poniedziałek, 5 listopada 2012

Opowieści po wenflonie (2), podtytuł - "Ożywiony szkołą (katechezy)"


"Do tego, który Go zaprosił, powiedział: "Gdy urządzasz obiad lub kolację, nie zapraszaj swoich przyjaciół, ani swoich braci, ani swoich krewnych, ani bogatych sąsiadów, aby może i oni z kolei nie zaprosili ciebie i już miałbyś zapłatę. Ale gdy urządzasz przyjęcie, zapraszaj biednych, inwalidów, okaleczonych, niewidomych, a będziesz szczęśliwy, bo oni nie mają jak ci się odwzajemnić, więc otrzymasz zapłatę przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych" ("Dobra Nowina" według Łukasza)

Zaskoczyło mnie nie to, że „TO” działa, ale że takie silne jest to działanie. Silne bardzo jest samo to zdanie, w kościele na kazaniach często mówią „słowo”, ale przeważnie chodzi o całe zdania i większe fragmenty. Powiedzieć coś tak radykalnie przeciwnego naszej teorii i praktyce życiowej! Niesłychane! Jezus to był dopiero Ktoś obcy! Wszystkim, całej ówczesno-doczesnej kulturze. Każdy inny buntownik, nawet każdy z nas, to znikomy pikuś :-)

TEN CI BYŁ OBCY! - że ho-ho i jeszcze dużo więcej. Powiedzieć coś takiego!!! - prosto w twarz, patrząc na wylot.

Dostałem solidnego kopa na moje dość trywialne lęki przed szkołą (i wyobcowaniem). Napisałem o tym chlebowi-boskiemu przed wyjazdem, bo jakże, to od niego biorę ostatnio (i ostatnie?) Słowo. Czasem wchodzę – jak dziś – autorowi w słowo:
- Autor - „Judejczycy gardzili ludźmi, którym się w życiu nie powiodło: biednym, chorym, upośledzonym, trędowatym, itp. Nie patrzono na przyczyny, dlaczego tak jest, lecz oceniano ich jako gorszych.”
- Ja - „To mi Rok Liturgiczny i ksiądz Autor dopasowali! Nie powiem, z której strony stołu, zaznaczę jednak, że moja wyobraźnia została mile pobudzona do wspomnień i marzeń o "zmartwychwstaniu sprawiedliwych", a myślałem, że się dzisiaj nie podźwignę. Cud? Trwaj obrazie i wiaro szczęśliwych, czyli błogosławionych”.

A potem, już zaraz, albo zaraz już, pod koniec pierwszej godziny „jednostki lekcyjnej” musiałem znów sobie szybko obraz zmartwychwstałych szczęśliwych sprawiedliwych i błogosławionych przypomnieć, by się duszkiem napić słowa, bardzo-wielo-ponad-wszelkie-standardy-procentowego.

Choć, napisawszy, co napisałem, już – znów już! - widzę, słyszę i czuję, że niektórzy się żachną, a może nawet znów obrazili. Za moje słowa. A jak mam nie czuć i nie domyślać się złego, skoro – nic, literalnie - nie gadają. Kieby im się podobało, toby rzekli jakie pół-słowa.

Zabierzcie mi wolność słowa, a uduszę się na miejscu, „na cito”. Wolność słowa czyni modlitwę w ogóle możliwą. Jakoś koronki mi teraz nie podchodzą, inny rytm dziania się? A może po prostu - są za słabe. Musi pójść Słowo z Samego Źródła.

Flagę do szkoły wziąłem, noszę od tygodnia w torbie, coby nie zapomnieć... Polski - w gminie :-)
Dziwne? Nawet teolog-moralista napisał, że - "Dziwna jest nasza scena polityczna, społeczna, religijna…”, co da się przełożyć na moją mantrę, że tzw. wspólnota lokalna to parafia, szkoła, gmina... Dziwna jest ta scena, dziwne są te niby i tylko tak zwane wspólnoty lokalne, bo ciągle wśród nas obowiązuje stara zasada z czasów komuny - „Jeśli myślisz – nie mów. Jeśli mówisz – nie pisz. Jeśli piszesz – nie podpisuj. Jeśli podpisujesz – to się nie dziw!” Obłuda i faryzeizm wyradzają się na normy życia publicznego. Jeśli szybko, natychmiast, nie weźmiemy się za to, pójdzie w pokolenia.

Dlatego się nie poddaję i tak jak mądry ksiądz teolog, staram się jednak „myśleć, mówić, pisać i podpisywać. I chociaż komuna dawno minęła – [też] ciągle się dziwię!”, bo jak on „patrzę na świat inaczej”.

Nie wiem, czy ksiądz profesor zgodziłby się ze mną, że katecheza (katecheta myślący, czyli rozumnie wierzący) w szkole jest szansą na skuteczną terapię z nadmiernego utylitaryzmu, immanentyzmu, przesadzania z ujęciem przedmiotowym świata, z niedorozwojem podejścia podmiotowego i w ogóle uczy nonkonformistycznego myślenia wpuszczając blask prawdy transcendentalnej, rozsadzając pokomunistyczne ramy państwa, szkoły i nas-mało-obywatelskich, zamkniętych na dialog obywateli. Skoro mnie, skołatany podmiot samorządowo-katechetyczny, potrafiła dziś wyciągnąć z taaakich tarapatów :-)
Nie wylejcie katechezy z kąpielą swoich ANTY-INTELEKTUALNYCH fobii (nawet w Roku Wiary (i Rozumu).

Nic mi na początku dnia pracy nie „chodzi”, to znaczy nie działa, różne sprzęty ICT, część z domu, część szkolna, część montowana, część w rozruchu, brak pen-drive'a, a w następnym kroku i z pen-drivem... - niekompatybilność jest zmorą. Moja? Czy moją?

Ale to Słowo (przez dużą literę) płata nam psikusa! Nawet takiemu... hm! blogerowi, jak ja, daje skrzydła! Co za sprawiedliwość. Dla jednych - tak, dla drugich - jej brak. A nawet zaprzeczenie. I to wszystko już przed zmartwychwstaniem (chyba nie szarżuję zbyt teologicznie?)

A ja bimbam na jednych i drugich (dopóki milczą, bo jak wyrzeka jakie słowo, to wszystko się zmieni, tak wierzę głęboko po rękojeść – staną się kochanymi siostrami i braćmi, bo inaczej? - Bóg ich wie, co w kim siedzi). No więc, Słowo przywraca mi skąpy uśmiech na obfitej twarzy ;-)

Kl.5 i 6 i...
Czy mamy, za co Bogu dziękować jako kraj... - trudne? za trudne dla szósto-klasisty? Nie sądzę, widziałem kiedyś teleturniej, w którym magistrowie i inżynierowie przegrywając z uczniami recytowali formułkę "ja mgr.inż NN nie jestem mądrzejszy od piąto-klasisty :-)

Podprowadzam, że nam, ze Strachówki, z Jadowa, Tłuszcza, z Rzeczpospolitej Norwidowskiej, aż trudno jest nie mówić o "Cudzie Historii" na własnym powiatowym podwórku. I dalej tłumaczę fenomen II RP (mając godnych przedstawicieli w rodzinie).

Okrutne - ciut-ciut - jest kazać mi mówić DZISIAJ! w drugim odcinku opowieści po, o Cudach i opowiadać "Pieśń Konfederatów". Pogardzany (rodzice wypisują ode mnie dzieci z katechezy!) ma uczyć godności, dumy i honoru!? Wiary i Rozumu?

Dopadło mnie, wróciło znienacka wzruszenie pierwotne z pierwszej naszej wizyty w Ossowie, gdy spojrzeli na mnie kamiennymi twarzami krzyży nagrobnych Ci, co wyszli spod Władysława IV, ze swoim młodym ideałami kapelanem w kierunku Ossowa. Bez mała koledzy tych, którym opowiadam Wielką Historię ich powiatu, gminy, wsi, Polski.

Przecież wtedy mnie powaliło. Jak mam ustać na nogach dzisiaj? Jak muszę aktorzyć, by dokończyć słowa, nie mówiąc o zdaniach.

A Konfederaci, których słycham od 3.00 w nocy, którą to pieśń już włączyłem do swojego śp. repertuaru pożegnalnego!? Zapomnieć się nie da, że to był tenor buntu przeciwko FAŁSZOWI, komunie, przeciwko czarno-okularzastemu generałowi WRONOWI, śpiewane do utraty tchu, na przekór gwałconej historii, w pociągu z Jasnej Góry i w kręgu zakazanym w podziemiach Warszawy Centralnej. O Roku ów! - o straszny dniu.

Powiedzcie, jak i kto jest tak okrutny, nieczuły, że mnie w "dzisiaj" ubrał, jak do trumny (w Strachówce) wspomnień! Po "przedwczoraj" długim jak z kolonii Annopol i lasu w Rozalinie przez Węgrów do Siedlec i z powrotem. Jakim powrotem? Do czego?
To niech ktoś mi odpowie, wójt albo któraś/któryś z radnych mojej gminy, dlaczego papież podniósł głos w Kielcach'91 mówiąc bardzo NA DZISIAJ SŁOWA - "Może dlatego mówię tak, jak mówię, ponieważ to jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć! Łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować. Zbyt długo niszczono! Trzeba intensywnie odbudowywać! Nie można dalej lekkomyślnie niszczyć!"

Jak i dlaczego przeżyłem te godziny? Nie wiem. Pewnie odchoruję. Ale COŚ jednak ważnego się – dla mnie i dla tzw. wspólnoty lokalnej: szkoły, gminy, parafii - stało. Katecheza. Mnie prowadziła. Dałem się prowadzić. Objawił się kawałek niechcianej tu prawdy. Więc?

Po wenflonowe wzruszenia dołączając? A da się nie!? Cały się zrobiłem wenflonem, muflonem, kroplówką i zwierzęciem nie z tego świata. Bądź (tu) mądry, spokojny i pisz wiersze :-)

Ale Ktoś – czytając na ukos i wspak wychodzi, że „Życie” - wypisał mi usprawiedliwienie! - czyż można takie zdarzenia przewidzieć? Zaplanować? A, w życiu (tu trzeba wzruszeniem ramion podwyższyć ton, żeby wyszedł efekt właściwy tej prawie onomatopei).

Takie zdarzenia (TO) mogą przyjść do Ciebie, do mnie – tylko jako darmowy dar i zaskoczenie. Daj się za-chwycić. O ironio – i kto TO mówi!

Ale skoro przyszło, to Coś, i to w obfitości, ryzykującej skuteczne doprowadzenie lekcji do zegarowo wyznaczonego końca, bo na szczęście od lat dzwonków-elektrowstrząsów nie ma w naszej szkole, to mam, ani chybi, usprawiedliwienie - na wszystkie ciężkie słowa, którymi ludzi podotykałem. Wielu na pewno ciągle się czuje milczącymi-obrażonymi, bojąc się nadal, 22 lata po odzyskaniu niepodległości myśleć, mówić, pisać i podpisać.

Taaaakie usprawiedliwienie! Boże Święty! Warte życia, jak i śmierci. Pierwszy lepszy – przepraszam za asertywność – nie wejdzie w te buty, nie szyte na niego. Najpierw trzeba coś przeżyć, dać się (w) życiu prowadzić, najpierw muszą nas, Ciebie i mnie pierwotne wzruszenia za-chwycić w wieczne (skąd Norwid to wiedział?), nie-do-podrobienia.
A czy Ty wiesz – na przykład - co to był 16 października 1978? Przeżyłeś go? Czujesz do dzisiaj? Really, wirklich, konieczno?! Alleluja! A masz niemy krzyk w sobie podczas manifestacji siły totalitarnie-mechanicznej ZOMO, MO, WP itd. Ci, którzy mają ją w sobie, z nią zejdą, nie da się jej „sczyścić” jak niechcianego płodu, czyli skrobanki historii.

Będę musiał wieczorem zdać sprawę z dwóch znieczuleń – słowem porannym na chlebie-boskim, i faktem, na katechezie, chyba, że więcej się objawi, bo taki rodzaj pojawienia w życiu nazywa się w naszej biblijnie zbliżonej kulturze Objawieniem.

Mało kto mi wierzy - to nie jest rok wiary we mnie, ale w TO i KOGOŚ większych i i rozum, którym został – jak kredytem - wyposażony każdy homo sapiens. Ale czemu Jemu nie wierzyć i odmawiać prawa do okazania miłosierdzia nawet robakowi? Ja nie z królów, ani z roli, jeśli, to chyba z robali :(

Nie wierzą bliscy i dalsi i bardzo dalecy. Ale czasami ci z daleka wierzą i traktują jak swego. Jak swego rozmówcę, któremu można lub nawet się należy czasem, od czasu do czasu „like” kliknąć, lub słowo komentarza, czasem nawet z buśką, uśmiechem i sercem. Błogosławieni, którzy zdążą sobie powiedzieć dobre słowo, pomachać ręką nieznajomemu, na roz-krzyżowaniu dróg życia. Milcząc, chowając głowę w piasek, świata - wokół siebie - nie naprawimy.

Nie wierzą. Mają prawo, wcale się – za bardzo – nie dziwię. Sam sobie też bym nie uwierzył, gdyby mi się dzisiaj na katechezie nie zdarzyło. Dżentelmeni nie dyskutują o faktach, więc...

Więc, nawet takiemu samemu sobie nie wierząc – przyjmuję. Z całym dobrodziejstwem, czyli coraz większym odseparowaniem od innych blisko żywych. Blisko-znacznych? Blisko-spokrewnionych? W tej samej krwi i wierze? No chyba, że tak. Tak. Bo nie słowa znaczą przede wszystkim, lecz właśnie fakty. Zdarzyło się. Najbardziej dzisiaj w klasie 6, nie wiem, czy ktoś się zorientował, co się ze starym katechetą dzieje – tak wyszło, któż przewidzi. Reżyser Wieczności.

Tak bardzo się zdarzyło, i tak było silne, że śmiać mi się zachciało ze dwa razy na korytarzu, na dyżurze. No bo coś takiego! Jakby nic nigdy się złego między mną a światem wokół-gminnym nie zdarzyło, a jeśli to... funta kłaków nie warte „to” było.
Jak - daleka analogia - kiedyś w Legionowie, kiedy błogosławiony Popiełuszko prawie po sąsiedzku odprawiał msze za Ojczyznę, nasze 'duszpasterstwo ludzi pracy' jeździło do niego z parafii, a my, a ja z młodzieżą - nie, bo swoją ojczyznę mieliśmy jeszcze bliżej. Dopiero po porwaniu i śmierci stał mi się drogi, wiersze ze dwa napisałem, mam taki objaw, jeśli coś mnie trafi w punkt, to piszę. Muszę.

Kl.1
Święto, znów święto! Chętnie sami intonują hymn szkoły! Ale, o dziwo, nie wszystkich cieszy perspektywa święta, kilkoro czuje wielką potrzebę zadeklarowania, że nigdzie nie idą, nie pójdą. Coś manifestują. Mają przesyt kościoła? Świętości? Uroczystości? A co? - ktoś ich zmusza? Do przykazań i sakramentów? Skąd ta niecierpliwość w deklarowaniu złych wzorów wychowawczych? Nie spotkałem przed laty takich zachowań. Uczę 30 lat! Skąd się u nich biorą? - pytanie retoryczne, albo za dwa złote miedziane.

A ja ciągnę, zagaduję i bawię, że chcę pokazać zapowiedź filmu, o Polsce, o królu, który miał rodzinę w Strachówce, o Papieżu, o wielkim zwycięstwie... itd. Zainteresować, rozszerzyć, uwolnić z przyswojonych już ograniczeń widzenia świata i siebie, i nas, i szkoły, i Strachówki, gminy, parafii... ze spłyconych (fałszywych?) pojęć i wyobraźni zbiorowej. Jak wyśpiewać? Pokazać pantomimą?... zrobić im, jak intelektualno-duchową lewatywę, wprowadzenie w sens święta ojczyzny, święta Polski... przecież nie mogę się poddać, bo mi jeden z drugą siedmiolatką powiedzą, że takiej muzyki nie lubią! Zgroza wychowawcza.

Oglądamy zajawkę „Bitwy pod Wiedniem” a potem patrzymy, nadziwić się nie mogąc innym dachom, jak cebula lub burak. Rysują inne kościoły. Inne kolory, inne krzyże. Inną wyobraźnię. Dużo koloru złotego, niebieskiego, białego. I dzwony. „Panie zmiłuj się nad nami! Hospody pomyłuj!”

Każdego może TO dopaść, wszędzie. Jednego w kościele, drugiego w klasie, na lekcji wszystkiego, trzeciego w cerkwi, monasterze, na polu i w pracy biurowej. Każdego, wszędzie, kiedyś. Byle był otwarty i dał się prowadzić.

Tak się bałem wyjazdu do szkoły, obcości, pół nocy nie spałem, dokładniej godzinę, a tu COŚ takiego ! Masz ci los. Masz babo placek :-)
Z konfiturami :-)

Każde takie zdarzenie (katechetyczne) zaczyna (nowy) czas. Zaczyna czas? jak Wielki Wybuch? - to wiadomo, że nowy :-)

Staje się natychmiast i bezwarunkowo początkiem i końcem równocześnie czegoś. Czegoś ważnego, co daje nowe tchnienie... czego? Nie musi od razu całego Życia, bo go już dużo mniej, raczej tylko nowego TERAZ I WŁAŚNIE TU? Może być. Wszystko obmywa się jak w kropielnicy. Lub źródlanej wodzie.

Kl.4
Pragnę przerobić z nimi trochę technologii wspólnego śpiewania. Wyjaśnienie każdego obcego słowa, nauka czytania ze zrozumieniem, sylabizując wręcz, co samorzutnie staje się mocnym doświadczeniem! Słowacki, poeta-prorok od papieża, umiał użyć ducha i słowa :-)

Dwie ostatnie zwrotki-modlitwę śpiewamy a capella. Jednak zwycięstwo.

PS.1
To, co Papież powiedział w Kielcach, ktoś inny gdzieś, a ja (powtarzam) w Strachówce, i co ksiądz prof. o faryzeuszach i obłudnikach! pisze, przywraca rozmach i siły. NIE JESTEM SAM.

Co do katechezy, powtórzę swoją złotą zasadę - "Daj się prowadzić, bądź uważnym uczestniczącym obserwatorem".
Katecheza (TO) się dzieje na tym samym szkolnym poziomie, jak inne "przedmioty" i całkiem innym, podmiotowo-osobowo otwartym, na ile tylko możliwe, na działanie Transcendencji.
Gdybym pracował rok, dwa, dziesięć, to bałbym się tego mówić. Po trzydziestu – nie mogę zwlekać.

Niech się nawet wszystkim nie podoba, ja muszę dać świadectwo Prawdzie o katechezie, której jestem całe życie podmiotem myślącym. Moje tłumaczenie jest zupełnie z innego poziomu zdarzeń, choć dostępnego każdemu – Jan Paweł II nazwał tę postawę - poszukiwawczą i służebną - postawą miłości intelektualnej, szukającej tego, co istotowe i konstytutywne, a nie powierzchownie dowolne, może i ministerialnie nakazane, ale może być także przeterminowane, albo drugorzędne. DAJ SIĘ PROWADZIĆ TRANSCENDENCJI? TEMU, KTÓRY JEST. Na pewno spoza własnych, ludzkich, jakichkolwiek utylitarnych planów.

PS.2
Nie dam już dzisiaj oddzielnego posta z dnia katechetycznego. Jest jedność i tutaj.

2 komentarze:

  1. Podoba mi się, bardzo, forma, ale treść także tego posta. Fragment z księdza Profesora "jeśli myślisz - nie mów, mówisz - nie pisz ... itd" To ciągle żyje i niewielu jest tych co podpisują. Mam wielkie szczęście dzielić z Tobą życie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeżeli postawą służebną 30 letniego katechety jest wyzywaniem dzieci od "zasrańców" to nie dziw się że rodzice rezygnują z twojego "nauczania". Ci z daleka słuchają cie bo nie poznali ciebie, zaś którzy cie poznali mijają szerokim łukiem bo mają dość fałszu i zakłamania.

    OdpowiedzUsuń