czwartek, 31 maja 2012

Notatki do filozofii (polskiej) współczesności, albo pomysł na pracę lincencjacką "Pojęcie miłości intelektualnej u Jana Pawła II" (1)

Boże, pozwól mi zobaczyć rzeczywistość i siebie jak najbliżej prawdy. Otwórz me oczy i serce, daj światło wiary i rozumu, dwóch skrzydeł, na których mogę wznieść się ku kontemplacji prawdy, także o moim świecie i sobie samym. Żebym nikogo nie ranił niepotrzebnie, ale żebym wypełnił zadanie, jakie na mnie nałożyłeś. Moje wychowanie, moje wykształcenie i całe życie przygotowały i zobowiązują mnie do tej pracy. Modlę się jak ten, który ma napisać ikonę.

Ktoś we śnie przyszedł i mnie o to pytał, prosił! Padało w sennym programie (telewizyjnym, radiowym?) wiele nazwisk wybitnych i znanych, książka o nich zbiorcza i wywiad na ich temat. Mnie został jeden z bohaterów, nazywał się jakoś tak Worthton(?), co mogło być i Warthton i Worthon i Woodworth... co prowadzi do czcionki, która chce "zażółcić gęślą jaźń" i do psychologii eksperymentalnej, co i tak jest dobrze całkiem i nieźle.
  • pomyłka Obamy, stwarzają nową nieistniejącą rzeczywistości, odpowiedniki prawdziwych składowych, zahaczonych, uczepionych prawdziwej rzeczywistości. Realizm to współuczestnictwo w stwarzaniu Bożego świata przez "przyprowadzanie do Boga wszystkiego co istnieje (żyje) i nadawanie 'adekwatnej' nazwy..."
  • wyniki testów 6-klasy (a jak my-dorośli korzystamy ze źródeł informacji, na swoim poziomie, co jest źródłem wiedzy dla nas)
  • może i to, co się dzieje w Watykanie
  • chłodny dzień, dzieci by powiedziały "nudzę się", ja - smętno mi i nijako... ale od czego jest modlitwa? I robi się światło, wielka jasność wewnętrzna.
  • już nie piszę na Berdyczów, pisze do Polski i świata całego (takiej globalizacji uczy nas nawet koronka siostry Faustyny)
  • Berdyczów będzie milczał nadal (gmina, powiat, parafia, dekanat - niczym "Backward 2012 sp. ZOO" w globalnej wiosce, kościele i świecie). Konieczne jest uwolnienie ducha, uwolnienie osoby z krępujących, sztywnych, starych podziałów i granic nie odpowiadających warunkom wolności. Drepczemy po zaułkach wolności. Nie mam na myśli ani wyzwolenia politycznego (vide nasza Solidarność), ani obyczajowego (vide ruch hippisowski i rewolucja seksualna). Mówię o wolności osoby. O wolności Ducha.
  • B16 katecheza "modlitwa jest przede wszystkim darem Boga" i pojęcie miłości intelektualnej u JPII, pojęcie Objawienia... - a naprzeciw kontrastująca wiara obrazkowa (Pan Jezus jak rakieta wstępuje do nieba?)!!
  • Norwid - połączenie piękna, prawdy i dobra i ich prze-życie, czyli inna - zintegrowana z pełnym pojęciem człowieka-osoby - definicja pracy, sięgająca zmartwychwstania (dwa skrzydła rozumu i wiary, to on jest chyba i niewątpliwie współautorem papieskiej encykliki!)
  • jakie to proste i genialne, że rodzice Norwida nie poznali się w Poznaniu albo Wielkopolsce, ani w Białymstoku, ani koło Krzemieńca lub Wilna, ale w Strachówce!! I że mieli Jana III w podszewce (Bożej). Tak, to również filozofia i teologia Strachówki, o czym nikt prawie nie chce słyszeć w gminie i w powiecie, w parafii i dekanacie. Stare struktury raczej (bardziej) uwięziły niż wyzwalają dzisiaj ducha Polaków. O nieszczęśliwi. Biada im! - bo nie rozumieją czasu swojego nawiedzenia. Słowo mieszka wśród nas, a oni się spodziewali, i ciągle spodziewają, że...
  • Tu notatki dzieci do debaty....
  • a tu notatki czerwonym długopisem, gdzieś na stole, sprzed przedwczoraj
Nieoceniona pomyłka autorów Barackowego przemówienia przy nadawaniu orderu za próbę ratowania narodu Żydowskiego i żydowskiej kultury i świata! Ukochany bachor, bachorim - czy bachor przebrzydły? My także żyjemy w epoce i kraju pomieszania pojęć. Katecheta stał się dla wielu siewcą nienawiści - a w takim razie kim oni są, zakonspirowani autorzy niby-pojęć "polskie obozy śmierci", "siewca nienawiści"... i ich świat (i projekt na władzę)? Co mnie legitymizuje, co ich?

Mnie? Jackowscy, Królowie, duża, wierna i kochająca się rodzina, Annopol, Katyń i Europa (i Ameryka) w rodzinie, Prus i Kiliński w Warszawie, Rodzina Rodzin, FBI, Taize, Solidarność, I Kadencja Samorządnej Polski, wierszyki na stronie www, świadectwa o czasach, w których żyłem i działałem na forum Tygodnika Powszechnego, listy do papieża, vota w kościele parafialnym przed tabernakulum, Rzeczpospolita Norwidowska, trzydzieści lat na katechetycznej ambonie i żyjący w opinii świętości Andrzej Madej, który się przyzna i wstawi za każdym grzesznikiem. Wy to zbywacie dwoma słowami - SIEWCA NIENAWIŚCI. Jaka jest wasza Polska i Kościół?

A w telewizji Brygida Grysiak "Wybiera życie", można być normalnym na każdym stanowisku i w każdym środowisku (dziennikarskim, artystycznym, nauczycielskim, samorządowym...). Nie trzeba być katolickim oszołomem, oszołomką.  Wystarczy być normalnym. Wytworzył się klimat (moda) na infantylne wizje życia, wydumane dla potrzeb własnego wygodnictwa, mniej lub bardziej zakamuflowanego egoizmu, uciszające sumienia. W pewien sposób także jesteśmy ofiarami takiej nowo-mody. Ci, co nas zwalczają, wiodą raczej wygodne życie. O zgrozo, znajdują sojuszników także wśród duchownych-koniunkturalistów - wbrew odwiecznej nauce kościoła pro-life! Koniunkturaliści przymykają oczy na takie subtelności. Także i ich dotyczy pytanie ponadczasowego wieszcza o faryzeuszy:

1) 
Dewocja krzyczy: "Michelet wychodzi z Kościoła!"
Prawda; Dewocja tylko tego nie postrzegła,
Że za kościołem człowiek o ratunek woła,
Że kona - że ażeby krew go nie ubiegła,
To ornat drze się w pasy i związuje rany.
*
A faryzeusz mimo idzie zadumany...

2)
Byłem wczora w miejscu, gdzie mrą z głodu -
Trumienne izb oglądałem wnętrze:
Noga powinęła mi się u schodu,
Na nie obrachowanym piętrze!

Musiał to być cud - cud to był,
Że chwyciłem się belki spróchniałéj...
(A gwóźdź w niej tkwił
Jak w ramionach krzyża!...) - uszedłem cały! -

Lecz uniosłem... pół serca - nie więcéj -
Wesołości?... zaledwo ślad!
Pominąłem tłum, jak targ bydlęcy;
Obmierzł mi świat...

Muszę dziś pójść do Pani Baronowej,
Która przyjmuje bardzo pięknie,
Siedząc na kanapce atłasowej -
Cóż powiem jej...

...Zwierciadło pęknie,
Kandelabry się skrzywią na realizm
I wymalowane papugi
Na plafonie - jak długi -
Z dzioba w dziób zawołają: "Socjalizm!"

Dlatego usiądę z kapeluszem
W ręku - - a potem go postawię
I wrócę milczącym faryzeuszem
- Po zabawie.

W ściądze dla gimnazjalistów jest takie wyjaśnienie „O faryzeuszu i celniku” – "W kościele modli się dwóch mężczyzn: faryzeusz i celnik. Pierwszy z nich dziękuje Bogu za to, że różni się od innych ludzi: nie cudzołoży, nie kradnie, nie oszukuje i zachowuje post dwa razy w tygodniu. Drugi z nich błaga Boga o wybaczenie grzechów. Przypowieść ta obrazuje dwa modele ludzkiego myślenia i charakteru. Faryzeusz to człowiek, który dostrzega wyłącznie grzechy i winy innych nie widząc w swoim postępowaniu nic karygodnego stawiając w ten sposób siebie ponad innymi ludźmi jego postawa nacechowana jest pychą. Celnik to człowiek świadomy swych ułomności, otwarcie przyznaje się do grzechów i błaga o wybaczenie. Jego postawa nacechowana jest pokorą. Uniwersalność tej przypowieści polega na tym, że i dzisiaj spotykamy ludzi, którzy mają pretensje do całego świata, obwiniają innych o zło i nienawiść, podczas gdy sami dalecy są od doskonałości. Niewielu jest ludzi pokornych, którzy potrafią przyznać się do błędów. Przypowieść piętnuje następujące cechy; ślepotę, zadufanie, pychę, przekonanie o własnej doskonałości a każe naśladować pokorę, krytycyzm wobec samego siebie".

***
Kiedy się nie ma kasy, ani innych żadnych możliwości, masło maślane jest mym towarzyszem, a tłum dookoła czeka nie tylko na sfinalizowanie się śmierci cywilnej, to ten świat w moim wieku nie ma już zbyt wiele powabów. Ile meczów tenisowych można oglądać dziennie w Internecie?
Nic już nie muszę, niczego - w życiu publicznym. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić kolejnego (takiego) roku. Co miałem zrobić, zrobiłem. W życiu osobistym - trochę się nawrócić, by nie zaszkodziło. W życiu rodzinnym - potowarzyszyć jeszcze żonie i dzieciom, ile się da. I koniec. Mógłbym jeszcze to i owo, ale żadna parafia, szkoła, ani stowarzyszenie nie czuje potrzeby mnie zaprosić ze świadectwem ubiegłego wieku (osobistej przemiany, rodziny, gminy, kościoła, Polski), katechezą lub jakimś programem ewangelizacyjnym. I dobrze. I trudno. Chociaż ucieszę tym anonimowe stronnictwo faryzeuszy w mojej gminie, bo w niczym im nie zagrażam - ani nie konkuruję o władzę, profity, sukcesy u władzy, powodzenie u kobiet...
Prawda - także wiara rozumna - nie jest przecież w popycie.

Rzadko się spotyka takie studium przypadku - możliwość skrupulatnego przyglądania się tej fazie życia. Wykorzystajmy tę szansę dobrze. Czasami, czasami - przeważnie tylko w bajkach bardzo filozoficznych - dno (własnego) bytu oglądać można, niczym dno oka. Najbardziej spektakularnym było odchodzenie papieża.

Oto definicja patologii (paranoi?) społecznej, podam w trzech krokach, bez cienia nienawiści, przeciwnie z wielkim bólem, goryczą i żalem, i modlitwą o uzdrowienie:
- krok pierwszy (kontekst kulturowy) - wystąpienie dyrektorki Zespołu Szkół im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej w Strachówce przed Prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej na Ogólnopolskim Spotkaniu Organizacji Działających na Wsi
- krok drugi - opis tej samej wsi, szkoły, wspólnoty mieszkańców, autorstwa nauczycielki Zespołu Szkół im.Rzeczpospolitej Norwidowskiej z sugestiami personalnymi względem inspiratorów tej wielkiej (ponad gminnej, ponad powiatowej...) idei i osobiście wobec dyrektorki (matki siedmiorga dzieci!!!)
- krok trzeci - ludzie, którzy znają sytuację i nic (niewiele) zrobili i robią, aby zapobiec dalszemu niszczeniu wspólnoty lokalnej, W TYM SZKOŁY (UCZNIÓW), powtarzając "zostawcie ją, dajcie jej spokój itd.itp", nie podejmując odpowiedzialności za dobro wspólne (w tym także osoby społecznie szkodliwej!? - żeby nie użyć innego, bardziej adekwatnego w tej sytuacji słowa)







4 komentarze:

  1. Zbierałem się ostatnio żeby napisać do Pana maila, już miałem gotowy wstęp, ale za każdym razem, kiedy zaczynałem myśleć, co chciałbym napisać, słowa więzły mi w myślach/palcach. Zawsze za dużo pytań, dużo niewiadomych i wątpliwości. A potem zawsze ta sama myśl, że na wszystkie te pytania mogę przecież sam znaleźć odpowiedź - w książkach, artykułach, także na Pańskim blogu - i kończyło się to zwykle wpatrywaniem się jakiś czas w pół-pustą kartkę na monitorze, z narastającym w głowie mętlikiem.
    Teraz już wiem, co chciałbym napisać. Dziękuję Panu, że wciąż Pan pisze i prowadzi tego bloga. Strasznie Pana podziwiam, zarówno jako człowieka, jak i osobę duchową (jeśli duchowością nazwiemy kontakt z prawdziwą, jedyną Rzeczywistością). Czytam większość Pana wpisów, i choć nie mogę zwykle znaleźć odpowiednich słów na jakikolwiek komentarz, jestem pełen podziwu dla całego wysiłku, który Pan podejmuje - zarówno tego dla Strachówki, dla RzN, jak również dla wszystkich czytelników bloga. Nawet jeśli niewiele rozumiem z tego, co się dzieje, o czym czytam.
    Podziwiam też Pańskie pogodzenie się z nieuchronnością przemijania, lecz nie mogę przejść obok niej obojętnie. Jestem jednak świadomy własnej naiwności więc nie będę pisał niczego w rodzaju "mam nadzieję, że wszystkie problemy się wkrótce rozwiążą, trzeba w to wierzyć i mieć nadzieję", choć jakaś część mnie gdzieś tam, głęboko, właśnie tak myśli. I choć to, co napiszę, jest pewnie prostą oczywistością, to jako potencjalny mikro-filozof nie lubię zostawiać żadnych oczywistości niedookreślonymi, więc... chciałem tylko, żeby Pan wiedział, że nawet wśród cichych czytelników tego bloga jest wiele osób, którym jest Pan bardzo bliski, którzy przejmują się Pańskim losem, nawet jeśli niewiele mogą na to wszystko poradzić. Że jest wiele ludzi takich jak ja, którzy zawdzięczają Panu lwią część swoich przemyśleń, nie tylko na temat wiary.
    Zazdroszczę Pana uczniom. Ogromnym szczęściem jest mieć takiego nauczyciela :)
    Na koniec chciałem życzyć Panu dużo optymizmu, i powodów do optymizmu, nawet gdy rzeczywistość (ta przez małe "r") nas przygnębia i nie daje oparcia, bezpieczeństwa ani spokoju. Dobrego zdrowia na długie lata i wytrwałości we wszelkiej podjętej pracy. Oraz serdeczne podziękowania za wszystko, czego się dzięki Panu nauczyłem :)

    A tak na marginesie, chciałbym jeszcze spytać: jakie podejście do śmierci i przemijania uważa Pan za wartościowe/właściwe dla ludzi w moim wieku? Niby dużo się na ten temat mówi w niedzielnych kazaniach, ale ich treść (przynajmniej w mojej parafii) pozostawia wiele do życzenia. A osobiście mam straszne wahania zdania na ten temat: raz zaczynam szaleńczo gonić życie, zabierając mu każdą cenną sekundę z jego ograniczonych rezerw, ciągle mając na uwadze zbliżającą się i nieuchronną przecież śmierć; a innym razem przyznaję słuszność pewnej sentencji, że "aby dokonać rzeczy wielkich trzeba żyć tak, jakbyśmy nigdy nie mieli umierać"...

    Pozdrawiam i życzę wszelkiej pomyślności, niech Bóg ma Pana w swojej opiece.
    Kuba Miziński

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pospieszyłem się z odpowiedzią i nie pospieszyłem wcale. Napisałem po nie doczytaniu do końca, bo na stronie administratora, gdzie tylko jest zajawka komentarza, wziąłem, ja głupi, za całość, była do połowy, do "nawet - a potem inf. dotyczy posta...".

      Nie pospieszyłem jednak, bo i tak chciałem napisać , co napisałem.
      W drugiej jednak części stawiasz kapitalne pytanie o przeżycia, przemyślenia, przeczucia na temat śmierci w różnym wieku. Dla mnie był to temat bardzo czuły przez większość życia, najbardziej w młodości.
      Myślę, że więcej wiemy na ten temat - i dzięki niemu - niż przypuszczamy lub dopuszczamy do siebie. Złą jest chyba pedagogia na jej temat, kultura chyba nie bardzo dojrzała. A JEST DUŻO LEPIEJ niż powszechnie "wiemy". W dzieciństwie się panicznie bałem (modlitwy dziecka o 150 lat dla całej rodziny :-)

      Potem było po(do)znanie sławnego zdania Tomasza Manna z Czarodziejskiej Góry (ktoś wyliczył, że tak mniej więcej w połowie dzieła) "człowiek w imię miłości i dobroci nie powinien dać śmierci panować nad swoimi myślami". Było u drogiego mi Tomasza więcej takich akapitów, w tym mieliśmy na pewno pokrewieństwo :)
      Na przykład światełko jakie otrzymał umierający Tomasz Boodenbrok, że jakaś jego część przeżyje w następnym pokoleniu. Chyba połowa, albo cały Mann jest zawsze o życiu i śmierci (Śmierć w Wenecji...). Był moim mistrzem, towarzyszem, przyjacielem przez parę długich lat. I został, choć już w inny, dyskretny sposób. Zawsze są mi np. bliscy jego czytelnicy, a gdy ktoś wyznaje, ze też b dla niego najważniejszym pisarzem, to och i ach (np. prof. Zofia Trojanowiczowa).

      Zapamiętywałem w sposób naturalny fragmenty literackie pozytywnie o śmierci (w kontekście Boga i na odwrót)mówiące. U Aldous Huxleya, któryś z bohaterów odnalazł Boga w kwartecie smyczkowym opus 132 Beethovena, u Grahama Greena ktoś umiera, by ktoś kochany nie poznał jego zdrady(??)...
      Najpiękniejszym i chyba ostatnim literackim oswojeniem śmierci było w moim przypadku opowiadanie "Śmierć Iwana Ilijcza"(?) czy jakoś podobnie Lwa Tołstoja. Gorzki sędzia, zakapior przez życie całe, także dla rodziny umiera w pokoju, zbył całą złość i lęk śmierci w słowie "wybaczcie" wyszeptanym jakoś niespodzianie. A potem ten niezwykły pokój, który jest większy od lęku śmierci. "Męstwo bycia" (P.Tilich) to filozoficzne dojście do sekretów niesamowitej mocy miłosierdzia? - nie tylko doznanego, ale także okazanego! Ja, w każdym razie, DOŚWIADCZYŁEM osobiście jego mocy w samochodzie SB, PRL, co poświadczyć mogę nawet notarialnie :)

      Ale, a przecież doświadczałem wcześniej emocjami innych, kiedy czytałem na sali katechetycznej św. Łukasza w Legionowie młodzieży szkół różnych, ale wszystkich średnich, epizod z życia św. Jana Bosco i św. Dominika Savio, gdy ten mały posłał dużego do nieznanego umierającego, pod nieznany wcześniej adres, by zaniósł mu miłosierdzie, a ten się potem dziwił, "skąd wiedziałeś?", no a ten mały miał łzy w oczach za całą odpowiedź. Prawie połowa sali starych byków i skurczybyków nawet, i ja też mieliśmy wtedy łzy. A można inaczej???

      Czy w tym ostatnim przypadku trzeba mieć dużo wiary? Kto? Dominik, Jan, uczniowie licealni (technika i zawodówki też), katecheta? A nie wystarczy odrobina serca i logiki? Wczucia? Emocji uczciwych? itd.itp.
      (cdn)

      Usuń
    2. cz.2 (są narzucone ograniczenia liczby znaków w odp.)

      Pewnie każda sentencja i przykład są dobre, które motywują i oswajają, także "aby dokonać rzeczy wielkich trzeba żyć tak, jakbyśmy nigdy nie mieli umierać". Zapamiętałem też (niestety niedokładnie) zdanie wyczytane bardzo sobie w bardzo osobliwej sytuacji w jakimś czasopiśmie w poczekalni pracowni gastroskopii szpitala w Węgrowie - coś o jasnym (w świetle całej miłości i wiary...) przeżywaniu chwili bieżącej, co skutecznie odsuwa mętne wyobrażenia o chwili przyszłej (śmierci). Bardzo mi pomogło wtedy, szkoda że nie wiem dokładniej. Badanie robił lekarz z polskiej uczelni pochodzenia afgańskiego.
      Cytaty jednak nie są już mi tak potrzebne dzisiaj. Moje życie się dzieje i obiektywnie - jeśli można? - ma cały czas ten sam potencjał, z którego czerpią (korzystają) moje komórki. Mój mózg pracuje na materiale prawie nieograniczonym. Moja wiara i rozum rozwijają się jakby wbrew naturze, która mówi o zanikaniu komórek. To chyba jeden z przyczynków za wiarą i rozumem pracujących zawsze łącznie (znacznie rozszerzają możliwości, wzajemnie się wspomagając, patrz: Fides et ratio). Moja wiara i rozum znacznie się rozszerzają z każdą przemyślaną lekturą JPII (i poprzedzającego go Soboru!), naszego "ukochanego" papieża, nie czytanych chyba w parafiach co wyjaśnia dość prosto niezadowalający poziom kazań. Bo o czym można mówić, czym się dzielić, nie sięgając do źródeł!

      O śmierci uczy i na śmierć przygotowuje chyba najlepiej samo życie, nie trzeba się więc martwić zawczasu, tak jak maturą, którą wielka większość zdaje, ale nie da się tego wytłumaczyć lękliwym uczniom klasy trzeciej licealnej :)
      A propos, ja sobie wytłumaczyłem, obliczyłem rachunkiem prawdopodobieństwa, że nie ma takiegoż, bym oblał, a przestraszyłem się dopiero po pisemnej z fizyki, też niepotrzebnie.

      No więc życie dziś mnie uczy, że nie chce się przeciągać pewnych stanów biologicznie-społecznych ponad miarę. A zdanie Andrzeja Madeja, któremu warto zawierzyć, nawet kiedy tylko kichnie, że jego marzeniem jest, "aby jego kości dokończyły, czego on, jako misjonarz nie dokona za życia", chciałbym, aby było zapowiedzią i dla mnie słodkiej "zemsty" - prac i rozrachunków nigdy nie do zakończenia (znów jakieś rachunki!) na ziemi.
      Więc dzisiaj patrzę na śmierć W INNEJ PERSPEKTYWIE, całego dotychczasowego życia (z równym jednak realizmem, jak za czasów matury, tak już widać mam).

      Logika (część matematyki?) dotychczasowego życia i życia przodków mówi mi o WIELKIM SENSIE. Ten sens, wraz z kolejnymi dziesiątkami lat, staje się ważniejszy niż moje przeżywanie lub nie - społeczno-biologiczne.

      BO ŚMIERĆ JEST CZĘŚCIĄ TEGO SENSU, A NIE PRZECIWKO NIEMU. JEST CZĘŚCIĄ ŻYCIA, CHOĆ BRZMI (TYLKO) JAK JEGO ZAPRZECZENIE. ŻYCIE SIĘ WYPEŁNIA Z KAŻDYM DNIEM I CHWILĄ, A NIE PRZEMIJA - KTÓRYCH (I TAK) NIE JESTEŚMY W STANIE OGARNĄĆ (ZACHWYCIĆ SIĘ I NACIESZYĆ W PEŁNI JAKĄ MAJĄ I NA CO ZASŁUGUJĄ) A PANUJE GMINNE PRZEKONANIE, ŻE TO JAKIŚ KONIEC! CZEGO? DLA KOGO? SENS SIĘ KOŃCZY I PRZEMIJA? KOMÓRKI I NARZĄDY, ORGANY? KTO? CO? DLACZEGO?? NIE JESTEM KOMÓRKĄ I ORAGANAMI, CHOĆ GRAM NA NICH – „JAM OSOBĄ”!

      Zresztą dużą pomocą mi służy wspólnota lokalna, która praktycznie wyrzuciła mnie poza nawias, więc jakbym już martwy, co piszę bez wielkiego żalu i goryczy (czasem owszem, w kontekstach). Widziałem TAKI SENS, że ciemność nawet śmierci nie może go już zasłonić. Szkoda, że nie uczą tej oczywistości, w szkołach, książkach i z ambon. A przecież wszystko jest tak prosto objawione w Ewangelii i całym Piśmie Świętym. Tego nie mogę nawet nazwać wiarą, to fakt CAŁO-ŻYCIOWY METAFIZYCZNO-LOGICZNY itd.

      Tośmy napisali wspólnie wczoraj/dzisiaj kawał prawdziwego międzypokoleniowego "Gościa Niedzielnego" :-)

      PS.
      Wybacz błędy orto- i logiczne, jeśli znajdziesz, ale w wąskim okienku przeglądarki internetowej mogę się jeszcze bardziej pogubić. Dobrej sesji egzaminacyjnej! - z na pewno trudnych i egzotycznych dla mnie przedmiotów :)

      Usuń
  2. Jesteś cudowny szczerością... całością. Tacy rodzą się raz na ... ? - lepiej się znasz na matematyce ode mnie :)

    Gryzą mnie (lekkie) wyrzuty sumienia za wszystkie niejasności, niepodpracowania, przyziemności. Ty zasługujesz na więcej.
    Ja tylko żyję, tak się złożyło, że w 2012 również. I (nie tylko) ten fakt chcę odcisnąć na warstwie świadomej rzeczywistości, w której żyję i która pozwala mi się poznawać, a właściwiej, która mi się daje, która się odsłania, objawia, daje mi udział w miłosnym akcie-aktualizacji. Bez mała w każdej chwili.

    OdpowiedzUsuń