wtorek, 3 kwietnia 2012

Veritatis splendor - lekka rekreacja lecz ciężka wiara

Wielkość Strachówki żyje i krzyczy. Małość skrzeczy. Od każdego z nas zależy, gdzie się odnajduje, za czym się opowie, do czego ręce i umysł dołoży.
Miej serce i patrz w serce. Wczoraj bardzo przeżywaliśmy zwycięstwo demokracji - nie debaty o niej. Bo żeby można było debatować, musi być wolność i demokracja. Debaty mogą być ich pięknym ukoronowaniem. Każdy przeżył ten dzień na swój sposób - zależnie od wieku, włożonej pracy w przygotowania w szkole, ale i pracy włożonej w nasze dzieje, odpowiedzialności za szkołę, za wspólnotę uczniów, nauczycieli, pracowników, rodziców, za wspólnotę wierzących (parafię), za losy i warunki życia ludzi mieszkających na naszym terenie.

Jakie to wspaniałe (i cudem jest w oczach moich), że każdy z nas może powiedzieć i napisać swoje zdanie. Szczerze podzielić się - i tym, co myśli - SOBĄ! Jakie to wspaniałe, że uczniowie mieli prawo i pełną wolność wyrazić swoją miłość do podziwianego człowieka (ten człowiek odpłaca im tym samym)! To, na początek.
Zdziwiłbym się, gdyby była gdzieś w Polsce gmina, w której żyliby świadkowie chwili przebudzenia wolności, przebudzenia Polaków ze strasznie długiej epoki upodlenia i gdyby nikt ich nie pytał i nie prosił na lekcje WOS i historii najnowszej. Zdziwiłbym się, gdyby kronika-zapiski krótkiego uniesienia duchowego mieszkańców, prawdziwego snu o wolności, zwanego też Festiwalem Solidarności, wisiały w Internecie, ale nie były lekturą uczniów na WOS i historii i nie miały linku nawet na oficjalnej stronie tej gminy. Dziwiłbym się, gdyby żyjący świadkowie i bohaterowie tamtych wydarzeń nie byli proszeni do wspólnej oficjalnej delegacji składającej kwiaty na grobach współ-braci poległych w dawnych epokach. Albo przy różnych okazjach - pod pomnikiem stalowego papieża. Gdyby byli jak wyklęci z własnej wspólnoty, we własnej wspólnocie, za to, że się sprzeciwili dyktaturze proletariatu (firmowanej: PZPR, ZSL, SD) i śmieli walczyć o wolność i godność Polaków. Po drodze dając im Ośrodek Zdrowia, mieszkania dla lekarzy i łącząc ze światem: autobusem, szkołami i komputerami.

Jest taka gmina. W niej, zamiast szacunku, świadkom-bohaterom dają tytuł "siewców nienawiści". Piszę to z pełną świadomością i poczytalnością dziejów w Wielki Wtorek 2012.

Dopiero potem mogą się pojawić oceny formalne debat, lekcji WOS i historii. Bo taki jest porządek natury i łaski. Najpierw jest osoba i wspólnota - jak korzenie - z której, w której, (dla której) wyrastamy, uczymy się, kształtujemy i działamy. (W Nim/Niej żyjemy, poruszamy się i jesteśmy). Ta lub inna wspólnota człowieka/nas definiuje. Dopiero później pojawia się w człowieku mówca, nauczyciel, katolik, ksiądz, demokrata, lub się nie pojawia. To właśnie znaczy demokracja dla mnie, 59-letniego człowieka, ojca dużej rodziny, filozofującego katechety z doświadczeniem samorządowca.
Najpierw jest człowiek. Czyli zawsze, osoba i wspólnota (bez wspólnoty i dialogu nie sposób rozwinąć w sobie osoby). Potem tytuły, role społeczne, miary i wagi, kolor oczu, sympatie i anty-, liczba głosów w wyborach i głosowaniach. Kiedy procedury tak lub inaczej (także podświadomie) chcą nami zawładnąć - zjawia się złowieszczy zefir dyktatury.
Czasem wyższa siła musi rozwalić pseudo-demokratyczną wieżę Babel. Każdy z nas boi się prawdy o sobie - ja, ty, my, wy, oni i jeszcze raz ja.

Zajaśniej blaskiem własnej prawdy na którymś posiedzeniu Rado Pedagogiczna RzN w Strachówce. Veritatis splendor - prawda daje blask. Jak trudno odciągnąć zasłonę ciemności, które są tak naprawdę tylko czasowym skutkiem odpryskowym tzw. konfliktu personalnego. Bzdura. Z jednej strony jest duch Strachówki idący z dziada pradziada, od zarania dziejów, brany tęczą zachwytu, z wielkimi postaciami i epizodami w historii narodu, Ojczyzny i Europy. A po drugiej? - co! Resentymenty! - kogo, czego? Boją się powiedzieć. Wielkość i małość zmagają się i tuż-tuż prawie przełamują na naszych oczach i w nas.

Wczorajsza debata, jak ziarnko piasku - i jak kamień - uruchomiła lawinę. Odbyła się w dniu Wielkiego Tygodnia i rocznicy śmierci pewnego lecz wyjątkowego Polaka. Myślami byłem w tym dniu w różnych miejscach. W szkole Rzeczpospolitej Norwidowskiej w sali debat, w pokoju nauczycielskim Imienin Dyrektorki, także w pewnym domu w Rozalinie, gdzie 13 maja 1981 roku doszła nas (taki był Festiwal Solidarności!?) wiadomość o zamachu na Papieża i klęczeliśmy (43 mieszkańców gminy) w modlitwie - w jedności z Nim w niebie lub w najszczęśliwszym przypadku w szpitalu, nie pod pomnikiem - rozpoczynając nasz etap historii wolnej Polski z Solidarnością prawie narodową. Z papieżem i kościołem 2 tysięcy lat? - Tak, też. A z dzisiejszą gminą, która żyje, mieszka i rządzi się sama w 18-22 wsiach na naszym terenie? O to spytajcie władz samorządowych kadencji 2010-2014 i zróbcie ankietę. We władzach jest przecież także nauczycielka i to od wiedzy o społeczeństwie, która chce być matką innej demokracji (tworzy własną/starą partię).

Prawdę należy nazywać po imieniu. Wielkość - wielkością. Niewiedzę (ignorancję) - ignorancją. Małość - małością. Podłość - podłością. Nie rozmiękczać. Nie rozwadniać. O to idzie ten cały nasz spór. Żadne tam jakieś konflikty personalne - to wymyślili głupcy.
Po jednej stronie są czyjeś plany kariery (nie jednej osoby) - a naprzeciw prawda o własnej historii!!! Więc na razie historia musi przegrać?! Z historią zarazem przegrywa honor i godność jakiejś społeczności i osób za nią odpowiedzialnych. Trwanie w takim stanie rzeczy, zwłaszcza na terenie szkoły (bo naprawdę jest jedna wspólnota rodzin na jakimś terenie, która - mniej więcej - najbardziej jest widoczna i żyje w szkole, parafii i gminie) - odbija się zalegalizowaną hipokryzją (nie-prawością), czyli wypaczoną, molestowaną przez jednostki i grupki (od 17 już lat) tożsamością. Życie z zalegalizowaną nieprawością jest życiem z rozrastającym się nowotworem. Wspólnota lokalna jet żywym organizmem.

Nawet kardynał Stanisław Dziwisz zaprosił swego krytyka ks. Zaleskiego na Radę Kapłańską w sławnej archidiecezji, by podjąć rozmowę o oskarżeniach o najcięższe przestępstwa stanu duchownego. A u nas ciągle brak takiej kultury życia wspólnotowego (publicznego). U nas od wyborów, które nas uwolniły od starego anty-demokraty nie ma rozmów o własnej historii i najtrudniejszych - bo mentalnych - problemach, które nurtują mieszkańców.
Kto, co? - czekają, że szkoła to za nich zrobi? Że szkoła ma naprawić ich zaniechania? Przecież samorządowcy są po to wybrani i to ślubowali obejmując swój zaszczytny mandat. Dodając powszechnym dość u nas zwyczajem - "Tak mi dopomóż Bóg".
Samorządowcy do rozwiązywania naszych wspólnych spraw (i problemów) mają swoje urzędy, pracowników samorządowych, diety, etaty, miejsce i czas i wszystko, w co wolna Polska ich wyposażyła. A swoją drogą, czy tak ma wyglądać do końca waszej kadencji dialog społeczny, że ja mówię i piszę wszystko i proszę o spotkania i sesje, apeluję, a wy (do których się zwracam) macie mi tylko do powiedzenia za plecami, że jestem "siewcą nienawiści"? Dziwny, anty-chrześcijański rachunek samorządowego sumienia. Przecież, ani ja nie mam prawa sądzić nikogo, ani wy - mnie. Za to naszą powinnością jest mówić PUBLICZNIE I PRYWATNIE o historii i wartościach naszego wspólnego życia.

Mam odwagę przyznać się do siebie i do swego życia. Jam nie z soli, ani z roli. DLATEGO mam odwagę wszystko pisać. Miałem odwagę stanąć przeciw staremu ustrojowi (myśleniu, nauczaniu i działaniu władz) w PRL! Mam i dzisiaj. Do końca. Po krzyż - jaki przewidział mi dobry, miłosierny Bóg. Bronię nie (tylko) siebie, ale godności Rzeczypospolitej, w której mieszkamy i pracujemy. Każdy "tak ma", kto zadał sobie trud samoświadomości. Apologetyka prawdziwa (i jedyna może) - to samoświadomość Jezusa z Nazaretu. Mamy na niej ćwiczyć i dochodzić swojej własnej. Mamy też mistrza innego:

Coraz to z Ciebie jako z drzazgi smolnej
Wokoło lecą szmaty zapalone
Gorejąc nie wiesz czy stawasz się wolny
Czy to co Twoje będzie zatracone
Czy popiół tylko zostanie i zamęt
Co idzie w przepaść z burzą.
Czy zostanie
Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament
Wiekuistego zwycięstwa zaranie?
(CKN)
(też się mocno wypaliłem pisząc tego posta)
 
Mam szacunek do siebie. Bo mam toż-samość? Jam nie z soli, ani z roli (znów powtórzę, prawie że z lubością). Trudno mi - choć się bardzo staram - odbudować szacunek do społeczeństwa, które nie szanuje własnej przeszłości (nawet najbliższej). Jak można składać kwiaty pod żeliwnym papieżem, zapominając o prawdziwych relikwiach we własnej historii!? Co i o czym pamiętacie 2 kwietnia, 3 Maja, 13 maja, 30 sierpnia, 13 grudnia??? I ilu was tam było? W imieniu kogo? wszystkich? - samorządowcy czego? Bo nie własnego sumienia. Boicie się spojrzeć w lustro. Taka wybiórcza pamięć jest gorsza od niepamięci, bo karmi i wychowuje obłudę kolejnego pokolenia. Prawda jest jedna i niepodzielna. A co to jest prawda - pytają Piłaci wszystkich czasów. Namiestnicy imperium władzy.

Wczoraj szedłem na święto do szkoły - jeszcze dwuistne doprawdy(?), choć powinno już dawno być jednym i toż-samym - debata o wolności sumienia, czyli demokracji i symbolicznie nakładający się dzień imienin dyrektorki. Przeżyłem więcej, niż oczekiwałem.

Nie miałem zamiaru się pokazywać i odzywać. Chciałem patrzeć. Obserwować. Rozumieć. Jednak się odezwałem. I to dwa razy. Czemu!

Może dlatego, że słyszałem i to wiele razy, że demokracja prawie się zrodziła na lekcjach Wiedzy o Społeczeństwie. Przepraszam bardzo, nie wytrzymałem.

Pierwsze pytanie zadałem:
- Czy szanowna mówczyni uważa, że w naszej szkole wystarczająco się mówi (uczy) o wydarzeniach i o Solidarności, które przyniosły wolność Polsce i połowie Europy i w związku z tym, są prawdziwym źródłem naszej współczesnej demokracji, tożsamości (i debaty)?

Przerwałem mówczyni wątek (zresztą z mojej opozycyjnej strony), jeszcze raz przepraszam, choć myślę, że pytanie nie mogło zając aż 50 sekund :)

Drugi raz podszedłem do mikrofonu (tutaj wkrada się nieścisłość, gdyż za pierwszym razem głos zabrałem z miejsca) na zaproszenie PT Marszałkini Obrad: - Kto jeszcze chce przemówić za opozycją (do tematu)?

Drugie pytanie:
Etykieta nakazuje się przedstawić, więc - Józef Kapaon, katecheta, założyciel Solidarności w gminie, wójt I Kadencji samorządu w Polsce, chcę spytać jednak o współczesność i to najbliższą:
- w ostanie dwie niedziele z rzędu mieliśmy wielkie wydarzenia dla parafii, gminy i szkoły. Tydzień temu uroczystość powiatową i gminną Uczczenia Pamięci I Grobów Powstańców 1863/64 w Boruczy i Kątach Wielgi, a wczoraj - zaryzykuję stwierdzenie - najpiękniejszą Niedzielę Palmową w 60-letnich dziejach parafii z koncertem Stabat Mater Dolorosa, (Stała Matka bolejąca, koło krzyża łzy lejąca, gdy na krzyżu wisiał Syn...).
Giovanni Battista Pergolesi (1710-1736) - choć młodo zmarł jest wielkim kompozytorem. Co z tym naszym wychowaniem do demokracji i postaw obywatelskich, skoro było nas tam tylu/tyle, co kot napłakał, albo na palcach jednej ręki policzył?! Uczymy, czy nie uczymy i czego?

PS. - do części pierwszej.
Mój ojciec napisał wiersz "Duch Polski" (cytuję we wspomnieniach 13 grudnia) w obozie niemieckim. Mnie, synowi Jana Kapaona, należy oddać sprawiedliwość, że próbuję i próbuję i próbuję napisać "Duch Strachówki" i mi ciągle nie wychodzi. Nie do końca wychodzi. Ale bo też, nie mam konkurencji (ukryłem tu wieloznaczność, nawet w przecinku i stopie). Nie jestem w tę stronę kształcony, więc mogę mylić akcenty. Nie rozróżniam niestety daktyli hiperkatalektycznych, od amfibr(ów?) i anapestów.

O DUCHU TOMASZA MOORA, ŚWIĘTEGO KK
ALBO O TYM DUCHU,
KTÓRY W NIM SIĘ (TYLKO?) OBJAWIŁ

Nie mogę liczyć dzisiaj wersów i słów, bo znów mogę utracić ślad. Tak - odkładając na potem - się traci łaskę i miłość. Pisał o tym jeden z moich dawnych profesorów Mieczysław Gogacz (także "Osoba zadaniem pedagogiki" a może i sztuki, polityki....)

Tomaszu Morusie bądź ze mną i przy mnie stój rano, wieczór, we dnie, w nocy. Bądź mi zawsze do pomocy, gdy staję przeciwko królom i władzy legalnej z jednej strony, lecz z innej uzurpatorów. Niektórzy myślą, że prawdę uciszą (zabiją), gdy kogoś zablokują w Internecie. Pierwszy przypadek miał miejsce na moim blogu w dniu drugiej tury wyborów 5.12.2010, następny w ramach tzw. dialogu wewnątrzszkolnego z wykorzystaniem Internetu. O! biedni ludzie. Cenzurę zdjęto u nas po tym, jak rozpadł się PRL - jeszcze o tym nie wiedzą? Jeszcze nie zrozumieli wolności, godności, świętości, demokracji, prawdziwej wiedzy o człowieku i społeczeństwie (Centesimus annus, Veritatis splendor, Fides et ratio + 9 pozostałych)?

Twój(?) duch jest sponad władzy Chaosu, wieczność pamięta przed wiekiem i dwoma, wieloma. Sam coś z jego tajemnicy i mocy przeżyłem.
Było to tak:
- posadzili mnie w legionowskiej komendzie MO, zabrali dowód osobisty i postawili strażnika. Próbowałem oswoić sytuację modlitwą i rozważaniami. I zobaczyłem wokół siebie przyjaznych, modlących się ludzi ze mną i za mnie. Byli tam ksiądz proboszcz Józef Schabowski i legionowskie siostry zakonne. Cóż mógł uczynić mi człowiek? - wieźli mnie w kajdankach wciśniętego między dwóch UB-eków na tylnym siedzeniu dużego "Fiata", w żebra uwierali czymś twardym, "żebym nie próbował niczego", dowódca siedział obok kierowcy. Wieźli przez las nocą (ciemnym wieczorem, ale lepiej brzmi noc, bardziej złowrogo), między Jabłonną a Warszawą bałem się najbardziej, ale duch przyszedł i opowiedział mi ponadczasową scenę z jakiegoś kościoła, w którym podczas Eucharystii podawałem dłoń na znak pokoju komuś obok, a to mógł być każdy z nich - kto wie?). Mój strach uleciał. Rozpłynął się w duchu. I z nim uleciał?

Moja dusza wyrwała się na drugą stronę już w pierwszym wierszyku z 1978 roku.

A duch po komunii w Kodniu na pierwszym spotkaniu, który porwał mnie do samego nieba i pokazał PROSTOTĘ, zabierając wszystkie moje grzechy, obawy i lęki? Duch nas rozpływa zawsze w jakiejś wielkiej wspólnocie z Kimś. Także w każdej krótkiej medytacyjnej modlitwie na katechezie od 30 lat.

Życie niczego nie zabiera. Jak taką bzdurę (sorry za słowo) mógł napisać profesor literatury. Życie daje nieskończone możliwości, bo samo jest Darem. W życiu nie tracimy nadziei, wiary i miłości. Możemy, co najwyżej, oddać i zmarnować. Okrutna może być tylko prawda o nas samych. Zbawienie stoi na każdym progu i kołacze przez całe życie.

Lawina młodej demokracji, godności, świętości, lawina wspomnień mi towarzyszyła w debacie (która się stała namiastką prawdziwego dialogu między nami).

Godność i świętość? - wiadomo, to z Tomasza Morusa. Warto poświęcić mu niejedną chwilę lektury i modlitwy.

Lawina wspomnień:
- debata w sali OSP (dzisiaj świetlica wiejska) mieszkańców (głównie rolników) z funkcjonariuszami Milicji Obywatelskiej z komendy wojewódzkiej w Siedlcach na temat naszego roszczenia (propozycji, żądania), aby nowo-budowany gmach (to był znak czasów w całym PRL, tzn. ich budowle i żądania strony solidarnościowej, by oddali je na ośrodki zdrowia) dali w części na służbę zdrowia. TO NIE BYŁY ŁATWE SPRAWY. Sięgały symboli PRL i Solidarności. To, że próbowali w wielkich miastach? - proszę bardzo, mieli siłę zakładów pracy, doradców itd. JAK WY NIC (JAK DOTĄD) NIE ROZUMIECIE - KOCHANI WSPÓŁCZEŚNI MIESZKAŃCY MOJEJ GMINY I POLSKI.

Dawałem poczucie bezpieczeństwa i godności mieszkańcom małej gminy - mojej Ojczyzny. Ja z kolei znajdywałem w tej robocie wielki i głęboki SENS (dla siebie, swego życia i całej Polski). Uczyłem demokracji i czegoś więcej. "Władza" PRL dziękowała/dziękowali mi po burzliwym spotkaniu w remizie, że tego się nie spodziewali, że taka kultura rozmowy, każdy musiał podnieść rękę i się przedstawić nim zabrał głos. Bo tego nigdzie indziej nie spotkali.

- "veto" wobec władzy PRL, która chciała narzucić naczelnika gminy (w starym ustroju poprzednik wójta). W sali konferencyjnej Urzędu Gminy, na posiedzeniu Gminnej Rady Narodowej (niby-poprzedniczka samorządnej rady obecnej), ale jak nazwa wskazuje sama PRL zadbała, byśmy wszystko przeżywali w skali narodowej (o ironio słów i losu) :-) Łatwo powiedzieć "odbyło się"! Nie miałem na sali głosu. Nie byłem radnym. Miałem tylko czapkę z nadrukiem "SOLIDARNOŚĆ", którą obracałem w kółko, w kółko - żeby wszyscy widzieli. Więcej dowiedzielibyście się od Kazika Orzechowskiego, Janka Kalinowskiego i innych - gdyście się nie zawzięli, że będziecie mieli w pohańbieniu nasze własne(!) losy.

Skąd mieliśmy siłę i natchnienia?

O! Boże... Jeden, Który JESTEŚ - Boże,
Ja także jestem... choć jestem przez Ciebie.

A wy? O! moi, wy, nieprzyjaciele,
Którzy począwszy od pełności serca
Aż do ziarn piasku pod stopami mymi
Wszystko mi wzięliście... (CKN)

Jeśli dzisiejszy nauczyciel wiedzy o społeczeństwie tego nie wie o własnych mieszkańcach (wie, ale udaje, że tego nie było, bo mu nie pasuje do własnych planów kariery bardzo lokalnej) - o ich godności i obecności w walce o wolną Polskę - i tego nie uczy - to do bani z takim systemem oświaty i samorządności.

PS.1 - do części drugiej
Ale wyszedł mi wielki post na blogu w Osobnym świecie :)
I - o dziwo - nie muszę dzisiaj nikogo już więcej przepraszać (poza prof. Janion, co już uczyniłem w języku obcym dla zbyt wielu).
To mnie/nas powinni przeprosić, zaczynając od tych, którzy dostali mandaty samo-rządzenia na naszym terenie (gmina to wspólnota mieszkańców i terytorium, z całą ich i jego historią, bogactwami, klęskami, nadziejami, wiarą, miłością, pokoleniami i konfliktami...).
Realizm albo śmierć (inna postać tytułowego twierdzenia)! PS.2 Pisałem i dopisuję cały dzień, Wielki Wtorek, jak w gorączce, jak szalony, jak by to był mój ostatni post? Tysiąc wcześniejszych też nie poruszyło ziemi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz