sobota, 7 września 2013

Realna wiara realisty (i życie)


Ciągnę dalej remanent z ok 2 tygodni życia w realu i w necie. Ten w necie jest bardzo REALNY. Wczoraj na czymś stanąłem, rozejrzałem się... A! - to testament papieża! Jana Pawła naszego i globalnego. Pięknie się złożyło.

A dzisiaj? Zjeżdżam na dół „Dziennika aktywności” i widzę! Co ja widzę? Cóż, tym razem?! WYZNANIE WIARY! Nie do wiary, czyżby ktoś tym (moją pracą i bytem, egzystencją moją marną i jedyną) sterował? Reżyser? Adiustator? Redaktor prowadzący? Naczelny?!

1) „Wierzę w świat (świecki i kościelny) podmiotowy osobowo-wspólnotowy, oparty na wolności. Objawiony i objawiający, pokazujący i dzielący się swoim myśleniem. Nie wierzę w świat (świecki i kościelny) przedmiotowy instytucjonalno-organizacyjny, wykoncypowany zakryty, oparty na sile (także rozporządzeń prawnych), unikający ufnego dialogu w pełnym świetle.” - to jest tutaj. 

Nie martw się, jest prawda. Jest poznawalna. Perła jedna, jedyna. Nie polepszenie warunków życia (nie wierzę), ale prawda jedna jedyna, jest usprawiedliwieniem mojego żywota. (wpisałem udostępniając wczorajszego blogowego posta na Fb)
 
2) A w międzyczasie - 10 liderów i liderek - absolwentów Programu Liderzy PAFW gościło dziś w siedzibie Fundacji na spotkaniu przygotowawczym przed wizytą studyjną w USA. Teraz czekają na wizy i na wylot 6 października. Gmina STRACHÓWKA i cała Rzeczpospolita Norwidowska ma się czym szczycić. Głośmy radość! 

3) Wczoraj wyznałem, że Syn mi podrzucił z Glasgow link na Ks. Bonieckiego, ale nie dałem linku. Dzisiaj linkiem jest całe zdanie - „Rezygnacja z nauczania religii w szkole byłaby krokiem fatalnym. Ale...” ... dołączylibyśmy do Albanii i Białorusi.

4) Odwrotnie niż w punkcie 3, postąpię teraz, w 4: dałem wczoraj namiar (link) ale nie dałem takiej treści - „Chyba nie mam ciekawszych pomysłów na szkołę i początek katechez czyli lekcji religii (bez dzielenia na czworo włosa subtelności):

- usłyszany od Szweda 10 lat temu (Kromeriż/Cz): zaczynać od realnego świata, w którym mamy korzenie, choćby przez wspólne obejrzenie i skomentowanie wiadomości telewizyjnych
- modlitwa zakorzeniona w sytuacji tu i teraz, zahaczona o rzeczywistość podmiotowo-przedmiotową uczniów i katechety (nauczyciela religii? idąc tropem językowych subtelności?)

PS.
Realizm jest drogą do Boga i wszelkiej „nauki wiedzy”, nie abstrakcje klas, podręczników i rozkładów materiału. Nawet nie abstrakcje tekstów modlitewnych - "Ojcze Nasz" miało 2 tys. lat temu i musi mieć dzisiaj kontekst, "Panie naucz nas modlić się"! Podmiotowe podejście do drugiego człowieka, uczeń też jest człowiekiem! Jeśli on pyta, znajduje i nauczy się tego, co potrzebuje! Programów się nie nauczy, chyba, że bryka na najbliższy test, nie NA ŻYCIE. „Pojedynczy człowiek sam nie chce być chrześcijaninem, ale przejmuje na swoje barki zadanie płodzenia dzieci, które mają się stać chrześcijanami, z kolei te dzieci postępują tak samo" (wrócę jeszcze do tego cytatu z Kierkiegaarda i podam źródło, już znajomą na Fb :-)

5) Bez pamięci i tożsamości ani rusz. Eklezjologia musi wynikać... bo nie dotyczy abstrakcyjnych tworów, ale żywych ludzi. Tak napisałem w kon-tekście dyskusji. Na potrzeby nieobecnej debaty w naszej tzw. wspólnocie lokalnej (gmina, parafia, szkoła...) dopisać muszę „samorząd”. Samorządność i eklezjologia muszą wynikać... Pamięć i tożsamość warunkuje REALIZM (poznawczy i egzystencjalny, działanie w oparciu o fakty). Odsyłam do punktu 1, bo to część dyskusji pod postem o „Wierzę w...”.

6) "Samotny chrześcijanin to chrześcijanin w niebezpieczeństwie. [...] Właśnie dlatego pilnie jest potrzebna wszelkiego rodzaju katecheza parafialna" - pisze w blogu ks. Andrzej Draguła w swoim blogu. "Elementem koniecznym dla wzrostu wiary jest bowiem wspólnota Kościoła, a trudno o nią w szkolnych warunkach".

Wpis ks. prof. ma się do innego, Zbigniewa Nosowskiego - „Czy owocem szkolnych lekcji religii jest zmniejszanie się liczby uczestników tych lekcji w następnym pokoleniu? Mamy wyraźnie do czynienia z nowym zjawiskiem – i to na tyle istotnym, że biskupi muszą wydawać specjalny komunikat. Pojawiają się coraz liczniejsi rodzice, którzy (z jakichś powodów) nie chcą posyłać swoich dzieci na lekcje religii, ale chcą (z jakichś innych powodów), aby przyjęły one pierwszą Komunię świętą.” Taka sprawa już u nas „zaistniała”. Czy przeszła u nas bez echa? Chyba nie, ale posłużyła tylko instrumentalnie stronnictwu anonimowych wrogów szkoły „111znajomych” (zawężająca interpretacja faktów i rzeczywistości, byle przeciwko DyrKa i katechecie).

JAK WIELKA TO JEST DLA MNIE SPRAWA? Kto chce, znajdzie w wielu (większości) moich katechetycznych rozważań. „Czy samotny to jeszcze chrześcijanin? Bez dialogu z resztą... i Bogiem samym? Bo jak z Bogiem bez bliźnich, którzy Go podali, przestawili... bez dialogu ze słowem, które jest między nami i inaczej być chyba nie może? Osamotnieni staną na Sądzie Ostatecznym przeciwko swojemu kościołowi! Patrz pkt.3 wczorajszego posta.

7) Inna wielka sprawa otworzyła podwoje na, z i pod postem tego samego PT Autora o pracy swojego magistranta nt. przeżywania śmierci. MIERZALNE ASPEKTY przeżyć egzystencjalnych. Kocham takie podejście, gdzieś jednak utkwiła we mnie filozofia przyrody :-)

Zaskakujące dane z pracy badawczej mojego magistranta: "Wśród osób stanu wolnego śmierci boi się 34,29%, a nie obawia się jej 65,71%. W grupie respondentów, którzy zawarli sakrament małżeństwa, śmierci obawia się 67,62%, nie boi się zaś 32,38%".

- Ciekawe, wszystko, co daje do myślenia! Ile można punktów i kątów, aspektów... znaleźć, pogłębiających widzenie! Za każdy jestem wdzięczny!
- Trend dobry. Kocham realistyczne mówienie o takich sprawach. Wszak CZŁOWIEK PRZEŻYWAJĄCY JEST BYTEM REALNYM, namacalnym i to, co przeżywa nie tylko jest eteryczne. Żywy człowiek jest chwałą Bożą! Nie idee, koncepcje, nawet nie religia, zwyczaje i tradycja. TY JESTEŚ OPOKĄ!... Spodobało się Bogu zbawić nas we wspólnocie podmiotów!
- Więcej badań! Więcej badań! - bo skoro coś daje się (z)badać!

8) Po ok. trzech godzinach dotarłem do wielkich trzech tematów:

A) Zarządzanie Kościołem, zarządzanie w kościele (szerzej: słaby podmiot, słaby Bóg?!)
B) Plusy i minusy oświaty w VLO warszawskiej „Poniatówce”
C) Wielki wyjazd do Poznania (szkoła rodzenia szkół)

Nie dam rady ich naruszyć, objętość i czas wypełniły się. Jednak zasygnalizuję, bo wchodzą tytułowy zakres. Wielka wymiana dokonała się pod ezoterycznym wpisem dyrektora Instytutu Fil-Teol. im. Edyty Stein - „Siedzi ksiądz u Lisa w telewizorze i mówi, że nie możemy być Kościołem, który ma parcie na szkło...”. Zobaczcie co się rozpętało, jak wielka jest potrzeba w nas-narodzie-i-kościele do OTWARTEJ publicznej debaty (gdybyż docenili to biskupi i proboszczowie, także dziekani terytorialnego kościoła...).

Wtedy wpisałem m.in. to - „Nie oglądałem, ale "jak być niedeklaratywną podmiotową wspólnotą podmiotów 2013"... Chodzą mi po głowie inne przykłady, w Sandomierzu słyszeliśmy o ks. współwłaścicielu hotelu(?) i pięknie odremontowanym kościoła (ktoś potwierdzi?), pod bokiem mamy mniej spektakularne "prywatne" inicjatywy księży, albo energię, talenty i temperament w tę stronę, które aż kipią... Widać gołym okiem, że zarządzanie typu instytucjonalno-organizacyjne nie potrafi tych potencjałów wykorzystać dla większego dobra. Czy jest to w ogóle niemożliwe, czy potrzebny inny model (podmiotowo-wspólnotowy)?? Ja tylko pytam. Z głębi czasów, które przeżyłem i przepracowałem w kościele jako zwykły katecheta.

Dzisiaj, po tyyyylu dniach, dopisałem to - „Ad. 'bez pozwolenia bp'. Otóż, jest tu wielki problem realnego kościoła-wspólnoty. Nie da się ze wszystkim dotrzeć, przedstawić, uzyskać zgód... Jako początkujący katecheta, a może chwilę przed, miałem chęć z natchnienia coś robić w k-le. Szukałem drogi (do prob.) spytałem wikarego. Ten dał mi zbawienną radę - "Ty nie zawracaj głowy prob., rób swoje, postaw go przed faktami dokonanymi ;-)". Wziąłem klucz od wikarego i ŻYCIE się potoczyło, wielu, wielu osób. Sakramentalne też. Proboszcz potem również był zadowolony, dumny... brał mnie na elitarne spotkania tzw. "duszpasterstwa wielkomiejskiego" (H. Bortnowska included :-)

Później sam doszedłem swojej niezawodnej metody załatwiania parafialnych inicjatyw - może z podpowiedzi owego wikarego, późniejszego budowniczego i prob. ważnych parafii. Należało podejść do prob. NATYCHMIAST po jego porannej mszy św. (g. 6.30), zajawić sprawę i szybko się oddalić. Po jakimś czasie sam wołał i akceptował oficjalnie, dawał nawet błogosławieństwo. Wyszło nam wiele rzeczy. Także wielkich, jak przygotowania grup ok.250 osobowych do bierzmowania. Wróciłem tutaj [na dyskusję pod tym postem], bo mi wyskoczył temat na blogu "zarządzanie Kościołem, zarządzanie w kościele". Ktoś już jest od ponad 2 tys. lat naszą Drogą Prawdą i Życiem! 
REALIZM chodzi po ziemi. Istnienie podmiotowo-wspólnotowe ma wyższy status ontologiczny od istnienia instytucjonalno-organizacyjnego. To drugie ma - stety? niestety? - siłę, by przymusić podmioty i zgasić wspólnoty.

PS.
Niniejszym dziękuję żonie, DyrKa, za to, że swoim wyjazdem na zakupy do miasta Łochowa, z córka naszą Zosią, pozwoliła mi spokojnie wypełnić pracę myślno-pisarską.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz