sobota, 19 stycznia 2013

Mój Bóg


Dzisiaj, 19 stycznia 2013, jest to On i Ona, a nawet Ono. On - mój Rozmówca. Ona - Osoba. Ono - największe, o Czym (Kim) myślę. We wszystkich trzech formach gramatycznych - Najwyższa Instancja Rzeczywistości, z jaką mam do czynienia. Moje absolutne dopełnienie, wypełnienie, ale rozłączne, nieustanna i nieustająca Asystencja.

Mam, niestety, wrażenie i przekonanie, że większość ludzi traktuje myślenie jako czynność przeciwstawną i zagrażającą (ich) religijności. Że religijność - dla nich, czyli w powszechnym mniemaniu - jest tam, gdzie właśnie nie ma myślenia, tylko jest arefleksyjne wypełnianie wyuczonych zachowań i postaw w stosunku do czegoś obecnego w języku, tradycji, nakazach, zakazach...

A dla mnie, przeciwnie, moja religijność jest zrośniętą siostrą syjamską, albo bratem, procesu myślenia, nieodłącznego od mojego świadomego życia (istnienia). Jestem osobą, więc myślę. Każda moja czynność, czyn, a nawet odruch, jest złapana w siatkę dającego się przeprowadzić wywodu przyczynowo-skutkowego. Bardziej lub mniej. Jak nie przeze mnie samego, to z pomocą autorytetów. Jak nie biolog, to chemik, albo matematyk może pokazać mi najnowsze wzory, podstawienia itd. Jak nie teolog, to filozof przyjść może z pomocą - ale tylko właśnie jako pomoc, nikt nie zastąpi mojego osobistego myślenia. W ostateczności, dostępnej i przeżywanej każdego dnia, jestem tylko ja i On, Ona, Ono.

Hola-hola, przecież to tylko przykładowe sformułowania i pomocniki. Jest ich dużo więcej. Jestem wolnym człowiekiem i chcę skorzystać z wszystkich dostępnych źródeł wiedzy i ze wszystkich możliwych autorytetów. Nie jestem ograniczonym zakapiorem - do trzech dziedzin i wymiarów.

To, czego sam nie poznałem, nie wyczytałem w książkach, na stronach internetowych, nie dopytałem, nie do-prze-myślałem i z czego nie mogę, w związku z tym, skorzystać w nieustannym procesie (auto)refleksji o całej dostępnej mi rzeczywistości jest gdzieś zawsze pod ręką. Mam wewnętrzną wolność skorzystania ze wszystkich źródeł i dziedzin niesprzecznych z moim naukowym obrazem świata (świata rozumieniem, poglądem na niego) - nie sięgnę do magii, zabobonów i czarów.

Sięgnę i spytam filozofów, teologów, artystów i dobrych (prostych) ludzi.

Bóg, mój(?) Bóg, jest najwyższą instancją w każdym z możliwych wymiarów, w każdej z możliwych chwil. Jest moja (dla mnie) siłą grawitacyjną utrzymującą mnie w polu wszystkich możliwych oddziaływań rzeczywistości. Miłość? Miłosierdzie? - a jakże, też. Homo sum et nihil humanum a me alienum esse puto.

Mojego Boga spotkałem pewnie przy urodzeniu (przy chrzcie na pewno), spotykam Go także od 30 lat na salach katechetycznych przyszkolnych, przy-parafialnych, przy-internetowych... Spotkałem osobiście w ostatni szkolny czwartek, z czego są notatki, ale także w publicznym wydarzeniu peregrynacji MBL i w życiowym przypadku, który spotkał syna. W żadnym z trzech przypadków nie byłoby to możliwe bez dawki solidnego myślenia. Byłyby to wtedy tylko trzy mało spójne ze sobą przypadki: rutynowej lekcji, odgórnej pobożnościowej akcji, czyjejś ekstrawagancji...?

Na lekcje w czwartek jechałem z obrazkami do zrozumienia i wypełnienia własną wyobraźnią i kolorami, i z fragmentem filmu dotyczącym tego samego, co na obrazkach - z chrztem Jezusa w Jordanie u Jana Chrzciciela.

W klasie drugiej poszło zgodnie z oczekiwaniami, ale bez szału. W "zerówce" jest zawsze trochę podobnie i dużo inaczej - bardziej jak dziadek i dzieci, a nie nauczyciel.

Wystrzeliło w klasie czwartej. Mają już OHP, czyli projektor pod sufitem, to pomaga i sprzyja (chyba nie zupełnie ten sam zakres znaczeń tych słów?). Bez rysunków, tym razem, wyszła nieoczekiwana przygoda słowa mówionego, słuchania i myślenia, dużo bardziej nawet niż filmowa (ponoć sztuki sztuk naszych czasów).

Tu muszę poprzestać, choć w pół słowa. Co takiego wydarzyło się w tej czwartej klasie? Sam siebie muszę zdopingować do opowiedzenia, bo taaakie doświadczenie nie powinno przepaść. Jednak na dzisiaj to koniec. No, ale dałem jednak zdjęcia z peregrynacji figury MBL (Matki Bożej Loretańskiej).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz