środa, 12 października 2011

"Wszyscy zacznijmy wychowywać"

Konflikty i spięcia podnoszą napięcie. Podnosi się wtedy także słupek czytelnictwa na moim blogu. Warto wykorzystać ich energię dla pożytku publicznego.

Dzisiaj poszło o sprawy wychowawcze. Ogólnie mówiąc. Konkretnie - o moje pedagogiczne niepowodzenie z poniedziałku. Zdarza się w życiu każdego, kto ma takie zajęcie i odpowiedzialność. Zwłaszcza w życiu rodziców i nauczycieli. Nigdy ich nie ukrywałem. Ostatnio opisałem, lub wspomniałem, o "zaiskrzeniu" w klasie 6-tej, z nowym uczniem Dominikiem. Nigdy nie przynoszą mi satysfakcji, ani przyjemności. Tak jest chyba z każdym nauczycielem i rodzicem. Piszę łącznie o tych dwóch zajęciach, bo one mają z istoty tę samą "psychologię" i przebieg.
Po każdym zwarciu z dzieckiem swoim, lub szkolnym, jest mi głupio i próbuję sytuację naprawić, albo załagodzić. Nie jest dla mnie problemem powiedzieć dziecku "przepraszam". Nie uważam się za Boga.

W poniedziałek zostałem wyprowadzony z równowagi ponownie w klasie 6-tej (to nowe zjawisko w tej, od 6-ściu lat lubianej przeze mnie klasie), na samym początku lekcji. Jak zawsze stajemy wtedy w ciszy przed krzyżem do modlitwy! Ciszy nie było. Raz, drugi, trzeci uciszałem, czekałem. Kiedy kolejny raz usłyszałem ten sam śmiech, prowokowany zza pleców przez "kolegę", nie wytrzymałem, podszedłem szarpnąłem za fraki i wyprowadziłem do pokoju nauczycielskiego, vis-a-vis sali lekcyjnej.

Matka ucznia miała prawo się zainteresować i przyjść porozmawiać z nauczycielem-katechetą. Myślę, że wszystko byśmy sobie wyjaśnili, jak między rodzicami (nasze dzieci są kolegami z klasy i drużyny sportowej!). Otrzymaliśmy ten sam list z apelem "wszyscy zacznijmy wychowywać" - razem, w ścisłej współpracy. Ja bym powiedział to, co i tak mówię i piszę publicznie, że nie jestem z siebie dumny, i że zawsze próbuję takie sytuacje naprawić. Nigdy nie chowam się za jakąś zasłoną (plecami).

Powiedziałem to mamie i uczniowi. Więcej, spytałem go, czy wie, że go lubię. Za incydent przeprosiłem i jego i matkę. Podałem rękę, mamę pocałowałem. Nie mam z tym trudności. Zawsze staram się traktować innych bardzo po partnersku, bez względu na wiek.
Problem leży gdzie indziej. W ludziach, którzy zawsze działają za plecami innych. Dla których manipulowanie ludźmi jest zasadą życiową. Pewnie nawet ich "drugą naturą". Że posłużą się ludźmi, korzystając z każdego pretekstu, aby upiec swoją pieczęć, ale bez skrupułów zostawią wykorzystanych ludzi na pastwę losu i na śmieszność, gdy sprawy nie potoczą się zgodnie z ich oczekiwaniami. Ci ludzie nie mają chyba wyrzutów sumienia, ani serca, ani duszy.
Dało się wyczuć, że ktoś stoi "za plecami" naszej rozmowy. Zresztą mama przyznała, że o sprawie dowiedział się nie od syna, ale jakiejś innej osoby. Od tzw. "życzliwej" przyjaciółki.
Uświadomiłem matkę ucznia, co do kontekstu pracy szkoły. Że jest grupa anonimowych działaczy, którzy szkodzą nam, jak mogą. NISZCZĄ WIELKIE DZIEŁO - RZECZPOSPOLITĄ NORWIDOWSKĄ. Powiedziałem o wielu już donosach do kuratorium i gdzie się da. Że kolejny anonim oskarżył mnie niedawno, że jestem przestępcą, a żonę-dyrektorkę, że zatrudnia przestępcę. Musiałem jeździć po zaświadczenie do Krajowego Rejestru Skazanych.
Nie wiem, jak potoczyła się dalsza rozmowa z dyrektorką i wychowawczynią. Po akcie ekspiacji wyszedłem. Honoru pozbawić się nie dam.

Na ostatnim spotkaniu nauczycieli w tzw. szkolną środę zaproponowałem - po doświadczeniu własnej, opisanej wyżej słabości - aby opisywać każde większe, lub "głośniejsze" niepowodzenie pedagogiczne. Wrócę do tego pomysłu. Jest to, jak się szybko okazało, bardzo potrzebne narzędzie w pracy współczesnego nauczyciela. Może być pomocne dla własnej mobilizacji i wzajemnej pomocy, oraz jako broń przed szantażem ("napiszę do kuratorium"). Nie mamy nic do ukrycia.

Jest, niestety, klimat dla szkodzenia szkole i nam personalnie. Dziwaczna sytuacja po wyborach temu sprzyja. Niektórzy z tych, którzy zawarli sojusz wyborczy przed II turą i poparli Piotrka Orzechowskiego są dyskryminowani. Tryumfują ci, którzy byli przeciwko niemu! Nie ma za to klimatu sprzyjającego prawdzie. Ale ktoś za to odpowiada. Solidarność w XXX-lecie swojego powstania w gminie Strachówka została potraktowana jako moja prywatna sprawa. To się nazywa patriotyzmem wybiórczym. W XX-lecie samorządu gminnego też zostaliśmy przemilczani. Bawili się sami "obecni", jakby oni tworzyli nieprzerwanie samo-rząd przez 20 lat. Boże - "Daj jeszcze głos, bo anioł woła"!

Grażynie przypina się etykiety "zły gospodarz" i "nie umie współpracować z ludźmi".
Skoro jesteśmy tacy źli i niepotrzebni, to dlaczego haker zniszczył mojego bloga w dniu II tury wyborów na wójta Strachówki i coraz słyszę, że trzeba mnie bić, abym zamilkł ??

Musielibyście mnie zabić. "Możesz go zabić - narodzi się nowy. Spisane będą czyny i rozmowy". Prawdy i tak nie zabijecie.

PS.
Jezus nie był ciamajdą. Gdy został wyprowadzony z równowagi wziął bicz i poprzewracał stoły. Ktoś mógł wtedy wynieść ze świątyni siniaki. Nie pozwólmy nikomu robić żartów z modlitwy. "Wszyscy zacznijmy wychowywać".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz