piątek, 9 września 2011

Proste, trudne i rzadkie

Nie chcę już niczego się uczyć. Ani dorabiać kursów angielskiego, ani francuskiego, bądź Bóg wie jakich. Warsztatów? Jeśli muszę, albo powinienem (powinność moralna, bo... coś).
Aczkolwiek jest jedno takie coś, które zawsze by mnie zmobilizowało. Mógłbym nawet słabnącą dłonią wpisać się na kurs, warsztaty, bądź inne formy doskonalenia bytu (bycia), pojmowania bycia (bytu) i udziału w bycie. Takim bytem i samym byciem może być chyba tylko Bóg.

Czuję, że żyję tylko w momencie, w którym uchwytuję (chwytam) dobro, piękno lub prawdę, lub je współtworzę.

Cytowałem bardzo szczere wyznanie Jarosława Iwaszkiewicza, jego późny żal z powodu fundamentalnego braku - "pustka wewnętrzna mnie zmarnowała". Straszne musi być żyć i umierać z tym poczuciem. Na szczęście jest mi to miłosiernie darowane. Dotknąłem sensu, albo raczej sens mnie dotknął. Bo trudno go sobie wymyślić, trzeba przeżyć i zobaczyć.

W tv - jak w każdą normalną niedzielę o godz. 7.00 - w Łagiewnikach widzę i słyszę biskupa Adama Lepę, przez wiele lat speca w episkopacie od mediów. Ładnie, spokojnie mówi. Spod białych rękawów alby wyziera czerwień podszewek i zdobień. Nie lubię w kościele nadmiaru kolorów. Kościół dominikański św. Jakuba w Sandomierzu mi wystarcza. Zbyt łatwo przychodzących słów kazań, też. Wolę na uszy nałożyć słuchawki pełne dźwięków koncertów brandenburskich. Zwłaszcza ich metafizycznych (kto nie lubi meta-, niech będzie kosmicznych) andante i adagio.

Sens mnie wyprzedza i ściga niejako. On jest ze mną, przede mną i we mnie. Pomimo wszystkich lenistw, małości i grzechów. Jak to się dzieje? Pytajcie filozofów i Biblii. Czasem trzeba coś sobie przypomnieć, czasem poczekać. Myślenie pomaga zawsze. Nie wiem jak to jest u pośledzonych, godność mają na pewno tę samą.

Mądrość zbiorowa jest jednym z najlepszych dostępów do sensu. Wiele się zawsze spodziewam po spotkaniach i posiedzeniach poważnych grup. Na przykład Rady Pedagogicznej. Warunkiem zawsze jest wtedy zachowanie zasad dzielenia się sobą (w formie wypowiedzi). Jest to takie proste i takie trudne (rzadkie) zarazem.
Na tej samej ścieżce - o dziwo - spotyka się sens i wspólnota! To kolejne moje zaskakujące odkrycie. Pierwszym było, że we wspólnocie najważniejszy jest dawca (tego, co mamy wspólnego). A teraz - na stare lata - że sens i wspólnota są w pewnym zakresie zamienne.

Myśl ta wróciła podczas mszy w Strachówce. Posiedziałem najpierw przed, w samochodzie. Przede mną, w białym Peugeot'cie, siedział organista - czeka między mszami. Ja siedziałem, bo moja koszula była nie doprasowana według żony, on - bo na chórze jest zimniej. On poszedł służyć do instrumentu, ja - do zakrystii.
Wiszą w niej tablice - "Imię Papieża - Benedykt XVI", "Imię biskupa - Henryk", "Tytuł świątyni - Św. Antoni z Padwy", "Tytuł parafii - Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny". Trzeba znać swoje imię (dobrze znać imię swojej szkoły), kiedy się wchodzi do kościoła. Pamięć i tożsamość jest jak Aleja Najświętszej Marii Panny w Częstochowie. Z daleka widać wieżę i klasztor - wyniosły znak.

Czytania liturgiczne mówią mi dziś o przykazaniach, sile i mocy, które kryją się w błogosławieniu (wielbieniu Boga), o związaniu (uczniów Jezusa) we wspólnotę i o wzajemności.
1) "Złość i gniew są obrzydliwościami... Pamiętaj na przykazania..."
2) "Błogosław, duszo moja, Pana"
3) "Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie"
4) "Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?"

Louis Bouyer nauczył mnie medytacyjnego słuchania (czytania) Słowa Bożego - mam szukać tego, co wspólne w dobranych przez kościół fragmentach 1,2,3... Dziś znajduję naukę praktyczną "jak żyć". Bardzo praktyczne wskazania, punkty do etyki codzienności. Teksty są bardzo realistyczne, z krwi i kości. Z ciałem i mięsem. Ale kluczem jest dla mnie "błogosław". Sprawdziłem nieraz w życiu, jak błogosławienie zmienia życiową rzeczywistość. Najbardziej medialnym przykładem jest może zachowanie na odprawach katechetycznych "za księdza proboszcza Józia Schabowskiego". On miał często nerwy na wierzchu, ja, my też. Miałem metodę - chwalenie Boga, wychwalanie, sławienie, błogosławienie - pisząc palcem na piasku, tzn, długopisem na kartce papieru - "np. wychwalam Cię Panie Nieba i ziemi, bo wszystko stworzyłeś i z nami sobie poradzisz, ułożysz plan lekcji, pogodzisz sporne interesy wielu osób itd.itp." W ten sposób potrafiłem bez większego szwanku na duchu przetrwać do końca i być świadkiem kolejnego uciszenia burzy na jeziorze (ks. Józef Burza był poprzednikiem ks.Józefa Schabowskiego).

Nawet teraz, po ponownym wysłuchaniu czytań, nie wiem, dlaczego biskup Lepa teoretyzował. Mówiąc o konfliktach i przebaczeniu w życiu opowiedziałbym konkretne i trudne doświadczenie z tej branży z własnego życia, z własnej gminy, własnej szkoły, własnej parafii. I prosił o światło i modlitwę. Nie ma łatwych rozwiązań, księże biskupie. Tylko w kazaniach.

List biskupów, zamiast kazania, proklamujący "Tydzień wychowania", dał mi w kość. Już się tłumaczę.

Biskupi, za Jezusem, zachęcają do „wspólnoty serc”, które łączą się, aby zgodnie o coś prosić... "wspólnota serc” gwarantuje wysłuchanie modlitwy. Biskupi zapraszają nas wszystkich - tzn. ludzi dobrej woli - do modlitwy o ducha wychowania chrześcijańskiego w Ojczyźnie króla Jana III Sobieskiego, Cypriana Norwida, Jana Pawła II i nas, współczesnych.
Kościół w Polsce proponuje wspólne przeżycie Tygodnia Wychowania pod hasłem „Wszyscy zacznijmy wychowywać”. Od najbliższego poniedziałku do niedzieli, w którą będziemy wspominać św. Stanisława Kostkę, patrona dzieci i młodzieży. Polscy biskupi chcą, aby to była coroczna akcja i by stanowiła impuls do aktywniejszego włączenia się w dzieło wychowania dzieci i młodzieży oraz była okazję do głębszego zastanowienia nad różnymi aspektami bardzo złożonej problematyki wychowawczej.

Wszyscy zacznijmy wychowywać!
"Rodzice nie muszą być zdani tylko na własne siły. Z pomocą przychodzą im szkoła i Kościół. Wielką nadzieję owocnego wychowania daje bowiem możliwość zgodnej współpracy wszystkich tych środowisk. Żyjemy w czasach, gdy polska rodzina, szkoła i Kościół mogą znów mówić jednym głosem. Skorzystajmy z tej szansy!" 

Kościół ma obowiązek i pragnienie, by służyć dziełu wychowania. Pragnie on wspierać wszelkie wysiłki podejmowane przez osoby i instytucje, dla których ważne jest dobro dzieci i młodzieży.

Celem wychowania jest integralny rozwój człowieka. O integralnej wizji człowieka uczy Sobór Watykański II i cały pontyfikat Jana Pawła II. Kościół ujmuje to tak - "Bóg w sercu dziecka – ostatecznym celem wszelkiej pedagogii." Bo choć każda matka i każdy ojciec pragną szczęścia swoich dzieci, to wiemy, że nie jesteśmy w stanie go zagwarantować. Pełne szczęście człowiek może odnaleźć jedynie w Bogu.

Biskupi zwracają się do nas wszystkich w Strachówce, w Rzeczpospolitej Norwidowskiej – do rodziców, nauczycieli, duszpasterzy i katechetów, dyrektorów szkół oraz władz samorządowych – abyśmy włączyli się w inicjatywę Tygodnia Wychowania. Wspólna i zgodna modlitwa może przynieść właściwe owoce w dziele wychowania młodego pokolenia w naszej małej i wielkiej Ojczyźnie. 

Miałem dać dzisiaj księdzu proboszczowi do odczytania w ogłoszeniach zaproszenie na warsztaty w szkole nt. modlitwy rodzinnej. Wymiękłem. Po 16 latach wykluczenia w życiu gminy?! - jestem pełen niepewności. Pomyślałem, że może najpierw zgłoszę pomysł w szkole, na zebraniu z rodzicami. I ot, list biskupów mnie wyprzedził i trochę zawstydził.

Zobaczymy, jak minie ten tydzień w naszej wspólnocie lokalnej. Lucy i polscy biskupi stawiają nas wobec wielkich wyzwań.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz