czwartek, 6 grudnia 2012

Bóg w naszej szkole (1)


Łaska widzenia i przeżywania spraw duchowych (Bożych i człowieczych) przychodzi nagle - może z każdej strony i o każdej porze. Są okoliczności uprzywilejowane, bardziej sprzyjające i mniej. Inaczej przeżywa się życie i doświadcza siebie i świata całego w kościele lub pięknej scenerii, inaczej w piekiełku „złych” ludzi i zdarzeń. Ale nigdy nie jesteśmy rozdzieleni na ciało i ducha, to niemożliwe nawet w chorobie. Zawsze jesteśmy cieleśni, w dobrym i gorszym znaczeniu. I zawsze duchowi. Byle być wiernym sobie i wartościom, które zostały nam przekazane, uwidocznione, które także sami odkryliśmy żmudnymi studiami lub przypadkiem i przyjęliśmy. Byle być wiernym. Być sobą. Pamięć i tożsamość.

Wiem, że nam się wydaje - większości osób i w większości osobistych doświadczeń – że jedno przeczy drugiemu. Że grzeszności nie towarzyszy duchowość, a w duchowości nie będzie pokus. Bzdura. Jesteśmy od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci jednością (chyba nie trzeba dodawać nic więcej). Grzesznik usłyszał na krzyżu „dziś będziesz ze mną w raju”. A święty Piotr z kolei, od tego samego Jezusa - „idź precz szatanie”. Gdzie tu sens i logika?! W jedności stworzenia i łaski. Różnie to można rozumieć, niech się każdy sam potrudzi.

Nie jest tak, że w naszym życiu jednym i osobowym (cielesno-duchowym) jedno następuje po drugim bez związku. Że albo grzeszność, cielesność, albo świętość i duchowość. Stany uniesień, owszem, są rzadkie. Ale życie jest jedno. Jesteśmy ciałem uduchowionym lub duchem ucieleśnionym, jak kto woli. Nie jest tak, że jedno następuje po drugim przeplatając się dość przypadkowo. Kiedy grzeszymy, jesteśmy duchowi i kiedy trwamy w duchu – jesteśmy cieleśni. I w grzeszności i w świętości jesteśmy TĄ SAMĄ OSOBĄ, tym samym stworzeniem. Tertio non datur. To chyba bardzo dobrze i warto wreszcie w to uwierzyć. Bo konsekwencje są słodkie. Grzeszny (któż z nas bez grzechu!), cielesny, mądry, błądzący, zagubiony, odnaleziony, smutny, radosny, zdrowy koń, jak rydz, lub znerwicowany itd. - Bóg jest z Tobą. Ty Go nie zabijasz grzechem. To tylko obrazkowa religijność i zła katecheza tak mówią. Tak nie powie dobra teologia.

Niestety, częściej ta zła jest utrwalona w piosence i tradycyjnym kaznodziejstwie. Nie możesz zabijać Boga i jednocześnie z Nim wstępować do nieba! Ani - będąc Jego wiernym przyjacielem – nie zgodzić się ze słowami „idź precz szatanie” wypowiedzianymi tak jakby pod twoim adresem. Spoko. Obaw zbądź! - mówi ci grzeszny katecheta ze wsi. Bądź wierny i trwaj z Nim i przy Nim i przy sobie. Nie musisz siebie zostawiać - co za niedorzeczność - wręcz przeciwnie. Musisz zachować przez całe swoje świadome życie pamięć i tożsamość. Sam możesz także z ich pomocą - lustrem teologiczno-antropologicznym - odkrywać Boga i reguły. Walcz o prawdę! widzialną i namacalną - BO TOBIE SIĘ ODKRYWA, OBJAWIA - i zostawiaj to, co mniejsze, wybierając większe. Ot, co! On Cię nigdy nie opuszcza, tak samo jak matka i ojciec – zdrowi na umyśle - nie opuszczają dzieci. Jest przy tobie, w tobie, dla ciebie i świata całego Dobrą Nowiną na wyciągnięcie ręki.

Oto - także - przyczynek do zrozumienia naszego lokalnego sporu o szkołę i gminę. Spór jest ostry i śmiertelny. Nie może być inaczej, gdy idzie o zachowanie dobra i innych wielkich wartości. „Idź precz szatanie” każdy z nas musi usłyszeć - podnosząc rękę, albo szept za plecami przeciwko niej.
To jest jak obrona niepodległości. Jednoczesna obrona Polski i katolicyzmu. Zdrowia wiary i rozumu wśród nas, w nas. Tu nie ma pardon, przepraszam, może kogoś uraziłem. Nie przepraszaj, gdy potrącisz kogoś, ratując dom z pożogi. Walcz i żądaj od widzów, nawet wrogów, pomocy. Świętości są (właśnie) na śmierć i życie.

Od końca sierpnia, od powrotu z wyjazdu szkoleniowo-integracyjnego na Suwalszczyznę i Wileńszczyznę jestem właściwie permanentnie wzruszony. Wystarczy, że coś mi przypomni: obraz, zdjęcie, wspomnienie, skojarzenie... zbyt rzadko – niestety – rozmowa.

Co tak wielkiego się tam wydarzyło? Wszystko. Chronologia, miejsca, ludzie, historia, przyroda, kultura. Od samego początku, bo przecież miałem nie jechać. Nie chciałem, skoro ze sobą nie rozmawiamy o życiu i sprawach duchowych, to po co? Pojechałem, bo wielu nie pojechało. Pamiętam chwilę na posiedzeniu Rady Pedagogicznej kiedy jak piorun z jasnego nieba zmieniłem decyzję – po „głosowaniu” nad wyjazdem - w niezgodzie na ten stan rzeczy, w akcie buntu. Jeśli coś się wali – ratuję, od razu, bez zastanowienia.

Zbuntowany jechałem. Zaplanowany w marszrucie Tykocin z Czarneckim, rynkiem, synagogą i kościołem jeszcze mnie nie rozkleił. Ale niespodziewany przystanek w Suchowoli, która zatrzymała się na naszej drodze, bo nie my na niej, TAK, całkowicie. Jestem tam cały czas. Pozostałem, trwam, nie mogę opuścić tego miejsca w czasie i przestrzeni. Ten sam duch mnie objął skrzydłem jak wtedy, gdy przekraczałem bramę (furkę) kościoła za Żoliborzu, kiedy go porwali. Wtedy, w takim objęciu, wątpliwości nie ma. W Suchowoli - dla mnie - na drodze Bóg nam stanął i już nie opuścił do końca.  

Ale przecież to są sprawy tajemnicze, ukryte nawet przede mną, bo myśląć o wyjeździe wcale nie myślę o Suchowoli, dopiero teraz – pisanie ma wielką porządkującą służbę w moim (?) życiu.
Myśląc o wyjeździe myślę przede wszystkim - Papież i Wilno, potem "Pan Tadeusz". Miłosierdzie i szuwary, też. A potem tak mnie wciąga ta wizja, to widzenie "widzącego", że nie widzę czubka własnego nosa. Dzisiaj zobaczyłem w tej perspektywie, w tym świetle TOŻSAMOŚĆ SZKOŁY RZECZPOSPOLITEJ NORWIDOWSKIEJ. Nie muszę wypisywać za każdym razem 'w Strachówce', bo nie ma takiej drugiej. Jak nie ma drugiej takiej samej Suchowoli, Wilna, papieża, Pana Tadeusza...

Zdałem sobie sprawę, że zacząłem nagle niespodzianie pracować nad historią współczesną naszej szkoły. Ją pisać. Co, w obliczu zagrożeń i walki o władzę pewnych ludzi, jest bardziej niż konieczne. Jak wytłumaczyć i pokazać TO, co się u nas stało? Jak zbadać dokładnie wszystko i opisać po kolei, kiedy żyją jeszcze naoczni świadkowie. Jak opowiedzieć o tych wypadkach. O zdarzeniach, które się już dokonały i ciągle dzieją pośród nas.
Czego my chcemy nauczać w tej szkole? Jakiego wychować człowieka? Po 32 latach pracy w tej i dla tej wspólnoty, nie zostało mi już wiele czasu na czekanie z odpowiedzią, może raczej z opowieścią.

Dla mnie historia najnowsza Polski zaczęła się we Francji, nie we Włoszech, jak w hymnie. Nazwisko Walesa usłyszałem pierwszy raz od kierowcy, który mnie zabrał na autostopie w drodze z Rennes do Paryża. (cdn)

Tu Wojski grać przestał. Jest wieczór. Trzeba jeszcze dać chronologię "z dnia", bo ona ukazuje nawiązania i linkowanie:
1) Pogoda ducha? - tutaj
2) Z wczoraj - „Na jakim etapie rozwoju i ujawniania się tej społecznej choroby (patologii) powinno interweniować państwo? (np. terapia poznawczo-behawioralna dla pewnych grup zawodowych itp.). Czy istniejące prawo chroni prawdę [i Realizm]? Kształt i treść dzisiejszego posta wzięła się od Jezusa z Cefalu i strasznego zdarzenia po wczorajszym posiedzeniu Rady Pedagogicznej. W trakcie mojego pisania będą się działy fakty i na pewno będę pod wpływem ich światła (wymowy? - za mało). Fakty działają na mnie jak promieniowanie tła na teorie kosmologiczne. Miałem tutaj na myśli wyjazd i obecność przedstawicieli "RzN" na gali, oraz nagrodę SKRZYDŁA ANIOŁA i dyplom CARITAS'u.
3) Modyfikacja małego fragmentu, nieścisłości lub niezręczności stylistycznej (jednej z wielu) - „Jestem chrześcijańskim myślicielem. To nic strasznego ani zdrożnego. Każdy ochrzczony ma takie powołanie. "Nie ma wiary bez myślenia". Od czasu encykliki „Wiara i rozum” nie można chować głowy w piasek. Przeciwnie, trzeba obie sprawności rozkręcić na cały regulator.”
4) eksplikacja w sprawie pochodu pokoleń do nieba, czyli inaczej "Królestwo Boże jest w was, moje/nasze ukochane dzieci"
5) ale i post i link norwidologa Adama, bardzo ważne dla każdego z nas, nauczycieli RzN
6) I jeszcze jeden fragment wyprostowany choć odrobinę z wczorajszego posta - „Mnie za to [myślącą i głoszoną publicznie wiarę] hakują i przemilczają, ignorując. Ja odpowiadam – ignorancja jest objawem choroby, najpierw poznawczej i formatywnej, później społecznej. Formatywnej? Formującej? Kształtującej postawy i charaktery! Tak, choć to rzadko używane i używane (czytane) ze zrozumieniem terminy - dlatego nie lubię określenia-tłumaczenia „Ocenianie kształtujące” stosowanego do pewnej praktyki szkolnej, bo jeśli miałoby prowadzić do stosowania także (masowo) przez ludzi, którzy nie rozumieją podmiotowości osoby, to może wyrządzić sporo szkody. Kształtować można tylko na obraz i podobieństwo wolnego podmiotu, według najwyższego wzoru Wolności-Dobra-Prawdy-Piękna...”.
7) Przyczynek do przyczynku, bo nie poprawa, raczej rozwinięcie - „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli. Do poznania prawdy potrzebny jest wysiłek woli, aby się na nią otworzyć. Potrzebna jest wolność woli. Spodobało się Bogu... i stworzył... i tak dalej, wiele rzeczy w ten sposób jest opisanych w Biblii. NIE MA BIBLII BEZ WOLNOŚCI. Nie ma wolności bez solidarności... także z Bogiem Biblii.”
- tradycyjnie się mówi o Wielkiej Trójcy (transcendentaliów) – Dobro – Prawda – Piękno. Dopisałem Wolność. Co do „spodobało się Bogu”, to mogą być różne tłumaczenia, ale rozumiem to po norwidowsku „Piękno zachwyca do pracy...”. Nawet Boga. Piękno nie musi być tylko materialne. Właściwie, wprost przeciwnie, ma duchową naturę, więc Bóg mógł się zachwycić sam sobą, czyli Prawdą Dobrem i Pięknem, które są w Nim. No i „się” podzielił, bo taka jest natura Dobra, Prawdy i Piękna, że „się” udziela. Taka jest „natura” Boga. Życie też się dzieje. Życie każdego z nas.
8) Śmieszny, a może wcale nie, post dałem na Fb, bo przyszło mi do głowy, że po wtorkowym wybuchu na korytarzy, po "radzie" wszyscy potrzebujemy rozmowy z psychologiem. Jak po każdej traumie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz