wtorek, 7 sierpnia 2012

Wydarzenie wakacyjne


Obudzę się jutro, jeśli się obudzę, nie po nic innego...
Zacznę inaczej. Nie obudzę się, jeśli, do jakichś zaplanowanych zadań. Ale jeśli, to tylko by doświadczać BYTU, własnego i innych istnienia. Tak mam, tak dostałem chyba przy urodzeniu. Tego się nie wybiera.

Sięgam po karteczki, które leżą na stole, obok komputera od kilku dni. Nagromadziły się. Zacznę od adoracji z 1 Sierpnia, choć nie będę w błędzie, jeśli napiszę prościej adoracja 1 Sierpnia (niech się żachną zawodowi teologowie ;-)

1) Dlaczego "ucieszyła już sama zapowiedź"?
- Bo znając odrobinę księdza Mieczysława, wiedziałem, że zaprasza na ucztę. Na szczyt. Że będzie szedł obok, asekurując nasze "rozproszenia". Że będziemy wchodzić na szczyt z profesjonalistą od duchowego himalaizmu. Nawet mnie bardzo nie rozczarowało, kiedy dotarło do mnie z telewizji, że to inicjatywa biskupa (co bardziej uwiarygodnia drugi zapis bez "z"). Władza to władza. Osoba jest zawsze ponad :-)
2) "Coś mnie ciągnęło" - normalka, coś od urodzenia ciągnie mnie na szczyt (rozmowa z Bogiem w drodze do szkoły, duch sportowca, rozmowa o Noblu na peronie z Niemcem, Solidarność, Rzeczpospolita Norwidowska...)
3) "Ciekawość "adoracji" nowego proboszcza"" - też naturalna, ludzka i po ludzku, co szczętnie większość ukrywa, albo nie chce przyznać, a my się spotykaliśmy z księdzem Mieczysławem będzie już z 15 lat temu, więc... ciekawość w skos i w poprzek we wszystkich kontekstach naturalna. Adoracja musi się wiązać z ciekawością! Czy miłość nie ma w sobie ciekawości drugiej osoby? Przyznawaj się do ciekawości, zdziwienia, zachwytu, żeby być bardziej i w pełni człowiekiem. Nie jesteś sumą potencjałów elektrycznych, ani genotypem, ale fenotypem i sobą, masz "ja" bardzo głębokie i pamięć i tożsamość i... bardzo wielkie dary. Musisz się objawić, żeby być. Wszystko najważniejsze w życiu jest darem i ty możesz (masz) być darem dla innych, dla Drugiego. Zaryzykuj. Religia to nie abra-kadabra nałożona na ciebie zwyczajem i strachem, ale samo życie, prawda i droga. Czyż tak nie powiedział sam założyciel? - a my możemy doświadczać i potwierdzać (życiem i adoracją).
4) Adoracja (w) 1 Sierpnia u Polaków to jak "akt wolności wolność ubezpieczający", akt wolny wolność ubezpieczający, jak głos wolny wolność ubezpieczający, co rozumieli Polacy przed 250 laty, ale czego nie chcą zrozumieć moi współcześni, więc milczą jak zabicie w sprawach gminy, szkoły, parafii w publicznej nad sobą (i swoich dzieci) wolnością, przyszłością, demokracją, kulturą... Postkomunistyczne i postłapkowe żniwa.

Adoracja (w) 1 Sierpnia - ubezpieczamy największą i prawdziwą wolność siebie w ojczyźnie wolnej i GMINIE, wolność ideałów osoby i wspólnoty. TU się wykrystaliz(ow)uje nowa wspólnota lokalna (oparta o te same wartości i ideały), nowa gmina, w modlitwie trzeba "wyrąbać"nowy etap rozwoju wspólnoty lokalnej (parafia, szkoła, gmina...). Masło maślane? Daj Boże! Daj Boże! Amen.
5) Przebieg:
- wprowadzenie, ABC adoracji, w rozumnych prostych słowach. Ksiądz mówi ze zrozumieniem, czyli nam i sobie i o to chodzi. Takie słowa nigdy nie nużą, nie dziwią, nie brzmią jak (religijna) mowa-trawa. SĄ ISTOTĄ BYCIA W KOŚCIELE, NA ADORACJI I W OGÓLE.
- i tak do końca, na uznanych schematach
6) Adoracja parafialna jest słowem rozumnym, ciszą i wydobywaniem (z siebie) dźwięków. Sylabami śpiewam ze zrozumieniem, choć ciszę wolę.
7) Intencje modlitewne też pomagają w trwaniu przed Bogiem, na modlitwie i adoracji. Intencje zbierają całą wspólnotę w jedno: Ojczyznę, gminę, rządzących, rolników, tych, co w Murzasichlu, szkołę, Syrię, żniwa, samotnych i chorych... Zapisałem sobie "oprócz ps.91", czego sam nie rozumiem w tej chwili, ale myślę, że chodziło mi o to, że nie trzeba wymieniać samych modlących się :-)
8) Zapisałem także pytania...
- kiedy wyodrębnia się własne "ja", podmiot
- kiedy uzyskuje się swoją tożsamość itd.itp.
... ze smutną adnotacją "przeżyłem już 60 lat, ale nauka, choć bardzo się rozwinęła i ogromne są jej osiągnięcia i zasługi dla ludzkości do odpowiedzi na powyższe pytania nie zbliżyła się ani-ani. Wiemy tyle co autorzy psalmów i inni  biblijni bohaterowie. W czasie godzinnej adoracji zwykle mi nie brakuje takich spostrzeżeń.

ADORACJA jest...? Najbardziej aktem religijności. Ale! - przywraca równowagę w życiu osobistym i świata całego. Uspokaja? Na pewno. Plus "coś" metafizycznego. Adoracja zaprzyjaźnia z całym światem. Rośnie w nim (i w nas) jakiś potencjał.
Coś się na niej  wydarza, wydarzyło. Lżej się oddycha, lżej klęczy i śpiewa, z radością się myśli (radość rośnie i miłość) o wszystkich (nawet w Murzasichlu) i o powrocie do nich, do siebie. Transcendencja odwrotna.
A ja już tak mam, że muszę wszystko rozpisać na elementy. Także na (podczas) adoracji. Rozum i wiara. Wiara i rozum - tak mają.

Mamy i my swojego proboszcza z Ars. Tak rozumiałem, rozumieliśmy ... wszyscy, którzy prowadzą rozumne życie... Nie będzie łatwo. Stronnictwa faryzeuszy zawsze patrzą na długość frędzli u płaszcza i inne głupoty i powierzchowności, nie na życie wiary i rozumu. O podobieństwie ludzi prowadzących rozumne życie duchowe (religijne) i o faryzeuszach będzie pewnie - niestety - co i rusz okazja pisać.
Bo u nas "oni", kryjący się za plecami innych, ludzi szukających wiary rozumnej i życia duchowego nazywają "siewcami nienawiści". Oni są utajoną opcją "popeerelowską" (marksistowko-leninowską, przekonaną o wiecznej walce klas). Nie bronię siebie dla siebie. Oni ze mną chcą odsunąć w niepamięć i zakwestionować sens najnowszej historii Strachówki i zmian ustrojowych w Polsce. 

"Najserdeczniejsze, najświętsze... Serce Boże..." Słowa, słowa, słowa. Język, język, język. Rzeczywistość, rzeczywistość, rzeczywistość. Ja i ty, TY???

PS.
Wydarzenie wakacyjne, to - Wydarzenie Wakacji!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz