niedziela, 17 lutego 2013

Nocne obrachunki


Nie mogłem zaprzepaścić tego doświadczenia, tej nocnej pracy myśli, czyli wiary i rozumu. Musiałem w końcu wstać i zapisać. W myśleniu są nierozdzielne, jak ja sam, czyli mój podmiot myślenia i jego (moja) tożsamość. Nie dajmy sobie wmawiać irracjonalizmów (głupoty), że są rozdzielone i w konsekwencji żyją w nas dwa podmioty – jeden myślący podług wiary, a drugi – rozumu?! Myśli ten sam podmiot (jedność w różnorodności?). Rozbicie tej zasady rozbija cały nasz świat.

Najpierw był sen, z którym się obudziłem, przed drugą. Pierwszy raz, od dość dawna, pozytywny. Przyjechaliśmy w trójkę do Annopola, był ze mną K i A. Były też w domu dzieci, ale chyba spały. Dom był sprzed dziesiątków lat, ze starą szafą w kuchni, pamiętającą Królów, zamykała się na haczyk, wewnątrz półki były wyłożone ceratą. Przyjechaliśmy jakby do starych czasów, kiedy dom był tylko wakacyjny. K i A, reprezentowali dwa światy, legionowski i tutejszy, ale to dopiero teraz zrozumiałem. Wtedy byli tylko gośćmi, którym trzeba było chociaż dać herbaty, a tu nie wiadomo, czy jest. Znalazłem w szafie, gorzej było ze szklankami. Byłem zestresowany. Zaniosłem, co miałem, na werandę. A oni, jakby nigdy nic, rozmawiali o pięknym widoku. Choć była wiosna-lato drzewa miały już żółcienie i złocienie. Słońce schodziło za drzewami - między Ogrodem a lasem - na pół wysokości i kładło ciekawe kolory na liście. Gdybym miał aparat, zrobiłbym kolorom zdjęcie, ale to były czasy sprzed aparatów.
To pozytywne spojrzenie na estetykę przyrody – widoku przed naszymi oczami – bardzo mnie pokrzepiło, było wyzwalające. Uff! Moje zakłopotanie i stres uzasadniony, minęły.

Potem nastąpiła faza nicości i negacji, część przeżyć przedśmiertnych? Że życie przelatuje? Tak miewam. Choć nie wiem, czy gorsze nie było to niedawne wrażenie patrzenia z zewnątrz na swoje nie-życie, jak w śmierci klinicznej. Ale i z tego się wychodzi.
Próbowałem mantry, nie za bardzo działała, trudno przywoływać (produkować?) słowa. Świętej pamięci Mama Babcia Hela radziła odmawiać różaniec w takiej chwili, sama zawsze miała ten przedmiot pod poduszką, w jej życiu był bardzo skuteczny. Może i dla mnie znów będzie pomocny? Kto wie. Tajemnice są piękne w nim zapisane, dopisane przez mojego papieża. Rozmyślać ojcu o zwiastowaniu małżeństwa i „rodzeniu” dzieci – zachwycające zaproszenie. I tak dalej, dalej, dalej.

Ale jeszcze nie tej nocy. Na czymś się jednak zatrzymałem, choć trudno drobiazgowo opisać łańcuszek (koronkę) myśli. Bo to musi być szukanie sensu, żeby przeżyć te nocne obrachunki. Nocami dawane doświadczenie całości życia i dziennego nie-życia. Sens leczy lęk śmierci. Takie jest jedno z moich kluczowych doświadczeń – od lęku śmierci w dzieciństwie, do zrozumienia większego sensu, od niej. Bo moje oczy widziały... tyle. Tyle dobrego. Pięknego. Większego od niszczycielki. To jest.

To jest, zbudziło kiedyś starego Miłosza, zapisał „To”.
Ale u mnie jest bardzo konkretnie. Doświadczyłem. Kiedy myślami szukam i wracam, zawsze jest. Zawsze to jest, jest to. W Kodniu przeżycie/doświadczenie Prostoty Boga. Duchowej asystencji wspólnoty kościoła - na komisariacie Milicji Obywatelskiej w Legionowie i jeszcze bardziej miłości przebaczającej miłosiernej w samochodzie między UB-ekami, w obliczu zagrożenia życia. Że można przekroczyć strach, że może dać się taka siła wewnętrzna, która strach śmierci odsuwa. Mam taki obraz, wyobrażenie, o śmierci Jana Chrzciciela, że kiedy oni przychodzą po niego, żeby ściąć mu głowę, on widzi promienistego Jezusa, bardziej widzi chwałę, niż grozę. Tego sami nie wymyślamy, to bywa nam dane. To, co bywa nam dawane, jest dużo większe niż to, co sami wymyślamy. Niby oczywiste, ale w tym jest cały problem wiary, by tym żyć. Tą prawdą o nas, o życiu, o świecie.

Trzecie z przeżyć niewzruszonych przyplątało się dziś (bo nigdy nie wiadomo, co pamięć wyrzuci na brzeg w takiej nocnej chwili) dotknięcie wieczności w sakramencie małżeństwa. Konkretny obraz – jedziemy z Grażyną windą na jej ulicy Norwida, w trakcie obiadu ślubnego, żeby się przebrać (?), odświeżyć(?)... winda jedzie w dół, potem w samochód i na moją ulicę Warszawską. Winda! Jesteśmy w niej unoszeni, w górę i w dół, na wieczność. Małżeństwo skojarzone z windą. Windowanie. Wtedy właśnie przyszła ta myśl, że oto dotykamy wieczności, wyrzekliśmy słowo na wieczność. Słowo „tak”.

Trzy obrazy: Kodeń, MO i nocny strasznie samochód UB, winda. Bóg się daje na różne sposoby. Bo, co się daje? Co się dało wtedy? I jest!

Bóg się daje za darmo, za odrobinę wiary. Daje się także bez sakramentów instytucjonalnych (instytucjonalnie administrowanych, co gorzko brzmi, poprawnie powinienem napisać sprawowanych we wspólnocie kościoła, ale gdzie ta wspólnota?). Wspólnota była w Kodniu, było parę osób modlących się za mnie w Legionowie. Pokażcie mi wspólnotę wiary w Strachówce i w innych, bliższych i dalszych parafiach. Szafujemy pustym pojęciem wspólnoty. Gdyby była wspólnota tu i tam (Polska katolicka?), nie byłoby odrzuconych, wypchniętych, przeżywających nie-życie za życia. Nie byłoby piszących anonimów i milczących faryzeuszy. Nie musiałbym w nocnym doświadczeniu ratować całości życia wspomnieniami i przechodzić w dzienne nie-życie, nie-byt.

Bóg się daje za darmo. Nieinstytucjonalnie też! Może nawet niedogmatycznie. Czy nie przyszedł do mnie dzisiaj w nocy? Nie tylko we wspomnieniach trzech, ale w samym procesie myślenia! Czy nie wyspowiadał mnie z życia? (jak w pamiętnej spowiedzi u ks. Jana Twardowskiego, albo w sprawozdaniach pisanych przed laty dla ks. Bronisława Mokrzyckiego SJ). Przesadzamy z instytucjonalizowaniem wiary. Postawiliśmy instytucję kościoła jak strażnika między Bogiem a nami. Niczym srogiego strażnika, który wpuści, nie wpuści, dopuści, rozgrzeszy... lub nie.
A Jezus odwiedzał grzeszników, siadał z nimi przy stole, rozmawiał i jadł i nie rzucał kamieniami potępień. I dalej to robi. Takiego Boga nie odrzuci świat. Takiego kościoła nie będzie negował nasz świat. Czy po to ustąpił Benedykt? Żebyśmy przemyśleli wiarę jeszcze raz. W Roku Wiary (i koniecznie Rozumu). WIARA PRZYCHODZI PRZEZ TO, CO RACJONALNE. Dzisiaj do mnie przyszła, przywróciła pokój. Po myśleniu i w myśleniu szła. Ale niczego nie wymyślała, tylko zbierała w kupę to, co realne, co się wydarzyło i trwa.

PS.1
Nie mam wrażenia, że piszę nie na temat, i że te rozmyślania nie mają żadnej wartości.

PS.2
Zdjęcia pięknego "gołego" ołtarza, którego z przyczyn technicznych nie mogłem dać w Środę Popielcową. Nadrabiam.

1 komentarz:

  1. Widzisz człowieku jaki jesteś zakłamany, zdjęcie zrobiłeś w niedziele to jak mogłeś dać go w środę.

    OdpowiedzUsuń