wtorek, 18 czerwca 2013

Przyszłość religii

Rozmowa z Bogiem i wiecznością
Najczęściej jest rozmową za zamkniętymi oczami. W ciszy. Tak się zaczyna. Potem często słychać stukot klawiatury. Rozmowa może się toczyć wszędzie i o każdej porze (przeor Florian Niedźwiadek, ordre Camaldule, opowiadał mi o swoich niezwykłych medytacjach na placu apelowym w Dachau, po wojnie, także podczas przesłuchania przez UB). Stukot - głównie rano, choć bywało, że między trzecią a piątą rano.
Rozmowa z Bogiem i wiecznością mówi o życiu, od początku uświadomionego, po kres możliwości. Jest potrzebą bycia w świetle i naświetlenia. Potrzebą, nie (głównie) obowiązkiem. Po co dopisałem obowiązek w nawiasie? Chyba dla prawników. Kanonicznych? Książeczkowych rachunków sumienia?
Nie na wszystko muszę odpowiadać. Nie na wszystkie pytania muszę mieć odpowiedź.

Czy tak samo rozmawiam z Bogiem (i wiecznością) w ciszy samotnej, jak w ciszy katechetycznej, w klasie, z uczniami? Trochę inaczej. Gdybym pisał o klasie, o katechezie, napisałbym (tylko) “Rozmowa z Bogiem, z Duchem Świętym”. Tam głównie o to chodzi.
Prywatnie, zawsze dochodzi cała historia życia, cała – o ile możliwe – pamięć i tożsamość. Jest na to czas, miejsce, kontekst, perspektywa.

Dzisiejsza rozmowa ma kontekst szczególny, jest przeciwieństwem rozmowy z Nieprzyjacielem, z dużej i małej litery. Może nie przeciwieństwem (bo cóż by to znaczyło?), a odporem, antytezą.
Nieprzyjaciel (czy tylko z małej litery?) domaga się rozmowy ze sobą. Bez niej, właściwie usycha. Anonim - w komentarzu na moim osobistym blogu. Bóg ma imię, oblicze, istotę, historię objawienia. Nieprzyjaciel ma maski, skrywa się w anonimach, lub w internetowych 'nickach'. “Bez serc, bez ducha - to szkieletów ludy” i truciciele. Krety? obłudnicy? plemię żmijowe? wrogowie (zdrajcy) normalności? w nabrzmiałych sprawach - zdrajcy rodzaju ludzkiego. Bo "Ludzkość, bez Boskości, sama siebie zdradza".

Dlaczego moja rozmowa z Bogiem toczy się najczęściej za zamkniętymi oczami? Bo mój wzrok wewnętrzny, myśl, biegnie nie do przedmiotów na stole, do najbliższej ściany, albo za oknem, do najbliższego drzewa i nieba nad nim, ale dalej, wyżej, głębiej, szerzej... Gdzie?! Ku czemu?!

Ku światłu? Z prędkością światła?
Sam już ten ruch, bieg, intencja jest najczęściej nagrzewaniem, rozświetlaniem... dobrem, pokojem, zgodą, pogodzeniem, jednością... Nie jest medytacją bezprzedmiotową, bo mam pamięć i tożsamość. Pamięć i tożsamość zdobywa się (formuje, napełnia-wypełnia) poprzez osobiste czyny, geny, dzieje mniejszych i większych wspólnot, w których się uczestniczy... Pamięć i tożsamość nie jest bezprzedmiotowa. Jest jednostkowa, zindywidualizowana. Można chyba powiedzieć, że (też) ma imię, oblicze i istotę. Jako taki, siadam do rozmowy z Bogiem. I bliźnimi. Każda inna forma spotkania osób i rozmowa między nimi jest oszustwem, grą, manipulacją. Mową szatana? Na pewno - mową nieprzyjaciela człowieka.

Wieczność pojawiła się w tytule ze względu na konkretność każdego życia. Na czyny. Te czyny są umiejscowione czasem i przestrzenią, a przez to wpisane w wieczność. Według mnie, Bóg może istnieć bez wieczności, my – nie, co brzmi trochę jak kalambur, albo fraszka. Przy okazji niejako dorzucę swoje rozumienie dzisiejszego naszego katolicyzmu (religijności). Widzę dwie formy:
1) - dominującą, tzw. pobożnościową, albo tradycyjną, ludową, która da się ująć w dwoma słowami “tak trzeba” - jest to działalność raczej bezrefleksyjna
2) - korzystającą, tak lub inaczej z tradycji, “ze słuchania”, inaczej przecież się nie da, którą można także scharakteryzować dwoma słowami “poznaniem i rozumieniem” - jest to działalność racjonalna

Ta pierwsza forma naszej religijności broni się ciągle sama, bo jest przeważająca, ale przyszłość religii związana jest z tą drugą. Nikt chyba nie sądzi, że kolejne dziesięciolecia będą służyły ludziom, którzy rozum i rozumienie spraw swojego życia i świata odłożą na rzecz tradycyjnych autorytetów? Religia jest taką sprawą. Nie jest nie wiadomo czym, jakąś abstrakcją wymyśloną i podrzuconą przez przebiegłych kapłanów. Mnie interesuje religia, jako REALNA część mojego życia i życia świata. Ważka, otwierająca największą perspektywę. Itd.itp. apologetyka, samoświadomość Jezusa z Nazaretu, moja, twoja, nasza. Samoświadomość miliardów homo sapiens. Nasza rzeczywistość, a nie złudzenia.

Ku takiej religijności poprowadził mnie Sobór Watykański II, Jan Paweł II, a jak sie wczytam, to także Cyprian Norwid. Miałem szczęście, w dekadach przełomu XX i XXI wieku poznałem Andrzeja Madeja, ucieleśnioną Dobrą Nowinę. Religia (nasza) nie jest teorią. Jest Drogą Prawdą Życiem, na wzór Jezusa z Nazaretu. I z Jego (po)mocą, dla każdego, kto ma dobrą wolę Go poznać - wszystkimi “kanałami” poznawczymi - przyjąć, zrozumieć.
FIDES ET RATIO! Prawda jest poznawalna! Jest możliwa postawa miłości intelektualnej, zdolnej poznać aspekty istotowe i konstytutywne rzeczywistości człowieka, świata i (dla osób wierzących) Boga. Rok 2013, rok dwóch papieży w kościele i świecie duchowo-intelektualnym, daje szczególną motywację do rozmów o wierze.

Dlaczego “Rozmowa z Bogiem”? A nie z kimś innym, z czymś? Bo Bóg jest moją tożsamością, najgłębiej u jej fundamentów, bo był tym czymś, kimś, co najbardziej chciano przekazać mi w wychowaniu i co ja, w ramach samodzielnej działalności poznawczej i całej drogi życiowej położyłem w centralnym miejscu wszelkich działań. Tak było. Tak jest. Nie jest to coś, ktoś nieznany, nierozpoznany. Jest to coś, co ma moc prowadzić, przeprowadzać przez wszystkie koleje i koleiny życia. Mądrość. Źródło mądrości. Cała moja wiedza i życiowe doświadczenie przekonuje, że przedmioty takich właściwości nie mają. Złudzenia też nie. Mają to tylko osoby. Byty osobowe. Byty obdarzone wolną wolą, intelektem, uczuciami, miłością, które mogą o sobie powiedzieć, że są prawdą, życiem i drogą. Dla siebie i dla każdego, kto zechce od nich "coś" przyjąć, brać. I wszystko to jest w osobie Jezusa z Nazaretu. Jestem wielkim realistą i chcę tego (wszystkiego) samego.

PS.
We współczesnej Polsce sankcjonuje się stary sposób (nie)myślenia i działania na wielu poziomach życia. Zakorzeniony w starej mentalności, z naleciałościami minionej epoki. My odczuwamy to bardzo boleśnie na poziomie tzw. wspólnoty lokalnej (gminy, parafie, szkoły, NGO'sy...). Ludzie bez imienia, oblicza, bez pamięci i tożsamości, często jawne anonimy, mają w niej wiele do powiedzenia. Brak fundamentu (pamięć i tożsamość, wiara i rozum, ciągłość dziejów, może jeszcze coś) rodzi ogromny problem. Może dzisiaj odczuwają to nieliczni, ale będzie to (zrodzi) wielkie problemy dla wszystkich, którzy będą tutaj żyli po nas :-(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz