środa, 10 lipca 2013

Smutek metafizyczny / Czubek góry lodowej


Całą noc go miałem i wstaję w nim, pięknym Bożym porankiem, w ponad 100-letnim Ogrodzie, u Matki Bożej Annopolskiej. Płynie z różnych stron. Zasłużyłem na niego.

Nawet gdyby płynął z jednej strony potrafiłby potężne zasunąć story. Z pewnego kierunku wynurzył się czubek góry lodowej. Potęga tego górotworu zmusiła mnie przyjaźnie do pisania. Objaśnię ten mechanizm. Najpierw była góra, potem została zheblowana. Czemu zheblowanie góry lodowej stało się tak ważnym bodźcem? Górę można zheblować, może super-laserem, jednak jej zasadnicza część pozostanie pod powierzchnią. Nieszczerości, krytycznego milczenia, głośnych słów pochwalnych, zewnętrznych uśmiechów, relacji lękowych, aklamacji dla każdej decyzji i deklaracji...??

Muszę pisać. Czemu? Po czym rozpoznaję przymus, nakaz, determinację...? Choćby po zheblowanej górze lodowej. “Piszący”, nawet taki amator jak ja, dostaje obrazy, słowa, łańcuszki łączące, po/wiązania, na/wiązania, skojarzenia, asocjacje, tło/tła i ich promieniowanie, kredki, papier, kajet i atrament, z którymi musi coś robić. Ma takie wyczulenie, taką wrażliwość, to jest jego tlen, którym oddycha, grunt, po którym stąpa, los i przeznaczenie. Nie może nie podjąć!! Nie może.

Nie jest to przywidzenie. Nie jest to również (niestety?) dekret, akt mianowania, mandat z ramienia, umowa o pracę lub kwit ostatniej wypłaty. To jest los. Zobowiązujący (mnie) bardziej niż tamte papiery (których nie mam). Taka jest moja wiara i rozum.

Smutek metafizyczny, egzystencjalny mam z rana, dzisiaj. Samopoczucie i jego antropo-teologia? “Czułem, że powinienem przybyć tu dzisiaj" (pp. Franciszek na Lampedusie). Ja/my też. - Czułem, że powinienem dzisiaj zebrać i opublikować coś... Czułem, że... Samopoczucie a Duch Święty? Czucie świata też trzeba tutaj dołożyć - w którym jestem zanurzony po uszy, do dna duszy. Jestem – jak na pustyni, pod rozpaloną powierzchnią której znajduje się zheblowana góra lodowa. Kalambury? Może dla ludzi z zewnątrz, którzy odrzucą te dziwactwa słowno-stylistyczne, nie mogąc ich nawet przeczytać. Nie oskarżam ich o nieludzką niechęć. Wierzę im. Dla nich jest to niestrawne, nie mają niezbędnych enzymów, wrażliwości, zapotrzebowania wewnętrznego na tę strawę. Tacy są. Tacy się urodzili, ukształtowali, takich ukształtowało życie. Myślę, że w sprawach wiary i polityki nie są w stanie przyznać innym autonomii myślenia. Zamykanie ust, to nic nowego, stary repertuar. Ostatnio doszła jeszcze jedna dziedzina równoległości naszych żyć i wizji człowieka i świata - stosunek i relacje z mediami. Jeśli czytasz, oglądasz, słuchasz nie tego, co trzeba, jesteś podejrzany (nie tylko w polskim kościele). Inny. A nawet jeśli tylko o tobie tam mówią, piszą... Albo jeśli uczestniczysz w programach, w których jest jeden nie taki, inny. “Ten obcy”. Stajesz się takim dla nich, i cały twój świat, dom, rodzina, historia, dorobek... !??

Dla dużej części PT Rodaków jest i musi być tak – świat taki musi być - jak oni myślą i ich (aktualni) przełożeni i liderzy. Nie mogą dopuścić myśli, że ktoś myśli inaczej, nie dlatego, że ma złą wolę, ale dlatego, że całe życie go/ją do tego doprowadziło i JEST taki(m). Nie kieruje nimi chyba serwilizm, ani inna zła wola. Mogą być bardzo sprawnymi specjalistami w swoich dziedzinach. W egzystencjalnych zawodach - i metafizycznych - w których każdy z nas bierze udział, chce/nie-chce, nie czują się najlepiej, choć mogą sobie z tego nie zdawać sprawy. Spychają w podświadomość? Może - im bardziej spychają, tym bardziej stają się powierzchowni i bezduszni wobec sobie podległych? Mogą przecież wybić się w swoich zawodach, kręgach, na swoich drogach rozwoju i kariery i sprawować ważne funkcje, powierzone im przez jakieś wspólnoty. Także na tym wrażliwym, egzystencjalno-metafizycznym polu. Tacy są. Tacy się urodzili, ukształtowali, tak ich wychowano, takich ukształtowało życie. “Tego” nie da wykształcenie formalne, tytuły, godności nadane przez jakieś organy i hierarchie, ani przyjęte zaszczyty. Einfühlung? Pewnie jest powiązane. Misericordias? Też?!
Nie postawię ryzykownego bardzo pytania, co to znaczy być człowiekiem-osobą. Zacytuję jednak - «Człowiek», czyli ten, kto «zna samego siebie».

Jak ja bym chciał prowadzić rozmowę z ludźmi, którzy znają siebie i chcą zejść na ten poziom rozmowy! TAK rozmawiam ze światem. Skoro tyle piszę, po amatorsku, na swoim osobistym blogu, to znaczy, że takich ludzi szukam, w takich ludzi wierzę, w ich obecność - po drugiej stronie monitora. Do/dla instytucji i ludzi zinstytucjonalizowanych bym nie pisał. Dławiłbym się, gryzł trawę.
Człowieku, który znasz siebie, albo tylko chcesz siebie zrozumieć, jesteś mi bliski. Jesteś moim niewidzialnym rozmówcą. Dobrze, że jesteś. “Powstanie, istnienie i rozwój mej osoby zawdzięczam zawsze jakiemuś »ty«. (x KB, tamże, przyp.84).

Moja/nasza samoświadomość wiele zawdzięcza poznaniu ludzi, którzy siebie znają. Czyli spotkaniu i rozmowom z nimi. W religii - także sakramentom, nabożeństwom i ciszy. Lubię jedną z definicji katolickiej apologetyki, jako “samoświadomości Jezusa z Nazaretu”. No bo w istocie...

Jak i gdzie spotkać takich ludzi? Kiedyś w książkach, dzisiaj najłatwiej w Internecie. Pokaż mi swoje myślenie! Nie - zaświadczenia o sobie, uprawomocniające jakiś zakres twojej władzy nade mną. Bądź mi człowiekiem. Pozwól się spotkać, poznać, adorować. A jeśli tylko masz jakiś zakres władzy nade mną i moim światem, załatw moją sprawę życzliwie, dla mojego największa dobra, jakie jest możliwe w ramach prawa, którego pilnujesz i...  bądź zdrów. Niech ci dobrze będzie, dobrze się powodzi, ale życzę ci - zostań w jakiejś chwili życiowej uzdrowiony do wczucia w innych.

Mistrz mojej młodości obdarzył mnie wieloma książkami. Fragmentów niektórych uczyłem się na pamięć (“Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla”). Inne utkwiły samoczynnie. Na samym wierzchu mam “człowiek w imię miłości i dobroci nie powinien dać śmierci panować nad swoimi myślami” i ten - “Idźcie no, idźcie se stąd, wszyscy! Nie macie wyrozumienia na takie sprawy, wy, miejscy ludzie, a tu wyrozumienie potrzebne! Wiele nam tu prawił o wiekuistej łasce, ten biedak, a ja tam nie wiem, czy mu jej starczy. Ale prawdziwie ludzkie wyrozumienie, wierzcie mi, starczy na wszystko!”.

Egzystencjalizm metafizyczny? - czy jest coś takiego. Egzystencjalizm jest jakąś fenomenologią, a “aby przezwyciężyć kryzys sensu, którym naznaczona jest część myśli nowożytnej, konieczne jest otwarcie się na metafizykę. Właśnie fenomenologia może w znaczący sposób przyczynić się do takiego otwarcia.” (JPII).

Może poprzestanę na pytaniu. Może nie będę opisywać góry lodowej, ani liczyć ziaren piasku na pustyni. Żeby nie mieszać wątków? Z lenistwa i braku potrzebnych mocy przerobowych, też.

PS.

Łopatologicznie, mówię głównie o swoich problemach, nie głównie czyichś. O “Ziarnie Solidarności”, “Świadectwie polskiego katechety 1992-2012”...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz