niedziela, 24 czerwca 2012

EURO(PA) 2012 w kolebce Solidarności

I
NOC PRZED WYJAZDEM
Ciekawe co jest teraz w głowie Marysi? Wypędziliśmy ją do spania, z chłopakami kończymy oglądanie drugiej połówki ćwierćfinałowego meczu między Portugalią a Czechami. Marysi ćwierćfinał jest jutro, w Gdańsku, między Niemcami i Grekami. Ona wystąpi w "DRUŻYNIE FLAGI", będzie w pewien sposób w polskiej reprezentacji narodowej. To jest ogromne dla niej przeżycie. Musimy wyjechać bardzo wcześnie.

Czym jest to dla dziewczyny z wielodzietnej wiejskiej rodziny? Może nam kiedyś opowie, opisze. Dlaczego podkreślam wielodzietność i wiejskość? Bo to podkreśla background tej przygody. O sytuacji dzieci z  rodzin wielodzietnych mówią różne statystyki. Nasze dochody dają podstawę do dożywiania z funduszy opieki społecznej. Wiejskość zaś to świeże powietrze, spokój, ale i brak dostępu do kultury i zdobyczy cywilizacyjnych wielkich miast.

Jedziemy do Gdańska! Wolne miasto Gdańsk! Kolebka Solidarności!

II

POCIĄG TAM...
Nie kupiliśmy miejscówek, bo nie było. Byliśmy przygotowani z Marysią na to, co będzie. Bardziej ja, niż ona. Wiadomo, wiek, (nad)waga, stan nad-słodyczy życiowej permanentny. Marysia żyje, zwłaszcza w związku z EURO, czym innym. To mnie zresztą najbardziej frapuje, miejscówki to pryszcz. Ich (Marysia, Olek, Andrzej) świat EURO-wewnętrzny porusza we mnie sferę osoby-ojca. MÓJ ŚWIAT CORAZ BARDZIEJ OSOBOWY.

Na Dworcu Wschodnim wsiadło niewielu pasażerów, zajęliśmy na chybił-trafił miejsca przy oknie – a jakże – w jakimś przedziale. Na Dworcu Centralnym czekał tłumek pozostałych. Ale ja już zmądrzałem i przy zamkniętych oczach myślę sobie tak - „Ty, nie ja, nie ja chciałem jechać. Ja nie z własnej woli, ja z powinności, po eliminacjach w rodzinie. Łazarz pracuje przy EURO w warszawskiej strefie kibica, Zosia pracuje, Hela też coś ma. To wyżej się zadecydowało. Nie-ja-Ty... więc co ma być, będzie dobrze, także na stojąco, a nawet do góry nogami.”

W tym samym czasie, w tym samym może pociągu jedzie Mateusz, kolega syna z klasy, uczeń tego samego Zespołu Szkół, pewnie z kimś z rodziny. Marysia i Mateusz będą razem wnosić EURO-pejskie flagi.

Żeby skrócić czas pożyczyłem od współ-pasażerki-kibicki gazetę (czwartkową). Z zaciekawieniem wyczytałem/wynotowałem:
  1. Ojciec Dyrektor Rydzyk buduje świątynię, obok hotel i spa. Dopowiadam sobie - „Opatrzność może poczekać na świątynię w Warszawie na polach Wilanowa”
  2. Z drugiego artykułu - „Biało-czerwona dobra nie tylko do przepasywania kirem i opuszczania do połowy masztu”. Otóż to, Polska jaka dziś jest – każdy widzi. Jadę wśród takich do EURO-Gdańska. W podobnym tonie napisałem ostatni felieton do „Faktów wołomińskich” - "Znak orła, znak ducha".
  3. I o przysłowiowych Kowalskich z Kairu:
    - jedna z wywiadywanych osób pracuje jako researcherka w parlamencie! Ciekawe, też o pożytku z takiej osoby w gminie wspominałem w aspekcie życia i perspektyw rozwojowych prawdziwej, a nie tylko ustawowo-ustrojowej "wspólnoty lokalnej". Dzisiaj wszędzie musi być stanowisko pracy „do łączności ze światem”. W polskich gminach ogranicza się je do poszukiwania funduszy europejskich, zawężając horyzonty lub nie mając ich po Peerelu zbyt szerokich. Niestety – to bardzo polski problem, mentalność nieświeża. Kto by myślał - na poziomie gmin - o swoim miejscu i roli kulturowej i cywilizacyjnej w dzisiejszym świecie; może w Egipcie, to wszak bardzo stara cywilizacja.
  4. Wśród Kowalskich z Kairu jest Marwa Nasir. Ładni mi Kowalscy, chyba że przyjaciele z Urli, oni żyją na takim poziomie, ale Marek z rodziną nie jest typowym przykładem, a jego matka jest profesorem od kultury języków. My żyjemy na poziomie obrzeży Kairu, wśród biedoty, pełniąc zarazem wielką i zaszczytną rolę kulturową. Wot, para-doxy, popeerelowskie of course!
  5. W dziale kultury znajduję coś ze świata filmu:
    - Cronenberg - „Artysta jest jak psychoanalityk. Nie zatrzymuje się na powierzchni rzeczywistości. Nurkuje w głąb”. Znów muszę się zgodzić, a jest powiedziane „że gazeta kłamie?”
  6. Krótki tekścik na dole strony, acz wkrótce najbardziej nas dotknie jego/ich prawda - „Syndrom Lillehammer, pustka i brak chęci do życia, po Olimpiadach, EURO...". Więcej na ich stronach www.Misja21.blox.pl i www.facebook.com/misja21. Wszedłem, poczytałem ze zrozumieniem, wpisałem posta z zaproszeniem do nas RzN. Mamy temat dla nich. „Obiektywizacja potrzebna od zaraz”, podpisano: gm. Strachówka.
III

EURO SIĘ SPOTYKA W ĆWIERĆFINALE TU, 
GDZIE W 1980 NARODZIŁA SIĘ "SOLIDARNOŚĆ" NARODU I POKOLEŃ - 
ZIARNO WOLNEJ I ZJEDNOCZONEJ EUROPY

W Gdańsku doszły dwa doświadczenia, dwa wątki.
1. Profesjonalizm organizacyjny i duch wolontariuszy/pracowników projektowych. W miejscy zgrupowania "Drużyny flagi" dzieci i ich rodzice spotkali przyjaznych młodych animatorów, którzy nie czekali, aż się do nich podejdzie, podchodzili pierwsi, wyciągali rękę, podawali ją z całym ramieniem, (o)sobą i imieniem, z uśmiechniętym obliczem. Dawali pierwszy komunikat - "czekaliśmy na ciebie/was". Dzieci i rodzice czuli się potrzebni i u siebie. Katering czekał na zmęczonych drogą podróżników geograficzno/kulturowo/cywilizacyjnych. Kawa i ciastka były nam potrzebne. A gdy wszystkie sprawy w dokumentach i ekwipunku były dopięte, dopasowane, wymieniane nawet parę razy - jeśli trzeba - (z tym samym zrozumieniem, przyjaźnią i uśmiechem) - był lunch.

Młoda "Drużyna flagi" wsiadła do "Polonusa" z Orłem na masce i kierowcą pod krawatem z ochroniarzem w środku, a my/rodzice mieliśmy pewność, że oddaliśmy dzieci w dobre ręce, ku wielkiej przygodzie. W lepszą przyszłość? - może.

2. Gdańsk - miasto flag, jak wszystkie miasta gospodarze EURO. Od pierwszego kroku, od wyjścia z pociągu otacza cię młodość i entuzjazm, przyjezdnych, wolontariuszy. Także służb, państwowych i miejskich. Kolory sygnalizują przynależność, fachowość i gotowość służby.
Tzw. "Strefa kibica" to miasteczko w mieście. Po kontroli i przekroczeniu bramki stajesz się obywatelem międzynarodowej organizacji bezpaństwowej UEFA. Wszystko jest rozplanowane z wielkim doświadczeniem logistycznym. Jednym z najbardziej widocznych znaków tymczasowej przynależności jest wymiana pieniądza na plastikową kartę. Nie ma w granicach tej strefy podziałów na euro, złotówki, hrywny itd., zresztą króluje tutaj nie pieniądz, tylko piwo "Carlsberg".

Sądząc po barwach flag i gadżetów przeważają Niemcy, Grecy, trochę Irlandczyków, no i my, gospodarze Polacy. Król Carlsberg ma liczną służbę, wiele rąk może podać plastikowy kubek z pianą, są zmyślne kartonowe nosiłki/uchwyty pozwalające bezpiecznie przenieść ich aż pięć na dalszą odległość, ze slalomem między braćmi smakoszami i stolikami. Mimo hektolitrów wszyscy są na dwóch nogach, w dobrym humorze, przyjaźni całemu światu. I ja abstynent czuję się wśród nich dobrze i bardzo bezpiecznie. Podzielam z nimi wszechogarniającą sympatię do... Chyba do tego,co wokół się dzieje.

Wśród mundurowych przeważają czerwono białe uniformy ratowników medycznych i straż pożarna. Uśmiechnięte dziewczyny w kolorach firmowych rozdają reklamowe gadżety. Inni mają kamizelki z wyróżnikami "Informacja", "Ochrona" itp. Wszyscy mają przydzielone rewiry, trasy poruszania, lub stójki. Do jednego zagaduję z oczekiwaniem pomocy - "gdzie by tu można podładować laptopa?". Radzi mi i wskazuje dziewczynę od stoiska Coca-Coli, a ta oczywiście szuka przyjaźnie przedłużacza i podłącza mnie do 220V, to nic, że musi go potem omijać uwijając się między ladą a lodówką.

Młody Niemiec pyta, czym się zajmuję, co zrobię z tymi zdjęciami, które przeglądam w laptopie? O! - wykrzykuje - "A ten z pióropuszem i w skórzanych portkach to z Bawarii, z Monachium, nie lubię ich. Jestem z Dortmundu" - W Polsce też ich lubimy! Zwłaszcza naszą trójkę wspaniałych w drużynie Borussi :)

Myślę sobie - "jak to dobrze, że ci ludzie, większość młodych, mogli się tu spotkać i pobyć dłuższą chwilę." Tak dochodzi do głosu moja teologia prostoty. W niej, nie najważniejszą rolę odgrywają piękne architektonicznie świątynie. Najważniejsi są ludzie otwarci na innych, przyjaźni, bez fobii społecznych i osobistych kompleksów. Z nimi się dogadam, gdziekolwiek się spotkamy. Przeciwnie do anonimowych katolików spiskujących za plecami sąsiadów i kolegów z tego samego zakładu pracy, podburzających do wywożenia na gnoju Jagny z podłowickiej wsi, lub dyrektora dumnej szkoły Rzeczpospolitej Norwidowskiej. "Psycho-patologia nerwic" w różnych rejonach popeerelowskeij Polski się kłania EURO-pejczykom z CEE lub ECE.

IV
I Z POWROTEM

Jestem, więc myślę. Wszędzie, gdzie jestem.

1. Czym była „Drużyna flagi" dla dzieci? - wiem więcej z wypowiedzi innych rodziców:
- „jakie emocje”, „na całe życie” - tak samo myślimy, niezależnie, z której strony Polski (czy porozmawiamy o tym w Strachówce?)
2. Chyba najwięcej się dowiemy z samych ankiet, jakie wysłali aplikujący. Muszę poprosić Marysi, by znalazła swoją konkursową wypowiedź. Okazuje się, że jej nie ma, ale wszystko pamięta. To, że pamięta, wiem, cytowała nazwy ulic, co, z której strony, godziny z minutami...
Było tak: - „Wszystko co musisz zrobić, aby walczyć o tę cenną nagrodę, to napisać nam dlaczego to właśnie Ty powinieneś stać się częścią Drużyną Flagi. Czekamy na odpowiedzi zawierające najbardziej oryginalne uzasadnienia ”. Marysia odpisała szczerze - „Bardzo lubię występować przed dużą publicznością i poczuć trochę adrenaliny, a wyjście z flagą mi to zapewni."
3. A czym jest przygoda „Drużyny flagi” dla mnie?
- też wielką przygodą, szkłem powiększającym widzenie dzieci (w tym przypadku Marysi) i Polski. Na przykład, absurdalność wypowiedzi polityków o bojkocie EURO rozumiałem w aspekcie marzeń i oczekiwań nowego pokolenia Polaków. My mieliśmy przyjazdy Papieża, oni – EURO!
4. Dzięki wyjazdowi z Marysią do Gdańska przeżyłem większą wspólnotę... z RZECZYWISTOŚCIĄ! Tak, tak, tak! Rozwinięcie domaga się eseju lub choćby felietonu:
- z Różańcem (jako rzeczywistością), bo założyłem na szyję i nie zdjąłem prze 30 godzin
- więc i ze Lwowem, w którym na-byłem tę miluśką „kitkę Matki Bożej”
- z Olkiem, od którego pożyczyłem plecak
- z Mirką, bo jestem w koszuli od niej
- to i z Ciuchlandem (spodnie, t-shirt)
- z Caritasem warszawsko-praskim, bo sandały kupiłem dwa lata temu podczas koloni w Gdyni, to i całym Wybrzeżem
- z Ulą i Mirkiem, bo od nich dostałem pióro, którym robię teraz notatki
5. Sporo także myślałem o szkole, ale to raczej zostawię na posiedzenie Rady Pedagogicznej :)

V
NOC PO GDAŃSKU PRZED GMINNYM FESTYNEM 
Z UROCZYSTYM OTWARCIEM SALI SPORTOWEJ

Człowiek naprawdę i w pełni żyje tylko prawdą. Prawda ma charakter osobowy, tzn. żywy? Tak, mam wrażenie, że prawda żyje. Udziela się, jakby miała wolę, jakby chciała się udzielać. Każda osoba ma do niej dostęp. Korzystamy w różnym stopniu. Kto jej szuka znajduje. I nie jest wtedy sam. Inny masz/mamy stosunek/relacje z rzeczywistością osobową, niż z przedmiotową. Dlatego np. nocami wolę osobową relację w ciszy niż przedmiotową w telewizji.


Jest w nas jakby kanał, na którym stale nadaje prawda. „Ale otłuszczone są nasze serca” i często go wcale nie odbieramy. Przykłady: Gdańsk i po powrocie w domu, film, tv, pożądliwość oczu i żywota, jadła, napojów.... własnych wyobrażeń, także o szczęśliwości.... Prawda zaś to to, co jest. Rzeczywistość taka, jaką JEST dla nas. Świat wartości osobowych – widziany, współtworzony, przeżywany przez osoby! Nie w ogóle - w relacjach różnych logik, algebr, wzorów, systemów spekulacyjnych... do wszystkich możliwych (wielu) wszechświatów i innych fizyk i wszelkich praw w nich obowiązujących.

Prawda tego świata daje się nam, udziela (z miłością, w miłości). W tym świecie wygrywamy albo przegrywamy swoje osobowe życie! - nie w matematyce wszechświatów.

Chyba zawsze można powrócić do odpowiedniego kanału. Mamy kluczowe słowa, kluczowe przełączniki – aklamacji, afirmacji, dziękczynienia, wielbienia, miłosierdzia. Używamy ich metodycznie w pewnych formach modlitwy. Powinno to być clou katechizacji (w tym, wiedzy o człowieku-osobie”. Święty Augustyn na to wpadł - "a sami siebie nie znają... sami siebie nie podziwiają... nie ma wiary bez myślenia [bez używania tego kanału]". JPII mówił  – miłość intelektualna [czyli tenże kanał]. To jest kawał dobrej antropologii. Antropologia modlitewna (modlitwy). Co się dowiadujesz o sobie, kiedy się modlisz!!! I o Duchu Świętym!!! W modlitwie - jak na ekranie.

Myślę o pewnej grupie ludzi (wielkiej), że oni tego nie wiedzą. Nie wiedzą, bo im nikt nie przekazał, nie powiedział, jak Filipowi z Biblii. Nasza szkoła zatrzymała się na wiedzy o człowieku sprzed 100 lat!!! To moja wiedza na Radę Pedagogiczną. Moje przesłanie, żeby nikt nie powiedział, że wiedziałem, ale się nie podzieliłem.

Chcemy oświetlić "incydent gdański"? Oto moje notatki. "Klasowe" tylko z uczestnikami, w klasie, mogą być rodzice, nauczyciele. Pełna wizja.... i prawda pełna, całkowita, także ta katechetyczna, biblijna. Nie można badać innymi narzędziami! U mechanika samochodowego nie używa się słuchawek lekarskich i zapisów kodeksowych????!!! To także jest dowód pomieszania pojęć. Zgniłe owoce 16-tu, a już wkrótce 18 lat de-prawacji publicznej!! - wyrastają na zatrutych pełnoletnich krzewach.  I tak, obok siebie rosną dojrzałe owoce prawdy od-wiecznej, OSOBOWE, doskonale wyjaśnione w "Centesimus annus", w "Fides et ratio", zakorzenione od Piasta Kołodzieja w całości dziejów, "brane tęczą zachwytu" - i owoce fałszu, nieszczerości, jakby NIE-OSOBOWE, nie zakorzenione, na piaskach prywaty osobistej lub grupowej, pod prąd dziejów mądrości na tym Bożym świecie.

VI
POINTA
Lubię pisać na gorąco, łapać i utrwalać to, co się dzieje i rezonuje w bycie świadomym. Miałem kłopoty techniczne, tam: słabą baterię w laptopie, brak albo słaby dostęp do Internetu, w domu: brak ciszy w dzień, a nocą brak lampki przy stanowisku mojej wytrwałej pracy bezpłatnej. Więc dopiero teraz złożyłem notatki w całość. Nic nie wymyśliłem, nic nie dodałem.

Może na raty stworzę punkty do mojej własnej teologii EURO (podrozdział teologii Boga Prostoty). Etapy, przyznanie, plany, ogłoszenie logo, zdążą - nie zdążą, koncentracja polityczna na brakach i polityczne rozgrywanie np. bojkot, logo w miastach gospodarzach, na szybach PKP, na dresach własnych dzieci, slogany reklamowe "Razem tworzymy przyszłość" (Hyundai) itd.

"Portugalia Opalenicy" - ktoś na swoim miejscu miał pomysł i zdolność wykonawczą (człowieka na swoim miejscu).

PS.
Jestem wyobcowany we własnej gminie, w której kładłem podwalin wolności, demokracji i samorządności. Dzisiaj lepiej widać, że wyobcował mnie nie tylko wójt Kazimierz i jego układ rodzinno-biznesowy, ale także współcześni, milczący (nie)znajomi. Oni w większym stopniu niż im się to wydaje współtworzą klimat zakłamania w gminie. PRZEZ NIEOBECNOŚĆ W DEBACIE PUBLICZNEJ, inaczej mówiąc,  w (braku) OPINII (oficjalnie) PUBLICZNEJ. Jest tylko szeptana? (szemrana? - byłoby za wiele). Ona więc obowiązuje.

Tylko te polskie gminy wyrwały się do przodu, w których jest zachowana jaka taka ciągłość dziejów starych i najnowszych, czyli, które wykorzystują kapitał społeczny i kapitał ludzki (papieską "Pamięć i tożsamość".
Wiem, co mówię. Wprowadzałem do naszej - mojej od pokoleń i osobiście wybranej - współczesność wraz z Solidarnością, wartości i ideały. Potem Opatrzność przeniosła mnie o poziom wyżej, do katechezy, w świat wartości i ideałów namaszczonych.
Od dawna już przestałem być potrzebny Polsce władzy i hierarchii kościelnej. W gminie samowoli zostałem wyklęty. W niej nie odwołuje się do Ewangelii - nie wiadomo zresztą gdzie odwoływać sie mogą milczące mruki i anonimy, może świadomie/nieświadomie do Marksa, Engelsa, Lenina, klasyków anty-religii? Nowym rządzącym ten stan (prawda?) odpowiada. Milcząca większość przyklepuje starej mentalności. "Psychopatologia nerwic" i mnie się przyda na koniec służby narodowi, kościołowi i tak zwanej wspólnocie lokalnej. Niech żyje Rzeczpospolita Norwidowska!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz