czwartek, 17 stycznia 2013

Katechetyczne wyzwanie - pytanie o początki i istotę


1. Skleić obraz świata
2. Istota peregrynacji MBL

I

Moje katechetyczne doświadczenie i rozeznanie wskazuje wielkie rozdarcie (niespójność) w duszach moich uczniów, ich rodziców i ogółu wierzących Polaków (żeby poprzestać na kraju).
Z jednej strony te dusze są normalnie ufundowane - niestety nie zakorzenione - na współczesności, z drugiej jest w nich dziecięcy świat bajek i baśni. Współczesność w ich (naszym) życiu wyraża się na wiele sposobów, trudno podać rysy najważniejsze. Na pierwszym miejscu postawię udział w zdobyczach techniczno-technologiczno-społeczno-politycznych. Wszyscy korzystamy z elektryczności, elektroniki, na nich opartych sprzętów AGD, RTV, ICT, pomp wodnych, cieplnych, ssąco-tłoczących, silników elektrycznych i spalinowych kolejnych generacji. Wszyscy mamy komórki, komputery, pojazdy i rodzinę w ich zasięgu. Korzystamy z sieci połączeń wszelakich: komunikacyjnych, telekomunikacyjnych i usług po nich jeżdżących, z nich korzystających (np. posłańców przesyłek, w żadnym razie nowin). Itd.itp.
Do tego dochodzą systemy oświaty, służby zdrowia, bankowości (elektronicznej) i co, kto lubi najbardziej, co mu tam jest osobiście potrzebne i z czego korzysta najbardziej.

To wszystko jest dla nas dobrem, o ile jest wolność (życia i korzystania z wszystkiego, co nie zakazane). Podstawą TEGO WSZYSTKIEGO i źródłem są osiągnięcia nauki. Zastosowane w przemyśle i usługach (rozwiązaniach) na wszelkich możliwych płaszczyznach i polach.

Wolność, jako warunek korzystania z bogactwa ofert tego świata, to zbyt ogólnie powiedziane. Wolność ma już swoje dość wyrafinowane rozwiązania: demokrację, samorządność, prawa człowieka i obywatela, fora obecności i głoszenia (wyrażania) siebie i swoich poglądów, systemy wyborcze i polityczne (parlamentarno-gabinetowe, prezydenckie, mieszane, a nawet wzburzone...), odwoławcze, także międzynarodowe (Trybunał w Hadze itd.).

Do nowoczesności, z której korzysta większość Polaków, zaliczę także MSZĘ ŚWIĘTĄ i religijnie przeżywane święta. Zapewniają one dobra duchowe z najwyższej półki. Każda msza zapewnia przeżycia metafizyczne, terapeutyczne... psychologiczno-intelektualno-społeczne, na miarę możliwości i potrzeb.

A w czym jest dylemat i wyzwanie katechetyczne?

W bajkowym obrazie i wyobrażeniu początków świata, Boga, religii, całego gatunku homo sapiens i siebie samego (dziedziczenie cech, autokreacja poprzez wiedzę i czyny, kognitywistyka...).
Bo z jednej strony, co należy jeszcze do pierwszej części moich rozważań - jest kosmos, pojazdy po nim i w nim latające, fotografujące, kosmos bez miary, uciekający, albo nie, mający swój wielki początek w wybuchu lub w innym alternatywnym wymiarze albo ich układach i oddziaływaniach. Gwiazdy w nim powstają i giną na naszych oczach, za dni naszych.

Z drugiej strony - ciemność totalna, Pan Bóg lepiący z gliny wszystkie gatunki zwierząt po kolei, w gwiazdy zaplątany bez wyjścia, lepiej nie myśleć, się nie zastanawiać, bo strach obleci, że zeszliśmy, albo zejdziemy ze ścieżki wiary (doktryny). CIEMNOŚĆ WSZECHOGARNIA(JĄCA) POCZĄTKI (świata, wiary, religii, kultury i siebie samego). Kompromitujące zaprzeczenie postawy miłości intelektualnej.

Gdzie leży pies pogrzebany? W czym są korzenie i początki niespójności? Skoro niespójności, to i katastrofy cywilizacyjnej (tej części świata, z konsekwencjami globalnymi)?

Gdzie? W czym? - w polityce? oświacie? duszpasterstwie? Ja nie tylko pytam, mnie boli. Mamy Rok Wiary (i Rozumu).

Tak sam dla siebie myślę i sobie odpowiadam:
- polityka? Tak - im wszystkie niejasności służą. Mają raj dla swojej nawigacji i marketingu. Biznes jest nieoddzielny od polityki, jedno drugiemu służy i się nakręca.
- oświata? Tak, jest funkcją polityki.
- duszpasterstwo? Tak, jeśli jest funkcją konformizmu indywidualnego i grupowego (zachowawczości, dopasowania, korzystania ze stanu rzeczy, przycinania, uprawy, pielęgnowania tego, co jest, najczęściej uciekając się do pouczeń płytko etycznych, unikając wyjaśniania świata w perspektywie ostatecznych argumentów, danych z najnowszych osiągnięć nauk teologicznych, filozoficznych, nauki o człowieku i mózgu... )

&&&&&

Marzy mi się Kościół otwarty, szukający (fides quaerens intellectum), soborowy, janowo-pawłowy, bez podziału na sytych nauczających (sytych wiadomości raz na zawsze i gotowców duszpasterskich) i nauczanych, głodnych w stopniu bardzo ograniczonym (i ograniczającym). Podmiot – to osoba i wspólnota (nie my i wy lub oni), tak wierzył i nauczał JPII, ale chyba mało kto Go czyta i Nim się przejmuje.

Minęło 50 lat od wydarzenia Soboru Watykańskeigo II, który o tym wszystkim mówił i w swoich dokumentach (i metodzie) wskazał drogę i rozwiązania dylematu, o który mówi wiejski katecheta na swoim blogu „Osobny świat”. Cóż powiedzieć (odchodząc... na emeryturę)? CZYTAJCIE, STUDIUJCIE SOBÓR I JEGO METODĘ. Aggiornamento powinno być stałą potrzebą homo sapiens (bo na wzór i podobieństwo myślącego Boga).

II
 
W piątek i sobotę moja parafia będzie stacją (etapem) peregrynacji figury Matki Bożej Loretańskiej po diecezji. Cieszę się na każdą formę ożywienia życia duchowego, w którym mogę uczestniczyć. Czym to jest dla mnie? No właśnie – zorganizowaną formą życia duchowego (na jakimś terenie). Pomysł idzie od góry i jest związany z Rokiem Wiary (i Rozumu). W ramach tego wydarzenia jakaś gromadka (gromada) ludzi się spotka – program przewiduje udział każdej wsi - będzie się modlić głośno i cicho (nasz ksiądz przykłada wagę do ciszy w trakcie mszy i nabożeństw para-liturgicznych), słuchać fragmentów Biblii i słów interpretacji księdza proboszcza Mieczysława, uczestniczyć we Mszy Świętej, są przewidziane świadectwa rodzin i prowadzenie przez nich niektórych modlitw zbiorowych np. Różańca, niektórzy skorzystają z sakramentu spowiedzi, większość z komunii świętej. Będzie także dużo czasu na adorację, tzw. czuwanie i obecność w kościele i modlitwę jak najbardziej osobistą.

Czy to wszystko? Tak, wydaje się, że wszystko. Czy coś się (jeszcze) wydarzy nieoczekiwanego? No tak, oczywiście, powinno - działania Boga w ludziach i przez ludzi nie da się zaprogramować :-)
Istotą peregrynacji – dla mnie – jest stworzenie okazji do przeżycia obecności i działania Żywego Boga w swoim Kościele i świecie. To, po pierwsze. Po drugie - dajemy sobie okazję do oddania czci Bogu i Maryi, Matce Jezusa (Theotokos), manifestując (uobecniając) Kościół w świecie i Kosmosie. Spotykają się w ten sposób indywidualne i zbiorowe przeżywanie wiary.

PS.1
Zdjęcia z tej strony Wszechświata :-)

PS.2
Ciekawe, czy dożyję rekolekcji parafialnych (gdzie bądź) „o początkach”.  To nie musi być wielka filozofia i teologia. To ma być zawsze świadectwo, jak się mają „te” zagadnienia u mówiącego. Kim Jest dla niego „ten” Bóg (i religia), o którym naucza. Bez „tego”, jest to zawsze - dla mnie – jakaś odmiana „klituś bajduś módl się za nami”. Posługę od niego przyjmę każdą, byle nic nie mówił :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz