piątek, 13 stycznia 2012

Walka o ideały, czy mieszanie dobrego i złego?

Ciężkie jest to pisanie. Także dla mnie. Nie jest lekko pisać krytycznie o innych. Ale, jak może zauważyliście, zapisuję także ciężkie własne przeżycia. O coś tu ważnego chodzi. Nie o obrażanie, ale i nie o ple,ple,ple. Idzie o prawdę. To jest walka (spór? - za słabo) o IDEAŁY. Ani o stanowiska, ani o karierę, ani o korzyści majątkowe.
O TO - JAKI JEST NASZ ŚWIAT. NIE GDZIEŚ DALEKO, ZA GÓRAMI I LASAMI, ALE WE WŁASNEJ GMINIE, WSI, SZKOLE, PARAFII.

Trzeba nazywać ideały, którymi się kierujemy. Ideał wspólnoty, gminy, władzy samorządowej, Ojczyzny, szkoły, wychowania, dialogu (społecznego), rodziny, osoby...
A kiedy już wreszcie nazwiemy, trzeba ich bronić.

Ja już chyba wszystkie nazwałem, opublikowałem lub zrobili to za mnie inni. Wystarczy sięgnąć pod wskazywane wiele razy adresy internetowe lub do biblioteki.

Bogu dzięki, że napisałem wczoraj, i że napisałem szybko. Przeżyłem, co przeżyłem i dałem temu świadectwo. Bo za chwilę tak w bagienku medialnie zaczęli mieszać, że obrzydzenie wróciło.
Redaktor Marek Czyż program w TVP Info na temat wyroku w/s stanu wojennego zaczyna od kabaretu Adama Słomki (dawny KPN), potem szuka jakichś paradoksów sądowniczych itd. Powinni go skierować na scenę, a nie do poważnej redakcji.
Program ratuje prof. Antoni Dudek - "Jest w Polsce część społeczeństwa, która ma prawo domagać się wyroku sądu w sprawie stanu wojennego". Jan Lityński współgra z redaktorem - "ważniejsze od sądu jest zadośćuczynienie ofiarom". Czyli komu i jak? Nie jest mu łatwo skryć irytację za sloganami. Wstyd mi, że to doradca prezydenta. Jest tak wewnętrznie skłócony, że nie może czasami wymówić słowa.
Zadośćuczynienie? Też jestem za, ale niech się wysili i powie, jak on to widzi. I czy dostrzega problemem takich ludzi jak ja? A moje życie - jak wynagrodzi? Nie, jemu chodzi tylko o rozmydlenia sprawy, żeby osłaniać generałów i jakąś nienazwaną wizję życia i Polski. On też nie nazywa ideałów. Robi tym ohydne wrażenie. Oleksemu trudno się dziwić. Wyrok Sądu trafił "w - nokautujący - punkt" także jego życiorysu.

A dlaczego prawie (podkreślam "prawie") nikt nie mówi o tym wśród moich kolegów i koleżanek w pracy, w sąsiedztwie, w samorządzie, w kościele (bo nie trzeba mówić za mnie, tylko ze mną rozmawiać!), skazując mnie/nas na przemilczenie w naszych wspólnotach lokalnych? Jak ofiary molestowania, gwałtu! Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Jakby uznano już powszechnie, że ofiary molestowania, gwałtu, mobbingu itp. zasługują na zrozumienie i zadośćuczynienie, a my nie. Bo jest za wielu? Czy jesteśmy niewygodni ze względu na różne poprawności polityczne o zasięgu krajowym lub lokalnym. A może jak śmieci na wysypisku historii. To idźcie krok dalej i napiszcie nam w widocznym miejscu tak, jak po wojnie pisano żołnierzom AK!! Napiszcie coś fikuśnego, biorąc za wzór "Zaplute karły". Wy - orły, bohaterowie, herosi. Wy, czyli nikt.

A gdybym nagle zamilkł, to już nikt wam prawdy o tym czasie (jak znana "piosenka dla córki") w gminie i w Polsce nie powie. Nie poznacie ani własnej historii, ani tożsamości, ani odczuć "ofiar inaczej" stanu wojennego i zabitej nadziei. To nie są przenośnie. To nasze życie. Przyjrzyjcie się ze zrozumieniem rysunkom naszych uczniów na gazetce zrobionej na XXX-rocznicę stanu wojennego! Czy to tylko plamy barwne i szarości? JA JĄ BIORĘ DOSŁOWNIE. JA TAM WSZĘDZIE ODNAJDUJĘ SIEBIE! PRZED CZOŁGAMI, PISTOLETAMI, ROZJEŻDŻANA JEST MOJA NADZIEJĄ I IDEAŁY, KTÓRE MNIE JAK PIELGRZYMA IDEAŁÓW I WOLNOŚCI PROWADZIŁY PO DROGACH I BEZDROŻACH GMINY STRACHÓWKA, OD WSI DO WSI, OD CHAŁUPY DO CHAŁUPY (DZISIEJSZYCH REZYDENCJI JESZCZE NIE BYŁO), OD TWARZY DO TWARZY, OD OBLICZA DO OBLICZA, OD SŁOWA DO SŁOWA, OD UŚCISKU DŁONI DO UŚCISKU DŁONI, OD PODPISU POD DEKLARACJĄ CZŁONKOWSKĄ SOLIDARNOŚCI DO PODPISU, OD PIEŚNI DO PIEŚNI, OD MODLITWY DO MODLITWY. KIEDYŚ PRZESZLIŚMY W PROCESJI Z KOŚCIOŁA W JADOWIE DO ŚWIETLICY OSP W JADWISINIE NIOSĄC NA OZDOBNEJ PODUSZCE POŚWIĘCONY KRZYŻ. A WSZYSTKO ZACZĘŁO SIĘ W KOŚCIELE W STRACHÓWCE I ŚWIETLICY OSP 3 MAJA 1981 ROKU (GDZIE DZISIAJ JESTEM UWAŻANY ZA PERSONA NON GRATA!).
Jak myślicie, co bardziej boli, tamten fałsz, czy dzisiejszy? A może oba fałsze są takie same!!! Nowa Strachówka chce dzisiaj powstać na siłę, jako relikt starego ustroju. Skansen pomieszania pojęć. Nie chce wrócić do norwidowskiego, chopinowskiego i mojego (z 1981) ideału wziętego tęczą zachwytu!

Nie wiem, ilu nas. Tylko uczeń liceum w Łochowie mnie znalazł i poprosił o materiały i wspomnienia ze stanu polsko-jaruzelskiej wojny z narodem. Nie, wy nie macie zielonego pojęcia, jak się czuje człowiek, któremu zabito nadzieję, młodość, które chciał dać na całopalenie dla Polski w tej gminie. W Strachówce. Uwierzyliście Kazikowi Łapce, w jego świadectwo o mnie i o tamtych czasach. On wam skutecznie pomieszał pojęcia. Potem pewnie zajęliście serca i umysły budową i wykańczaniem rezydencji. Bo kto by wytrzymał ciągłe wracanie do tamtych dni i lat.

Nie uwierzyliście w moje życie. Więc nigdy nie będziecie wiedzieli, co czułem. Nie pisałem wtedy wierszy, robiłem tylko notatki. I co czują inni. Więc mówię także za nich. To mój obowiązek i powinność. Jestem osobowym dowodem historycznym (ubecja miała osobowe źródła informacji). Jestem dowodem -to podpowiedź dla studentów kognitywistyki. Co i ile może się zapisać w osobie ludzkiej!?
Muszę wchodzić w te buty. By Ojczyzna, która odwraca się do nas plecami w naszych znajomych, władzy i przyjaciołach ze wspólnoty lokalnej, jeszcze kiedyś nabrała znaczenia. By mogła się kiedyś rozpoznać. W późnych wnukach. Czujemy się zdradzeni (zabici w pewien sposób) po dwakroć. Jak wyśpiewać, opisać gorycz, żal przyrządzony nam przez wspólnoty lokalne???????!!!!!!!

To zadanie moralne najpierw, a dopiero później literackie, historyczne, artystyczne...

Tak, chcę i życzę sobie, ale jeszcze bardziej oponentom, żeby zderzyli się z prawdą o człowieku zapisaną także w mieszkańcu, który żyje pośród nich, na ich terenie, który jest prawie całkiem podległy ich jurysdykcji (prawnej i szeptanej). A oni, jako władza z mandatem lub tylko w rozumieniu przenośnym mają przedłożyć mnie/nam motywy życia i nadziei. Nie mogę odpuścić im tylko dlatego, że oni się źle czują nagabywani o tak wielkie sprawy i nie chcą, nie potrafią sobie z tym obowiązkiem poradzić. Wiją się jak węgorze, piskorze, żeby uniknąć takich pytań.

Nie da się uniknąć. Kto podjął się władzy (albo nauczania następnych pokoleń i odpowiedzialności za każde wypowiedziane i nie wypowiedziane słowo) musi sprostać jej zadaniom, albo zrezygnować. Nie ma przymusu sprawowania władzy (dusz). A chcącemu - wszak nie dzieje się krzywda! Ja nie gryzę, ja tylko chcę uczciwego dialogu, służby prawdzie i wyciągania konsekwencji z faktów.
Bo po kiego licha uczyć o Konradach Wallenrodach, marszałkach, królach i prezydentach? Po kiego śpiewać rzewne pieśni patriotyczne? Taki żart? Zwyczaj? Szukanie źdźbła w czyimś oku nie dostrzegając belek, a nawet rusztowania historii własnej gminy? Łapka wam wszystko wyjaśnił i wytłumaczył?

Obrońcy stanu wojennego (i wszelkich śliskich spraw) chętnie malują przed nami grozę, co by było, gdyby nie generał. Jaką przemoc i okrucieństwa szykowała Solidarność. Jakie straszne wisiało nad Polską zagrożenie wewnętrzne!! I ta bzdura znalazła wielki posłuch. Pracowała na to propaganda 1981-89, a i później nigdy nie zanikła.

No to posłuchajcie mojej "propagandy", albo ośmiu błogosławieństw:

1) - rok 1979 (przed Solidarnością!), 1-sza pielgrzymka papieska. Miliony przyszły na place. Ważną rolę odegrała Kościelna Służba Porządkowa. Zapewniała pokój, spokój, ład,modlitewną atmosferę, kórej nie burzyła zachowania stadne, czego obawiała się MO. Odbyłem rozmowę-spór z jednym z oficerów. Ja byłem tzw. dowódcą odcinka na Krakowskim Przedmieściu, z wejściem na Plac Zwycięstwa od ulicy Trębackiej, on - dowódcą sił milicyjnych. My mieliśmy zapewniać porządek, oni byli do pomocy. Takie były ustalenia wysokich stron.
W sporze poszło o rozumienie pojęć. On ostrzegał przed tłumem, ja wierzyłem w pielgrzymów. Po zakończeniu uroczystości, podczas których Polska Pielgrzymów zwyciężyła tłum i dała początek Wielkiej Historii Solidarności Narodowej podeszliśmy do siebie (nie pamiętam, kto zrobił pierwszy krok) i podaliśmy sobie ręce.

2) - rok 1980 - Stocznia Gdańska i inne miejsca strajków - sami robotnicy wprowadzili zakaz i zapewnili ścisłą kontrolę zapobiegającą wnoszeniu alkoholu. Zamiast alkoholu - były msze św. polowe i konfesjonały!

3) - rok 1980 polegał też między innymi na tym, że Polacy zaczęli sobie okazywać najlepsze uczucia. Życzliwość i zwykła ludzka solidarność zaczęła zwyciężać w zwykłych, codziennych sytuacjach (motorniczy wstrzymywał tramwaj przy ul. Stawki, bo dostrzegł z daleka spóźnionego pasażera). Serce się radowało widząc, robotników, którzy poczuli się prawdziwymi i dumnymi gospodarzami swoich zakładów pracy (Zajezdnia MZK przy Dw. Gdańskim).

4) - rok 1981 - w naszej gminie Zarząd Gminny NSZZ RI Solidarność poczuł swoją godność i odpowiedzialność. Rolnik rolnikowi oddawał przydział na "eternit". Janek Kalinowski szedł ronić bezbronnego Kowalskiego z Grabszczyzny, którego oszukała nomenklatura w SKR w kolejności usług itd.

5) - za przykładem robotników i doradzającej im inteligencji wszystkie grupy społeczne i zawodowe zaczynają się jednoczyć i współpracować. Odbywa się Kongres Rektorów Wyższych Uczelni i Kongres Kultury Polskiej. Odradza się dumny i uduchowiony My-Naród.

6) - rok 1983 - Pokojowa Nagroda Nobla dla Lecha Wałęsy!

7) - 15 listopada 1989 - "My naród! Oto słowa, od których chcę zacząć moje przemówienie..."(Lech Wałęsa w Kongresie Stanów Zjednoczonych)

8) - rok 2012 - Sąd wydaje wyrok na twórców stanu wojennego - "Winni".

Jakim ŁAJDACTWEM generała W.Jaruzelskiego było podawanie jako motywu wprowadzenia stanu wojennego zagrożenia wewnętrznego. To JEGO PROPAGANDA zrobiła z nas (Solidarności) "wieszatieli". Pod tym względem bardziej trzeba go porównywać do Goebbelsa niż do bohatera narodowego. Kretyni propagandziści robili z nas nie 10 milionów Polaków, którzy chcą godnie żyć, ale 10 milionów potencjalnego zagrożenia życia. Diabelskie s(uper?)..syny.
Z cichych bohaterów, którzy stawali się odpowiedzialnymi gospodarzami kraju "generał-bohater" zrobił zwyrodnialców, a z przestępców trzymających władzę - bohaterów. Na pomieszanie dobrego i złego. Tym się zapisał w polskich dziejach.

Gdyby była taka potrzeba Solidarność potrafiłaby (potrafilibyśmy) utrzymać porządek. Stawaliśmy się przecież wolnymi ludźmi, gospodarzami miejsc pracy i zamieszkania. I całego kraju!.

"Grupa przestępcza pod kierunkiem generała Wojciecha Jaruzelskiego!!!" Nie mogę wprost uwierzyć, że doczekałem tych słów.
A w głowach połowy Polaków generał to "Kat zrobiony na ofiarę". Mistrzostwo propagandy. Prof. Andrzej Friszke mówił, że gen. zawsze umiał się "wymiksować", więc kopalnia Wujek, to nie jego sprawa, inne ofiary stanu wojenneo, to nie on, wszystko to były nieszczęśliwe wypadki, z którymi on nie miał nic wspólnego. Zresztą on przecież przeprosił! Umie zyskiwać sobie współczucie i litość - choćby takimi zdaniami - "jako Sybirak i żołnierz frontowy ciężkie próby mam już za sobą, więc tej [sądowej] się nie boi" - czytaj - on jest ponad sądem.

W opinii generała, sąd demokratycznej Polski powinien na kwestię stanu wojennego spojrzeć "obiektywnie i wielostronnie". Najlepiej pewnie, żeby od jednej ze stron jego książek. Czy nie jest blefem, a nawet jawną kpiną, kiedy dalej mówi (on, chory na raka 88-letni starzec zwalniany z innych procesów ze względu na zaświadczenia lekarskie, które przedkładał) - "że prędzej czy później to postępowanie zostanie wznowione, a wtedy on powie, co sądzi o stanie wojennym." Muszę więc powtórzyć, że to jest jednak zakłamany starzec - super manipulator. Skończy raczej haniebnie a nie z honorem. Taką stawiam diagnozę. Ma ciągle szansę, ale czy skorzysta?

WALKA (spór) O IDEAŁY czy...

"Uznaje winnym popełnienia zbrodni komunistycznej... Działania przeciwko interesowi publicznemu, ograniczania wolności... naruszenia tajemnicy korespondencji... itd.

Czytając w przerwach pisania bloga różne strony w Internecie zatrzymałem się na Facebooku ojca Ksawerego Knotze - "ludzie potrzebują konkretu, a nie zakamuflowanej informacji, z której muszą wnioskować, o co chodzi. Obok konkretu potrzebują też duchowości i o tym nie wolno zapominać. Pan mówi, że ja przełamuję tabu, a ja odpowiadam: w moim przekazie wszystko jest skomponowane harmonijnie. Pan Bóg, tworzenie więzi, duchowość, ale i konkrety życia seksualnego. Mówię o życiu seksualnym, jakie ono jest, a nie o takim, jakie sobie ktoś wyobraża."

Wy mówicie, że naruszam lokalne tabu, a ja odpowiadam... jak ojciec Knotz. Tyle, że nie o seksie, a o życiu lokalnej wspólnoty samorządowej żyjącej (pracującej) w Strachówce. Myślę, że wszystko u mnie jest skomponowane harmonijnie, tak jak życie dyktuje. Są fakty z zewnątrz, z mediów, jest moje przeżywanie i świadectwo z wnętrza, jest duchowość, tworzenie więzi i konkrety z naszego życia szkolnego i gminnego.
Miałem odczucie, że wczorajszy post oprócz mnie, miał współautorów - sąd rejonowy w Warszawie i wójta organizującego spotkanie z profesorem i studentami Harvardu, bez zaproszenia kogokolwiek ze szkoły Rzeczpospolitej Norwidowskiej, która rozsławia i ma rozsławiać na wieki gminę. Takich para-doksów zarówno tworzyć jak i przemilcząć nie wolno. Bo i tak nie pobijemy "para-nienormalnych" ze znanego kabaretu.

"Wojciech Jaruzelski, Czesław Kiszczak, Florian Siwicki i Tadeusz Tuczapski stanowili związek przestępczy o charakterze zbrojnym, który przygotował i z zaskoczenia doprowadził do nielegalnego wprowadzenia stanu wojennego w PRL... Faktycznym motywem wprowadzenia stanu wojennego było zachowanie partyjnego systemu ustrojowego i osobistej pozycji w hierarchii partii i państwa... Jaruzelski i Kiszczak są przestępcami, którzy doprowadzili do śmierci wielu ludzi, do rozbicia tysięcy rodzin, do zatrzymania rozwoju cywilizacyjnego kraju... Ile ludzkich losów zostało złamanych? Kto policzy dziesiątki tysięcy tych, którzy nie byli wielkimi bohaterami, którzy po prostu stracili pracę, musieli wyjechać za granicę. Kto policzy tych, którym złamano życie, o których dzisiaj nikt nie pamięta... Dobrze, że ten wyrok zapadł. Wierzę, że słowa z uzasadnienia sędziów przejdą do podręczników. Że następne pokolenia nie będą już miały wątpliwości, że zło jest złem, kto walczył o wolność w Polsce, a kto ją dławił.

Nie da się bowiem budować praworządnego państwa, jeśli ludzie odpowiedzialni za tak straszne rzeczy chodzą w glorii ludzi honoru. " (To są cytaty z art.Igora Janke na wp.pl)

Jak ja potrzebuję takich słów i takich ludzi, którzy mówią to głośno. PUBLICZNIE. Ile znaczy dobre słowo! Jestem wdzięczny ojcu salezjaninowi z Ziemi Świętej, niektórym publicystom i profesorom. Słowo od Jakuba Ruszniaka miało dzisiaj dla mnie ogromne znaczenie. Usłyszał mój jęk i wołanie. Jedyny. A u nas??
Jak brakuje mi/nam dobrego słowa. Jak wy nic nie rozumiecie! Boże! Wylewacie łzy nad mogiłami powstańców 1863, 1944, a nam żałujecie (z zawiści?, kompleksów? nieśmiałości?) nawet słowa! Aż słowa! Bo słowo - to człowiek! Nie musicie podzielać naszych poglądów. Oczekujemy tylko od rodaków dobrego słowa. Słowa zrozumienia - choć ktoś, kto nie uczestniczyłcałym sobą w tamtych zdarzeniach, nie zrozumie do końca. Można to porównać chyba tylko do przeżyć na pogrzebie ojca, matki, współmałżonka lub dziecka. Nie chcemy dla siebie hołdów, ale jakimś zrządzeniem losu W NAS (też) JEST POLSKA.

Piszę skokowo, kwantowo, w miarę dochodzących bodźców i przeżyć wewnętrznych.

Polityka zmienia optykę radykalnie. O dziwo, Jarosław Kaczyński po wyroku sądu jest głównie niezadowolony niskim wymiarem kary. Dziwi mnie taka małostkowość i to bardzo. Jak bardzo należymy do innych światów. Panie prezesie, niech pan się skupi na pozytywnym wydźwięku, że w ogóle zostali uznani winnymi. Pan, jak widać, też nie rozumie takich ludzi, jak ja. Ja przeżywam ogromne po- i (wz)ruszenie, do szpiku kości, tym właśnie wyrokiem. Nie obchodzi mnie w ogóle kara. Wyrok sądu to jest jednak jakaś forma - i nieoczekiwana już prawie przeze mnie - zadośćuczynienia. Sąd przywraca na chwilę poczucie sprawiedliwości. To jest także obrona historii, która z wielką i tajemniczą siłą cofa mnie o trzydzieści lat - w przeżywaniu swojego czasu, swojego życia. Utwierdza mnie pan, Prezesie, że i ja ze swoją odrębnością jestem potrzebny. Bo, jak widać, wyrażam to, co dla wielu niedostrzegalne. Nie jestem sam, ale nie ma nas też wielu. W skali lokalnej jesteśmy chyba unikatami.

"Wciąż znaczna część społeczeństwa wierzy w zapewnienia generała, ufa, że jego decyzja była niezbędna. Bez wątpienia to największy życiowy triumf generała. To skutki propagandy, która wtłaczała Polakom do głowy, że stan wojenny był koniecznością. Dziś wiemy, że było inaczej - mówi w rozmowie z wp.pl dr Łukasz Kamiński, prezes IPN. A mówienie tylko o 16 ofiarach stanu wojennego tez jest kłamstwem propagandy stanu wojennego!"

Dalej pyta wp.pl - "Co straciliśmy jako naród?"
- Ogromny potencjał jakim była społeczna nadzieja i entuzjazm. Entuzjazm nie powrócił nawet w 1989 roku, gdy odzyskaliśmy wolność i brakuje nam go do dziś. Nie mamy zapału do publicznego działania oraz przekonania, że warto troszczyć się o wspólne sprawy.
- A czy można mówić, że był jakikolwiek pozytywny efekt wprowadzenia stanu wojennego?
- Ile byśmy nie szukali, nie znaleźlibyśmy nic pozytywnego. Nic.
Myślę, że wielu ludziom wciąż trudno zmierzyć się ze świadomością, że stan wojenny nie miał żadnego uzasadnienia. Bo co to oznacza w praktyce? Że 13 grudnia trzeba było mu się sprzeciwić, a jak wiemy, nie wszyscy mieli taką odwagę.

Dziwi mnie, gdy słyszę, że generał przeprasza, a potem dodaje, że zrobiłby to jeszcze raz. Gdzie tu żal i uznanie swojej winy? Nie wierzę w szczerość takich przeprosin.

Tłumaczy, że wprowadzenie stanu wojennego było jedynym wyjściem z ciężkiej sytuacji i rzekomo jedyną drogą do zapanowania nad chaosem. A prawda jest taka, że w 1981 roku mieliśmy do czynienia z najbardziej niezwykłym, nie tylko dziejach Polski, ale i całego świata, samoorganizującym się ruchem społecznym, wielką chęcią społeczeństwa do wzięcia odpowiedzialności za własne losy. Stan wojenny odebrał ludziom w Polsce tę szansę."(dr Ł.Kamiński)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz