sobota, 12 lipca 2014

Do młodych i starszych ery Internetu (wolności)



Co i kiedy – na odcinku ostatnich 25? 10? lat - wydarzyło się na polskiej ziemi i w polskim kościele, co owocuje podziałami, usztywnieniem, uproszczeniem, brakiem dialogu, otwartości, szczerości, z ofertą głównie dewocyjną dla wszystkich, a dla młodych junkierstwa (kozackiego? innego...). Dawne lata, głównie w kościele, bo te znam najlepiej, obfitowały w inny styl. Każde spotkanie zaczynało się tzw. zawiązaniem wspólnoty, dostrzegało i to przyjaźnie i dobrze, nie tylko młodych, ale tak w ogóle tzw. świeckich. Mówiło się „obudzić śpiącego olbrzyma”, tzn. nas, skądinąd Kościołów Domowych. To one zapełniały place i błonia podczas pielgrzymek papieża, dzisiaj świętego JPII, Polaka-Rodaka, który m.in. spłacił swój osobisty dług wobec Cypriana Norwida, tzn. także wobec całej naszej kultury. Nie bał się ludzi i świata (kultury) sam i innych namawiał, żeby się nie bali. A dzisiaj? Nic z tych rzeczy. Postawa podejrzliwości, więc nieufność, kręgi swoich, dla swoich.... drugich odsyłają od razu do piekła. Brrr! Czujemy ten prąd na sobie. Unicestwiają wręcz kawał/większość naszego życia. Na życie innych są nieczuli? „W imię czego? Jakich argumentów... „.

Jaki argument rozumu, jaką wartość woli i serca można przedłożyć sobie samemu i bliźnim, i rodakom, i narodowi, ażeby odrzucić, ażeby powiedzieć "nie" temu, czym wszyscy żyliśmy przez... ostatnie 36/25 lat?! Temu, co przyniosło nam wolność i stworzyło podstawę naszej tożsamości i sporów współczesnych. W gminie i parafii Strachówka takim – symbolicznym wręcz – kamieniem obrazy jest Rzeczpospolita Norwidowska. Przemilczanie i tworzenie programów alternatywnych wobec niej zda się na krótko lub na nic. Konkurencyjność? Proszę bardzo. Zawiść i zwalczanie? - a! w życiu!

Gdybym nie żył tymi problemami dzień w dzień, pewnie bym nie pisał. „Człowiek wybiera świadomie, z wewnętrzną wolnością - tu tradycja nie stanowi ograniczenia: jest skarbcem, jest duchowym zasobem, jest wielkim wspólnym dobrem, które potwierdza się każdym wyborem, każdym szlachetnym czynem, każdym autentycznie po chrześcijańsku przeżytym życiem.

Pozwólcie – z przymrużeniem oka - że jako założyciel Solidarności na naszym terenie i jako wójt I Kadencji i jako katecheta, a może najbardziej jako ojciec dużej rodziny (przyszłości Polski, Kościoła i świata) powtórzę? wypowiem dzisiaj wobec was wszystkich czytających, zwłaszcza współ-mieszkańców mojej gminy, współ-parafian mojego kościoła, w tym współ-obywateli Rzeczpospolitej Norwidowskiej - i wobec całych naszych dziejów i całej współczesności... że powtórzę dziś słowa Piotra - słowa, które wówczas były jego odpowiedzią na pytanie Chrystusa: "Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego". Nie mam innych słów, innego języka.

Co się z Tobą stało Ojczyzno moja, Kościele mój? Czy obroną wartości ma być brak tolerancji dla innych? Narzucenie swojego sumienia drugiemu? Ordnung? Posłuszeństwo? Nacjonalizm? Wpatrywanie, wsłuchiwanie się w wodzów? Bój się Boga – Polsko, Rodaku. Gdzie sam idziesz? Gdzie prowadzisz młodych? Na chwiejne, piaszczyste, jałowe bezdroża. Podczas, gdy jest prawda, dostępna, poznawalna, która chce się dawać. O świecie, człowieku i Bogu. I radość, nadzieja, optymizm... Większa prostota niż Ci/Wam się wydaje. Niż macie odwagę pomyśleć. Non abbiate paura! Otwórzcie drzwi. Otwórzcie okna – aggiornamento. Concilio vitam alere. Nie jesteśmy skazani na smutki, podejrzenia, życie w ciemności. Są rady i sobory do podtrzymywania życia w ogóle i między nami. W świetle, wolności, braterstwie i dialogu. Jest głębia i godność niepowtarzalna/niemierzalna OSOBY. I są skrzydła, dwa, wiara i rozum, by wznieść się do ich/jej (prawdy) kontemplowania.

Na jednej nodze? Na jednym skrzydle? Z dwoma rękami do klaskania? Jak ma być dobrze? Jak nasza radość ma się objawiać i stawać pełna, jeśli odrzuciliśmy, a przynajmniej nie znamy, nie poznajemy i nie rozmawiamy, choćby w parafiach, językiem Dobrej Nowiny o Lumen Gentium i Gaudium et spes. Co na ich miejsce wprowadzamy?! Deklaracje? Oświadczenia? Gromy zza barykady? Działania niejawne? Komisje super-ober-doktrynalne? Kanony? Zakazy? Nakazy milczenia? Lub/i ignorowania siebie (nawzajem), przemilczania.

PS.1
Kto wierzy, że jest postawa miłości intelektualnej, zdolnej do poznania istotowych i konstytutywnych aspektów rzeczywistości (świata, człowieka, a dla ludzi wierzących także Boga). Nie spotkałem jeszcze takich. Prócz św. Jana Pawła II. Czy jeszcze zdążę?!



PS.2
Pocztówka, przygotowana na 27 kwietnia w Polsce i na świecie, towrzysząca wystawie "Jeden zaszczyt, być człowiekiem", która mi się jeszcze nie opatrzyła. Nie przedawniła, ani nie przedawni za dni naszych i kolejnych pokoleń Polaków. Rewers i awers.

3 komentarze:

  1. Ks. prof. J.Tischner do Komisji KEP ds Duszpasterstwa "A to powiedział Komisji KEP ds Duszpasterstwa - "Walcząc z totalitaryzmem o własną wolność, o prawa człowieka i narodową suwerenność, Kościół nie zauważył, że bakcyl totalitaryzmu przeniknął do jego wnętrza. Piętno, jakie komunizm odcisnął na duszach katolików, objawia się niezdolnością do poświęceń, dwulicowością i chorobliwą podejrzliwością. Produktem komunizmu jest "człowiek zewnętrzny", zdeterminowany przez doczesne potrzeby, wydrążony duchowo, gotowy iść za podszeptem Wielkiego Inkwizytora, by zrzec się wolności i samoistności, przekazując odpowiedzialność za swoje życie instytucji. "Człowiek zewnętrzny", ta polska odmiana homo sovieticus, w swej ucieczce od wolności szuka często schronienia wewnątrz struktur kościelnych. Dotyczy to nie tylko laikatu, ale i duchownych. "Już dziś rysuje się niebezpieczeństwo rozziewu między poziomem deklaracji a poziomem praktyki. Zarazy systemu totalitarnego przenikają do kancelarii parafialnych, do sal katechetycznych, na ambony, a nawet do konfesjonałów. Nieufność, podejrzliwość i pogarda wystawiają wiernych na ciężkie próby cierpliwości. Biurokracja kościelna zaczyna konkurować z państwową. Doprawdy nie spotkałem w życiu człowieka, który stałby się ateistą po przeczytaniu Feuerbacha, ale spotykam coraz częściej takich, którzy odchodzą od Kościoła po spotkaniu z własnym proboszczem".
    Odzyskanie wolności przez Polskę i Kościół pozwoliło w pełnym świetle ujrzeć balast narzucony polskiemu chrześcijaństwu przez totalitaryzm. "Hermeneutyka podejrzeń", resentyment, neomanichejskie wietrzenie zewsząd zdrady i wszechobecności grzechu obróciło się przeciwko niedawnym sprzymierzeńcom Kościoła - laickiej inteligencji, która w czasach komunizmu znalazła w nim azyl - oraz przeciwko "niepokornym" katolikom. Upragniona wolność przyjęta została przez znaczną część ludzi Kościoła jako "dar nieszczęsny": "Gdy mówimy o niebezpieczeństwach konsumpcjonizmu, obwiniamy wolność. Gdy wskazujemy na aborcję, obwiniamy wolność. Gdy szukamy źródeł pornografii, podejrzewamy wolność. (...) Powoli, niepostrzeżenie wina wolności staje się większa niż wina komunizmu". Lęk przed wolnością, niczym pasożyt niszczący duchową tkankę polskiego katolicyzmu, wpycha go w potrzask "religii politycznej", która chrześcijańskie ideały moralne gotowa jest narzucać przy pomocy instrumentów prawno-państwowych. Efektem "religii politycznej" okaże się jednak nie chrystianizacja polityki, ale upolitycznienie chrześcijaństwa, sprowadzenie go do rzędu ideologii, takich jak socjalizm czy liberalizm. Skutkiem ubocznym politycznego zaangażowania się instytucji kościelnej musiała zaś stać się erupcja antyklerykalizmu." http://www.miesiecznik.znak.com.pl/gowin_550.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Powtórzę to samo, co wkleiłem pod poprzednim postem i na stronie "Wiara i rozum" na Fb. To był mój Kościół. Dzisiaj? jakiejś grupy trzymającej (jeszcze) w nim władzę :-( - "A to powiedział ks. prof. Jóżef Tischner do Komisji KEP ds Duszpasterstwa - "Walcząc z totalitaryzmem o własną wolność, o prawa człowieka i narodową suwerenność, Kościół nie zauważył, że bakcyl totalitaryzmu przeniknął do jego wnętrza. Piętno, jakie komunizm odcisnął na duszach katolików, objawia się niezdolnością do poświęceń, dwulicowością i chorobliwą podejrzliwością. Produktem komunizmu jest "człowiek zewnętrzny", zdeterminowany przez doczesne potrzeby, wydrążony duchowo, gotowy iść za podszeptem Wielkiego Inkwizytora, by zrzec się wolności i samoistności, przekazując odpowiedzialność za swoje życie instytucji. "Człowiek zewnętrzny", ta polska odmiana homo sovieticus, w swej ucieczce od wolności szuka często schronienia wewnątrz struktur kościelnych. Dotyczy to nie tylko laikatu, ale i duchownych. "Już dziś rysuje się niebezpieczeństwo rozziewu między poziomem deklaracji a poziomem praktyki. Zarazy systemu totalitarnego przenikają do kancelarii parafialnych, do sal katechetycznych, na ambony, a nawet do konfesjonałów. Nieufność, podejrzliwość i pogarda wystawiają wiernych na ciężkie próby cierpliwości. Biurokracja kościelna zaczyna konkurować z państwową. Doprawdy nie spotkałem w życiu człowieka, który stałby się ateistą po przeczytaniu Feuerbacha, ale spotykam coraz częściej takich, którzy odchodzą od Kościoła po spotkaniu z własnym proboszczem".
    Odzyskanie wolności przez Polskę i Kościół pozwoliło w pełnym świetle ujrzeć balast narzucony polskiemu chrześcijaństwu przez totalitaryzm. "Hermeneutyka podejrzeń", resentyment, neomanichejskie wietrzenie zewsząd zdrady i wszechobecności grzechu obróciło się przeciwko niedawnym sprzymierzeńcom Kościoła - laickiej inteligencji, która w czasach komunizmu znalazła w nim azyl - oraz przeciwko "niepokornym" katolikom. Upragniona wolność przyjęta została przez znaczną część ludzi Kościoła jako "dar nieszczęsny": "Gdy mówimy o niebezpieczeństwach konsumpcjonizmu, obwiniamy wolność. Gdy wskazujemy na aborcję, obwiniamy wolność. Gdy szukamy źródeł pornografii, podejrzewamy wolność. (...) Powoli, niepostrzeżenie wina wolności staje się większa niż wina komunizmu". Lęk przed wolnością, niczym pasożyt niszczący duchową tkankę polskiego katolicyzmu, wpycha go w potrzask "religii politycznej", która chrześcijańskie ideały moralne gotowa jest narzucać przy pomocy instrumentów prawno-państwowych. Efektem "religii politycznej" okaże się jednak nie chrystianizacja polityki, ale upolitycznienie chrześcijaństwa, sprowadzenie go do rzędu ideologii, takich jak socjalizm czy liberalizm. Skutkiem ubocznym politycznego zaangażowania się instytucji kościelnej musiała zaś stać się erupcja antyklerykalizmu." http://www.miesiecznik.znak.com.pl/gowin_550.html

    OdpowiedzUsuń
  3. A tu link na art. innego księdza nt. "Kościół J.Tischnera" -http://www.opoka.org.pl/biblioteka/P/PR/areopag_tischner.html

    Cytat z tekstu - "W duszpasterstwie wszystko zaczyna się od rozumienia człowieka. Łaska musi być nabudowana na naturze". Ba, gdybyż tak było w Poslce 2014! :-(

    OdpowiedzUsuń