niedziela, 5 lutego 2012

Oto jest ŻYCIE

Niedziela, Dzień Pański i nasz. Bez niedzieli kultura człowieka się zatrzęsie w posadach.
Godziny przed-przed-południowe, 14 stopni Celsjusza w domu, minus 18 na dworze, po wodę chodzimy do pompy na zewnątrz, do wychodka też. Przewaga ręcznej roboty nad wysoką technologią. Każdy trochę inaczej reaguje na okoliczności. Rozpalam w piecu kuchenno-grzewczym, żonka krząta się bardziej przy wodzie. Wychodzi sobie nawet w mojej puchowej ukochanej kurteczce z wiaderkiem po H2O. Nie lubi zimna, więc cała jest naburmuszona. Ale co to? Szczebot ptasząt za oknem? Nie, w domu. W gnieździe jeszcze siedzą/leżą i szczebioczą. Jak radośnie się robi i ciepło na duszy. Jak to zmniejsza ciśnienie i obniża średnią wieku w całym domu. Wszyscy stajemy się młodsi. Ja-autor bloga nie przegapię, ani nie przepuszczę takich smaczków. Oto jest ŻYCIE. Życie jest piękne, kiedy się je przyjmuje - a nie wymyśla. Dar, obdarowanie - jest najpiękniejszą ramą tego arcydzieła.

Na oknie piękne kwiaty wymalował mróz. Robię im codziennie ujęcia portretowe. Żyjemy w mroźnej Galerii. Galerie dziś modne, jak sex w wielkim mieście. Jesteśmy w nurcie czasu, na swój osobny sposób.
Kwiaty są tylko w jednej/szóstej okna. Właściwie tylko na dolnej trzeciej jego części, bo drugą połowę zakrywam okiennicą, dla uratowania jednego, a może tylko pół stopnia ciepła. Połowa okna tworzy wieżę światła. Nasz jedno-obiektowy Manhattan. Kiedy okno jest w całości otwarte na światło księżyca, tworzy krzyż. Tak zaprojektowali przed stu latu budowniczowie, którzy zaręczali się w świętego opiekuna rodzin Józefa, a ślub brali w Wigilię Bożego Narodzenia. Dzięki ich koncepcji (choć byli bezdzietni) i z pomocą mrozu żyjemy jak w szopce betlejemskiej :)

Kwiaty historii i na szybie zachwycają mnie. Andrzej przy kompie mamy usiadł, więc możemy pogadać. "Idź synu zamknąć drzwi do kuchni, bo ktoś się tam piekli. Aaalle jeeeedzie. - No, ciśnie."
Przy zamkniętych drzwiach lepiej słychać muzykę z kompa, chant gregorien z opactwa w Le Barroux.

Niedziela. Życie w zimowej odsłonie. Tyle dobrych i pięknych spraw. Czasem także - stety/niestety - trudnego dobra. Jestem/jesteśmy po wymianie ciosów z Krystyną-Kryśką-Krysieńką na blogach, Fb i komentarzach. Prostowanie prostowań. Cenzura, niestety także, z jej strony.
Szkoda, ze łamie różne zasady. Najgorsze, że także moralne. Podważa znaczenie przykazań w naszym życiu i wychowaniu (rodzinnym i szkolnym). Nic się też nie udaje naprawdę wyprostować, bo unika otwartej dyskusji, w tak zwanej przestrzeni publicznej, jak diabeł święconej wody. Mam nadziej, że nie musimy już chować się za prześwitującym pseudo-parawanem zamienników słownych "koleżanka-radna-nauczycielka". Groteskowo wygląda. Chodzi o rozpoznawalnych z imienia, nazwiska, funkcji i oblicza nas. RÓŻNICE SĄ SPRAWĄ NORMALNĄ, NIENORMALNE JEST UDAWANIE (że ich nie ma, albo - co gorsze - że jest się kimś innym.) Bez właściwości i tożsamości.

JESTEM, KTÓRY JESTEM.
Jahwe. Jehova. JHW.

Jeśli nieświadomie zaniżamy myślenie lub świadomie je ograniczamy do minimum lub nawet z niego rezygnujemy - niszczymy kulturę człowieka! Zniekształcamy religię. Możemy gwałcić sumienia i gorszyć ewangelicznych "maluczkich".
Ale prawda nie da się zabić. Będzie rozgłaszana z dachów budynków, na placach miast i wsi, w porę i nie w porę. Kochajmy się jak prawdziwi grzesznicy, nienawidząc grzechu z obu stronę. Taką formułę przyjąłem i głoszę. Któż z nas bez grzechu?

Przychodzi Anioł Pański. Jak to pięknie brzmi. A chodzi tylko o tradycyjną modlitwę w południe. W niedzielę możemy ja odmawiać z papieżem w telewizji.
Ale przecież wraz z modlitwą przychodzą nie tylko anieli. Nie możemy się modlić bez Ducha Świętego.
Taka jest prosta i szeroka droga do Boga i do ludzi. Po to są - niby - parafie, jako wspólnoty wiary w tzw. kościele lokalnym, choć kościołem lokalnym jest dopiero struktura diecezjalna, z biskupem na czele.
W rzeczywistości, parafie stały się miejscem administrowania sakramentów i innych posług religijnych. Żeby było inaczej pewnie inaczej musieliby być przygotowywani klerycy w seminarium i później inaczej musiałaby funkcjonować wspólnota kapłańska wokół biskupa i jego urzędu (kurii). Jakże jest inaczej. Najczęściej się spotykam ze strachem księży przed biskupem, a kiedyś na spontaniczny pomysł młodzieży w jednej z parafii zaproszenia biskupa jak brata, proboszcz krótko uciął sprawę - "a po co ma mi się tu szwendać po parafii i wszędzie zaglądać". Nawet w kościele są bardzo różne optyki i oczekiwania.

Mnie dręczy to, że choć zdałem sobie sprawę, to nie umiem wcielić w życie idei, aby otworzyć drzwi świątyni i znaleźć godzinę na adorację. By serce i centrum logiczne życia osoby i wspólnoty lokalnej w większości polskich miast, miasteczek i wsi biło dla wszystkich równo, miarowo, gorąco. Może jako zwyczajne codzienne do- i wy- pełnienie powiatowego Aktu Zawierzenia?
Jasiek jest w lepszej sytuacji. Właśnie się przygotowują do tzw. "48-godzinnego nabożeństwa" w kaplicy akademickiej przy Uniwersytecie w Glasgow.
Zazdroszczę. Wielbienie Boga i składanie dziękczynienia jest moją siłą i radością. Pomimo wszystkich kłopotów budżetowo-domowych i konfliktów we wspólnocie lokalnej (parafii, gminie, szkole).
Ale w domu też można. Czasem jak się wykona nakazane czynności - napalić w piecu (piecach), posta napisać, wynieść i przynieść wody itd. i nie ma co robić przez chwilę, aż chce się usiąść i oddać Całości, a do tego droga najprostsza w prostej medytacji. To jest czynność czynności! I przy tej okazji jaskrawo się maluje pytanie - "po co właściwie jest Życie?" Wokół mnie są książki. Z każdej skorzystałem. Lecz bez medytacji nie umiałbym uporać się z ich treścią. Bez ciszy nie można usłyszeć melodii. Muzyka potrzebuje przestrzeni, w której się rozchodzi. Ciszy. Mądrość? Całości. A ta? Medytacji. Króciutkiej, choćby na zamknięcie oczu i trzy głębokie wdechy i wydechy. Boh ljubit trojcu :)

Albo inna uwaga. Kiedy znalazłem sens i doszedłem do jakiego takiego rozumienia życia, śmierć jest perspektywą dość prostą. Co mam jeszcze zrobić? Szczyty zdobyte, oceany przepłynięte. Trzeba z pokorą i uważnie czekać dalej. Uwaga potrzebna, żeby wykonać na czas, co jeszcze będzie zadane. Ot, wszystko.

PS.
- Zdjęcie 2 i 3 z strony przewodniczek św. Jadwigi.
- Gdybym umarł w zimę, to mają mnie chować w tej kurtce puchowej, czuję się w niej komfortowo. Chyba, że będzie bardziej komuś innemu potrzebna.
- Konflikty lokalne to tylko odprysk wielkiej rzeczywistości Życia.

1 komentarz: