sobota, 19 lutego 2011

"Siedź w budzie", Dwójca Święta i nowy symbol

Zasada rekolekcji ignacjańskich "siedź w budzie" bardzo mnie intryguje. Może dlatego, że przerabiam ją skrupulatnie przez ostatnie dni. Dzisiaj bardziej świadomie niż przed 22 laty. Określenie "słomiany wdowiec" wcale do mnie nie pasuje. Ja po prostu siedzę w budzie.

Ktoś po mnie przeżył coś podobnego. Nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo rekolekcje ignacjańskie, najpierw u siostry Immakulaty Adamskiej w Gdyni Orłowo, a później u ojca Bronisława Mokrzyckiego w Starej wsi za Rzeszowem koło Brzozowa, wpłynęły na moje rozumienie świata (w którym jest Bóg Żywy). Pierwsze, że nie ja, ale ktoś większy działa w tym świecie. Po przyjeździe do Gdyni zebrałem wszystkie siły, chciałem bardzo skupić się i przeżyć dobrze rekolekcje, a siostra rozbroiła mój arsenał, pytając o zdrowie, samopoczucie i radząc mi wypoczynek, sen, a potem spacer nad morze "tam podobno jest piękne molo, trzeba iść obok pensjonatu i kawiarni". A ja myślałem, że... I tak było przez 8 dni. Cudowne doświadczenie i dla każdego dostępne w sposób zupełnie naturalny (z odrobina wiary).
Nie wysilaj się tak. Nie myśl, że jesteś taki ważny (J23). Patrz, słuchaj, notuj.

A w Starej Wsi, w starym domu do wyburzenia, bo miejsca nie było, pojechałem w lutym, prosto z gór, bez uprzedzenia, ale chętnie przyjąłem propozycję na samotność w ruderze, z małym grzejnikiem "słoneczkiem" za plecami, żeby nie zamarznąć - starałem sie przestrzegać wszystkich wskazówek. Także "siedź w budzie". Możesz spać, jeść, czytać, nawet dłubać w nosie, ale nie opuszczaj budy.
Dzisiaj zrozumiałem, że chodziło o tę samą procedurę, czy mechanizm,co w Gdyni. Że chodziło o tego samego Ducha Świętego. Że to On działa i Jest. W Gdyni akcent był położony na to, że działa. W Starej Wsi, że jest. Siedź, zobacz, uwierz, że działa w tobie, tu i teraz. Że w Nim jest wszystko i nic więcej nie potrzebujesz. Ktoś myśli o tobie i twoich potrzebach. Siedź w budzie a zobaczysz. Siedź, patrz, myśl, notuj. Nie uciekaj. Nie naprężaj się tak. Nie myśl, że ty i ty i tylko ty możesz, albo wręcz musisz coś zrobić.
W filozofii tomistycznej odpowiada to istnieniu w sposób analogiczny. Naprawdę jest Ten-Który-Jest, ty tylko o ile. W Nim jest pełnia istnienia.

A z innej beczki: w telewizji co i rusz ktoś kogoś popchnie, trąci, przeleci, szturchnie, prześpi się, zabawi. Zabawne, albo idiotyczne określenia - niby intymnej sfery człowieka - można mnożyć. Prawie same paradoksy lub absurdy. Jedno i drugie określenie mówi o braku logiki. Seks to nieprosta koniunkcja, ciało i dusza. Jesteśmy płciowi. Istniejemy jako istoty obdarzone płciowością. Co to znaczy? Uproszczając nieco, nie znam seksualnych egzystencjalistów, ani egzystencjalnych seksuologów. A powinni być tacy. Seksualność to przecież nie penis i wagina, zwana muszelką. Cali jesteśmy seksualni. Dlatego stosunek płciowy, stosunek seksualny, zjednoczenie seksualne - powinno dawać poczucie pełnego zjednoczenia dwóch osób różnej płci, idealne dopełnienie. Nic nie zostaje poza jednością, na zewnątrz jedności, albo jest jednością z dopełnieniami, czyli brakiem jedności. Dotykam ciała, ale zbliżam się do osoby. Tworzę - lub wchodzę na drogę ku - pełną jedność. Według mnie, tak jest z każdym stosunkiem płciowym człowieka, pominąwszy przypadki "po pijaku", bo to nie ludzie (i nie seks w ludzkim rozumieniu, raczej barłożenie). Czy ktoś ma inną teorię aktu seksualnego?
Musi tak być, bo jestem osobą. Zwierzę ma mięśnie, kości, narządy, fizjologię i instynkty. Ja mam to wszystko, ale jeszcze dużo więcej, psychologię, duchowość, wolną wolę, sumienie, wartości... bo jestem osobą.
Pozostając tylko na poziomie natury i kultury, trudno w pełni zrozumieć osobową płciowość. A cóż dopiero gdy wejdziemy na pole teologii! Jakie nowe problemy badawcze ukaże płciowość widziana w perspektywie obrazu i podobieństwa Bożego? Czy nie objawia się wtedy tajemnica Dwójcy Świętej, co niewiele mniejsza jest od Aniołów! Mężczyzną i kobietą stworzył człowieka (go? ich?), człowieka w liczbie mnogiej!
No to pójdźmy tą drogą. Jan Paweł II też podkreślał dwójcę swoim imieniem. Też za mało się nad tym zastanawiamy. Pokochałem Jana XXIII, trudno nie kochać, gdy się go, lub o nim czyta. No to światełko należy się także Pawłowi VI, który miał opinię wielkiego intelektualisty. Przeczytaj, porównaj, poszukaj JPII w P6 (i J23). Dwójca Święta - to zjednoczenie osobowe. Osobowa Jedność.
Stąd, akt małżeński jest świętowaniem Dwójcy Świętej, której nie ma bez Ducha Świętego. Nie ma bez Boga. Szukamy pełni? Ona jest bardzo blisko nas. Wejdź na tę drogę. Kosmos, kosmologia, teorie fizyczne nie niszczą świata wiary, ani nie zabraniają.

Odrywając fizys od reszty - jak w seksualności prezentowanej współcześnie - tnę siebie na pół. Szukając przyczyn zła w świecie, lubimy oskrażać Pana Boga, chętnie pomijamy choćby to, na co przymykamy oko w dziedzinie seksualności. Na człowieka rozdwojonego.
Nie chcę idealizować. Jest w mojej teorii miejsce na grzech, "błędy i wypaczenia". Grzech dzieje się jednak w obrębie osoby. Wiąże się z poczuciem winy i koniecznośćią zadośćuczynienia. Nie ma lekko.

Pogrzeb, jak i całe odchodzenie z tego świata, Józefa Życińskiego, biskupa i profesora, bardzo mnie zaskoczyło. O co tyle szumu? Zmarł nagle, w Rzymie, był intelektualistą co się zowie - ale to wszystko się zdarza! Więcej uczucia poświęcałem tragicznie utopionym 7-letnim bliźniaczkom. Po co transmisja telewizyjna? Niech jadą do Krosna Odrzańskiego, tam można coś więcej zrobić, w niewyobrażalnej tragedii rodziny!
A jednak Lublin się obronił. Prezydent odznaczył zmarłego orderem Odrodzenia Polski. Chciał i powinien. Trzeba wskazywać znaczenie osób w życiu narodowym. "Był dobrym człowiekiem. Był człowiekiem dialogu." Tłumy przyszły wielkie. I przyjaciele, przedstawiciele innych wyznań. I elity III Rzeczypospolitej (w które wątpi Rafał Ziemkiewicz), premierzy, marszałkowie, ministrowie, działacze wolnościowi, byli i obecni. Włoski nuncjusz pięknie odprawiał po polsku, a kardynał Nycz przemówił - "Rzym go uwiecznił, zmarł podczas prac kongregacji do spraw wychowania katolickiego. Symbol daje do myślenia - droga powrotna z Watykanu przez Kraków, Tarnów, Chełm do lubelskiej katedry. Tu spocznie. Order Polska mu dała. Rozejrzyjmy się, jego pogrzeb także daje do myślenia. Józef Życiński dbał o to, żeby kościół był obecny w kulturze, w mediach, w otwartej dyskusji, żeby nie stał się zamkniętym Wieczernikiem. Pokazywał piękno wolności. Umiał rozmawiać ze wszystkim, o najtrudniejszych sprawach. Na międzynarodowych kongresach i z mieszkańcami pod tarnowskiej wsi (z której nb. pochodzi moja mama). Chciał podołać wszystkim obowiązkom. Za ciężką pracę i za udział w trudnych polskich dyskusji płacił zdrowiem. Tylko z wierzchu wydawał się twardy i odporny.
Pięknie zakończył ksiądz kardynał - "wybacz nam, że nie zdążyliśmy poznać ciebie do końca i skorzystać w pełni z twojej mądrości".

Myślę, że narodził się nowy symbol. Może w obronie besztanych ostatnio elit III Rzeczypospolitej, tak w państwie, jak i w kościele. Może niedoceniony i często obrażany Józef Życiński, biskup i profesor, będzie łączył to, co w naszym życiu intelektualnym i duchowym za bardzo się rozjechało. Nawet na KUL-u.

Rewolucja neolityczna dużo mi dała. Szalonego Nimroda, opętaną Isztar, e-joba itd. Chcę być, chyba jestem, gminnym Życińskim, katechetą po filozofii przyrody, zaangażowanym w sprawy społeczne. Mieliśmy tego samego mistrza ks. prof. Kazimierza Kłósaka, urodzonego w Żółkwi, pochowanego na krakowskim Salwatorze, któremu napisałem wiersz o całej bibliotece natury stojącej nad jego grobem. To on wprowadził nas na ścieżki odwagi intelektualnej, żeby stawiać pytania o kosmiczne teorie i pochodzenie duszy człowieka. On uprawiał filozofię przyrody jako filozoficzne implikacje nauk przyrodniczych. Robił to z taką biegłością, na takim poziomie, że budził szacunek i oddalał strach przed wyśmianiem z którejkolwiek strony. On - jeden z wychowawców Karola Wojtyły w konspiracyjnym seminarium. Słynął z i uczył kultury. "Czy nie uważa szanowny prelegent, że można by to ująć lub wyrazić tak... i naprawiał błędy nawet początkujących studentów". Kazał czytać wskazówki Romana Ingardena "O owocnej dyskusji". "Ma pan umysł spekulatywny" - powiedział do mnie i niosę te słowa jak talizman przez całe dorosłe życie. Dał mi taki kredyt. Tylko on nobilituje moje amatorsko-filozoficzne i zawodowo-katechetyczne osiągnięcia. Ba, gdyby tak szybko nie umarł! Poznałbym istotę człowieka w pracach najsławniejszego polskiego fenomenologa. Ale i tak dziękuję za twoje życie, które było wspomniane dzisiaj na pogrzebie wielkiego twojego ucznia. Tego też się nie spodziewałem. A gdzieżby!

Każdy jest prowadzony przez ducha. Wierzący powierzają się Duchowi Świętemu. Duch czerpie z genów i kultury. Wykorzystuje całą pulę genową i całą kulturę. Duch Święty zna/ma moje geny i kulturę, którą wchłonąłem. Jak to się dzieje? Tak jest z każdym z nas. Każdy coś robi, czego inni nie mogą pojąć. Z zewnątrz może wyglądać na głupotę albo szaleństwo (mówili Waldemar Marszałek i Marek Kamiński w TV). A my mówimy, mieliśmy takie natchnienie. Taką motywację. Coś mnie pchało do tego. Długo by tłumaczyć i nie wszystko się da.

Jaśka przemiana (teraz bardziej NJ niż JK, i bardzo się z tego cieszę) też ma cechy sportu ekstremalnego. Żeby wytrzymał, potrzebuje podstemplowania wieloma modlitwami, o które prosi ojciec, jego dJ (dad Joe).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz