środa, 16 listopada 2011

Na tablicy

To był - dla mnie - wspaniały dzień katechetyczny w szkole Rzeczpospolitej Norwidowskiej.
Pewnie niektórzy dziwią się tej eksklamacji. Pewnie wielu się spodziewało czegoś wręcz przeciwnego. A jednak.
I jednych i jedni i drudzy i drudzy niech się radują ze mną - bez obaw, to nie moja zasługa. TO BÓG OJCIEC I JEGO SYN JEZUS Z NAZARETU I DUCH ŚWIĘTY. A było to tak:

- Ciążył mi wieczór, od pewnego momentu, ciążyła noc i poranek. Do pewnej wieczornej godziny było mi dobrze, z całą tą wymianą zdań w komentarz na blogu. Do drugiej tury. Do wpisu zaczynającego się od słów - "Chyba Ci się...", a może "Czy wystarczy komuś odwagi..." - jakbym był jakimś Zombi, albo Shrekiem. Chyba najbardziej jednak się wkurzyłem, kiedy doszło do mnie, że jestem "robiony w konia" (tak to odebrałem"" I nie tylko mnie! Że jedno się mówi w oczy, czy na wolnym rynku słowa, a drugie, pod innymi adresami, na których blokuje się mnie administracyjnie.
No i na słowa (chyba na Fb, bo i tam się przeniosła "dyskusja") - w wolnym tłumaczeniu - "że się na was pogniewam, zabiorę swoje zabawki itd." Jakbym to ja kogoś blokował na swoim fejsbukowym profilu, albo poczcie mailowej. I jakby wolność słowa i demokracja miała być wśród nas reglamentowane w zależności od czyjegoś humoru i widzi-mi-się. Żaden kolega z pracy, a tymbardziej samorządowiec nie może robić czegoś takiego. To Białoruś, Chiny, albo inny Sajgon - no i zawrzało we mnie. Dokładnie wtedy wyszedłem poza dotychczasową kurtuazję i wspomniałem o dwulicowości. No i straciłem swój styl i zacząłem "jej" tykać. Nieładnie to wygląda, wiem.

No więc dość podle się poczułem i obudziłem. Ale jakaś jednak mądrość we mnie siedzi! Już wczoraj przywołałem stare pojęcie "Sąd Boży". Nie chodzi o ten ostateczny, ale ten na ziemi w trudnych sprawach dla sądów ludzkich w czasach Średniowiecza. Inaczej zwany Ordalia.

Opisuję szczegółowo, bo może dla kogoś być podpowiedzią i przykładem do zastosowania.
Nie było więc mi do śmiechu od samego rana. Bardzo poważnie jednak traktuję życie duchowe i każdą modlitwę. Więc siedząc, chodząc lub stojąc szukałem górnego pułapu swojego osobowego "ja". Pewnie parę razy mogłem powtórzyć swoją "mantrę" - "Nie-ja-Ty, Bóg-Miłość, Chrystus-Pokój-Dobro itd."
Naprawdę tak to jest.
Doszło do mnie - nie ja, TY. Bóg działa we wszystkim i ponad wszystkim. Życie się w Nim dzieje. Działo się i dziać będzie. Nie ja, nie Koleżanka, nie ktoś inny jest najważniejszy i nikt z wymienionych nie stworzył rzeczywistości i nią nie rządzi. Jest Prawda i ona zwycięży. Prawda jest ani moja, ani twoja, ani ich. JEST. Ens et verum convertuntur.
Powtarzałem sobie - obserwuj, CZUWAJ, notuj i - Broń Boże - nie dodawaj za wiele od siebie.

1) Po drodze spotkałem inną koleżankę, podwiozłem. Nie odrzuciła mojej propozycji! - dobry znak, znak dobra!

2) W korytarzyku spotkałem matkę z dzieckiem w wózku, ukłoniłem się, zamieniliśmy parę słów, dobry znak, znak dobra!

3) Katecheza w klasie 3 pomieszała mi szyki, bo zapomniałem, że zdjęcia i filmiki ze Święta Patriotyzmu w Zespole Szkół im. RzN są w komputerze Grażyny. Ale zmuszony do zmiany, znalazłem coś innego-wielkiego. Zdjęcie Papieża z klęczącą starą siostrą Aliną przed Nim z naszym listem w dłoni. Nadziwić się nigdy temu nie mogę! Talizman? Więcej - relikwia!
A drugie zdjęcie w pliku "Msza szkolna", równie ma ogromną wymowę i daje mi realna duchową pomoc. Jest to Prymas Tysiąclecia na kościelnym chórze. To znaczy obraz MBCz. ale najważniejsza w ramkach jest dedykacja Prymasa, Jego błogosławieństwo i Jego osobisty podpis. "Każdą Rodzinę Katolicką w waszej parafii oddaję w macierzyńską niewolę Matki Boga Człowieka i Matki Kościoła, Jasnogórskiej Królowej Polski, za wolność Kościoła Świętego w świecie i w Ojczyźnie naszej." Chociaż to nie mój język i nie mój typ religijności, ale uważam, że to kolejna relikwia na drogach RzN. Obie dały mi dzisiaj wielkie wsparcie duchowo-intelektualne. Czekały na drodze przypadków i konieczności! Już po pierwszej godzinie w szkole RzN odzyskałem pokój, zdolność kochania bliźniego i bliźniej swojej, radość (katechetycznego) życia. Bez obaw, pogwizdując, z laptopem pod pachą szedłem do następnych klas.

4) W pokoju nauczycielskim wypłynął temat przykazań (jednego lub dwóch) - bo córka z 2-giej klasy opowiedziała lekcję religii "o seksie" i dopytywała dalej. Bogu niech będą dzięki - kochane dziecko, przynajmniej jedna odrabia prace domowe! Powtarzam im, żeby o wszystkim, co dzieje się na katechezach opowiadali rodzicom. Żeby w ogóle rozmawiali o Bogu, rozumie, człowieku itd. Zwłaszcza - żeby opowiadali rysunki, które rozdaję. Zamalować to pestka, trzeba umieć go opowiedzieć, a najlepiej stworzyć całą narrację. Wtedy wiara i rozum zleją się w ich życiu w jedno.

5) Uskrzydlony poszedłem do klasy 6-tej. O, z tymi to można już zajść daleko. Więc temat zapisałem na tablicy taki – "Najtrudniejsze tematy na katechezie" (ew. z rozbiciem na A)- dla ucz. B)- dla katechety.
Ich lista:
- wychowanie (do życia) w rodzinie
- zmartwychwstanie
- rozmowa z Bogiem
- jakie (powinno być) chrześcijaństwo, jaki patriotyzm
- proces (sztuka) myślenia
- krzyż

Wziąłem więc na widelec "życie w rodzinie", czyli seks. Bo chyba o to chodziło. Metodą ankiety pytającej szybko się potwierdziło. Więc ciąg dalszy był mniej więcej taki - jakie seriale oglądacie? Seks, przemoc, zboczenia, wulgaryzmy są ich żelazną składową. A co ze spowiedzią? Jak rozumiecie przykazania o cudzołożeniu i pożądaniu? W waszym języku "podniecać się", jak słyszę, występuje często i nie ma względu na płeć rozmówców. Jest więc o czym, czy nie ma o czym, rozmawiać? Uzgodniliśmy jednak, że jest. A że na religii? A dlaczego nie? Daję przykłady tytułów spotkań (filmików) z ojcem Ksawerym Knotz -
- święty seks
- nie bój się seksu (i rób co chcesz)
...oraz krótki fragment z księdzem Piotrem Pawlukiewiczem (w Radio Maryja).

Oczywiście, że poruszam się po polu minowym, coś można powiedzieć za wcześnie, coś za późno, coś nie w tej kolejności. Dlatego tak mi była potrzebna pomoc w postaci dedykacji Prymasa Tysiąclecia. W "macierzyńskiej niewoli" nic złego stać się nie może.

Na koniec, już prawie na przerwie padło pytanie - „Czy Jezus był prawiczkiem”? Potraktowałem je z największą powagą. Czyli? Możesz to jakoś inaczej powiedzieć? Widziałem, że raczej nie, więc wyręczyłem pytającego - "to znaczy, czy miał kobiety, czy spał z nimi, czy miał stosunki płciowe? Czy spał z kobietami? Czy miał stosunki seksualne?" - Tak, o to dokładnie mu chodziło. Nie, odpowiedziałem z całą należną powagą. Widzisz, Jezus chciał żyć zgodnie z przykazaniami. Chciał wszystkie przestrzegać całkowicie, do końca. To są przykazania od Jego Ojca przecież.

To jest pytanie!!!!! To znaczy, myślę, że odkrywa coś bardzo ważnego i trudnego dla naszej kultury masowej (i w). Zwłaszcza, że wychodzi z bardzo trudnych (tragicznych) doświadczeń młodych ludzi w DD.
To było ważne. Przynajmniej ja je tak odebrałem. Nie robił tego dla śmiechu, bo nie było już prawie słuchaczy w klasie. Jestem wdzięczny. Dziękuję. Módlmy się.

Kiedy szukałem filmików z Youtube na monitorze, wszystko było widoczne na ekranie, który już był skonfigurowany. Uczniowie bystrzy wszystko dostrzegą, błysnęła notatka-echo wczorajszych zmagań na blogerze. Usłyszałem szept "to o K." Staram się nie zostawiać niedomówień. "Tak, oczywiście. Mówmy o życiu. Trudne tematy dla mnie? Na przykład sprawy lokalne, konflikty w szkolnym gronie itd. Nie myślicie chyba, że wszyscy musimy myśleć tak samo o całym świecie? Możemy mieć bardzo różne poglądy na politykę, nawet na historię własnej gminy, to nic niezwykłego. Byleśmy mieli te same poglądy na wychowanie i zasadnicze zagadnienia moralności. BYLEŚMY UMIELI (a jak się wczoraj nawet okazało, byśmy chcieli) ROZMAWIAĆ.

Do listy trudnych tematów prosiłem dopisać dwa, które "wyszły" nam na katechezie:
- "realne życie", a nie życie pozorne, powierzchowne, w świecie własnych wyobrażeń
- przyznać się do siebie (i zaakceptować) takiego, jakim się jest, a nie odgrywanie na siłę kogoś, żeby zyskać uznanie i poklask u innych

Oba dopisane tematy pokazały coś nieoczekiwanego, że seks jest (może być) papierkiem lakmusowym osobowości. I, że trudne sprawy z wczoraj i z dzisiaj mają silne powiązanie! Pójdę o krok dalej. Kto nie umie rozmawiać o seksie, nie będzie też pewnie umiał o polityce i innych drażliwych sprawach. Pewnie w ogóle taka osoba może mieć problemy z rozmową i ze zrównoważonym stosunkiem do siebie i do innych.

To jest SAMO ŻYCIE. Nie odwracajmy się od niego. "Przed-chrześcijański to i błogi sposób tworzenia sobie lekkich rekreacji, lecz ciężkiej wiary, że śmierć tyka osób, nie sytuacji...". To zaproszenie do myślenia w pocie swego czoła.

Największy problem, to być sobą. Przyznać się do siebie. Do swoich mocnych i słabych stron, do wiedzy i do wątpliwości, być, żyć w realnym świecie. Nie hipnotycznym!!! Nie w świecie snów i własnych planów, wyobrażeń, marzeń. One mogą być torami, ale my musimy być lokomotywą.
Mówi to facet, kóry ma słodkie sny, z cukrzycą.
Tu anegdota - Mój zmarły przyjaciel ze studiów, ksiądz katolicki i prawdziwy profesor żartował, gdyśmy go zbudzili w schronisku w Dolnie Chochołowskiej -"czegoście mi to zrobili, właśnie miałem sen z piękną kobieta i już prawie, prawie, a wiadomo, że we śnie nie ma grzechu...".
Ten dzisiejszy dzionek (nie lubię dzień dzisiejszy), przyniósł inne poważne spostrzeżenie, że to nie obyczaj (i inne takie tam) w dzisiejszej Polsce szwankuje, ale... filozofia. FILOZOFIA SZWANKUJE! Po zastanowieniu dodam, trudno się dziwić - po 45 latach materializmu! Nie można zmienić siebie, instytucji i świata ot, tak sobie, nie wymawiając nawet zbyt głośno przyczyny zła. Rozejrzyjmy się dobrze, może zobaczymy widma i upiory. Bo są, musiały gdzieś pozostać. W sposobie postrzegania świata, w realizmie przede wszystkim. Ich czas rozkładu może być dłuższy niż plastiku. To może być tylko ich połowiczny zanik, jak radu i polonu. Nie zapomnijmy o kumulowaniu się fałszu wśród i w nas przez 16 lat czyichś czterech kadencji.

Kl.1 (w klasie 2)
Dlaczego na religii (w modlitwie) musimy szukać i myśleć? Bo Jest z nami Niewidzialny. Nie zobaczymy Go wzrokiem, nie usłyszymy - a Jest. W modlitwie posiłkowałem się tym, co zastałem. Na tablicy pozostały zapisy z innej lekcji, innej klasy:
- rozpoznawanie smaków
- odczuwanie ciepła
- odczuwanie bólu
- rozróżnianie barw
- słuchanie dźwięków
- rozpoznawanie kształtów
- ocena odległości przedmiotów od oka

Wykorzystałem, choć trudno mi sobie przypomnieć, jak? Pewnie w duchu modlitwy przypisywanej papieżowi Janowi XXII:

"Duszo Chrystusowa, uświęć mnie.
Ciało Chrystusowe, zbaw mnie.
Krwi Chrystusowa, napój mnie.
Wodo z boku Chrystusowego, obmyj mnie.
Męko Chrystusowa, pokrzep mnie.
O dobry Jezu, wysłuchaj mnie.
W ranach Twoich ukryj mnie.
Nie dopuść, abym się oddalił od Ciebie.
Od nieprzyjaciela złośliwego broń mnie.
W godzinę śmierci wezwij mnie.
I każ mi przyjść do siebie,
abym ze świętymi Twymi chwalił Cię na wieki wieków.
Amen."

Mnie nauczyła jej Mama Hela, która bardzo namawiała i troszczyła się, bym nawet wtedy, gdy nie mogłem przystąpić do Komunii św. pamiętał o tzw. komunii duchowej.

W klasie są jeszcze inne pomoce dydaktyczne, ładne koszyki z etykietami: „smak” „dotyk” itd. Sama nasuwa się refleksja - niech każdy będzie mistrzem w swojej (!!!) dziedzinie. Ja przegram w kategorii „nauczanie wczesnoszkolne”, ktoś inny w dziedzinie „realizm poznawczy”.

Kl.4
Temat - Co znaczy "Czuwajcie". Tworzą własną listę przybliżeń:
- opanować się
- bronić się
- czekać(na JChr)
- modlić się
- porozumiewać
- wierzyć
- odpowiadać/odmawiać pacierzem
- mieć wyczucie obowiązku (np. msza niedzielna)

Ich rozumienie nieźle się komponuje z czytaniem z niedzieli - "Ale wy, bracia, nie jesteście w ciemnościach, aby ów dzień miał was zaskoczyć jak złodziej. Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności. Nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi!"

Pokazuję im taniec krakowiaka maluchów na Akademii 11-listopadowej i dziewczyny z klasy 5-tej w Ameryce na tablicy interaktywnej w szkole świętej Teresy w Lincoln, Nebraska.
Wychodząc z kl.4 śmieję się do siebie - "ile skarbów dostajemy codziennie?"

Kl.2
Po rozmowie z Beatą jestem lepiej przygotowany do tej lekcji, niż kiedy wyjeżdżałem z domu. Jaka była praca domowa – nacieram prawie od progu. Rozmawiać z rodzicami! Przykazania! - są cudowna do tego okazją. Myślę i głęboko wierzę, że dla obu stron. Pytajcie o rozumienie słów "cudzołożyć", "pożądać" - kryje się za nimi wielka, obszerna i trudna rzeczywistość. Kiedy powiedzą wam - "jesteś jeszcze za mała, za mały", to odpowiedzcie - "tato nie jestem za mała, mamo nie jestem za mały - ja się przygotowuję, aby przyjąć Jezusa w Komunii Świętej. Mam też iść do spowiedzi. Muszę rozumieć przykazania. Tam są słowa, o których muszę rozmawiać tylko z tobą mamo, tato."

Co to naprawdę znaczy „Cudzołożyć” i pożądać (podniecać się - jak mówią często nasto- i starsi.

Korzystam z rysunku na tablicy po ich wcześniej lekcji. Jest tam obrys człowieka, sylwetka i podpisy pod częściami ciała. Szukamy pomysłu na rachunek grzechów i sumiena. Pierwsza propozycja - można zgrzeszyć każdą "częścią ciała", druga - "album grzechów", 10-częściowy, według przykazań. Przyjdą inne, może lepsze.

Rozdaję rysunki, z tajemniczym szeptem „panuj nad sobą” - mogą je podnieść i obejrzeć dopiero wtedy, gdy rozdam wszystkim. Potem piszę to zaklęcie na tablicy – wyszło, z brak miejsca, wymownie, "panuj nad" nad postacią i "sobą" - pod człowiekiem. Dopisują to zdanie na rysunku Mojżesza z odtworzonymi tablicami, po tragedii zdrady na rzecz złotego cielca i wymordowaniu ok 3000 zdrajców. Mojżesz postem i modlitwą za lud o przebaczenie, wybłagał przebaczenie. JAHWE wysłuchał prośbę - "Uczynię to, o co prosisz, ponieważ jestem ci łaskawy, a Ja znam cię po imieniu."

Lubię ze wszystkimi być po imieniu, jak Mojżesz i sam Jahwe.

Kl.5
Kubę przyprowadziła p.Jola gdzieś z korytarza, po 10 min. lekcji.
Nic go to nie krępuje, ani nie ogranicza gadania, odzywek, arogancji itd. W niedzielę niósł procesję z darami. Może ze względu na to nie spalę go żywym ogniem jak Bóg Sodomę i Gomorę.
Rozstawiam sprzęt video, co na 6-tej lekcji we wrzasku jest czynnością nerwową i trudną. Ola przygotowała prezentację. Ja chciałem pokazać ich koleżanki w Ameryce na tablicy interaktywnej w szkole świętej Teresy w Lincoln.
Nic z tego. Wyłączyłem więc i schowałem sprzęt. Są nieprzekraczalne granice. Jezus nie jest bezradnym gamoniem, wypędzał ze świątyni. Nauczyciel katecheta też nie musi.
Jest dobry przykład z klasy 4, że można wspólnymi siłami opanować ten żywioł. Wszyscy zacznijmy wychowywać, organizować msze szkolne, debaty itd. a problem rozpłynie się w zadowoleniu wszystkich zainteresowanych, tzn, wspólnoty lokalnej uczniów, rodziców, nauczycieli, władz samorządowych i duszpasterzy. Albo nikogo.

Chcemy ich wychować na obywateli świata (Polski i Europy include), ale jeśli będzie trwał opór pewnych grup i środowisk bardzo zlokalizowanych, to zostaną na poziomie kompleksów i ograniczeń własnego podwórka.
Modlitwą końcową jest urwane Ojcze Nasz. Tylko do "przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja." Amen.

Bóg jest nie tylko w śpiewie wspólnoty Emmanuel, ale i tutaj, w Strachówce w tyyylu wydarzeniach. Czym są wczorajsze trudne rozmowy? Cieniem cieni. Rzeczywistość jest bogatsza niż nasze rozumienie. Przychodzi, nie pytając nas o zgodę. Kto drzwi otworzy... I będą z nami wieczerzać. Bóg nie zna więc ograniczenia miejscem, ani czasem. Ani nie ma względu na osoby. Wolność jest w nas - jak brzmi tytuł jednego z projektów sp-strachowka.blogspot.com
Biskup Krasicki bawił się wolnością, ja tez próbuję.

W ncy poczekałem, obejrzałem film "Dzięki Bogu za Bonieckiego". Lubię go. Cenię go. Dowiedziałem się rzeczy niebywałych. Że pochodził z bardzo dobrej rodziny. Mieszkali w pałacu. Wojnę przeżył ciężko. Ojca rozstrzelali Niemcy. Wielką część życiorysu ułożył mu papież JPII. Widać też go lubił i cenił. Im - JPII i Bonieckiemu zawdzięczam jasne godziny spędzone nad lekturą L'Osservatore Romano. Był potem generałem swojego zakonu. Miał ciekawe obowiązki, m.in. musiał w ciągu kadencji (6 lat) odwiedzić i 2 razy porozmawiać osobiście z każdym ze współbraci, np. na misjach w Afryce :)
Nie jestem w stanie pojąć zakazu, jaki mu wydali jego bracia w zgromadzeniu! Cieszę się dlatego, że ze mną też macie problem. Choć trochę niosę jego krzyż. Urodziłem się w biednej, ale dumnej wiarą i patriotyzmem rodzinie, mieliśmy za sobą II RP i Annopol. Pisałem wiersze - i tak od ponad 30 lat mowię i świecę jasną prawdą. To jest niewygodne dla wszystkich nauczycieli, przynajmniej od czasów liceum, Dulskich, albo nie świadomych, pozbawionych szerszej wiedzy o świecie (zewnętrznym? współczesnym? obu?).

PS.1
Dopiero teraz zajrzę, co napisałaś nocą w komentarzu pod sławetnym postem. Napierw trzeba dobrze zrozumieć (i opisać) własny punkt widzenia przepięknego świata, od Annopola po Nebraskę. I od czytań liturgicznych po dłuższą lub krótszą medytację słowa. No i koniecznie trzeba mieć dystans do siebie. Bez tego robi się piekło samemu sobie i wszystkim w promieniu swego życia zawodowego i osobistego.

PS.2
Ciekawe, co na to wszystko KOS – Wiedza o Spłeczeństwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz