poniedziałek, 5 marca 2012

Ale objawienia!

Klasa druga, ta najbardziej wrażliwa strefa nauczania, w której saper może pomylić się tylko raz, przyniosła odkrycie. Miałem Popiełuszkę do pomocy. I jego posługę wśród robotników w Hucie Warszawa. Głównie chodziło mi o spowiedź. Bo do I Spowiedzi i Komunii idą właściwie. Nie ma lepszych i gorszych sakramentów. Są dwa w jednym przeżyciu, choć akcentuje się tradycyjnie tylko komunię. Niby dlaczego?
Więc o spowiedzi, sumieniu, jego rachunku zbilansowanym, było. Ale to tylko naprowadziło, że przecież w doświadczeniu rodzinnym mamy wzory sprawdzone przygotowania, sześć I Komunii mieliśmy, jak dotąd. I odkryliśmy, albo została nam dana pomoc z nieba – trójka dzieci świętych z Fatimy. Hiacynta, Franciszek i Łucja. Nasze dzieci czytały, jako osobisto-rodzinne przygotowanie, książeczki o nich, kupione w sanktuarium na Krzeptówkach. Które przecież są sanktuarium wdzięczności za uratowanie życia papieża po zamachu 13 maja 1981 roku, kiedy i my się modliliśmy na spotkaniu założycielskim Solidarności w Rozalinie. Historia, pamięć i tożsamość nas współtworzą każdego dnia.

Kiedy więcej mówiłem o dzieciach Fatimy, usłyszałem „a może jest film”? Ania podpowiedziała, że trzeba poszukać w Internecie. Więc ja i jej rodzice będziemy szukali, tak obiecaliśmy wobec klasy.

Boże jaka nadzieja – w tej trudnej obiektywnie sytuacji i bardzo zawiłej. Fatima i mnie/nas uratuje?

Jak Łapka popsuł gminę? Że nie każdy był tym, kim był, kim jest – w życiu gminy. On ustanowić chciał porządek i hierarchię osób, potrzeb, pseudo-wartości. Przez 16 lat!!!
Stoję na korytarzu 5 marca 2012, dyżuruję i rozmawiam z gimnazjalistą, tak się złożyło, czy raczej stanęło. Tuż obok, widzimy przez drzwi słoneczny świat, więc o pogodzie parę słów wymieniamy serdecznie dosyć i o sublimacji. Jakże symbolicznie! Tłumaczę - to zjawisko wysychania, przechodzenia z lodu do gazu bez fazy ciekłej i uświadamiam sobie, że tyle mogłem i miałem do wypełnieni ról i zdań i mądrości, które życie (Stwórca) sam mi podarował. Nie tylko o sublimacji!
"Dla danej substancji sublimacja zachodzi w takich warunkach termodynamicznych (ciśnienie i temperatura), w których nie może ona istnieć w formie ciekłej." Łapka stanął na drodze. Chciał przesłonić sobą cały świat. I mu się prawie udało. Sublimacja, wzięła się od łacińskiego "sublimis" tzn. wyniosły.
Może RzN jest jednym z owoców tego dziwnego procesu w fizyce i psychologii?
Więc żyjąc w cieniu, który zaciągnął nad nami wszystkimi, nie jestem tym kim jestem, bo ciąży nade mną „siewca nienawiści”, wcześniej „hodowca świń w Korytnicy”, „właściciel domku jedno(?)rodzinnego w Zielonce” itp. itd.itp. Pewnie i „nieuk” i „krętacz”, może „złodziej”?
Więc i gimnazjalista ma prawo czuć się nieswojo stojąc zbyt długo ze mną i przy mnie. To się czuje!!!!! To wie!!! Taką wrażliwością i możliwościami poznania i uczestniczenia w rzeczywistości człowieka - przez wczucie, empatię (Einfühlung) - jest obdarzona osoba.

A druga, jeszcze poważniejsza sprawa, to katecheza o godności pracy. Odkryłem w klasie 4-tej, korzystając z katechezy cyfrowej przygotowanej przez księdza z Lublina, na którą dostał pieniądze z NBP. Więc poprosiłem i dostałem, gratis. Korzystamy ze sponsorów :)
Katechezę zrobił i rozesłał na 30-lecie encykliki o pracy „Laborem exercens”. Na moje usilne apele o czczenie 30-lecia Solidarności w gminie samorząd pozostał głuchy, nawet łamiąc prawo obywatela do odpowiedzi każdej władzy. Nikt nie odpowiedział, nawet radna od WOS-u. Skandal i tyle. Niech im Bóg wybaczy.
Dzisiaj oglądam z uczniami po kawałku. Drugiej klasie wybrałem fragment ze spowiedzią. W czwartej więcej. Zrozumiałem, że trafia w sedno tego, co zrobił w historii Polski rok 1980. Dzisiaj też chyba tylko na polu pracy może odrodzić się etos Solidarności - nie jako ruchu związkowego, ale losu człowieka na ziemi. Etyka po prostu, którą pierwszy napisał ks. prof. Józef Tischner. Ja Józef, magister, też chciałbym powiedzieć i napisać trzy słowa. W roku 2012. Laborem exercens (wykonywać pracę) musi każdy z nas. Chodzi o to, żeby godność i świętość była pośrodku naszej pracy, jak w hucie i w stoczni w 1980. Co nie znaczy, że na sposób dewocyjny. A po co mamy zdolność do miłości intelektualnej??? Wystarczy jej użyć ze zrozumieniem, jak zrobić znak krzyża i wymówić słowa aklamujące, że żyjemy w imieniu Ojca. Go reprezentujemy!

Potem nie było katechezy w „zerówce”, było nagrywanie hymnu szkoły dla potrzeb płyty, którą wójt wydaje o gminie i Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Wczoraj nagrali swoje narracje dziekan uczelni – pomysłodawca, wójt, Emila, autorka hymnu i Grażyna, ta od „Vademecum” :)

Paweł przywiózł keyboard, rozłożył zapis nutowy i... dał ile wlezie. Dziewczyny się stopniowo rozśpiewały i... nagraliśmy. Ile daje wspólne działanie! To dlatego Andrzej Madej na marginesie swojego brewiarza zapisał „jeśli możesz coś zrobić sam lub to samo z innymi, praca wspólna wyda większe owoce”. Wiem, bo zostawił go kiedyś po rekolekcjach, musiałem odkryć tajemniczego właściciela. Odkryłem i tę jego tajemnicę. I o poście eucharystycznym do pierwszej mszy.

Nagrywanie hymnu szkoły na płytę wójta jeszcze czegoś nauczyły. Czułem, jak musi to być ważna chwila i wydarzenie dla Emilii. Jest przecież dusza autora w każdym jego dziele. „Bom wszędzie cząstkę swej duszy zostawił.” Tak, wieszczu Adamie. Znam ten stan i ja. Dlatego cierpię prawie piekielne męki w mojej gminie. A może tylko czyściec? Nawet na dyżurze na korytarzu. Życia nie da się pokroić na plasterki i odizolować. Kto oprócz nas to rozumie? Po norwidowskim konkursie powiatowym, po Vademecum, po turnieju w ping-ponga, dobrym apelu, akademii...

Więc w klasie trzeciej czuję się silny wspólnym przeżyciem nagrywania hymnu. Temat zapisuję - „Chcę widzieć Boga”. To święta Teresa z Avila (XVI wiek, Hiszpania), doktor kościoła. Bo nie ma wiary bez myślenia (św. Augustyn, IV w). Mamy się od kogo uczyć.

Ostatnią lekcję mam w sali, w której szafie jest 3 tomowy podręcznik historii filozofii Władysława Tatarkiewicza, jednego z autorytetów akademickich mojej młodości. Jak i tu właśnie Bogu nie dziękować. Jestem wrażliwy na takie drobne znaczki, filatelistykę niebieską.
Mam przed sobą (nagrany hymn szkoły, folder z parafii Przemienienia Pańskiego w Sulejówku, który nasz kochany Antoni cudotwórca całkowicie odmienił, z szarego, zewnątrz i wewnątrz smutnego kościoła zrobił kościół piękny i żywy, obrazki do przemyślenia i zamalowania) i wszystko po coś, jak od zawsze na moich katechezach, które potrzebują eksponatów niczym przypowieści. Ale nie mam najważniejszego. Dzisiaj nauczyciel, jeśli chce uczyć jako reprezentant swojego wieku i stanu kultury i techniki, musi mieć pod ręką dostęp do Internetu, projektor i ekran. Ne może zanudzać słowem, papierem i podręcznikami. Wiedza żyje. I my musimy żyć na bieżąco, a nie nawykami, kredą i czarna tablicą.
Oczywiście, że człowiek jest największą po-mocą i jego życie wewnętrzne. „Kto potrafi zrobić znak krzyża ze zrozumieniem i wymówić tak słowa o byciu na ziemi w imieniu Boga – jest bardzo wielkim człowiekiem. Tego się uczymy. To jest największa moc i „magia”, której wymowa i działanie dostępne jest dla każdego wierzącego człowieka na globie, w globalnej cywilizacji.

Nie jest tak przecież, że chwalę się swoimi lekcjami i sobą na blogu. Nie ma czym. Ja tylko zapisuję to, co jest, co dzieje się przed moimi oczami i za moimi zamkniętymi oczami, w świecie wewnętrznym. Często lekcje są bardzo kalekie, a ja bywam wściekły lub nijaki, tu lub tam, burknę, warknę, zagotuję się, spienię, scukrzę jak miód lub melasa. Gdzie jest cała prawda o człowieku? Nikt jej nie zna, jak powiedział JPII na początku swojego długiego pontyfikatu. Jego pierwszą encyklikę wziąłem na drogę „stopem” po Europie w czerwcu 1979. Ot, taki jestem, i takie mam życie. Tutaj, w mojej gminie, Kazimierz Łapka napisał mi nowy życia-rys, a bardziej rozpowiedział mieszkańcom z ust do ust i z ucha do ucha innego Kapaona. I tak, wielu, wielu dla własnej politycznej wygody, żyje w fałszu. Taka u nas panuje poprawność (na opak) polityczna.
Myślę o tym także w samochodzie wracając ze szkoły Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Wydawać by się mogło, że powinienem chodzić jej ulicami z podniesioną głową, z każdym przyjaźnie zagadać, jak pewnie by było, gdyby teraz na ulicę wyszedł wójt były Kazimierz i obecny Piotr. Kapaon dla nich – to żołnierz wyklęty. Co rzutuje na całe nasze życie. Nie życzę nikomu.

Ale jak się nie cieszyć, czytając artykuł syna w gazetce szkolnej znanej „Poniatówki”. Ważny nie tylko artykuł, ale także o czym – „O VoLOntariacie” (tak uwieczniają w nazwie swoje V LO). Mądre i dobre mamy dzieci. Aż głupio o nich „dzieci” pisać, bo to nasi partnerzy życiowi, dani nam od Boga. Każde z nich to oddzielna historia (np. imienia) i osobowość. I niech tak będzie na zawsze. Na wieki wieków. Amen.
Nie jest im lekko dzisiaj, czasem są bez chleba. Dosłownie. Częściej bez grosza w kieszeni, tak jak ich rodzice.
Ciekawe, jak się czują czytając, że ich ojciec to siewca nienawiści, a o matce coś wie nauczycielka, jej pod-władna w szkole, co na pewno podważyłoby jej ocenę w ich oczach i sercach, gdyba ta tajemnicza „wy-chowa-wczyni” podzieliła się swoją – jak zwykle – tajemną wiedzą (musi gromadzi teczki na bliźnich?!). Chciałbym z nią i z nimi pogadać jak człowiek z człowiekiem - w ich przecież tylko gronie z SPS – w świetlicy wiejskiej, ale choć mówię i piszę i proszę, nie mam odpowiedzi.

Przeżyłem kolejny dzień. Po co? Co zrobiłem? Co dostałem? Co zrozumiałem? Za co chcę dziękować pod wieczór?

Przeżyć coraz trudniej. Rano – do niczego. Potem się rozruszam. Najlepiej jest w klasach, choć 'jak będzie' nie da się nigdy przewidzieć. Dlatego w niedzielę wieczorem miękną mi nogi i rytm serca przyspiesza. Czy dam radę? Ciężar większy chyba nakłada klimat ogólny, nie dzieci. Z dziećmi tak lub inaczej poradzę. Stres – to dorośli. Na przykład klasa 2-ga. Tuż przed I Komunią. Dawniej lekko bym czuł się na duszy i układał się tylko z Bogiem i przed Bogiem. Wiedziałbym, czułbym nieograniczoną akceptację księdza Antoniego i już antycypowałbym radość liturgii świątecznej. W obecnych układach idzie stres. Nic nieograniczonego nie ma, niestety. Wszyscy jesteśmy czymś ograniczeni. Taki jest stan dialogu między nami, od wychowawczyni poprzez grupy rodziców, nie wiadomo gdzie, pokąd. Może jednak się spotkamy wszyscy zainteresowani przed majem? Mamy wszystko, co jest potrzebne, żeby znaleźć konsensus w świetle wiary i organizacji, czyż nie!

Czy dam radę? Nogi drżą lekko i po pracy. Bo tak ze trzy godziny to każdego dnia czuję się dobrze, do roboty znaczy. Ale to może być między 9-12, albo 10-14, albo 3.30-6.30. Po południu to zupełnie nie.

Ale zawsze - TO, CO POWIEDZĄ MI FAKTY (OBSERWACJE) I DUCH ŚWIATA WEWNĘTRZNEGO – jest ważniejsze niż zwykłe rozmowy i własne spekulacje.

Radość jednak już czai się w progach. I w szkole i w domu. Uczniowie dostrzegli kątem oka, którego nie mają z medycznego punktu widzenia, że przyszła przesyłka z Ameryki. Już zacierają ręce i siebie całego na jutrzejsze czytanie. Świat jest na wyciągnięcie ręki. Ich przyjaciele (penpals) w sobotę otrzymali dary Ducha Świętego w sakramencie bierzmowania, co w ich tradycji się ładnie nazywa „Confirmation”. Niech będzie to umocnienie całej międzynarodowej wspólnoty. Duch nie zna granic!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz