środa, 3 maja 2017

Polskość ukochana 3 - APPENDIX 2 (perspektywa wigilijna)



"Niezwykłość [niniejszego] tekstu polega na tym, że [Bolesław Prus, przyp. jk] przedstawił w nim obraz świątecznej atmosfery panującej w gremium „Kuriera Warszawskiego” oraz retrospekcję rodzinnej Wigilii w malowniczych Puławach, w domu ciotki Prusa, Wiktorii [generalnie - w polskim społeczeństwie (chyba nie tylko Warszawy)... [RODZĄCEJ SIĘ INTELIGENCJI POZYTYWISTYCZNEJ?]

... [a] Józef Tischner w wykładzie O wiązaniu nadziei (J. Tischner, Świat ludzkiej nadziei, Kraków 2000, s. 87), pisał: „[…] heroizm człowieka wyrasta z najbardziej intymnych doświadczeń nadziei. Człowiek jest zdolny do heroizmu tylko w imię jakiejś nadziei, […] przeświadczenie o kruchości świata zła i uzasadnionej sile dobra, jest źródłem optymizmu tak znamiennego dla nadziei” - - (tamże, i poniżej w poście). Można tekst otworzyć w lepszych formatach do lektury, konwertować, ściągnąć... z tej strony! (str. 67-86). Tu musi pozostać, na świadectwo.
 
Spotkania Humanistyczne 
Międzynarodowy Interdyscyplinarny Periodyk Naukowy 
International Interdisciplinary Scientific Journal 2012 - 2013 ISSN 2081-3163 
ARTYKUŁ:  Jarosław Besztak (Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II)

Obraz Wigilii Bożego Narodzenia w twórczości Bolesława Prusa

Wnikliwa lektura tekstów Bolesława Prusa pozwala na poznanie życia i obyczajowości Polaków żyjących w II połowie XIX wieku w ówczesnej stolicy Królestwa Polskiego. Prusowskie nowele i Kroniki tygodniowe są bogatym źródłem, mówiącym o typach bohaterów, ich charakterach, osobowości i sposobie obchodzenia świąt katolickich. Ważne miejsce wśród nich zajmuje Wigilia Bożego Narodzenia. Sposób jej obchodzenia przez mieszkańców XIX-wiecznej Warszawy zainteresował autora Lalki. Poczynione przez lata obserwacje pozwoliły mu na stworzenie kilku świątecznych nowel (Wigilia, Na Gwiazdkę, Nawrócony, On, etc.) oraz kronik, w których centralne miejsce zajmował obraz celebracji przez Polaków wigilijnego dnia i towarzyszącej mu wieczerzy. Radosław Okulicz-Kozaryn, mówiąc o „opowiadaniach świątecznych Bolesława Prusa”, podkreślał, że pisarz dostosował je do sytuacji Królestwa, w którym zachodziły przemiany cywilizacyjne. Tym samym jego proza balansowała między poczuciem świętości i zeświecczenia. 


Przejdźmy do pierwszej partii tekstów Bolesława Prusa. Będą nimi Kroniki tygodniowe. Jedna z nich pochodzi z 29 grudnia 1887 roku i przedstawia pierwszą świąteczną historię. Nie jest ona wynikiem kreacji samego Prusa, pomaga mu w niej angielski podróżnik – lord Randolf Churchill. Z niezwykłym zainteresowaniem śledzi wszystko, co dzieje się na warszawskim bruku. Zaznacza dzień, godzinę i miejsce: „stanęliśmy w Warszawie w zeszły piątek, o godzinie 8 wieczór. Była to Wigilia Bożego Narodzenia”. Wszechobecna cisza i pustka zadziwia Churchila, który przysposobił w sobie przekonanie o polskiej stolicy jako mieście zamieszkanym przez „jedną z najruchliwszych ras świata”. Po chwilowym zastanowieniu do umysłu lorda Randolfa dociera, jaki dzisiaj jest dzień. Celebracja Wigilii pochłonęła wszystkich warszawiaków, zarówno biednych, jak i bogatych. Gdzieniegdzie widoczne są sylwetki powracających z wieczerzy szwaczek, biedaków, czy członków całych rodzin. Każda z wyżej wymienionych osób zaopatrzona jest w epitet „jakiś, jakaś”, czyli tak naprawdę nieznana, anonimowa. Co więcej, w odczuciu zagranicznego gościa nie ma „ani śladu elegantek ubranych strojnie i do figury, ani odrobiny elegantów, którzy zaglądają kobietom w oczy, ani cienia wykwintnej młodzieży z kantorów”. Przestrzeń okrywa cisza i spokój. Przechowywana i kultywowana przez Polaków tradycja wzrusza Anglika. Przechodząc przez kolejne skrzyżowania ulic obserwuje szeregi zielonych drzewek przyozdobionych kolorowymi wycinankami, a w oknach lichtarze z płonącymi świecami. „Christmas-eve”, tą frazą kończy się wigilijna wycieczka lorda, który dzięki Prusowi mógł bliżej poznać, w jaki sposób Polacy obchodzą święty dzień Wigilii Bożego Narodzenia. Naocznie sprawdził, jak jeden z najważniejszych dni roku liturgicznego jest obchodzony na słowiańskiej ziemi. 

Rok 1889 przynosi kolejny felieton zawierający opis autentycznego wydarzenia mającego miejsce w grudniowej atmosferze. Kronika odświeża historię Pana „X”, który w Wigilię chce poczuć się osobą potrzebną. W tym celu postanawia obdarować najbliższych prezentami, by w ten sposób zapisać w pamięci siostrzeńców oraz stać się, chociaż na moment, św. Mikołajem, ponieważ:

Święty był wielkim przyjacielem dzieci, który ukazywał się każdego roku podczas Wigilii, odziany w bobrową czapkę i niedźwiedzią algierkę i obładowany zabawkami. Grzecznym osobnikom rodzaju nijakiego ofiarowywał papierowe konie, blaszane pałasze lub bębenki, które nie tyle odznaczały się dźwięcznością, ile jaskrawymi barwami; dla niegrzecznych miał niebiański pedagog obfitą kolekcję dyscyplin i rózeg złoconych. 

       Kontrastową postacią do bezimiennego bohatera jest warszawski stróż okraszony mianem „ducha czasu”, osoba równie anonimowa i nieznana. Jedyne informacje, jakie dają się wyłowić z potoku zdań, kreślą go jako wroga Bożego Narodzenia: 

Choroba z tymi świętami!... Na kolędę nie dostaniesz od lokatora złotówki, a namarzniesz się za rubla… Jeszcze byłeś oczy zmrużył, zaraz wpadnie jaki złodziej i znowu pościąga bieliznę ze strychu, jak tydzień temu.

       Nadrzędnym tematem wyłaniającym się z opisywanego materiału jest studium ludzkiej psychiki zarysowanej na przykładzie głównego bohatera. Pan „X” pragnie chociaż chwilowej zmiany własnego położenia (samotności i braku zrozumienia). Pragnienie „chrześcijańskiego doświadczenia bliźniego” staje się priorytetem. Chęć obdarowania siostrzeńców urasta do rangi czynu heroicznego. Stawiane przed nim przeszkody upewniają go, co do słuszności przedsięwziętych działań.

Józef Tischner w wykładzie O wiązaniu nadziei (J. Tischner, Świat ludzkiej nadziei, Kraków 2000, s. 87), pisał: 

„[…] heroizm człowieka wyrasta z najbardziej intymnych doświadczeń nadziei. Człowiek jest zdolny do heroizmu tylko w imię jakiejś nadziei, […] przeświadczenie o kruchości świata zła i uzasadnionej sile dobra, jest źródłem optymizmu tak znamiennego dla nadziei”. Pod stanowiskiem Tischnera podpisuje się Józef Bachórz. Jednocześnie dodaje, że „Prus-moralista pragnie, by w świecie niedocieczonej tajemnicy był zasługą heroizm etyczny, wyrażający się we właściwej dzieciom i ludziom prostym dobroci, pomnażającej skromne na świecie zasoby kruchego szczęścia”. Wraz z próbą dostania się do mieszkania kuzynów zaczyna się pasmo nieszczęść „testujących” heroizm jednostki. Pan „X”, wskutek nieporozumienia, zostaje wzięty za złodzieja, który pozbawiony zasad nie szanuje okresu świąt i z zimną krwią włamuje się tylko po to, by zagarnąć dobra innych osób. Mieszkańcy kamienicy nie pozwolili nawet na wyjaśnienie powstałej sytuacji. Jednogłośnie okrzyknęli go złodziejem: 

[…] stróż pędem rozhukanej lokomotywy wbiegł na schody i podniósłszy pałkę z okrzykiem: „Jesteś, złodzieju!...” […] - Ależ, człowieku… wariacie… Ja jestem X… przebieram się za świętego Mikołaja… Ratunku!. 

Świąteczne wydarzenie na stałe pozostawiło ślad w psychice anonimowego mężczyzny. Warszawski Quidam po przeżyciu traumatycznego momentu obiecał sobie, iż już nigdy Boże Narodzenie nie przerodzi się w koszmar. Pomimo potrzeby serca nie ziścił świątecznego postanowienia, polegającego na obdarowaniu najbliższych prezentami. Złożyło się na to wydarzenie w jednej z miejskich kamienic. Jej mieszkańcy nie wykazali się zrozumieniem dla szczytnej inicjatywy Pana „X”. 

Najciekawszym szkicem bożonarodzeniowej atmosfery jest felieton z dnia 29 grudnia 1879 roku. Bolesław Prus zaopatrzył go w zestaw odwołań: „Dlaczego nie umiemy dziś kolędować – Jasełka redakcyjne – i – wspomnienia”. Niezwykłość tekstu polega na tym, że przedstawił w nim obraz świątecznej atmosfery panującej w gremium „Kuriera Warszawskiego” oraz retrospekcję rodzinnej Wigilii w malowniczych Puławach, w domu ciotki Prusa, Wiktorii Cymanówny. Hasłem przewodnim wywodu kronikarza staje się pytanie: „czy mi nic nie wypada choć na ten rok skleić artykułu gwiazdkowouczuciowego, który by ludzi szczerych i prostych aż do łez poruszył”?. Dzięki oczytaniu w europejskich dziennikach doskonale wiedział o świątecznych cyklach ukazujących się w prasie angielskiej, niemieckiej czy francuskiej. Panującą modę na publicystykę o stricte świątecznej tonacji chciał przeszczepić na grunt warszawskiej prasy. Doskonałym tego przykładem jest wyżej wymieniony felieton. Dominuje w nim szczypta humoru oraz refleksyjne wspomnienie wigilijnej wieczerzy, jakiej doświadczył będąc dzieckiem. Z kolejnych wersów kroniki wyłania się wizja redakcyjnego Betlejem. Prus obsadza bliskich sobie współpracowników w poszczególnych rolach. Wydawca, redaktor i sekretarz „Kuriera” to trzej królowie przynoszący dary do żłóbka; reporterzy jako pastuszkowie, którzy radośnie przyśpiewują: „Dobył tak wdzięcznego głosu baraniego, aż się stary Józef przestraszył od niego”; czytelniczki, i czytelnicy – najbliższa rodzina niemowlęcia oraz redakcyjny kasjer w roli Heroda. Interesującym zabiegiem stylistycznym, wpływającym na humorystyczny wydźwięk tekstu, jest parafraza pieśni O Narodzeniu Pańskim autorstwa Franciszka Karpińskiego. 
W finalnym kształcie brzmi następująco:

Podnieś rękę lube dziecię
Pobłogosław redakcję miłą:
Przy spokoju, dobrym bycie
Napełnij kasę swą siłą

„Pobłogosław redakcję miłą” 
 i „napełnij kasę swą siłą” to dwa elementy ewidentnie nie pasujące do majestatycznej tonacji kolędy. Prus celowo dokonał leksykalnych przeróbek, aby zwrócić uwagę na problem spłycenia rangi świąt, głównie w wielkich aglomeracjach, do miana których niewątpliwie aspirowała XIX-wieczna Warszawa. Konsumpcyjne i materialistyczne podejście mieszkańców wielkich miast do świąt budziło ostry sprzeciw Bolesława Prusa. Postępująca desakralizacja Wigilii budziła wewnętrzny opór warszawskiego publicysty, stąd pomysł na przedstawienie zmodyfikowanego tekstu Karpińskiego. Taki zabieg miał skłonić czytelników do zmiany życiowych postaw. Autor Kronik tygodniowych ostrzegał przed konsekwencjami spłycenia sakralnego wymiaru Bożego Narodzenia. Położył wyraźny akcent na wartościach, jakie należy pielęgnować i przekazywać następnym pokoleniom. Zasygnalizował na przykładzie przeróbki kolędy Karpińskiego, czego należy się wystrzegać, mianowicie mieszania pojęć ze sfery sacrum i profanum. Wspomniana wyżej retrospekcja wigilijnego wieczoru zasługuje na szczególną uwagę, z racji „nieparzystej liczby osób, ponieważ pewien młody student kijowskiego uniwersytetu za późno ruszył na święta”. 

Wielkim nieobecnym [wigilia w Puławach, 1856] był brat Aleksandra Głowackiego – Leon. Wraz z pojawieniem się pierwszej gwiazdy na niebie, rodzina zasiadła do wieczerzy: Połamali się opłatkiem: zwaśnieni krewni, panienki unurzane i wytuczane chłopaczki, ale – humoru nie było. Starsi wyglądali jak puchacze, dzieci jak sowięta.[…] Wtem na drodze odezwała się dość fałszywie trąbka… Na progu staje osoba w panslawistycznym kożuchu. - Leon przyjechał […] . Bolesław Prus nieprzypadkowo zwraca uwagę na ubiór starszego brata. „Panslawistyczny kożuch” był atrybutem syberyjskich zesłańców wcześniej uczestniczących w walkach narodowowyzwoleńczych. W przypadku Leona było to powstanie styczniowe. Wigilijny wieczór przeradza się w cud. Powrót Leona okazał się wydarzeniem, które wpłynęło na dalszy bieg wydarzeń. Zwaśnieni krewni godzą się, z ust płyną wzajemne życzenia, dom wypełnia śpiew kolęd. Coś, co wydawało się nieosiągalnym, okazało się możliwym. [Stanisław Fita zaznacza, że Leon, przebywając na Litwie, osobiście zetknął się z terrorem Murawiewa. To wydarzenie na stałe wpisało się w pamięć młodego Głowackiego, który, przejęty katastrofalnym położeniem Litwy, zapadł na chorobę psychiczną towarzyszącą mu aż do końca jego dni.]

Reasumując analizowany materiał, należy podkreślić felietonistyczny kunszt Prusa oraz „zawodowy kodeks”, jaki stworzył wraz z początkiem pracy. Zawarł w nim szereg zasad przestrzeganych przy zbieraniu i klasyfikowaniu materiałów, które następnie przedstawiał na kartach kronik. Najbardziej charakterystycznymi wyznacznikami warszawskiego kronikarza było gromadzenie najróżniejszych faktów, badanie prawa kontrastu, komizmu, dowcipu i wzniosłości, obserwacja życia, i natury oraz wyczerpujące przedstawianie wszelakich zjawisk, sytuacji, rzeczy oraz wydarzeń. Autor kronik nie miał większych problemów z realizacją powyższych „paragrafów” z racji specyfiki miasta, w którym przyszło mu mieszkać i pracować. Warszawa przytłaczała bogactwem wydarzeń dokonujących się na jej ulicach każdego dnia. Najlepszym tego przy-kładem są występujące w analizowanych felietonach historie. Za dowcipem i wzniosłością przemawia „przeróbka” kolędy Franciszka Karpińskiego, rys komizmu niesie historia Pana „X”, który w wyniku nieporozumienia został okrzyknięty złodziejem. Jednak najważniejszym wyznacznikiem sukcesu Kronik tygodniowych było śledzenie codziennego życia. Każde z opisywanych zdarzeń niesie informację o losach zwykłych ludzi. Na kartach kronik Prusa, jak w soczewce, skupia się społeczna panorama ówczesnej Warszawy.


Prusowska nowelistyka jako speculum XIX-wiecznych Wigilii

Jak to przyjemnie mieć na Wigilią kogoś, cytat zaczerpnięty z noweli Na Gwiazdkę powróci w dalszej części rozważań. W tym momencie pragnę za-sygnalizować, iż w jego myśl zechcę dokonać analizy kilku nowel Prusa [Wymienię analizowane nowele w kolejności chronologicznej: Wigilia (1874), Na Gwiazdkę (1877), Nawrócony (1881) oraz On (1882)]] w celu wykazania, w jakim stopniu realizują wigilijną tematykę [Według Żabskiego ich tematyka miała „wywołać uczucia serdeczności, dobroci, miłości rodzinnej, przełamać odruchy egoizmu, nakłonić do czynów szlachetnych, do życzliwości i pomocy dla głodnych, chorych, bezdomnych, i nieszczęśliwych”]. 

Nowelistyka interesującego mnie pisarza doczekała się wielu typologii i opracowań. Osoba Tadeusza Żabskiego zasługuje na szczególne słowa uznania z racji wyodrębnienia z bogatego kanonu tematycznego nowel Prusa szeregu tekstów, które zaklasyfikował do grupy utworów filantropijnych (Sieroca dola, Wigilia, Na Gwiazdkę, Jeden z wielu, Sen, Dziwna historia). Badacz podkreślał, że ukazywały się w okresie poprzedzającym Boże Narodzenie na łamach „Kuriera Warszawskiego”. Według Żabskiego ich tematyka miała „wywołać uczucia serdeczności, dobroci, miłości rodzinnej, przełamać odruchy egoizmu, nakłonić do czynów szlachetnych, do życzliwości i pomocy dla głodnych, chorych, bezdomnych, i nieszczęśliwych". Do podobnych spostrzeżeń doszedł wcześniej cytowany Radosław Okulicz-Kozaryn. Wykazał, że świąteczna twórczość Prusa była w mniejszym lub większym stopniu wariacją Kolędy prozą, oraz innych utworów Dickensa. Co więcej, badacz szkoły poznańskiej optował za stwierdzeniem, że „wigilijne opowiadania Prusa często przesycone są fantastycznością i otwarte na to, co nieprzewidywalne”. Jak słusznie podkreślał Radosław Okulicz-Kozaryn, modę na opowiadania gwiazdkowe rozpoczął Karol Dickens. Jego utwory miały podreperować mocno nadszarpnięty budżet niepowodzeniem Marcina Chuzzlewita. W tym celu postanowił stworzyć krótki utwór, legitymujący się aktualnością i chwytliwością.

Podczas tworzenia swojej pierwszej opowieści wigilijnej, Dickens był ogarnięty emocjami, jakie w sposób równie wyraźny emanowały z jego utworów. Stan pisarza możemy poznać dzięki relacji Forsterma: […] dziwnie opanowała go ta historia; płakał nad nią, śmiał się, i znów płakał, ogromnie był podniecony, i myśląc o niej chodził po ciemnych ulicach Londynu niejedną noc, kiedy wszyscy trzeźwo myślący ludzie sobie spali. Powyższa relacja dotyczy ekstazy, w jakiej znajdował się Anglik podczas pisania Kolędy, jego pierwszej i zarazem sztandarowej opowiastki wigilijnej. Nadmieńmy, iż prace nad nią rozpoczął już w październiku 1843 roku. W dalszej kolejności powstają następne utwory w „bożonarodzeniowym” nurcie: Dzwony, Świerszcz za kominem, Nawiedzony. Celem Dickensowskiej twórczości było „przekonanie czytelników, że w stosunkach międzyludzkich musi się znaleźć miejsce na uczucia humanitarne, na dobroć i wzruszenie”. Karol Dickens uznał, że czas Bożego Narodzenia był najlepszy do tego, by zamanifestować swe poglądy na temat relacji między jednostkami w znanej mu z autopsji Anglii. Nie wchodząc w szczegóły wyżej wymienionych utworów, warto podkreślić, że angielski pisarz kładł nacisk na emocje, kreowanie postaci pozytywnych i negatywnych, wywodzących się z warstw wykształconych oraz ubogich. 


Wigilia: tygiel osób, historii, wydarzeń i emocji 

Wrócimy do nowel Prusa. Humorystyczny utwór pt. Wigilia prezentuje bezimiennego bohatera (pisarza), który spędza świąteczny wieczór w samotności. Winą za stan rzeczy obarcza wszystko i wszystkich. Wysoki poziom emocji bohatera oddają słowa: 

„Czuję, że jestem rozwścieczony na cały świat”. Zadaje pytania, dlaczego to on, dlaczego to jego dotyka samotność w tak ważnym dniu, jakim jest Wigilia. Poczynione obserwacje skłaniają go do smutnych wniosków: Będę sam jak palec, wówczas gdy najostatniejszy z roznosicieli „Kuriera” cieszy się w kółku familijnym?... O, źle. … Artykuły 74 odwiedzić w ten zimny grudniowy wieczór. Między nim a Wigilią zawiązuje się dialog. Swoim humorystycznym zabarwieniem rozbija smutek i nostalgię, w jakiej był pogrążony: 

- Z kimże mam honor?... Czy nie pani Lucyna?... [...]
- Czyś zwariował?... Jaka Lucyna?... Nie Lucyna, tylko Wi...gi...lia!... Rozu-miesz?-Wigilia?... Dalibóg, ładne imię. Niech pani będzie łaskawa...
- Dlaczego mnie tytułujesz panią, mazgaju, kiedy widzisz, że jestem duchem?
- Duchem?... W każdym jednak razie Wigilia to... zawsze niby płeć żeńska-Duchy nie mają płci. [W, s. 56.]

 Wraz z ostatnimi słowami Wigilii zasłona tajemnicy spada, wszystko staje się jasne, bohater nie ma do czynienia z żywą osobą, tylko z duchem. „Zabieraj się i wychodź, bo nie mam czasu na romanse”, tymi słowami „zjawa” rozpoczyna najistotniejszą część wydarzeń, które zawiązują się w dalszej części utworu. Między głównymi postaciami noweli powstaje relacja partnerska, prym w niej wiedzie Wigilia. Ona jako przewodnik, natomiast on jako pokorny obserwator, w którym zaczynają odzywać się uczucia na widok ujrzanych obrazów. Po krótkiej wymianie zdań bohaterowie znajdują się już w pierwszym domu, gdzie obserwują parę, Karola i Anielę. Młodzi narzeczeni przeżywają smutek z powodu rozstania. Wigilijny wieczór, kojarzący się z wzajemną bliskością, zostaje zaburzony przez te wydarzenie: 
- Karolu, więc wychodzisz? […] 
- Muszę wyjść, duszko, jak cię kocham […] 
- Więc zostawiasz mnie samą nawet w tym dniu, Karolu?... 
- Przesądy! sentymentalizm!... – ziewnął frant. 
- Nie dbasz o mnie… 
- Zdaje ci się tylko aniołku […] Gdybym o ciebie nie dbał, a i zwyczajów dawnych nie obserwował, nie kupiłbym ci przecież na kolędę garnituru za trzysta piętnaście rubli i pół, licząc w to dorożkę. No, bądź zdrowa. [W, s. 57] 

Nastrój chwili oraz emocje towarzyszące Anieli doskonale oddają słowa: „Więc zostawiasz mnie samą nawet w tym dniu, Karolu?”. Bohaterka jest przykładem tradycjonalistki, uosobieniem bogini domowego ogniska, która kultywuje tradycję związaną z tym, iż w Wigilię nikt nie powinien być sam, zwłaszcza narzeczeni. Przeciwną postawę prezentuje partner Anieli, Karol. Uosabia typowo materialistyczne podejście do świąt, można by rzec – „Konsumpcyjne”. Mężczyzna prezentami usprawiedliwia się ze swojej nieobecności przy wigilijnym stole. Uważa, że to one zrekompensują ukochanej jego brak. Rozmowę z Anielą urywa lakonicznym: „No, bądź zdrowa!”. Bohaterka zostaje sama. Osoba najbliższa jej sercu odwraca się na pięcie i wychodzi bez jakichkolwiek wyjaśnień. Aniela reaguje bardzo emocjonalnie – zaczyna płakać. Odmawia spożycia wigilijnej wieczerzy, gdy służący anonsuje:
- Waza na stole, proszę jaśnie pani! 
- Możecie jeść […] 
- To jaśnie pani nie będzie jadła wigilii? 
- Z kimże? 

Mimo tego, iż bohaterka była otoczona drogimi przedmiotami, prezentami, służbą, nie posiadała czegoś, czego nie da kupić się za pieniądze – bliskości najbliższej osoby oraz miłości. Po smutnym obrazku rozstania Anieli i Karola, Wigilia wraz ze swoim towarzyszem przenosi się do następnego domu. To, co w nim obserwują, jest diametralnie inne od sceny w warszawskiej rezydencji. Bezimienny partner Wigilii widzi troje mieszkańców: starca, kobietę oraz dziecko. Warunki, w jakich żyją są fatalne: 

Boże kochany! Wszak ci ludzie nawet podwójnych okien nie znają, a wątpię, aby ogrzała ich ta muślinowa firanka i ogromny piec zakopcony, w którym tli się szczypta węgielków, […] krzesła: jedno wyściełane, drugie drewniane i prosty stołek. Tapczan w jednym kącie, dziecinne niegdyś politurowane łóżeczko z kratami w drugim, między nimi drzwi do alkierza i – oto wszystko. [W, s. 58]

Mieszkańcy domu pomimo biedy cieszą się wzajemną obecnością, zwracają się do siebie pieszczotliwie: Ojczulku, Haniu, Dziadziu, Kasiu. Przygotowania do wieczerzy zakłóca pojawienie się niespodziewanego gościa, którym jest sąsiad – pan Wojciech. Celem jego wizyty jest zaproszenie ubogich sąsiadów na wspólną kolację: „bo ja tu, z przeproszeniem, przyszedłem państwa prosić do nas na Wigilią”. Wojciech jest klasycznym przykładem człowieka uosabiającego w sobie postawę filantropijną. W myśl tradycji, że w wigilijny wieczór nikt nie powinien być sam, zwłaszcza biedni i samotni, zjawia się w progu domu potrzebujących, o których nikt nie pamięta. Po krótkich wahaniach starzec wraz z córką i wnuczką przyjmują zaproszenie pana Wojciecha. Wspólnie udają się do niego na wieczerzę. Wędrówka Wigilii i jej partnera ulicami Warszawy trwa dalej. Po chwili znajdują się w następnym miejscu, jest to czteropiętrowa kamienica. Widzą tu kolejną osobę doświadczającą samotności w wigilijny wieczór. Jest nim chory, wynędzniały mężczyzna zamieszkujący strych. Zapewne sam spędziłby wieczór, gdyby nie pojawienie się stróża Antoniego, który przyniósł mu jedzenie (gruszki, kapustę, płotkę) i zainicjował rozmowę. Lokator poddasza, pomimo kaszlu i gorączki, z chęcią podejmuje dialog ze stróżem, ciesząc się każdą chwilą wzajemnej obecności. Doskonale wie o tym, że gdy Antoni wyjdzie, zostanie sam. Świąteczny wieczór wywołuje wspomnienia z lat dziecięcych, gdy, jak mówi mieszkaniec poddasza, cieszył się bliskością rodziny, spędzał z nią święta i nie musiał martwić się o jutro: 

Pamiętam, kiedym miał osiem lat, poszliśmy z matką do wuja. […] Co tam było gości, dzieci!... darowali mi pałasz… sprowadzili furę siana pod stół… na choince zapalili mnóstwo świec […]. Milczenie. [W, s. 69]

Przeszłość już nigdy nie wróci, może jedynie dopalać się we wspomnieniach. Nastała smutna rzeczywistość, w której warszawski „pustelnik” zostaje sam, chory, nie mogący liczyć na pomoc z żadnej strony, zapomniany, zepchnięty na bocznicę społeczeństwa. Strych staje się centrum jego ziemskiej wegetacji, bo już nie życia pełną piersią. Sytuacja, w której się znajduje (choroba, brak środków do życia), jest na pograniczu agonii, procesu towarzyszącego mu każdego dnia. W tym momencie pojawia się bardzo ważna kwestia uwidaczniającą się w całej nowelistyce Bolesława Prusa, a Wigilia jest tego świetnym przykładem. Jest nią kreacja bohatera pochodzącego z nizin społecznych, biednego, spracowanego, pozbawionego nadziei na lepsze jutro. Na kartach nowel autor Lalki przechodzi transformację ze społecznika w humanistę. Opisuje sprawy zwyczajnych ludzi (przedstawicieli warszawskiego proletariatu), którzy dotychczas daremnie czekali na to, by ktoś naprawdę zajął się ich kwestią, by zobaczył w nich ludzi i traktował po ludzku. Teodor Jeske-Choiński w artykule zamieszczonym w „Kurierze Warszawskim” pisał: Prus nie lubił w ogóle wykształconych lub zamożnych, kochał on tylko nędznych, słabych, niedołężnych, maluczkich […]”. Swoją myśl konkludował: „[…] widać zaraz, że tych ludzi Prus znał, że z nimi obcował na co dzień, rozmawiał, przypatrywał się im w dzień i w święta”. 

Najbardziej wzruszającym obrazkiem z życia ówczesnej Warszawy jest następny szkic. Tym razem dotyczy samotności trójki dzieci, które zostają same w wigilijny wieczór. Anielka, Jasiek i Magda muszą liczyć na siebie, rodzice nie przejmują się nimi. Dzięki relacji dziewczynki poznajemy stan rzeczy: matka od rana bije się z Grzegorzową, natomiast ojciec został „zdmuchnięty” przez policję za kradzież. Relacja dokonuje się na prośbę damy w zielonej sukni, która przychodzi do opuszczonych dzieci i przynosi im jedzenie wraz z drobnym upominkiem w postaci świątecznych łakoci. Oglądane sceny wywołują w towarzyszu Wigilii moment wyciszenia. Zastanawia się nad przyczynami takiego stanu rzeczy, gdzie istoty bezbronne, dzieci, nie mogą doznać ciepła i bliskości. Smutną refleksję przerywa mu jego przewodniczka. Przenosi się wraz z nim w kolejne, już ostatnie miejsce świątecznej wędrówki. Wigilijny wieczór staje się polem manewrowym dla zakochanego młodzieńca, który, po długich namysłach, postanawia wyznać swoje uczucia drogiej mu kobiecie. Wybranka nie domyśla się intencji młodego mężczyzny. Młodzieniec jest pracownikiem apteki, obok której przechodzą spieszący się mieszkańcy Warszawy, między nimi jest Maria. Młody farmaceuta nie może powstrzymać uczucia i postanawia właśnie w Wigilię wyznać miłość pannie Marii. Wydawałoby się banalna sytuacja: apteka, mężczyzna, kobieta, świąteczny wieczór, warszawska ulica w zimowym pejzażu. Jest w tym jednak coś szczególnego. Wyczuwa się metafizyczny pierwiastek – miłość. Prze- śledźmy rozmowę, której inicjatorem jest zakochany mężczyzna:   - Aaa… anielska panna Maria… […] 
- Dobry wieczór panu! Idę na Nowe Miasto. - Jak to, samotna? Pozbawiona czujnego oka przyjaźni?... 
I za chwilę moment kulminacyjny: 
- […] Jak to, więc nie rozumiesz pani tego, że cię ubóstwiam, że całą wieczność pragnąłbym rozkoszować się eolskim dźwiękiem twego głosu, że każdej chwili pragnąłbym pić czar? [W, s. 76]

Jednak panna Maria nie przejmuje się zalotami absztyfikanta. Czeka na mężczyznę jej życia – Ferdzia, który powinien się za chwilę pojawić, by towarzyszyć jej w spacerze. W stosunku do aptekarza przejawia postawę pogardliwą i wysoce ironiczną, ciągle powtarza: „Niech mi pan da pomady topolowej”, nie zważając na jego wyznania, a jeżeli już, to kwituje je słowami: „Co mi pan głowę zawraca” lub „pan nic nie masz”. Brutalna prawda wypływająca z ust panny Marii przekreśla wszelkie marzenia młodzieńca. Czuje się zawiedziony reakcją kobiety. Wigilijny wieczór przeradza się w horror, góruje w nim smutek oraz samotność. Bohater uzmysławia sobie własną nicość i marność. Ostatnie słowa jego monologu mówią wszystko i nie wymagają jakiegokolwiek komentarza: „Otóż to moja Wigilia… oto Wigilia sieroty!... Boże!... Boże!... czyliż mogę nazwać cię miłosiernym?” [W, s. 79]
           W tym momencie dobiega końca świąteczna wędrówka ducha Wigilii oraz jej bezimiennego towarzysza, któremu pokazała, iż jego osoba nie jest w najgorszym położeniu, ponieważ, jak miał okazję się przekonać, w Warszawie żyją osoby nie mające takich perspektyw jak on (praca, solidne zaplecze finansowe, znajomości, rodzina, dom). Ludzie żyją z dnia na dzień, cieszą się drobnostkami i najważniejsze, radują się wzajemną bliskością w takie dni, jak Wigilia, czas, w którym nikt nie powinien być sam. Pomimo chłodu, głodu, braku pieniędzy, najbiedniejsi mieszkańcy Warszawy rekompensują sobie to wszystko wzajemną obecnością. Przejawia się ona w zaproszeniu na wigilijną wieczerzę, wzajemnych odwiedzinach, drobnych upominkach czy bezcennym „Bóg zapłać”, które nader często pada z ust wyżej opisywanych jednostek. Odstępstwem jest historia Karola i Alicji, którzy grudniowy wieczór spędzają w samotności. 

Anna Kalinowska określiła Wigilię jako: „Dramatyzowaną wariację na jeden temat, w której pięć obrazków, pięć scenek sytuacyjnych, ułożonych warstwowo dzięki wyraźnej Dickensowskiej inspiracji jest sposobem na zdefiniowanie postaw ludzkiego szczęścia”. Istotną kwestią jest zakończenie noweli, ponieważ wzmacnia jej wyrazistość. Słowa bezimiennego towarzysza upersonifikowanej Wigilii, brzmią: „O ludzie! I czymże jest samo nieszczęście gminu wobec świadomości swego nieszczęścia, jaką posiadają natury wyższe?" [W, s. 76] 
        Zapewne słusznie opowiemy się za tym, że puenta utworu stanowi pewnego rodzaju złotą myśl, którą Bolesław Prus chciał zakomunikować czytelnikom. Ostatnie wersy budują swoistą „kazalnicę”, z której padają słowa pouczeń w najdrobniejszych sprawach. 


Na Gwiazdkę: pojednanie przy wigilijnym stole 

Chronologicznie późniejszym utworem od Wigilii jest Na gwiazdkę. W noweli tej Prus zaprezentował młode małżeństwo. Adam i Felicja po trzech latach wspólnego życia przeżywają kryzys. Złożyło się na to wiele czynników, między innymi: problemy dnia codziennego i planowany wyjazd Adama za granicę. Jednak najważniejszym powodem było zdarzenie sprzed lat, które dokonało się w wigilijny wieczór. Kilka lat przed zawarciem związku małżeńskiego pan Adam spędzał Wigilię w samotności, chociaż był zaproszony na kolację do przyjaciół. Świąteczna atmosfera, wszechobecny ruch, gwar, jaki obserwował na ulicach i słyszał za ścianą, doprowadziły go do wściekłości. Zmusiły go do wyjścia poza obszar zdominowany przez kolędy oraz magię wzajemnej serdeczności. Zapewne gdyby nie te okoliczności bohater nie poznałby pięknej kobiety. Przechadzając się ulicami miasta był świadkiem wypadku – zderzenia się dwóch dorożek. Pomógł wówczas wydostać się dwóm kobietom uwięzionym w jednej z nich. Ta chwila na stałe pozostawiła ślad w pamięci Adama. Po udzieleniu pomocy poszkodowanym, pochłonięty myślą o zdarzeniu, nie spostrzegł, iż jego „muza” odjeżdża. Nie może sobie wybaczyć, że: 

Nie spojrzał w twarz młodej osobie, nie przekonał się, czy jest ładna, nie dowiedział się, czy jest panną, czy mężatką, ani gdzie mieszka. Wprawdzie w zwykłych warunkach, przy tak krótkiej znajomości, nie podobna było zasięgać tego typu informacji, panu Adamowi jednak, poniewczasie, zdawało się, że mógł to zrobić. Był więc bardzo zły [NG, s. 295].

]

Adam nie poddał się. Postanowił dołożyć wszelkich sił i starań, by odnaleźć piękną nieznajomą. Spacerując ulicami miasta śledził wzrokiem każdą kobietę, obserwował jej wzrost, mowę, ubiór, niestety bez rezultatów. Popadł w obłęd, ale został z niego szybko wyleczony starym ludowym porzekadłem: „czas jest lekarzem na wszystko”. Pani Felicja nie ustępowała wdziękiem i urodą pannie „X”: 

Nowa pani Adamowa była posażna, ładna i zupełnie dobra kobieta. Grała też na fortepianie. – „Jedyne praktyczne przepisy” – i – „Trzysta sześćdziesiąt pięć obiadów” umiała na pamięć i w ogóle posiadała bardzo wiele cennych przymiotów na małżonkę. [NG, s. 295]

Idylla nie trwa długo. Zaczynają piętrzyć się problemy dnia codziennego oraz odzywać się sprawy z przeszłości. Gorące niegdyś uczucie zaczyna zastygać i przeżywać regres. Solidne fundamenty miłości Adama i Felicji podmywa obojętność, która na stałe zaczyna gościć w ich codziennych powitaniach, uściskach, spojrzeniach. Wydaje się, że ich związek nie przetrwa próby, na jaką został wystawiony. Nic bardziej mylnego. Lekarstwem na zażegnanie sporów stają się święta. Wprowadzają świeżość i na nowo cementują małżeństwo bohaterów. Felicja nie chce, by kolejna Wigilia wyglądała jak poprzednie. Pragnie, aby w ich gronie znalazła się ciocia Cipalska. Tak też się dzieje. Sprawy nabierają pędu i już za chwilę widzimy wzruszający obrazek przy wigilijnym stole, gdzie padają znamienne słowa z usta pani Cipalskiej: Jak to przyjemnie mieć na Wigilią kogoś. Fraza wytwarza swoisty ferment w umysłach młodych małżonków. Doskonale zdają sobie sprawę z tego, iż nastał najodpowiedniejszy moment do tego, by się pogodzić i puścić w niepamięć wszelkie urazy, i nieporozumienia trawiące ich związek w poprzednich miesiącach. Jednak żadne z nich nie może zdobyć się na to, by zrobić pierwszy krok, by przełamać lody, podejść z opłatkiem i życzyć sobie zgody, i miłości: 

W tym czasie jednak zdarzyła się rzecz dziwna i przykra. Należało podzielić się opłatkiem i wypowiedzieć sobie różne piękne życzenia, lecz żadne małżonków zrobić tego nie śmiało. I rzeczywiście, czego winszować sobie mogli młodzi gospodarze? Czy tego, że ich miłość w tak szczególny sposób ochłodła, czy tego, że mieli się rozdzielić? [NG, s. 295]  

Owszem, okoliczności nie były pomyślne, ale nastaje długo oczekiwana chwila, dochodzi do pojednania i wzajemnego przebaczenia: 

Nareszcie pan Adam zdobył się na czyn heroiczny i choć nie wiedział, co powiedzieć żonie, wyciągnął rękę do opłatków. Oboje państwo byli bardzo zmieszani i zapewne każdemu z nich przyszedł na myśl ów biblijny wykrzyknik potępionych: 

„Ziemio pożrej, góry zakryjcie nas!...” Opisywaną wyżej sytuację doskonale ujął Radosław Okulicz-Kozaryn: „do uświęconego zwyczaju należy, że podczas Wigilii Bożego Narodzenia opłatkiem i miejscem za jednym stołem dzielą się ludzie nie tylko ze sobą zżyci, ale, i charaktery rozbieżne, na co dzień obce sobie, ba, skłócone”. Między Adamem i Felicją wszystko wraca do normy. Magia świąt oraz wigilijny stół stają się elementem spajającym na nowo coś, co wydawało się straconym. W tym miejscu szczególnie nabierają mocy słowa: Jak to przyjemnie mieć na Wigilią kogoś. Miłość bez drugiej osoby, a zwłaszcza małżonka, jest jedynie lichym substytutem prawdziwego uczucia, jakie realizuje się tylko w dwojgu. 


Nawrócony: siła pieniądza a miłość do bliźniego 

Opowieścią wigilijną jest również Nawrócony. Wchodząc głębiej w tematykę noweli dotykamy istotnej kwestii wypływającej z fabuły utworu – jest nią fantastyka. Prócz Nawróconego wątki fantastyczne zawierają także inne utwory Prusa, np. Sen Jakuba, Pan Wesołowski i jego kij, Sen, Wojna i praca, Zemsta, Zagadka do nagrody, Z żywotów świętych. Głównym bohaterem Nawróconego jest pan Łukasz. Pomimo podeszłego wieku (około siedemdziesięciu lat), krzywdzi wszystkich ludzi znajdujących się w jego zasięgu. Głównymi obiektami ataków bohatera są najbiedniejsi mieszkańcy Warszawy. Ich trzon stanowią niewypłacalni lokatorzy oraz dłużnicy zastawiający pod pożyczkę swój majątek. Łukasz, podejmując swoje działania, nie patrzy na „obiekt” przez pryzmat miłości, ale przez pryzmat zysku. Przelicza każde posunięcie pod względem finansowym. Żeni się z bogatą kobietą nie pod wpływem uczucia, ale dlatego, by „kto inny jej nie dostał”. Motywem przewodnim życia Łukasza jest pieniądz. To on staje się guru i bożkiem, w którym pokłada nadzieję własnego szczęścia. Manię gromadzenia i krzywdzenia ludzi doskonale oddaje fragment noweli:

    Przyniósłszy na świat instynkt zagarniania wszystkiego, co się da, nie myślał o celu swych działań, nie zdawał sobie sprawy ze skutków, tylko… zagarniał. Głuchy na krzyk cierpień i klątw, obojętny na nieszczęść, jakie wytwarzał, skromny w użyciu, krzywdził ludzi na prawo i na lewo, sam nic osobliwego nie zaznał, tylko chwytał i gromadził. Postępowanie to nie przyniosło mu żadnego szczególnego zadowolenia, lecz zaspokajało ślepy instynkt. [N, s. 88]

Postawę, jaką reprezentuje główny bohater, określilibyśmy dzisiaj jako egoistyczną. Człowiek ze swojej natury porusza się i żyje w dwóch skrajnościach: egoizmie, i bezinteresowności. W pewnym momencie życia musimy opowiedzieć się jednak za jedną z nich. W przypadku Łukasza jest to skrajny egoizm. Jak twierdził sam Prus: „interes osobisty i nieosobisty jest jednakowo konieczny w życiu człowieka”. Korespondencja między teorią, kultywowaną przez Prusa, a praktyką w wykonaniu Łukasza, jest całkiem odmienna. Tytułowy Nawrócony cały ciężar życia przerzuca tylko na „interes osobisty”, który doprowadza go do sporu z własną córką. Powodem konfliktu jest kamienica. O nią sądzą się dwie zwaśnione strony. Po jednej z nich główny bohater, a po drugiej połączone siły jego córki i zięcia. W myśl tytułu: Nawrócony, oczekujemy przełomu, momentu kulminacyjnego. Zmiana pojawia się w sytuacji, gdy podstarzały tetryk ma straszliwy sen o piekle, gdzie zostają osądzone czyny starca i zapada wyrok – „Łukasz nie jest godny nawet piekła”. Furtką otwierającą zmianę tła akcji są halucynacje, które pojawiają się wskutek silnego zapachu wylewanego asfaltu. Jak słusznie zauważył Grzegorz Filip: „źródłem zaburzeń postrzegania rzeczywistości jest spotkanie z istotą nadprzyrodzoną lub odmienne stany świadomości”. Wspomniane „odmienne stany świadomości” są gruntem, po którym zaczyna poruszać się bohater. Dzięki nim przekracza rzeczywistość i wkracza w fantastykę. Oniryczny świat zaczyna przerażać pana G. Filip, Łukasza, ponieważ nigdy nie był przez nikogo sądzony. Nie ciążyła nad nim kara za ziemskie przewinienia. W piekle role odwracają się, z sądzącego staje się sądzonym. Trybunałem dokonującym rozpatrzenia „jaśniejszej” strony życia Łukasza są znane mu postacie: 

Jeden z nich, kulawy, z bliznami na twarzy, bardzo przypominał sędziego, który stracił życie spadłszy ze schodów. Ten drugi, tłusty, z krótką szyją, był niesłychanie podobny do sędziego zmarłego na apopleksję. Trzeci, chudy jak laska cynamonu, czysty szkielet kaszlący – to sędzia, co umarł na suchoty. A czwarty – to prokurator, prokurator we własnej osobie, który ze wszystkimi kłócił się przy preferansie. [N, s. 90]

Jak wyżej zaznaczyłem, przedmiotem sprawy było zbadanie życia Łukasza z perspektywy jego bezinteresowności wobec innych, to miałem na myśli używając sformułowania „jaśniejszej” strony życia. Niestety żywot Łukasza nie obfitował w chwile, w których to on wykazywał się współczuciem i pomocą wobec potrzebujących. Nadrzędnym pytaniem wypływającym z ust sędziów była prośba, by wymienił choć jeden czyn spełniony bezinteresownie. Poznajemy całą galerię pseudo czynów, jakimi Łukasz próbował się zasłaniać przed nieuchronnym wyrokiem: „wylałem chodnik przed kamienicą, odnowiłem wygódkę, ożeniłem się”. Niestety każdy argument wysuwany przez oskarżonego był natychmiast podważany przez izbę sędziowską. Wyrok mógł być tylko jeden – piekło. Oponentem takiego rozwiązania był Lucyfer. Nie zgodził się na to, by „taki egzemplarz” jak Łukasz zasilił szeregi wiecznie potępionych. Wskazuje na inne rozstrzygnięcie: 

Wyrzucę go z piekła, ażeby nas nie kompromitował!... Niech wraca na ziemię, niech na wieki wieków dusi swoje listy zastawne i banknoty, niech trzyma kamienicę, niech licytuje biednych lokatorów i krzywdzi własne dzieci. Tu zagnoiłby piekło swoją wstrętną osobą, a tam krzywdząc ludzi może nam oddać usługi. [N, s. 91]

Święty Chryzostom mówił: „nie jest dla nas na pewno rzeczą przyjemną mówić o diable, lecz wiedza o nim będzie dla nas użyteczna”. Pojawienie się postaci Lucyfera wymaga kilku zdaniowego rozwinięcia. Rzeczownik diabeł pochodzi z greckiego diabolos i oznacza „tego, który dzieli”, „oszczercę”, i „wroga Boga”. Nowelistyczny portret diabła bliski jest myśli obecnej na kartach Księgi Zachariasza, ponieważ jest w niej przedstawiony jako oskarżyciel człowieka przed sądem ostatecznym. Diabeł nienawidzi człowieka nie tylko, iż jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga, ale dlatego, że ma „uczynić sobie ziemię poddaną” na wzór swojego niebiańskiego Ojca. Wrócimy do analizowanego fragmentu Nawróconego. Z monologu Lucyfera wyłaniają się jego rysy. Nie jest to typowy obraz „piekielnej postaci” z rogami, ogonem i widłami w ręce. Prus kreśli śmiejącego się oraz rubasznego reprezentanta piekieł. Żarty i uśmiech na twarzy skłaniają do wniosku, że Prusowskie nowele zbliżają się ku tradycji stricte literackiej, a nie ludowej, w której diabeł posiada swoje atrybuty. Po odzyskaniu świadomości, Łukasz widzi, że znajduje się w swoim łóżku, bezpieczny. Senna wizja piekła skłania go ku refleksji nad swoim dotychczasowym życiem oraz postępowaniem. Oddaje zarekwirowane rzeczy dłużnikom, wypłaca rekompensaty etc. Chwilowa zmiana bohatera nie trwa długo. Wraz ze zjawieniem się Kryspina, adwokata prowadzącego sprawę związaną z przejęciem kamienicy, wszystko wraca do ładu. Łukasz na nowo pogrąża się w totalnej matni egoizmu i bezduszności. Swoje miłosierne działania tłumaczy następująco: 

Wczoraj byłem trochę rozstrojony, […] ale dziś jestem już zupełnie trzeźwy i uroczyście odwołuję wszystkie nierozsądne obietnice. […] Żal mi tylko trzynastu rubli, które pozwoliłem sobie wydrwić. [N, s. 91]

     Powstaje zasadnicze pytanie: co ze świętami, które powinny pojawić się w utworze? Odpowiedź na nie jest następująca. Po pierwsze, Nawrócony powstał w okresie Świąt Bożego Narodzenia (1880 rok), jaki wiązał się z opowiadaniami wigilijnymi. Po drugie, w utworze możemy odnaleźć analogiczne elementy jak w Dickensowskiej Kolędzie z jedną, ale jakże istotną różnicą dokonującą się w puencie utworu. Kolęda opisuje odrodzenie moralne starego skąpca Ebenezera Scrooge’a, która dokonała się podczas wizji zmarłego przyjaciela Marleya. Bohater Kolędy wyznaje, iż podaż i popyt są najważniejsze, nawet w stosunkach międzyludzkich. Podobnie jak Łukasz, bohater Nawróconego, wyzyskuje wszystkich znajdujących się w jego otoczeniu (najlepszym przykładem jest Bob Cratchita, współpracownik Ebenzera). Co więcej, zrywa kontakty z siostrzeńcem, ignoruje kwestarzy zbierających datki na rzecz ubogich. Przygotowania do świąt i wszechobecna radość z tego wydarzenia drażnią go. Nie może zrozumieć, że ludzie mogą cieszyć się z czegoś tak zwykłego, jak Wigilia. Momentem przełomowym w życiu Ebenzera jest pojawienie się zjawy zmarłego przyjaciela oraz trzech duchów. To sprawia, że w duszy starca zaczyna kiełkować ziarenko dobra. Z egoistycznego wyzyskiwacza zmienia się w filantropa. W puencie utworu zostaje przedstawiona zmiana, jakiej ulega główny bohater Kolędy. Staje się nowym człowiekiem, który zrozumiał wszystkie swoje błędy i zaczął kroczyć nową ścieżką życia. 

Zestawiając ze sobą Nawróconego oraz Kolędę, widzimy pewne analogie oraz różnie. Łukasz, podobnie jak Scrooge, zmienia się pod wpływem koszmarnego snu, w którym zjawy z zaświatów zarzucają mu samolubstwo, skąpstwo, chciwość. Jednak zmiana Łukasza nie trwa długo, w przeciwieństwie do bohatera Kolędy, szybko powraca do wcześniejszego życia i lichwiarskich praktyk . Mówiąc o noweli Nawrócony nie sposób pominąć zagadnienia nawrócenia Łukasza. Traumatyczne doświadczenie bohatera w postaci – okraszonego oniryzmem – sądu nad jego osobą, skłoniło go do zastanowienia się nad własnym życiem. Wnikając w semantykę tytułu noweli daje się wskazać punkty łączące go z terminem teologicznym oraz tematyką występującą w Piśmie Świętym. Jest nim nawrócenie. W tradycji teologicznej ujmowane jest jako zmiana dotychczasowego życia, oddanie się woli Bożej, zerwaniem z grzechem, przemiana ludzkiego serca oraz trwałe wypełnianie nauki Boga. Jednak najważniejszym wyznacznikiem nawrócenia, warunkującym duchową komunię ze Stwórcą, jest odpowiedź na wezwanie Syna Bożego. W przypadku pana Łukasza taka duchowa komunia nie zaistniała. Owszem, bohater odmienił swoje życie, ale tylko na chwilę. Jak wyżej wspomniałem, zwrócił murarzowi narzędzia, wsparł finansowo ubogą kobietę, na własne życzenie przegrał proces o kamienicę. Jednak życie zgodne z nakazami Dekalogu po krótkim czasie stało się dla niego nie do zniesienia, szybko więc powrócił do wcześniejszych praktyk.            
Kagankiem oświetlającym problem religijnego nawrócenia Prusowskiego bohatera jest stwierdzenie Stanisława Cieślaka: „nawrócenie, jakie rozważa Prus w utworze, nie ma nic wspólnego z religią. Jest tylko chwilowym uświadomieniem sobie przez pana Łukasza ciężaru grzechu, chwilowym skruszeniem serca i chwilową przemianą”. W myśl wcześniejszych ustaleń nie podlega wątpliwości, że tytuł, Nawrócony, ma niewiele wspólnego ze słownikowym rozumieniem tego pojęcia. 


Na uniwersalny wydźwięk noweli wpływa czas, w jakim pojawiła się na łamach „Kuriera Warszawskiego”. Cytując Tadeusza Żabskiego: „utwory o tematyce filantropijnej – w tym Nawrócony – ukazywały się w okresie poprzedzającym Boże Narodzenie, […] miały wywołać uczucia serdeczności, dobroci, przełamania odruchów egoizmu, nakłonić do czynów szlachetnych”. Należy położyć akcent na zdaniu „ukazywały się w okresie poprzedzającym Boże Narodzenie”. Czytelnik nie ma pewności, że opisywana historia miała miejsce dokładnie 24 grudnia. Słuszne wydaje się przypuszczenie, że Prus chciał, by zawsze w relacjach międzyludzkich panowały wartości wymienione przez Tadeusza Żabskiego. Stąd nowelę Nawrócony można przywoływać nie tylko w okresie świąt, ale w każdym okresie roku kalendarzowego.  

On: filozofia świąt według Bismarcka

Ostatnią z analizowanych nowel realizujących wątek Bożego Narodzenia jest On, suto zaprawiony ironią utwór, którego bohaterem jest Bismarck. On jest doskonałym przykładem noweli klasycznej, charakteryzującej się ukazaniem postaci bez wzmianek o tym, co działo się z nią wcześniej, kreśli ją w pewnej szczególnie ważnej sytuacji. 
- patrz, to On!... – szepnął mąż. 
- Patrz, Fryc, to On!... rzekła żona. [O, s. 133]

       Określenie „Fryc” (Niemiec) towarzyszy Bismarckowi podczas spaceru bohatera po berlińskim rynku, w czasie, gdy wszyscy mieszkańcy miasta gorączkowo poszukują ostatnich prezentów pod choinkę. Tytułowy On nie zważa na wszelkie uszczypliwości kierowane pod jego adresem, pozostaje chłodny, oficjalny i niedostępny. Przełom następuje, gdy przechodzi obok sklepowej wystawy, gdzie w oknie króluje choinka ozdobiona piernikami. Stan kanclerza poznajemy dzięki relacji towarzysza Bismarcka: […] zobaczywszy w głębi sklepu małą choinkę obwieszoną kilkoma piernikami. J e g o tak rozmarzył widok choinki ubogich… Cóż to za poetyczna dusza!... Zapewne, jak podpowiada sekretarz wojskowego, powodem chwilowego zatrzymania się i podziwiania choinki, symbolu świąt, były wspomnienia z dzieciństwa, które odezwały się w głównym bohaterze noweli. To jednak nie stanowiło najważniejszej chwili tego dnia. Mijając kolejne stragany, Bismarck dostrzega małego chłopca przyglądającego się zawieszonemu na sznurku pajacykowi. „Chciał kupić malcowi pajaca na choinkę, ale spostrzegł, że go poznali, i dał spokój… Oj! Ta popularność”. Niewiele dzieliło Niemca od tego, by uszczęśliwić chłopca, lecz coś zablokowało „świąteczny odruch” Bismarcka. Mógł być to strach przed utratą autorytetu wśród mieszkańców Berlina lub drzazga noszona w sercu. Sam bohater odpowiada na nurtującą kwestię: „najlepszym podarunkiem jest niezaspokajanie pragnień”. 

Nowelę On można rozpatrzeć z innej perspektywy, mianowicie możliwe jest wskazanie pewnych elementów wspólnych z utworem Na gwiazdkę. Pewne fragmenty pierwszej noweli doskonale rozwijają fabułę zawartą w drugiej. Jak pisała Janina Kulczycka-Saloni: „Prus wiąże ze sobą, wplata jedną nowelę w drugą lub też uzupełnia fragmentem reprezentującym inny gatunek literacki”. Skonfrontuję wnioski badaczki z interesującymi mnie tekstami nowel. Pierwszym fragmentem, doskonale wpisującym się w akcję On, jest: „Wigilia bowiem jest to taki dzień, w którym każda przysługa wyrządzona zakłopotanemu bliźniemu stokrotną przynosi uciechę”[O, s. 89]
     Czyż nie jest prawdą powyższe zdanie? Zakłopotanym bliźnim i potrzebującym jest mały chłopiec, który wpatruje się w zabawkę, natomiast osobą mogącą spełnić dziecięce marzenie jest Niemiec. W tym przypadku słowa z Na gwiazdkę padają w próżnię. Drugi fragment, korespondujący z utworem On, oświetli sprawę najważniejszą – tajemnicze zachowanie głównego bohatera: „każdy z nas ma jakąś słabostkę, którą prędzej by zamurował, aniżeli bliźnim swoim okazał” [Ng, s. 132]

Słabostką Bismarcka jest to, że w dzieciństwie nie zaznał uczucia serdeczności ze strony bliskich. Stąd tytułowy bohater nie chce brać udziału w „rozpieszczaniu” innych. Niespełnione marzenia chłopca i dorosłego mężczyzny łączą się ze sobą w wigilijny wieczór. 
       Święty Augustyn tajemnicę Wigilii Bożego Narodzenia ujął następująco: „święto miłości, radości i pokoju. Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek stał się Bogiem”. Odnosząc te słowa do codziennego życia bohaterów Prusa można je interpretować jako pewien drogowskaz. Święty Augustyn pragnął, aby ten jeden dzień w roku traktować jako czas modlitwy, wewnętrznej przemiany i oczyszczenia. 

Jak zostało pokazane w powyższych analizach, Wigilia Bożego Narodzenia stała się narzędziem, za pomocą którego Bolesław Prus obiektywnie naszkicował zewnętrzne oraz wewnętrzne przejawy przeżycia przez jego bohaterów tego dnia. „Pozytywista ewangeliczny”, tworząc utwory interpretowane dzisiaj jako „opowiadania świąteczne”, kierował się nurtującymi go pytaniami: jak żyć, by osiągnąć szczęście? W jakim kierunku zmierza XIX-wieczne społeczeństwo? Nowelistyka oraz Kroniki tygodniowe składają się na bogaty rejestr odpowiedzi na pytania stawiane przez pisarza. Warstwa społeczna, wykształcenie, miejsce zamieszkania (willa, stara kamienica), otoczenie czy rodzina Prusowskiego bohatera w znacznej mierze warunkowały sposób obchodzenia Wigilii. Bogaci warszawiacy uważali ją za „relikt”, który jest zbędny w życiu, a jeżeli już jest, to powinien być traktowany marginalnie. Odmienną tendencje prezentowali niezamożni. Podczas Wigilii łączyli się z sobą węzłem wspólnoty i serdeczności, czuli się potrzebni, i zauważalni. Co więcej, 24 grudnia był swoistym „dniem-testem” dla katolika legitymującego się wartościami i uczuciami, takimi jak: miłosierdzie, miłość, litość, współczucie. Jak wyżej pokazałem, desakralizacja Wigilii postępowała nie bez zauważenia. Sam Prus ostro sprzeciwiał się temu zjawisku, chociażby w tekście Kroniki tygodniowej z dnia 29 grudnia 1879 roku. Nie bez znaczenia kilkukrotnie posłużyłem się frazą stworzoną przez Adama Grzymałę-Siedleckiego, który „ochrzcił” autora Szkiców warszawskich mianem „pozytywisty ewangelicznego”. Ten ostatni znał ludzkie życie od podszewki. Nie były mu obce pojęcia, takie jak bieda czy samotność, zwłaszcza w okresie pierwszych lat po przybyciu do Warszawy. Stąd bierze się, jak można przypuszczać, w omawianych utworach nuta solidarności z niezamożnymi i pokrzywdzonymi przez los. Teksty Prusa są świadectwem mówiącym o tym, iż przykazanie „Pamiętaj, abyś Dzień święty święcił” w XIX-wiecznych realiach nie straciło na znaczeniu. 

Abstract 
The main aim of this article is to show the motif of Christmas Eve in ,,chronicle” and short stories written by Bolesław Prus. I have focused on some writings dating between 1874 and 1889. In my work to show the whole aspect of celebrating Christmas Eve. I have not only used works connected with history of literature but I have also studies and included some philosophical, psychological, ethical and theological points of view. That is why I gained more interdisciplinary approach to the subject. ,,Ewangelical positivist” in his novels showed stories of various people having different society background which is easy to notice. Following the author’ s ,,Christmas scrips” we can create a unigue model based on celebrating Christmas Eve and some values typical of Warsaw’ s people. Bolesław’ s Prus writings prove that the third commandment is still important and it exists in people’ s mentality. 


Jarosław Besztak – doktorant w Instytucie Filologii Polskiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Główne zainteresowania badawcze koncentrują się wokół kultury literacko-społecznej II połowy XIX wieku ze szczególnym uwzględnieniem twórczości Bolesława Prusa, funkcjonowania kalendarza liturgicznego w tekstach doby pozytywizmu i Młodej Polski, rozwoju i funkcjonowania służb mundurowych na przełomie XIX i XX wieku, oraz uwarunkowań bezpieczeństwa Królestwa Polskiego.

PS.
Pałac w Puławach. Akwarela Konstantego Czartoryskiego z 1842, z , ze strony wikipedii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz