wtorek, 20 września 2011

Katecheza o posoborowej katechezie

Wstaję, rozglądam się. Trochę czasu musi upłynąć, nim dojdę do siebie, albo do Twojego Boże spojrzenia na świat. Dochodzi także z całą okrutną jasnością do mnie, że łatwiej na tym świecie o towarzyszy partyjnych, albo innych zwolenników, niż pomocników w budowaniu Twojego Królestwa. Oczywiście piszę o tym złym rozumieniu polityki i wypaczeniu rozumienia wspólnoty, ale pokażcie mi w pobliżu dobre przykłady. Czyli służbę ludziom i wartościom.

Czy napięcie i drżenie muszą towarzyszyć każdemu wyjazdowi do szkoły? Czy lekarstwem jest jedynie prawdziwa wspólnota? Czy tak być musi - jak mawiał Bronisław Pawlik wychodząc na scenę? Przechodzi mi, gdy zamknę za sobą drzwi klasy, a jemu, gdy kurtyna szła w górę.

Choć wiem, co chcę robić. Ach, gdybym mógł iść do klasy wczoraj prosto z kościoła, po zapowiedzi i modlitwie o msze szkolne niedzielne! Po mszy długo pokój miałem, tzn. on mnie trzymał, nie ja jego. Tak po prostu było.

Ideałem szkoły i uniwersytetu jest wspólnota. Najpierw spotyka się w niej przyjaciół (braci i siostry), potem wypełnia różne zadania. Jan Paweł II odwoływał się do tej prawdy (ideału) chyba przy każdym spotkaniu z profesorami i studentami odwiedzając uczelnie.

Pojechałem, wróciłem. Mam garść notatek.

kl.2
Niedziela, w języku rosyjskim to Wozkresienie. Jest od czego zacząć rozmowę.

kl.4
Nie pozwolę na kpiny z modltwy. To jest mój obowiązek, będę niczym Jezus wypędzający kupców ze świątyni. Będę konsekwentny, niech to dotrze do rodziców, odpowiedzialnych za wychowanie (zachowanie) swoich dzieci. Albo niech przychodzą i pilnują ich na lekcjach - zapraszam.

***

Zaczął się dzień szkolny – dla mnie, 7 godzinne nabożeństwo (liturgia godzin lekcyjnych i dyżurów na przerwach).

Gdyby udało nam się zgromadzić większość dzieci, młodzieży, ich rodziców, nauczycieli, a także władz samorządowych (wójta, radnych, pracowników Urzędu Gminy i służb powiatowych) na świętowaniu Zmartwychwstania w niedzielę – to byłoby nasze największe zwycięstwo wychowawcze. Wszyscy zacznijmy (zgodnie) wychowywać. A jako katolicy – świętować niedzielę, pamiątkę największego wydarzenia w dziejach człowieka, jeden z fundamentów naszej kultury i cywilizacji. Potrzeba tak niewiele – konsekwencji wiary i rozumu.

Ucieszyła mnie rozmowa z Sebastianem na dyżurze w przerwie, na korytarzu - o korespondencji z USA. A na katechezach - docieranie do sensu mszy niedzielnych. Sens niedzieli, to dla chrześcijan, sens zgromadzenia na wspólnej mszy. Otrzymujemy wtedy łaskę z nieba, ale i sami głosimy sobie i całemu światu, że mamy ten sam ideał życia, istnienia świata i wychowania. Chodzi o wiarę rozumną (jest wyłożona w różnych kompendiach). Zależało na tym bł. JPII, możemy znaleźć odpowiednie fragmenty w Jego „Liście o niedzieli”, „Liście Do młodych” itd.
Podjęła ten aspekt młodzież z dekanatu legionowskiego, odpisując papieżowi 26 lat temu, że „chcemy jednoczyć wszystkich wokół życia parafii. Wyrośliśmy w parafii i z życia parafii, która jest przecież cząstką Kościoła Powszechnego, czerpiemy natchnienia do działania. Tutaj spotykamy się na cotygodniowej modlitwie [grupy młodzieżowej], tu w niedzielę jednoczymy się w zbiorowym odprawianiu mszy świętej... Ojcze Święty, oto nasze życie, a jednocześnie Boże dzieło rozpisane na wiele młodych głosów i serc. Przyjmij je, jak bukiet różnorodnych kwiatów wyrosłych m.in z nasion Twojego listu. Ty obudziłeś naszą odwagę i naszą nadzieję. Jednoczysz nas i pomagasz zjednoczyć się całej młodzieży świata wokół ideałów i prawdy Ewangelii. Źródłem naszej mocy jest modlitwa i każda msza święta, wymarzonym szczytem działalności zgromadzenie wszystkich młodych ludzi z naszej parafii na mszy świętej niedzielnej. Parafia wspólnotą miłości - to nasz najpiękniejszy sen. Patrz i czytaj,ukochany ojcze, w naszych sercach i w naszych snach.”

Nic się nie może zmienić pod tym względem. Niedzialna msza świadomie przeżywana (odprawiana) przez jakąś wspólnotę lokalną (nie indywidualistycznie, bo spodobało się Bogu zbawić nas we wspólnocie) jest drogą do raju na ziemi w jakimś konkretnym miejscu na Ziemi. Taka jest pointa 30 lat moich katechez.

kl.5
Wyjaśniłem zapis w prywatnych notatkach o 7-mio godzinnej liturgii katechetycznej. Że katecheta i katechezy, mają być znakiem we wspólnocie szkolnej. O niedzieli, dlaczego jest ważna dla kultury i cywilizacji człowieka. List o niedzieli JPII, że - msza jest nam dana jak arka – mamy do pomocy, byśmy nie potopili się w złych zachowaniach, w ZŁU.

Siedmiogodzinna mobilizacja katechetyczna jest dobrem. Łaską? Chyba tak. Bo w powodzi głupstw z mediów można łatwo zgubić wysokiego ducha. Lepiej wycofać się w odpowiednim momencie w ciszę, sen... Chcę jak najdłużej zachować - jeśli nie pokój wewnętrzny - to ten obłok, który mnie otoczył na poziomie głowy, ducha, serca? To zawsze jest równocześnie obłok ciemności i samotności.

„Przepraszamy za...” - np. za złe zachowania - włączam w końcową modlitwę po katechezach, jak i w modlitwę powszechną.

Obiektywizacja – to jest mój wkład w polską katechetykę (światową?) Nie ja jestem najważniejszy, ale to, co się wydarza na katechezach. Trzeba tylko notować.

A jaką inną mamy alternatywę wobec jednorazowości życia w wieczności? Niż być przeźroczystym. Chyba, że żyjemy w węższych ramach, np. tylko sąsiedzkich i środowiskowych.

Co się właściwie wydarza na katechezach? - Oto jest pytanie.

Wszystko co poniżej, jest zaczerpnięte z KONSTYTUCJI O LITURGII ŚWIĘTEJ (Soboru Vat.II). Łatwo mi znaleźć odpowiednie fragmentu w grubej księdze, bo mam je pozaznaczane. Całe moje 30-letnie katechizowanie jest oparte o naukę Soboru Watykańskiego II. Nie mógłbym inaczej być katechetą. Moje filozoficzne wykształcenie zmusza mnie wręcz do szacunku dla rozumu. Nie mógłbym katechizować tylko w oparciu o pobożnościową niby mowę. Musiałem na samym początku znaleźć coś, co byłoby racjonalnym wytłumaczeniem spraw wiary. TYM STAŁ SIĘ DLA MNIE SOBÓR WATYKAŃSKI II. Nie mam łatwego życia, brak powszechnej znajomości i wdrażania jego ducha. Niektórzy mi powtarzają "zbyt wiele oczekujesz... ależ upłynęło za mało czasu od jego zakończenia". To są chyba żarty - według mnie - i żałosna próba tłumaczenia zaniedbań. Wpuśćcie zatem katechetów świeckich do seminariów. Bo życie nie chce czekać. Powiedzcie młodym, że Papież może być partnerem i wyjść na spotkanie ich oczekiwań i nadziei, ale biskup i proboszcz to niekoniecznie. To są kpiny z czystego rozumu i ochrona czyichś przyzwyczajeń, a nie duszpasterska troska.

***

"Kościół bardzo pragnie, aby wszystkich wiernych prowadzić do pełnego, świadomego i czynnego udziału w obrzędach liturgicznych...
To pełne i czynne uczestnictwo całego ludu trzeba mieć dokładnie na uwadze... Liturgia bowiem jest pierwszym i niezastąpionym źródłem, z którego wierni czerpią ducha prawdziwie chrześcijańskiego...
Duszpasterze niech zabiegają gorliwie i cierpliwie o liturgiczne wychowanie przez czynny udział wiernych, tak wewnętrzny jak i zewnętrzny, stosownie do ich wieku, stanu, rodzaju życia i stopnia kultury religijnej...
Liturgia jest szczytem, do którego zmierza działalność Kościoła, i jednocześnie jest źródłem, z którego wypływa cała jego moc. Albowiem prace apostolskie to mają na celu, aby wszyscy stawszy się dziećmi Bożymi przez wiarę i chrzest, schodzili się razem, wielbili Boga pośród Kościoła, uczestniczyli w Ofierze i pożywali Wieczerzę Pańską.
Z drugiej strony liturgia pobudza wiernych, aby „sakramentami wielkanocnymi” nasyceni, „żyli w doskonałej jedności”... Z liturgii przeto, a głównie z Eucharystii jako ze źródła, spływa na nas łaska i z największą skutecznością przez nią dokonywa się uświęcenie człowieka w Chrystusie i uwielbienie Boga, które jest celem wszystkich innych dzieł Kościoła.
Dlatego w umysłach i praktyce wiernych oraz duchowieństwa należy pogłębić życie liturgiczne parafii i jego związek z biskupem, należy również do rozkwitu doprowadzić poczucie wspólnoty parafialnej, zwłaszcza w zbiorowym odprawianiu niedzielnych Mszy świętych.
Kościół zatem bardzo się troszczy o to, aby chrześcijanie podczas tego misterium wiary nie byli obecni jak obcy i milczący widzowie..."

PS.
Dzisiaj zrozumienia szukam u Koreańczyków, świętych męczenników Andrzeja Kim Taegon, prezbitera, Pawła Chong Hasang i jego towarzyszy. Wierzę w to, o co się modlę z wszystkimi uczniami RzN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz