poniedziałek, 17 października 2011

"Making the change happen" - jak Abraham

Wracam zadowolony ze szkoły. Jest Bóg, towarzyszył mi przez siedem lekcji, tzn. przez siedem godzin lekcyjnych. Byłem wtenczas całkiem innym człowiekiem. Z zerówką nawet skakałem, kręciłem obroty i inne manewry. Ktoś mną manewrował! A rano wyjeżdżałem na drżących nogach. Lęk i drżenie zaczyna się w przeddzień wieczorem. Noc była mocno obrotowa, z boku na bok. Nawet ząb mi się ukruszył, chyba muszę coś wyrabiać we śnie ze szczękam. Sny też były jakieś.

Ale wystarczy zamknąć drzwi w klasie i zacząć modlitwę, jeśli komuś akurat nie zbierze się na wygłupy. Świat się buduje w krótkiej chwili ciszą natchnionej modlitwy, albo niszczy od małych podszeptów Złego. Bo jak inaczej to wytłumaczyć? Bliskie skutki i dalekie konsekwencje bywają wprost nieproporcjonalne do pobożnych zamyśleń, zadumań i drobnych, głupich zachowań. Jako rodzice do tego wychowujemy dzieci bardziej przecież niż nauczyciele. Nasze zasługi i winy są najbardziej widoczne w dzieciach.

Już się cieszę na myśl o kartkach-karteczkach-kartkówkach, które jutro będę prześwietlał w ciszy. Ucieszy mnie najmniejszy ślad myślenia. Taki był ich temat.

Cieszy mnie JUŻ inna kartka z klasy 5, z tekstem piosenki, ułożonej przez Kasię i Paulinę. Mają do niej ułożyć jeszcze prezentację ze zdjęciami i obrazkami z Internetu. Pomysł narodził się pod wpływem prezentacji o Różańcu, które oglądaliśmy na poprzedniej katechezie (Kuba, Tomek & consortes - akurat wtedy pozwolili, dziś jakby było nie wiadomo, bo nie zebrałem się w sobie na tyle, żeby walczyć o dłuższą chwilę spokoju, dziś poradziłem sobie inaczej, ale nie wystarczyłoby to na oglądanie ze zrozumieniem prezentacji). Tak to działa.

"Kładę przed wami dobro i zło". Zła nie muszą wybierać, samo się z nich wylewa. Nawet dziewczyny z ich klasy nieraz mnie namawiały - "szybko wejdźmy i zaczynajmy, póki ich nie ma". Albo - "niech pan zamknie drzwi na klucz i ich nie wpuści, będzie normalna lekcja". Wątpię, żeby kurator i minister zdawali sobie sprawę, jaką cenę płacą ci, którzy chcą poznawać siebie i świat. Jaką straszną cenę płacimy za bezwład polskiego tzw. systemy oświaty (np. diagnozy psychologiczno-pedagogiczne pisane od sztampy, brak psychologa i pedagoga w gminnej oświacie, brak alternatywnych rozwiązań dla uczniów i rodziców nie wywiązujących się ze swoich obowiązków, automatyzm i łatwowierność z jaką są przyjmowane anonimy w organach nadzoru, przy jednoczesnym dziwnym przemilczaniu-niedostrzeganiu-odwracaniu oczu od osiągnięć szkoły, brak dialogu na każdym szczeblu, brak systemu promowania dobrych rozwiązań i wzorów...). Mamy do czynienie bardziej z bezduszną biurokracją, niż z przemyślanym system przyjaznym osobie ucznia i nauczyciela.

A podczas wykonywania dyżuru na korytarzu poczyniłem zupełnie inną obserwację i była to jedyna notatka zrobiona dzisiaj w szkole - spokojne, wręcz przyjacielskie rozmowy uczniów z nauczycielami, trzech idzie z n-lem WF Krzyśkiem z boiska, dwóch towarzyszy na nauczycielskim spacerniaku Sebastianowi "od angielskiego". W ostatnim czasie zafunkcjonowały dzięki niemu nowe technologie mobilnej tablicy interaktywnej i list do USA. WF od dwóch lat bardzo wybiło się na czoło życia szkolnego i rozszerzyło ofertę sportowych atrakcji. Ale żeśmy się posunęliśmy, ale żeśmy zaawansowali.

Rozglądam się dalej po korytarzu - nie widać w polu widzenia żadnych centrów konfliktów i ośrodków krystalizacji wrogości wobec szkoły. Kto czuje że „making the change happen” się dzieje i wydaje owoce? Każdy zorientowany w "temacie" (problematyce - nomen omen) wie, że to graniczy prawie z cudem. Na całym świecie organizowanych jest dziesiątki, setki konferencji, na których uczestnicy się głowią "What Makes Change Happen?" No bo, nie było czegoś, a oto jest! Ja mam obserwacje tego samego korytarza z uczniami i nauczycielami od 1990 roku.
Napiszmy wspólnie historię zmiany w Zespole Szkół imienia Rzeczpospolitej Norwidowskiej nim wrodzy propagandyści narzucą swoją absurdalnie kłamliwą narrację. Każdy ma coś do powiedzenia, a najwięcej Grażyna, która zna tę wizję od kolebki i pewnie prze-widuje kolejne etapy jej i naszego rozwoju.

Bóg jest z nami - Emmanuel. Taki temat podyktowałem w klasie 5 i 6. W młodszych hasała łania - szukając wody ze strumienia, dzięki organiście i wczorajszej mszy na godz. 10.30. Klasa 2 i 3 rozśpiewały się na cały głos, aż nie tylko było miło, ale wprost tchnęło duchem. Nigdy nie wiadomo, skąd nadejdzie odnowa. Niech na nasze msze szkolne przychodzi ich dziesięcioro - dwadzieścioro, a kościół przetrwa. Będę się targował z Bogiem jak Abraham :)

Czy Abraham inaczej usłyszał Boga? Czy Maryja inaczej usłyszała Zwiastowanie Anielskie? Nasza religia jest religią Boga z nami, Boga wśród nas, Emmanuela. Od zawsze. Tak też od 30 lat rozumiem katechezę. Nie jako swoją, przede wszystkim, robotę, ale Jego-Niewidzialnego. TO JEST BÓG. TO JEST BOŻE DZIAŁANIE - i nie znam innego. Raduj się Kościele - Ludu Boży wszystkich czasów. Poznaj tego Boga, bliskiego, najbliższego, albo szukaj wiatru w polu.

PS.
I tak, nie całkiem nieoczekiwanie, dane jest mi popchnąć sprawę tzw. dowodów na istnienie Boga Najwyższego, a myślałem, zarzekm się,że akurat to jest mi obce. Bo, żeby odnaleźć Go jak najbliżej w życiu, to tak. Ale na dowodzenie patrzyłem dość chłodnym okiem od czasu studiów, zwłaszcza Gogaczowo-Tomaszowych wykładów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz