środa, 23 maja 2012

Objawienia prawdy, objawienia Boga


Przed szkołą:
1. Wczorajsze małe doświadczenie prawdy w ciągu normalnego dnia. Działa jak technika TM. Podobieństwa i różnice?
2. Doświadczenie (przeżycie) prawdy życia daje skutki "na śmieć i życie".
3. Roqueplo - doświadczenie świata - doświadczeniem Boga? Blisko, blisko, ale moje „dotknięcie prawdy – doświadczeniem Boga” uważam za bardziej właściwe. Gdyby jednak nie Roqueplo, miałbym kłopot z publicznym formułowaniem swojego odkrycia. Bo opisując prawdę naszego życia we wspólnocie lokalnej dostałem w policzek nazwą "siewcy nienawiści", więc opisywanie doświadczenia Boga zasłuży u nich na... Bóg wie na co? Postąpią tak, jak faryzeusze "na krzyż z nim, na krzyż". Stronnictwo prawdy zawsze będzie tak traktowane przez stronnictwo faryzeuszy, nawet w tym samym (niby) kościele.
4. Ten drugi świat (ducha) jest strasznie konkretnie realny, to on układa lub nie, do snu. To on lub nie, daje pokój... Dopóki masz kasę i możesz sobie planować reakcje na sytuacje życiowe... dentystę, zmianę opon, coś tam, coś tam jeszcze... odpychasz prawdy wieczne, zadowalają cię przejściowe. (ps. jak zestawienie „naród” - „społeczeństwo”?)

Kl.3
Sztuka interpretacji. To wszystko (w religii) się w nas dzieje, albo ma się zadziać. Tak mam omówić całą liturgię i czytania. Akcent zwłaszcza położyć muszę na wydarzenie Zesłania Ducha Św.

Dwóch chłopaków ciągle zachowuje się jak na pastwisku lub w budynkach gospodarskich, oborach, stodołach... dziwne, ale wcale, nic-a-nic, na działają na nich słowa, prośby, próba przemówienia do rozumu, zawstydzenia??? Co to jest???? Gdzie jest korzeń, oścień tego „małego” zła? Czy tylko w psychologii dziesięciolatków? Wątpię, myślę, że najbardziej w ich domach.

Uświadamiam sobie, że wszedłem na niebezpieczną ścieżkę wewnątrz-lekcyjną i nieprzetartą ścieżką wewnątrzszkolnego niby-dialogu. Nasze „domy”, w których zakorzeniona jest nasza tożsamość, świadomość jako fundament i mechanizm procesów edukacyjno-wychowawczych. Brrr!!! Prosta droga do skonfliktowana się jeszcze większego z wieloma milczącymi. A tu jeszcze przecież: modlitwa, msza, medytacja (także ta z artykułu transcendentalna-TM/MT, zależnie od języka). Br! Skąd mi nadejdzie pomoc? Pomocą może być tylko śmierć, albo renta. Zabierz mnie od nich Boże, w miłości i pokoju! Nim wybuchną kolejne wojny z powodów egzystencjalno-metafizycznych.

Ćwiczymy na koniec pewne słowo, to słowo. Czy ktoś je usłyszy w kościele na mszy rocznicowej?

Kl.6
Zwykły/niezwykły nigdy/zawsze początek - modlitwa w ciszy przed krzyżem. Każda modlitwa jest moim nowym narodzeniem z ducha. Jest rodzeniem. Stwarzaniem, początkiem. Mnie? Religii? Mojego świata? Mojej przyszłości od teraz!...
Każda moja modlitwa na katechezie była (bardziej już pasuje czas przeszły jeszcze niedokonany) nową definicją, próbą definiowania od nowa i od nowa aktu modlitwy właśnie, i siebie (w niej, przez nią), i Boga, religii.... kościoła..... to są do dzisiaj już tysiące definicji....

Ciąg dalszy lekcji dyktuje życie – wtrącam się w przygotowanie do kolejnej debaty. Teza brzmi „Norwid miał rację mówiąc, że naród z nas wielki, ale społeczeństwo żadne”.
Tak na marginesie, czy wyobrażacie sobie naszą szkolną codzienność i odświętność bez Cypriana Norwida?

Naród a społeczeństwo? - w tym leży gwóźdź, zagwozdka prawdziwa. Jak im pomóc, na ich poziomie? Metodologią!
Rysuję na tablicy grubą krechę. Po jednej naród, po drugiej społeczeństwo. Szukajcie a znajdziecie. Nie ma wiary bez myślenia. Nie ma i katechezy. Norwida też nie ma.
Szukają w głowach, w rozmowach, robią brudnopisy swoich myśli i map neuronowych. Kogoś wysyłam do biblioteki po książkową encyklopedię, sam idę do Internetu.

Przepisują swoje nieliczne znaleziska na tablicę, słuchają książkowej wiedzy, porównujemy, wykreślam(my) to, co się powtarza, albo było kulą w płot. Zostaje prawie kwintesencja w ramkach białą kredą na czarnej tablicy.

Naród – trwała wspólnota na jakimś terytorium, z kulturą (językiem), historią i tradycją.
Społeczeństwo – zbiorowość, w której występuje względna intensywność oddziaływań (zachowań, interesów, praw, obowiązków) wzajemnych między jej członkami.

Znaleźliśmy definicję narodu, czyli tego, co naturalne i społeczeństwa, czyli tego, co poddane bardziej wpływom działalności człowieka, naukowej, potocznej, wszelako-różnorodnej (zależnej od mód, epoki itd.itp).

Konkretyzacja przychodzi sama - „Cały naród cieszy się Euro, społeczność taksówkarzy chce załatwić swoje interesy”. Może też są kibicami i się cieszą na Euro, ale bliższa koszula ciału i życiowe interesy. A u nas w szkole, gminie, parafii? Przechodzę(my) na nasze własne podwórko. Nie ma to jak przykład z życia! Moja perora wygląda mniej więcej tak - „wszyscy wiedzą, że jesteśmy jedną dumną pękną gminą, Rzeczpospolitą Norwidowską, ale przecież są między nami konflikty, różnice zdań, różne interesy? To jest normalne, tak zawsze było (wieża Babel), jest i będzie. Nigdy wszyscy na danym terenie nie będą mieli takich samych poglądów, wizji wspólnego życia i interesów osobistych i grupowych.
Jeszcze bardziej konkretnie? No to - kim jestem? Katechetą, mówią dziwiąc się pytaniu, podnosząc brwi i ramiona ku górze. Co robi katecheta? - ciągnę dalej. Uczy o Bogu. - Tak jest, świetnie to wiecie, rozumiecie, inaczej być nie może. Tak jest. Katecheta uczy o Bogu, kościele, o prawdzie wiecznej, niezmiennej, objawionej. A przecież wiecie, że nazywają mnie siewcą nienawiści? Można to zrozumieć???
Żeby było bardziej jasne i ostateczne, pytam o źródło prawdy, o drogę i życie. Czy Jezus zrobił komuś coś złego? A wołali na krzyż z nim, na krzyż i Go zabili. Dlaczego??? DLACZEGO?

Bo taki jest człowiek. Kain i Abel byli braćmi. Dobro i zło walczy w nas. Zmagamy się, aby trwać przy dobru, wartościach, ideałach. Tak jest i będzie. Taki jest człowiek. Bez Boga i zbawienia dobro przegrywa z interesami w nas i interesów doraźnych grup, w których każdy z nas może się znaleźć. Jak to dobrze, że zaczęliśmy – zawsze - i kończymy modlitwą!!!!

Kończymy modlitwą, która jest pełnym realizmem, „stanięciem w prawdzie”, „rodzeniem w duchu i prawdzie” do życia w duchu i prawdzie. OTO SEDNO RZECZY!

I znów „świadomość” upomina się o właściwe miejsce w szkole! Jej różne poziomy, oddziaływania, skutki, relacje, ogniwa, łańcuchy....

DOTKNIJ PRAWDY. GDZIE I JAK? W GŁĘBI ŚWIADOMOŚCI!!!!!!

Religia (w szkole) – to walec Ducha Świętego przechodzący przez społeczność szkolną. Od A do Z.

Kl.1
Jakiej dziwnej religii dzisiaj (?) uczę. Zawsze. Takiej, która nie mieści się w naszych „nielogicznych głowach” bo złą logiką uporządkowanych, na nasz obraz i podobieństwo.

Najpierw o panowaniu nad sobą. Kto nie umie na (podczas) krótkiej modlitwie, to jak ma iść do I Komunii? - sięgam po argumenty grubego kalibru. Kto nie umie panować nad sobą na lekcji, jak ma iść na mszę świętą komunijną, niedzielną, każdą inna? Nie wystarczy mieć dwóch nóg i dwóch rąk, żeby nazywać się człowiekiem. Dopiero wtedy, gdy umiem panować nad sobą! - nim się staję, jestem. „Braterstwo [wtedy] ludom dam.” Myślę Norwidem? Mówię nim często, coraz częściej. Przewidziałem to, raczej przepowiedziałem proroczo 12 lat temu w rozmowie z Karoliną Wajdą, pod bramą dworu Norwidów.
Wystarczy tak niewiele, wystarczy ślad, zwykła wieś, w której poznali się Jego rodzice, grób księdza, który dawał ślub jego rodzicom?! Sakramenty, sakramenty. Czym są sakramenty w naszym życiu? Wystarczy mały opłatek, by dotknąć i POJĄĆ Boga. Pojąć, pojęcie, słowo, Słowo, które stało się ciałem, które stale staje się ciałem. Na lekcji religii, na (w) każdej modlitwie, w umyciu nóg żebrakowi (brrr!), w Eucharystii. Czy można tak wszystko wymieniać jednym tchem? Można – mówi wam to „ja” katechety. Ja - katecheta? Co łatwiej powiedzieć? - więc mówię „ja” katechety.

Chodząc z brzemieniem „siewcy nienawiści”, ja-katecheta Słowa Bożego też może myję nogi biedakom, żebrakom, łotrom dobrym i złym? Kto wie? Może. Bogu niech będą dzięki, nawet za to "kto wie".
W każdym razie jest na tym blogu spora porcja mistyki. Nie wymyślonej - zanotowanej na katechezach i po nich, i między nimi. Może zrodzą się z niej nowi katecheci? Nie żyłem nadaremno. Niech krzyczą, plują, biją, krzyżują. Możecie być pewni, że nikomu nie wypomnę tego przed Bogiem, ani w godzinę śmierci mojej. Amen. Nie potrafiłem nigdy nienawidzić. NIGDY. Nie wiem, nie rozumiem, czym jest nienawiść, choć widzę takie zachowania w świecie. Taki albinos wśród czarnych sumień nienawidzących jestem :)

Myślę, że gmina mogłaby zarobić na mojej inności. Wystarczy być realistą, widzieć to, co jest, co rośnie i żyje, co się ma w gminie i tym się cieszyć, służyć, eksponować. TYM JEST I PO TO JEST SAMORZĄD. Ale nie dla dzisiejszych pseudo-. Wolą wymyślać jakąś inną nieistniejącą gminę - własną produkcję ograniczonego pojmowania świata i człowieka. Dziwadła.

Myśl przyszła, komputer schowany, gdzie i jak zapisać, nim umknie wraz np. z czyimś pytaniem lub innym odezwaniem świata? Łapię kartkę z parapetu i czyjś długopis - „jak przejść od religii znaków do rzeczywistości?”

Kl.4
Idę mądrzejszy o lekcje i modlitwy w poprzednich klasach. Malowanka być musi! Ona dzisiaj mnie/nas prowadzi. Naprowadziła na odkrycie istoty religii. Bo jaki mamy obraz religii? Jako obowiązku, przymusu, ciężaru nałożonych zasad, czynności... A to FARYZEIZM, faryzejska postać religii.
Modlitwa nie jest obowiązkiem. Jezus nie przyszedł, żeby nałożyć na nas nowe obowiązki. Przeciwnie, schylił się, żeby przynieść ulgę nawet naszym stopom. Jak można tak wypaczać obraz religii i religijności? Biada wam, faryzeusze.

Dzisiaj lepiej rozumiem mycie nóg, gdy jest upalny dzień. Gdy katecheta i wuefista chodzą w sandałach na gołe stopy. Gdy przypominam sobie drogę do kościoła sprzed lat, w dzieciństwie, w młodości po piachach sławnych Strachówki i okolicy. Zdejmowaliśmy buty, łatwiej było iść. Myliśmy nogi w strudze, co za ulga! 400 metrów przed wejściem do kościoła w parafii WNMP, na budowę której Królowie dali 27 sosen i byli dobrodziejami parafii i proboszcza. Ja - w 2012 jestem siewcą nienawiści. 
Jezus przywraca świeżość, może była burza piaskowa i u nich. Chłód, powietrza łyk, wody i może kropla oliwy na brodę. I miłosierdzia.

Ostatnie 10 minut oglądamy kawałek „Jezusa”, sceny krzyżowania, śmierci, pochówek w grobie Józefa z Arymatei, zmartwychwstania, ukazania się czystego Jezusa po...

Kiedy wyszli, a ja zostałem aby spisać notatki, przez drzwi widzę korytarz i uczniów. Patrzę jak z wnętrza wapiennego(?) grobowca. Jakbym nowe widział życie, nową szkołę, nowy świat. Może tak patrzył święty Piotr, gdy pobiegł i zobaczył grób pusty i chusty?

Religia (w szkole) – to walec Ducha Świętego przechodzący przez społeczność szkolną. Od A do Z.

A Janusz Palikot i inni rozpowiadają, że religia to oszukańcze znaki. Ja – że realna OBECNOŚĆ.
Spór z Januszem Palikotem, a jak trzeba będzie także z Donaldem Tuskiem, to mój głos w sprawie obecności religii w szkole. Uważam, że to jest spór o istotę Obecności, nie o religijną indoktrynację. Ja także (30-letni katecheta) jestem przeciwko indoktrynacji, a za OBECNOŚCIĄ (o której nie traktuje żaden inny przedmiot).

Kl.2
Długo próbuję namówić ich na wypowiedzi od serca o ich (pierwszej) Komunii. Wiem, że ma(ją) coś pięknego. Ale jak skłonić do mówienia. Tworzę nastój modlitewny muzyką i słowami księdza Szelągowskiego „Bóg jest Miłością”. Powtarzam słowa zwrotek, oni powtarzają, ot, takie nasze ćwiczenie.
  • poczułam się jakaś ważniejsza, bo do tej pory przy komunii świętej na mszy zostawałam sama w ławce, a teraz idę z innymi
  • że niespodziewane coś się dzieje, że coś dobrego, a coś złego zostało z tyłu
  • że nie jestem niepotrzebny, ale że jestem już w kościele
  • kiedy przyjąłem komunię, to poczułem się lekko, miło
  • gdy mówiłam wierszyki na podziękowanie, to się zawstydziłam, ale pomyślałam, że Bóg jest przy mnie i pomogło

Kl.5
Słyszę niespodziewaną aklamację „lubię pana, lubimy. Ko lubi pana?” - nie wiem za bardzo za co, dlaczego, może dlatego, że się trochę spóźniła/spóźnili, co mało mnie dziś obeszło, zajętego rozstawianiem sprzętu i rysunków na stole?

Modlitwa – wieczne świadectwo i wyznanie wiary katechety: „w modlitwie i dzięki niej możemy odkryć skarby największe życia i siebie samych, w sobie, gdzieś na dnie”. A w głowie myśl - „ja - siewca nienawiści, żebrak modlitwy (wierszyki), biedny rzeczywiście ekonomicznie”. Ale kiedy staję z nimi przed krzyżem w ciszy do modlitwy, która jest wiecznym teraz i zawsze, nie mam lat i nic się innego nie liczy. Jestem wtedy chyba najbardziej duchem Józefa K – katechety :)

I im rozdaję obrazki „Jezus umywa nogi uczniom”. Każę dopisać u góry „Istota religii”. Taki temat jest w dzienniku, wielkimi literami. Dobry rysunek w skwarny dzień Strachówki.

Podczas dyżuru mam przed oczami zdjęcia i jedno zwłaszcza zdjęcie (jak zdjęcie z krzyż) Jana Pawła II i siostry Aliny z naszym listem w ręku na kolanach. Obok zdjęcia jest treść naszego listu do błogosławionego Papieża-Polaka. Patrzę, patrzę. „Żeby się spotkać, trzeba się napatrzeć” (JPII, Tarnów, do 2 mln pielgrzymów). Patrzyłem czytałem po kawałku, myślałem, osłupiałem. Przecież wszyscy obok tego zdjęcia i listu codziennie przechodzimy dziesiątki razy! Prawda się nie ukrywa przed nikim. Bóg się nie ukrywa przed nikim. Nasz Bóg się objawił. Jest OBJAWIENIEM. PROSTOTĄ!

A istota naszej szkoły i RzN jest wyłożona w liście do JPII. To (jakby) nasz wzajemny testament i zobowiązanie. Jest tam powiedziane, przewidziane, że powrócą niedzielne msze szkolne! Spełni się wszystko, co tam zapisane. Słowo w słowo. Co do kropki i joty. Wierzycie w to? I we mnie wierzcie – powiedział Jezus.
Napisał ten list (z Bożym natchnieniem) w 2003 roku siewca nienawiści w roku 2012. Nie mnie jest potrzebne to podkreślanie i ciągłe przywoływanie tego epitetu. Potrzebne to jest naszej wspólnocie lokalnej (gminnej, parafialnej), by widziała, w czym żyjemy, jaki FAŁSZ chce przejąc władzę nad nami. By się otrząsnęła, by wreszcie kiedyś zrozumiała. Kim jesteśmy, dokąd zmierzamy!
***
Już w domu - niesamowite jest, jak Olek sprawdza zawsze, czy wszyscy już coś mieli, czymś się częstowali, coś jedli – gdy chce dokładkę. - Ja wziąłem sobie tylko połówkę, na wypadek, gdyby nie wszyscy jeszcze brali... do Andrzeja. Niesamowite. To nie my wychowujemy. To dom wychowuje. DOM. Podejrzewam, że rezydencje - bo w tę stronę ewoluuje budownictwo - nie wychowują. Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej. Błogosławieni różni tacy, którzy niewiele mają. To już u nas nie sprawa przekonań religijnych i ideałów życiowych, tylko realiów szaro-świątecznej codzienności. To chleb nasz powszedni.

PS.1
Boże, jacy my mądrzy jesteśmy! Jakim uniwersytetem (obywatelskim LGD?)! jest RzN.

PS.2
Jednak nie mogę wyjaśnić wątku białostocko-smoleńskiego, bo by było dużo za dużo.

3 komentarze:

  1. Nie robi pan z siebie męczennika.Pana zachowanie daje wiele do życzenia a wyzywanie ludzi od faryzeuszy jest nie na miejscu.Na szacunek trzeba zasłużyć a nie wymagać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uderz w stół, a faryzeusz się odezwie. Jak masz na imię, anonimie.

    OdpowiedzUsuń
  3. No cóż. Na nazwisko i na twarz też trzeba zasłużyć. Jak widać nie każdy ma.

    OdpowiedzUsuń