środa, 17 października 2012

Tyle dobrego... WIERZĘ!


... się wydarzyło wczoraj. Zapowiedziałem relację. Czy odnajdę stosowny plik? - notuję gorączkowo w wielu miejscach, litery mi się mylą albo omykają na komputerze, nie wiem, czy wszystkie z powrotem odkryję.

Wczoraj w drodze do Jadowa mądrość i prawda bawiły się ze mną w rebusy. Mądrość to co? A prawda? Są wymienne. Prawda jest wolną i niezależną panną na wydaniu, mądrość zaś już ożeniona z kimś. Bo przedmiotowa? podmiotowa? strona brzmi brzydko, technicznie.

Bo czułem się.. tu nie potrafię odczytać - Anglia? trochę? tęsknię? - wiele słów można podłożyć pod moje bohomazy, które w wielkim pośpiechy rzuciłem na kartkę między jednym odwozem i drugim. Po powrocie z Jadowa, dzieci czekały na odwóz do szkoły.

Wile słów pasuje do oddania źródłowego przeżycia na Rynku w Jadowie. Na wiele sposobów można próbować wracać, mierzyć i opisywać jego światło i głębię.

1) że, gdybyśmy żyli w wymiarze-świetle (prędkość światła uczyniliśmy miarą wszystkiego, a dlaczego nie jego przestrzeń, wymiar i to, odkrywa?) mądrościowym, o byśmy byli zawsze braćmi wszystkim, byśmy to niechybnie odkryli - bo jest, bo jesteś, bo jesteśmy jest pierwszym i najważniejszym... orzeczeniem?, orzecznikiem", w każdym razie czymś, co orzekam o Tobie, o świecie, w którym żyję, o sobie. Dobrze, że JESTEŚ, JEST, JESTEM, JESTEŚMY...!!!! Najważniejsze trzy słowa przy każdym spotkaniu i w każdej  rozmowie. Tak rozpoczyna się i toczy każdy ważny dialog! Wypowiadając "dobrze", że jest, jesteś... komunikujemy całą swoją filozofię i wychowanie. I teologię, jeśli jesteśmy ludźmi wierzącymi. Wtedy dialogiem stajemy się sami, cali. Odkryciem sensu, objawieniem. Nie mów, że trudne rzeczy mówię. Pomyśl.

2) w spotkaniu na Rynku w Jadowie daje się duch (także tego miejsca, Genius loci) i wrażenia zmysłowe się dają na (dobry) początek, ale duch jest poza czasowy choć daje się w jakimś miejscu i czasie, jest z wieczności i chce trwać w nas, a wrażenia zmysłowe szybko przemijają, mają chwilę trwania, jak błysk i przemijają, wymazują je następne, ale my jesteśmy ciągle ci sami, podmiotem przeżywającym je wszystkie po kolei, nasz duch nie chce błyskać jak lampa stroboskopowa, chce trwać i trwa, nie pytając się nawet nas o zdanie

3) mijam na rozalińskiej drodze starego rolnika pędzącego krowy, znam go, rozpoznaję, przed laty siadywaliśmy razem w salach, pokojach i kuchniach (także naszego annopolskiego starego domu) Solidarności Rolników Indywidualnych (bo wtedy byli jeszcze także rolnicy zbiorowi z kołchozów, które u nas nazywały się pegeerami, pozostałościami po czasach peerelu). Mijam go szybko, samochodem, w czynności rodzinnej, w pośpiechu od żony do dzieci, by rozwieść wszystkich na czas. Ale myśl się odczepić od miniętego rolnika nie może. Ba! nie może, coś nas w  wieczności (wtedy) zanurzyło. Razem byliśmy zanurzeni, choć ja jako "prowokator" inicjujący solidarne między sobą - i naszymi czasami - zdarzenia.

Siadywałem, siadywaliśmy w niejednej izbie, na ławach, przy piecach, na krzesłach, przy stołach... My - mądrzy ludzie. Głównie takich starał się wynajdywać Kazik, znał ich po imieniu, zapładniał ich krowy, był inseminatorem. Kazik umiał - przede wszystkim - rozmawiać z ludźmi, bo ich szanował, bo w nim był/jest szacunek do istnienia i prawdy i sensu. Czego nie ma w tobie, tego nie szukasz u innych. Ja podzielałem kazikowe zdanie o ludziach. Patrzyłem na nich, słuchałem i mówiłem właśnie, jak do mądrych ludzi.

Nie zapomnę ich twarzy. Pamiętam twarze, domy w Rozalinie, Annopolu, Józefowie, Młynisku, Marysinie, Wiktorii, Szamocinie, Szlędakach, Boruczy, Kątach Wielgi, Rudzie Czernik, Kątach Miąski, Księżykach, Kątach Czernickich, Grabszczyźnie, Flakowiźnie, Gołębiowiźnie, Równym, Jadwisinie, Osęce, Piaskach, Zofininie, Krawcowiźnie - wszędzie żyli mądrzy ludzie, wtedy?! Wszędzie ich Kazik wynalazł, wszędzie się spotkaliśmy i rozmawialiśmy o Polsce i gminie, modliliśmy się za papieża i za siebie, nawzajem.
Oni są we mnie. Ich twarze! epifania twarzy! ich-nasz czas i tego Karola z Wadowic, więc rozumiecie, że dla mnie "List do Papieża", z prośbą o błogosławieństwo dla Rzeczpospolitej Norwidowskiej więcej niż dla kogokolwiek znaczy. Zabiorę tę tajemnicę do grobu.
Jacy my byliśmy mądrzy swoim czasem! Obdarowani, jak stąd, aż do nieba.
Tego już nikt nam nie wróci. Zostało zabrane, najpierw przez stan wojenny, a potem przez mieszkańca spoza gminy, mającego tutaj swoje korzenie, spoza ideałów, czasów i miejsc mi znanych, który wiecznie chciał być wójtem. Dziś są jego żniwa i anty-kultury spotkania, dialogu i solidarności w wierze rozumnej. Dzisiaj te perspektywę widzenia i kulturę mądrościową (duchowo-biblijną) wyparła materialistyczna (od-nowa?).

Jak to było wszystko (opisane i opublikowane przecież) możliwe? Tu, na tym terenie, gdzie dzisiaj mnie nazywają "siewca nienawiści", ci, którzy nic nie rozumieją, jeśli to w ogóle możliwe, czy tylko dla interesu wyparli się (tamtej) Polski, wzruszeń przeszłością, prawdy, duszy? "Pamięci i tożsamości" współ-dzielonej z Wielkim Polskim i Globalnym Papieżem! - w powszechnym, świętym, jednym i apostolskim Kościele?!

Nie chcecie wiedzieć, że złamaliście mi serce. Bo wasze serca porosły tłuszczem dobrobytu (każdy ma ma miarę) i samozadowolenia w wolnym już kraju i gminie.
Większość z was obrazi się i za to pisanie. Dzisiaj większość w ogóle nie chce nawet słyszeć o takiej perspektywie bytowania na ziemi wśród bliźnich, czyli braci i sióstr w wierze i człowieczeństwie ("o czym teraz myślisz?" - pyta Facebook, gdzie idziesz? na co patrzysz?... więc większość - dla nie-świętego spokoju - nawet nie włącza tej opcji także Internetowego życia?).

Mnie nie oszukacie. Nie oszukacie swoich czasów i historii. Nie włączając (symbolicznego i dosłownego Face-booka, Inter-netu) tworzycie zarazem sobie własne teorie RZECZYWISTOŚCI człowieka, kultury, świata, która by usprawiedliwiała waszą nieobecność i milczenie. Podobnie działa sekta, realizując własny pomysł na wytłumaczenie świata i swojego w nim miejsca i interes, wbrew istniejącej (światowej i dotychczasowej) kulturze i religii.

Tak kalendarz ułożył, że wczoraj akurat było wspomnienia światowe!!! 34. rocznicy wyboru Karola Wojtyły, chłopaka z Wadowic na papieża globalnego w globalnej epoce.

****

Wcale nie to miałem dzisiaj napisać. Wydarzenie z Jadowa rozrosło się niebotycznie. Czułem, że było strasznie wielkie źródłowe. Źródło nie wysycha.

Miałem, chciałem wyliczyć dobro, które oprócz tego, jeszcze się tego dnia zdarzyło:
- ksiądz profesor, Dziekan, prezes i redaktor, moralista, dał jednak mój komentarz, ze spotkania Człowieka, na Jego blogu, w Internecie, które tak bardzo! oświetliło mój poniedziałek, (miałem słuszne obawy, więc cieszyłem się do wczoraj tylko w 97%)
- ojciec franciszkanin "mniejszy" odpowiedział z Boliwii na moje zuchwałe (w waszym świecie nazywa się je "bezczelnymi") pytania o fascynacje soborowe i własne miejsce w Kościele
- Lucy przysłała cudowne zdjęcia ze szkoły i parafii świętej Teresy, Lincoln, Ne, USA - Rok Wiary przeżywamy w perspektywie globalnej i mistycznej, tu i tam
- czat mi się zdarzył stereofoniczny i panoramiczny z Michałem z Łodzi i z Jeshio z Bangladeszu o katechizacji, ewangelizacji... Michał zaproponował mi pomoc w katechezie, chce robić nam materiały wizualne, spoty i prezentacje, na początek o świętych. Michał widzi poniżej 5%, jest uczniem w Specjalnym Ośrodku Szkolno Zawodowym, Jeshio apostołuje dla Campus Crusade for Christ, (założonej przez Bill'a Bright, który w 1996 otrzymał za swoją działalność Nagrodę Templetona, a nasz ks.prof. Michał Heller w 2008), której to organizacji i ja sporo zawdzięczam, choćby niekończące się nigdy wzruszenia na filmie ewangelizacyjnym Jezus, z którego melodia nie przestaje mi dźwięczeć w uszach do dzisiaj. Oglądaliśmy go sami i puszczaliśmy wszystkim chętnym ("każdy dla każdego" ;-) na wszystkich wielkich akcjach ewangelizacyjnych, od Jarocina poczynając. TA rzecz nie ma ograniczeń wyznaniowych. Masę wartościowych rzeczy dowiedziałem się także od Josha McDowella na konferencji w hotelu Sheraton, w której uczestniczyłem tylko dlatego, żeby pożytecznie przeczekać czas obecności naszej młodzieży z DyrKa na prezentacji m.in. naszej Matki Bożej Annopolskiej w salach Zamku Królewskiego w Warszawie w ramach programu "Uczniowie adoptują zabytki".

I zupełnie na koniec. Obejrzałem wczorajszej smutnej nocy dla Polski - przegranej narodowej na narodowym stadionie - film o stokroć smutniejszej sprawie-skandalu kobiet sprzedawanych od dziecka na prostytucję ze strasznym kulturowo-religijnym kołtunem prawie nie-do-rozwikłania (prawo sobie nie radzi, zakazało, ale cóż z tego, skoro "w ludzie" pozostało). Pierwszy raz w życiu chciałem być misjonarzem, choć przez chwilę i zanieść tam światło osoby człowieka, z mocą Osoby Boga Który Stał Się DLA NAS - CAŁEGO RODZAJU LUDZKIEGO - TAKIM SAMYM CZŁOWIEKIEM.

Tego światła brakuje w tylu miejscach na Ziemi! My też nie chcemy w Jego sprawie się spotykać, rozmawiać, by się dzielić i pomnażać w nas i dookoła (czego odblask by doszedł - WIERZĘ! - do Indii i Bangladeszu i Ameryki Północnej i Południowej, na cały glob i do każdej naszej wioski).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz