niedziela, 13 marca 2011

Rekolekcje kolejowe

Wkleję to, co udało sie napisać w pociągu. Może być tu krucho z czasem.

Niedziela, wspomnienie Zmartwychwstania. Pociąg wiezie mnie przez słoneczną - akurat dziś - Polskę, na skos.
Wczoraj przyznałem się do stresu, choć awaria netu wycięła moją szczerość. Wracam doń, bo stres i słabości są niezbywalną przypadłością życia. Myślę, że nie tylko primates, ale wszelkich gatunków, może z wyjątkiem bardzo prymitywnych, te być może niczego nie czują i nie muszą się do niczego przyznawać.
Stres z gatunku reisefieber do łazienki mnie nie gonił, ale dał silne napięcie. Bo to trzeba pamiętać o tylu rzeczach! Co dopakować do tego, co Grażyna włożyła, buty skompletować, i które wziąć, skarpety, lekarstwa, akcesoria współczesności, kable included… jeszcze poranne niedołęstwo przezwyciężyć, szczoteczki nie zapomnieć. Byty skompletować i siebie nie zgubić. Tyle, tyle pytań, n.p. czy lepiej wykąpać się już wieczorem, czy zostawić na rano? Tyle tego, że wolałoby się zostać w ostatniej chwili.
Ale przecież nie pozwolę by mnie słabości pokonały. Mam solution: wezmę je ze sobą. Dołożę do plecaka duchowe witaminy, „Prayertimes” kochanego Basila, co mi je kupił w NYC w dowód wdzięczności za gościnność siostry, kleryk Wiesiek, dzisiaj proboszcz amerykański, jeśli się nie rozmyślił, co dzisiaj częściej trzeba brać pod uwagę, niż kiedyś. Wracaliśmy z ONZ, szliśmy broad wayem, zaszliśmy pod Central Park. Tomik się u mnie zestarzał, sczytał, bardzo ze mną zaprzyjaźnił.
Biorę też materiały ściągnięte tuż przed wyjazdem, o AI i jego duchowym wymiarze.

Stacja Tłuszcz:
A) opuszczenie:
- 1-sze opuszczenie przez PKP, albo którąś z jej córek – 80 minut opóźnienia skazuje na obskurną peronową ławeczkę. Dobrze, ze choć pamięć doprawia czas, przypomina te same drzewa, te same wrony, co przed 50 laty, z letniska Annopol powroty do legionowskiego domu
- 2-gie opuszczenie przez katolickie radio na peronie, w słuchawce. Ksiądz prof. z KUL-u mówi takim tonem i takie rzeczy, że odrzuca
B) odnalezienia:
- w radio nie katolickim, znaczy normalnej Jedynce, jest msza radiowa, zwycięski postulat Solidarności 1980/81. „Bierzmy w tym czasie [WP- przyp.moje] przykład z Jezusa” jeszcze brzmi dobrze, ale za chwilę kazanie znów do wyłączenia, tylko głos normalny. Nie da się słuchać katechezy na "nie”, a takich większość z ambony. Jakby nigdy nie spotkali Boga Żywego, jedynie znali instytucjonalnego i rozczarowani wyżywają się na świecie (naszym). Gdyby spotkali Żywego, to by się zachwycili i o niczym innym nie potrafiliby mówić. „Z obfitości-głębokości serca usta mówią”. Współczuję, nie dość że żyją w celibacie to jeszcze w zawężonym (instytucjonalnie) duchu. Nie usłyszeli chyba „Non abbiate paura”.
- świat wyszedł mi na spotkanie, zobaczyłem i po dłuższej chwili uwierzyłem w to (kto), co zobaczyłem - „Mr Steven - I suppose?” – nie może być drugiego Stevena z Kenii na dworcu w Tłuszczu. YEAH, uśmiechem potwierdził prawdę oczywistą.
- zaraz potem UNESCO odczytałem na wyświetlaczu telefonu, bo tak zapisałem Piotrka, organizatora, chciał się upewnić, że jestem w drodze i czy zdążę na autobus. Wolontariuszka będzie czekać, obaw zbądź. Ileż znaków zbawienia! - i jak niewiele przychodzi z dzisiejszego kościoła (oprócz świętych).

Pociąg zwiększył opóźnienie do 100 minut, ale już byłem zbawiony. Rozsiadłem się, wyjąłem laptopa. Czytam i piszę. W hot pointcie na Dw. Wschodnim nawet pocztę sprawdziłem.

Dużo poczytałem. Dotarłem/dotarliśmy. Już po kolacji i pierwszych kotach za płoty. Jest 22.45.

1 komentarz:

  1. Bardzo trudne tematy. Cieszę się, że podróż się udała. Pozdrawiam serdecznie, z Panem Bogiem!

    OdpowiedzUsuń