sobota, 3 sierpnia 2019

Królewska droga (i fascynująca przygoda)

TO jest
bo się wydarzyło
trwa i we mnie
a dla świata całego
także przeze mnie

Jak król jechałem przez połowę Warszawy, stolicy naszej. Nie jak król szos, ale królewskimi traktami, w królewskim nastroju. Dwie i pół godziny wcześniej było całkiem przeciwnie. Jechałem zestresowany korkami, błądząc w objazdach, świadomy spóźnienia na Eucharystię Madejową, na małej cichej uliczce Langiewicza, ukrytej w światowym wielko-śródmiejskim gąszczu.
Dlaczego drogę uczyniłem motywem przewodnim i tytułem mojego pisania?

Bo to odczucie wybiło się jako pierwsze na powierzchnię świadomości – w strumieniu świadomości - w drodze powrotnej po spotkaniu z Andrzejem Madejem, w Warszawie w Kaplicy na Eucharystii pożegnalnej, przed Jego powrotem do Kościoła w Turkmenistanie.
Każde spotkanie z Andrzejem Madejem jest wydarzeniem kosmiczno-eschatologicznym. Z Jego Ekscelencją, ze Sługą Bożym. A jednak trudno mi pisać z należnymi Mu tytułami. Tytuły  stwarzają dystans miedzy osobami, a nie powinny. Człowiek najbardziej szuka i potrzebuje spotkania z człowiekiem. Osoba z osobą – na obraz i podobieństwo spotkania Trzech Osób Boskich w Trójcy Świętej!

***

Jak ogarnąć i opisać tak ważne spotkanie? Tak wielkie wydarzenie!
Nie dane mi jest wysnuć narracji z jednego odczucia, objawienia, refleksji, obrazu. Nie dostałem jednego znaku, ale wiele. Nie dane mi też było usiąść po powrocie w ciszy i pisać. Wraz z upływającym czasem, taka sytuacja już się nie nadarzy. Jest kolejny dzień ze swoimi sprawami (wizyta u dentysty) – inaczej muszę podejść do zadania, które zaanonsowałem wszystkim uczestnikom wczorajszego wydarzenia. Na szczęście zapisałem sobie wczoraj punkty, zaraz po powrocie do starego domu w Sanktuarium Matki Bożej Annopolskiej. Spróbuję je rozwinąć, ile czasu potrzebuję? Tyle, ile będzie trzeba.

Zapowiadając relację, wskazałem, że będzie trójdzielna – przed, w trakcie i po.

I –przed

Zawsze jest jakieś „przed”. Kiedy jesteśmy przed oczekiwanym ważnym wydarzeniem – gra dużą rolę i nie powinno być rozdzielane od tego, co potem. Jest coś, bo coś było już wcześniej. W naszej religii powinniśmy być na to uczuleni. Nic ważnego nie spada na nas ni stąd, ni zowąd, bo byśmy nie pojęli znaczeń. Prorocy, Zwiastowanie, Nawiedzenie, Narodziny… aż po Dzieje Apostolskie wyznaczają granice naszego rozumienia siebie-człowieka, świata, Boga. W ich świetle widzimy, czujemy, poznajemy, rozumiemy.

W przeddzień wyjazdu czułem i myślałem o tym już w łóżku. Dzisiaj, pisząc tę relację, przypomniałem sobie, że chyba wtedy wstałem, przywróciłem do działania komputer i coś zanotowałem. Bałem się zapomnieć.

Zatem teraz, po 24 godzinach od spotkania, zajrzałem w notatki. Zdziwiłem się, gdy zobaczyłem, co zobaczyłem pod tytułem „przed” – bo spodziewałem się notatki linearnej, co najwyżej punkty!

PRZED

           /z sanktuarium MBA/

wysłałem powiadomienia
sprawdziłem dojazd
wspomnienia drogi wróciły
wymiar pielgrzymowania

nastrój medytacyjny
nawet lektury służyły
podsunięte życiem
pogoda ze słońca w deszcz przeszła

notuj zawsze siostro bracie
córko mężu żono synu wnuku
jak dzieje się życie i prawda i droga
bo to znaczy Logos (znakami faktów)

   (poniedziałek, 29 lipca 2019, g. 23.10)

Coś czułem, przeżywałem już przed wyjazdem. Od momentu odebrania zaproszenia:

ZAPROSZENIE NA EUCHARYSTIE

NIECH BEDZIE POCHWALONY JEZUS CHRYSTUS 

WITAM KAZDEGO Z WAS PO IMIENIU
W CHRYSTUSIE JEZUSIE I NIEPOKALANEJ

KOCHANI
DNIA 30 LIPCA WE WTOREK O GODZINIE 10 RANO BĘDĘ CELEBROWAŁ Z WAMI - KOMU SIĘ UDA PRZYJŚĆ - EUCHARYSTIĘ W KAPLICY MISJONARZY OBLATOW MARYI  NIEPOKALANEJ W WARSZAWIE NA ULICY LANGIEWICZA 8 W  WARSZAWIE
 
ZAPRASZAM GORĄCO NA EUCHARYSTIĘ. PO MSZY ŚWIĘTEJ ZAŚ NA KAWĘ, HERBATĘ
MOŻE SAMI JESZCZE KOGOŚ ZAPROSICIE NA EUCHARYSTIĘ, PROSZĘ. AMEN

W  BRATERSKIEJ  KOMUNII
 ANDRZEJ 

1) Wyjazd (droga do Stanisławowa, wspomnienia)

Jadę sam, nikt nie może mi towarzyszyć, każdy ma swoje powody. Będzie w drodze większy spokój. I cisza. Wkrótce okaże się, jak bardzo potrzebne do przeżycia na drodze.
Sielsko anielsko jest tylko do Stanisławowa. Na pewnym odcinku ożywają wspomnienia, gdy tę samą trasę robiłem z dziećmi przed ponad 20 laty. Drzewa po lewej stronie, słońce nad głową, waga wyjazdu – smak pielgrzymowania. Do Santiago? Ziemi Świętej? Taize? Do Andrzeja, na Langiewicza.
Dojechaliśmy wtedy jakoś, nie zastaliśmy Misjonarza-Apostoła Turkmenistanu, wpadliśmy do siostry, niedaleko, mieszkała wtedy na ul. Świętej Barbary. Spędziliśmy trochę czasu rodzinnie, wróciliśmy kontrolnie na Langiewicza, Andrzej się nie pojawił, wróciliśmy do Annopola. To nie był czas stracony. Na pielgrzymiej drodze wszystko ma sens.

Przy takich wyjazdach nie dominuje wymiar organizacyjno-techniczny, dominuje wymiar osobowy – stan pełnej koncentracji na wydarzeniu. Dominuje nad wszystkim, co przelotne, okolicznościowe, narzucone chwilą. Wieczność – nad teraźniejszością. Może lepiej – wieczność w tym, co teraz, co kiedyś i co będzie. Dzieje osobowego i osobistego sensu (Logosu w życiu) dawna teraźniejszość wchodzi w obecną teraźniejszość, nowa teraźniejszość we wczorajszą. Sens się dzieje. Logos. Jesteśmy "W wieczne za-chwyceni" (za s. Aliną Merdas RSCJ, po Norwidowemu ). Bo „człowiek doczesny jest co chwilę, a wieczny zawsze”.

W Stanisławowie pierwszy zakaz, roboty drogowy, do Warszawy trzeba jechać na okrągło. Nie, nie, nie od razu zorientowałem się o co chodzi, przerosło moją wyobraźnię, że już prawie za płotem mogą wzbraniać mi wjazdu do Warszawy. Potrzebowałem kolejnego zakazu ruchu, żeby uwierzyć i jednak zawrócić. Plan dojazdu, wizualizacja z komputera do własnej mózgownicy… nieaktualne. Muszę jechać tam, gdzie bardzo nie chciałem, przez Mińsk i wielki zatłoczony trakt wschodni.
Od razu wpadam w korek, wymieniają lampy nad trasą. Ścisk, zderzak w zderzak. Jak dla drogowego starca i świerzaka w jednym – wyzwanie. Starca – bo wzrok, refleks… Świerzaka – bo nie znam nowych tras, od dawna nigdzie się nie ruszam z annopolskiej głuszy.

W Warszawie już (jednak) dobrze sobie radzę, trafiam na właściwe ścieżki i strumienie ruchu. Do ostatniego zjazdu z Trasy Łazienkowskiej. O jeden skręt w prawo za wcześnie zrobiłem. Brzemienny. Będę się kręcił z dwadzieścia minut po tych okolicach. Prawie je skądś znam, bywało się tutaj przed ponad ćwierćwieczem. Na Lindleya kiedyś nogę mi lepili gipsem na ostrym dyżurze, na Wawelskiej (od Filtrowej) pracował śp. Ojciec, zawiozłem tam własnoręcznie namalowaną klepsydrę po Jego śmierci (31.03.1982). Ojciec był urodzonym Warszawiakiem (1912) wygnanym z ukochanego miasta po wojnie (a właściwie po Powstaniu Warszawskim, z całą rodziną).

II - Eucharystia i (czyli) spotkanie osób

Lekko spóźniony, dojechałem, włączyłem się w Eucharystię. Zdążyłem – bo w końcu jechałem na „spotkanie z Madejem”. Msze mogą być wszędzie i to od samiuśkiego początku. Andrzej jest tylko jeden. Oczywiście, że msze madejowe zawsze były, są i będą czymś wyjątkowym. Nie nasza to tajemnica. Nawet trudno wysłowić.

Nie będę tu przepisywał ksiąg liturgicznych i mszy opowiadał. Ona się dzieje od zawsze tak samo, od czasów Jezusa z Nazaretu. Od Wielkiego Czwartku. Wspomnienia naszych mszy "szczególnych" przychodzą na różne sposoby, także zdjęciami, filmikami… jeśli są jakieś. Tym razem również breloczkami z Bangladeszu - otrzymaliśmy je przechodząc z kaplicy do pokoju gościnnego Ojców Oblatów. Bangladesz dochodzi do  mnie regularnie w postach od Asit Gain'a, niestrudzonego 'Servant of God' w: 'Spreading the Gospel to the World'. Zarządza stroną "King James Bible Ministry In Bangladesh". Ostatni post głosi, że "This Sunday we are going to arrange a child camp with poor and non believer child. There we will share the word of God through Gospel story,Then we will distribute child gospel story book and child bible and teach Jesus song".

„Przestrzeń pomiędzy pszenicznymi łanami a Hostią wypełnia trud człowieczych ramion i trud Wielkiego Piątku, na ołtarz - górę Przemienienia, schodzi Emmanuel - Bóg jest Z nami Kto potrafi tą prawdą żyć, kto osiągnie „całość żywota dojrzałego”, odchodzi z doczesności w wieczność „z tym królewskim wczasem i pogodą, / Z jakimi kapłan zamyka Hostię w ołtarzu ” (za: Alina MERDAS RSCJ, NORWID O EUCHARYSTII).
BTW. Siostra Alina przeprowadziył pierwsze - i jak dotąd jedyne - Rekolekcje norwidowskie w Strachówce, w roku 2003.  Może Opatrzność wskaże kiedyś jej następcę!

Moją pracą-trudem we wtorek 30 lipca 2019 było dojechać do Warszawy na Langiewicza i zrobić parę zdjęć i nagrań. A po powrocie wszystko opisać i rozesłać w świat cały.

To, jak przebiegło spotkanie w braterskiej komunii, pokazują poniższe filmiki. Na wiecznej rzeczy pamiątkę, choć zepsute-rwane moją operatorską niewprawnością.



Na Anioł Pański wstaliśmy, recytowaliśmy chóralnie. Nie wystarczyło nam jednak paraliturgiczne błogosławieństwo końcowe. Żegnając się, prosiliśmy „o jeszcze”. Klęknąłem przed Andrzejem-kapłanem. Prosiłem nie tylko dla siebie, ale o błogosławieństwo (łaskę, dar, Mysterium Pietatis, Mysterium Bonitatem) dla wszystkich, do których wysłałem Andrzejowe zaproszenie na Eucharystię. Których mam w sercu. Z którymi na życie i wieczność związały mnie życie i sakramenty. Otrzymałem jeszcze więcej – błogosławieństwo dla naszego rodzinnego sanktuarium MBA, dla Norwidowej Krainy Przyjaciół i Obywateli (Rzeczpospolitej Norwidowskiej) i dla czytelników moich publikacji w Internecie (800 osób polubiło bloga, muszę odtąd o nich dbać szczególnie! :)
JAK CI DZIĘKOWAĆ, ŻEŚ MI DAŁ TAK WIELE… (L.Staff)

III – POWRÓT KRÓLA

W królewskim samopoczucie wracałem przez połowę Warszawy, stolicy naszej. Drogi były szersze, wszystkie znaki czytelne, skręty prostsze. Może byłem lśniący (a przynajmniej moje szaty), ale nikt mnie zatrzymał i tego nie powiedział. Czterdzieści lat temu w Taize znajomy, owszem, powiedział, że wróciłem inny, po zaleconym mi przez braci rekolekcyjnym wypadzie do Abbaye Notre-Dame de Tamié i dłuższym pobycie w Abbaye Notre-Dame-des-Dombes. Każdy (chyba) może mieć swoją górę Horeb.

Przed Sulejówkiem zakaz ruchu mnie nie przestraszył, znałem objazdy po drugiej stronie torów. Skręciłem przy Lidlu – a czemu się nie ztrzymać i czegoś nie kupić, choćby wody do picia w upalnym dniu. Skusiłem się jeszcze na ser „Petit Saint Paulin chene d'argent” – przypominał mi ten, wytwarzany przez trapistów w ND de Tamié.

Obrałem specjalnie drogę przez sławny Sulejówek, chciałem sprawdzić dlaczego trasa do Warszawy od naszej strony (ziemi) już od Stanisławowa jest zamknięta i opóźniła mnie na mszę z Madejem.
Niczym inspektor, badacz stanu dróg. Na szczęście roboty drogowe w tym akurat miejscu  były tylko parokilometrowe. Za Sulejówkiem mogłem wrócić na trakt węgrowski (litewski?) i sunąć pustą arterią dziejów. Zakaz powrócił w Goździówce, parę kilometrów przed Stanisławowem.

Goździówka? – nie byle co, to wieś królewska z drugiej połowy XVI wieku. Wtedy położona była w powiecie garwolińskim ziemi czerskiej województwa mazowieckiego. Dzisiaj w swojskiej gminie Stanisławów, sąsiadce gminy Strachówka (tudzież Dobre itd.). To już niedaleko mojego powrotnego celu w Sanktuarium MB de Annopol, zaufam instynktowi, własnej orientacji w czterech stronach świata, spróbuję dróg i ścieżek w lewo, jakoś muszą mnie doprowadzić do trasy krajowej nr 50.

Ten odcinek drogi skończył się w nieprzejezdnym zagajniku, a burza dogoniła od tyłu.
W pierwszych strugach deszczu zobaczyłem panią z dzieckiem, na rowerze. Była tak miła, że się zatrzymała i pokierowała zagubionym kierowcą. Lewo, prawo, prawo, lewo i dojadę do Poświętnego. Ufff!

Jak Ci dziękować, jak nie dziękować, że mi dajesz ludzi na drodze.
W baku od dawna pustka, lampka się świeci grozi kolejna katastrofa. Na przyjaznym pustkowiu. Byle do Poświętnego. A tam... ktoś niedawno wybudował stację paliw. Ufff!
Dobrzy, przedsiębiorczy ludzie! Niech wszystkie kraje rozwijają się, stwarzając swym obywatelom takie możliwości. Niech nawet w malutkich wsiach spotykają się drogi-ulice Kopernika, Jana Pawła II i Lelewela! Nb. dzisiaj już z pomocą mapy wiem, że gdybym pobłądził bardziej w lewo, dojechałbym przez las do dworu, w którym zatrzymał się major Hubal we wrześniu 1939.

Uśmiechnięty od ucha do ucha dziękuję Bożej Opatrzności za historię naszej Ojczyzny. Mało jeszcze osób wie, że na cmentarzu w Poświętnym leży Prot Lelewel, brat wielkiego historyka, patrioty Joachima, tego od ugrupowania pod nazwą "Komitet Narodowy Polski" i działalności emigracyjnej w Paryżu. A to już i do Norwida blisko i do Taize.
Każda historia ma swoją prehistorię i dopowiedzenia, nawet spotkanie i Eucharystia z Andrzejem Madejem.

Z wielkich tego świata czeka jeszcze na mnie Król Kazimierz wyrosły na miedzy Strachówki z woli polskich Ormian (Ormian zamieszkałych w Polsce), a raczej małżeństwa fundatorów. Mają jakieś plany związane z naszą gminą, a na razie dziękują za 600 lat praw, jakie nadał Im-Przybyszom-Ormianom-Na-Polskiej-Ziemi wielki król, pochodzący (urodzony) w małym miasteczku Kowal, na ziemi kujawskiej.

Kilometr przed naszym Domem w Ogrodzie u MBA spotykam syna Andrzeja na rowerze. Andrzej był ochrzczony w Kodniu, podczas Spotkania Ekumenicznego, przez ojca Katola Lipińskiego, OMI. Za Andrzejem biegł pies, który przybłąkał się całkiem niedawno. Psina zmyka przed samochodem, zatrzyma się dopiero za naszą umowną bramą (miejscem po bramie), odwróci się i obszczeka pojazd mechaniczny. Już poczuł się u siebie i broni terytorium. Wzrusza chudzina.

Wjeżdżając do rodzinnego sanktuarium wiem, że musze milczeć jak Zachariasz, zanim wszystkiego nie opiszę. Jak łatwo jest stracić łaskę? Na przykład gadulstwem. Profesor Gogacz też o tym myślał i napisał książeczkę chyba pod takimże tytułem „Jak traci się łaskę”. Internet jednak takiej nie znalazł i daje linka na „Jak traci się miłość".
Dałbym sobie głowę uciąć, że tamtą inną widziałem. A może to są zamienniki?

W domu witam się, mówię, że było wspaniale, że wszystko opiszę, czyli opowiem, postaram się na ile starczy pamięci, zdjęć, tożsamości… Najpierw i przede wszystkim muszę iść pod prysznic, współczując Andrzejowi, że pewnie nie ma takiego komfortu w drodze na lotnisko, albo już w samolocie.

Prysznic wiążę już nieodwołalnie z klasycyzmem. Tuż przed wyjazdem zacząłem lekturę „Grecja i jej historia w twórczości Cypriana Norwida”. Prysznic i klasycyzm? A gdzież bardziej jesteśmy nadzy i sobą, bez osłonek!
Z odwróconej perspektywy znów dziękuję, że nikt nie pojechał. Że każdy samodzielnie podjął swoją decyzję. Każdy musi odkryć swój absolut drogi-prawdy-życia. W najpełniejszej samodzielności. Ich decyzje okazały swoją opatrznościowość – inaczej nie przebylibyśmy tej drogi najeżonej problemami drogowymi, zmuszającymi do jednoosobowych – obarczonych niepewnością i ryzykiem – decyzji. Gdybyśmy każdą dyskutowali… a zwłaszcza ich skutki! Ze zła można wyprowadzić dobro. Z dobra zło nie wyniknie nigdy! Stara i klasyczna to logika – innych już uczyć się nie będę.

Minęły trzy doby od wydarzenia. Trwam jeszcze jakby w ciszy Zachariasza i trwa we mnie świadomość czegoś wielkiego. Nie tyle ważnego, co właśnie wielkiego – dziwne? Czy mogę uzasadnić to rozróżnienie? TAK. Waga każdego spotkania z Andrzejem jest niezmienna i twa już lat 36. Jest darem, jest cudem, jest jednym z najważniejszych źródeł życia duchowego całej naszej rodziny. Wspominam jego błogosłąwienie wszystkich naszychdziec i jeszczep rzed urodzeniem, pamiętam liturgię Mszy Świętej sprawowanej w naszym starym domu i Ogrodzie, w sanktuarium MBA. Ich wagę i znaczenie docenił w 1995 biskup Ordynariusz-Założyciel naszej diecezji (warszawsko-praskiej), na podstawie zdjęcia, kiedy pojechałem zaprosić Go do nas, czyli do MBA. To zdjęcie uważam za jeden z rozstrzygających argumentów, że przyjechał, nawiedził, pobłogosławił. Nic w przyrodzie nie ginie. Tym bardziej u Boga.

Pisanie też jest fascynującą przygodą. I jest drogą. Nagłe wyłączenie prądu i awaria starego już (jak i ja) komputera nie dają gwarancji, że kończę ten sam dokument, który zaczynałem trzy dni temu. Pierwszy zapisywał się jako „Do runtata.pl” i był nadpisywany na liście do Syna Łazarza, który prowadzi blog www.runtata.pl. Drugi, chyba zaproponowany przez maszynę od pierwszych słów na stronie „Madej film”. Gdyby dzisiaj nie udało mi się skończyć tej relacji, nie wiem, gdzie doszedłbym jutro.

Technologiczne pułapki są na nas zastawiane na każdym kroku. Może jednak ciągłość tej narracji gwarantuje jedność osobowa Józefa K!? Ciągle jeszcze jedność. Demencja i nagłe przypadki losowe (słyszałem o zmianie tożsamości po rażeniu piorunem, pewien ksiądz profesor od fizyki i filozofii przyrody mi opowiadał).
Na razie głoszę za mistrzami, że człowiek to ten, kto już się zna – od Greków, przez Norwida, po Jana Pawła II doszło i do mnie! A za RM Rilke powtarzam od dawna „Każdemu daj śmierć jego własną Panie…” i ten drugi, którego też uczyłem się na pamięć „Ja wypatruję drzewom drogę burz… wszystko w wieczności się zanurza / jak Psałterza wiersze, wzgórza / powagą przygniatają nas”.

Pisanie też jest przygodą, drogą, ma swoje etapy, fazy, rytm. W trakcie pisania tego raporto-fresku Kochana Małżonka wniosła wkład. Robiąc dogłębne porządki domu znalazła mój krzyż z Taize, którego nie widziałem od dziesięcioleci. Był zakopany w naszej narzeczeńskiej korespondencji, przewiązanej wstążeczką. Ile on dla mnie znaczy? Jego skrzydlaty wzór zobaczyłem u młodszego kolegi Wojtka, który właśnie stamtąd wrócił. Był rok 1979, rok I-szej Pielgrzymki papieskiej do Ojczyzny, czas odwilży w Polsce. Krzyż z Taize na szyi zawieszany na rzemieniu stał się moją Gwiazdą Betlejemską, która zaprowadziła mnie - auto-stopem - na sławne Wzgórze w Burgundii.

Skoro przypomniał się krzyż, to muszę i Inkę z Kolonii. Polaków nie było wtedy tam tak dużo, więc skoro spotkała mnie, chciała wiedzieć wiecej. Opowiedziałem o naszej Ciotce, Marii Królowej z d.j ackowskiej, która pielgrzymowała przed II Wojną Swiatową do Lourdes, Lisieux, Rzymu, Ziemi Świętej i na Kongres Eucharystyczny w Kartaginie. Tłumaczyłęm Ince, że podróżuję śladami przodków. I, że kiedyś wszystko zbiorę i opiszę. Będzie mogłą doczytać w książce. Zrobiłęm to dopiero w 2015.

Następnym wykopaliskiem Grażyny, dużo młodszym, były/są turkmeńskie pamiątki od Andrzeja. Pięknie wielokolorowe, jak sploty wzorów na fladze tego kraju. Jesteśmy nimi
bardzo ubogaceni. Dom nasz i majętność cała. Sanktuarium Matki Bożej Annopolskiej.

I to by było na tyle… gdyby nie wcześniejsze zapiski (zwę je notatkami wersowanymi), które definiują moją/naszą sytuację egzystencjalną w dzisiejszej Polsce i Kościele w Polsce. Wyłynęły same, gdy szukałem w Google czegoś pod hasłem Norwid i Msza Święta. Rzuciłęm okiem na tę propozycję opatrznościowo-technologiczno-osobową i parę poniżej dołączyłem. Amen.

***

PONAD CZARNĄ DZIURĘ

             /ignorującym ignorantom negacji/

ponad czarne w kosmosie dziury
ponad luki pamięci
mojej wspólnoty lokalnej
nawet kłopoty i zmartwienia żony

coś jednak pozostanie
to co się wydarzyło
sorry przepraszam jest większe
liczy na wasze miłosierdzie

Andrzej Król
pochylony nad kajetem zapisuje
pieśni modlitwy wspomnienia
także w roku 1939 i następnych

Tomasz Mann
zasiadł na krawędzi studni
pamięci historii Jakubowych
nie boi się zerknąć w otchłanie

niektóre wydarzenia prowadzą
poza horyzont dziejów
zmarszczki czasoprzestrzeni
nawet niewiele dla mnie znaczą

bo to co jest bo było
ma smak kolor zapach chropowatość
melodię i harmonię niebios
a nawet metafizykę

żyję sobie w czarnej ludzkiej dziurze
takich
którzy udają bo nie chcą
być naocznymi świadkami

niechby im kiedyś się zdarzyło
robić coś własno-osobowego
nawet książkę napisać
ale oni chyba nawet siebie nie znają

     (środa, 4 października 2017, g. 14.12)

***

ROZWAŻANIE

            /konkret nie teoria/

Bóg przemawia do mnie
czyli mnie się objawia
drogą-prawdą-życiem
nie teorią (religijną)

owszem uznaję Objawienie
wielkie niezmienne jedyne
ale gdyby do mnie nie dotarło
i mną się nie stało zapytam

we mnie mną owocuje
a ja rozpoznaję
w jego świetle
moje przeznaczenie

    (niedziela, 1 października 2017, g. 15.06)

***

NIEZWYCIĘŻENI

          /XXV sesja Rady Gminy pkt.11/

choć rada gminy rozpatruje
lub zostawia bez rozpatrzenia
donosy anonimy hejty
na szkołę i jej dyrektorkę

choćby dom spróchniał
choroby dopadły
ustroje się zmieniały
a kościół im wtórował

choćby wszyscy udawali
że niczego takiego nie napisałem
że mnie tu nie ma (nikt nie czyta)
i niczego wprost nie nazwałem

jest Matka Boża Annopolska z 3 lipca 1910
była Solidarność z 3 Maja 1981
jest Rzeczpospolita Norwidowska
Brązowy Krzyż Zasługi i książka o miłości
do Annopola Strachówki Polski i Kościoła

     (środa, 27 września 2017, g. 11.09)

***

ESCHATOLOGIA ABSOLUTNA

zostanie po mnie absolut (zawsze jakiś)
Absolut jedyny i mój osobisty
inaczej być nie może
dlatego jest absolutne

nie nie doskonałość
byt bardzo niedoskonały
grzeszny po kościelnemu
ale jedyny taki osobowy

nie to jednak stanowi absolut
ale jego zawartość
to czemu dał się prowadzić
czemu pozostał wierny

czy cała chwałę wyśpiewał
którą mógł i chciał
czy umiał za wszystko
dziękczynić (dziękować)

ja tak miałem
żyłem w epoce cudów
które widziałem rozumiałem
im wierny pozostałem

     (czwartek, 21 września 2017, g. 12.48)

***

OSOBOWOŚĆ SENSU

        /nie z soli nie z roli nie z materii/

naprawdę tak myślę
czyli się zastanawiam
czy sens może być nieosobowy
nie mieć osobowości

matematyczna formuła sensu
mnie nie pociąga (nie interesuje)
cóż mi po niej
powtórzę po stokroć

dobra dla matematycznych teorii
jak punkt osobliwy
mnie potrzebna żywa
siłą która mnie prowadzi

która napełnić może
ogrzać serce i rozum i duszę
tak wybaczająca do końca
zbawiająca na amen

sam tego nie wymyśliłem
życie tu (do)prowadziło
droga-prawda-życie
nie abstrakcja

kiedy czytam teksty myślicieli
bardziej mnie obchodzą świadkowie
nie teoretycy
ci którzy żyją tym o czym piszą

coś przeżył Badiou jako wydarzenie
coś innego Balthasar jako piękno
któremu chcą być wierni
bo warto bezalternatywnie

każdy musi sam znaleźć przeżyć
doświadczyć całym sobą
siebie poznać do głębi
i nazwać

osobowość sensu
bo nie przedmiotowość
ani matematyczność
do dialogu zachęcić

    (czwartek, 21 września 2017, g. 11.11)

***

RÓŻNICA/RÓŻNICE

          /szukajcie aż znajdziecie/

wiatr i deszcz chlupie i łopocze
tak samo jak kiedyś wspominam
wtedy byłem młody
przy świeczce czytałem Jesienina

siedziałem na górze starego domu
dzisiaj na dole jako gospodarz
ale nie te są najważniejsze
ale to co w środku (osoby)

wtedy szukałem całym sobą sensu
tego co najważniejsze i żywe
prowadzi tu teraz i zawsze
ponad wszystko inne

dzisiaj to mam (a ono mnie ma)
i niech prowadzi do końca
jak wydarzenie dla Badiou
i doświadczenie Boże Balthasara

młodzi nie mogą porównać
tego czego jeszcze nie przeżyli
to wszystko przed nimi (Wami)
nawet jeśli mnie nie (prze)czytacie

każdy z nas szukać powinien
aż znajdzie
prawda pozwala się znaleźć
i kontemplować

     (czwartek, 21 września 2017, g. 10.34)

***

PO CO SOLIDARNOŚĆ

         /po co im papież i dzieje.pl/

biada mi
mówiąc językiem biblijnym
w perspektywie eschatologicznej

albo językiem potocznym
byłbym śmieciem
gdybym wyrzekł się Ciebie

piszę z dużej litery
odruchowo ale wiednie
Ciebie Jeruzalem Gdańskie

o co chodzi
w sporze z proboszczem
z gminą i kurią przemilczającą

o pamięć i tożsamość
o wierność ideałom
lat (epoce) 1978 1980/81

epoce cudu wolności
i nie tylko
cudzie godności odzyskanej

czego wcale nie pojmują
moi przedstawiciele
reprezentanci gminy i kościoła.pl

rozum ich polski
zatrzymał się
na ich dobro-bycie

zaprzysięgli się ustrojowi
zaprzeczania prawdy
przemilczaniu bez dialogu

słabiej mówić po co
to nie jest zabawa klockami
lecz wierność ideałom

byłbym śmieciem
biada mi
gdybym się Was wyrzekł

jaki argument rozumu
jaką wartość woli i serca
można przedłożyć sobie samemu

i bliźnim i rodakom i narodowi
ażeby odrzucić i powiedzieć nie
temu czym żyliśmy w 1981

temu tej solidarności która
stworzyła podstawę tożsamości
naszej i odtąd ją stanowi

      (środa, 20 września 2017, g. 14.00)

***

OPOZYCJA TEOLOGICZNA (MYŚLENIA)

               /gdyby PT On zapragnął dialogu/

inaczej myślę o życiu
o człowieku świecie i wspólnocie
niż mój arcybiskup

temat wywołał w pobliskim Loretto
w lasach łochowskich (PT On)
podczas diecezjalnej peregrynacji

mój brat w wierze
chociaż wysoko hierarchiczny
we wspólnocie powszechnej Kościoła

jedność kultu jest niezwykle ważna
bo pokazuje bliskość i ciągłą obecność
mówił w maryjnym kazaniu

nam też jest Maryja zadana
obecnością Jej figury w Annopolu
naszym rodzinnym sanktuarium

bez odwołania się do kultury
Jej obecności się nie da tłumaczyć
w Loretto Częstochowie Annopolu

prawdę można kontemplować
na dwóch skrzydłach wiary i rozumu
napisał święty Jan Paweł II

annopolsko-murillowską zwana
u nas a gdzie indziej
częstochowską loretańską indiańską

fenomenologia może przyczynić się
do otwarcia na metafizykę i sens
adorując wielkie dzieła Boga

bez realizmu otwarcia na to co jest
bujamy w świątobliwych obłokach
zapominając przemilczając ludzi

wynosząc wota wdzięczności z kościoła
wynosimy zdolność dziękczynienia
głosimy własne teologiczne wizje

głosimy fałsz fałszywych liderów
fałszywą pamięć i tożsamość
w gminach parafiach i Polsce

Bóg jest Bogiem Żywym tego co jest
nie teorii teologicznych
i polityk samorządowo-rządowych

mówi arcybiskup o jedności (kultu)
a dramatu mojej wspólnoty (tzw)
w Strachówce (RzN) nie widzi

gdyby zapragnął dialogu brat w wierze
przyjadę wręczę książkę o miłości
do Annopola Strachówki Polski i Kościoła

      (wtorek, 19 września 2017, g. 10.08)

***

POKŁOSIE ALBO BILANS 

          /dialog z prawdą o prawdzie/

szukałem w młodości prawdy
tej najważniejszej
sens dającej
i znalazłem

gdybym miał jechać do Bergen
miasto w Norwegii (to ważne)
mam jako delegację
wydarzenie dar i dziękczynienie

chwałę wiecznotrwałą
wierność
nie portfel turysty
to moja misja przeznaczenie

dobrze że choć ja ją znam
tu niepotrzebna nikomu
jesteśmy zaprzeczeniem wspólnoty
i kościelnym przemilczeniem

tym jest od paru lat
parafia w Strachówce
diecezja warszawsko-praska
czy to się zmieni wraz z biskupem

czy będziemy brnęli w rwandyzację
fałszywą pamięć i tożsamość
zaprzeczając prawdzie
spsychologizowanym folklorem

czy dialog podejmiemy
z islamem
między sobą w parafii i diecezji
jak drzewiej bywało

żywmy się nadzieją że już w listopadzie
bo nasz nowy biskup Romuald Kamiński
był przewodniczącym Komitetu
ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi
Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego KEP

był i jest Człowiekiem Dialogu Roku 2016
Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów
więc inaczej być nie może
wszak papież i prawda też są dialogiczni

(poniedziałek, 18 września 2017, g. 18.09)

***

BEZ WSPÓLNOTY

        /Bóg zbawia we wspólnocie/

bez wspólnoty
religia nie ma czego oferować
jej propozycje nie smakują
człowiek jest całością

nie jest rozerwany na cząstki
obowiązków
posłuszeństwa komuś czemuś
bo jest osobą

z pełną godnością
na obraz i podobieństwo Boga
zdolny podjąć odpowiedzialność
za każdą (wielką) sprawę

nie tylko posłuszeństwo
w ramach instutucji i organizacji
tradycjom podporządkowany
i sądom środowiska

jeśli religia nie stwarza wspólnoty
jest muchą brzęczącą
nad tym lub jeszcze gorszym
wszystkim co jej się podoba

miłość jest czułością
bezduszność jej przeczy
jak i brak czułej wspólnoty
zwłaszcza przemilczenia

Jezus kazał omijać takie miejsca
nawet proch strząsać z butów
wy oni tego nie rozumiają
nie pasterzami ale władcami być chcą

    (niedziela, 17 września 2017, g. 19.27)

***

ODRZUCENIE

           /nie tak się dzieje w UE/

odrzucenie jest imieniem śmierci
nawet jeśli tylko do niej poczekalnią
wiem po sobie i to doskonale

jestem początkiem nowych czasów
w naszej gminie
nie samowolodzierżawcą

każdy jest jakoś wybrany
do ról w swoim życiu i wspólnoty
mnie przypadła z woli ducha czasu

być u początków i podstaw
współczesnej polskiej gminy
w powiecie na Mazowszu

pracę swoją wykonałem
na miarę możliwości
solidarności samorządu RzN

na miarę wiary i rozumu
prawdę kontemplowałem
i nauczałem katechetycznie

dzisiaj odpowiedzialność wzięli inni
wójt radni proboszcz dyrektor
za pamieć tożsamość kulturę

w gminie parafii i szkole
za następne pokolenie Polaków
we wspólnocie bez wykluczenia

(środa, 13 września 2017, g. 13.28) TU- Komnata Siódma (4)

PS.1
Fascynująca przygoda (lub przesięwziecie) jest - oczywiście - cytatem z Jana Pawła II, z jego spotkania z cało-życiową przyjaciółką prof. Anną-Teresą Tymieniecką. Fenomenologia i metafizyka sensu w tym jest!

PS.2
Na zdjeciu jest dywanowy kolorowy kettle-cover z Turkmenistanu. Po napisaniu tekstu znalazłem na stronach internetowych takie opisy:
„Туркменский коврик, который поддерживает температуру чая в чайнике...

Туркменистан славится своими потрясающими базарами. Самый знаменитый из них находится в столице страны — Ашхабаде. Здесь можно приобрести все, что душе угодно, начиная от продуктов питания и заканчивая породистыми ахалтекинцами.

Главным богатством Туркмении считаются удивительной красоты ковры, зачастую сотканные вручную. Купить такой товар можно в любом магазине в крупных городах. Однако самый большой ассортимент непревзойденных ковров встречается на базарах Ашхабада и в знаменитом Музее ковров. Каждый человек найдет в Туркменистане ковер на свой вкус и кошелек.” (tutaj) 
O znaczeniu picia herbaty "eliksiru wiecznosci" w kulturze Tyurkmenistanu ("чайная церемония Туркменского народа") jest tutaj.

Inny przepis na herbatę po turkmeńsku - tutaj!

A pod tym linkiem można zobaczyć uroczy kettle-cover w stylu "turkmenska narzeczona"!
Widziałem też zdjęcie kogoś dowcipnego, kto założył sobie herbaciany dywanowy termostat na głowę, nie na czajnik. Jak zapoznany król z turkmeńskiej krainy.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza