sobota, 18 lutego 2012

Rzeczy ciągle nowe i sposób zamieszkiwania

Żyję w ciele, mieszkam w duchu. W ciele jesteśmy nawet dość bezdomni. Bez wody, szamba i pieniędzy. I, na przykład dzisiaj nie planujemy, co zrobić, gdzie pojechać, kogo odwiedzić, co nawiedzić itp. Tylko - by przeżyć kolejny dzień. Nigdy tego dość powtarzać. Bo nie sądzę, byście to rozumieli. Syty nie zrozumie głodnego, bogaty - biednego itd. A przecież nikt nie oczekuje od bezdomnego, że pojedzie do teatru, usiądzie w kawiarni, wejdzie do księgarni lub biblioteki, zamówi wizytę u lekarza, dentysty itd. Bardziej do tych ostatnich pasujemy. Na tym świecie role są dość szczegółowo przypisane, na miarę konta.

Mieszkam sobie a muzom, dzieciom, rodzinie, kulturze człowieka na ziemi (zanikający gatunek homo sapiens) i wieczności. Homo sapiens zanika na własne życzenie. Nie życzy sobie dłużej żyć, jak jego przodkowie. Chce bardziej w sobie i dla siebie. Architektura, sztuki użytkowe, możliwości konstrukcyjne i technologie - wszystko się rozwija. I tylko, żeby więcej z nich skorzystać i poużywać - stara etyka przeszkadza. Powstają więc zupełnie nowe, wcześniej nieznane twory - i zawsze najpierw rodzą się w dziedzinie koncepcji. Bo antykoncepcja przecież zabija. Jest od zabijania. Taka jej ANTY-rola w logice i cywilizacji. Chyba nikt nie powie, że antykoncepcja coś tworzy?

Wniosek stąd okrutny, według starej etyki, że to, co "tworzy" wygodne życie bez odpowiedzialności za własne czyny - pochodzi od diabła (wzór i mistrz wszelkiego ANTY). Dlatego nowy gatunek, w miejsce homo sapiens, chce odrzucić starą kulturę, nawet jej diabły, ale przede wszystkim Boga. Sam sobie chce być sterem, żeglarzem, okrętem - donikąd.
A ja chcę żyć (dożyć) i umrzeć i być pochowanym jeszcze w ludzkim świecie. Z Bogiem, diabłem i człowiekiem starego gatunku homo sapiens. Nie wiem, jak to nowe będzie się nazywać - homo cyborgiensis??

Po ludzku, według standardów otoczenia, nie mamy prawie nic, więc nigdzie nie pójdziemy, ani pojedziemy - przemieszkamy ten dzień i następne z sobą, w sobie, ze sobą - w słowie, w duchu i dotykalnej - aż można się potknąć - prawdzie. I z dalekim/bliskim światem w Internecie. Ale przecie nie z własnego - jeno - wyboru. Jednak mamy skarb, o jakim się braciom i siostrom (po pielgrzymkowemu) nie śniło.

Zamieszkałem w słowie i nie mogę się temu nadziwić. Że w zamęcie czasu może być tak stabilna i odporna na wszelkie wstrząsy konstrukcja. Właśnie otworzyło mi się kolejne mieszkanie, w dwóch krótkich zdaniach Izajasza. Z "czytań" na jutrzejszą mszę, eucharystię, dziękczynienie:
- "Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie?" Te dwa zdania tylko i dwa je poprzedzające, pomagają bardzo wiele zrozumieć i uporządkować. Wszystko? "Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy." I nie twórzmy sobie futurologii. Nie ma takiej potrzeby. To niewiele daje, to wszak mogą być tylko kolejne nasze wytwory (lustra). W chwili, zawsze nowej, otwartej na nieskończoność jest coś więcej - od nas niezależne.

Każda modlitwa (akt modlitwy) daje nam rzeczy nowe. Jest dotknięciem, przeżyciem, obserwacją - prawdziwego ducha. Oddaj się w niej całkowicie (i cały) przeznaczeniu. C'est la Providence. W języku francuskim łatwiej to wyrazić.

Nie jest to tylko doświadczenie zarezerwowane dla wierzących chrześcijan (ew. wyznawców innych religii). Wszystkie wielkie religie mają dostęp do Boga, czy do tego, co prowadzi do poznania transcendentnego świata prawd rzeczywistości duchowej (JPII). Chrześcijanie poznali i mają dostęp do Ducha Świętego. Trójca Święta i w niej wszystkie bliskie nam Osoby - Boga Ojca, Boga Jezusa i Boga Ducha Creatora i Pocieszyciela - są Objawieniem Boga (Prawdy o Sobie Samej/Samym) Biblii i Kościoła (pewne interpretacje, wnioski, sformułowania ujęte w dogmaty - właśnie np. o Trójcy Świętej).

Ani moja filozofia, ani teologia nie są wyssane z palca. Są wyczytane z rzeczywistości zewnętrznego świata i świata wewnętrznego. Żyję zakorzeniony, nie bujam w obłokach, jakby niektórym się zdawało zdawało. Mam światopogląd naukowy. Lubię logikę i rozumowanie poddane jej ścisłym rygorom. Na ile potrafię.
W moich postach życie doczesne, codziennie kłopotliwe, jest przemieszane ze światłem, które dostaję i próbami własnej teologii i kościelnie oficjalnej. Jest też radość i cień spraw lokalnych. I tych ogólniejszych, polskich:
"A spowodowane to było zacofaniem umysłowym społeczeństwa polskiego, biernością, lenistwem umysłowym, bezmyślnością... Kto temu zawinił? Mówiąc o lustracji [autor] ubolewa, że ludzie uwikłani w służbę władzom represyjnym nie ponieśli kary za swoja antyspołeczną i antypolską, szkodliwą działalność. Otóż nie chodzi wyłącznie o ukaranie i napiętnowanie winnych ale o naprawienie krzywd wyrządzonym ich ofiarom. W całym okresie 32 lat panowania Solidarności, popieranej rzekomo przez ponad 10 milionów jej członków, Kościół, JPII nie zrobiono nic, a przeciwnie, podtrzymywano różne formy represji i dołożone do nich nowe wobec tych którzy byli zaangażowani w przeszłości w niezależną i nielegalną działalność obywatelska przed sierpniem 198O rokiem. Odmówiono im nawet honorowego, moralnego przyznania statusu kombatanckiego lub Osoby Represjonowanej... A on [problem] wciąż czeka na rozwiązanie".

Nie mogę umieścić na Facebooku takigo postu - "Warto przeczytać jako dwugłos. Jako dwugłos jest bogatsze, ciekawsze. Bardzo, bardzo polecam. Odnajduję się w 90%" z tym linkiem.

Znalazłem sposób obejścia niezrozumiałej cenzury na Fb, co chciałem dałem w komentarzu. Dołączyłem też inny komentarz z czytań liturgicznych na jutro. Bardzo się odnajduję w sytuacji 2 Listu św. Pawła do Koryntian. "List ma charakter sądowej rozprawy przeprowadzonej przed Bogiem. Paweł odsłania, co uczynił dla Koryntian i czym, oni mu odpłacili". Ludu mój, ludu. Szczegóły są nam bliskie "nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy". Całość, oczywiście , też bliska.
Fragment listu nosi pod-tytuł "W służbie całej prawdy". Jest tam - "Unikamy postępowania ukrywającego sprawy hańbiące, nie uciekamy się do żadnych podstępów ani nie fałszujemy (słowa Bożego), lecz okazywaniem prawdy przedstawiamy siebie samych (w obliczu Boga) osądowi sumienia każdego człowieka... Nikogośmy nie skrzywdzili, nikogo nie uwiedli, nikogo nie oszukali... wobec Boga zaś wszystko w nas odkryte. Mam zresztą nadzieję, że i dla waszych sumień nie ma w nas nic zakrytego."
No i gdzie my mieszkamy? W Koryncie? Strachówce? Na ziemi? Czy w niebie (Biblii)?
"Cieszę się przeto owym duchem wiary, według którego napisano: Uwierzyłem, dlatego przemówiłem; my także wierzymy i dlatego mówimy... Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Niewielkie bowiem utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie. Wiemy bowiem, że jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie."

PS.
Zaczynając posta i dając mu tytuł, nie mogłem przewidzieć jakie są na jutro czytania liturgiczne. Tylko "rzeczy nowe" zapożyczyłem, choć ten sposób widzenia (przeżywnia) świata i cała moja filozofia życiowa ma w podtytule "momentologia". Momenty, który odsłaniają wszystko. "Nie przechwalam się ponad miarę kosztem cudzych trudów. O, gdybyście mogli znieść trochę szaleństwa z mojej strony!... Zapewniam was przez będącą we mnie prawdę (Chrystusa), że nikt nie pozbawi mnie tej podstawy do chlubienia się w granicach Achai [i Strachówki]".

Któryż to raz występuje w moim życiu taka zbieżność całkiem przypadkowa, jeśli w chrześcijaństwie bywają przypadki :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz