piątek, 14 marca 2014

Rachunki sumienia 2014



Dostałem zadanie. Samo przyszło. W dużym stopniu z mediów. Na kilku profilach Facebookowych znajomych wpisałem komentarze, bo ich właścicieli wpisali ważne dla mnie sprawy. Oni zaangażowani, ja zaangażowany... w kościół. Wieczorem wysłuchałem audycji w radio Wa-wa Praga, do której zostałem zaproszony fejsbukowo. Słuchałem, komentowałem, też byłem zaproszony, jako anonimowy słuchacz, do zabierania głosu. Dzisiaj znalazłem odpowiedź. Ja imiennie, on imiennie, znamy się ho, ho, ho.

W trakcie odpowiadanie przeze mnie jemu dostałem znak, że jeszcze ktoś z kręgu pytań i odpowiedzi, dialogu ze światem całym (jak w koronce do Miłosierdzia) jest z nami. Była to wypowiedź nieznajomego do znajomego wpisu o rekolekcjach udanych, w Szczecinie, w dominikańskiej rodzinie zakonnej. W tym kręgu wszystko się łączy, dopowiada, otwiera na dobro, gdzieś obok, w nas... i „świata całego”. Contemplata aliis tradere.

Dotarła do mnie wypowiedź nieznajomego, bliska mi przez kilka odniesień, natychmiast wysłałem prośbę o akceptację (i mnie) na jego koncie, w gronie znajomych. Zaraz odpowiedział. Znalazłem u niego inny ważny post-udostępnienie o księdzu Czechu Haliku, dostał Templetona. Jestem/śmy prowadzeni krok za krokiem, od osoby do osoby, dzień i noc, za nocą i dniem. Drogą-prawdą-życiem, wspólnymi wartościami. Dajmy się prowadzić. Nie ma mnie, Ciebie, ich, Jego bez znaków, języka, myślenia... Nie ma wiary bez myślenia (św. Augustyn). Tak się przejąłem tym zdaniem, że wypisywałem je przez 32 i pół roku na tablicach katechetycznych Legionowa i Strachówki (wierszyk zaś z pierwszej katechezy opublikowali nawet w pierwszym numerze pallotyńskiej „Królowej Apostołów”). Zostałem powołany do służby, nie chwalby :)

Wszystko powyższe jest tylko wprowadzeniem. I wytłumaczeniem metody. Teraz poszukam i wkleję swoich wypowiedzi z wczoraj i dzisiejszego poranka. W praktyce wyszło od 11 marca. One mówią same. Układają się w całość (i są kontynuacją przerwanej katechezy szkolnej, w necie):

1) Zapraszam do lektury jutrzejszego Tygodnika Powszechnego. W nim m.in. ROK Z FRANCISZKIEM; WYWY IAD Z PAPIEZEM I KOMENTARZE KS. ADAMA BONIECKIEGO, ANDREI TORNIELLEGO I MARKA ZAJACA.

W Tygodniku także mój [o. Kasper Mariusz Kaproń, OFM] list opisujący sytuację w mojej małej Urubichá. Zapraszam także do przeżycia Wideorekolekcji wielkopostnych z Boliwii. Tutaj ...


2) Kardynał Walter Kasper: "Każdy grzech może zostać przebaczony. Niewyobrażalne jest to, by człowiek mógł wpaść w czarną dziurę, z której Bóg nie mógłby go wyciągnąć (...) Kościół nie może nigdy osądzać tak, jakby miał gilotynę, lecz musi zawsze pozostawić otwarte drzwi przed miłosierdziem, drogę wyjścia, która pozwoli każdemu zacząć od nowa".

3) Poznaj nas, misjonarzy pracujących w Boliwii. Film z 2011 r. i trochę się zmieniło, lecz więź budująca naszą współnotę jest jak zawsze silna. 

4) "Don't forget to say thank you to the teachers who pushed you to question, create, and experiment." Wiele jest stron pobudzających do myśłenia, wdzięczności, otwartości na...

5) Post-zdjęcie-grafika o myślących, więc często niedopasowanych, szalonych itd. z komentarzem RM Rilke pod spodem, którego myślą można porozumiewać się z ludżmi, sisostrami, braćmi „i świata całego”
.... Ja wypatruję drzewom drogę burz...

6) Czy po dzisiejszych obradach (wyborze) KEP westchniemy z radością, czy stękniemy, "o rany". Czy będzie franciszkowy? Czy też przeciwnie, będzie z tych, którzy wmawiają nam, że "posługujemy się papieżem" ??? Zasłyszane - wybiorą dionozaura, czy orła?... zawszeć jakoś to brzmi "przewodniczący", a i ton może nadawać, w obradach, uroczystościach, skojarzeniach...

7) Nie można patrzeć księdza (jednym) okiem na świat. Przywróćmy jedność świata (Templetony!). Księdzu trzeba tłumaczyć świat. Raczej. Zwłaszcza takim, jak ksiądz Oko (przepraszam za kalambury)?! Pomimo profesury?! (samo się rymuje). 
Katechizując przez 33 lata wiedziałem, że katechezy Bóg prowadzi. Bo jest obecny na sali podczas lekcji-katechezy od zawsze i od pierwszego długiego spojrzenia na krzyż. W modlitwie „która może spłynie z krzyża, ze ścian, z portretu papieża...”. Podręczniki to tylko gadżety, bywają pomocne, tak jak i ekran już dzisiaj zamiast tablic, rzutnik, komputer, Internet... Życie-prawda-droga, nie teorie i programy zza biurek w najlepszej wierze wyprodukowane w innych czasach i okolicznościach.
Mój sezon trwa już ok 60 lat! A biorąc pod uwagę łańcuch pokoleń ponad 160... Nikt nie żyje i nie umiera dla siebie. Ale jeśli tzw wspólnoty parafialne i lokalne nie będą szukać rozumienia wspólnotowości (korzystając z Soboru Watykańskiego II i wyrosłych na nim encyklik społecznych Jana Pawła II), to kto wie, czy taka postawa będzie zrozumiała dla nowego pokolenia.
Złości mnie, że można mówić o pobożnej ignorancji kulturowej w polskim kościele, i to nie względem wielkich osiągnięć nauki i sztuki, ale dokumentów kościelnych sensu stricto i różnorodnej twórczości świętego Rodaka. Czym jest mój kościół parafialno-dekanalno-diecezjalny, skoro nie można w nim rozmawiać o fundamentach?! Kim oni są? Za kogo się uważają? W jakim świecie żyją? W jaki świat nas (owce) chcą prowadzić? Nie pachnąc owcami??!!

8) Na przewodniczącego episkopatu wybrano dziś kard. Reinharda Marxa, jednego z ośmiu członków grupy doradczej papieża Franciszka. Oczywiście episkopatu Niemiec (o. Biskup) :-)

9) I've just come back from a reception organised by the Apostolic Nunciature in Brussels for the occasion of the first anniversary of Jorge Bergoglio becoming the Pope. I'm pretty sure I shook hands with members of Belgian aristocracy” - napisał Pierwszy Stypendysta Diecezji Warszawsko-Praskiej  

10) "Biskupi mówili o ewangelizacji, o tym, co najważniejsze: o głoszeniu najprostszych prawd Ewangelii, o tym, jakie to ma przełożenie na podmiotowość i otwartość księży, na świeckich w Kościele, na ich upodmiotowienie." (biskup Ryś)
Głoszę to samo, jako zwyczajny wierzący Polak, jako katecheta... czekam, proszę, błagam, upominam się... w swoim kościele parafialno-dekanalno-diecezjalnym. Nadaremno. Nadaremno. Nadaremno. Pęknięcie poszerza się :-(

A co do wiarygodności biskupiej mowy - uwierzę, gdy dyskusje między nimi o naszych wspólnych sprawach staną się publicznie dostępne! 

11) A tutaj odważyłem się dyskutować z jednym z moich ulubionych świętych Janem Vianneyem, św. Proboszczem z Ars, i to o kapłaństwie! On - "Gdybyśmy dobrze zrozumieli czym jest ksiądz na ziemi, umarlibyśmy: nie z przerażenia, lecz z miłości... Bez kapłana śmierć i męka Naszego Pana nie służyłaby do niczego. To ksiądz kontynuuje na ziemi dzieło zbawienia…"

Ja - "Dziwne zdanie. Lubię tego świętego, ale... Święci są potrzebni, potrzebnym znakeim, ale tylko znakiem. Do głębszej dyskusji trzeba uwzględnić teksty Soboru nt. plus różne listy św. JPII. Wiara i Rozum, nigdy oddzielone... Czy nie jest to sens sakramentów? Bo chyba (przecież) nie osobowości, te są przeróżne, bywają przedziwne, także takie, nie do zaakceptowania!... Nie znam uzasadnienia dla rankingu sakramentów, prócz tego, że Chrzest "otwiera" wszystkie pozostałe, równorzędne?!... Zdanie św. Jana-Marii Vianneya śiwietnie uzasadnia za to podział Kościoła na "Oni" i "my". Wielu księży jest zafiksowanych na tym punkcie, i nie przystąp do nich (bez kija  Zamknięte plebanie i pałace biskupie są symbolem. Realizm, postawa miłości intelektualnej poznającej to, co jest istotą rzeczy: świata, człowieka, Boga... A propos - nasz najstarszy syn ma Jan-Maria i obchodzi imieniny na Vianneya. Więc niech nikt mnie nie uczy, gdzie moja Ojczyzna...

12) "Słowa papieża Franciszka (Evangelii Gaudium), z którym konfrontowaliśmy się dziś w ramach dnia skupienia, które poprowadził dla naszej wspólnoty szczecińskiej rektor seminarium w Szczecinie - ks. Piotr Gałas (na marginesie bardzo skromny, dobry, ludzki i Boży człowiek... bardzo franciszkowy): "Istnieje konkretny sposób wsłuchiwania się w to, co Pan chce nam powiedzieć w swoim Słowie i otwarcia się, by nas przemienił Jego Duch. Chodzi o to, co nazywamy «lectio divina». Polega ono na czytaniu Słowa Bożego w chwilach modlitwy, by ono nas oświeciło i odnowiło. To modlitewne czytanie Biblii nie jest odseparowane od studium, jakie podejmuje kaznodzieja, by odnaleźć centralne przesłanie tekstu. Wręcz przeciwnie, powinien od tego zacząć, by zrozumieć, co mówi to samo przesłanie jego życiu. Czytanie duchowe tekstu ma za punkt wyjścia jego znaczenie dosłowne. W przeciwnym wypadku łatwo byłoby wyczytywać z tekstu to, co wygodne, co służy potwierdzeniu własnych decyzji, co przystosowuje się do naszych schematów myślowych. Oznaczałoby to w końcu posługiwanie się czymś świętym dla własnej korzyści i przekazywanie takiego zamętu Ludowi Bożemu. Nie można nigdy zapominać, że czasem «sam [...] szatan podaje się za anioła światłości»(to u ojca Biskupa) 
– mój komentarz - "Istnieje konkretny sposób wsłuchiwania się w to, co Pan chce nam powiedzieć w swoim Słowie i otwarcia się, by nas przemienił Jego Duch...". Czy można mówić o specjalizacji? Że Wy bardziej w medytacji słowa, któremu z racji drogi życia i jej powinności, przeznaczacie więcej czasu, a my w mowie faktów, które obficiej(?) nas roszą też z racji drogi życia i jej powinności ?”

13) Dziękuję za zaproszenie do słuchania audycji „3 Anioły” (dokładam od siebie i kultury bardzo światowej czwartego, u Rainera-Marii Rilkego)... Dostałem zaproszenie. Więc dzielę się i polecam dalej, znajomym. Prowadzący jest prawie sąsiadem z sąsiedniej wsi sławnych Trawy! (był i może będzie na emeryturze). Gość Marek Górski też brzmi znajomo, zobaczy się, czy to ten sam… Wszedłem chętnie w dialog, wpisałem na stronie "Trzech Aniołów" (z moim czwartym):
- „Słucham, ale ciężka jest Wasza mowa. O tym pokrywaniu krwią Jezusa itp. Jakaś ekstremalna antropologia. Modlitwa? Tak. Ale w świetle wiary i rozumu. Bardziej. Mniej ciężka. Ja bardziej z tych, którzy reagują jak koń artyleryjski... na "modlitwa prostoty, odpocznienia, myślna itd." O tym da się mówić mniej ciężarnym językiem! Marki moje Marki :-) 
Słucham dalej. Nie przepadam za językiem "dewocyjnym"(?) (nie od „bezmyślnego” stosunku do praktyk religijnych, ale od praktykowania „wyznaniowości”). Nie deprecjonuję, ale wolę bardziej styl "życie-prawda-droga", czyli realizm first. Całe życie jest wielką mową dobra, piękna, prawdy. Życie first. Normalność, naturalność, wyznaniowość jest wtórna. Coś w duchu "Człowiek jest drogą Kościoła", nie odwrotnie. Nie martw się człowieku swoją pobożnością, "martw się" swoją drogą życia i prawdy. Nie ma wiary bez myślenia - coś w tym stylu. Daj(my) się prowadzić. Nie-ja-Ty-Bóg-Miłość-Pokój-Dobro..."
- a w odpowiedzi na odpowiedź administratora (ks. Marka?) dopisałem - „Dobrze trawię wszystkie formy, formuły (przed chwilą kliknąłem "bezprawnej" spowiedzi na Plantach)... które bywają napotykane życiem-prawdą-drogą, wiarą i rozumem, myśleniem... Fakt, dystansuję się, gdy zamykają się w sobie, lub tracą wyczucie, że otoczenie nie rozumie. Na przykład częste rozmowy nauczycieli, pedagogów z kimś spoza, dla kogo edukacyjny język jest tylko slangiem. Mam i tę skazę. W zagranicznym gronie źle się czułem, gdy ktoś wciągał mnie w obfitą mowę polską, nie zważając na nierozumiejące grono obok. Nie chciałbym z tego robić zarzutu innym, sprawa wyczucia(?), wychowania(?), edukacji (napotkanych Mistrzów)... nie mam prawa zarzucać. W końcu radio ma znacznik "medium katolickie". Ale płynąc na szersze wody, moją ideą fix jest życie-prawda-droga jako propozycja jedności, dla każdego. Kościół wspólnota otwarta, uczestnicząca, bez nadmiernego zaznaczania strojem, językiem, zachowaniem, zwyczajem... swojej inności od pozostałego rodzaju ludzkiego. Franciszkowym? Wczoraj na kilku kontach Fb (pobożnych) doszedł do głosu ten spór(?), inność(?), trend, może siądę i pozbieram je? dla usprawiedliwienia (się)” i otwarcia szerokiego na (rozmowę w) parafię, dekanat, diecezję, Kościół Powszechny Jeden i Uniwersalnie (powołany do...) Święty.

14) "W jakiej duchowości był Pan wychowany? - Moją duchowość ukształtowała wiara bez klerykalizmu i parafiańszczyzny. Tego nigdy nie doznałem. Było odwrotnie. Gdy zdarzyło się, że moja matka weszła w konflikt z proboszczem, a ten odebrał jej miejsce w kościelnej ławce, mama nie miała zamiaru ustąpić. Powiedziała, że chodzi do Boga, nie księdza. Podobną sytuację pamiętam z kolędy. Ksiądz w Smolicach, bo tak nazywa się miejscowość, w której się wychowywałem, zachorował, przyszedł zakonnik z miasteczka i zaczął mamie wypominać grzechy, z których dawno się wyspowiadała. Mama spytała, czy tak ma wyglądać duszpasterska wizyta? Że może by spytał, czy ma co dać dzieciom jeść. Gdy ksiądz się nie zamknął, mama zerwała się z krzesła, po czym - uważasz pan - złapała za święte chałaty i wypchnęła za drzwi, pomagając sobie kolanem. Hola, hola, świątobliwy głuptasie - by przywołać biskupa Krasickiego - są granice! Są sprawy między mną a Bogiem - i tobie nic do tego. Nie zapominaj, jesteś tylko Bożym sługą!..." 
- w komentarzu opisałem mój przypadek: "może by spytał, czy ma co dać dzieciom jeść"!! Miałem taką spowiedź! W 2005. Podczas wizyty nauczycieli z 4 krajów, Socrates-Comenius ich nam sprowadził. Byliśmy w Warszawie, na koniec po Powstaniu Warszawskim itd. puściliśmy ich samych na Stary Rynek, by se odetchnęli od ciężarów historii, martyrologii.. My też sobie odetchnęliśmy. Weszliśmy z DyrKa do Dominikanów na Freta, podszedłem do konfesjonału. Dialog początkowy, kto, co... grzechów plik. A on - "- jak sobie dajesz/dajecie radę materialne?" Targnęło mną do szpiku bytu osobowo-rodzinnego. Po paru minutach On - co Cię tak wzięło? - Bo pierwszy raz ktoś (spowiednik) spytał tak trzeźwo, realistycznie, życiowo. - ja, z przerwami. - On - bo nigdy u mnie (jeszcze) nie byłeś! Kazał napisać, dać namiary, być w kontakcie. SĄ i tacy! Ratują Kościół!” 

15) Najbardziej przykuło moją uwagę: "psychoterapeuta alkoholików i narkomanów"... Udostępniajmy! Czech i Polak dwa bratanki na polu teologii bez kompleksów w dialogu z nauką i światem! Laureaci Nagrody Templetona!...   

16) A tutaj jestem w dialogu z parafią - niestety nie moją - która nie boi się świata i ludzi. Świata ludzkiej wolności. - Oni (administrator, kiedy nie może ksiądz, są „cywile”, którzy mogą pełnić tę funkcję we wspólnocie kościoła) - „nie jest częste, by Bóg mówił o sobie wychodząc od człowieka, od jego kondycji. Tym razem tak właśnie to wygląda: Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą.

Pierwsza rzecz: wyobraź sobie osobę dla Ciebie zawsze dobrą. Przyjaciela, rodzica czy współmałżonka - pewnie i to już będzie wyidealizowany obraz, jednak możliwy do spełnienia. Bóg jest większy. Jeśli coś daje, tylko to co jest dla nas dobre. Nawet wtedy, gdy na pierwszy rzut oka nie jesteśmy w stanie tego zauważyć.

Jeśli zaś tak, powalczyć warto o Jego chwałę w ten sposób, by każdą napotkaną osobę tym dobrem obdarzać. Nie dlatego, że jest dla nas dobrą, lecz dlatego, że taki dla nas jest Bóg. To Nowy Testament. A Stary? Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie!”
- ja, udostępniając tę bratnią mi parafię „Skoro Bóg "wychodząc od człowieka" prowadzi ku lepszemu poznaniu Siebie! Wcielenie także przemawia za taką metodologią. można. A dla nas - człowieka, ludzi - nie ma właściwie innego/lepszego wyjścia! Któż bowiem może powiedzieć o sobie, że tak jest zjednoczony z Bogiem, że będzie zaczynał od Niego patrzenie na świat... Dopiero po wielu doświadczeniach utarła się moja mantra "nie-ja-Ty... itd". 

17) W rocznicę wyboru papieża Franciszka przypominamy, jak na naszych łamach opowiadał o kardynale Bergoglio jego najbliższy współpracownik z Buenos Aires, abp Victor Manuel Fernandez:

"Zawsze był bardzo blisko ludzi i nigdy nie był 'księciem'. W tych ostatnich kilku latach, kiedy zbliżał się do 75. roku życia i gdy przekroczył już wiek emerytalny, po prostu wycofywał się, wolał pozostawać w cieniu. Ponadto trzeba wspomnieć o ostrej krytyce, jaka go spotykała ze strony środowisk konserwatywnych. Myślę, że to go bardzo niepokoiło. Obecnie, wraz z powierzoną mu nową funkcją i z nowym charyzmatem Ducha Świętego, może swobodnie i bez lęków być w pełni sobą, dać innym z siebie to, co jest w nim najlepsze i najpiękniejsze. Wróciły do niego z nową siłą entuzjazm i energia". - ja, komentując „Wielu z nas, wypowiadających się o sprawach kościołą (także "posługując się papieżem") także jest poddanych "krytyce, jaka go spotykała ze strony środowisk konserwatywnych" !!” Tutaj 

18) Czy można religijność (a raczej człowieka wierzącego) zawęzić do życia modlitewnego, sakramentalnego, pomijając sprawy, którymi żyje nasz dzisiejszy kościół? O czym dyskutuje się w Watykanie? Czym żyje prasa, np. tymi wyborami w KEP! Kim my jesteśmy? W co ubraliśmy wiarę i rozum żyjąc realnie konkretni ciałem uduchowionym, duchem ucieleśnionym w świecie współczesnym 2014? w Strachówce, Jadowie, Legionowie, Łochowie, Tłuszczu, Wołominie, Mińsku itd.itd. Nagroda Templetona, czyli punktem odniesienia dla mnie jest życie. Droga-Prawda-Życie. Nie – zawsze mająca tendencje do abstrakcyjności, religia. Nie chcę przy okazji tego posta (publikacji) dotknąć innych. NIKOGO! Choć znam popędliwość swojej mowy i języka. Raczej chce namówić ich „wszystkich”, do odwagi, ponad bojaźń swoich przełożonych, otoczenia, środowiska... itd. i by mi wytknęli braki w myśleniu. Bójmy się tylko Boga i wieczności. 

PS.1 
Oto – powyżej – są tezy moich niewygłoszonych prelekcji, wykładów, katechez... Na szczęście nie wstrzymuję ręki na klawiaturze. Dzięki Internetowi jesteśmy bardziej na bieżąco z naszym kościołęm, niż nasze kościoły parafialno-dekanalno-diecezjalne. TO SIĘ NIE DA DŁUGO UKRYĆ! KOCHANI PASTERZE NIE PACHNĄCY OWCAMI... Myśleć-rozmawiać-budować... innymi słowami to samo „widzieć, osądzić, działać”
, bo: "stanowisko ucznia i misjonarza nie jest stanowiskiem w centrum, lecz na peryferiach: żyje dążeniem ku peryferiom... w tym tych wieczności w spotkaniu z Jezusem Chrystusem. W ewangelicznym przepowiadaniu mówienie o „peryferiach egzystencjalnych” wyrywa z centrum i zazwyczaj obawiamy się wyjścia z centrum. Uczeń i misjonarz jest „zdecentralizowany”: centrum stanowi Jezus Chrystus, który zwołuje i posyła. Uczeń jest posłany na peryferie egzystencjalne...  Kościół jest instytucją, ale kiedy stawia siebie w "centrum” sprowadza siebie jedynie do wymiaru funkcjonalnego i przekształca się po trosze w jakąś organizację pozarządową. Wtedy Kościół wyobraża sobie, że ma swoje własne światło i przestaje być owym „misterium lunae”, o którym mówią nam Święci Ojcowie. Staje cię coraz bardziej odnoszącym do samego siebie i osłabia się w nim potrzeba bycia misyjnym. Z „instytucji” przekształca się w „dzieło”. Przestaje być Oblubienicą, aby stać się w ostateczności zarządcą. Z sługi przekształca się w „kontrolera”. Aparecida chce Kościoła Oblubienicy, Matki, Służebnicy, pośrednika w wierze, a nie kontrolera wiary... Biskupi powinni być pasterzami, bliskimi ludziom, ojcami i braćmi, z wielką łagodnością; cierpliwi i miłosierni. Mają być ludźmi miłującymi ubóstwo, zarówno ubóstwo wewnętrzne jako wolność przed Panem, jak i ubóstwo zewnętrzne, prostotę i surowość życia. Ludźmi, którzy nie mają „psychologii książąt”. Ludźmi, którzy nie byliby żądnymi władzy, ale którzy byliby oblubieńcami Kościoła, nie oczekując na kolejną nominację... 


Zaproponowane przez Aparecidę Kościołowi (czy tylko Ameryki Łacińskiej i Karaibów?) bycie uczniem i misjonarzem jest drogą, jaką Bóg pragnie dla „dnia dzisiejszego”. Wszelka projekcja utopijna (ku przyszłości) lub restauracji (ku przeszłości) nie jest z dobrego ducha. Bóg jest realny i ukazuje się w „dziś”... cała dynamika struktur kościelnych, „zmiana struktur” (z przestarzałych na nowe) nie jest owocem studium, ale jest konsekwencją dynamiki misji. Tym, co sprawia, że struktury stają się nieaktualne, co prowadzi do przemiany serc chrześcijan to właśnie misyjność. Stąd wynika znaczenie misji paradygmatycznej. Misja wymaga zrodzenia świadomości Kościoła, który organizuje się, aby służyć wszystkim ochrzczonym i ludziom dobrej woli. Uczeń Chrystusa nie jest osobą wyizolowaną w jakiejś duchowości intymistycznej, lecz osobą we wspólnocie, aby dać siebie innym... Róbmy WSPÓLNOTOWY RACHUNEK SUMIENIA 2014!  


KSIĘŻA CHĘTNIE ROBIĄ NAM RACHUNKI SUMIENIA. PRZYPISUJĄ SOBIE FUNKCJE KONTROLNE NAD NAMI. Dla małej odmiany ZRÓBMY IM - WE WSPÓLNOTACH PARAFIALNYCH ITD. - PODOBNY (PAPIESKI) RACHUNEK :-)

- Czy przezwyciężamy pokusę zwracania uwagi w sposób reaktywny na rodzące się złożone problemy? [tzn. obarczając odpowiedzialnością za nie świat zewnętrzny i nasze uwarunkowania]. Czy tworzymy nawyk proaktywny? [przyjmujemy, że to my decydujemy o kształcie naszego życia, poprzez nasze wybory]. Czy promujemy przestrzenie i okazje, by ukazać Boże Miłosierdzie? Czy jesteśmy świadomi odpowiedzialności za ponowne przemyślenie aktywności duszpasterskiej i funkcjonowania struktur kościelnych, poszukując dobra wiernych i społeczeństwa? Czy w praktyce czynimy wiernych świeckich uczestnikami Misji? Czy zwyczajnym kryterium jest rozeznanie duszpasterskie, posługując się Radami Diecezjalnymi? Czy takie rady, oraz rady parafialne duszpasterskie i ekonomiczne są rzeczywistymi przestrzeniami uczestnictwa świeckich w konsultacji, organizacji i planowaniu duszpasterskim? Dobre funkcjonowanie rad ma znaczenie determinujące. Sądzę, że w tej dziedzinie jesteśmy bardzo zapóźnieni....  Czy my, pasterze, biskupi i kapłani, mamy świadomość i przekonanie do misji wiernych świeckich i dajemy im wolność, aby zmierzali rozeznając zgodnie z ich drogą uczniów, misję jaką powierza im Pan? Czy ich wspieramy i towarzyszymy, przezwyciężając wszelkie pokusy manipulacji lub nieuzasadnionego podporządkowania? Czy jesteśmy zawsze otwarci, by stawiano nam pytania w poszukiwaniu dobra Kościoła i jego misji w świecie?...  Czy pomocnicy duszpasterscy i w ogóle wierni czują się częścią Kościoła, utożsamiają się z nim i przybliżają go osobom ochrzczonym, zachowującym do niego dystans? dalekim od niego?...  Warto przypomnieć słowa Soboru Watykańskiego II: „Radość i nadzieja, smutek i trwoga ludzi współczesnych, zwłaszcza ubogich i wszystkich cierpiących, są też radością i nadzieją, smutkiem i trwogą uczniów Chrystusowych” (por. Gaudium et spes, 1). To jest podstawą dialogu ze światem współczesnym... pociągają za sobą zrozumienie tożsamości chrześcijanina jako przynależności kościelnej wymaga, abyśmy jasno określili jakie są ważne wyzwania bycia uczniem i misjonarzem. Wskażę jedynie na dwa z nich: wewnętrzną odnowę Kościoła oraz dialog ze światem współczesnym
Odpowiedzi na pytania egzystencjalne współczesnego człowieka, zwłaszcza nowych pokoleń, zwracając uwagę na ich język, i środki komunikowania... Bóg obecny jest po wszystkich stronach: trzeba umieć Go odkryć, aby móc Go głosić w języku każdej kultury. A każda rzeczywistość, każdy język ma odrębny rytm... 
Bardzo aktualną pokusą jest również klerykalizm. Co ciekawe, w większości przypadków chodzi o grzeszny współudział: proboszcz klerykalizuje a człowiek świecki prosi, by był klerykalizowanym, bo w istocie wydaje się to jemu wygodniejsze. Zjawisko klerykalizmu wyjaśnia w znacznej mierze brak dojrzałości i chrześcijańskiej wolności poważnej części laikatu... [kryterium] na ile żyjemy kościelnie jako uczniowie i misjonarze: bliskość i spotkanie. Żadna z tych kategorii nie jest nowa, ale stanowią one sposób, w jaki Bóg objawił się w dziejach. Jest On „Bogiem bliskim” wobec swego ludu, a bliskość ta osiąga swój punkt kulminacyjny we Wcieleniu. Jest to Bóg, który wychodzi na spotkanie swego ludu. Ignoruje się „rewolucję czułości” spowodowaną przez Wcielenie Słowa. Istnieją duszpasterstwa zaprogramowane z tak wielką dozą dystansu, że nie są w stanie doprowadzić do spotkania: spotkania z Jezusem Chrystusem, spotkania z braćmi i nigdy nie prowadzą one do osiągnięcia ani włączenia w Kościół ani też przynależności do Kościoła. Bliskość tworzy komunię i przynależność, umożliwia spotkanie. Bliskość nabiera formy dialogu i tworzy kulturę spotkania. Probierzem bliskości jest zdolność danego duszpasterstwa do spotkania i homilia. Jakie są nasze homilie? Czy nas przybliżają do przykładu naszego Pana, który „mówił jak ten, który ma władzę” czy też są jedynie skoncentrowane na przykazaniach, dalekie, abstrakcyjne? :-)

PS.2
Jak polski kościół (parafie, dekanaty, diecezje, księża wszelkich kolorów sutann) mają sobie poradzić z nowymi wyznaniami, Franciszkiem, Aparecidą... grupą Maradiagi, skoro ominęli wielkim łukiem Sobór Watykański II, nawet w Roku Wiary (i Rozumu), także encykliki świętego Jana Pawła uważają za zbyt trudne. I skoro BOJĄ SIĘ NAS, TZW. ŚWIECKICH? Spotkań, rozmów z nami, naszych stron internetowych, blogów, Facebooka, dyskusji otwartych, zwyczajnego nie - ukrytego życia, ale - pełnego jawności!

PS.3
W czym i jak PRL skaził kościół w Polsce? Proponuje rozdział "Quo vadis Ecclesia Polonorum" w tym bryku !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz