wtorek, 15 listopada 2011

"Straszliwe zmaganie dobra i zła"

Nie muszę dzisiaj prawie nic pisać. Samo się dzieje i samo pisze beze mnie.
Wczoraj w tym samym czasie przeżywałem okropnie mętne sprawy tego świata i sprawy cudownie klarowne. Radość szkolnych obchodów patriotyzmu (występ i debata), zgniłe jajo w kopercie, niejednoznaczne rozumienie moich działań nawet przez przyjaciół, i vice wersa i message na Facebooku od Lucy o fantastycznym wydarzeniu dotyczącym naszych dzieci, uczniów, nauczycieli, rodziców, szkół (klas) i częściowo parafii (na ile zechcą potraktować, że ich dotyczy). Nic tak nie zbliża ludzi i nie pozwala przeżywać świętego braterstwa (świętości w braterstwie, świętości w ogóle), niż życie duchowe. "Spodobało się Bogu zbawić nas we wspólnocie."

Dziwnym się może niektórym wydać, że do tej pory nie obejrzałem filmików z Lincoln, od św. Teresy, które zarejestrowały emocje dzieci i dorosłych, czytających listy od naszych dzieci i uczniów, z Rzeczpospolitej Norwidowskiej! Wsłuchuję się w echo wydarzeń, by je lepiej zrozumieć i się nimi nacieszyć. Znam już troszeczkę emocje Lucy i jej przyjaciół, dzieli się nimi szczerze i otwarcie, co jest niesamowicie rzadkie wśród nas, popeerelowskich Polaków (bo jakie inne może być źródło tego diabelskiego zamknięcia na siebie nawzajem?). Piszę to, co mogę w każdej chwili powtórzyć publicznie wobec małej i dużej Ojczyzny i całego świata. To nie jest tylko zły fenomen Polski.
Czekam na powrót Marysi i Olka ze szkoły, mieli dziś lekcję z Sebastianem, który wykonał prawie całą penpalową robotę (99%). Ciekawe, co przyniosą ze sobą. Jakie wrażenia? Jakie emocje? Jakie postanowienia? Pomysły?

Rodzice przeżywają prawie wszystko w dwójnasób. Dzisiaj dodatkowo - pierwszy samodzielny dłuższy wyjazd Andrzeja. Do Poznania. Na mecz polskiej reprezentacji. Z Węgrami. Wygrał w jakimś internetowym konkursie dwa bilety. Jeden zafunduje Łazarzowi, a ten odwdzięczy się mu noclegiem w pięknym akademickim mieście, stolicy Wielkopolski :)
Doroślenie dzieci także daje niesamowitą frajdę. Mówiła o tym jedna z uczestniczek Forum Animatorów Społecznych w Augustowie. Słuchajcie, słuchajcie młodzi rodzice. Zbyt często powtarzamy banalne powiedzenie - "małe dzieci, mały kłopot...". Dzieci zawsze są wielką radością, źródłem wielkich przeżyć i doświadczeń Boga samego. Co my w ogóle możemy zrozumieć i adekwatnie opisać, bez właściwej koncepcji Boga??!!
Uprzedzam pytanie, "jaka jest właściwa?". BIBLIJNA! Słyszałem o innych, ale prawdę mówiąc, właściwie ich nie rozumiem.

Ci, którzy zaglądają na tego bloga wiedzą, że nie cieszą mnie same pozory rzeczy, ale rzeczy same. Ich najbardziej wewnętrzna prawda. Jest ona przeważnie w Bogu, albo w Jego świetle daje się tylko zobaczyć, usłyszeć, odczuć, zrozumieć. Bogu niech będą dzięki.

Samo się dzieje, samo się pisze, zajrzyjcie na rozwój komentarzy i maili pod wczorajszym postem. Świat się dzieje. Życie się dzieje. Moje pisanie zahacza o górne i dolne pułapy ludzkich spraw. Korespondencja z USA sięga wyżyn zaangażowanego życia ludzi wierzących (że coś od nas zależy). Wpisy w Internecie - przeciwnego bieguna, wręcz depresji. Są ludzie, którzy od ponad roku powtarzają, że "Kapaon poniża, ubliża itd.", ale nie mogą podać ani jednego konkretnego przykładu. Za to inna osoba mówi mi co innego w twarz (w komentarzu na blogu), bo tu każdy może "wejść" i przeczytać, i co innego za plecami (na swoim koncie na Facebooku), bo tam "wejść" zakazała. Można być dwulicowym i mieć niby mandat społeczny do pouczania innych!
To jest przykład, że i my żyjemy " W straszliwym zmaganiu się pomiędzy siłami dobra i zła". Kto tak mógł powiedzieć? Ja jeszcze bym tak nie mógł, nie potrafił. Mimo wszystko. Ale przywołuję Go, bo Ktoś musi rozsądzić. Dawniej się odwoływano do "Sądu Bożego".

Ktoś napuszcza ludzi na siebie, nawołuje, żeby to inni się ze mną rozprawili - "Czy wystarczy komuś odwagi, by wreszcie powiedzieć głośno, jak wielu łez, niepokojów jesteś źródłem?" I znajdą się pewnie inni, którzy znów zaczną pouczać... mnie! "Józef, zamilcz. Józef, zejdź jej z drogi. Józef, ludzie nie rozumieją. Józef, ludzie raczej jej uwierzą. Józef, to może się źle skończyć. Józef, Józef...". Nie dostrzegają przejrzystej gry, że m.in. właśnie o to chodzi? I że paradoksalnie bardzo łatwo sprawdzić szczerość jej intencji! Wystarczy zrealizować ten apel i zorganizować z korzyścią dla obu stron i wszystkich postronnych DEBATĘ PUBLICZNĄ.
Prawda jest prawdą - i naprawdę szlifuje się w dialogu. Niechże ktoś usłyszy ten apel i zbliży nas do siebie, to znaczy dwie wizje jednej gminy, i zorganizuje jakąś "oksfordzką" rozmowę/dyskusję w dowolnej sali, dowolnej instytucji! Wystąpię, powołany na mówcę-świadka całego trzydziestolecia odzyskiwania wolności. Czekam na taki dzień i upraszam się jak łaski u wszystkich władz, w tym.... u tejże radnej, przewodniczącej jednej z komisji Rady Gminy! I kto tu się żali, że jest taki biedny i bezradny wobec mojego naporu i braku kultury?

Nie wstydzę się życiorysu, nie bronię dostępu do swojego konta na Facebooku, ani na blogu. Każdy może napisać i wyrazić o mnie i o moich poglądach swoje zdanie. Nie zabraniam pisać do siebie na skrzynkę mailową. Nie puszczę tylko obraźliwych anonimów. Fałsz jest fałszem, chowa się w ciemnych zakamarkach, broni dostępu, nie szlifuje się niczym, jego ojcem jest "zły". Tam, gdzie się da, trzeba go powstrzymywać.
"Skałom trzeba stać i grozić, obłokom deszcze przewozić, błyskawicom grzmieć i ginąć, a mnie płynąć, płynąć, płynąć."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz