wtorek, 1 listopada 2011

Zaległości i aktualności

KM - „Dla mnie msza jest bodźcem, stymulującym ciekawość świata duchowego, a także manifestacją, że naprawdę coś robię, by zbliżyć się do Boga... Jednak nad mszą ciąży też pewna aura duchowego obowiązku wobec Boga, która także w pewien sposób motywuje. W niedzielę mogę też doświadczyć Tajemnicy, tzn. sakramentów. Szanuję to, że oto dzieje się coś, czego wciąż nie umiem pojąć, czego nie umiem dowieść ani zobaczyć, w co jednak mogę wierzyć... staje się to dla mnie w pewien sposób prawdziwe. Ale to "moja prawda", podczas gdy wciąż poszukuję jakiejś prawdy większej, być może Największej... Lubię też świadomość bycia oczyszczonym przynajmniej z grzechów lekkich wskutek wykonania znaku krzyża wodą święconą przy wchodzeniu do kościoła oraz przez modlitwę "spowiadam się..."

JK - Mizin, jesteś wspaniałym przykładem „intelektualnej miłości świata, człowieka i Boga”. Skoro z taką łatwością możesz mówić o mszy! Większość pytanych wychodzi po mszy, jak z kina w którym siedzieli 50-60 minut przed pustym ekranem. Nie mają nic do powiedzenia. "Ciąży im za bardzo pewna aura duchowego obowiązku", która wyzuwa z myślenia. Straszne.

KM - „Czy to, że istnieje jakaś prawda, oznacza, że wszystko inne prawdą nie jest. Z tego wynika, że jest wielu ludzi, którzy się mylą. Że każdy może się mylić, nie mieć racji, a szczególnie ja. I dalej: niemożliwe jest (chyba) posiadanie pełnego oglądu sytuacji, można do tego jedynie dążyć, ale w procesie dążenia (w którym aktualnie się znajduję) jestem skazany na IGNORANCJĘ - do mnie należy decyzja, czego się dowiedzieć, czyjego głosu wysłuchać, co przeczytać, komu zaufać... „

JK - Czy jednym z powodów takich rozterek nie jest brak jednej koncepcji człowieka? Mamy XXI wiek, wielki postęp nauki, technologii i równocześnie brak zgody na jedną koncepcję człowieka. Jeszcze niedawno żyliśmy w kraju (ja i twoi rodzice), w którym obowiązywała materialistyczna koncepcja. Bez duszy, sumienia, osoby wolnej, zdolnej wziąć całkowitą odpowiedzialność za swoje czyny i niezależnej od jakieś centrum sterowania (Biura Politycznego KC PZPR). To tylko pewien konkretny przykład. Dzisiaj rolę centrum może pełnić instytucja opinii sąsiadów, lub innego medium. Jak niewielu jest ludzi, których centrum odniesienia jest wolna, myśląca i odpowiedzialna własna osoba? Skutki przecież muszą być niezliczone i przeogromne w obrębie całej współczesnej cywilizacji. O tym się nie mówi z nieznanych mi powodów.

Dla mnie prawdą absolutną stała się nauka o osobie wyrosła na gruncie Soboru Watykańskiego II. Jej eksplikacją jest życie, działalność i nauczanie Jana Pawła II. Papież wykładał jej podstawy na wielkich mszach i zgromadzeniach (ONZ, UNESCO) i w mniejszych gronach naukowców, artystów, dyplomatów.

JK - "Człowiek jest przede wszystkim istotą, która szuka prawdy, usiłuje nią żyć i pogłębiać ją w dialogu, który obejmuje dawne i przyszłe pokolenia. Nie można pomijać obserwacji, że to afirmacja Boga jest pierwszym stanowiskiem człowieka w większości (wszystkich?) kultur zrodzonym spontanicznie z refleksji nad światem i ludzkim istnieniem. Takie otwarte i powtarzające się w każdym pokoleniu poszukiwanie prawdy charakteryzuje prawdziwą kulturę narodu.
Z wizji dobra osoby rozwija się cała nauka społeczna kościoła. Powinna także - i państwa i samorządu. Każdego. Ponieważ „ażeby tworzyć kulturę, trzeba do końca i integralnie widzieć człowieka jako szczególną, samoistną wartość, jako podmiot związany z osobową transcendencją.” A „każdy człowiek, każdy naród, każda kultura i cywilizacja mają swoją rolę do wypełnienia i swoje miejsce w tajemniczym planie Boga i powszechnej historii zbawienia.” Posklejałem zdania z encyklik "Centesimus annus" i "Slavorum Apostoli" Jana Pawła II. Trzeba jeszcze dołożyć "Fides et Ratio" i inne.

Nauki podstawowe i historyczne niech się same martwią o swoje prawdy.

KM - „Perspektywa jest niewyobrażalna, szeroka, bo czemu ograniczać się do tego, co już znamy. W takim gąszczu wiar, religii i wyznań łatwo się zagubić... Dlatego chciałbym wysłuchać wszystkich możliwych głosów, o ile to tylko możliwe, wszystkich punktów widzenia.”

JK - Na to pytanie odpowiedział św Paweł. Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie! Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła(1Tes.5.20-22).

To były zaległości. Teraz aktualności:

JK - Ad. "Argumentacji metafizycznej". Pomarzyć o niebie, dobra rzecz. Na szczęście Boga nikt nigdy nie widział (Mojżesz plecy) i Jego mieszkania też. Niech więc każdy marzy jak chce, jeśli mu to jest potrzebne.
Jeszcze więcej mszy świętej:
„Módlcie się, aby moją i waszą Ofiarę przyjął Bóg, Ojciec wszechmogący. Niech Pan przyjmie Ofiarę z rąk twoich na cześć i chwałę swojego imienia, a także na pożytek nasz i całego Kościoła świętego.” Cóż dodać? Wierzę razem z tobą, że kryje się za tym coś więcej. Niech i to słowo stanie się ciałem. „Ale powiedz tylko słowo, a będzie zbawiona dusza moja.” Każde słowo i każdy znak podczas mszy wykonuję tak samo poważnie, z taką samą wiarą.
Co się za tym kryje? Tajemnica. Zbawcza tajemnica. Działanie Boga przez nas. Realne mistyczne działanie w realnym świecie.

KM - "Lepiej przyjąć Komunię niż nie przyjąć" !
JK - Drugi raz już dzisiaj opisuję zdarzenie sprzed 27 lat. To chyba znak! Na pierwszym Ekumenicznym Spotkaniu w Kodniu zastanawiałem się chwilę przed komunią, przyjąć, czy nie. Powodem był niewyspowiadany przypadek „samogwałtu” (czy onanizmu brzmi lepiej?). Rozstrzygnąłem, podszedłem, przyjąłem. Po komunii przyszło największe uniesienie w moim życiu religijnym. Ogarnęło mnie całego, do szpiku kości i dna duszy. Potężne wzruszenie, potok łez. I bardzo proste szczęście. Taka całkowita prostota. Nie moja. Objęło mnie całego przeżycie, że życie i wszystko, co się na niego składa teraz, kiedyś i potem, jest t-a-k-i-e p-r-o-s-t-e, tzn. Bóg jest taką PROSTOTĄ a ja/my tak go komplikujemy. Odwracając się niejako za siebie widziałem własną gmatwaninę, łącznie z relacjami rodzinnymi, a przed sobą perspektywę uszczęśliwiającej prostoty. Tak to było i zostawiło ślad na resztę życia. Nikt nie pyta, nikt nie chciał wiedzieć, aż do dzisiaj.

JK - Co do niekonsekwencji to może być moje skrzywienie i próba zawoalowanej polemiki z niektórymi księżmi. Bo każdy chce się powoływać na jakąś praktykę, a w rzeczywistości każdy ciągnie w swoją stronę. Swoich upodobań. Przez lata przyjmowałem komunię „do ręki” i bardzo lubiłem. Dzisiaj nowy ksiądz ustawił klęcznik i zmusza mnie do klękania. Takie nieprzedyskutowane drobiazgi. Najgorsza jest ich niechęć do dyskusji. Stąd niepotrzebne frustracje z tak subtelnego powodu.
W jednych sprawach (tylko pod postacią chleba) jedna racjonalność, w innych (klęczniki, na stojąco, do ręki, na język, łamanie...) inna racjonalność. Gdybyśmy mogli uzgodnić we wspólnocie jedną racjonalność wyszłoby na zdrowie.

Dzieci na mszy? Przerabialiśmy w praktyce. Nasze dobrze znosiły i my też. Skutecznymi trickami było rozdzielenie się (np. przy ojcu któreś było spokojniejsze). Kiedy się nie dawało, jeździliśmy na oddzielne. To sprawa praktyki, umowności i dyskusji we wspólnocie, na pewno nie kwestia upodobań tego lub innego księdza. I znów problemem jest brak dialogu. „Żywe dzieci w kościele zawsze poprawiają mi humor, chyba z tego dziwnego powodu, że innych drażnią swoją nad-żywością” - skąd ja to znam :)

KM - „Wspomnienie ofiary Chrystusa na krzyżu, pogłębianie znajomości Pisma Świętego przez czytania i kazania, moment refleksji nad sobą, swoją wiarą i grzesznością oraz możliwość "wyśpiewania" swojej miłości do Boga, jakiegoś przeżycia, doświadczenia boskości, a przy okazji Komunia "gwarantuje nam" stan łaski na najbliższy tydzień i (mam nadzieję) w jakiś tajemniczy, nadnaturalny sposób zbliża nas do Boga”
- dla mnie już to jest opisem wielkiego działania. Dostrzegalnego w naturze i nadnaturalnego (duchowego). "Naprawdę coś robisz, by zbliżyć się do Boga". My, praktykujący katolicy, uważamy to za całkiem naturalne. Czy nie uważasz, że trzeba to docenić i dowartościować? I pomóc wyjaśnić innym, którzy sobie takich pytań nie stawiają? A jeśli jeszcze dopisać zgromadzenie sporej grupy ludzi, łagodzenie ich i popychanie w kierunku bycia wspólnotą, przygotowanie intelektualne kaznodziei, zebranie funduszy na opłacenie rachunków, wymianę licznych pozdrowień i uścisków itd. itp. "Łaska buduje na naturze."
Ale jeszcze bardziej chodzi mi o nieuchwytne, niewidzialne przekraczanie granic (w ogóle wyobraźni i konkretnych wyobrażeń). Granic w sobie, w kulturze – to jest przemiana. Szkoła przemiany! Im bardziej będzie to odprawianie, a nie tylko obecność - tym większa. Osobista, społeczna... i świata całego. Na najwyższym poziomie – Wszechświata.

PS.
Wspomniałem kiedyś o wzruszeniu przy lekturze twojego posta. To było przy słowach -
KM - „Niech prowadzi Pana Bóg Prawdy, ojciec nas wszystkich. Amen.”
JK - AMEN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz