środa, 5 listopada 2014

"Opowiem ci o wolnej Polsce"



Wróciłem z Wołomina, z urzędów powiatowych. Do ponad stuletniego domu. Dom mnie przyjął, objął, utulił.
Urzędy coraz lepiej pracują, są bardziej przyjazne ludziom. Takie mam doświadczenia od 25 lat, stopniowo, stopniowo.
Przed urzędnikiem pomagającym wypełnić papiery wyznałem, że cierpię na pokoleniowy lęk przed urzędami. Uśmiechnął się, pewnie zdziwił. Dorzuciłem - „jak ktoś parę razy bywał w dawnym WUSW (Wojewódzkim Urzędzie Spraw Wewnętrznych), w biurze paszportowym za PRL, ten chyba wie. Stłoczeni interesanci czekali, zaciskając palce, po małą granatową książeczkę z orzełkiem bez orła, łaskę i niełaskę władzy. Warszawa, ulica Krucza, nieopodal Pięknej i miejsc rodzinnych Królów, Jackowskich, Kapaonów z czasów II RP.

Chodziłem tam z lękiem, bez nadziei? Zawsze coś było nie tak:
- ciotka w USA
- siostra w FBI
- Solidarność (RI)
- odmowa współpracy, donosów na uczelnię, proboszcza, na siebie samego...
Więc odmawiali, pełni wyższości. „Z ważnych powodów państwowych, paragraf ten i ten”. Dzisiaj – nie do pomyślenia.

Im bliżej była ta ulica, tym bardziej się modliłem, żebym nie czuł złości, nienawiści, pogardy. Do nich. I za ich życie, rodziny, za Polskę. O dobro – w nas wszystkich, żeby zwyciężało. Tak miałem. Tak mieli niektórzy. Wtedy chyba działało, dziś przestało, lęk pozostał. Ale za to świat się zmienił na lepsze. I Ojczyzna się zmienia.

Na płocie w Rozalinie, po drodze, wisi ulotka kandydata w wyborach samorządowych 2014. Zatrzymaliśmy się. Zrobiłem zdjęcie.


Wróciłem do ponad stuletniego domu. Dom mnie przyjął, objął, utulił. Dęby w Ogrodzie się kołyszą, Matka Boża Annopolska stoi w rogu, bieleje. Kartka biała też jak śnieg bieleje, taką ma naturę, klawiatura szczerzy się przyjaźnie. Czekają na prawdę. Samoświadomą - bo innej nie ma. Adaequatio rei et intellectus.
Realizm albo śmierć. Przerzuciłem zdjęcia na komputer.

Zobaczyłem kpinę z historii i demokracji. Może aż szyderstwo, ze względu na barwy partyjne. Gdyby były inne? Wzruszyłbym ramionami, wszystkiego można się było po nim spodziewać, kandydacie do władzy. No, gdyby z PO to bym opieprzał ich ile wlezie, bo kłóciłoby się z tą częścią nazwy, która mówi, że obywatelska. Ale sprawiedliwość i prawo w nim zobaczyć, to wymaga nawrócenia aż w drugą stronę, tzn. do podszewki, albo na nice. W tym akurat kandydacie do władzy!!! To tak, jakbym nie żył, nie widział, nie słyszał, nie chodził, nie czuł, nie myślał, nie modlił się nigdy. Wystarczy? Widać niektórym, nie. Wśród niektórych jest kandydat na Prezydenta Warszawy, Starosta powiatu mojego, kandydat na burmistrza Tłuszcza, i wszyscy „święci” u góry. Wysłałem do nich wszystkich swój głos wzburzony. Tylko Starosta chce rozmawiać, podziękowałem, ucieszyłem się, byleśmy znaleźli miejsce i termin. A inni zwierzchnicy i wyborcy?!
Czy jakakolwiek partia może sobie pozwolić na takie JAWNE kpiny? Na taki brak wrażliwości i szacunku dla kombatantów walki o polską wolność i demokrację?!

Nie chcą ze mną rozmawiać kandydaci, partie, nawet mój kościół parafialno-dekanalno-diecezjalny! Piszę na Berdyczów. Jaka jest ich wiara i rozum? Jaka Ojczyzna? Jak rozumieją dobro wspólne? Jakie ideały, wartości, pamięć i tożsamość?! Brak odpowiedzi to klęska mojej Ojczyzny 2014. Opowiadam ci/wam o wolnej Polsce? Komu? „Rozmówców mam niemych, albo umarłych”!

Cały akapit chcę poświęcić innej kandydatce, na wójta mojej/naszej gminy. Nauczycielce Zespołu Szkół im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Bo jej przykład jest także znamienny dla dzisiejszego etapu rozwoju demokracji w Polsce.
Startuje na wójta (tak się u nas mówi), jej prawo. Ale! Jest nauczycielką w konkretnej placówce, Zespole Szkół im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej, w gminie z własną historią zmian/przemian od Solidarności, przez 4 czerwca 1989 i 25 lat Wolności, które świętujemy w tym roku.
Nauczycielka nie odnosi się do pamięci i tożsamości? Ma zły obraz przemian? Pogardliwie wspomina powołanie Solidarności w dniu 3 Maja 1981 w naszej gminie? I tak dalej, dalej. Jej sprawa? Ależ skąd! Jest kandydatką w demokratycznym kraju!

Jest także, między innymi, nauczycielką do Wiedzy o Społeczeństwie. Społeczeństwie wolnych ludzi. Bez cenzury. Jak więc może się wydarzyć, że nauczycielka, wychowawczyni startuje przeciwko własnej szkole, która ją karmi, jest jej alma mater. Dlaczego startując w demokratycznych wyborach, na demokratyczne stanowisko w wolnym kraju, nie rozpoczyna swojej drogi po władzę od własnego środowiska, zakładu pracy? Od swoich koleżanek, kolegów, dyrektorki? Nie musimy mieć identycznych poglądów na wszystko, ale unikać jasnych wypowiedzi na temat przyszłości własnej gminy i miejsca i roli w niej SZKOŁY? W normalnym demokratycznym społeczeństwie taki kandydat sam by się skreślił, byłby przekreślony. Bo wszystkim oznajmiłby w ten sposób, że ma nieczyste intencje wobec szkoły i nas wszystkich w niej. Że jest człowiekiem nieszczerym. Skrytym. Że manipuluje opinią publiczną (ludźmi).

Powtórzę – skoro szkoła ma podstawy bać się jej zwycięstwa, JEJ - NAUCZYCIELKI tej szkoły! - to świat wywraca się wraz z nią na trzecią stronę. Jak bardzo trzeba być człowiekiem nieczułym, bez wrażliwości na nasze obawy! Obcesowo? Bezwzględnie! - na uczucia koleżanek, kolegów, z którymi pracuje dziesięciolecia!
Wiem, co piszę, z życia. Byłem wójtem kiedy starała się o mieszkanie służbowe. Dostała, pomagaliśmy jej zamieszkać tutaj, w naszej gminie. Byłem przez lata kierownikiem kolonii Caritas, dwa razy brałem ją jako wychowawczynię! Ona w zamian blokuje mnie w Internecie, nie chce rozmawiać jawnie, publicznie o historii, pamięci i tożsamości.
Szkoła też wie. Przez rok studiowała teologię, by zastąpić starego katechetę, ale nikt w szkole o tym nie wiedział. Jedynie ksiądz proboszcz. I nikt by się nie dowiedział, gdyby inna nauczycielka jawnie nie podjęła tych samych studiów, po poinformowaniu wszystkich koleżanek, kolegów, dyrektorki – bo to musi być jawne (w niektórych szkołach wywieszają na tablicy ogłoszeń, wszak to waży o decyzjach życiowych, ważnych dla osób i rodzin, o podjęciu odpowiednich studiów, by mieć w przyszłości gwarancję zatrudnienia na wakujących kierunkach/przedmiotach nauczanych w danej szkole). Takich świństw się nie robi. Ani w aktualnym zakładzie pracy, w szkole, ani w wymarzonych przez nią urzędach, ani na stanowiskach wójtów itd. Po prostu trzeba być człowiekiem. Nie (jawnym!) manipulantem. Sorry!
Wiem, co piszę. Właśnie teraz odbywa się w naszej szkole Powiatowy Turniej Debat Oksfordzkich! Niech uczniowie szkół z powiatu spytają ją, nauczycielkę ze szkoły gospodarza turnieju, co myśli o debatowaniu! O jawności! O demokracji!

Jeśli coś takiego się dzieje - kandydowanie przeciwko własnemu zakładowi pracy, jego dyrektorce, koleżankom, kolegom?! Skądinąd przeciwko historii najnowszej, pamięci i tożsamości własnej gminy! Czy to abstrakcja? Paradoks? Absurd? Aberracja demokracji. Demo-kreacja przypadków/przypadkowa. W ścisłej współpracy/współdziałaniu z kościołem parafialno-dekanalno-diecezjalnym?! Dokąd zmierza ta opcja?! Co opowie papieżowi Franciszkowi? Przyszłym pokoleniom? Ludziom wiary i rozumu. Osobom samoświadomym, w samoświadomej Polsce (gminach, tzw. wspólnotach lokalnych) i w samoświadomym Kościele?! Jedno z drugim jest połączone na wieki, na śmierć i życie. Co Bóg złączył w kraju nad Wisłą, tego partie i polityczni i samorządowi "liderzy" nie mogą rozdzielić!

Ja z tą (moją?) prawdą jestem gotowy zarówno jeszcze (po)żyć, jak i z nią i za nią umrzeć. Ma dla mnie WARTOŚĆ ABSOLUTNĄ, proszę Was wszystkich, z księdzem arcybiskupem i proboszczem na czele, uwierzcie. Zawsze wyliczam jednym tchem: konklawe 16 października 1978, Solidarność, katecheza w Legionowie, małżeństwo i rodzina (z Bolesławem Prusem, walką o szkołę polską przed I Wojną Światową, z Matką Bożą w annopolskim Ogrodzie, pielgrzymką narodową do Ziemi Świętej, i na Kongres Eucharystyczny w Kartaginie z Prymasem Hlondem, z Katyniem, Rodziną Rodzin u boku Prymasa Wyszyńskiego...), Rzeczpospolitą Norwidowską.
Mnie z lęku śmierci droga-prawda-życie wyleczyło. Wy, oni, będziecie musieli z tym żyć, ze swoim sumieniem. W warstwie historycznej, pamięci i tożsamości tego terenu, wypaczonym, fałszywym. Na straży prawdy będą stały moje dzieci, następne pokolenie badaczy... nawet teologów. Każdy, kto odrzuca dialog otwarty, publiczny – jest bez szans w obliczu Historii.

Opowiem Wam o wolnej Polsce w Kościele. Stan wojenny miał udział w mojej życiowej decyzji. Powołał mnie wtedy śp. proboszcz Józef Schabowski w Legionowie (u św., Jana Kantego), bo nie mogłem wrócić z Jasnej Góry 13 grudnia 1981 do Strachówki. Zostałem katechetą stanu wojennego w Polsce. Proboszcz potrzebował kogoś, kto będzie z młodzieżą. W efekcie oddał mi, powierzył całe duszpasterstwo młodzieżowe wielkiej parafii (w budowie). Zawiść dosięga po latach. Doszło do mnie oskarżenie „że chciałem być autorytetem”.
Przez siedem lat cuda się tam działy. Były nam dane, wszystkim, mnie i młodzieży, pospołu, demokratycznie, w wielkim partnerstwie, we wspólnocie. Na którąś naszą wrześniową Noc Czuwania (pn./w intencji „Podziękowanie za wakacje”) zjechało ponad czterystu uczestników z całej Polski, w tym wielu księży. Napisaliśmy List do Papieża, odpowiadając na jego list do nas. Jeździliśmy na ewangelizację do Jarocina z ojcem Andrzejem Madejem.

Ale przyszedł czas zmian. I rodzina szukała domu. Wróciliśmy do Strachówki, daliśmy początek samorządnej gminie. Dziesiątki spotkań odbyły się w naszym domu. Ze wszystkimi. Jak nie wspominać cudu pojednania z poprzednikiem? Intencjonalnych silnie Spotkań Trzech Króli, z opozycją świętując ponad podziałami wielokulturowość naszej tradycji katolickiej (6 Stycznia)? A Gminnych Spotkań Oświatowych dla wszystkich nauczycieli ze szkół i księży z całej okolicy, oddając do dyspozycji samochód gminny i prywatny? Bo JEDNOŚĆ nas wołała! Bo służba JEDNOŚCI mnie motywowała. Święte wizjonerstwo, wizjonerstwo świętości dla wszystkich (nauka madejowa). Powołaliśmy i odbyliśmy kawałek wspólnej drogi w Kościele Domowym pięciu młodych małżeństw (rodzin). Aż do wyboru wójta Kazimierza Łapki. Potem on przyciągnął do siebie. 
Czy o wielkiej drodze-prawdzie-życiu nie mówi też obrazek/zdjęcie u stóp Matki Bożej Annopolskiej „małej trzódki” z biskupem założycielem diecezji Kazimierzem Romaniukiem?! Są wśród nas przedstawiciele miejscowej hierarchii, dziekan i proboszcz, świadek tej naszej gminnej historii i Solidarności, przedstawiciele rodziny, grupy modlitewnej, sąsiedzi i świadkowie naszego sakramentu małżeństwa i katechizacji w Legionowie, i dzisiejsza kadra naukowa Nauki Społecznej Kościoła i... dużo małych dzieci. Rocznika przełomów. Następnego pokolenia. Świadków nowych czasów. Wolności i osoby.

Prowadziłem kolonie Caritas. Na prośbę księdza proboszcza Antoniego. On nas rozliczał, i uczył rozliczania z diecezjalnym Caritasem, w rodzinnej wspólnocie Kościoła. Prowadziliśmy później parę turnusów wspólnie z Grażyną, gdy już mogła oderwać się od dzieci małych w domu. Duża rodzina jest cudem, wychowuje w sposób naturalny kierowników, wychowawców, instruktorów, współpracowników kolonijnych. I jest siłą, aby stanąć oko w oko z przeciwnikami w bramie miast i gmin, nawet wtedy, gdy kościół nas odstępuje, a dzisiejszy dyrektor Caritas działa jak firma windykacyjna, albo prokurator. On/oni są księżmi, kiedy mszę odprawiają przy ołtarzu? A potem się stają facetami do każdej roboty i układów. Odpuść mu/im, bo nie wiedzą, co czynią.

Wróciłem z Wołomina. Jestem już byłym szkolnym katechetą. Musiałem/musieliśmy podjąć DECYZJĘ. Niekorzystną wielce dla rodziny. Korzystną dla sumienia. Jak miałbym być dłużej katechetą, wbrew intencjom proboszcza i kurialistów? Jak miałbym uczyć i gorszyć jednocześnie? Ustanowić dwa Kościoły? Jeden mój/nasz wierny Bogu drogi-prawdy-życia, a drugi instytucji w dzisiejszym składzie osobowym? Ja, w jednej sali prowadzący lekcję religii, tak jak opisałem na wielu kartkach i stronach w Internecie, a w drugiej ksiądz prostujący moje błędy? „Józef nie uszanował próśb i rad, twierdził, że ma swój sposób na nauczanie religii katolickiej, wyniki pracy muszę teraz sam udźwignąć i naprostować w duchu nauki Pisma Świętego, nauki Kościoła i Papieży.” Czy to budowałoby Kościół świętości, czy paranoi?!

Chcę o wszystkim rozmawiać, w duchu prawdy i wierności jedności drogi-prawdy-życia, która się mi/nam dała. Oni nie chcą. Są okrutni jak dawna tajna policja. Wiedzą, jak wykończyć człowieka?! Straszne.

Dzisiaj, w trakcie pracy nad tymi notatkami, zgłosił się do mnie dziennikarz, piszący akurat o katechetach w Polsce. Rozumiem, jestem weteranem, uczyłem 33 lata, prowadzę stronę Katecheza Online, każdy może mnie znaleźć, zapytać o wszystko. Po to jestem, żyję. Jako świadek historii, pamięci, tożsamości, wiary i rozumu. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy. Przecież to, że nie chcą rozmawiać jedni, którzy pierwsi powinni, nie znaczy, że świat prawdy nie potrzebuje! Że nie zgłoszą się inne, niekatolickie, media. Służę prawdzie, nie mediom. Z mediami będę współpracował zawsze, bo sam jestem medialny, od urodzenia. Krzyknąłem na samym początku. Będę krzyczeć, szeptać, milczeć wymownie, zależnie od tematu i formy - do końca.

kościelna arogancja AD 2014

fundują nam dwa bogi
jeden żywy prawdziwy
prowadzi i ci się daje
objawia wszystko
jak tylko może
na wszystkie sposoby
kochający Ojciec
jest twoją drogą-prawdą-życiem

drugiego ci chce podać
przysłany proboszcz
instytucjonalnie

komu on służy
jego droga-prawda-życie
jest jego
i niech tak pozostanie
ja nie neguję jego
on neguje moją

(środa, 5 listopada 2014, g.8.01)
 

PS.
Zdjęcia:
1) Historia bardzo stara i najnowsza. Matka Boża Annopolska z 1910. Odwiedziny/nawiedzenie biskupa K. Romaniuka 1995.
2) Na płocie w Rozalinie
3) Lekcja historii wolności i ciągłości - Legionowo, 4 czerwca 2014
4) Jeden świat (globalny), przedstawiciele Banku Światowego w Zespole Szkół im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej (śladami Programu Integracji Społecznej)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz