środa, 10 maja 2017

Rozmowa z Autorami (być człowiekiem, być artystą)



Książka "Być artystą", którą planował i pisał do końca mój Wielki Wuj - papież polskich antropologów kultury - "Jacek", wisi w zapowiedziach wydawniczych i nigdy już nie powstanie. Wuj umarł w styczniu. Ale przecież powiedział chyba wszystko, co chciał, na wiele sposobów, przy niezliczonych okazjach.  

"- Przy Nikiforze zetknąłem się z człowiekiem, z absolutną indywidualnością - mówi w telewizyjnym programie z 2008, dostępnym w Internecie

- z kimś, kto robi coś poza czasem i przestrzenią. Kto nie jest zniszczony przez szkoły, nie jest zniszczony przez akademie. Kto ma swoją własną osobowość, własną wiarę, która jest bardzo istotna dla niego, bo jest punktem wyjścia różnych jego rozwiązań, a jednocześnie... Później poznałem innych. Zwano ich różnie, przedstawicielami sztuki prymitywnej, sztuki naiwnej... Interesowało mnie to, co nie jest chwytane przez etnografów tradycyjnych... Byli ludźmi, którzy z jakiegoś powodu (psychicznego...)... nie podlegali stylowi, nie podlegali modom... Potrzeba gestu artystycznego jest tak silna... To nie jest sprawa zamówienia... TO JEST WIELKA WEWNĘTRZNA POTRZEBA. To jest mus! To jest nie tylko w sztuce - to jest strasznie ważne, żeby mieć pasję życiową. 

Kiedy myślę, kim ja jestem... Człowiek, który szuka! Który stara się umieć widzieć" 

ŚP. profesor Aleksander Jackowski zajmował się sztuką ludową, przez czterdzieści osiem lat redagował poświęcone jej pismo, organizował wystawy, uczestniczył w dziesiątkach jury konkursów, by w końcu podsumować ten obszar zainteresowań kilkoma książkami, m.in. o Nikiforze. Sztuka uratowała go, Wielkiego Humanistę, od zagrożeń życiowej mielizny i karier w polityczno-wojskowych układach władzy PRL.

Tego samego Bolesława Prusa mamy w korzeniach, we krwi rodowej. 
Dostałem dzisiaj informację/zaproszenie na spotkanie/premierę książki Moniki Piątkowskiej pt. "Prus. Śledztwo biograficzne". Pewnie nie będę mógł na nie pojechać. Bo i cóż mógłbym tam powiedzieć. Dopiero wchodzę na trop tajemniczych oddziaływań rodzinnych i polskich dziejów, na niego, na nas, na mnie. Staję po stronie Igora Strojeckiego, który na swoim koncie na Facebooku pisze, wciągając mnie w rozmowę - "Mimo wszystko, dla mnie, ta szklanka jest w połowie... pusta."

Ktoś w komentarzu wpisał - Czego brakuje w tej szklance? Pytam, bo książki jeszcze nie przeczytałem.
- Ja też nie czytałem. Ale na [innym] spotkaniu padło m.in. pytanie czy w jakiś sposób autorka biografię Prusa "ocenzurowała"? Autorka stwierdziła, że dotarła do wszystkich źródeł i różne swoje domysły starała się raczej umieścić w książce niż je usunąć. A dla mnie ją "ocenzurowała", bo ja już wiele lat temu dałem autorce różne kontakty do krewnych Prusa i wspominałem o nieznanych listach, które są w moim zbiorze. Autorka z tych "pomocy" nie chciała skorzystać. Oczywiście, każdy autor ma prawo do wyboru materiałów, z których zechce skorzystać i które uważa za stosowne. Dla mnie ta publikacja była dobrą okazją, aby usystematyzować genealogię pisarza, wykorzystać nieznane fakty z punktu widzenia krewnych, czy nieznanych dokumentów. Dlatego dla mnie ta szklanka jest w połowie... pusta".

"Ma trzy oblicza: Aleksander Głowacki, Jan w Oleju, Bolesław Prus. Rozproszone ślady jego biografii odnaleźć można nie tylko w archiwach i źródłach z epoki, ale przede wszystkim przemycone w jego twórczości. To z niej można się o nim dowiedzieć rzeczy najważniejszych, jakby grał z czytelnikiem w kotka i myszkę.
Monika Piątkowska, łącząc temperament detektywa z wnikliwością psychologa, przeprowadza drobiazgowe śledztwo i tworzy pełnowymiarowy portret pisarza genialnego i niedocenianego przez współczesnych, prześladowanego przez liczne manie, otoczonego kobietami i owładniętego szaleńczą zazdrością o sławę Sienkiewicza. Prus, którego dzięki niej poznajemy, nie jest spiżową figurą na postumencie, tylko prowadzącym podwójne życie, targanym namiętnościami człowiekiem z krwi i kości." (tutaj)

Chcę mieć tę książkę. Chcę się wczytać.
Po stronie Igora Strojeckiego stoję bo... intuicyjnie coś mi nie gra. Od nikogo nie oczekuję, że jest, ma być, spiżową figurą. Po co mi ktoś taki wśród znajomych? - od razu pobrzmiewa fałszywość. Ale także - kogoś prowadzącego podwójne życie (by być spiżowym na powierzchni?). Cenię tylko prawdziwych ludzi z krwi i kości, z namiętnościami. Ciała uduchowionego, ducha ucieleśnionego. Nie uważam siebie za człowieka ("artystę") naiwnego. 

Życie Jackowskich, Głowackich i Kapaonów Opatrzność powiązała. Coś oni dziedziczyli od rodziców, dziadków, przodków. Coś my dziedziczmy przez nich. Autorów sądzą ich dzieła (Cyprian Norwid, CENZOR-KRYTYK).

Każdy z nas, ludzi myślących, osób obdarzonych największą godnością, zdolnych unieść pełną odpowiedzialność za swoje decyzje, prawdę i czyny - chce, by jego życie było arcydziełem. Nasze czyny (i nasze dzieła) nas współtworzą. Osoba i czyn. Miłość i odpowiedzialność. Wiara i rozum. Jest prawda. Jest postawa miłości intelektualnej. Takoż fenomenologia, jak i metafizyka.

Kult dziadka Prusa w rodzinie był, jest i będzie (mam nadzieję). Oktawia Głowacka z mężem Wielkim Pisarzem była na ślubie (i weselu) Marii z Jackowskich i Andrzeja Królów. Przyjaźnili się dożywotnio. Mieli wkład w wychowanie i formację intelektualną mojej babci. W 1896 Emilia Głowacka wręczyła 16-letniej Marii na imieniny modlitwę. 21-letnia Maria ćwiczyła swój charakter na myślach/ideach wujka Pisarza. Brat Marii i Babci Kazimierz z inspiracji wuja stworzył Muzeum Techniki. Drugi brat wyrzeźbił na jego grobowcu słowa "Serce serc"...

Wdowę Głowacką zwali Jackowscy i młodzi Kapaonowie ciocią Głowasią. Maria Królowa "malując" w 1926 swój pokoik w Annopolu napisała "jest tu także i Wujeczek / nasz kochany Prus Oleczek / kochał ludzi i przyrodę / więc od Boga ma nagrodę...".
Wątek wigilijny w jego twórczości, a także zdjęcia z pogrzebu Pisarza, dopełniają mój obraz, moje wyobrażenie o tym, kim był Aleksander Głowacki - Bolesław Prus.

Do tego postu popchnął mnie także świeży post od starego znajomego. "Spotkałem NN samorządowca z twojego terenu. Zapytałem o Ciebie, bo pamiętam Cię z naszego Legionowa. Odpowiedziała: tak, znam, ale nie rozumiem, tego co on pisze... Trzeba jaśniej mówić... Błagam Cię! Taki potencjał dobra i mądrości idzie "w komin". Bo -po pierwsze - nie przykładasz się do klarowności wypowiedzi, po drugie, ładujesz się w podział polityczny.... Czy nie należy przy każdej uwadze krytycznej szukać tych samych wad po wszystkich stronach konfliktu?". 

Więc siebie też - mus! - wstawiam w rozważany kontekst. Żyję w krzakach, w gminie, polskiej gminie, mam w niej swój historyczno-etnograficzny udział. Chcę być nie tylko klarowny, ale aż przezroczysty.

Jeśli chcemy być zrozumiali dla siebie, musimy ze sobą rozmawiać (gdzieś, jakoś spotykać, Internet służy otwartą przestrzenią?!). Bez dialogu nie ma prawdy, kultury, religii, wspólnot. Czekam.

PS.

Grafika z tej strony.

1 komentarz:


  1. BYĆ ARTYSTĄ? Posłuchajcie, pomyślcie, pokontemplujcie/my razem!

    https://www.facebook.com/VanGoghMuseum/videos/10155517196240597/

    OdpowiedzUsuń