wtorek, 4 czerwca 2013

Adoracje, całe życie i sprawy codzienne


"Tak mówi doświadczenie, 
gdzie działają liczne sprzeczności, 
tam też rozkwita największa nadzieja"
(Ćwiczenia duchowe, św. Ignacy Loyola)

Jest wtorek. Nazbierało mi się notatek od niedzieli. Wreszcie będę mógł zapisać. Ważne jest to, co teraz. Ważne są, na przykład, ptaki śpiewające w Ogrodzie, chyba tylko dla mnie. Gdybym nie zanotował, ich ślad pozostałby niezauważony. A przecież są.

Jak ważne jest to, co się dzieje! Realizm, to, co się wydarza. Jest objawieniem prawdy. Dla nas! Tylko dla nas? Jeśli nie zapiszemy, wkrótce może się okazać, że nawet i nie dla nas, bo pamięć uleci. Często jesteśmy jedynymi świadkami prawdy. Prawda jest rozrzutna i nigdy się nie wyczerpie.

Jest 4 czerwca. Biada mi, gdybym nie pisał. Czy malarz może nie malować, a muzyk – nie grać! Organizm żywy, nie przerabiać materii w procesie metabolizmu pokarmowo-informacyjnego! Biada, gdybym nie dał świadectwa temu, co zostało mi dane, powierzone, objawione, zawierzone! Gdybym nie dawał świadectwa temu, co JEST i zostało dane także mnie, może najmniejszemu z mieszkańców mojej tzw. wspólnoty lokalnej, gminy, parafii, szkoły RzN... 
Nie wolno nikomu zabierać do grobu tego, co może jemu jest tylko dane na tym “łez padole” a zarazem “raju na ziemi”, a na pewno ludzkości zbawionej przez życie, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa z Nazaretu.

Dzisiaj rano ptaki śpiewały w Ogrodzie, u Matki Bożej Annopolskiej, może tylko mnie. Czyż miłość i nierozerwalność małżeństwa – także Grażyny i Józefa – nie jest miłością Życia Samego, w Jedności?! A zarazem jedności i jednego Życia osoby własnej i osób najbliższych! To miłość absolutna, nie wybiórcza, do tej lub tamtej kobiety, mężczyzny, który/która mi się spodobała (oczom moim) “nawinęła pod rękę”. “Oczy by jeszcze chciały, ale brzuch nie może”, mawiała moja śp. Mama Babcia Hela, aby zganić łakomstwo.

Jedno życie, jedna miłość, jedna wiara, jeden rozum, jedna osoba, małżeństwo i rodzina. Jeden kraj nad Wisłą, jedna Solidarność, jedna Rzeczpospolita Norwidowska wyrosła i zakorzeniona w Strachówce. “U Matki Bożej Annopolskiej” (Murillowskiej).

Nim spiszę notatki (i porobię nowe) nie włączam Internetu. Z zasady. W świecie zewnętrznym jest wiele silnych bodźców i źródeł emocji, które mogą zaburzyć postrzeganie, myślenie i notatki. Aż wykonam swoja pracę. Nim spiszę mój(?) świat wewnętrzny. Życie wewnętrzne. Duchowo-intelektualne, bo nie ma wiary bez myślenia. Wiara i rozum nie mogą pozwolić, by coś, ktoś je rozerwał. Amen.

NIEDZIELNA ADORACJA W NASZEJ PARAFII
Apapem mobilizuję siły na adorację o godz. 17.00 w naszym kościele. To wyjątkowa okoliczność, zwołanie wielkie, powszechne, jak glob. Zwołanie to ecclesia. Jestem ciekawy, co zobaczę, usłyszę, dotknę, poczuję, otrzymam, zrozumiem, przeżyję. Jakiego Boga, jaki Kościół, jaką Polskę, jaką gminę, parafię... siebie. Jaki Rok Wiary (i Rozumu) mieszka między nami. Ogłosił go papież Benedykt, kontynuuje papież Franciszek. To jest adoracja papieska. Papieskim zwołaniem, choć nie wiem, którego papieża (który był na początku tego zwołania).

Internet w służbie kościoła i ludzkości też mnie zwołuje, mobilizuje. Najpier Lucy z Lincoln postem na swoim profilu Facebooka, potem Norwidolog (pan/pani) przesłał/ła mi maila od innego znajomego - “NZ (nazwisko znane) napisał(a): Godzina Adoracji z Ojcem Świętym - Na całym świecie, w tej samej godzinie, chrześcijanie połączą się we wspólnej modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Godzina Adoracji eucharystycznej w łączności z papieżem Franciszkiem zaplanowana jest na 2 czerwca na godzinę 17.00.

Ojciec Święty Franciszek będzie przewodniczył godzinnej Adoracji eucharystycznej w bazylice św. Piotra w Watykanie, w łączności ze wszystkimi biskupami i ich wspólnotami diecezjalnymi na całym świecie.

Jak wyjaśnia abp Rino Fisichella, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Promocji Nowej Ewangelizacji, Adoracja eucharystyczna jest wyjątkową inicjatywą w kalendarzu Roku Wiary. Benedykt XVI, zapowiadając Rok Wiary, podkreślił, że to szczególny czas, „by z większym zaangażowaniem celebrować wiarę w liturgii, a zwłaszcza w Eucharystii”.

Więc na początku jednak był Benedykt XVI. To – przede wszystkim – jego Rok Wiary (i Rozumu)? Polakom historia okoliczności dołożyła. Zwłaszcza na niektórych terenach. Mamy 130. rocznicę śmierci Poety narodowego bardzo i 150. rocznicę Powstania Narodowego Styczniowego. To – z naszej “starożytności”. Współczesność dołożyła Święto Dziękczynienia za wolność/wybory 1989, a więc i za Solidarność - NIE MA WOLNOŚCI BEZ SOLIDARNOŚCI – i NIE MA TOŻSAMOŚCI POLAKÓW 2013, i za cały łańcuch działań patriotycznych ludzi, obywateli i pokoleń.

Cyprian Norwid, można powiedzieć, znał jednego papieża osobiście, bł. Piusa IX, byłby więc z pewnością za inicjatywą kolejnych, czyli także za Soborem Watykańskim II (eklezjalno-personalistycznym) i za Rokiem Wiary. Za rozumem i myśleniem był zawsze, od urodzenia do śmierci, więc zakochałby się w encyklikach Jana Pawła II, Fides et ratio, Centesimus annus... Cyprian Norwid jest z naszej ziemi i z serca. Jest wielkim wychowawcą Europy (jednym z największych jej myślicieli biblijno-chrześcijańskich).

Pojechałem więc i ja dostojny/dostojni Norwidologowie i przyjaciele stąd, do naszego kościoła, aby przekonać się, jak to jest być z papieżami na adoracji i wszystko Wam – jak umiem - po kolei opisać. Żyjemy w ciekawych czasach.

Jadąc na adoracje zawsze coś zabieram pod pachą, jak na katechezy od 32 lat. Jako początek, zaczyn, punkt zaczepienia.... przypowieści, która za chwilę się wydarzy przed Jezusem z Nazaretu w Najświętszym Sakramencie. Zabrałem dokumenty soborowe, moją katechetyczną biblię, własność rodzinną, dar od Rodziny Rodzin, a może od Prymasa Tysiaclecia, przez Rodzinę Rodzin (wyd. Pallotinum, Poznań, 1968).

Tylko Sobór może mi (najbardziej) pomóc pojąć, ogarnąć, jak to jest z człowiekiem współczesnym (XXI w. po Chrystusie), wobec Boga w Sakramencie Ołtarza. “Deklaracja o wolności religijnej” i “Konstytucja duszpasterska 'Gaudium et spes'” stanowią swoistą całość w myśleniu soborowym poprzez jeden główny przedmiot... osobę ludzką. To podstawowa płaszczyzna myślenia soborowego, która jest jakby wypadkową współczesności i potwierdzeniem “współczesnego”, tj. zakrojnego na miarę naszych czasów myślenia Soboru. Vaticanum II posiada tę ogromną zasługę w stosunku do Kościoła, że podjęło całą problematykę współczesności, nie pozostawiając lękliwie (pogrubiemie moje, jk) na boku niczego. Stwarza to w świadomości człowieka wierzącego ogromnie cenne poczucie “panowania nad rzeczywistością”... (kard. Karol Wojtyła).

Ale najpierw – dojeżdżając do naszego kościoła – pociągnęło mnie piękno. Wyjąłem aparat fotograficzny, którym także - jak długopisem i klawiaturą komputera - robię notatki. Piękno po to jest. Pociąga, zachwyca, prowadzi do odkrywania kształtu miłości, wieczności, zmartwychwstania.

Dziwne, ale tuż po rozpoczęciu adoracji włączyły się emocje. Dokładnie – po zapowiedzi programu (układ treści, wykonawcy, osoby “funkcyjne” itd.). Najbardziej – roli dzieci komunijnych i rocznicowych, o której stary, przeziębiony, rozstrzęsiony katecheta nic nie wiedział. Niby, nie musi, ale jak by potem wszedł do klas, na lekcje... jako ignorant spoza własnej wspólnoty życia, wiary i nauczania!?
Wiedziałem jednak, z doświadczenia życiowego, że Pan Bóg zwycięży i we mnie, moje – na szczęście niezbyt silne – emocje, ale musi upłynąć sporo czasu. Godzina?

Przygotowałem się na cichą adorację z Jezusem i papieżem. Było inaczej - medytacja kierowana, z przerwami na ciszę. Moje pytania, z którymi jechałem do kościoła, pozostały: co to znaczy “obecny wśród nas pod postacią chleba”. Pytanie na miarę życia każdego wierzącego. Czy w tej perspektywie czas i odległość mają jakieś znaczenie? A nawet konflikty lokalne i różne koncepcje wiary, kościoła, narodu, patriotyzmu...

Katecheta chętnie powtarza “uwielbiamy Cię Jezu” po inwokacjach czytanych przez dzieci. Choć głupio się czuję, jako katecheta “alternatywny” dla prowadzących. Oswaja mnie za to z moim kościołem zapach bijący od lilii Świętego Józefa. To jest dominujący zapach o tej porze roku w kościołach karmelitańskich, które z reguły były poświęcane Opiekunowi Maryi Jezusa i Kościoła. To moje osobiste odkrycie – rola zapachu w życiu wewnętrznym! - z czasu rekolekcji prywatnych, w ciszy u kamedułów, karmelitów i karmelitanek. W zeszłym roku takież dostałem w Domu siostry Faustyny w Ostrówku, gm. Klembów.

PONIEDZIAŁEK W SZKOLE “RZN” - PRZYPOWIEŚĆ O WDZIĘCZNOŚCI
Klasa druga, komunijna. W zanadrzu mam ciąg dalszy filmu o świętym Filipie, ale jestem przygotowany na inne możliwości, podręcznikowe i spontaniczne, od Ducha Świętego, po modlitwie w ciszy przed krzyżem, jak zwykle, jak przez 31 lat pracy w kościele i dla kościoła.
Modlitwa odkryła mi sens tego, co wyjąłem z samochodu, co wpadło mi w oczy i ręce przed zatrzaśnięciem drzwi. Co trzymałem w dłoniach “pełnych modlitwy” na początku NASZEJ lekcji religii. Trzymałem ulotkę “Centrum Opatrzności Bożej”, z drukiem przekazu pieniężnego na drugiej stronie. “Wciąż zbieramy na kopułę”.

Zawsze, od września 1992, idę na salę katechetyczną i szkolną klasę lekcji religii z czymś w dłoniach (i sercu). Zawsze mi wpadnie coś w oczy, serce i ręce. Jakiś fant, gadżet, konkret naszego życia. “A nie nauczał niczego bez przypowieści”. O Boże, zrozumiałem po trzydziestu latach! Tak, trzeba zaczepić nasze religijne nauczanie (o Królestwie Bożym) o konkret naszego życia. Tu, w Strachówce, i tam, w Legionowie i Jerozolimie. SOBÓR WATYKAŃSKI TEŻ TAK ZROBIŁ – i dlatego jest usunięty na bok naszego parafialnego katolicyzmu na całym świecie? Bo połączył wiarę i rozum! Powszechnie preferowana jest wiara tradycyjna, oderwana od (nadmiaru) myślenia :-(

Taka była pierwsza lekcja w poniedziałek. Myślałem, że oni mi coś opowiedzą (adorację), ja im coś pokażę i opowiem, o Święcie Dziękczynienia, św. Andrzeju Boboli, procesji przez Warszawę, a na koniec puszczę fragment Filipa Neri, który wolał niebo. Dzieci nic mi nie opowiedziały, bo nie wiedzą, nie były, jedna była, ale nie wie. To skąd się wzięły dzieci komunijne w zapowiedzi adoracji niedzielnej? - znów zamęt, także we mnie. Ja im opowiedziałem przypowieść o wdzięczności Warszawy, Polski, za wolność. Kościoła - za wolność i świętość. A gminy? Naszej gminy?!

Modlitwa końcowa zbiera doświadczenie religijne z lekcji współczesności polsko-gminnej, kościelno-hagiograficznej o Filipie Neri – Boga poznajemy najpierw w tym, co jest obok nas i w nas, co słychać, widać, czego dotykamy, wąchamy, czujemy, myślimy, czytamy, wierzymy... jak żyjemy, poznajemy, modlimy się... Dorzucamy śpiew (“od biskupa Antoniego”) “Bóg nie umarł”, “Gdy na morzu wielka burza”.

Przypowieść o wdzięczności zdominowała ten dzień katechetyczny (bardzo). Warszawa, Polska buduje świątynię Opatrzności Bożej. Nasi przodkowie obiecali ją Bogu 222 lata temu, właśnie, jako wdzięczność. Jako votum wdzięczności za Konstytucję 3 Maja. Najpierw nie pozwoliły rozbiory, Rosjanie, 2 wojny światowe, komunizm i PRL. Dzisiaj możemy spełnić obietnicę. Bo znów jesteśmy wolni. Bo doszły cuda współczesnej historii – Papież Polak, Solidarność... I trud odbudowy kraju, etosu, mentalności, moralności (wiary rozumnej). W filmie o świętym Filipie (i Persiano i...) też dopiero budują kopułę nad Bazyliką Matki wszystkich kościołów.

Jak podziękować za wolność Polaków i Ojczyzny w naszej gminie? Nie mamy pomysłu, jako zbiorowość 2013, ale votum wdzięczności za Solidarność, Anioł Stróż Ziemi Wołomińskiej, już stoi na ołtarzu, przed tabernakulum. To nie jest – nie moze być! - tylko moja sprawa. Anioł stoi też na rondzie Solidarności w naszym mieście powiatowym Wołominie.

Minister dwóch, czy trzech rządów Artur Balazs z Solidarności RI odpowiada w TV - “pewnie, że dzisiaj świętuję i mam satysfakcję, ze brałem udział w odzyskiwaniu wolności i transformacji ustrojowej”. NIE MOŻE BYĆ INACZEJ! - pomimo wszystkich różnic politycznych. NASZE/MOJE POKOLENIE NIE ŚMIAŁO NAWET MARZYĆ, ŻE TO SIĘ STANIE. ŻE ODZYSKAMY WOLNOŚĆ DZIEŁEM SOLIDARNOŚCI SERC, WIARY, ROZUMU I CZYNÓW. Wy macie tę rzeczywistość jako zastaną, za darmo. Jest między nami różnica.

WEŹMY SPRAWY W SWOJE RĘCE, na miarę własnej wiary i rozumu, z imieniem i obliczem, jako ochrzczeni tym samym chrztem Jezusa, co Polska 966, tolerancyjni i kochający inaczej myślących. Bo Słowo zamieszkało między nami. Także słowo Poety. W nim, w słowie wypowieda się mądrość. Mądrość i wiara kościoła i narodu. Słowa, z imieniem i obliczem, które zasługują na adorację. Ideologie cząsto są anonimowe. Unikają światła. Unikają otwartej rozmowy, debaty publicznej, dialogu.

My nie z soli, ani roli, ale z tego, co nas boli. SOLIDARNOŚĆ - ma jasne imię i oblicze - dzięki której mamy wolność, już stoi przy ołtarzu. Jest i adoruje z nami Boga i Wolność, zawsze, kiedy się schodzimy na modlitwę. Cóż dopiero w Święto Dziękczynienia, które w tym roku wypadło w przed- i w sam dzień adoracji i po, w łączności z papieżem i całym kościołem na świecie!

Zdrowy organizm narodowy broni się – od zarania dziejów – przed zasadzkami fałszywych idei, rakowatych narośli organizacji i działaczy. Organizm musi się bronić, jest żywy, zakorzeniony, ma fundamenty trwałości. Musi znaleźć dość siły. “Piękno na to jest... prawda, na to jest... brane tęczą zachwytu”. Do pracy ustawicznej. Aż po zmartwychwstanie.

Tak to leciało. Aż do ostatniej przerwy, na której dowiedziałem się o “niewinnym” ogłoszeniu/apelu ze Strachówki od jednego ze stowarzyszeń, umieszczonym na stronie gminy sąsiedniej. O koloniach konkurencyjnych dla Caritasu. I znów – niby nic? O nie! Jeśli się zamknie oczy, zatka uszy, skieruje wiarę i rozum w inne rejony, wyłączy pamięć i tożsamość, i zamieni w bezimienne, bez oblicza byty – wtedy jest “niby nic”, dosłownie.

Moja Polska, Ojczyzna, brana tęczą zachwytu od zarania dziejów jest inna. Mój kościół jest inny. Moja wiara i rozum są inne, od roku 1 AD, i od roku 966, od 30 marca 1953, od 11 października 1963, od 16 pażdziernika 1978, od sierpnia 1980, od 3 Maja 1981, od września 1992, od Kodnia 1983, od 9 września 1988, od powstania Rzeczpospolitej Norwidowskiej...
Nie jestem sam. Głos wolny, wolność ubezpieczający, rozchodzi się dzisiaj w Internecie. Kochamy Kościół. Kiedy adorujemy, adorujemy nie tylko Ciało Chrystusa w Eucharystii, nie tylko Słowo, które zamieszkało między nami i MIESZKA, także obraz i podobieństwo Boga w nas. Adorujemy Ciało Chrystusa także jako Jego kościół, którym jesteśmy, jako wspólnota braci i sióstr Jego i między sobą, nie jako instytucja. I nie, jako anonimowe stronnictwa, stronnictwa anonimów.

Jak rozpoznać podwójna polską, naszą, rzeczywistość?
Mam swoje kryteria. Kryteria, którymi się posługuję w polemice “ze światem”.
1) duch wolności (rodzina, w Strachówce szczególnie od 3 Maja1981)
2) prawo odzyskanej i niepodległej Ojczyzny (wybory 1989, I Kadencja samorządu...)
3) przepisy konkursu na dyrektora szkoły, prawo kanoniczne (misja kanoniczna dla katechetów KK)
4) wezwanie ze strony Kościoła poprzez księży proboszczów: J.Schabowskiego, L.Kołonieckiego, L.Szcześniaka, S.Krupskiego – do katechezy dzieci i młodzieży (studentów i młodzieży pracującej), A.Czajkowskiego – do prowadzenia kolonii Caritas i innych posług w parafii (nadzwyczajny szafarz Eucharystii).

Niczego nie robiłem przez 32 lata pracy w kościele i dla kościoła z własnych planów i ambicji. Dlatego może to, co piszę, można nazwać jawnym nurtem – należy zdecydowanie do jawnego nurtu, jak Objawienie, Dobra Nowina, miłość intelektualna - dziejów naszej gminy i parafii (Polski, Kościoła, świata...). Nie ma w nich nic/niczego do ukrycia.
To, co jawne, i to, co ukryte, odgrywają 'strasznie' wielką rolę w naszych zachowaniach i działaniach. Pięknie i najbardziej skrótowo wyraził to św. Filip Neri w jednej z bardziej dramatycznych scen filmu, w rozmowie z opryszkiem: - “Co masz w sercu? Czego ci brak?” wymowione jedną frazą. Jedno i drugie wyznacza drogę naszych czynów.

Nie wiem, czy tutaj jest najwłąściwsze miejsce na cytat z naszych dziejów? - Kiedy panowała czarna noc w gminie i wójt chciał nas zniszczyć, likwidując praktycznie naszą szkołę, papież Jan Paweł II był w Polsce. Pojechaliśmy połową? całą? szkołą na spotkanie z nim do Łowicza (14.6.1999), na dwa przepełnione autokary. Wejściówki dostaliśmy od Marka Malisiewicza, wówczas pracownika Ministerstwa Oświaty. Nota bene, wziąłem nasze całkiem jeszcze małe dzieci (10, 9, 7 lat), Grażyna musiała zostać z pozostałymi (5,3 i 2x6tygodni) u Matki Bożej Annopolskiej, w domu i Ogrodzie. Na rynku w wielkim tłumie spotkaliśmy księdza Andrzeja Kapaona, który, choć warszawiak, wybrał diecezję łowicką.

Łowicz był papieskim darem dla szkół i rodzin. Dla mnie – najcięższym doświadczeniem przetrwania na placu w skwarze.
Po Łowiczu, w ostatnich dniach sierpnia, prosiłem także o światło i modlitwę dla szkoły, parafii i gminy - nadal w warunkach walki o przetrwanie - biskupów, katechetów, siostry zakonne... wszystkich zgromadzonych na odprawie katechetycznej w kurii warszawsko-praskiej. Zostaliśmy ocaleni. Nasze dzieci zostały po paru latach stypendystami Dzieła Nowego Tysiąclecia. Czy mówię coś bez związku?

Oglądając film o świętym Filipie i Persiano, zwracam, mimo woli, uwage na zachowania widzów. Jak oni reagują na cuda! Jak oni lubią cuda! Jak cuda są potrzebne religijności ludowej! - I nie tylko. - “Włóż palec w bok mój...”. A cud myślenia?! Filip, św. Łukasz Ewangelista, Cyprian Kamil Nrwid, Sobór Watykański II, Jan aweł II, Rzeczpospolita Norwidowska...
Szkoda, że prawda nie jest kochana (powszechnie).

Jest ROK WIARY I ROZUMU! przecież z okazji 50. rocznicy rozpoczęcia Świętego Powszechnego Soboru Watykańskiego II. A o głównym bohaterze, jak było cicho, tak jest cicho!!!

Kościół otwarty budują święci, ludzie instytucji - zamykają. Nie same instutucje, które o tyle, o ile służebne i tylko jako służebne (nie kontrolno-władcze), są przydatne Kościołowi. Jednak każda instytucja rodzi urzędników, bez których nie może się obejść. Oni się wyradzają ponad wspólnotę, bazując na własnych słabościach raczej i ciągotach, niż przepisach, które interpretują, i którymi się (biegle) posługują. Nawet skromne doświadczenie wójta tego mnie nauczyło. Może jeszcze bardziej doświadczenie katechety, któremu Pan Bóg pozwolił zajrzeć za niebiańskie kulisy i zobaczyć, jak On Sam buduje Swój Kościół.

Jest Rok Wiary (i Rozumu) 2013. Minęła połowa. Weźmy wreszcie sprawy w swoje ręce. Sprawy naszego życia i wiary. Ba! i oby, w jedności z tymi, którzy wybrali wyłączną służbę Bogu i Kościołowi. Zaprośmy ich do wspólnej modlitwy, lektury, spotkania i rozmowy tu i tam, gdzie żyjemy, gdzie są nasze rodziny, wszystkie nasze dzienne sprawy. Gdzie ranne wstają zorze co dzień nad nami wszystkimi. Takimi, jakimi jesteśmy. Sobór nas zobowiązuje. W imię Ducha Świętego. W imię całej Trójcy. Sobór to “pokarm, wyrastający z żyznej gleby wieków, pochodzący z ust Jezusa... To czego uczy Sobór, jest niewątpliwie wynikiem niezwykłej sumienności, precyzji myślenia i odpowiedzialności za każde słowo... Bierzmy je i wmyślajmy się w nie – poniekąd samodzielnie – czyniąc z nich pokarm dla myśli, życia i modlitwy” (kard. St. Wyszyński, Prymas Tysiąclecia).

POST NA FACEBOOKU
Zaraz po powrocie ze szkoły dałem post na Facebooku:
UWAGA! Wśród mieszkańców Strachówki i okolicznych wsi i gmin krążą dwie informacje na temat koloni letnich dla dzieci. Pierwsze są organizowane - od 14 lat - przez CARITAS naszej diecezji, we współpracy z parafią, szkołą, teraz także stowarzyszeniem Rzeczpospolita Norwidowska. W tym roku w Muszynie. Drugie - przez jakieś inne organizacje, których program i cele są nam nieznane.
Bardzo proszę uważnie czytać i słuchać ogłoszeń, żeby nie ulec dezinformacji i zamętowi. Wszelkich dodatkowych informacji można zasięgnąć u dyr. Zespołu Szkół im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej w Strachówce, Grażyny Kapaon lub na stronie Caritas diec. warszawsko-praskiej”.

Nie wiecie, ile mnie to kosztuje, jaki ciężar biorę na siebie. A mogłem nie napisać!? Z moją wiarą, rozumem, życiorysem...! Mogę patrzeć jak zło wprowadza innych – Bogu ducha winnych i już także poza granicami gminy – w błąd i niszczy dobro budowane w pocie swego czoła, rodziny, szkoły, parafii, ludzi dobrej woli... od tylu lat?! Czy mógł ktoś przypuszczać, że w wolnej Polsce, ktoś (“dobry polski katolik”) będzie niszczył dzieło Caritasu i innych “dobrych katolików”? Że powstanie taki zamęt, że kamień na kamieniu wkrótce nie zostanie! Że – o dziwo – nic z tego nie jest tajne, bo jota-w-jotę pisałem już 2 lata temu! A potem spiąłem się z innym członkiem Rady Pedagogicznej na posiedzeniu - o to samo - a konkretnied, wtedy, w sprawie ferii zimowych? Sprawa nie jest nowa, nie pojawiła się ni stąd ni zowąd. Ten sam wzór, ta sama metoda - prywatne i grupowe cele przeciwko prawom rozumu i wolnego obywatelskiego społeczeństwa. Kto z nas, lub kto inny, potrafiły robić coś takiego – na terenie tej samej wspólnoty lokalnej o długiej już i klarownej historii, przynajmniej na Mazowszu, na terenie tej samej szkoły, tych samych dzieci, rodzin, koleżanek i kolegów, tej samej parafii i gminy! i nie widzieć nic niestosownego!!!! - choć prawem nie zabronionego. Wykorzystując (łatwo)wierność naszej ścieżki historycznej i subtelności sumienia, wiary, ale bez rozumu w parze.

PAPIESKA ADORACJA
Dzięki Internetowi mogłem uczestniczyć w adoracji Roku Wiary (i Rozumu) z papieżem Argentyńczykiem. Czy adoracja zna ograniczenia czasu i przestrzeni?!
Notatki same przychodzą, przy stole. Początek - procesyjnie wchodzi papież. Procesyjnie wnoszą Hostię i niosą powoli pod małym baldachimem przez całą bazylikę do ołtarza i monstrancji.

Papież Franciszek podał intencje:
1. Za Kościół na świecie, który dziś jednoczy się w Adoracji Najświętszego Sakramentu. Niech Pan uczyni go zawsze posłusznym swojemu Słowu, aby stawał przed światem „jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany”. Niech w Kościele, poprzez wierne nauczanie, rozbrzmiewa Słowo, które zbawia i przynosi miłosierdzie oraz sprawia, że w odnowionej więzi miłości tenże Kościół może nadać pełny sens cierpieniu i smutkowi oraz przywrócić radość i spokój.
2. Za tych wszystkich, którzy w różnych miejscach świata doświadczają cierpień związanych z nowymi rodzajami niewolnictwa oraz za ofiary wojen, handlu ludźmi, przemytu narkotyków i pracy niewolniczej. Pomyślmy o dzieciach i kobietach doświadczających wielorakich form przemocy. Niech ich milczący krzyk o pomoc znajdzie Kościół czuwający, aby mając wzrok utkwiony w Chrystusie ukrzyżowanym, nie zapomniał o tych braciach i siostrach, którzy wpadli w ręce przemocy. Pamiętajmy też o tych wszystkich, którzy doświadczają niepewności ekonomicznej, a przede wszystkim o bezrobotnych, o osobach starszych, o emigrantach i bezdomnych, o więźniach i o tych wszystkich, którzy doświadczając zepchnięcia na margines społeczeństwa. Modlitwa Kościoła i jego aktywna działalność niech staną się dla tych ludzi pocieszeniem i wsparciem w nadziei oraz siłą i wytrwałością w obronie godności ludzkiej.

Intencje, jak i schemat adoracji jest dostępny na stronie Konferencji Episkopatu Polski. 
W bazylice z kopułą Michała Anioła, do adoracji rozbrzmiwewa harfa, jak przed tysiącami lat królowi Dawidowi do psalmów. Długie są chwile ciszy. Lektorzy/aktorzy/aktorki czytają modlitwy papieży drugiej połowy XX i początku XXI wieku: Piusa XII, Jana XXIII, Pawła VI, Jana Pawła I, Jana Pawła II i Benedykta XVI. Modli się ludzkość w dziełach mistrzów: architektury, muzyki, duchowości... Modlimy się wszystkimi talentami danymi homo sapiens i homo religiosus. Wszędzie. W Izraelu królów, proroków i kapłanów, w Rzymie, w Lincoln, w Strachówce, w Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Komentator telewizyjny (TV Trwam) nazwał tę adorację “planetarną” i przełożył naszą godzinę 17.00 na czas w innych strefach na naszym globie: w Nowym Jorku 10 am, w Wietnamie 23.00, w Nowej Zelandii 3 nad ranem.

Telewizja rządzi się swoimi prawami, kradną trochę watykańskiej ciszy, zamieniając w recytacje wierszy Kasprowicza, AStaffa, najwięcej księdza Jana Twardowskiego.
Mówią także, że “nasza modlitwa ma być dialogiem, więc najpierw Ty Boże przemów do nas” - co bardzo mi się podoba, bo wiadomo, kiedy mówi to katecheta, to nie jest to samo, co, kiedy mówią zakonnicy (CSsR), mający pełne studia teologiczne ;-).

Z obrazów z adoracji rzucają mi się w oczy fioletowe/biskupie stroje chórzystów w wieku od … do …, z koloratkami, a jakże, co w Polsce uznane by pewnie było jako niestosowność. No i dwa anioły adoracyjne papieża, też fioletowi asystenci/mistrzowie-celebracji, każdy po jednej stronie, przy błogosławieństwie klęczący na jedno kolano, jak ich pierwowzory z dzieł sztuki. Jeden z nich, siadając, bardzo starannie układał fałdy komży. Pedant.
Kamerzyści, profesjonaliści, których nie krępują niechętni współ-parafianie, wypatrywali najciekawszych przebitek, ładne panie, ładnych panów, dzieci, siostry zakonne wszystkich ras, muzyków wysoko grających pod sufitem. Wypatrzyli chyba wszystko i wszystkich wśród “duchownych” i “świeckich”, habitowych, bezhabitowych, garniturowych, w pięknych kreacjach i strojach pospolitych. Chyba mi mignął nawet polski ksiądz profesor Mazurkiewicz, który nie tak dawno zakończył kadencję w sekretariacie episkopatów wielu krajów przy UE w Brukseli. Wszystko się liczy, dla ludzkiego świadomego “ja”. Z tego wszystkiego składa się nasze życie, ludzi wierzących sercem, zmysłami, rozumem, całym sobą osobowym, duchem ucieleśnionym lub ciałem uduchowionym.

Zwróciło moją uwagę, że po błogosławieństwie Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie nie był chowany do tabernakulum, ani u nas, ani w Rzymie, ale – pomiędzy – była odmawiana modlitwa, “uwielbienie wynagradzające”, zaczynjące się od słów “ Niech będzie Bóg uwielbiony! Niech będzie uwielbione święte Imię Jego! Niech będzie uwielbiony Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek! Niech będzie uwielbione Imię Jezusowe!”, której nie znam autora, wiem, że jest cytowana z: o.Artur Vermeersch T.J.

PS.1
Pisanie tego posta bardziej mnie wciągnęło i zaangażowało moje emocje, niż mecz Agnieszki Radwańskiej na korcie w Paryżu.

PS.2
Pies dokonał dzisiaj “cudu”, znalazł mój zgubiony krzyż, przywieziony mi przez Grażynę z Asyżu, albo Monte Cassino. Ponad pół roku byłem przekonany, ze zgubiłem bezpowrotnie. Pies "Brat/d" wdarł się do szafki, przewrócił kubek z różnościami, a tam musiał byc na dnie mój krzyżyk! Boże, dzięki Ci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz