niedziela, 23 czerwca 2013

Adorowanie Norwida (2)



A sama uroczystość wczorajsza, jaka była?
Cudowna. Przez program. Układ programu, dobór utworów, kolejność. Słowa i dźwięki się dopełniały. W całość. W Rzeczpospolitą Norwidowską? Obraz, słowo, dźwięk, wystawa, muzyka, śpiew, recytacja! - w jednym i tym samym duchu!

Znasz — li ten kraj, gdzie… Bo tam, gdzie spotykają się ludzie w jednym duchu, tam jest raj. Miłość zawsze powtarza “pókiś ty ze mną była!”. Póki jesteś z nami. Ty. Najlepszy “ty”. Pielgrzymie nasz, ach, co się z tobą stało! I ty Polsko, Ojczyzno moja. Gmino, powiecie! "Bo to jest moja Matka, ta ziemia. Bo to są moi bracia i siostry".
Kompozytorzy narodowi są po to, by nam duszę i wrażliwość urabiali, rozszerzali. “Morel podają mi drzewa, drzewka udatne i giętkie, zielona szata odziewa”. Mamyż-li rajskie ogrody? Mamy! Bo to jest nasza Matka, ta ziemia. Bo to są nasi bracia i siostry.

Tęsknimy do takiego kraju. Aby był naszym chlebem powszednim i świątecznym. Dzisiaj koniecznie także ekologicznym, eko-etycznym. Dla większości – chrześcijańskim, wartości prostych, jak Dobra codzienna Nowina.
To, co nam w duszy gra - polskiej i każdej wrażliwie uczulonej - Chopin, który “który naczelnym u nas jest artystą” potrafił wygrać na fortepianie, na przykład w mazurkach.
Rodem warszawianin, sercem Polak, a talentem świata obywatel”. Muzyk. Pianista-kompozytor. Nasz nadworny i wiejsko-miejski, powiatowy, nawet ogrodowy, kościelny i polny artysta. Zagrał nam, zagrała pani Dorota. A Sebastian przeniósł nas do Paryża, na ulicę Chaillot i do Lasku Bulońskiego. Towarzyszyliśmy Poecie w spotkaniu z Kompozytorem. Szliśmy z nimi, odwiedzili w domach. W duszach? Też. Sztuka i adoracja miłości wszystko może.

Rzadko w programach recytacji Wieszcza stąd, z ziemi mazowieckiej, miesza się poezję i prozę. Tym razem, na nasze szczęście i wzruszenie, tak uczynił recytator-aktor, jeden z tercetu wykonawców. Wszyscy młodzi i piękni. Nowe pokolenie artystów: Dorota, Maciej i Sebastian. Niech staremu mieszkańcowi norwidowskiej Strachówki, obywatelowi Rzeczpospolitej Norwidowskiej od pierwszego dnia jej zaistnienia na mapie powiatu, Mazowsza, Polski i narodowej kultury(?) będzie wybaczone mówienie po imieniu, jako i mnie zawsze mówili.

Czy oni niezależnie układali program swoich recitali-koncertu, czy uzgodnili?
To - późniejpóźniej się może dowiem(y).
Fryderyk Chopin mieszkał przy ulicy Chaillot, co, od Pól Elizejskich w górę idąc, w lewym rzędzie domów, na pierwszym piętrze, mieszkania ma z oknami na ogrody i Panteonu kupolę, i cały Paryż... W tym salonie jadał też Chopin o godzinie piątej, a potem zstępował, jak mógł, po schodach i do Bulońskiego Lasku jeździł, skąd wróciwszy, wnoszono go po schodach, w górę sam iść nie mógł.
Tak jadałem z nim i wyjeżdżałem po wielekroć... zaszedłem razu jednego i odwiedzić go chciałem - służąca Francuzka powiada mi: że śpi; uciszyłem kroku, karteczkę zostawiłem i wyszedłem.
Ledwo parę zstąpiłem schodów, służąca powraca za mną, mówiąc: Chopin, dowiedziawszy się, kto był, prosi mię... Wszedłem bardzo wdzięczny, widzieć mię chciał... Siostra artysty siedziała przy nim, dziwnie z profilu doń podobna... On, w cieniu głębokiego łóżka z firankami, na poduszkach oparty i okręcony szalem, piękny był bardzo, tak jak zawsze, w najpowszedniejszego życia poruszeniach mając coś skończonego, coś monumentalnie zarysowanego... coś, co albo arystokracja ateńska za religię sobie uważać mogła była w najpiękniejszej epoce cywilizacji greckiej - albo to, co genialny artysta dramatyczny wygrywa... geniusz umie je unaturalnić, uprawdopodobnić i rzeczywiście uklasycznić... Taką to naturalnie apoteotyczną skończoność gestów miał Chopin, jakkolwiek i kiedykolwiek go zastałem...
Owóż, wyrzucać mi począł, że tak dawno go nie widziałem - potem żartował coś i prześladować mię chciał najniewinniej o mistyczne kierunki, co, że mu przyjemność robiło, dozwalałem... potem moment nadszedł, że należało go spokojnym zostawić, więc żegnałem go, a on, ścisnąwszy mię za rękę, odrzucił sobie włosy z czoła i rzekł: "...Wynoszę się!..."- i począł kasłać, co ja, jako mówił, usłyszawszy, a wiedząc, nerwom jego dobrze się robiło silnie coś czasem przecząc, użyłem onego sztucznego tonu i całując go w ramię rzekłem, jak się mówi do osoby silnej i męstwo mającej: "...Wynosisz się tak co rok... a przecież, chwała Bogu, oglądamy cię przy życiu."
A Chopin na to, kończąc przerwane mu kaszlem słowa, rzekł: "Mówię ci, że wynoszę się z mieszkania tego na plac Vendôme..." To była moja ostatnia z nim rozmowa, wkrótce bowiem przeniósł się na plac Vendôme i tam umarł, ale już go więcej po onej wizycie na ulicy Chaillot nie widziałem...”.

Czarne kwiaty? Genialnie napisane, wybrane, czytane. Pokazują ludzi PRAWDZIWYCH. Wszystkich epok. Obywateli Rzeczpospolitej Norwidowskiej, gdziekolwiek są, gdziekolwiek jej dochodzą i czekają. Mistyka! Autoironia! Einfühlung! Utożsamienie? Z pełną i szczerą (niezakłamaną) pamięcią i tożsamością - to jest możliwe. Jest możliwa postawa miłości intelektualnej! Adekwatne słowo, dane każdej rzeczy, sytuacji, sprawie, przeżyciu...

Polały się łzy me czyste, rzęsiste
Na me dzieciństwo sielskie, anielskie,
Na moją młodość górną i durną,
Na mój wiek męski, wiek klęski;
Polały się łzy me czyste, rzęsiste...

I Mickiewicz i Paderewski mieli powody lać łzy, pisać o nich, komponować przez łzy, grać na klawiaturze. Ktoś z nas? Ja – nad (nie)pamięcią 3 Maja 1981 w mojej gminie, małej(?) ojczyźnie. I nad jej/naszą tożsamością?!
Od jesieni 1882 Norwid leżał w łóżku, często płakał i nikomu się nie zwierzał. Zmarł w przytułku nad ranem 23 maja 1883.”

Ale dla mnie śmierć ożywiła uroczystość rocznicową. I przecież także cały 130. rok od (nie)pamiętnego dnia w Domu Świętego Kazimierza. Czy dopiero “śmierć człowieka pozwala na przekazanie jego dorobku ludzkości”?

Rok temu spędziłem trochę czasu nad wierszem-elegią o śmierci bliskiej Cyprianowi osoby, a nawet Muzy-Poezji, która na jakiś czas wcieliła się w piękną, mądrą kobietę, Zofię (Sophija) pochodzącą z naszych okolic, za Korytnicą. Musiałem się głębiej wczytać i wczuć w ten wiersz, bo dostała go nasza Marysia (wtedy kl.6) do nauczenia się na recytacyjny konkurs powiatowy w norwidowskiej Dąbrówce. Doszedłem do wniosku, że pytania “Czy to, co gaśnie, jest duch albo ciało?, nie pisze się nad rozsypującą się książką, albo innym tworem kultury. Czytanie Norwida w miejscach, które wiele znaczyły/znaczą w jego i naszym życiu, także w kontekście konkursów, szkoły, własnej rodziny.... są prze-życiem niebywałym w każdym miejscu i o każdej porze. Mam za sobą parę wierszy i miejsc: "Do Stanisławy Hornowskiej" w Łochowie, "Sariusz" w Jadowie, do "Panny Jóżefy z Korczewa" nad jej grobem w Knychówku, a "Pani na Korczewie" w tymże pałacu...

Ona umarła!... są-ż smutniejsze zgony?
I jak pogrzebać tę śliczną osobę?
Umarła ona na ciężką chorobę,
Która się zowie: pieniądz i bruliony.
Pamiętasz dobrze oną straszną dobę,
Gdy przed jej łożem stałem zamyślony,
Łzę mając wielką w oku, co szukało,
Czy to, co gaśnie, jest duch albo ciało?
...
Umarła ona (Poezja), ta wielka
Niepojednanych dwóch sfer pośrednica,
...
Odtąd w przestronnym milczenia kościele... / Nie jej ja depcę grób... lecz po tych dziele / Stąpam, co cmentarz wyrównali piaskiem. / Aż się zamyślą myśli niszczyciele, / I grom zawołam, by uderzał z trzaskiem, / Wiedząc, iż ogień dla bez ognia ludzi, / Choćby w krzemieniach spał, w niebie się zbudzi”.

Dzięki “budowniczym” Rzeczpospolitej Norwidowskiej w naszej szkole, zespole szkół, organizatorkom konkursu powiatowego wiedzy o Cyprianie Norwidzie, wiem i ja trochę więcej. W zeszłym roku wiedza obejmowała okres paryski 1868 - 1870 z rozdziału “W kręgu nowych przyjaźni i nowego dramatu serca” książki emerytowanego profesora Uniwersytetu Warszawskiego, Zbigniewa Sudolskiego. Z (po) uszczegółowieniem i faktografią biegnę – oczywiście – do Zosi Dambek i wiekopomnego trzytomowego dzieła poznańskiej pracowni norwidowskiej na UAM.
Stąd wiem, że rodzina Zofii Węgierskiej pochodziła z Górek Borzych, które bywają na szlaku naszych norwidowskich objazdów i są od początku na mapie Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Bywaliśmy tam z paniami profesorkami i doktorkami. Wpatrywaliśmy się w pejzaże naszych bohaterów, bo innych śladów nie ma, a tereny wiejskie mało się tutaj zmieniały.

Związki Sobieskich z pobliskiej Wólki Kozłowskiej, obok Tłuszcza, z Kamieńskimi z Wólki [Wólka Borza, miejsce urodzenia Zofii z d. Kamieńskiej, zm. 1869] “musiały być zażyłe, skoro Jan Sobieski [z Wólki] został ojcem chrzestnym Węgierskiej. “Dziad mój [ją] do Chrztu trzymał, a z Ojcem jej, Generałem i Poetą, kampanię wielką Napoleońską robił.” (Norwid do J.Kuczyńskiej z Korczewa, t.1, s.10).
Cyprian Norwid nazwał Zofię “Siostrą moich dziecinnych lat”, ”jedyną dziecinnych lat moich spół-wygnanką” (tamże).

Pamiętam ciche, jasne, złote dnie,
Co mnie się dzisiaj cudnym zdają snem,
Bo był otwarty raj także i mnie,
Bo był otwarty w dzieciństwie mem.

I czasem myślę, żem ja tylko spał,
Że całe życie moje było snem,
Zbudzę się, raj ten odnajdę com miał
Com miał w dzieciństwie mem!

Poeta dopowiada poecie, kompozytor – kompozytorowi. Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Cyprianowi Norwidowi, Karłowicz – Chopinowi... i nam wszystkim. Dopowiedzieli nam, zgromadzonym na powiatowym wydarzeniu w Centrum Dziedzictwa i Twórczości.

Dlatego to było tak silne przeżycie. Dlatego wczoraj rozłożyłem kartki z notatkami, włączyłem Claude DebussegoClair de Lune, aby zebrać myśli, słowa, obrazy i dźwięki z norwidowskiej rocznicowej uroczystości w Wołominie. Nie starczy mi światła księżyca, podłączę Słońce i Bóg wie, co jeszcze. On wiedużo ducha, najlepiej Świętego. Tak się składa, że słownik języka francuskiego podając znaczenie słowa montrer m.in. wskazuje na księżyc montrer la lune. Zajrzałem, co wskazuje przy adorer!? Niestety, daje tylko krótkie definicjeoddawać komuś, czemuś kult, czuć miłość żarliwą, bardzo kochać – bez przykładów użycia słowa. Poradzę sobie :-)

Z towarzyszeniem światła księżyca wsłuchuję się (wczytuję) w słowa “Promethidiona”, o pięknie:
Czy ja coś wiem o pięknem? Czym jest piękno?
Poeta mówi, że “Kształtem jest Miłości”.

Kształtem miłości piękno jest - i tyle,
Ile ją człowiek oglądał na świecie,
W ogromnym Bogu albo w sobie-pyle,
Na tego Boga wystrojonym dziecię;
Tyle o pięknem człowiek wie i głosi -
Choć każdy w sobie cień pięknego nosi
I każdy - każdy z nas - tym piękna pyłem.
...
Rzucając w psalmy akordów rozumne,
Porozpowijał jak rzecz zmartwychwstałą,
Co się zachwyca w niebo: szłaby dusza
Tam - tam - a płótno na dół by spadało,
Jako jesienny liść, gdy dojrzy grusza.
*
Więc stąd to - stąd i słuchacz, i widz jest artystą,
Lecz prymem ten, a owy niezbędnym chórzystą;
Więc stąd chórzysta w innej prymem jest operze,
A prym - chórzystą-widzem w nie swej atmosferze;
I tak się śpiewa ona pieśń miłości dawna,
Nieznana raz, to znowu sławna i przesławna...
. . . . . . . . . .
I - dość: niech „słuchacz w duszy swej dośpiewa”. (podkreślenie moje, jk)

Słuchacze my, dosłuchaliśmy dwóch utworów współczesnych: F.P. Tosti “Non t'amo piu” i J. Galla “Dziewczę z buzią jak malina”. Między nimi, na probierczy kamień myślenia o rzeczy-pospolitej naszej ludzkiej, dla każdego, położyliśmy całe “Królestwo”. A z nim przeszłość, by przejść do siebie. Osoby! Wolnej, obdarzonej niezwykłą godnością, zdolną udźwignąć odpowiedzialność za swoje czyny. Osobę szczerą, szukającą prawdy, o sobie, świecie, a jeśli jest człowiekiem wierzącym, to również o Bogu. Rzeczpospolita Norwidowska – tym jest.

"Więc nie słuchaj, co dziś o wolności
Mówią - co dziś mówią o niewoli.

Kto czyniłby to przez całe życie,
Co sam tylko dla siebie uchwalał,
Nie dopiąłby on nic należycie,
Lecz gryzłby się jak Neron, i szalał.
...
- Prawda? - nie jest przeciwieństw miksturą
...
Nie niewola ni wolność są w stanie
Uszczęśliwić cię nie! - tyś osobą:
Udziałem twym - więcej! - panowanie
Nad wszystkim na świecie, i nad sobą.

Pogodny, zawirowany w obroty podniebne walc As-Dur op.42 mistrza Fryderyka zakończył koncert.
...
Czy Rzeczpospolita Norwidowska 2013 może obejść się bez papieża? Żadną miarą. Ani bez bł. Piusa IX, ani bł. Jana Pawła II, ani jego poprzedników, bł. Jana XXIII, który zwołał Wielki Święty Powszechny Sobór Watykański II, który wytyczył ścieżki współczesności naszej i przyszłych pokoleń, Pawła VI, który go dokończył i rozpoczął nową erę jego realizacji, ani może Benedykta XVI teologa z Niemiec, nawiązującego imieniem do patrona Europy, który przejdzie do historii, jako ten, który po 400 latach miał odwagę abdykować w Kościele, w połowie Roku Wiary (i Rozumu), który sam obwołał, i Franciszka z Argentyny, który chce odnowić oblicze kościoła na modłę świętego z Asyżu i nie tylko.

Zgodziłby się chyba (może) ze mną cytowany autor opowieści o Norwidzie, który tak zadedykował swoją książkę polskiemu papieżowi - “Jego Świątobliwości Janowi Pawłowi II, który poezję Norwida, literaturę i kulturę polską wprowadził w krwiobieg kultury światowej, oraz zmienił oblicze Europy, z wdzięcznością”.
I dołożył odpowiednie (adekwatne) cytaty wspólnego, nam i papieżowi, Mistrza:
"Przyszła nareszcie chwila ciszy uroczystej,
Stało się - między ludzi wszedł Mistrz-Wiekuisty,
I do historii, która wielkich zdarzeń czeka,
Dołączył bijografię każdego człowieka;
Do epoki - dzień każdy, każdą dnia godzinę,
A do słów umiejętnych - wnętrzną słów przyczynę,
To jest: intencję serca..."
(Rzecz o wolności słowa, IX, w. 17-23)
Człowiek na to przychodzi na planetę, ażeby dał świadectwo prawdzie. […] Jesteśmy synami narodu szlachetnego i idziemy do ojczystej Ziemi Obiecanej, a jest ona Ziemią Obiecaną nie dlatego, że winne grona w niej będą większe niż gdzie indziej, i że w niej mleko i miód, płynąć będzie - ale dlatego, że zapowiedziano nam na Golgocie, iż prawda zwyciężyła i że my przeto w sukcesję dokonanej prawdy onej wchodzimy”.
(O Juliuszu Słowackim, lekcja IV)

PS.1
Jadąc przez Polskę widzimy, jak się zmienia. Pięknieje. Wszędzie są znaki modernizacji, inwestycji, które próbują nadrobić stracony czas. Spotykamy – także w niedziele – tłumy (“owce bez pasterzy”) przed sklepami, supermarketami, salami tańców, świetlic wiejskich, OSP, klubów młodzieżowych...

Zapotrzebowanie na inwestycje i ludyczność są wielkie. Usprawiedliwia je nasza natura, chcemy żyć lepiej, wygodniej. Obyśmy nie zapomnieli kultury i znaleźli dla niej godne miejsce. Oby oczekiwania “Chleba i igrzysk!” nie zagłuszyły, nie przesłoniły potrzeb głębszych.

Sobór, a papieże za nim, powtarzają każdej władzy, że mają (jest ich nadrzędnym obowiązkiem) przedkładanie mieszkańcom i obywatelom tej ziemi “motywów życia i nadziei”.


Rzeczpospolita Norwidowska jest w tym nurcie. Mówimy “więcej myślenia” i cytujemy naszego polskiego Mistrza i Patrona - “Pracuj(my) w pocie swego czoła”.


PS.2
Podczas adoracji nie ma znaczenia wielkość sali, ilość uczestników-słuchaczy, obecność koronowanych głów... Najważniejsza jest miłość, "ta żebraczka niby to". I PROGRAM.
W trakcie powiatowej adoracji Norwida w Centrum Dziedzictwa i Twórczości obradowała powiatowa komisja kultury ("pieniądz i bruliony"?), poza miastem? 
Może Polska mieszka dzisiaj na ulicy Chaillot? Wzgórze Chaillot było kiedyś wsią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz