czwartek, 7 czerwca 2012

Śmierć cywilna, motywy życia i nadziei i filozofia polskiej wspólczesności (8)

Miłosierna i troszku niemiłosierna ręka mnie zbudziła około trzeciej w nocy i nie pozwoliła zasnąć. Miłosierna, bo mogę i mam co pisać. Niemiłosierna? - bo może lepiej by było spać i obudzić się do życia z innymi. Ale właściwie po co? Stan śmierci klinicznej jest dobrze opisany, stan śmierci cywilnej, chyba mniej. Właśnie ten drugi wypełnia moją głowę na poduszce, którą opuściła senność nocna.

Śmierć cywilna, w dużym stopniu społeczna, wymaga zatem większego nagłośnienia. A nuż nie jestem przypadkiem takim znowu (znowuż takim?) odosobnionym? Któż to wie, skoro nie publikuje się zbyt wielu analiz i danych z tego pola problemowego.
Chyba śmierć społeczna jest najpierw, a ta jest prosta do wyjaśnienia - brak pieniędzy, łączników ze światem zewnętrznym. Kwitów na funkcjonowanie w nim. To mechanizm prosty - wypadasz z gry, nie masz żetonów do żadnej z otaczającej cię maszyn i mechanizmów.

Cywilna? - zaraz za pierwszą, bo nie potrzebują cię inni, z bezpośredniego narodowego i kościelnego otoczenia. Za katechezę mi płacą, ale chyba mnie nie potrzebują. Nie ten katecheta, to będzie inny - zewsząd wszak dochodzą pytania o godziny lekcyjne do zagospodarowania, ciągle ich brak, taki rynek pracy (i płacy).
Koleżanka z pracy, radna gminnego samorządu poszła najdalej w wyrażaniu uczuć. Nawołuje, by wywieźć mnie na taczce gnoju wraz z żoną, dyrektorką szkoły. Współczesna radna stworzyła akt społeczny (nie tylko medialny, na swoim blogu powtarza ten wpis/apel na razie dwa razy). To nie są prywatne sprawy, jak łatwo zbyć chcą niektórzy/większość, by znaleźć usprawiedliwienie dla swego sumienia. To jest przyczynek do filozofii polskiej współczesności (post-komunistycznej). Warcholstwo/woluntaryzm o monopartyjnych korzeniach górą? Realizm i szacunek dla niego jest zbyt trudny? Najłatwiej stać z boku i czekać, co z tego wyjdzie. A nuż będzie widowisko? A jeśli ich zabraknie to może będzie łatwiej? - mniej pytań np. "Co to jest Ojczyzna" (Grażyna przed Prezydentem RP w Marózie), wymagań...

Wyrok śmierci cywilnej "podpisują" zbiorowo przede wszystkim tzw. wspólnoty lokalne, przeważnie są to gmina i parafia, ale może także coś takiego jak "własne środowisko". Nie potrzebują cię właściwie do niczego, nawet do dobrego własnego samopoczucia. Pierwsza rocznica, trzydziesta rocznica i któraś kolejna, co za różnica, byle chodziło o ciebie. Nie potrzebują i głośno/pokazowo cię przemilczają? Bo nie mają już MO, SB, ORMO, ZOMO by wsadzić cię do więzienia lub wywieźć na Sybir.

Był marksizm? - mówiło się o alienacji pracy. Dziś w miejscach pracy chyba też i od dawna jesteśmy odczłowieczeni w dużym stopniu? Nie/tak? Otwarte pytanie w ankiecie? A o czym rozmawiamy, jeśli w ogóle, czym żyjemy? Sprawami zawodowymi. Dehumanizacja? W pewnym stopniu na pewno.
Widziałem przed laty kaplicę, świątynię dumania, wybudowaną obok skrzyżowania autostrad w Niemczech. Potrzebują chwili zatrzymania pędzący kierowcy. Są też dość powszechnie na lotniskach - potrzebują ci, co do nieba, bo ci, co wracają, nie są tacy skorzy, jeszcze przed obiorem bagaży niepodręcznych witają się z gąską lub interesami. Nie wspominając szpitali, zwłaszcza dla najciężej chorych na jakąś nie-moc. Może powinny być w każdym zakładzie pracy, podobnie jak związki zawodowe? Dla ratowania godności osobowej.

W każdym razie, wymiar duchowy (osobowy?) znika/nął z naszego życia w miejscu zarobkowym. Na mapie jest Miejsce Piastowe, może tam? Bóg i mamona? - nie można dwóm panom służyć. W kościołach tym – życiem duchowym - zajmują się duchowni (choć porzekadło psuje dobre samopoczucie 'za pieniądze ksiądz się modli'), w szkołach - katecheci. Seriale ogłupiają ludzi? - chyba dość już głupich, a czas (i emocje) trzeba czymś zająć. A co z intelektem (z życiem intelektualnym) w miejscach i godzinach pracy?  A CO TO JEST? Ale nawrzucałem pytań.

Przejaskrawiony? Czy nazbyt szary namalowałem obraz?
A może zamurowałbym się od środka, jak niektórzy kameduli? Nie. Mam rodzinę. Ale  i tak żyję/dożyję jak zamurowany. Kto nie wierzy, "przesadzam", egzageruję - niech sprawdzi w komentarzach do tego bloga, albo na Facebooku. No i niech podsłucha na przykład naszych rozmów w pokojach nauczycielskich całego kraju. Należy oczywiście także się przejść po parafiach, plebaniach i pałacach biskupich (nieszczęsnych). Gdzie znajdziemy Dobre Nowiny? Na ambonach i mównicach - odpowiedziałyby dzieci, ale słyszałem z nich tyle zbędnych słów, że już w to nie wierzę.

Kameduli by się nie zamurowywali czasem, bez wielkiego wewnętrznego piękna. Bez spotkania z ludźmi i z nimi można - jak widać - przeżyć. Bez dialogu z Tym Pięknem – Pięknym, także Prostotą - jak niektóre teorie matematyczne i fizykalne - Bogiem, NIE.

Dużo godzin nad ranem spędziłem uszami i myślami na jeziorze Ładoga. Jest aż siedem odcinków na YouTube i dużo więcej muzyk znajdziecie, gdzie chcecie.
"This hymn to the Mother of God is sung during various offices (matins, Eucharist...). Here it is used for the rite welcoming the bishop to the church before the Eucharistic liturgy. While the choir sings the Marian hymn, the deacon pronounces the introductory prayers. The polyphonic arrangement of this old melody is characteristic of the "Pertessian" style from the beginning of the 18th century." Performed by the Russian bassi profondi Vladimir Miller (his lowest note is B1) and Yuri Wichniakov.
„What makes this more than vocal fry is in part the overtones. The overtones vibrating at a higher frequency and in resonance with the fundamental tone act as a glue to smooth and enrich the fundamental. And this is what we perceive as singing. Many of you tenors think you are hitting the same note because you are hitting the same overtones. But you are not hitting the fundamental. Your brain is latching onto the wrong frequency when you listen. Psycho-acoustics is complex” (tamże).

"Ciebie Boże wysławiamy... " - zaintonował kardynał Dziwisz 2 kwietnia o godzinie 21.37. Obok byli abp. Marini i drugi ceremoniarz papieski Konrad Krajewski, który "wyspowiadał" się w telewizji ze swojej miłości do Papieża-Polaka - "chodziłem do spowiedzi do Jana Pawła II nie tylko po to, by wyznać grzechy, grzechy wyznać najłatwiej, ale by wyznać winy, że nie jestem taki jak on, chciałem otrzymać kolejne jego błogosławieństwo, by być w jego przestrzeni". Czyli można o religii i duchowości mówić inaczej! Jan Pospieszalski, inny reprezentant Polski w TVP, wyszykował na wieczór tego samego dnia, nazywanego Bożym Ciałem, program o religijności obrazkowej. Jak to coraz prościej rozróżnić, kto jest kim ;)

Względność i bezwzględność mojego pisania i każdego innego odpowiedzialnego, tzn. osoby odpowiedzialnej z tożsamością, nie pozwala na ple-ple-ple, byle uniknąć podejrzeń, potwarzy, zniesmaczeń...
Teoria względności Einsteina ma swoją odpowiedniczkę w teorii bezwzględności Józefa K. Na czym ona polega? Już wiele razy o tym mówiłem, pisałem. Że ja (tylko)notuję, prawda się objawia!!! Jeszcze lepiej brzmi/wygląda w tego zdania szyku odwróconym.

Jeszcze inne conkretos exemplos? Oto mogę teraz pisać lub się położyć na chwilę. Jak się położę i wstanę za jakiś czas, nastrój będzie inny, pisać będzie ciężko, albo wcale się już nawet nie da i nie opublikuję (znów 'nawet') tego co już mam. Ale czy to zmieni sens mojego bloga?? Bezwzględnie nie. Osoba ta sama, tożsamość ta sama, pamięć nawet (po raz trzeci).
Czego ja chcę? Ależ ja to wiem i wy to już wiecie, jeśli śledzicie przez jakiś czas posty na "Osobnym świecie". W wierszyku także zapisałem lat temu z trzydzieści parę, on też już widział.

czego ja chcę?
żeby mi niebo odciążyło głowę
żeby mi miłość napełniła serce
żebym nie myślał nie wiadomo o czym
żebym nie walił głową w jakiś mur
żebym nie ryczał jak wół
jak głupie cielę
jak chłopiec z zapałkami
żebrak z pusta czapką
pijak na na ulicy
.......
których siecze deszcz

Dobrze jest notować, żeby wam kiedyś jakaś inna Krystyna nie powiedziała, że wszystko co robicie i piszecie robicie i piszecie ze względu na nią. Śmieszne by to było, jeśli mieszkałoby się w innej gminie. U nas nadaje się do psychiatry(ka?).

Cukru więc nie mierzę i ruch zawiesiłem na kołku. Nie to, żebym jak zawzięty Szkot lub Irlandczyk dawał krajzedze palce do obcięcia, ale nikt nie żyje dla siebie i nie umiera dla siebie. Ja dla siebie też nie chcę, nie mogę, nie potrafię. Spróbujcie sami. Chyba George'a Orwell wyeksperymentował na potrzeby którejś swojej książki, że w takiej jak ja sytuacji, żyje się z dnia na dzień, plany są niemożliwe. On mógł wyjść z tego stanu, wraz ze zdobyciem potrzebnych obserwacji, miał za co żyć dalej na jakimś poziomie, mógł realizować swoje cele.

Kiedy ma się kasę, można załatwiać sobie relacje życiowe i cele na większym polu działania. Kiedy się ich niema, jest się skazanym niejako na to (więzi, motywy), co płynie od strony wspólnoty najbardziej lokalnej, a to w naszych realiach jest tylko gmina i parafia i, w moim przypadku, szkoła. I więcej nic. Wspólnota lokalna więc jest w wielkim stopniu odpowiedzialna za życie, rozwój i śmierć swoich członków. Mnie zabija długo, wymazaniem przez wójta Kazia na lat szesnaście, dzisiaj przez spadkobierców, przez kontynuowanie niszczenia pamięci i tożsamości, przez „siewcę nienawiści”, a ostatnio przez taczki z gnojem podstawiane przez uczynną koleżankę z miejsca (bo nie ducha) pracy.
Dlatego Sobór Watykański, zbudowany na faktach realnego świata (nie wyobrażonego, jak u tradycjonalistów, na śmierć i życie trzymających się religii obrazkowej i wiary nakazowo/nakazanej) i ich/jego świetnej znajomości, a potem Jan Paweł II (fenomenolog wśród papieży) realizator soborowy, mówili - że władza jest odpowiedzialna za przedkładanie wspólnocie rządzonych (także w parafii) motywów życia i nadziei. Mnie nikt takich  nie daje. BO ZA BARDZO KOCHAM SOBOROWĄ NAUKĘ I POLSKĘ WZIĘTĄ TĘCZĄ ZACHWYTU OD ZARANIA DZIEJÓW?? - mam powody tak pytać w polskim parafialnym kościele 2012, i w państwie post-komunistycznym.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz