niedziela, 29 kwietnia 2012

O wydarzeniach egzystencjalnych

2.20 - nocna godzina. Bezsenności, dumania. Zęby mi wypadają, Grażyna się gryzie, że dom zaniedbany, albo jak to dzieci mówią "nie ma nic do jedzenia", choć bardzo mi smakuje salceson, a jej jaja z majonezem. Ale ani o to chodzi, co na stole, w lodówce, na podłodze, a nawet w kieszeni. I nawet już dawno nie o zdrowie. Najważniejsze są wydarzenia egzystencjalne. To, czym się żyje. W nich żyję. Żyjemy? Na przykład, że Marysia dzisiaj miała koleżankę i bardzo przeżywała, sprzątała, kanapki z mortadelą robiła i o nic się nie upominała. O nic nie ma pretensji! Jakby to ona w pełni odpowiadała za wszystko, co się zdarzy podczas wizyty. Za warunki naszego życia. I akceptowała.

Najważniejsze są wydarzenia egzystencjalne. To, czym się żyje. W nich żyję. Naprawdę, poczułem się jak duch czysty, który tylko sprawami, a nie ciałem żyje. Olek zdjęcia zrobił, patrzy coraz ciekawiej na świat dookoła. Jutro Vademecum, odsuwa na chwilę, na dzień, na dwa sprawy lokalne, konflikty i czyjeś kwasy o wszystko, nawet o I Komunię. Żyjemy pełnią i wolnością - przez dzień, chwilę? Złe mechanizmy naszego życia wspólnego są silnie zakorzenione, wrócą, byle nie ze zdwojoną siłą.
Przy tej okazji wyłazi, nie da się odsunąć, bo na pewno zamanifestowało się jakoś i dzisiaj, że pracownik, który podejmuje decyzję przeciwko dyrektorowi i przegłosowuje, swoją postawę niechęci przenosi na wszystkie wspólne wydarzenia, jego/jej przecież także, bo dotyczą szkoły. Pracownik zwołuje posiedzenie gremium, którym kieruje, żeby podejmować decyzje o zakładzie pracy, w czasie integracyjnego wyjazdu pracowników z dyrektorem... itd. Jak to się nazywa? Anarchia? Stan hipokryzji prawnej? Żadne skłócone królestwo się nie ostoi. Przecież ktoś taki nie będzie szczerze świętował tej/swojej szkoły!

Co to znaczy być opozycją w szkole? Do czego, kogo? Do zapisów prawnych (zewnętrznych i wewnętrznych)? Do dyrektora i innych osób wykonujących te postanowienia? Do uczniów i rodzin posyłających dzieci do tej szkoły? Do organu prowadzącego? Ministerstwa?Do Boga Stwórcy i Prawodawcy?

Co to znaczy być posłem, radną, senatorem ze swojego zakładu pracy, dla własnej misji i dla tego zakładu pracy? Jakie to nakłada obowiązki, jakie daje prawa, nie tylko pisane, ale i zwyczajowe, ludzkie? Czy można żyć i działać, jakby się nie było pracownikiem tego zakładu, albo nie pełniło funkcji posła, radnej, senatora? Na każdym posiedzeniu Rady Gminy, Rady Pedagogicznej, Vademecum...? Czy można (ew. jak długo) unikać zorganizowania dyskusji lub wzięcia udziału w rozmowie na temat sytuacji, która powstaje wraz z wyborem w ogóle, a szczególnie, w sytuacji opowiedzenia się po stronie opozycji? Znów wracają podstawowe pytanie: dlaczego, po co, za, przeciw, do kogo, czego, jak z największym pożytkiem służyć wszystkim? Jak nowa sytuacja dotyczy jego/jej, zakładu pracy, w naszym przypadku - szkoły, organu prowadzącego oświatę gminną, dyrektora realizującego zapisy prawa, kolegów, koleżanki, rodzin we wspólnocie szkolnej, parafialnej, gminnej? Życie nie jest takie skomplikowane, gdy się w coś wierzy rozumnie.

To są problemy i pytania do posłów, radnych, senatorów każdej gminy i każdego zakładu pracy w Polsce! Jeśli ktoś jest w takiej sytuacji powinien z mocy prawa i moralności zorganizować lub wziąć udział w dyskusji.  Nie tylko wpisami na własnych blogach, co w ogóle jest nieporozumieniem, lub czystą manipulacją, gdy się na nich blokuje głosy innych. FUNKCJE PUBLICZNE SĄ SŁUŻBĄ, NIE TYLKO OSOBISTĄ KARIERĄ. Chcącemu nie dzieje się krzywda. UPOMINAJMY SIĘ O KULTURĘ DEMOKRATYCZNĄ - po wieku braków w demokracji (PRL, wójt Łapka).

Jakie skutki praktyczne rodzi nauczyciel będący w opozycji do wójta, organu prowadzącego, dyrektora (szkoły)? Przedmiotowiec - skutki ograniczone. Wychowawca klas 4-6 problemy poważne. Wychowawca nauczania zintegrowanego - skutki tragiczne dla wspólnoty szkolnej. Rozłamowe! Ma trzy lata by związać ludzi z sobą, ze swoją wizją szkoły, gminy... Ma ku temu wiele sposobności - zebrania zatroskane, uroczystości klasowe, ślubowania, wycieczki, nawet I Komunie. To nowotwór bardzo złośliwy, ma szybko przerzuty, przenosi się na całą szkołę, parafię, gminę, stowarzyszenia... I wszystko bardzo toksycznie zatruwa. Tak lub siak następuje alienacja pewnej grupy i pokusa, by stworzyć z nich grupę wyborców. A lekarstwo jest takie proste - jawność życia publicznego, szczerość, spotkania, rozmowy. I miłosierdzie - na lekcjach tę wersję śpiewamy.

Wczoraj wpadłem na, i zacytowałem pastora kościoła Boskiej Nauki Josepha Murphy "Potęgę podświadomości". Dzisiaj kawałek reklamowy z jego innej książki "Prawa umysłu" - „Człowiek sam ściąga na siebie cierpienie, chorobę, ból i różnoraką biedę ignorując prawa umysłu i ścieżki Nieskończonego Ducha. Musisz odrzucić przekonanie, że Bóg jest istotą podobną do człowieka, przepełnioną chęcią zemsty. Bóg jest uniwersalnym prawem, które nie jest mściwe. Bóg nie jest osobą na nasze podobieństwo i naprawdę nie ma względu na osoby (Dz 10, 34)”. „Pamiętaj, że wola Boża względem ciebie nie może być sprzeczna z fundamentalnym dążeniem Zasady Życia do wyrażania Siebie poprzez miłość, piękno, radość, harmonię i wszelką obfitość...”

Przeglądając strony o autorze i jego teoriach natrafiłem na wypowiedź internauty, w której znalazłem trochę argumentów do rozwijającej - wierzę, że nas obu - dyskusji z synem.
"Książka jest przeznaczona zarówno dla osób wierzących jak też dla inteligentnych ateistów. Przede wszystkim zaś do ludzi o otwartych umysłach. J. Murphy użył w książce afirmacji odwołujących się do Boga ponieważ był osobą wierzącą, ale nie jest już dziś tajemnicą, że wiara chrześcijańska została utworzona na potrzeby ówczesnego ludu i ich poziomu rozumienia świata, a Biblia została napisana za pomocą kodu. Dziś już częściej używa się nazw Uniwersum, Nadświadomość, Najwyższa Inteligencja=Bóg, podświadomość=treść ukryta, cień, zagrożenie=diabeł. Pewnie myślicie że coś pomyliłam, ale tak nie jest. Podświadomość może zawierać różne treści, które kierują życiem człowieka w pozytywny lub negatywny sposób w zależności od tego, co zostało zmagazynowane. Najszybciej magazynują się treści, którym towarzyszą intensywne emocje".

Mój otwarty umysł odwołuje się do Boga, a właściwie Bogiem żyje. Jestem wdzięczny rodzicom, że mnie wychowali w wierze. Resztę szlifowałem sam, a raczej życie. Wiara jest moim największym bogactwem. Oczywiście - wiara rozumna, tzn. rozum nie da się oddzielić od wiary, a wiara domaga się gotowości wyjaśnienia w każdych okolicznościach. Kim jest Bóg? A, to proszę bardzo, aby każdy myślący człowiek miał swoją przemyślaną definicję. Najlepiej, żeby była uzgodniona jakoś z tzw. magisterium Kościoła, bo po co komu zmaganie się z oskarżeniami o herezję (choć musi na to być przygotowany, zwłaszcza z najbliższego otoczenia ludzi tradycyjnie wierzących, w tym także wielu duszpasterzy, którzy nie przejmują się zbytnio przypowieścią o zgubionej owcy). Na szczęście mamy po swojej stronie świętych. Jeśli ktoś ich lubi i dodatkowo poezję to znajdzie wsparcie nawet u papieży (Karol Wojtyła, "Pieśń o Bogu ukrytym"). Nie sprowadzajcie wiary i religii do plepleple, z którym spotykacie się najczęściej. Gdyby plepleple było obrazem prawdziwej religii, to już by jej nie było. Szukajcie, piszcie swoje poematy o Bogu, tak lub owak ukrytym, albo wprost przeciwnie, bardzo objawionym. Powodzenia. Wtedy możemy rozmawiać dalej. Jedźmy, nikt nie pyta :(

Najszybciej magazynujemy treści... na blogu, bo jest zapisem konkretnego życia, któremu towarzyszą zawsze jakieś emocje. Czyż czegoś podobnego nie zapisałem wcześniej, że żyję w - zwykłych, samoświadomość się kłania i poleca! - wydarzeniach? W bobrach, których szukali wczoraj Olek z Marysią i Olą? W zdjęciach, które są obrazem świata czyimś dla kogoś? W przeżywaniu adwentu Vademecum. I tak dużo więcej i dużo dalej.
Chowam coś do lodówki o 5.35 i cieszy mnie widok, który ujrzałem. Są wędliny, mają to, co lubią, chyba. Potem będą inne atrakcje emocjonalno-inteletualno-duchowe i festyn. Zosia ma zajęcia na uczelni. Jasiek ma Lectio - w chaplaincy - Divina i Ricardo z Włoch. Hela z Łazarzem są na wyjeździe z pedagogiem w góry. Bieszczady. Odkładają, oszczędzają na stypendiach i jedzeniu, ale jadą. I dobrze, bo to jest najlepsza pedagogia i pedagog, skarb na całe życie.

Na WP.pl dają darmowe poradnictwo przeciw mobbingowi. Przydać się może wielu. Mnie też. Dobrze wiedzieć! Można być nękanym z różnych poziomów. Mam zapis echa serca, które na wspomnie zderzenia z koleżanką w pracy i napuszczanymi na mnie rodzicami zwariowało podczas badania. Ba, nawet przez męża. Rękoczyny? - wszystko jet u nich możliwe. I te notorycznie odrzucane zaproszenia do spotkań i rozmowy w ich sps!
Pojechałem do kościoła ma mszę Vademecum. Odpowiadałem głośno księdzu celebransowi, śpiewałem, modliłem się szczerze. Rękę podałem wszystkim na znak pokoju. Przejechałem trasę do Sulejowa robiąc zdjęcia, nagrywając filmiki, pokażę. Koncertu w Sulejowie wysłuchałem, oklaski biłem głośno.
Wróciłem o 15.00 do domu.Gdybym miał czapkę-niewidkę pojechałbym na plac przed szkoła. Popatrzeć. Jest się lub się nie jest realistą. Nie można realizmu zawiesić tylko w jakimś zakresie. Realizm jest wymagający - albo całość, albo woluntaryzm.
Nie mogłem na placu wdać się  choćby w takie dialogi, wielce możliwe"
- Jak się ma Cyprian Norwid? W domyśle, że u was.
- Nic nie wiem, o czym waćpan mówi?
- Nie słyszałeś waść o planach z pałacem w Chrzesnym?
- Słyszałem, nie słyszałem i cóż z tego?
- Chodzi mi o to, co tam ustalili?
- Domyślam się przecie, tego właśnie nie wiem, ale tak w ogóle, same ogólniki, coś w komunikacie Mazovii czytałem.

- A u was? Taka impreza, to pewnie też macie jakieś z nim plany?
- Kto, znaczy? I z kim?
- Gmina przecie, znaczy z Norwidem, wieszczem-nie-byle-jakim.
- Wieszcz wiele nauczyć nas może, ale chyba tylko od takiego święta jak dzisiaj lub u Michaelitów. Chętnych do nauki w naszej gminie nie widać. U nas przecie jak wie cały powiat, nie ma wspólnoty (MWS), wójt i inni, którzy coś znaczą,  siebie szachują, podejmują uchwały, planują, decyzje jakoweś w ukryciu chowają. Ja za maluczki. Po co mam po placu chodzić i oczami świecić. Dzisiaj może i byłoby cacy-cacy, jakbyśmy razem konie kradli i kulturę tworzyli, a jutro znów się nie znamy, Broń  Boże przyznać się do mnie na Sesji Rady. Fuj! wypluj waść to słowo-zaperzysz zobaczysz, to bardzo przesądni ludzie..
- To masz babo placek a i waszci zazdrościć się nie ważę. Trudne życie, tak żyć w udawaniu, by się nie narazić. Uważaj waszmość, bo cię jeszcze siewcą  nienawiści obwołają.
- Toteż piszą i piszę na Berdyczów. Może kto kiedy przeczyta i złapie się za głowę, nad tą ciemną masa.
- Daj Boże, daj Boże na liczę. Jestem prawie pewny.

Co z tą Strachówką, panie Lisie XXI wieku? Po dzisiejszym dniu! Vademecum numer Osiem.

PS.
Brakuje nam bardzo inteligentnych rozmów. Bardzo brakuje, nie bardzo inteligentnych, wystarczy jako-tako. Polskie wykształcenie nie daje podstaw do samodzielnego myślenia i odwagi myślenia, więc brak rozmowy, to proste. Napisał o tym profesor-fizyk UJ i przeprosił uczniów i studentów. Jan Paweł II też potrafił przepraszać publicznie i oficjalnie za winy systemu religijnego, którego czuł się cząstką. A my?

2 komentarze:

  1. Bardzo przeżywałam Twoją nieobecność w szkole. Jest mi z tym trudno, ale rozumiem. Jesteś bardzo mądrym i dobrym człowiek. Mam wielkie szczęście.
    A na potwierdzenie tego, co napisałeś powiem tylko tyle, że niewielu radnych choćby jednym dobrym słowem dziś przemówiło. Taki świat.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem tam, gdzie jest prawda. Fałsz mi nie pozwala bywać - mam śmiertelną alergię. Musiałbym przebywać z Vipami, słyszeć Józku, nadstawiać ramię do poklepywania - a Vipem nie jestem. Nikt nie raczył nawet odpowiedzieć na moje apele o uszanowanie gminnej historii, to czemuż wczoraj! Dla mojego dobrego samopoczucia czy ich!

    Za to mam ubaw po pachy, jak pomyślę o uroczystości otwarcia nowej hali, bo wypada zaprosić wszystkich żyjących wójtów i będą musieli wyciągnąć mnie jak królika z kapelusza po 18 latach! Jak oni to biedni mieszkańcom wytłumaczą?! Stanąć obok siewcy nienawiści!! Jestem złośliwym staruchem :)

    OdpowiedzUsuń