poniedziałek, 3 września 2012

Mistyka codzienności, msza nowego początku (r.szk)


"Mistyka" (w codzienności) to jest rzeczywistość, która się dzieje, "materializuje" na naszych oczach i w nas i na zewnątrz. To jest to, co jest zawsze, a co tylko wydawało ci się (i pewnie wydaje) zbyt wzniosłe, żeby tobie się przydarzyć i zbytnio ze światem wierzeń (wiary) raczej niż codzienności, powiązane, a my chcemy być czysto materialistyczni przeważnie, na co dzień. A tu masz! To (wszystko, a nie tylko to, co czasem doświadczane odświętnie) staje się ciałem-życiem-codzienności-naszej. Nie wymyślasz tego, nie projektujesz, a jest, po prostu. Zrób zdjęcie (nie trzeba aż rentgenowskiego), zanotuj dość wiernie, zobaczysz!

Każdy tak ma, bo tak się dzieje rzeczywistość człowieka (osoby), który nie należy tylko do natury, ale i kultury. Wystarczy właściwie tylko dość uważnie notować nurt zdarzeń, byle całkowicie realistycznie, nie wybiórczo, tzn. nie tylko konfiguracje materialne na zewnątrz, figury i figuratywnie, ale i fakty wewnętrzne, w tobie, twojej osobie (których nie ma, nie byłoby bez szeroko, najszerzej pojętej kultury, w większym stopniu niż chcemy sobie zdawać sprawę na co dzień, w Całości, na nasze możliwości doświadczalno-poznawcze). My, to nie tylko to, co jemy ze stołu w kuchni, ale i stołu Słowa, Koncepcji, Kultury...? (stare jak pół-świata określenie prof. A.Kępińskiego o metabolizmie materialistyczno-informacyjnym.)

Dlaczego to piszę, teraz w poniedziałek 3 września 2012?  Bo się boję i trzęsę, bo myśli własne wydają mi się zbyt odważne.
Ale takie były, przyszły wczoraj do mnie, w trakcie pracy nad dzisiejszą liturgią. Liturgii nie wybrałem jako zadania, zadanie liturgii dostałem w związku z wykonywaną pracą katechety. Pracę, każdą, wykonuję na miarę swoich sił i możliwości. Dziej się zatem, nie-ja (dziej się Ty moje nie-ja).

Z pomocą przychodzi zasada ignacjańska "nie zmieniaj postanowień w ciemnej chwili, skoro dostałeś je, powziąłeś w jasnej".
Dobrze jest przeczytać parę książek w młodości i zapamiętać pewne fragmenty. Muszę zapytać Michała, co trzyma go na dystans z Ignacym, a pociąga bardziej Teresa, Jan, Eckhardt, Henryk, Benedykta, kolejna Teresa. Praktyczność, doświadczalność Ignacego bywa bardzo pomocna.

I zajrzałem do tego, co wczoraj napisałem na liturgię dzisiejszą i wcale nie osłabłem. Przeciwnie. I jeszcze dopisałem wezwanie za naszych absolwentów - co dla mnie stało się kolejnym promieniem Światła - i to, że chleb jest od Matki Bożej Ostrobramskiej (zgodnie z naszą tradycją literacką i religijną, nic nie cyganię). I co? Mam być wierny wczorajszym natchnieniom, czy dzisiejszym lękom porannym?

Niech TO się już zacznie i niech się dzieje. Ja wykonuję tylko swoją pracę. Amen.
A teraz już na spokojnie, bo po. Filmiki, które umieściłem na Facebooku coś z tego pokazują i oddają.
Wiecie? - że nie tylko lepiej się czuję i lżej mi się oddycha w NASZYM (znów) kościele, ale i w naszej szkole i w naszej gminie! Przez ostatnie lata nie tylko w szkole i w kościele, ale nawet siedząc pod sklepem w samochodzie, czekając na Grażynę, czułem się jak "ponowoczesny banita po raz drugi".

Najpierw było 16 lat totalitarnej dyktatury fałszu, potem dano mu jeszcze usankcjonowanie para-religijne! Fałszywe skrzydła. Fałsz chciał sięgnąć szczytów i ogłosić się Bogiem ("patrz jak nad jej wody trupie..." jest łagodniejszym językiem? A jak Wy byście to nazwali?) - aż po sławetne wyzwolenie z wszelkich granic rozumności w zawołaniu "wywieźcie dyrektorkę RzN i jej męża katechetę na gnoju ze wsi".

Czuj się kto dobrze w takiej gminie, parafii i szkole! - mając nawet dyrektorkę za żonę i paru przyjaciół(ek) - i w takiej Polsce, która raz mocą generała Jaruzelskiego, drugi raz wójta Łapki, dzisiaj trzecim ręce się trzęsą by wygnać lub wywieźć.
Ja mówię wprost, nie za plecami i nie na ocenzurowanych adresach mailowych i kontach internetowych. Strachówko, możesz być wielka i święta. I już jesteś, po części, choć nie wiesz. Bez odwagi poznania prawdy nie da się wykorzystać swoich szans. Nie ma innych potępionych, jak tylko ci, którzy nie chcą przyjąć...
"Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli". Tak - tak, nie - nie. Jest ból wyznania i poznania prawdy, jest skrucha, przebaczenie, pojednanie. Nie chce się bić, ani gryźć, chcę tylko rozmawiać (modlić się razem) i szukać kon-SENS-usu. Tyyyyle chrześcijańskich i bardzo ludzkich możliwości zostało nam (od)danych do dyspozycji. Milczenie, zagłaskanie prawdy, prawdę udusi.

Co z tego wynika? Że tajemnica to wielka. Wszechogarniająca. Tam, gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu.

Żeby Polska była Polską, żeby gmina była gminą, a szkoła szkoła - kościół musi być (takim) kościołem. Bo co to jest kościół? Wspólnota? Bo po co? A czym jest liturgia? A co znaczy właściwie, kiedy używamy ogromnego skrótu naszej ludzkiej mowy, mówiąc "chleb od Matki Bożej Ostrobramskiej"? Od Kogo, Jaki Chleb, Co jeszcze, i Jak to ma działać? A że działa - widzimy.

Może miłość intelektualna - przełożenie figuratywności na poznanie bardziej realne człowieka, świata, Boga - które "pragnie uchwycić ich cechy istotowe i konstytutywne, unikając uprzedzeń i schematów" - jest przygotowaniem do mistyki codzienności (ale gdzie asceza?). Oj, życie mi musi jeszcze chyba dołożyć, a ja muszę ten dar przyjąć. Boję się - wolałbym już bez wstrząsów - ale mówię.


Jest o czym rozmawiać, nie po to tylko, by ciekawie sobie porozmawiać, ale żeby dobrze i mądrze żyć. O tym też było kazanie - "Dlaczego WARTO CHODZIĆ DO SZKOŁY?"

Rada Pedagogiczna 3 września 2012

Usłyszałem od Emilii "wpadłeś w studnię wymowności". Dziękuję za cytat, biorę za poważne upomnienie. Gadulstwo to straszna rzecz. Ale gadulstwo skarcone to wspaniała rzecz (może), żre sumienie mnie-gaduły. Boli każde zbędne słowo? - i dobrze. A czego nie wyżre sumienie żarłoczne, modlitwa zdziała (pkt.4 modlitwy powszechnej we mszy na początek roku szkolnego - Powstrzymuję nogi od każdej złej ścieżki. Naucz nas i pomóż nam Panie Jezu unikać złych rozmów, złych słów, słów złości, w realu i w Internecie, zwłaszcza na przerwach wokół szkoły i na korytarzu szkolnym, ale także złego towarzystwa, złych zabaw, złych stron w necie i filmów. Ciebie prosimy... a cały kościół odpowiedział gromko - „Wysłuchaj nas Panie”).
By the way - nie mówi się za dużo o tym, tej, o pewnym jak drut fakcie życiowo-medialnym, tzn. o piątej władzy, a ona odgrywa ważną rolę. Władza słów i (ich) formy nad nami. Także przy układaniu modlitwy powszechnej wtrącają swój głos. Jako przykład daję „złych słów, słów złości, w realu i w Internecie... jest krzyż, czy wisi? - czasem, żeby słów nie powtarzać, czasem brzmienia, czegoś nie potrącać lub wręcz przeciwnie. A z kolei Internet źle znosi polskie znaki itd. Musimy słów i znaków się słuchać, to jest wyższe prawo. Znak - że jest coś ważnego i dobrego dla nas ponad nami.

Co zwróciło, przykuło moja uwagę w tej Radzie:
1) Lista i przydział godzin dodatkowych wspólnie tworzony.
2) Dla nowych nauczycieli gram autoprezentacji z ciekawym i twórczym ukierunkowaniem "dlaczego jesteś nauczycielem i dlaczego 'wyznajesz' i nauczasz akurat tego, a nie innego przedmiotu, co jest w nim takiego, co (że) cię urzekło"?
No, no - ambitne zadanie na gram prezentacji siebie.

Mój (bio)gram - bo linia życia i linia Polski mi się skrzyżowały. Bo stan wojenny wypędził mnie z mojej Strachówki, od robienia Solidarności z rolnikami, nowego początku, nowej-starej Polski "branej tęczą zachwytu od zarania dziejów", a proboszcz też w moim mieście rodzinnym szukał akurat kogoś, kto się zajmie młodzieżą (i studentami) i zatrudnił banitę.
Co urzeka w mej pracy? Że na każdej lekcji-katechezie trzeba sobie postawić pytanie, kim jestem, co ja tu robię... i zawsze dostaje się światło, czasem bolesne.
Boli zwłaszcza - nie ukrywam, wyznaję - gdy wrzasnę, przezwę, poturbuję?... gdy sytuacja przerośnie...

Musiałem też dodać zdanie spoza auto-prezentacji "że z historią i WOS, rzadko się spotykam w mojej gminie, od 18 lat prawie wcale, z wyjątkami, jeśli sam się o nie upomnę". Miejscowi zrozumieją, zamiejscowi dostali ostrzeżenie, że nie każde słowo świeci prawdą, że trzeba dopytać.

Oto niektóre zaproponowane przez dyrektorGKę i powołane przez Radę Pedagogiczną zespoły wewnątrz niej samej:

  • d/s ewaluacji (profil szkoły)
  • d/s pomocy psychologiczno-pedagogicznych
  • d/s OK (tzw. "Laboratorium", dydaktyka i metody, narzędzia itd. stosowane i rozwijane przez nas-nauczycieli)
  • d/s projektu gimnazjalnego (tzw. Akademia)
  • d/s opracowania programu wychowawczo-profilaktycznego
  • d/s promocji szkoły i strony internetowej
  • d/s towarzyszenia z grubsza, z lotu ptaka, w drodze absolwentom
Pod wpływem ducha posiedzenia dopisuje sobie pytanie "Z czym idę na pierwszą katechezę?"
"Nowa" Ania, zatrudniona na rok, wzorem amerykańskiej wielkiej siostry i wielkiego przyjaznego brata, najpierw rozdała nam dwie strony dobrych rad od dzieci (według Janusza Korczaka) dla nauczycieli-wychowawców, a pod koniec posiedzenia pół zadania "napisz na zielonej karteczce, czego się spodziewasz po mnie" a na żółtej "jaki swój potencjał mnie masz do zaoferowania". Będziemy się doskonalić obu-wielo-stronnie :)


Z rad (próśb serdecznych) dzieci-korczakowskich przepiszę jedną:

"Nie rób z siebie nieskazitelnego ideału.
Prawda na twój temat 
byłaby w przyszłości nie do zniesienia"

To tylko odprysk pierwszego dnia Życia (w) RzN. Jeśli to nie BÓG, który jest i działa w nas i przez nas, to CO? KTO? Nie tylko przecież JEST w kościele na mszy. JEST także w domach, w szkole, na Radzie Pedagogiczne... w Internecie, na blogu i Fb. Nie będzie rozmowy o TYM, dialogu o (i w) czasie, który nam dał? - to cóż my zrozumiemy, co innym przekażemy, jacy głupi pomrzemy, bez wykorzystania szansy szans.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz