sobota, 21 kwietnia 2012

Eucharystia czyli dziękczynienie i ofiara

Czuję się Januszem Korczakiem. Starym katechetą. Zresztą, o tej porze?! Jest godz. 3.15, od dawna nie mogę spać. Wstałem. Co mi dzisiaj zgotuje Strachówka? Spotkanie dzieci I Komunijnych zwołane przez kogoś, nie do końca wiadomo. Czekam na świt jak ostatni oddział rozbitej armii w otoczeniu. Czy na pewno to się dzieje w moim kościele? Czy na pewno jedyną postawą wobec patologii ma być milczenie od dołu do góry? Pojadę, przekonam się. Wszyscy zobaczymy.

Ubrałem się, po cichu i po ciemku zebrałem ubranie i rozbroiłem z kabli komputer. Przeniosłem się do kuchni. Poprzesuwałem rzeczy na stole, zrobiłem sobie miejsce. Żeby nie zmywać ceraty, rozłożyłem ręcznik, który suszył się na zimnym kaloryferze, ale i tak wysechł. - Oho, robię sobie ołtarzyk! Może trochę szkoda, że czerwony, wolałbym zielony, w groszki, albo żółty, ale nie ja decyduję o takich sprawach. Przypadek.

Czy ja chcę kogoś wzruszyć, albo zlitować tym czułym stosunkiem do rzeczy? Chyba nie - to jest akt-ualny, fakt-yczny opis czynności. A co? - mam wyć, wrzeszczeć do księżyca? Że nie chcę takiego życia dla nikogo? Ale takie życie właśnie jest. Jezus był pewnie o tej porze w Ogrodzie Oliwnym, Korczak w pustoszonym gettcie (nie wiedzieli do końca wszystkiego, Niemcy maskowali i budowali nawet sztuczne rampy i stację kolejową w Treblince) - ja w Ogrodzie annopolskim. Tysiące innych, w tysiącach podobnych okolicznościach, tu i tam. Chyba wszyscy papieże. Ty - i naprzeciw CAŁY SENS. I bardzo ostateczny. Nie pozostaje w tobie żadne miejsce skryte i niedopowiedziane.
Ty - to wszystko w tobie, od początku (dziedziczenia genów i osobistego myślenia), po ostatnie liście na głowie. SENS - ho, ho! - cała teologia.

Kto zbudował, a raczej wykopał przepaść między mną/nami a resztą? Źli ludzie? No, na pewno nie przyjaciele. Ale przecież widzieli dobre życie nasze i czyny? Jak to możliwe, co się stało?
Co się stało? Staliśmy się niewygodni dla ludzi spragnionych bardziej władzy niż prawdy. Wrogami systemu, który chcieli trochę utrzymać, trochę stworzyć, bo im służył. By im służył. Łatwiej zburzyć, niż odtworzyć naturalną kolei i porządek rzeczy.
My, jak buntownicy, nie byliśmy poddani systemowi ich władzy, planów i oczekiwań.
Władza umie - i łatwo to osiąga - gromadzić przy sobie popleczników, schlebców, wyborców, elektorat "chleba i igrzysk". Igrzyska ich wybrały. Igrzyska diabelskie. Więc trwają do dzisiaj.

U nas diabeł rządzi za to brakiem kasy. Pastwi się nad nami. Odpędzam go modlitwą, ale częściej ostatnio nawet mantra nie wychodzi, z trudem ją powtarzam, bez radosnego automatyzmu. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdybym jej nie miał. -Nie-ja-Ty...Bóg-Miłość-Chrystus-Pokój-Dobro-Bóg-Amen. Jest tylko - ty i SENS. Amen. Rzeczy się przestawia na stole, ręcznikiem nakrywa brudne plamy. Dzieci w tym Ogrodzie nie poznają komfortu życiowego - sam egzystencjalizm! Być, nie - mieć. Uwrażliwiają ich kotki, wiewiórki, sarny, zachodzące Słońce i wschodzące mgły.
Od konsumpcjonizmu naszego powszedniego zachowałeś nas/ich Panie! Zachowuj dalej - wbrew rozsądkowi życiowemu. Eucharystia to dziękczynienie i ofiara.

Grażyna ma cały czas przed i pod oczami mroczki od pustych blankietów nie-przelewów i nie- przekazów, Hela nie ma pieniędzy, Łazarz nie ma, Jasiek nie, Zosia nie ma, ja ich nie widziałem, nie widuję i wcale nie chcę, ale oni ? - nikt nie ma pieniędzy. Dlaczego nikt nie ma tego, co potrzeba! Co nam odłączą tym razem? Prąd? Byt? Napuszczą ogłupionych ludzi? Czy przyślą gałązkę oliwną? Jak się mogą takie rzeczy dziać w 2012 roku po narodzeniu Jezusa, z tysiącami parafii dookoła? Ale czy spotkam w nich przyjaznych ludzi, bliźnich spod Jerycha? Księży? Proboszczów? Biskupów? Jeśli tak - nie bójmy się złego. Nie bójmy się niczego. Jezu Ufam Tobie. Taka jest siła wiary. Taka jest siła Twojego Kościoła. Dobra Nowina dla świata całego. O zbawieniu od wszelkiego złego.
Filmy i inne produkcje wieczorową porą przegrywają z tą. Tu odsłania się, chropowato, z napięciami, ale Boże arcydzieło. Osoba człowieka. Świat spraw ostatecznych - dla mnie, albo na moim exemplum. Kiedy doczekam się innych zawodników na tym polu zmagań? Nie to, jak się pisze, liczy się najbardziej, ale to, co się "widzi" sobą i chce się odkryć i pokazać. Dzielenie się swoim niepowtarzalnym widzeniem i przeżywaniem powtarzalnych rzeczy i spraw. Niepowtarzalna jest głównie egzystencja człowieka, osobowe istnienie. Niepowtarzalność jest wielkim darem. Daje sama - z kolei - naturalne pogodzenie z życiem i ze śmiercią - bo przecież nikt normalny nie chce powtarzać niczego niepowtarzalnego! Zobaczyłem, przeżyłem, trochę zrozumiałem i naprawdę dziękuję.

Dziękuję, dziękczynienie, eucharystia - jest piękną postawą i daje spełnienie w najwyższym dostępnym rodzaju. Czterdzieści lat czekałem, żeby to powiedzieć. By to tak jasno powiedzieć!

Po pięciu godzinach pisania, myślenia, medytowania, fotografowania wschodzącego Słońca, palenia w piecu, szukania wierszy na I Komunię (nie wierszyków), krótkiej obecności na Facebooku - wcale już się nie bałem, wręcz przeciwnie, bardzo chciałem jechać na spotkanie. Jak to dobrze, że zdążyła zadziałać łaska pokoju i radości niespodzianej, bo jakby tu jechać ze skwaszonym duchem (pewnie i miną) na zebranie pierwszo-komunijne dzieci i rodziców. Jadę podzielić się sobą, wiarą rozumną, nadzieją (i miłosierdziem?) :)))

Spotkaliśmy się. To było zwycięstwo łaski wiary po nieprzespanej nocy i pięciogodzinnym biciu się z myślami. Były dzieci, rodzice (głównie mamy), ksiądz proboszcz, wychowawczyni. Ja uprosiłem dyrektorkę-żonę, by chciała być obserwatorem. BY KAŻDY BYŁ TYM, KIM JEST I MÓGŁ WYWIĄZAĆ SIĘ ZE SWOICH OBOWIĄZKÓW Z PEŁNĄ OTWARTOŚCIĄ NA INNYCH. Tak chyba było. Pierwsza Komunia może przywrócić niektóre zerwane nici we wspólnocie lokalnej.

Ja też umiem być bardzo zdyscyplinowany. Nie odezwałem się w drodze do kościoła, dopiero powrotnej, o drobiazgach, ani irytacji czyjąś wypowiedzią. Owszem, pomodliliśmy się, jak zwykle w samochodzie. Samowyzwalacz modlitewny :)

Mam jakieś zgagi, ale to dopiero po rozmowie w domu. Z żoną rodzoną i sakramentalną. Na temat metody postępowania w WIADOMEJ sprawie, permanentnym problemie. Czego się nie dotkniemy, wszędzie cień wyrasta. Echo niesympatyczne i nieprzyjazne. Toksyczne. Ani go ominąć, ani... co? Ja mam swoje zdanie. Trudne. Odejdź, zamilcz, zapomnij!? O, nie! Bo FAŁSZ zakwitnie na całej polanie realnej i wirtualnej Polan-Strachowian.
Czy wolno mi - wobec tego - użyć sformułowania tytułowego? - które zapisałem nad ranem w pełnej zgodności wiary, sumienia, rozumu? Loyola podpowiada "nie zmieniaj zdania, które podjąłeś w dobrej chwili, w chwili złej". Posłucham. Już nieraz słuchałem, z wielką korzyścią dla siebie. Może nie tylko dla siebie. Loyola jest święty. Zaufaj świętości. Zaufaj głosowi wewnętrznemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz