wtorek, 31 lipca 2012

Miłość za miłość - blask prawdy


Przypadkiem (w procedurze odzyskiwania dokumentu) oko mi upadło na dwa zdania z wczorajszego posta - „Życie się dzieje, próbuję je czytać, rozumieć i kontemplować, współ-istnieć w zgodzie. Oczywiste, że w takiej koncepcji źródłem istnienia (zwłaszcza życia człowieka-osoby) jest świętość!”
Drobiazg? No nie. Zupełnie nie. OGROM.

Piszę tak sobie, bo myślę tak sobie. Żyję tak sobie - „W duchu i prawdzie”. Niby oczywiste, znamy to z czytań liturgicznych lub osobistej lektury (katechezy, rekolekcji). Jak to łatwo powiedzieć,  powtarzać. Co innego jednak – doświadczyć. Dotknąć. Zobaczyć naocznie. Iść i żyć za pan brat, ręka w rękę z tą prawdą.

Jestem bombardowany każdego dnia blaskiem prawdy. Ten blask nie oślepia. Uszczęśliwia. Blask brzmi lepiej niż iskra i odprysk.
Każdy może. Blask idzie ze świata nas otaczającego i tego dalszego, znanego tylko najwybitniejszym naukowcom, z dzieł artystów i z Biblii. „Przez wszystko do mnie przemawiałeś Panie” (CKN). Niektórzy, szukający i chcący, cieszyć się mogą co chwila:
- „Ponieważ Jezus żyje, ponieważ każde z tych rozważań  jest spotkaniem z Jezusem żyjącym dziś, czemu by nie wyobrazić sobie, że czeka On właśnie na mnie? Że to do mnie mówi: "Daj Mi pić".
Ale prędko sprecyzuje: "Gdybyś znał dar Boży, sam poprosiłbyś i piłbyś ze źródła wody żywej".
Zaskakująca wymiana pragnień. "Daj Mi" – mówi Jezus, a potem: "Poproś Mnie". A nieco dalej: "Ojciec pragnie czcicieli w Duchu i prawdzie". Znajdujemy się na szczycie Objawienia. Wiedzieliśmy, że Bóg może ugasić nasze pragnienie, ale gdyby nie ta Ewangelia, kto ośmieliłby się pomyśleć, że Bóg jest spragniony nas? Jedyny sposób, żeby być godnym tego pragnienia, to samemu być spragnionym. Pragnienie za pragnienie, miłość za miłość.
"

Teologia jest szczególną nauką. Daje nie tylko satysfakcję za wykonaną rzetelnie pracę (poznawczą), ale coś więcej. Radość pochodzi nie tylko od siły argumentów i poprawności metod (rozumowania...), ale od czegoś, co łączy osobę z poznawanym przedmiotem. Są to relacje osobowe! - a to daje (jest) sens, spełnienie, zbawienie.

Argument z doświadczenia osobowego nie jest byle jaki. To nie jest „tylko” psychologizowanie. To jest aż psychologizowanie! - jeśli już. Człowiek jest szczytem stworzenia (stworzeń), czyli szczytem tego, co istnieje we Wszechświecie. To, co jest najważniejsze w doświadczeniu osoby, jest najważniejsze w ogóle. Nie wyjaśnimy rzeczywistości człowieka bozonem Higgsa, albo inną cząstką(!) elementarną. Wyjaśnimy! - przeciwnie - CAŁOŚCIĄ. Czymś się (przecież) różnimy od materii.

Na przykład, inny przykład – na swoim własnym – kiedy robi się nie tak, coś, i ma się tego poczucie i nawet niesmak do siebie, a tu nagle zalewa cię światło, blask! Bo coś tam, coś tam, np. coś pomyślisz, coś sobie przypomnisz, jakieś dobro, przyjemność jest przed tobą, nawet  w lekkiej mgle. Ale przecież nie ten drobiazg niesie to światło. To światło, ten blask płynie z głębszej rzeczywistości. Dla głębszej zadumy, zrozumienia, radości? - można poczytać Veritatis splendor.

PS.
O wsi - co Wałęsa i co ja - później. Nie mówiąc o wątkach, prześwitach i blaskach wcześniejszych. IO i rodzina na karku nie sprzyja tej działalności :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz