doczekałbym się recenzentów, krytyków, jakiegoś obiegu myśli.
A tak, jak jest? Tylko przemilczania unicestwiająca cisza zapanowała w parafii, dekanacie, diecezji, gminie, powiecie, Polsce. Co? Kto? Jakiś Kapaon? - Nie ma takiego zwierzęcia!

Dam dzisiejszy obraz spraw. Tekst ze Szkocji, o Polsce, z czasów wojny, personifikuje się nie tylko w osobie Autora Andrew (lat 92), ale i naszego rocznego wnuka Bena, owocu miłości, tak się mówi, Katy z Edynburga i Jana-Marii z Annopola, gmina Strachówka, Rzeczpospolita Norwidowska. Tekst dotarł już do władz Warszawy - przekazany przez Autora we wrześniu 2017 osobiście. Dotrze pewnie nie-za-długo do Ambasady Polskiej w Londynie i Brytyjskiej w Warszawie. Mocą Ducha! Mocą Wielkiego Przesłąnia - ponad pokolenia, granice, języki.
Tekst dzisiaj dam w swoim tłumaczeniu, a raczej, w opracowaniu. Któż może oddać zapis ducha i wiersza w innym języku? Może pomogą jacyś dobrzy ludzie, poeci, literaci... nauka? Gloria in excelsis Deo et... It's the Christmas Season!

***

DUCH WOLNEJ POLSKI

Od szczytów śnieżnych Tatr rozciąga się kraj
po ucałowane morzem wybrzeża Gdyni
kraj bogaty romantyzmem - Polska
– wczoraj ziemia wolności dziś getto rozpaczy
krwawi tysiącem ran wyszeptując modlitwę
świętości o dzielność swoich synów i córek
co bronić jej chcą przed nieszczęsnym losem

Gdy Warszawę napadł wróg siłą niepojętą
napotkał moc równie wielką i owładniająca
to ja byłem tam na ich naglący zew wesprzeć walkę
stawiłem się bo Polski byt zanikał słabł co dnia

Zdradzona przez tych, którym zaufała
darta przez fałszywą moc wzdłuż i wszerz na wskroś

Czy ja czy oni zostawimy ją w niewoli?
Czy będziemy stać i patrzeć jak w jej pięknej postaci
gaśnie ostatnie tchnienie wolności?
Kto o jej wolność i pokój stanie?
Dopóki ostatni Polak żyje trwać będzie walka

Polski narodzie, usłysz i mój głos z daleka
później czyń co sprawiedliwe.
Kim ja jestem by zwątpić w twego ducha?
Możesz pytać jeśli chcesz. Musisz?!

Chopin w swej muzyce znał mnie,
nią opowieść snuł światu
Sobieski spotkał mnie pod Wiedniem  -
i Polska bezpieczna była znów.
Piłsudski, jako żołnierz mnie poznał,
patriotyzm ze mnie wziął.
Paderewski rządził Polską ideałami, które ode mnie są.

Oni walczyli o wolność nieugięci do końca
niektórzy chwalebną składając ofiarę
której nic przewyższyć nie może.
Śmierć bywa wolności ceną.

Ci wielcy mnie znali. Teraz głos mój ku Wam ślę.
Polska w swej niedoli wzywa.

I tam gdzie hejnał brzmi w Krakowie
niedokończony nigdy
jestem tą ostatnio nutą,
czule brzmiącą co dzień.

Jestem duchem wolnej Polski
tym dalekim, wysokim, głębokim
i rozbrzmiewam w każdym dumnym,
kto Polakiem siebie nazywa

           (Andrew Ferrie, 1945)

W tytule posta dałem rok 1939, bo wtedy młody chłopak Andrew przeżył bardzo wpłynięcie do portu w jego rodzinnym mieście LEGENDARNEGO ORP ORZEŁ. A popadnięcie przez Polskę w kolejną zależność (-podległość) od bolszewickiej Rosji (ZSRR) wybuchło w nim wierszem-hołdem dla DUCHA POLSKI!

A tak przeżywał i opisał polskiego ducha (świadomość narodową, tożsamość) mój śp. Ojciec w tym samym czasie, w tzw. obozie przejściowym (Durchgangslager) w Neumünster koło Hamburga:

***

DUCH POLSKI

Polsko nasza ukochana
coś tyle lat była w niewoli
wyglądamy cię co rana
chcemy ulżyć twej niedoli

Ty, coś tyle lat brodziła
znana światu ze swych czynów,
zawsześ jednak prym wodziła
za brawurę swoich synów
....
Ile wróg użył przemocy
by osłabić hart Polaka
zamęczał go w dzień i w nocy
czy złamał ducha wojaka?

O, nie złamał i nie złamie,
na nic są jego starania
bo Polacy ramię w ramię
są gotowi do działania.

Nie zgniecie ich przemoc wroga
pewni są w swoje zwycięstwo
ufność pokładają w Boga
a dewizą - honor, męstwo

Jak więc chcecie tak się rządźcie
tak jak sława, pieniądz minie
tego jednak pewni bądźcie
że Duch Polski nie zaginie

           (Jan Kapaon, 1944)

Mnie dzisiaj olśnienie świadomością narodową, sięgającą co najmniej 3 Maja 1791 - w rodzinie, gminie i narodzie - uniezależniło od zmiennych kolei politycznej władzy. Jest prawda! Prawda jest poznawalna. Jest postawa miłości intelektualnej (św. JPII, marzec 2003).

***

DOPROWADZONY

                 /wyryty na obu dłoniach/

na koniec doszedłem wszystkiego
co mnie i nas stanowi
zostałem doprowadzony
dobrowolnie z miłością

przez największe duchy
ducha czasu i miejsca
ciągłości jedności całości
tożsamości we wspólnocie

a ja się nie opierałem
nadstawiałem policzki i brodę
trudno nie wszyscy nas lubią
nie wszystko równo sprzyja

tożsamość osobisto-rodzinną
dostałem zdobyłem poznałem
i świadomość narodową
na wyciągnięcie ręki lub dłoni

można Boga różnie nazywać
dla mnie On jest także
największą pamięcią i tożsamością
zwykłym największym dobrem

    (poniedziałek, 8 stycznia 2018, g. 11.09)

***

BÓG I RELIGIA

             /jestem katechetą - moje wypowiedzi/

Bóg jest większy
po łacinie Deus est maior
poprawniej Maior est Deus
tak miał wypisane mój biskup

nie znam jego motywacji
z wyjaśnień znam tylko biblijne
od czego większy jest Bóg
bo i ja jestem katechetą

mój Bóg jest większy od religii
choć wielu utożsamia jakby
nie jestem religioznawcą
jestem katechetą

Bóg jest niezmienny
religie się tworzą (w systemy)
tak i inaczej raczej długo
do swojej dzisiejszej postaci

ba ale nasza jest objawiona
są i inne takie i podobne
wskazują na założyciela
ale i w tym nasza jest inna

zostawiam to rozumowi i wierze
naukom i dziedzinom poznania
teologii i duszpasterstwu
ja jestem tylko katechetą

katecheta głosi to czym żyje
nie jest podręcznikiem
jest drogą-prawdą-życiem
aby dawać świadectwo

       (poniedziałek, 8 stycznia 2017, g. 9.55)

***

JOHNNY HALLYDAY

            /przeciwko Jędraszewskim/

patrząc na Francuzów
Niemców Rosjan Anglików
i wszystkie inne narody
nie widzę potworów

widzę sportowców (głównie)
artystów polityków biznesmanów
jak we wszystkich innych ludach
państwach narodach bez liku

tylko nasi tzw duszpasterze
i politycy partii rządzącej
wszędzie widzą rasy wrogów
odczłowieczonych dwugłowych

zdemoralizowanych nieludzko
przeciwko prawom życia i osób
żyjących na stosach
trupów i ideologii (przeciwko nam)

   (niedziela, 7 stycznia 2018, g. 13.25)

***

MARZYCIEL WIECZNEGO JA

                  /nie tylko polityka/

że w mediach będzie zmiana
czyli inna równowaga
tyle samo ciekawych programów
o kulturze co i polityce

o istocie człowieka
aspektach  konstytutywnych
świata i Boga samego
o ile ktoś wierzący

że wszystko się zbilansuje
wiara i rozum
będa mogły
prawdę kontemplować

    (niedziela, 7 stycznia 2018, g. 12.37)  TUTAJ - Po bierzmowaniu w Strachówce

PS.
Zdjęcie podniesienia bandery na legendarnym okręcie podwodnym, z tej strony, w języku angielskim.