poniedziałek, 2 stycznia 2012

... bo bez Teresy z Avila ani rusz

"Wierzę w człowieka" zasługuje na bardzo długi post, nie tylko wzmiankę. Bez wiary w człowieka nie byłoby ani wiary w Boga, ani kultury, nauki, ani ekonomii i polityki nowożytnej. Obym wracał do tego posta. Ale, na razie, aktualności.

Jesteśmy znokautowani. Zostaliśmy znokautowani. Kiedyś pisałem "jesteśmy bankrutami", dzisiaj jeszcze bardziej, choć stan konta się nie zmienił. Tak to bywa z dorosłymi ludźmi. Można mieć trwałe, niezachwiane przekonania, ale jak los uderzy "w punkt", to nie ma boksera, który by się nie wyłożył. Tak mówią wytrawni komentatorzy. Nawet nasz mistrz Jerzy Kulej padł i czeka na zmiłowanie boskie.

Chciałem założyć stronę katechetów na Facebooku, ale jakieś tajemne mechanizmy mi nie pozwalają. Error i error, cóż począć. Trochę się wściec i dać spokój. Poczekam. Przeczekam?

Czy można tak o wszystkim pisać? TRZEBA. Zadam pytanie dodatkowe - co odjąć (ocenzurować) w ewangeliach? Jest ich za dużo, czy za mało? Czy Jezus komuś wzbraniał napisać więcej tekstu? Każda linijka i każde słowo jest tam policzone. I nie będzie odjęta nawet kropka i jota. Tylko pełna przejrzystość pozwala wiedzieć jak najwięcej o drugim. Czy wierzymy w Boga zasłaniającego, czy objawiającego? Już słyszę, że "ale to o Bogu. Nie porównuj się". Ależ ja tego nie czynię. Twierdzę natomiast z całą mocą, że wiara w Boga objawiającego (się) ma swoje konsekwencje. Chcę być jak On (przynajmniej w tym względzie). Nikogo nie wskazuję, nie demaskuję itd. Ale jeśli ktoś potrafi odczytywać znaki, ten niech wie. Niektórzy bez mojej pomocy zdobywają wiedzę o świecie metafizyki, a inni o człowieku z siatkówki oka, paznokci, albo jakiejś aury. Zakrywacze niech przysiądą fałdów, nim się wezmą za krytykę. I niech pokażą na swoim przykładzie jak dają świadectwo prawdzie.

Przejrzystość ma służyć poznaniu prawdy. Nie ma ważniejszej prawdy niż prawda osobowa. Jezus powiedział, że jest "Drogą-Prawdą-i-Życiem". Takie motto przyjął Uniwersytet w Glasgow. Ja nie jestem skrajnym scjentologiem i moim bogiem nie jest bozon Higgsa, ale Bóg O-s-o-b-o-w-y. Wot, szto.

Więc bez żadnych rygorów z zewnątrz objawiam dalej. Uciekłem wczoraj od noworocznego świata, w poduszkę i sen. Nawet na siłę. Mając przed sobą katechezy, mam obowiązek chronić swego ducha. Przed głupotami, jak i przed rozpaczą. Jak ma katecheta wejść na salę i zacząć modlitwę z uczniami przed krzyżem! Mam wejść niewierzący? Albo zdruzgotany? Biada, gdybym tak zrobił. MUSZĘ CHRONIĆ SWEGO DUCHA. Powinność moralna musi iść przed zachciankami ("bo mi się tak widzi lepiej dla mnie").

Trzymałem się kurczowo wizji początku katechez na nowy rok. Idę ze świętą Teresą na Youtube i projektem odroczonej strony. OBIEKTYWIZUJ SIĘ KATECHEZO.

Miałem z czym iść do klas.
Po drugie - cytat "Człowiek (osoba, dusza) „aby mógł rozmawiać z Ojcem w Niebie i cieszyć się Jego obecnością, nie musi lecieć aż do nieba, ani modlić się głośno. Nie trzeba mu skrzydeł, aby Go znaleźć, wystarczy udać się na samotności i patrzeć i oglądać Go Obecnego we własnym wnętrzu” (św.T.J. "D.d."28.2)
Po trzecie - "Nie bój się, nie lękaj się, Bóg sam wystarcza."
Po czwarte - "Nie trwóż się, nie drżyj..."

Największe zaskoczenie czekało mnie w "zerówce". Jedna z dziewczynek zestawiła fragmenty kolęd z fotograficzną pamięcią. Muzyczną? Chyba inną, bo dobrała fragmenty na podstawie cytatów słownych. Zrobiło to na mnie wrażenie.

W klasie szóstej też były duże odstępstwa. Poszło torem kulturowym, hiszpańsko-języcznym. Odgadywali najpierw nastój i uczucia w recytowanym wierszu, a potem zeszło na piękno w ogóle, ślub 17.12.2011 w San Jeronimo el Real naprzeciwko Muzeum Prado i fragmenty tamtej liturgii słowa. Ministranci się domyślili znaczenia "Primera lectura del libro del Cantar de los Cantares", "Palabra de Dios", "Segunda lectura de la Primera Carta del Apostol San Pablo a los Corintios", "Lectura del Santo Evangelio segun San Juan".
Był Madryt w kontekście świętej Teresy z Avila i święta Teresa w kontekście kultury - czyli inkulturacja religijna, od zawsze problem misjonarzy i katechetów.

W klasie piątej z pomocą awantury z Kubą i interwencją dyrektorki była znośna atmosfera. Miałem też większe wyczucie na treść wiersza, ich wrażliwość i metodę dydaktyczną. Zaatakowałem górny pułap - "teraz zadanie dla inteligentnych. Trzeba rozpoznać sytuację zakomunikowaną nieznanym językiem i właściwie zareagować. Nie trzeba (nie wolno) koncentrować się na słowach, bo i tak ich nie znacie. Trzeba wyczuć nastrój i uczucia. Pies podobno to umie. Wy też, na testach z inteligencji, gdy pokazują trójkąty, trapezy itd., i mówią do was językiem różnych innych znaków. I o to chodzi."
Słuchają czujnie. Rozpoznają żal, smutek, aż po łzy, zagrożenie, wielkie pragnienie czegoś, może śmierć, może miłość...

Czytam polskie tłumaczenie, najpiękniej jak umiem:

"Żyję tym życiem, które jest hen, w dali,
Bo miłość całą mą istność objęła. Ona w mym sercu żarzy się i pali, Ona mnie z Bogiem w jedno połączyła. I w Nim me serce, me szczęście zawarte, I On mnie wybrał, i wskazał mi drogę, Wyrył w mej duszy znamię niezatarte:

Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę.

Miłość płonąca w głębi serca mego,
Ta miłość, która jest mym życiem, siłą —
Zamknęła w wnętrzu mym Więźnia Boskiego,
Aby się szczęście moje dopełniło.
Lecz bliskość Jego wzmaga me cierpienia
I mej tęsknoty rozpala pożogę,
Aby Go ujrzeć bez zasłon ni cienia!

Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę.

Jakąż goryczą opływa to życie,
W którym nie mogę ujrzeć swego Pana!
Bo chociaż miłość napawa obficie,
Długa tęsknota, to bolesna rana:
O, zerwij. Panie, te ciężkie kajdany,
Do życia pełni otwórz mi już drogę:
Duch mój do Ciebie tęsknotą porwany.

Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę!

O, życie! ty znasz potęgę miłości..."

To się nadaje do przerabiania na lekcjach liryki miłosnej. Ja w każdym razie będę z niej korzystał. Kiedyś się zakochałem w św. Teresie Wielkiej, chciałem jechać do Hiszpanii, śladem jej fundacji, ale bezpieka z beznadziejnego PRL nie dała mi paszportu. Ale tego, że będę czytał długie fragmenty na katechezie w szkole podstawowej, a co bardziej wrażliwe dziewczyny będą chciały sobie zapisywać niektóre zwroty? Tego nie przewidziałem w snach najśmielszych.

Oj, święta Teresa była dzisiaj ratunkiem w cierpieniu. Łaziłem prawie płaczliwy po szkole i kryłem się po kątach, a tu tyle miłości!!! Co se człowiek zasieje, to mu wyrośnie. Przypomnę więc kolejność zdarzeń - (kongenialna) książka o św. Teresie siostry Immakulaty Adamskiej, odrzucone podanie o paszport na wyjazd do Hiszpanii, pięciodniowy pobyt u kamedułów na krakowskich Bielanach i lektura od świtu (może przed) do nocy z przepisywaniem dziesiątek stron (wiersze były z mojego egzemplarza wyrwane), pierwszy obóz nad Jeziorakiem z Andrzejem Madejem, pierwsze moje kazanie podczas jego ostatniej mszy polowej, oczywiście oparte na św. Teresie (nie martwcie się, że coś się kończy itd.), katechezy, rekolekcje u siostry Immakulaty w Gdyni, spowiedź i cd. rekolekcji ignacjańskich u ojca B.Mokrzyckiego w Starej Wsi za Rzeszowem, wyjazd do USA, ślub, rodzina, dzieci itd.itp. Bez świętej Teresy ani rusz!

PS.
W klasie szóstej wyjaśniłem skąd się bierze u mnie cisza od 30 lat na początku każdej katechezy. "Wystarczy odrobina samotności (i ciszy), aby oglądać Go we własnym wnętrzu".(T.J. D.d 28.2). Prawie wszyscy uczniowie szkoły podstawowej w Zespole Szkół im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej poznali trzy słowa po hiszpańsku "Solo Dios basta". Szkoda, że ta tradycja katolicyzmu światowego ma w Polsce małe branie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz